WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 7 kwietnia, 2012

Byłem ateistą – świadectwo drogi do wiary na chwałę Bogu w Wielką Noc.

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

~już nie ateista:

Ktoś mądry powiedział, że miłość implikuje życie człowieka i inspiruje go do pozytywnych działań, a jej brak powoli zabija. Miłość decyduje również o tym, w kogo i w co wierzymy lub nie wierzymy. Tak się jakoś dziwnie ułożyło, że od najmłodszych lat nie czułem się zbyt kochany, a raczej nie byłem przygotowany, aby przyjmować miłość i jednocześnie ofiarować ją innym, chociaż podświadomie chyba za nią bardzo tęskniłem.

W pewnym okresie życia wyrwałem się z domu rodzinnego, zmieniłem miejsce zamieszkania i środowisko. Brak odczuwalnej miłości spowodował, że nie było mi żal i szybko przystosowałem się do nowej rzeczywistości. Ale nowej, nie oznaczało lepszej. Pozornie było ciekawiej, towarzystwo wesołe, rozrywkowe i butelkowe, więc często były zabawy, dyskoteki i stopniowo coraz większe popijawy. Mnie, wcześniej człowiekowi spokojnemu i nieśmiałemu, spodobało się to, że byłem nie tylko akceptowany, ale i lubiany, jako zgodny i nierobiący nikomu krzywdy dobry kompan, a także niedający się długo namawiać na nową imprezkę, zwłaszcza z alkoholem. O wierze, modlitwie i kościele nie myślałem, bo o tym w towarzystwie jakoś nikomu nie chciało się myśleć i mówić.

Byłem dobrym ateistą a Bóg i Kościół nie były mi wtedy do niczego potrzebne, zabawa przecież była świetna. Za to marsz po równi pochyłej w dół nabrał tempa i trwał kilka lat. Organizm w pełni sił fizycznych chodził jak zegarek szwajcarski. Dzisiaj oceniam to tak, że szatan całkowicie stanął za sterami mojego życia, bo pomagał mi jak mógł. Wszystkie inne zajęcia wychodziły mi idealnie, żadnych kłopotów, za to same sukcesy. Sam się dziwię, jak przy takim trybie życia nie wpadłem w alkoholizm, może to brak genetycznych skłonności, a może ukryta nadprzyrodzona opieka. Dziś wiem, że wtedy szatan prowadził z premedytacją swoją nieświadomą zagrożenia ofiarę do piekielnej rzeźni. I prawie mu się to udało.

Nie wiem czemu, ale zacząłem zastanawiać się nad sensem tego wszystkiego i doszedłem do wniosku, że coś w moim życiu nie gra. Psychicznie czułem się jak zdołowany, nic niewarty śmieć. Niedługo potem jakimś dziwnym trafem, nie pamiętam już jak do tego doszło, chyba ktoś znajomy mnie zachęcił, ale przypadkiem trafiłem na coś w rodzaju spotkania rekolekcyjnego z młodym księdzem w jednym z kościołów warszawskich. Mówią, że jak Bóg chce pozostać incognito, to ukrywa się za przypadkami. Nie leciałem tam jak na skrzydłach, ale trochę z obawą, co tam mnie czeka. W sporej salce w podziemiach kościoła w półmroku przy zapalonych świecach zebrało się około stu nieznanych mi osób. Ksiądz był jakiś dziwny, spokojny ale zdecydowany, łagodny i miły, nie sztuczny i napuszony, uśmiechał się delikatnie, a oczy błyszczały mu takim ufnym blaskiem.

Mimo tego, spodziewałem się, bo taki był stan mojego ducha, że zaraz przejdzie do sedna sprawy, że usłyszę zarzuty, oskarżenia i groźby, typu: wy wstrętni grzesznicy, jak się nie poprawicie, to będziecie potępieni na wieki w ogniu piekielnym. Jednak nic takiego nie nastąpiło, ach co to była za ulga. Poprowadził to spotkanie oszałamiająco, ze spokojną pasją i wiarą i nadzwyczaj interesująco. Trochę mówił, a trochę śpiewał, akompaniując sobie na gitarze. Nie potępiał, nie groził, nie szydził, nie okazywał wyższości, był bardzo przyjacielski, choć nie jak kumpel. Pięknie mówił i śpiewał, nie pieśni kościelne, ale chyba swoje, bo nigdy wcześniej ich nie słyszałem, o życiu, o radościach, troskach, kłopotach, zagubieniu, niepewnych lub złych wyborach życiowych, cichej desperacji, rozpaczy i braku sił do zmiany. Pomyślałem przez chwilę: kurczę, on opowiedział kawał mojego życia, może ktoś mu na mnie nakablował?! Ale twardo siedziałem w kącie, nie dając znaku, że tam jestem, w każdej chwili gotów do obrony albo ucieczki.

Jednak najlepsze było pod koniec. Zaczął mówić i śpiewać zachwycająco o Bogu i o nadziei i w tym momencie był jedną wielką miłością, która trafiła do mojego serca i umysłu, jak woda na suchą glebę. To było dziwne, ale on chyba miał jakiś wyjątkowy dar przekazu wiary i miłości jak najlepszy artysta świata. Nie jestem w stanie nawet w części powiedzieć, co się wtedy działo, pamiętam te jego błyszczące miłością oczy. Usłyszałem, że ktoś za mną tęskni z miłością i czeka nieustannie na powrót i nieustannie wybacza, że ma zawsze otwarte ramiona, że ciągle we mnie wierzy i kocha bezwarunkowo, ba, że jestem perłą w jego koronie i wiele innych pięknych słów w tak kapitalnej formie i tak niesamowity sposób, że nikt tego nie byłby w stanie powtórzyć. Słowem, on nie mówił o miłości, on kochał.

Ten kapłan wysoko postawił poprzeczkę innym, ale dzięki niemu jestem w stanie bez trudu wyczuć, kto jakim jest księdzem i wiem teraz, że takich jak on, trafiających prosto do serca i umysłu, nie ma, niestety, tak dużo, a większość to dobrzy duchowni, lecz niestety bez takiego daru. Najpierw, chcąc zachować fason, zażartowałem z siebie w duchu, no tak, dobre sobie, ja i perła, chyba sztuczna z materiału na sedesy. Ale w którymś momencie okowy serca i umysłu pękły jak bańka mydlana. Mój Boże, kim ja jestem? Mimo zewnętrznego szyku, to jestem ludzka ściera, dno, łajza z rynsztoka, chodzący denat duchowy. I to mnie, takie coś, takie nic Bóg kocha?

Nie jestem w stanie opowiedzieć, co się stało, zresztą i tak nikt, kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Tak pewno działa miłość Boga, jeśli da się jej szansę i wpuści do serca. Starałem się trzymać jak twardziel, o nie … wcale nie płakałem …tylko, że .. łzy mi ciekły same po policzkach i nie mogłem ich zatrzymać. Dobrze, że był półmrok i inni zajęci swoimi myślami i przeżyciami, nie zauważyli tego, bo chyba bym się zawstydził. To było jak jakieś wewnętrzne oczyszczenie i wyzwolenie, jak katharsis, jak jakiś przełom duchowo-emocjonalny. Potrzebna mi była ta pokora i skrucha, szczere uznanie prawdy o sobie i własnej nicości, bez tego nic się nie zadzieje w życiu. Wtedy nie byłem w stanie pójść do spowiedzi, bo mimo wszystko czułem się zbyt zbrukany, nieprzygotowany a przeżycie było zbyt wielkie i nagłe, aby się skoncentrować.

Wyszedłem jednak chyba stamtąd już jako inny człowiek. Ale emocje mają to do siebie, ze opadają, a ja po tych przeżyciach chciałem jeszcze sprawdzić wszystko samodzielnie na rozum, znaleźć potwierdzenie tego, co usłyszałem w kościele. Zacząłem czytać Nowy Testament, szczególnie dokładnie wszystko, co powiedział i uczynił Chrystus. Szukałem sedna, sensu i celu ewangelicznego przekazu. Zainteresowały mnie historie ludzi niewierzących i ich drogi do głębokiej wiary. Poznałem historię Kościoła, papiestwa, momenty wzniosłe i haniebne i stwierdziłem, że mimo złych rzeczy w dziejach, bilans Kościoła jest zdecydowanie pozytywny.

Warto było, bo zyskałem mądrość serca, czyli uwierzyłem dzięki wiedzy wiarą pełną, pewną i dojrzałą. Nie chcę powiedzieć, że teraz to już jestem święty, bo nawet do ideału mi daleko. Ale to już jest inna jakość życia, upadki nie są tak niskie, długie i dotkliwe, zdecydowanie łatwiej jest mi odróżnić dobro od zła, zrozumieć swój stan ducha i podnieść go na wyższy poziom, a wszystko to z ufnym oparciem na Bogu. Nieustannie z ufnością proszę o Jego miłosierdzie, a Matkę Bożą o troskliwą opiekę, bo pokornie uznaję, że sam niewiele mogę, umiem przepraszać i wybaczać, mogę stawać się coraz bardziej wolnym człowiekiem. Przede mną jeszcze długa droga, ale to na pewno jest właściwa i dobra droga, ponieważ wskazała ją i oświetla miłość Chrystusa.

Posted in POLECAM, Religia, Znalezione w sieci, Świadectwa | Leave a Comment »

Msza Wigilii Paschalnej pod przewodnictwem Benedykta XVI

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

Podczas mszy Wigilii Paschalnej w bazylice św. Piotra w Wielką Sobotę papież Benedykt XVI powiedział, że „największą ciemnością naprawdę groźną dla człowieka” jest to, że nie wie on, dokąd zmierza świat, i nie rozróżnia dobra od zła. To wiara jest prawdziwym oświeceniem – zaznaczył. Ostrzegł, że „zaślepienie na Boga i wartości” jest realnym zagrożeniem dla ludzkiej egzystencji i świata.

Zasadą świata jest dobro, sam byt jest dobry. Zło nie pochodzi od bytu stworzonego przez Boga, ale na mocy zaprzeczenia – mówił. 

Benedykt XVI przypomniał wiernym: „Życie jest silniejsze niż śmierć. Dobro jest silniejsze niż zło. Miłość jest silniejsza niż nienawiść. Prawda jest silniejsza od fałszu”. 

Według papieża „ciemnością naprawdę groźną dla człowieka jest fakt, że jest on zdolny dostrzec i zbadać rzeczy namacalne, materialne, ale nie wie, dokąd zmierza świat i skąd pochodzi”. Człowiek nie wie – dodał Benedykt XVI – „dokąd zmierza nasze życie, co jest dobrem, a co złem”. Ostrzegł, że „zaślepienie na Boga i wartości” jest realnym zagrożeniem dla ludzkiej egzystencji i świata.

– Kiedy istnieje ciemność wokół Boga i wartości, różnicy między dobrem a złem, to wszystkie inne oświecenia, które stwarzają tak niesamowite możliwości, nie tylko nie są postępem, ale niebezpieczeństwami, które zagrażają nam i światu – powiedział. 

– W sprawach materialnych wiemy i potrafimy tak niebywale wiele, ale tego, co je przekracza, Boga i Dobra, nie potrafimy już rozpoznać. Dlatego wiara, ukazująca nam światło Boga, jest prawdziwym oświeceniem, jest wdarciem się Bożego światła w nasz świat, otwarciem naszych oczu na prawdziwe Światło – podkreślił Benedykt XVI. 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Msza-Wigilii-Paschalnej-pod-przewodnictwem-Benedykta-XVI,wid,14396878,wiadomosc.html?ticaid=1e3b7

http://wpolityce.pl./wydarzenia/26237-benedykt-xvi-potrafimy-dzis-nasze-miasta-oswiecic-tak-jaskrawo-ze-nie-sa-juz-widoczne-gwiazdy-na-niebie-to-wiara-jest-prawdziwym-oswieceniem

Posted in Religia | 1 Comment »

PADRE O. PIO

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

Pio (Francesco Forgione) przyszedł na świat w miasteczku Pietrolcinie, w południowych Włoszech, w miesiącu rozkwitania kwiatów, 25 maja 1887 r. Był piątym spośród ośmiorga dzieci Peppy i Grazio Forgione. Jego mama Peppa wyznała, że był niepodobny do innych chłopców: ,,nigdy nie był niegrzeczny, czy źle się zachowywał”. Od wieku pięciu lat miewał wizje Nieba i był przedmiotem prześladowań przez szatana; w widzeniach rozmawiał z Panem Jezusem, Jego Matką, oraz ze swoim Aniołem Stróżem lecz — niestety — te doświadczenia Nieba przeplatane były obecnością piekła i szatana.

Posted in Filmy religijne, Ojciec Pio | Leave a Comment »

Niech się świat śmieje, byle dzieło zbawienia było wykonane

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

Stefan Wyszyński (ks. kard., Sł. Boży): Niech się świat śmieje, byle dzieło zbawienia było wykonane

Idę przez swoje życie kapłańskie pełen nędzy, słabości i ran, otrzymanych po drodze. Prawdziwie – „robak a nie człowiek”. Wszyscy mają prawo podziwiać całą nieudolność moją. A jednak idąc, sprawuję swoje posłannictwo kapłańskie. Nędza moja nie przeszkadza mi – dla Bożego miłosierdzia – usłużyć ludziom dobrami, które świat ma najcenniejsze.

Tak szedł Chrystus, wzgarda pospólstwa – aż po dzień dzisiejszy. Obszarpany, pobity, ubrudzony w błocie ulicznym, oplwany. A jednak to On zbawiał świat… I zbawił go, choć świat natrząsał się ze swego Zbawcy. Jak te dwie drogi idą blisko siebie. Nieudolność moją dźwiga łaska sakramentalna; nieudolność Jezusa dźwiga Bóstwo Jego… Niech się świat śmieje, byle dzieło zbawienia było wykonane.

(Zapiski więzienne, 4.3.1954, Sł. Boży ks. kard. Stefan Wyszyński)

Posted in Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

Cierpienie antysmoleńskie

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

Jak wszyscy wiemy, a jak nie wiemy, to nam już w Wyborczej to wytłumaczą, wszyscy mają dosyć Smoleńska, wszyscy rzygają Smoleńskiem, no, po prostu już nie wyrabiają. Zapewnie dlatego Wyborcza zamieszcza na swoich świątecznych łamach tyle artykułów o Smoleńsku, konkretnie, żeby już o Smoleńsku tak bardzo nie wspominać i nie pisać, bo wszyscy maja dosyć.

image

Może coś ze mną jest nie tak, ale, skoro w Wyborzcej tak strasznie mają dosyć, to może niech o tym nie piszą? My nie mamy dosyć, to sobie będziemy pisać. I mówić. I przychodzić na obchody i palić te jątrzące swieczki i składać te zbrodnicze żółte tulipany, co to je Gronkiewiczowa Straż Miejska likwiduje i pakuje do worków na śmieci jeszcze jako cebulki w szklarniach, prewencyjnie.

A do nich, podobnie, jak do tych dyżurnych ruskich tralalala ( tekst zastępczy ) na Salonie i gdzie indziej, mam pytanie, co was tak zmusza, by codziennie o tym pisać, skoro tak już od tego rzygacie? Służba nie drużba, wiadomo, ale poproście o urlop, czy cóś, nie męczcie się tak! Święta w końcu, posiedźcie z Rodziną, zaśpiewajcie „Podmoskownyje wieczera”,  zostawcie ten temat nam, którzy nie rzygają i nie mają dosyć. Możemy się tak umówić? Jak akurat nie mogę narzekać , bo swego czasu pobanowałem tą ruską tralalalala ( tekst zastępczy) i mam spokój, ale na innych blogach, tych co cierpliwszych lista obecności sekciarzy Pancernej Brzozy jest podpisana codziennie, o niczym innym nie piszą, tylko o tym, czego mają tak bardzo dosyć. Sado- maso, po prostu. Należy pochylić głowę nad ich codziennym cierpieniem.

Ostatnio zauważyłem ciekawą tendencję, Sekta Pancernej Brzozy poddała się, jeśli chodzi o polemikę w sprawach techniczych, wobec całkowitego upadku rządowych wersji, których już nikt nie broni, nawet ci, co te raporty pisali, tak, jak do dzisiaj nikt nie chce się przyznać, kto „rozpoznał z kontekstu” głos Generała Błasika. Właściwie teraz się okazuje, że nikt nic nie pisał, nie można znaleźć nikogo, kto by sie przyznał. Nawet stenogramy sejmowe pozmnieniali. Pozmieniały, dokładniej mówiąc. Samo się napisalo, SMS sam się wystukał i wysłał, a i nawet ministrowi Sikorskiemu nikt, jak się okazuje nie powiedział tego, co ten następnie przekazał Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nie dograli sprawy chłopaki, zapewnie byli pewni, że nie trzeba się będzie tłumaczyć, że wystarczy kultowe już „jak walnęło, to urwało”, najlepszy dowód na wersję rządową, w historii tego „śledztwa”, a w istocie w historii wszystkich śledztw lotniczych, morskich i kosmicznych. Jak do tej pory nikt tego nie przebił. No, może gdzieś w kreskówkach, w Cartoon Network.

Mieliśmy zapomnieć, bo w końcu, co było, to było, a zgoda buduje. Przecież Stadion Narodowy, Orliki, wicie, to jest ważne. Donald Tusk osobiście podsuwał temat, że ludzie stadion na tapetę telefonów ściągają i że to jest sukces rzadu. Kolejny. Jak to nie jest zidiocenie, to nie wiem, co nim jest. Mniejsza, ile kasy na to poszło, mniejsza, że utrzymanie tych stadionów nie wiadomo dla kogo i po co zbudowanych, poza tym, że sa na miarę naszych możliwości i to nie jest nasze ostatnie słowo (jak Miś), kosztuje kilka milionów miesięcznie i nie ma żadnej szansy, by te pieniądze się zwróciły kiedykolwiek w tym tysiącleciu.

A ostatnio , jak rozpaczliwe kwilenie, jak zakłopotany uśmiech faceta sikającego za autobusem, gdy ten nagle odjechał, jak w pokerze, gdy  ktoś rzuca na stół piątkę asów i patrzy, czy się nikt  nie zorientuje, pojawia się informacja, że Donald Tusk zamierza znaleźć inwestorów arabskich. No, nie tak dawno też zamierzał, z wielkim sukcesem, z Kataru, konkretnie. To teraz, to już jak z płatka pójdzie , po śladach. I meksykańska fala radości w prasie też łatwo przyjdzie, copy – paste się zrobi.

I jest matka Madzi, ojciec Madzi i nieszczęsna Madzia i Rutkowski. Niesamowite, jak można wykorzystać śmierć jednego nieszczęsnego dziecka, by wytworzyć metodycznie prawdziwą histerię, zapełnić czas antenowy i by przykuć uwagę całego, dużego narodu. Ciekawe, ile kasy skasowały te dziesiątki hien dziennikarskich i detektywistycznych. I to się nie kończy, przyssali się i nie puszczają.

I wszystko to, by dostarczyć medialnej paszy, przykryć mizerię rządową i tragedię smoleńską, a zwłaszcza katastrofę POsmoleńską, czyli nieprawdopodobną, upokarzającą kompromitację polskich władz i polskiego państwa. Tchórzostwo, pożytecznoidiotyzm, podłość  i zwykłą zdradę. Nie wyszło. Nie zapomnieliśmy, nie przestaliśmy „jątrzyć i dzielić”. I nie przestaniemy, choćbyśmy mieli zdechnąć. To , znaczy, mówię za siebie. Oczywiscie.

P.S. Wszystkim życzę, z bardzo daleka, Wesołych Świąt. Może nie zawsze odpowiadam na komentarze, bo zarobiony jestem, a i różnica stref czasowych nie sprzyja, ale wszystkie czytam.

Aha, muszę coś wtrącić, zachęcam do kilknięcia w reklamę obok, tą o „Księdze Lansu”, wszystkie są „z urzedu”,  a tą ktoś wykupił extra, zatem zachęcam ekstra. Nic nie kosztuje, klikajcie! Zresztą te pozostałe też, a co!

http://freepl.info/seawolf

http://gpcodziennie.pl/autor/seawolf

http://niepoprawni.pl/blogs/seawolf/

http://niezalezna.pl/bloger/69/wpisy

http://seawolf.salon24.pl/

Oraz w wersji audio tutaj:

http://niepoprawneradio.pl/

Przeczytaj także: Nadchodzi upadek sekty smoleńskiej

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | 1 Comment »

Te Deum laudamus – Ciebie Boga wysławiamy

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

Te Deum laudamus (łac. Ciebie Boga wysławiamy) – wczesnochrześcijański hymn modlitewny, którego autorstwo tradycja przypisuje świętemu Ambrożemu i świętemu Augustynowi. Według tej teorii pieśń została napisana z okazji chrztu Augustyna, którego udzielił mu w 387 Ambroży. Współcześni badacze wątpią w prawdziwość tej hipotezy; przypisując raczej autorstwo hymnu Nicetasowi, biskupowi Remesiany (obecnie Bela Palanka w Serbii). Hymn znajduje się w liturgii godzin i jest odśpiewywany przy szczególnych okazjach, np. podczas mszy rezurekcyjnej czy po wyborze papieża. Rozpoczynając od wezwania Boga, hymn wychwala wszystkich tych, którzy wielbią i czczą Boga, począwszy istot niebieskich, poprzez chrześcijan będących już w niebie, aż po Kościół rozproszony po całym świecie. Następnie wspomina narodzenie, męczeństwo i zmartwychwstanieChrystusa, po czym ponawia modlitwę, zarówno całego kościoła, jak i każdego wiernego z osobna, prosi o przebaczenie grzechów, obronę przed pokusami i wyraża nadzieję na zjednoczenie się z Chrystusem.

Ciebie Boga wysławiamy

Ciebie Boga wysławiamy,
Tobie Panu wieczna chwała,
Ciebie Ojca, niebios bramy,
Ciebie wielbi ziemia cała. Tobie wszyscy Aniołowie, Tobie Moce i Niebiosy, Cheruby, Serafinowie, ślą wieczystej pieśni głosy.

Święty, Święty, nad Świętymi,
Bóg Zastępów, Król łaskawy,
Pełne niebo z kręgiem ziemi,
Majestatu Twojej sławy. Apostołów Tobie rzesza, chór Proroków pełen chwały, Tobie hołdy nieść pośpiesza Męczenników orszak biały.

Ciebie poprzez okrąg ziemi,
z głębi serca ile zdoła,
Głosy ludów zgodzonymi,
wielbi święta pieśń Kościoła. Niezmierzonej Ojca chwały, Syna Słowo wiekuiste, Z Duchem wszechświat wielbi cały, Królem chwały Tyś, o Chryste.

Tyś Rodzica Syn z wiek wieka,
by świat zbawić swoim zgonem,
Przyoblókłszy się w człowieka,
nie wzgardziłeś Panny łonem. Tyś pokruszył śmierci wrota; starł jej oścień w męki dobie I rajskiego kraj żywota, otworzyłeś wiernym sobie.

Po prawicy siedzisz Boga,
w chwale Ojca, Syn Jedyny,
Lecz gdy zagrzmi trąba sroga,
przyjdziesz sądzić ludzkie czyny. Prosim, słudzy łask niegodni, wspomóż, obmyj grzech co plami, Gdyś odkupił nas od zbrodni Drogiej swojej Krwi strugami.

Ze Świętymi w blaskach mocy,
wiecznej chwały zlej nam zdroje:
Zbaw o Panie, lud sierocy,
Błogosław dziedzictwo swoje. Rządź je, broń po wszystkie lata, prowadź w niebios błogie bramy, My w dzień każdy, Władco świata, Imię Twoje wysławiamy.

Po wiek wieków nie ustanie,
Pieśń, co sławi Twoje czyny,
O, w dniu onym racz nas Panie
od wszelakiej ustrzec winy. Zjaw swą litość w życiu całym tym, co żebrzą Twej opieki: w Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki.

Posted in Muzyka religijna | Leave a Comment »

Wielkanoc 2012

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

http://persjado.za.pl/zyczenia/kartki/wielkanoc/3.htm

Wielkanoc A.D.2012

Posted in Prywatne | 1 Comment »

Spór ewolucjonizmu z kreacjonizmem

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

Świetna audycja Reszczyńskiego … Niejednokrotnie już piałem z zachwytu nad audycją „Trójka na poważnie” animowaną przez red. Wojciecha Reszczyńskiego, jednego z ostatnich „normalnych” w radiowej Trójce …

I tym razem się nie zawiodłem … gościem był reżyser około religijnych filmów dokumentalnych Dominik Tarczyński.
Ja dotychczas widziałem tylko jeden z jego filmów ten o Kolumbii ale jestem pod pozytywnym wrażeniem tego obrazu do dziś … Właśnie o okolicznościach powstania tego filmu, jak i innych projektach tego zdolnego twórcy ta audycja, traktuje ….
Polecam osłuchanie audycji / co prawda godzina i 30 minut/ ale warto …w Wielkim Tygodniu jak znalazł :)
Kolumbia ma wspaniałego Prezydenta, Alvaro Uribe … http://pl.wikipedia.org/wiki/%C3%81lvaro_Uribe – czas na nas …

http://vantomas.salon24.pl/406393,swietna-audycja-reszczynskiego

Posłuchajcie

http://www.polskieradio.pl/9/526/Artykul/574588,Spor-ewolucjonizmu-z-kreacjonizmem-

Posted in Radio w internecie, Wywiady | Leave a Comment »

Kaczyński zapowiada proces. „Nie przekazałem Lepperowi DNA”

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

 

Jarosław Kaczyński, fot. Krzysztof Matuszyński/Newspix

Jarosław Kaczyński, fot. Krzysztof Matuszyński/Newspix

 Nigdy nie przekazałem DNA dziecka Anety Krawczyk Andrzejowi Lepperowi, ani nawet o to DNA się nie starałem. To stek bzdur. Pan Wierzejski kłamie i wytoczę mu za to proces. Najohydniejsze jest to, że nagle pan Wierzejski stał się autorytetem dla establishmentu, który wierzy w każde jego słowo. Trzeba ten establishment rozpędzić na siedem wiatrów, bo on jest jak wrzód, który trapi Polskę i nie pozwala się jej rozwijać – mówi w rozmowie dla Onetu Jarosław Kaczyński. W wywiadzie, którzy ukaże się jutro i w poniedziałek prezes PiS mówi m.in. o politykach Solidarnej Polski i ich przyszłości, szansach Adama Bielana na powrót do PiS i śledztwie ws. katastrofy smoleńskiej.

Z Jarosławem Kaczyńskim – prezesem PiS, byłym premierem RP – rozmawia Jacek Nizinkiewicz.

Jacek Nizinkiewicz: Przekazał pan DNA dziecka Anety Krawczyk Andrzejowi Lepperowi?

Jarosław Kaczyński: Nigdy nie przekazałem DNA dziecka Anety Krawczyk Andrzejowi Lepperowi, ani nawet o to DNA się nie starałem. Nie dowiadywałem się niczego na ten temat od prokuratora i nigdy nie rozmawiałem z prokuratorem na temat DNA dziecka Anety Krawczyk. To stek bzdur. Pan Wierzejski kłamie.

– Wojciech Wierzejski powiedział w sądzie pod groźbą odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań: „Pan Lepper poinformował mnie, że Jarosław Kaczyński dał mu wyniki testów DNA, aby sprawdził, czy jest ojcem dziecka”. Jeśli to kłamstwa, to czy zamierza pan wytoczyć proces Wierzejskiemu?

– Pan Wierzejski kłamie i wytoczę mu za to proces. Ja nawet z tym panem nie zamieniłem jednego zdania. Nigdy nie byłem z nim w restauracji. To straszne, że dzisiaj można się posługiwać fałszywymi świadkami. To są kłamstwa wyssane z palca. Najohydniejsze jest to, że nagle pan Wierzejski stał się autorytetem dla establishmentu, który wierzy w każde jego słowo. Trzeba ten establishment rozpędzić na siedem wiatrów, bo on jest jak wrzód, który trapi Polskę i nie pozwala się jej rozwijać.

– Roman Giertych powoływałby na świadka osobę, która składa fałszywe zeznania?

– Oczywiście, że tak, bo wie, jaki jest stan praworządności w Polsce. Gdyby Polska była praworządnym krajem, to Roman Giertych nie funkcjonowałby jako adwokat.

(…)

– Czy Adam Bielan ma szansę na powrót do PiS?

– Adam Bielan na pewno będzie chciał ponownie ubiegać się o miejsce w Parlamencie Europejskim. Powiem dzisiaj to, co mówię również członkom PiS: porozmawiamy za dwa lata.

– Nie mówi pan Bielanowi „nie”?

– Jego sytuacja jest dużo gorsza niż członków PiS. Ale gdyby dzisiaj Bielan zgłosił się do mnie, to powiedziałby mu porozmawiamy za dwa lata.

– Co Bielan musi zrobić, żeby wrócić do pańskich łask?

– To co każdy, kto chce reprezentować PiS. Ciężko pracować, być absolutnie lojalnym i przygotowanym do wykonywania zadań w Polsce i zagranicą.

– Zaszkodził mu w relacjach z panem wywiad w „Newsweeku”?

 – Na pewno mnie nie ucieszył. Ale ja znam panią Torańską i wierzę w tej sprawie Bielanowi. Gdybym jej nie znał, to wywiad zaszkodziłby mu bardziej.

– Czy zgadza się pan na propozycję Solidarnej Polski, która proponuje komisję obywatelską ws. katastrofy smoleńskiej?

– Solidarna Polska nieuczciwe chce się podpiąć pod sprawę Smoleńska. Najpierw chcieli się od tej sprawy odciąć, a teraz chcą wskoczyć na tego konia. Kiedy widzą, że Smoleńsk się nakręca, to naglę staja się gorącymi orędownikami tej sprawy.

– W Solidarnej Polsce jest Ludwik Dorn…

– Któremu dałem szansę startu do Sejmu z list PiS, z której skorzystał, a później złamał umowę, którą zawarliśmy. Bo na pewno nie umawiałem się z Dornem na rozbijanie prawicy. Nie pierwszy raz pan Dorn złamał słowo. Nie chcę mieć nić wspólnego z Ludwikiem Dornem. Mam nadzieję, że jego polityczna droga zmierza do końca. Moje miłosierdzie względem pana Dorna okazało się zupełnie na wyrost i niepotrzebne. Co do komisji to Zespół Macierewicza w zupełności wystarczy. A jak dojdę do władzy, to poproszę o pomoc Parlament Europejski. Myślę, że gdyby strona Polska zwróciła się do USA to również dostalibyśmy pomoc ze strony Amerykanów.

Rozmawiał: Jacek Nizinkiewicz

Cała rozmowa Jacka Nizinkiewicz z Jarosławem Kaczyńskim już jutro i w poniedziałek w Onecie.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/kaczynski-zapowiada-proces-nie-przekazalem-leppero,1,5092398,wiadomosc.html

Posted in Jarosław Kaczyński, Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

Blogger

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

http://www.blogger.com/profile/18032725542292205388

Posted in Prywatne | Leave a Comment »

Wielkanocne życzenia od premiera – „Możemy stać się krajem szczęśliwych ludzi pod warunkiem, że zapomnimy o słowie NIEMOŻLIWE”

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

Zapamiętaj ten moment (od 54 min.): „Możemy stać się krajem szczęśliwych ludzi pod warunkiem, że zapomnimy o słowie NIEMOŻLIWE”

i teraz porównaj z tym nagraniem od 23 min.”Jak coś jest niemożliwe, to jest niemożliwe”

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

19 WYKŁADÓW O PORZĄDKU NADPRZYRODZONYM – O. MARIAN MORAWSKI SI

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

http://www.ultramontes.pl/dogma_gratae.hitm

Posted in Religia | Leave a Comment »

Najbardziej ekstremalna polska praktyka religijna

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

 

Ekstremalna Droga Krzyżowa, fot. edk.org.pl

Ekstremalna Droga Krzyżowa, fot. edk.org.pl

 

Ogromny ból, przenikliwe zimno i złowroga cisza. Noc. Samotność, głód, strach na bezdrożach i cierpienie. To nie opis horroru, ale forma modlitwy, na którą dobrowolnie zdecydowały się już tysiące Polaków. Coroczna, ekstremalna praktyka religijna także w tym roku przyciągnęła tłumy katolików.

Tydzień przed Wielkim Piątkiem, o godzinie 20 na mszy w kościele św. Józefa w Krakowie gromadzą się setki wiernych. Trudno wejść nawet do przedsionka. Ksiądz Jacek Stryczek, znany m.in. z akcji „Szlachetna Paczka”, mówi o ideałach i poświęceniu. Młodzi i starsi słuchają z uwagą, a niedługo sami ruszą w pełną poświęceń Ekstremalną Drogę Krzyżową (EDK).

Po mszy ponad 1000 osób formuje się w grupy i odbiera przed kościołem drewniane krzyże zbite z brzozowych gałęzi. Niektórzy wciąż zapisują się w profesjonalnie zorganizowanym biurze, gdzie otrzymują mapę, opis trasy i książeczkę z rozważaniami drogi krzyżowej.

 

Jest ciemno i zimno, pada deszcz, a przez Kraków przemykają setki osób niosąc ze sobą drewniane krzyże. Wszyscy chcą następnego dnia rano dotrzeć do sanktuarium maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej. Najbardziej wytrwali na piechotę pokonają tej nocy 47 kilometrów.

Stacja pierwsza – benzynowa

Moja grupa idzie krótszą trasą. Na własną rękę musimy dostać się do Skawiny. Podwozi nas tam pan Janusz, opowiadając po drodze o swoich przeżyciach z poprzednich edycji EDK. Szlak przeszedł już trzy razy, w tym roku znowu powrócił i to mimo kontuzji kostki. Przed startem odwiedzamy jeszcze stację benzynową i sklep, gdzie robimy ostatnie zakupy.

Po dotarciu do Skawiny okazuje się, że nie jesteśmy pierwsi. Na wałach obok rzeki łączymy się z inną grupą i rozpoczynamy modlitwę. Ci, którzy byli już wcześniej na EDK, są wyraźnie lepiej przygotowani – wiedzą, co ich czeka. Na głowach mają przymocowane latarki, w rękach kijki do podpierania. Wszyscy są w ciepłych i grubych ubraniach, z płaszczami przeciwdeszczowymi i plecakami z wodą i jedzeniem. Zbliża się godzina 22.

Trasę zaczynamy blisko 20 kilometrów za miejscem startu pierwszych grup. Idziemy kawałek wałem, potem schodzimy w pola. Jest zupełnie ciemno i pada deszcz. Błotnista i bardzo śliska droga wije się między rzeką a polami uprawnymi. W niektórych miejscach łatwo o upadek, ale nikt nie narzeka. Wszyscy idą w ciszy, dość równym tempem.

Przygotowania do EDK

Na pomysł Ekstremalnej Drogi Krzyżowej wpadł przed czterema laty ks. Jacek Stryczek. – To była jakaś próba poszukiwania formy nabożeństw, które będą atrakcyjne dla współczesności – mówi jeden z organizatorów. – Nam nie zależy, żeby to była pielgrzymka. Zależy nam, żeby każdy miał możliwość indywidualnie przeżyć tę drogę – dodaje.

Na drodze samotność zaczyna doskwierać bardzo szybko. Mimo że idę w grupie, to jednak nie mam z kim zamienić słowa. Nie mogę – takie obowiązują zasady. Choć na razie zmęczenie nie jest duże, to miło byłoby z kimś porozmawiać, pośpiewać jak na pielgrzymce. Takiej możliwości jednak miał nie będę.

Moim najlepszym towarzyszem okazuje się ciężki plecak. Organizatorzy EDK przygotowali poradnik, co należy wziąć ze sobą na drogę. Woda, latarka, ubrania, telefon z wpisanymi numerami pomocowymi, opatrunki. Dodałem też coś od siebie: czekolada, napój energetyczny, papierosy, mapa. Tej nocy nie miałem jednak okazji zapalić.

Deszcz zaczyna padać coraz mocniej, a my wychodzimy na drogę asfaltową. Przez jeden krótki odcinek trzy razy omal nie wpadłem w błoto. Moje adidasy były całkiem przemoczone i ubłocone, a nie przeszliśmy nawet trzech kilometrów.

Na szczęście przed nami kilka kilometrów lepszej trasy. Idziemy szybkim tempem, zatrzymujemy się tylko na kolejnych stacjach drogi krzyżowej. „Idealista nie musi być… idealny”, „idealista zamienia zło w dobro”, „idealista jest nonkomformistą”, „idealistów jest wielu”, „idealiści nie są pozbawieni lęku”, „idealistom trudno jest umrzeć w łóżku” – słyszę podczas rozważań i faktycznie zaczynam myśleć o ideałach.

– Poświęcenie i ideały to są mało popularne hasła wśród ludzi. Właśnie dlatego zostały wybrane jako rozważania do drogi krzyżowej. Niewielu ludzi myśli dzisiaj kategoriami robienia czegoś dla innych. „Ideały” – dawno nie słyszeliśmy tego słowa – mówili mi organizatorzy EDK, którzy zdecydowali o wyborze tematu na tegoroczną edycję.

Postoje, górki, psy i czekolada

Pierwszy krótki postój zrobiliśmy przed kościołem w Radziszowie. Lało jak z cebra. Dochodziła północ i robiło się bardzo zimno. Pierwszy raz wokół było tyle światła, żebym mógł bliżej przyjrzeć się mojej kilkunastoosobowej grupie. Zaskoczył mnie przekrój wiekowy. Szła z nami dziewczynka, która miała może 10 lat, razem ze swoją babcią, małżeństwo koło czterdziestki, osoby w średnim wieku i kilkoro osób młodych, głównie tych, którzy wybrali się na EDK po raz pierwszy.

– 1200 osób zapisało się w tym roku na EDK – mówią organizatorzy. – 1050 ruszyło w trasę. W zasadzie wszyscy dotarli – dodają.

Po 15 minutach ruszamy dalej. Tuż za Radziszowem skręcamy w prawo i wspinamy się pod pierwszą wielką górkę. Nikt nie zostaje z tyłu, idziemy wolniej. Tylko jeden młody chłopak postanowił pójść dalej sam. Nic nikomu nie powiedział, tylko poszedł i zniknął za zakrętem. Nie widziałem go już potem.

Ze szczytu rozciągają się piękne widoki na oświetlone miejscowości. W oddali widać kominy. Źródłem światła są jedynie latarki. Po modlitwie to na mnie przychodzi kolej do niesienia krzyża, który wzięliśmy spod kościoła w Krakowie. Jest zaskakująco lekki, ale przeszkadza w utrzymaniu równowagi na błotnistej drodze.

Podczas marszu na jednym ze szczytów spotykamy dwa rasowe husky. W grupie następuje mały popłoch, bo psy są naprawdę duże. Ale zamiast szczekać, wesoło merdają ogonami i otrzepują się z lejącej z nieba wody. Zwierzęta okazały się towarzyszami naszej drogi. Ktoś z innej grupy wziął je ze sobą na trasę.

Podczas kolejnego postoju ok. godz. 2 w nocy otwieram czekoladę. Częstuję całą grupę, odkładam opakowanie i idę się wspólnie ze wszystkimi modlić. Gdy odwracam głowę w stronę plecaka leżącego na ziemi moje skupienie gdzieś ucieka. Chce mi się śmiać, bo jeden z psów skorzystał z okazji i zjadł czekoladę, którą nieopatrznie zostawiłem na wierzchu. Ta noc nie będzie jednak dla mnie słodka…

Zmęczenie daje się we znaki wszystkim. Januszowi odnowiła się kontuzja kostki. Ale jesteśmy coraz bliżej. Po kilku kolejnych górkach i zakrętach trafiamy na „żółty szlak”, który ma nas poprowadzić do samej Kalwarii. W oddali można już nawet zobaczyć oświetlony nocą klasztor.

Droga na skróty

Cały czas jest ciemno i zimno. Mam na sobie trzy warstwy ubrania, maszeruję mimo bólu mięśni, ale po prostu jest mi zimno. Irytuje mnie to znacznie bardziej niż deszcz, przemoczone ubranie, czy błoto w butach. – EDK to walka o modlitwę – powiedział mi potem jeden z organizatorów drogi. Muszę mu przyznać rację – w takich warunkach o modlitwę jest naprawdę ciężko.

Idziemy za żółtym szlakiem, co chwilę mijając jakieś rozwidlenia dróg. Wiele razy byłem pewny, że się zgubiliśmy. W nocy jest znacznie trudniej o orientację w terenie, niż za dnia. W końcu po ostatnim krótkim postoju dochodzimy do Kalwarii. Janusz, mimo obolałej nogi też dał radę. Wszyscy doszliśmy, a deszcz przestał padać.

 
Ekstremalna Droga Krzyżowa – Już po raz czwarty odbyła się Ekstremalna Droga Krzyżowa (EDK). W nocy z piątku na sobotę przed niedzielą palmową pątnicy z Krakowa odbyli pieszą wędrówkę do Kalwarii Zebrzydowskiej. W wielu innych miastach Polski coraz częściej powstają podobne inicjatywy. Inicjatorem tego rodzaju wypraw były organizacje działające przy kościele św. Józefa w Krakowie oraz ks. Jacek Stryczek, znany m.in. z organizacji akcji „Szlachetna Paczka”. (RC) – YouTube

W samej Kalwarii spotykamy wiele innych grup. Dziesiątki ludzi w milczeniu idą pod ostatnią górę, na której znajduje się klasztor Bernardynów. W tegorocznej edycji do Kalwarii prowadziły trzy trasy: tradycyjna, nowa i samotna. – W zeszłym roku dostawaliśmy sygnały, że pod koniec trasy zbyt wiele grup nachodziło na siebie – mówią organizatorzy. – Dlatego w tym roku była przygotowana kolejna trasa, bo chcieliśmy ten ruch rozłożyć – dodają.

Przy kapliczce u wlotu do Kalwarii moja grupa się rozpada. Została tylko jedna stacja, dla wszystkich grup wspólna, przy klasztorze. Teraz każdy idzie już indywidualnie. Kościół majaczy wysoko nad naszymi głowami. – Idziemy skrótem? Powinien tutaj być – zagaduje do mnie jeden z uczestników EDK. Kiwam głową i skręcam. To był zły pomysł. Na samej górze okazuje się, że od tej strony nie wejdę. Ale nie mam już sił wspinać się ponownie więc przeskakuję przez dziurę w płocie. W ubłoconych butach, bocznymi drogami i korytarzami dochodzę jakoś do kościoła. Dwa razy dłuższa drogą, niż normalnie. Skrót to był zdecydowanie zły pomysł. Choć i tak byłem jednym z pierwszych, którzy przeszli szlak.

Powrót

Po nabożeństwie w sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej wszyscy uczestnicy wyglądają marnie. Ubłoceni, zmęczeni po nieprzespanej nocy, mokrzy, ale też szczęśliwi, wsiadają powoli do specjalnie podstawionych autobusów i wyjeżdżają do Krakowa.

Czekam przez ok. 40 minut, aż autobus się zapełni. Z okna widzę bramę do Sanktuarium w Kalwarii. Cały czas do kościoła wchodzą grupy z drewnianymi krzyżami. To ludzie, którzy szli dłuższą drogą lub zaczynali później. Ta powódź uczestników potrwa jeszcze przez kilka godzin.

– W ciągu ostatnich czterech lat drogę przeszło ponad 2000 osób – mówią organizatorzy. – Bardzo często ludzie na nią wracają. W większości dowiadują się o EDK od znajomych, którzy przeszli drogę – dodają.

Pytam, czy w EDK więcej jest modlitwy, czy więcej przygody nocą. – To jest połączone, ale większy akcent kładziemy na modlitwę. Droga idzie w nocy z piątku na sobotę i nikt wtedy nie pracuje. To jest taki czas, gdzie można całą noc poświęcić Bogu. Misją EDK jest pomóc ludziom przeżyć misterium Drogi Krzyżowej. My chcieliśmy, żeby Drogę Krzyżową można było poczuć. Te decyzje o tym, że idziemy, rozważania, to zamyka się w naszym umyśle. A my chcieliśmy odczuć to fizycznie: żeby wiał wiatr, żeby było zimno. W nogach można to naprawdę poczuć. Osoby, które przeszły trasę samotną (47 km), mówiły, że zmęczenie psychiczne jest kolosalne. Ono jest nawet gorsze od fizycznego – przyznają ludzie ze Wspólnoty Indywidualności Otwartych, organizacji działającej przy kościele św. Józefa w Krakowie, która przygotowuje EDK.

Mimo licznych kontuzji nikomu z uczestników nic poważnego się nie stało. Niewielu też zdecydowało się na to, by ktoś ich podwiózł.

Organizatorzy mają nadzieję, że idea EDK zostanie rozkrzewiona w całej Polsce, a może nawet w Europie i na świecie. – W tym roku EDK było zorganizowane po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii. Droga była także w Gliwicach i w Rzeszowie. W przyszłym roku pewnie będzie w Warszawie – mówią.

Czym jest więc Ekstremalna Droga Krzyżowa? Spotkałem kilka opinii. Jedna wydaje mi się szczególnie trafna: EDK to sposób duchowości XXI wieku.

Więcej informacji o EDK na stronie: http://www.edk.org.pl/article/2967.htm

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/krakow/najbardziej-ekstremalna-polska-praktyka-religijna,1,5080785,region-wiadomosc.html

Posted in Religia | Leave a Comment »

Egzorcyzmy dzisiaj

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

Reportaż na temat egzorcyzmów przygotowany przez TVP Gdańsk.

Posted in Filmy - Polecam, Filmy religijne, POLECAM, Religia, Reportaż | Leave a Comment »