WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Wrzesień 2014

Andrzej Rosiewicz śpiewa o płonącej tęczy!

Posted by tadeo w dniu 30 września 2014

Posted in Muzyka | Leave a Comment »

„W Matce swej, w Ojczyźnie kochać należy się powinnie i synowsko, stale, ciągle, czynnie, obowiązkowo i istotnie!”

Posted by tadeo w dniu 30 września 2014

„Jeden z największych poetów i myślicieli, jakich wydała ziemia polska”. O najbardziej oryginalnym wieszczu, który ukochał polskość. „W Matce swej, w Ojczyźnie kochać należy się powinnie i synowsko, stale, ciągle, czynnie, obowiązkowo i istotnie!”

Była godzina 8.00 wieczorem 24 września roku 1821, gdy w błękitnej izbie dworku białego na Mazowszu przyszedł na świat ten, który powiedział: „W Matce swej, w Ojczyźnie kochać należy się powinnie i synowsko, stale, ciągle, czynnie, obowiązkowo i istotnie!”. Cyprian Kamil Norwid.

Rzekł o nim nasz Ojciec Święty: „Jeden z największych poetów i myślicieli, jakich wydała ziemia polska”.

Jego credo życiowe brzmiało: „Jam z tych poetów, co nie słówka nucę. Ja to, co śpiewam, żyję i boleję…”. Wierzył, iż „współczesność mnie niestateczna – lecz nie ominie przyszłość – korektorka wieczna”. I tak się stało.

„Wiem, że Bóg jest na niebie”

„Wieś to me życie, to podarek boży! Serce, ty czujesz strony rodzinne…” – pisał, wspominając swoje dzieciństwo. Urodził się na Mazowszu we wsi Laskowo Głuchy. Dwór, w którym przyszedł na świat, jedyny dwór – miejsce narodzin wielkiego poety romantycznego – jaki istnieje, należy niestety do prywatnych właścicieli i jest całkowicie niedostępny.

Ale w sąsiedniej wsi Dąbrówka możemy pomodlić się przy chrzcielnicy, nad którą wmurowano piękną tablicę mówiącą o tym, iż tu właśnie Norwid przyjął sakrament chrztu.

A na cmentarzu leży tablica poświęcona matce poety, której autentycznego grobu nie ma. Napis głosi, iż tu spoczęła: „Matka chrześcijańskiego myśliciela i artysty Cypriana Kamila – Ludwika Norwidowa”. Jej macierz, a babka Cypriana to Anna Sobieska.

Matka Norwida pochodziła z rodu ostatniego wielkiego króla Polski – Jana III Sobieskiego. „Nie wiem, czy kto świętszą Matkę miał, jak była Matka moja” – napisał syn z miłością. Zmarła, gdy Cyprian miał cztery lata. Wychowywał się osierocony – z dwoma braćmi – Ludwikiem i Ksawerym – i siostrą Pauliną – w domu prababki macierzystej, miecznikowej Hilarii Sobieskiej, która zwykła mawiać: „Myślisz, że żałowałabym co i dla dobra Ojczyzny? Krew moją oddałabym!”.

Po latach, myślą tęskną do stron rodzinnych powracając „w Paryżu mieście francuskim” – opisał swe dziecięctwo prościutkimi rymy… Któż by się domyślił, że wyszły one spod Norwidowskiego pióra?

Tak ja chadzam po zorzy,
Kiedy koguty pieją
Na dzień, na dzionek Boży;
Wierzby we mgle bieleją (…)
Wiem, że Bóg jest na niebie,
Co gospodarzy światem
I zna wszystko u Siebie,
I to, co drzewem i co kwiatem,
I co dniem, i co nocą,
I jak gwiazdy się złocą…

Dziewięcioletni musi pożegnać ukochaną wieś, z ojcem i braćmi przenosi się do Warszawy z wiarą, że „Chrystus Pan ukrzyżowany błogosławi mi na drogę”.

Okno

Ta droga zaczyna się dramatycznie… Dziewięcioletni Norwid przeżywa w Warszawie Powstanie Listopadowe. Trzynastoletniego zmuszają, by patrzył na chłostę swych kolegów, ukaranych za to, że 26 listopada 1833 r. zbierali drzazgi z szubienicy powieszonego Artura Zawiszy i grudki ziemi splamionej krwią jego towarzyszy broni, którzy – jak donosiła prasa – „ułożyli zbrodniczy zamiar nowego powstania”. Dwudziestoletni Norwid przeżywa w lipcu 1841 roku męczeńską śmierć Karola Levittoux – rówieśnika, spiskowca, który podpalił się w Cytadeli, by nikogo nie wydać…

„W Warszawie 1836 roku nocą budzeni bywaliśmy przez kolegów, aby choć obecnością naszą zasłać pożegnanie wysyłanym na Sybir. Bywali młodzi ludzi skazywani do lochów i więzień za jednej książki przeczytanie. Literatura żadna pewno takich nie miała czytelników, jak ci młodzi w Wilnie i w Warszawie, którzy krwią i łzami kartki czytanej poezji okupowali”

– wspominał.

O, Ty młodości mej stolico!
Z bruku twego radbym mieć kamień,
Na którym krew i łza nie świecą!

Z bratem Ksawerym uczy się w gimnazjum (1830-1837) „nie bardzo świetnie”, studiuje w szkole malarskiej Aleksandra Kokulara (1837-1839) i bierze lekcje rysunku u artysty Jana Klemensa Minasowicza. Od 1840 roku zaczyna pracę w Heroldii Królestwa Polskiego, zatwierdzającej dowody szlachectwa.

„W HEROLDII polskiej, niby to będąc urzędnikiem, więcej czytałem w biurze, niż co robiłem, i przychodziłem głównie, aby śp. Dziad mój, pułkownik Michał Janina Sobieski, który w tejże Heroldii był radcą stanu, widział mię przy stoliku biurowym. Chciał on, ażebym wyszedł na ’porządnego człowieka’ – ale mu się to nie udało!”

– zażartował.

O Norwidzie w epoce warszawskiej młodości piszą przyjaciele z zachwytem.

„Mając wielką łatwość do języków, kilkoma z nich wyrażał się płynnie i znał je z gruntu. Oprócz talentu poezji miał jeszcze talent malarstwa. A kiedy już brał się do czego, to brał się z całym zapałem duszy młodej, z całą siłą ognistej myśli”

– tak go widzi Wacław Szymanowski w dziele „Literaci warszawscy” – a hrabia Albert Potocki pisze z podziwem i przyjaźnią serdeczną: „Niech mu Bóg i Jego aniołowie na drodze życia przewodniczą”.

W inwokacji „O pióro! Tyś mi żaglem anielskiego skrzydła” Norwid apeluje: „Dzikie i samodzielne, sterujące w niebie, do żadnej czapki klamrą nie przykuj się złotą”.

Niezależny i zawsze wierny sobie – wyrusza na podbój Europy… Po dwuletnich studiach na Akademii Sztuk Pięknych we Florencji w lutym roku 1845 przybywa do Wiecznego Miasta i 27 marca 1845 roku w kościółku San Claudio przy Piazza San Silvestro otrzymuje sakrament bierzmowania, wybierając imię Kamil. „Ma lat dwadzieścia cztery, niepospolitych zdolności człowiek, oprócz pióra ma wielki talent rysunku – będzie znakomitym artystą”. Tak donoszą dyplomaci w raportach dla księcia Adama Czartoryskiego… „W istocie jest bardzo zacny; moralny i choć poeta i artysta nadzwyczaj religijny…”.

Ikona

Ducha religijności wyniósł z domu.

„W sypialni Matki mojej stary obraz Bogurodzicę przedstawiający wielkie wrażenie robił na mnie, gdym był dzieckiem…”

– wspominał. I nazywał siebie „Częstochowskim dziecięciem”. Po zrealizowaniu programu telewizyjnego o Norwidzie „Samotny jak nikt” otrzymałam bardzo piękny dar od odtwórcy roli poety – Daniela Olbrychskiego.

Była to Norwidowa „Do Najświętszej Marii Panny litania” wydana w Londynie w roku 1962 z dedykacją: „NIEPOKALANEJ BOGARODZICY, KRÓLOWEJ KORONY POLSKIEJ, NAJDOSTOJNIEJSZE SŁOWO POLSKIEJ MODLITWY WIELKIEGO TUŁACZA PO KLĘSKACH WIEKU XIX SKŁADAJĄ W HOŁDZIE WYGNAŃCY Z OKRESU DRUGIEJ NIEWOLI NARODU”. We wstępie ksiądz Józef Jarzębowski, który ocalił wiele skarbów polskiej tradycji na emigracji, przywołuje wizerunki Madonny pojawiające się w genialnej twórczości Norwida od wędrówki na Jasną Górę w „Częstochowskich wierszach”, po ową wspaniałą litanię, gdzie „z bielą i blaskiem idzie mrok i krew ziemi polskiej”.

Kraju co jako Syna Twego szata
Porozrywany na wiatrach ulata (…)
Ludu, co świata rozrządzał połową
I nie ma grobu ze swymi orłami,
O Matko dobra Ty, Polska Królowo,
Módl się za na nami.
„Gorzki chleb polskości”

We Włoszech Cyprian Kamil spotka największą miłość swego życia, o której powie: „Pani Błękitno – oka z równym profilem Minerwy, Marmur biały…”.

To Maria z Nesselrodów Kalergis, córka Niemca „bardziej rosyjskiego jak Rosjanie”, szefa żandarmerii w Warszawie, i Polki, żona greckiego milionera w separacji. Niezwykłej urody oczarowała największych artystów epoki. Nazwana „Białą Damą”, „Białą Czarodziejką”, „Białą Symfonią”.

Hrabina z „Pierścienia wielkiej damy”, Lia z dramatu „Za kulisami”, tytułowa bohaterka komedii „Hrabina Palmyra”, Klaudia z „Nocy tysięcznej drugiej”, bohaterka wiersza „Polka” – to zawsze Ona. Zachwycali się nią Delacroix, Liszt, Wagner…

Sławna malarka tak sportretowała Marię: „Ten złoty odcień włosów… źrenice to dwa fiołki parmeńskie…”.

„Jak gdy ktoś ciśnie w oczy człowiekowi garścią fijołków i nic mu nie powie…” – napisał Norwid w jednym z wielu wierszy jej poświęconych. Z rozdartym sercem wyznawał: „Ileż nocy nieprzespanych… na próżno… kiedy Ona rozrzucała perły wdzięków… komu? komu?… znudzonym!”.

W listopadzie roku 1850 w Paryżu zanotuje gorzko: „Fakta. Jako zdrowie i siła – głuchota. Jako człowiek Ojczyzny – wszystkie odrzucone rękopisma. Niech rzeźbi. nie – niech maluje. nie – niech pisze. – nie – niech go licho weźmie, bo nie owija w bawełnę, i mówi, i błaga, i cierpi, i ostrzega… Gorzki to chleb jest polskość…”.

Głuchota prześladuje Norwida od uwięzienia go w Berlinie w 1846 roku – za pomoc polskim konspiratorom. Krytykowany, niewydawany, odrzucony w Paryżu – 13 grudnia 1852 roku – odpływa do Ameryki.

„Płynąłem na okręcie żaglowym sześćdziesiąt dwa dni, w zimie, w jednym tużurku z dwoma napoleonami w kieszeni – widząc dwa okręty rozbite, ze strzaskanym poprzecznikiem masztu naszego, z czterema pogrzebami obok – z cztery razy zdartymi żaglami…

Wylądowałem. Mam w New Yorku na Manhattanie atelier z widokiem na cmentarz, kolibry z południa przylatują i krążą obok kwiatów…

…czułem się tu bardzo opuszczonym. Jestem w tym społeczeństwie tak ze wszech miar obcym, że popadłem w Ameryce w melancholię…”.

Zimą 1854 roku w Nowym Jorku powstaje jeden z najsławniejszych i najczęściej przez rodaków dziś przywoływany wiersz – „Moja piosnka”:

 Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba
Tęskno mi, Panie…

Znamienici krytycy wskazują na pokrewieństwo tego arcydzieła nostalgii z Hymnem Juliusza Słowackiego „Smutno mi, Boże…”.

Jak widzi Norwid swych wielkich współczesnych?

Ceniłem – sądziłem – kochałem…
Oto w świat wchodziłem,
gdy w największej sile

Poetów trzech śpiewało. Doceniał wielkość Słowackiego. W cyklu wykładów „O dziełach i stanowisku J. Słowackiego w sprawie narodowej” nazwał go „Poetą – malarzem” i zachwycał się niesłychaną różnorodnością i giętkością języka autora „Anhellego”.

O Mickiewiczu powiedział: „’Dziady’ pana Adama były mi potężną jedyną nutą myśli i uczuć, jak każdemu…”.

Chopinowi poświęcił to niezwykłe epitafium: „Rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel”.

Zygmunta Krasińskiego pożegnał: „Światu, Polsce, mnie, umarł Zygmunt Krasiński. (…) najrzadszą dziś straciłem rzecz: to jest szlachetnie różniącego się ze mną przyjaciela”.

Jakże bardzo przydaliby nam się i dziś tacy różniący się, ale szlachetnie – przyjaciele, bo niestety niewiele zmieniło się od konstatacji Norwida: „Umiemy się tylko kłócić albo kochać, ale nie umiemy się różnić pięknie i mocno”.

O istocie Narodu Polskiego mówił: „Ziomkowie! Wy, którzyście krwią własną niby żywym promieniem, połączeni z ziemią pobojowisk:

Naród – jest to najstarszy po Kościele obywatel na świecie. A każde prawe serce polskie jest jednym pulsu uderzeniem tej zbiorowej osoby. Głosem Narodu jest harmonia ojczysta, mieczem – jedność i zgoda, celem – prawda. (…) Bo Ojczyzna – Ziomkowie – jest to moralne zjednoczenie, bez którego partie są jak bandy lub koczowiska polemiczne, których ogniem niezgoda, a rzeczywistością dym wyrazów”.

„Jesteśmy synami narodu szlachetnego”

Koronną pracą Norwida jest „Promethidion” – poetyckie dialogi o sztuce narodowej.

Bo nie jest światło, by pod korcem stało
Ani sól ziemi przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało (…)

Te słowa nader często przywoływał będzie Papież Polak – Jan Paweł II. Powiedział on: „Pieśń o pięknie, miłości i o pracy, ’Promethidion’, wskazuje na sam akt stworzenia, w którym Bóg odsłania ludziom więź łączącą pracę z miłością, w pracowitej miłości człowiek się rodzi i zmartwychwstaje”.

Gdy wybuchło Powstanie Styczniowe, Norwid zaangażował się całym sercem po stronie walczących. Postulował zwołanie międzynarodowego kongresu, który przestrzegałby praw międzynarodowych. Był inicjatorem stworzenia organizacji niosącej pomoc ofiarom wojny. Tragicznie przeżywał losy powstańców, wśród których był także jego brat:

„Brat mój, Ksawery Norwid, wybrany ludu warszawskiego, członek powstańczego rządu narodowego, zbity kolbami bagnetów moskiewskich pod ołtarzem Świętego Jana, wtrącony do więzienia”.

Grób Norwida na cmentarzu Les Champeaux w Montmorency

Wierzył głęboko, iż „jesteśmy synami narodu szlachetnego i idziemy do ojczystej ziemi obiecanej, dlatego że zapowiedziano nam na Golgocie, iż prawda zwyciężyła”.

W Roku Norwidowskim 2001 przewieziono garstkę ziemi z cmentarza Montmorency, na którym w niewiadomym miejscu pozostały prochy Norwida, i złożono ją w katedrze na Wawelu – obok prochów Mickiewicza i Słowackiego, obok prochów królów polskich…

Znakomite liceum warszawskie imienia Cypriana Kamila Norwida organizuje co roku konkursy dla młodzieży z całej Polski – recytacji, śpiewu poezji, analizy i interpretacji tekstów, wizerunków plastycznych i fotograficznych inspirowanych twórczością Norwida.

Co roku odbywa się także w liceum „Czytanie Norwida”, zapraszani są artyści, księża, politycy, muzycy, pisarze prezentujący swoją wizję poezji autora „Promethidiona”.

Szkoła ta właśnie wyróżniona zaszczytnym tytułem „Kuźnia Mistrzów Mowy Polskiej” odwołuje się do słów Ojca Świętego: „Cyprian Norwid był człowiekiem nadziei. Modląc się, pracował na Miłość w głębokiej wierze, że głos człowieka idący w niebo razem z głosem Chrystusa jest zawsze wysłuchany”.

Przeszłość
1
Nie Bóg stworzył przeszłość
i śmierć, i cierpienia,
Lecz ów, co prawa rwie,
Więc nieznośne mu – dnie;
Więc, czując złe, chciał odepchnąć
spomnienia!
2
Acz nie byłże jak dziecko,
co wozem leci,
Powiadając: „o! dąb
Ucieka!… w lasu głąb”
– Gdy dąb stoi, wóz z sobą unosi dzieci.
3
Przeszłość jest i dziś, i te dziś dalej:
za kołami to wieś
Nie – jakieś tam… cóś, gdzieś,
Gdzie nigdy ludzie nie bywali!…

Barbara Wachowicz, źródło: Nasz Dziennik

Płaskorzeźba Cypriana Kamila Norwida w Katedrze na Wawelu

http://niezlomni.com/?p=20779

Zobacz:

„Cyprian Norwid Prorok niechciany” – Piotr Rotkiewicz.

Przeczytaj także:

Dzieła Cyprjana Norwida : (drobne utwory poetyckie-poematy-utwory dramatyczne-legendy, nowele, gawędy-przekłady-rozprawy wierszem i prozą)

Posted in SYLWETKI | 1 Comment »

Myśleli, że kamery są wyłączone… Postępowa telewizja ujawnia prawdę o rządzie?

Posted by tadeo w dniu 30 września 2014

W najnowszym „Między newsami” wraca Postępowa TV! Tym razem uznany przez salony profesor komentuje nowy rząd Ewy Kopacz. Niestety, na skutek technicznej usterki doszło do drobnej wpadki…

APC - 2014.09.30 12.34 - 001.3d

http://www.pch24.pl/tv,mysleli–ze-kamery-sa-wylaczone—-postepowa-telewizja-ujawnia-prawde-o-rzadzie–,25652

Posted in Polityka - video | Leave a Comment »

Transformacja od Lenina do Putina część trzecia „Nomenklatura, dezinformacja i kryzysy kontrolowane”

Posted by tadeo w dniu 29 września 2014

Trzecia część opowiada o czasach chruszczowszczyzny i breżniewowszczyzny, pokazuje kulisy zdarzeń, które znamy jako węzłowe, zwrotne w historii Polski i świata: rok 1956, 1962 — kryzys kubański; 1968 — od polskiego Marca do sierpniowej inwazji na Czechosłowację.

Reżyseria: Grzegorz Braun
Rok produkcji: 2013

APC - 2014.09.29 21.07 - 001.3d

 http://www.ahaaa.pl/pl/downloads/transformacja-od-lenina-do-putnia-czesc-3/

Posted in Polityka - video | Leave a Comment »

O zatrzymaniu biskupa – Ks. P. Pawlukiewicz

Posted by tadeo w dniu 29 września 2014

Ks. Piotr Pawlukiewicz spotkał się 18 stycznia z młodzieżą w Pabianicach. W kościele NMP Różańcowej najpierw wygłosił wykład „Katolik BMW – Bierny, Mierny, Wierny”, a potem odpowiadał na pytania. Spotkanie odbyło się w ramach cyklu „Dialog Młodych o Wierze”.
Wykład (6/8).

Więcej:

https://www.youtube.com/results?search_query=Bierny%2C+Mierny%2C+ale+Wierny+-+ks.+Piotr+Pawlukiewicz

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz | Leave a Comment »

Przegrani wielcy Polacy czy przegrany Naród

Posted by tadeo w dniu 29 września 2014

Wielka przegrana wielkich Polaków. Abp Wielgus i prof. Kieżun. Dwa autorytety, które się posypały.

6. grudnia 2006 papież Benedykt XVI dokonuje nominacji Biskupa Stanisława Wielgusa na metropolitę warszawskiego. To, co działo się wokół Biskupa Stanisława przez następny miesiąc, a ingres miał odbyć się 7. stycznia 2007, jeden z biskupów watykańskich nazwał „zamachem na biskupa”.

Chronologicznie ukazując zdarzenia, podaję, że pierwsze pogłoski o istnieniu obciążających dokumentów dotyczących współpracy biskupa ze służbami PRL, pojawiły się w roku 2001.

Biskup Stanisław był wtedy ordynariuszem płockim. Do godności Biskupa podniósł go Ojciec Święty, Jan Paweł II w dniu 24 maja 1999 roku i powierzył mu diecezję płocką.

Dnia 1. sierpnia 1999 roku odbył się ingres do katedry płockiej. A ponieważ dotąd piastował  stanowisko Rektora KUL, po nominacji na ordynariusza nadal pełnił obowiązki profesorskie i prowadził zajęcia ze studentami.*

 Po mianowaniu go na metropolitę warszawskiego rozpoczęła się kampania „ujawniania prawdy”.

18 grudnia 2006  Gazeta Polska opublikowała dokumenty, mające dowodzić współpracy biskupa z organami bezpieczeństwa PRL.

Komisja Kościelna rozpoczęła badania akt IPN na prośbę samego biskupa Stanisława.

A machina poszła w ruch. Na podstawie jeszcze nieujawnionych akt, dziennikarze wydali wyrok skazujący. Prokurator w Prokuraturze Generalnej zadał Panu Sakiewiczowi pytanie, jakimi dowodami dysponowała GP w momencie upowszechnienia artykułu?

Podobne pytanie usłyszała Pani Katarzyna Gójske – Hejke, autorka artykułu pt. „Tajna historia arcybiskupa”.

Redaktorzy GP nie potrafili wymienić  dowodów.

Podobnie   „Nasz Dziennik”, który proces przegrał, jako, że zarzucono mu kłamstwa, ale sędzia orzekł, że wprawdzie pisał nieprawdę, ale to nie było kłamstwo.

Tymczasem Kościelna Komisja Historyczna zbadała akta IPN i po zakończeniu prac rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu, ks. Józef Kloch, poinformował dziennikarzy zebranych  na konferencji prasowej, że komisja swoje materiały przekaże Stolicy  Apostolskiej za pośrednictwem Konferencji Episkopatu Polski.

Ks. Kloch:

„Jeśli chodzi o współpracę z wywiadem PRL, analiza dokumentów nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, że ks. Stanisław Wielgus wyrządził komukolwiek szkodę.”

Ponieważ nie zachowały się bezpośrednie materiały SB w kraju, ks. Kloch uzupełnił swą opinię:

„To, co się zachowało, jest tylko świadectwem pośrednim,  opisem oficerów wywiadu PRL na temat rzekomej działalności ks. Stanisława Wielgusa w środowisku lubelskim.  

Komisja historyczna napisała, że w dokumentacji IPN zachowały się opinie funkcjonariuszy wywiadu PRL odnoszące się do materiałów SB, które bezpośrednio wskazują, że działalność księdza  Stanisława Wielgusa w środowisku lubelskim mogła wyrządzić szkody różnym osobom z kręgu Kościoła.”

 W materiałach IPN pojawiają się błędy. Źle  podany wiek Biskupa, data  habilitacji się nie zgadza, a to prowadzi do wniosku, że Kościelna Komisja Historyczna musiała z wielką ostrożnością podchodzić do informacji zawartych w materiałach i konfrontować je nawet obecnie z innymi faktami, jeśli takie się pojawią.

Zawartość teczki Biskupa Stanisława została opublikowana na stronie internetowej Gazeta Polska.

 W teczce znajdowały się m.in. dwie „umowy o współpracy” z wywiadem PRL.

Pierwszą, z 28. września 1973 r. ks. Stanisław Wielgus podpisał jako „Adam Wysocki”. Drugą, z 23. Lutego 1978r. podpisał jako „Grey”.

Ponadto są tam podpisane tzw. instrukcje wyjazdowe oraz umowy o wywiadowczej łączności. Nie ma jednak w teczce żadnego dokumentu napisanego przez ks. Stanisława własnoręcznie. Jedynie operacyjne notatki oficerów sporządzone  z rozmów z księdzem.

 Przypomnieć należy, że arcybiskup Stanisław Wielgus pracował w roku 2006 nad rozwiązaniem problemu funduszu majątkowego, a czynił to na zlecenie ówczesnego premiera Marcinkiewicza. Po obliczeniach GUS Kościół miał otrzymywać od państwa rocznie 300 milionów złotych z tytułu użytkowania dóbr martwej ręki, ponieważ  przekazał  państwu wszystko, co do tej pory  i tak znajdowało się w użytkowaniu państwa.

Jeśli dziś Kościół domaga się od państwa rocznie 100 milionów, to i tak rezygnuje z 200, które wg wyliczeń GUS też mu się należą.

To wszystko stało się teraz mało istotne. Arcybiskup nie miał zasiąść na stolcu metropolity warszawskiego.

6. stycznia 2007 prezydent RP, Lecz Kaczyński zorganizował spotkanie w Pałacu Prezydenckim. Zaprosił na nie przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, abpa Józefa Michalika, nuncjusza Józefa Kowalczyka i sekretarza Episkopatu Polski, bpa Piotra Liberę.

Mimo, że Kościół w Polsce posiada autonomię, władze Kościoła przystały na taką procedurę.

Salę opuścił wcześniej abp Michalik, jak twierdzi, nie zgadzał się proponowanym rozwiązaniem. Pozostali obecni zdecydowali, że ingres odbyć się nie może. Nuncjusz zadzwonił do Watykanu i powiedział, że arcybiskup Wielgus sam zrezygnował z objęcia warszawskiej metropolii. Prezydent zadzwonił do Pana Sakiewicza, informując go o tym, że ingresu nie będzie.

 Abp Kowalczyk próbował też  dzwonić do Ojca Świętego, ale odpowiedź był jedna, że na ten dzień papież żadnych rozmów nie przewiduje.

 Czy dziś, po smutnych doświadczeniach z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, pogrzebem kościelnym komunistycznego generała,  nikt tamtej decyzji nie żałuje?

Odpowiedzieć możemy sobie sami, bo wiemy, jak bardzo oddalił się Kościół od nas. Albo my od Kościoła.

Arcybiskup Wielgus przegrał w drodze do objęcia stanowiska, ale nie jako kaznodzieja i kapłan. Resztę wyjaśni przed Bogiem.

Tam także pozostanie obowiązek złożenia wyjaśnień profesorowi Witoldowi Kieżunowi.

Jak wszyscy AK- owcy, podlegał ścisłej obserwacji bezpieki w PRL. Po wojnie był aresztowany przez NKWD, przeżył sowieckie łagry, a po powrocie z tej nieludzkiej ziemi skończył studia, zrobił karierę naukową.

Z wypiekami na twarzy i bijącym sercem słuchałam każdego wykładu;  powinien był, moim zdaniem, objąć stanowisko ministra finansów po transformacji, zamiast oddać  je w ręce niekompetentnego Balcerowicza.

 Tak myślałam i pewnie na razie zdania nie zmienię.

Chociaż z dokumentów zgromadzonych w IPN wynika, że współpraca TW „Tamiza”  ze służbami bezpieki była świadoma i cenna dla służb.  Że udzielał im informacji na temat polskich naukowców pracujących za granicą.

Fakt, że mógł się przyznać wcześniej, że zareagował emocjonalnie, motywuje dziennikarkę Dorotą Kanię do takiej pointy:

„Reagując emocjonalnie i obrzucając inwektywami badaczy jego przeszłości – przegrał”**

Dlaczego atakuje się w Polsce ofiary ubekistanu? Bo dla mnie są to także ofiary reżimu.Ujawnia się ich współpracę z bezpieką metodą sensacji – abpa Wielgusa „demaskowano” tuż przed ingresem, by echem poszło po Polsce, a profesora Kieżuna, kiedy wrześniowe dnia pamięci Powstania Warszawskiego mogą budzić dobrze już uśpiony i prawie nieobecny patriotyzm?

 Komu zależy na tym, by naród nie miał żywych, sobie  współczesnych wzorów do słuchania, naśladowania, by móc oprzeć się defetyzmowi i antypolskiej kampanii w świecie, ale i tu, we własnej Ojczyźnie?

Kiedy zaczniemy w mediach lustrować  katów, oprawców, funkcjonariuszy bezpieki, kiedy odpowiedzą przed sądem za nadużycie ludzkich słabości?

Kto jest aż tak niewinny, że ma prawo do rzucania kamieniem w niewygodnych?

Czy Polska cokolwiek wygrała, demaskując arcybiskupa i profesora? Na pewno nie. Bo Polska to naród, to i ja, a ja akurat  nie czuję się zwycięzcą. Raczej też przegrałam.

 Może o to chodzi, by naród czuł się przegrany.

*”Pasterz wybrany przez Pana”
75 urodziny Arcybiskupa Stanisława Wielgusa” , Poligrafia Salezjańska, 2014, Kraków
**(GPC Nr 225/926)

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Owsiak „w 90%” przegrywa proces z blogerem. Rzecznik WOŚP oburzony, księgi rachunkowe ukryte

Posted by tadeo w dniu 29 września 2014

YT
YT

Sąd Rejonowy w Złotoryi (Dolnośląskie) uniewinnił w poniedziałek blogera Piotra Wielguckiego (znany bliżej w sieci jako Matka Kurka) z dwóch z trzech zarzutów w procesie karnym o pomówienie, wytoczonym mu przez szefa WOŚP Jerzego Owsiaka. Jednocześnie sąd odstąpił od wymierzenia kary blogerowi.

Wyrok jest nieprawomocny. Podczas procesu bloger domagał się ujawnienia ksiągrachunkowych – bezskutecznie.

CZYTAJ TAKŻE: WOŚP nie chce ujawnić ksiąg rachunkowych. „To obrona słodkiego życia”

Owsiak pozwał blogera, piszącego pod pseudonimem MatkaKurka, za trzy zamieszczone w 2013 r. w internecie teksty: „Jerzy Owsiak – król żebraków i łgarzy, złotymelon sekty WOŚP”, „Guru Owsiak w 11 lat wyjął 46 Złotych Melonów” oraz „Jerzy Owsiak, król żebraków i łgarzy pracuje na nowy tytuł – hiena cmentarna”.

Szef Wielkiej Orkiestry Świąteczniej Pomocy oskarżył blogera o to, że w tekstach tych pomówił WOŚP i jego samego o przywłaszczenie pieniędzy pozyskiwanych z publicznej zbiórki. W prywatnym akcie oskarżenia zarzucił również blogerowi, że podał nierzetelneinformacje o działalności WOŚP, przez co naraził fundację na utratę zaufania publicznego. Według oskarżyciela bloger znieważył też Owsiaka przez nazwanie go „guru sekt”, „romskim maczo”, „królem żebraków”, czy „hieną cmentarną”.

Sąd uniewinnił Wielguckiego (zgodził się na podawanie danych osobowych) z zarzutów dotyczących tekstów „Jerzy Owsiak – król żebraków i łgarzy, złoty melon sekty WOŚP”, „Guru Owsiak w 11 lat wyjął 46 Złotych Melonów”. Uznał go winnym znieważenia szefaWOŚP w trzecim z tekstów, w którym bloger nazwał Owsiaka „hieną cmentarną”.

Jerzy Owsiak odpowiedział jednak w środkach masowego przekazu zniewagą wzajemną i dlatego sąd zdecydował o odstąpieniu od kary dla Piotra Wielguckiego

— powiedział sędzia Michał Misiak.

W uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił, że w jego ocenie fakty, które bloger podawał w swoich publikacjach „nie przekroczyły granicy prawdy”.

Oceny zaś tych faktów pozostają poza zainteresowaniem prawa karnego z tytułu zniesławienia, ponieważ są ocenami. Poszczególne wypowiedzi oskarżonego, z wyjątkiem określenia „hiena cmentarna”, nie przekraczają zasad dopuszczalnej krytyki osób publicznych. (Ich stylistyka nie przekraczała zasad dosadności języka stosowanego przez Jerzego Owsiaka w stosunku do osób o odmiennych niż on poglądach i mieściła się w granicach wolności słowa

— mówił sędzia.

Wielgucki w rozmowie z dziennikarzami podkreślił, że wyrok kończy „hucpę wywołaną przez Jerzego Owsiaka”.

Wyrok uważam w 90 proc. za wybitnie sprawiedliwy

— dodał.

Z kolei rzecznik WOŚP Krzysztof Dobies uznał wyrok za „zaskakujący”.

Ten wyrok rzutuje na jakość debaty publicznej w Polce. Wydawało nam się, że jest wymiar sprawiedliwości, który ma stawiać pewne granice i ma w pewien sposób sprawić, że będziemy czuć się bezpiecznie, że nie będzie tak, że każdy kto ma dostęp do komputera może założyć bloga i w ramach tego pisać cokolwiek. Prawo broni pod płaszczykiem wolności słowa prawa każdego do pisania wszystkiego o wszystkich w dowolny możliwy sposób

— mówił rzecznik.

Dobies poinformował, że zarząd WOŚP wytoczył blogerowi również proces cywilny.

Zdecydujemy, czy będziemy apelować od tego wyroku, czy skoncentrujemy się na procesie cywilnym

— dodał.

lw, PAP

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/215877-owsiak-w-90-przegrywa-proces-z-blogerem-rzecznik-wosp-oburzony-ksiegi-rachunkowe-ukryte

Przeczytaj także:

Sąd wydał wyrok dla Owsiaka – wszystkie publikacje Matki Kurki oparte na FAKTACH

Bloger oskarżony przez Owsiaka uniewinniony z większości zarzutów

Posted in WOŚP | 2 Komentarze »

Świętych Aniołów Stróżów

Posted by tadeo w dniu 28 września 2014

Wśród siedmiu najdoskonalszych aniołów, którzy „wchodzą przed majestat Pański”, są trzej znani nam z imienia: Michał, Gabriel i Rafał.

Ikona wykonana jest całkowicie ręcznie na styl bizantyjski z elementami popękania. Przedstawia Świętych Archaniołów: Michała, Gabriela i Rafała pędzla włoskiego malarza Michele Tosini (1503–1577).

Kościół wyznaczył dzień 29 września na święto św. Michała Archanioła. To święto zostało rozszerzone obecnie na świętych Gabriela i Rafała. W tradycyjnym kalendarzu rzymskim ósmy dzień maja upamiętniał „Objawienie się św. Michała Archanioła” na górze Gargano w Apulli we Włoszech w 492 roku. Wspomnienie Aniołów Stróżów obchodzone jest 2 października.

Według Tradycji  św. Michał jest w Niebie księciem i wodzem wszystkich aniołów. Jako pierwszy na bunt Lucyfera, który znienawidził Boga, odpowiedział pełnym zachwytu okrzykiem: „Któż jak Bóg” i wystąpił do walki z diabłami strącając je do piekła. Wspomniane słowa Księcia Aniołów, po hebrajsku brzmiące Mi-cha-el, stały się jego imieniem.

Archanioł Gabriel (imię tłumaczy się moc Boga) powszechnie pamiętany jest ze sceny Zwiastowania, czyli przekazania Najświętszej Maryi Pannie nowiny, iż będzie matką Mesjasza. Najwyraźniej misja związana z wcieleniem Syna Bożego jest najważniejszym zadaniem Gabriela.

Trzecim z archaniołów wspominanych 29 września jest Rafał (gr. RafaelBóg jest uzdrowieniem). Kościół wskazuje go jako patrona podróżnych, czci także jako uzdrowiciela i obrońcę przed diabłami.

Read more: http://www.pch24.pl/archaniolowie-michal–gabriel-i-rafal,6233,i.html#.VCnWqW_SpsI.facebook#ixzz3EnGxCKh1
Read more: http://www.pch24.pl/archaniolowie-michal–gabriel-i-rafal,6233,i.html#.VCnWqW_SpsI.facebook#ixzz3EnGl2uLB

Read more: http://www.pch24.pl/archaniolowie-michal–gabriel-i-rafal,6233,i.html#.VCnWqW_SpsI.facebook#ixzz3EnGWVUth

Aniołom oddawano cześć już w liturgii starochrześcijańskiej, czego przejawem jest modlitwa do Anioła Stróża:

Aniele Boży, Stróżu mój,

Ty zawsze przy mnie stój.

Rano, w wieczór, w dzień i w nocy

Bądź mi zawsze ku pomocy.

Strzeż duszy i ciała mego

I doprowadź mnie do żywota wiecznego.

Amen.

Archaniołowie Michał, Gabriel i Rafał

Kościół ciągle korzysta z posługi aniołów, ponieważ aniołowie pojawiają się w jego modlitwach i obrzędach. W liturgii pogrzebowej modlimy się: „niech aniołowie zaprowadzą cię do raju”. Słowa Gabriela przytoczone są w Zdrowaś Maryjo, i to zwiastowanie powtarza się w modlitwie Anioł Pański, odmawianej o szóstej rano, w południe i o szóstej wieczorem.

23 lipca 1989 roku Jan Paweł II nauczał:Aniołowie są istotami czysto duchowymi, stworzonymi przez Boga i obdarzonymi rozumem i wolną wolą. Świat istot duchowych dzieli się na aniołów dobrych i złych. Podział ten nastąpił wskutek ich możności dokonywania wolnych wyborów. Bóg pragnął, aby dzięki Jego łasce aniołowie otrzymali udział w tajemnicy Jego boskości. Dobrzy aniołowie wybrali Boga. Lecz pozostali obrócili się przeciw Bogu i objawieniu Jego łaski. Ich decyzja podyktowana była fałszywym poczuciem samowystarczalności, a to wywołało bunt i nienawiść przeciwko Bogu. Jest tradycyjnym nauczaniem Kościoła, że każdy człowiek ma swojego Anioła Stróża, towarzyszącego mu, strzegącego go i pouczającego w ciągu życia ziemskiego”.

Przeczytaj także:

Prawie wszystko o aniołach

Archaniołowie Michał, Gabriel i Rafał

Posted in Religia | Leave a Comment »

Polegli na warcie…Tropem wileńskiej legendy września ’39

Posted by tadeo w dniu 28 września 2014

Wieńce od Ambasady RP w Wilnie, złożone 17 września 2014 roku na grobach poległych żołnierzy WP
Co roku w Wilnie, obchody agresji sowieckiej na Polskę, w dniu 17 września 1939 r., koncentrują się głównie wokół trzech mogił – na kwaterze Wojska Polskiego na Rossie. To groby żołnierzy, którzy polegli 18 września 1939 r. – kolejnego dnia agresji sowieckiej na Polskę. Zginęli, broniąc umiłowanego przez nich Wilna. Przez lata opowiadano, że żołnierze ci padli od kul sowieckich, do końca pełniąc swoją wartę honorową przy grobie marszałka Józefa Piłsudskiego. Czy była to prawda? A może tylko legenda przechowywana prze wilnian? Jedno nie ulega wątpliwości, opowieści tej słuchano ze wzruszeniem. Poruszała ona zwłaszcza gości z Macierzy.

Historia ostatniej warty przy grobie Matki i Serca Józefa Piłsudskiego na wileńskiej Rossie przekazywana z pokolenia na pokolenia, dodajmy, ustnie i po kryjomu, w Wilnie, była niczym starożytny epos, konstytuujący postawy wilnian w czasach sowieckiego zniewolenia, a także i później. Legenda ta miała krzepić i umacniać polską dumę. Uskrzydlać serca młodych i koić ból starszych.

Był rok 1989. Pamiętam ogromne zaangażowanie polskich harcerzy z Wileńszczyzny – pierwszych, prawdziwych harcerzy, jacy pojawili się na Ziemi Wileńskiej po 50. latach „sowiecji”.  Pełnili oni wówczas wartę honorową przy grobie Matki i serca marszałka Józefa Piłsudskiego w dniach 1 i 11 listopada tego pamiętnego roku. Byłam jedną ze współorganizatorek tej akcji. Przekazywaliśmy warty, oddawaliśmy harcerskie honory przy mogile tych trzech żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku. Było w tym coś wyjątkowego, niesamowitego i dla nas euforycznego! Historia zatoczyła koło. Oto harcerze z wileńskich hufców oddają cześć bohaterom Września 39. Dokładnie po 50 latach!

Jedna z pierwszych harcerskich gier terenowych poświęcona została właśnie wydarzeniom 17 września 1939 r. i okolicznościom tragicznej śmierci tych trzech bohaterów. Wówczas znaliśmy tylko jednego z nich. Na tablicy nagrobnej na Rossie widniała taka oto inskrypcja: Wincenty Salwiński, kapral WP, zginął 18 września 1939 roku. Tymczasem na tablicach obok były napisy: Nieznany Żołnierz WP oraz zapis daty śmierci, również: 18 września 1939 roku.

Gdy 13 grudnia 1989 roku składałam, jako pierwsza od czasów wojny harcerka (wraz z Markiem Kowalewskim, drużynowym męskiej części związku) na Górze Trzykrzyskiej przyrzeczenie harcerskie, to moi koledzy, starsi harcerze z Polski, nawiązali do historii Wincentego Salwińskiego. To było nośne i symboliczne, dla mnie szalenie ważne i przejmujące. Nosiłam te same nazwisko. Wincenty Salwiński był moim stryjecznym Dziadkiem, młodszym bratem mojego dziadka Feliksa. Wyrastałam na legendzie o warcie polskich żołnierzy, wychowywałam się w aurze tej postaci, w rodzinie o nim się mówiło, pielęgnowano pamięć o nim.

 

Tak zostało. Od kilku lat odbywają się Spotkania Rodziny Salwińskich. Organizatorami i pierwszymi uczestnikami Spotkań byli dość liczni przedstawiciele rodziny Feliksa, od paru lat grono osób się poszerza o inne gałęzie rodziny Salwińskich. Najważniejszym przesłaniem tych spotkań jest próba integracji i zżycia się najmłodszego pokolenia, przywiązania ich do wartości i tradycji rodzinnych… 13 września b. r. w Kaplicy Ostrobramskiej odbyła się msza św. m.in. w intencję 75 rocznicy śmierci kaprala Wincentego Salwińskiego, jednego z poległych obrońców Wilna we wrześniu 1939 roku.

Wincenty Salwiński urodził się w 1914 roku. W rodzinnym archiwum zachowało się kilka prywatnych dokumentów Wincentego, a na każdym wskazany jest inny dzień i miesiąc urodzenia. Jedną z bardziej prawdopodobnych dat (potwierdzonych w kościelnym archiwum) wydaje się 15 sierpnia 1914 roku… Urodził się we wsi Sokolniki nieopodal podwileńskiej Rudaminy. Do dzisiaj zachował się dom, w którym się urodził i zabudowanie gospodarcze, które w zasadzie własnoręcznie wybudował.

Miał liczne rodzeństwo. Czterech braci i trzy siostry. Jedna z sióstr zmarła w niemowlęctwie. Dwie inne siostry – Janina i Zofia –  do końca życia mieszkały obok siebie w Sokolnikach. Jeden z braci – Władysław – zginął tragicznie po wojnie, rażony piorunem, kiedy wracając do domu nieostrożnie stanął pod drzewem, by przeczekać burzę. Najmłodszy brat Wacław eksrepatriował po wojnie do Polski i zamieszkał w Juracie na Półwyspie Helskim, gdzie przez wiele lat był kierownikiem domu wypoczynkowego „Merkury“. Po jego śmierci w 2004 roku syn sprowadził prochy ojca do Wilna, gdzie złożono je na cmentarzu w Rudaminie obok rodziców i brata Władysława. Z kolei brat Józef, był zesłany na Sybir; potem szczęśliwie trafił do armii polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Przeszedł cały szlak bojowy tej kresowej armii. Bił się pod Monte Cassino. Po wojnie osiadł, jak większość z tych co nie mieli dokąd wrócić, a bili się o całość Polski, w Londynie. Nigdy już nie zobaczył swoich rodziców ani ukochanego Wilna. Przez lata jednak utrzymywał kontakty listowne. Kilkakrotnie rodzeństwo się spotykało w PRL. A w 1980 roku doszło w Londynie do bezprecedensowego spotkania Józefa z bratem Feliksem i jego synem Zenonem. Podczas każdego z tych spotkań wracano do wspomnień o Wincentym.

 

Z zachowanych dokumentów wynika, że w służbie czynnej WP. Wincenty Salwiński pozostawał co najmniej od roku 1936. Zachowało się świadectwo ukończenia przez niego szkoły podoficerskiej.

Służył w 6. Pułku Piechoty Legionów. Póżniej w elitarnym KOP-ie czyli Korpusie Ochrony Pogranicza. Wybuchła wojna. Wincenty Salwiński pełnił swoją służbę na Wileńszczyźnie. 17 września 1939 r. bolszewicy wbijają Polakom nóż w plecy. Sojusznik Hitlera wypełnił swoje zobowiązania. Uderzył na Polskę. Rozkazy naczelnego wodza Śmigłego-Rydza tymczasem nakazywały „niepodejmowanie walk z jednostkami Armii Czerwonej, a jedynie przeciwstawiania się im w obronie własnej przy ewentualnych próbach okrążania i rozbrajania oddziałów Wojska Polskiego. Marszałek Śmigły nakazywał zarazem wszystkim formacjom Wojska Polskiego wycofywanie się najkrótszymi drogami do Rumunii i na Węgry oraz do innych państw neutralnych jak Litwa i Łotwa. Do dzisiaj tamtejsza decyzja dowództwa WP budzi emocje i różne oceny historyków. „Kompletne zaskoczenie i brak rozkazów (dyrektywa marszałka Rydza-Śmigłego zaczęła docierać do poszczególnych dowództw nie wcześniej niż w nocy z 17 na 18 września, a do wielu nie dotarła wcale) zdezorientowała niejednego z polskich dowódców. Rozkazu Naczelnego Wodza nie wykonała zresztą, i to świadomie, spora część polskich sił zbrojnych znajdujących się nad polską granicą wschodnią. Dzięki temu pochód na zachód armii sowieckiej nie był pochodem triumfalnym. Wojsko Polskie nie odchodziło z Kresów bez walki“. – pisze Longin Tomaszewski w swoim monumentalnym dziele „Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939 – 1945“.

Faktem jest, że dowództwo Obszaru Warownego Wilno, na czele którego stanął przybyły z Grodna płk Jarosław Okulicz–Kozaryn, początkowo szykowało obronę miasta, dostrzegając nie tyle możliwości wojskowe własnych jednostek (marnie uzbrojonych i zdecydowanie uszczuplonych w wyniku odejścia najlepszych jednostek w pierwszych dniach września na front zachodni), ile ogromną ofiarność i zaangażowanie społeczności wileńskiej. Jednak po podtrzymaniu rozkazu o niebronieniu Wilna przez gen. Józefa Konstantego Olszynę-Wilczyńskiego i po gwałtownej i bardzo dramatycznej rozmowie  płk Okulicz-Kozaryn przerwał przygotowania do obrony i wydał rozkaz ewakuacji w kierunku granicy z Republiką Litewską. Po zarządzonej ewakuacji w Wilnie pozostały tylko nieliczne pododdziały m. in: Ośrodka Zapasowego 1 Dywizji Piechoty Legionów, zapasowe pododdziały pułków ułańskich i artylerii oraz sformowany „na szybko” oddział Legii Oficerskiej pod dowództwem mjra Maksymiliana Ossowskiego. Wilnianie chcieli się jednak bronić. Młodzież szkolna i akademicka zaczęła spontanicznie organizować się w grupy samoobrony. Zorganizowano kilkanaście stanowisk obronnych, m.in. na tzw. Górce Chrystusowej na zapleczu kościoła św. Rafała. Punkty oporu zorganizowano też na przejeździe kolejowym nieopodal ul. Polskiej i w okolicy ul. Ostrobramskiej, u wylotu ul. Połockiej i na wysokości ul. Arsenalskiej. Walczono także w okolicach Mostu Zwierzynieckiego, dokładnie na wprost alei Mickiewicza. Na wzgórzu przed Rossą, w okopach (istniejących zresztą do dziś) stanowisko zajął pododdział KOP-u „Troki“, w którym służbę pełnił właśnie kapral Wincenty Salwiński. Walki o Wilno toczyły się z różnym nasileniem wieczorem 18 i w nocy 19 września 1939 r. W tych walkach zginęło kilkanaście osób, śmierć ponieśli również kapral Wincenty Salwiński oraz szeregowcy Piotr Stacirowicz i Wacław Sawicki.

Jak zginęli? To pytanie powstawało nieraz i podejmowano wiele prób zweryfikowania wydarzeń. Trwała jednak wojna, a potem nastały koszmarne sowieckie czasy, w których szukać odpowiedzi na te pytanie było niezwykle trudno. To były pierwsze ofiary niespodziewanej sowieckiej agresji, ich śmierć nie była w żaden sposób udokumentowana. Wszystkie informacje pochodzą z przekazów ustnych.

Rodzina Wincentego Salwińskiego przez cały czas próbowała dotrzeć do możliwych świadków tamtych zdarzeń. Ale relacje były bardzo rozbieżne. Bardzo szybko pojawiła się legenda, jakoby trzej polegli żołnierze zginęli, pełniąc wartę honorową na Rossie. Przed wojną faktycznie warta była pełniona przy Mauzoleum marszałka Józefa Piłsudskiego, o czym doskonale wiedzieli wilnianie. Była ona przez lata codzienną rzeczywistością Wilna, a nawet swego rodzaju atrakcją turystyczną.

Jednak, jak wynika z relacji świadków, przytaczanych w pracy Cz. Grzelaka „Wilno 1939“ oraz B. Mintowta „Ostatnia warta na Rossie“ wydanej w bydgoskim cyklu „Wileńskie Rozmaitości“, regularna żołnierska warta honorowa przy Mauzoleum na Rossie pełniona przez żołnierzy 1. DP Legionów została zdjęta już 13 września w chwili wyruszenia tej jednostki na front. Odtąd wartę przy grobie Matki i Serca Syna pełnili młodzi żołnierze z ad hoc zorganizowanego Wileńskiego Batalionu Ochotniczego, a później członkowie Związku Strzeleckiego oraz harcerze i ochotnicy z Przysposobienia Wojskowego. Z relacji bezpośrednich uczestników Kazimierza Bolińskiego, Kazimierza Juszczaka i Ryszarda Wallka wynika, że ostatnia młodzieżowa warta została zdjęta 18 września, gdy na obrzeżach Wilna pojawiły się sowieckie czołgi i rozpoczęła się nierówna walka obronna. Nikt z tej warty nie poległ.

Wcześniej jednak, zaraz po wojnie, funkcjonowały inne świadectwa. One też zostały później opisane przez Aleksandra Dawidowicza m.in. w piśmie Zarządu Krajowego Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna „Panorama Kresowa“. Wilnianin, lekarz Aleksander Dawidowicz, przywoływał własne wspomnienia, a także powoływał się na na relacje ustne swojej koleżanki klasowej Ludmiły Doroszkiewicz, która przez całe życie mieszkała nieopodal Rossy i była rzekomo świadkiem tamtejszych wydarzeń. Oto, co podawał Aleksander Dawidowicz: „Rozpoczął się masowy exodus ku granicy litewskiej administracji wileńskiej i wojska.W tej tragicznej sytuacji i masowej histerii kapral Wincenty Salwiński z dwoma kolegami, szeregowym Piotrem Stacirowiczem i Wacławem Sawickim podjęli decyzję zaciągnięcia warty przy mauzoleum marszałka Piłsudskiego na Rossie. Był to świadomy akt bohaterski. Dwaj wartownicy trzymający straż przy płycie Matki i Serca Syna zginęli na miejscu od kul sowieckich. Kapral Salwiński, zgodnie z regulaminem, przebywał w tym czasie w nieistniejącej dzisiaj, przylegającej do cmentarza legionowego, niedużej wartowni. Widząc śmierć swych kolegów, począł się cofać w kierunku torów kolejowych. Został jednakże zauważony i zastrzelony w odległości około 150 m od wartowni. Prawdopodobnie na tej relacji przez wiele lat opierała się też moja rodzina. Pamiętam, jak dziadek kilkakrotnie wspominał „Ludkę“, a mój ojciec „panią Ludę“. Myślę, że chodziło o tę samą osobę – Ludmiłę Doroszkiewicz – z relacji doktora Dawidowicza.

Wątpliwości pojawiły się w połowie lat 70. Wacław, mieszkający na Helu najmłodszy brat, z uporem szukał towarzyszy broni Wincentego. Prowadził rozlegle korespondencje. Była to dla niego sprawa bardzo ważna. Często wspominał swój proroczy sen sprzed wojny, w którym przewidział tragiczną śmierć brata Wincentego w pierwszych dniach jesieni. Wacław Salwiński odszukał świadków, którzy twierdzili, że Wincenty zginął nie jako członek warty honorowej, a na skutek strzelaniny, która wywiązała się między żołnierzami jednostki polskiej a czołgistami Armii Czerwonej. Prawdopodobnie czerwonoarmiści oddali serię wystrzałów w stronę zdemaskowanych żołnierzy, ci zaś poderwali się do biegu. Celem ucieczki pozostawała nieopodal stojąca budka wartownicza (niektórzy twierdzą że była to toaleta). Nie zdążyli jednak dobiec, dosięgły ich sowieckie kule. W latach ’90, już w Wilnie, ujawnił się kolejny świadek,  który – jak twierdził – był w okopach na Rossie razem z Wincentym Salwińskim i widział jego dramatyczną ucieczkę, a następnie śmierć. Świadek był bliskim współpracownikiem jednego z bratanków Wincentego i tylko dlatego, po wielu latach znajomości, zdecydował się na ujawnienie tej informacji. Wykluczał jednak udział własny i całej jednostki w walkach z Armią Czerwoną. Najwyraźniej była to zwyczajna bojaźń i asekuracja ówczesnego mieszkańca Związku Radzieckiego. Jakże wymuszona w tamtych czasach…

W 1993 roku w pracy Cz. Grzelaka „Wilno 1939” ukazała się relacja podporucznika rezerwy E. Gilurskiego, jednego z oficerów niepełnego batalionu KOP „Troki”, który tak oto relacjonował przebieg walki z czołgami 6 BPancernej w okolicach Cmentarza na Rossie: „Po zapadnięciu zmierzchu słychać było warkot sowieckich czołgów od strony Lipówki, zbliżających się w kierunku naszych stanowisk. Wkrótce rozpoczęło się piekło. Znaleźliśmy się pod silnym ostrzałem z różnej broni. Szczególnie denerwujące były pociski świetlne i jazgotliwe. Do północy strzały ucichły, ale słychać było silny warkot czołgów od strony centrum Wilna. A to znaczyło, że czołgi znalazły się już na tyłach naszej obrony. O świcie poszedłem na prawe skrzydło naszej obrony do mjr Sylwestra Krasowskiego. Dowódca oznajmił, że sytuacja jest krytyczna i nie ma sensu dalsze stawianie oporu, po prostu szkoda żołnierzy. Wydał rozkaz opuszczenia stanowisk i ratowania się we własnym zakresie”.

Bezsprzecznie Wincenty Salwiński zginął tuż przy Cmentarzu na Rossie, kilkaset metrów od kwatery wojskowej i mauzoleum marszałka Piłsudskiego. Tam odszukała go rodzina, brat Feliks i matka, którzy 19 września rano zostali poinformowani o śmierci syna i brata. Z ich bezpośredniej relacji wynikało, że Wincenty raczej nie zginął śmiercią natychmiastową. Był ciężko ranny i umierał w cierpieniach. Wykrwawił się. Obok jego ciała leżały zwłoki drugiego żołnierza. Trzeciego z poległych żołnierzy przywieziono tego samego dnia, ale nieco później. Dziadek utrzymywał, że ciało poległego przewieziono z okolic walk prowadzonych nieopodal Zielonego Mostu. Tu powstaje pewna sprzeczność, bo wiele innych źródeł podaje z kolei, że na Rossie zginęli wszyscy trzej żołnierze. Dotychczas nie udało się tego rozstrzygnąć, niemniej wszyscy trzej zostali pochowani na Rossie.

Jedynie na grobie Wincentego umieszczono dokładny zapis imienia i nazwiska oraz datę śmierci. Wówczas nie udało się ustalić personaliów dwóch innych żołnierzy. Dlatego na ich nagrobkach aż do lat ’90 widniał zapis: „Nieznany żołnierz WP“. Skąd się wzięły pomniki nagrobne, takie same jak innych legionistów na Rossie poległych w latach 1919–1920? W kwaterze wojskowej jeszcze z czasów ostatniej restauracji kwatery wojskowej w 1936 roku pozostawiono kilka wolnych pomników nagrobnych. W realiach wojny idealnie nadały się one do szybkiego pochówku trzech ofiar walk z czerwonoarmistami.

Jeszcze w czasie wojny część pomników legionistów została uszkodzona, mocno też ucierpiały pomniki żołnierzy września ’39. Niewykluczone, że był to wynik jakiejś specjalnej interwencji. Wiadomo, że w latach 70 pomniki nadawały się wyłącznie do natychmiastowej rozbiórki i rodzinie Wincentego bardzo zależało na uporządkowaniu nagrobków. Tym bardziej, że brat Feliks podjął starania o wyjazd do Londynu na spotkanie z bratem, który też bardzo nalegał na uporządkowanie miejsca pochówku Wincentego i posiadaniu zdjęć, o które wielokrotnie prosił rodzinę w Wilnie. Załatwienie pozwolenia na wyjazd poza szczelną granicę Związku Radzieckiego trwało kilka lat… Tyle też lat trwały próby zamiany nagrobków na Rossie…

Bracia zastanawiali się, jak lepiej to załatwić: po kryjomu czy też drogą oficjalnych pozwoleń? Ostatecznie uznano, że lepiej iść drogą oficjalną i zabiegać u władz Wilna o możliwość uporządkowania grobów. Od początku mowa była o trzech grobach. Podczas tych starań i zabiegów o uratowanie mogił i ich restauracje ważną okazała się znajomość z głównym plastykiem Wilna – Algisem Ramanauskasem, który „z urzędu” zajmował się wydawaniem podobnych zezwoleń, a był zarazem sąsiadem i znajomym jednej z córek Feliksa. On to ostatecznie podpisał i wydał zezwolenie na uporządkowanie grobów.

Na początku 1980 roku rodzina zainstalowała na Rossie trzy kamienie nagrobne, identyczne do wszystkich innych w kwaterze wojskowej. Siłą rzeczy jednak bardzo się one wyróżniały, były nowe, lśniące, z dala błyszczały nowe tablice. Nie mogły nie wzbudzać zainteresowania odwiedzających. Wydaje się, że wtedy legenda o tragicznej warcie honorowej nabrała jeszcze większej mocy.

Do dzisiaj wspominam moją, wtedy kilkunastoletniego dziecka, fascynację kolorowymi zdjęciami, które tata zabierał na wyjazd do Londynu. Oczywiście dopiero później przyszła refleksja, że były one jedynym łącznikiem miedzy dwoma braćmi walczącymi za Polskę i Wilno…

Dopiero w latach ’90, po badaniach prowadzonych na Rossie przez profesora z Wrocławia Edwarda Małachowicza, efektem których stała się monografia „Cmentarz na Rossie w Wilnie“, udało się ustalić nazwiska żołnierzy pochowanych obok Wincentego Salwińskiego. Jak podawał prof. Edward Małachowicz: „Wszystkie nazwiska zachowały się w spisie mogił z lat 1939 – 1945, sporządzonym z natury przez Aleksandra Śnieżkę“. W połowie lat 90 na zlecenie Andrzeja Przewoźnika, sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa zainstalowano tablice, które istnieją do teraz i mają takie zapisy:

Piotr Stacirewicz, szeregowy WP
Wincenty Salwiński, kapral WP
Wacław Sawicki, szeregowy WP

Legendę o pełnieniu do końca warty honorowej słyszałam niejednokrotnie. Nieraz słyszałam też pytanie, czy warto burzyć legendę, która tak wiele znaczyła dla wilnian, dla ich woli przetrwania w trudnych sowieckich czasach? Legendy tak przecież budującej i pięknej. Ale zapewne miał rację prof. Edmund Małachowicz, który w odniesieniu do tejże legendy stwierdził: „Legendy mają żywot trwalszy niż niejedno wydarzenie rzeczywiste. Prawdopodobnie i ta legenda przetrwa jeszcze, głównie wśród społeczności ziemi wileńskiej, odznaczającej się szczególną pamiętliwością“.

Pozostaje jednak niezbity fakt. Ci trzej żołnierze pełnili wartę! Może nawet ważniejszą niż im się przez lata przypisywało. Pełnili wartę do końca. Świadomie, z wyboru. Dla Polski, w imię Polski, w obronie Polski. Byli jednymi z pierwszych ofiar sowieckiej agresji, smutną zapowiedzią długich, ponurych lat sowieckiej rzeczywistości, zapowiedzią Katynia, Sybiru, łagrów i hekatomby ofiar, jakie poniosła Polska, Litwa i ta część Europy.

Tak zupełnie na koniec, ad hoc chcę przytoczyć jeszcze jedną rodzinną opowieść. Tak często przywoływaną i powielaną, że też już nie wiadomo, na ile prawdziwą, na ile zmyśloną. Otóż Wincenty Salwiński miał ulubionego psa. Zwykły wiejski pies, z lekka tylko podrasowany, bardzo zżyty ze swoim gospodarzem. Na ostatniej przepustce, kiedy Wincenty odwiedził swój  dom rodzinny w Sokolnikach pies nie odstępował go ani na krok. Długo  odprowadzał go w drodze z przepustki. W nocy z 18 na 19 września 1939 roku pies tak mocno wył, że rodzina, która jeszcze nie wiedziała, co się dzieje w Wilnie, z trwogą myślała o jakimś nadchodzącym nieszczęściu. Rano poderwała rodzinę tragiczna wiadomość. Od tej pory pies nie wziął do pyska ani kęsa strawy. Zdechł w tydzień po śmierci swojego gospodarza. Nikt nie pamięta, jak się wabił…

xxxx

Serdecznie dziękuję redakcyjnemu koledze, historykowi Michałowi Wołłejce, za pomoc merytoryczną w przygotowaniu artykułu.

Na podstawie: Longin Tomaszewski, Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939 – 1945, Warszawa 2001; Edmund Małachowicz, Cmentarz na Rossie w Wilnie, Wrocław 1993; Czesław Grzelak, Wilno 1939, Warszawa 1993; Jerzy Łojek (Leopold Jerzewski), Agresja 17 września 1939, Warszawa 1990; Józef Krajewski, Wojenne dzieje Wilna 1939 – 1945. Losy Polaków, sensacje, zagadki, Warszawa 2011; praca Jędrzeja Kowalczuka pisana na konkurs historyczny, inf.wł.

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum rodziny Salwińskich.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

W Siedlcach odsłonięto pomnik Lecha Kaczyńskiego

Posted by tadeo w dniu 28 września 2014

Sie­dl­ce od­da­ły hołd Le­cho­wi Ka­czyń­skie­mu. Jego brat, Ja­ro­sław Ka­czyń­ski od­sło­nił w mie­ście po­mnik po­świę­co­ny pa­mię­ci tra­gicz­nie zmar­łe­go pre­zy­den­ta Pol­ski.

Pomnik prezydenta RP śp. Lecha Kaczyńskiego Pomnik prezydenta RP śp. Lecha KaczyńskiegoFoto: PAP

Lecha Ka­czyń­skie­go wspo­mi­nał jego były współ­pra­cow­nik, Jacek Sasin. Poseł PiS mówił, że choć pre­zy­dent zgi­nął w ka­ta­stro­fie smo­leń­skiej, to jego myśl i prze­sła­nie wciąż są obec­ne w umy­słach Po­la­ków. Jak dodał Sasin, wielu nadal chce ta­kiej Pol­ski, ja­kiej chciał Lech Ka­czyń­ski, dla­te­go pa­mięć o nim nie zgi­nie.

Lech Ka­czyń­ski ma też swoje po­mni­ki mię­dzy in­ny­mi w Dę­bi­cy i Ra­do­miu.

W tym roku mija czwar­ta rocz­ni­ca śmier­ci pre­zy­den­ta, który wraz z 95 oso­ba­mi zgi­nął w ka­ta­stro­fie rzą­do­we­go Tu­po­le­wa pod Smo­leń­skiem 10 kwiet­nia 2010 roku.

Posted in Prezydent Lech Kaczyński | Leave a Comment »

Maria Curie – Kobieta, Która Olśniła Świat

Posted by tadeo w dniu 28 września 2014

Portret Marii Skłodowskiej-Curie, wyjątkowej kobiety, jedynej na świecie laureatki dwóch Nagród Nobla.

Autorzy filmu przybliżają sylwetkę ambitnej chemiczki i fizyczki polskiego pochodzenia Marii Skłodowskiej-Curie, która zmieniła świat wbrew przeszkodom. Opowiadają o jej karierze, sukcesach naukowych, ale także życiu prywatnym jako matki i kochanki.

Zobacz także: Prawda o Marii Skłodowskiej-Curie Lektor PL

http://www.cda.pl/video/138938e7/Prawda-o-Marii-Sklodowskiej-Curie-Lektor-PL

Posted in SYLWETKI | Leave a Comment »

Na Sybir (1930)

Posted by tadeo w dniu 28 września 2014

Rewolucja, która wybuchła w Rosji w 1905 r. ponownie ożywiła nadzieje Polaków na zrzucenie kajdan niewoli i w Królestwie Polskim zaczęły tworzyć się konspiracyjne związki zbrojne walczące z zaborczą okupacją. Jeden z nich zorganizował zamach na warszawskiego generał-gubernatora a wykonawcą był młody bojowiec Ryszard Prawdzic (Adam Brodzisz), pseudonim „Sęp”. Wybuch rzuconej prze niego bomby nie pociąga za sobą ofiar, następują jednak liczne aresztowania a „Sęp” na jakiś czas musi schronić się na prowincji. W majątku Józefa Czarskiego (Mieczysław Frenkiel) na Kujawach, gdzie zostaje korepetytorem Wiesia, syna dziedzica, zakochuje się z wzajemnością w córce Czarskiego, Renie (Jadwiga Smosarska). Po kilku tygodniach Prawdzic zostaje wezwany przez organizację do powrotu do Warszawy a Rena, nie mogąc znieść rozstania z ukochanym, podąża za nim. Chce zatrzymać się u przyjaciółki, Janki Mirskiej (Mira Zimińska), również rewolucjonistki, jednak gdy przybywa do kamienicy, w której mieszka, jest świadkiem jej aresztowania. U właścicielki domu wynajmuje pokój, z nadzieją, że niedługo spotka Ryszarda. Nie wie, że stanie się to już niebawem w niezwykle dramatycznych okolicznościach…

 

https://www.cda.pl/video/137132371

Posted in Filmy - Polecam | Leave a Comment »

Piekło – List Zza Grobu Potępionej

Posted by tadeo w dniu 27 września 2014

Kuria Diecezjalna w Trewirze (Niemcy) uznała tę publikację za wielce pouczającą i pożyteczną duchowo.List ten został znaleziony wśród dokumentów pewnej zmarłej siostry zakonnej, przyjaciółki potępionej kobiety. Zakonnica opowiada zdarzenia z życia przyjaciółki, która zginęła w wypadku samochodowym, oraz sprawę jej wiecznego potępienia, oznajmionego we śnie.APC - 2014.09.27 23.04 - 001.3d

http://gloria.tv/media/UkVggriMaoL

Posted in Religia, Świadectwa | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 27 września 2014

Dlaczego nikt nie zwraca uwagi na to, że w 2007 r. BEZ PRZETARGU dokonano wyboru SPÓŁKI CYWILNEJ, która stworzyła oprogramowanie i zajmuje się przesyłem danych z Komisji Wyborczych w terenie do Centralnej Komisji Wyborczej. Czy ktoś SPRAWDZA, czy ten program przypadkiem nie „modyfikuje” danych tak, żeby wynik wyborów pokrywał się z sondażami. Bo tak się jakoś dziwnie składa, że w 2005 r wg sondaży miał wygrać Tusk wybory prezydenckie a PO wybory parlamentarne. Okazało się, że wola narodu była zupełnie inna. Od 2007 r WSZYSTKO SIĘ JUŻ DZIWNIE ZGADZA. ! Kto może prześwietlić tę dziwną „SPÓŁKĘ CYWILNĄ”? . Może założyli ją dawni SB-cy lub agenci. A wtedy rząd może robić sobie jaja nad jajami a im gorzej rządzi tym lepsze są jego notowania…. bo jak powiedział W.I. Lenin „NIE WAŻNE JAK LUDZIE GŁOSUJĄ. WAŻNE KTO LICZY GŁOSY „!!! Uważam, że obok przesyłu elektronicznego danych, powinno się weryfikować czy dane elektroniczne pokrywają się z danymi „papierowymi” z Terenowych Komisji Wyborczych. I dopiero po tej weryfikacji powinno się ogłaszać wyniki wyborów a nie że o 20.00 zamyka się lokale wyborcze a o 23.00 już wiadomo jaki jest wynik wyborów………..Jest jeszcze lepiej otóż w połowie czerwca złożył wizytę w PKW szef rosyjskiego odpowiednika zwany na zachodzie „cudotwórcą” po ostatnich wyborze Putina. Rzecznik Państwowej Komisji Wyborczej odpowiedział że nie widzi w tym nic dziwnego. Rosyjskie media były mniej lakoniczne i poinformowały że przybył by uzgodnić zasady tworzenia list wyborczych by lepiej współpracowały z rosyjskim systemem komputerowym. Ktoś kłamie albo rosyjskie media albo nasi. Wszyscy Polacy byli tak zajeci mistrzostwami w piłkę że nie zwrócili uwagi na tak nietypową wizytę szkoleniową……………PIS dostał od samego ministra Sienkiewicza dowód na to że wybory w Polsce są fałszowane ! Pan minister twierdzi że na 8 miesięcy przed wyborami do europarlamentu według CBOS PIS ma 43% , tymczasem wtedy dla Polaków CBOS podaje zupełnie inne sondaże : sierpień 2013 PO 25% PIS 24 Mamy dowód na to że CBOS fałszuje sondaże na zewnątrz a prawdziwe sondaże robi dla użytku wewnętrznego PO ! Pytanie jak teraz odnieść to do prawdziwych wyborów? To bardzo proszę: Kilka tygodni przed eurowyborami serwery Krajowego Biura Wyborczego przeniesiono do firmy Exatel, której prezesem w marcu 2014 r. został Marcin Jabłoński, wcześniej wiceszef MSW w rządzie Donalda Tuska oraz członek KLD i PO. Wiceprezesem Exatela jest od niedawna syn Władysława Bartoszewskiego, sekretarza stanu w Kancelarii.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Teresa-Piotrowska-minister-z-przeszloscia,wid,16915584,wiadomosc.html

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

JEZU UFAM TOBIE

Posted by tadeo w dniu 27 września 2014

Posted in Muzyka religijna | Leave a Comment »