WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 24 stycznia, 2013

Unici w poezji polskiej – Szczepan Kalinowski

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2013

APC - 2013.01.24 21.31 - 001.3d

http://bbc.mbp.org.pl/dlibra/doccontent?id=823&dirids=1

W 1595 r. w Rzymie została zawarta unia kościelna, potwierdzona w roku następnym przez synod biskupów prawosławnych w Brześciu Litewskim. Nad utrwaleniem Unii Brzeskiej na wschodnich kresach Rzeczpospolitej działali między innymi Piotr Skarga, Hipacy Pociej i Jozafat Kuncewicz. Ten ostatni jako unicki biskup zamordowany w Witebsku został w 1867 roku ogłoszony pierwszym świętym Kościoła unickiego.

Przed rozbiorami było już ponad 4,5 mln wiernych, 9000 parafii i 8 biskupstw unickich obsadzonych przez bazylianów – z nich się wywodziła spolonizowana elita intelektualna tego Kościoła. W języku polskim głoszone były kazania oraz odprawiane nabożeństwa i modlitwy przejęte z obrządku łacińskiego. Głównymi wyznacznikami odrębności był język starocerkiewno -słowiański używany w liturgii, komunia pod dwiema postaciami, kalendarz juliański i fakt, że księży nie obowiązywał celibat. Znacznie więcej było podobieństw, przyspieszenie latynizacji obrządku nastąpiło po Synodzie w Zamościu w 1720 r.

Rozbiory przyniosły istotne zmiany w sytuacji Kościoła unickiego na ziemiach Rzeczpospolitej. W zaborze austriackim Kościół grekokatolicki został zrównany w prawach z Kościołem rzymskokatolickim. Jego hierarchię stanowili przede wszystkim Ukraińcy.

Unici z zaboru rosyjskiego od początku znaleźli się w wielkim niebezpieczeństwie. Carowie traktowali ich jako element chwiejny, łatwo mogący ulec zarówno latynizacji i polonizacji, jak i rusyfikacji, w dodatku „oderwany” przed wiekami od prawosławia. W „akcji nawracania” brali udział nie tylko misjonarze prawosławni, ale i władze państwowe, często nie respektując głoszonej oficjalnie zasady dobrowolności. Nie obyło się bez oporu ze strony unitów. Przejściu na prawosławie uporczywie przeciwstawiały się bazylianki mińskie.

Z tego pogromu, zakończonego w 1839 roku, ocalała wówczas tylko unicka diecezja chełmska z około 220 tys. wiernych na Podlasiu i Lubelszczyźnie.

Upadek powstania styczniowego był sygnałem ataku caratu na Kościół za poparcie duchowieństwa w walce o niepodległość. Kasowano zakony, konfiskowano majątki kościelne, najbardziej opornych księży zsyłano na Sybir. Pod groźbą wysokich kar grzywny, więzienia i zesłania zakazano duchowieństwu katolickiemu pomagania unitom.

Wierni byli jednak zdecydowani trwać przy Unii. Taka zdecydowana postawa doprowadziła w styczniu 1874 r. do tragicznych wypadków w dwóch wsiach Podlasia: Drelowie i Pratulinie. Wojsko zaczęło tam strzelać do wiernych otaczających kościoły. Zabito 26 osób, wielu było rannych.

Po tych wypadkach władze zakazały strzelania ze względu na pewien rozgłos, jaki te wydarzenia uzyskały na Zachodzie. Nie zaprzestano jednak bicia, więzienia, nakładania kar pieniężnych. Około 1000 opornych rodzin wywieziono w głąb Rosji. W efekcie okrutnych prześladowań złamano opór części unitów, którzy zgodzili się przyjąć prawosławie.

Bierny opór większości unitów, szczególnie na Podlasiu, trwał jednak nieprzerwanie. Korzystano z pomocy potajemnie i niestety rzadko przybywających misjonarzy z Galicji. Chrzcili oni dzieci, udzielali ślubów, spowiadali – wszystko w wielkiej tajemnicy, jak to opisywał Żeromski, Reymont, Konopnicka i wielu innych twórców. A. Asnyk i J. Kasprowicz angażowali się w działalność organizacji mających na celu pomoc unitom.

