WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 8 kwietnia, 2012

Mała Fatima Rzeszowszczyzny

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

W Polsce, po wojnie miało miejsce kilkadziesiąt nadzwyczajnych wydarzeń, potocznie zwanych cudami. W 1949 roku było ich kilka. W maju na polach wsi Lipnica, w gminie Dzikowiec Matka Boska ukazała się w XIX – wiecznej „cudownej studzience”, w czerwcu w Mazurach, w gminie Raniżów objawiła się kilkunastoletniej dziewczynie, w lipcu na obrazie M. B. Częstochowskiej w katedrze w Lublinie pojawiły się łzy, także w lipcu tego roku w Jastkowie koło Lublina, Pruszkowie pod Warszawą i w Wyszkowie, podobnie „zapłakały” obrazy Matki Boskiej.

Rocznica mazurskich Objawień

W tym roku mija 60–ta rocznica nadzwyczajnych wydarzeń, jakie miały miejsce na łąkach wsi Mazury w czerwcu 1949 roku. Wiele osób, zwłaszcza świadków tych wydarzeń, określa je jako Objawienia Matki Bożej  w Mazurach, zaś miejsce to Małą Fatimą Rzeszowszczyzny.

Statua pięknie przystrojona kwiatami. Po lewej, zawieszony na czas modlitwy obraz Matki Boskiej Mazurskiej, namalowany w 1949 roku przez artystę malarza Albina Osetka

Statua pięknie przystrojona kwiatami. Po lewej, zawieszony na czas modlitwy obraz Matki Boskiej Mazurskiej, namalowany w 1949 roku przez artystę malarza Albina Osetka

Czternastoletniej wiejskiej dziewczynie, pastuszce Marysi Boguń, przebywającej na służbie u swego stryja Jana Bogunia w Mazurach, podczas pasienia krów objawiła się Matka Boża. Przychodziła do niej kilkanaście razy na tamtejsze łąki gromadzkie, pastwiska, by przekazać swe wezwanie do miłości, zwłaszcza w rodzinach i między sąsiadami, do pokuty, przebaczania i pojednania, oraz do modlitwy. W szczególności do odmawiania Różańca, Litanii Loretańskiej i Litanii do Serca Pana Jezusa. Według ówczesnej relacji Marysi – Matka Boża była boso, miała ciemne włosy, w rękach różaniec. Ubrana była w śnieżno białą suknię i długi biały płaszcz ze złotymi obrzeżami, który okrywał także jej głowę. Biła od niej niezwykła jasność i radość. Jak twierdzą świadkowie Marysia rozmawiała z Nią w języku łacińskim, mimo iż nigdy nie uczyła się łaciny. Na co dzień mówiła gwarą. W tym okresie posiadała nadzwyczajną zdolność jasnowidzenia. Przepowiedziała między inny mi wiele faktów z przyszłości Kościoła w Polsce, w tym odprawianie Mszy św. w języku polskim, zmniejszenie postu przed przyjęciem Komunii św. do jednej godziny, „chodzenie” Matki Bożej od domu do domu, w postaci kopii jej cudownego obrazu. Odpowiadała również ludziom na trudne pytania, dotyczące m.in. zaginionych podczas wojny i po wojnie osób, czy żyją lub nie żyją, w jakim stanie duszy niektórzy odeszli do wieczności i ile modlitwy potrzebują.

Kulminacyjnym momentem Objawień był cud słońca, który miał miejsce w dniach 15 i 16 czerwca. Oglądały go tysiące ludzi, aczkolwiek nie wszyscy widzieli jednakowo. Niektórzy tam obecni nie widzieli go w c a l e .

Modlono się i śpiewano, sławiąc Matkę Najświętszą. Pierwszy  od lewej, z różańcem w ręku Stanisław Urban z Łąki.

Modlono się i śpiewano, sławiąc Matkę Najświętszą. Pierwszy
od lewej, z różańcem w ręku Stanisław Urban z Łąki.

Według żyjących jeszcze naocznych świadków  słońce wtedy straciło swój mocny blask, przybrało kolor bardziej czerwony i wirowało przez kilkanaście minut w górę i w dół, obracając się jednocześnie wokół swej tarczy, promieniując pięknymi kolorami tęczy. Ciągle zmieniające się różne kolory tęczy widoczne były na wszystkim wokół: na niebie, na ziemi, trawie, na lesie, drzewach, ludziach wozach i pasących się w pobliżu krowach. Złotym blaskiem lśnił również widoczny w oddali kościół w Mazurach.

