Podobno gdzieś w sieci pojawiły się plugawe ataki na córki Tomasza Lisa. Piszę „podobno”, bo proszę wybaczyć, ale nie będę sprawdzał, nie będę się w tym babrał. Autentycznie dzieciom Lisa współczuję, nie są niczemu winne, jeśli więc padają ofiarą oszczerstw, to powinna się tym zająć prokuratura.

Natomiast choć sam mam córki, to jakoś nie potrafię współczuć Lisowi. Zainicjował najgorszą w Polsce falę nienawiści, godną najgłupszych, oszalałych internetowych trolli. On zresztą owe trolle uwielbia – wyjmuje je, pokazuje światu, jak pewną emerytowaną wariatkę, i mówi: „Patrzcie, prawica mnie atakuje”.

To, że dla Tomasza Lisa nie istnieje inna prawica niż psychoprawica, to jego problem z postrzeganiem świata. Gorzej, że prowadząc swoje wojenki godne owych trolli używa do tego poważnych mediów i kompromituje społecznie ważny temat. Bo jest prawdą, że język Internetu stał się w Polsce – excusez le mot – kloaczny, ale Tomasz Lis jest ostatnią, no może prócz Hołdysa, osobą, która mogłaby z tym walczyć.

Lis jako twarz akcji #hejtstop jest jak młodociany strażak z wiejskiej OSP, który sam podpala stodoły, by potem imponować dziewczętom podczas akcji gaśniczych. I faktycznie, niektórym dziewczętom, że wspomnę wiecznie młodą zetempowskim zaangażowaniem Janinę Paradowską, pewnie zaimponuje. Ale ani Lis nie zwalczy w ten sposób internetowego hejtu, ani nie naprawi dziennikarskich standardów, co właśnie starał mu się wytłumaczyć daleki od prawicy dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski.

I jeszcze jedno: wszyscy wiemy, że Tomasz Lis pragnie zostać męczennikiem nowej władzy i już się rozkłada na swym pluszowym krzyżu czekając aż zwolnią go z pracy. Nie przeszkadzajmy mu w tym, ale i nie pomagajmy za bardzo. Rozumiem pokusę przypomnienia Lisowi, że sam kiedyś dość nikczemnie atakował cudze córki, ale właśnie w imię standardu go za to krytykowaliśmy.

Odpuśćmy. Niech Lis prowadzi swe oszalałe wojny z równymi mu nienawistnikami z psychopatycznej prawicy, którą tak ukochał. I tak jak ona w gruncie rzeczy zbiera punkty dla PO, tak Tomasz Lis jest najwytrwalszym sprzymierzeńcem PiS.

A my zajmijmy się Konkursem Chopinowskim, w końcu dziś zaczynają się finały. Myślicie państwo, że Charles Richard Hamelin przełamie klatwę koncertu f-moll?