WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Moja genealogia kresowa

Posted by tadeo w dniu 30 marca 2014


Drukuj

Im człowiek jest starszy, tym chętniej zagłębia się w przeszłość. Projektorem pamięci wyświetla sceny ze swego życia, przywołuje do istnienia wizerunki osób najbliższych. Klatki wspomnień są już wprawdzie wyblakłe, niekiedy trzeba je mozolnie sklejać, nawet fabułę zmieniać jeśli odnajdzie się coś, co pozwala, a nawet zmusza do nowego spojrzenia na to, co nam się wydawało znane dotąd z osobistego doświadczenia.

Maria ze Szczęsnowiczów Wodyńska

Moje dzieciństwo upłynęło w PRL-u. Od samego początku było naznaczone przyciszonymi rozmowami rodziców, odwiedzinami nieznanych nam osób, które albo były dalszymi krewnymi, powinowatymi albo uczennicami mamy, i w drodze na Ziemie Odzyskane, jak wtedy się mówiło, pojawiały się w naszym mieszkaniu w Wadowicach. Miałem ja i moje siostry jak najmniej wiedzieć. Nie pytać, nie dociekać. Potem ojciec umarł. Osamotniona mama z trójką małych dzieci,rzucona przez zawieruchę wojenną w zupełnie obce środowisko wymazała z pamięci wszystko to co już było, to co się w socjalistycznej rzeczywistości już nie liczyło, było, minęło ,nie wróci. Liczyła się tylko walka o każdy dzień następny, o teraźniejszość. Jak przetrwać, nakarmić, ubrać, potem jak nas wykształcić. Zabroniono mamie, absolwentce Seminarium Nauczycielskiego we Lwowie pracować w szkole ,zmuszono ją do mycia podłóg w szpitalu. Uprawnienia emerytalne uzyskała mama ,jak miała 75 lat, wcześniejsza jej praca w II R.P. się nie liczyła. Mimo, że Pan Bóg wynagrodził jej heroiczne wysiłki siedmiorgiem wnucząt nasza, świętej pamięci mama cały czas żyła teraźniejszością i przyszłością, a to co było zostało jak palimpses wymazane z jej pamięci. Więcej mogłem się dowiedzieć o historii rodziny „po mieczu” od kuzynów ze strony ojca. Kądziel jawiła się osamotniona, porzucona przez wszystkich.

Stanisława Bazalukowa

Dr Mikołaj Bazaluk

Dziadkowie

Jednak czepiając się rzuconego kiedyś okruchu wspomnienia mamy, iż panna Szczęsnowiczówna miała kuzynów, poetów Strzetelskich, dotarłem do wytrawnego historyka swojej rodziny doktora Piotra Strzetelskiego z Krakowa. W tym momencie otworzyła się jak książka moja genealogia kresowa! Początkowo Piotrowi, który miał wszystko bardzo starannie wywiedzione w postaci rozbudowanego drzewa do ósmego, a nawet dziewiątego pokolenia wstecz, trudno było zgłoszoną przeze mnie parantelę zaakceptować. Z tymi poetami, też był kłopot. Literaturą w tej zacnej rodzinie, której przedstawiciele parali się w większości zajęciami związanymi z przyrodą zajmowała się dotąd tylko jedna z ciotecznych praprababek Piotra, siostra jego prapradziadka Artura Strzetelskiego, „sawantka z Topolnicy”, Olimpia Zofia Grynberg, spoczywająca na cmentarzu łyczakowskim we Lwowie. Ale przecież kiedy dopasowaliśmy do tej romantycznej wizji naszej mamy poetyzującego, w dodatku niezwykle elegancko ubranego młodzieńca Stanisława Strzetelskiego, starszego od naszej mamy o 8 lat, obiecującego już wtedy dziennikarza, wszystko zaczęło się jak w puzzlach układać. Brakowało jednak najważniejszego ogniwa, cały czas NN była tą ze Strzetelskich, która wyszła za mojego nieznanego z imienia pradziadka Czajkowskiego.

Herb Jelita

Herb

Herb Niezgoda

Doktor Piotr już oswoił się z moim „kuzynostwem”, nawet przez grzeczność w drzewie zaznaczył gałązkę, jednak bardziej w tym wypadku kierował się intuicją niż faktami. Po kilku, czynionych bez powodzenia próbach spotkania się, a to na spływie Dniestem, a to w Krakowie, osobiście zetknęliśmy się dopiero w Mariampolu na Ukrainie. Piotr miał wtedy nade mną przewagę spotkania w Stanisławowie z kuzynostwem tam zamieszkałym i na powitanie podarował mi prababkę! Wincentynę Strzetelską – córkę brata jego praprapra dziadka Erazma Strzetelskiego – Ignacego juniora. I tak z enigmatycznego z korespondencji „kuzyna” stałem się solidnie umocowanym trzeciorzędowym, ciotecznym wujem Piotra! Przyspawanym genealogicznie do 1761 roku, w którym to urodził się nasz wspólny protoplasta Ignacy Franciszek Strzetelski, starosta trembowelski.

drzewo genealogiczne

Ta nasza, wspólna już teraz, sięgająca w daleką przeszłość ekspedycja na Ukrainę obfitowała w bardzo wzruszające momenty. Mieszkając u zaprzyjaźnionego ze mną od z górą 10 lat Gieńka Beregina w Mariampolu byliśmy bowiem bardzo niedaleko od „matecznika„ Strzetelskich – Uścia Zielonego, ongiś nawet siedziby starostwa, ważnego dla tamtych terenów położonych na Dniestrem centrum administracyjnego, w którym to kanoniczne rządy w tamtejszej parafii w latach osiemdziesiątych XIX wieku pełnił ksiądz Rafał Strzetelski, jeden z sześciu braci Ignacego Juniora.

Przy kościele pod wezwaniem św. Trójcy znajduje się rozległy dworek, w którym mieściła się plebania. W nim to mogła się urodzić w 1904 roku moja mama! Postać księdza Rafała Strzetelskiego miała wielkie znaczenie dla rodziny. Tamtejszy cmentarz pokrywają nagrobki z inskrypcjami proszącymi o modlitwę za Strzetelskich lub Strzetelskie de domo. Zupełnie zachowane w dobrym stanie, jak na warunki panujące na Ukrainie. Czakramy familijne przyciągające magnetyczną siłą nawet po upływie ponad stu pięćdziesięciu lat! Odkrywane przez nas dosłownie spod warstw zmurszałego drzewa, poprzerastanego mchu, ukryte w gąszczu rosnących burzanów. Dziwne a zarazem jakże swojskie miejsce. W sztafecie przekazującej geny, byliśmy żywymi ich nośnikami, ja dobiegający już do mety, Piotr w kwiecie i sile wieku. Wtedy zaczęła mi dźwięczeć w uszach przejmująca fraza znanej polskiej pieśni: …”Ta ziemia do Polski należy. Choć Polska daleko jest stąd…”.

Ukraina - Mariampol

Łączą nas więzy krwi

Wspólnie szukamy naszych korzeni

Wspólnie szukamy naszych korzeni

Pielgrzymka do Mariampola

Nazajutrz dołączył do nas przybyły ze Stanisławowa Bogdan Marytchak, który jest tak jak i ja dla Piotra jego trzeciorzędowym wujem, a moim kuzynem. Mieliśmy bowiem wspólnego prapradziadka Ignacego juniora, a nasze prababki były siostrami! Franciszka Ksawera Strzetelska, prababka Bogdana, wyszła za mąż za kierownika szkoły w której również nauczała, Rusina o nazwisku Deputat. Z tego związku przyszła na świat babka Bogdana – Stanisława, która wyszła za mąż za profesora gimnazjalnego c.k. Mikołaja Bażałuka. Państwo profesorostwo miało troje dzieci, jednym z nich była mama Bogdana – Joanna Helena. Jak i inne kobiety w rodzinie, a raczej już można mówić w rodzie, była nauczycielką. Zaszczepiła jednak Bogdanowi znajomość mowy i tradycji przodków, bo jak sam ze wzruszeniem mówił „…w moim rodzinnym domu czwartek był dniem polskim, w którym wszyscy domownicy mówili wyłącznie po polsku…”. Zmarła w 1988 roku mama Bogdana pozostawiła mu również zarys drzewa genealogicznego, wywodzącego pochodzenie od małżeństwa Ignacego juniora Strzetelskiego h. Niezgoda z Apolonią Borzemską h. Jelita.

Spotkaniem ze mną Bogdan szczególnie był podekscytowany, przecież według posiadanych przez jego mamę informacji zostaliśmy w 1944 roku w Ponikwi koło Brodów wszyscy zamordowani przez ukraińskich nacjonalistów. Cała zaś rodzina Marii, córki Ireny z Czajkowskich Szczęsnowiczowej, a wnuczki Wincentyny Strzetelskiej, była przez te wszystkie lata przez nich opłakiwana. Nie było nas wśród żywych, nasza gałąź drzewa genealogicznego dla nich uschła! Fama tragedii jaka dotknęła rodzinę siostry mojego ojca Wandy Wolaninowej, która wraz z mężem i córką została przez banderowców zamordowana w Pieniakach, została nam przypisana.

Z odmętów rzezi wołyńskich wydostaliśmy się jednak żywi i dopiero teraz po upływie prawie siedemdziesięciu lat odnaleźliśmy się na nowo. Na Ukrainie, w słoneczny dzień, uczestnicząc w pielgrzymce rodzin greko-katolickiej diecezji stanisławowskiej do łaskami słynącego grodu Maryi, Matki Jezusa – Mariampola.

Boża Forteca

Boża Forteca

Są na Ukrainie miejsca szczególne, które wędrujących po dawnych Kresach Najjaśniejszej  Rzeczpospolitej – przyciągają baśniową legendą, pełną dramatycznych momentów historią, wspaniałymi zabytkami architektury, magnetyczną siłą płynącą z zadziwiających zdarzeń dnia współczesnego.

To wszystko znaleźć można w Bołszowcach!  Małej, położonej z boku traktu wiodącego z Bursztynu do Halicza, a potem dalej do Stanisławowa  miejscowości. Tradycja  głosi, że wielce zasłużonemu w wojnach z Tatarami kasztelanowi halickiemu Marcinowi Kazanowskiemu, który wtedy jeszcze jako pułkownik, przeprawiał się, idąc na bój z pohańcami, promem przez Dniestr – aportujący z wody pies – przyniósł w pysku zawiniątko. Po rozpakowaniu okazało się zwojem przedstawiającym wizerunek Najświętszej Maryi Panny z Dzieciątkiem. Badający współcześnie obraz specjaliści ustalili, że pochodzi on z pracowni dawnych mistrzów niemieckich, że spoglądający w oczy patrzącemu nań, mały Jezus – jest bardzo charakterystyczny dla jednego z najwybitniejszych malarzy Renesansu Łukasza Cranacha Starszego.

Boża Forteca

Boża Forteca

Późniejszy hetman i wojewoda podolski Marcin Kazanowski, przed samą bitwą, która rozegrać się miała z Tatarami tuż nad brzegiem Dniestru – pokazał obraz swojemu wojsku, wskazując – iż jest to znak dany z nieba, żeby dać z siebie wszystko w walce z poganami. Pokrzepieni przesłaniem obrońcy Kresów – odnieśli zwycięstwo nad przeważającymi liczebnie siłami wroga. W podzięce pułkownik w akcie fundacyjnym napisał: „Na wieczną rzeczy pamiątkę, ja Marcin Kazanowski kasztelan i starosta halicki, bogusławski ect., pan i dziedzic dóbr miasta Bołszowiec i przyległych wsi. Dla dobra mej duszy i mojej żony, szlachetnie urodzonej Heleny Staczyckiej  postanawiamy: aby 00. Karmelitom kościół pod tytułem Zwiastowania Matki Bożej i św. Marcina wymurować wraz z klasztorem.”

I tak od 1624 roku – wyłowiony z Dniestru wizerunek NMP z Dzieciątkiem znalazł swoje miejsce w Bołszowcach, gdzie przez następne stulecia był czczony, a nawet koronowany papieskimi insygniami, otoczony powszechnym kultem wyznawców dwóch obrządków: katolickiego i grekokatolickiego. Sanktuarium rozlokowało się na wzgórzu nad potokiem, wpadającym do Gniłej Lipy rzeki uchodzącej do Dniestru. Przez wieki budowane, rozbudowane w stylu rozwiniętego baroku, zachwycało wybujałą plastyką frontonu z charakterystycznymi wazonami na głównej elewacji.

Bołszowce

Późniejsze losy wizerunku dobrze oddają, pełne tragizmu doświadczenia mieszkańców tych ziem.  Poczynając od rebelii Chmielnickiego,która na Kresach wznieciła pożogę, kiedy musiał  schronić się we Lwowie, potem został świętokradczo pozbawiony papieskich koron, które jednak się odnalazły aż w Dubowcach.  Uchodził wraz z opiekującymi się nim karmelitami przez Pilzno, Wiedeń  żeby znowu do Bolszowców powrócić, następnie pod obstrzałem rosyjskiej artylerii, wraz z zakonnikami ukrywał się w podziemiach klasztoru, ewakuowany znowu do Lwowa, powrócił w chwale, niestety na bardzo krótko do Bołszowców w 1930 roku.

Potem to już była wojenna i powojenna wędrówka obrazu – zakończona w trwałej przystani w Gdańsku w kościele św. Katarzyny. Za komuny –  klasztor i kościół, zniszczony podczas działań wojennych – popadał w dalszą rujnację, stanowiąc swoją smutną bryłą, niemy wyrzut sumienia  dla potomnych.

Klasztor

Bołszowce

W 2002 roku metropolita lwowski ks. kardynał Marian Jaworski powierzył 00. Franciszkanom Konwentualnym, którzy dotąd prowadzili pracę misyjną w pobliskim Haliczu – zadanie odremontowania obiektu. Przedsięwzięcia tyleż trudnego, co niesłychanie kosztownego! I tu ocieramy się, wręcz dotykamy w naszym życiu  zjawisko  niezwykłe, nieomal nadprzyrodzone. Z roku, na rok bowiem odwiedzając Bołszowiec odnotowujemy, z niekłamanym podziwem – niesłychany postęp w pracach remontowych, rekonstrukcyjnych, konserwatorskich klasztoru i kościoła. Wielokrotnie spotykałem  pracujących na budowie fizycznie, młodych mężczyzn,  którzy później okazali się osobami konsekrowanymi, księdzem i braciszkiem Zgromadzenia. Największy jednak zapał, nie przyspieszył by tak bardzo postępu prac, jeśliby nie było pieniędzy na materiały budowlane, opłacenie majstrów i robotników rekrutujących się z olbrzymiej rzeszy pozostających bez pracy w swojej ojczyźnie Ukraińców. Doprowadzenie do stanu używalności kościoła było możliwe dzięki funduszom przeznaczonych przez Ministerstwo Kultury Rzeczpospolitej Polskiej na ratowanie dziedzictwa narodowego. Środki pochodzące z programów finansowanych przez Senat R.P. z godną podziwu skutecznością ojcowie franciszkanie pozyskują, dzięki niesłychanemu zaangażowaniu się  w tę sprawę pani profesor Wiesławy Holik. Mieszkająca w Gliwicach emerytowana historyczka, od  lat spędza na Ukrainie wiele tygodni w ciągu roku. Poza sprawami pisania programów, rozliczania projektów pani Wiesława działa, przychodząc z pomocą Polakom zamieszkałym poza granicami ojczystego kraju. Tak było podczas powodzi, która kilka lat temu nawiedziła okolice Zakarpacia, czy podczas zeszłorocznej epidemii grypy. Jest ona  również organizatorką „sentymentalnych” wypraw, które wykorzystując bazę noclegową hotelowej części mieszczącego się w kompleksie klasztoru Młodzieżowego Międzynarodowego Centrum Pokoju i  Pojednania – pozwalają poznawać Kresy.

Spotkanie w klasztorze

Bołszowce - Boża Forteca

Podczas ostatniego, naszego pobytu w marcu na Ukrainie – zapukaliśmy, już dobrze po zmierzchu do furty klasztornej. Mimo, że nie byliśmy zapowiedziani – Ojciec Grzegorz przyjął na z otwartymi ramionami. Znużeni, całodziennym podróżowaniem od Lwowa, przez Złoczów, Brzeżany. Monasterzyska, Uście Zielone, Mariampol, Halicz – zasiedliśmy do kolacji, która jakby na nas czekała. Strawą naszą nie  było tylko jadło, przygotowane w większości z produktów pochodzących z hodowli, czy też ogrodu uprawianego przez zakonników – ile rozmowa, ciągnąca się do późnej nocy rozmowa. Ojciec Grzegorz okazał się bowiem wielkim erudytą, wybitnym znawcą, a zarazem animatorem procesów pojednania pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Słuchaliśmy go zafascynowani. Byliśmy bowiem w miejscu tak szczególnym, dla historii tak ważnym, jednocześnie okraszonym urodą klasztornych wnętrz, emanujących dostojeństwem i spokojem. Do Polski stąd jest daleko, ale cały czas była ona obecna w naszych rozmowach. Co ciekawe – ojciec Grzegorz, bardzo pozytywnie ocenia zmianę stosunku administracji obecnego prezydenta Ukrainy w przeciwieństwie do trudności czynionych przez administrację jego poprzednika. Stojący na straży sanktuarium kapłan, jest zarazem dyrektorem centrum – miejsca w którym spotykają się młodzi ludzie, aby wyzbyć się wzajemnych uprzedzeń, poznać lepiej historie sąsiadujących ze sobą narodów, odnaleźć wspólne, łączące a nie dzielące postacie bohaterów. Gdzie odbywają się ważne konferencje poświęcone procesowi pojednania. Jest to zarazem ważny ośrodek maryjnego kultu, aktualny cel licznych pielgrzymek, nawiedzany przez tysiące w roku pątników i dziesiątki dostojników kościoła. Prawdziwa forteca boża, skąd płyną wskazania „abyście się wzajemnie miłowali”. Jest też, klasztor ufundowany przez pobożnego pułkownika – placówką dyplomatyczną R.P.  Tutaj bowiem, dwa razy w miesiącu –  przybyły ze Lwowa konsul odbiera wnioski składane w celu uzyskania Karty Polaka.

Ze strony:

http://www.wodynski.info/moja-genealogia-kresowa.html

http://www.wodynski.info/ofiara-krwi-nie-pozwoli-wyrzec-sie-polskosci.html

http://www.radiownet.pl/publikacje/ofiara-krwi-nie-pozwoli-wyrzec-sie-polskosci

Reklamy

Komentarze 2 to “Moja genealogia kresowa”

  1. Nawet ładnie zostało to scalone. Serdecznie pozdrawiam Stanisław Wodyński http://www.wodynski.info

  2. Maria Przybycin said

    Witamy-im człowiek jest starszy, tym chętniej zagłębia się w przeszłość,święte słowa. “Moja genealogia kresowa” przepiękne, czytaliśmy z zapartym tchem.Mamy swoją ‚małą genealogię kresową’,w którą zagłębiamy się z trudem.Nasi Bliscy pochodzą z Magierowa- próbujemy pozyskać akty narodzin,ślubów czy zgonu, bezskutecznie. Ostatnio zleciliśmy to i czekamy.Działamy też na cmentarzu Magierowskim.Grób babci Agnieszki i dziadka Wojciecha już zrobiony.W 2015 r. dokończymy remont kaplicy i jak Bozia pozwoli to uporządkujemy kilka zabytkowych (jest ich niewiele)grobów.Cmentarz Magierowski mały, mniej znany i dlatego piękny,jak historia Ludzi tam pochowanych. Wesołych Świąt życzymy i pozdrawiamy Maria i Leszek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: