WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 12 grudnia, 2014

Obce ciało

Posted by tadeo w dniu 12 grudnia 2014

Tytułowy film, nowe dzieło Krzysztofa Zanussiego, z niejasnych powodów nie został przyjęty do konkursu ostatniego festiwalu w Gdyni. Został natomiast zaprezentowany na Warszawskim Festiwalu Filmowym i kilku festiwalach międzynarodowych.

Przed projekcją na WFF reżyser wyjawił powód niechęci elit kulturalnych do swego najnowszego dzieła. Jeden z przyjaciół miał mu powiedzieć, że gdyby zrobił film o prześladowaniu osoby niewierzącej przez katolika, to film na pewno byłby nagradzany. Na nieszczęście dla autora w „Obcym ciele” mamy sytuację odwrotną. Młody Włoch, pracujący w wielkiej korporacji w Warszawie, spotyka się z szykanami ze strony agresywnej szefowej, którą drażni jego wiara. To wystarczyło, żeby film okazał się ideowo niepoprawny.

W twórczości Zanussiego od etiudy dyplomowej „Śmierć prowincjała” (1965) przewijały się wątki religijne. Można tu wymienić filmy „Z dalekiego kraju” o życiu papieża Jana Pawła II, „Życie za życie” o św. Maksymilianie Kolbe i „Brat naszego Boga” według sztuki Karola Wojtyły o św. Albercie Chmielowskim. Nigdy jednak Zanussi nie zrealizował obrazu tak wyraźnie broniącego katolików przed jawnymi szykanami. Owszem, jawił się jako uniwersalny moralista, ukazujący dylematy moralne i światopoglądowe współczesnego człowieka. W PRL trudno było realizować filmy odnoszące się wprost do katolicyzmu. Utrudniała to polityka państwa oraz niechętny stosunek większości wpływowych filmowców do Kościoła. Zanussi zdawał sobie z tego sprawę, lawirował więc, jak mógł. Dopiero po wyborze Jana Pawła II zrealizował wspomniane utwory o tematyce religijnej.

W „Obcym ciele” młody człowiek przyjeżdża do Warszawy w ślad za narzeczoną, która odkrywa powołanie i wstępuje do zakonu. Angelo zatrudnia się w międzynarodowej korporacji, mając nadzieję, że Kasia zmieni zdanie i ślub jednak nastąpi. W pracy dochodzi do konfliktów. Szefowa wydaje chłopakowi wojnę, drażni ją bowiem noszona przez niego obrączka. Kobieta poniża Angela na każdym kroku, próbuje podstępnie go uwieść, dopuszcza nawet do policyjnej prowokacji. Nieszczęsny Włoch usiłuje zrozumieć decyzję kochającej go Kasi, która w końcu poświęca się Bogu, a jednocześnie obronić się przed Kris, która coraz bardziej wikła go w krytyczne sytuacje. Na dodatek okazuje się, że Kris ma korzenie „resortowe”, jest bowiem przybraną córką stalinowskiej prokurator, która skazywała na więzienie i śmierć polskich patriotów. Obserwujemy tu ciekawy wątek śledztwa dziennikarskiego w sprawie zbrodni owej pani i oglądamy sceny z jej pogrzebu.

Krzysztof Zanussi podpadł więc polskiemu środowisku medialnemu. Nie dość, że broni katolików przed terrorem lewactwa i feminizmu, to na dodatek demaskuje stalinowski rodowód wpływowych dziś osobistości. Zobaczymy, jak potoczy się dyskusja nad filmem.

„Obce ciało”, Polska/Włochy/Rosja, 2014. Reżyseria i scenariusz – Krzysztof Zanussi. Wykonawcy: Riccardo Leonelli, Agnieszka Grochowska, Agata Buzek, Weronika Rosati, Stanisława Celińska, Ewa Krasnodębska, Sławomir Orzechowski i inni. Dystrybucja – Kino Świat.

Mirosław Winiarczyk
fot. Robert Pałka
Idziemy nr 49 (481), 7 grudnia 2014 r.

Posted in Filmy - Polecam | Leave a Comment »

„Miecz obosieczny” w reżyserii Jerzego Zelnika

Posted by tadeo w dniu 12 grudnia 2014

Teatr w seminarium

Od 6 grudnia w Seminarium Diecezji Praskiej przy ul. Mehoffera 2 (Warszawa – Tarchomin) można oglądać spektakl „Miecz obosieczny” w reżyserii Jerzego Zelnika i według jego scenariusza. Aktorami są alumni III roku.

Temat jest znany, bo jest nim słynny konflikt króla Henryka VIII i Tomasza More’a, jego doradcy. Przenosimy się do szesnastowiecznej Anglii. Tomasz More nie zgadza się z postępowaniem władcy. Nie popiera jego pomysłu zerwania jedności z papieżem i nie chce uznać go za głowę Kościoła w Anglii. „Kościół dźwiga się nie przez uchwały parlamentów ani najszlachetniejszą nawet wolę królów, ale przez świętość i miłość Boga” – stwierdza kategorycznie. Wkrótce za swoje poglądy jest zmuszony oddać życie. Po latach zostanie ogłoszony świętym i patronem polityków.

Nad wyborem spektaklu klerycy zaczęli się zastanawiać już wczesną wiosną. Podjęcie decyzji trwało bardzo długo – niełatwo przecież znaleźć wartościową sztukę, w której są wyłącznie role męskie. Pomysł zrodził się podczas spotkania Jerzego Zelnika z abp. Henrykiem Hoserem. Arcybiskup rekomendował reżyserowi dramat Jerzego Zawieyskiego „Miecz obosieczny”, który uznał za świetny materiał rekolekcyjny, stawiający sprawy wiary „na ostrzu noża”. – Sztuka bardzo mnie zainteresowała, szczególnie jeśli chodzi o sposób ukazania konfliktu między Henrykiem VIII a Tomaszem More’em – mówi Jerzy Zelnik. – Król jest postacią bardzo złożoną, nie jednoznacznie negatywną – ma w sobie także iskrę dobra.

Dużym wysiłkiem była adaptacja sztuki – oryginalny tekst musiał zostać skrócony niemal o połowę. Próby zaczęły się w październiku. – Bardzo pomagało nam to, że pan Zelnik często wchodził na scenę i pokazywał, jak on sam zagrałby daną rolę. Ostateczny efekt to przede wszystkim jego zasługa – podkreśla Paweł Jagła (w roli lorda kanclerza Audley). Jakie uwagi najczęściej miał reżyser? – Kładłem nacisk na to, by aktorzy nie wypowiadali swoich kwestii ospale, lecz emocjonalnie, gorąco, przede wszystkim zbliżając się do prawdy – zaznacza Jerzy Zelnik.

W seminaryjnym spektaklu nie ma bogatych dekoracji, kostiumów ani rekwizytów. – Zależy nam, by widzowie nie rozpraszali się scenografią, lecz skupili się na treści naszych wypowiedzi. Chcemy też podkreślić uniwersalny przekaz sztuki: mimo że akcja dzieje się w XVI w., to takie same dylematy stają przed nami współcześnie – tłumaczy kleryk Daniel Lubański (w roli abp. Tomasza Cranmera). Za najbardziej aktualną Jerzy Zelnik uważa scenę, w której More odważnie ocenia władzę w Anglii, zarzucając podwładnym króla, że kierują się strachem. – Niestety, obecność strachu jest dojmująca także w Polsce, w naszych czasach: ludzie boją się utracić władzę, pozycję zawodową, dochody – zwraca uwagę aktor.

Żaden z kleryków nie miał wcześniej doświadczeń z teatrem. Dla reżysera nie było to jednak przeszkodą. – Wszyscy ludzie są w pewnym sensie aktorami, każdy w dzieciństwie bawił się w teatr. Jeśli dobrze się popracuje z amatorami, można sprawić, że odnajdą w sobie świeżość i radość dziecięcej zabawy – zapewnia. Udowodnili to także alumni, którzy rok temu wystawiali sztukę „Za pięć godzin zobaczę Jezusa”. Choć początkowo Jerzy Zelnik nie był pewny, czy seminarzyści sobie poradzą, efekt przeszedł jego oczekiwania. Przypuszcza nawet, że mógłby nie osiągnąć takich rezultatów z profesjonalnymi aktorami. – Nie każdy aktor byłby w stanie zrozumieć wagę tej problematyki, dosięgnąć duchowo do poziomu rozważanych tu dylematów religijno-moralnych. Natomiast klerycy codziennie są w relacji z Panem Bogiem i dla nich poruszanie tych tematów jest oczywistością, to ich pasjonuje – wyjaśnia reżyser.

Temat sztuki prowokuje także do osobistych przemyśleń. Kleryk Jan Roztocki (w roli lorda szambelana Tomasza Cromwella) jest poruszony dylematami Henryka VIII. – Mimo że król w głębi serca pewnie chciałby inaczej postąpić, to sprawy zaszły tak daleko, że już nie może się wycofać. Na tym właśnie polega jego dramat – ocenia. Grający angielskiego władcę kleryk Jan Staruchowicz także mocno wczuwa się w przeżycia swojego bohatera. – Widzę, że z biegiem czasu zmienia się moje podejście do tej sztuki. Nie jest już dla mnie tylko udawaniem jakichś sytuacji, ale staje się bardzo życiowa – zwierza się.

– Kiedy stoję na scenie, uświadamiam sobie, jak wielkie jest bogactwo wypowiadanej przez nas treści – wyznaje kleryk Daniel Lubański. – Najbardziej zastanawia mnie mechanizm pokusy: zwykle jawi się ona jako coś dobrego i można ją na różne sposoby usprawiedliwić. Żeby ją pokonać, trzeba bezkompromisowo dążyć do prawdy. Tak jak św. Tomasz More, który dla wierności prawdzie nie bał się poświęcić swojego życia, mimo że odnosił sukcesy naukowe, był szanowanym doradcą króla i ojcem kilkorga dzieci. Z jego postawy płynie przekaz, że gotowość do oddania życia za wiarę kształtuje się przez wierność w drobnych codziennych obowiązkach.

***
Klerycy zapraszają na spektakle w dniach 6, 7, 9 grudnia, 13, 14 i 16 oraz 20 i 21 grudnia, ul. Mehoffera 2, wstęp wolny, rejestracja grup tel. 22 676 53 40, 22 676 53 50.
Składane ofiary posłużą dofinansowaniu pielgrzymki kleryków do Ziemi Świętej.
Patronat medialny: tygodnik „Idziemy”

Terminy spektakli:

6 grudnia 2014 r.(sobota) o godz. 19:30
7 grudnia 2014 r.(niedziela) o godz. 16:00 i 19:30
9 grudnia 2014 r.(wtorek) o godz. 19:00
13 grudnia 2014 r.(sobota) o godz. 16:00 i 19:30
14 grudnia 2014 r.(niedziela) o godz. 16:00 i 19:30
16 grudnia 2014 r.(wtorek) o godz. 19:00
20 grudnia 2014 r.(sobota) o godz. 19:30
21 grudnia 2014 r.(niedziela) o godz. 16:00 i 19:30

Hanna Dębska
fot. Hanna Dębska/Idziemy

Idziemy nr 49 (481), 7 grudnia 2014 r.

Posted in Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Przemilczana prawda

Posted by tadeo w dniu 12 grudnia 2014

Wierni zamarli z wrażenia. Na ich oczach krzyż ołtarzowy zaczął kołysać się na boki.

Był 11 grudnia 1949 roku. Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Číhošti, maleńkiej wiosce położonej dokładnie w centrum Czech, stał się sceną niezwykłych wydarzeń.

Cud

W owym dniu przypadała trzecia niedziela Adwentu. Proboszcz Josef Toufar wygłaszał właśnie kazanie; mówił o obecności Zbawiciela w tabernakulum. Nagle 48-centymetrowy drewniany krzyż umieszczony w ołtarzu głównym, nad tabernakulum, zaczął gwałtownie kołysać się w prawo i lewo…

Ksiądz Toufar sprawiał wrażenie, jakby nie zauważył nadnaturalnych ruchów krucyfiksu. Nazajutrz zjawił się u niego parafianin, kowal Vacláv Pospisil. Potwierdził to, co widziały oczy wielu. Potem napłynęli kolejni świadkowie, ogółem 19 osób. Byli wśród nich mężczyźni, kobiety i dzieci w wieku od 10 do 45 lat. Siłą rzeczy – wszak zdarzenie miało miejsce w świątyni, w czasie Mszy – przeważały osoby głęboko wierzące, choć nie brakło dwójki parafian znanych jako letni katolicy, a nawet jednego prawie niewierzącego, którego nie wiedzieć co zagnało akurat tego dnia do kościoła. A teraz wszyscy oni, rozgorączkowani, twierdzili, że byli świadkami cudu!

Pasterz

Proboszcz Toufar twardo stąpał po ziemi. Jego droga do kapłaństwa była długa i kręta. Urodził się w 1902 roku w rodzinie chłopskiej. Aż do 26. roku życia, z przerwą na odbycie zasadniczej służby wojskowej, pomagał ojcu w gospodarstwie. Dopiero po śmierci rodziców rozpoczął naukę, pragnąc zrealizować swe marzenie o kapłaństwie. Przyjął święcenia w wieku 38 lat. W 1948 roku został proboszczem we wsi Číhošť na Wyżynie Czesko-Morawskiej.

Teraz ksiądz Josef starał się zachować trzeźwość osądu. Jednak dwa tygodnie później, w samo Boże Narodzenie, cud powtórzył się. Na oczach zgromadzonych wiernych nieznana siła znów wprawiła krucyfiks w ruch; wpierw jął się chwiać się na boki (proboszcz ocenił kąt wychylenia na 45 do 50 stopni), następnie pochylił się do przodu i tak już pozostał.

Proboszcz niezwłocznie przystąpił do dokumentowania niezwykłego zdarzenia. Na jego prośbę fotograf Josef Peške uwiecznił na zdjęciach pochylony krzyż.

Oprawcy z StB

Wieść o niezwykłych wydarzeniach rozprzestrzeniała się po kraju lotem błyskawicy. Zapanowało zrozumiałe poruszenie. Do maleńkiej wioski zaczęli ściągać pielgrzymi, nieraz z odległych stron. Wzbudziło to niepokój władz.

28 stycznia 1950 roku do proboszcza zgłosili się dwaj mężczyźni przedstawiający się jako dziennikarze, rzekomo pragnący przygotować materiał o tajemniczych wypadkach w Číhošti. Wspólnie z księdzem udali się na zwiedzanie kościoła. Niespodziewanie kapłan został zaatakowany i zawleczony do oczekującego samochodu. Proboszcz znalazł się w rękach funkcjonariuszy Bezpieczeństwa Państwa (Státní bezpečnost – StB).

Ksiądz Toufar został umieszczony w więzieniu na terenie Valdic koło Jiczyna. Zażądano od niego podpisania oświadczenia, że cud był oszustwem, kuglarską sztuczką. Kiedy odmówił, poddano go torturom. Zespołem oprawców kierował porucznik StB Ladislav Mácha. On i jego podwładni katowali księdza niemiłosiernie, do utraty przytomności. Męczyli go brakiem snu, wody i pożywienia. Gdy pozwalali mu zdrzemnąć się na krótką chwilę, spał w zimnej celi pozbawionej pryczy, na betonowej podłodze.

Torturom towarzyszyła kampania nienawiści w mediach. Proboszcza z Číhošti oskarżono o tumanienie ludu religijnymi zabobonami. Aby postać klerykalnego zbrodniarza uczynić jeszcze bardziej ohydną, postawiono mu zarzut molestowania seksualnego dzieci (najwyraźniej wzorowano się tu na procesach duchownych w III Rzeszy). Czerwoni propagandyści atakowali również zaciekle Stolicę Apostolską, której „agentem” miał być ksiądz Josef. Aresztowania dotknęły także znajomych proboszcza, wśród nich osób będących świadkami cudu. Zapadały surowe wyroki – fotograf Josef Peške, „winny” wykonania kilku zdjęć krzyża, skazany został na 13 lat więzienia!

Sznurki z Watykanu

22 lutego 1950 roku, po dwudziestu pięciu dniach morderczej „obróbki” aresztowanego, bezpieka ogłosiła swój triumf. Ksiądz miał rzekomo podpisać dokument poświadczający przyznanie się do winy – sfabrykowania cudu krzyża oraz zbrodni molestowania młodych chłopców.

W nocy z 23 na 24 lutego pracownicy StB oraz wynajęci przez nich filmowcy przewieźli księdza Josefa do kościoła w Číhošti. Komuniści zamierzali nakręcić film propagandowy, demaskujący niecne knowania agentury watykańskiej. Ponieważ skatowany duchowny ledwie trzymał się na nogach, sfilmowano go tylko w krótkim ujęciu na ambonie. Zdecydowano, że w pozostałych scenach zagra go podstawiony aktor, nie pokazujący twarzy. Do tej roli zgłosił się nie byle kto, bo sam prokurator generalny, osławiony dr Karel Čížek, z upodobaniem oskarżający w wielu procesach politycznych.

Po pewnym czasie film wszedł na ekrany czechosłowackich kin pod bombastycznym tytułem: Biada temu, przez którego przychodzi zgorszenie. Jak nietrudno się domyślić, zamiarem filmowców było zdyskredytowanie postaci čihoštskiego proboszcza. W obrazie pokazano, że krzyż ołtarzowy miał być poruszany za pomocą przemyślnej maszynerii, uruchamianej pociąganymi z ukrycia sznurkami. W symbolicznej scenie widz mógł zaobserwować, że sznurki te wprawiane są w ruch z Rzymu i z Nowego Jorku…

Film okazał się niewypałem. Zastosowane w nim chwyty propagandowe były zbyt prymitywne i nachalne, by przekonać kogokolwiek o winie kapłana. Obraz szybko wycofano z dystrybucji, po stwierdzeniu, że na przekór intencjom twórców wzbudza on zainteresowanie cudem w Číhošti.

Ciało we krwi

Tymczasem po księdzu Josefie… zaginął ślad. Wbrew oczekiwaniom, nie doszło do jego pokazowego procesu.

Dopiero po czterech latach, w 1954 roku, jego rodzinę poinformowano o zgonie więźnia Josefa Toufara. Jako przyczynę śmierci podano rozległe zapalenie otrzewnej w wyniku perforacji żołądka lub jelit. Miejsca pochówku zwłok nie ujawniono. Prawdziwe okoliczności śmierci kapłana wyszły na jaw dopiero podczas „odwilży” w 1968 roku.

Umęczony w śledztwie ksiądz Josef trafił do szpitala w Pradze 25 lutego 1950 roku, dosłownie nazajutrz po powrocie z „planu filmowego”, przywieziony przez pracowników StB. Zmarł jeszcze tego samego dnia, o godzinie 20.35. Personel szpitala dobrze zapamiętał ten przypadek. Doktor František Maurer wspominał: Zrobiliśmy wszystko, co w ludzkiej mocy, ale tego człowieka nie dało się uratować. Był nadzwyczaj brutalnie pobity, skatowany na śmierć. Powiem jasno – zamordowany!.

Jedna z pielęgniarek stwierdziła: Byłam w obozie koncentracyjnym, widziałam wiele w życiu, ale nigdy aż tak strasznego przypadku przemocy. Na jego ciele nie było miejsca niepokrytego krwią. Z ust stale ciekły mu ślina i krew… .

Ksiądz pochowany został w zbiorowej mogile, pod fałszywym nazwiskiem. Władze komunistyczne nie były zadowolone z przedwczesnego zgonu agenta Watykanu i deprawatora nieletnich, któremu szykowały proces pokazowy. Dlatego też kierującego zespołem śledczych (czyt. oprawców) StB, porucznika Ladislava Máchę ukarano… naganą.

Czerwoni bali się cudu

Po upadku reżimu komunistycznego, w 1994 roku Urząd ds. Badania i Dokumentacji Zbrodni Komunistycznych (UDV) podjął śledztwo w sprawie śmierci księdza Josefa Toufara. Po przeanalizowaniu akt StB stało się jasne, że materiał oskarżenia został w całości sfabrykowany.

Nie było żadnego molestowania dzieci – rzekomo skrzywdzeni chłopcy zostali zastraszeni przez funkcjonariuszy bezpieki i zmuszeni do złożenia zeznań obciążających kapłana.

Wbrew propagandystom, StB wcale nie odkryła też żadnego urządzenia, za pomocą którego można było poruszać krzyżem ołtarzowym. Sposób wprawienia krzyża w ruch pozostaje niewytłumaczalny, przynajmniej przy użyciu kryteriów naukowych.

Analiza tekstu rzekomego przyznania się do winy wykluczyła autorstwo księdza. Być może umęczony w śledztwie kapłan złożył podpis pod tekstem przygotowanym przez inną osobę, niewykluczone, że na pustej jeszcze karcie.

Co najbardziej zdumiewające, sprawa cudu w Číhošti była z uwagą analizowana przez najwyższe czynniki partyjne i rządowe. Zajmowało się nią Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Decyzję o rozpoczęciu akcji przeciw lokalnemu proboszczowi podjął osobiście prezydent kraju Klement Gottwald. Działania śledcze monitorował minister spraw wewnętrznych oraz dostojnicy partyjni. Tak bardzo bali się cudu w małej czeskiej wiosce.

Znaki czasu

W 2013 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny księdza Josefa Toufara. A wielu wiernych stawiało sobie pytanie: dlaczego właśnie Číhošť? Czemu świadkiem cudu stała się maleńka wioseczka, nikomu wcześniej nieznana, z ledwie sześcioma setkami obywateli?

Może właśnie z uwagi na swoją „marność”? Iluż mieszkańców, w czasach Jezusa, liczyło sobie Betlejem – najmniejsze wśród plemion judzkich (Mi 5,1)?

A może dlatego, że to właśnie w Číhošti, jakieś 400 metrów na północny wschód od parafialnego kościoła, przypada geograficzny środek Czech? Bo to serce kraju tak zajadle atakowanego przez herezje, potem przez wojujący liberalizm i komunizm?

Číhoštski kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, istniejący od co najmniej 1350 roku, przetrwał wojny husyckie, potem horror wojny trzydziestoletniej. Był niczym niewzruszona skała, opierająca się złym czasom. Kiedy znowu nastała godzina próby, krzyż w świątyni zachwiał się, pochylił niczym człowiek zgięty wpół po dotkliwym ciosie – przecież jednak nie upadł.

Andrzej Solak

http://www.ziemiamielecka.pl/?p=48260

Posted in Religia, Świadectwa | Leave a Comment »