WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 19 września, 2014

O drugim mniej znanym pakcie Ribbentrop – Mołotow, czyli jak przy dźwiękach Międzynarodówki podpisywano wyrok śmierci na polską elitę

Posted by tadeo w dniu 19 września 2014

apok

Wyzwolicielski” marsz armii sowieckiej przez polskie Kresy, rzekomo dla obrony mniejszości narodowych, zagrożonych wojną, znaczony był od początku zbrodniami wojennymi – nigdy nie ukaranymi. Ich charakter odzwierciedla prawdziwe cele wojenne Związku Sowieckiego na terytorium zaatakowanej Polski, maskowane oświadczeniami o potrzebie wzięcia pod opiekę ludności białoruskiej i ukraińskiej, w warunkach rzekomego wewnętrznego bankructwa państwa polskiego.

Członek Rady Wojennej Frontu Ukraińskiego, Nikita Chruszczow, późniejszy sekretarz generalny KC KPZR, ganił szefa kontrwywiadu:

Jak wy pracujecie, ani jednego rozstrzelanego!

[…] Zajmująca polskie terytorium Armia Czerwona prowadziła agresywną akcję propagandową, zmierzającą do wywołania rewolucji społecznej – zgodnie z frazeologią bolszewicką. Było to w praktyce podjudzanie do zbrodni na elitach społeczeństwa polskiego, zwłaszcza na właścicielach ziemskich, osadnikach wojskowych z okresu po wojnie bolszewickiej i na oficerach wojska polskiego. Podjudzanie do zbrodni całkowicie bezkarnych, co gwarantowała robotniczo-włościańska armia sowiecka.

Dowódca Frontu Białoruskiego atakującego Polskę od północnego – wschodu, komandarm Michaił Kowalow, wydał plugawą odezwę do rzołnierzy Armii Polskiej, na poziomie moralnym porównywalnym z poziomem zastosowanej w niej ortografii i składni.

CZYTAJ WIĘCEJ: „Rzołnierze Armii Polskiej!” Gorący apel „niezwolczonej” Armii Czerwonej. „Rządzące kołe Polskie sieją narodową rużność między polakami, białorusinami i ukraińcami”

Jeszcze bardziej nienawistna i kłamliwa była odezwa dowódcy Frontu Ukraińskiego, komandarma Siemiona Timoszenki, który wzywał polskich żołnierzy:

Co pozostało wam? O co i z kim walczycie? Dla czego narażacie życie? Opór wasz jest bezskuteczny. Oficerowie pędzą was na bezsensowną rzeź. Oni nienawidzą was i wasze rodziny. To oni rozstrzelali waszych delegatów, których posłaliście z propozycją o poddaniu się. Nie wierzcie swym oficerom […]. Bijcie oficerów i generałów. Nie podporządkowujcie się rozkazom waszych oficerów. Pędźcie ich z waszej ziemi. Przechodźcie śmiało do nas, do waszych braci, do Armii Czerwonej.

W innej ulotce pisał:

Bronią, kosami, widłami i siekierami bij swoich odwiecznych wrogów – polskich panów.

Te „siekiery” sowieckiego komandira z Ukrainy przywołują na myśl siekiery z roku 1943 na Wołyniu, później na Podolu i w Małopolsce Wschodniej. Ręka inna, ale sposób myślenia ten sam. Sowieckie metody wojenne, znane od czasów rewolucji bolszewickiej, mogły mieć wpływ także na obraz wołyńskiej. To nie była tylko propaganda wojenna, stosowana w wojnach napastniczych, by złamać morale przeciwnika. To było nawoływanie do zbrodni wojennych, do dziś nie ukaranych. To była zapowiedź enkawudowskiej akcji obezhołowienia (pozbawienia głowy) polskiego społeczeństwa, poprzez eksterminację bezpośrednią (zabójstwa bez sądu) i pośrednią (więzienia, łagry, deportacje).

[…] Zasada divide et impera, tak drastycznie ukazana w ulotce Timoszenki, wzywającej polskich żołnierzy do zabijania swych dowódców, przyniosła Sowietom we wrześniu 1939 r. połowiczny sukces. Co prawda, żaden żołnierz polski nie podniósł ręki na oficera, a zawarta w ulotce informacja o rzekomym rozstrzelaniu „delegatów” była z gruntu fałszywa, to jednak na skutek celowego pozostawienia zajętych obszarów – w okresie początkowym – bez kontroli sił porządkowych, doszło do licznych zbrodni oraz aktów pospolitego bandytyzmu i grabieży, inspirowanych przez sowieckie jaczejki, piątą kolumnę Stalina na terenie Rzeczypospolitej. W wyniku tych działań ucierpiało zwłaszcza polskie ziemiaństwo i polscy osadnicy wojskowi, przy czym okrucieństwo napastniczych band przerosło nawet sceny zapamiętane z okresu rewolucji bolszewickiej i wojny polsko – bolszewickiej.

Organizatorami większości wystąpień były osoby, które wydostały się z więzień (nie tylko więźniowie polityczni, ale i kryminalni), a sytuacja rozprzężenia sprzyjała także wyrównywaniu osobistych porachunków i popełnianiu pospolitych przestępstw […], ofiarami byli najczęściej ziemianie, osadnicy wojskowi i przedstawiciele władz. W Zelowie zwolennicy władzy sowieckiej zamordowali m.in. miejscowych proboszczów: katolickiego ks. Jana Kryńskiego i prawosławnego ks. Dawida Jakobsona.

wilno

Pora, by do historii Polski wprowadzić ciągle nieznane ogółowi Polaków męczeństwo Ludwiki i Antoniego Wołkowickich, ziemian z Brzostowicy Małej na Białostocczyźnie. Komunistyczna, kryminalna banda związała ich ręce drutem kolczastym, do ust wlała wapno i żywcem zakopała.Taka była odpowiedź na nawoływania komandarmów sowieckich do walki z odwiecznymi wrogami – obszarnikami i kapitalistami. W atmosferze trwającej w pierwszych dniach okupacji [sowieckiej] niczym nie skrępowanej, a nawet podjudzanej nagonki na Polaków […] wymordowano co najmniej 200 samych tylko ziemian.

Jednak największych zbrodni dopuściły się w tym czasie regularne oddziały Armii Czerwonej. Wykorzystując jako pretekst fakt, iż Rzeczpospolita nie wypowiedziała Sowietom wojny w odpowiedzi na ich atak, nazywali wojsko polskie, podejmujące działania obronne, polskimi bandami, kierowanymi przez faszystowskie organizacje! Armia Czerwona, podobnie jak Wehrmacht, znaczyła swój szlak bojowy na ziemiach polskich długim pasmem zbrodni. Podżegały wręcz do nich odezwy i rozkazy wyższych dowództw

– podkreślał prof. Wieczorkiewicz, znawca historii stosunków polsko – rosyjskich i polsko – sowieckich.

Dodajmy, że nie były to zbrodnie wynikające z okrucieństwa poszczególnych dowódców, lecz zbrodnie zaplanowane i realizowane przez instytucje państwa sowieckiego, bowiem poszczególni wykonawcy tych zbrodni mieli świadomość tego, czego się od nich wymaga. Sowieckie sądy wojskowe karały wykroczenia, dotyczyły one jednak przede wszystkim rabunków mienia, pijaństwa i niesubordynacji, nie zaś zbrodni na bezbronnych jeńcach polskich.

[…] Największych zbrodni dokonano w Rohatynie (woj. stanisławowskie), gdzie dokonano rzezi na żołnierzach polskich i na ludności cywilnej, w Grodnie, w Nowogródku, w Sarnach, i w Tarnopolu, także w Wołkowysku, w Oszmianie, w Świsłoczy, w Mołodecznie, w Kosowie Poleskim, w Chodorowie, w Złoczowie i w Stryju. Po wkroczeniu do miasteczka czy osiedla dokonywano masowych rzezi, nie oszczędzając kobiet i dzieci. W Rohatynie rzeź taka trwała cały dzień. W świetle relacji naocznych świadków, przytaczanych m.in. przez Juliana Siedleckiego, w Grodnie wiązano polskich jeńców i ciągnięto ich czołgami po bruku. W Grodnie wymordowano 130 uczniów [harcerzy] i podchorążych, dobijano rannych i obrońców. Dwunastoletniego Tadzika Jasińskiego przywiązano do czołgu i ciągnięto po bruku. Po opanowaniu Grodna nastąpiły represje; rozstrzeliwano aresztowanych na tzw. Psiej Górze i w lasku <Sekret>. Na placu pod farą leżał wał zamordowanych. Była to reakcja na obronę miasta przez żołnierzy wojska polskiego i harcerzy oraz na poskromienie dywersyjnej akcji jaczejek komunistycznych w przeddzień sowieckiego „wyzwolenia”.

[…] Za oddziałami Armii Czerwonej posuwały się siły specjalne NKWD, dokonujące aresztowań i zbrodni na lokalnych elitach polskich, wykorzystując informacje przekazywane przez miejscowe jaczejki i organizującą się „milicję ludową”. Tę „milicję”, złożoną z sowieckich kolaborantów różnych narodowości, nielojalnych obywateli Rzeczypospolitej wysługujących się agresorowi, można porównać do Selbstschutzu w niemieckiej strefie okupacyjnej. Jedni i drudzy dopuścili się licznych zbrodni na obywatelach Rzeczypospolitej w pierwszym okresie okupacji. Selbstschutz pomagał Gestapo w przygotowaniu Sonderfandungsbuch Polen, czyli księgi poszukiwanych Polaków, przeznaczonych do „likwidacji”. NKWD uaktualniało też sowieckę „księgę poszukiwanych Polaków”, osób zasłużonych w pracy dla państwa polskiego, przygotowywana przez komunistyczne jaczejki. Wskazuje na to sprawność, z jaką sowiecka policja polityczna dokonywała aresztowań przedstawicieli polskich elit społecznych.

Wieczna przyjaźń” agresorów

Sowiecko – niemieckie „braterstwo broni”, wynikające z litery i z ducha paktu Ribbentrop – Mołotow, przyczyniło się do zwiększenia skali represji i zbrodni. W wielu wspomnieniach polskich zesłańców przypomina się, jako okoliczność wyjątkowo przygnębiającą Polaków, że w okresie do czerwca 1941 r. sowieci wyrażali się z pogardą o Polsce, a z szacunkiem o Niemcach. Nasi rodacy wielokrotnie słyszeli wyrażenie nasz drug Gitler na potwierdzenie wiecznej przyjaźni sowiecko – niemieckiej.

W literaturze podaje się, jako symboliczny przykład początku tej „przyjaźni”, uroczyste przekazanie sowietom przez Niemców twierdzy brzeskiej i miasta Brześć. Stało się to 22 września 1939 r., w obecności gen. Heinza Guderiana i kombryga Siemiona Kriwoszeina, dowódcy sowieckiej kolumny pancernej. Sowieccy i niemieccy oficerowie salutowali fladze ze sfastyką, opuszczaną z masztu i fladze z sierpem i młotem, wciąganą na maszt. Potem odbyła się wspólna defilada. Nie pisze się na ogół jednak, że razem z twierdzą Niemcy przekazali sowietom polskich jeńców wojennych. Sowieci wypuścili większość żołnierzy, zaś oficerów powieźli w głąb Związku Sowieckiego. Odnajdą się potem na listach katyńskich.

Tak to przedstawił w swej powojennej relacji młody oficer z Pomorza, Brunon Żalikowski:

Niemcy wywozili z twierdzy ciężarówkami wszystko, co się dało, z żywnością włącznie. Polscy jeńcy otrzymali nagle rozkaz, żeby się ubrać i wyjść. Pod blokiem ustawiono ich w szereg i kazano przemaszerować w inne miejsce twierdzy pod wiaty. Wokół wiaty nakreślono na piasku linię, do której wolno się zbliżać, ustawiono niemieckiego strażnika z karabinem i bagnetem. Tak stali całą noc. Rano o 6 pod twierdzę przyjechali Sowieci. Niemcy witali ich z orkiestrą. Nastąpiło uroczyste przekazanie twierdzy, razem z jeńcami. Zaczęło się od wymiany straży. Podoficerowie niemieccy rozprowadzali sowietów, a Niemców zabierali. Teraz przy dźwięku hymnów niemieckiego i sowieckiego zmieniono flagę na wieży twierdzy. Wszystko trwało około godziny. Niemców pożegnano również z orkiestrą. Pilnujący Polaków sowieta nie chciał z nimi rozmawiać. Wśród polskich jeńców byli starsi, wysocy rangą oficerowie, świetnie władający językiem rosyjskim. Wydusili w końcu ze strażnika, że rozmawiać mogą z politrukiem i gdy taki znalazł się w pobliżu, wołaniem prosili o rozmowę. Wreszcie podszedł, ale na pytanie, co z nimi zamierzają zrobić, bo przecież wojsko polskie nie prowadzi ze Związkiem Sowieckim wojny, zaczął naigrywać się z armii polskiej, że nie jest warta ani kopiejki. Co z nimi będzie, nie wiedział i odszedł. Kiedy zaczęło się ściemniać, pospiesznie wciśnięto jeńców do betonowych bunkrów w twierdzy. Służyły one do przechowywania amunicji i innego zaopatrzenia. Zamknięto ich żelaznymi drzwiami. Powietrze dochodziło tylko specjalną szczeliną, niski strop nie pozwalał na wyprostowanie się a stłoczenie na siadanie na podłodze. Nie dostali jedzenia ani picia. Przed każdym bunkrem stał żołnierz sowiecki z ręcznym karabinem maszynowym […]. Po rewizji kierowano ich szóstkami na perony do bydlęcych wagonów, które były zupełnie puste i miały okienka zakratowane drutem kolczastym. Do jednego wagonu upychano po około 60 osób bez imiennego spisu, zamykano i następny wagon upychano kolejnymi ludźmi […]. Kiedy załadowano wszystkich, pociąg ruszył. W drodze zatrzymywał się często z nieznanych powodów. Od strażnika dowiedzieli się, że jadą na Kijów. Żalikowski, razem z dwoma innymi, młodymi oficerami, uciekł z transportu, wiedziony złymi przeczuciami. Pociąg jechał do Ostaszkowa…

[…] Tajny pakt sowiecko – niemiecki, spisany nocą z 23 na 24 sierpnia 1939 r., wytyczał nowe granice w Europie, która znowu miała się stać więzieniem narodów. Zaborcy ustalili między siebie strefy interesów. Ustalili, który z nich odbierze wolność Litwinom, Estończykom, Łotyszom i Finoma, a który Serbom czy Słoweńcom. Co do Rzeczypospolitej ustalili, że uczynią to razem.

Agresja na Polskę – zarówno niemiecka, jak sowiecka – zostały przeprowadzone z zachowaniem wszelkich pozorów. Niemcy zadali sobie wiele trudu, by zaaranżować prowokację gliwicką, tak jakby casus belli był w tej sytuacji w ogóle potrzebny! Sowieci opóźniali atak do 17 września, by zachować pozory, że przychodzą na pomoc zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainie w sytuacji, gdy państwo polskie rzekomo rozpadło się. W rzeczywistości to nie Gdańsk czy korytarz, to nie uciskanie mniejszości były przyczyną ataku na Polskę, lecz chęć unicestwienia Rzeczypospolitej, tak jak później chęć unicestwienia bytu państwowego pozostałych narodów, których niepodległość zapisano w traktacie wersalskim. Drogą do realizacji tego celu były od początku zbrodnie wojenne na obywatelach Rzeczypospolitej Polskiej – prowadzone ze szczególną bezwzględnością i okrucieństwem, z pogwałceniem nie tylko międzynarodowych traktatów, ale i podstawowych praw człowieka.

Zbrodnie popełnione we wrześniu i październiku 1939 r. przez wojsko sowieckie oraz przez inspirowane przez sowieckich dowódców wojskowych komunistyczne jaczejki, nie służyły osiągnięciu żadnych celów wojskowych, w postaci opanowania zaatakowanego obszaru, złamania oporu etc. Nosiły znamiona ludobójstwa dokonanego ze względu na narodowość (Polacy) i pozycję społeczną (elity społeczne państwa polskiego, inteligencja, ogół ludzi wykształconych). Były kontynuacją zbrodni, popełnionych na Polakach na terenie Związku Sowieckiego, w latach 30. Realizując rozkaz najwyższych władz sowieckich z 11 sierpnia 1937 r., w którym jedynym kryterium zleconej eksterminacji była polska narodowość, dokonano wtedy zbrodni na około 100 tysiącach Polaków. Zdaniem prof. Andrzeja Nowaka, sowietologa, można tamtą zbrodnię nazwać holokaustem, niewinną ofiarą. Drugi holokaust nastąpi wraz ze zbrodniczymi deportacjami setek tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Zbrodnie i gwałty z jesieni 1939 r. były jego zapowiedzią.

Polacy, porzućcie nadzieję…

O nienawiści przywódców sowieckich do Polski i Polaków – będącej źródłem kolejnych zbrodni na okupowanych terenach Rzeczypospolitej – świadczy elementarny fakt, rzadko poddawany analizie czy refleksji w publikacjach historycznych. Wszak ludność narodowości polskiej – mimo licznej reprezentacji ukraińskiej, białoruskiej i żydowskiej – przeważała na zajętych obszarach naszych Kresów wschodnich, wcielonych do zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy. Polaków na ziemiach wcielonych było 5,281 mln (40,02%), Ukraińców i Rusinów 4,513 mln (34,20%), Białorusinów 1,122 mln (8,5%), Żydów 1,115 mln (8,45%). Praktyka państwa sowieckiego podpowiadała w takich sytuacjach utworzenie republiki lub przynajmniej obwodu autonomicznego w obrębie Sowietów dla tak licznej reprezentacji narodowej. Sowieci jednak tego nie zrobili – w przeciwieństwie do Niemców, którzy mieli świadomość konieczności zachowania resztówki Polski w postaci tzw. Generalnego Gubernatorstwa. Co więcej, sowieci „paszportyzując” przymusowo Polaków w listopadzie 1939 r., od razu wprowadzili wobec nich element dyskryminacyjny w postaci zakazu przebywania w strefie nadgranicznej i w wielkich miastach, co należy traktować jako pierwszą zapowiedź późniejszych deportacji, de facto zbrodniczego skazania setek tysięcy ludzi na śmierć lub głód i niewyobrażalne cierpienia.

Nasz drug Gitler… Gen. Heinz Guderian (na pierwszym planie z lewej) prowadzi naradę oficerów sojuszniczych armii – Wehrmachtu i Armii Czerwonej. Ustalają szczegóły linii demarkacyjne” między agresorami na terytorium zniewolonej Polski. Źródło: Wikipedia, domena publiczna.

II pakt Ribbentrop-Mołotow

Niemiecko – sowiecki traktat o granicach i przyjaźni, podpisany w Moskwie 28 września 1939 r., nie przewidywał żadnej formy polskiej państwowości lub nawet jej namiastki, która byłaby gwarantowana przez okupantów. Precyzował natomiast granice rozbioru Polski, a właściwie korygował granice wyznaczone w tajnym protokole z 23 sierpnia 1939 r. Mówił o przyjaźni i współpracy między agresorami, którzy skwapliwie gwarantowali wzajemnie, że ich ustalenia nie mogą być kwestionowane przez inne państwa. Inaczej mówiąc, oświadczali, że wielkie międzynarodowe porozumienie, spisane po zakończeniu I wojny światowej w formie traktatu wersalskiego i innych aktów prawnych, regulujących granice państw europejskich, ich nie obowiązuje.

Tym samym Niemcy Hitlera i Związek Sowiecki Stalina brały pełną odpowiedzialność za wywołanie II wojny światowej – niezależnie od tego, jak tę rzecz interpretuje dziś nowa rosyjska „polityka historyczna”, która w swoich najbardziej absurdalnych enuncjacjach usprawiedliwia sowiecko – niemiecki alians chęcią pokrzyżowania rzekomych planów ekspansji Rzeczypospolitej Polskiej na Związek Sowiecki! Ten bezprecedensowy przejaw agresji propagandowej – środowiska definiującego się jako naukowe i związanego z państwową komisją rosyjską! – spowodowało pamiętną reakcję w postaci oświadczenia prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki, który stwierdził, że usiłuje się usprawiedliwić zawarcie paktu Ribbentrop – Mołotow (który raczej należałoby nazywać paktem Hitler-Stalin). Pojawiają się argumenty, że dzięki temu porozumieniu Związek Sowiecki zyskał czas na przygotowanie do wojny lub wręcz zapobiegł okupacji niektórych terenów przez Niemcy. Tezy te mają charakter ahistoryczny […], zawierając ten układ (i wypełniając jego postanowienia do ostatnich godzin przed wybuchem wojny niemiecko – sowieckiej), Stalin liczył na realizację własnych planów […]. Tezy te […] po raz pierwszy w druku pojawiły się w wydanej w 1948 r. propagandowej publikacji <O fałszerzach historii>. Fragment dotyczący paktu Ribbentrop – Mołotow został naniesiony na maszynopisie odręcznie przez Stalina, podobnie jak zarzut zawarcia przez Polskę antysowieckiego sojuszu z Niemcami. Prezes IPN, przypominając te fakty, pokazał niepokojącą tożsamość obecnej „polityki historycznej”, uprawianej przez niektóre środowiska w Rosji, ze stalinowską interpretacją sowiecko – niemieckich aliansów i ich zbrodniczych efektów.

Tajny protokół sowiecko – niemiecki, podpisany przy okazji traktatu granicznego, nazywany jest słusznie II paktem Ribbentrop – Mołotow. Stanowił, że Obie strony nie będą tolerować na swych terytoriach jakiejkolwiek polskiej propagandy, która dotyczy terytoriów drugiej strony. Będą one tłumić na swych terytoriach wszelkie zaczątki takiej propagandy i informować się wzajemnie w odniesieniu do odpowiednich środków w tym celu. Ten złowieszczy zapis stał się podstawą do wzajemnejwspółpracy między policjami politycznymi obu państw, i wspólnych konferencji Gestapo z NKWD w Brześciu, Przemyślu, w Zakopanem i w Krakowie. Ta współpraca trwała aż do ataku Niemiec na Związek Sowiecki. Jej efektem były m.in. jednocześnie prowadzone od wiosny 1940 r., w obu zonach okupacyjnych, akcje eksterminacyjne wymierzone w polską inteligencję: niemiecka AB (Auserordentliche Befriedungsaktion – nadzwyczajna akcja pacyfikacyjna) i sowiecka zbrodnia katyńska.

Gustaw Hilger (drugi od prawej, w głębi), do 1941 r. radca ambasady Rzeszy w Moskwie, zapisał słowa Stalina: Jeśli Niemcy znajdą się w trudnej sytuacji, wtedy lud sowiecki pospieszy Niemcom na pomoc i nie dopuści, by zostały zaduszone… Na pierwszym planie minister (komisrz) spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesław Mołotow.

Upiorna była sama oprawa II paktu. Ministra spraw zagranicznych Rzeszy Joachima von Ribbentropa powitały 27 września 1939 r. na moskiewskim lotnisku dźwiękiMiędzynarodówki! Dwa zbrodnicze systemy powracały do swych prawdziwych źródeł… Sensacją w latach 90. stały się odnalezione zapiski jednego ze współpracowników Ribbentropa, radcy ambasady niemieckiej w Moskwie Gustawa Hilgera. Zapisał on pod datą 28 września słowa Stalina, wypowiedzine po podpisaniu układu granicznego i tajnego protokołu: Jeśli Niemcy znajdą się w trudnej sytuacji, wtedy lud sowiecki pospieszy Niemcom na pomoc i nie dopuści, by zostały zaduszone… Związek Sowiecki pragnie widzieć silne Niemcy i nie dopuści do ich upadku!

Piotr Szubarczyk, fragment książki „Czerwona Apokalipsa”

http://niezlomni.com/?p=20525

Posted in Historia | Leave a Comment »