Tylko w ciągu roku po ukazaniu edyktu tolerancyjnego w 1905 roku na katolicyzm przeszło 100 tys. byłych unitów z Podlasia.

Po odzyskaniu niepodległości na Podlasiu nie zapomniano o swych męczennikach. Proces beatyfikacyjny rozpoczęty w 1938 roku zakończył się uroczystym wyniesieniem męczenników pratulińskich na ołtarze dokonanym w Rzymie przez papieża Jana Pawła II, 6 października 1996 r.

Mam nadzieję, że ten krótki rys historyczny ułatwi lekturę utworów poetyckich inspirowanych martyrologią Ul1itów. Problemowi unitów w poezji polskiej poświęcono kilka artykułów, lecz nie obejmowały one całego okresu od połowy XIX w. do współczesności:

W. Kołbuk, „Martyrologiunl unitów podlaskich i chełmskich w prozie i poezji końca XIX i początku XX wieku”, [w:] „Chrześcijanin w świecie”, 1988, nr 8-9.

F. Ziejka, „Czytania podlaskie. Unia i unici w piśmiennictwie polskim na przełomie XIX-XX wieku”

Z. Przybyła, „Unicka chusta Weroniki w poezji 1\1. Konopnickiej”, oba artykuły [w:] „Unia brzeska – geneza. dzieje: konsekwencje w kulturze narodó\v słowiańskich” – praca zbiorowa pod red. R. �?użnego, F. Ziejki i A. Kępińskiego, ICraków 1994.

K. Stępnik, „Unici w propagandzie Legionów”, art. w „l\lartyrologia Unitów Podlaskich w świetle najnowszych badań naukowych”, Siedlce 1996.

Posted in Unici, Wiersze | 2 Komentarze »

„Maryrologium czyli męczeństwo Unii na Podlasiu” – ks. Józef Pruszkowski

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2013

Dokument „Maryrologium czyli męczeństwo Unii na Podlasiu” wydał w 1905 roku, naoczny świadek cierpień unitów podlaskich ks. Józef Pruszkowski, profesor seminarium łacińskiego w Janowie Podlaskim, następnie długoletni proboszcz na „męczeńskim Podlasiu”, a wreszcie profesor honorowy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Martyrologium czyli Męczeństwo Unii na Podlasiu : z wiarygodnych i autentycznych źródeł zebrał i napisał P. J. K. Podlasiak [pseud.]

APC - 2013.01.24 19.41 - 001.3d

http://pbc.biaman.pl/dlibra/doccontent?id=1281&dirids=1

Posted in Książki (e-book), Unici | 1 Comment »

„Przez głębinę” – Maria Konopnicka

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2013

Poemat Marii Konopnickiej opowiada o wielkiej manifestacji patriotycznej przedstawicieli wszystkich Ziem Polskich. Manifestacja odbyła się w Horodle, w roku 1861, w 448 rocznicę podpisania Unii Horodelskiej. Poemat znajduje się w zasobach Cyfrowej Biblioteki Narodowej. Tekst wyborny. Polecam.

APC - 2013.01.24 19.35 - 001.3d

http://www.polona.pl/dlibra/doccontent2?id=26653

Posted in Książki (e-book), Unici, Wiersze | Leave a Comment »

Z ziemi chełmskiej – Władysław Reymont

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2013

APC - 2013.01.24 18.45 - 001.3d

Reymont Władysław – Z ziemi chełmskiej.pdf

Posted in Książki (e-book), Unici | 1 Comment »

Do swego Boga – Stefan Żeromski

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2013

Wąska drożyna przeciska się przez las zwarty, podszyty młodą sośniną, tworząc między szczytami drzew przedział nieznaczny. Gałęzie świerków, na których leżą grube, soplami obwieszone kiście śniegu, zginają się pod ciężarem nad tym leśnym przesmykiem, zaledwie oznaczonym dwiema skibami śniegu, które sanie chłopskie odwróciły.

Dzień był marcowy — jasny a mroźny.

Teraz, gdy się na zachodzie rozpościerać zaczyna pół zmierzch błękitny, nawet zaspy, pozataczane dokoła pniów, stają się sypkimi jak mąka. Na przedziwnie czystej przestrzeni niebieskiej, jaka płonie już zorzą wieczorną — las stoi nieruchomo, niby wielki ejkonosfas świątyni greckiej; nieznaczne podmuchy strącają z wierzchołków drzew drobniutkie pyły śniegowe i płyną między gałęziami, po tle purpurowym, jakby poplątane smugi nikłego dymu wzbijające się z niewidzialnych kadzielnic…

Cisza tam głucha, nieskończona, śmiertelna…

Drożyną ową idzie stary, zgrzybiały, siwy jak gołąb chłopowina Pelek z wnuczką Teofilką — poły lichego kożucha za pas zatknął, kij daleko przed się stawia, szeroko rozkracza nogi, sapie i kaszle, lecz nie ustaje, choć mu zaczerwienione oczy łzami zachodzą, choć pot się sączy zmarszczkami zwiędłej, przez wiatr wychłostanej twarzy. Teofilką staje swymi wielkimi butami w śladach dziadowskich, co chwila chuścinę na piersiach zawiązuje mocniej i pomimo że upada ze znużenia, dotrzymuje staremu kroku. Z trwogą spoglądają na zorzę rozniecającą się nad szczytami i spieszą coraz bardziej. Od czterech dni idą tak, krótko odpoczywając przy stogach siana i pustych szopach, nocując po chatach z daleka za wsiami stojących, przebywają pustkowia bezludne, lasy czarne i głuche, brną po zaspach głębokich, po lodach rzek i stawów śniegiem przyprószonych, pod nogami dzwoniących — idą leśnymi, dalekimi a zapadłymi drogami spod samego Drohiczyna aż za Warszawę-miasto… spowiedź utopić.

Co roku tak chodzą we dwoje — odkąd na wiarę cudzą zapisani. Grzesznicy oni wielcy oboje, zdrajcy oboje…

Stary Felek jeszcze przed „zbrodniami” synowi swe pięć morgów odpisał, wnuczki się doczekał, synowę pochował i pacierze, pod piecem siedząc, odmawiał już tylko, gdy mu się nagle a niespodziewanie na russkiego podpisać kazano. Synowi też, wnuczce też — całej wsi… Sam arcypop coś do nich gadał, gdy ich wszystkich do gminy zapędzono. Wieś się oparła.

Pewnej nocy zimowej wojsko naszło, ludzi wypędziło z chat na szczere pole, w mróz trzaskający. Trzy dni kozaki po chatach obozem stały, bydło rżnąc i niszcząc mienie, trzy dni ludzie stali z odkrytymi głowami na polu, na śniegu, do Boga się modląc. Wreszcie naczelnik wojskowy wielkim się gniewem zapalił — dawaj bić. Do naga rozbierali mężczyzn i kobiety, bijąc po kolei, a srogo — aż się naród całej wsi zawściekł i jął się rozbierać sam, pod baty kłaść sam, pokotem; — aż się Fełków syn z pięściami podsunął do naczelnika, do Gołowińskiego… Dopiero nastał sądny dzień!

Bili tego Leona nahajkami na śmierć, w sześciu, szmaty z niego zwlekli, naczelnik ostrogami grzbiet obnażonemu, na śniegu, we krwi leżącemu szarpał, wrzeszcząc w zapamiętałości: podpiszyśl

Na nic!

— Ni, ni, ni… — szeptał tamten.

To go umierającego dźwigać kazał, twarzą do siebie obracać i pytał:

— Ty russki?

— Ni — Polak, na polskiej ziemi się urodził…

Tak i u świerk ł szepcąc do siebie: ni — ni!…

Gdy wzięli wnuczkę Teofilkę bić — Felek nie wytrzymał: podpisał duszę swoją i wnuczki na złą wiarę. Stare u niego było serce, dziadowskie… Jak liść dygotał, u nóg Moskalowi się wlókł, przyszwy butów całował — aż podpisał.

Odtąd rokrocznie przed Wielkanocą idą Bogu się kajać za zdradę. Dziad taką drogę zna, gdzie nie tylko żandarma, ale człowieka żywego nie spotkasz.

Jest daleko, za Warszawą-miastem, kościółek maleńki, sta ry; ksiądz tam jest młody, świątobliwy a miłosierny. Oczy u tego księdza we łzach, słowo ciche, a takie mądre, a takie słodkie!…

Przyjdą w nocy, zastukają, dziad przez szybkę poszepce — wnet on ich boczną furtką do kościoła prowadzi, spowiedzi słucha, a sam płacze, serdeczny, siczami gorzkimi. Potem wszyscy krzyżem leżą aż do rannego świtania. Gdy odchodzą, naucza ich ten sługa boży zawsze jednakowo: „Miłujcie nieprzyjacioły wasze, miłujcie nieprzyjacioły wasze…”

Nim słońce wejdzie, nim się ludzie pobudzą, już oni od miejsca tego daleko… Teraz oto, gdy dzień się szybko nachyla, spieszą już co tchu, aby na wiadomy dziadowi nocleg trafić. Las rzednie, otwiera się pole czyste, śniegiem równo zasłane, bezludne, dalekie, bezmierne.

Na skraju lasu Fełek przystanął, oczy dłonią od blasku nakrył, z nogi na nogę przestępuje, wargi mu drżą. Pola tego on nie zna, chałup tu kilkoro powinno stać pod lasem.

— Obce pole… — szepce do siebie w trwodze.

Na środku pustkowia wiatr wzdyma sypkie bryłki śniegu, to je rozmiata, to wieje, jak zboże szuflą, to cały obszar przestworza ciągnie za sobą, jak obrus, to go daleko, daleko lejkiem w górę podrywa, to jakby w falach dymu od końca do końca leci.

— Zbłądził ja, stary głupiec, hej! — mówi cicho, w tył zasuwając czapkę.

— Za tym torem chodźmy, dziadku…

— Za torem…

Ruszają znowu i brną po kolana. Śnieg na polu głębią leży, wiatr luty, burza idzie. Bylinki zeszłoletnie, suche, cieniutkie gdzieniegdzie nad śniegiem stoją, kiwają się w wichrze żałośnie, jakby nad tą dziewczyną zawodziły, jakby za nią świstały: ej, ej… Tarnina, od lodu i sopli błyszcząca, badyle głogu czepiają się jej spódnicy, jak ręce miłosierne, co chcą zatrzymać…

Buty obojgu przemokły do cna, nogi kostnieją, tchu brak.

— Isz ty, wnuczko, jak nas ten wiatr, moskiewski sługa, od Boga odpędza — miamle półzrozumiale dziadowina.

Nagle coś dudni i wre głucho za nimi. To wicher w las uderzył. I zakołysał się las, zastękał… Teraz burza w nich bije, szmaty rozmiata, w oczy garściami śniegu, ostrego jak tłuczone szkło, ciska. Chwilami jak żywy siłacz brzemiona śniegu z miejsca na miejsce przerzuca, zdziera go aż do gruntu nagiego i fryga wysoko — nad las.

Kamień tam był wielki na polu, do niego się dowlekli, usiedli odpocząć…

Noc zeszła nagle ciemna. Burza w niej wre — długo, długo… Czasem znienacka ucichnie, wówczas z wysokości niebieskiej pada na oblicze pustkowia blade, zimne, znikome półświatło miesiąca, dotyka lodowatymi promieniami przytulonych do siebie, skrzepłych, śniegiem przysypanych głów, zimnych oczu otwartych i łez na rzęsach wiszących, co się w sople lodu ścięły…

Gdy wstaje i płonie zorza poranna, znowu na równinie cicho, tylko z wierzchołków drzew niewidzialne podmuchy strącają pył lekki śniegowy i płynie niby biały dym znikomy, wzbijający się z niewidzialnych kadzielnic…

Posted in Książki (e-book), Unici | 1 Comment »

Pingwiny z Madagaskaru – szkolna wycieczka

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2013

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

„Męczeńskie Podlasie” w wybranych utworach literatury polskiej na przełomie XIX i XX wieku

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2013

APC - 2013.01.24 16.51 - 001.3d

„Męczeńskie Podlasie” w wybranych utworach literatury polskiej na przełomie XIX i XX wieku.pdf

Przeczytaj także: 

Z ziemi chełmskiej – Władysław Reymont

Do swego Boga – Stefan Żeromski

Unia Brzeska i Unici w Krolestwie Polskim – Dylagowa.pdf

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna, Unici | 2 Komentarze »

Najprostszy sposób na domowy chleb

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2013

Skocz do komentarzy

Osoby, które pieką chleb w domu, na pewno znają przepis na „najprostszy chleb na świecie, na drożdżach”
Jest to przepyszny chleb, wiem, bo piekłam i czas prowadzenia ciasta jest dłuższy od tego, który ja Wam proponuję.

Upiekłam najprostszy chleb pszenny, może nie najprostszy na świecie, ale na zakwasie:)

Przy pieczeniu chleba pszennego, z mąki białej na zakwasie, zakwas jest nam potrzebny, nie tyle do zakwaszania mąki, tak jak w przypadku chleba pełnoziarnistego, tylko do jej spulchnienia. Dlatego wystarczy te minimum12 godzin na zaczyn, aby chleb nam się udał.

Dodatkowo, trzeba spulchnione ciasto pszenne formować, aby gluten zawarty w tego typu mące, uaktywnił się i spowodował, że ciasto będzie bardziej podatne na kształtowanie w zgrabny bochenek. Przy ciastach z mąk pełnoziarnistych, ta czynność jest zbyteczna i wręcz niewykonalna!

 

Najprostszy chleb pszenny na zakwasie

Na zaczyn potrzebujemy;

  • 100g zakwasu aktywnego z mąki żytniej razowej x)
  • 600g mąki pszennej, użyłam typ 405,
  • 345g wody,
  • 1 łyżka płaska soli.

x) Można użyć zakwasu pszennego lub z dowolnej mąki. Stosunek wody do mąki w zakwasie to 150:100

Od razu napiszę, że sól należy dodać już w momencie robienia zaczynu. Nie zapomnijmy o niej!!! Będzie sprzyjała dobremu formowaniu ciasta w dniu następnym.

Składniki należy wymieszać tak, aby idealnie się połączyły. Zostawiamy ciasto przykryte w ciepłym miejscu na 12 godzin, najlepiej na noc.

Następny dzień rano, przykładowe godziny:

8.00

Ciasto wyjmujemy na blat. Rozklepujemy na placek i składamy na cztery. Jeśli blat został posypany mąką, staramy się, aby jak najmniej mąki dostało się do wewnątrz ciasta.

Władamy ponownie do miski, wysypanej odrobiną mąki.

9.00

Robimy to samo, co godzinę wcześniej.

10.00 – 10.30

Składamy na cztery i formujemy bochenek, układamy w koszyczku, złączeniem do góry. Pozostawiamy przykryte do ostatecznego wyrośnięcia.

Ciasto u mnie rosło ciut, ponad 2 godziny. Można przetrzymać do 2,5 godziny, wszystko zależy od temperatury otoczenia.

Teraz pieczenie w Waszych rękach i piekarnikach:).
Ja piekłam w garnku żeliwnym, nagrzanym w piekarniku do temperatury prawie 250st., przez 15 minut. Przez ten czas wrzucałam na dno piekarnika 3 razy po 2-3 kostki lodu. W tym czasie chleb powinien podrosnąć.

Po 15 minutach zmniejszyłam temp. do 220st. Po następnych 15 do 200st.

W sumie piekłam około 50 minut.

Chleb można kroić, jak jeszcze jest lekko ciepły, to chleb pszenny nie musimy czekać do następnego dnia. Jednak w dniu następnym kroi się o wiele lepiej i nie wysycha tak szybko jak ten na drożdżach. Jak smakuje? Cokolwiek bym nie napisała, to i tak nie poczujecie jego zapachu i smaku:)

SMACZNEGO:)

Skocz do komentarzy

Posted in Zdrowie jest najważniejsze | Leave a Comment »