WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Luty 2013

NIenasyceni pożeracze premii Jan Pietrzak felieton

Posted by tadeo w dniu 28 lutego 2013

Po aferalnych premiach w Sejmie i Senacie, ujawniono premie Kancelarii Prezydenta. Zatrudnionych jest tam kilkaset sierot po PRL i Okrągłym Stole.

Posted in Polityka - video | Leave a Comment »

Zbawienie przyszło przez Krzyż

Posted by tadeo w dniu 26 lutego 2013

Posted in Muzyka religijna | Leave a Comment »

Zakon Templariuszy – The Knights Templar Lektor PL

Posted by tadeo w dniu 24 lutego 2013

Templariusze to najbardziej tajemniczy zakon w historii. Bogactwo i wpływy rycerzy w habitach są źródłem wielu legend. Realizatorzy filmu poddają naukowej ocenie najpopularniejsze z nich. Źródło:http://www.discoveryhistoria.pl/

Przeczytaj także: Templariusze

Posted in Filmy dokumentalne, Historia | Leave a Comment »

Co wiemy o Biblii?

Posted by tadeo w dniu 24 lutego 2013

APC - 2013.02.24 18.49 - 001.3d

http://gloria.tv/?media=404687

Posted in BIBLIA, Filmy dokumentalne | Leave a Comment »

NAWET ZA KOMUNY…

Posted by tadeo w dniu 23 lutego 2013

Źle się dzieje z Rzeczypospolitą

Jak patrzę na te wszystkie świństwa, które od dłuższego czasu wyrządza Polsce Platforma, gdy widzę jak wyłącza kolejne hamulce w parciu do przejęcia władzy absolutnej i mono-partyjnego zarządzania Państwem, coraz częściej myślę, że chyba nawet za komuny nie było aż tak źle z Rzeczypospolitą. Tę samą opinię coraz częściej słyszę od moich znajomych.

Żeby wszystko było jasne. Komunistów nie cierpiałem każdą cząstką duszy, bo mi wykończyli ojca. Ale muszę sprawiedliwie przyznać, że czerwoni przynajmniej stwarzali pozory, że liczą się z ludźmi. Natomiast arogancja, bezczelność, hucpa, grubiaństwo i buta Platformy sprawiają, iż coraz częściej dochodzę do wniosku, iż ta partia w pomiataniu ludźmi posuwa się znacznie dalej, niż niegdyś Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.

Platforma wygrała wybory, bo miało być lepiej i inaczej. A co mamy, każde dziecko widzi. Co tam Polska. Co tam Bóg, honor i ojczyzna. Co tam narodowa pamięć i dziedzictwo kultury. Co tam przyzwoitość. Co tam gospodarka. Co tam dług publiczny. Co tam bezpieczeństwo kraju. Ważne jest tylko by wygrać kolejne wybory i utrzymać władzę.

Zdeptano polityczny obyczaj. W dążeniu do partyjnej hegemonii nie ma już poczucia wstydu. Nastało prawo dżungli. Kto silniejszy, ten lepszy. Cham chama chamem pogania. Wszystkie chwyty dozwolone. Byle rządzić! Zagarnąć jak najwięcej stanowisk! Obsadzić przyczółki. Usunąć niewygodnych, choćby byli genialnymi fachowcami!

Historia zatoczyła błędne koło. Pod koniec lat siedemdziesiątych ceny poszły w górę. Dziesięć lat później naród się zbuntował. Zrodziła się Solidarność. „Upadła” komuna. Odzyskaliśmy wolność. Wywalczyliśmy sobie demokrację, za co wielu zapłaciło życiem.

A co było dalej? Pewien zegarmistrz światła purpurowy rezydujący przy ulicy Czerskiej zabełtał tak Polakom w głowach, iż ani się obejrzeli, gdy wrócili do modelu zarządzania Państwem prawie identycznego, jak przed czerwcem 89. Wszystko znów jak za komuny. Tylko ludzie przefarbowani i wystrój zmieniony.

Dlaczego tak jest?

Ktoś teraz może spytać, dlaczego tak się dzieje. Co takiego się stało, że do tego dochodzi?

Myślę, że odpowiedź jest prosta. Po raz kolejny oszukano ludzi. Ale tym razem jest to szachrajstwo na gigantyczną skalę, którego skutki mogą trwać latami. Już tłumaczę.

Gruba kreska Tadeusza Mazowieckiego i zablokowanie lustracji przez Adama Michnika pozostawiły komunistów u władzy de facto na kilka pokoleń. W efekcie post-komuniści przez cały czas dzierżyli i nadal dzierżą (przepraszam za ten rusycyzm, który jednak stosuję celowo) w swoich rękach decyzyjne stanowiska we wszystkich instytucja i urzędach kluczowych dla Państwa. Żadnemu z tych gagatków włos nie spadł z głowy do dnia dzisiejszego.

Żeby ludziom zamydlić oczy rozdzielili swoje role. Jedni schronili się pod płaszczykiem „prawicowej” Unii Demokratycznej, potem Unii Wolności, a obecnie Platformy Obywatelskiej, drudzy natomiast poszli do tak zwanych partii lewicowych.

I choć stwarzano pozory, że jest inaczej, obydwie te paczki starych, wypróbowanych kolesiów harmonijnie współpracowały ze sobą przez ostatnie dwadzieścia lat tyle, że w formie sprytnie zakamuflowanej.

Obecnie uznano, że ludzie są już dostatecznie ogłupieni żeby znowu oficjalnie się połączyć (planowana koalicja PO-SLD ewentualnie PO-Ruch Palikota) i wziąć w swoje łapska Polskę na całe dekady, zarządzając znów krajem jak za najlepszych czasów komuny, która jak widać nie całkiem do końca upadła, a przyczaiła się tylko czekając na lepsze czasy, które właśnie dla niej nadchodzą.

