WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 14 stycznia, 2013

Templariusze

Posted by tadeo w dniu 14 stycznia 2013

Rycerz Chrystusowy to krzyżowiec, który prowadzi podwójną walkę:
z ciałem i krwią oraz mocami piekielnymi […]. Idzie śmiało naprzód,
czujnie spoglądając na prawo i lewo. Swoją pierś przyoblekł w kolczugę,
a duszę okrył pancerzem wiary. Z tą podwójną zbroją nie obawia się już
ani człowieka, ani szatana. Idźcie zatem, rycerze, śmiało naprzód, idźcie
z sercem nieustraszonym przepędzić wszystkich wrogów Krzyża Chrystusowego!
A tę pewność miejcie, że ani śmierć, ani życie nie odłączą was od chrystusowej
miłości. […]. Jakże chwalebny jest powrót rycerza po zwycięskim boju!
A jak błogosławiona jego męczeńska śmierć w walce.

(Bernard z Clairvaux)

Templariusze Tło historyczne Fakty 

Część I 

I.Wyprawa Krzyżowa i zdobycie Jerozolimy. 

Powstanie i szybki rozwój państwa tureckich Seldżuków, spowodowało, że Turcy przejęli kontrolę nad całym Bliskim Wschodem, łącznie z Jerozolimą. W roku 1071 sułtan Alp Arslan zadał druzgocą klęskę siłom Bizancjum w bitwie pod Manzikert i zalał swoimi siłami całą Anatolię, podchodząc niemal pod mury Konstantynopola. Państwo Seldżuków uległo jednak wkrótce rozpadowi na wiele mniejszych państewek, które często toczyły między sobą wojny, co dawało spore szanse na odzyskanie przez Bizancjum Anatolii i Palestyny. Armia Bizancjum po bitwie pod Manzikertem była jednak w zupełnej rozsypce, a skarbiec cesarstwa świecił pustkami.
Prośba o pomoc, wystosowana przez cesarza Aleksego, dała pretekst papieżowi Urbanowi II do ogłoszenia krucjaty w celu odbicia utraconych terenów i przejęcia kontroli nad Jerozolimą. W 1095 roku Urban II ogłosił oficjalnie rozpoczęcie wyprawy krzyżowej. Zrobił to w czasie końcowego przemówienia podczas synodu w Clermont. Wywołało to entuzjazm słuchaczy, zaraz po tym wybrano też znak krucjat – czerwony krzyż. Na datę rozpoczęcia I krucjaty wybrano 15 sierpnia 1096 roku, porę bezpośrednio po żniwach, optymalną ze względu na możliwość aprowizacji licznej armii.

W odpowiedzi na apel papieża Urbana II już w marcu na krucjatę ruszyła ogromna rzesza cywilów, prowadzonych przez charyzmatycznego, lecz bliżej nieznanego, mnicha zwanego w źródłach Piotrem Pustelnikiem w innych zaś Piotrem z Amiens (ok. 20 000 ludzi). Wyprawa była źle zorganizowana i zupełnie bezwartościowa pod względem militarnym. Cesarz Bizancjum, Aleksy I Komnen, nie wpuścił ich do miasta, lecz przetransportował szybko do Anatolii, gdzie wyprawa poniosła klęskę zadaną przez siły sułtana Ar Rumu, Kilidż Arslan, w potyczce pod Civetot, nieopodal Nicei.

Latem i wczesną jesienią 1096 ruszyła znacznie lepiej zorganizowana wyprawa rycerska. W jej skład wchodzili w przeważającej liczbie rycerze frankońscy i normańscy z licznymi pocztami (Rajmund z Tuluzy jeden z najbogatszych feudałów XI-wiecznej Europy, Boemund z Tarentu, Norman o wybitnych zdolnościach dowódczych, Gotfryd z Bouillon książę Dolnej Lotaryngii, Ademar z Monteuil biskup Le Puy i przedstawiciel papieża, Robert z Normandii, Stefan z Blois i wielu innych), oddziały pieszych mieszczan z terenu dzisiejszej Francji i Włoch, oraz dużo mniej liczni pojedynczy rycerze z Niemiec i Anglii. W sumie regularne siły wojskowe liczyły na początku wyprawy 35-40 tysięcy ludzi. Były to świetnie uzbrojone i zorganizowane oddziały ciężkozbrojnej kawalerii i piechoty, nieprzystosowane jednak do walki w upalnym klimacie i nie mające doświadczeniaw walkach z Turkami.
Wbrew powszechnej opinii, koszta, które musiał ponieść rycerz chcący udać się do Ziemi Świętej aby walczyć przeciw agresji Turków Seldżuckich, były olbrzymie. Często rycerze zostawiali pod zastaw swoje posiadłości, aby móc zakupić konia i uzbrojenie oraz aby zaopatrzyć się w wikt na podróż i zapewnić sobie transport do Ziemi Świętej. Pierwsze krucjaty nie były w żadnym stopniu nastawione na zdobycze ekonomiczne, lecz stawiały za swój główny cel odbicie z rąk najeźdźców Ziemi Świętej, która była symbolem ówczesnej kultury Zachodu.
Przywódcę całej wyprawy mianował papież Urban II, a został nim Ademar, biskup Le Puy. Był on jednak tylko przywódcą duchowym. Dowódcy wojskowego, we właściwym tego słowa znaczeniu, dość długo nie wyłoniono.
Wyprawa dotarła pod mury Konstantynopola jesienią 1096. Poszczególnym oddziałom krzyżowców w drodze przez Bałkany towarzyszyły wojska bizantyjskie, których zadaniem było niedopuszczenie do połączenia się łacinników w jedną armię. Hufce prowadzone przez Boemunda z Tarentu starły się nawet z eskortującymi ich Pieczyngami, będącymi na służbie u Aleksego I.
Gdy krzyżowcy dotarli w okolice Konstantynopola, cesarz nie pozwolił im na wejście do miasta, tylko kazał rozbić obóz pod murami. Chcąc zapewnić sobie kontrolę nad krucjatą, Bizantyjczycy, przy pomocy drogocennych darów i rozdawaniu godności, starali się pozyskać wpływy znaczących uczestników wyprawy. Ostatecznie cesarz zażądał od krzyżowców złożenia przysięgi mówiącej, że wszystkie ziemie, jakie krzyżowcy odbiorą z rąk muzułmanów, mają zostać przyłączone do Bizancjum.

Rycina przedstawiająca Godefroy de Bouillon i baronów podczas pamiętnej audiencji u Imperatora Alexego, gdy wymusił przysięgę na Łacinnikach

Łacinnicy niechętnie złożyli przysięgę, najbardziej niechętny Rajmund z Tuluzy stoczył nawet potyczkę z wojskami bizantyjskimi. Licząc jednak na pomoc cesarza i jego opiekę, krzyżowcy spełnili żądania Aleksego I.
Jednak podzieleni, a mimo to zjednoczeni tak łacinnicy, jak i przebiegli Bizantyjczycy na wiosnę 1097 wyruszyli. Przeprawili się statkami bizantyjskimi i weneckimi na azjatycki brzeg, po czym rozpoczęli przemarsz przez Sułtanat Rum.

W czerwcu dotarli pod słabo bronioną Niceę i doszło do jej oblężenia. Sułtan Kilidż Arsłan po łatwym zwycięstwie nad I wyprawą ludową nie spodziewał się ataku dobrze wyposażonej i wprawionej w boju armii i w tym czasie przebywał w pobliżu wschodnich granic imperium. Zrozumiawszy swój błąd, zawrócił wraz z główną armią. Było jednak za późno by utrzymać miasto. Obrońcy ostatecznie poddali się bezpośrednio cesarzowi Bizancjum, wiedząc że zgodzi się na ich warunki, a przede wszystkim zaniecha plądrowania miasta.
Zajęcie Nicei zmusiło sułtana Kilidż Arsłana do reakcji. 1 lipca doszło do bitwy pod Doryleum, w której siły krzyżowców rozgromiły Turków, jednak kosztem ogromnych strat własnych (1/3 sił).

Teraz droga do całej Azji Mniejszej stała otworem.

Siły krzyżowców podzieliły się. Baldwin z Boulogne ruszył na ormiańskie księstwo Edessy, które przywitało siły krzyżowców z radością i zawarło z nimi sojusz przeciwko tureckiemu najeźdźcy. Ormiański król Toros uznał Baldwina za dziedzica tronu, po czym w przeciągu kilku tygodni, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Baldwin, zamiast zgodnie z przysięgą złożoną cesarzowi zwrócić tereny Bizancjum, przejął władzę powołując do życia Hrabstwo Edessy – pierwsze państwo krzyżowców na Bliskim Wschodzie.
Reszta krzyżowców dotarła w październiku 1097 pod mury Antiochii, której zdobycie otwierało dalszą drogę do Palestyny.
Jej oblężenie trwało aż do czerwca 1098 r., podczas niego sprzymierzeni musieli odeprzeć trzy muzułmańskie armie próbujące przyjść z odsieczą miastu.
W tym bowiem czasie atabeg Mosulu – Kurbugha, zdołał zjednoczyć spore siły Turków Seldżuckich i ruszył z potężną armią na odsiecz Antiochii. Zagłodzeni niemal na śmierć i skrajnie zdesperowani krzyżowcy wydali Kurbudze bitwę pod murami miasta. Kurbugha pozwolił krzyżowcom spokojnie wyjść z miasta i ustawić się w szyku na polu bitwy. Wszyscy krzyżowcy walczyli pieszo, gdyż ich konie już dawno padły, co paradoksalnie okazało się ich wielką siłą. Krzyżowcami dowodził Boemund I, który zorganizował wszystkich krzyżowców w jedną, dużą, pieszą falangę, która mimo wielkiego osłabienia walcząc przemaszerowała przez pole bitwy i szybko zdobyła obóz Kurbughi. Pożar obozu wywołał panikę wśród Turków i ich odwrót, mimo że wciąż mogli wygrać bitwę. Starcie spowodowało jednak u krzyżowców ogromne straty – zostali w niej wybici niemal wszyscy Normanowie, którzy stanowili czoło pieszej falangi. Istotną rolę w bitwie odegrała Święta Włócznia odnaleziona w katedrze antiocheńskiej i uznana za Znak Boży sprzyjający krzyżowcom.
Krzyżowcy zdobyli Antiochię po zdradzie Firuza, który był jednym z dowódców obrony. Miasto zostało zdobyte i splądrowane, a jego mieszkańcy wymordowani.

Do śmierci Ademara podczas oblężenia Antiochii w 1098, jego osobisty autorytet studził pychę i zapały poszczególnych wodzów:
z Lotaryngii przyprowadzili swe odziały Gotfryd z Bouillon oraz jego brat Baldwin z Boulogne. Innymi dowódcami byli:
Rajmund, hrabia Tuluzy, przewodzący rycerstwu z Prowansji,
Robert Krótkoudy, hrabia Normandii, syn Wilhelma Zdobywcy, prowadzący rycerzy z Normandii,
Boemund z Tarentu, dowodzący oddziałami Normanów z Sycylii.
Co do całkowitej liczebności wojsk toczą się spory, ale historycy uważają że nie było ich więcej niż 4500 konnych i 35 tys. pieszych.

Kurbughę po porażce pod Antiochią opuścili wszyscy sojusznicy. Małe, nadmorskie emiraty w Palestynie, jeden po drugim poddawały się od północy krzyżowcom, zaś od południa Fatymidom. Fatymidzi na początku 1098 roku pokonali turecką załogę Jerozolimy i przejęli kontrolę nad tym miastem, ogłaszając jego ponowne otwarcie dla chrześcijan.

Teraz droga do celu wyprawy, Jerozolimy, była właściwie otwarta, i większość Krzyżowców udała się w jej kierunku, z wyjątkiem tych, którzy pozostali na północy w celu okupacji zajętych wcześniej terytoriów.
W tym samym roku 1098, jak wyżej wspomniano, egipscy Fatymidzi, którzy wcześniej proponowali Krzyżowcom przymierze przeciwko Wielkim Seldżukom, odbili z ich rąk utraconą w roku 1071 Jerozolimę. Fatymidzi obiecali pielgrzymom swobodny dostęp do miasta i przypuszczalnie uważali, że to skłoni Krzyżowców do rezygnacji z ich zamiarów, gdyż nie przygotowali niemal żadnej obrony w Palestynie. Trasę między Trypolisem a Jerozolimą Krzyżowcy pokonali bez żadnych walk w dniach 16 maja – 7 czerwca 1099 roku. Na wieść o zbliżaniu się wrogiej armii Fatymidzki namiestnik miasta – Iftichar ad-Daul, rozpoczął wzmacnianie murów i wygnał z Jerozolimy większość przebywających tam chrześcijan. Przekazywane przez nich informacje pomogły później Krzyżowcom zorganizować obóz oblężniczy.

Wyprawa na Jerozolimę była bardzo ryzykowna, gdyż siły krzyżowców stopniały w tym czasie do ok. 1500 rycerzy i 5000-6000 pozostałego wojska. Fatymidzi natomiast dysponowali armią liczącą ponad 30 000 zawodowych żołnierzy. Nic więc dziwnego, że wyprawa była wielokrotnie odkładana. Wreszcie, na skutek licznych oddolnych nacisków, Gotfryd podjął decyzję o ryzykownej wyprawie na miasto. Wykorzystując walki o sukcesję w sułtanacie Wielkich Seldżuków w czerwcu 1099 armia krzyżowców, nie napotykając po drodze żadnego oporu, stanęła pod murami Jerozolimy i rozpoczęła jej oblężenie.

Krzyżowcy podeszli pod miasto w dniach 7 – 8 czerwca i podzielili się na trzy główne grupy. Od strony północnej stanęły siły Roberta Normandzkiego i Roberta hrabiego Flandrii. Od zachodu stały siły Gotfryda z Bouillon i Tankreda, a od południa, od strony Syjonu, wojska prowansalskie – Rajmunda z Tuluzy. Siły Krzyżowców były zbyt małe, by skutecznie odciąć miasto i w następnych dniach obrońcy wielokrotnie wychodzili poza obręb murów, atakując oblegających. Już podczas drogi do Jerozolimy Krzyżowcy mieli poważne braki w zaopatrzeniu. Pod miastem cierpieli głód i pragnienie. Obrońcy zasypali pobliskie studnie, a najbliższe źródła wody znajdowały się o sześć kilometrów od ich obozów. Woda tak jak i jedzenie dochodziły do obozów zepsute. Do pierwszych znaczących walk doszło 11 czerwca. Część wojsk chrześcijańskich, spośród sił prowansalskich, pod wodzą Rajmunda Pileta samowolnie zaatakowało oddział 200 jeźdźców arabskich, który wyszedł poza mury. Chrześcijanie zwyciężyli, zdobywając 30 koni. 13 czerwca doszło do pierwszego szturmu na miasto.

Krzyżowcy nie zdążyli przygotować machin oblężniczych, mieli jedynie, zależnie od źródła – jedną wieżę, lub jedną drabinę (!). Udało im się jednak zniszczyć część niższego zewnętrznego muru. 10 dnia oblężenia do obozu dotarli posłańcy od zakotwiczonych w Jaffie genueńskiej floty z zaopatrzeniem. Wysłano wtedy ponad 100-osobowy oddział do ochrony portu. Część tych sił, przypuszczalnie straż przednia, pod dowództwem Aszarda z Momelonu została wybita w drodze przez liczący 700 jeźdźców oddział fatymidzki, który z kolei został pobity przez Rajmunda Pileta, dowodzącego głównymi siłami wysłanymi do portu. Wobec otoczenia portu przez flotę Fatymidów statki zostały porzucone, a załogi przyłączyły się do Krzyżowców i wraz z całym uratowanym ładunkiem udały się pod Jerozolimę. Było wśród nich wielu rzemieślników i wodzowie wyprawy postanowili wykorzystać ich do zbudowania większej ilości machin oblężniczych. Zbudowano dwie wieże oblężnicze, jedną dla Gotfryda zbudował Gaston z Béarn (ta wieża mogła być rozłożona i ponownie złożona), drugą wzniósł w obozie Rajmunda z Tuluzy jeden z Genueńczyków – Wilhelm Embriaco. W tym czasie ujawniły się spory o przyszłą władzę nad miastem – zwołana rada nie przyniosła żadnego rozstrzygnięcia, wodzowie zgodzili się jedynie co do tego, że należy wspólnie przeprowadzić szturm. Podczas całego oblężenia Krzyżowcy starali się złamać morale obrońców poprzez pokazowe akty okrucieństwa. Były to m.in. przeprowadzane pod murami egzekucje znaczących jeńców, czy też wrzucanie jeńców muzułmańskich do miasta przy pomocy katapult. Obrońcy odpowiadali na to profanowaniem krzyży i prześladowaniami pozostałych w mieście nielicznych chrześcijan.
Pierwsza próba zdobycia miasta 13 czerwca 1099 roku nie powiodła się głównie z powodu słabego przygotowania – krzyżowcy posiadali tylko jedna drabinę oblężniczą.
Druga próba, podjęta po zbudowaniu dwóch wież oblężniczych i dzięki temu, że mury nie zostały do końca odbudowane po poprzednim zdobyciu przez Fatymidów oraz dość szczupłej załodze, zakończyła się zdobyciem Jerozolimy 15 lipca.
Główny szturm został przeprowadzony od strony północnej, gdzie przeniosły się siły Gotfryda, i południowej. Atak rozpoczął się w środę 13 lipca, był kontynuowany następnego dnia, a także w nocy z 14 na 15 lipca. Pierwszy atak od strony północnej został przeprowadzony pod tzw. wieżą czterokątną, pod którą Gotfryd budował swoją wieżę oblężniczą, lecz w nocy z 13 na 14 lipca wieża Gotfryda została zdemontowana i przeniesiona pod słabszą Bramę Kwietną (Heroda). 14 lipca na północnym odcinku udało się zniszczyć mur zewnętrzny. Tymczasem atak Rajmunda z Tuluzy od południa załamał się wobec silnej obrony. 15 lipca Gotfryd podszedł ze swoją wieżą pod główny mur, i przez kilka godzin ostrzeliwał obrońców z jej górnych kondygnacji (wieża miała ok. 16 metrów, mur ok. 13). Około południa na murach wybuchł pożar, wydaje się, że wywołany przez samych obrońców, którzy używali płonących pocisków i ognia greckiego (lub substancji o podobnych właściwościach). Muzułmanie uciekli z płonącego fragmentu muru, na który wkroczyli Krzyżowcy. Pierwszym z nich miał być rycerz Lethold z Tournai. Zarówno dzień jak i godzina decydującego szturmu miały dla Krzyżowców znaczenie symboliczne, gdyż były, co podkreślają źródła z epoki, dniem i godziną Męki Pańskiej. Wśród pierwszych napastników na murach był sam Gotfryd, który kierował atakiem ze szczytu wieży oblężniczej. Na wieść o wdarciu się Krzyżowców do miasta obrońcy południowego odcinka murów poddali się Rajmundowi. Jemu też poddała się jerozolimska cytadela – Wieża Dawida.

Zdobycie Jerozolimy podczas I krucjaty – rysunek ze średniowiecznego rękopisu

Po zwycięstwie nastąpiła rzeź obrońców i mieszkańców miasta. Z żołnierzy ocaleli jedynie ci, którzy poddali się Rajmundowi z Tuluzy. Zabito także 40 tysięcy zwykłych mieszkańców miasta, muzułmanów i żydów. Część Krzyżowców, m.in. Tankred, usiłowała ocalić mieszkańców zebranych w meczecie Umara, którzy jednak również zostali wybici. Trupy były w następnych dniach wynoszone za miasto przez jeńców i usypywane w stosy „wyższe niż domy”. Doszło także do masowej grabieży. Następnie Krzyżowcy urządzili uroczystą procesję do Grobu Świętego, by spełnić ślubowania podjęte na początku krucjaty.
W niecały miesiąc po zwycięskim szturmie, 12 sierpnia, Krzyżowcy starli się z idącą na pomoc Jerozolimie armią fatymidzką pod Askalonem liczącą 10 000 ludzi. Armia ta została jednak sformowana pospiesznie i była słabo zorganizowana. 12 sierpnia rozegrała się z tą armią ostatnia bitwa I wyprawy krzyżowej – bitwa pod Askalonem, która skończyła się rozgromieniem sił egipskich i przesądziła o pełnym sukcesie I Krucjaty.
Już kilka dni później większość sił krzyżowców postanowiła wrócić do Europy. Na miejscu zostało ok. 500 rycerzy i 2000 piechoty włoskiej, które to siły zostały rozrzucone po całym terenie Palestyny. W Palestynie zostało utworzone Królestwo Jerozolimskie, którego pierwszym władcą został Gotfryd, przyjmując tytuł Obrońcy Grobu Świętego. Pierwszym królem został jego brat Baldwin, wcześniej hrabia Edessy, ożeniony z córką miejscowego ormiańskiego władcy. Rajmund z Tuluzy został hrabią Trypolisu. Księciem Antiochii został Boemund I, a po jego śmierci – jego bratanek Tankred z Hauteville.
W 8 dni po bitwie (pod Askalonem) Gotfryd z Bouillon został wybrany władcą miasta. Gotfryd nie zgodził się przyjąć tytułu króla i był tytułowany odtąd Obrońcą Grobu Świętego, niemniej wybór ten stanowił początek Królestwa Jerozolimskiego.

Tereny utrzymane przez Franków po pierwszej Krucjacie; widoczne Królestwo Jerozolimy, Hrabstwa Edessy i Tortosy, Pryncypat Antiochii, a także Pryncypat Małej Armenii.

Część II 

Królestwo Jerozolimskie.

Mapa Jerozolimy za czasów Baldwina IV

Godło Królestwa Jerozolimskiego

W roku 1100 zmarł Obrońca Świętego Grobu, Gotfryd z Bouillon.

W zasadzie dla Królestwa Jerozolimskiego był to korzystny moment. Gotrfyd był wyśmienitym rycerzem, wzorem cnót średniowiecznych, jednak jako władcy absolutnie brakowało mu zmysły politycznego a także dalekowzroczności. Za jego krótkiego panowania do wielkich wpływów doszedł patriarcha Daimbert, który faktycznie sprawował polityczną władzę w państwie.

Następcą Gotfyda został Baldwin, hrabia Edessy. Baldwin nie był tak cnotliwy jak jego brat, natomiast jako władca sprawdzał się znakomicie. Pierwszą jego decyzją była koronacja, podkreślająca, że to on, a nie przedstawiciele Kościoła sprawują najwyższą władzę w kraju. W ciągu swojego panowania poszerzył granice państwa chociażby o tak ważne porty jak Akka i Tyr, które miały stać się później ostoją Królestwa. W 1108 roku udało się z inicjatywy Rajmunda z Tuluzy zająć Trypolis. Władcą z tytułem hrabiego został Bertrand, nieślubny syn Rajmunda, gdyż sam Rajmund zginął w trakcie prowadzenia działań. Dzięki tej zdobyczy ziemie Franków na wschodzie składały się z czterech państw: Królestwa Jerozolimskiego, Księstwa Antiochii, Hrabstwa Edessy i Hrabstwa Trypolisu. W zasadzie państwa te łączyła zależność lenna, ale tak naprawdę to tylko Baldwinowi I udało się utrzymać faktyczny seniorat nad pozostałymi państewkami, jego następcom przyszło to już o wiele trudniej.
Królestwo Jerozolimskie było oczywiście monarchią, jednak władza królewska była mocno ograniczona przez Sąd Najwyższy. Była to instytucja w skład której wchodzili wszyscy bezpośredni lennicy króla. Sąd Najwyższy był najwyższym organem sądowniczym, dokonywał także elekcji króla. Wszystkie najważniejsze działania w państwie, dotyczące np. wypowiedzenia wojny musiały być z Sądem konsultowane. W zasadzie pomimo, że Sąd miał prawo elekcji króla, wybierał zawsze władcę wewnątrz panującej dynastii. Co ciekawe, prawo do korony dziedziczyły też kobiety, choć z uwagi na ciągłe zagrożenie granic państwa, w przypadku kiedy kobieta dziedziczyła koronę, zawsze starano się znaleźć jej męża. I co ważne mąż ten był królem tak długo dopóki żyła królowa, potem tracił koronę. Stało się takw przypadku męża Sybilli, Gwidona z Lusignan, który to miał tak tragicznie przyczynić się do losów Królestwa.

 

Zakony

Największym problemem Królestwa był brak ludzi. W zasadzie, zaraz po pierwszej krucjacie opuściło je setki krzyżowców, uważając że dopełnili już ślubów. Królestwo praktycznie każdego roku prowadziło działania zbrojne, w związku z czym liczba zgonów zawsze przewyższała liczbę urodzeń. Całe państwo uzależnione było od przypływu kolonistów z Europy. Krucjaty podjęte w 1101 roku, całkowicie rozbite w Anatolii pokazały, że na przybyszów też nie można zawsze liczyć. W tym momencie ogromną pomocą okazały się zakony.

W 1118 roku z inicjatywy Hugona Payens, pochodzącego z Szampani, powstaje zakon Świątyni umiejscowiony w dawnym meczecie Al-Aksa, w byłej świątyni Salomona. Za swój znak przyjęli czerwony krzyż, noszony na białym płaszczu przez rycerzy, bądź na czarnym przez serwientów (czyli giermków i służebnych). Z uwagi na ich siedzibę szybko zaczęto ich nazywać templariuszami (szczegółowo o tym później).

Drugi zakon wywodzi się od hospicjum św. Jana Jałmużnika, patriarchę Antiochii z VII wieku, które to hospicjum znajdowało się w Jerozolimie. Zostało ono założone przez bogobojnych obywateli miasta Amalfii i miało służyć pielgrzymom. Jako że po przybyciu Krzyżowców pod mury Jerozolimy w roku 1099, byli jedynymi łacinnikami świetnie znającymi okolicę i ukształtowanie miasta, od razu zyskali sobie odpowiedni autorytet. Po sukcesie krucjaty nadano im wiele ziemi. Szpitalnicy, bo tak zaczęto ich nazywać, w 1120 roku przekształcili się w zakon, przyjęli za patrona św. Jana Ewangelistę, a za symbol biały krzyż. Nazywano ich także Joanitami. W wyniku inicjatywy księcia Fryderyka Szwabskiego podczas III krucjaty w 1190 roku przekształcono istniejące w Jerozolimie, jeszcze przed jej upadkiem, niemieckie bractwo szpitalne w zakon. Nowe zgromadzenie przyjęło oficjalną nazwę Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, choć powszechnie byli nazywani Krzyżakami. Zakon miał rekrutować nowych członków głównie spośród Niemców, a jego istotnym zadaniem było zapewnienie Cesarstwu trwałego oparcie w Lewancie.

Zakony stanowiły zawodową armię królestwa. Zawsze gotowe do boju, walczące w samym centrum pola bitwy, będące strażą przednią bądź tylną, cieszące się mirem niepokonanych. Do zakonów zawsze ciągnęli ochotnicy z Zachodu, tak samo jak spore datki pieniężne, a także liczne nadania ziemskie. Zakony miały jednak zasadniczą wadę, podlegały tylko i wyłącznie papieżowi, czyli praktycznie ze względu na to, że papiestwo było bardzo oddalone – nikomu. Zdarzało się, że któryś

z zakonów odmawiał udziału w jakiejś wojnie, bądź nadmierną odwagą doprowadzał do katastrofy, jak to miało miejsce pod Hittinem. Na dodatek zakony rywalizowały między sobą. Trzeba jednak przyznać, że nawet pomimo ich licznych wad, gdyby nie istniały zakony rycerskie, Królestwo Jerozolimskie upadło by dużo wcześniej.

Wymuszona symbioza kulturowa

Łacinnicy byli w Królestwie Jerozolimskim tak naprawdę grupą niezbyt liczną. Było ich zbyt mało, aby móc narzucić tamtejszej ludności, czyli chrześcijanom greckim i muzułmanom swoje zwyczaje i kulturę. Królestwo miało już wystarczająco dużo problemów z państwami ościennymi, żeby jeszcze prowokować konflikty etniczne wewnątrz własnego państwa. I dlatego Krzyżowcy w ciągu lat przeżyli ogromną przemianę od czasu przybycia tam wraz z pierwszą krucjatą. Potomkowie tych pierwszych krzyżowców byli już ludźmi urodzonymi na wschodzie, którzy ze względu na tamtejszy klimat a także z powodu otaczającej ich zewsząd odmiennej kultury, powoli stawali się prawdziwymi ludźmi Wschodu. Ubierali się w jedwabie, nosili turbany, kobiety używały perfum, woalek na twarz i licznych ozdób. Zaczęto używać sztućców i porcelanowej zastawy. Wystrój domów charakteryzował się przepychem, a nie ascetyczną prostotą jak to miało miejsce na Zachodzie. Domy wielu baronów Królestwa były przystrojone z większą finezją niż francuski dwór królewski. Używano arrasów, wyszukanych mebli, porcelany, ogólnie produktów których w Europie w zasadzie nie znano. Królestwo znajdowało się na trasie bogatych szlaków handlowych. Dlatego bardzo wielu kupców muzułmańskich wędrowało przez ziemie Palestyny. Aby Królestwo mogło czerpać z tego korzyści musiało nauczyć się pewnej tolerancji. Wielu baronów interesowało się literaturą arabską czy nawet uczyło się arabskiego, a templariusze nie mieli nic przeciwko aby kupcy muzułmańscy przejeżdżający przez Jerozolimę mogli się pomodlić przy ruinach meczetu Al-Aksa. Życie Franków było jednak w ciągłym zagrożeniu, nieraz się zdarzało, że król jerozolimski dostał się do niewoli, jak chociażby Baldwin II podczas polowania, albo że zamek w którym odbywało się wesele zaczął być ostrzeliwany z katapult przez przybyłe wojska muzułmańskie, jak to miało miejsce podczas ślubu Onufrego IV z Toronu.

W Palestynie ciągle jednak brakowało ludzi, dlatego nie przestawano zachęcać mieszkańców Europy do osiedlania się na Wschodzie. Przybywając jednak do Ziemi Świętej, przeżywali szok. Ubrani w wełniane ubrania, nie dbający o higienę, widzący muzułmanów spokojnie przechodzących się po ulicach, stwierdzali że panujące tu zwyczaje nijak się mają do tego jak wyobrażali sobie Ziemię Świętą. Nie rozumieli, że inaczej Królestwo w ogóle nie mogło by przetrwać. Co jednak dla polityki państwa było najgorsze, przybyszom było obojętne, czy walczą przeciwko emirowi Damaszku czy atabegowi Mosulu, grunt że przeciwko muzułmanom. Nie rozumieli, że aby przetrwać, Królestwo musi z poszczególnymi państwami muzułmańskimi zawierać pakty o nieagresji, wygrywać jedne państewka przeciwko drugim, tak aby jak najlepiej dla siebie wykorzystać skłócenie krajów islamu. Nierozważność przybyszów z Zachodu miała doprowadzić do tragedii II krucjaty.

Królestwo Jerozolimskie i pozostałe państwa chrześcijańskie na Bliskim Wschodzie w 1140 roku

Część III 

Zakon Templariuszy. 


Zakon Ubogich Rycerzy Świątyni, czyli Templariuszy powstał w 1118 roku (lub, jak sądzi część historyków, w 1119 lub dopiero w 1120 roku), kiedy Hugo de Payens, rycerz z Szampanii i jego towarzysze: Godfryd de Saint-Omer, Godfryd d’Eygorande, Nicolas de Neuvic, Jean d’Ussel, Jean de Meymac i Pierre d’Orlean złożyli przed Gormondem de Picquigny, patriarchą Jerozolimy śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i walki za wiarę według reguły cysterskiej (św. Bernarda z Clairvaux). Rycerze-zakonnicy zobowiązali się bronić pielgrzymów i chronić szlaki pielgrzymkowe. Od króla Jerozolimy, Baldwina II, otrzymali stojący na wzgórzu świątynnym, przebudowany na kościół, meczet Al-Aksa i wznoszący się w pobliżu pałac, który stał się ich kwaterą. Po 10 latach istnienia w 1129 na synodzie w Troyes, któremu przewodzili kardynał legat Mateusz d’Albano i Bernard z Clairvaux, templariusze faktycznie konstytuowali się jako zakon: otrzymali Regułę Zakonną. Ich sentencją stało się zdanieMemento Finis(łac. „pamiętaj o końcu„). Reguła łacińska składała się z siedemdziesięciu dwóch artykułów, które omawiały obowiązki religijne i wojskowe braci, porządek dnia zakonnego, doczesnych własności braci, hierarchii zakonu i posłuszeństwa, a została opracowana osobiście przez Bernarda z Clairvaux. W 1147 roku w czasie pontyfikatu Eugeniusza III, który uczestniczył w kapitule generalnej w Paryżu, papież nadał templariuszom godło czerwonego, ośmiokątnego krzyża, symbolu męczeństwa, które noszono na białym habicie. W tym samym czasie regułę łacińską przetłumaczono na język francuski, wprowadzając zmiany reguł, jak np. rezygnacja z zasady nowicjatu.
Nazwa zakonu pochodzi od łacińskiego słowatemplum – świątynia, od ich siedziby w pobliżu dawnej świątyni Salomona w Jerozolimie. Pieczęć zakonu przedstawiała dwóch rycerzy dosiadających jednego wierzchowca, co symbolizowało pokorę i ubóstwo
Na czele Zakonu stał wielki mistrz, którego większością głosów wybierało kolegium złożone z trzynastu elektorów: ośmiu rycerzy, czterech serwientów i jednego kapelana. Wielkim mistrzem mógł zostać wyłącznie brat po ślubach zakonnych.

W sprawach ważnych mistrz podejmował decyzje radząc się kapituły, w której skład wchodzili: seneszal, marszałek, szatny, komandor Królestwa Jerozolimskiego, Komandor Grodu Jeruzalem, komandor Akki, komandor Trypolisu i komandor Antiochii. Zastępcą wielkiego mistrza był seneszal, odpowiedzialny za zaopatrzenie i gospodarkę zakonu. Nad jego namiotem w obozie powiewałabaussant– srebrzysto-biała chorągiew zakonu. Na czele hierarchii wojskowej stał marszałek, który dowodził hufcami w czasie wojny i był odpowiedzialny za dyscyplinę zakonników. Podczas bitwy marszałek osobiście dzierżył sztandar, najważniejszy znak dla walczących rycerzy.
Komandor Królestwa Jerozolimskiego był skarbnikiem zakonu. Komandor Grodu Jeruzalem odpowiadał za bezpieczeństwo szlaków pielgrzymkowych prowadzących nad Jordan. Komandor Jeruzalem i jego dziesięciu rycerzy miało przywilej strzec relikwii Świętego Krzyża, który stracono jednak w czasie bitwy pod Hattin . Komandorzy, przy pomocy własnych marszałków i szatnych – sukienników, zarządzali swoimi prowincjami zakonnymi. Podlegali im kasztelani i komandorzy poszczególnych domów zakonnych.

Templariusze w ochronie pielgrzymów

W Europie templariusze posiadali 13 prowincji: Francja, Anglia ze Szkocją i Irlandią, Flandria, Poitou, Akwitania, Owernia, Prowansja, Sycylia, Apulia, Portugalia, Katalonia, Aragonia i Węgry. Na czele każdej stał mistrz. Najważniejszymi prowincjami, które posiadały status równy prowincjom wschodnim, były prowincje hiszpańskie, w których również walczono z niewiernymi. Pozostałe europejskie prowincje, baliwaty i komandorie pełniły funkcje gospodarcze i finansowe. Każdy klasztor miał swoją kapitułę zwykłą, zbierającą się raz w tygodniu, i kapitułę generalną, która służyła jako instancja odwoławcza.
Członkowie Zakonu dzielili się na cztery grupy: braci-rycerzy (fratres milities), braci służebnych – serwientów (fratres servientes armigerii), kapelanów (fratres capellani), oraz służby i rzemieślników (servients famuli et officii). W zakonie mogli również służyć rycerze na określony czas, po którym wracali do życia świeckiego, orazfratres conjugat– bracia żonaci. Rycerze odbywający czasową służbę w zakonie i bracia żonaci nie mogli nosić białych habitów, lecz, podobnie jak serwienci, brązowe lub czarne. Wicemarszałek, chorąży, brat kucharz klasztoru, kowal klasztoru, komandor portu w Akce rekrutowali się spośród braci służebnych.
W dniu 19 marca 1128 roku templariusze otrzymali pierwsze nadanie z rąk Teresy, królowej Portugalii, która oddała im zamek w Soure nad Mondego strzegący południowej granicy królestwa przed Maurami. Także w tym roku Hugo de Payens założył prowincję angielską ze Starą Świątynią w Holborn jako ośrodkiem, a Gotfryd z Saint-Omer, syn kasztelana z Saint-Omer uzyskał darowizny na rzecz zakonu od Wilhelma Clitona, hr. Flandrii. W kolejnych latach templariusze pozyskali kolejnych hojnych sponsorów i współbraci. 14 lipca 1130 r. ślub zakonny złożył Rajmund Berengar III, hrabia Barcelony i Prowansji, ofiarowując templariuszom zamek Granena na granicy marchii saraceńskiej, zaś Alfons, król Portugalii obdarzył templariuszy nadaniem puszczy Cera pozostającej w rękach Saracenów; po wyzwoleniu regionu rycerze założyli Coimbrę, Ega i Rodin, które podlegały papieżowi bez pośrednictwa biskupów, a w 1131 r. podczas oblężenia Burgos Alfons I, król Aragonii pozostawił w testamencie templariuszom 1/3 swego królestwa. Jednak po jego śmierci w 1134 r. poddani unieważnili testament dzielący królestwo pomiędzy zakony rycerskie i przekazali królestwo don Ramirowi, bratu Alfonsa, biskupowi Burgos. W walkach o sukcesję, które wybuchły po unieważnieniu testamentu templariusze nie wzięli udziału. Kolejne nadania uzyskali w 1132 r., uzyskując zamek Barbara od Armengola, hr. Urgel, a w 1134 r. twierdzę saraceńską Calatrava zdobytą przez Alfonsa, kr. Kastylii i Aragonii od arcybiskupa Toledo,zaś w kwietniu tego roku hrabia Barcelony Rajmund Berengar IV przyrzekł templariuszom pomoc w obronie Graneny.

Nowe bractwo wypełniło lukę w wewnętrznej organizacji kolonialnego państwa Franków. Początkowo spełniało tylko rolę policji, patrolując drogi i zwalczając opór ludności miejscowej: muzułmańskiej i greko-chrześcijańskiej. Odciążało w ten sposób szczupłe siły wojskowe królestwa od zajmowania się sprawami bezpieczeństwa wewnętrznego w okupowanym kraju. Dlatego szybko zyskało uznanie, popularność i cieszyło się poparciem króla i możnych. Również duchowieństwo przyjęło z zadowoleniem powstanie rycerskiego bractwa.

24 maja 1136 umarł Hugo de Payens, pierwszy mistrz templariuszy, jego następcą został wybrany Robert de Craon z Andegawenii, który uzyskał od papieży szereg bulli potwierdzających przywileje dla zakonu i stanowiących podstawę ich działalności. 23 marca 1138 r. papież Innocenty II wydał bullę Omne Datum Optimum będącą podstawą przywilejów templariuszy: wprowadził do zakonu braci kapelanów, wyłączył templariuszy spod władzy kościelnej (poza papieską) i powierzył mistrzowi oraz kapitule pełną odpowiedzialność za władzę w Zakonie, wyłączył spod opłaty dziesięcin, upoważnił do budowy kaplic i kościołów wyłączonych spod jurysdykcji biskupów. BullaMilites Templiz 1144 r. nadała templariuszom prawo do kwestowania raz do roku w każdym kościele, nawet w okolicach obłożonych interdyktem; w tymże roku templariusze przyjęli do swego grona będącego w agonii i obłożonego klątwą Gotfryda z Mandeville, hr. Essex, co umożliwiło jego pochowanie w ziemi poświęconej i stanowiło wyraz ich szczególnego przywileju. W 1145 r. kolejna bullaMilitia Deipowiadomiła biskupów o prawie templariuszy do budowy kaplic, a w 1147 r. papież Eugeniusz III nadał templariuszom godło czerwonego krzyża na białych habitach (miał być symbolem permanentnej krucjaty zakonu przeciw niewiernym) podczas obrad kapituły generalnej zakonu w Paryżu. Wszystkie te przywileje uszczuplające dochody duchowieństwa i wyłączające templariuszy spod jurysdykcji biskupiej spowodowały narastanie niechęci kleru do zakonu.

Krzyż Templariuszy (jedna z wersji)

Kalendarium i militaria

Liczebność zakonu w różnych okresach była różna, jednak tuż przed upadkiem zakon liczył ok. 4500 ludzi, z czego 1000 to najwyżej postawieni w hierarchii bracia-rycerze, pozostali to bracia służebni, rzemieślnicy i kapelani-duchowni. Z tej liczby 2000 przebywało we Francji, a 2500 poza nią.
Początkowo templariusze byli tylko strażnikami szlaków pielgrzymkowych, by następnie wraz ze swoim liczebnym wzrostem stać się jedną z ważniejszych stron militarnych w Outremer. Ten fakt był m.in. przyczyną opracowania nowej Reguły w języku francuskim, która szczegółowo omawiała również militarne aspekty życia zakonnego. Z bronią w ręku musieli służyć wszyscy bracia i serwienci. Każdy rycerz-zakonnik mógł posiadać trzy wierzchowce, a czwartego dosiadał jego giermek. Zbroja rycerza składała się z hełmu, kolczugi oraz żelaznych nogawic. Templariusz uzbrojony był w miecz, tarczę, kopię, młot turecki i puginał. Serwianci najczęściej walczyli pieszo, chociaż mogli posiadać jednego konia, i byli uzbrojeni trochę gorzej. Podstawową jednostką taktyczną był hufiec, składający się z rycerzy i ich giermków. U boku templariuszy służyli turkopole – lekka jazda syryjska. Oddziałami templariuszy w czasie marszu, postoju i w boju dowodził marszałek. Reguła zakonna wymagała bezwzględnego podporządkowania się rozkazom marszałka, a każde naruszenie reguły było karane, najsurowiej tchórzostwo i przejście na stronę wroga. Nikt nie mógł opuścić pola walki, jeżeli widoczny był czarno-biały sztandar trzymany przez marszałka, którego chroniło dziesięciu rycerzy.
Militarny charakter działalności templariuszy kazał im wznosić na Wschodzie obronne fortece, również na terenie miast, które powierzono im w obronę. Templariusze stanowili garnizon twierdz, zamków i warowni: Gazy, Tortosy, Safad, Safity – Chastel-Blanc, Sydonu, Arsour, Atlit, Natron, Bagras, Askalon, Toron, Beaufort, Ajn Musa, Chastellet, Chastel Rouge, Ahamant, Destroit, Maldoim, Merla, Casal des Plaines, La Colée, Darbasak, La Roche de Roussel.

Szarża Templariuszy pod Montgisard

„Rycerze Świątyni” brali udział w wielu bitwach nie tylko w Ziemi Świętej, ale też poza nią:

zdobycie Askalonu 1153r
bitwa pod Montgisard 1177r
bitwa pod Hattin 1187r
bitwa pod Arsuf 1191r
zdobycie Damietty 1219r
bitwa pod Legnicą 1241r
bitwa pod La Forbie 1244r
bitwa o Al Mansurę 1250r
obrona Akki 1291r
bitwa pod Falkirk 1298r

Akcent polski

Od XIII wieku templariusze działali także na obszarze współczesnej Polski. Pierwsze nadania ziemi zawdzięczali księciu śląskiemu Henrykowi Brodatemu, który przekazał im majątki w okolicach Oławy (Oleśnica Mała) oraz Lietzen (ówczesna Leśnica). Władysław Odonic przekazał im Myślibórz, Wielką Wieś, Chwarszczany i Wałcz. Wielkopolski książę Przemysł II przekazał im Czaplinek. Zakon miał w Polsce kilkanaście komandorii, niektórzy historycy nawet doliczają się 50. Liczba templariuszy w Polsce w okresie największego rozwoju zakonu jest oceniana na 150-200, przy czym byli to rycerze z różnych krajów Europy z wyraźną przewagą templariuszy pochodzenia niemieckiego. Liczba Polaków w zakonie jest trudna do ustalenia. Po rozwiązaniu zakonu majątek przejęli joannici. Do Polski templariusze dotarli około 1155 r. Przywiózł ich ze sobą, wracając z krucjaty, książę Henryk Sandomierski, syn Bolesława Krzywoustego. Miał im nadać miejscowość Opatów oraz 16 przyległych wsi na ziemi sandomierskiej. Pozostałością ich klasztoru jest najprawdopodobniej kolegiata św. Marcina w Opatowie, gdzie według legendy znajdują się w podziemiach zabalsamowane ciała braci. Na Śląsku, dzięki staraniom Henryka Brodatego, pierwsi templariusze osiedlili się w 1226 r. w Oleśnicy Małej koło Oławy, gdzie założyli pierwszą na tych ziemiach siedzibę, czyli tzw. komandorię. Kolejna komandoria powstała, według starych kronik na przełomie XIII i XIV w., w miejscowości Obrowiec koło Krapkowic. Od wieków grodzisko to było zwane Tempelberg. Miejsce to istnieje do dnia dzisiejszego. Zakonnicy przebywali prawdopodobnie także na zamkach w Rogowie Opolskim, Krapkowicach, oraz na zamku w Otmęcie, po którym zostały tylko niewielkie ruiny. W całości zachowała się jedynie jego wieża, która obecnie jest integralną częścią kościoła parafialnego. Według legendy zamki w Rogowie i Otmęcie łączył podziemny korytarz; przypuszcza się, że połączenie miały również z Obrowcem i Krapkowicami. Ślady rycerzy wiodą także do Prudnika, gdzie mieli zbudować pierwszy drewniany zamek w tej okolicy.

Rurka; Kaplica templariuszy, cześć dawnej komandorii, Polska, woj. zachodniopomorskie

Upadek

Gdy w 1291 roku upadło Królestwo Jerozolimskie, pozbawieni siedziby templariusze przenieśli się na Cypr (1291), a następnie do Francji.
Król francuski Filip IV Piękny który miał wielkie długi u templariuszy postanowił uwolnić się od nich. 13 października 1307 („13 w piątek”) uwięził członków zakonu we Francji, zarzucając im herezję, świętokradztwo, czary, rozpustę i spiskowanie z Saracenami. Po długotrwałym procesie, trwającym do czerwca 1311 roku, sobór w Vienne zdecydował o kasacie zakonu templariuszy. Jego majątki we Francji zostały skonfiskowane, wielu templariuszy poniosło śmierć na stosie, w tym wielki mistrz Jakub de Molay i 54 innych dostojników zakonnych. Nie wszędzie jednak likwidacja zakonu przebiegła bez problemu. Zbrojny opór stawili templariusze aragońscy i cypryjscy. Templariusze niemieccy zaś stawili się władzom świeckim w pełnym rynsztunku bojowym, dzięki czemu uniknęli aresztowania.

Frères Templiers sur le bûcher (z anonimowego manuskryptu 1384r)

zrodla tekstow: wikipedia.org;A. Demurger,Chevaliers du Christ, les ordres religieux-militaires au Moyen Âge, Le Seuil, 2002

Część IV 

Po przebrnięciu przez góry kolosalnych faktów historycznych można przejść teraz do hipotez i legend związanych z Zakonem Templariuszy., można opowiadać o Celtach i druidach swobodniej, kontynuować przekład i komentarze do Traktatu o Gotyku, wznowić serial o Wandei
Rzecz o wiele ciekawsza, bo o skarbach i Tajemnicach, o katarskich korzeniach zakonu, o Świętym Graalu, Arce Przymierza, o Flotylli Templariuszy z mitycznym Skarbem zbiegłej „w ostatniej chwili” z La Rochelle, o spadkobiercach Zakonu – Masonach i o wielu innych Klątwach i Legendach…

Zanim do tego przystąpię chciałbym się odnieść do postów, które zostały zamieszczone pod wymienionymi serialami.

Miło jest autorowi, gdy Czytacze zamieniają się w komentatorów, bo oznacza to, ze nawiązuje się rodzaj więzi, nawet wtedy gdy ów autor czegoś zapomni, pominie, albo popełni pomyłkę.

Czasami, jak przy prezentacji witraży z Chartres okazuje się, ze zgromadzone zdjęcia i imaże komputerowe są do ponownej obróbki. Czasami autor z radością odkrywa, ze ma jeszcze dużo białych plam w temacie, jak w przypadku historii o Całunie Turyńskim, na który to epizod zwraca już po raz kolejny moja uwagę bloger Unukalhai;

jest tez sprawa polskich aspektów tematów, których często nie znam, a które życzliwie są przytaczane na przykład przez blogerkę Artemida Moderna à propos bytności Templariuszy na terenach polskich.

Wszystkie te komentarze czytam i postaram się wpleść je w tematy razem z odniesieniami.

Templariusze – hipotezy i legendy.

Manichejczycy, Katarzy, Księga Henocha i Święta Księga Katarów

Część 1

A wszystko zaczęło się od człowieka zwanego Mani znanego także jako Manes i Manicheus, który żył na Bliższym i Dalszym Wschodzie miedzy 216 a 276 rokiem.

Był Persem, wychowywał się we wspólnocie elkazaitów, ruchu gnostyckiego działającego w III i IV wieku, wywodzącego się z chrześcijaństwa. W dwunastym roku życia Mani miał podobno objawienie. Drugie objawienie, które być może miało miejsce 12 lat później dało początek manicheizmowi. Poglądy religijne Maniego łączyły wpływy różnych religii, z których najważniejszy jest związekz zoroastryzmem.
Od około trzydziestego roku życia Mani podróżował m.in do północno-zachodnich Indii, prowadząc działalność misyjną. Znalazł oparcie we władcach Persji, jednak ich przychylność skończyła się po dojściu do władzy Bohrama I, a przede wszystkimpo krytyce przez Maniego kapłanów zoroastryjskich. Ok. 276 roku Mani został na polecenie króla uwięziony w Gundiszapurze w południowo – zachodniej Persji gdzie zmarł śmiercią męczeńską i jak to często w historii bywało, męczennicy umacniali trendy, za które zostali skazani na śmierć w mękach, tak i w przypadku manicheizmu martyrologia Maniego spowodowała rozkwit manicheizmu.
Po upływie stu lat na obszarze od Turkiestanu do Kartaginy działało już wiele Kościołów manichejskich; wydawało się ze wiara Maniego ma szanse opanowania świata. Najbardziej trwale manicheizm zakorzenił się we wschodnim Turkiestanie, w roku 1000 właśnie tam istniały najsilniejsze sekty. Dzieje manichejczykow w Afryce są lepiej znane, gdyż stamtąd właśnie pochodził ich najsłynniejszy wyznawca.

Św. Augustyn był w latach 373 – 382 manichejczykiem i choć ostro później zaatakował swoją poprzednią wiarę, nigdy nie uwolnił się całkowicie spod wpływu jej doktryn. Co do samego kierunku, to manicheizm w Afryce wygasł po inwazjach Wandalów i po osłabieniu kontaktów ze Wschodem. Ośrodkiem ruchu manichejskiego była zachodnia Azja , Syria, i Mezopotamia. Z pism ortodoksyjnych polemistów działających w wieku IV i na początku V, jak święty Efrem czy Marek Diakon z Gazy oraz z twórczości sporej grupy autorów późnogreckich , syryjskich a także arabskich dowiadujemy się, ze wiara ta przetrwała aż do wieku X , mimo prześladowań zarówno ze strony chrześcijan, jak zaratusztrian i muzułmanów.
Manicheizm jednak wygasł, gdyż był zbyt aspołeczny.

W ciężkich czasach długotrwałych wojen, kiedy cywilizacja broniła się przed atakami barbarzyńców, żadna władza nie mogła tolerować wiary głoszącej, iż nie wolno zabijać nawet zwierząt; co więcej , znaczna cześć wyznawców tej wiary włóczyła się, odmawiając wykonywania jakiejkolwiek pracy, nie chcąc podporządkować się świeckim zakazom, żyjąc z jałmużny i wywierając silny wpływ na resztę społeczeństwa .
Obok wielu relacji i komentarzy zwolenników oraz krytyków Maniego, zachowało się kilka dzieł i listów jego autorstwa, a część z nich odnaleziono dopiero na początku XX wieku na pustyni Gobi.

Jednak choć manicheizm, jako taki wygasł, nie wygasły jego mroczne przesłankii myśli Maniego trwały w rożnych sektach wczesnochrześcijańskich, aż trafiły na podatny czas, gdy w Kościele katolickim dochodziło do nadużyć władzy i czerpania wyraźnych korzyści materialnych przez hierarchię kościelną.
Tak wybuchł ruch Katarów.
Katarzy wywodzili się najprawdopodobniej od bogomiłów i od paulicjan – dwóch sekt zwanych „manichejskimi”. Kościół katarski w XII i XIII wywierał duży wpływ, zwłaszcza w Hrabstwie Tuluzy (obecnie Langwedocja), przyciągając do siebie ludzi wszystkich stanów. Autorytet duchowy tego ruchu wzrósł na gruncie krytyki zaangażowania papiestwa w politykę oraz ześwieczczenia niższego duchowieństwa. Wierni byli przyciągani do tego ruchu dzięki postawie tak zwanych „doskonałych”, pełniących funkcje duchownych i nauczycieli katarskich, którzy żyli skromnie (później często w ukryciu), przestrzegając ścisłych postów i prowadząc ożywioną działalność misyjną. Szeregowi adepci nie byli zmuszeni do podobnych wyrzeczeń, a mogli liczyć na duchowe pocieszenie („consolamentum”), będące warunkiem zbawienia w obliczu śmierci.
Katarski synkretyzm gnostyczno-chrześcijański łączył podstawowe pojęcia wiary chrześcijańskiej ze zeuropeizowaną wersją dualizmu zaratusztriańsko-manichejskiego. Doktryna katarska została stosunkowo dobrze poznana, głównie dzięki zachowanym dokumentom z dochodzeń inkwizycji.
Katarzy wierzyli, że świat materialny został stworzony przez złego Boga lub szatana, toczącego walkę z Bogiem dobrym, stwórcą świata duchowego. W zależności od odmiany dualizmu katarzy przypisywali stworzenie świata materialnego różnym istotom. Dualizm absolutny zakładał, że świat został stworzony przez złego, odwiecznego boga równego chrześcijańskiemu. Z kolei dualizm umiarkowany zakłada, że świat został stworzony przez Satanaela, czyli Lucyfera (sufiks „el” ukazywał, że był on wcześniej aniołem). Od synodu w Saint-Felix-de-Caraman (odbył się w 1167 lub między 1174 a 1177) przewagę zdobył dualizm absolutny.Było to jedną z przyczyn nieprzejednanej postawy papiestwa wobec katarów. O ile dualizm umiarkowany był do pogodzenia z doktryna chrześcijańską o tyle dualizm absolutny, jako sprzeciwiający się monoteizmowi był dla katolików nie do przyjęcia.
Według katarów szatan (lub zły bóg) stworzył ciała ludzkie. Obiegowa opinia mówi, że stworzył on również seksualność, co doprowadziło do niechęci katarów wobec instytucji małżeństwa. W rzeczywistości katarzy sprzeciwiali się małżeństwu, gdyż przyczyniało się ono do narodzin dziecka, które jako fragment świata materialnego było złe. Wśród wyznawców kataryzmu występował nakaz całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej, obowiązywał jednak tylko „doskonałych”.
Katarzy byli wegetarianami, gdyż zwierzęta rozmnażały się drogą płciową, zatem były ich zdaniem nieczyste. Jedli ryby, gdyż w tamtych czasach uważano, że są jednopłciowe i nie występuje między nimi żaden „grzeszny” akt. Inne teorie łączą wegetarianizm katarów z wiarą w wędrówkę dusz. Uważali oni, że dusza ludzka może wcielić się tylko w zwierzęta ciepłokrwiste. Ryby do nich nie należały i zakaz ich nie obowiązywał. W czasie 40-dniowego Wielkiego Postu reguły postne katarów były znacznie bardziej rygorystyczne niż w katolicyzmie – można było tylko jeść chleb i pić wodę. Ponadto w kataryzmie więcej było dni postu niż dni nim nie objętych. Katar nie mógł zjeść nawet najmniejszego posiłku bez uprzedniego odmówienia określonych modlitw ani w nieobecności innego współwyznawcy. Kataryzm zakładał również bardzo rygorystyczne przepisy dotyczące przygotowywania posiłków.
Katarzy byli wrogami ustroju feudalnego twierdząc, że bogatych ludzi nie powinno być wcale. Sprzeciwiali się również monarchii.

Ideologia katarska odrzucała w sposób skrajny wszystko, co pochodziło ze świata,w tym wszelkie stosunki z władzą świecką i sądownictwem. Zarazem jednak, buntując rzesze przeciwko Kościołowi, ściągali na siebie kościelne ekskomuniki. Współdziałanie idei religijnej i siły „świeckiego ramienia zbrojnego” doprowadziło do zdecydowanego stłumienia katarskiej herezji, która realnie zagrażała ówczesnym stosunkom społecznym i politycznym i której szersze zaistnienie mogło doprowadzić do nieprzewidywalnych przemian cywilizacyjnych. Po raz pierwszy grupę katarów spalono na stosie w 1022 roku, za panowania i z rozkazu króla Francji Roberta II Pobożnego, mimo stanowczego sprzeciwu wielu biskupów. Trzeba podkreślić, iż działania katarów doprowadziły do fali niepokojów o charakterze społeczno-politycznym i właśnie ten fakt przesądził o podjęciu drastycznych kroków przez instytucje kościelne. Kolejna ważna przyczyna zwalczania ruchu katarów była w pełni polityczna, gdyż Langwedocja nie stanowiła w początku XII w. części terytorium Francji.

Kościół na różne sposoby próbował podejmować kroki przeciwko odstępcom, co widać szczególnie w postanowieniach średniowiecznych soborów. Już na Soborze Laterańskim II, który odbył się w roku 1139 wystosowano kanon 23. przeciwko odrzucającym sakramenty. Potępiono na nim Arnolda z Brescii, uznając go za heretyka i skazując na wygnanie. Rozprzestrzenianie się herezji miał powstrzymać przepis o tym, że ten, kto będzie chronił heretyka, ma być objęty ekskomuniką przez własnego biskupa. Sobór ten traktował jednak odstępców jeszcze w sposób marginalny, poświęcając im niewiele uwagi i nie wymieniając ich nazwy.
Na kolejnym rzymskim soborze powszechnym, zwołanym na 1179 rok przez papieża Aleksandra III, sprawie katarów, których wymieniano już imiennie, poświęcono niewiele więcej miejsca. Zredagowano kanon 27. „O heretykach”, w którym zwrócono uwagę na umocnienie się „przeklętej fałszywej doktryny heretyków, których jedni nazywają katarami, drudzy patarynami, publikanami albo jeszcze innymi imionami„. Napisano tam również, że przestali oni się ukrywać i jawnie głoszą swoje nauki, przeciągając na swoją stronę „ludzi prostych i słabych w wierze„. Ustalono, że sami katarzy, jak i ich protektorzy będą obłożeni klątwą (anatemą), a również ci, którzy będą z nimi utrzymywać jakiekolwiek stosunki, w tym również handlowe, spotkają się z karą ekskomuniki. Sądzeniem miały się zająć instancje kościelne, a wymierzanie kary pozostawiono ramieniu świeckiemu. Grzechem było też przyjmowanie katarów w swoich domach i wspieranie w jakikolwiek sposób. Następstwa złamania tych zakazów były bardzo groźne dla żyjących w wierze chrześcijańskiej, gdyż obejmowały one brak jakiejkolwiek łaski i niemożność odwołania się do żadnych przywilejów świeckich. Za człowieka sprzyjającego lub tylko będącego w kontakcie z katarami nie można było odprawić mszy, ani pochować go na chrześcijańskim cmentarzu.
Ci natomist, którzy przyczyniali się do zwalczania herezji, zyskiwali „te same przywileje i odpusty, co za udział w krucjacie do Ziemi Świętej„. Mimo to kataryzm nadal się rozwijał i zdobywał nowych zwolenników także wśród wyższych warstw społecznych.
Szczytem reform i odpowiedzi na herezję katarów był sobór laterański czwarty, który odbył się w 1215 r. oraz posunięcia papieża Innocentego III. W 1210 papież ten udzielił ustnego zezwolenia na działalność św. Franciszka i towarzyszących mu braci. W ten sposób franciszkanie – jako ubogi zakon żebraczy – stali się później, obok dominikanów (którzy również zaistnieli w tamtym czasie) jednym z głównych narzędzi chrześcijaństwa do walki z herezją – ukazując rzeczywiste ubóstwo praktykowane w pełnej jedności z całym światem chrześcijańskim.

Papież Innocenty III ogłosił w 1209 roku krucjatę przeciwko katarom. Hrabia Tuluzy, Rajmund VI, który sprzyjał im na podległym mu obszarze, stawił opór krzyżowcom, za co został w 1215 roku ekskomunikowany i pozbawiony swych włości przez papieża. Z ramienia kościoła krucjacie przewodził legat papieski Arnaud Amaury, opat z Cîteaux. 22 lipca 1209, kiedy to zdobyto Béziers, zamieszkane przez katolików i katarów, doszło do wyjątkowo drastycznych wydarzeń. W kościele św. Marii Magdaleny wyrżnięto w pień 7 000 ludzi, w tym mężczyzn, kobiety i dzieci. Na ulicach miasta zabito i okaleczono dalsze kilka tysięcy. Arnaud zdał Innocentemu III następującą relację: „Dzisiaj Wasza Świątobliwość, dwadzieścia tysięcy mieszkańców wydano mieczowi, niezależnie od posady, wieku, czy płci„.
Badania historyczne podważyły natomiast nierzadko powtarzaną w publicystyce anegdotę o tym, że gdy jakoby krzyżowcy spytali papieskiego przedstawiciela, jak mają odróżnić katolików od katarów, Arnaud miał rzekomo odpowiedzieć: „Caedite eos! Novit enim Dominus qui sunt eius” („Zabijcie ich! Bo zna Pan tych, którzy są Jego/Zabijcie wszystkich! Bóg rozpozna swoich”). Wybitna francuska mediewistka, Regine Pernoud pisała o tym: „Minęło już ponad sto lat (było to dokładnie w 1866 roku) od czasu, jak pewien uczony udowodnił, zresztą bez trudu, że słowa te nie mogły paść, ponieważ nie można ich znaleźć w żadnym ze źródeł historycznych z epoki, a jedynie w „Dialogus miraculorum”,którego tytuł jest dostatecznie wymowny. Powstał on jednakże około 60 lat po opisanych wypadkach. Napisał go niemiecki mnich – Cesar z Heisterbach, autor obdarzony żywą wyobraźnią, za to bardzo mało troszczący się o prawdę historyczną. Od 1866 roku żaden historyk – o czym prawie nie warto wspominać – nie traktował poważnie słynnego zdania „Zabijcie ich wszystkich”, w przeciwieństwie do pisarzy historycznych, posługujących się nim nadal. To wystarczy, by udowodnić, jak bardzo powoli stwierdzenia naukowe w tej dziedzinie przenikają do świadomości publicznej”.

Kres katarskiej religii nastąpił z upadkiem prowansalskiej niezależności. W wyniku organizowanych przez króla Francji, a wspieranych ideowo przez papieża wypraw krzyżowych pod wodzą Szymona de Monfort hrabstwa na południu dzisiejszej Francji zostały zaatakowane przez rycerstwo pochodzące głównie z północy kraju. Symbolicznym końcem kataryzmu stało się zdobycie przez krzyżowców twierdzy Montsegur w 1244 r. i spalenie ukrywających się tam „doskonałych”. Kres religii ludowej położyła trwająca przez dziesięciolecia działalność inkwizycji, kierowanej głównie przez dominikanów, oraz władzy świeckiej wydającej surowe wyroki od przepadku mienia, a na karze śmierci kończąc.

Katarska literatura religijna
Tajemna księga Katarów

Tajemna księga” – takim właśnie tytułem tekst ów obdarzyli sami bogomiłowie, albigensi i członkowie innych, bliskich im ideowo wyznań. Nawiasem mówiąc pismo to funkcjonuje także pod innymi tytułami: „Tajemna księga albigensów” lub „Tajemna księga bogomiłów„. Późniejsi wydawcy natomiast nadawali mu jeszcze inne tytuły: „Zapytania Jana (Interrogatio Iohannis)„, „Tajemna Wieczerza„, „Fałszywa Ewangelia” bądź „Księga św. Jana„.

Tajemna księga” znana była w Europie w okresie od X do XIV wieku. Apokryf powstał zapewne w kręgach bizantyjskich, bałkańskich czy też dalmatyńskich bogomiłów. Później, wraz z zanikiem kataryzmu i ona poszła w zapomnienie.
Zapytania Jana (Interrogatio Iohannis)” zachowała się w dwóch łacińskich kopiach: jednej z Biblioteki Narodowej w Wiedniu, drugiej z archiwum Inkwizycji

z Carcassonne. Dlatego zatem mówi się o „wersji z Wiednia” i „wersji

z Carcassonne„. Jest prawdopodobne, że są to tłumaczenia z greki, starosłowiańskiego lub dalmatyńskiego. Obecnie istnieją liczne przekłady na języki europejskie.
Wedle bogomiłów i katarów „Tajemna księga” zawiera prawdziwą, niezafałszowaną wiedzę, jaką św. Jan Apostoł i Ewangelista, na Wschodzie zwany Janem Teologiem, umiłowany uczeń Jezusa Chrystusa otrzymał z jego ust podczas Ostatniej Wieczerzy.
Do naszych czasów dotrwała w oryginale, a nie w streszczeniach inkwizytorów. Formą przypomina ona gnostycki, a z pochodzenia chrześcijański apokryf „Вопросы Иоанна Богослова Господу” („Zapytania Jana Teologa do Pana„), rozpowszechniony na Rusi. Być może ma także jakieś znaczenie dla słowiańskiej kultury i duchowości.
Tekst księgi zachował się w zaledwie dwu egzemplarzach. Na jednym z nich, pochodzącym z wieku XIII, a przechowywanym w archiwum francuskiego miasta Carcassonne, na końcu tekstu znajduje się napisane – zapewne ręką inkwizytora – zdanie: „To jest tajemne pismo heretyków z Concorezzo, przyniesione z Bułgarii przez ich biskupa Nazariusza„.
Wielu historyków żywiło przekonanie, iż „Tajemna księga” w rzeczywistości jest tekstem bułgarskich bogomiłów, mimo iż jej słowiański oryginał nie dotrwał do naszych czasów. Obecnie (zwłaszcza po badaniach Ediny Bozoky) nie ma już wątpliwości, że „Interrogatio…” jest pochodzenia bogomilskiego. Uważa się, iż księga została napisana między X a XII wiekiem, albo przynajmniej w tym okresie uzyskała ostateczna formę. Wiele z jej fabuły można porównać z tym, co zawierają liczne dawniejsze apokryfy, takie jak np. „Księga Henocha„, „Objawienie Barucha„, czy „Widzenie Izajasza„. Apokryficzny tekst „Widzenia Izajasza” większość naukowców uważa za tłumaczenie wcześniejszego bogomilskiego tekstu na łacinę.

W takim wypadku mógł on być zaniesiony do Europy Zachodniej w czasie wizyty we Włoszech i Langwedocji bogomilskogo papieża Nikity w trzeciej ćwierci XII stulecia. Po raz pierwszy „Widzenie Izajasza” wspomina w polemice z albigensami towarzysz broni św. Dominika Duran z Gueski w 1222 r. Powołuje się na niego również znakomity średniowieczny herezjolog Moneta z Cremony (ok. 1240 r.). Istnieje także staroruski analogiczny tekst tego apokryfu, Objawienie Izajasza, będący przekładem z bułgarskiego. Ale istnieje wiele różnic, które mogą oznaczać,że warianty łaciński i staroruski pochodziły z różnych źródeł. .
Tajemna księga katarów”, stanowi bezcenny pomnik heretyckiej kultury średniowiecznej Europy. Jest to zabytek literatury katarów, który do naszych czasów dotrwał w całości. Jest to święta księga tych albigensów, którzy przeciętnemu Europejczykowi kojarzą się z jakimiś czy to materialnymi, czy duchowymi skarbami, które przed wiekami rzekomo ukryli w niedostępnych górskich jaskiniach, gdy w roku 1244 upadł zamek Montségur, ich ostatni bastion i ostoja. Skarbami, które po dziś dzień czekają na odkrywcę. Skarby to wszakże mityczne, podobnie jak Święty Graal, tajemne stowarzyszenia, czy tarot – przedmioty również przez niektórych kojarzone z katarami. W rzeczywistości po katarach zachowały się tylko protokóły inkwizycyjne, wspomnienia i urywki utworów literackich.

Część V 

Templariusze a katarzy

W czasie krucjat przeciwko katarom zakon templariusze brał tak zwany bierny udział, oficjalnie stojąc po stronie krzyżowców przybyłych z północy. Oficjalnie wcale nie oznacza fizycznie. :) Istniały w Langwedocji, na terenach „skażonych katarami”, trzy komandorie zakonu: Mas Dieu (principal commanderie templiers du Rousillon – komandoria główna regionu Rousillon), Perpignan (znajdował się tam skarbiec króla Majorki) i Douzens.Chociaż oficjalnie (jak wspomniałem) zakon był przeciwnikiem katarów, to nieoficjalnie prowadził z nimi lukratywne interesy, a jakie?

Objęci ekskomunika bogaci katarzy z Langwedocji robiło donacje na rzecz zakonu, aby po śmierci moc spocząć w poświęconej ziemi (kaplice i cmentarze na terenach komandorii nie podlegały jurysdykcji Biskupa).Robert Vinas w „L’Ordre du Temple en Roussillon” przytacza trzy potwierdzone przypadki pochowku heretyckich wielmożów z Langwedocji w Mas Dieu:

PonsII de Vernet i Arnaud de Mudagons zmarli i pochowani na cmentarzu komandorii w 1233 roku, obydwaj za to zapłacili sutymi donacjami (m.in. tereny Zalewu Cartaig) na rzecz Zakonu Templariuszy.

Pierre de Fenouillet zmarły i pochowany na terenie tej samej komandorii w roku 1241. Postać bardzo znana ze źródeł historycznych. Katar militarnie związany z obrona regionu przed krucjatami. Między innymi brał udział wraz z Rogerem Trencavelem w odbiciu Górnego Zamku w Carcassonne w 1240 roku.

Znane są również dokumenty Inkwizycji na podstawie których osądzono i skazano na spalenie zwłoki wszystkich trzech razem z trumnami w roku 1261 i to mimo protestów bardzo wpływowych rodzin.

Mimo iż obecnie oficjalnie się uważa ze templariusze nie byli heretykami, to nie można powiedzieć, ze mimo oficjalnej postawy i doktryn „propapieskich” ich szeregi były wolne od czynnych heretyków.

Jean-Luc Aubarbier i Michel Binet w „Les Templiers de France” opisują więzy rodzinne łączące rycerzy zakonu z ich katarskimi rodzinami. I tak ostatni preceptor komandorii Mas Deu Raymond Saguardia, znany w literaturze tez jako „bohater spod Miravet” był mocno skoligacony z katarami z wielkiego rodu de Canet. Był on wujem Esclarmondy de Canet, która w 1315 roku wyszła za mąż za Pierre de Fenouillet, pierwszego wicehrabiego d’Ille, potomka w prostej linii zmarłego i pochowanego w Mas Deu rycerza katara.

W pracy zbiorowej „Les Templiers en Pay Catalan” jest nawet sugestia, ze Raymond Saguardia był katarem.

Konkludując: być może oficjalna postawa zakonu była wroga wobec katarskiej herezji, jednak na terenie Langwedocji więzy krwi i zależności nazwijmy to handlowe powodowały, ze tutaj zakon działał zupełnie lub prawie przeciw bullom papieskim.

Historia Zakonu Templariuszy jest badana od chwili jego upadku, a nawet jeszcze przed owym. Minęło ponad siedemset lat od kiedy templariusze zostali rozwiązani jako zakon i odeszli w niebyt pohańbieni. Od tego momentu aż do dnia dzisiejszego zastępy mniej lub bardziej wiarygodnych badaczy próbowało i próbuje udowodnić ich niewinność lub winę, pisząc o ich wierności dogmatom lub wręcz przeciwnie. Badacze znajdowali dowody, które nie były dowodami, tylko śladami tajemnic prowadzącymi do owych niezbitych dowodów, przy okazji odnajdywano mylące tropy prowadzących do donikąd tajemnic i nierozwiązywalnych zagadek związanych z bogactwem Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona. Chodzi tu przede wszystkim o poszukiwanie cennych artefaktów, a nawet mitycznych gór skarbów, chodzi również o domniemane mityczne relikwie jak Arka Przymierza,  czy Święty Graal. Niektórzy pasjonaci usiłowali nawet udowodnić, że Templariusze odnaleźli tajne doktryny makiawelizmu w czasie pobytu na Bliskim Wschodzie.

Dobrze, porzućmy te piramidologię..:)

O Dzizas!

Nic tak nie denerwuje, jak nieumiejętne przedstawianie pewnych teorii, wypreparowanych z towarzyszących im realiów. Lecz czasami żmudne i rzetelne poszukiwania ukazują nam tamtą rzeczywistość w pełni kolorów, a nie w otoczeniu czarno białych barw. I tak często bywa, ze prawda nie kryje się wśród tajemniczych miejsc, ale na przykład w nudnych detalach ksiąg rachunkowych  i kwatermistrzowskich… :)

I tak było w Langwedocji, gdzie na zasadzie selekcji negatywnej próbowano wyciągnąć z tekstów, które odzwierciedlają aktywność Templariuszy w Masdeu (Mas Deu, Langwedocja) ich odstępstwo od wiary katolickiej na rzecz idei katarskich. Jednak nawet zeznania niewinnych i heretyków w sprawie domniemanej winy templariuszy wymuszone przez Inkwizycję udowodniły tylko, ze ich prawowierność była rygorystyczna i stanowi przykład doskonałego interpretowania zakonnej doktryny i władzy Kościoła.
Możemy jednak zastanowić się nad postawą templariuszy zwłaszcza podczas krucjaty przeciwko albigensom. Rzeczywiście budzą się wątpliwości, bo chociaż bezpośrednio związani z papiestwem nie tylko templariusze, ale i joannici odmówili czynnego, militarnego udziału w wojnie między chrześcijanami.

Dzisiaj, po wnikliwych badaniach wiadomo, ze powód tej dwuznacznej postawy był prosty – więzy rodzinne łączące rycerzy zakonów pochodzących z Langwedocji  z katarską, heretycką szlachtą. Można nawet powiedzieć, że często tolerowani lub nawet celowo chronieni byli członkowie ich heretyckich rodów zagrożeni pozwami lub wyrokami Inkwizycji.
Już na początku XIII w., heretyckie rody szlacheckie Langwedocji stanowiły bazę rekrutacji do Zakonu Templariuszy. Również jeśli chodzi o donacje wszelkiego rodzaju, katarskie familie rycerzy wspomagały zakon od samego początku.  Wyniki badan Jordi Ventura Subirats z Katalonii nie pozostawiają wątpliwości  co do śladów heretyków w Roussillon, Fenouilledes, czy Mas Deu, gdzie mieściły się komandorie zakonu.

Wytłumaczenie tak aktywnej i pozytywnej roli heretyków jest znowu prozaicznie proste, choć niezbyt było i jest do zaakceptowania przez akolitów teorii jednoznacznych w swym brzmieniu, ale fakty są faktami i niektórzy spędzili nad ich badaniem trochę więcej czasu, niż niejedna akademicka sława i mimo, że nie znaleźli uznania rozwydrzonych mediów, to jednak do prawdy obiektywnej dotarli. :)

Więzy, oprócz pokrewieństwa, tworzyły się również poprzez braterstwo broni jeszcze przed okresem krucjat przeciw katarom. Szczególnie w czasie wspólnej krucjaty przeciw Maurom, zakończonej zdobyciem Majorki i Walencji, gdzie pod sztandarem pana na Roussillon, Nuno katarzy walczyli ramię w ramię ze swymi krewnymi, rycerzami Zakonu Templariuszy.

Zdobycie Majorki (autor nieznany)

Król Jakub I  roi d’Aragon, comte de Barcelone et seigneur de Montpelliersam

A potem Król Jakub I  roi d’Aragon, comte de Barcelone et seigneur de Montpelliersam, przynajmniej do czasuTraktatu z Corbeil, nie zezwolił miejscowemu oddziałowi Inkwizycji na swobodne zwalczanie katarskiej herezji, pomimo ponawianych żądań papieża i króla Francji, dając tylko wymijającą obietnicę. Zbyt bowiem wielu z jego wielkich wasali było katarami i zbyt potrzebował ich ostrych mieczy. Są wśród nich utytułowani, bogaci i wielcy, tacy jak: Pons de Vernet, Oliver de Termes, Chatbert Barbaira lub Serrallonga Hug Bernat, którzy byli towarzyszami broni i wasalami króla Jakuba I. Większość nich została oskarżona o kataryzm, skazana potempost mortam,w procesie wytoczonym na podstawie materiałów zebranych przez inkwizytorów w 1263 roku w Perpignan.
Specjalne stosunki ze „Świątynią” niektórych rodzin dotkniętych herezją są widoczne poprzez akty darowizny na rzecz templariuszy lub ich przynależności,  jako członków rożnych szczebli hierarchii zakonnej. W gminie Fenouilledes Templariusze otrzymywali darowizny od rodzin de Cucugnan i du Vivier, których przynależność do heretyków została udowodniona. Również członkowie tych rodzin byli templariuszami, co może było nawet bardziej skutecznym zabezpieczeniem  w razie potrzeby (przed Inkwizycją), lecz nie było przeprowadzane z perfidnych, wyrachowanych pobudek ponieważ, jak wspomniałem wyżej proces ten był starszy, niż oficjalne ogłoszenie kataryzmu herezją. Tak więc wśród braci zakonnych z Mas Deu, krótko po 1250, znajdziemy rycerza Raimon Peyrepertuse z wielkiego rodu Barbaira, rodzica Guillem Peyrepertuse, pana na zamku Peyrepertuse wasala króla Ludwika IX. Rodzina Barbaira pojawia się również w Mas Deu, reprezentowana przez rycerzy Berenguer i Bouteiller w dokumentach komandorii z 1271.

Jak wspomniałem na koniec poprzedniej notki, pod koniec XIII wieku, pojawia się w księgach rachunkowych komandorii Mas Deu również familia Canet, blisko związana z ostatnim preceptorem Ramonem Saguardia, któremu na procesie w 1309 roku usiłowano dowieść herezji.

W poprzedniej notce również wymieniłem trzy nazwiska nobili heretyckich pochowanych na terenie Mas Deu i dodam tylko, że proces przeciwko ich dobremu imieniu (leczpost mortam), który odbył się latach w 1262-1263, odbył się pod przewodnictwem Inkwizytora o nazwisku Pons Pouget, którą dzięki jego wygraniu zrobił karierę i został prokuratorem króla Majorki, co wobec katarskiej krwi, przelanej podczas jej zdobywania zakrawa na ironię losu.

Źródło: Robert Vinas,L’ordre du Temple en Roussillon, Editions Trabucaïre, Perpignan (2001)

http://robertzjamajki.salon24.pl/481145,templariusze-4

PRZECZYTAJ: 

Templariusze – ks. Andrzej Zwoliński

ZOBACZ TAKŻE: 

Posted in Historia, Religia | 2 Komentarze »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 14 stycznia 2013

Rząd Tuska potrafi tylko psuć i rozwalać…ewentualnie kraść lub obsmarowywać błotem. Nic im nie wychodzi… Stąd też chcą wprowadzić radary, fotoradary etc ….tak bardzo chcą żeby im się coś udało…. Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na drobny fakt fałszowania sondaży. Mieszkam ( na szczęście) w innej strefie czasowej. Mianowicie kiedy u mnie jest 9 wieczorem to w Polsce jest 3 nad ranem. I tak np w nocy na interia.pl dzieją się cuda. Np pod postem przeciwko niejakiemu Tuleyi jest 150 głosów za postem a 30 przeciwko i nagle tak kolo trzeciej nad ranem czasu warszawskiego ocena się zmienia np z 150 do 30 na 151 do 240. I tak dzieje się nagminnie. Gdy była dyskusja o niejakim Lolku którego znamy także jako Bolek to komentarze ukazywały się z kilkugodzinnym opóźnieniem i znowu ta sama historia ze zmiana ocen….czasami dzieje się to nocy czasami inna pora. Fajniej jest na gazeta.pl …..tam sobie klikam ze nie lubię Vincenta rostowskiego a pokazuje się ze w tym czasie kiedy ja kliknąłem pod ocena komentarza (NEGATYWNA) to pokazało się ze nikt oceny negatywnej nie dal za to czworo internautów kliknęło ocenę pozytywna…..i to w nocy z wtorku na środę o 2.59 nad ranem jakby rzeczywiście lemingi tak czytały….. Jest to olbrzymi proces planowego fałszowania oceny artykułów, ocen na interia.pl czy gazeta.pl służąca pokazaniu głównie lemingom jak jest ich wiele (gdy w rzeczywistości są znaczącą mniejszością) zaś ludziom myślącym jak jest ich niewielu ( gdy często są większością). Dziwi mnie fakt ze w Polsce dziennikarze, publicyści i politycy nie zwracają na ten poważny problem żadnej uwagi…

http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-lukasza-warzechy/44742-lukasza-warzechy-podsumowanie-tygodnia-konferencja-tygodnia-prywata-tygodnia-i-szturm-tygodnia

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Łukasza Warzechy podsumowanie tygodnia: konferencja tygodnia, prywata tygodnia i szturm tygodnia

Posted by tadeo w dniu 14 stycznia 2013

fot. PAP/Radek Pietruszka

 

Konferencja tygodnia

Ministrowie Nowak i Cichocki ruszyli do kontrataku przeciwko malkontentom, którzy nie chcą żyć w największym zakładzie fotograficznym Europy. Ogłosili Narodowy Program Tępienia Kierowców. Niestety, niektóre z zawartych w nim propozycji porażają swoją wstrzemięźliwością i zachowawczością. Na przykład propozycja, aby wprowadzić wymóg obowiązkowego zatrzymania się przed przejściem dla pieszych, jeśli zbliża się do niego pieszy. Przecież w polskim prawie nie ma definicji „zbliżania się”. Czy „zbliżanie się” to 10 metrów czy może pięć? A jeśli ktoś idzie sobie po prostu chodnikiem, przy którym znajduje się przejście? Dlatego obaj ministrowie powinni po prostu wprowadzić obowiązek prewencyjnego zatrzymania się przed każdym przejściem, niezależnie od tego, czy się ktoś do niego zbliża czy nie. I przy każdym ustawić fotoradar.

Druga sprawa to odbieranie kierowcom prawa jazdy za podwójne przekroczenie prędkości na obszarze zabudowanym. Otóż takich zbrodniarzy i drogowych morderców należałoby potraktować znacznie ostrzej. Na miejscu powinien ich osądzać mobilny Ludowy Trybunał Drogowy, złożony z przedstawicieli Głównej Inspekcji Transportu Drogowego, policji i miejscowej straży gminnej. Następnie, po surowym wyroku, kierowca ów powinien być rozstrzeliwany na poboczu, i to koniecznie wtedy, gdy w pobliżu będą przejeżdżać inne samochody. Dla nauki i przestrogi. Jego auto zaś oraz cały majątek powinny przepadać na rzecz państwa i Jana Vincenta. Dopiero takie rozwiązanie wydaje się dość radykalne.

Oczywiście ze wszystkich tych sankcji powinni być wyłączeni posłowie i członkowie rządu. Oni, jeśli siadają za kierownicą i przekraczają prędkość, to wyłącznie dla dobra narodu.

 

Prywata tygodnia

Okazało się, że jeden z bohaterów konferencji, minister Jacek Cichocki, prócz swojego służbowego auta, korzysta także z rządowego busa, który wozi jego dziecko do szkoły, a czasami – ot, ludzki pan – zabiera także dzieci sąsiadów.

Są kraje, gdzie politycy tracili stanowiska za podobne sprawy. Na przykład szwedzka wicepremier, która zapłaciła za paczkę pieluch służbową kartą. No, ale to są kraje chore, gdzie nie docenia się trudu polityków i narzuca im jakieś chore standardy. W Polsce słuszną linię ma nasza władza: jak się minister męczy dla dobra państwa, to BOR może, w geście drobnej, zbyt przecież skromnej, wdzięczności odwozić mu córkę do szkoły. Jak się pan premier zadręcza dla Polski, to rządowa beemka może transportować narzeczonego jego córki.

I żeby było jasne: ani busik z panną Cichocką, ani beemka ze Staszkiem Cudnym na pokładzie nie muszą przestrzegać żadnych ograniczeń prędkości. Tu chodzi, proszę Państwa, o dobro państwa!

 

Szturm tygodnia

W Sanoku doszło do strzelaniny. Czy może raczej – do strzelania. Strzelał bowiem mężczyzna z okna, a policja doń ani razu. Policja czekała na „kontakt” ze strzelającym, a potem, aż się podda. No i poddał się, rzec można, dokumentnie, bo gdy funkcjonariusze w końcu weszli do mieszkania, znaleźli dwa ciała. Całe szczęście, że desperat nie miał w mieszkaniu zapasu jedzenia na miesiąc i takiegoż zapasu amunicji, bo biedni policjanci musieliby czekać na mrozie trzydzieści dni, a sąsiedzi nie mogliby wychodzić i wchodzić do domów.

Gdyby ktoś miał wątpliwości – tak, to ta sama polska policja, która kilka miesięcy temu weszła z drzwiami do mieszkania całkowicie przypadkowych ludzi, rzuciła ich na glebę, powybijała zęby i poturbowała. Bo się pomyliła.

[felieton ukazał się w dzienniku „Fakt”]

 

Zainteresował Cię artykuł? 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »