WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Sierpień 2013

Jan Kobuszewski Kazimierz Brusikiewicz – Dług

Posted by tadeo w dniu 31 sierpnia 2013

Kabaret .Kapitalny skecz o tematyce żydowskiej w wykonaniu dwóch wielkich artystów polskiej sceny.
Skecz z 1978 roku , ciągle atrakcyjna tematyka żydowska (szmonces) .

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

Na ogół nie używam takich słów, jak rzezimieszki. Ale teraz już pora. I Tusk z Rostowskim wiedzą o tym najlepiej

Posted by tadeo w dniu 31 sierpnia 2013

Od wielu miesięcy powtarzam, że rządzi nami moralny margines. Bez najmniejszego wstydu, poczucia winy, ale za to z wścieklizną w oczach przy omawianiu postawy opozycji.

Teraz trzeba do tego dodać, że powierzyliśmy rządy nie tylko ludziom z moralnego marginesu, ale także finansowym rzezimieszkom, którzy świadomie dewastują nam państwo, bo – jak wiadomo – polskość to nienormalność. Na ogół nie używam takich słów, jak rzezimieszki, zgraja. Ale teraz już pora.

http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-tomasza-domalewskiego/61444-na-ogol-nie-uzywam-takich-slow-jak-rzezimieszki-ale-teraz-juz-pora-i-tusk-z-rostowskim-wiedza-o-tym-najlepiej

Posted in Polityka i aktualności, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Syria. W przededniu III wojny światowej.”Żyjemy tu i teraz. Trzeba nam poświęcenia, odwagi i mądrości, aby uchronić się przed zagrożeniami tego świata”

Posted by tadeo w dniu 31 sierpnia 2013

fot.wikipedia

Na starość człowiek robi się chyba bardziej sentymentalny, wzrusza się z byle powodu. Staje się również dociekliwszy, szuka analogii i recept na przyszłość w ocenie zdarzeń z przeszłości…

Może to kwestia zbyt dużej ilości wolnego czasu na refleksje (wnuki mniej absorbują niż dzieci), może większego bagażu doświadczeń…

1 wrzesień 1939; ta data powinna być ważna dla wszystkich Polaków, skłaniać do myślenia, analiz, dociekania przyczyn… Czy jest?…

Zastanawiam się, jak czuli się ludzie w II Rzeczpospolitej pod koniec sierpnia 1939 roku. Czy wierzyli w wybuch wojny? Jeśli nawet, to czy spodziewali się wojny totalnej? Chyba nie; wojny toczono do tej pory głównie na frontach – w bunkrach, okopach, transzejach, na polach bitewnych, z pokładów okrętów nad i podwodnych. Nikt z Polaków nawet nie przypuszczał, nie mógł znać tajnej dyrektywy Hitlera, który 22 sierpnia na odprawie wyższych dowódców wojskowych powiedział:

„…Bez litości zabijać wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy… Tylko w ten sposób zdobędziemy przestrzeń życiową, której potrzebujemy. Polskę wyludni się i osiedli Niemcami…”

Po Rosjanach można było spodziewać się wszystkiego; przerabialiśmy to z carską Rosją i bolszewikami w 1920… Ale Niemcy? Niemcy kojarzyły się wszystkim z cywilizacją, dobrą organizacją pracy, kulturą, nauką i postępem technicznym. Taki naród nie powinien dać się zwariować, nie wypadało mu popierać szaleńca-zbrodniarza i z entuzjazmem realizować jego chorych,  ludobójczych planów.

A jednak…

Dziś prognozujemy z poczuciem pewności siebie: wojna nikomu nie jest na rękę; dlatego jej nie będzie…

Wmawiamy sobie, że jeśli nie mamy armii zdolnej do obrony kraju i wszyscy o tym wiedzą – nikomu nie zagrażamy. Po co więc ktokolwiek miałby na nas napadać? Obserwujemy Syrię i cały ten zgiełk – jak film wojenny; bezpiecznie, w wygodnych fotelach, z drinkiem w ręku… Tak samo przyglądano się Polsce w 1939r. z perspektywy USA, Australii, Argentyny… Czy nawet Francji lub Anglii… Ich życie toczyło się dalej; premiery filmowe, bale, rauty, wesela, chrzciny, pogrzeby (ze starości, rzecz jasna)… Nuda, nuda, nuda…

Wychodzę na plażę w Gdyni; upał, relaks, maniana…

Zupełnie jak w tamtym wrześniu ‘39.

I tylko tatuaży na opalonych ciałach zdecydowanie więcej… Smoki, węże, maoryskie wzory, tajemne, runiczne napisy… Prawdziwe działa sztuki!

Zamykam oczy; w wyobraźni widzę abażury z ludzkiej skóry, preparowane w Auschwitz na zamówienie „koneserów” z III Rzeszy… Na nich – marynarskie kotwice, egzotyczne kobry, wyszczerzone kły tygrysie… Otrząsam się z koszmaru… Brrr… To chore… To nieprawda, tak być nie mogło, to nieprawdopodobne, nieludzkie…

Wracam do domu, włączam wiadomości… Popalone chemicznym świństwem ciałka małych syryjskich dzieci, chłopców, mężczyzn, kobiet… To też nieprawda? To niemożliwe? Ludzie nie są już tak okrutni, okrucieństwo definitywnie zresetowano w XX wieku?

Żyjemy tu i teraz. Trzeba nam poświęcenia, odwagi i mądrości, aby uchronić się przed zagrożeniami tego świata. I na pewno nie są nimi nietolerancja dla „tęczowych” chłopców, udręczonych feministek czy wyzwolonych z okowów swej płci transwestytów.

Tu chodzi o coś więcej…

Lech Makowiecki

P.S. Z tomiku PRO PUBLICO BONO

http://www.weltbild.pl/Pro-publico-bono_p100126489.html?p_action=3207060146#longDescr

polecam śmieszny wierszyk; miał być tele-nowelką z morałem. Ponieważ jednak w TVP go nie chcą, zapewne przerobię go wkrótce na jakiś rap czy hip-hop i wrzucę za darmo na You Tube…

TATUAŻ

Spierali się raz chłopcy nad piwkiem, przy barze,

Którego najpiękniejsze zdobią tatuaże.

