WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 4 marca, 2012

Serce Polski będzie bić w nas – Maria Fieldorf – Czarska i Generał August Emil Fieldorf „Nil”

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012



Tam było centrum polskości. W tym niepozornym dwupiętrowym bloku na obrzeżach Gdańska, przy małej bocznej uliczce, która nie mogła się nigdy doczekać remontu, tętniło serce Polski. Teraz przestało bić…

Można go złamać, ale nie można go zgiąć… Generał August Emil Fieldorf „Nil” i inni bohaterowie Polskiego Państwa Podziemnego, zamordowani przez komunistów cz.I i II

 

W niewielkim, skromnie urządzonym mieszkaniu, które jeszcze pamiętało naloty UB, mieszkała Pani Maria, córka Generała „Nila”. Nie był to jej dom rodzinny, bo Zło nie pozwalało Jej na wytchnienie, zmuszając to do opuszczenia Wilna, potem Brzeżan, Koloni Wileńskiej, następnie Łodzi, aż dotarła do Gdańska. Może gdyby się poddała, daliby Jej spokój. Niedoczekanie! Marii nie można było złamać, podobnie jak Jej Ojca. Była przecież córką szefa Kedywu! Sama jednak mówiła o sobie, że jest jedną z wielu, że w czasie Wojny Światowej wszyscy Polacy tak postępowali. Tak, ale gdy nastała okupacja sowiecka, stopniowo udawało się komunistom „nagiąć” wielu. Ona pozostała do końca niezłomna. Dlatego zawsze powtarzała: „Moją Ojczyzną jest Polska Podziemna”.

Od kiedy znałem Panią Marię, drzwi do Jej mieszkania były zawsze otwarte. I niemal za każdym razem, gdy Ją odwiedzałem, gościła ciekawe osoby, a rozmowy nigdy nie były błahe, powierzchowne, lecz skupione na sprawach najistotniejszych. Krótko mówiąc: Bóg, Honor, Ojczyzna. I rodzina. Tak, rodzina była dla niej niezwykle ważna. Pragnęła gorąco powrotu do Polski Zosi, córki jedynej siostry Krystyny, martwiła się o jej zdrowie, zawsze zatroskana o sprawy swoich bliskich.

Najczęściej można było u Pani Marii spotkać Panią Kazię Paradowską – łączniczkę AK z Wilna, więźniarkę Kaługi. Przyjaźniły się od dzieciństwa i choć koleje losu rozdzielały je czasem na wiele lat, to w końcu trafiły do Gdańska i zamieszkały w sąsiednich mieszkaniach, w tym samym bloku. Kazia umarła 26 dni przed Marią…

Po tym się poznaje prawdziwych przyjaciół, że są ze sobą na dobre i na złe. A na Panią Marię zawsze można było liczyć. Interesowała się szczerze sprawami każdego z nas, ciągle wsłuchana w drugiego człowieka, nie raz rozwiązywała nasze trudne historie życia codziennego, w zdrowiu i w chorobie.  Gdy Pani Kazia mocno podupadła na zdrowiu, znajdowała pomoc i opiekę u przyjaciółki, i na odwrót. A muszę dodać, że duch polskości tego miejsca nie byłby chyba pełny bez cudownej osoby, jaką była Pani Kazia. ”Kazia z Wilna” – tak nazwał swój artykuł Piotr Szubarczyk opisując osobę, której nie da się ująć w słowach. Tak jak nikt i nic nie opisze takiej osoby, jaką była Pani Maria.

Gdy Pani Kazia odeszła na wieczną wartę, nie minął miesiąc, a spotkały się znowu razem…

Pani Maria – dumna i dobroduszna zarazem, wielka i schylona nad losem najsłabszych, nieustępliwa i zdecydowana. Powierzająca wszystkie ważne sprawy Bogu przez ręce Maryi. Tak, utożsamiała w sobie Polskość, to co w niej najlepsze, najszlachetniejsze.

Choć ten rok jest dla Polski i Polaków tak trudny, a szczególnie ciężkie są to chwile dla nas, którzy straciliśmy ukochaną i bliską osobą, to jednak niech to od nas wyjdzie głos nadziei. Musimy się starać i ciągle iść naprzód, podnosząc się nawet wtedy, gdy nadzieja wydaje się daleko. Bo przewodzi nam Generał „Nil” i jego hasło „Nil desperandum” – „nie rozpaczajcie”, „nie poddawajcie się”.

Dlatego wzywamy wszystkich Polaków aby stawili się jak jeden, każdy jak potrafi, na Powązkach wojskowych w sobotę 4 grudnia o 12:00, aby zamanifestować naszą miłość do Ojczyzny przez obecność na ostatnim pożegnaniu córki Generała „Nila”. Niech odrodzi się Polska, póki my żyjemy.

Zobacz także:

Śp. Maria Fieldorf-Czarska

ON WIERZYŁ W POLSKĘ

GENERAŁ NIL – film

 Przeczytaj: Rocznica śmierci gen. Fieldorfa “Nila”

INNE ARTYKUŁY:

http://wolnapolska.pl/index.php/serce-polski-bdzie-bi-w-nas.html

Posted in Historia, SYLWETKI | Leave a Comment »

Wilno to moja ojczyzna, moje największe szczęście – wspomnienia Kazimiery Paradowskiej

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

Wspomnienia Kazimiery Paradowskiej – łączniczki II Brygady Wileńskiej, przyjaciółki Pani Marii Fieldorf-Czarskiej, która po powrocie z obozu w Kałudze w październiku 1944 roku została aresztowana i osadzona w więzieniu na Łukiszkach za przynależność do Wileńskiego A.K.


https://sites.google.com/site/naszamamakazia/test2

Urodziła się 26 stycznia 1923 roku, „oczywiście” w Wilnie. Mama Wiktoria ze Sztejnwaldów i tata Antoni, wywodzący swój ród z zaściankowej szlachty litewskiej, też się „oczywiście” urodzili w Wilnie… – Wilno to moja ojczyzna, moje największe szczęście – mówi z przekonaniem pani Kazimiera. – Wilno i Mejszagoła – dodaje po chwili namysłu, a mnie natychmiast przypomina się piękny wiersz Wiesława Szymańskiego  „Pożegnanie Wilna”

opuściły skrzydła anioły

piąta rano – zimno i deszcz

Katedralny Plac wyludniony

skośnooki zamiata cieć

nasze ślady wrzuci do kosza

krople zmyją modlitwy szept

może zdąży ulecieć w niebiosa

naszych pragnień tłumiona pieśń

w sercu dzwoni dzwon Mejszagoły

dłoń pamięta przyjaźni gest

słyszysz?- Adam z pomniku nas woła

słyszysz?- i wyjechać stąd chcesz

miasto płacze? – przyjacielu – to złuda

kaprys nieba – ot figiel gwiazd

to nie miasta płaczą po ludziach

ale ludzie tęsknią do miast…


Zmarła 26 października 2010 roku.

Była pełna życia, radości i pogody ducha.
Jej maksymą przez długie lata było słynne powiedzonko – „ nie bierz do głowy”.
Jednocześnie była człowiekiem niezłomnych zasad. Nie uznawała półprawd i „chodzenia na skróty” czy to moralne, emocjonalne, czy w relacjach międzyludzkich, czy w życiu zawodowym.
Kochała ludzi i zawsze chciała mieć ich jak najwięcej wokół siebie. Cieszy się zapewne dziś, że tyle Was tu jest!
Była pełna poświęcenia dla innych; nic nie było dla niej zbyt trudne kiedy ktoś potrzebował Jej wsparcia.
Zostanie Jej system wartości, Jej sposób patrzenia na świat, Jej milość do Polski – wolnej, uczciwej i prawej.

Więcej: link

Przeczytaj także:

Kazimiera Paradowska ― Wspomnienia z lat okupacji niemieckiej i sowieckiej

Kazia z Wilna – Piotr Szubarczyk

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Wspomnienia, Świadectwa | 3 Komentarze »

ZBAWIENIE PRZYSZŁO PRZEZ KRZYŻ

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

Posted in Muzyka religijna | Leave a Comment »

Czas wojny

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

http://gloria.tv/?media=263654

Posted in Filmy i slajdy | Leave a Comment »

Ważny wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla „Tygodnika Solidarność”. Co usłyszał śp. Lech Kaczyński dwa dni przed śmiercią?

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

Fot. Tygodnik Solidarność

Śp. prezydent Lech Kaczyński na dwa dni przed śmiercią od prezydent Litwy usłyszał:„Trwa ofensywa rosyjska we wszystkich krajach b. ZSRR. Pan jest naszą ostatnią nadzieją”

– ujawnia prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński w wywiadzie w najnowszym wydaniu „Tygodnika Solidarność” – nr 11/2012. Wywiad został przeprowadzony przez red. Jerzego Kłosińskiego i red. Krzysztofa Świątka. Dzięki uprzejmości redakcji tygodnika możemy zacytować poniższy fragment:

Katastrofa smoleńska i tragiczna śmierć śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego zmieniła układ polityczny. Na czym polega ta zmiana?

Spacyfikowano niemal wszystkie instytucje, które sprawiają, że władza jest w sposób demokratyczny kontrolowana i ograniczona. Drugi skutek odnosi się do naszej sytuacji międzynarodowej. Prezydent Lech Kaczyński prowadził zdecydowaną politykę w tym zakresie. Na dwa dni przed śmiercią od prezydent Litwy usłyszał: „Trwa ofensywa rosyjska we wszystkich krajach b. ZSRR. Pan jest naszą ostatnią nadzieją”. Ale jest też zmiana innego rodzaju – po 10 kwietnia pewna część społeczeństwa trwale się zaktywizowała. Powstał tzw. drugi obieg medialny i grupy ekspertów prowadzące niezależne śledztwo smoleńskie. Ten społeczny nacisk uniemożliwił potraktowanie katastrofy smoleńskiej jako „włamania do garażu na warszawskiej Pradze”, jak celnie ujął to Cimoszewicz. To się nie udało w zdecydowanej mierze dzięki tym grupom nacisku i aktywności niektórych mediów, wciąż jednak sytuujących się na marginesie głównego nurtu. Chcielibyśmy, by ta aktywność wykraczała poza sprawę smoleńską. Nie dlatego, byśmy ją w najmniejszym stopniu lekceważyli, bo o to mnie na pewno nie można posądzić, ale by szereg innych, fatalnych, skandalicznych spraw, niszczących Polskę, zostało przez ten ruch podjęte. I by ten ruch zamienił się w szeroki front, który pokaże tej władzy, że społeczeństwo jest silne i że ta hulanka, która trwa tu od kilku lat się kończy.

Jak Pan ocenia politykę prezydenta Komorowskiego?

(ciężkie westchnienie) Pan Komorowski jest osobą w pewnym sensie całkowicie jednoznaczną. Bieda z nim polega na tym, że przez część społeczeństwa, a nawet Kościoła, postrzegany jest jako konserwatysta. Na takiej zasadzie, że posiada wąsy i pięcioro dzieci, bo żadnych innych przesłanek, by tak twierdzić nie ma. To jest polityk skrajnej lewicy, bliski Palikotowi. Bo jak wytłumaczyć, że prezydent wywodzący się z „S”, a kiedyś z opozycji, przeszło 20 lat po upadku komunizmu, bierze absolwentów radzieckich uczelni jako swoich doradców? Był jedynym posłem PO, który głosował przeciwko rozwiązaniu WSI. To była jednoznaczna deklaracja. A żeby wiedzieć, że WSI to służba ściśle związana ze wschodem, wystarczy przeczytać życiorysy jej głównych bohaterów. Te powiązania wpływają na jego działania, które na nowo wiążą nas ze wschodem. Ma jakieś powody, dla których jest tak blisko z Rosjanami. Jego aktywność na zachodzie to, poza kiksami, podejmowanie zabawnych inicjatyw jak Trójkąt Weimarski, które Polskę ośmieszają. Odbywa się godzinne spotkanie odfajkowane przez przywódców Niemiec i Francji, a gdy przychodzi do szczytu UE i tak nic nie jesteśmy w stanie załatwić. Prezydent Komorowski w tym teatrze uczestniczy. Innej jego aktywności nie dostrzegam.

Prezes PiS mówi też o bitwie o reformę emerytalną. Stwierdza, że władzy chodzi o złamanie w tej sprawie społeczeństwa:

Ten rząd nie chce ani podatku bankowego, ani podatku od wielkich sieci hipermarketów, ani niczego co uderzy w wielkie grupy kapitałowe, zewnętrzne i wewnętrzne. Bitwa o tę operację skoncentrowała się wokół emerytur, bo ten element okazał się najbardziej kontrowersyjny. I Tusk chce wygrać tę bitwę, by wygrać całą wojnę. Bo buntują się samorządy, którym dyktuje się taką regułę wydatkową, że im się wszystko załamuje, nie mają z czego płacić nauczycielom, stąd zamykają szkoły, ograniczają inwestycje. Na wschód od Wisły inwestycje kompletnie się załamią, a i na zachód od Wisły też nie będzie dobrze. Kwestia wieku emerytalnego to bitwa o dodatkowe opodatkowanie Polaków. Tusk uważa, że jak ją wygra, to wygra wszystko. I przestaną się buntować także ci, którzy płacili dotąd 4 zł za niezbędny lek, a dziś 84, albo 140 zł.

Cały wywiad w „Tygodniku Solidarność”  – do nabycia w kioskach.

gim, źródło: Tygodnik Solidarność

http://wpolityce.pl./wydarzenia/24179-wazny-wywiad-jaroslawa-kaczynskiego-dla-tygodnika-solidarnosc-co-uslyszal-sp-lech-kaczynski-dwa-dni-przed-smiercia

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

Są wywiady, po których udzieleniu warto rozważyć własne odejście z polityki. Mazurek w „Rz” demaskuje fałsz Libickiego

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

Fot. strona Filipa Libickiego
Są wywiady, po których udzieleniu polityk powinien zastanowić się nad sensownością dalszej działalności publicznej. Rozmowa Roberta Mazurka Janem Filipem Libickim, opublikowana w weekendowym wydaniu „Rzeczpospolitej”, należy do tej kategorii. Proste zestawienie wcześniejszych cytatów z tym co obecnie mówi i robi Libicki, stawia go w mało korzystnym świetle. Właściwie należałoby użyć słowa kompromitacja.

 

Mazurek: Pan ma 40 lat i był w sześciu partiach.

Libicki: Nieprawda!

ZChN, Przymierze Prawicy, PiS, Polska Plus, PJN, Platforma Obywatelska…

Pan pracował pewnie w sześciu redakcjach i co z tego wynika? Nic. To tylko ramy organizacyjne. Moje poglądy pozostają niezmienne.

Wybiera się posłów nie tylko dla poglądów, ale do pracy. Jak długo jest pan parlamentarzystą?

Od 2005 roku.

I nie napisał pan w życiu żadnej ustawy.

To samo mi pan mówił, kiedy rozmawialiśmy w czerwcu.

A pan zdążył zmienić partię i ciągle nic! Ustawy o radiowych i telewizyjnych nadawcach społecznych nie można się od pana doprosić od roku.

Ustawę mam gotową i chętnie ją panu prześlę.

A zdążył się pan chociaż dowiedzieć ilu jest takich nadawców w Polsce?

Już mnie pan o to pytał.

I pan nie wiedział. Teraz pan wie?

Nie, proszę pana,

Rok pracuje pan nad ustawą i nawet nie wie kogo ma objąć?! O mój Boże…

Ja tę ustawę napisałem…

Bądźmy precyzyjni: nie napisał pan. Nikt jej nie widział.

Niech więc będzie, że zaproponowałem pracę nad ustawą, żeby poskromić trochę Radio Maryja. Wie pan czemu jej nie uruchomię w tej kadencji?

Bo jej nie ma.

Nie, dla mnie było to narzędzie korygujące, a teraz tego nie zrobię, żeby nie być w jednym szeregu z Januszem Palikotem, a tego za nic nie chcę.

(…) Wróćmy do sensowności pańskiej działalności w polityce. Ustaw pan nie pisze…

…Zaraz, zaraz, pierwsze kadencje zajmuje oswajanie.

Sześć lat się pan oswajał?

A poza tym pracę parlamentarną realizuje się na różne sposoby.(…)

Potem jest jeszcze weselej. Mazurek pyta Libickiego co sądzi o PiS i Kaczyńskim, a potem cytuje mu jego, niedawne stosunkowo wypowiedzi, pokazujące iż jeszcze niedawno „leżał przez prezesem PiS plackiem”. Np. coś takiego:

„Pozycję silnej Polski w Europie odpowiednią do naszych aspiracji może zapewnić tylko rząd Jarosława Kaczyńskiego.”

Ale przecież przez długi czas ministrem był w nim Radosław Sikorski!

Gdy pan mówił te słowa on był już w PO.

Powraca też wątek zdrady PJN, który zakładał, przez Libickiego:

Zdradził pan kolegów z PJN, by załapać się na listy PO.

Nikogo nie zdradzałem, a zostawiłem tylko tych kolegów, którzy uważali, że można z Jarosławem Kaczyńskim rywalizować o tak zwane dziedzictwo po Lechu Kaczyńskim, które nie wiadomo czy w ogóle istniało. Jeśli ktoś chce z uporem skakać do basenu nie sprawdziwszy czy jest w nim woda…

To trzeba panu oddać: pan wie nie tylko gdzie jest woda, ale i gdzie leżą konfitury.

(…) Absurdem jest, gdy ktoś chce lepiej od Jarosława Kaczyńskiego dbać o dziedzictwo jego brata.

gim, źródło: Rzeczpospolita

http://wpolityce.pl./wydarzenia/24185-sa-wywiady-po-ktorych-udzieleniu-warto-rozwazyc-wlasne-odejscie-z-polityki-mazurek-w-rz-demaskuje-falsz-libickiego

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

Z Litwy na Kaziuki do Polski

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

Wileńskie palmy, fot. wilnoteka.lt
Już w najbliższych dniach na ulicach Wilna będzie królował wiosenny, barwny i wesoły Jarmark Kaziukowy. Głównym motywem tegorocznych Kaziuków będzie kultura ludowa Żmudzi. W czasie, kiedy Żmudzini będą bawić wilnian i gości stolicy, wiele zespołów i twórców ludowych z Wileńszczyzny wyruszy z palmami, piernikowymi sercami, piosenką i tańcem na podbój Polski. Od wielu lat wileński kiermasz, któremu patronuje święty Kazimierz, ma swoich wytrwałych fanów w Poznaniu, Lidzbarku Warmińskim i Szczecinie.

Najdłuższą historię mają niewątpliwie Kaziuki-Wilniuki, czyli Festiwal Kultury Wileńskiej na Warmii i Mazurach. Odbywają się one prawie od trzydziestu lat. Zwykle Kaziukom-Wilniukom towarzyszą koncerty w wykonaniu zespołów artystycznych, spotkania z dziennikarzami, dyskusje panelowe, wernisaże wileńskich artystów i kiermasze rękodzieła z pięknymi palmami wileńskimi, kaziukowymi sercami i smorgońskimi obwarzankami. Podczas tegorocznych XXVIII Kaziuków-Wilniuków wystąpią: Polski Zespół Tańca Ludowego „Zgoda”, Kapela Wileńska z Wilna, Zespół Tańca Ludowego „Perła Warmii” z Lidzbarka Warmińskiego. Jak zwykle koncerty poprowadzą: Wincuk Bałbatunszczyk z Pustaszyszek, czyli Dominik Kuziniewicz, i Ciotka Franukowa, czyli Anna Adamowicz.

Długą tradycję Kaziuków mają też Poznaniacy. W tym roku w Poznaniu odbędzie się już XIX Kiermasz Kaziukowy. W niedzielę 4 marca na Starym Rynku w Poznaniu wystąpią między innymi: Artystyczny Zespół Pieśni i Tańca „Wilia” z Wilna, Zespół Pieśni i Tańca „Wielkopolanie” z Poznania, Orkiestra Flażoletowa ze Swarzędza, „Rożnowianie”. Odbędzie się paradny przemarsz zespołów, można będzie spróbować cepelinów, czarnego chleba, kupić palmy, obwarzanki i piernikowe serca.

Kulminacyjnym momentem Kiermaszu Kaziukowego, jak co roku, będzie wręczenie Nagrody Żurawina. W tym roku Żurawinę 2012 przyznano prezesowi Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej Aleksandrowi Kołyszcze. Przypominamy, że w ubiegłym roku laureatem tej nagrody został poseł na Sejm RL, były mer rejonu solecznickiego Leonard Talmont.

http://www.wilnoteka.lt/pl/artykul/z-litwy-na-kaziuki-do-polski

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Rymkiewicz: Żubr jest w rezerwacie, dzieje Polski w ciemności

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

Przyszłe losy Polski są w całkowitej ciemności. Niczego nie możemy przewidzieć, a nawet zrobić ze względu na naszą obecność w UE – powiedział nam Jarosław Marek Rymkiewicz na werandzie swojego domu w Milanówku. Przeczytaj, o czym jeszcze rozmawialiśmy ze słynnym poetą.

Więcej: http://www.youtube.com/user/rebelyaPL?feature=watch

Przeczytaj także: Kaczyński ugryzł żubra – wywiad

Jarosław Marek Rymkiewicz, jeszcze parę lat temu znany głównie dość elitarnemu gronu czytelników jego wierszy, powieści i esejów literacko-historycznych, dziś jest jednym z najbardziej opiniotwórczych intelektualistów w Polsce. Gości nawet na łamach tabloidów. Poeta i inteligent mówi do czytelników prasy brukowej o polskości, romantyzmie, losie człowieka i narodów, wolności. To możliwe jest chyba tylko w Polsce. Gdy go pytamy o ten flirt z brukowcami, odpowiada z uśmiechem. – Skusiła mnie liczba ich czytelników.
Początkiem tej drogi Rymkiewicza „pod strzechy” była książka „Wieszanie” wydana w 2007 roku. Opisane w niej wieszanie targowiczan w Warszawie w 1794 roku zostało odczytane, chyba zgodnie z intencją autora, jako krytyka polskiego sposobu transformacji ustrojowej i braku rozliczeń komunistów. Na temat tej książki napisano wiele tekstów – pochwalnych i polemicznych – w polskich dziennikach, tygodnikach i „tołstych żurnałach”. Komunizm jako antykomunizm Rymkiewicz nie napisał jednak podobnej książki w 1989 roku, czyli wtedy, gdy byłaby ona bardziej „na czasie”. W rozmowie z Rebelya.pl mówi jednak, że i wtedy miał podobny pogląd na zmiany w Polsce. – W 1989 roku mówiłem (w jednym z wywiadów – red.), że komunizm będzie mutował i zobaczymy jego zupełnie nieznane formy, nawet reklamowane jako formy antykomunizmu. Nie zmieniłem tego zasadniczego poglądu – podkreśla.[Rymkiewicz dla Rebelya.TV] Żubr jest w rezerwacie

Największą karierę w mediach i w świecie politycznym zrobiła jednak użyta przez niego metafora Polski jako żubra, którego Jarosław Kaczyński „ugryzł w dupę” po wygranych wyborach w 2005 roku i ten zerwał się do biegu. Było to w czasie rządów PiS. Metafora ta bardzo spodobała się zresztą samemu Kaczyńskiemu. Rymkiewicz zapłacił za to przyklejeniem mu łatki „pisowskiego intelektualisty”. I dodajmy, że specjalnie z tego powodu nie cierpiał. Jednak wydaje się, że to nie PiS i Kaczyński „stworzyli” poglądy Rymkiewicza, tylko to Rymkiewicz „wybrał” sobie tego polityka, a także jego brata. Kiedyś zresztą, z tych samych powodów, ogromne nadzieje pokładał w Adamie Michniku, widział w nim kogoś, kto przyniesie Polakom wolność. Dziś uważa go za wroga wolności.

Polska – wielki projekt Kaczyńskiego?

Wróćmy jednak do Kaczyńskiego.– Jedynym politykiem polskim wielkiej miary, który ma pomysł na Polskę jest Jarosław Kaczyński – mówi wprost. – Wydaje mi się, że Jarosław Kaczyński wie, jakiej Polski chce i nawet wie prawdopodobnie, jakimi sposobami można by ten projekt wykonać.

[Rymkiewicz dla Rebelya.TV] Tusk, Kaczyński i mord na Lechu Kaczyńskim

Jaki to projekt? Rymkiewicz, jako znawca i apologeta polskiego romantyzmu, od lat kreśli wizję Polski, czy szerzej, Rzeczypospolitej wolnej i prawdziwie niepodległej. III RP taką Polską jego zdaniem nie jest. – Nie jestem monarchistą, ale dla mnie Rzeczpospolita to królestwo wolnych Polaków – mówi.

Wolność – tak, siła – nie

Dążenie do wolności i wielkości człowieka i całych ludzkich wspólnot to w wizji świata Rymkiewicza jedna z najważniejszych, jeśli nie najważniejsza z sił wpływających na losy świata. Ale ta wolność ma swoich wrogów. Można odnieść wrażenie, że Rymkiewicz dzieli ludzi i poszczególne narody na te, które wierzą w wolność i te, które wierzą w siłę, a historię kształtuje ich walka. – Ja nigdy nie chciałem nikim rządzić. Nawet moje koty robią co chcą – śmieje się Rymkiewicz. – Ale są ludzie, którzy chcą rządzić i czerpią z tego ogromną przyjemność. Nie wiem, dlaczego. Tacy ludzie rządzą teraz Polską.

Unia Europejska? Byłem na nie

Jak mówi Rymkiewicz, ta Rzeczpospolita, o której mówi, odrodzi się i stanie się w pełni wolna, gdy rozpadnie się Unia Europejska. Przyznaje, że w referendum przedakcesyjnym głosował przeciwko wstąpieniu Polski do UE. – Miałem mimo to złudzenia, że Unia przynajmniej zapewni Polsce bezpieczeństwo. To było dziecinne i naiwne.

[Rymkiewicz dla Rebelya.TV] O zawłaszczeniu Europy

Krytyka Unii Europejskiej jest, jak wszystko u Rymkiewicza, podparta w dużej mierze argumentami z historii. Jako źródła UE widzi państwo Karola Wielkiego i idee Róży Luksemburg. Karol Wielki, jak mówi pisarz, budował Europę poprzez podboje mniejszych plemion. Róża Luksemburg, mimo że komunistka, to teoretyzowała o pokojowo zjednoczonej Europie, spajanej ekonomią. W niej małe państwa miałyby podporządkować się wielkim, z Niemcami na czele. – Ale Polacy są przekonani, że na tym interesie korzystają – mówi autor „Wieszania”. Jego zdaniem, większość naszych rodaków za dobrą monetę bierze „unijne prezenty”. Ale według poety z Milanówka, to są prezenty za posłuszeństwo.

Żubr w rezerwacie

Wróćmy jednak do słynnego Żubra. Rozmawiamy na werandzie domu w Milanówku w momencie, w którym raczej trudno usłyszeć dudnienie racic galopującego zwierzęcia. Gdzie jest Żubr? – pytamy, a Rymkiewicz po chwili zastanowienia odpowiada: – Żubr został zamknięty w rezerwacie i nie może się z niego wydostać – mówi. – Problem w tym, że przyszłe losy Polski są w całkowitej ciemności – dodaje. – Niczego nie możemy przewidzieć, a nawet zrobić.

Według Rymkiewicza, los Polski związany jest obecnie właśnie z losami Europy, i samej Unii Europejskiej. A przyszłość UE też stoi pod znakiem zapytania. Nazywa to właśnie „ciemnością”. Nie wiadomo, czy przyszłość przyniesie więc Polsce i Europie coś dobrego, czy złego – tyranię czy wolność.

[Rymkiewicz dla Rebelya.TV] O duchu polskiej rebelji

Byliśmy zaskoczeni tym, że Wieszcz przyznaje się do zupełnej niewiedzy co do przyszłości Polski – to dla niego nietypowe. A przecież pół żartem, pół serio, Rymkiewicz jest nazywany wieszczem, zarówno przez miłośników, jak i przeciwników. – W tej ciemności, w której jesteśmy, koniecznie potrzebne jest światło, postawienie pytania, w jaki sposób Polacy mają wybić się na niepodległość. To pytanie oficjalnie w życiu publicznym się nie pojawia. Zakłada się, że przed Polakami nie ma problemu „być” czy „nie być” – tak chyba widzi Rymkiewicz swoją rolę w debacie publicznej.

Mord na Lechu Kaczyńskim

Rymkiewicz uważa, że projekt dla wolnej Polski miał, obok Jarosława Kaczyńskiego, także Lech Kaczyński. – I dlatego został zamordowany. – mówi krótko. Te słowa mogą wielu szokować, ale w wizji Rymkiewicza Polska w dużej mierze tworzy się dzięki śmierci męczenników polskiej wolności. Samuel Zborowski, któremu poświęcił ostatnią swoją powieść, Adam Mickiewicz, powstańcy warszawscy z książki „Kindeszenen”, ofiary ze Smoleńska – widać w tym konsekwencję. Tak jak w eseju „Żmut”z lat 80. Rymkiewicz zdaje się nie wierzyć w naturalną śmierć Adama Mickiewicza, tak samo trudno mu uwierzyć, że katastrofa smoleńska była zwykłą katastrofą.

[Rymkiewicz dla Rebelya.TV] Losy Polski są obecnie w ciemności

Ze strony polskich katolików, także tych, którym tak jak Rymkiewiczowi bliska jest tradycja polskiego romantyzmu, padają oskarżenia, że w jego wizji nie ma miejsca na chrześcijaństwo i na Boga, a w jego wyobrażeniu polskości jest zbyt wiele irracjonalizmu. – Widzę, że naród patriotów chce zachować wiarę ojców, to jest mu do czegoś niezbędnie potrzebne – odpowiada Rymkiewicz po dłuższym zastanowieniu na pytanie o Stwórcę. – Ja nie wiem, jak jest w rzeczywistości. Czy Bóg na to patrzy, a jeśli patrzy, to czy podejmuje jakieś interwencje. O tym wolałbym nie mówić – zastrzega. Jednak dodaje: – Jest im (polskim patriotom – red.) koniecznie potrzebna wiara w to, że opieka Boża istnieje. To trzeba uszanować.

[Rymkiewicz dla Rebelya.TV] Sprawa polska jest nierozłączna ze sprawą Bożą

Dlatego właśnie protesty i prowokacje przeciwników krzyża na Krakowskim Przedmieściu nazywa „bluźnierstwem”.

Rymkiewicz i Piast Kołodziej

Zdaniem Rymkiewicza, sprawa polskiej wolności i Bóg są w naszej historii mocno pozwiązane i nie można tych spraw ignorować ani tym bardziej z nich szydzić. Tak ma być już od czasów „legendarnych”. – Wiara Polaków jest szczególna od chwili, gdy przed chatą Piasta pojawili się ci nieznani przybysze, którzy powiedzieli, że jego syn będzie władcą Polan. Od tych czasów istnieje nierozerwalny związek między sferą istnienia narodowego i religijnego.

Początkom państwa polskiego, czasom pogańskim i chrztu Polski, pisarz poświęci zresztą osobną książkę. Chce w niej uświadomić czytelnikom, jakie znaczenie dla nas dzisiaj ma to, co działo się na terenach Polski tysiąc (i więcej) lat temu. Był to czas, gdy nasi słowiańscy praprzodkowie dokonywali wyboru między pogaństwem i chrześcijaństwem. Na pewno więc książka ta wzbudzi kolejne emocje, może da odpowiedź na pytanie, czy w wizji Polski przedstawianej przez Rymkiewicza więcej jest pogaństwa czy chrześcijaństwa. Będzie można też ją porównać z tym, co mówił o początkach Polski Jan Paweł II, a przecież temu tematowi podczas pielgrzymek do Polski poświęcał bardzo dużo miejsca. Wygląda na to, że sędziwy poeta dalej będzie Polaków inspirował, prowokował, skłócał i godził.

Mariusz Majewski

Marcin Herman

Więcej filmów:

Rymkiewicz: Rok 1989? Muszę się pochwalić przenikliwością

http://rebelya.pl/post/350/rymkiewicz-zubr-w-rezerwacie-dzieje-polski-w-ci-1

Posted in Jarosław Kaczyński, Polityka - video, Polityka i aktualności | Otagowane: | 1 Comment »

Salon Dziennikarski Floriańska 3 – o Żołnierzach Wyklętych

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

Cotygodniowa audycja „Salon dziennikarski” – zawsze w sobotę o 9:09 na antenie Radia Warszawa 106,2 FM. Audycja jest wspólnym programem portalu wPolityce.pl, Tygodnika Idziemy i Radia Warszawa 106,2 FM. Gospodarzami są Jacek i Michał Karnowscy.

Posted in Historia, Polityka - video, Polityka i aktualności | Otagowane: | Leave a Comment »

Nie żyj z byle kim – Fabian Błaszkiewicz

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

Pamiętacie „Jestem legendą” –  rekolekcje (i audiobook) o. Fabiana Błaszkiewicza SJ? Dziś prezentujemy ich sequel. „Jestem Legendą II. Ty jesteś zmianą” to rozważania na temat tego, kim jesteśmy, jakie mamy talenty i pasje. O poszukiwaniu sensu w życiu i o sztuce przebaczania. Zapraszamy do słuchania.

Lepiej jest być samemu niż z byle kim. Lepiej jest trzymać miejsce dla kogoś przez duże „K” niż, zadowalać się półśrodkami… – rozpoczynamy cykl rozważań o. Fabiana Błaszkiewicza SJ.

Posłuchaj: http://www.deon.pl/szablony/deon/flash/niftyplayer-long.swf?file=/download/gfx/deon/pl/defaultaktualnosci/161/584/1/1._nie_zyj_z_byle_kim.mp3&as=0

Kolejne odcinki rozważań z nowego audiobooka o. Fabiana Błaszkiewicza będą pojawiać się na portalu DEON.pl w czasie Wielkiego Postu (w środy i soboty).

Audiobook „Jestem legendą II – Ty jesteś zmianą” mówi o tym, kim jesteś, o talentach i pasji. O poszukiwaniu sensu w życiu i sztuce przebaczania. Autor, przytaczając fakty i inspirujące historie, uczy pokonywania słabości na drodze do świadomego życia.
 
„Ty jesteś zmianą” jest kontynuacją „Jestem legendą – lekcji św. Józefa „egipskiego”. Lekcji kryzysu i zarabiania pieniędzy. Obie płyty odwołują się do historii starotestamentowego Józefa, który sprzedany przez braci do niewoli, pokonuje kolejne kryzysy i wyciąga lekcje, w wyniku których zostaje zarządcą całego Egiptu. U szczytu kariery pokazuje nam również, jak odkryć swoje prawdziwe Imię, uczy przebaczenia i realizując swój motyw życiowy staje się głową całego narodu izraelskiego.
Fabian Błaszkiewicz – jezuita, mówca motywacyjny, charyzmatyczny przewodnik po świecie Pisma Świętego, które ma znaczenie w Twoim życiu. Autor bestsellerowych audiobooków i książek (pierwsze, drugie i czwarte miejsce w sprzedaży portalu audiobook.pl). Prowadzi blog Droga Gwałtownika. Jego nauczanie skłania do przemyślenia celu życia, pomaga osiągać sukcesy i brać przykład z postaci, które – jak Józef egipski – przekuły porażki w zwycięstwo.daw
Wydawcą płyty jest wytwórnia www.mo-records.pl
Obie płyty możesz kupić w www.sklep.deon.pl, do czego gorąco zachęcamy.

Posted in Małżeństwo i rodzina, Religia | Leave a Comment »

Niebo, Czyściec, Piekło

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

Myślisz, że pewnego dnia niespodziewanie znajdziesz się w zaświatach: piekle, czyśćcu albo niebie? Wypadek, zawał, udar i już śpiewasz w anielskim chórze albo porywają cię rogate diabły. Co by jednak miało znaczyć owo niespodziewanie? To znaczy, że się tej swej śmierci nie spodziewasz, czyli nie wiesz, że umrzesz, powiedzmy, dzień wcześniej, i nie spodziewasz się, że trafisz akurat do tego „miejsca” w zaświatach, do którego trafiasz. Ale jedno i drugie jest niemożliwe, jednego i drugiego się spodziewasz. Absurd? Niekoniecznie.

Jeśli nie jesteś nieśmiertelny, a zakładam, że nie jesteś, to dłużej niż 200 lat raczej nie będziesz żył. Zatem w 199 roku i 364 dniu swego życia będziesz już wiedział, że nazajutrz trafisz w zaświaty. Śmierć w tym 365 dniu dwusetnego roku życia nie będzie śmiercią niespodziewaną. Śmierć w dniu 364 też nie będzie niespodziewana, bo skoro wiesz już, że nie możesz umrzeć niespodziewanie w dniu ostatnim, to wiesz w dniu poprzedzającym 364, że nazajutrz umrzesz. Tak samo jest z dniami kolejnymi aż do dzisiejszego. Jutro nie możesz umrzeć niespodziewanie, bo dzisiaj wiesz, że musi to nastąpić jutro. Zatem naprawdę niespodziewanie możesz umrzeć tylko dzisiaj, przy założeniu, że wczoraj nie wiedziałeś o tym, że stanie się to dzisiaj. Jeśli jednak jutro będziesz żył, to znaczy, że niespodziewanie nie znajdziesz się w zaświatach.

Dlaczego jednak masz się wyrzekać tego, że niespodziewanie przypadnie ci jakieś „miejsce” na tamtym świecie? Skąd możesz wiedzieć, co cię czeka w zaświatach? Jutro nie umrzesz niespodziewanie i będziesz też się już spodziewał, gdzie po śmierci trafisz. Na pewno będziesz się tego spodziewał, a zakładam, że potrafisz wyciągać wnioski z biblijnych przesłanek, 365 dnia dwusetnego roku życia, a zatem niespodziewane mogłoby to być 364 dnia. Ale tu można powtórzyć całe rozumowanie dotyczące niespodziewanej śmierci. Zatem miejsce w zaświatach może być niespodzianką jedynie dzisiaj.

Jeśli zatem mówisz o niespodziewanej śmierci i niespodziewanej kwaterze w zaświatach, to znaleźć się w niej możesz tylko dzisiaj. A jeśli tam się dzisiaj nie znajdziesz, to jutro będziesz już się jej spodziewał. Skoro jednak jutro już się jej spodziewasz, to żyjesz przecież w świetle (lub mroku) tego, czego się spodziewasz, w rzeczywistości, jaka cię czeka, w czasie eschatycznym, żyjesz tym, czego się spodziewasz, bo pierwszy „dzień” nowego życia jest przedłużeniem ostatniego dnia starego, nie jest zupełnie od niego oddzielony. Nie może być inaczej, jeśli tego się spodziewasz, nie możesz nie żyć tym, co dowolnego dnia może się stać twoim udziałem. Może jednak tak naprawdę nie wiesz, czym jest to, czego się spodziewasz? Jeśli tak, to być może wcale nie kształtuje to twojego życia.

W trzy kolejne niedziele postaram się przybliżyć, czym są piekło, czyściec, niebo.

Robert M. Rynkowski

Czyściec

(fot. boskizzi /flickr.com /CC BY-NC 2.0)


 „Msza Święta sprawowana jest w intencji zmarłego Jana Kowalskiego w dziesiątą rocznicę śmierci” – tego rodzaju słowa często słyszymy na początku liturgii. Należałoby więc sądzić, że czyściec – bo do niego odwołuje się modlitwa za zmarłych – jest jedną z najlepiej poznanych i najsilniej oddziałujących na praktykę prawd wiary.

Dziwić może zatem opinia Zbigniewa Mikołejki, że wiara w czyściec „ani nie pobudza […] do dyskusji, ani nie nasyca nowymi treściami religijnych wierzeń i praktyk katolickiego ogółu. Nikt już nie atakuje jej tak gwałtownie, jak średniowieczni heretycy i reformatorzy XVI stulecia, nikt też jej specjalnie nie broni” ( Zdzisław Kijas, „Niebo, Czyściec, Piekło„). Nie jest to jednak opinia odosobniona, bo podobnego zdania jest, na przykład, Joseph Ratzinger („Raport o stanie wiary„). Czy więc ciągle jeszcze dajemy na mszę, by publicznie dowieść naszej pamięci o bliskich albo żeby mieć okazję do ich wspominania? Nie można wykluczyć, że oba motywy wchodzą tutaj w grę. Ale nie bez znaczenia mogą być też wpajane nam przez długie wieki wyobrażenia o czyśćcu jako „niedoskonałej” repliki piekła, tyle że niewiecznego, z którego można zmarłego wyrwać bądź „wykupić” dzięki modlitwie.

Eschatyczne Guantanamo

Czyściec był często przedstawiany niczym amerykańskie więzienie Guantanamo, do którego podejrzani „wrodzy bojownicy” trafiali na bliżej nieokreślony czas bez postawionych im zarzutów. Nie mogli też ubiegać się o proces przed sądem, byli poddawani torturom. Św. Jan-Maria Vianney mówił: „Ach! czy to tak wiele potrzeba, aby się do czyśćca dostać?

Św. Albert Wielki, którego cnoty znane były powszechnie, ukazał się po śmierci jednemu ze swoich przyjaciół i oznajmił, że Pan Bóg posłał go do czyśćca za to, że miał chwilowe upodobanie w swojej nauce. […]

Z kolei św. Seweryn, arcybiskup koloński, w kilka lat po śmierci miał się pokazać jednemu ze swoich przyjaciół i powiedział, że był w czyśćcu za to, że odłożył do wieczora modlitwę, którą powinien był zmówić rano. O jakże wielu chrześcijan w czyśćcu będzie za to, że swe modlitwy odkładali na czas inny, pod pozorem że coś ważniejszego mieli do załatwienia!”. A nie jest to miejsce przyjemne: „Ogień w czyśćcu jest ten sam, co w piekle; różnica na tym tylko polega, że nie jest wieczny. Dałby Bóg, żeby która z tych dusz biednych, które tam przebywają, stanęła dziś na moim miejscu otoczona ogniem ją pożerającym i opowiedziała sama męczarnie swoje, napełniła ten kościół swymi jękami”. Co prawda lepsze Guantanamo niż obóz w Korei Północnej, ale średniowieczna wyobraźnia podsuwała męki nie mniej wymyślne od tych piekielnych. Na przykład, Dante widział dusze czyśćcowe jak noszą kamienie, chodzą w żrącym dymie, nieustannie biegają, przechodzą przez ogień.

Tymczasem „ojciec czyśćca”, jak nie bez racji określa św. Augustyna Jacques Le Goff, był w tej kwestii niezwykle ostrożny i chociaż przyjmował istnienie ognia czyśćcowego, nie wdawał się w opisywanie mrożących krew w żyłach szczegółów. Punktem wyjścia sformułowanej przez biskupa Hippony nauki o czyśćcu była modlitwa za zmarłą matkę. Augustyn wychodził z założenia, że tak naprawdę nie znamy wnętrza człowieka, więc trzeba modlić się za wszystkich, także za tych, którzy według naszej zewnętrznej oceny byli dobrymi ludźmi. Dlatego modlił się również za swoją matkę, która być może potrzebowała Bożej pomocy, nawet jeśli w jego opinii była kobietą świętą. Św. Augustyn wskazywał, że śmierć fizyczna nie kończy możliwości poprawy eschatologicznego stanu zmarłych, że dzięki modlitwie żyjących zmarły może dostąpić radości nieba. Taka opcja zależy jednak od jakości jego ziemskiego życia, to znaczy od tego, czy umierał we „względnej” przyjaźni z Bogiem, czy kochał Go, nawet jeśli nie ponad wszystko i nie z całego serca. Nadto niebagatelną rolę odgrywa również modlitwa żyjących, którzy wypraszają dla zmarłego łaskę oczyszczenia. Tyle że dla biskupa Hippony czyściec był raczej zakątkiem piekła niż przedsionkiem nieba.

Skromne podstawy w Biblii

Powściągliwość Augustyna w kwestii czyśćca wypływała zapewne z tego, że ze wszystkich stanów „pośmiertnych” ten właśnie ma najsłabsze oparcie w Piśmie Świętym. Nie znajdziemy bowiem w Biblii tekstów, które mówiłyby jasno i konkretnie, bez zbędnych obrazów i metafor o tej tajemniczej rzeczywistości. Tym bardziej nie natrafimy tam na informację wyjaśniającą charakter czy też trwanie czyśćca. (Kijas, s. 270). Tak naprawdę są dwa teksty, z których wywodzi się tę prawdę wiary. Pierwszy pochodzi z Drugiej Księgi Machabejskiej (Mch 12, 39-42) i opowiada o tym, jak Juda rozkazał zanosić modły i przygotować ofiarę za poległych żołnierzy, przy których, wbrew zakazowi Prawa, znaleziono pogańskie amulety. Z tego opowiadania płynie wyraźny wniosek, że jego autor przyjmował możliwość oczyszczenia z obciążeń moralnych po śmierci, wierzył w skuteczność ofiary i modlitwy uwalniającej zmarłych z brzemienia winy, jaką zaciągnęli na siebie za życia na ziemi. Ponadto tekst biblijny podkreśla mocną więź, jaka istnieje między żywymi i umarłymi. Wskazuje na istnienie pewnego rodzaju duchowej wspólnoty między nimi, solidarnej odpowiedzialności żyjących za losy tych, którzy przekroczyli próg śmierci (Kijas, s. 276, 280).

Najistotniejszy jest jednak tekst z Pierwszego Listu do Korynitan: „Tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień” (1 Kor 3, 13-15). Fragment ten nie mówi nic o żarze ognia materialnego, wyraża jedynie myśl o możliwości oczyszczenia po śmierci tych, których życie na ziemi nie było wolne od braków, ale też nie było na tyle złe, by mieli zostać wyłączeni z radości życia wiecznego.

 

Czym jest czyściec?

Czy na tak skromnej podstawie biblijnej można opierać rozbudowaną naukę o trzecim stanie eschatycznym? Zdzisław Kijas OFM słusznie wskazuje, że te dwa teksty otworzyły szeroko furtkę dla refleksji teologicznej, która w ciągu długich wieków, uwzględniając odczucia wielu osób, doświadczenie duchowe wielu ludów, zmysł wiary Ludu Bożego, doprowadziła do dogmatycznego zdefiniowania istnienia czyśćca i wielu dodatkowych uściśleń na jego temat. Zatem ta skąpa podstawa biblijna jest wystarczająca, ale powinna też skłaniać do tego, by za przewodnika w tej refleksji, dokonywanej też przez niejednego wierzącego, obrać raczej św. Augustyna niż św. Jana-Marię Vianney’a.

Skoro czyściec to stan „pośmiertny” po części spokrewniony z piekłem, a po części z niebem, to w piekle i w niebie trzeba szukać elementów, które pozwolą wyrazić rzeczywistość czyśćca. Piekło to królestwo zmarłych, strefa totalnej pustki, w której nie ma żadnej komunikacji między Bogiem a człowiekiem. Niebo przeciwnie – to królestwo życia, bliskości Boga, miłosnej komunikacji. Czyściec byłby zatem czymś pomiędzy.

Bogu nie jest z nami łatwo, bo jeśli nawet nie poddajemy się Szeolowi, obecnemu już w naszym ziemskim życiu, wolimy, żeby Bóg za bardzo nam nie przeszkadzał. Pragniemy jedynie, żeby niczym dżin wyskakiwał z lampy na rozkaz i spełniał życzenia, a potem wracał do niej i nie wtrącał się w nasze życie, by nie wchodził tam, gdzie Mu nie pozwolimy. Nie odwracamy się wprawdzie wprost od Boga, nie rzucamy się całkowicie w objęcia Szeolowi, ale za to skrzętnie strzeżemy swego terytorium, otaczając je szańcem.

Czy jednak, trwając w takim stanie odcięcia, nieodcięcia, można trwać w komunikacji z Bogiem? Stosowana z lubością przez wielu teologów dawniejszych i współczesnych metafora ognia w odniesieniu do czyśćca wcale nie musi pójść w niepamięć. Gisbert Greshake słusznie zwraca uwagę na werset z Listu do Hebrajczyków: „Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żywego” (Hbr 10, 31). Teolog wskazuje, że kiedy człowieka ogarnia chwała i zbawienie Boże, staje się on świadomy swojej ułomności, doświadcza niezdolności znalezienia pewnego oparcia w samym sobie. Można powiedzieć, że zaczyna dostrzegać wszystkie te miejsca, w których doprowadził do wtargnięcia Szeolu w swoje życie. Człowiek stoi przed trawiącym ogniem, który przenika, prześwietla, sądzi, kwestionuje, ale też oczyszcza i zbawia. Nie bez racji więc św. Jan-Maria Vianney kazał świętym przechodzić przez czyściec, chociaż podane przez niego powody brzmią nieco infantylnie. Nawet najświętszy człowiek, gdy stanie przed Bogiem, niemalże automatycznie dostrzeże wszystkie te momenty, w których pozwolił, by Szeol wstrzymał bądź opóźnił jego duchowy rozwój, oddzielił go od Boga, gdy komunikacja, zjednoczenie nie stały się takie, jakie mogły być. W świetle Bożym będziemy w stanie dostrzec te wszystkie ślady Szeolu w życiu, zostawione również na życiu innych, co wywoła ból i cierpienie, zobaczymy te skwapliwie zabrane ze sobą skrawki Otchłani. Dostrzec je będziemy w stanie, ale oczyścić się z nich już nie, chociażby i dlatego, że nie będziemy jeszcze do tego w pełni zdolni. Oczyszczenia dokona więc Bóg, który niczym złotnik przetapiający i oczyszczający złoto oczyści nas również z resztek Szeolu. (por. Ml 3, 2-3).

Jesteśmy związani ze sobą

Ostatecznie więc czyściec przekracza wspomniane porównanie do Guantanamo. Można mówić, że jest to coś dobrego, bo Bóg wprawdzie wypala otaczający nas Szeol, ale po to, by zwyciężyć i doprowadzić nas do celu. Po oczyszczeniu czyśćcowym Bóg zabiera nas do siebie takich nie do końca rozwiniętych, niewprawionych w komunikacji z Nim i naszymi braćmi, by mimo wszystko napełnić nas swoim życiem.


Szansą na naprawienie tej zakłóconej komunikacji jest dialog, jaki prowadzimy między sobą a zmarłymi. Modlitwa wstawiennicza jest rozmową z Bogiem, wyjściem z Szeolu, z okopów własnego zamknięcia na Boga i ludzi. Czyściec staje się więc okazją do wspomożenia tego, za kogo się modlimy, w komunikacji, na którą on sam nie może się jeszcze zdobyć. Zresztą, skoro komunikacja z Bogiem i ludźmi jest naszą przyszłością, to spotykamy się z Nim nie jako wyizolowane jednostki, ale jako bracia i siostry Chrystusa. Modlitwa jest to rozmowa z Bogiem, w której przedstawiamy się Mu – jeśli tak to można ująć – jako zdolni do wspólnoty i komunikacji. Wspólnoty bardzo poważnie potraktowanej, bo nawet jeśli nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, codziennie wraz z Kościołem modlimy się podczas Eucharystii za bezdomnego z dworca, którego od pewnego czasu już nie widujemy (bo umarł), czy za żołnierza, z którego bezimiennego krzyża pozostało jedynie próchno. Każdego dnia pokazujemy, że potrafimy wspólnie walczyć z ogarniającym nas Szeolem i że pamiętamy o wszystkich. Nie można więc traktować modlitwy za zmarłych jako sumy zamówionych mszy, w których nawet nie musimy uczestniczyć.

Czyściec, podobnie jak piekło, zaczyna się na ziemi, nie tylko dlatego, że go tutaj sobie wypracowujemy. Już na ziemi można „wpaść w ręce Boga żywego”. Jednak upatrywanie w każdym cierpieniu elementów czyśćca na ziemi byłoby dużym nadużyciem wobec cierpiących, często podobnych do Hioba. Znamienny jest przykład nawróconego przestępcy „Geparda”. To właśnie doświadczenie niemocy, choroby, stanięcia w obliczu śmierci przez tego, na którego rzekomo nie było mocnych, sprawiło, że dostrzegł on Szeol, w którym tkwił i dlatego mógł stopniowo go odrzucić. Bez wątpienia w życiu każdego człowieka pojawiają się momenty, gdy uświadamia on sobie, jak wiele Szeolu jest w jego życiu, jak bardzo nie jest tym, którym mógłby być, zwłaszcza jeśli chodzi o komunikację z Bogiem i ludźmi. Najczęściej to momenty bolesne, które jednak mogą stać się zaczątkiem czyśćca.

W filmie „Czterej pancerni i pies” Tomasz Czereśniak postanowił przejść szlak bojowy z krową Krasulą, harmonią i innymi klamotami. Okazało się to przynajmniej częściowo niemożliwe: krowy nie dało się zabrać, i to nie tylko dlatego, że padła w ostrzale. Czyściec wyraźnie nam pokaże, że w drodze do domu Ojca taką Czereśniakową Krasulą były dla nas zajęcia, sprawy, spotkania, iphony. Ale uczyni też z nas, ciągnących ze sobą worek z klamotami, prawdziwych żołnierzy.

Piekło

Kazimierz Bem poproszony o artykuł na temat koncepcji piekła w kalwinizmie, zwrócił się o pomoc do znajomych pastorów. Niektóre odpowiedzi były humorystyczne: to wieczna msza zielonoświątkowców (kalwińskie nabożeństwa słyną z surowości liturgii, zielonoświątkowe – przeciwnie), to zebranie kościelne, na którym wszyscy będą zgadzać się ze sobą (na ziemi jest to ponoć nie do pomyślenia u ewangelików reformowanych).

Idąc tym tropem, można wyobrazić sobie odpowiedzi polskich katolików. Dla tradycjonalisty piekło to wieczne msze oazowe albo wieczne msze księży z grzechotkami; dla oazowicza to niekończące się msze trydenckie, dla czytelnika „Tygodnika Powszechnego” to słuchanie „Rozmów niedokończonych”, a dla słuchacza „Radia Maryja” to czytanie tekstów ks. Adama Bonieckiego.

Czasem jednak ochota do żartów przechodzi. Chociażby po przeczytaniu fragmentu tekstu„Brygada potworów”: „Esesmani wpadli do wnętrza budynku. Pokonali kilka schodów i znaleźli się w olbrzymiej sali. W oczy uderzył ich niezwykły widok. Sala była pełna dzieci w wieku od czterech do dziewięciu lat. Na widok żołnierzy jednocześnie podniosły rączki do góry. Esesmani zawahali się. Do sali wpadł ich dowódca. „No co tak stoicie jak barany! Wiecie, co macie robić!””

Doskonale wiedzieli, co mają robić: aby zaoszczędzić amunicję, rozbili głowy kilkuset dzieciom kolbami karabinów.

 

Madejowe łoże

To opis zaledwie jednego z wielu bestialstw „żołnierzy” z oddziału Oskara Dirlewangera w czasie Powstania Warszawskiego. Takim „bohaterom” zupełnie odruchowo chcielibyśmy zafundować coś o wiele gorszego, niż oni sami byliby w stanie wymyślić. Wcale nie podług zasady „oko za oko, ząb za ząb”, lecz najlepiej, żeby to była kara wieczna. I może nawet mamy pretensje do Kościoła, że raczej opowiada się przeciwko karze śmierci i o nikim, nawet o Dirlewangerze, oficjalnie nie powiedział, że nieszczęśnik na wieki doznaje nieopisanych kaźni.

Myśląc w ten sposób, jesteśmy spadkobiercami wielowiekowej tradycji, w której piekło to nic innego niż projekcja ludzkich okropności, tyle że spotęgowanych do granic możliwości. Dante w „Boskiej Komedii” poumieszczał w piekle swoich współczesnych, jak chociażby Filippo Argentiego, przeciwnika politycznego, czy nawet, jak uważa duża część znawców jego twórczości, papieża Celestyna V (kanonizowanego w 1313 r., a więc zaraz po ukończeniu pierwszej części utworu) i bez wątpienia papieża Mikołaja III. System kar dostosował do rodzaju grzechów (np. ci, którzy nie podzielili się z nikim jedzeniem, cierpią nieustanny głód). Być może Dantemu, podobnie jak wielu osobom przed nim i po nim, pociechę przynosiła przynajmniej wyobrażana świadomość, że jego krzywdziciele będą cierpieć bez końca.

Jednakże jego dzieło, zresztą jak wiele innych w tym stylu, miało przede wszystkim cel pedagogiczny, a więc, z jednej strony, nakłonienie czytelników do zejścia z drogi występku za pomocą przerażających wizji mąk piekielnych, z drugiej zawierało zachętę do cnotliwego życia przez ukazanie słodkiej perspektywy raju. Nie wiadomo, ilu adresatów „Boskiej Komedii” wzięło sobie do serca te przestrogi i uniknęło rozmaitych wykroczeń. Jednak ta taktyka na pewno do zła ich nie popychała. Nie była to więc sztuka dla sztuki ani straszenie dla samego straszenia. Ten dydaktyczny zabieg miał sprowokować taką przemianę, jaka nastąpiła w przypadku zbója Madeja, który na wieść o czekającym go w piekle łożu tortur, nawrócił się i odpokutował za wszystkie swoje zbrodnie.

 

Nie jestem zbójem Madejem

Pewnie bez zająknięcia zgodzilibyśmy się, żeby na piekielne madejowe łoże wysłać na wieki takiego łotra jak Dirlewangera. Może chętnie dorzucilibyśmy mu do towarzystwa osobników jego pokroju:  morderców, gwałcicieli, tyranów… Ręczę, że na pewno – w przeciwieństwie do naszych przodków, którzy drżeli na myśl o swoim pośmiertnym losie – nie chcielibyśmy zobaczyć tam samych siebie lub kogoś spośród naszych krewnych i przyjaciół. Bo skoro ręce nasze nie ociekają krwią, to za jakie grzechy miałoby nas spotkać takie nieszczęście?

O. Dariusz Kowalczyk SJ w tekście „Spowiedź, czyli przekonanie o grzechu i miłości” słusznie wskazuje, że dzisiaj mówimy raczej nie o życiu dobrym, którego wyznacznikiem jest wierność obiektywnym wartościom, ale o życiu autentycznym, w którym przede wszystkim chodzi o dobre samopoczucie. Głoszone jest orędzie bezgrzeszności i moralnej nieskazitelności. Bo skoro człowiek może zmieniać rzeczywistość na własną modłę, to może ją przekształcać we wszystkich możliwych aspektach, a zatem i grzech to sprawa wyobraźni i kultury, czyli coś płynnego i niestabilnego.

Poza tym – jak wieszczą niektórzy myśliciele – nie istnieje etyka uniwersalna, więc i pojęcie grzechu zależy jedynie od konkretnego kręgu kulturowego. To, co w jednym regionie świata postrzegane jest jako złe, nie musi takim być w innym zakątku ziemi- przekonują. Z kolei różne kierunki psychologii i socjologii starają się wytłumaczyć ludzkie zachowania,  szczególnie wybielić czyniącego zło, wskazując na mechanizmy, wobec których człowiek jest bezradny. I tak, na przykład, zranienia z dzieciństwa mogą w dużej mierze zdeterminować postępowanie osoby dorosłej, zaś wpływ wadliwych struktur społecznych wręcz zmusza człowieka do popełniania złych czynów. I sprawa załatwiona.

 

Memling czy Dali?

Przekonaniu, że piekło to nie temat na dzisiejsze czasy, zdają się ulegać również kapłani, którzy właściwie nie odważają się powiedzieć kazania na temat ewentualności potępienia. Może to być skutek poddania się czarowi owego orędzia bezgrzeszności, ale i pewnie tego, że piekła nie meblujemy już madejowym łożem, gdyż te wyobrażenia nie tylko zostały skutecznie ośmieszone, lecz także okazały się niezgodne z przekazem biblijnym. Jak jednak zauważa Zdzisław Kijas w książce „Niebo, Czyściec, Piekło”: „Współczesny świat odrzucił stare wyobrażenia o zaświatach, lecz nie zdobył się jeszcze na to, aby zaproponować nową, jaśniejszą i bardziej komunikatywną wizję owej ciemnej rzeczywistości”. Można dodać – kontynuuje franciszkanin – że piekło „jako stan świadomego oddalenia się od Boga, dobrowolnego zerwania z Jego miłością, odwrócenia się od Tego, który jako jedyny może dać życie w obfitości” – a tak chcą go widzieć współcześni teologowie – nie ma tej siły przekonywania (zwłaszcza w czasach kultury obrazkowej), jaką dysponowała wizja Dantego. Nasza wyobraźnia potrzebuje obrazów na miarę dzieł Hieronima Boscha czy Hansa Memlinga, tymczasem od współczesnej teologii dostajemy surrealistyczne ilustracje podobne do miniatur Salvadora Dali do „Boskiej Komedii”. Są jednak przynajmniej dwa powody, by ich szukać: doświadczenie piekła na ziemi oraz jednoznaczne nauczanie Kościoła. Problemem nie jest więc to, czy mówić o piekle, ale co i jak o nim mówić.

 

Piekło w Biblii

Zaskakiwać może to, że – jak wskazuje Kijas – Jezus i Jego uczniowie nie poświęcili piekłu zbyt wiele uwagi. Ta sprawa nie należy to kluczowych zagadnień Ewangelii. O wiele ważniejsze jest w niej zorientowanie wierzących na życie przyszłe, a nie szczegółowe opisy wyglądu „tamtego” świata. Uczniowie Jezusa mieli być pielgrzymami na ziemi ze wzrokiem utkwionym w przyszłość, którą jednakowoż okrywała zasłona tajemnicy.

Poza bardzo ogólnym opowiadaniem o Łazarzu i bogaczu (Łk 16, 19-31), Jezus nie wdawał się w soczyste opisy potępienia i mąk piekielnych. W całym Nowym Testamencie nie znajdziemy wielu wzmianek na temat sytuacji odrzuconych. Istotą potępienia jest niewątpliwie utrata Boga, bycie „zapomnianym” przez Niego. Pojawiający się w niektórych tekstach „ogień”, ma raczej znaczenie metaforyczne. Oznacza on wypalone życie duchowe, życie puste, pozbawione miłości, spragnione Bożego ciepła, a przez to dotkliwie cierpiące, które „spala się” z wielkiej tęsknoty za Bogiem, bo wie, że tylko w Nim jest jedynie prawdziwe szczęście, radość i wieczna dobroć.

Nowotestamentowy obraz piekła bliski jest starotestamentalnemu poglądowi na Szeol (także Otchłań). Dlatego tak istotne są wzmianki św. Pawła (Rz 10, 7; Ef 4, 8-10; 1 P 3, 19-20) dotyczące zstąpienia Jezusa do królestwa zmarłych pomiędzy Wielkim Piątkiem a Niedzielą Zmartwychwstania. Teksty te stały się podstawą dla znanej z Apostolskiego Wyznania Wiary formuły „zstąpił do piekieł”. Są to wypowiedzi dość wieloznaczne, a wyraz „piekło” w  oryginalnej wersji Credo nie zostaje użyty. Teksty te wskazują raczej na pójście Jezusa do Szeolu, czyli świata zmarłych, aby obdarzyć ich owocami zbawienia, które wysłużył przez swoje życie, śmierć i zmartwychwstanie.

Biblijny Szeol był jednakowo smutny i beznadziejny dla wszystkich: dobrych i złych. Wieczność dla każdego była tak samo przygnębiająca, mroczna i nudna. Wszyscy pozbawieni byli nadziei, a poprawa leżała poza zasięgiem możliwości człowieka. Nie było w Otchłani wyraźnych podziałów na dobrych czy złych, lepszych czy gorszych. Dość ogólna idea Bożej kary spotykającej niegodziwców pojawia się we wczesnych tekstach Starego Testamentu (zob. Pwt 32, 22; Iz 33, 14). Wyraźna koncepcja piekła jako jeziora czy otchłani ognia zarysowuje się stosunkowo późno, w grecko-rzymskim okresie historii Izraela.

 

Czym więc jest piekło?

Na ciekawy aspekt Szeolu wskazuje Gisbert Greshake w „Życiu silniejszym niż śmierć”: to królestwo zmarłych, strefa totalnej pustki, odcięcia od Boga, w której nie ma żadnej komunikacji między Bogiem a człowiekiem. Nic dziwnego, że Jezus, zstępujący do Szeolu, przeżywał oddzielenie od Ojca: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34). Dlaczego jednak jeszcze przed swoją śmiercią? Może dlatego, że – jak twierdzi biblista Gerhard von Rad – Izrael miał znacznie bardziej skomplikowane wyobrażenie śmierci niż nasze. To nie było jedynie wygaśnięcie życia psychicznego. Domena śmierci sięgała znacznie głębiej i obszerniej. Już słabość, choroba, niewola, zagrożenie ze strony wrogów były uważane za przejaw śmierci.

Zrozumiałe więc stają się liczne wypowiedzi psalmów, że umarli zakosztowali Szeolu, ale zostali stamtąd „wyrwani” przez Jahwe. Otchłań jest więc ekspansywna: wciska się w każdy obszar życia. Nic więc dziwnego, że obejmuje także umieranie Jezusa.

To by oznaczało, że piekło nie zaczyna się w zaświatach, lecz na ziemi; nie spada na nas znienacka, bo Szeol jest nieodłącznym towarzyszem życia, zwłaszcza tam, gdzie ustaje komunikacja z Bogiem. Triumfowi Otchłani nad życiem skutecznie zapobiega miłość (mocniejsza niż śmierć), której najwyższą manifestacją jest dzieło Chrystusa. Przywraca ona też komunikację z Bogiem. Nie bez powodu Jezus dał swoim uczniom nowe przykazanie: „abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem” (J 13, 34).

Człowiek może jednak poddać się Szeolowi już na ziemi, pogrążyć się w śmierci, oddzielić się od Boga i ludzi. Co więcej, może uczynić go swoją wizją świata, a swoimi działaniami przyczyniać się do jego rozszerzenia jak wspomniany Dirlewanger czy inni zbrodniarze. Zrealizowanie przykazania miłości to o wiele więcej, niż niebycie Dirlewangerem. Nie bez kozery Jezus porównał uczonych w Piśmie i faryzeuszy do grobów pobielanych (Mt 23, 27-28), choć oni sami mieli o sobie świetne zdanie.

Niewątpliwie, obraz piekła jako Szeolu wkradającego się podstępem w nasze życie nie posiada takiej nośności jak wizje Dantego, Boscha czy Memlinga. Pozwala jednak spojrzeć na piekło inaczej. To nie jest rzeczywistość, którą powinniśmy się zacząć przejmować dopiero na starość, a tym bardziej, nie jest to spadający na nas wyrok jak grom z jasnego nieba. Szeol towarzyszy nam każdego dnia i nieustannie musimy walczyć, by nie zawładnął naszym sercem. A przede wszystkim modlić się, by dla nikogo nie stał się stanem na wieki. Bo piekło to nic innego jak przedłużenie otchłani, dobrowolnie wybranej już na ziemi.

Przeczytaj także: Czy istnieje piekło?

Niebo, czyściec, piekło

Czy Bogu „uda się” zbawić wszystkich?
Czy niebo jest naszą zasługą, czy darem?
Jak długo „trwają” kary czyśćcowe?
Czy piekło płonie ogniem?

Wyobrażenia trzech stanów ostatecznych: nieba, piekła i czyśćca, przechodziły na przestrzeni wieków ewolucję. Ojciec Zdzisław Kijas bada, w jaki sposób rzeczywistości te przedstawia Biblia, święci i mistycy, pisma ojców i doktorów Kościoła oraz teologów innych wyznań chrześcijańskich i literatura piękna. Autor pisze też o wierzeniach dalekiego Wschodu, kulturze starożytnych Greków i Rzymian.

WIZJA NIEBA W TEKSTACH STAREGO TESTAMENTU

Wiara w życie pozagrobowe była szeroko rozpowszechniona w całym świecie starożytnym. Ludzie tamtych czasów, o czym informują nas zachowane z tego okresu teksty, przyjmowali za rzecz normalną, że aktualna, ziemska forma egzystencji nie jest jedyną i wyłączną formą życia człowieka. Na różne sposoby wyrażali przekonanie, że fizyczna śmierć nie unicestwia życia, lecz daje mu jedynie nowy początek, nową formę, dotychczas nieznaną. W zdecydowanej większości starożytni przyjmowali, że ziemskie życie jest jedynie rodzajem preludium, swoistym początkiem znacznie dłuższej przygody, która w istocie nigdy się nie kończy, przedłużana w określoną nieskończoność, równą nieskończoności samego Dawcy życia. Liczba zwolenników trwałości życia przewyższała zdecydowanie jego przeciwników, sądzących, że śmierć w zupełności unicestwia życie.

 

Przeciwnicy „wieczności” sądzili, że widzialna forma życia, z jaką spotykamy się na ziemi, jest jedyną z możliwych i poza nią nie ma nic innego. Ale jak wspomnieliśmy, zwolennicy tej opinii byli w zdecydowanej mniejszości w stosunku do zwolenników ciągłości życia, którzy wierzyli niezachwianie, wyrażając swoje przekonania w tym względzie na różne sposoby, że śmierć cielesna kończyła jedynie widzialną fazę życia, po której następowała druga, niewidzialna wprawdzie dla ludzkich zmysłów, ale nie mniej realna od obecnej. Jej niewidzialność była pełna tajemnicy, rodziła w żyjących napięcia, niepewności, a nierzadko również lęki i obawy. I chociaż w opisach zaświatów nie brakowało również obrazów pozytywnych, scen pełnych szczęścia, radości, pokoju, harmonii itd., to jednak niewielu żyjących pragnęło szybkiego pożegnania się z obecnym światem i udania się w te nowe, egzotyczne strony nieznanej egzystencji. Lecz owa niechęć nie znaczyła bynajmniej, że uważali, iż nigdy nie stanie się ona ich udziałem. Była to jedynie kwestia czasu, który dla każdego był inny, ale dla wszystkich nieunikniony.

 

Starożytni mędrcy, pisarze, poeci, malarze i inni często powracali do tych zagadnień. Uczyli wprawdzie o pięknie i radości obecnego życia, ale przypominali jednocześnie o realności jego końca i konieczności śmierci. Wielu z nich zachęcało odbiorców swoich dzieł do życia w perspektywie śmierci, czyli do bycia gotowym na odejście z tej ziemi. Tego rodzaju gotowość miała, ich zdaniem, przekładać się na praktykę dobrego, cnotliwego życia, jako rękojmię szczęśliwego życia w przyszłości, po śmierci. Judaizm nie „wymyślił” prawdy o życiu przyszłym, która wpisana jest w naturę człowieka przez jego Stwórcę. Autorzy ksiąg Starego Testamentu nie „wymyślili” zaświatów z ich bogatą i złożoną geografią. Wiarę w życie po śmierci, czyli w życie, które raz dane nie zna końca, judaizm otrzymał „bezpośrednio” od Boga, wiecznego i wszechmocnego. Dziełem pisarzy biblijnych było wyrażenie tych przekonań w słowach, i wzbogacenie ich jednocześnie w dodatkowe elementy, zaczerpnięte z kultur ludów ościennych, pośród których przyszło Izraelitom żyć na przestrzeni swojej długiej historii. Prawda o życiu wiecznym szła więc w parze z prawdą o jego Dawcy, Bogu wszechmocnym i sprawiedliwym, który od początku działa w historii i który wynagradza czyny dobre, a karze złe. Judaizm był „zapatrzony” w swojego Boga. Podziwiał Jego wielkość, wychwalał Jego moc, rozgłaszał Jego dzieła. Wierni Żydzi niczym w zwierciadle przeglądali się w swoim Stwórcy, pytając o sens swojego życia, o jego wewnętrzną treść i długość. To właśnie w perspektywie wieczności Boga rodziła się u nich perspektywa wiecznego życia człowieka, który posiada wprawdzie początek, ale koniec jest mu nieznany. Autorzy żydowscy nie przyjmowali zatem biernie i bezkrytycznie treści oraz obrazów zaświatów obecnych w kulturach swoich sąsiadów: jedne z nich oczyszczali skrupulatnie z elementów jawiących się jako sprzeczne z prawdą o Bogu jedynym, inne zaś wzbogacali o rysy dotąd im nieznane i o szczegóły obce kulturom ościennym. Podstawowym kryterium była dla nich zawsze nauka objawiona. Słowa Boga, przekazywane przez proroków i inne osoby do tego powołane, pełniły podwójne zadanie: z jednej strony były miarą poprawności prowadzonej refleksji na temat życia w jego bogactwie, z drugiej zaś źródłem nowych inspiracji, nieznanych dotąd jego aspektów, objawiających się jednak w świetle wiary.

1. „Ciemność” Szeolu

Izrael należał do tej grupy ludów, które uczeni europejscy XVIII wieku, w oparciu o wykopaliska archeologiczne, skrawki odnalezionych tekstów i inne rodzaje materialnych świadectw z przeszłości, zwykli określać terminem ludów semickich. Obok Izraelitów zalicza się do niej także Asyryjczyków, Babilończyków, Kananejczyków, Fenicjan, Etiopczyków czy Arabów. Od Sumeryjczyków, Egipcjan, Hetytów czy Persów ludy semickie różniły się zarówno językiem, jak również odmienną tradycją literacką. I chociaż późniejsi pisarze żydowscy poddawali ostrej nieraz krytyce wpływ obcej kultury (także semickiej) na swoją tradycję narodową, niemniej jednak nikt ze współczesnych znawców tematu nie zamierza powątpiewać w semickie korzenie kultury Izraela i jej licznych powiązań z tymi ludami. Związki te widoczne są wyraźnie już w samej biblijnej historii początków życia na ziemi. Łatwo doszukać się ich także w opisie jego końca, jak również w rozważaniach o jego kontynuacji po śmierci cielesnej. Znawcy odkrywają bogatą siatkę powiązań między nimi, wiele zależności jednych od drugich. Oczywiście, niektóre wpływy kultur ościennych, uznane za sprzeczne z wiarą Izraela, zostały odrzucone przez późniejszych pisarzy żydowskich, inne z kolei poddano określonej modyfikacji, jednak spora ich liczba zadomowiła się na trwałe w tradycji izraelskiej. Poniżej zaznaczę te z nich, które odnoszą się do naszego tematu.

Semicka wizja kosmosu zakładała istnienie trzech różnych poziomów, z których każdy obejmował inny zakres świata widzialnego i niewidzialnego. Ziemia znajdowała się pośrodku, nad nią rozpostarte było niebo (sklepienie niebieskie), natomiast poniżej poziomu ziemi sytuował się trzeci obszar, zwany Szeolem.

 

Szeol był więc obszarem położonym najniżej, poniżej poziomu Ziemi i, jak uważano powszechnie, zamieszkały był przez zmarłych. Wyobrażenia o nim nie odbiegały od wyobrażeń ziemskich. Opisywano go w obrazach na wskroś materialnych, jako rodzaj zamkniętego pomieszczenia, przestrzennie wielkiego miejsca. Stąd też spotkać można w tekstach starotestamentowych wyrażenia przestrzenne: „w Szeolu”, „z Szeolu”, „do Szeolu”. Obok nich występują również inne określenia, jak: „głębokość Szeolu” (Jon 2, 18; Mdr 17, 13), czy „bramy Szeolu” (Iz 38, 10). Opisując sposób przechodzenia zmarłych do Szeolu, teksty biblijne używają określeń: „zstąpienie” lub „zejście” [do Szeolu] (Rdz 37, 35; 42, 38; Hi 7, 9). Inne z kolei mówią o „pochłonięciu” Szeolu przez ziemię (Lb 16, 33; Ps 9, 18). Niektórzy znawcy tematu sądzą jednak, że z określeń tych nie wynika jednoznacznie, że Szeol był rozumiany wyłącznie przestrzennie, jako „miejsce” o ściśle określonych granicach. Ich zdaniem wiele tekstów biblijnych, opisujących Szeol, należy traktować poetycko, przenośnie, a więc raczej symbolicznie. Spotkać można również teksty biblijne, które Szeolem nazywają zarówno miejsce przebywania zmarłych, jak i „stan śmierci”, do którego zaliczano cierpienie oraz chorobę. W tym kontekście prorok Ozeasz pytał na przykład: „Czy mam ich wyrwać z Szeolu albo od śmierci wybawić? Gdzie twa zaraza, o śmierci, gdzie twa zagłada, Szeolu?” (Oz 13, 14). Każdy zatem, kto zapadł na ciężką chorobę, mógł powiedzieć, że znalazł się nad przepaścią, wstąpił do Szeolu i że schodzi do doliny cienia śmierci (por. Ps 23, 4; Jon 2, 3-7). Lecz Szeol nie jest wyłącznie rozumiany jako miejsce czy jako stan. Można spotkać w Biblii teksty, które nadają mu rysy jakiegoś potężnego potwora, dokonując tym samym swoistej jego „animalizacji”. Z czymś takim spotykamy się na przykład u proroka Izajasza, który pisze: „Tak, Szeol rozszerzył swą gardziel, rozerwał swą paszczę nadmiernie; wpada doń tłum miasta wspaniały i wyjący z uciechy” (Iz 5, 14). On [Szeol] także „budzi umarłych” (Iz 14, 9) i jawi się jako nigdy nienasycony („Szeol i zatrata niesyte, niesyte i oczy człowieka” (Prz 27, 20; 30, 15-16).

 

Czym zatem był Szeol dla ludzi tamtych czasów? W pierwszym rzędzie był on „krajem ciemności i cienia śmierci, krajem, gdzie jutrzenka jest czarną nocą, gdzie cień śmierci pokrywa nieład, a światłość jest czarną nocą” (Hi 10, 21). Dlatego też bytowanie człowie­ka w Szeolu – niezależnie od jego postępowania na ziemi – uważano powszechnie za ponure i posępne (Koh 9, 2.10), z którego nie było powrotu (Hi 7, 9 n.; 10, 21). Kto się tam znalazł, musiał pozostać w nim na zawsze. Jego mieszkańcy, nazywani mētîm, tj. „zmarłymi” lubfjalm, tj. „istotami bezsilnymi”, żyli w całkowitej inercji, ponie­waż jak powiadał Hiob: „Tam niegodziwcy nie krzyczą, spokojni, zu­żyli już siły” (3, 17). W Szeolu brak więc było jakichkolwiek oznak życia, wszelka działalność była zawieszona (Koh 9, 10). Nikt nie pracował i nikt też nie zażywał żadnych przyjemności (Syr 14, 16). Dla jego mieszkańców obce było to, co dzieje się na poziomie wyższym, czyli na ziemi. Szeol był miejscem braku pamięci i całkowitego zapomnienia (Ps 88, 13). Kto wstąpił do Szeolu, już z niego nie wracał (Hi 7, 9; por. 10, 21; 14, 12).

 

Niektórzy pisarze biblijni, którzy tworzyli w okresie wczesnego Izraela, przypuszczali, że jedynie Henoch (Rdz 5, 24) i Eliasz (2 Krl 2, 11) uniknęli smutnego losu wszystkich pozostałych i nie znaleźli się w Szeolu. Istniało bowiem powszechne przekonanie, że Jahwezabrałich bezpośrednio z tego świata do siebie bez przeprowadzania ich przez Szeol. Sądzono również, że podobny los mógł spotkać tajemniczego Sługę Jahwe, który po swojej śmierci nie pozostał w Szeolu, ale zmartwychwstał do życia wiecznego, jak sugeruje Księga Izajasza:

 

Po udrękach swej duszy,

ujrzy światło i nim się nasyci.

Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu,

ich nieprawości On sam dźwigać będzie (Iz 53, 9-11).

 

W okresie początkowym Szeol nie był tym samym, co znane nam obecnie piekło. Nie był miejscem nagrody czy kary, ale raczej powszechnym miejscem przebywania wszystkich zmarłych, niezależnie od ich etycznego życia na ziemi. Pogląd ten zaczynał jednak ulegać powolnej zmianie i Szeol zaczął przybierać barwy szare, jego wydźwięk stawał się raczej negatywny, pesymistyczny. Ostatecznie stał się miejscem pośmiertnej kary. Z takim odczytaniem Szeolu spotkamy się w Psalmach:

 

Niechaj występni odejdą precz do Szeolu,

wszystkie narody, co zapomniały o Bogu.

Bo ubogi nie pójdzie w zapomnienie na stałe,

ufność nieszczęśliwych nigdy ich nie zawiedzie (Ps 9, 18-19).

 

Także prorocy grozili bezbożnym zatraceniem w Szeolu. Słowa ostrzeżenia kierowali w stronę ludzi młodych, aby roztropnie korzystali z darów życia. Autor Księgi Przysłów ostrzega ówczesną młodzież, aby nie poddawała się zasadzkom pokusy, która może ją zaprowadzić do Szeolu, na zatracenie:

 

Teraz, synowie, słuchajcie mnie,

zważajcie na słowa ust moich:

niechaj twe serce w jej [pokusy – Z. K.] stronę nie zbacza,

po ścieżkach jej się nie błąkaj;

bo wielu – a wszystkich zabiła.

Dom jej drogą jest do Szeolu:

co w podwoje śmierci prowadzi (Prz 7, 24-27; 15, 24).

 

Niektórzy przypuszczają, że ostrzeżenia tego rodzaju posiadały podwójne znaczenie. Pierwsze mogło sugerować, że przedwczesna śmierć jest Bożą karą, która spotyka złych ludzi, drugie z kolei mówiło o realnej możliwości kary po śmierci.

Posłuchaj także: Dusza po śmierci

Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz

Robert M. Rynkowski

ZOBACZ TAKŻE | TEGO AUTORA

Posted in Religia | Leave a Comment »

Kostki domina już lecą….

Posted by tadeo w dniu 4 marca 2012

W przeddzień jechałem tą samą trasą. I jadąc redagowałem notkę do S24. Pociąg jechał naprawdę szybko. Wyjąłem Iphone i GPSem zmierzyłem prędkość – ponad 130 km na godzinę. Za oknami przemykały w ciemnościach jakieś zarysy, czasem mignęła jakaś lampa – wzdłuż Centralnej Magistrali Kolejowej nie ma tego zwykłego przykolejowego krajobrazu – magazyny, wnętrza podwórek, świat od zaplecza. Wracałem ze spotkania od klienta, to bardzo wygodne połączenie. I pomyśleć, że wysiadając na Dworcu Centralnym pomyślałem, – jest poprawa, może rzeczywiście Sławku Nowaku udało się poprawić tę kolej i już nie będzie jak w Bangladeszu.

No i niestety jest. Tego rodzaju katastrofy kolejowe oczywiście zdarzają się i w cywilizowanych krajach – na przykład podobna katastrofa prawie dwadzieścia lat temu była w Wielkiej Brytanii – dwa pociągi na jednym torze. Tylko, że miernikiem cywilizacji jest częstotliwość występowania takich zdarzeń. Ogólnie można uznać, że im bardziej cywilizowany kraj, tym mniejsza częstotliwość.
Dlaczego ?
Kraj dobrze zarządzany, cywilizowany, umie zarządzać ryzykiem. A ludzkość nauczyła się zarządzać projektami i ryzykiem w projektach na kolei właśnie. I tu muszę przytoczyć mój tekst z grudnia 2010 roku, do którego jest nawiązanie w tytule.
„Kolej, która istnieje w takiej formie jaką ją znamy od ponad 150 lat, była wynalazkiem (a raczej kompilacją szeregu wynalazków), który zrewolucjonizował myślenie człowieka o świecie i o sposobie organizacji rzeczywistości. Byl to początek myślenia sieciowego, tak bliskiego nam teraz dzięki codziennemu używaniu internetu.
Tak naprawdę nowoczesna cywilizacja techniczna powstała dzieki kolei – czyli sprawnie działającej organizacji, w której wydarzenia są koordynowane w czasie i przestrzeni, istnieją punkty krytyczne i zarządzanie ryzykiem. Można powiedzieć, że od organizacji kolejnictwa w Angli i USA rozpoczęło się myślenie o zarządzaniu jako procesie i świecie jako o konglomeracie wzajemnie zależnych procesów. A także myślenie o państwie jako zjawisku równocześnie dziejących się procesów, nad ktorymi można zapanować tylko poprzez egzekwowanie ściśle sprecyzowanych PROCEDUR. Początek to miało w brytyjskiej marynarce wojennej, ale dzięki kolejom rozwinęło się w kierunku myślenia sieciowego na całym świecie.
Oczywiście organizacja systemu kolejnictwa była rozciągnięta w czasie, w miarę komplikowania się systemu powstawały nowe problemy, które z sukcesem rozwiązywano – od koordynacji w czasie przejazdów po łancuch dostawców itd. a skończywszy na takim problemie jak wywóz nieczystości z publicznych toalet.
W Polsce właśnie przeżywamy załamanie najstarszego systemu sieciowego, załamanie wskazujące na zapaść cywilizacyjną w jakiej się znaleźliśmy. Na S24 wielokrotnie  opisywano przeżycia z ostatnich podróży pociągami PKP, czy jak to się teraz nazywa. Wniosek jest jeden.
Chaos.
Mimo gadżetów nowoczesności – jak ten internet, dzieki któremu czytamy ten tekst – nawet we współczesnym, “usieciowionym” świecie sprawna kolej, tak jak 100 lat temu – jest symptomem sprawności i wydolności państwa. A więc dzisiaj mamy naoczny dowód na ile sprawne jest nasze państwo.
Obserwujemy to my, ale obserwują to także wrogowie Polski. Nie łudźmy się – Polska ma wrogów, mimo, że żyjemy w świecie, w którym ponoć skończyła się historia. Chaos na kolejach wskazuje na miejsca w których najłatwiej w Polsce materializują się ryzyka, ryzyka, ktore istnieją w potencji. I nie chodzi tylko o to, że w tej chwili wszyscy terroryści świata wiedzą, że jak się na kolei podłoży bombę, to wszystko stanie i kraj jest sparaliżowany – to jest w tym wszystkim najmniejszy problem.
Otóż wrogowie Polski widzą, mają dowód, że Polska jest państwem NIEZORGANIZOWANYM i to do tego stopnia, że przypomina kraje sprzed dziewiętnastowiecznej rewolucji technicznej, czyli krajem w którym nie ma planowania i egzekwowania planów, co jest połączone do tego ze skrajną beztroską sprawujących władzę polityków.
Od dłuższego czasu piszę na tym blogu, że stan zdezorganizowania państwa doszedł do takich rozmiarów, że materializują się ryzyka, które w innych warunkach nie miałyby szans na zmaterializowanie się – i Smoleńsk (bez względu, czy był to zamach czy splot rozmaitych czynników, zaniedbań, niefrasobliwości i posko-rosyjskiego bałaganu), inne katastrofy, wybuchy kuchenek, braki ciepłej wody (a ktoś nam tę wodę obiecywał, o ile pamiętam?), a teraz chaos na kolejach – jest właśnie tą materializacją ryzyk w tempie wykładniczym – każde nowe ryzyko dodane do puli zwiększa prawdopodobieństwo materializacji któregoś z ryzyk.
A więc, jeśli ktoś chciałby naprawdę zaszkodzić Polsce, znając ten stan – wystarczy, że spowoduje, żeby procedury istniejące i wypełniane od lat przestały być wypełniane. Wystarczy tylko dać sygnał że nie ma sankcji za to zaniechanie. I wtedy jak kostki domina wszystko się posypie.
Pytanie – czy to już ?
Kostko domina, stoisz czy lecisz?”
Od momentu napisania tego tekstu minął rok z okładem. Od tego czasu wydarzyło się w Polsce, według zestawienia nieocenionej Teesa, 6 katastrof, łącznie z tą ostatnią, wczorajszą, podczas gdy w poprzednich latach miało miejsce przeciętnie jedno zdarzenie rocznie, także tego typu jak wjazd na przejazd kolejowy.
Takie katastrofy nie zdarzają się bez powodu. To że ktoś skierował dwa pociągi na jeden tor, pociągi jadące w przeciwnych kierunkach, jak w klasycznym zadaniu z matematyki w siódmej klasie podstawówki (tak, kiedyś szkoła podstawowa miała osiem klas!), źródłem tego było niedopilnowanie kogoś konkretnego, jakiegoś operatora wajchy, na trasie kolejowej. Ale – pytanie najważniejsze w całej tej tragicznej historii – skoro zdarzenia, wynikające z rozłożenia najstarszego systemu sieciowego jaką jest kolej, rosną w tempie wykładniczym, to na ile możemy mieć gwarancje, że za miesiąc nie będzie miała miejsca następna katastrofa, równie tragiczna w skutkach?
I najstraszniejsze jest to, że odpowiedź dla mieszkańca dużego kraju w srodku Europy, kraju cywilizowanego od 1000 lat, kraju, w którym jako jednym z pierwszych w Europie wybudowano kolej, że ta odpowiedź brzmi – nie ma takiej gwarancji. Taka katastrofa może wydarzyć się w każdym momencie, ponieważ w kraju NIE ZARZĄDZA SIĘ RYZYKIEM, na każdym szczeblu decyzyjnym, a za to nagradza się gen. Janickiego (awans generalski) i  min. Arabskiego (pozostanie na stanowisku i udział w wyborach)  – że podam tylko ten przykład.
Dla Prezydenta i zabitych w Rosji – Smoleńsk. Dla obywateli- Szczekociny.
Na jezdniach – gra komputerowa. Na kolei – zadania matematyczne.
Psiakrew!!!
– – –

Posted in Polityka i aktualności | 1 Comment »