WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Luty 2013

Siostry Radwańskie obrażane za to, że nie wstydzą się Jezusa

Posted by tadeo w dniu 13 lutego 2013

Siostry Radwańskie obrażane za to, że nie wstydzą się Jezusa

fot.REUTERS/Suzanne Plunkett/FORUM

Znakomite tenisistki Agnieszka i Urszula Radwańskie były obrażane przez grupę tzw. kibiców podczas rozegranego niedawno meczu deblowego z Izraelem. To przerażające, jaką cenę można zapłacić za przyznanie się do wiary katolickiej, nawet, gdy jest się znanym i lubianym sportowcem.

 

Agnieszka i Urszula Radwańskie to świetne tenisistki. Odnoszą sukcesy, a w naszym kraju są szanowane przez kibiców i media. Przypomnijmy też, że jakiś czas temu obydwie panie wykazały się odwagą i przyznały się do katolickiej wiary, biorąc udział w akcji „Nie wstydzę się Jezusa”. Tenisistki wystąpiły w specjalnym klipie, z brelokiem w ręce, dając przykład, że nawet osoby znane i szeroko obecne w popkulturze, mają odwagę by mówić o swojej wierze i manifestować przywiązanie do Pana Jezusa.

 

I wydawałoby się, że odnoszące sukcesy dziewczyny nie powinny być w żaden sposób atakowane przez kibiców, którzy, jak wiadomo, często mają pretensje do sportowców, gdy ci tracą formę. Tymczasem w meczu deblowym z Izraelem siostry Radwańskie radziły sobie bardzo dobrze i wygrały 2:1. Ale dla tych, którzy nienawidzą katolików niewiele to znaczyło i w wulgarny sposób zaatakowali oni panny Agnieszkę i Urszulę. Nie pozostawiając w okrzykach złudzeń, że przeszkadza im to, iż tenisistki bez wahania przyznają się publicznie do wiary w Pana Jezusa.

 

A co na to polskie media? Przecież zawsze trąbią o sukcesach naszych tenisistek. Ale gdy przyszło wziąć je w obronę po brutalnym ataku nienawistników, dziennikarze nawet się nie zająknęli. W sumie dlaczego mieliby to robić, skoro dla nich to, że ktoś publicznie mówi o tym, iż jest katolikiem, to straszny wstyd.

 

Oczywiście nie piszę o wszystkich dziennikarzach. Informację o ataku na panny Radwańskie przeczytałam na portalu niezależna.pl. Prawicowi dziennikarze trzymają więc fason. Ale to nie są jednak media, które trafiają do masowego odbiorcy. Kanały telewizyjne, które mają największą siłę rażenia, o sprawie milczą.

 

Przyznam, że cała ta chamska napaść na siostry Radwańskie spowodowała, że czuję się jeszcze bardziej dumna z tego, że  przyznały się one do swojej wiary.

 

Kornelia Machał

Read more: http://www.pch24.pl/siostry-radwanskie-obrazane-za-to–ze-nie-wstydza-sie-jezusa,12434,i.html#ixzz2KoVV13g5

Reklamy

Posted in Nie wstydzę się JEZUSA | Leave a Comment »

Posypmy głowy popiołem

Posted by tadeo w dniu 13 lutego 2013

Posypmy głowy popiołem

fot. Wojciech Pacewicz / FORUM

Żyjemy w niełatwych czasach, w których walka duchowa stała się niezwykle ciężka. Wraz z rewolucją moralną maja 1968 r. rozbito wszelkie granice obyczajowe społeczeństwa zachodniego. Dekadencja moralna świata cywilizowanego postępuje szybko z każdym rokiem. My, chrześcijanie, wezwani jesteśmy do walki z ciałem, światem i szatanem – mówi ks. Marek Grabowski z Bractwa św. Piotra.

 

Od kiedy w Kościele datuje się Środę Popielcową, a wraz z nią obrzęd posypania głów popiołem?

Liturgia Środy Popielcowej składa się z ceremonii poświęcenia, okadzenia i sypania popiołu oraz ze Mszy św. Ceremonia sypania popiołu była od IV do X wieku przeznaczona wyłącznie dla publicznie pokutujących. Po tej ceremonii usuwano publicznych pokutników od udziału w nabożeństwach, aby uroczyście pojednać ich w Wielki Czwartek. W średniowieczu obrzęd sypania popiołem stał się ogólnie przyjęty za sprawą papieża Urbana II pod koniec XI wieku.

 

Czym jest popiół, którym posypywane są nasze głowy?

Zrobiony jest z gałązek palm, święconych poprzedniego roku w Niedzielę Palmową. Popiół już w Starym Testamencie wyrażał znikomość rzeczy, pokorę i pokutę. W tradycji Izraela posypanie głowy popiołem miało na celu upokorzenie ludzkiej pychy i przypomnienie o pokornej pozycji człowieka wobec Boga. Kościół, na wzór Niniwitów pokutujących w popiele i włosiennicy, posypuje nam głowy, mówiąc: „Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”.

 

Zapewnie nie wszyscy, którzy czytają naszą rozmowę, mieli możność uczestnictwa w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, a tym bardziej w Środę Popielcową. Czy może nam Ksiądz powiedzieć w którym momencie następuje posypanie głów popiołem?

Ceremonia posypania głów popiołem ma miejsce przed Mszą świętą. Najpierw kapłan odmawia modlitwy, następnie kropi popiół wodą święconą oraz okadza go. Po poświęceniu następuje śpiew antyfon wykonywanych przez chór. W czasie śpiewu antyfon kapłan posypuje głowy popiołem. Po zakończeniu obrzędu rozpoczyna się Msza św., w czasie której kapłan modli się, by wierni „rozpoczęli ten czcigodny i uroczysty post z należną pobożnością i przebyli go służąc Bogu w pokoju”.

 

Tak jak Ksiądz wspomniał, przy posypaniu głów kapłan wypowiada słowa: „Memento, homo, quia pulvis es, et in pulverem reverteris” (Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz). Co one mają nam uświadomić?

W dzisiejszym świecie jesteśmy zbyt zabiegani, by zastanawiać się głębiej nad sensem naszego istnienia. Słowa te mają nami wstrząsnąć, mają nas obudzić z letargu codzienności. W Ewangelii z Niedzieli Pięćdziesiątnicy niewidomy prosi Chrystusa o uzdrowienie, mówiąc: „Panie, spraw bym przejrzał”. Słowa wypowiadane przez kapłana podczas posypywania popiołem są właśnie odpowiedzią na tę prośbę, mają sprawić, byśmy prawdziwie przejrzeli. Życie na tej ziemi w stosunku do wieczności jest tylko krótką chwilą. Jest tak naprawdę marnością, a my często o tę marność zabiegamy i stawiamy ją ponad wiecznością. Św. Ignacy Loyola w Ćwiczeniach Duchowych przypomina nam: „Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony”. Św. Ignacy doskonale rozumiał, iż zabieganie o rzeczy doczesne to „marność nad marnościami i wszystko marność”. Chrystus w Ewangelii św. Mateusza przypomina nam: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje”. Słysząc słowa kapłana zadajmy sobie pytanie gdzie jest mój skarb, gdzie jest serce moje? Czy one są w marności czy w wieczności?

 

W modlitwie kończącej obrzęd posypania głów popiołem kapłan mówi: „Dozwól nam, Panie, rozpocząć zawód żołnierzy chrześcijańskich tymi świętymi postami: aby w walce z duchem zła, wstrzemięźliwość była nam pomocą”. W jaki sposób post pomaga człowiekowi w walce z szatanem, grzechem, słabościami i wadami?

Żyjemy w niełatwych czasach, w których walka duchowa stała się niezwykle ciężka. Wraz z rewolucją moralną maja 1968 r. rozbito wszelkie granice obyczajowe społeczeństwa zachodniego. Dekadencja moralna świata cywilizowanego postępuje szybko z każdym rokiem. My, chrześcijanie, wezwani jesteśmy do walki z ciałem, światem i szatanem. Nie jest to dziś łatwa walka. Jesteśmy wezwani do bycia żołnierzami Chrystusa, ale tylko garstka szczerze odpowiada na to wezwanie. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy za bardzo zajęci marnościami tego świata. Nasz skarb nie znajduje się w Niebie, tylko w rzeczach materialnych i to o te rzeczy materialne walczymy. Nie jesteśmy żołnierzami Ducha, jesteśmy żołnierzami materii. W jaki sposób post może pomóc człowiekowi w walce? Dziś post jest niepopularny, bo związany z duchowością. Został on zastąpiony przez świecką dietę. O jej popularności nie muszę mówić. Istotą postu jest właśnie dyscyplina, panowanie duszy nad ciałem. Dieta świecka ma za zadanie pomóc nam zadbać wyłącznie o nasze ciało. Post ma pomóc zadbać o naszą duszę. Podobnie, jak w każdej armii potrzeba dyscypliny, my, żołnierze Kościoła, musimy posiadać tę dyscyplinę. Post pomaga nam się jej nauczyć. Jest on jednym z ćwiczeń duchowych, które powinny być podejmowane przez każdego katolika.

 

W Środę Popielcową jest odprawiana Msza św. – Stacja u Św. Sabiny. Skąd zwyczaj stacji w Mszach trydenckich Wielkiego Postu?

Stacje lub kościoły stacyjne to kościoły w Rzymie wyznaczone jako specjalne miejsca kultu w danym dniu. Praktyka procesji oraz sprawowania Mszy św. w kościołach stacyjnych sięga pierwszych wieków Kościoła. W IV i V w. papież (lub jego legat) sprawował uroczyste Msze św. kolejno w czterech bazylikach większych (Św. Jana na Lateranie, Św. Piotra na Watykanie, Świętego Pawła za Murami i Matki Bożej Większej) i trzech mniejszych (Św. Krzyża Jerozolimskiego, św. Wawrzyńca i Dwunastu Apostołów). Inne kościoły zostały dodane do listy dla różnych okazji liturgicznych, zwiększając całkowitą liczbę kościołów do 45. Ostatnie dwa (Santa Agatha i Santa Maria Nuova) dodane zostały przez papieża Piusa XI 5 marca 1934 roku. Gdy papieże zaczęli mieszkać w Awinionie we Francji od 1305 r., popularność tego nabożeństwa bardzo spadła.

 

W dniu stacji wierni gromadzili się w jednym z kościołów (kościół collecta), a następnie podążając w procesji, śpiewali Litanię do Wszystkich Świętych i psalmy. W kościele, w którym miała być sprawowana Msza św., napotykali papieża z jego duchowieństwem, którzy przybyli z Pałacu na Lateranie. Procesje papieskie z Lateranu do kościoła stacyjnego danego dnia cechowała podniosłość. Tłumy modlących się chrześcijan posuwające się w kierunku Siedmiu Wzgórz były publiczną manifestacją katolickiej wiary. Liturgie procesyjne były pewnym znakiem mówiącym, że to właśnie Kościół jest Miastem Boga położonym na wzgórzu i światłością Chrystusa dla świata.

 

O której godzinie i gdzie w Krakowie mogą uczestniczyć wierni we Mszy św. „trydenckiej” w Środę Popielcową?

Msza św. będzie odprawiona o godzinie 19:15 w kościele Św. Krzyża. Przy tej okazji pragnę zaprosić na naszą stronę internetową: fssp.pl, gdzie można znaleźć więcej informacji o celebracjach Mszy św. „trydenckiej” w Krakowie.

 

Rozmawiał Kajetan Rajski

Read more: http://www.pch24.pl/posypmy-glowy-popiolem,12405,i.html#ixzz2KoUFnylu

Posted in Religia | Leave a Comment »

Po co jest Środa Popielcowa?

Posted by tadeo w dniu 13 lutego 2013

APC - 2013.02.13 18.39 - 001.3d

http://gloria.tv/?media=399346

Przeczytaj także: 

40 dni dla pokuty i nawrócenia

Środa Popielcowa

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz | 1 Comment »

NAD RZEKĄ ZŁOTĄ

Posted by tadeo w dniu 12 lutego 2013

Od kiedy dotarło do mojej świadomości, że Dornbach to Tarnawiec koło Leżajska, i że wcale nie trzeba jechać do Niemiec, aby poszukać polskich śladów rodziny Hausner chciałem odbyć taką podróż do przeszłości zatartej dniem dzisiejszym. Dotknięcie miejsc, które rodzina opuściła 140 lat temu było zamiarem intrygującym. Czy są jakieś dokumenty? Czy pozostały resztki mogił na cmentarzu? Jak dzisiaj żyją tam ludzie?

Dolina Dolnego Sanu to szerokie obniżenie spowodowane przez erozję rzeczną. San płynie tutaj po najniższym tarasie zalewowym, a rzeka ma liczne meandry. Od wschodu dolina przechodzi w Płaskowyż Tarnogrodzki, z sosnowymi, mieszanymi z olchą i dębem, lasami. Na tym terenie rozrzucone są liczne osady śródleśne.

Leżajsk.

Pola kuryłowskie i tarnawieckie przylegają do prawego brzegu Sanu. Dotrzemy tam przekraczając rzekę. Można to zrobić z głównego traktu lwowskiego skręcając w Przeworsku na Sieniawę, albo wcześniej w Łańcucie na Leżajsk. Do Leżajska dojedziemy również piękną, zatopioną w lasach drogą od Mielca i Kolbuszowej. Którą z nich wędrowali niemieccy osadnicy? Zapewne tą od Leżajska.

Leżajsk jest miastem położonym na wzgórzu zawieszonym nad Sanem. W połowie XIV wieku był tutaj gród obronny. W XVI wieku na miejscu obecnego powstało nowe miasto, a Stare Miasto stało się odrębną osadą. Historia lubi wykonywać zadziwiające obroty. Obecny samorząd Leżajska chciałby ponownie przywrócić sołectwo Stare Miasto do leżajskiej gminy. Adresaci tego oczekiwania wcale nie są tacy chętni.

Tymczasem sam Leżajsk zabiegany wokół codziennych spraw, latem tkwi trochę sennie przy swojej przeszłości. Przy niewielkim rynku stoi dawny klasztor zlikwidowanego w roku 1836 zakonu Bożogrobców. Obecnie jest to leżajska fara. Można ją nawiedzić.

Przejeżdżając przez miasto w kierunku Niska stajemy przy klasztorze OO. Bernardynów, słynnym przez swoje organy. Mury i baszty wokół kościoła i zabudowań klasztornych dowodzą jego obronnego charakteru. Przed bramą stoi pomnik Jana Pawła II.

Po obu stronach traktu łańcuckiego znajduje się cmentarz, w większej swojej części po prawej stronie. Brak tutaj niemiecko brzmiących nazwisk. Po lewej stronie drogi, na lekkim wzniesieniu starsza część cmentarza. Duży ogrodzony teren jest porośnięty częściowo krzewami, kilkoma starymi drzewami, trawą, chwastami. Wśród tego zapomnienia kilka kamiennych nagrobków. Grób rodziny Graffów i Biedermann z Graffów.

Ksiądz Józef Graff

Kanonik Proboszcz

Leżajski

* 1798 + 1880

 

Droga do Tarnawca.

Za Starym Miastem mijamy szeroko rozlany San – płytki i pokryty piaszczystymi łachami. Tuż przed mostem, przy kapliczce w lewo biegnie okrężna droga do Łukowej i Nowej Sarzyny. Dojeżdżając do Łukowej po lewej stronie miniemy dwa przysiółki – Łan i Niemcy. Zaraz potem w Rudzie Łańcuckiej cmentarz. „Niemcy” to niewielka kolonia powstała na przełomie XVIII i XIX wieku, zasiedlona przez osadników niemieckich, polskich i żydowskich.[1]

Po niebie pędzą chmury we wszystkich barwach szarości. Deszcz, innym razem słońce. Kuryłówka i zaraz most na rzece Złotej. Duży napis: :”Jazz w Ożannie. 5 km”. To taki trop do letniej, wakacyjnej beztroski. W Kuryłówce już w XIII wieku istniał gród obronny. Mieszkańcy zajmowali się powroźnictwem, wywozili liny konopne Sanem i Wisłą do Gdańska.

Rzeka Złota swoją nazwę bierze od złocistego piasku na dnie. Dopiero powódź w roku 1997 przyniosła szlam i muł. Na brzegu, głęboko wrośnięte korzeniami, stoją dorodne olchy. Nurt rzeki kręci się i wije wśród lasów, a potem pól. Początek swój bierze za Majdanem Sieniawskim, w okolicach Dobropola i Osówki, spływając wśród sosen i olchy z Płaskowyżu Tarnogrodzkiego w dolinę Dolnego Sanu.

Droga kręci się łagodnie pomiędzy chałupami starej Kuryłówki, o charakterystycznej XIX-wiecznej konstrukcji słupowej. Potem drzewa i znowu most na Złotej. Prosta droga. Na wysokości kościoła, przy kładce,  murowana kapliczka. I wreszcie tablica z napisem „Tarnawiec”. W prawo widać piaszczystą drogę do Rzuchowa i dalej do Piskorowic znikającą wśród pól nad Sanem. Przy niej ośmioboczna, murowana kaplica. Ostry zakręt obok dawnej szkoły i prosty odcinek pomiędzy dwoma rzędami starych i nowych domów. Z lewej strony część Tarnawca pamiętająca XVIII-wiecznych osadników. Niewiele z niej dzisiaj pozostało – ziemia i resztki domostw.

Nazwa Dornbach po raz ostatni pojawiła się na niemieckiej mapie z roku 1939. Na szkicu rzeszowskiej milicji z lat 40-tych zaznaczono drogę z Ożanny do Brzyskiej Woli, drogę leśną do Gajówki Smoluchy, a z Gajówki drogę do Nowego Tarnawca (zamiast Nowego Dornbachu).

Za wsią, od wschodu, widoczna ściana lasu, całego kompleksu lasów ciągnącego się aż do rzeki Tanew i Roztocza. W tych lasach wsie rozrzucone wokół Tarnawca – Brzyska Wola, Ożanna, Dąbrowica. Tarnawiec od południa zamykają podmokłe łąki Zasania.

Tarnawiec między wczoraj a dziś.

Ziemia leżajska położona w dolnym biegu Sanu, w jego leniwych zakolach, na skraju Puszczy Sandomierskiej, w XVIII stuleciu była krainą o spokojnym krajobrazie i niezbyt urodzajnych glebach. Wsie w okolicy Leżajska znajdowały się przed wiekami w dobrach królewskich. Także Kuryłówka nad rzeką Złotą. W drugiej połowie XVI wieku w południowym krańcu wsi powstał przysiółek gdzie od początku XVIII wieku istniał folwark starościński o nazwie Tarnawiec. Do lat 70-tych nazwa folwark tarnawiecki używana była zamiennie z nazwą folwark kuryłowski. Od połowy XVIII wieku obszar ten m.in. z Kuryłówką i Ożanną obejmowała parafia leżajska, a w Tarnawcu postawiono kościół filialny tej parafii[2]. W latach 1749-1751 ówczesny starosta leżajski Józef Potocki na skraju Kuryłówki i folwarku postawił dworski kościół. Z tego czasu pochodzi barokowy ołtarz i późnobarokowa ambona. W roku 1812 została wydzielona dla niemieckich kolonistów i erygowana parafia tarnawiecka. Z 1834 roku pochodzą organy. W roku 1841 kościół pod wezwaniem Św. Józefa został rozbudowany, a sześć lat później konsekrowany przez ks. Bp. Franciszka Wierzchlejskiego.

Wieś była podobna do innych. Domy zwrócone szczytem do głównej drogi, wzdłuż której biegły rowy, pokryte były dwuspadowymi dachami i połączone w jedną całość ze stajniami. Poza drewnem do budowy używano chruścianej plecionki i cegły. Słoma i gont to było pokrycie dachów. Ponieważ Dornbach zakładało mniej niż 50 rodzin to domy stały w jednym rzędzie. Wokół niewielkich (pokój, kuchnia, izba robocza) domostw, których nie oddzielano płotami, od początku osadnicy mogli krzątać się przy otrzymanych z przydziału dwóch krowach, dwóch koniach, świni, mając do dyspozycji pług, wóz i narzędzia.[3]

Jeszcze w końcu lat 90-tych XX stulecia w opracowaniach krajoznawczych podawano, że została zachowana zabudowa dawnego Tarnawca. Chałupa, dalej obora, prostopadle ustawiona stodoła, a za nią jakieś szopy, trochę drzew, łąka i uprawne pola opadające do rzeki Złotej. Na prawo od drogi podobnie, tyle że pola opadają do Sanu, a spomiędzy gospodarstw wychodzi kilka utwardzonych dróg. Dzisiaj jeżdżą po nich traktory.

Parterowe, częściowo podpiwniczone domostwa, z wewnętrznymi układami dwutraktowymi, można spotkać na Morawach, w Cieszyńskiem i na Opolszczyźnie. W niektórych domach występowały ściany z podziałami ramowymi i okna w profilowanych obramieniach oraz profilowane zewnętrzne gzymsy okapowe. Na elewacjach znaleźć można było stiukową dekorację, czasem z postaciami św. Jana lub aniołów. Podłogi układano w kwiaty, a wnęki zamykane były niekiedy półkoliście.[4]

Kilkanaście lat temu były budynki, które w ostatnich 100-150 latach nie uległy daleko idącym zmianom, m.in.

– dom nr 2 – z roku 1843; murowany, z belkowanymi stropami i piecami z okapem;

– dom nr 9 – z połowy XIX wieku; murowany, z kolebkowym sklepieniem w sieni;

– dom nr 17 – z końca XIX wieku; drewniany, o konstrukcji słupowej;

– dom nr 31 – z trzeciej ćwierci XIX wieku; drewniany o konstrukcji zrębowej;

– dom nr 46 – z roku 1880.

Obecnie niewiele z tego pozostało. Zachował się układ przestrzenny wsi. Poza tym w większości gospodarstw tak jak pod numerem „16” – nowy murowany dom obok starej, blisko stuletniej drewnianej chałupy, dzisiaj wykorzystywanej w agroturystyce. Od wejścia dobudowana weranda z gankiem. Wchodzimy do kuchni. W kącie stoi kaflowy piec, z okapem nad blachą i paleniskiem. Nieużywany, więc służy jak stół do przygotowywania posiłków. Z kuchni w lewo wejście do dwóch izb – to mogły być sypialnie; dzisiaj jedna z nich to łazienka. W prawo – duży pokój z oknem na drogę przez wieś i drugim na podwórko. Wewnątrz tynk i kredowa farba. Makatka z jeleniem. Kilka świętych obrazów, fotograficznych reprodukcji z lat 50-tych, w grubych lakierowanych ramach. Atmosferę minionego czasu budują zewnętrzne ściany – ciemne drewno belek. Przy domu kolorowe kwiaty. Starsza gospodyni mówi, że Hausnerowie to mieszkali pod „trójką”, ale wie o tym z opowieści babci.

Po przeciwnej stronie drogi dostrzegam cofnięte głęboko nowe, duże ceglane domy – nie zamieszkałe. Obok nich stos drewna, jakaś podmurówka. To rozebrany niedawno dom z początku XX stulecia budowany z grubych ciętych wzdłuż pnia ręcznie bali smolistego drzewa. Drewno znika wykorzystywane we współczesnych gospodarstwach. Właściciele w Stanach Zjednoczonych. Takich rodzin w Tarnawcu jest wiele. Czy wrócą?

Zwrócono mi uwagę na drobny szczegół w zabudowie wsi. Niemieckie domy stały szczytami niemal na linii drogi. Tak stoją obecnie trzy: murowany pod numerem „3”, drewniany pod numerem „72” i właśnie wyburzany pod numerem „8”. Ten ostatni to dom Andresów, który znika na moich oczach. Obok stoi już nowy, a stary na glinie jest już częściowo rozebrany.

W tym miejscu można powrócić do zapisków ks. Mariana Podgórskiego – Niemcy tarnawieccy rozproszyli się. Po ponad dwustu latach w Tarnawcu pozostały trzy, mieszkające na swoich „placach” rodziny: Andresów, Schoenbornów (Szenbornów) i Krachów. Zdumiewać może natomiast zniknięcie Beigertów – jeszcze w 1820 roku siedem gospodarstw w Dornbachu należało do Beigertów. Z Beigertów pochodziła żona Henryka Hausnera z początku XIX wieku i żona Franciszka Hausnera z drugiej połowy XIX wieku. Andres to nazwisko męża jednej z sióstr Jana Hausnera. Sołtysem Tarnawca jest Szenborn (2003). Inny mieszkał pod numerem „26”. Po córce Beigertów gospodarstwo przejęli Szczepkowscy.

Po kuryłowskiej stronie Złotej stoi kilka domów, oddzielonych od Kuryłówki kościołem i cmentarzem, a historycznie należących do Tarnawca. To przysiółek „Kahlówka”, ślad Nowego Dornbachu. W 1944 roku dawne domy zostały spalone przez „mongołów” (sowieckich partyzantów), rodzina Kahl wyjechała, a z pozostałej w pogorzelisku cegły dom zbudował Krach. Laura Kahl była żoną Adolfa Hausnera, prawnuka Henryka. Pamiątką wojennego dramatu na „Kahlówce” jest niewielki pomnik z datą 29.06.1944. W dzień Świętych Piotra i Pawła zbierają się tam na modlitwę mieszkańcy tarnawieckiej parafii.

Zaskakujący jest zachowany historyczny porządek w numeracji domostw – od „2” na początku, a potem kolejne numery domów ale także pustych placów porośniętych chwastem lub zbożem. Do numeru „31” działki o powierzchni od 4 do 20 arów związane były z serwitutami, do których starzy gospodarze jeszcze w latach 60-tych nie dopuszczali tych budujących się już po drugiej stronie drogi. Z dawnego obejścia Hausnerów pod numerem „9” nie ma śladu. Stoi tam drewniany, obity deskami dom, są zabudowania gospodarcze, ale już XX-wieczne. Na miejscu gdzie nowy dom w połowie XIX wieku budował Jan Hausner kładzie się łan zboża z wyrastającym w środku resztkami ceglanego komina.

Tarnawieckie pola

Z pól tarnawieckich widać wśród drzew, na wzgórzu kościół, malowany na pomarańczowo więc – zwłaszcza w słońcu – dobrze widoczny. Poniżej płynie Złota, która jest tutaj wąska i gęsto zarośnięta drzewami. Niektóre przewrócone wiatrem oparte na przeciwległym brzegu. Zejście do wody dla krów z łąk ciągnących się wzdłuż rzeki. Bliżej gospodarstw łany dorodnej pszenicy, trochę owsa. Żółcie, fiolety, błękity i biel polnych kwiatów i kwitnących chwastów.

Polnymi drogami od obu kapliczek przy wjeździe do Tarnawca można dojść wśród pól – zboża, ziemniaków, buraków, kukurydzy – do szeroko rozlanego, malowniczego łuku Sanu. Tarnawiecki brzeg jest wysoki i gęsto zarośnięty krzewami. Z drogi na wprost widoczne wieże leżajskich kościołów.

Kościół i cmentarz – początek i koniec

Kościół tarnawiecki stoi po kuryłowskiej stronie rzeki Złotej. Nad wejściem napis: „1841 rok”. Obok dzwonnica z roku 1903. W dopiero co postawionym kościele mógł być ochrzczony w roku 1849 Jan Hausner, prawnuk Franciszka. Proboszcz Królicki pokazuje najstarsze dokumenty: rok 1934 i księgi od roku 1945. W gminnym urzędzie najstarsze pochodzą z roku 1910. Wcześniejsze? – zniknęły, przepadły, część może być w odległych archiwach.

Za kościołem, na opadającym w stronę zabudowań Kuryłówki zboczu wzgórza, rozłożył się cmentarz. Trudno znaleźć na nim zatrzymany czas. Jest grób-pomnik  „Wołyniaka”, jest grób żony „Ojca Jana” z roku 1945. Wiele podobnych do siebie nagrobków z kamiennymi krzyżami i zatartymi napisami. Przeważnie pochówki z połowy XX wieku. Niewiele starszych.

Kilka żeliwnych krzyży na kamiennych podstawach. Napisy na owalnych tabliczkach zniszczone przez rdzę. To obok nich przewrócony nagrobek, jedyny z gotyckim napisem w języku niemieckim, ostatni ślad starego Dornbachu.

Hier ruh’t

Josef

Beigert

Geb. 9. Dezember 1823

Gest. 11. Mai 1887

Friede seiner Aschel

 

Jest grób Schoenborna i Szenbornów, są Andresowie.

Franciszek Andres

+ 29 IV 1949 lat 72

Henryk Andres

+ 12 I 1983 lat 60

 

Po drugiej stronie cmentarnej alei ,blisko ogrodzenia kościoła, z wysokiej trawy i chwastów „wyrasta” lekko skrzywiony krzyż na kamiennym cokole. Napis prawie niemożliwy do odczytania. Poza prośbą o modlitwę nazwiska:

Julia z Kahlów Huber

24/4 1809 26/12 1880

Alojzy Huber

1832

oraz nazwa

Nowy Dornbach 

Wiele miejsc porośniętych pokrzywami i trawą, ze śladami grobów, kamiennych podmurówek, resztkami zanurzonych w ziemi żelaznych krzyży, figur. Kto tam spoczywał? Niestety zniknął cmentarz XIX-wieczny, zanika ten z połowy XX wieku. Tutaj historia nie zostawia śladów. Po tym dzisiejszym dniu pozostanie kilka fotografii.

Parafia tarnawiecka to jeszcze dwa kościoły. W Ożannie zbudowano nowy kościół na miejscu niegdysiejszej cerkwi. W Kuryłówce na wzniesieniu ponad doliną Sanu stoi kościół Św. Mikołaja. Piękna bryła dawnej cerkwi z dużą kopułą w środku i czterema mniejszymi na rogach. Dzwonnica z 1912 roku. Obok porośnięty wysoką trawą, ukryty w drzewach ukraiński cmentarzyk. Opuszczony. Na straży jedynie pochylone kamienne krzyże.

„Wołyniak”.

W roku 1923 w Równem, w rodzinie dyrektora banku kupiecko-handlowego, przyszedł na Świat Józef Zdzierski. Od dziecka był zafascynowany wojskiem. We wrześniu 1939 roku walczył jako ochotnik w zwiadzie konnym armii gen. Kleeberga. W 1941 został członkiem Narodowej Organizacji Wojskowej przyjmując pseudonim „Zawisza”. Zdekonspirowany w Warszawie został przerzucony w 1943 roku na teren okręgu „COP” NOW. Trafił do Leżajska, do oddziału Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”. Nazwano go „Wołyniak”. Oddział „Ojca Jana” w rejonie Kuryłówki, Sieniawy i Jastrzębca współpracował z „Zębem”. Po rozbiciu oddziału w końcu grudnia 1943 roku „Wołyniak” odszedł z ludźmi ze swojej drużyny dyspozycyjnej w rejon Tarnawca i Kuryłówki. Niemcy na Zasanie już wtedy praktycznie nie chodzili. W połowie kwietnia 1944 roku – prawdopodobnie za podpisanie reichslisty – oddział „Wołyniaka” dokonał aresztowania a następnie likwidacji wójta Kuryłówki Adolfa Schoenborna. Późną wiosną tego samego roku do Tarnawca wpadli Niemcy. Spłonęła „Kahlówka” tzw. Cztery Chałupy, zastrzelono sołtysa, uwięziono kilkudziesięciu mężczyzn, zginęli ranni żołnierze „Wołyniaka”.

Kiedy 24.07.1944 Sowieci zajęli Leżajsk. „Wołyniak” współtworzy milicje obywatelską. Po wybuchu powstania warszawskiego wyrusza na pomoc stolicy. Zostaje przez Sowietów aresztowany, we wrześniu osadzony na zamku w Rzeszowie. Ucieka z transportu na Wschód. Już po wielkich aresztowaniach przeprowadzonych przez NKWD w grudniu 1944 roku „Wołyniak” na nowo organizuje swój oddział.

Kiedy Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, a potem Ukraińska Powstańcza Armia zaczęły realizować swój plan oczyszczenia terenów Zasania „Wołyniak” postawił sobie jako jedno z głównych zadań obronę Polaków przed Ukraińcami. Z Kulna kilkakrotnie dokonywano napaści na Kuryłówkę.19.03.1945 w Tarnawcu, w zabudowaniach wdowy Justyny Kiełboń odbywały się imieniny „Wołyniaka”. Doszła wiadomość, że Ukraińcy pala Kuryłówkę. „Wołyniak” najpierw przeprowadził akcje obronną, a potem spacyfikował Kulno.

Aktywność oddziałów zbrojnych była niemożliwa do zaakceptowania przez NKWD stacjonujące w Biłgoraju. 3.05.1945 w Ożannie skoncentrowano oddziały leśne NOW. „Ojciec Jan” zdecydował o podjęciu bitwy, która w okolicach Kuryłówki rozegrała się w dniach 7-8.05.1945. Na plebanii w Tarnawcu opatrywano wtedy żołnierzy „Wołyniaka”. W kolejnych miesiącach oddział przeprowadził wiele akcji przeciw komunistycznej administracji, przyjmował dezerterów z Wojska Polskiego (m.in. w kwietniu 1946 roku ok. 40 żołnierzy). Nasilenie aktywności Urzędu Bezpieczeństwa było coraz większe. „Wołyniak” praktycznie co noc musiał zmieniać kwaterę. Aresztowano Henryka Andresa. W jego domu drukowano ulotki i pisma podziemne.

Późną jesienią 1946 roku teren zaczynają penetrować oddziały 9 Dywizji Piechoty, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i UB. „Wołyniak” opuszcza Jastrzębski Las, lecz na skutek doniesień konfidenta w rejonie „Czterech Chałup” i kościoła w Tarnawcu czekają na niego wzmocnione posterunki wojskowe. 13 listopada zostaje ranny. Nie widząc wyjścia dla siebie, zarówno wojskowego jak i moralnego, w grudniu 1946 popełnia samobójstwo. Funkcjonariusze UB w całkowitej tajemnicy pochowali go na cmentarzu w Tarnawcu.[5]

Za Sanem

Mieszkańcy dawnego Dornbachu, a później Tarnawca żyjąc i gospodarując docierali zapewne do okolicznych wsi. Zaledwie dwa kilometry od Tarnawca, w górę Złotej , wokół dzisiejszego zbiornika wodnego rozłożyła się Ożanna Duża. Zbiornik tworzy teraz atrakcyjne kąpielisko – zielono, czysto, cicho, a pływać można na wszystkim. Wokół sosnowy las. Przy drodze, obok kościoła cmentarz. Kilka nowych nagrobków. Trawa, liście, krzewy. Ślady mogił. Przewrócone kamienne krzyże. Ukraińskie nazwiska, napisy cyrylicą. Niedaleko stała cerkiew. Bliżej centrum wsi świeżo odnowiono kapliczkę poświęconą Królowej Korony Polskiej, a wystawioną – jak głosi napis – przez byłego sołtysa Franciszka Kracha w roku 1938.

W Dąbrowicy Małej wzdłuż drogi wiele drewnianych chałup malowanych błękitnie pomiędzy ciemnymi belkami, wiele drewnianych zabudowań gospodarskich. Cztery kilometry za Ożanną następna wioska – Dąbrowica Duża. Z lewej stronie drogi ukryta w lesie, maleńka drewniana cerkiew. Drzwi zabite deskami, na sygnaturce nie widać krzyża. Dalej przy rozjeździe na Brzyską Wolę i Kolonię Polską stoi duża, murowana, na planie greckiego krzyża, z wyniosłą kopułą, malowana na biało i jasnopomarańczowo cerkiew z roku 1906. Dzisiaj to rzymsko-katolicki kościół, do którego ksiądz dojeżdża z Kolonii Polskiej.

Siedmiokilometrowa droga z Kuryłówki w kierunku Brzyskiej Woli, do skrzyżowania na Dąbrowicę, z kilkoma lekkimi zakrętami prowadzi przez duży kompleks leśny. Kilka przydrożnych, zatopionych w leśnym poszyciu krzyży i kapliczek. Jedna, metalowa, postawiona współcześnie, datą 1866 roku przypomina zapewne tę dawną stojącą kiedyś na tym miejscu. Zjazd w prawo, po jednym kilometrze most na Złotej. Wśród drzew – sosen, olch, dębów – widać kilka gospodarstw. To śródleśna osada Trusze. W pobliżu plantacja amerykańskiej jagody. Potem wzdłuż drogi, przed tablicą „Dąbrowica Duża” krzaki malin. Za chwilę po lewej ręce, za szkołą, na lekko pochylonym stoku zatopiony w gęstej trawie i zielsku cmentarz. Jeden nagrobek z ukraińskim napisem. Kilkadziesiąt metrów dalej pochylony drewniany krzyż. Nic. Tylko bliżej drogi świeże groby dzisiejszych mieszkańców – Augustyn i Leniart, nazwiska pojawiające się także w Kuryłówce i Kolonii Polskiej.

Z Ożanny można wyruszyć drogą skrajem lasu, na południe. Po kilku kilometrach będzie drogowskaz na Cieplice. Prosta, wąska droga pomiędzy kolorowymi od chwastów i kwiatów łąkami. Muszą być podmokłe bo stojący blisko bocian łowi żaby. Z drogi ponad linią drzew widać wielką kopułę i jasne ściany cerkwi w Dąbrowicy. Cieplice Dolne – po prawej stronie Góra Koci Zamek. Kolejny drogowskaz – „Leżajsk 20 km”. Wcześniej, przed rozjazdem na Dąbrowicę i Majdan Sieniawski, wieś Kolonia Polska. Nazwa wskazuje, że osada powstała w „obcym” otoczeniu. We wsi cmentarz i kościół.

Tą samą drogą z Ożanny, przez pełne jagód sosnowe i mieszane lasy, a następnie przez Rzuchów i Piskorowice, 15 kilometrów od Tarnawca, dojedziemy do Sieniawy. Miasto – założone w wieku XVII przez Sieniawskich – jest bogate historią lecz dzisiaj jakby zapomniane. W dawnym pałacu Sieniawskich i Czartoryskich hotel, a obok restauracja–winiarnia „Oficyna”, dworek myśliwski dla gości i inne zabudowania gospodarcze, w tym stajnie. Ładny park z równym trawnikiem, starymi i wysokimi drzewami – dębami, klonami, lipami. Wzdłuż ścieżek kamienne ławki i gazony. Obok przy rozjeździe dróg do Przemyśla i Łańcuta kościół parafialny z rozrzuconym obok cmentarzem. Od południowej ściany wejście do grobowca Książąt Czartoryskich. W tyle maleńka chata-plebania.

Wracamy do Kuryłówki. Na północ od niej, na czwartym kilometrze zaczyna się wieś Kulno. To już dawna Kongresówka. Tutaj też do Sanu wpada rzeka Złota. We wsi murowana cerkiew unicka z roku 1872. Wcześniej stały tutaj kolejno dwie drewniane. W 1875 roku z rozkazu władz rosyjskich unitów włączono do cerkwi prawosławnej. Do 1946 roku, kiedy nastąpiła repatriacja do Związku Sowieckiego, mieszkało w Kulnie 620 rodzin prawosławnych i 10 katolickich. Wtedy znaczą część wsi zasiedlili mieszkańcy przeludnionych wsi sąsiednich. Potem cerkiew popadła w ruinę. Zawalił się dach, na murach wyrosły dzikie brzozy. W 1956 roku utworzono prawosławną parafię w Tarnogrodzie. W Kulnie była jej filia. Natomiast rzymsko-katolicką parafią dla Kulna był Potok Górny. W 1972 roku kościelne władze rzymsko-katolickie i prawosławne zdecydowały, że kulneńska świątynia będzie służyła obu wyznaniom.

(listopad 2003)


[1] Józef Półćwiartek, W poszukiwaniu swoich korzeni, www.republika.pl/aord/korzenie, 2.01.2003.

[2] Józef Półćwiartek, Położenie ludności wiejskiej starostwa leżajskiego w XVI-XVIII wieku, Warszawa-Kraków 1972, s.44, 61-62.

[3] Hanna Krajewska, Protestanci w dobie józefińskiej kolonizacji, „Rocznik Mielecki”, R. III, 2000, s.27.

[4] Józef Półćwiartek, W poszukiwaniu swoich korzeni, op.cit.

[5] Dionizy Garbacz, Wołyniak. Legenda prawdziwa, Stalowa Wola 1996.

NAD RZEKĄ ZŁOTĄ – doc

Posted in Książki (e-book) | Leave a Comment »

Górale – duchowa analogia

Posted by tadeo w dniu 12 lutego 2013

Górale – duchowa analogia

Posted in Religia | Leave a Comment »

Przepowiednia Malachiasza

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2013

Jest to fragment reportażu Hala Lindseya z 28.sierpnia 2009r. –http://www.hallindsey.com/ – na temat przepowiedni  świętego Malachiasza.

Przeczytaj także:

ŚWIĘCI OBOK NAS – Święty MALACHIASZ

Posted in POLECAM, Święci obok nas | 2 Komentarze »

♥ LOURDES – [HD] – MIEJSCE OBJAWIEŃ I PIELGRZYMEK..♥

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2013

Wracając do cudownych uzdrowień w Lourdes, warto tutaj przypomnieć jedno z nich, najbardziej szokujące lekarzy i obserwatorów. 16.02.1867r. Piotr de Rudder pracował jako robotnik u hrabiego du Bus de Ghisignies w Jabbecke (Belgia). Właśnie tego dnia upadło na jego lewą nogę ścinane drzewo i potrzaskało kości na liczne odłamki, co uniemożliwiało zrośnięcie. Na koszt hrabiego opiekowało się Piotrem po kolei kilkunastu lekarzy, jednak noga się nie goiła, tylko pokryła się zgangrenowanymi tkankami i ropiejącymi przetokami. Wszyscy lekarze, łącznie z profesorem Thiriart, chirurgiem dworu królewskiego, stwierdzili konieczność amputacji. Chory jednak z uporem, pomimo strasznych cierpień, nie zgadzał się na odcięcie nogi. W tym też okresie w Oostacker pod Gandawą zbudowano kaplicę i grotę na cześć objawień Matki Bożej w Lourdes. Grota stała się sławna w Belgii, gdyż miały tam miejsce cudowne uzdrowienia. De Rudder postanowił udać się do Oostacker, by uprosić dla siebie cudowne uzdrowienie. 5 kwietnia 1875 r. poprosił żonę swego pracodawcy, panią du Bus, o pieniądze na podróż. Hrabina ogląda chorą nogę i notuje w dzienniczku: „De Rudder odwinął bandaże nasiąknięte ropą i krwią, czuć było nieznośny fetor. Widać było, jak oba końce złamanych kości wystawały z ran”. 7 kwietnia 1875 r. w towarzystwie żony udaje się do groty Oostacker. Złożono Piotra przed grotą, gdzie napił się wody ze źródła i siedząc przed figurą Matki Bożej żarliwie zaczął się modlić, prosząc o odpuszczenie grzechów i łaskę uzdrowienia. Nagle Piotr doznał dziwnego wstrząsu, odrzucił kule przeszedł kilka kroków, klęknął u stóp figury Niepokalanej i zawołał: Boże, jestem uzdrowiony! Jego żona z wrażenia zemdlała. Wszyscy obecni na widok tego, co się wydarzyło, z płaczem cisnęli się wokół cudownie uzdrowionego. Zdziwienie i płacz szybko przeszły w radość religijnego uniesienia. Spontanicznie uformowała się procesja z uzdrowionym Piotrem na czele, która kilkakrotnie obeszła grotę, śpiewając pieśni religijne. Później został przebadany przez komisję lekarską. Okazuje się, że noga w jednym momencie została całkowicie uzdrowiona, bandaże same opadły, złamane kości, piszczel i kość strzałkowa, same się zrosty, chociaż brakowało 6 cm kości, zniszczonych przez zgorzel w ciągu długich lat choroby, rany się zabliźniły. Dla wszystkich lekarzy, którzy leczyli Piotra, było oczywiste, że zdarzył się nieprawdopodobny cud. Kto dokonał tego dzieła? Naukowiec dr Le Bec napisał, że dla utworzenia fragmentu kości, który nagle zastąpił ubytek piszczelą i kości strzałkowej u połamanej nogi Ruddera, trzeba było 5 g wapna. W organizmie chorego nie było tej ilości wapna w stanie wolnym. Skąd się więc ono wzięło? Wszyscy lekarze, którzy leczyli Ruddera, po zbadaniu uzdrowionej nogi nawrócili się. Również hrabia du Bus, senator antyklerykalnej, masońskiej partii, zadeklarowany i walczący z Kościołem mason-ateista, kiedy zobaczył Ruddera wracającego w pełni zdrowia z pielgrzymki, nawrócił się. Powiedział wtedy do żony: „Nigdy nie wierzyłem w cuda. Lecz jeżeli de Rudder został uzdrowiony, to jest to prawdziwy cud. W ten cud ja wierzę”. Czy jest możliwe, aby 6 cm brakującej kości w jednym momencie wzięło się z niczego?

9 kwietnia dr Affenaer, lekarz Piotra de Rudder, ze łzami w oczach powiedział: „Jest pan uzdrowiony, Pańska noga jest nogą dziecka nowo narodzonego. Tego, czego nie potrafiła uczynić medycyna, mogła dokonać Maryja”. Dr Van Hoestenbergke ze Stalhille, znany ateista, z pokorą pochylił czoło przed wszechmocą Boga. W czasopiśmie: „Revue des Ouestions Scientifigues” razem z dr Royer i dr Deschamps, opisał cud z naukową dokładnością, stwierdzając, że nie można tego uzdrowienia wyjaśnić siłami natury. To cudowne wydarzenie badała specjalna komisja złożona z 22 lekarzy, katolików; innowierców i ateistów. Uzdrowienie to było przedmiotem licznych badań, również w Holandii, Anglii, Niemczech, Włoszech. W r.1892 dr Hoestenberghe napisał do dr Boissaire: „Bytem niewierzącym, ale cud Piotra de Rudder otworzył mi oczy”. Przed cudem rodzinna wieś Piotra słynęła z niewiary i złych obyczajów. Po uzdrowieniu ludzie się nawrócili i wszyscy zaczęli chodzić do kościoła. Piotr Rudder zmarł 22.03.1892r. Siedem lat później dr Van Hoestenberghe z ekshumowanego ciała Ruddera wyjmuje piszczele i kości strzałkowe i daje ostateczny dowód podwójnego złamania i uzdrowienia. Dr Diday, który wcześniej bluźnit przeciw świętości Lourdes, a potem stał się jej obrońcą, napisał: „Jeżeli ręka była Boża, to jednak ślad, który zostawiła, jest na wskroś ludzki”.
Te niewytumaczalne przypadki trwają po dziś dzień…

Posted in Filmy religijne, Matka Boża | Leave a Comment »

Ks.P.Pawlukiewicz – nie musisz być super

Posted by tadeo w dniu 10 lutego 2013

APC - 2013.02.10 11.22 - 001.3d

http://gloria.tv/?media=397640

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 10 lutego 2013

„Polska to nie tylko złodziejska warszawka a ja do końca życia będę to wklejał. Możecie pluć wzorem swego rudego idola na kogo chcecie na PIS czy moherów ale i tak kiedyś młodzi Polacy na lekcjach historii będą się uczyć że nic gorszego nie mogło spotkać Polaków od PO = UW + UD + KLD/zbrodniarze na polskim przemyśle/ +PC/częściowo/+ AWS/głupki nad głupki/ + SLD +PSL /cwane mumie/ – zapamiętajcie to równanie. A III rp zwaną „zieloną wyspą” albo jak kto woli II Japonią lub II Irlandią życiem już przepłaciło kilkaset tysięcy Polaków a miliony je zmarnowało. I zapewne przy długu publicznym którego nikt nie zna twórcy III rp nie dopuszczą do tego by wielu zwykłych spracowanych Polaków emerytury dożyło”.

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Aferzyści od dróg lądują na ciepłych posadach

Posted by tadeo w dniu 10 lutego 2013

Aferzyści od dróg lądują na ciepłych posadach

(fot. Jupiterimages)

Tracili państwowe posady, ale szybko lądowali w prywatnych firmach i byli tam bezcennymi pracownikami. Znają kogo trzeba, wiedzą, gdzie uderzyć. Są cenni, bo w branży budowlanej liczą się osobiste kontakty i wejścia. A Wojciech D. (54 l.) i Zbigniew K. (64 l.) o drogowych przetargach wiedzą wszystko.

I nie ma znaczenia, że są zamieszani w zmowy cenowe czy ustawianie przetargów. Nawet gdy mieli prokuratora na karku, spokojnie mogli zgarniać miesięcznie ponad 40 tys. zł! Wojciech D. (54 l.) przez lata był szefem mazowieckiego oddziału GDDKiA. Dziś jest podejrzany o to, że za łapówki ustawiał przetargi na budowę dróg. W jego rezydencji śledczy znaleźli dziesiątki obrazów Wojciecha Kossaka czy Stanisława Malczewskiego warte fortunę. Od szefów prywatnych firm drogowych przyjmował drogie prezenty, m.in. złote pióro za prawie 12 tys. zł.Gdy w 2009 roku stracił stołek, szybko znalazł zatrudnienie w firmie projektowej Arcadis, z którą wcześniej współpracował przy różnych remontach dróg. To było miękkie lądowanie z pensją około 30 tys. zł miesięcznie. Wojciechowi D. nie działa się więc krzywda, dziś jest m.in. członkiem zarządu Polskiego Kongresu Drogowego. Jak widać, w tej branży tacy jak on nie zginą.

Świetnie ma się też Zbigniew K., który do 2008 roku kierował całą Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. Szybko wylądował w portugalskiej firmie drogowej MSF. K. nie widział nic niestosownego w tym, że przeszedł do prywatnejfirmy, której wcześniej zlecał robotę na państwowej posadzie.

– Należę do trzeciego pokolenia drogowców w rodzinie. Gdzie miałem się zatrudnić, w piekarni? – pytał retorycznie dziennikarza, który wtedy drążył temat.

W październiku 2012 roku żalił się, że przetargi wygrywają firmy, które proponują bardzo niskie ceny i mają kłopoty z tym, żeby zmieścić się w kosztorysie. Za pomaganie Portugalczykom brał 42 tys. zł miesięcznie. Pracował bez przeszkód, mimo że jest zamieszany w zmowę cenową przy budowie jednej z dróg.

Były dyrektor GDDKiA za seks zlecał kontrakty budowlane. Smarowania dróg ciąg dalszy.

Posted in Afery i przekręty | 1 Comment »

10 lutego 1940 – PAMIĘTAMY

Posted by tadeo w dniu 9 lutego 2013

Wszystkim tym, których o świcie budziło walenie do drzwi. A później nic już nie było tak jak wcześniej …

Wirtualne Muzeum Kresy Syberia

http://www.kresy-siberia.org/deportacje

10 lutego 1940 otworzyliśmy kolejną salę Wirtualnego Muzeum – “Masowe deportacje sowieckie 1940 – 1941″. Zapraszam

Zobacz także:

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy, Wspomnienia | Leave a Comment »

10 lutego 1940 – PAMIĘTAMY

Posted by tadeo w dniu 9 lutego 2013

Wszystkim tym, których o świcie budziło walenie do drzwi. A później nic już nie było tak jak wcześniej …

Wirtualne Muzeum Kresy Syberia
http://www.kresy-siberia.org/deportacje

10 lutego 1940 otworzyliśmy kolejną salę Wirtualnego Muzeum – „Masowe deportacje sowieckie 1940 – 1941”. Zapraszam

Zobacz także: 

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Ustawa o zbrojnej pomiocy Jan Pietrzak felieton

Posted by tadeo w dniu 9 lutego 2013

Rząd przygotował ustawę o zewnętrznej pomocy zbrojnej „dla zapewnienia bezpieczeń stwa publicznego” . Ponieważ wcześniej wprowadzono ustawy o stanie wojennym, o ograniczeniu wolności zgromadzeń, widać że władza boi się narodu. Zamiast podać się do dymisji zamierza trzymać się siłą, za wszelką cenę.

Posted in Felietony, Polityka - video | Leave a Comment »

Wilno: Za obchody rocznicy Powstania 1863 r. – na komisariat!

Posted by tadeo w dniu 9 lutego 2013

Ks. Dariusz Stańczyk, kapłan diecezji radomskiej przebywający obecnie na Litwie, stanie przed sądem. 22 stycznia z harcerzami Wileńskiego Hufca Maryi i młodzieżą ze Stowarzyszenia Jana Pawła II ulicami Wilna przeprowadził Marsz Wolności „Za wolność naszą i waszą” z okazji 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego.
Powodem zatrzymania księdza był brak pozwolenia władz na przemarsz młodzieży ulicami miasta.
Ostatnim akcentem uroczystości była polowa Msza święta na Górze Trzech Krzyży. Po jej zakończeniu policja zatrzymała księdza Stańczyka. Kapłan został przeprowadzony na komisariat policji w celu złożenia wyjaśnień.

W mailu przesłanym przez ks. Stańczyka redakcji Radia Plus Radom kapłan przyznaje, że przez 18 lat organizowania Sztafety Niepodległości, zwracał się z prośbą o stosowną zgodę samorządu Miasta Wilna. Tym razem jednak zrezygnował z wystosowania pisemnej prośby, ponieważ dowiedział się o zatwierdzeniu przez miasto …

http://gloria.tv/?media=397210

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Reportaż | 1 Comment »

„Adamie M! Oddaj mi pączka!” List Jana Rulewskiego do Adama Michnika. „Wyborcza” go nie opublikowała

Posted by tadeo w dniu 9 lutego 2013

Fot. PAP / Paweł Kula

 

 

Publikujemy list senatora PO Jana Rulewskiego do redaktora gazety Wyborczej Adama Michnika, którego „Gazeta Wyborcza” nie zdecydowała się opublikować.

 

Adamie M! Oddaj mi pączka !

W tłusty czwartek, w zgodzie z moją tradycją usiadłem za stołem do pączka z kawą. Tak się składa, że na ogół wtedy czytam gazety, w tym G.W,  wiodą mnie one w przestrzenie odległe, zapełnione życiem, śmiercią, pełne refleksji nad losem człowieka. Słowem uczta żołądkowa, która wspomaga ucztę duchową. Naprzeciwko usiadła moja żona, która doświadczyła wielkości kapłaństwa podczas posługiwania wujkowi-proboszczowi m.in. w Milanowie.

Tego dnia zaciekawił nas kolejny już artykuł Gazety Wyborczej o księżach. ”Dlaczego mi smutno Ekscelencjo” Adama Szarego.

Zaczyna od 1.Chciwość (kapłańska przyp. j.r).

Akapit ocieka wymysłami autora w postaci scenki w której główne role grają: szlachetny młody ksiądz i opasły proboszcz udający się na „frywolki” na Dominikanę. Trzecią postacią jest młoda dziewczyna o „białych zębach pasujących do całości”. Można się domyślać, że towarzyszka wyjazdu na Dominikanę. Nawet gdyby przyjąć opis sytuacji za wiarygodny (choć mocno utajniony przez redaktora) jest on super wyjątkowy.

Adamie, zdradzę, że w sprawach wiary daleki jestem od stawania przed ołtarzem. Twoje poglądy i kierowana przez Ciebie gazeta jest oczywiście bardziej zdecydowana. Jednak zawsze zwalczałeś życiowe łatwizny, ukazywałeś ludzkie rozterki. Często na Twoich ustach jawiła się walka sacrum z profanum.

Tymczasem, ten artykuł, jak zresztą wiele, to po prostu wymyślone agitki, przebijająceprostactwem poziom pisma, które komuniści wydawali w Bydgoszczy niemal bezpłatnie: „Fakty i Myśli”, z pisarzem Górecem-Rosińskim na czele. Jako nastolatka ujmowała mnie jego prometejska filozofia. Oni nie kryli się jednak za fasadą liberalizmu i wolności słowa. Mówili wprost: jesteśmy pismem ateistów i wolnomyślicieli.

Mimo wszystko, doktryna komunistyczna nigdy w stosunku do księży nie posuwała się do takich obrzydliwych opisów. Spekulowała na obszarach ducha, z rzadka opisując grzesznych kapłanów. Jak wiesz, raczej ich wsadzali do więzienia. Gdyż lepiej niż red. Szary, orientowali się, że choćby najlepszą gazetą, nie przekreślą  kapłańskiego oddania. I ja i Ty ich widzieliśmy i słuchaliśmy ich w trudnych życiowych chwilach.

Może byś wysłał tego Pana redaktora Szarego do Milanowa i zapytał o służbę tamtejszego kapłana?!

Adamie, służyłeś ludziom najlepiej jak mogłeś. Nawet wtedy, gdy nie wierzyłeś w skuteczność tej służby. Dlaczego innym odmawiasz tego prawa, obrzucając ich wymyślonymi zdjęciami i scenkami? Dlaczego kaleczysz sacrum?! Uwierz, że oprócz nas jest wielu ludzi, młodych i starych, którzy między innymi zakładają koloratki, by właśnie uciec od uroków Dominikany. Proszę o szacunek do ludzkiej godności!

Tylko nie tłumacz, że Ty chcesz naprawić Kościół i kapłaństwo. Gdyby tak było, to podchodziłbyś z takim samym doń zrozumieniem, jak czyniłeś to  wobec Kiszczaka i Urbana.

Adamie , nie przeczytałem tego artykułu do końca. Popsułeś mi czwartkowe sam na sam z Gazetą. Oddaj mi pączka!

Jan Rulewski

P.S .Prawdopodobieństwo, że zamieścisz moją wypowiedź jest równe temu, gdy prostowałem nieprawdziwe fakty  zawarte w artykułach „GW” Tomasza Pruska, Magdaleny Środy z dn.25.01.2013 r.

http://wpolityce.pl/artykuly/46668-adamie-m-oddaj-mi-paczka-list-jana-rulewskiego-do-adama-michnika-wyborcza-go-nie-opublikowala

Posted in Religia, Znalezione w sieci | Leave a Comment »