WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Październik 2012

Ks. Roman Adam Kneblewski: Memento mori..!

Posted by tadeo w dniu 31 października 2012

Mądrość życia domaga się stałej świadomości własnej śmierci…

http://gloria.tv/?media=301389

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Dialog o Bożej Opatrzności – Św. Katarzyna ze Sieny

Posted by tadeo w dniu 31 października 2012

http://www.kbroszko.dominikanie.pl/katarzyna3.html

Przeczytaj także:

Piekło – Cztery główne męki – Bóg do św.Katarzyny

ROZPRAWA O CZYŚĆCU ŚW.KATARZYNY. doc

Dialogu o Bożej Opatrzności św. Katarzyny ze Sieny, dziewicy
(św. Katarzyna ze Sieny, Dialog, Poznań 1987, s. 317-321) 

Dominik i Franciszek to dwie kolumny w świętym Kościele
Święty Zakon, ustanowiony przez Ducha Świętego i przeznaczony dla wszystkich dusz chcących osiągnąć doskonałość, jest jak łódź, która zawiedzie je do przystani zbawienia. Panem tej łodzi jest sam Duch Święty. Nie zbacza ona z drogi przez błąd zakonnika, który przekracza regułę; błąd ten szkodzi jemu, nie jej. Wprawdzie sternik może zdać ją na łaskę fal, jak czynią źli pasterze, przełożeni, postawieni u steru przez pana łodzi. Lecz łódź ta w sobie daje tyle ukojenia, że język twój nie zdołałby tego wyrazić.
Znajduje się też na tej łodzi skarb świętych reguł, ustanowionych z taką mądrością i z takim światłem przez tych, którzy stali się przybytkami Ducha Świętego.
Spójrz, z jakim ładem Benedykt urządził łódź swoją.
Spójrz, w jaką doskonałość, w jaką woń ubóstwa, w jakie perły cnót wyposażył swą łódź Franciszek. Pchnął ją na drogę wielkiej doskonałości, którą pierwszy w sobie urzeczywistnił i dał uczniom swym za oblubienicę prawdziwe i święte ubóstwo, które sam wybrał przez zaparcie się siebie i samowzgardę. Nie pragnął podobać się żadnemu stworzeniu poza moją wolą, lecz chciał być niczym w oczach świata. Umartwiał swe ciało, unicestwiał swą wolę, przyoblekał się w hańbę, cierpienia i zniewagi dla miłości pokornego Baranka, z którym miłośnie związał się i przygwoździł do krzyża, tak że przez szczególną łaskę zjawiły się na ciele jego rany mej Prawdy, ukazując w naczyniu jego ciała płomienne uczucie jego duszy. Tak wytyczył drogę innym.
Lecz spytasz mnie: Czyż inne zakony nie są oparte na tym samym ubóstwie? Tak, lecz dla żadnego z nich nie jest ono dobrem głównym. Rzecz ma się tak jak z cnotami. Wszystkie cnoty pochodzą z miłości, a jednak, jak ci rzekłem na innym miejscu, każdy ma swą cnotę właściwą, ten taką, ów inną, choć wszyscy posiadają miłość.
Biedaczynie Franciszkowi było właściwe prawdziwe ubóstwo i z miłości, którą żywił do niego, uczynił zasadę na swej łodzi, ustanawiając w niej ścisłą karność dla dusz nie zwykłych, lecz doskonałych, nielicznych, lecz dobrych. Powiadam nielicznych, bo niewielu tylko wybiera tę doskonałość.
Spójrz teraz na łódź ojca twego Dominika, umiłowanego syna mojego, i zobacz, z jakim doskonałym ładem wszystko urządził. Chciał, aby bracia jego mieli na myśli tylko chwałę moją i zbawienie dusz przez światło wiedzy. To światło chciał uczynić zasadą swego Zakonu, nie zrzekł się jednak prawdziwego i dobrowolnego ubóstwa. Dowodem, że go przestrzegał i że brzydził się bogactwem, jest przekleństwo, które testamentem przekazał w dziedzictwie synom swoim, którzy posiadają cośkolwiek w jego Zakonie prywatnie czy wspólnie. Jest to znak, że obrał sobie za oblubienicę królową biedę.
Lecz właściwym przedmiotem swego Zakonu uczynił światło wiedzy, aby wytępić błędy, które powstały w tym czasie. Podjął urząd Słowa, Jednorodzonego Syna mojego. Wydawał się w świecie wprost apostołem, tak wielkie były prawda i blask, z jakimi siał słowo, rozpraszał ciemności i rozlewał światło. Był sam światłem, które dałem światu za pośrednictwem Maryi i umieściłem w mistycznym ciele świętego Kościoła dla tępienia herezji.
Iluż robotników wysłał ten ojciec, by pracowali w jego winnicy, wyrywając ciernie występków i sądząc cnoty! Zaprawdę, Dominik i Franciszek to dwie kolumny w świętym Kościele: Franciszek przez ubóstwo, które było jego cechą właściwą, Dominik przez wiedzę.

ROZPRAWA O CZYŚĆCU ŚWIĘTEJ KATARZYNY Z GENUI

WSTĘP DO ROZPRAWY

Żar miłości Bożej, jaki św. Katarzyna odczuwała w swym wnętrzu, pozwolił jej poznać, co to jest czyściec, i jak to możliwe, że dusze są tam szczęśliwe i zarazem udręczone. Dusza św. Katarzyny, lubo jeszcze przyobleczona była ciałem, znalazła się jakby w czyśćcu gorejącej miłości Bożej, której płomienie ją oczyszczały i wypalały z niej wszelką zmazę, aby po zejściu z tego świata mogła stanąć przed obliczem słodkiej swej Miłości – Boga. Dzięki temu wewnętrznemu żarowi miłości poznała też stan świętobliwych dusz, przebywających w czyśćcu dla obmycia się ze wszelkich śladów rdzy i skazy grzechowej, jakiej nie odpokutowały w życiu doczesnym. Tak zanurzona w płomieniach miłości Bożej, z Bogiem całkowicie zjednoczona, zupełnie zadowolona z działania Bożego w niej, doświadczalnie poznała stan dusz przebywających w czyśćcu.

PRZEDMOWA

Życie i dzieła świętej Katarzyny z Genui są jednym z najcenniejszych pomników teologii mistycznej. One stanowiły dla dusz bogobojnych, jak np. św. Ludwika Gonzagi, niewyczerpane źródło rozkoszy duchowej. Dzieje się rzadko, powiada arcybiskup Paryża Hardouin, by duch Boży w takiej obfitości zsyłał swe światło, w jakiej spłynąć pozwolił na czystą i rozpaloną w miłości duszę św. Katarzyny. Dzieło jej pod tytułem: „Rozprawa o czyśćcu” jest zarazem cudownym znakiem troski Bożej w kierownictwie świata. Przewidział Bóg straszne herezje Lutra i Kalwina, przeczące istnienia czyśćca i skuteczności modlitw za zmarłych, więc już naprzód wybrał spośród śmiertelnych tę niewiastę, ubogaconą cnotą oraz niezwykłą świętością, aby wiernym podała prawdy zdrowe i tym uchroniła ich od niewiary. Sposób, w jaki przedstawiła te prawdy, godny jest majestatu Bożego oraz wzniosłości naszej religii. Kto czyta Rozprawę, nie powstrzyma się od podziwu dla boskiej Opatrzności, której podobało się plany swe ukryć przed mądrymi i roztropnymi tego świata, a objawić je pokornym i maluczkim. Święty Franciszek Salezy nie przestał polecać lektury Rozprawy. Za jego radą, powiada bp Belley, często czytałem ten traktacik, a zawsze z nowym upodobaniem i głębszym zrozumieniem; zaiste w tej dziedzinie nie znalazłem dotąd nic, co by mi równe dawało zadowolenie, jak wczytywanie się w Rozprawę. Trwałoby długo, gdybyśmy chcieli przytaczać świadectwa uznania papieży, jak Klemensa X, Innocentego XI; kardynałów: R. Bellarmina, F. Boromeusza, J. Bony; Świętych, mistyków i liczonych, jak wspomniany święty Franciszek Salezy, św. Andrzej Avellino i wielu innych. Wystarczy powiedzieć, że nauka Świętej uznana została nie tylko przez poważnych teologów, ale zatwierdzona i polecona powagą samej Stolicy Apostolskiej.

Nigdy dotąd, zauważa Hello, wzrok ludzki nie potrafił tak dalece przeniknąć głębin zaświata. Obok Dantego, twórcy wiekopomnej epopei trzech królestw, wznosi się wspaniała postać kobieca św. Katarzyny, wielkiej i pokornej córki duchownej Biedaczyny z Asyżu. Oświecona łaskami, orlim swym wzrokiem wzbija się w niedościgle otchłanie i w nieśmiertelnym hymnie – Rozprawie – objawia działanie Boże.

Oto jak cenną rzecz podajemy ludowi naszemu jako świeży pokarm duszy. Rozprawa rozchyli w cząstce rąbki tajemnicy czekającego nas zaświata, ale przede wszystkim niech wznieci w duszach ogień miłości rzeczy wieczystych, wskrzesi moc pokornego poddania się woli Bożej i ukochania Jego sprawiedliwych wyroków. Odczuć i spełnić. wolę Bożą, to zadanie naszego życia. Właśnie w Rozprawie znajdzie Czytelnik dużo pobudek, ułatwiających mu oderwanie się myślą od przemijającej doczesności, aby iść za tchnieniem woli Bożej w przyszłość za grobem. Tolle et lege- bierz więc i czytaj!

ŻYCIE ŚWIĘTEJ KATARZYNY ADORNO

Ojczyzną św. Katarzyny jest dumna ze swej sławy historycznej Genua, założona kilkaset lat przed narodzeniem Chrystusa Pana. W dziejach odgrywa ona wielką rolę. Genueńczycy wyróżniali się licznym udziałem w wyprawach krzyżowych, walecznością w częstych wojnach postronnych, przez wieki dzierżyli władztwo nad morzem – byli jego panami – utrzymywali stosunki handlowe i przemysłowe z Anglią, Francją, Hiszpanią, Egiptem, Syrią i Lewantem, a nawet zawierali traktaty handlowe z Tatarami krymskimi. Do szczytu potęgi doszła Genua na początku XV wieku, po czym światowa jej potęga zaczęła się słaniać i pękać w posadach.

