WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 17 października, 2014

Obraz Jezusa Miłosiernego w kościele na „Górce” w Zakopanem

Posted by tadeo w dniu 17 października 2014

Obraz Jezusa Miłosiernego w domu rekolekcyjnym „Na górce” w Zakopanem autorstwa A. Hyły

W 1947 roku w kościele Matki Bożej Nieustającej Pomocy na „Górce” w Zakopanem wprowadzono nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego wywodzące się z objawień prywatnych siostry Faustyny. Trzy lata wcześniej jezuita z Krakowa – ojciec Józef Andrasz, niegdyś spowiednik siostry Faustyny – osobiście poświęcił obraz Jezusa Miłosiernego w klasztorze sióstr w Łagiewnikach i uczestniczył tam w pierwszych obchodach święta Miłosierdzia Bożego. Po wojnie kult dotarł również na zakopiańską Górkę.

W kaplicy św. Ignacego urządzono ołtarz, do którego niewielki obraz Jezusa Miłosiernego namalował Adolf Hyła, twórca obrazu z Łagiewnik. Spod pędzla tego malarza wyszło zresztą około dwustu powtórzeń pierwotnego dzieła w różnych odmianach.

Na obrazie zakopiańskim Chrystus jest przedstawiony na tle tatrzańskiego pejzażu, jaki można oglądać z Górki. Podobnie obraz z Krakowa przez pierwsze dziesięć lat swego istnienia przedstawiał Jezusa na otwartej przestrzeni wśród łąk i krzewów, dopóki malarz w 1954 roku nie przemalował tła na ciemne.

O. Andrasz jako kierownik duchowy Siostry Faustyny kierował pracami malarza Adolfa Hyły. Mówił mu, aby malował Jezusa jako „niebieskiego lekarza”, idącego przez świat pośród pól, wzgórz. Hyła namalował około dwustu wizerunków „Jezu Ufam Tobie” i, jak sugerował nadzorca, w zależności od adresata, zmieniało się jego tło. Obraz, który dzisiaj peregrynuje po Sądecczyźnie, jest trzecim wizerunkiem, w którym nakazano zamalować pejzaż. Ciemne tło jest wieczernikiem (łatwiej jest o skupienie przed obrazem przy tym rozwiązaniu).
Można powiedzieć za św. Pawłem (1 K 13,12-13): „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.”
Dzięki peregrynacji wizja o. Józefa Andrasza staje się dla nas jasna, spełnia się. Jezus codziennie zmienia w naturalny sposób krajobraz podczas procesji z parafii do parafii. Idzie, jak mówił o. Andrasz, jako „niebieski lekarz” wśród pól, lasów, gór, zabudowań i leczy Sądecczyznę .
Pamiętajmy żeby za wszystko dziękować Bogu Ojcu Miłosiernemu. Dziękujmy i prośmy przez wstawiennictwo o. Andrasza – naszego rodaka z Wielopola, o którym czytamy w Dzienniczku św. Faustyny: „Dziś widziałam, jak ojciec Andrasz odprawiał Mszę świętą; przed podniesieniem ujrzałam maleńkiego Jezusa, który był bardzo rozradowany, z rączętami wyciągniętymi, i po chwili już nic nie widziałam. Byłam w swojej separatce i w dalszym ciągu odprawiałam dziękczynienie. Jednak później pomyślałam sobie: czemuż Dziecię Jezus było tak wesołe? Przecież nie zawsze jest tak wesołe, jak widzę. – Wtem usłyszałam te słowa wewnątrz: Bo dobrze Mi jest w sercu jego. I nie zdziwiło mnie to wcale, bo wiem, że bardzo kocha Jezusa. („Dzienniczek” nr 879)
Nie kończmy na peregrynacji, wypraszajmy dalej dla innych.
„Kiedy mi ojciec Andrasz powiedział, że dobrze by było, aby w Kościele Bożym istniała grupa dusz, które by wypraszały miłosierdzie Boże, bo naprawdę my wszyscy tego miłosierdzia potrzebujemy, po tych jego słowach dziwne światło wstąpiło w duszę moją. O, jak dobry jest Pan.” („Dzienniczek” nr 623)

Sądecki Pielgrzym
Zdjęcie: o. Jezuci – dom rekolekcyjny „Na górce” w Zakopanem (obraz A. Hyła)

Warto sięgnąć po książkę o. Józefa Andrasza SJ -– świadka i propagatora kultu Bożego Miłosierdzia. Warto bliżej poznać historię krakowskiego obrazu „Jezu Ufam Tobie”, dzięki książce ks. Piotra Szweda „Adolf Hyła – malarz w służbie Bożego Miłosierdzia”. Z niej zaczerpnąłem historie obrazu.

http://www.sadeczanin.info/kosciol-i-religia,10/sadecki-pielgrzym-obraz-jezusa-milosiernego-spowiednik-mowi,57341#.VEFU-fl_vbi

http://www.drgorka.deon.pl/index.php/historia

Przeczytaj także:

ks. Józef Andrasz SJ – kierownik duchowy Świętej Faustyny w Krakowie.

Posted in Miłosierdzie Boże | 1 Comment »

Pani Weronika i jej chłopcy

Posted by tadeo w dniu 17 października 2014

Film Artura Pilarczyka portretujący niezwykłą kobietę – Weronikę Sebastianowicz, żołnierza Armii Krajowej odznaczonej Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Dokument „Pani Weronika i jej chłopcy” opowiada historię wyjątkowej kobiety i wielkiej patriotki. Gdy Polska była okupywana przez Sowietów i Niemców Weronika „Różyczka” Sebastianowicz była żołnierzem Armii Krajowej – oficjalnie została zaprzysiężona w wieku 13 lat. W 1951 roku została aresztowana i skazana na 25 lat pozbawienia wolności i pracę w łagrze w Workucie, wyrok skrócono do 10 lat. Próbowała powrócić do kraju, ale odmówiono jej prawa do wjazdu na teren Polski. Pani Weronika aktywnie działa w organizacjach polskich, m.in. w Stowarzyszeniu Żołnierzy AK na Białorusi w którym jest prezesem. 

Pani Weronika wraca wspomnieniami do 1951 roku, kiedy to została aresztowana.

Podczas pobytu w więzieniu nie uniknęła tortur.

APC - 2014.10.17 17.32 - 001.3d

http://gloria.tv/media/QDexS6dQQCf

https://www.facebook.com/pages/Pani-Weronika-i-jej-ch%C5%82opcy/117187758440904

Posted in Filmy dokumentalne, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Archiwum Akt Dawnych w Lublinie

Posted by tadeo w dniu 17 października 2014

Akta stanu cywilnego Parafii Rzymskokatolickiej w Piszczacu1815-1912
Dzieje aktotwórcy (…)e (Dziennik Ustaw, Nr 48, poz. 272-273). W 2 poł. XIX w. parafia pozostawała czasowo „w uśpieniu”, została podzielona pomiędzy parafie w Tucznej, Janowie (Michałki, Rokitno) i Białej (Kijowiec, Kościeniewicze). Siedziba parafii: Piszczac, diecezja lubelska, dekanat bialski Kościół p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego Miejscowości należące do parafii: Bokinka, Chotyłów, Dąbrowica Wielka i Mała, Dereczanka, Dobrynka, Choroszczynka, Janówka, Kijowiec, Kościeniewicze, Lipnica, Michałki, Piszczac, Połoski, Rokitno, Trojanów, Wyczółki, Wólka Kościeniewicka, Zalutyń Status prawny: urzędy stanu cywilnego i metrykalne – akta metrykalne

http://szukajwarchiwach.pl/35/1897/0/?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=122&rpp=15&page=9#tabZespol

Komisja Mandatowa GRN w Dabrowicy – protokóły posiedzeń, plany pracy

http://szukajwarchiwach.pl/35/979/0/-/16?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=108&rpp=15&page=8#tabJednostka

Akta stanu cywilnego Parafii Prawosławnej w Połoskach

W związku z ostateczną likwidacją wyznania greckokatolickiego na terenie zaboru rosyjskiego w 1875 r. dotychczasowa parafia greckokatolicka w Połoskach (pow. bialski) została przemianowana na prawosławną a ludność zmuszona do przejścia na prawosławie. Jednocześnie, zgodnie z przepisami obowiązującego od 1 stycznia 1826 r. Kodeksu Cywilnego Królestwa Polskiego, nowy proboszcz nadal pełnił funkcję urzędnika stanu cywilnego dla ludności należącej do tej parafii.
Akty stanu cywilnego (urodzeń, małżeństw i zgonów) spisywane były w dwóch egzemplarzach. Do sporządzanych metryk dołączano alegaty (m. in. przedkładane do spisywanego aktu małżeństwa odpisy metryk urodzenia, lub akty znania narzeczonych, urzędowe sprostowania i uzupełnienia aktów). Zawierające jeden typ aktów unikaty (księgi pierwopisowe) zapisywano przez kilka lat, aż do zapełnienia księgi. Tożsame z nimi pod względem treści metryk duplikaty (wtóropisy), obejmujące akty urodzeń małżeństw i zgonów, zamykano wraz z końcem roku, sporządzano indeks i wraz z alegatami przekazywano do Sądu Pokoju w Białej. Bezpośredni nadzór nad prowadzeniem ksiąg sprawował przełożony okręgu, lub delegowany urzędnik Sądu Pokoju (Dziennik Praw Królestwa Polskiego t.10, s. 41-84). Ponadto zgodnie z wydanymi w 1829 r. przepisami szczegółowymi proboszcz był zobowiązany do prowadzenia obok cywilno-religijnych akt stanu cywilnego (według zasad Kodeksu Cywilnego Królestwa Polskiego) cerkiewnych ksiąg metrykalnych, stosownie do przepisów prawa obowiązującego w Cesarstwie Rosyjskim.
Akta stanu cywilnego prowadzono w języku rosyjskim. Wprowadzono również datację aktów wg obowiązującego w Cesarstwie Rosyjskim kalendarza juliańskiego (12 a od roku 1900 13 dni różnicy w stosunku do kalendarza gregoriańskiego).
Wydany w 1905 roku ukaz tolerancyjny zezwalał byłym unitom oraz ich potomkom na zmianę wyznania na rzymskokatolickie. Wielu z nich skorzystało z tej możliwości, czego efektem był znaczny spadek liczby wiernych w parafiach prawosławnych.
Usankcjonowane przez Kodeks Cywilny Królestwa Polskiego zasady rejestracji aktów stanu cywilnego z niewielkimi modyfikacjami przetrwały na terenie byłego zaboru rosyjskiego do roku 1945. Na podstawie dekretu Rady Ministrów z 25 września 1945 r. z dniem 1 stycznia 1946 r. zlikwidowano wyznaniowe urzędy stanu cywilnego, powołując na ich miejsce w każdej gminie świeckie urzędy państwowe (Dziennik Ustaw, Nr 48, poz. 272-273).
Siedziba parafii: Połoski, okręg: bialski, 2. bialski
Cerkiew p.w. św. Dymitra
Miejscowości należące do parafii: Dąbrowica Duża, Połoski
Status prawny: urzędy stanu cywilnego i metrykalne – akta metrykalne  schowaj
ZawartośćAKTA CYWILNO-RELIGIJNE
księgi wtóropisowe urodzeń, małżeństw i zgonów (duplikaty) z lat 1875-1909, sygn. 1-35 (35 j.a.);
alegaty z lat 1890-1896, sygn. 16-22;
Informacje dodatkoweobecnie gm. Piszczac, pow. bialski; ZoSIA; baza PRADZIAD; zdigitalizowany cały zespół;

http://szukajwarchiwach.pl/35/2278/0/?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=118&rpp=15&page=8#tabZespol

Akta stanu cywilnego Parafii Rzymskokatolickiej w Tucznej

Z dniem 15 sierpnia 1810 r. wprowadzono na terenach przyłączonej do Księstwa Warszawskiego Lubelszczyzny i Podlasia obowiązek prowadzenia świeckich akt stanu cywilnego w oparciu o uregulowania Kodeksu Cywilnego Napoleona. Mimo świeckiego charakteru rejestracji rolę urzędników stanu cywilnego powierzono duchownym katolickim obu obrządków. Wprowadzone gminy, w których dokonywano rejestracji ludności, pod względem terytorialnym były najczęściej tożsame z parafiami rzymskokatolickimi oraz greckokatolickimi i obejmowały ogół ludności zamieszkałej na danym terenie (również ludność wyznań protestanckich i wyznania mojżeszowego). Akty stanu cywilnego (urodzeń, zapowiedzi, małżeństw i zgonów) spisywane były w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach. Do sporządzanych metryk dołączano alegaty (m. in. przedkładane do spisywanego aktu małżeństwa odpisy metryk urodzenia, lub akty znania narzeczonych, urzędowe sprostowania i uzupełnienia aktów). Księgi były zamykane wraz z końcem roku, sporządzano do nich indeks osobowy, jeden egzemplarz pozostawał w parafii a drugi przekazywano do właściwego terytorialnie Sądu Pokoju.
W 1826 r. na mocy Kodeksu Cywilnego Królestwa Polskiego akta stanu cywilnego prowadzone przez duchownych katolickich zyskały walor zarówno aktów świeckich, jak i religijnych, w związku z tym wyłączono spod ich kompetencji ludność innych wyznań chrześcijańskich oraz Żydów, tworząc dla nich odrębne urzędy stanu cywilnego.
Rejestracja w aktach stanu cywilnego nadal odbywała się w systemie podwójnym. Zawierające jeden typ aktów unikaty (księgi pierwopisowe) zapisywano zazwyczaj przez kilka lat, aż do zapełnienia księgi. Tożsame z nimi pod względem treści metryk duplikaty (wtóropisy), obejmujące akty urodzeń małżeństw i zgonów, zamykano wraz z końcem roku, sporządzano indeks, dołączano do nich alegaty i przekazywano do Sądu Pokoju. Bezpośredni nadzór nad prowadzeniem akt sprawował dziekan (Dziennik Praw Królestwa Polskiego t.10, s. 41-84).
Do 1867 r. akty stanu cywilnego sporządzano w języku polskim, od roku 1868 po rosyjsku. Ponadto wprowadzono datację aktów wg obowiązującego w Cesarstwie Rosyjskim kalendarza juliańskiego (12-13 dni różnicy w stosunku do kalendarza gregoriańskiego).
Usankcjonowane przez Kodeks Cywilny Królestwa Polskiego zasady rejestracji aktów stanu cywilnego z niewielkimi modyfikacjami przetrwały na terenie byłego zaboru rosyjskiego do roku 1945. Na podstawie dekretu Rady Ministrów z 25 września 1945 r. z dniem 1 stycznia 1946 r. zlikwidowano wyznaniowe urzędy stanu cywilnego, powołując na ich miejsce w każdej gminie urzędy państwowe (Dziennik Ustaw, Nr 48, poz. 272-273).
Parafia w Tucznej (pow. bialski) została powołana w 1882 r., w miejsce zlikwidowanej parafii w Kodniu. Niedługo potem włączono do niej „uśpione” parafie w Huszczy, Sławatyczach oraz część parafii w Piszczacu i Malowej Górze
Siedziba parafii:Tuczna, diecezja lubelska, dekanat bialski
Kościół p.w. św. Anny
Miejscowości należące do parafii: Boje, Bokinki, Choroszczynka, Chotyłów, Dańce, Dąbrowica Wielka, Dobrynka, Dobromyśl, Dołhobrody, Hanna, Holeszów, Jabłeczna, Janówka, Kąty, Kodeń, Kopytów, Kostomłoty, Kuzawka, Lack, Leniuszki, Liszna, Matysówka, Międzyleś, Okczyn, Olszanki, Parośla, Pawluki, Piszczac, Połoski, Rozbitówka, Sajówka, Sławatycze, Terebiski, Trojanów, Tuczna, Władysławów, Wołoszki, Wólka Kościeniewicka, Wólka Zabłocka, Wyczółki, Zabłoć (Zabłocie), Zagościniec, Zahorów, Zalutyń, Zańków, Zdanówka, Zygmuntów, Żuki
Status prawny: urzędy stanu cywilnego i metrykalne – akta metrykalne  schowaj
ZawartośćI. AKTA CYWILNO-RELIGIJNE
księgi wtóropisowe urodzeń, małżeństw i zgonów (duplikaty) z lat 1882-1912, sygn. 1-20, 22-31 (30 j.a.);
alegaty z roku 1902, sygn. 21 (1 j.a.);
Informacje dodatkoweobecnie gm. Tuczna, pow. bialski; ZoSIA; baza PRADZIAD; zespół nie został zmikrofilmowany; zmiana liczby jednostek wynika z pomyłek w inwentarzu rozbitego zbioru 113;

http://szukajwarchiwach.pl/35/1942/0/?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=120&rpp=15&page=8#tabZespol

Pierworys gruntów wsi Dąbrowica Wielka w gminie Kościeniewicze, powiecie bialskim, województwie lubelskiem położonej

http://szukajwarchiwach.pl/35/403/0/6.9.1.1/89?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=78&rpp=15&page=6#tabJednostka

Po žalobě žitelâ selenìâ na protokol K-ra po graničnomu sporu Dombrovica

http://szukajwarchiwach.pl/35/141/0/-/5955?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=80&rpp=15&page=6#tabJednostka

Projekt budowy kostnicy drewnianej na cmentarzu prawosławnym we wsi Dąbrowica, gm. Kościeniewicze

http://szukajwarchiwach.pl/35/404/0/14/321?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=61&rpp=15&page=5#tabJednostka

sprawy wymiaru i administrowania należności za likwidację służebności – Dąbrowica Wielka powiat bialski

http://szukajwarchiwach.pl/35/403/0/6.3.2/1898?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=68&rpp=15&page=5#tabJednostka

http://szukajwarchiwach.pl/35/403/0/6.2.2/853?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=70&rpp=15&page=5#tabJednostka

Dąbrowica Duża, Gmina: Kościeniewicze

http://szukajwarchiwach.pl/35/168/0/1/12?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=26&rpp=15&page=2#tabJednostka

Rejestr wymiarowy świadczeń szarwarkowych na rok 1949. Gromada Dąbrowica

http://szukajwarchiwach.pl/35/567/0/-/256?q=d%C4%85browica+XARCHro:35&wynik=15&rpp=15&page=1#tabJednostka

Posted in Prywatne | Leave a Comment »

Żołnierze niezapomniani – Ludmiła Jakobson

Posted by tadeo w dniu 17 października 2014

APC - 2014.10.17 15.32 - 001.3d

http://kresy24.pl/wp-content/uploads/2014/09/Echa_Polesia_3_2014.pdf

Przeczytaj także:

„Pamiętanie” Ludmiły Jakobson z Telechan

Posted in Polskie Kresy | 1 Comment »

Moje Telechany – Bogdan Mielnik

Posted by tadeo w dniu 17 października 2014

APC - 2014.10.17 14.41 - 001.3d

http://polesie.org/wp-content/uploads/2014/03/Mielnik_Moje_Telechany_komp.pdf

Przeczytaj także:

„Pamiętanie” Ludmiły Jakobson z Telechan

Posted in Książki (e-book), Polskie Kresy | 1 Comment »

„Pamiętanie” Ludmiły Jakobson z Telechan

Posted by tadeo w dniu 17 października 2014

Historia… Czym właściwie jest? Być może to wydarzenia sprzed 100 lat, a może to, co odbyło się dopiero wczoraj? Znana polska reporterka Hanna Krall powiedziała kiedyś: „Przecież nie piszemy historii. Piszemy o pamiętaniu”. Podzielam tę opinię. Można przeczytać książkę, nauczyć się wszystkich dat i wydarzeń, ale to nie ma sensu, jeśli nie rozumiesz, dlaczego ludzie to robili. A można zapytać żywego świadka wydarzeń i odczuć atmosferę i nastrój tego czasu. Myślę, że jest przestępstwem nie wykorzystać możliwości usłyszenia historii z ust tych ludzi. Wiem to z własnego doświadczenia. Tak pani Ludmiła Jakobson, opowiadając o swoim życiu, pomogła mi przenieść się do lat 30-50 – tych. ubiegłego stulecia. Chciałabym podzielić się tą historią z Wami.Dom w Telechanach

Dom w Telechanach

Urodziłam się w Telechanach (powiat kosowski) w 1927 roku. – opowiada o sobie pani Ludmiła – Moja rodzina ma ciekawą historię. W czasach powstania styczniowego moja prababcia była pielęgniarką. Opatrywała rany samemu Trauguttowi i odprowadzała go wraz z Elizą Orzeszkową do Warszawy. Z historii na pewno wiecie, że właśnie tam Romuald Traugutt został zabity. Niestety, prababcia nie utrzymywała kontaktu z rodziną, ponieważ jej córka, moja babcia, była katoliczką i wyszła za mąż za prawosławnego. Po raz ostatni przyjechała jako pielęgniarka, żeby odebrać poród u mojej babci. Kiedy urodziła się dziewczynka, wzięła ją na ręce i powiedziała: „Jeszcze jedna męczennica”. Nie wiemy, co stało się z prababcią, być może pojechała do Warszawy, a może zesłano ją na Syberię. Jeszce jedną wielką postacią w mojej rodzinie jest dla mnie ojciec – oficer I wojny światowej, który otrzymał 2 Krzyże Gieorgijewskie za zasługi wojenne.

W 1930 roku cała moja rodzina otrzymała obywatelstwo polskie, a w 1934 roku poszłam do szkoły. Uczyłam się średnio. Wykształcenie było wtedy obowiązkowe do 4 klasy. Moja szkoła była duża – uczyło się w niej jednocześnie około 300 dzieci.

Pani Ludmila i kanal Oginskiego

Pani Ludmiła i kanał
Ogińskiego

Lata szkolne pozostaną w mojej pamięci na zawsze. Wtedy było zupełnie inaczej niż teraz – dyscyplina była żelazna. W przerwach między lekcjami nauczyciele pełnili dyżury na korytarzu. Było ich niewielu. Dobrze zapamiętałam nauczyciela geografii, pana Gwiazdowskiego i jego żonę, nauczycielkę języka polskiego, nauczyciela śpiewu pana Kanta, który pięknie grał na skrzypcach. Matematykę wykładał pan dyrektor Pierowski, gimnastykę – pan Wyrko. Moją pierwszą nauczycielką była pani Seroczkowska, pan Michalski wykładał historię, a jego żona – literaturę.

Pamiętam, że w tamtych czasach w Telechanach żyli w zgodzie wyznawcy różnych religii. Do jednej szkoły chodzili razem: prawosławni, katolicy, Żydzi. Co czwartek była godzina religijna i wtedy uczniowie rozchodzili się po klasach: katolicy szli do księdza katolickiego, prawosławni – do popa, a Żydzi – do rabina. Mogę powiedzieć, że ci „nauczyciele” kolegowali się ze sobą. Nasza lekcja religii zaczynała się od modlitwy: „Boże, coś Polskę”. W klasie na ścianie nad tablicą wisiały od lewej do prawej portrety: Mościckiego, Piłsudskiego, Orzeł Biały a nad nimi krzyż. Dla każdego ucznia to było bardzo bliskie sercu, bardzo patriotyczne. Trzeba powiedzieć, że dzieci bardzo kochały Dziadka Piłsudskiego i kiedy zmarł w 1935 roku, to wszyscy nosili żałobę przez 3 dni. W tym samym roku Żydzi odeszli do swojej własnej szkoły.

Wielką uwagę nauczyciele poświęcali wiejskim dzieciom, które były biedniejsze od żydowskich i musiały pomagać rodzicom w gospodarstwie. Za spóźnienie nie karano, a przy wystawianiu ocen nauczyciele byli lojalni wobec tych dzieci. Dzieci te przychodziły na lekcje w łapciach. Na dużej przerwie wszystkim dawano czarną kawę i chleb ze smalcem. Z tą tylko różnicą, że dzieci z bogatych rodzin płaciły za ten posiłek, dzieci z biednych rodzin dostawały za darmo.

Dzieci, które uczyły się bardzo dobrze, po ukończeniu 7 klasy gmina wysyłała na nieodpłatne studia do Pińska albo Łuninca.

Gdy na dworze było ciepło, dzieci w czasie przerwy bawiły się na podwórku. Było to możliwe tylko pod opieką nauczyciela. Nie wolno było samemu wychodzić na dwór. Zimą w czasie przerw chodzono parami po korytarzu i śpiewano piosenki. Podczas Bożego Narodzenia mieliśmy w szkole piękną choinkę. Wszyscy uczniowie śpiewali kolędy. Bawili się dookoła choinki, a potem dostawali prezenty: dzieci z bogatych rodzin – za koszt rodziców, a dzieci z biednych rodzin na koszt gminy. Prezenty dla biednych dzieci były czasasmi dziwne. Ja na przykład, jednego razu otrzymałam buciki, kawałeczek mydła i ciastko.

Był w naszej szkole również woźny, który, jak i nauczyciele, odpowiadał za dyscyplinę, dzwonił dzwonkiem, zapowiadając lekcje albo przerwę, pilnował jak dzieci się ubierają, sprzedawał kajzerki (bułeczki, które kosztowały 5 groszy).

Pamiętam też, że podczas świąt 11 listopada i 3 maja była bardzo ładna defilada. To było święto dla wszystkich mieszkańców Telechan. Na początku defilady szli rekruci, potem orkiestra, która składała się ze strażaków, dalej uczniowie i nauczyciele z proporcami. Pamiętam, że dzieci przygotowywały się do tej defilady dużo wcześniej: chłopcy wycinali z krzaków gałązki, a dziewczynki sklejały biało-czerwone kartki papieru i wychodziły piękne proporce. Machano nimi podczas defilady. Było pięknie. Potem w Domu Ludowym występował nasz nauczyciel pan Gwiazdowski i aptekarz pan Bocheński, wielcy patrioci Polski. Nie mogli oni zaakceptować i przeżyć przyjścia nowej władzy. Ostatni po przyjściu „Czerwonki „, jak nazywali miejscowi Sowietów, skończył życie samobójstwem.

Na szkolnym podwórku stał wysoki słup. Na nim codziennie latem wznosiły sztandar wolności dzieci z 7 klasy. Kiedy był „ostatni dzwonek” ( jak teraz się mówi o ostatnim dniu zajęć w szkole), to one wkładały białe ubrania i czapki i tańczyły na podwórku taniec „Piekarze”.

Ciekawe było życie harcerzy. Każdy z nas miał harcerski strój: czerwony krawat, czarny fartuch, guziki z przodu, pasek skórzany. Najlepsza uczennica 7 klasy była drużynową. W moich czasach drużynową była Marysia Mialik. Mieliśmy też zbiórki harcerskie.

Po przywitaniu graliśmy w siatkówkę, uczyliśmy się śpiewać, omawialiśmy, kto się źle uczy, kto niegrzecznie się zachowuje. Dla chłopców i dziewczynek zbiórki te były oddzielne. Latem my, harcerze, paliliśmy ognisko nad jeziorem. Śpiewaliśmy i tańczylismy. Było bardzo wesoło.

APC - 2014.10.17 13.56 - 001.3d

Marynarz w Pińsku i wioskowa dziewczyna

Latem było jeszcze jedno święto. Miało ono tajemniczą i piękną nazwę – Święto Morza. Urządzano je niedaleko pałacu Ogińskiego, który zniszczono po przyjściu Sowietów. Przez jezioro robiono pomost, łącząc 2 barki, z czego wychodziło miejsce dla tańców. Po bokach stały ławki, grała orkiestra. Młodzież tańczyła, dzieci biegały. Z Pińska na święto przyjeżdżali marynarze. Młode dziewczyny miały na głowie wianuszki z kwiatów, które puszczały na wodę. O 11 godzinie wszystkie dzieci szły do domu. Ale na tym święto dla nas się nie kończyło – w domu my otwieraliśmy okna i do rana słuchaliśmy orkiestry. Grano tango, fokstrota, mazurka, walca. Ślicznie śpiewały Hanka Kileszkowska i Lodzia Brzostowska. Było przepięknie!

APC - 2014.10.17 13.40 - 001.3d

Już w tamtych czasach przyjeżdżało do naszej miejscowości dużo turystów z Gdyni, z Warszawy, żeby zobaczyć Bug, Muchawiec, pałac i kanał Ogińskiego.

Już wcześniej mówiłam, że bardzo mi się podobały tamte czasy, ponieważ wtedy był wszędzie porządek. Na ulicach stały kosze na śmieci, codziennie chodził policjant i sprawdzał, czy wszystko w porządku.

„Leciał orzeł biały wysoko i odleciał. W 1939 roku po raz ostatni poleciał on bronić Ojczyzny, i trafiła go kula czarnego orła, i polała się krew, i zalała całą Polskę”. 1 sierpnia 1939 roku, gdy uczniowie przyszli do szkoły, ona była zajęta przez rekrutów wojska polskiego, którzy szli na front. Nigdy więcej nie uczyłam się w polskiej szkole.

W tym samym roku przyszli Sowieci. Wiadomość ta szybko obleciała Telechany. „Наши идут! Красная армия!” – słychać było ze wszystkich stron. Wiejskie dziewczyny ubierały się jak najładniej. Białorusini i Żydzi wybiegali z czerwonymi kokardkami przywitać ją. Długo ich nie było. Przyjechali.

Bardzo dobrze pamiętam: ciężarówka, siedzieli w niej żołnierze w pilotkach. Starszy wyszedł – okrągła czapka, ręce trzyma w kieszeniach i krzyczy „Здравствуйте!” Wydawało się wtedy, że wszystkim podoba się nowa władza, ale byli i niezadowoleni. Jeden marynarz z Flotylli Pińskiej powiedział ludziom: „Prędko wasze flaki będą wisieć jak te flagi”. Czerwone sztandary rozwijały się tam, gdzie był posterunek. Potem ktoś z ludzi starszych opowiadał, że powieszono tego marynarza za te słowa.

Pamiętam, że polscy żołnierze wtedy, ratując się od „Czerwonki”, szli na Hancewicze (tam była zbiórka), a potem do Rumunii. Ciężko było żołnierzom. Po tych samych drogach szli też miejscowi chłopi-złodzieje, którzy zabijali żołnierzy polskich, rabowali ubrania i obuwie i wrzucali ich do bagna.

Od tamtego czasu zajęcia w szkole były tylko w języku rosyjskim. Z nauczycielami obchodzono się bez ceregieli. Pana Gwiazdowskiego zabrano do celi do Kosowa, gdzie zmarł. Panią Gwiazdowską, jego żonę, ciężarną, z małym dzieckiem, wysłano w wagonie bydlęcym na Syberię. Nie było łatwo, ale ona – silna kobieta – wytrzymała to wszystko. Musiała wytrzymać. Wiem, że wyjechała do Polski dopiero po śmierci Stalina.

Tylko w pierwszych dniach wojny zostało zabitych dwa tysiące Żydów, którzy stanowili 70 procent mieszkańców Telechan. Partyzanci grabili wszystkich: biedniejszych i bogatszych. Wojna zmieniła życie każdej rodziny i całego narodu.

Potem szybko mijały lata, życie… Pytasz mnie: jak potrafiłam tak długo nie zapomnieć języka polskiego? Odpowiem ci na to pytanie. Kiedy biskup Świątek był u nas w Telechanach, zapytał mnie: „Dzięki czemu Pani tak dobrze rozmawia po polsku?” Odpowiedziałam: „Nie chciałam zapomnieć języka ojczystego!”

Moja działalność literacka rozpoczęła się w 2001 roku, kiedy zobaczyłam „Echa Polesia”. Opisałam Telechany, Kanał Ogińskiego, przyrodę.Potem napisałam artykuły „Szlachcianka”, „Moja szkoła”, „Tęsknota za Ojczyzną”, „Poryczanka”. Pisałam też dużo o Żydach. Można powiedzieć, że to oni odbudowali Telechany po I wojnie światowej, ponieważ otrzymywali pomoc z Ameryki i po 19 latach Telechany znów stały się uroczym miasteczkiem, które tętniło życiem.

Życie tak szybko przemija… Mam już 87 lat. Chciałabym jeszcze dużo czego zrobić, ale choroba mi nie pozwala. Jestem jednak szczęśliwa. Mam wspaniałą rodzinę. Mam bogatą przeszłość. W ubiegłym roku byłam na spotkaniu opłatkowym w konsulacie. Piszę swoje teksty do „Echa Polesia”. Dzięki Bogu mam jeszcze na to siły.

Czas rzeczywiście szybko leci… Rozmawiając z tą skromną kobietą, która nie zrobiła nic nadzwyczajnego, po prostu kocha swoje życie, rodzinę i historię swojej Ojczyzny, zrozumiałam, że tworzymy historię każdego dnia poprzez swoje myśli, słowa, czyny. Wiem, że być bohaterem każdego dnia o wiele trudniej, niż zostać nim jeden raz. Dlatego serdecznie dziękuję pani Ludmile Jakobson za rozmowę i mam nadzieję, że ten wywiad pozostanie na długie lata nie tylko w moim, ale też w Państwa sercach i umysłach.IMG_5242

Z Panią Ludmiłą Jakobson rozmawiała Karina Homziuk,

uczennica kl.11 Polskiej Szkoły Społecznej im.I.Domeyki w Brześciu

http://polesie.org/1769/pamietanie-ludmily-jakobson-z-telechan/

Przeczytaj także:

Żołnierze niezapomniani – Ludmiła Jakobson

Moje Telechany – Bogdan Mielnik

Ja tutaj powrócę, gdzie są mgły i rosy…

Z miłością do Polesia

Posted in Polskie Kresy, Wspomnienia | 2 Komentarze »