Ludzie piszą, że ich znajomi, którzy głosowali na Bronisława Komorowskiego, popadli w coś na kształt psychozy. W realu koledzy z pracy są w rozpaczy, narzekają na ciemnotę i za-powiadają emigrację; w wirtualu mniej więcej to samo, tylko czasami ostrzej. W wielu przypadkach kończy się to zerwaniem znajomości z głosującymi na drugiego kandydata. Na Facebooku powtarzają się teksty jak z pamiętnego skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju – jak PiS dojdzie do władzy, to… Tyle że na poważnie.

Martwię się o was wszystkich, kochani przerażeni, sparaliżowani, oniemiali, ale myślę sobie, że takie opinie biorą się czasami ze zwykłej niewiedzy. Dlatego spieszę wyjaśnić.

Moi drodzy wyborcy Bronisława Komorowskiego (lub po prostu przeciwnicy Andrzeja Dudy i jego macierzystej formacji)! Uwierzcie, że wygrana kandydata PiS (oraz ewentualna wygrana opozycji w wyborach jesiennych) nie oznacza:

Że wejdą w życie ustawy, regulujące dopuszczalne praktyki seksualne.

Że homoseksualiści i inne mniejszości zostaną zamknięte w gettach.

Że Polska wypowie wojnę Ruskim.

Że po ulicach będą krążyć patrole złożone z policjanta, funkcjonariuszaCBA i księdza.

Że wystąpimy z Unii Europejskiej.

Że niedzielna msza stanie się obowiązkowa.

Że dzieci poczęte z in vitro stracą prawa obywatelskie.

Że Antoni Macierewicz obejmie nowo utworzony Urząd Nadzoru Prawomyślności Na-rodowej.

Że zostaniemy wykluczeni z NATO, ONZ i Światowej Unii Klimatycznej.

Że na widok polskiego paszportu za granicą wszyscy będą parskać śmiechem.

Że nie dostaniecie pracy w urzędzie, nie przedstawiając świadectwa chrztu.

Że do kodeksu karnego zostaną wprowadzone nowe kary, takie jak publiczna chłosta, łamanie kołem i zamknięcie w dziewicy norymberskiej.

Że będzie można bić bezkarnie własne żony i dzieci.

Że na mieszkańców Miasteczka Wilanów zostanie nałożony specjalny podatek, z które-go finansowane będą comiesięczne wycieczki działaczy PiS do Smoleńska.

Myślę, że to są wasze najpoważniejsze obawy i autentyczne problemy, którymi żyjecie na co dzień. Mam nadzieję, że te strachy nieco ukoiłem. A teraz o paru sprawach dla was znacznie mniej istotnych, ale może też ciekawych, które się z kolei mogą zdarzyć (mogą – bo przecież prezydentura Dudy będzie podlegać normalnejocenie i weryfikacji). Otóż może się zdarzyć:

Że nowy prezydent zawetuje ustawę, po raz kolejny podwyższającą podatki. Że znajdzie czas, żeby spotkać się z ludźmi reprezentującymi ważną społeczną grupę lub inicjatywę.

Że stworzy projekt ustawy zawierający rozwiązanie problemu kredytów frankowych.

Że jeżdżąc za granicę będzie w stanie odbywać poufne rozmowy bez pomocy tłumacza.

Że w tych rozmowach będzie miał do powiedzenia coś więcej niż recepta przygotowywania bigosu.

Że nie będzie przygotowywał projektów zasadniczych zmian (takich jak ordynacja wyborcza) na kolanie w ciągu jednej nocy.

Że nie będzie nazywał żadnej grupy obywateli radykałami, oszołomami ani sugerował, że to jego wyborcy postawili tamę niszczeniu Polski przez tych drugich.

Że nie będzie unikał żadnych mediów, również tych, które mu nie sprzyjają.

Że nie będzie się obawiał odpowiadać na żadne pytania.

Że w swojej kancelarii zatrudni ludzi z lepszym rozeznaniem we współczesnej rzeczywistości niż byli działacze Unii Wolności.

Zastanówcie się zatem, czy na pewno chcecie natychmiast emigrować. Poczekajcie trochę – może jednak da się w tej zmienionej nieco Polsce żyć, a siepacze Macierewicza nie będą wpadać do waszych mieszkań o 5 nad ranem.