Prezydentem został Andrzej Duda, ale autorem i moderatorem tego sukcesu jest przede wszystkim Jarosław Kaczyński. To on potrafił wspiąć się ponad osobiste ambicje i postawić na kogoś młodszego i zdecydowanie atrakcyjniejszego dla niezdecydowanych wyborców.

Dzisiaj wydaje się oczywistym, że Andrzej Duda jest mężem opatrznościowym, ale w listopadzie 2014 roku znany był nielicznym i postawienie akurat na niego było decyzją obarczoną pewnym ryzykiem. Przez obóz Bronisława Komorowskiego był wręcz lekceważony. Dzięki tej nominacji prezes wykreował sytuację, kiedy wściekły atak michnikowskiej propagandy trafiał w pustkę, a wręcz śmieszył nieporadnością. Wszelkie straszenie PiS – em, prezesem czy w ostateczności Antonim Macierewiczem, pasowało jak wyświechtana marynarka sprzed paru sezonów.

Elektorat Platformy to biedni ludzie, którzy muszą egzystować w ciągłym strachu. Sygnałem, by dygotać jest wymienienie nazwiska Kaczyński. Trzeba przyznać, że udało się sporej części społeczeństwa metodami socjotechnicznymi wpoić nienawiść do prezesa PiS. Jest to chyba największe osiągnięcie III RP, żeby z porządnego, wykształconego człowieka zrobić wroga ludu, który o szóstej rano załomocze do drzwi.

Podstawowym leitmotivem ostatnich lat była szydera ile to wyborów prezes przegrał, z domyślnym dopełnieniem, że już nigdy niczego nie wygra. A ile było wesołości w wypowiedziach dyżurnych komentatorów „szambonurtu”, że nie wygrywa, bo wybory są według prawicowych oszołomów fałszowane, chłe, chłe, chłe fałszowane.

A tu siurpryza!!! Pewny siebie, a wręcz arogancki prezydent Komorowski i jego nie mniej zadufane w sobie celebrycko – pounijne zaplecze, miało w wieczór wyborczy miny, które warto mieć nagrane w telefonie, tablecie czy na komputerze, by w chwili gorszego humoru puścić sobie ku rozweseleniu.

Gdy się słyszy, że Jarosław Kaczyński chodzi spać dopiero rano, bo tak świętuje, to się miło robi na duszy, bo komu jak komu, ale jemu po przeżyciach ostatnich lat, moment radości i tryumfu się zwyczajnie należy.

Przyjemnie jest popatrzeć, gdy prezes symbolicznie zdeptuje takie spocone wiecznie szujki jak choćby Michał Kamiński. Przyjemnie popatrzeć jak Stefan Niesiołowski dostaje ataku wariactwa przed kamerami i zapluwa się od obelg. Przyjemnie jest popatrzeć na spanikowanych politykierów z Platformy, którzy doskonale wiedzą, że to nie koniec ich klęsk.

Judzenie w „szambonurcie” nie ustaje. Teraz trzeba wmówić, że Andrzejem Dudą będzie sterował z tylnego siedzenia prezes. A to doprowadzi oczywiście do III Wojny Światowej, a być może jakiegoś starcia międzygalakatyczengo.

Prawda jest taka, że z pewnością samodzielny prezydent Duda, ma bezcenne wparcie kogoś niezwykle doświadczonego w polityce i wybitnego analityka. Dezawuowanie tego tandemu jest działalnością wymierzoną w polską rację stanu.

Nie łudźmy się beneficjenci III RP nie poddadzą się łatwo. A na co ich stać przekonaliśmy się dotkliwie niejednokrotnie. Jednak wygląda na to, że ponad dwudziestopięcioletnia, niezłomna walka Jarosława Kaczyńskiego, najpierw wspólnie z bratem Lechem, a potem samotnie, zaczyna przynosić efekty.

To przed nim drżą ciemiężyciele Polaków. I słusznie.

Ostatecznie po coś Bóg go ocalił.


O kulisach kampanijnej walki z całym aparatem rzekomych „profesjonalistów” zatrudnionych przez przeciwników nowego prezydenta w artykule Stanisława Janeckiego „Drużyna Dudy”, w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”.

W wydaniu na 1 czerwca także konkurs na Dzień Dziecka dla całej rodziny. Bawcie się razem, spędźcie ten dzień wspólnie i wygrywajcie – 115 cennych nagród. W tym wydaniu także dodatek „wGospodarce”.

Największy konserwatywny tygodnik opinii w Polsce w sprzedaży także w formie e-wydania. Szczegóły na:http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.