Pierwsze informacja o rzekomo intencjonalnym nie podaniu ręki przez prezydenta Andrzeja Dudę premier Ewie Kopacz potraktowałem wzruszeniem ramion. Oto kolejny pstryczek w nos nielubianego polityka, którego można zaatakować od innej niż do tej pory strony. Szybko jednak okazało się, że nie nie jest to zwykły „pstryczek”, a kolejny, przemyślany, sposób na budowanie odpowiedniego wizerunku znienawidzonego polityka.

Andrzej Duda w kampanii wyborczej był przedstawiany jako ugrzeczniony Ken. Wymuskany, wykreowany sztuczny twór Jarosława Kaczyńskiego, który spełniał marzenia „bogeymana” o pełnej władzy „naczelnika państwa” ( naprawdę taki idiotym pojawił się w jednym z tekstów). Szybko stał się w oczach mainstreamu agresywnym politykiem stojącym na czele jednej partii. Każda decyzja Dudy jest traktowana jako sprzyjanie jego macierzystemu ugrupowaniu, co oczywiście nie miało miejsca przy prezydenturze Kwaśniewskiego i Komorowskiego.

Można się było spodziewać, że armaty skierowane w Dudę będą potężne. W końcu jest to polityczny Kopciuszek, który dokonał rzeczy niemożliwej pokonując nie tylko polityka, który nie miał prawa przegrać wyborów. On uderzył w samo jądro salonu obnażając jego arogancję i napuszenie. Poruszył też lawinę zmiatającą prawdopodobnie na jesieni platformersko-michnikowy układ ze szczytów władzy. Takich rzeczy się nie wybacza, co pokazał kuriozalny tekst w „Lisweeku” o rzekomych wyłudzeniach Dudy, czy infantylne dywagacje o krytyce prezydenta polskiego państwa w Niemczech.

A jednak przy okazji cięższych oskarżeń powróciła ulubiona metoda dyskredytowania przez mainstream nielubianego polityka. Oto prezydent Andrzej Duda okazał się być małostkowy, bo nie podał na państwowych uroczystościach ręki premier Ewie Kopacz. Nie tylko telewizyjne dzienniki wałkują temat, ale również internetowe portale publikują wywiady ze specjalistami od protokołu dyplomatycznego, którzy jasno wskazują winnego zaistniałej sytuacji. W mediach społecznościowych roi się od potępienia Dudy i nazywania go wprost „chamem”. I choć filmik z uroczystości jasno pokazuje, że Duda nie odwrócił się na pięcie od „ręki” Kopacz, odpowiednia narracja medialna ruszyła. Ba, w sieci krąży zdjęcie pokazujące jak Duda „nie wita się z Kopacz” przy innych uroczystościach, które to przeczy jego rzekomej małostkowości.

Co to wam przypomina? Oczywiście lata 2005-2010, gdy w pałacu prezydenckim urzędował „małostkowy i mściwy kartofel”, czy jak tam „młodzi, wykształceni z większych ośrodków” nazywali ś.p Lecha Kaczyńskiego. Roztrząsanie tego czy prezydent Duda powinien pierwszy podać rękę premier Kopacz jest na dokładnie takim samym poziomie, jak wszystkie żenująco złośliwe docinki wymierzone w Kaczyńskiego. A to nagrały się jego słowa do współpracownika o dziennikarce TVN24 w czerwonym płaszczyku, a to żona wnosił mu na pokład torebkę plastikową, a to miał wyciągniętą koszulę czy powiedział Barubar na Boruca ( była to apropos bezczelna manipulacja). Tych wielkich „afer”, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły podczas prezydentury króla faux pas Bronisława Komorowskiego było o wiele więcej.

Nie jest zaskoczeniem, że te same oklepane metody mainstream stosuje w stosunku do prezydenta Dudy. Trwająca kampania wyborcza PO i jej medialnych klakierów dowodzi jak bardzo są oni wypruci z jakiejkolwiek oryginalności i pomysłowości. Zastanawiające jest tylko to czy narracja mająca na celu zrobić z Dudy polityka „obciachowego” i „naburmuszonego” przyniesie jakikolwiek skutek. Duda wygrał wybory prezydenckie w dużej mierze dzięki „Obamowskiej stylistyce”, czyli świeżości, młodzieńczej energii i wizerunkowej klasie. Obecny prezydent jest pierwszym prawicowym politykiem, który fantastycznie rozumie media XXIwieku i za ich pomocą obalił wszechmoc telewizji, będącej w ręku jednej polityczno-ideologicznej grupy. Lech Kaczyński był politykiem z ery przed dyktaturą mediokracji. Gubił się w jej meandrach, co powodowało, że łatwo było go ośmieszyć i wyszydzić. Andrzej Duda jest przeciwnikiem zupełnie innej wagi, na co „oni” nie byli przygotowani. **A jednak stosują te same, wyświechtane i żenująco wtórne metody. Świadczy to o ich słabości. Niemniej jednak nie może to uśpić czujności sztabu Dudy, który nie powinien popełniać błędów ekipy Kaczyńskiego, która dawała się wciągnąć w niepotrzebne pyskówki. Andrzej Duda dobrze wie jak z ironią zmasakrować hejterów, co pokazał już w kampanii. Niech się tego trzyma.