Na mazurskie pastwiska ściągały tysiące pielgrzymów i różnych ciekawskich, z okolic Mielca, Kolbuszowej, Niska, Rzeszowa, Przeworska, Leżajska. Ze wszystkich stron. Drogami, lasami, polami, wędrowali pieszo, jechali wozami, rowerami, motocyklami. Niosły się śpiewy i modlitwy. Noclegowali pod gołym niebem, w domach okolicznych i stodołach. W tym czasie miały miejsce pierwsze uzdrowienia chorych.

To co się tam działo nie spodobało się ówczesnym władzom państwowym. Tak żywiołowe umacnianie wiary było poważną przeszkodą w budowaniu przez nie komunizmu. Od drugiej połowy czerwca rządząca krajem, z nadania Stalina, Polska Zjednoczona Partia Robotnicza oraz jej zbrojne ramiona – Urząd Bezpieczeństwa i Milicja Obywatelska, przystąpiły do totalnej walki z Objawieniami. Marysię aresztowano i przesłuchiwano, pierw na posterunku MO w Raniżowie, potem w PUBP w Kolbuszowej. Zabroniono jej i komukolwiek chodzić na miejsce Objawień. Rodzinie Boguniów zagrożono wywiezieniem do ZSRR „na białe niedźwiedzie”. Stalinowcy nie żartowali. W tym to czasie tysiące ludzi siedziało w więzieniach, było torturowanych i mordowanych, zarówno w Polsce jak i ZSRR. W rzeszowskich i kolbuszowskich więzieniach UB maltreto wani byli – ówczesny proboszcz mazurski ks. Stanisław Bąk, kościelny Wojciech Smolak, oraz Jakub Bal. Zamordowano w niewyjaśnionych okolicznościach byłego zasłużonego mazurskiego sołtysa i przewodniczącego Komitetu Budowy Kościoła Wawrzyńca Suskiego. Oddziały UB i MO ścigały po pastwiskach gromadzących się ludzi. Opornych pałowali, do niektórych strzelali. Mieszkańcom Mazurów zabronili nawet rozmawiać na ten temat. Grozili aresztowaniem i przesłuchaniami, z których w owym czasie nie każdy wracał zdrowy i żywy. W wyniku działania wszystkich władz, zarówno partyjnych, policyjnych, samorządowych, jak również kościelnych, sprawa została wyciszona. Przez 30 lat jakby wymazana z historii.

Zgromadzeni na modlitwie mieszkańcy okolicznych wiosek oraz podrzeszowskiej Łąki.  Wielu z nich pamięta jeszcze wydarzenia z 1949 roku. Fot. B. PopekZgromadzeni na modlitwie mieszkańcy okolicznych wiosek oraz podrzeszowskiej Łąki.

Wielu z nich pamięta jeszcze wydarzenia z 1949 roku. Fot. B. Popek

Pojawiająca się niekiedy opinia, że komuniści, PZPR, UB i MO przerwały mazurskie Objawienia, wydaje się niezasadna. Bowiem to wyglądało podobnie jak Msza św. odprawiana przez Jana Pawła II na lotnisku w Nowym Targu w 1979 roku. Kto tam wówczas był to widział – wielką czarną chmurę burzową, która groźnie nadciągała i wydawało się że zagrozi uroczystej Mszy i spotkaniu miliona wiernych z Papieżem. Burza ta jednak, o dziwo, przez cały czas uroczystości stała w miejscu. Ruszyła dopiero wtedy, gdy Msza się skończyła i ludzie się rozchodzili. Podobnie było i w Mazurach. Gdy Matka Boża, za pośrednictwem Marysi powiedziała, co chciała powiedzieć, przekazała co chciała przekazać, potwierdzając to na koniec nadzwyczajnym znakiem w postaci cudu słońca (podobnie jak w Fatimie), wtedy to komuniści dopiero rozpoczęli swoje działania.

Czerpanie wody z cudownej studzienki i napełnianie przywiezionych pojemników. Niektórzy twierdzą, że ta woda  ich uleczyła.

Czerpanie wody z cudownej studzienki i napełnianie przywiezionych pojemników. Niektórzy twierdzą, że ta woda
ich uleczyła.

Nowy rozdział w historii tego miejsca rozpoczął się w 1981 roku. Wtedy to Jan Boguń pogłębił cudowną studzienkę, powstałą pod koniec pamiętnych wydarzeń. Wkopał beton i postawił wyciosany w drewnie krzyż. Poświęcenia studzienki i krzyża dokonał w dniu 10 maja 1981 r. proboszcz mazurski ks. Józef Kowal. Kilka lat potem, w miejscu pierwszego spotkania Marysi z Matką Bożą została wzniesiona i również poświęcona statua Matki Boskiej Fatimskiej. Wykonano zadaszenie nad figurą, płotek i ławki. Opiekę nad tym miejscem sprawował i sprawuje do tej pory Jan Boguń z córką, zięciem i sąsiadkami. Co ciekawe, że aż do końca lat 80–tych Służba Bezpieczeństwa i ORMO interesowały się Objawieniami. Inwigilowały gromadzących się tam na modlitwach. Natomiast różne osoby powiązane z ówczesną władzą w dalszym ciągu kpiły, ośmieszały to miejsce, Marysię i wydarzenia z 1949 roku. Pierwsza Msza św. w  miejscu Objawień została odprawiona dopiero w lipcu ubiegłego 2008 roku przez młodych księży prowadzących turnus oazowy w Mazurach. Uczestniczyła w niej rozśpiewana młodzież, z gitarami, oraz mieszkańcy bliższych i dalszych okolic. Obecny mazurski proboszcz ks. Wiesław Dopart, choć nie jest przeciwny odwiedzaniu tego miejsca i modleniu się tam, to jednak zachowuje dużą ostrożność. Władze Kościelne bowiem do dziś nie przebadały mazurskich Objawień i nie zajęły oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Milczy również główna bohaterka tamtych wydarzeń Maria M. zamieszkała w pobliskim mieście. Nie udziela na ten temat żadnych wywiadów i prosi by to miejsce zostawić w spokoju. Kiedy przerwie swoje milczenie? Czy w ogóle przerwie? Nie wiadomo. W 60–tą rocznicę wspomnianych wydarzeń, w dniu 7 czerwca 2009 r. na miejscu Objawień zgromadziło się około 70 osób, które chciały okazać szacunek i wdzięczność Matce Bożej – Królowej Nieba i Ziemi. Mieszkańcy Mazurów, Korczowisk, Turki, Markowizny oraz Łąki k. Rzeszowa – którym przewodniczył pan Stanisław Urban – odmówili Litanię do Serca Pana Jesusa, część chwalebną Różańca, śpiewali pieśni maryjne i wspominali tamten czas. Pan Stanisław Stępień z Korczowisk, samorodny poeta i pieśniarz ludowy zaśpiewał ułożoną przez siebie pieśń o tychże Objawieniach, oraz pieśni o papieżu  Janie Pawle II i o świętym Hubercie.

Benedykt Popek

Źródło: http://malafatima.1k.pl/

http://dzieckonmp.wordpress.com/2012/04/01/mala-fatima-rzeszowszczyzny/#comments

Zajaśniała zorza Rańska

Pieśń o objawieniach Matki Bożej we wsi Mazury w 1949 roku. Na melodię,, Aniele Boży stróżu mój”

1.W Mazurach tak się zdarzyło

   W czerwcu po wojnie to było

   Marysia dziewczynka mała

   U stryja krowy pasała.

 

( dwie ostatnie linijki każdej zwrotki śpiewać dwa razy)

 

2. Stryjowi wiernie służyła

    Codziennie krowy pędziła

    Na błonie za górą, rzeką

    Na pastwiska hen daleko.

 

3. Bywało pastuszek więcej

    Modliły się w tej intencji

    Z Marysią krowy pasały

    Bawiły się i śpiewały.

 

4. Echo niesie pieśni głosy

    I lecą z łąk pod niebiosy

    Wyróżniona z tego grona

    I natchnieniem obdarzona.

 

5. Zajaśniała zorza rańska

    Pielgrzymuje do Leżajska

    Tam gorliwie się modliła

    Łaski Bożej dostąpiła.

 

6. Tam klęczała przed ołtarzem

    Matki cudownym obrazem.

    Gdzie skarbnica i łask branie

    Otrzymała to natchnienie.

 

7. Powróciła na swe sioła

   I tak mówi, głośno woła:

   Różaniec wciąż odmawiajcie,

   Świętej wiary nie oddajcie.

 

8. Biegnie na mazurskie błonie

    Tam się kładzie, składa dłonie.

    Na pagórku zasypiała

    To miejsce wybrane miała.

 

9. Na pagórku się modliła

    Matka Boża przychodziła

    Marysi pogodne skronie

    Rozmawiali po łacinie.