Dwa zwalczające się od stu przeszło lat stronnictwa, gwelfów i gibelinów, zachwiały jednością i mocą Genui. Ma czele pierwszego stale znajdujemy wpływowy ród Fieschi. Wydal on ze swego łona papieży Innocentego IV i Hadriana V, pokaźną liczbę kardynałów, biskupów tudzież dostojników świeckich; bil on własną monetę, posiadał lenna w Ligurii, Piemoncie, Lombardii i Neapolu. Gwelfowie, zwolennicy papieża, zwalczani byli przez gibelinów, zwolenników cesarza; do nich należy arystokratyczna rodzina Adorno.

Katarzyna pochodzi z szlacheckiego rodu Fieschi; urodziła się w r. 1447 z ojca Jakuba, wicekróla Neapolu i dostojnej, dbałej o wychowanie swych pięciorga dzieci Franciszki. Nasza Święta na chrzcie otrzymała imię Katarzyny. Być może, było życzeniem rodziców, aby ich najmłodsze dziecię było pod szczególną opieką św. Katarzyny z Sieny, której sława nabrała wtedy już wielkiego rozgłosu. Czy też raczej podobało się Bogu uczynić św. Katarzynę Aleksandryjską stróżem dziecięcia, aby tym wskazać, że ono równie jak niebieska jego opiekunka jaśnieć będzie mądrością prawdziwej wiedzy i stanie się męczennikiem wskutek odczuwanego w sobie ognia miłości Bożej. Nabożni rodzice od najmłodszego wieku wprawiali cudowne dziecię w życie cnotliwe, wdrażali w giętki umysł bojaźń Boga i miłość ku Niemu. A dziecię korzystało z cennych nauk; wkrótce okazały się owoce, zapowiadające nieomylnie przyszłą świętość. Duszę jej zdobił wieniec cnót, jak anielska niewinność i posłuszeństwo, skromność, umiłowanie zacisza, gorąca miłość Boga, tudzież nadzwyczajny dar smakowania w modlitwie i rozmyślaniu męki Pańskiej, jak uroczyście to potwierdza papież Klemens XII w bulli kanonizacyjnej. Z piękną duszą była w zupełnej zgodzie piękność zewnętrzna. Jeśli prawdą jest powiedzenie, że piękny duch zamieszkuje w pięknej formie cielesnej, to Katarzyna może tu być wzorem. Arystokratyzm ducha i urok ciała doskonałe się w niej jednoczyły, Współcześni biografowie zachwycają się jej urodą. Postać jej wielka i smukła była klasycznych kształtów; głowa proporcjonalna, twarz o cudownym umiarze. Czarne brwi zdobiły wzniesione w górę czoło, siedzibę mądrości mistycznej oraz trwałej medytacji o sprawach wiecznych. Będąc szlachcianką z urodzenia, piękną i bogatą, Katarzyna posiadała nadto wszystkie zalety, jakich by jej słusznie pozazdrościć można. Słowem, natura nie poskąpiła jej swych darów. Katarzyna była zarówno czarującego powabu dla oka świata, jak i anielskiej piękności wewnętrznej w oczach Boga.

Mimo urody i piękna, podziwu i pochwał otoczenia, Katarzyna nie pozwoliła zbudzić w sobie próżnej dumy, wiodącej swe ślepe ofiary na niebezpieczne bezdroża świata. Na wszystko odpowiada ona z zadziwiającą obojętnością, podtrzymywaną coraz czujniejszym i wzmożonym życiem wewnętrznym. Surowe posty, twarde łoże, odejmowanie snu i przyjemności, a równocześnie coraz ściślejsze jednoczenie się z Chrystusem, częste z Nim serdeczne rozmowy, odrywanie się od nieznośnego dla niej gwarnego otoczenia i płomienny wzlot myśli ku gwiazd cichej gromadzie, niebu, wieczności – oto treść każdego dnia jej życia.

W takich to kształtach przedstawia się obraz życia Katarzyny w dwunastej wiośnie życia, kiedy w jej sercu pojawia się niepokojące pytanie o jego drogach, zadaniu i powołaniu. Dusza naprawdę pobożna, troskliwa o dobrą przyszłość, nie będzie długo zwlekać z ostateczną odpowiedzią na budzący się głos powołania życiowego. Bez wielkich wahań wzrok Katarzyny spoczął na pobliskim klasztorze S. Maria delle Grazie, surowej reguły augustiańskiej, gdzie przed laty przywdziała habit najstarsza jej siostra Limbania, będąca wzniosłym przykładem dla współsióstr, Katarzyna zwierza się ze swych pragnień kierownikowi duchownemu, prosi usilnie o zgodę i wyjednanie przyjęcia w klasztorze. Spowiednik, świadek darów, jakimi Bóg obsypywał jego penitentkę, nie był zaskoczony jej zwierzeniem się z powołania. Nadaremno jednak Katarzyna prosi o przyjęcie w klasztorze, gdzie jej kierownik duchowny był zarazem spowiednikiem; reguła nie pozwalała przyjmować osób w wieku tak młodocianym. Dla Katarzyny zawód ten w najgorętszych pragnieniach był dotkliwym ciosem, po którym pada drugi – zgon jej ojca. Twarde życie wskazało, że poddanie się woli Bożej pewniej prowadzi do celu niż ludzkie zamiary i dążenia. Więc Święta z męstwem podnosi się z przygnębienia oraz z silnym postanowieniem wyzbycia się własnych celów, a pójścia wyłącznie za wskazaniem Bożym; wszystko trzeba chętnie przyjąć z ręki Boga, bo On jest dobrym Ojcem dla nas.

W takiej twardej szkole posłuszeństwa ćwiczy się nasza Święta, aby w 16 r. życia bohatersko poddać się wstrząsającej decyzji starszego brata, Jakuba, skazującej ją na zamążpójście za Adorna. Genua była wtedy widownią zaciętych sporów i walk o władzę nad rzeczpospolitą, przechodzącą z rąk Adornów pod władztwo intrygujących Fregozów. To znowu Fieschi otwarli bramy miasta nieprzyjacielskim wojskom księcia Mediolanu. Dość tych zamieszek, starć, nawet krwi rozlewu; wszystko pragnie pokoju. Więc i rody Fieschi-gwelfów i Adornów-gibelinów dla złagodzenia niesnasek zbliżają się do siebie. Jakub zadecydował utrwalić pojednanie oddaniem ręki Katarzyny Julianowi Adorno. Chmura smutku, czarnego zgorzknienia i szarpiących cierpień spadła na serce Katarzyny, ledwo zabliźnione po niedawnych ranach. Katarzyna pozwoliła się wieść przed ołtarz ślubny jako niema ofiara interesów familijnych i z lękiem przed węzłem małżeńskim wyszeptała słowa ślubnej przysięgi. Wśród zawodów i spadających na młodą małżonkę doznań, szybko dojrzewająca jej dusza nabrała hartu i siły odpornej wobec dotkliwych ciosów, co nie przestaną ranić tego zbolałego serca.

Z niemą skargą, ale i poddaniem bierze na siebie krzyż, który w drodze okaże się cięższy, niż to można było przeczuć. Julian Adorno bowiem był natury dość surowej, bezwzględnej i nieposkromionej. Temperament Włochów ani w dobrym ani w złym nie potrafi utrzymać się w umiarze, przeholuje na nizinach i w górnych lotach. Zwłaszcza w epoce Odrodzenia w imię swobodnego rozwoju indywidualności ludzkiej rozluźniano krępujące więzy moralności, a obyczaje nabierały cech pogańskich.

Adorno bez oporu poddał się prądom swego czasu. Zgodnie z epoką i on musiał się wyróżnić od szarego otoczenia choćby za niską cenę śmiałej rozrzutności, górowania w grach, zabawach i swawolnych towarzystwach. Prócz płytkiej elegancji i błyskotliwego przepychu, duszę jego unosiła porywcza gwałtowność oraz nieokiełzana żądza przyziemnych rozkoszy. Zraża go życie skromne, pobożne i zamknięte młodej małżonki, więc żywi dla niej od pierwszych dni chłód, żywą odrazę, nawet i raniące zarzuty.

Leniwie upływały łata, brzemienne w bolesne doznania. Młodość upływa bezpowrotnie, kwiecie piękna zewnętrznego opada, pod ciężarem bolesnego krzyża więdnie świeżość i gaśnie pogoda; tępieje wrażliwość odczuć, a dusza Katarzyny pogrąża się w chorobliwy stan czarnego smutku, nie prześwietlonego żadnym błyskiem nadziei pogodniejszego jutra. Wtedy to, gdy Bóg zdał się z milczeniem patrzeć na bólem targane serce i życie złamane w samym kwiecie wieku, poszła za radą rodzinnego otoczenia: porzuciła pokutniczą samotność, chcąc w towarzyskich kołach zapomnieć o gorzkich strumieniach łez i kolcach. Odrodzenie nauk, sztuk, piękna oraz ideałów starożytności dostatecznie dawało możność realizacji zachcianek, zwłaszcza gdy majętny stan ułatwiał rozkoszowanie się w przemijającym dobru. Katarzyna poszła łatwą drogą – na lep.

Czy jednak możliwym, aby przyjemności doczesne o wartości ograniczonej zdołały nasycić pragnienia duszy, która choć raz zakosztowała rozkoszy nieskończoności – Boga? Więc Katarzyna ze wstrętem odwraca się od chwilowych uciech, a serce swe niepodzielnie i już na zawsze oddaje Dobru wiecznemu. Nie znaczy to, by w okresie poprzednim zapomniała o Bogu, by żyła w grzechu ciężkim, bynajmniej. A jednak było to jaskrawe sprzeniewierzenie się Bogu, który ją posiadł od zarania. Katarzyna, nie należąc do siebie, oddala się światu, w nim szukała szczęścia i zadowolenia, błyskotliwymi rzeczami chcąc zastąpić owo czyste światło Boże, co rozpromieniało jej duszę. Ależ nie, nasza Święta aż nadto była arystokratycznego ducha, by zadowolić się wartościami zdawkowymi.

Niepokój wkrada się do jej sumienia, jątrzącego coraz bardziej wyrzutami niewierności. Ale jak tu zerwać ze światem? Co on powie? W wigilię św. Benedykta zrozpaczona modli się gorąco w kościele o zesłanie na nią choroby, aby tylko mogła oddalić się od tej pustki i jałowości życia. Ciężko jednak, wiemy to dobrze, pozostać pastwą walk i nikomu nieznanych zmagań wewnętrznych. Szuka oparcia w klasztorze; tam zwierza się swej siostrze z ciężarów. Ta radzi jej wypowiedzieć swą nicość przed spowiednikiem – Marabotto. Po chwilach drżącego wahania Katarzyna przyklęka do konfesjonału, a w tymże momencie promień światła niebieskiego rozświetla jej umysł; czuje, jakby żarzący miecz przeniknął jej serce i rozpalał je płomieniem miłości Bożej. Teraz poznaje wyraźnie z jednej strony dobroć Bożą, z drugiej złośliwość grzechu nawet powszedniego, niewypowiedziany żal gryzie jej serce, zanosi się od szlochów i szepcze z nieugiętą stanowczością: precz z grzesznym światem, precz! Ze wzruszenia nie może kończyćwyznania swej niewierności. Wraca do ostatniego zakątka domu, gdzie daje wolny upust uczuciom. Zrzuca z siebie błyskotliwe stroje, gorzkie łzy toczą się po licach i zlewają podłogę. Co za męczarnia, widzieć swą niewdzięczność wobec dobroci Bożej! Wtedy to Chrystus Pan, który odtąd chce ją posiąść niepodzielnie, objawia się jej przytłoczony ciężkim krzyżem, krew pokrywa Jego postać od głowy do stóp i zdaje się nią zalewać mieszkanie. Z niewypowiedzianą słodyczą zwraca swą twarz ku Katarzynie ze słowami ulgi: „Patrz, powiada, ta krew wylana na Kalwarii z miłości dla ciebie i dla zmycia twych grzechów”! O, w takiej chwili rodzi się żywa nienawiść grzechu, pogarda siebie, pragnienie objęcia oburącz Chrystusa Pana. Teraz nastąpiło odprężenie napięcia, przemiana wartości. W pokornej spowiedzi wyznała swą. słabość, swoje „ja” zepchnęła z ołtarza uwielbienia, a w przybytku jej duszy zapanował Chrystus, któremu odtąd wieczne ścielehołdy. Nawrócenie Katarzyny, dzieło całkowicie Boże, nagłe i zupełne, słusznie przyrównano do nawrócenia się św. Magdaleny i św. Pawła.

W tym czasie rozrzutne życie Juliana, mimo znacznych jeszcze dochodów z wyspy Chios, doprowadziło do długów i załamania się ekonomicznego. Dumny potomek sześciu dożów został upokorzony. Zreflektował się, przeprasza Pana Boga za nieposkromione wybryki przeszłości, ślubuje z Katarzyną dozgonną wstrzemięźliwość małżeńską i przyjmuje pokutniczy habit tercjarski zakonu św. Franciszka. Koleje jego życia wzięły inny kierunek. Sprzedaje swą posiadłość, opuszcza piękny pałac, choć gospodarczo nie był do tego zmuszony, i po jakimś czasie zamieszkują w lecznicy Pammatone, aby całkowicie oddać się pielęgnowaniu chorych i pracy charytatywnej. W pracy tej św. Katarzyna z bohaterstwem przezwycięża wrodzoną wrażliwość na rzeczy niemiłe i wzorem św. O. Franciszka, którego habit przyjmuje w Trzecim Zakonie, służy z siostrzaną czułością trędowatym i biednym. Wkrótce powierzono jej kierownictwo szpitala. Niebawem ciężka choroba powaliła Adorno na łoże śmierci. Katarzyna pielęgnowała go aż do skonu z czulą starannością, przede wszystkim zaś gorącą modlitwą wyjednała, że mąż jej zasnął zupełnie pojednany z Bogiem. Przewrażliwiona dusza Świętej bez wstrząsu przyjęła to bolesne doznanie, choć nie pierwsze, bo one jak miot po miocie uderzały w to biedne, targane przeżyciami serce. W życiu jednak małżeńskim okazała się jako bohater-zwycięzca.

Tym częściej widywano teraz tę dostojną panią, obleczoną w grube szaty, jak w dzień i w noc przebiegała sale, zatrzymywała się przy chorych, pocieszała ich i oddawała im swe usługi z heroicznym poświęceniem. Mimo tylu odpowiedzialnych zajęć, nie zaniedbuje życia wewnętrznego, owszem zaostrza posty i umartwienia, odmawia sobie snu i najdrobniejszych nawet przyjemności; zajęcia nie rozpraszają jej wewnętrznego skupienia i gorących modlitw; nie dopuszcza, aby coś miało stanąć pomiędzy nią a nade wszystko umiłowanym Chrystusem Panem. Długoletnie życie zdumiewającego i wszechstronnego umartwienia, ostre i długotrwale posty, całkowite łączenie się w płomiennej medytacji modlitewnej z Bogiem, tudzież szczególne nabożeństwa do Eucharystii i Matki Najświętszej, przygotowały tę duszę w ostatnich dziesięciu latach do częstych wizji zaziemskich, ekstaz oraz nadzwyczajnych natchnień. Wysoka skala odczuć nie pozwoliła jej w martwym języku dostatecznie wypowiedzieć bogactwa wrażeń, stąd to synowie jej duchowni a równocześnie uczniowie, zwłaszcza zaś spowiednik Marabotto oraz Hektor Dernazza, poświęcający się całkowicie chorym i biednym, wypowiedzenia Świętej przetłumaczyli na język przystępny i w ten sposób w dwóch dziełkach pozostawili nam spuściznę duchową Świętej oraz opis jej życia.

W ostatnich latach wzrastające cierpienia wynędzniałego ciała na nowo okryły duszę św. Katarzyny kirem niepocieszonego smutku i głębokiego zamyślenia – objaw zrozumiały u jednostek wysoce uduchowionych, widzących jasno nędzę a zarazem nikczemność świata w stosunku do wartości wieczystych. Bóg kazał św. Katarzynie pić aż do dna z kielicha cierpień, jakie doczesność ze sobą przynosi. Pokrzepiona niebiańskim wiatykiem, 15 października, w dzień niedzielny r. 1510, zgasła dla świata, aby wzlecieć wprost wśród chóry anielskie, dokąd stale unosiła się jej miłością rozpłomieniona dusza.

Ciało tego serafina, jak nazywa ją św. Franciszek Salezy, spoczęło w bogatym sarkofagu w kościele szpitalnym. Rozgłos świętości, już za życia Katarzyny zataczający szerokie kręgi, teraz ściąga tłumy ludu przed jej grób, gdzie dzieją się częste cuda i nagłe uzdrowienia. Dnia 18 maja 1737 papież Klemens XII policzył Katarzynę w poczet Świętych.

POWSTANIE DZIEŁ

Dla zrozumienia genezy i okoliczności, wśród których powstały dzieła św. Katarzyny, mianowicie Rozprawa o czyśćcu i Dialog czyli Rozmowa, dobrze będzie choćby w streszczeniu przytoczyć ustęp z tzw. Vita czyli pierwszego życiorysu Świętej. Czytamy tam, co następuje:

Szlachetna dusza Katarzyny, zatopiona w morzu miłości Bożej, pragnęła uwolnić się od wszelkich rozproszeń, aby synom swym duchownym mogła wypowiedzieć się z uczuć, jakie znalazła w słodkiej miłości Boga. Nieraz westchnęła sobie: Obym potrafiła wyrazić uczucia serca, które całe zda się płonąć i ginąć w płomieniach miłości! Więc mówiono jej: Matko, powiedzże nam coś o tym. Na to Święta odpowiadała: Nie mogę znaleźć odpowiednich słów dla wyrażenia płomiennej miłości. Rzecz przedstawić opacznie byłoby krzywdą dla słodkiej Miłości. Wszelako to powiedzieć mogę, że gdyby z uczuć mego serca choć kropelka spadła do pieklą, zajaśniałoby tam życie wieczne, miłość i zjednoczenie, szatani zmieniliby się w aniołów, męki przeszłyby w radość, bo gdzie jest miłość Boża, tam nie ma cierpień.

Pewna osoba duchowna, zdumiona tymi słowy zagadkowymi, pyta się: Matko, czy możliwa przystępniej wyłożyć rzecz? – Nie, odpowiada Święta. – Więc pozwól, dodaje słuchacz spragniony, dla głębszego zrozumienia, że my twe myśli ‚rozwiniemy, a ty ocenisz, czy one odpowiadają twym odczuciom. – Bardzo chętnie, kochany synu, odpowiada Święta z zadowoleniem. Wtedy nabożny słuchacz tak rzecz przedstawił: Skutki miłości, jakie odczuwasz, są ogniem wewnętrznym, jednoczącym duszę z Bogiem. Ona uczestniczy w Jego dobroci. Nad wyraz cudowne to zjednoczenie jest tak ściśle, ze nic odróżniasz duszy od Boga, stąd też. nie-, możliwa chcieć coś, pragnąć czy odczuwać, co by było poza miłością Boga i Jego chwalą. Inaczej natomiast jest w piekle. Tam szatani zbuntowani są przeciwko Bogu. Gdyby zatem choć jedna iskierka jednoczącego żaru miłości doszła do pieklą, opadłyby zaraz chmury buntu, a zajaśniałaby miłość Boża i zjednoczenie się 2 Nim; nie byłoby już piekła, lecz życie wieczne, które znajduje się wszędzie tam, gdzie jest jedność i miłość.

