To między innymi Polacy (Gąsior, Klekot, Pasik) opisani przez Wańkowicza zbudowali rolniczą potęgę Kanady. Nie pojechali na socjal, ale do puszczy. Karczowali, siali, zbierali i od dna, od dołu budowali gospodarcze mocarstwo. Tysiące osadników z Polski jak tysiące mrówek wzniosło Amerykę Północną na wyżyny dobrobytu.

Pułaski i Kościuszko też nie pojechali do USA po zasiłki. Kto wie jak by wyglądała Ameryka bez ich udziału.

Gdyby nie geniusz budowlany Rudolfa Modrzejewskiego (syna aktorki, Heleny) to Ameryka nie miałaby do dzisiaj wielu swoich mostów. To wynalazca mostów wiszących, twórca linii kolejowych w USA. Urodzony w Bochni nie zarejestrował się jako bezrobotny uchodźca.

A kto nie słyszał o Antonim Patku, twórcy najlepszych na świecie zegarków, powstaniec listopadowy, a teraz niemal symbol Szwajcarii. Przykłady polskich emigrantów, którzy w swoich nowych ojczyznach przyczynili się do ich rozwoju kulturalnego, gospodarczego czy politycznego można by mnożyć.

Ale czy tylko oni?

A Ci budowlańcy, którzy często „na czarno” wznosili w Niemczech domy, kładli dachy, naprawiali auta, pracowali u bauerów? Pożyteczni, pracowici, anonimowi, liczeni w… milionach? Czy bez polskich gastarbeiterów potęga Niemiec byłaby dzisiaj tak ogromna? Wątpię.

A Ci wszyscy oszukani przez system platformianej propagandy, którzy wykonują w Anglii pracę, którą Brytyjczycy pogardzają? To dzięki nim w tysiącach pubów są czyste talerze i kufle. Czyż to nie praca, nie pożytek? A wszyscy nasi rodacy, którzy pracowali w kopalniach Belgii, Francji, którzy mustrowali się pod obcymi banderami, którzy pracowitością i uczciwością budowali dostatniejszy świat? Czyż nie byli emigrantami?

Owszem, był jakiś margines tych, którzy kradli auta, pili wódę i włamywali się  do posesji. Ale ilu ich było? Jeden na pięciuset?

Jak można porównywać nadciągającą do Europy tłuszczę dobrze wykarmionych i młodych osiłków, którym w większości naprawdę żadna praca nie w głowie, z rzeszą polskich emigrantów, wypędzanych z kraju przegranymi powstaniami, zaborami, wojną, komunizmem, stanem wojennym? Tymi, którzy okazywali się być gigantami pracowitości, uczciwości i prawości. Trzeba być historycznym ignorantem, aby wańkowiczowskich bohaterów z „Tworzywa” porównywać z afrykańskimi czy azjatyckimi przybyszami. I tu nie ma nawet przestrzeni do gdybania. Wystarczy popatrzyć na doświadczenia Francji, Anglii, Niemiec, Hiszpanii, aby się przekonać jak to może wyglądać.