 

10. Wydarzenie wszędzie słynie

      Dziecko mówi po łacinie

      I wielekroć oznajmiała

      Że Matuchna nawiedzała.

 

11. Dziewczynka tak oznajmuje

      I zarazem prorokuje:

      Jak się spełni to wezwanie

      Na tych błoniach klasztor stanie.

 

12. Będą ludzie się modlili

      I Boga będą chwalili.

      Dla uwielbienia i chwały

      Wezwaniem Matki Łaskawej.

 

13. Ludzi wiernych całe błonie

      Patrzą na jej usta, dłonie.

     Wznoszą głowy na obłoki

     W tym nadjechali ubeki.

 

14. Mieli ze sobą lekarza

     Tego wiernego szafarza.

     Szpilkami trącana była

     Lecz postawy nie zmieniła.

 

15. Dziewczynka modli się, klęczy

      Słońce daje kolor tęczy.

      Swe promienie rozpościera

      Ludzie krzyczą że się kłania.

 

16. Ludzie byli przerażeni

      Kolorami tych promieni.

      Tej jasności aż tak wiele

      Odblask był aż na kościele.

 

17. Dla chorych nadzieja wielka

      Podążają do źródełka.

      Przez Matki orędowanie

      Woda daje uzdrowienie.

 

18. Słychać śpiewy, każden klęczy

      W tym wkroczyli milicjanci.

      Otoczyli ze czterech stron

      Było ich tu ponad pluton.

 

19. Wnet się z ludźmi rozprawiali

      Bili, na postrach strzelali.

      Dla awansów i nagrody

      Na stalinowskie metody.

 

20. Wierni jadą hen z daleka

      Do kapliczki i źródełka.

      Tutaj proszą zlitowanie

      Odzyskują ukojenie.

 

21. Jasno palą się tu znicze

      Błonie zmieniły oblicze.

      Te trzy brzozy jako brama

      Na te błonie panorama.

 

22. Przy błoniu rosną sosenki

      Przybywają tu pielgrzymki.

      Zmiłuj się Wszechmocny Panie.

      Niech nastąpi przemienienie.

Stanisław Stępień, Korczowiska, czerwiec 2010 roku.

Przeczytaj dużo więcej o małej Fatimie:

http://dzieckonmp.wordpress.com/2012/04/02/mala-fatima-rzeszowszczyzny-cz-i/

http://dzieckonmp.wordpress.com/2012/04/02/mala-fatima-rzeszowszczyzny-cz-ii/

http://dzieckonmp.wordpress.com/2012/04/02/mala-fatima-rzeszowszczyzny-cz-iii-i-iv/

Posted in Matka Boża, Religia | 2 Komentarze »

Komentarz Grzegorz Brauna do sytuacji politycznej w Polsce.

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka - video, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Paweł Przychodzeń: uchodźcy? A „niech się wynoszą do siebie!” „Co w takiej sytuacji jesteśmy w stanie wspólnie zrobić?”

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

Śniadanie wielkanocne dla bezdomnych, samotnych i potrzebujących, 7 bm. w Gdańsku. PAP/Adam Warżawa

Nie, to nie projekcja moich poglądów, ale cytat z jednej z wielu podobnych uroczych opinii, jakie usłyszałem ostatnio od moich współobywateli w Szpitalu MSWiA w Warszawie.

A co było powodem takich emocji? Oczywiście ci „wstrętni” uchodźcy z Czeczenii. Jakiś nerwowy troglodyta z wielką brodą i jego żona, tak jakoś śmiesznie ubrana. Oboje młodzi, ale już z sześciorgiem dzieci. Tak, tak sześcioro! Płodzą się ci z Kaukazu, czyż to też nie wstrętne? Jak się okazuje według niektórych naszych dzielnych rodaków, a jakże, wstrętne.

Ale od początku. Stoję w niewielkiej kolejce do rejestracji. Miłe panie z uśmiechem starają się załatwić kolejnych pacjentów. Obok, dwadzieścia, może trzydzieści osób oczekujących na konsultacje do kilku specjalistów. Pomieszczenie jest przestronne, nie ma więc tak charakterystycznej dla wielu publicznych zakładów opieki zdrowotnej, dusznej atmosfery i nerwowości. Większość pacjentów spokojnie siedzi w wygodnych krzesłach, mając te wspaniale poczucie, że ich słusznej walce o zdrowie, przynajmniej w dniu dzisiejszym, nic nie zagraża. Wejdą do specjalisty, zostaną wysłuchani, a ich problem zostanie rozwiązany.

I nagle w ten, niespotykany w publicznej służbie zdrowia, błogi nastrój wdziera się zagrożenie. Jedna z udzielających konsultacji Pań Doktor wpada do rejestracji i dość stanowczo „objeżdża” pracujące tam Panie, że po raz kolejny zgłasza się do niej uchodźca, że nie ma jakiegoś tam dokumentu i, że nie może w związku z tym go przyjąć, bo NFZ nie rozliczy tej wizyty. Co ciekawe pani Doktor sama stwierdziła, że to nie wina tegoż uchodźcy, tylko kogoś tam (zdaje się jakiegoś lekarza) kto skierował pacjenta, a nie dopełnił wszystkich wymogów formalnych, no i także osób z rejestracji, że takiego pacjenta zapisały na wizytę. Dodatkowo, pacjent nie jest jeszcze uchodźcą, tylko dopiero ubiega się o status, co też stanowi, zdaniem pani Doktor, przeszkodę formalna do takiego świadczenia (co prawdopodobnie nie jest akurat prawdą, bo osoby ubiegające się o status korzystają z prawa do pewnych świadczeń zdrowotnych – dop. PP). Pani Doktor rzuciła jeszcze w eter opinię, że to nie jest już pierwszy taki przypadek, że zajmuje się uchodźcami, ale system nie działa tu najlepiej.

Zapewne sprawa rozeszłaby się „po kościach” gdyby nie fakt, że pacjent okazał się bardzo nerwowy, wręcz agresywny, nawyzywał Panią Doktor od faszystek i stwierdził, że z gabinetu nie wyjdzie. Mogę się tylko domyślać, że nikt nie był mu w stanie wytłumaczyć na czym polega problem, a człowiek odsyłany z miejsca na miejsce dowiadując się ostatecznie, że z pomocy medycznej nic nie będzie bo coś tam, bo jakiś papier, czy inny duperel, po prostu tak po ludzku nie wytrzymał. Z dala od domu, z którego musiał uciekać, bez środków do życia, bez własnego dachu nad głową, z liczną rodziną w kraju, w którym miał prawo oczekiwać pomocy, w tym pomocy medycznej, a której z niezrozumiałych względów nie może otrzymać. Nie usprawiedliwia to agresji w żadnej postaci, ale ja akurat staram się go zrozumieć. W każdym bądź razie, Pani Doktor wyraźnie zdenerwowana agresywnym zachowaniem uchodźcy, wyrażając obawy o swoje bezpieczeństwo, poprosiła Panie w recepcji o wezwanie ochrony i energicznym krokiem wróciła do gabinetu.

Przebiegła mi nawet przez głowę myśl, czy nie pomóc rozładować całą sytuację: swojego czasu zajmowałem się przez kilka lat sprawami uchodźców, środowisko, z którego się wywodzę (Liga Republikańska) zawsze bardzo wspierało sprawy czeczeńskie, znam trochę rosyjski, no i znam nieco specyfikę mieszkańców północnego Kaukazu. Lecz nim zdążyłem dobrze się zastanowić, problem rozwiązał się sam. Po chwili z krzykiem wypadł z gabinetu bohater całego zamieszania, a za nim jego żona i głośno krzycząc coś o Hitlerze, wyzywając Panią Doktor od faszystek, grożąc, że zrobi z nią i ze szpitalem porządek, poszedł w siną dal.

Żegnany przez niektórych okrzykami w stylu „spadaj burasie”. Pani Doktor, bardzo zdenerwowana – co tak po ludzku oczywiście rozumiem, nikt chyba, poza dewiantami, nie lubi być porównywany do Hitlera – prosiła obecnych, na razie ustnie, czy zechcą być świadkami w razie ewentualnego późniejszego postępowania. Ja nie zechciałem. A po chwili, po załatwieniu swojej sprawy, sam opuściłem to miejsce.

Pech chciał, że musiałem wrócić po kilku minutach, a tam w najlepsze odbywało się zbieranie podpisów świadków. Czyniła to osobiście Pani Doktor. Ale atmosfera, jaka temu towarzyszyła, te dzielne opinie o konieczności „wypiep…” uchodźców do ich krajów, etc. – ciarki mnie przebiegły. Bez żadnej refleksji grupa, przed chwilą spokojnych ludzi była gotowa do wygłaszania najgłupszych opinii. I naprawdę nieważne, kto to był. Żądali przegnania precz ludzi tak dramatycznie doświadczonych przez życie. I żadnego głosu sprzeciwu, choć trzeba uczciwie przyznać, że gorliwa w tym swoistym spektaklu była mniejszość. To było przerażające.

Nie wytrzymałem i głośno zaprotestowałem. Zacząłem bronić Czeczenów. Bronić, to w tej konkretnej sytuacji oznaczało kłótnię z pozostałymi. Starałem się tłumaczyć, że przecież są to ludzie wygnani z własnych domów, którzy musieli uciekać w obawie przed niewyobrażalnymi dla nas represjami, że Polacy też byli uchodźcami, którym pomagały inne narody (i to całkiem niedawno przecież). Nic. Jałowy mój trud. Nie trafiały do tych ludzi żadne argumenty. Tu niestety, coraz smutniejsza rolę miała – skądinąd poszkodowana – Pani Doktor nadając ton pozostałym. W bardzo emocjonalnym tonie wykrzyczała do mnie, że została obrażona, ba, prawie została pobita. Ja, proszę mi wierzyć, nie usprawiedliwiałem agresji. Tym niemniej zauważyłem, że Pani Doktor sama przecież chwilę wcześniej uznała, że winny całej sytuacji jest nie ten uchodźca, ale ktoś kto źle go skierował nie dopełniając jakiś formalności, generalnie wadliwy system. Na te słowa lekarka stwierdziła, że to nieprawda, de facto zaprzeczając sobie. A na końcu wykrzyczała, że co ja tam wiem, i właściwie to nie będzie tracić czasu na rozmowę ze mną. I rzeczywiście bezceremonialnie zakończyła dyskusję. A to cały czas przy gromkim wsparciu kilku-kilkunastu innych osób. Do tego usłyszałem od innej pracownicy szpitala, że zakłócam spokój, że przeszkadzam, żebym już przestał i generalnie… oddalił się. Inni, krzycząc nie zakłócali spokoju, zakłócałem go ja. No warchoł ze nie i już. Wiedziałem, że nic już tu po mnie.

Na końcu jeden starszy dżentelmen rzucił do mnie, bym poszedł do „Gazety Wyborczej”, co wszyscy, którzy mnie znają wiedza, że jest to, delikatnie mówiąc, opcja mało prawdopodobna. Choć muszę uczciwie przyznać, że w sprawach dotyczących problemów uchodźców „Gazeta Wyborcza” jawiła się mi i moim przyjaciołom, do pewnego stopnia, jako sojusznik. Ale argument ten dał mi jednak pewne przekonanie o proweniencji przynajmniej niektórych moich dyskutantów. Takich, co to obcych nie bardzo, Żydów szczególnie, a za tow. Moczara, o wtedy z obcymi nie było żadnych problemów.

I tylko się zastanawiam, gdzie my wszyscy zmierzamy. Co z nami się dzieje, że jesteśmy w moment gotowi zmienić się w tłuszczę żądającą krwi kogoś kto z jakiś tam względów nam nie odpowiada. Bez dania racji, bez żadnej refleksji. Zachodzę w głowę na ile kilka ostatnich lat wiecznego emocjonalnego napięcia, odpowiednio formatowanego przez media i część polityków zmienia nas w bestie. Wskazuje się nam wrogów, których już tylko potrafimy nienawidzić. I pogardzać. To nienawidzimy i pogardzamy. Czy do pomyślenia jeszcze kilka lat temu było, by ktoś mógł w tak podły sposób upokorzyć innych ludzi oddając mocz na modlących się pod krzyżem? Czy do pomyślenia jeszcze kilka lat temu było, by ktoś mógł wejść do biura nielubianej partii i zastrzelić pierwszą lepszą napotkaną tam osobę i poderżnąć gardło kolejnej. Czy zdarzyło nam się słyszeć, by ktoś robił awanturę w niepublicznym przedszkolu, że przyjęto dziecko dotknięte autyzmem (przypadek z „elitarnego” warszawskiego Wilanowa)? Ale to mało: pogardzamy i nienawidzimy nawet tych co odeszli, choćby ponieśli śmierć w służbie Ojczyzny. Zaczynamy działać, jak zaprogramowane maszyny, gdzie paliwem jest podawany przez niektóre media format, kreujący specyficzną rzeczywistość. Tylko, że zaczyna to mieć skutki uboczne nie przewidziane przez wielkich kreatorów, dokonujących brutalnej operacji, niczym lobotomii na żywym organizmie wielomilionowego społeczeństwa. Bo przecież nikt, i media i politycy, nie nawołują do odwracania się od obcokrajowców, tym bardziej od uchodźców. Wręcz przeciwnie.

Ale my zahartowani trwająca kilka lat zimną wojną domową kierujemy swoje negatywne emocje w kierunku kogokolwiek, kto nam nie odpowiada. A co tam, nawet niech będzie to „obcy”. I mimo, że to przecież nie wypada, to postawa niegodna Europejczyka, to nasza nienawiść, coraz słabiej tłumiona jest silniejsza.

Tylko, co w takiej sytuacji jesteśmy w stanie wspólnie zrobić? Bo przecież słyszymy co i raz takie gromkie nawoływania, szczególnie ze strony tych ośrodków, które stan emocjonalnego wrzenia społeczeństwa kreują. Zdaje się, że wspólnie to możemy kibicować Justynie Kowalczyk.

Tylko dlaczego ofiarami, tej sytuacji mają być uchodźcy?

Portret: Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

(ur. 1971 r.) – prawnik, przedsiębiorca, ekspert z dziedziny zamówień publicznych, autor licznych publikacji w prasie fachowej. Niegdyś działacz m.in. NZS i Ligi Republikańskiej. Przez kilka lat był szefem biura posła Mariusza Kamińskiego (późniejszego szefa CBA), w latach 2004-2005 współpracował z Muzeum Powstania Warszawskiego. Był wysokim urzędnikiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Kancelarii Prezydenta RP. W 2010 r. przez ostatnie kilka tygodni kierował kampanią Czesława Bieleckiego, kandydata na Prezydenta m. st. Warszawy. Obecnie pełni też społecznie funkcję przewodniczącego rady nadzorczej w jednej z niewielkich warszawskich spółdzielni mieszkaniowych.

http://wpolityce.pl./artykuly/26274-pawel-przychodzen-uchodzcy-a-niech-sie-wynosza-do-siebie-co-w-takiej-sytuacji-jestesmy-w-stanie-wspolnie-zrobic

Posted in Polityka i aktualności, Reportaż | Leave a Comment »

Polki Litwy o Świętach Wielkanocy i nie tylko

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

 

8 marca bieżącego roku pod hasłem „Zasypmy kwiatami Polki Litwy“ ogłosiliśmy sondę na wybór najbardziej lubianej, znanej i popularnej pani w naszym polskim środowisku na Litwie. Każdy Państwa głos był przysłowiowym kwiatkiem dla poszczególnych pań. Co się okazało? Że akcja odniosła niesamowity sukces, biogramy pań w tych dniach cieszyły się największą poczytnością naszych czytelników. Trudno się dziwić, że na Litwie rządzą kobiety. Najwidoczniej, mężczyźni to lubią. Lubią też oceniać i nagradzać. Również kwiatami, niech nawet wirtualnymi…

Wyniki sondy nie wniosły chyba jakiegoś dużego elementu zaskoczenia. Trzeba jednak przyznać, że dość długo prym wiodły zupełnie inne panie i tylko w ostatnim dniu szala zwycięstwa przechyliła się na korzyść zupełnie innych osób wymienionych w sondzie.

Najpierw zdecydowaną większością głosów prowadziła Anna Adamowicz vel ciotka Franukowa, ostatecznie z minimalną przewagą głosów wyprzedziły ją inne panie. Mimo to gratulujemy naszej kochanej ciotce Franukowej z Wilna za to, że mówi o nas na cały świat, promuje nasze zespoły, naszą kulturę i nasz…kresowy język.

Duże gratulacje należą się jednak naszym zwyciężczyniom. A są to Katarzyna Niemyćko, polska gwiazda litewskiej estrady, Krystyna Dzierżyńska, wiceprezes Stowarzyszenia „Polska Macierz Szkolna na Litwie i Wanda Krawczonok, radna AWPL w samorządzie miasta Wilna i szefowa polskiej frakcji w tej radzie.

O czym świadczą wyniki naszej sondy? Przede wszystkim o tym, że litewskim Polakom leżą na sercu sprawy polskiego szkolnictwa na Litwie, że przyglądają się poczynaniom Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, i że kibicują naszym artystkom, tym razem Katarzynie Niemyćko, niewątpliwej faworytce telewizyjnego projektu „Wojna chórów“ (nie zapomnijmy, że już w niedzielę 8 marca wieczorem decydujący finał. Kibicujemy Katarzynie i zapraszamy do oddawania głosu na Kasztanowy Chór Wileńszczyzny, którego Katarzyna jest generałem).

Te trzy dziedziny – oświatę, politykę i rozrywkę – nasi czytelnicy uznali za najbardziej ważne, a przedstawicielki tych branż za najbardziej reprezentatywne. Dziękujemy naszym czytelnikom, a przede wszystkim gratulujemy naszym zwyciężczyniom.

Prezentujemy zapis rozmowy, którą przeprowadziliśmy tuż przed Świętami Wielkanocy. Z naszymi pięknymi paniami rozmawiamy o sprawach codziennych, które dotyczą litewskich Polaków. Ale nie tylko o tym rozmawiamy z naszymi paniami, bo poruszamy też kwestie tradycji wielkanocnych, które panowały i panują w naszych domach. Pytamy też o najlepsze dania i zwyczaje związane ze Świętami Wielkanocnymi. Jak się okazuje, nasze reprezentantki płci pięknej na Litwie zdecydowanie wolą … konsumować niż przygotować. Ale są też w tym towarzystwie chlubne wyjątki. Zapraszamy do oglądania.

Zdjęcia: Jan Wierbie, Konstanty Gryniewicz
Montaż: Paweł Dąbrowski

http://www.wilnoteka.lt/pl/video/polki-litwy-o-swietach-wielkanocy-i-nie-tylko

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

„Jesteśmy Smoleńskim Pomnikiem”

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

Ruch Społeczny im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego zwraca się o wsparcie inicjatywy „Jesteśmy Smoleńskim Pomnikiem”

http://jestesmysmolenskimpomnikiem.pl/

http://wpolityce.pl./artykuly/26248-ruch-spoleczny-im-prezydenta-rp-lecha-kaczynskiego-zwraca-sie-o-wsparcie-inicjatywy-jestesmy-smolenskim-pomnikiem

Posted in Katastrofa smoleńska, SOLIDARNI 2010 | Leave a Comment »

Ks. Piotr Pawlukiewicz – Homilia z 11.01.2012 z Kielc

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

Homilia Ks. Dr Piotra Pawlukiewicza wygłoszona dnia 11-01-2012 w Duszpasterstwie Akademickim w Kielcach.

http://www.urbanowicz.net.pl

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz | Leave a Comment »

Romane gila 2011

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

Posted in Muzyka | Leave a Comment »

PIEŚŃ WIELKANOCNA – „ZMARTWYCHWSTAŁY PAN”- EASTER

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

Posted in Muzyka religijna | Leave a Comment »

O dwóch takich, co ukradli księżyc

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

Film oparty na powieści Kornela Makuszyńskiego, pod tym samym tytułem. W rolach głównych Jarosław i Lech Kaczyńscy.


W chacie ubogiego mieszkańca wsi Zapiecek, przychodzą na świat dwaj żarłoczni i leniwi bliźniacy – Jacek i Placek. Ich główne zajęcie w ciągu dnia to płatanie złośliwych figli spokojnym mieszkańcom wsi. Chłopcy za wszelką cenę nie chcą podjąć się jakiejkolwiek pracy. Szukają pomysłu na szybkie zarobienie pieniędzy.

Chcą ukraść z nieba złoty księżyc, żeby go sprzedać. Przed wyruszeniem w drogę po swój łup, zabierają matce ostatni bochenek chleba, który niebawem zamienia się w kamień. Mimo wielu przeszkód chłopcom udaje się złowić księżyc w sieć. Ich radość nie trwa długo. Księżyc, przechodząc w nów, znika z sieci.

Zawiedzeni bliźniacy biorą udział w zbójeckiej wyprawie do złotego miasta. Tu przekonują się o pozornej wartości wszelkich skarbów. Czy dzieci wrócą do swojego domu w Zapiecku?

http://vod.onet.pl/o-dwoch-takich-co-ukradli-ksiezyc,20708,film.html#play

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Jarosław Kaczyński, Prezydent Lech Kaczyński | Leave a Comment »

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

 W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ

– powyższe słowa wypisane nad swoją obozową pryczą przez Zofię Kossak wybrałem jako motto mojego blogu. W 1943 roku pisarka została aresztowana i osadzona w obozie koncentracyjnym w Auschwitz-Birkenau, w którym przebywała 7 miesięcy. Całe życie pisarki, które uważała za służbę Bogu i Narodowi Polskiemu, przepojone było Ewangelią i miłością Ojczyzny.

Posted in Kontakt, Nieokrzesane myśli, Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »