Tegoroczne stołeczne obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego były radośniejsze, zdecentralizowane, spokojne. I znacznie mniej martyrologiczne. Może dlatego warszawiacy na Powązkach Wojskowych znacznie chętniej klaskali niż buczeli.

Liderzy opinii, dziennikarze i blogerzy prawej strony bywają nieraz przesadnie reaktywni. Zbyt łatwo dają sobie narzucić obcą agendę, a wraz z nią często i kłamliwą narrację. Przykład? Te rzekome buczenia i gwizdy na Powązkach, o których aż ponoć grzmi w mediach. Ale to przecież fantom, w tym roku niczego takiego nie było.

Owszem, było trochę mniej ludzi niż jeszcze kilka lat temu, zwłaszcza przy okrągłych rocznicach Powstania. Mniej, ale to wcale nie znaczy, że mało. Przed Godziną „W” ludzka rzeka płynęła w stronę pomnika Gloria Victis, w stronę Dolinki Katyńskiej, ale także w kierunku Łączki i kwatery smoleńskiej. Nie było za to ścisku, przepychania się w tłoku, walki o lepsze miejsce. Wygląda na to, że wyrastamy ze swoistego solipsyzmu, że uczymy się uwzględniać obecność innych w swoim pobliżu.

Atmosfera, może za sprawą nowego pokolenia Polaków, bardziej przypominała radosno-patriotyczne świętowanie niż martyrologiczną, skamieniałą z bólu narodową Pietę. Młodzi przyszli tu raczej, żeby wyrazić szacunek dla osób, których postawę oraz czyny sprzed lat podziwiają czy wręcz traktują jako przykład do naśladowania.

Buczenia? Powiedziałbym, że to były raczej takie prychnięcia na widok dwóch czy trzech nielubianych polityków, zmierzających dopiero do sektora dla VIP-ów. Ale podczas uroczystości panowała cisza i skupienie, co – jak trafnie wskazał bloger Foxx z Salonu24 – odnotowano nawet w portalu Agory, w prowadzonej na bieżąco relacji z oficjalnych uroczystości pod pomnikiem Gloria Victis.

Czy jednak politycy z ugrupowań będących (jeszcze) u władzy mogli się w tym roku poczuć na Powązkach niekomfortowo? Niewątpliwie mogli, trudno temu zaprzeczyć, tyle że przyczyną ich zgryzot nie były wcale gwizdy czy buczenia, lecz… wyraziste oklaski dla polityków opozycyjnych. O to właśnie idzie.

*Brawami powitano Jarosława Kaczyńskiego, zaraz gdy pojawił się w pobliżu wejścia do zamkniętego sektora w pobliżu pomnika. 8Ale gwoli prawdy trzeba też powiedzieć, że w tym samym czasie ze dwie, trzy osoby z intencją ewidentnie szyderczą zaczęły skandować: Wie-sław, Wie-sław! I nie działo się to wcale w pobliżu grobu Gomułki. Ciekawe, jak byliby skłonni interpretować taki fakt surowi recenzenci cmentarnego savoir vivre’u z Wyborczej.

Z kolei zaraz po uroczystości wiele osób podchodziło do Antoniego Macierewicza, widać nie obawiając się jego przysłowiowych przecież „strasznych oczu”. Ale z największymi emocjami oraz ożywieniem reagowali jednak ludzie na prezydenta elekta. Naprawdę gorące brawa Andrzej Duda otrzymał już przy składaniu wieńców, a potem (z punktu widzenia rządzących) było tylko gorzej. Takiego afrontu pani premier darować przecież nie mogła, stąd pewnie podjęta wczoraj ofensywa medialna „w temacie buczenia”.

Co gorsza, prezydent elekt po zakończeniu oficjalnych uroczystości pod pomnikiem wcale nie opuścił terenu cmentarza. Przeciwnie, pojawił się na Łączce, był w kwaterze zośkowców, wdał się w rozmowę z harcerkami przy grobie Jadwigi Falkowskiej, jednej z założycielek żeńskiego harcerstwa w Polsce. Wszędzie życzliwie witany, co chwilę zatrzymywał się i rozmawiał ze spotkanymi ludźmi. Taka łatwość w nawiązywaniu kontaktów czy bezpośredniość w sposobie bycia u jego konkurencji politycznej musi indukować złe uczucia. Nawet gniewne szemrania na boku oraz kilka złośliwych uwag pod adresem „Dudusia”, które też na Powązkach usłyszałem (manipulantom politycznym całkiem skutecznie udało się nas podzielić), świadczyły o tym, że Andrzej Duda – taki jaki jest, bezpośredni, uśmiechnięty, uważny – stał się uosobieniem polskich nadziei Anno Domini 2015. I chyba dlatego w tym roku 1 sierpnia na Powązkach od gwizdów czy buczenia ważniejsze stały się emocje pozytywne, wyrażane uśmiechem, gromkimi brawami czy z konieczności krótką, ale serdeczną rozmową z prezydentem elektem.

W dodatku, z bliska odnosi się wrażenie, że Andrzej Duda kontakty z ludźmi traktuje naprawdę serio. To ważne, bo jeśli ten sposób komunikowania się z wyborcami zostanie podtrzymany w trakcie kadencji, to może stać się ważnym, niezapośredniczonym źródłem wiedzy o realnych nastrojach i oczekiwaniach społecznych.


Wciąż do kupienia wyjątkowa MAPA POWSTAŃCZEJ WARSZAWY. Archiwalne numery dostępne w formie e-wydania. Polecamy!

Szczegóły na:http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.