Partia przewodnią siłą narodu

Pod takim hasłem rządziła PZPR. Wszystko było podporządkowane jedynie słusznej linii partii. Tylko partia rządząca wiedziała wszystko najlepiej. Niech tylko przypomnę swojsko brzmiące hasła: „Przyjaźń, sojusz i współpraca z ZSRR – gwarancją bezpieczeństwa i rozwoju Polski!”; „PZPR – ZSL – SD – to sojusz, partnerstwo i świetlana przyszłość”; „Polska Zjednoczona Partia Robotnicza jedyną nadzieją narodu!”…

A cóż mamy teraz? Prawie dokładnie to samo. Od rana do wieczora, wspierani dyskretnie przez aparatczyków SLD, propagandziści PR tłuką Rodakom do głowy, że wyłącznie Platforma może im zapewnić wiekuiste szczęście i dobrobyt. Że tylko oni wiedzą, co dobre dla Polski. A reszta społeczeństwa to nacjonalistyczni maniacy i oszołomy spod znaku Ojca Dyrektora. Że opozycja to wróg, którego należy niszczyć wszystkimi możliwymi sposobami.

Za komuny nielegalną opozycję nazywano „elementami wrogimi władzy ludowej”. Dzisiaj legalna opozycja to „wroga zeuropeizowanej Polsce ciemna, moherowa masa”. Kto by się z taką hołotą liczył. „Dorżnąć watahy” (Sikorski), niegdyś „Odrąbać ręce reakcjonistom” (Cyrankiewicz). Albo, „Uciszyć wyjące bydło” (Bartoszewski), niegdyś „Zniszczyć reakcyjnych bandytów” (Władysław Gomułka), można by mnożyć przykłady.

Jak zobaczyłem formułę i oprawę niedawnej konwencji Platformy w gdańskiej Hali Arena, przypominały mi się jak żywo wszystkie kolejne zjazdy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Sali Kongresowej Pałacu Kultury. Ten sam partyjniacki entuzjazm, praktycznie te same hasła („Razem możemy więcej!”, „Platforma Partią Sukcesu!”), ten sam spęd działaczy, to samo uwielbienie dla partyjnego przywódcy, autobusy ściągnięte z całej Polski, wodzireje, zapiewajło i klakierzy, słowem wypisz wymaluj apogeum szczytowania komuny. Nawet czerwonego było tyle samo, a może i więcej.

A więc wszystko to samo tylko adresy inne. Kiedyś władza okopała się w Domu Partii przy Nowym Świecie. Dzisiaj, jej pobratymcy gnieżdżą na Czerskiej i Ordynackiej. Z jedną tylko różnicą. Komuniści nie skrywali przed ludźmi adresu swej głównej kwatery.

Propaganda sukcesu

Wikipedia tak określa propagandę sukcesu towarzysza sekretarza Edwarda Gierka, cytuję:

„Dla okresu rządów Edwarda Gierka charakterystyczna była propaganda sukcesu, której głównym celem było wyolbrzymianie dokonań ekipy rządzącej, oraz maskowanie niepowodzeń i porażek rządu (zwłaszcza w sferze gospodarczej). Posługiwano się frazesami o „dynamicznym rozwoju”, „cudzie gospodarczym” i „budowaniu nowej Polski”…”, tyle cytatu z Wikipedii.

No i cóż ja mam jeszcze dodać? Wszystko jak kiedyś. Trzeba tylko zamienić nazwisko towarzysza sekretarza nazwiskiem Premiera Zielonej Wyspy Wiekuistej Szczęśliwości, żeby się przekonać, iż nie ma praktycznie żadnej różnicy pomiędzy Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą, a Platformą Obywatelską.

No może z jednym wyjątkiem. Premier Tusk w ciągu czterech lat zadłużył Polskę wielokrotnie bardziej, niż Towarzysz Gierek w ciągu pełnej dekady. I jeszcze jedno. Tamten dług nam częściowo umorzono, a ten będziemy spłacać my, nasze dzieci, wnuki, prawnuki… i nigdy nie wyjdziemy z tego, w co nas wpuścił ten pętak obłąkany władzą. Odpicowany, wygadany, gładki, ale niebezpiecznie nieodpowiedzialny, śliski i jakiś taki strusiowato nielotny.

Chleba i igrzysk

W czasach gomułkowsko-gierkowskich, żeby dać ludziom poczucie luksusu, od czasu do czasu rzucano na rynek banany, zwiększano deputat węglowy, bądź przyznawano talon na syrenkę. Ale te „luksusy” miały za zadanie zobowiązywać ludzi do podświadomej wdzięczności dla władzy.

Dzisiaj, lansowanym przez Platformę symbolem luksusu stało się zjedzenie w mieście suszi, plazmowy telewizor na ścianie i zachodnia bryka kupiona na kredyt. A media mainstreamowe tłuką ludziom do głowy przy każdej okazji, że to wszystko dzięki rządowi Platformy i naszemu genialnemu „Słońcu Peru”. I wdzięczny naród głosuje jak trzeba. Lecz ludzie jeszcze nie wiedzą, że chcąc spłacić zaciągnięty kredyt, już niedługo, będą musieli przyjąć każdy postawiony warunek.

Naczelnym hasłem peerelu było: „Tysiąc szkół na tysiąclecie”.

Teraz, przefarbowani na różowo siewcy nowego porządku od rana do wieczora skandują to samo hasło, tylko szkoły zastąpiono orlikami, a „tysiąclecie” zmieniono na „Euro 2012”. A chirurdzy PR Platformy Obywatelskiej wszczepili podstępnie w polskie mózgi chipa, który generuje bezustanny sygnał, że cwaniactwo to cnota, a uczciwość to obciach i zbędny przeżytek.

Jak widać, mechanizm pozostał ten sam, tylko socjotechnika bardziej wyrafinowana.

Ale nawet komuniści nie zdołali tak zdemoralizować i ogłupić ludzi, gdyż nie zdążyli zniszczyć rodzimej kultury, co niestety w całej rozciągłości udaje się ludziom Tuska, gdyż jedynym sukcesem pana Premiera na tym polu było zniżenie poprzeczki intelektualnej Polaków do poziomu Champions Ligi.

Cenzura

W czasach reżimowych cenzurą zajmowała się instytucja państwowa o nazwie „Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk” z siedzibą przy ulicy Mysiej. Pracujący tam cenzorzy badali wszelkie formy przekazu informacji z punktu widzenia ich zgodności z aktualną polityką rządzącej partii. Oni ustalali, co wolno, a czego nie wolno mówić, pisać i słuchać.

Dzisiaj ludzie Tuska krzyczą, że cenzury już nie ma. Otóż, nic bardziej pokrętnie kłamliwego. Bo cenzura jest nadal i to głębsza niż kiedyś, tyle, że działa pod zmienioną nazwą. Dzisiaj cenzurę zastąpiono „terrorem poprawności politycznej”.

Kiedyś cenzorów było wielu. Dziś jest tylko jeden. Ten generalissimus nowej generacji urzęduje na ulicy Czerskiej. To on, przy pomocy swej Gazety nie bez powodów nazwanej Wyborczą, oraz zaprzedanych mu dziennikarzy ustala, co należy mówić, czego i kogo słuchać, kto jest dobry, a kto zły, gdzie należy bywać, a gdzie nie wolno pod żadnym pozorem, co jest słuszne, a co głupie, co jest powodem do dumy, a co jest obciachem, kogo popierać, a kogo wykluczać. Sprzeciwisz się temu to jesteś „niepoprawny politycznie”. Więc ludzie się boją.

Jego Gazetą żywi się tak zwany Salon, czyli grono pół-inteligentnych przygłupów, którym generalissimus z Czerskiej sprytnie wmówił, że stanowią lepszą od moherowej reszty elitę, w co ci oczywiście uwierzyli i chcąc za wszelką cenę zachować nienależny im status stali się bezkrytyczni.

Z kolei na Salon snobują się całe rzesze ćwierć-inteligentów, albo, jak kto woli żelazny elektorat Platformy, a dzięki temu cenzura jak nigdy wcześniej szaleje pod rządami Tuska, choć formalnie jej nie ma.

Słowo cenzor brzmiało niegdyś szpetnie, teraz, zastąpione synonimem „poprawności politycznej” brzmi pięknie, postępowo i świetliście. I nikt nie podskoczy, nikt się nie wychyli, ogarnięty strachem przed zmową milczenia i ostracyzmem Salonu.

A więc znowu to samo, co w czasie komuny, tyle, że czerwoni byli mimo wszystko mniej wyrafinowani i pokrętni.

Demonstracja siły

W okresie gierkowskim, gdy naród się burzył przeciwko rządowi, Polska Zjednoczona Partia Robotnicza wyprowadzała na ulice ZOMO (Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej). Poza przypadkami drastycznymi, na ogół kończyło się to postraszeniem ludzi, rzuceniem kilku petard, puszek z gazem łzawiącym i ścieżkami zdrowia. Komuniści starali się nie zamykać ludzi, bo się bali opinii publicznej.

Dzisiaj rząd Premiera Tuska jest już pewny swojej bezkarności. Bo jakże inaczej nazwać uliczne łapanki i aresztowania kibiców, nie kiboli, jedynie za to, że się ośmielili rozwinąć nieprzychylny rządowi Premiera Tuska transparent.

Ba. To jeszcze nie koniec. Za komuny, zwiniętych z ulicy wypuszczano zwykle z aresztów po 48 godzinach, nie chcąc drażnić ludzi. A dzisiaj, prokuratorzy Plaftormy robią pokazowe, przyśpieszone procesy i wlepiają wyroki dzieciakom. Ostatni wyrok: dziesięć miesięcy za antyrządowy napis na szkolnym murze.

Pod rządami Tuska jakość demokracji zdewaluowała się doszczętnie. Zastrasza się ludzi. W obronie władzy używa się broni. Na razie gładko-lufowej. Przykro mi to mówić, ale takiej buty nie prezentowała dotąd żadna polska władza.

Front Jedności Narodu na straży polityki partii

Polska Zjednoczona Partia Robotnicza szczyciła się zawsze, że grupuje w swych szeregach ludzi wszystkich opcji społeczno-politycznych. Do PZPR mógł przystąpić każdy, co miało stanowić potęgę tej wszechmocnej Partii. Jedynie słuszna linia, sterowanie z góry i wszystko wiedzący Sekretarz.

A jak jest dzisiaj? Prawie dokładnie tak samo.

Tylko dawniej były sojusze, dzisiaj są transfery.

A Platforma, jak dworcowa dziwka odda się każdemu, byle się opłacało dla przejęcia władzy absolutnej, vide: Radosław Sikorski, Antoni Mężydło, Paweł Zalewski, a ostatnio Bartosz Arłukowicz i Joanna Kluzik-Rostkowska. Czyż to nie jest współczesny Front Jedności Narodu? Wszystko w jednym. Takie zalatujące zgnilizną, skisłe wysypisko śmieci, zdegenerowany twór bez rodowodu, od sasa do lasa, ad prawa do lewa, bez pomysłu na Polskę, bez ideowej wizji, byle tylko podnieść słupki sondażowe.

A potem już tylko rządzić! Rządzić!! Rządzić!!! Trzymać władzę!!! I mamić ludzi słowami Wisławy Szymborskiej:

„Partia (tym razem Platforma),

należeć do niej,

z nią działać, z nią marzyć,

z nią w planach nieulękłych, z nią w trosce bezsennej,

wierz mi, to najpiękniejsze,

co może się zdarzyć…”

Wybory jesienią. Jeśli oddacie swój głos na Platformę, to pamiętajcie, że przestrzegałem, żebyście później całymi latami nie musieli jojczeć:

MIAŁEŚ CHAMIE ZŁOTY RÓG!!!

ŚNIŁA CI SIĘ CZAPKA Z PIÓR!!!

OSTAŁ CI SIĘ JENO SZNUR!!!”

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)

Przeczytaj także: 

Platformo czegoś takiego nie było nawet w PRL

Posted in Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | 1 Comment »

Rozprawa księdza D. Stańczyka

Posted by tadeo w dniu 23 lutego 2013

We środę, 20 lutego 2013 r., Wileński Okręgowy Sąd Administracyjny (Vilniaus miesto apylinkės teismas) rozpatrywał tzw. sprawę księdza Stańczyka. Warto przypomnieć, że ksiądz Dariusz Stańczyk, jednocześnie komendant Wileńskiego Hufca Maryi im. Pani Ostrobramskiej, 22 stycznia br. poprowadził w Wilnie Marsz Wolności z okazji 150. rocznicy powstania styczniowego. Harcerze, a także sympatycy księdza i fani powstania styczniowego, swój przemarsz ulicami Wilna zakończyli mszą świętą na Górze Trzykrzyskiej. W trakcie organizator, czyli ks. D. Stańczyk został poproszony przez policję o okazanie zezwolenia na zorganizowanie imprezy masowej, a z powodu braku wymaganego dokumentu został zatrzymany i odwieziony na komisariat, gdzie spisano protokół naruszenia porządku publicznego. W środę, 20 lutego, sąd rozpatrywał sprawę „naruszyciela”.

Na znak poparcia księdza Stańczyka w sądzie zgromadziło się kilkadziesiąt osób, głównie harcerze. Duży aplauz towarzyszył powitaniu księdza Oskarasa Petrasa Volskisa, proboszcza parafii w Wędziagole i Łabunowie na Kowieńszczyźnie. Ksiądz – jak przyznał – przyjechał do Wilna, by osobiście poprzeć księdza Dariusza i okazać sprzeciw bezdusznym przepisom. Zdaniem księdza Petrasa źle się dzieje, że „prawo i wartości coraz częściej popadają w sprzeczność…”.

Nie obeszło się bez niespodzianek. Rozprawę wyznaczono na 8.30, ale się nawet nie rozpoczęła z powodu braku …tłumacza przysięgłego. Ksiądz Dariusz Stańczyk jest obywatelem Polski, jeśli rozumie język litewski, to biegle nim nie włada.

Decyzją sędziny Virginiji Liudvinavičienė sprawa miała zostać odroczona na piątek, ale oznajmiono, że jeśli ksiądz sam załatwi tłumacza przysięgłego, sąd jest gotów zająć się sprawą jeszcze tego samego dnia, czyli we środę po południu. Tak się stało. Znaleziono tłumacza i o 16.00 sąd przystąpił do rozpatrywania sprawy.

Podczas rozprawy ks. D. Stańczyk podkreślił, że po raz pierwszy na przemarsz, który sam organizował, nie ubiegał się o zezwolenie Samorządu Miasta Wilna. Dotychczasowe, znacznie liczniejsze Biegi Niepodległości (organizowane corocznie 11 listopada) odbywały się zgodnie ze stosownymi procedurami. Jednakże – jak dodał ksiądz – procedury są coraz trudniejsze, a spełnienie biurokratycznych wymogów przerasta czasem możliwości jednego człowieka, i finansowe, i organizacyjne.

Tym razem – zdaniem księdza – na jego decyzję o zaniechaniu zezwoleń złożyły się trzy powody.

Pierwszy to niezwykle wysoki koszt pozwolenia – od kilkuset do ponad paru tysięcy litów. Przemarsz był dość spokojny, nie stwarzał problemów w ruchu drogowym ani nie zakłócał spokoju mieszkańców miasta (poza spokojem osób przeczulonych na mundury harcerskie i polski charakter imprezy – przyp. red.). Impreza była też dość spontaniczna, nie wiadomo było bowiem, ile ostatecznie osób zechce wziąć w niej udział.

Drugim, a może nawet decydującym powodem decyzji księdza był fakt, iż kilka dni wcześniej samorząd wydał zezwolenie na zorganizowanie w Wilnie parady równości „Za równość” („Už lygybę“). Koszty obsługi i ochrony parady to ponad 200 tysięcy litów z kieszeni podatnika. Ksiądz Stańczyk, dostrzegając w tym ogromną niesprawiedliwość (również wobec młodzieży i wartości chrześcijańskich), uznał, że tym razem przeciwstawi się literze prawa.

Kolejnym powodem decyzji księdza była sprzeczność przekazu władz, które głośno zachęcały do uczczenia 150. rocznicy powstania styczniowego, jednak w żaden sposób zainteresowanym środowiskom nie okazały wsparcia. „Powstanie styczniowe – to bohaterski zryw Polaków, Litwinów, Białorusinów, obywateli całej Rzeczpospolitej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Spadkobiercami tych tradycji i wartości są dzisiaj wszyscy mieszkańcy Wilna i Litwy” – konkludował ks. D. Stańczyk.

Ksiądz Stańczyk zapewnia, że przyjmie każdą karę, ureguluje ją lub wykona, gdyż „chce mieć czyste sumienie również względem prawa”.

Ostateczny werdykt w sprawie kary zapadnie 4 marca.

Nie tylko ksiądz Dariusz Stańczyk został ukarany za udział w obchodach 150. rocznicy powstania styczniowego. Podobny los spotkał pasjonata powstania styczniowego na Białorusi, gdzie, jak wiadomo, sytuacja polityczna jest zgoła odmienna. Również w środę, 20 lutego, na 2,5 mln białoruskich rubli (około 1000 litów) sąd w Lidzie skazał szefa Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej, Aleksandra Kołyszkę, za próbę oddania hołdu 22 stycznia uczestnikowi powstania styczniowego księdzu Adamowi Falkowskiemu.

22 stycznia wieczorem kilkanaście osób – w tym działacze Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej i ucząca się języka polskiego młodzież z Lidy – zapaliło znicze na grobie ks. Falkowskiego. Ksiądz Adam Falkowski został rozstrzelany za poparcie powstania styczniowego.

Gdy tylko Aleksander Kołyszko zaczął przemawiać nad grobem powstańca, podeszli milicjanci, zakazali dalszych modlitw, uznając obecność osób za nielegalne zgromadzenie, i spisali nazwiska uczestniczących w uroczystości.

Zgodnie z zaostrzoną w 2011 roku białoruską ustawą o zgromadzeniach na każde zgromadzenie trzeba uzyskać zgodę władz lokalnych. Zarówno organizatorom, jak i uczestnikom zgromadzeń odbywających się bez zezwolenia grozi odpowiedzialność administracyjna i karna. Kołyszko powiedział, że nie zwracał się z wnioskiem o zgodę na zgromadzenie. „Ja wciąż uważam, że w takim miejscu zgoda nie jest potrzebna. Na grobie z natury rzeczy jest miejsce dla modlitwy” – podkreślił.

Zdjęcia: Jan Wierbiel
Montaż: Artur Kalczewski
Współpraca: Małgorzata Aleksandrowicz

Edyta Maksymowicz

http://www.wilnoteka.lt/pl/tresc/rozprawa-ksiedza-d-stanczyka

Przeczytaj także:

Wilno: Za obchody rocznicy Powstania 1863 r. – na komisariat!

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Historia rodziny Telechoń

Posted by tadeo w dniu 22 lutego 2013

   IMG043

Mój pradziadek nazywał się Jan Telehuj urodził się około 1837 roku, był podlaskim Unitą, mieszkał we wsi Żminne gmina Suchowola pow. Radzyń Podlaski. Za odmowę przyjęcia wiary prawosławnej około 1875 roku został aresztowany i osadzony w siedleckim więzieniu skąd wraz z innymi opornymi został wywieziony do chersońskiej guberni w Rosji gdzie przebywał pod nazwiskiem Jan Teleguj. W 1887 roku aresztowano jego całą rodzinę tj. żonę Helenę z Mirończuków,  jego sześciu synów: Ignacego, Teodora, Andrzeja, Grzegorza, Sylwestra, Mikołaja oraz córkę Katarzynę. Wszystkich wywieziono do orenburskiej guberni do wsi Buterska w gminie Iwankowa powiat Czelabińsk.  Pozostawioną  w Polsce ziemię, budynki gospodarcze z wyposażeniem, oraz cały inwentarz przekazano prawosławnemu ławnikowi Klimowi Romaniukowi w nagrodę za prześladowanie Unitów. 

Z biegiem lat synowie jak i córka zakładają swoje rodziny: Ignacy żeni się z Heleną Zaniewicz i zamieszkuje w mieście Czelabińsk  w którym Ignacy pracuje na kolei, Mój dziadek Teodor żeni się z Apolonią Osikowską wnuczką Unity Antoniego Morgunowicza wywiezionego w 1874 roku z miasteczka Łomazy i zamieszkują w miasteczku Złotoust, Katarzyna wychodzi za mąż za Ludwika Zaniewicza wywiezionego ze wsi Łubenka w parafii Łomazy jest on synem Stefana, Andrzej żeni się z Józefą Rudewicz, Sylwester żeni się  z Teklą Bartoszuk córką Unity Józefa Bartoszuka  wywieziono ich ze wsi Krzewica parafii Międzyrzec powiat Radzyń Podlaski,  zamieszkują po ślubie w mieście Czelabińsk, Mikołaj żeni się z Marianną Marczuk córką Unity ze wsi Horodyszcze gmina Wisznice, zaś syn Grzegorz zaginął w Syberii. Rodzina Teleonów (Teleguj) przebywała na wygnaniu trzydzieści siedem lat,.

Powrotu do kraju nie doczekali się gdyż zmarli na wygnaniu: Jan z żoną Heleną ich syn Teodor z żoną Apolonią, syn Grzegorz który zginął, nowo narodzone dzieci: Jan Teleguj syn Ignacego i Heleny z Zaniewiczów, Konstantyn Teleguj syn Sylwestra i Tekli  z Bartoszuków, Julian Teleguj syn Mikołaja i Marianny z Marczuków. Na stałe  w Rosji pozostała najstarsza córka Sylwestra i Tekli, Maria która wyszła za mąż za Jurija Gach. Mój Tata Edward Teleon syn Teodora i Apoloni do kraju wrócił w 1922 jako sierota mając 12lat. Do kraju wróciło takgże jego czterech stryjów i stryjenka Katarzyna z rodzinami.

Informuję, że obecnie z kuzynem opracowujemy bardziej szczegółową historię rodziny Teleonów. Podczas kompletowania materiałów do opisu losów naszej rodziny, szczególnie podkreślony jest  wątek ” męczeństwa unitów na Podlasiu”. Posiadamy dokumenty, zdjęcia i przedmioty świadczące o pobycie naszych przodków na zesłaniu za wiarę w Czelabińsku w Rosji. Prosimy osoby, którym ten temat jest bliski, lub potomków zesłańców za wiarę unicką a których dziadkowie lub rodzice powrócili do Polski o kontakt celem wymiany informacji.  Może ktoś jest zainteresowany historią Listów Unickich z Guberni Orenburskiej, pisanych do ks. Chodkowskiego, które w roku 1893 w części opublikował w swoich książkach. Wiem gdzie znajdują rękopisy Jest ponad 1000 stron listów, które uważam, że mogą dużo wnieść do historii Męczeństwa Podlaskich Unitów.

Osoby zainteresowane proszę o kontakt e-mail:  teleon.andrzej@gazeta.pl

Serdecznie pozdrawiam
Andrzej Teleon

Przeczytaj także: 

Dzieje Parafii Greckokatolickiej w Parczewie – Andrzej Teleon

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna, Unici, Wspomnienia | 3 Komentarze »

Platformo czegoś takiego nie było nawet w PRL

Posted by tadeo w dniu 21 lutego 2013

Platformo „czegoś takiego” (przed usunięciem przed administratora – „takiego kurestwa”) nie było nawet w PRL

W najczarniejszych czasach PRL, mimo zdarzających się uchybień, obowiązywała żelazna zasada, że dom był azylem, do którego władza mogła wkroczyć po uzyskaniu nakazu prokuratora.
Ta zasada obowiązywała do epoki Tuska, czyli jeszcze do niedawna.

Co mamy obecnie?
Każda menda z państwowego nadania może nas skutecznie nachodzić w naszym domu i mieszkaniu według własnego widzimisię, a przepisy o tym wprowadzano niedawno cichaczem.

I tak poczynając od straży miejskiej, która może wkroczyć w każdej chwili i sprawdzić skąd mamy opał (czy aby na pewno od przedstawiciela PO na danym terenie, jeśli jeszcze tego nie sprawdzają, to tylko kwestia czasu) i wziąć w każdej chwili próbki z pieca do badań laboratoryjnych, następnie listonosz może wejść i „rozejrzeć się”, czy aby nie posiadamy odbiornika radiowego, lub RTV, za który nie zalegamy z abonamentem.
Za niewpuszczenie wyżej wymienionych grozi kara wysokiej grzywny, lub więzienia (proszę sprawdzić, to już obowiązuje od niedawna).
Ale to jeszcze mało. Kontrolerzy z gmin ruszają mierzyć domy i grunty – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Gazeta dodaje, że o kontrolach urzędy gmin informują właścicieli nieruchomości na stronach internetowych i tablicach ogłoszeń, a także listownie. W niektórych miejscowościach akcje będą przeprowadzały trójki – po dwóch urzędników i jednym strażniku miejskim, w innych – zespoły złożone wyłącznie z pracowników wydziałów finansowych. Mają sprawdzać, czy deklarowana powierzchnia gruntów i budynków, która jest podstawą wyliczenia podatku od nieruchomości, zgadza się ze stanem faktycznym. Pod uwagę brane jest również między innymi prowadzenie działalności gospodarczej z wykorzystaniem nieruchomości – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Totalna inwigilacja, terror, zdzierstwo, niegospodarność, państwowy zamordyzm, a także nienasycony fiskus i bezczelni pazerni urzędnicy, od tych najwyższych poczynając. Polacy bezczynnie czekają, w jaki sposób obecna władza jest w stanie jeszcze bardziej  ich upokorzyć, a inwencja urzędników wydaje się nie mieć końca, ani żadnych ograniczeń. Skończy się tym, że przyjdą gwałcić wam żony w majestacie prawa uchwalonego większością sejmową PO i PSL.

Były już w najczarniejszej  przeszłości różne trójki” ochotników”, które szukały po wsiach bogatych kułaków, a gdy okazywało się, że wszyscy bogacze mają co najwyżej po jednej krowie, ważono czyja jest najcięższa i w ten sposób ustalano, kto jest kułakiem, czyli osobnikiem do napiętnowania. Ale to chyba nie było w Polsce.

Tusk i jego urzędnicy ruszają właśnie w Polskę w poszukiwaniu polskich kułaków. Ruszają mierzyć i liczyć.
Pamiętając o tym, jak wyglądał wykonany przez nich pomiar smoleńskiej brzozy bać dzisiaj powinni się wszyscy.
Nawet w podłym PRL-u, tak krytycznie ocenianym, władza miała więcej zaufania do swoich poddanych/obywateli.
Ale jak mawiają każdy złodziej i oszust innych sądzi swoją miarą , podobnie jak  każdemu pijanemu,  wydaje się, że wszyscy napotkani są także pijani.

Przeczytaj także: 

NAWET ZA KOMUNY…

„WŁADZA” wkracza w faze TOTALITARYZMU

Posted in Polityka i aktualności | 1 Comment »

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk: „Stalinowscy oprawcy bezcześcili swoje ofiary, polskich żołnierzy chowali w mundurach Wehrmachtu”. WIDEO

Posted by tadeo w dniu 21 lutego 2013

fot. M. Czutko

„Łączka” to miejsce, o którym każdy Polak powinien pamiętać, przede wszystkim znać to miejsce, gdzie w latach 40tych i 50tych pochowano kilkaset osób zasłużonych dla naszego kraju, dla walki o niepodległość – mówi w rozmowie z Marcinem Wikło dr hab. Krzysztof Szwagrzyk z wrocławskiego oddziału IPN. Stanisław Kasznica, Bolesław Budelewski, Tadeusz Pelak i Stanisław Abramowski – szczątki tych bohaterów walczących o wolną Polskę zidentyfikował Instytut Pamięci Narodowej po pracach ekshumacyjnych prowadzonych na warszawskiej „Łączce”, czyli kwaterze „Ł” cmentarza powązkowskiego.

CZYTAJ TAKŻE: TYLKO U NAS. Kasznica, Budelewski, Pelak, Abramowski – IPN zidentyfikował kolejnych bohaterów walczących o Polskę. Zginęli z rąk stalinowskich oprawców

To miejsce było skazane na zapomnienie, to miejsce zostało zasypane ziemią w latach 50-tych, zrównane, a potem był tam śmietnik. Dziś, po bardzo wielu latach staramy się przywracać pamięć o tym miejscu, a przede wszystkim o ludziach, którzy tam zostali pochowani.

Nie zrozumie zasad działania komunistycznego systemu represji ten, kto nie dowie się, w jaki sposób byli przez ten system traktowani bohaterowie, których szczątki teraz odnajdujemy i identyfikujemy. Oni byli przebierani w mundury Wehrmachtu, w mundurach znienawidzonej armii byli potem chowani. Ta cała zbrodniczość i perfidia systemu komunistycznego na tym tylko jednym przypadku jest szczególnie widoczny. Pokazuje jacy ludzie tworzyli ten system i jacy ludzie realizowali tę antyludzką ideę.

CAŁY WYWIAD W WERSJI WIDEO

 

CZYTAJ TAKŻE: 

Prezes IPN: Wiemy, że wykonujemy wielkie dzieło

„Ojca bił taki młody UB-ek. Tatuś go pyta: synu, dlaczego się tak znęcasz? A on do niego: nie chciałbym być twoim synem, bandziorze”

Posted in Historia, Wywiady | Leave a Comment »

Bitwa pod Wiedniem

Posted by tadeo w dniu 21 lutego 2013

Latem 1683 roku trzysta tysięcy wojowników Imperium Osmańskiego pod wodzą Wielkiego Wezyra Kary Mustafy rozpoczyna oblężenie Wiednia. Po ucieczce Cesarza Leopolda los miasta staje się coraz bardziej niepewny. Jeśli Wiedeń upadnie, armia Wielkiego Wezyra bez trudu dotrze aż do Morza Północnego, a potem także do Rzymu. Po wielu tygodniach oblężenia, 12 września 1683 roku, dochodzi do decydującej bitwy. Szale zwycięstwa przechylają się wielokrotnie. W chwili, gdy wszystko zapowiada bliski tryumf armii Wielkiego Wezyra, do boju włączają się polskie wojska. Pod wodzą króla Jana III Sobieskiego husaria stacza morderczą walkę, w której ważą się nie tylko losy miasta, ale i całej Europy.

APC - 2013.02.21 21.08 - 001.3d

http://gloria.tv/?media=400241

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Filmy religijne | Leave a Comment »

Świadectwo byłego narkomana

Posted by tadeo w dniu 17 lutego 2013

            Gdy byłem jeszcze bardzo młodym chłopcem, nie znającym życia i nie mającym żadnego doświadczenia, nie zdawałem sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie ze sobą dokonywanie złych wyborów we wczesnej młodości i z tego, że ich konsekwencje mogą często mieć wpływ na całe późniejsze życie.

W domu rodzinnym, gdzie się wychowałem, nie przywiązywano szczególnej uwagi do uczenia moralności, zasad dobrego wychowania ani też do kształtowania we mnie i w moim rodzeństwie wartościowego charakteru czy osobowości, które prowadzą do realizacji konkretnych celów czy też ambicji

            Przez okres mojego wczesnego dzieciństwa, to jest do 13-tego roku życia, zamieszkiwałem u dziadków, którzy okazywali mi wiele miłości, ale jednocześnie brakowało mi tak potrzebnego dla dorastającego chłopca autorytetu i dyscypliny.

            Dopiero po ukończeniu 13 lat zamieszkałem z matką, ojczymem i pięciorgiem młodszego rodzeństwa, którzy dotychczas utrzymywali ze mną jedynie zdawkowe kontakty i nie było między nami prawie żadnej więzi emocjonalnej. Tak więc przejście z pełnego troskliwości i miłości domu babci i dzidka do domu rodziców było dla mnie bardzo trudnym momentem przełomowym, tym bardziej, że ojczym, od pierwszych dni mojego zamieszkania z nim, zaczął zbyt często „wychowywać” mnie pasem, co z biegiem czasu nasiliło się tak, że stałem się upartym, zamkniętym w sobie chłopcem, który chodzi własnymi drogami.

            Gdy miałem 16 lat, po raz pierwszy zetknąłem się z propozycją zażycia narkotyków. Było to na moim osiedlu, a narkotyki rozprowadzał chłopak z sąsiedztwa. Zgodziliśmy się wraz z moim kolegą na zażycie tzw. „kompotu”, tym bardziej, że w naszym środowisku osiągało się w ten sposób pewien prestiż, gdy ktoś miał już kontakt z narkotykami. Tak więc zrobiliśmy „to” na boisku szkolnym, trochę z ciekawości, a trochę dla dodania sobie odwagi. Opinia, że po jednorazowym zażyciu narkotyków człowiek często staje się narkomanem, okazała się w moim przypadku prawdą, gdyż po pierwszej próbie pojawiły się następne. Podobały mi się pierwsze odczucia związane z „braniem” – luz i swego rodzaju komfort psychiczny, który powoduje dobre samopoczucie, bez względu na problemy i miejsce, w którym jesteśmy.

            Oczywiście dosyć szybko doświadczyłem też tego, że to wrażenie komfortu psychicznego mija w miarę, jak człowiek jest coraz bardziej uzależniony. Olbrzymia część przyjemności wtedy pryska, a pozostaje tylko wysiłek wkładany w zdobycie kolejnej „działki”, i to tylko w tym celu, żeby nie cierpieć bólu związanego z abstynencją. Jest to więc po pewnym czasie „zaklęty krąg”, z którego trudno wyjść o własnych siłach!

Po dwóch latach brania narkotyków rodzice zorientowali się, że jestem narkomanem i ojczym bez żadnych skrupułów wyrzucił mnie z domu.

            Znalazłem się więc na ulicy i w ten sposób rozpoczął się nowy, dosyć ciemny okres w moim życiu. Nie bardzo wiedziałem, co ze sobą zrobić, nie miałem pieniędzy, a ponadto potrzebowałem stałej dawki narkotyku, aby móc normalnie funkcjonować. Od tej pory zacząłem zamieszkiwać u przypadkowych znajomych, w tym również w melinach, gdzie odbywała się produkcja heroiny.

            Na pewno nie był to sposób na życie, którego szukałem i który odpowiadałby mi, ale byłem „w ciągu” i nie mogłem sobie pozwolić na jakąkolwiek zmianę w swoim życiu, wyjazd czy inną „odskocznię”, bo byłem pod władzą zniewalającego nałogu, który mnie bardzo ograniczał.

            Moją depresję pogłębiał ponadto fakt, że któregoś dnia do mieszkania, gdzie przebywałem, dokonano włamania, okradziono mnie i dotkliwie pobito. Zrobiła to dwukrotnie banda opryszków, którzy myśleli, że w ten sposób zlikwidują problem narkomanii w swoim sąsiedztwie.

            Byłem tym tak przerażony i przygnębiony, i do tego stopnia straciłem poczucie bezpieczeństwa, że znalazłem się o krok od popełnienia samobójstwa, ale powstrzymała mnie jedynie świadomość istnienia piekła. Będąc w głębokiej depresji, załamany i zalękniony, a w dodatku cały obolały, postanowiłem opuścić moje miasto i wyjechać, pomimo nałogu, aby zamieszkać na wsi u dziadków, gdzie spędziłem pierwsze lata mojego dzieciństwa.

            Z trudem dotarłem tam i podjąłem próbę samodzielnego odtrucia i wyjścia z nałogu bez żadnych środków farmakologicznych ani pomocy medycznej.

            Dopiero po około trzech miesiącach zacząłem czuć się dobrze i powracać do fizycznego zdrowia. Sądziłem, że po ustaniu bólów i objawów abstynencyjnych dojdę do dobrej formy i uda mi się rozpocząć normalne życie na trzeźwo. Szybko jednak okazało się, że było to dość złudne myślenie.

            Działanie narkotyków powoduje bowiem nie tylko zaburzenie równowagi fizycznej, ale i psychicznej. Trudno mi więc było odnaleźć się w tzw. normalnym życiu: czyli wykonywaniu pracy zarobkowej i nauczania się korzystać odpowiednio z czasu wolnego czy rozrywki tak, by czerpać z tego satysfakcję i radość. W miarę upływu stawałem się więc człowiekiem niespełnionym, z poczuciem wewnętrznej pustki.

            Po jakimś czasie zacząłem używać alkoholu, gdyż nie potrafiłem poradzić sobie ze swymi wewnętrznymi emocjonalnymi problemami. W ten sposób wpadłem w nowy rodzaj ucieczki od samego siebie, ale również to prowadziło mnie dalej w stany duchowego przygnębienia, apatii i beznadziei. Po upływie kolejnych pięciu lat ponownie sięgnąłem po narkotyki i znowu zacząłem je brać systematycznie. Tym razem byłem już bardziej zdeterminowany, żeby zażywać narkotyki, aż do końca mojego życia.

Jednak już po kilku miesiącach od podjęcia przeze mnie tej decyzji okazało się, że Bóg ma dla mnie całkiem inny plan niż ten, który ja sobie wymyśliłem

            Pan Jezus wejrzał na mnie i okazał mi łaskę, dając mi szansę rozpoczęcia nowego życia, tym razem z Nim! Bóg znalazł mnie dokładnie w miejscu, gdzie przebywałem najczęściej, to jest tam, gdzie można było kupić i sprzedać narkotyki. Od pewnego czasu pojawiała się tam grupka chrześcijan – entuzjastycznych ludzi, którzy opowiadali o Jezusie i o tym, że On może uczynić cud, uwolnić mnie i zmienić całkowicie życie każdego człowieka. Usłyszałem też, że Jezus jest mocniejszy od wszelkich nałogów i zniewoleń tego świata. Jedynym warunkiem, aby tego doświadczyć jest uwierzenie w Niego i zaufanie Mu. Na początku nie bardzo rozumiałem, w jaki sposób Jezus może mi osobiście pomóc, ale gdy przebywałem z tymi ludźmi, widziałem, że jest w nich pokój i coś, co mnie w nich pociągało. Co pewien czas spotykałem ich, gdyż tzw. „rynek narkotykowy”, gdzie przebywałem, stał się ich polem misyjnym, gdzie systematycznie głosili Ewangelię. Pewnego dnia przyjąłem ich zaproszenie na nabożeństwo w kościele. Na kazalnicy stał człowiek, który mówił o podobnych problemach, jakie ja w tamtym czasie przeżywałem i o tym, że Bóg wyrwał go z niewoli alkoholizmu, dał mu wolność, nadzieję i nowe życie.

            Gdy słuchałem tego świadectwa, czułem, że w moim sercu zaczyna pojawiać się wiara w Boga, który być może jest w stanie mi jakoś pomóc. Dzisiaj wiem, że to Duch Święty ożywił we mnie to słowo, które było głoszone. Następną niespodzianką dla mnie było to, że w pewnym momencie podeszła do mnie jakaś kobieta i powiedziała mi, że Bóg zna i widzi moje problemy, i czeka, abym Mu tylko zaufał. Potem padło pytanie, czy ktoś chce zaprosić Jezusa do swojego serca. Od razu się zgłosiłem i przyjąłem Jezusa.

            W tym dniu postanowiłem nie poddawać się już nałogowi i nie rezygnować z siebie. Bóg zaszczepił we mnie nadzieję i wiarę w to, że razem z Nim jestem w stanie dokonać zmian w swoim życiu. Jedna z kobiet, która zwiastowała mi Ewangelię, poinformowała mnie o istnieniu chrześcijańskiego ośrodka dla osób uzależnionych, gdzie mogli otrzymać fachową pomoc i nauczyć się, jak praktycznie żyć z Jezusem. Kolejne wydarzenia potoczyły się już bardzo szybko. Zdecydowałem się na wyjazd do Chrześcijańskiego Ośrodka Kryzysowego w Cieszynie. Po krótkim pobycie w ośrodku przeżyłem nawrócenie.

Poznałem i doświadczyłem osobiście Boga, który nie tylko uzdrawia naszą duszę i ciało, ale też pomaga w rozwiązaniu wszelkich problemów związanych ze starym życiem. Bóg coraz bardziej zaskakiwał mnie swoją miłością i wielkością.

            Po ukończeniu terapii w ośrodku, zamieszkałem w hotelu, gdzie rozpocząłem samodzielne życie. Początkowo miałem pewne obawy, czy dam sobie radę, choćby pod względem finansowym, gdyż zamieszkiwałem na północy Polski, w regionie, gdzie jest największy procent bezrobocia. Szybko jednak doświadczyłem, że Jezus jest ponad każda trudną sytuacją. Znalazłem dobrze płatną pracę, która pozwoliła mi na spłatę wszelkich długów zaciągniętych w przeszłości.

            Dzięki Bogu udało mi się też naprawić moje zepsute dotychczas stosunki z rodzicami i dalszą rodziną.            

            Po trzech latach od momentu nawrócenia ożeniłem się, mam wspaniała żonę i jestem szczęśliwy oraz wdzięczny Bogu, że okazał mi swoją łaskę, posłał swoje sługi, aby zwiastowali mi Ewangelię.

            Bóg nie tylko spełnił moje pragnienia dając mi spełnione, wartościowe życie z Nim, ale też dał mi wiele, wiele więcej ponad to, co byłem w stanie sobie wyobrazić. Dzięki i chwała Mu za to!

Zobacz także:

Posted in Świadectwa | Leave a Comment »

Piekło a Miłosierdzie Boże

Posted by tadeo w dniu 17 lutego 2013

Posted in Filmy religijne, Miłosierdzie Boże | Leave a Comment »

Ludu mój ludu

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2013

Posted in Muzyka religijna | Leave a Comment »

LAUDATIO NA CZEŚĆ NASZEJ CZCIGODNEJ MATKI POLKI Ś.P. Jadwigi Kaczyńskiej

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2013

Posted in Jarosław Kaczyński, POLECAM, Prezydent Lech Kaczyński | Leave a Comment »

NOWE KONTO NA YouTube

Posted by tadeo w dniu 14 lutego 2013

Po usunięciu mojego konta na YouTube (ponad 240 filmów) powoli odtwarzam je na nowo. Filmy, które tam były, będą teraz tutaj:

APC - 2013.02.14 21.17 - 001.3d

http://www.youtube.com/user/tadeeo1959

Posted in Prywatne | Leave a Comment »