Święta usłyszawszy to, odpowiada w radosnym uniesieniu: Najdroższy mój synu, istotnie rzeczy się tak mają, jak to opowiedziałeś.

Przytoczyliśmy dłuższy ustęp tej rozmowy, bo ona jest pełna woni franciszkańskiej prostoty, a zarazem rozchyla głęboką mądrość miłych Fioretti. Nadto ze sceny powyższej przebija sekret niezwykłego powstania dzieł św. Katarzyny, natchnionej duchem Biedaczyny z Asyżu, którego była wierną uczennicą duchowną.

Wokół Madonny Catarinetty, jak wdzięcznie nazywają ją dokumenty, w ostatnim okresie jej życia utworzyła się prawdziwa szkoła, rodzina wybrańców, co w Świętej uwielbiali najdroższą matkę i niezwykłą mistrzynię życia duchowego. Gdy Katarzyna była już blisko wzlotu do wieczności, odczuwała w sobie potrzebę wypowiedzenia się nie tylko w dziełach charytatywnych, lecz nadto w zbawiennym pouczeniu dać wyraz pełni miłości, rozśpiewanej w jej sercu, pragnęła jakby w jednym rzucie dać obraz cudownego dzieła, spełnionego przez Boga w jej duszy, a zarazem rozchylić rąbek tajemnicy, zasłaniającej życie pozagrobowe. Koło niej w szpitaluPammatone gromadzą się nabożne dusze, żądne kształcenia się na wzór Świętej; zebrania ich odbywają się coraz częściej, szkółka seraficka wzrasta co do liczby i gorliwości, W uczniach rośnie żądza usłyszenia słów niebiańskiej mądrości, więc proszą: Matko, powiedzże nam coś ze swych przeżyć wewnętrznych. A Święta coraz natarczywiej odczuwa potrzebę wypowiedzenia przed synami duchownymi uczuć słodkiej miłości Bożej, pieszczonej w jej sercu.

Lecz poemat, co rósł w duchu, nie dał sin z łatwością wyrazić na zewnątrz. Święta nie mogła znaleźć słów odpowiednich do wyrażenia gorejącej miłości. Mowa jej była raczej jąkaniem i szlochaniem. Wsłuchani więc uczniowie pilnie gromadzili słowa przerywane westchnieniami. W tak zaledwie naszkicowanych prawdach starano się dopatrzyć głębi jej genialnej intuicji, rozwijano myśli mistrzyni i tłumaczenie to dano jej do potwierdzenia. Gdy komuś powiodło się w martwym języku ludzkim wyrazić słaby odblask myśli Świętej, przyjmowała to z radosnym uniesieniem.

Te oto rozmowy, pełne serafickiej prostoty, a zarazem nadziemskiego uroku, tłumaczą spisanie życia Świętej oraz powstanie jej dzieł: Rozprawy o czyśćcu i Rozmowy między duszą i ciałem. Spisaniem ich zajęli się umiłowani uczniowie: spowiednik Marabotto i H. Uernazza. W przedmowie ich pracy znajdujemy potwierdzenie naszego tłumaczenia genezy. Niech Czytelnik nie zraża się, czytamy u nich, że znajdzie rzeczy mało uporządkowane, nie zawsze wyraziste i wyrażone językiem mało wytwornym; podajemy raczej nagą i prostą prawdę, zebraną przez bogobojne osoby (Marabotto i Vernazza), co słyszeli ją wprost z ust serafickiej pani. Ona ją czerpała z własnego doświadczenia; myślą i na ciele przeżywała to, co dusze cierpią w czyśćcu. Mówi o tym wyraźnie w r. XIX, 1: „Ten rodzaj oczyszczenia, jaki widzę u dusz w czyśćcu, sama przeżywam na sobie i to zwłaszcza od dwu lat; z każdym dniem widzenie to i odczucie staje się wyraźniejsze.”

Stąd Marabotto i Vernazza nie autorami są, lecz redaktorami dzieł. Oni wiernie i pilnie zebrali słowa i sentencje Świętej tudzież jako ochoczy uczniowie usiłowali utrwalić w księgach wzniosłe nauki mistrzyni. Serca ich przepełniała radość, że posiadają tak cenny skarb nauki, pochodzącej wprost z ust serafickiej pani. Tak to powstały dzieła św. Katarzyny.

OBJAWIENIA PRYWATNE

Rozprawa o czyśćcu jest utrwaleniem tego, co Bóg św. Katarzynie objawił. Pytamy się zatem, czym takie objawienie jest i do czego zobowiązuje wiernych.

Rozróżniamy objawienie Boże publiczne czyli powszechne i prywatne. Jedno i drugie pochodzi od Boga i jest nadprzyrodzone. Pierwsze skierowane jest do całej ludzkości, względnie do całego Kościoła. Zawarte ono jest w natchnionych księgach Pisma świętego i w Tradycji kościelnej. Prawdy, zawarte w tych źródłach, stanowią tzw. depozyt wiary, jaki Bóg Kościołowi powierzył, aby go strzegł, wyjaśniał i nauczał. Bóg przemawiał tutaj przez usta Proroków, Apostołów i wreszcie przez Syna swego, który stał się człowiekiem. To objawienie ustało ze śmiercią ostatniego z Apostołów. Natomiast objawienie prywatne nie należy do depozytu wiary, dane jest zasadniczo dla dobra osoby pojedynczej i to w czasach po apostolskich. Objawienie prywatne jest łaską darmo daną, nie wymaga zatem w podmiocie ani świętości ani stanu łaski, jakkolwiek świętość podmiotu jest ważnym kryterium w ocenie wiarogodności objawienia prywatnego.

Prawdy prywatnie objawione nie są absolutnie pewne. To jest zasadniczym powodem, dlaczego ich nie wolno mieszać z nauką Kościoła. Zarówno odnośnie boskiego pochodzenia prawdy objawionej jako i jej treści pewność jest ograniczona, nie absolutna. Rzeczy bowiem te poręczone są jedynie świadectwem człowieka, a nie powagą Kościoła. Świadectwo zaś osób prywatnych nie posiada charakteru oficjalnego. Ponieważ objawienie prywatne nie należy do depozytu wiary, a nadto pochodzenie jego nierzadko jest wątpliwe i sens niejasny, Kościół jako stróż prawd wiary sobie powierzonej bardzo ostrożny jest wobec objawienia prywatnego. Kościół aprobuje je dopiero po dokładnym i sumiennym zbadaniu go, przy czym nigdy go nie podaje jako przedmiotu wiary, lecz aprobatą stwierdza jedynie, że ono nie sprzeciwia się wierze katolickiej, dobrym obyczajom, tudzież karności kościelnej. Z tego zaś wynika, że może służyć ku pożytkowi i zbudowaniu wiernych. W tym znaczeniu papież Eugeniusz III aprobował objawienia św. Hildegardy, a inni papieże aprobowali objawienia śś. Brygidy, Gertrudy, Mechtyldy, Teresy, Marii Magdaleny de Pazzis, Katarzyny z Sieny jako i św. Katarzyny z Genui. Jeśliby zaś rzekome objawienie sprzeciwiało się wierze, to Kościół je stanowczo odrzuca.

Kościół zatem nie tylko przyjmuje możliwość objawienia prywatnego, lecz również faktyczność. Objawienia prywatne nieraz dały powód, że pielęgnowano w Kościele szczególne nabożeństwa i czczono pewne święta kościelne, jak Boże Ciało, N. Serce P. Jezusa, a ostatnio też Serce N. Marii Panny. Ale nawet w tych wypadkach decydującą normą i motywem głównym postępowania Kościoła są prawdy wiary objawione, zawarte w depozycie wiary, które odnoszą się do N. Sakramentu Ołtarza, człowieczeństwa Chrystusa, macierzyństwa N. Marii Panny. Natomiast objawienia prywatne św. Julianny z Leodium i św. Marii Małgorzaty Alacoque, tudzież objawienia M. Boskiej w Lourdes czy Fatimie, stanowią jedynie okazję świąt Bożego Ciała, N, Serca P, Jezusa itd.

Pytamy się, czy objawienie prywatne może być przedmiotem wiary boskiej czy tylko ludzkiej. Motywem wiary boskiej jest powaga i prawdomówność objawiającego Boga. Więc każdy, kto otrzymał objawienie prywatne, pochodzące niewątpliwie od Boga, zobowiązany jest w wierze je przyjąć. Do takiego aktu zaś nie są zobowiązani wierni, którzy pośrednio zapoznają się z treścią objawienia prywatnego, skierowanego do innych osób. Normą bowiem życia duchowego katolika nie są przeżycia subiektywne, lecz nieomylna nauka Kościoła i jego kierownictwo. Wierny katolik za przykładem Kościoła odnosi się do wizji i zjawisk nadzwyczajnych z wielką ostrożnością i rezerwą. Jeśli natomiast jakieś objawienie prywatne zostało przez Kościół aprobowane tak, że istnieje zupełna pewność co do wiarogodności, to nikomu tego objawienia zaprzeczać nie wolno, gdyż inaczej byłoby to zaprzeczeniem prawdomówności samego Boga. Tego rodzaju są objawienia św. Katarzyny z Genui: Kościół je aprobował, a teologowie w szerokiej mierze w wywodach swych korzystają z jej pism. Co Kościół ceni, to i dla nas wiernych jest wysokiej wartości ku pożytkowi i zbudowaniu duszy.

NAUKA O CZYŚĆCU

Źródłem, jak powiedzieliśmy, skąd św. Katarzyna czerpała swą głęboką naukę, były częste wizje, zwłaszcza zaś własne przeżycia duchowe. Nutą dominującą tego owocu heroicznych doświadczeń jest gwałtowny strumień lirycznych uczuć – hymn nieśmiertelny na cześć miłości Bożej. Dzieła jej, zatytułowane Dialog i Rozprawa, odsłaniają nam wzniosły dar miłości Bożej, wiodącej dusze do doskonałości, i oczyszczającej ją, aż stanie się godna-twarzą w twarz wpatrywać się w majestat Boży. Skąpa nauka teologiczna o czyśćcu, owiana gęstą mgłą tajemnicy, nowego doznała oświetlenia przez wizje św. Katarzyny, nie odstępujące w niczym od tradycji katolickich. W krótkim, systematycznym przedstawieniu pomówimy kolejno o istnieniu czyśćca, jego karach i radościach.

Kościół na soborze trydenckim dogmatycznie orzekł prawdę o istnieniu czyśćca. Zaprzeczali jej bowiem heretycy, jak Luter i Kalwin. Tymczasem Pismo święte, tradycja, przekonania powszechne ludów, liturgia – mówią nam jasno o istnieniu przejściowego stanu, w którym dusze sprawiedliwych za nie odpokutowane grzechy cierpią kary; wierni zaś mogą im swymi nabożnymi aktami przynieść ulgą. Tak to dla rozumu naturalne, że gdyby – przypuśćmy – czyśćca nie było, trzeba by go stworzyć. Większość przecież ludzi nie na tyle jest zła, aby po zgonie w piekle cierpieć wieczne męki, z drugiej strony mało zaprawdę jest tak doskonałych, by mogło wejść wprost do nieba, dokąd przecież nic nieczystego się nie dostanie. Więc właśnie w czyśćcu, miejscu pośrednim między niebem a piekłem, dusze zadośćuczynią sprawiedliwości Bożej, odpokutowując kary doczesne za swe grzechy. Jeśliby dusza po wyjściu z ciała nie miała możności uwolnić się od grzechów lekkich, gdy w nich zeszła z tego świata, jeśli nie mogłaby się oczyścić z niedobrych nałogów, ani odpokutować zasłużonej kary, to biada nam. Najdoskonalszy nawet z nas jest obarczony tylu słabościami duchowymi, tyle długów zaciągnął wobec Boga, że rozprysły by się jego nadzieje dostąpienia nieba, gdyby go nie podtrzymywała myśl o istnieniu miejsca oczyszczenia – czyśćca. Ono objawia zarówno sprawiedliwość Bożą jak i Jego miłosierdzie, majestat Jego świętości, tudzież piękność cudowną nieba. W końcu prawda o istnieniu miejsca oczyszczenia skłania nas, byśmy już tu czynili pokutę, a dobrymi uczynkami ulgę przynosili cierpieniom tych, co nas poprzedzili w zejściu z tego świata.

Największą karą dla dusz w czyśćcu jest to, że chwilowo nie mogą wejść do nieba i cieszyć się widzeniem uszczęśliwiającym; są jakby odgraniczone od Boga, acz złączone z Nim miłością niepodzielną. To wstrzymanie dusz od wejścia do szczęśliwości wiecznej, a zarazem gorące pragnienie Dobra najwyższego jest dla nich karą najdotkliwszą. Dusza, wolna od przeszkód i rozproszeń zmysłów, całym swym naturalnym pragnieniem zwraca się ku Dobru, dla jakiego jest stworzona; łaska Boża wzmacnia jeszcze to pragnienie. Wszelkie myśli o dobru partykularnym ustępują pożądaniu Celu najwyższego i ostatecznego. Tam wszelka czynność duszy znajduje swój przedmiot właściwy i zadatek szczęścia. Stąd zrozumiale, jak boleśnie dusze odczuwają i przeszkodę, i niemożność złączenia się z Bogiem. Kara ta w ich ocenie jest największa (maximaappretiative), czyli że gotowe są przyjąć cierpienia najdotkliwsze, byłe cieszyć się raz widzeniem uszczęśliwiającym w niebie.

Cała Rozprawa stara się pojęcie tego rodzaju kar wyświetlić, rozwinąć i uprzystępnić, gdy mowa jest o chlebie duchowym (VII), o gotowości dusz znoszenia najcięższych cierpień, byle tylko czyste mogły stanąć przed obliczem Bożym, o porywie naturalnym ku Bogu itd. Bóg jest miłością – źródłem cierpień i radości dusz. Dziełko św. Katarzyny jest wzniosłą pieśnią miłości, jak Czytelnik to zobaczy i sam odczuje. Nadto według nauki teologów dusze znoszą tzw. karę zmysłów, przeciwną naturalnemu pożądaniu, podobnież jak boleści odczuwane w tym życiu. Przyczyna sprawcza jest tu według nich też zewnętrzna: Bóg sam lub jakieś narzędzie w jego ręku, np. ogień. Oto grzesznik przez nieuporządkowaną, przyjemność, jakiej szuka w stworzeniu, staje się godny kary, która jest przeciwna grzesznej przyjemności; karę tę nazywają karą zmysłów. Kara z braku widzenia uszczęśliwiającego jest osobna, wewnętrzna, kara zaś zmysłów bezpośrednio swe źródło ma w przyczynie zewnętrznej, a jest nią, jak uczą, ogień. Trudno powiedzieć, czy jest on materialny jak ów w piecach. Kościół w tej sprawie nic nie orzekł. Św. Katarzyna mówi już to o ogniu, ale raczej duchowym, o płomieniu Bożej miłości rozpalonej w duszy, już to o cierpieniach, pochodzących z refleksji czyli rozważania. Oto, co czytamy: „A dusze te widzą całkiem jasno, jak nawet najmniejsza przeszkoda opóźnia spełnienie się ich naturalnych pragnień. Stąd zapala się w nich ogień, podobny piekielnemu (IV, 2). Kiedy jednak dusza weszła już na drogę powrotu do swego początku i celu, rozpala się w niej gorące pragnienie przekształcenia się w Boga i to staje się jej czyśćcem (XII, 4; por. te. 5). Ogień ten usuwa pozostałości grzechów, wypala rdzę grzechową, pokrywającą duszę i uniemożliwiającą odbijanie się w niej promieni Bożych (IV. 2, 3; XIII, 5; XII, 4). Jakkolwiek się rzecz ma, to pozostaje pewne, że dusze obok kary z braku widzenia Boga znoszą jeszcze karę zmysłów.

Z drugiej strony czyściec jest miejscem nie tylko kar, ale i radości. Powodów tej radości jest wiele: wszak dusze utwierdzone są w łasce uświęcającej, zatem pewne, że już nie popadną w grzech, ani strącone będą do piekła. Smutek czyśćca nie doprowadza ich do rozpaczy, ani złorzeczenia Bogu, jak to dzieje się w piekle. Papież Leon X potępił zdanie Lutra utrzymującego, że dusze w czyśćcu grzeszą nieustannie, jak długo szukają odpoczynku i lękają się kar. Dalej duszę napełnia radość z racji niezłomnej nadziei wejścia kiedyś do chwały wiecznej; momentu tego oczekują całkiem nieomylnie, bo znany im jest wyrok sądu szczegółowego; radość ta wzrasta, im dusze bliższe są celu. Nadto przypuszczać należy, że skoro mieszkańcy Kościoła wojującego i cierpiącego są członkami jednego Ciała Chrystusowego, dusze w czyśćcu radują się z nami w chwilach anielskiego wesela z okazji świąt kościelnych czy innych aktów, spełnianych ku chwale Bożej.

Możliwość równoczesnej radości i smutku w jednym podmiocie doznającym tłumaczy się tym, że każde uczucie ma inną rację czyli powód. Wszak i N. Maria Panna pod krzyżem zalewała się łzami wskutek śmierci Syna, a zarazem duszę jej napełniała radość z dokonującego się dzieła odkupienia świata. Racje smutku i cierpień dusz w czyśćcu podaliśmy wyżej. Więc równocześnie cieszą się one niezmiernie i cierpią straszne męki, a jedno nie pomniejsza drugiego (XIV, 5).

TEKST

Życiorys jak i dzieła św. Katarzyny zostały spisane przez jej spowiednika Marabotto oraz H.Uernazza, najserdeczniejszego jej przyjaciela i syna duchownego. Notowali oni pilnie i bezpośrednio wypowiedzenia Świętej, uzupełniając je wiadomościami, dostarczanymi im przez wierną domownicę Świętej – Argentynę del Sale, tudzież jej przyjaciół. Z tego pierwszego rzutu powstały już to krótsze, już to dłuższe wypisy i długi czas krążyły po mieście w formie rękopisu. Dopiero w r. 1551 wydano życie i dzieła Świętej pt. Vita mirabile e dottrina santa delia beataCaterina da Genova. Wydaniem dzieła zajęła się bogobojna zakonnica a zarazem płodna i wytrawna autorka, córka chrzestna Katarzyny, najstarsza córka H. Vernazza – czcigodnaBattistina. Autorzy właściwi: Marabotto i H. Vernazza nie doczekali się wydania dzieł drukiem, zmarli wcześniej.

Na tym wydaniu pierwotnym, rzadkim i cennym oparł swe wydanie z r. 1929 O. Walerian daFinalmarina, Kapucyn, On to dla ułatwienia lektury podzielił traktat nasz na 19 rozdziałów, a te na ustępy. W oryginale posiadamy jeden długi rozdział, wcielony do życiorysu. Włoski tekst O. Waleriana posłużył nam za podstawę niniejszego tłumaczenia, wolnego tam, gdzie tekst oryginału jest zawiły i ciężki, aby tym żywiej i bardziej jednolicie oddać tryskający strumień mistycznych natchnień i zaświatowych wizji serafickiej Świętej – Katarzyny Adorno. Wstęp w wydaniu włoskim jest bardzo skąpy; rozszerzyliśmy go znacznie, a na końcu rozdziałów daliśmy objaśnienia niezbędne dla lepszego zrozumienia Rozprawy.

Ufamy, że spolszczeniem dzieła przyczynimy się choć w drobnej mierze do podniesienia poziomu moralnego naszego wiernego ludu. Bierz więc i Ty, czytaj i rozmyślaj nad mądrością Świętych. Zrozumieją tę Rozprawę ci – że użyjemy słów Świętej -, którym Bóg raczy umysł oświecić. Oby było ich wielu i po wsze czasy! – to jest naszym gorącym życzeniem.

ROZPRAWA O CZYŚĆCU ŚW.KATARZYNY. doc

Posted in Książki (e-book), Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Mafijne państwo? – prof. Jadwiga Staniszkis

Posted by tadeo w dniu 30 października 2012

fot. PAP / Radek PietruszkaPremier Donald Tusk

Obserwowałam na ekranie twarz porucznika Wosztyla w czasie wypowiedzi na posiedzeniu zespołu do spraw katastrofy smoleńskiej. Dzień wcześniej tragicznie zmarł jego kolega, kluczowy świadek w sprawie. Porucznik bał się, a jednak potwierdził zeznania tamtego wskazujące, że stenogram z czarnych skrzynek Tu-154M sporządzony przez MAK, był sfałszowanyprof. Jadwiga Staniszkis
Kiedy piszę te słowa, już po obejrzeniu transmisji z posiedzenia zespołu Macierewicza, (i – oczywiście – po tragicznej śmierci chorążego Musia z Jaka-40 i po informacji „Rzeczpospolitej” o znalezieniu na Tupolewie śladów materiałów wybuchowych) najbardziej porażające wydają mi się dwie rzeczy – pisze prof. Jadwiga Staniszkis w felietonie dla Wirtualnej Polski. Przeczytaj wcześniejsze felietony prof. Staniszkis– Milczenie Tuska. Szczególnie w sytuacji gdy prokuratura wojskowa przyznaje dziś, że pierwsze – jej własne – badania pirotechniczne zostały wykonane dopiero we wrześniu 2012. I że nie wykluczają one (choć – wbrew „Rz” – nie potwierdzają jednoznacznie, bo to wymaga dalszych badań) materiału wybuchowego w Tu-154M;

REKLAMA  Czytaj dalej

– dramatyzm wystąpienia dowódcy Jaka-40, przełamującego w sposób widoczny swój strach. I płaczącego ojca nawigatora z Tu-154M.

A w tle – negocjowanie (Tusk z kim? Czy także ze stroną rosyjską?) tego, co będzie przedstawione jako „prawda”; z Grasiem mówiącym o trwającym od rana spotkaniu w kancelarii premiera, zastraszanie świadków (także o los rodziny), bezczelne krętactwa służalczych dziennikarzy.

Państwo, któremu nie można ufać. Ponawiane w ostatnich tygodniach ataki na Prokuratora Generalnego Sermeta i pomysły Gowina na reformę prokuratury – czy to też były próby zastraszania?

Obserwowałam na ekranie twarz porucznika Wosztyla w czasie wypowiedzi na posiedzeniu zespołu do spraw katastrofy smoleńskiej. Dzień wcześniej tragicznie zmarł jego kolega, kluczowy świadek w sprawie. Porucznik bał się, a jednak potwierdził zeznania tamtego wskazujące, że stenogram z czarnych skrzynek Tu-154M sporządzony przez MAK, był sfałszowany.

Całe życie pod komunizmem, pamiętam to z własnej biografii, było strachem i wysiłkiem jego przezwyciężania. Upokorzeniem gdy milczało się, zamiast dawać świadectwo prawdzie. Bohaterstwem było nie dokonywanie rzeczy wielkich, ale codzienne zwyciężanie z własnym strachem.

Młodzi ludzie, którym komunizm kojarzy się z absurdami i surrealizmem „Misia” Barei, dziś mogą poczuć coś z tamtej rzeczywistości. Strach, odwagę i cenę jaką się za nią często płaci.

Już przed rewelacjami „Rzeczpospolitej” chciałam pisać o mafijności państwa – choć w innym tego aspekcie.

Gdy minister Nowak mówił, że tylko „czas i cena (najniższa)” będą brane pod uwagę w nowych przetargach (mimo że eksperci nawołują do zmiany ustawy przetargowej), przypomniała mi się informacja o mechanizmie przekrętu w wielkich inwestycjach drogowych. Podobno wygrywający (firmy pośrednicy – często o genealogii kapitalizmu politycznego) zaniżały ceny, wygrywały i – ubezpieczały się wysoko od wzrostu kosztów czy – zerwania umowy lub bankructwa. Wielomilionowa wypłata z ubezpieczenia i niepłacenie wykonawcom: to właśnie był – pewny jak w banku – zysk.

Cierpiał kapitał finansowy. Stąd widoczne dziś podziały w klasie politycznej, np. atak Olechowskiego na Tuska właśnie w sprawie ustawy o przetargach.

Czy dzielono się z urzędnikami? To musi wyjaśnić prokuratura. Ale ta właśnie jest zastraszana. I tak zamyka się krąg mafijnego państwa.

Prof. Jadwiga Staniszkis specjalnie dla Wirtualnej Polski

Przeczytaj także: 

Jedna z rodzin na własną rękę zleciła badania w USA. Wykazały obecność trotylu na elemencie z wyposażenia TU-154M

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Jarosław Kaczyński: Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta RP, to niesłychana zbrodnia

Posted by tadeo w dniu 30 października 2012

Raport KBWLLP

 

Śmierć pana chorążego Musia jest wydarzeniem bardzo istotnym i bez tego kontekstu, o którego istnieniu dowiedzieliśmy się dzisiaj, a jeszcze bardziej istotnym w świetle tego kontekstu. Pan chorąży zeznawał przed prokuraturą wojskową, że po pierwsze słyszał dwa wybuchy, a po drugie, że Rosjanie sprowadzali samoloty – bo chodziło nie tylko o samolot rządowy z prezydentem Rzeczypospolitej na pokładzie i z wieloma innymi przedstawicielami polskiego życia publicznego (…), ale także o samolot Jak.

– powiedział Jarosław Kaczyński. Przypomniał, że według Remigiusza Musia, maszyny były sprowadzane do 50 m, wbrew wszelkim przepisom. Podkreślił też, że nie odnaleziono tych informacji w czarnej skrzynce, co by sugerowało, że zapisy rejestratora zostały sfałszowane.

Przyjrzenie się temu wydarzeniu jest konieczne, a przede wszystkim uczynienie wszystkiego, by śledztwo w tej sprawie miało taki charakter, jaki powinno, czyli została założona hipoteza zabójstwa i została w sposób odpowiedni, dogłębnie zbadana – ma ona bardzo wiele przesłanek, żeby to miało miejsce i żeby zespół się w tej w kwestii wypowiedział.

O dzisiejszych doniesieniach „Rzeczpospolitej” były premier powiedział:

Słyszymy już różnego rodzaju wyjaśnienia – II Wojna Światowa, ciężkie walki wokół Smoleńska. Ostatnio słyszymy, że były jakieś próby strzelania w Afganistanie i powracający z Afganistanu pozostawili ślady trotylu… Chcę do tego podejść z pełnym spokojem i przypomnieć: Najpierw mamy rozdzielenie wizyt, później w praktyce zdjęcie z prezydenta ochrony – brak inspekcji na lotnisku, brak BOR-u na lotnisku, po katastrofie mamy akcję dezinformacyjną przeprowadzoną w takim tempie, że wskazuje, iż była ona przygotowana. Dalej mamy całkowitą rezygnację polskiej strony ze śledztwa.

Przypomniał, że według prawa międzynarodowego miejsce katastrofy było terenem eksterytorialnym.

Przyjęto rozwiązanie, które wszystkie elementy śledztwa oddawało w ręce rosyjskich organów, jednocześnie zamykało drogę do działań o charakterze odwoławczym, do prowadzenia tego rozpoznania dalej. No i mamy potężną akcję dezinformacyjną i jednocześnie dyfamacyjną, w stosunku do śp. prezydenta, śp. gen. Błasika i innych. Mamy całą wielką operacją społeczną, zmierzającą do tego, aby jak największa część naszych rodaków uznała tę sprawę za zakończoną, niepoważną. A tych, którzy chcą ja prowadzić, za ludzi niepoczytalnych.

Kaczyński zaznaczył, że dzięki pracy zespołu podważona została przyjęta przez Tatianę Anodinę i Jerzego Millera wersja przyczyn katastrofy.

Przy czym ostatnio ten krąg naukowców znacznie się powiększa.

– dodał prezes PiS.

Mamy do czynienia nie z sytuacją, kiedy w stanie, gdy rzecz została wyjaśniona w sposób wiarygodny, nagle okazuje się, że są jakieś środki wybuchowe, ale mamy sytuację odwrotną – wszystko wskazywało, że był wybuch i mamy dziś ślady wybuchu. I każe nam się wierzyć, że to kolejny niebywały zbieg okoliczności – skądinąd całkowicie absurdalny. Konieczne są decyzje wstępne – nadzwyczajne posiedzenie Sejmu i sprawozdanie prokuratora Seremeta, a także ujawnienie wszystkich dokumentów z tym związanych. Prokuratura potrafi ujawniać dokumenty nawet o charakterze czysto prywatnym, jak się ostatni okazało, nie mające żadnego społecznego znaczenia. Te dokumenty mają ogromne znaczenie społeczne i ich ukrywanie jest świadectwem, że chce się coś ukryć.

Na koniec powiedział:

Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta RP, innych wybitnych przedstawicieli życia publicznego, to niesłychana zbrodnia. I każdy, kto, choćby tylko poprzez matactwo czy poplecznictwo ma z nią cokolwiek wspólnego, musi ponieść konsekwencje. W tym kierunku będziemy działali.

Jak dodał, tak powinno się zachować każde, „jakkolwiek funkcjonujące państwo”.

ZNP

http://wpolityce.pl/wydarzenia/39561-jaroslaw-kaczynski-zamordowanie-96-osob-w-tym-prezydenta-rp-to-nieslychana-zbrodnia

Posted in Jarosław Kaczyński, Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

„Rz”: Ślady trotylu na wraku tupolewa. Znaleźli je polscy biegli, którzy wrócili ze Smoleńska dwa tygodnie temu

Posted by tadeo w dniu 30 października 2012

Polacy badający wrak tupolewa odkryli na nim ślady trotylu.

Jak czytamy na internetowych stronach „Rzeczpospolitej”, kilka tygodni temu do Smoleńska pojechało jedenastu prokuratorów i biegłych pirotechników z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego, z nowoczesnym sprzętem. Polscy prokuratorzy mieli wątpliwości co do rosyjskiej ekspertyzy pirotechnicznej.Dostarczona przez Rosjan analiza nie spełniała wymogów proceduralnych. Próbki, które polscy prokuratorzy pobrali z wnętrza samolotu, jak i te z poszycia skrzydła maszyny, dały wynik pozytywny.

Co ważne – informację dziennikarzom „Rz” potwierdził Andrzej Seremet.

Te ustalenia są tożsame z badaniami naukowców, którzy wyniki swoich prac przedstawili tydzień temu na konferencji poświęconej katastrofie smoleńskiej.

Urządzenia wykazały m.in., że aż na 30 fotelach lotniczych znajdują się ślady trotylu oraz nitrogliceryny. Substancje te znaleziono również na śródpłaciu samolotu, w miejscu łączenia kadłuba ze skrzydłem. Było ich tak dużo, że jedno z urządzeń uległo zepsuciu. Inne jednak potwierdziły obecność podejrzanych substancji. Podobne wyniki dało badanie miejsca katastrofy, gdzie odkryto wielkogabarytowe szczątki rozbitego samolotu.

Fot. smolenskzespol.sejm.gov.pl

 

Ślady materiałów wybuchowych nosiły również nowo znalezione elementy samolotu, ujawnione podczas tej właśnie wyprawy do Smoleńska.

Eksperci nie są w stanie stwierdzić, skąd na wraku samolotu wzięły się ślady trotylu. Cezary Gmyz, autor artykułu na antenie Radia Wnet powiedział, że śledczy biorą pod uwagę trzy teorie – pierwszą z nich jest zamach. Pozostałe dwie związane z hipotezą mówiącą o tym, że tupolew mógł zetknąć się z trotylem już po uderzeniu w ziemię. Wciąż brana jest pod uwagę hipoteza, według której osad z mógłby pochodzić z niewybuchów z okresu II wojny światowej lub zostać podrzucony.

Dotychczas biegli pracujący dla prokuratury nie stwierdzili obecności we wraku materiałów wybuchowych. Powoływali się przy tym na ekspertyzy rosyjskich specjalistów.

Nowe ustalenia całkowicie podważają dotychczasową oficjalną wersję wydarzeń.Prokurator Generalny przekazał już premierowi Tuskowi informacje w tej sprawie. Od powrotu ze Smoleńska trwają intensywne konsultacje w celu podjęcia dalszych działań.

CZYTAJ TAKŻE: NASZ WYWIAD. Macierewicz: mamy 58 relacji osób, które widziały lub słyszały eksplozje. Prokuratura odwraca głowę przed bijącymi w oczy faktami

maf, „Rz”

http://wpolityce.pl/wydarzenia/39538-rz-slady-trotylu-na-wraku-tupolewa-znalezli-je-polscy-biegli-ktorzy-wrocili-ze-smolenska-dwa-tygodnie-temu

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Kamieniec Podolski

Posted by tadeo w dniu 29 października 2012

Posted in Pielgrzymki rowerowe, Podróże | Leave a Comment »

Zamość, Bełżec, okolice Lubyczy Królewskiej i Lwów-Brzeżany

Posted by tadeo w dniu 29 października 2012

Posted in Pielgrzymki rowerowe | Leave a Comment »

Biała Podlaska – Włodawa – Zamość.

Posted by tadeo w dniu 29 października 2012

Posted in Pielgrzymki rowerowe | Leave a Comment »

Chocim, Okopy Św. Trójcy i Sanktuarium Matki Bożej w Latyczowie.

Posted by tadeo w dniu 29 października 2012

Posted in Pielgrzymki rowerowe | Leave a Comment »

Brzeżany – Jazłowiec – Buczacz – Kamieniec Podolski

Posted by tadeo w dniu 29 października 2012

Posted in Pielgrzymki rowerowe | Leave a Comment »

Co mówił Remigiusz Muś w smoleńskim śledztwie. Obszerne fragmenty zeznań. Opis miejsca katastrofy godzinę po zdarzeniu

Posted by tadeo w dniu 29 października 2012

Fot. KBWLLP

23 czerwca 2010 r. śp. Remigiusz Muś ponownie zeznawał w smoleńskim śledztwie. Pierwszy raz został przesłuchany już 10 kwietnia. W czerwcu podtrzymał wcześniejsze zeznania i dodał kilka faktów w odpowiedzi na pytania ppłk. Karola Kopczyka, najważniejszego prokuratora w śledztwie smoleńskim, pierwszego referenta w tej sprawie.

Publikujemy obszerne fragmenty tego przesłuchania (treść oryginalna, poprawione jedynie błędy ortograficzne). To być może jedne z najważniejszych zeznań, świadectwo osoby będącej na lotnisku w czasie katastrofy, relacja jedynego Polaka, który słyszał, jak 10 kwietnia wyglądała korespondencja smoleńskiej wieży z załogą TU-154M.

Zdecydowaliśmy się opublikować te zeznania w obliczu nagłej i zagadkowej śmierci porucznika.

Cześć jego pamięci!

Jeżeli chodzi o wskazania radiolatarni dalszej znajdującej się przed lotniskiem w Smoleńsku, to nie miałem żadnych zastrzeżeń co do ich wiarygodności. Wskazania tego urządzenia były prawidłowe. Po przelocie nad dalsza radiolatarnią, por. Wosztyl powinien kontynuować lot na bliższa radiolatarnię. Przełączył się na bliższa radiolatarnię i po przełączeniu por. Wosztyl stwierdził, że nie podobają mu się wskazani bliższej radiolatarni. Ja wtedy spojrzałem na wskaźnik NPP (będący ba wyposażeniu JAK-40) jak również na wskaźnik IKU. Stwierdziłem, że wskazania na w/w urządzeniach wychylają się w lewo i następnie wracają na prawidłowy kurs. Świadczyć to mogło, że są chwilowe zaniki sygnału z bliższej radiolatarni. Wobec tego, por. Wosztyl przełączył się na wskazania dalszej radiolatarni i kontynuował podejście według jej wskazań, tzn. od niej. Po przełączeniu jej wskazania były prawidłowe.

Ponadto opieraliśmy się na wskazaniach GPS. Chciałbym w tym miejscu zeznać, żewskazania GPS w porównaniu ze wskazaniami dalszej radiolatarni różniły się. Gdybyśmy oparli się tylko na wskazaniach GPS, to wyszlibyśmy 50 do 70 metrów z lewej strony od osi pasa. Jeżeli chodzi o GPS do niego wprowadziliśmy dane z tzw. karty podejścia. (…) Określają one topografię lotniska i sposób podejścia i sposób podejścia do lądownia na tym lotnisku, tzn. Siewiernyj w Smoleńsku. Na karcie (…) w lewym górnym rogu znajduje się opis IPU (w języku rosyjskim), tzn. pod nim są współrzędne punktu, które mają odzwierciedlać środek pasa. Na pasie punkt ten zaznaczony jest w formie kółka z krzyżykiem. Te dane – współrzędne zostały wprowadzone przez por. Kowaleczko do GPS.Jeżeli te dane byłyby prawidłowe, to GPS  wskazywałby odchylenia w lewą stronę od osi pasa, tak jak by miało miejsce w dn. 10.04.2010r.  W trakcie lotu wyglądało to w ten sposób, że GPS nakazywał nam skręcać w lewo, a NPP i IKU nakazywał nam korygować w prawo. Ostatecznie na wysokości bliższej radiolatarni zobaczyliśmy 2XAPM, tzw. bramkę i ona wtedy była jeszcze z prawej w odniesieniu do naszego lotu, por. Wosztyl skorygował wtedy lot. Następnie weszliśmy w bramkę i wylądowaliśmy. Podczas lądowania widoczność wynosiła 1500 metrów. Na zadane pytanie zeznaję: podczas podchodzenia do lądowania ja nie widziałem żadnego innego oświetlenia oprócz APM. Na zadane pytanie: podczas podchodzenia do lądowania ja nie przypominam sobie aby ze strony kontrolera z lotniska padały jakiekolwiek informacje, takiego typu jak jaką mamy odległość od pasa, na jakiej jesteśmy wysokości, czy jesteśmy na kursie. Kontroler wydał nam tylko zgodę na zajście do lądowania i po naszym potwierdzeniu, że jesteśmy na prostej, wydał zgodę na lądowanie. W trakcie ostatniej fazy lotu nie podawał żadnych komend. Ja nie słyszałem komendy ze strony kontrolera, aby nakazał nam odejście na drugi krąg. Po wylądowaniu kontroler pochwalił nas : „maładiec, abarot 180 rulitie na stajaniu”.

Następnie ustawiliśmy się na drodze kołowania równoległej do pasa 300 metrów od jej końca, blokując ją w ten sposób. Na zadane pytanie zeznaję: słyszałem komendy podawane przez kontrolera IŁ, który lądował po nas. Przypuszczam, iż IŁ lądował korzystając z RSBN. Urządzenie to emituje fale radiowe, które pozwalają załodze samolotu ustalić kierunek i odległość od pasa. JAK-40 i TU-154M w takie urządzenie, tzn. odbiornik nie jest wyposażony. Urządzenie to jest dokładniejsze i przydatniejsze przy lądowaniu niż wskazania bliższej i dalszej radiolatarni.

W trakcie podejścia IŁ, korespondencja pomiędzy nim a wieżą była prowadzona dosyć często. Meldunki o położeniu, to załoga IŁ-a podawała kontrolerowi, tzn. mówiła o odległości i wysokości do pasa. Kontroler mówił tylko o tym, że mają kontynuować podejście i że mają być gotowi do odejścia na drugi krąg z wysokości nie niżej niż 50 metrów.

Dalej porucznik zeznał, iż na ok. 12 minut przed katastrofą słyszał korespondencję wieży z załogą TU-154M. Znów padają słowa o 50 metrach, do jakich nakazali zniżyć się załodze kontrolerzy:

W końcowej fazie lotu kontroler zapytał się czy chcą lądować. Załoga odpowiedziała, że warunkowo podejdziemy. Kontroler wyraził zgodę na podejście. Ja nie słyszałem, aby kontroler zabronił im lądowania i odejście na zapasowe. Wydaje mi się, że kontroler powiedział TU-154M, że mają być gotowi do odejścia na drugi krąg z wysokości nie mniejszej niż 50 metrów. Po tym my wyszliśmy z JAK-a.

Ważna dla ustalenia, co działo się na miejscu katastrofy, gdy tylko Rosjanie mieli do niego dostęp, jest następna część relacji por. Musia:

Na miejsce katastrofy udaliśmy się po około 1 godzinie od jej zaistnienia. Kiedy przybyliśmy na miejsce, to pracowały już tam służby ratownicze. Ja widziałem dużo nagich ciał. Leżały one pomiędzy częściami samolotu. Jedno ciało ludzkie było całe. Pozostałe, to były części ludzkich ciał, ręce, nogi. Kiedy my tam byliśmy, to nikt się nimi nie interesował, tzn. nie przykrywał ich, nie zbierał. Byliśmy tam około 15 minut. W trakcie pobytu tam zauważyłem, że do poszczególnych stanowisk, utworzonych przez służby znoszono części samolotu. Tych stanowisk było tam już wtedy kilka. Stanowiska te wyglądały w ten sposób, ze był to stolik, na nim dokumentacja, laptop itp. Przy stanowiskach znajdowali się ludzie.

A zatem to kolejny dowód na to, że Rosjanie nie postąpili właściwie z wrakiem TU-154M. Zamiast dokumentować nietknięte miejsce katastrofy, natychmiast zaczęto niszczyć ślady poprzez przemieszczanie szczątków maszyny. Godzinę po zdarzeniu! Można przypuszczać, że natychmiast po przybyciu na miejsce odpowiednich służb.

Zwraca także uwagę informacja o potwornych obrażeniach ofiar.

Warto też przypomnieć inne słowa śp. Remigiusza Musia, z wywiadu dla tvn24.pl z 6 lipca 2010r. Wtedy również potwierdził, iż słyszał, jak kontrolerzy mówili załodze tupolewa o zejściu do 50 metrów:

– A słyszał Pan jeszcze komunikat wieży tuż po trzecim zakręcie TU-154: „Polski 101, i od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg”?

– Tak, ale ja słyszałem „50”. Tak mówiłem kolegom tuż po katastrofie i nadal tak twierdzę. Pamiętam też, że Ił również dostał od kontrolera komendę „50 metrów i być gotowym do odejścia”. Podczas pierwszego i drugiego podejścia.

(…)

słyszałem jak mówił wcześniej, że najniżej mogą zejść na 50 metrów i być gotowi odlecieć, jeśli nie zobaczą pasa. Nie na 100. Teraz: czy nasze słowa są bardziej wiarygodne, czy stenogram?

– Dwóch różnych komend kontrolera, który by raz mówił „bądźcie gotowi do odejścia przy 100 metrach”, a w innym momencie „bądźcie gotowi przy 50 metrach” Pan nie słyszał?

– Nie, nie słyszałem. Była jedna komenda.

– I jedyną osobą, poza kontrolerem i dowódcą TU-154, który ją słyszał był właśnie Pan?

– Tak. Artur i Robert mogli tylko potwierdzić moją wersję. Jeśli kontroler wszystkich traktował równo, to logiczne, że im też wydał komendę z wysokością 50 metrów.

– A jak było z wami, tzn. z lądowaniem Jaka-40?

– Nam również kontroler powiedział, że mamy zejść do wysokości 50 metrów.

Remigiusz Muś potwierdził również, że załoga Jaka uzyskała zgodę wieży na lądowanie:

– Czy wy uzyskaliście zgodę na lądowanie?

– Tak. Kiedy wyszliśmy z czwartego zakrętu i zameldowaliśmy, że jesteśmy na prostej.

– Kontrolerzy ze Smoleńska mieli zeznać, że nie wydali waszemu JAK-owi zgody na lądowanie. Uzyskaliście ją, czy nie?

– Tak. Kiedy wyszliśmy z czwartego zakrętu i zameldowaliśmy, że jesteśmy na prostej.

– Porównując to do sytuacji Tu-154: to był mniej więcej ten moment, kiedy w stenogramach występuje po sobie tych siedem niezrozumiałych wypowiedzi?

– No tak. Im został jeszcze czwarty zakręt, ale po pierwsze w przypadku Tu-154 trzeci i czwarty to był praktycznie jeden element – nie robi się między nimi wyrównania. Poza tym to jest większa i szybsza maszyna. Mogli się wcześniej dogadać, lub nie dogadać, na lądowanie. Tych komend w stenogramach brakuje najbardziej. Zaznaczam, że nie wiem, co zostało wypowiedziane w tych siedmiu niezrozumiałych komendach. Wiem, co powinno paść: zgoda, albo niezgoda na lądowanie. Wiadomo tylko, że kontroler sprowadzał ich nadal.

Zapytany, czy przysłuchiwał się rozmowom wieży z dowódcą Iła, odpowiedział:

Tak, ale to byli dwaj Rosjanie i często mówili niezrozumiale dla mnie. Ciężko było słuchać tej korespondencji. Tamtej komendy jestem jednak pewien.

Zresztą to jest do sprawdzenia, bo na naszym (JAK-a) magnetofonie, który miałem okazję raz później przesłuchać w obecności żandarmów, nagrana jest cała korespondencja Iła z wieżą. Po tym jak Rosjanie odeszli na inne lotnisko magnetofon, tak jak wiele innych odbiorników, wyłączyliśmy. Byliśmy tam bez akumulatorów a nie wiedzieliśmy, czy dojedzie zasilanie lotniskowe. Później włączyliśmy już tylko naszą radiostację, bez magnetofonu. Szkoda.

Jeśli te słowa się potwierdzą i okaże się, że Remigiusz Muś się nie przesłyszał, a magnetofon z Jaka-40 zarejestrował polecenie kontrolera zejścia załogom do 50 metrów, będzie to solidny dowód na fałszerstwo rosyjskich stenogramów, a może nawet zapisów czarnej skrzynki z TU-154M.

Prokuratura powinna jak najszybciej odnieść się do tej sprawy i upublicznić treść zapisów magnetofonu z Jaka-40.

Marek Pyza

CZYTAJ TAKŻE:

 

“Nasz Dziennik”: Nie żyje technik pokładowy z samolotu Jak-40, który lądował 10/04 w Smoleńsku

Kiedy państwo polskie odwróciło się od nas plecami, państwo rosyjskie i jego służby robią w Polsce co chcą. Dosłownie

http://wpolityce.pl/wydarzenia/39465-ujawniamy-co-mowil-remigiusz-mus-w-smolenskim-sledztwie-obszerne-fragmenty-zeznan-opis-miejsca-katastrofy-godzine-po-zdarzeniu

Posted in Katastrofa smoleńska, Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »

„Nasz Dziennik”: Nie żyje technik pokładowy z samolotu Jak-40, który lądował 10/04 w Smoleńsku

Posted by tadeo w dniu 28 października 2012

Fot. wPolityce.pl

 

Według informacji do których dotarł „Nasz Dziennik”, nie żyje Remigiusz Muś, technik pokładowy z samolotu Jak-40. Chorąży zmarł w tajemniczych okolicznościach w nocy z soboty na niedzielę. Muś nasłuchiwał korespondencję z „Korsarzem” 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku.

Chorąży Muś prowadził nasłuch korespondencji i jeszcze na kilka minut przed katastrofą ostrzegał załogę Tu-154M o pogorszeniu widoczności do 200 metrów.

Jak czytamy na stronach „ND”, z dotychczasowych relacji członków załogi samolotu Jak-40, która 10 kwietnia 2010 roku lądowała na Siewiernym przed katastrofą samolotu Tu-154M, wynika, że z wieży trzykrotnie padła komenda zachęcająca załogi samolotów: Jak-40, Ił-76 oraz Tu-154M, do przekroczenia wysokości minimalnej 100 metrów, zejścia do 50 metrów i odejścia w przypadku braku widoczności pasa.

Policja w rozmowie z portalem niezalezna.pl potwierdziła śmierć chorążego.

Mogę jedynie powiedzieć, że wstępne oględziny wykluczyły udział osób trzecich

– powiedział rzecznik stołecznej policji, Mariusz Mrozek.

Muś był istotnym świadkiem w śledztwie smoleńskim, a fakty przez niego podawane przeczyły oficjalnym ustaleniom.

Więcej na ten temat w jutrzejszym wydaniu „Naszego Dziennika”.

lw, „Nasz Dziennik”, niezalezna.pl

http://wpolityce.pl/wydarzenia/39434-nasz-dziennik-nie-zyje-technik-pokladowy-z-samolotu-jak-40-ktory-ladowal-1004-w-smolensku

Posted in Tajemnicze wypadki | 1 Comment »

Msza z księdzem Jerzym

Posted by tadeo w dniu 27 października 2012

Film dokumentalny Joanny Kessler-Chojeckiej z 1995 r.

http://gloria.tv/?media=352252

Posted in Filmy dokumentalne, Filmy religijne | Otagowane: | Leave a Comment »

Saint Rita of Cascia (język polski)

Posted by tadeo w dniu 27 października 2012

Historia Św. Rity (Saint Rita of Cascia)

 Filmowa opowieść o potędze ufności, przebaczenia i nadziei.

http://gloria.tv/?media=352002

Posted in Filmy religijne, Święci obok nas | Leave a Comment »

Ks. Piotr Pawlukiewicz – Jezus ma poczucie humoru

Posted by tadeo w dniu 27 października 2012

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz | Leave a Comment »