Prężą torsy, bicepsy – aż nabrzmiały żyły.

Falują pięknie hasła, rysunki ożyły…

Pierwszy z nich bark odsłania… Na nim łeb tygrysi.

Drugi – sercem ze strzałą –  upamiętnia Krysię.

Trzeciemu wąż oplata ramiona i szyję

Dusząc go,  niby pyton (dziw, że facet żyje).

Czwarty sam sobie igłą HaWuDePe zrobił.

Piątego –  w poprzek pleców –  akt kobiecy zdobi.

„White Power” eksponuje szósty (łysy dziwak).

Z piersi siódmego okręt żaglowy wypływa.

Ósmy pagony nosi (chyba generała?).

Dziewiąty – jak Maorys – nie ma skrawka ciała,

Którego by nie zdobił malunek uroczy…

(Zostały mu nietknięte tylko białka oczu!)

W barze trwa spór zawzięty, z którego się śmieje,

Gienia –  ta, co za ladą w kufle piwo leje.

(Dobrze wie, że gdy dekolt pochyli nad stołem

Wszyscy na jej różyczkę gapią się pospołu…)

Dysputa się zaostrza… Słychać krzyki dziarskie:

„Mój jest trendy”! „Mój lepszy”! „Mój jest debeściarski”!

Gdy już rejwach się podniósł, jak w stadzie niedźwiedzi,

Powstał siwy staruszek, co przy oknie siedział

I bez słowa podwinął aż do łokcia rękaw…

Zapadła cisza nagła. Czułem, że wymiękam.

Starzec wyszedł bez słowa, głaszcząc w zamyśleniu

Kilka cyfr wydziarganych na swym przedramieniu…

Tu bufetowa Gienia łzę otarła skrycie:

„Macie problem, chłopaki? Wiecie, co to życie?

Znam go. Był w partyzantce. I Auschwitz zaliczył…

Idźcie do domu, chłopcy. Dość. Ta cisza krzyczy”…

Z cyklu – znalezione w sieci – ballada „Quo vadis, Polonia?”

z płyty „Katyń 1940”; też na wrześniowy temat:

http://wpolityce.pl/dzienniki/komentarze-lecha-makowieckiego/61427-syria-w-przededniu-iii-wojny-swiatowejzyjemy-tu-i-teraz-trzeba-nam-poswiecenia-odwagi-i-madrosci-aby-uchronic-sie-przed-zagrozeniami-tego-swiata

Zainteresował Cię artykuł?

Komentarze Lecha Makowieckiego

Komentarze Lecha Makowieckiego
Portret: Lech Makowiecki

Lech Makowiecki

Z wykształcenia – inżynier budowy okrętów; z wyboru – bard, autor, kompozytor, scenarzysta, felietonista etc. Lider zespołu „ZAYAZD”, admirator Mickiewicza (płyta „ZAYAZD U MISTRZA ADAMA”) . Fan Józefa Piłsudskiego i JP II. Sformatowany na polską tradycję, kulturę i edukację historyczną młodego pokolenia przez szlachetnie pojmowaną rozrywkę (vide autorskie płyty: „KATYŃ 1940”, , „OBUDŹ SIĘ, POLSKO” oraz tomik wierszy pt. „PRO PUBLICO BONO”). Więcej: na http://www.zayazd.pl

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Chłam i wazeliniarstwo, czyli o upadku polskich mediów. „Klasycznym przykładem degrengolady były wybory w PO”

Posted by tadeo w dniu 30 sierpnia 2013

fot. sxc.hu

 

Odsetek ludzi, którzy deklarują, że nie oglądają w ogóle telewizji stale rośnie. Nie ma jednak się co dziwić temu trendowi, skoro to, do niedawna główne, medium w wielu przypadkach stało się ośrodkiem ogłupiającej propagandy oraz bezmyślnej rozrywki i jako takie nie przedstawia już żadnej wartości. Podobny zarzut można odnieść też do prasy i w mniejszym stopniu radia.

Przeinaczanie faktów, przygotowywanie materiałów po łebkach i byle jak to prawdziwa plaga. Prawdziwy problem zaczyna się jednak wtedy, gdy media zaczynają preparować informacje, przygotowują kłamliwe materiały, wyssane z palca bzdury emitowane dla taniej sensacji albo osiągnięcia swoich celów. Mieliśmy z tym do czynienia już nie raz. Między innymi dlatego poważne półgodzinne wydania informacyjne zmieniły się w infotainmentowe gnioty, które z obiektywizmem nie mają nic wspólnego. Jak są upały, to cały tydzień o upałach, jak burze – calutki tydzień o burzach i tak w kółko. Media potrafią z byle czego zrobić temat i sprzedawać go jako coś ciekawego przez całe tygodnie.

Klasycznym przykładem takiej degrengolady mediów były wybory na szefa PO.Telewizje rozdmuchały to wydarzenie do granic możliwości, choć przeciętnego Polaka obchodzą one tyle co zeszłoroczny śnieg. Premier ubzdurał sobie, że jest Ludwikiem XIV i w imię zasady “państwo to ja” zafundował trwający ponad miesiąc marny spektakl. Codziennie pół wydania każdego serwisu informacyjnego było poświęcone temu co zjadł premier, gdzie się opalał Gowin i dlaczego ze sobą nie rozmawiają.

W każdym wydaniu flagowego serwisu informacyjnego Telewizji Polskiej – Wiadomości – znajdziemy przynajmniej jedną wzruszającą opowieść o chorym dziecku, albo biednej rodzinie. Przy całym współczuciu dla tych osób oraz uznaniu dla widzów, którzy w ludzkim odruchu oferują pomoc – pomaganie potrzebującym to nie jest rola głównego serwisu informacyjnego. TVP pomoże kilku osobom, a reszta? Reszta pozostawiona na pastwę losu ma umrzeć, bo reporter Wiadomości nie dotrze na zabitą dechami dziurę? TVP świata nie zbawi choćby to było zapisane w ustawie. Może zamiast kolejnego durnego serialu trzeba zrobić program interwencyjny z prawdziwego zdarzenia i zacząć go emitować w porze największej oglądalności? Może wtedy TVP zacznie spełniać swoją misję.

Niestety jakimś dziwnym trafem media nie informują o tym, dlaczego służby specjalne zwiększają swoje uprawnienia, jak to się stało, że minister finansów machnął się na 24 miliardy złotych i jaki to będzie miało wpływ na życie przeciętnego Kowalskiego.Zamiast tego mieliśmy jakże podnoszący na duchu materiał o tym, że gospodarka wzrosła o 0,1% a jedna z tysięcy firm zwiększyła eksport. Konkluzja? Wychodzimy z kryzysu, znowu będziemy zieloną wyspą (o ile kiedykolwiek nią byliśmy). Niestety nikt przy okazji nie poinformował, że co miesiąc bankrutuje kilkadziesiąt firm, setki kolejnych są zagrożone upadkiem, a państwo drenuje kieszenie obywateli w niespotykanej skali.

Nikt nie informuje rzetelnie o wydarzeniach z zagranicy. Nikt nie wytłumaczył jak to możliwe, że parę tysięcy osób skrzyknęło się na Facebooku, a dwa lata później w zamieszkach i wojnach domowych giną dziesiątki tysięcy ludzi. Nie ma rzetelnych informacji o sytuacji w Syrii (większość to kopie zagranicznych depesz), nikt nie relacjonuje tego co kombinują biurokraci w Brukseli. Z telewizji nie dowiemy się też dlaczego Rosjanie tuż za naszą granicą budują swoje bazy lotnicze i jakie zagrożenia z tego mogą wyniknąć. Zamiast tego pięciominutowy reportaż o posowieckich bunkrach w Moskwie. Kogo do licha obchodzi co Rosjanie z tego zrobią: hotel, szpital, czy może całe to ustrojstwo zburzą i zaorają.

Brakuje porządnej, inteligentnej rozrywki na odpowiednim poziomie. Od lat nie ma ciekawych programów popularnonaukowych, ciekawych dokumentów. Nie ma programów edukacyjnych i propagujących aktywność fizyczną, choć za parę lat młode, otyłe społeczeństwo nie będzie potrafiło wbić w ścianę gwoździa. Są za to miliony na nowe kanały tematyczne, jak TVP Seriale, czy TVP Rozrywka, a kolejne niebawem ruszą, mimo, że od paru lat TVP notuje wielomilionowe straty. Z ramówki wyeliminowano poszerzające wiedzę teleturnieje, a zamiast tego mamy gwiazdy tańczące na lodzie ze zwierzętami albo coś podobnego. Media produkują dziesiątki durnych tasiemcowych seriali, a wszystkie o tym samym, na dodatek w dość karykaturalny sposób przedstawiając polską rzeczywistość. Udane produkcje (nieliczne, ale są) dostają jakieś ochłapy, a zamiast wspierać polski przemysł filmowy TVP kupuje prawa do antypolskiego serialu, który uderza w najlepsze tradycje polskiego oręża.

Upada dziennikarstwo śledcze. Nie ma rzetelnych dochodzeń, choć afer jest na pęczki.Korupcja w służbie zdrowia, wojsku i administracji, ustawione przetargi i przepłacone inwestycje, wadliwie działające sądownictwo i niekompetentni urzędnicy, którzy niszczą ludziom życie – to nie powinno schodzić  z czołówek. Jeśli przyjąć, że media to IV władza, to jej głównym zadaniem jest kontrolować i patrzeć na ręce rządzącym. Może wtedy się nie zdegeneruje i nie będzie gnębić obywateli. Jednak niewygodnych pytań za często usłyszeć nie można.

Upada publicystyka. Rolę poważnych dziennikarzy zajmują takie postacie jak Lis, Kraśko, czy Olejnik. Zamiast być arbitrami w swoich programach ujadają, szczują, kłamią i stosują cały arsenał podłych socjotechnicznych sztuczek. Programy, które powinny być forum swobodnej wymiany poglądów stały się ustawkami gdzie prowadzący napuszcza gości jeden na drugiego, a bardzo często przyłącza się do jednej ze stron i wali na oślep nie dając szans na dojście do głosu swojemu adwersarzowi, urządzając na antenie prawdziwe mordobicie. Część dziennikarzy poszła w model żenującego telewizyjnego tabloidu, część z godnym potępienia wazeliniarstwem słodzi przedstawicielom władzy. I jak w takiej sytuacji Polak-odbiorca ma sobie wyrobić opinię o polityce, politykach i sytuacji w kraju?

Media stały się prorządowymi tubami. Próżno szukać tam uczciwego punktu widzenia.Lata serwowania medialnej papki zrobiły swoje i dzisiaj odbiorca nie ma już ani ochoty ani zdolności przyjmowania audycji czy artykułów na wysokim poziomie, które wymagają intelektualnego wysiłku. Media komercyjne produkują tony badziewia na wzór TVN-owskich “Rozmów w toku” albo innego talent show, który wykreuje bohatera z jego pięcioma minutami sławy. Żeby być bardziej konkurencyjnym (?!) media publiczne swoje ramówki zapychają marnej jakości programami na zagranicznych licencjach.

Nie można zapomnieć o prasie. Poczytność największych dzienników drastycznie spada – Wyborcza (ze względu na uciekanie się do zwykłych kłamstw i prorządowosć) i Rzeczpospolita (ze względu na biznesowo-polityczne machinacje) notują rekordowo niską sprzedaż. Okładki tygodników opinii, (często o komunistycznym rodowodzie, albo będące nieudaną kopią  zagranicznych pism) ociekają golizną i gdyby ktoś włożył ostatnie numery Newsweeka między pisma pornograficzne, to nie byłoby żadnej różnicy. Otwieramy te pisma, a tam: atak na Kościół, atak na opozycję, seks i pozytywny dla władzy artykuł jak to się świetnie żyje w naszym pięknym kraju. Kioski są też dzisiaj zapełnione setkami kolorowych pisemek o życiu gwiazd, celebrytów, o tym kto w co się ubrał i czym jeździ. Tytułów o historii, kulturze, sprawach ważnych z punktu widzenia tożsamości Polaków jest niewiele, a poza tym spora część gazet ukazujących się na polskim rynku jest w rękach zagranicznych koncernów medialnych, którym zależy na zysku a nie na podniesieniu intelektualnego poziomu Polaków.

Nie dziwię się, że internet pełen jest kpin z mediów głównego nurtu, że ludzie wychodzą i chcą wykrzyczeć, że media kłamią. Jedyne co może zatrzymać upadek mediów tradycyjnych jest znacząca i natychmiastowa poprawa jakości, obiektywizmu i rzetelności przekazywanych treści. Niestety niewiele wskazuje na to, by tak się stało i w niedługim czasie czeka je upadek.

Na rynku zostanie co najwyżej jakaś branżowa prasa, kilka telewizyjnych kanałów tematycznych i kilka stacji radiowych. Wszystko albo prawie wszystko przeniesie się do internetu – medium przyszłości. Rolę programów tematycznych, serwisów informacyjnych, seriali dokumentalnych i fabularnych przejmą internauci i tworzone przez nich internetowe kanały. Publicystykę zdominuje dziennikarstwo obywatelskie. W internecie Olejnik czy Lis są na tej samej pozycji co początkujący bloger, a jeśli będzie on reprezentował wysoki poziom i zdobędzie uznanie, to ci pierwsi odejdą w niebyt. Zjawisko uspołecznienia i “uinternetowienia” mediów można już zaobserwować w Stanach Zjednoczonych, gdzie z opłat abonamentowych na kanały w internecie finansuje się na przykład produkcje o wielomilionowym budżecie. Nas w przyszłości może czekać to samo.

 

Zainteresował Cię artykuł? 
Portret: Marcin Strzymiński

Marcin Strzymiński

Student prawa WPiA Uniwersytetu Gdańskiego, autor bloga Prywatne biuro analiz i komentarzy społeczno-politycznych.

http://wpolityce.pl/artykuly/61411-chlam-i-wazeliniarstwo-czyli-o-upadku-polskich-mediow-klasycznym-przykladem-degrengolady-byly-wybory-w-po

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Przyjdzie Waltz i wyrówna?

Posted by tadeo w dniu 30 sierpnia 2013

Donald (polskość to nienormalność) Tusk przechodzi siebie samego. Uczeń przerasta mistrza. W II PRL*mamy już demokrację sterowaną!

Pomysł Donalda Tuska, by  na wypadek przegranej HGW w referendum zainstalować na komisarza Warszawy… HGW właśnie rodzi respekt wobec Maciedoni. Decyzja ta zapadłaby (ewentualnie ) 13 października i w sensie prawnym przypominałaby tę z 13 grudnia. PDT pokazał (zresztą pan

prezydent

też) gdzie ma wolę ludu. Vox Donald, vox populi – a nie odwrotnie! Także w I PRL na czele stała awangarda proletariatu;  na razie polski faszystowski lud nie dorósł do demokracji przedstawicielskiej, ulegając populizmowi więc należy poddać go reedukacji, nad czym zresztą pracuje w pocie czoła główny organ,

Gazeta

Wyborcza. Narzekania PiS-u, że Tusk jest antyobywatelski, wynikają po prostu z odmiennej definicji obywatela. Obywatelem dla PDT jest członek, a zwłaszcza wyborca Platformy. Reszta to śmierdzący motłoch, niedomyci i niedokształceni wieśniacy. Obrażanie przeciwników należy do starej techniki wojennej.

* …nie ma III RP. To mit. Po 1989 roku nie było restauracji II RP. Maciedonia to II PTL.

http://www.youtube.com/watch?v=tTlM59XSQbA

Post scriptum: Platforma się kończy. To już czas przeszły. Tylko Tusk tego nie wie. Najciemniej, jak zwykle, pod latarnią.

http://kurzastopa.blog.onet.pl/2013/08/30/przyjdzie-waltz-i-wyrowna/

Posted in Kabarety i rozrywka, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Janusz Szewczak: Nie ma żadnego ożywienia! Skoro wszystko spada, jakim sposobem rządowi Tuska rośnie PKB? Dzieją się cuda statystyczne…

Posted by tadeo w dniu 30 sierpnia 2013

Dane dotyczące składowych części polskiego PKB za drugi kwartał, które właśnie podał GUS, budzą olbrzymie wątpliwości, czy nie mamy do czynienia z kolejnymi, statystycznymi tym razem, cudami rządu premiera Tuska.

Wiarygodność danych mówiących o tym, że PKB wzrósł w drugim kwartale o 0,8 proc. staje przed ogromnym znakiem zapytania. Ze szczegółowych wskaźników wynika bowiem, że wzrost może być naciągany. Wszystkie wewnętrzne składowe wzrostu PKB – takie jak spożycie indywidualne, popyt krajowy, inwestycje brutto czy akumulacja brutto – bardzo mocno spadły.

Wzrósł jedynie, i to nieznacznie, eksport – o 5,5 proc. Przypomnijmy jednak, że w Polsce eksport odpowiada zaledwie za ok. 25 proc. całego PKB. Natomiast ok. 70 proc. stanowią elementy wewnętrzne, czyli konsumpcja, popyt, inwestycje.

Otóż spożycie indywidualne podniosło się zaledwie o 0,2 proc. w drugim kwartale, czyli jest to wzrost praktycznie na poziomie zera. Popyt krajowy spadł o 1,9 proc., inwestycje brutto o 3,8 proc., a akumulacja brutto aż o 14 proc.

Dlatego trudno uwierzyć, iż mieliśmy w drugim kwartale 0,8 proc. wzrostu PKB. Istnieje realna obawa, że dzieją się jakieś cuda statystyczne, a ten wzrost, który miał być rzekomym ożywieniem, jest wzrostem jedynie propagandowym. To niestety może przypominać sytuację z Grecji, gdzie w przededniu kryzysu niesłuchanie naciągano wszelkie możliwe wskaźniki, żeby udowodnić, że jest lepiej niż w rzeczywistości.

Widać również również, że nie ma żadnego ożywienia. Bo te najważniejsze elementy, takie jak inwestycje, popyt czy akumulacja, znacząco spadają. Nie bardzo więc wiadomo z czego się wziął wzrost PKB o 0,8 proc. Skoro szczegółowe dane są gorsze niż w pierwszym kwartale tego roku, ogólny wzrost PKB nie powinien być większy niż wtedy, gdy wyniósł zaledwie 0,5 proc. O ile również nie był to wzrost naciągany.

To musi budzić bardzo poważne obawy o stan naszej statystyki i wiarygodność danych, które opinia publiczna otrzymuje. Skoro wszystko spada, jakim cudem rządowi premiera Tuska rośnie PKB?

Publikacja statystycznych danych zaczyna przypominać sondaże dotyczące nastrojów i sympatii dla partii politycznych, które często mają bardzo mało wspólnego z rzeczywistością. Wydaje się, że trzeba niezależnego ośrodka, niezależnych ekspertów, którzy by to szczegółowo przeanalizowali.

Przedsiębiorcy powinni być dzisiaj bardzo ostrożni w uwzględnianiu danych makroekonomicznych, składowych polskiego PKB. Wydają się one księżycowe i przypominają tworzenie i realizację budżetu przez ministra Rostowskiego, który trzeba gwałtownie nowelizować z wielką dziurą.

W mojej ocenie, wzrost PKP w drugim kwartale był niższy od 0,8  proc. Wszystko na to wskazuje, albowiem  najważniejsze części składowe PKB – jak spożycie indywidualne, popyt krajowy, inwestycje i akumulacja – poleciały gwałtownie w dół. Wyniki są gorsze nawet niż w pierwszym kwartale.

 

 

Zainteresował Cię artykuł? 

Posted in Gospodarka i Ekonomia | Leave a Comment »

Ministra Sienkiewicza „Ambaras z polskością”. „Polska to dla niego brudny kraj, którego światli rodacy się wstydzą”

Posted by tadeo w dniu 30 sierpnia 2013

PAP

PAP

 

„Nasz Dziennik” zamieszcza obszerną sylwetkę Bartłomieja Sienkiewicza – Ministra Spraw Wewnętrznych, słynącego ostatnio z wyjątkowo ostrego, wręcz brutalnego języka wobec grup społecznych, które władza uważa za opozycyjne.

Polecamy lekturę całego artykułu Anny Kołakowskiej. Szczególnie warto zwrócić uwagę na fragmenty dotyczące publicystycznych wypowiedzi ministra, który chce inaczej myślących – jak to ładnie ujął – „zsocjalizować”:

Szef MSW dba też o odpowiedni PR rządu w mediach. Po marszu „Obudź się, Polsko!” powiedział na zorganizowanym przez „Tygodnik Powszechny” spotkaniu „katolików otwartych”, że ludzie, którzy brali w nim udział, są jak „alkoholik pośród śmietnika”, i zaapelował, by z nimi nie walczyć, ale pomagać. Jest to jego sposób postrzegania Polski i polskości, czemu dał wyraz na łamach wspomnianego tygodnika w artykule pt. „Ambaras z polskością”. Polska dla niego to kraj od wieków tonący w nędzy „dziedziczonej przez stulecia”, kraj, którego światli rodacy się wstydzą, brudny, zaniedbany, gdzie wszystko jest niegustowne, nawet domy. Wszystko dlatego, że jego mieszkańcom brakuje elementarnej kultury i „szerokich horyzontów”, a ich aspiracje kończą się na „sześciopaku”. Jest jednak lekarstwo: „Niedługo to wszystko zniknie, zostanie zneutralizowane, zakryte. Wraz z uruchomieniem kolejnego odcinka autostrady A2 Świecko – Nowy Tomyśl podróżni zostaną odgrodzeni ekranami (…). Podobnie jak wystandaryzowane stacje benzynowe, dające chwilowy odpoczynek w monotonii podróży”.

Jednak w opinii ministra Sienkiewicza, z tego tragicznego od wieków obrazu Polski wyłania się światło nadziei, której symbolem jest „Społeczno-obyczajowy projekt znany pod nazwą ’Orliki’ (!). Brudnemu, zacofanemu, obciążonemu prowincjonalnym dziedzictwem społeczeństwu przychodzi z ratunkiem Donald Tusk i jego reformy” – jak udowadnia w swoim artykule. To, że rząd ma propagandystów, jest czymś naturalnym, ale że prawnuk wielkiego noblisty Henryka Sienkiewicza, rzekomo dumny ze swoich korzeni i pradziadka, będąc na usługach rządowej propagandy, zrobił z Polaków „zbiorowisko ludzi, którym historia nie dawała zbyt wielu szans”, zakompleksionych, zacofanych, pozbawionych kultury „alkoholików na śmietniku”, świadczy o tym, że od wieków czasami jabłko pada daleko od jabłoni.

Czyż można się dziwić, że na ministra powołał Bartłomieja Sienkiewicza premier, który polskość uważa za nienormalność?

Skaj

http://wpolityce.pl/wydarzenia/61367-ministra-sienkiewicza-ambaras-z-polskoscia-polska-to-dla-niego-brudny-kraj-ktorego-swiatli-rodacy-sie-wstydza

Posted in Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

Platforma traci władzę w Łodzi. Radni kojarzeni z Kwiatkowskim usunięci z partii. Nerwy puszczają

Posted by tadeo w dniu 29 sierpnia 2013

Fot. HuBar/Wikipedia.org na lic. CC BY-SA 2.5

 

Zarząd krajowy Platformy Obywatelskiej w czasie ostatniego posiedzenia zajmował się nie tylko problemem z Jarosławem Gowinem oraz topniejącą w oczach większością sejmową.Posłowie PO „rozwiązali” również inny problem – z partii wyrzuconych zostało ośmiu łódzkich działaczy, związanych z Krzysztofem Kwiatkowskim.

Zarząd usunął z partii Łukasza Magina, Sebastiana Tylmana, Joannę Kopcińską, Wiesławę Zewald, Grażynę Gumińską, Iwonę Boberską, Martę Grzeszczyk i Jacka Borkowskiego.

Spór wokół działalności radnych z Łodzi wybuchł kilka dni temu. Bezpośrednim powodem było głosowanie ws. wycofania z obrad punktu o wyborze przewodniczącego.Opowiedzieli się przeciwko stanowisku partii, po czym zostali wykluczeni z klubu PO w radzie Łodzi. Zarząd krajowy podtrzymał stanowisko sądu w Łodzi i wykluczył ich z partii.

Jeden z wykluczonych Łukasz Magin w rozmowie z „Dziennikiem Łódzkim” zaznacza, że jest zaskoczony obrotem sprawy.

Zarówno wczorajsza decyzja klubu radnych, jak i decyzja Zarządu Krajowego jest dla nas zaskakująca, niezrozumiała i niespodziewana. W końcu sprawa, za którą zostaliśmy wyrzuceni z klubu dotyczyła zwykłego głosowania w sprawie porządku obrad Rady Miejskiej, choć przyznaję, że rzeczywiście pojawiły się w niej istotne punkty, jak np. powołanie nowego przewodniczącego i wiceprzewodniczącego Rady

– tłumaczy Magin, nie zauważając jednak, że w ramach tych zmian nową przewodniczącą rady miejskiej została Joanna Kopcińska.

Głosowanie Kopcińskiej na przewodniczącą rady działacze PO wzięli za wypowiedzenie posłuszeństwa przez łódzkich radnych.

Jednak Magin odpiera te zarzuty:

Chciałbym jednak zauważyć, że od momentu odwołania przewodniczącego i wiceprzewodniczącej minęły dwa miesiące. Pan przewodniczący klubu PO, Mateusz Walasek miał wtedy czas, by na nowo skonstruować prezydium Rady.

Działacz zaznacza, że „tego oczekiwali wszyscy: zarówno radni, jak i łodzianie”.

Łukasz Magin, który jak zaznacza zakładał PO, zaznacza, że wraz z wyrzuconymi działaczami będą odwoływać się od decyzji Zarządu Krajowego PO do Krajowego Sądu Koleżeńskiego partii.

Sytuacja w Łodzi po decyzji zarządu PO jest dla partii Tuska niekorzystna. Bowiem wyrzucenie ośmiu działaczy spowodowało, że Platforma straciła większość w radzie miejskiej w Łodzi. Teraz klub radnych PO liczy 16 radnych. Całą rada ma 43-osobowy skład.

KL,PAP

 

Zainteresował Cię artykuł? 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Prawda was wyzwoli – rekolekcjie ks. Piotr Pawlukiewicz

Posted by tadeo w dniu 29 sierpnia 2013

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz | Leave a Comment »

Przez absencję do zwycięstwa PO Jan Pietrzak – felieton

Posted by tadeo w dniu 28 sierpnia 2013

Posted in Felietony, Polityka - video | Leave a Comment »

Musimy siać

Posted by tadeo w dniu 28 sierpnia 2013

Posted in Muzyka religijna | Leave a Comment »

Polski Gibraltar. „Hiszpanie od ponad 300 lat walczą o swoje interesy na Gibraltarze, a politycy Platformy właśnie oddali polski interes walkowerem”

Posted by tadeo w dniu 27 sierpnia 2013

PAP/EPA

 

Polski Gibraltar

Wielka Brytania i Hiszpania spierają się o Gibraltar. Polska i Niemcy także mają spór terytorialny. Dotyczy Zatoki Pomorskiej. A właściwie należy już pisać „miały spór”. Bo Hiszpanie od ponad 300 lat walczą o swoje interesy na Gibraltarze, a politycy Platformy właśnie oddali polski interes walkowerem. Tak więc w stosunkach polsko-niemieckich bez zmian.

Złego początki

Kilka dni temu przez media przemknęła krótka informacja o nowej eskalacji sporu hiszpańsko-brytyjskiego o Gibraltar. Przypomnijmy, ten skalisty kawałek półwyspu należy do Wielkiej Brytanii od wygranej wojny z 1704 r. Formalnie przyznał go jej traktat z Utrechtu (1713).  I przez tyle lat Hiszpania nie może się z tym pogodzić. Walczy o jego odzyskanie, mimo że miejscowa ludność dwukrotnie wypowiedziała się w referendów za obecnym statusem (1967, 2002).

Publiczne przypomnienie sporu stanowi doskonałą okazję, by na jej kanwie przypomnieć, żepodobny problem terytorialny miała Polska. Dotyczył on wód Zatoki Pomorskiej i bezprawnego zagarnięcia przez naszego zachodniego sąsiada pasa wód, na którym znajduje się tor podejściowy do portu w Szczecinie i Świnoujściu.

Ten spór jest o wiele młodszy niż hiszpańsko-brytyjski. Pochodzi zaledwie z okresu istnienia NRD. Od zakończenia wojny ujście Odry było kością niezgody świadomie rzuconą przez Stalina między Polskę a jej sąsiada. Spór o wody i Szczecin, który stanowił konkurencję dla portów Meklemburgii, miały stanowić jeden z sieci elementów uzależniających geopolitycznie od Moskwy oba kraje.

Nie pomogła nawet umowa zgorzelecka o granicy (1955), która uregulowała granice lądową, ale rozgraniczenia wód zatoki nie dotknęła. A kiedy w latach 70. XX w. poszła plotka, że na dnie Zatoki Pomorskiej odkryto złoża gazu, a do grona chętnych do eksploatacji włączył się ZSRR, wiadomo było, że łatwo nie będzie. W efekcie próby uporządkowania sprawy trwały aż do 1989 r., czyli do końca istnienia NRD i PRL. Dopiero rosnące poparcie dla Solidarności wpłynęło na Honeckera, który chcą dać Jaruzelskiemu argument przed pamiętnymi wyborami do sejmu kontraktowego, w maju 1989 r. zgodził się podpisać stosowna umowę. W niej NRD wycofała się z jednostronnie ustalonej linii delimitacyjnej w ten sposób, że sporny odcinek północnego toru podejściowego do Szczecina i Świnoujścia weszły w skład  morza terytorialnego Polski lub na morzu otwartego. Wydawało się, że w momencie zjednoczenia Niemiec, konflikt o wody Zatoki Pomorskiej, a w ten sposób sprawa całej zachodniej granicy jest  ostatecznie załatwiona.

Podstęp nowego sąsiada

Niespodziankę zrobiła jednak zjednoczona Republika Federalna Niemiec. W procesie inkorporowania przez nią NRD, oba państwa niemieckie zawarły z czterema mocarstwami (USA, Wielka Brytania, Francja i ZSRR) traktat dotyczący sytuacji zjednoczonych Niemiec, znany powszechnie jako traktat 2+4. Z jego mocy Berlin był zobowiązany zawszeć z Polską umowę potwierdzającą granicę zachodnią. I faktycznie taką zawarł. Tyle, że jak zwykle wystawił do wiatru naszych naiwnych dyplomatów.

W umowie Honecker-Jaruzelski zapisano, że odcinek północnego toru podejściowego a także kotwicowisko nr 3 nie będą stanowić obszaru szelfu kontynentalnego, strefy rybołówczej, ani wyłącznej strefy ekonomicznej Niemiec. Za to ustępstwo, dawne NRD otrzymało od Polski zgodę na zajęcie innego fragmentu wód, poprzez przesunięcie na wschód swej strefy rybołówczej. Wizualnie, uzyskany w ten sposób przez Polskę tor podejściowy do portów w Szczecinie i Świnoujściu, pojawia się na mapach jako klin polskich wód terytorialnych wchodzący między dwie strefy niemieckie.

Zjednoczone Niemcy w zawartej z Polską umowę o granicy z listopada 1990 r. zapisały w art. 1, że oba kraje potwierdzają „istniejąca między nimi linię graniczną”, której przebieg określają umowy zawarte przez PRL z NRD. W tym artykule nawet wymieniły pełne tytuły tych umów, w tym kluczową dla sprawy umowę z 1989 r. Warszawa puchła z dumy. Dyplomatyczny sukces – rewizjonizm niemiecki został stłumiony.

Radość nie trwała długo. Panowanie nad torem podejściowym oznacza przecież ekonomiczne kontrolowanie portu, miasta, a nawet regionu. Dlatego w 1995 r. RFN zafundowała Polsce niespodziankę – jednostronnie określiła część wód Zatoki jako niemiecką wyłączną strefę ekonomiczną. W niej znalazły się wody uznawane za polskie tory podejściowe. Na dodatek wyznaczyła w tym rejonie akwen ćwiczeń wojskowych. Uzasadnienie tego działania pokazało sztukę niemieckiej dyplomacji. Otóż Niemcy poinformowali, że generalnie to oni jednak odrzucają sukcesję enerdowskich umów granicznych z Polską. Zgodnie z zapisem art. 1 traktatu z listopada 1990 r. uznają tylko „opisaną w nich linię graniczną”.

W  ten sposób wszystkie inne postanowienia tych umów, działające na korzyść Polski, stały się dla Berlina nieważne. A dla swobodnego dostępu do portów w Szczecinie i Świnoujściu kluczowe były, wspomniane wcześniej, postanowienie z art. 5 umowy Honeckera z Jaruzelskim, gdzie Niemcy zobowiązały się, że nie obejmą wskazanych tam wód ani jako szelfu kontynentalnego, ani jako strefy rybołówczej, ani jako wyłącznej strefy ekonomicznej Niemiec. W 1995 r. zrobiły to jednak.

Skutki słabości

Uznanie tych wód za niemiecką strefą ekonomiczną, oznaczałoby dla Polski konieczność ubiegania się o zgodę na każde działanie, nawet na czyszczenie toru, by umożliwić wpływanie statków do portów. I Niemcy do tego dążyli. Cały okres 1995-2012 cechują cykliczne incydenty. A to niemiecka straż graniczna przepędza pogłębiarki, to kłopoty mają płynące okręty, to wreszcie w tym rejonie odbywają się ćwiczenia marynarki wojennej z ostrą amunicja. Polacy nieśmiało protestowali, albo milczeli.

Na tym fragmencie morza była też polska reda. Jej wody – zgodnie z ustawą o obszarach morskich – były polskimi wodami terytorialnymi. I w ten sposób pojawił się polski Gibraltar. Zgodnie z prawem międzynarodowym, granica morza terytorialnego jest granicą państwa. Wody redy i tor podejsciowy stały się więc terytorium Polski. Z kolej w oparciu o konwencję o prawie morza (1982), ustanowiona przez Niemcy na tych samych wodach wyłączna strefa ekonomiczna jest taką częścią morza otwartego, na której państwu nadbrzeżnemu (tu: Niemcom) przysługuje szereg praw, w tym prawo do eksploatacji, zarządzania itp. W ten sposób każdy z krajów miał tytuł by sprawować tam swoje władztwo, choć na innej podstawie – Polska poprzez rozciągnięcie suwerenności, Niemcy z mocy prawa międzynarodowego (konwencja). Oba razem nie do pogodzenia.

Tyle, że niemiecki uzyskany był wbrew tytułowi polskiemu, w drodze dyplomatycznej kombinacji i niezgodnie z deklaracjami o współpracy i przyjaźni. Jako przejaw bezkompromisowego realizowania partykularnych interesów. Spór trwał do 2013 r., a więc o 250 lat krócej niż hiszpańsko-brytyjski. I zdaje się, że rząd Tuska właśnie go rozwiązał. Szkoda tylko, że na rzecz drugiej strony. W nowej treści ustawy o obszarach morskich RP, znowelizowanej w 2012 r. nie można już  doszukać się redy istniejącej na spornych wodach i kotwicowiska nr 3. Tym samym zniknęły podstawy pozwalające na rozciągnięcie na te wody polskiej suwerenności. Na placu dyplomatycznego boju toczonego od 1945 r. zostały tylko Niemcy. Jak zwykle zwycięskie.

 

Zainteresował Cię artykuł? 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Trening policji – czyli reakcja policji na picie piwa.

Posted by tadeo w dniu 25 sierpnia 2013

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

Afrykańska Szkoła Ruchu i Tańca na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie

Posted by tadeo w dniu 25 sierpnia 2013

2013-08-25 14.56.57

Więcej: https://skydrive.live.com/?cid=2BDBD0A8B54A35A6&id=2BDBD0A8B54A35A6%2144898

Posted in Reportaż | Leave a Comment »

Konstantynów: Kładka Gnojno – Niemirów już za rok

Posted by tadeo w dniu 25 sierpnia 2013

smallNa początku czerwca komisja konkursowa powołana przez Urząd Gminy w Mielniku wybrała koncepcję kładki pieszo – rowerowej przez Bug usytuowanej w Niemirowie. Po wybudowaniu połączy Niemirów z Gnojnem po naszej stronie. Ucieszy to mieszkańców gminy Mielnik i Konstantynów. Będzie to najdłuższa tego typu konstrukcja wstęgowa w Polsce. Trwa opracowanie dokumentacji budowlanej, uzyskanie zgody budowlanej i przygotowania do przetargu. Wiosną 2014 r. powinny rozpocząć się prace budowlane. Kładka powinna zostać otwarta na jesień przyszłego roku. Koszt inwestycji to ponad 6.8 mln zł.

a415 maja 2013 r. upłynął termin składania ofert do konkursu na opracowanie koncepcji architektoniczno – technicznej kładki pieszo – rowerowej przez rzekę Bug, w miejscowościach Niemirów – Gnojno. Jego przedmiotem było opracowanie koncepcji ww. kładki, wraz z zagospodarowaniem terenu bezpośrednio do niej przylegającego oraz połączenia ciągiem ścieżek rowerowych w granicach opracowania konkursowego. Ostatecznie do konkursu wpłynęło 21 zgłoszeń. 9 z nich zostało odrzuconych już na samym początku, ze względu na niespełnianie warunków zawartych w opisie Konkursu. Z pozostałych 12-stu, do ostatniego etapu konkursu zostało wybranych 10 projektów. – Celem członków sądu konkursowego było wybranie projektu kładki, która zwiększy atrakcyjność turystyczną Gmin: Mielnik i Konstantynów, ułatwi życie okolicznym mieszkańcom, a zarazem będzie obiektem funkcjonalnym, trwałym, niepowtarzalny i dopasowany do otoczenia – mówią dziś wójtowie: Adam Tobota (Mielnik) iRomuald Murawski (Konstantynów).

a2W trakcie burzliwych obrad członkowie jury oceniali projekty biorąc pod uwagę kryteria: techniczno-konstrukcyjne – rozwiązania zaproponowane w projektach, miały gwarantować bezpieczeństwo użytkowników i żeglugi, ekonomiczne funkcjonowanie, niezawodność, być dostosowane do ruchu pieszych, jak również zapewniać swobodny dostęp rowerzystom i sporadycznie samochodom, takim jak pojazdy operacyjne policji, pogotowia ratunkowego, etc., zapewniać także ekonomiczne funkcjonowanie. Spełnienie tego kryterium w 50% decydowało o
całości oceny danego projektu oryginalność i walory estetyczne – przy ocenianiu projektów pod kątem estetyczności, członkowie sądy konkursowego zwracali szczególną uwagę na spójność zaproponowanych rozwiązań projektowych, z istniejącym krajobrazem.

a3W konkursowych zgłoszeniach istotne były również kwestie finansowe, stąd też wymagane było przedstawienie kompletnego kosztorysu na kwotę zbliżoną do rynkowej ceny jej wykonania. Inwestor, czyli Gmina Mielnik, na budowę kładki ma zabezpieczone 7 milionów zł. Przewodniczącym sądu konkursowego był znany autorytet w branży mostowej Marek Łagoda.

Dane techniczne powstającego obiektu:
Rozpiętość przęseł: 91 m + 135 m + 91 m
Długość kładki (z przyczółkami) – 317.45 m
Światło kładki – 310 m
Szerokość pomostu 4.3 m (6.2 m nad pylonami)
Szerokość użytkowa 3.5 m (5.5 m nad podporami w miejscach widokowych)

Kładka zostanie specjalnie oświetlona. Oświetlenie wyposażone zostanie w sterowanie automatyczne iluminacji kładki oraz oświetlenie trasy pieszo – rowerowej z czujnikiem zmierzchu.

Na 6 mln 822 tysiące zł opiewa kosztorys kładki Niemirów – Gnojno 
Mielnik na ten rok ma wpisane 4,3% wartości inwestycyjnej z prawie 7 milionów zł. Nadal prowadzone będą negocjacje cenowe. Realizacja przeprawy prowadzona będzie poprzez zamówienie w trybie ustawy PZP, tzw. „zamówienie z wolnej ręki” i muszą się odbyć negocjacje. Jeśli wykonawca nie obniży ceny, istnieje możliwość i prawo do normalnego przetargu nieograniczonego, czyli szukania potencjalnego wykonawcy na rynku ogólnopolskim i europejskim.

Ideą jest zakończenie wszelkich prac, uzyskanie decyzji i pozwoleń potrzebnych do realizacji przedsięwzięcia, do końca 2013 r. i jak najszybsze wyłonienie wykonawcy projektu. Daje to możliwość rozpoczęcia budowy kładki już w 2014 r. Budowa kładki pieszo – rowerowej Niemirów – Gnojno jest współfinansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, w ramach Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej na lata 2007-2013. Jest ona również częścią projektu pn. „Trasy rowerowe w Polsce Wschodniej – Województwo Podlaskie”, realizowanego w ramach działania V.2 „Trasy rowerowe”, Oś priorytetowa V „Zrównoważony rozwój potencjału turystyczne go opartego o warunki naturalne” Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej.

WIĘCEJ O KŁADCE NA BUGU NIEMIRÓW – GNOJNO w BIULETYNIE INFORMACYJNYM GMINY MIELNIK – LINK

http://radiobiper.info/2013/08/22/konstantynow-kladka-gnojno-niemirow-juz-za-rok/

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »