Wczoraj wieczorem rozmawiałem z dość znana zagraniczną dziennikarką, zajmującą się m.in.Polską. Zawsze sympatyzowała z Platformą Obywatelską. A teraz powiedziała:

Wiesz, teraz nie znalazłam nikogo, kto by mi powiedział, że będzie głosował na Komorowskiego albo jesienią na PO, bo tak chce, bo uważa że to dobry prezydent i dobrze rządząca partia. Wszyscy mówią, że zagłosują na nich jako na mniejsze zło. I krzywią się przy tym.

Bez wątpienia znakiem chwili jest teraz w Polsce fala niechęci wobec PO. To ona zmniejszyła frekwencję, bo to właśnie część dawnych wyborców PO nie poszła do urn. To ona skierowała inną ich część do obozu Pawła Kukiza.

Exitpollowe zwycięstwo Andrzeja Dudy – nawet jeśli realne wyniki będą trochę gorsze; nawet gdyby ostatecznie Komorowski wyskoczył na pierwsze miejsce – daje realną możliwość wygrania prezydentury. To bardzo trudne, ale nie niemożliwe.

Zdecyduje zapewne postawa wyborców Kukiza. Przy czym ważne jest nie tylko to, jak zachowa się sam Kukiz. Istotniejsze może jest bezpośrednie dotarcie do tych, którzy go poparli. To wydaje się w jakimś zakresie wykonalne. W wypadku części z nich – młodych, głosujących po raz pierwszy – mentalna antypisowska blokada, charakterystyczna dla bardzo wielu przedstawicieli starszej generacji, nie istnieje.

W wypadku innych, tych którzy przenieśli poparcie z PO na rockmana – trudniejsze. Ale już sam fakt, iż zdecydowali nie poprzeć w pierwszej turze Komorowskiego otwiera pole do gry, bo zmiana afiliacji, raz dokonana, może pójść dalej.

Teraz będziemy mieli do czynienia z wściekłą kampanią budzenia strachu przed PiS. Ale powtórzmy – zwycięstwo kandydata PiS w drugiej turze stało się czymś do pomyślenia.