WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Polegli na warcie…Tropem wileńskiej legendy września ’39

Posted by tadeo w dniu 28 września 2014


Wieńce od Ambasady RP w Wilnie, złożone 17 września 2014 roku na grobach poległych żołnierzy WP
Co roku w Wilnie, obchody agresji sowieckiej na Polskę, w dniu 17 września 1939 r., koncentrują się głównie wokół trzech mogił – na kwaterze Wojska Polskiego na Rossie. To groby żołnierzy, którzy polegli 18 września 1939 r. – kolejnego dnia agresji sowieckiej na Polskę. Zginęli, broniąc umiłowanego przez nich Wilna. Przez lata opowiadano, że żołnierze ci padli od kul sowieckich, do końca pełniąc swoją wartę honorową przy grobie marszałka Józefa Piłsudskiego. Czy była to prawda? A może tylko legenda przechowywana prze wilnian? Jedno nie ulega wątpliwości, opowieści tej słuchano ze wzruszeniem. Poruszała ona zwłaszcza gości z Macierzy.

Historia ostatniej warty przy grobie Matki i Serca Józefa Piłsudskiego na wileńskiej Rossie przekazywana z pokolenia na pokolenia, dodajmy, ustnie i po kryjomu, w Wilnie, była niczym starożytny epos, konstytuujący postawy wilnian w czasach sowieckiego zniewolenia, a także i później. Legenda ta miała krzepić i umacniać polską dumę. Uskrzydlać serca młodych i koić ból starszych.

Był rok 1989. Pamiętam ogromne zaangażowanie polskich harcerzy z Wileńszczyzny – pierwszych, prawdziwych harcerzy, jacy pojawili się na Ziemi Wileńskiej po 50. latach „sowiecji”.  Pełnili oni wówczas wartę honorową przy grobie Matki i serca marszałka Józefa Piłsudskiego w dniach 1 i 11 listopada tego pamiętnego roku. Byłam jedną ze współorganizatorek tej akcji. Przekazywaliśmy warty, oddawaliśmy harcerskie honory przy mogile tych trzech żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku. Było w tym coś wyjątkowego, niesamowitego i dla nas euforycznego! Historia zatoczyła koło. Oto harcerze z wileńskich hufców oddają cześć bohaterom Września 39. Dokładnie po 50 latach!

Jedna z pierwszych harcerskich gier terenowych poświęcona została właśnie wydarzeniom 17 września 1939 r. i okolicznościom tragicznej śmierci tych trzech bohaterów. Wówczas znaliśmy tylko jednego z nich. Na tablicy nagrobnej na Rossie widniała taka oto inskrypcja: Wincenty Salwiński, kapral WP, zginął 18 września 1939 roku. Tymczasem na tablicach obok były napisy: Nieznany Żołnierz WP oraz zapis daty śmierci, również: 18 września 1939 roku.

Gdy 13 grudnia 1989 roku składałam, jako pierwsza od czasów wojny harcerka (wraz z Markiem Kowalewskim, drużynowym męskiej części związku) na Górze Trzykrzyskiej przyrzeczenie harcerskie, to moi koledzy, starsi harcerze z Polski, nawiązali do historii Wincentego Salwińskiego. To było nośne i symboliczne, dla mnie szalenie ważne i przejmujące. Nosiłam te same nazwisko. Wincenty Salwiński był moim stryjecznym Dziadkiem, młodszym bratem mojego dziadka Feliksa. Wyrastałam na legendzie o warcie polskich żołnierzy, wychowywałam się w aurze tej postaci, w rodzinie o nim się mówiło, pielęgnowano pamięć o nim.

 

Tak zostało. Od kilku lat odbywają się Spotkania Rodziny Salwińskich. Organizatorami i pierwszymi uczestnikami Spotkań byli dość liczni przedstawiciele rodziny Feliksa, od paru lat grono osób się poszerza o inne gałęzie rodziny Salwińskich. Najważniejszym przesłaniem tych spotkań jest próba integracji i zżycia się najmłodszego pokolenia, przywiązania ich do wartości i tradycji rodzinnych… 13 września b. r. w Kaplicy Ostrobramskiej odbyła się msza św. m.in. w intencję 75 rocznicy śmierci kaprala Wincentego Salwińskiego, jednego z poległych obrońców Wilna we wrześniu 1939 roku.

Wincenty Salwiński urodził się w 1914 roku. W rodzinnym archiwum zachowało się kilka prywatnych dokumentów Wincentego, a na każdym wskazany jest inny dzień i miesiąc urodzenia. Jedną z bardziej prawdopodobnych dat (potwierdzonych w kościelnym archiwum) wydaje się 15 sierpnia 1914 roku… Urodził się we wsi Sokolniki nieopodal podwileńskiej Rudaminy. Do dzisiaj zachował się dom, w którym się urodził i zabudowanie gospodarcze, które w zasadzie własnoręcznie wybudował.

Miał liczne rodzeństwo. Czterech braci i trzy siostry. Jedna z sióstr zmarła w niemowlęctwie. Dwie inne siostry – Janina i Zofia –  do końca życia mieszkały obok siebie w Sokolnikach. Jeden z braci – Władysław – zginął tragicznie po wojnie, rażony piorunem, kiedy wracając do domu nieostrożnie stanął pod drzewem, by przeczekać burzę. Najmłodszy brat Wacław eksrepatriował po wojnie do Polski i zamieszkał w Juracie na Półwyspie Helskim, gdzie przez wiele lat był kierownikiem domu wypoczynkowego „Merkury“. Po jego śmierci w 2004 roku syn sprowadził prochy ojca do Wilna, gdzie złożono je na cmentarzu w Rudaminie obok rodziców i brata Władysława. Z kolei brat Józef, był zesłany na Sybir; potem szczęśliwie trafił do armii polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Przeszedł cały szlak bojowy tej kresowej armii. Bił się pod Monte Cassino. Po wojnie osiadł, jak większość z tych co nie mieli dokąd wrócić, a bili się o całość Polski, w Londynie. Nigdy już nie zobaczył swoich rodziców ani ukochanego Wilna. Przez lata jednak utrzymywał kontakty listowne. Kilkakrotnie rodzeństwo się spotykało w PRL. A w 1980 roku doszło w Londynie do bezprecedensowego spotkania Józefa z bratem Feliksem i jego synem Zenonem. Podczas każdego z tych spotkań wracano do wspomnień o Wincentym.

 

Z zachowanych dokumentów wynika, że w służbie czynnej WP. Wincenty Salwiński pozostawał co najmniej od roku 1936. Zachowało się świadectwo ukończenia przez niego szkoły podoficerskiej.

Służył w 6. Pułku Piechoty Legionów. Póżniej w elitarnym KOP-ie czyli Korpusie Ochrony Pogranicza. Wybuchła wojna. Wincenty Salwiński pełnił swoją służbę na Wileńszczyźnie. 17 września 1939 r. bolszewicy wbijają Polakom nóż w plecy. Sojusznik Hitlera wypełnił swoje zobowiązania. Uderzył na Polskę. Rozkazy naczelnego wodza Śmigłego-Rydza tymczasem nakazywały „niepodejmowanie walk z jednostkami Armii Czerwonej, a jedynie przeciwstawiania się im w obronie własnej przy ewentualnych próbach okrążania i rozbrajania oddziałów Wojska Polskiego. Marszałek Śmigły nakazywał zarazem wszystkim formacjom Wojska Polskiego wycofywanie się najkrótszymi drogami do Rumunii i na Węgry oraz do innych państw neutralnych jak Litwa i Łotwa. Do dzisiaj tamtejsza decyzja dowództwa WP budzi emocje i różne oceny historyków. „Kompletne zaskoczenie i brak rozkazów (dyrektywa marszałka Rydza-Śmigłego zaczęła docierać do poszczególnych dowództw nie wcześniej niż w nocy z 17 na 18 września, a do wielu nie dotarła wcale) zdezorientowała niejednego z polskich dowódców. Rozkazu Naczelnego Wodza nie wykonała zresztą, i to świadomie, spora część polskich sił zbrojnych znajdujących się nad polską granicą wschodnią. Dzięki temu pochód na zachód armii sowieckiej nie był pochodem triumfalnym. Wojsko Polskie nie odchodziło z Kresów bez walki“. – pisze Longin Tomaszewski w swoim monumentalnym dziele „Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939 – 1945“.

Faktem jest, że dowództwo Obszaru Warownego Wilno, na czele którego stanął przybyły z Grodna płk Jarosław Okulicz–Kozaryn, początkowo szykowało obronę miasta, dostrzegając nie tyle możliwości wojskowe własnych jednostek (marnie uzbrojonych i zdecydowanie uszczuplonych w wyniku odejścia najlepszych jednostek w pierwszych dniach września na front zachodni), ile ogromną ofiarność i zaangażowanie społeczności wileńskiej. Jednak po podtrzymaniu rozkazu o niebronieniu Wilna przez gen. Józefa Konstantego Olszynę-Wilczyńskiego i po gwałtownej i bardzo dramatycznej rozmowie  płk Okulicz-Kozaryn przerwał przygotowania do obrony i wydał rozkaz ewakuacji w kierunku granicy z Republiką Litewską. Po zarządzonej ewakuacji w Wilnie pozostały tylko nieliczne pododdziały m. in: Ośrodka Zapasowego 1 Dywizji Piechoty Legionów, zapasowe pododdziały pułków ułańskich i artylerii oraz sformowany „na szybko” oddział Legii Oficerskiej pod dowództwem mjra Maksymiliana Ossowskiego. Wilnianie chcieli się jednak bronić. Młodzież szkolna i akademicka zaczęła spontanicznie organizować się w grupy samoobrony. Zorganizowano kilkanaście stanowisk obronnych, m.in. na tzw. Górce Chrystusowej na zapleczu kościoła św. Rafała. Punkty oporu zorganizowano też na przejeździe kolejowym nieopodal ul. Polskiej i w okolicy ul. Ostrobramskiej, u wylotu ul. Połockiej i na wysokości ul. Arsenalskiej. Walczono także w okolicach Mostu Zwierzynieckiego, dokładnie na wprost alei Mickiewicza. Na wzgórzu przed Rossą, w okopach (istniejących zresztą do dziś) stanowisko zajął pododdział KOP-u „Troki“, w którym służbę pełnił właśnie kapral Wincenty Salwiński. Walki o Wilno toczyły się z różnym nasileniem wieczorem 18 i w nocy 19 września 1939 r. W tych walkach zginęło kilkanaście osób, śmierć ponieśli również kapral Wincenty Salwiński oraz szeregowcy Piotr Stacirowicz i Wacław Sawicki.

Jak zginęli? To pytanie powstawało nieraz i podejmowano wiele prób zweryfikowania wydarzeń. Trwała jednak wojna, a potem nastały koszmarne sowieckie czasy, w których szukać odpowiedzi na te pytanie było niezwykle trudno. To były pierwsze ofiary niespodziewanej sowieckiej agresji, ich śmierć nie była w żaden sposób udokumentowana. Wszystkie informacje pochodzą z przekazów ustnych.

Rodzina Wincentego Salwińskiego przez cały czas próbowała dotrzeć do możliwych świadków tamtych zdarzeń. Ale relacje były bardzo rozbieżne. Bardzo szybko pojawiła się legenda, jakoby trzej polegli żołnierze zginęli, pełniąc wartę honorową na Rossie. Przed wojną faktycznie warta była pełniona przy Mauzoleum marszałka Józefa Piłsudskiego, o czym doskonale wiedzieli wilnianie. Była ona przez lata codzienną rzeczywistością Wilna, a nawet swego rodzaju atrakcją turystyczną.

Jednak, jak wynika z relacji świadków, przytaczanych w pracy Cz. Grzelaka „Wilno 1939“ oraz B. Mintowta „Ostatnia warta na Rossie“ wydanej w bydgoskim cyklu „Wileńskie Rozmaitości“, regularna żołnierska warta honorowa przy Mauzoleum na Rossie pełniona przez żołnierzy 1. DP Legionów została zdjęta już 13 września w chwili wyruszenia tej jednostki na front. Odtąd wartę przy grobie Matki i Serca Syna pełnili młodzi żołnierze z ad hoc zorganizowanego Wileńskiego Batalionu Ochotniczego, a później członkowie Związku Strzeleckiego oraz harcerze i ochotnicy z Przysposobienia Wojskowego. Z relacji bezpośrednich uczestników Kazimierza Bolińskiego, Kazimierza Juszczaka i Ryszarda Wallka wynika, że ostatnia młodzieżowa warta została zdjęta 18 września, gdy na obrzeżach Wilna pojawiły się sowieckie czołgi i rozpoczęła się nierówna walka obronna. Nikt z tej warty nie poległ.

Wcześniej jednak, zaraz po wojnie, funkcjonowały inne świadectwa. One też zostały później opisane przez Aleksandra Dawidowicza m.in. w piśmie Zarządu Krajowego Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna „Panorama Kresowa“. Wilnianin, lekarz Aleksander Dawidowicz, przywoływał własne wspomnienia, a także powoływał się na na relacje ustne swojej koleżanki klasowej Ludmiły Doroszkiewicz, która przez całe życie mieszkała nieopodal Rossy i była rzekomo świadkiem tamtejszych wydarzeń. Oto, co podawał Aleksander Dawidowicz: „Rozpoczął się masowy exodus ku granicy litewskiej administracji wileńskiej i wojska.W tej tragicznej sytuacji i masowej histerii kapral Wincenty Salwiński z dwoma kolegami, szeregowym Piotrem Stacirowiczem i Wacławem Sawickim podjęli decyzję zaciągnięcia warty przy mauzoleum marszałka Piłsudskiego na Rossie. Był to świadomy akt bohaterski. Dwaj wartownicy trzymający straż przy płycie Matki i Serca Syna zginęli na miejscu od kul sowieckich. Kapral Salwiński, zgodnie z regulaminem, przebywał w tym czasie w nieistniejącej dzisiaj, przylegającej do cmentarza legionowego, niedużej wartowni. Widząc śmierć swych kolegów, począł się cofać w kierunku torów kolejowych. Został jednakże zauważony i zastrzelony w odległości około 150 m od wartowni. Prawdopodobnie na tej relacji przez wiele lat opierała się też moja rodzina. Pamiętam, jak dziadek kilkakrotnie wspominał „Ludkę“, a mój ojciec „panią Ludę“. Myślę, że chodziło o tę samą osobę – Ludmiłę Doroszkiewicz – z relacji doktora Dawidowicza.

Wątpliwości pojawiły się w połowie lat 70. Wacław, mieszkający na Helu najmłodszy brat, z uporem szukał towarzyszy broni Wincentego. Prowadził rozlegle korespondencje. Była to dla niego sprawa bardzo ważna. Często wspominał swój proroczy sen sprzed wojny, w którym przewidział tragiczną śmierć brata Wincentego w pierwszych dniach jesieni. Wacław Salwiński odszukał świadków, którzy twierdzili, że Wincenty zginął nie jako członek warty honorowej, a na skutek strzelaniny, która wywiązała się między żołnierzami jednostki polskiej a czołgistami Armii Czerwonej. Prawdopodobnie czerwonoarmiści oddali serię wystrzałów w stronę zdemaskowanych żołnierzy, ci zaś poderwali się do biegu. Celem ucieczki pozostawała nieopodal stojąca budka wartownicza (niektórzy twierdzą że była to toaleta). Nie zdążyli jednak dobiec, dosięgły ich sowieckie kule. W latach ’90, już w Wilnie, ujawnił się kolejny świadek,  który – jak twierdził – był w okopach na Rossie razem z Wincentym Salwińskim i widział jego dramatyczną ucieczkę, a następnie śmierć. Świadek był bliskim współpracownikiem jednego z bratanków Wincentego i tylko dlatego, po wielu latach znajomości, zdecydował się na ujawnienie tej informacji. Wykluczał jednak udział własny i całej jednostki w walkach z Armią Czerwoną. Najwyraźniej była to zwyczajna bojaźń i asekuracja ówczesnego mieszkańca Związku Radzieckiego. Jakże wymuszona w tamtych czasach…

W 1993 roku w pracy Cz. Grzelaka „Wilno 1939” ukazała się relacja podporucznika rezerwy E. Gilurskiego, jednego z oficerów niepełnego batalionu KOP „Troki”, który tak oto relacjonował przebieg walki z czołgami 6 BPancernej w okolicach Cmentarza na Rossie: „Po zapadnięciu zmierzchu słychać było warkot sowieckich czołgów od strony Lipówki, zbliżających się w kierunku naszych stanowisk. Wkrótce rozpoczęło się piekło. Znaleźliśmy się pod silnym ostrzałem z różnej broni. Szczególnie denerwujące były pociski świetlne i jazgotliwe. Do północy strzały ucichły, ale słychać było silny warkot czołgów od strony centrum Wilna. A to znaczyło, że czołgi znalazły się już na tyłach naszej obrony. O świcie poszedłem na prawe skrzydło naszej obrony do mjr Sylwestra Krasowskiego. Dowódca oznajmił, że sytuacja jest krytyczna i nie ma sensu dalsze stawianie oporu, po prostu szkoda żołnierzy. Wydał rozkaz opuszczenia stanowisk i ratowania się we własnym zakresie”.

Bezsprzecznie Wincenty Salwiński zginął tuż przy Cmentarzu na Rossie, kilkaset metrów od kwatery wojskowej i mauzoleum marszałka Piłsudskiego. Tam odszukała go rodzina, brat Feliks i matka, którzy 19 września rano zostali poinformowani o śmierci syna i brata. Z ich bezpośredniej relacji wynikało, że Wincenty raczej nie zginął śmiercią natychmiastową. Był ciężko ranny i umierał w cierpieniach. Wykrwawił się. Obok jego ciała leżały zwłoki drugiego żołnierza. Trzeciego z poległych żołnierzy przywieziono tego samego dnia, ale nieco później. Dziadek utrzymywał, że ciało poległego przewieziono z okolic walk prowadzonych nieopodal Zielonego Mostu. Tu powstaje pewna sprzeczność, bo wiele innych źródeł podaje z kolei, że na Rossie zginęli wszyscy trzej żołnierze. Dotychczas nie udało się tego rozstrzygnąć, niemniej wszyscy trzej zostali pochowani na Rossie.

Jedynie na grobie Wincentego umieszczono dokładny zapis imienia i nazwiska oraz datę śmierci. Wówczas nie udało się ustalić personaliów dwóch innych żołnierzy. Dlatego na ich nagrobkach aż do lat ’90 widniał zapis: „Nieznany żołnierz WP“. Skąd się wzięły pomniki nagrobne, takie same jak innych legionistów na Rossie poległych w latach 1919–1920? W kwaterze wojskowej jeszcze z czasów ostatniej restauracji kwatery wojskowej w 1936 roku pozostawiono kilka wolnych pomników nagrobnych. W realiach wojny idealnie nadały się one do szybkiego pochówku trzech ofiar walk z czerwonoarmistami.

Jeszcze w czasie wojny część pomników legionistów została uszkodzona, mocno też ucierpiały pomniki żołnierzy września ’39. Niewykluczone, że był to wynik jakiejś specjalnej interwencji. Wiadomo, że w latach 70 pomniki nadawały się wyłącznie do natychmiastowej rozbiórki i rodzinie Wincentego bardzo zależało na uporządkowaniu nagrobków. Tym bardziej, że brat Feliks podjął starania o wyjazd do Londynu na spotkanie z bratem, który też bardzo nalegał na uporządkowanie miejsca pochówku Wincentego i posiadaniu zdjęć, o które wielokrotnie prosił rodzinę w Wilnie. Załatwienie pozwolenia na wyjazd poza szczelną granicę Związku Radzieckiego trwało kilka lat… Tyle też lat trwały próby zamiany nagrobków na Rossie…

Bracia zastanawiali się, jak lepiej to załatwić: po kryjomu czy też drogą oficjalnych pozwoleń? Ostatecznie uznano, że lepiej iść drogą oficjalną i zabiegać u władz Wilna o możliwość uporządkowania grobów. Od początku mowa była o trzech grobach. Podczas tych starań i zabiegów o uratowanie mogił i ich restauracje ważną okazała się znajomość z głównym plastykiem Wilna – Algisem Ramanauskasem, który „z urzędu” zajmował się wydawaniem podobnych zezwoleń, a był zarazem sąsiadem i znajomym jednej z córek Feliksa. On to ostatecznie podpisał i wydał zezwolenie na uporządkowanie grobów.

Na początku 1980 roku rodzina zainstalowała na Rossie trzy kamienie nagrobne, identyczne do wszystkich innych w kwaterze wojskowej. Siłą rzeczy jednak bardzo się one wyróżniały, były nowe, lśniące, z dala błyszczały nowe tablice. Nie mogły nie wzbudzać zainteresowania odwiedzających. Wydaje się, że wtedy legenda o tragicznej warcie honorowej nabrała jeszcze większej mocy.

Do dzisiaj wspominam moją, wtedy kilkunastoletniego dziecka, fascynację kolorowymi zdjęciami, które tata zabierał na wyjazd do Londynu. Oczywiście dopiero później przyszła refleksja, że były one jedynym łącznikiem miedzy dwoma braćmi walczącymi za Polskę i Wilno…

Dopiero w latach ’90, po badaniach prowadzonych na Rossie przez profesora z Wrocławia Edwarda Małachowicza, efektem których stała się monografia „Cmentarz na Rossie w Wilnie“, udało się ustalić nazwiska żołnierzy pochowanych obok Wincentego Salwińskiego. Jak podawał prof. Edward Małachowicz: „Wszystkie nazwiska zachowały się w spisie mogił z lat 1939 – 1945, sporządzonym z natury przez Aleksandra Śnieżkę“. W połowie lat 90 na zlecenie Andrzeja Przewoźnika, sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa zainstalowano tablice, które istnieją do teraz i mają takie zapisy:

Piotr Stacirewicz, szeregowy WP
Wincenty Salwiński, kapral WP
Wacław Sawicki, szeregowy WP

Legendę o pełnieniu do końca warty honorowej słyszałam niejednokrotnie. Nieraz słyszałam też pytanie, czy warto burzyć legendę, która tak wiele znaczyła dla wilnian, dla ich woli przetrwania w trudnych sowieckich czasach? Legendy tak przecież budującej i pięknej. Ale zapewne miał rację prof. Edmund Małachowicz, który w odniesieniu do tejże legendy stwierdził: „Legendy mają żywot trwalszy niż niejedno wydarzenie rzeczywiste. Prawdopodobnie i ta legenda przetrwa jeszcze, głównie wśród społeczności ziemi wileńskiej, odznaczającej się szczególną pamiętliwością“.

Pozostaje jednak niezbity fakt. Ci trzej żołnierze pełnili wartę! Może nawet ważniejszą niż im się przez lata przypisywało. Pełnili wartę do końca. Świadomie, z wyboru. Dla Polski, w imię Polski, w obronie Polski. Byli jednymi z pierwszych ofiar sowieckiej agresji, smutną zapowiedzią długich, ponurych lat sowieckiej rzeczywistości, zapowiedzią Katynia, Sybiru, łagrów i hekatomby ofiar, jakie poniosła Polska, Litwa i ta część Europy.

Tak zupełnie na koniec, ad hoc chcę przytoczyć jeszcze jedną rodzinną opowieść. Tak często przywoływaną i powielaną, że też już nie wiadomo, na ile prawdziwą, na ile zmyśloną. Otóż Wincenty Salwiński miał ulubionego psa. Zwykły wiejski pies, z lekka tylko podrasowany, bardzo zżyty ze swoim gospodarzem. Na ostatniej przepustce, kiedy Wincenty odwiedził swój  dom rodzinny w Sokolnikach pies nie odstępował go ani na krok. Długo  odprowadzał go w drodze z przepustki. W nocy z 18 na 19 września 1939 roku pies tak mocno wył, że rodzina, która jeszcze nie wiedziała, co się dzieje w Wilnie, z trwogą myślała o jakimś nadchodzącym nieszczęściu. Rano poderwała rodzinę tragiczna wiadomość. Od tej pory pies nie wziął do pyska ani kęsa strawy. Zdechł w tydzień po śmierci swojego gospodarza. Nikt nie pamięta, jak się wabił…

xxxx

Serdecznie dziękuję redakcyjnemu koledze, historykowi Michałowi Wołłejce, za pomoc merytoryczną w przygotowaniu artykułu.

Na podstawie: Longin Tomaszewski, Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939 – 1945, Warszawa 2001; Edmund Małachowicz, Cmentarz na Rossie w Wilnie, Wrocław 1993; Czesław Grzelak, Wilno 1939, Warszawa 1993; Jerzy Łojek (Leopold Jerzewski), Agresja 17 września 1939, Warszawa 1990; Józef Krajewski, Wojenne dzieje Wilna 1939 – 1945. Losy Polaków, sensacje, zagadki, Warszawa 2011; praca Jędrzeja Kowalczuka pisana na konkurs historyczny, inf.wł.

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum rodziny Salwińskich.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: