WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 2 grudnia, 2011

Danuta na odsiecz Lechowi. Sławomir Cenckiewicz o biografii żony Lecha Wałęsy. U nas pełna wersja.

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2011

PAP

 

(Artykuł opublikowany ze skrótami na łamach „Rzeczpospolitej”. Na prośbę Autora publikujemy pełną wersję. )

Pisanie wspomnień i pamiętników nie jest zbyt częstym zajęciem osób publicznych w Polsce. To co jest normą w świecie zachodnim – relacje pamiętnikarskie publikują politycy, wysocy rangą urzędnicy i pierwsze damy – w Polsce należy do rzadkości. W tym kontekście pojawienie się na polskim rynku księgarskim wspomnień Danuty Wałęsowej – pierwszej damy Rzeczpospolitej w latach 1990-1995, zasługuje na pochwałę. Niestety, śmiem twierdzić, że odwaga tej decyzji nie poszła w parze z autentycznością refleksji na temat przeszłości, której ważnym świadkiem była przecież Danuta Wałęsowa. Jej książka jest nadzwyczaj przewidywalna i w istocie niezaskakująca. Wrogowie Lecha Wałęsa są wrogami Danuty, a jego przyjaciele są jej przyjaciółmi. Wałęsa to heros, który poświęcił wszystkie swoje osobiste sprawy z rodziną na czele dla Polski, a w tej walce i służbie pomagali mu jego wierni współpracownicy – Mieczysław Wachowski, Andrzej Drzycimski, ks. Franciszk Cybula, Sławomir Rybicki… Z góry wiadomo, kto nieustannie przeszkadzał – Gwiazdowie, Krzysztof Wyszkowski, Janusz Kurtyka i „pisarze z IPN”, trochę Jacek Kuroń i Adam Michnik, a najbardziej Anna Walentynowicz, ojciec Tadeusz  Rydzyk oraz Jarosław i Lech Kaczyńscy.

Sponsor Krauze

Banalność tej opowieści zawdzięczamy zapewne dwom ukrytym narratorom „Marzeń i tajemnic” – Lechowi Wałęsie i Piotrowi Adamowiczowi. Wałęsa, nawet jeśli nie czytał książki przed publikacją (w co trudno uwierzyć), wbrew marketingowym zapewnieniom, że jest to dla niego lektura trudna i ciężka, zyskał może najważniejsze świadectwo swojej wielkości i bohaterstwa. Z kolei Adamowicz, prywatnie brat prezydenta Gdańska, pełnomocnik Wałęsy w kontaktach z archiwum IPN i dziennikarz od zawsze zaprzyjaźniony z politycznym salonem Trójmiasta, który zajął się opracowaniem wspomnień Danuty, miał możliwość wyłożenia oficjalnej, bo salonowo-państwowej „prawdy” o Wałęsie i jego rodzinie. Na kartach tej książki znajdujemy zresztą tego potwierdzenie. Na stronie redakcyjnej Wydawnictwo Literackie złożyło „serdeczne podziękowania” Fundacji Ryszarda Krauze „za wsparcie finansowe publikacji książki wraz z filmem dokumentalnym”, zaś Wałęsowa i Adamowicz dziękują posłowi Platformy Obywatelskiej Sławomirowi Rybickiemu „za gościnę w ich leśnej głuszy, gdzie można było w spokoju z ponad tysiącstronnicowego materiału poukładać w całość wszystkie elementy tej książki” (s. 538-539).

Próba obiektywizmu

Wiele na to wskazuje, że kompetencje dziennikarskie Adamowicza i jego znajomość archiwaliów na temat Wałęsów wykorzystano w tej książce instrumentalnie. W rozdziale dotyczącym rodziny Danuty Wałęsowej (z domu Gołoś) zabrakło wielu informacji o rodzicach i rodzeństwie późniejszej pierwszej damy, które bez trudu można odnaleźć w archiwach. Jest to o tyle istotne, że kontrowersyjne historie rodzinne Gołosiów (podobnie zresztą jak Wałęsów) związane z konfliktami z prawem były w latach 80-tych przedmiotem brutalnych napaści prasowych na Danutę i Lecha Wałęsów. Wydaje się, że tego typu książka była dobrą okazją by się do tego przynajmniej odnieść i sprostować ewentualne kłamstwa komunistycznej propagandy. Zamiast tego Wałęsowa z Adamowczem ograniczają się do wymienienia ważniejszych członków rodziny Gołosiów opatrując swoją opowieść dość obraźliwymi spostrzeżeniami na temat mieszkańców polskiej wsi lat 40., 50. i 60. „Kiedyś na wsi rodzice tylko płodzili dzieci. Nie wychowywali ich” – czytamy (s. 14.). Młodzież męska to awanturnicy i sztacheciaże myślący o wywiezieniu dziewczyny motorem do lasu (s. 23). Autentyzmu tej relacji ma dodać wyznanie Danuty o swoim zakompleksieniu (s. 25), wstrętu do języka polskiego z powodu ortografii, zakończeniu edukacji na szkole podstawowej, pogardliwym stosunku do ludzi wykształconych czy niedojrzałej religijności (s. 12, 20-21, 25).

Z Lechem przez życie

Przełomem w życiu Danuty Gołoś był wyjazd do Gdańska i spotkanie Lecha Wałęsy w październiku 1968 r. Miał jej imponować elokwencją, oczytaniem i umiejętnością mówienia. Mieli się poznać przypadkiem kiedy Lech przyszedł do kiosku w którym pracowała Danuta by rozmienić pieniądze. Wpadła mu w oko na tyle, że następnego dnia Wałęsa podarował jej… gumę do żucia (s. 38). Wkrótce się pobrali. W opowieści Danuty zastanawiająca jest informacja, że Lech nie chciał by przed ślubem żona poznała jego rodziców i strony rodzinne (s. 41). Z książki nie dowiadujemy się dlaczego. Może więc prawdą są ustalenia Pawła Zyzaka, że Lech był na tyle „spalony” w swoich rodzinnych stronach, że nie chciał się tam przez jakiś czas w ogóle pojawiać?

Legendomania

Ale w opowieści Danuty Wałęsowej wiele do myślenia daje również sposób przedstawienia Grudnia ’70. Znajdujemy jedynie lakoniczny opis wydarzenia, które według samego Wałęsy miało się stać przełomem w jego życiu. Zatrzymanie Wałęsy, osadzenie w areszcie, kilkudniowa nieobecność w domu, rozmowy z SB, werbunek i rejestracja jako TW ps. „Bolek” w zasadzie przechodzą niezauważone. Danuta zbywa to wszystko krótkim komentarzem: „On nigdy mi nie mówił, jak go traktowali na komendzie, o co pytali. Zresztą nigdy nie rozmawiał ze mną na tematy polityczne” (s. 66). Ta wersja będzie obowiązywać już w całej książce, choć przecież są to w gruncie rzeczy wspomnienia polityczne. Wspominając działalność męża w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża a później Sierpień ’80 i „Solidarność” Danuta znów zapewnia o poświęceniu Lecha dla Polski. O czystości intencji nachalnie zapewnia nawet wówczas kiedy wraca pamięcią do słynnej rozmowy Lecha z bratem Stanisławem w Arłamowie i pisze, że „trochę wypili i puścili wodze fantazji, szczególnie mąż, który lubi robić wrażenie na rozmówcy” (s. 219). W takich momentach nie wiedzieć dlaczego i w jakim kontekście, nagle pojawiają się słowa przypominające wynurzenia Lecha Wałęsy jakby z wyłagodzonej wersji jego internetowego bloga: „I niechby teraz jeden z drugim jak Wyszkowski, Gwiazdowie czy pewni pisarze z IPN-u, przez moment się zastanowili, że to nie jest tak, jak oni wymyślają! Bo tworzą sobie własną historię! A to nie było tak! To było poświęcenie” (s. 88).

Karykaturalna Walentynowicz

Prawdziwym czarnym charakterem tej książki jest Anna Walentynowicz. Sposób w jaki Wałęsowa z Adamowiczem kreślą jej portret jest karykaturalny. Przypominają i drwią z rzekomego pomysłu beatyfikacji Walentynowicz po katastrofie smoleńskiej (s. 387) mimo, że ta sprawa była jedynie medialną „wrzutką” mającą wytłumaczyć niechęć władz samorządowych Gdańska wobec projektów upamiętnienia Matki Solidarności. Według autorów książki, legendarna suwnicowa w obronie której w sierpniu 1980 r. wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej zamiast „intrygować i czynić złośliwości” powinna skupiać ludzi „wokół swojej legendy” i „cieszyć się, że Pan Bóg zachowuje ją w zdrowiu” (s. 96). „Pani Ania była narzędziem w rękach części, jeśli można tak określić grupy warszawskiej. Po strajku u niej w domu mieszkał Kuroń. Odbywały się tam narady tej grupy” – czytamy (s. 128). Mało tego, według tej relacji Walentynowicz niejako z przypadku w 1979 r. miała zostać matką chrzestną pierwszej z córek Wałęsów – Magdaleny (s. 93). Prawda o tym jest zupełnie inna – w 1979 r. Wałęsa prosił Annę Walentynowicz i Bogdana Borusewicza, by zgodzili się zostać rodzicami chrzestnymi Magdaleny. Chciał w ten sposób pozyskać uznanie i trwale związać się z liderami trójmiejskiego ruchu oporu, którzy zgłaszali w tym czasie zastrzeżenia do działalności Wałęsy.

Wrogowie Lecha są moimi wrogami

Danuta Wałęsowa nie darzy sympatią tych samych ludzi, których nie lubi jej mąż. Pewnym wyjątkiem jest Adam Michnik, który został przedstawiony w książce jako cyniczny gracz „klęczący przed Wałęsą”, by później go zaatakować (s. 260 i 291). Wałęsowa w prostackiej formie kreśli często portrety osobistych wrogów Lecha. Ludzie stoczniowej „Solidarności” to „nawiedzeni” i mąciciele”, abp Leszek Sławoj Głódź to „niespełniony polityk” który „rozminął się z powołaniem”, ojciec Tadeusz Rydzyk to „pan z Torunia w czarnej sukience z koloratką na szyi” z „dziwnym wyrazem oczu”, a ks. Henryk Jankowski to erotoman „wypowiadający obleśne słowa” (s. 375-376, 379). Dostało się również Januszowi Kurtyce, który nie chciał udostępnić Wałęsie taśm video znajdujących się w zbiorach IPN. „Zły” prezes IPN został przeciwstawiony „dobrym” pracownikom gdańskiego oddziału IPN (s. 203-204). Na liście wrogów Wałęsowej rolę szczególną zajmują Lech i Jarosław Kaczyńscy. Lech to po prostu „niemota” (s. 385), zaś Jarosław to człowiek o „zimnych” i „bezwzględnych” oczach (s. 387). Co ciekawe winą za powstanie PiS i rządy Kaczyńskich Wałęsowa obarcza Jerzego Buzka, który będąc premierem „wyciągnął rękę do pana Leszka” i „mianował go ministrem” (s. 386-387). Kaczyńscy to największe zło III RP. W dodatku „nie licząc się z powagą śmierci, pan Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy przez kilkanaście miesięcy urządzali przedstawienia na Krakowskim Przedmieściu pod Pałacem Prezydenckim” (s. 387). Ani słowa o profanacji krzyża, drwinach ze zmarłego prezydenta i życzeniu śmierci jego bratu…  Jakby odwróceniem tych ocen są pełne szacunku a nie rzadko i słów zachwytu charakterystyki takich postaci jak Leszek Balcerowicz, Hanna Suchocka, Jan Krzysztof Bielecki, abp Tadeusz Gocłowski, Wojciech Jaruzelski, Bronisław Komorowski, Waldemar Pawlak, Jacek Żakowski… No i szczególnie bliski Danucie Wachowski. „Mietek… takiego przyjaciela jak Mietek daj Boże każdemu” (s. 196).

Zachwyty zamiast lektury

Przyglądając się zachwytom nad książką Danuty Wałęsowej trudno nie odnieść wrażenia, że wielu „recenzentów” w ogóle jej nie czytało. Nie jest to książka ani odkrywcza, ani przełomowa, ani tym bardziej demaskatorska. Nie jest to również „atak na mit Wałęsy co najmniej równie bolesny jak oskarżenia o współpracę z bezpieką” jak chce Miłada Jędrysik z „Gazety Wyborczej” (26-27 XI 2011 r.). To zwyczajna opowieść o codziennym życiu żony polityka i matki ośmiorga dzieci, która poświęciła się rodzinie. Mimo osobistych dramatów nie porzuciła męża, rodziła dzieci i dbała o ich wychowanie. Tym trudniej zrozumieć peany niektórych feministek nad książką Wałęsowej. Powinny się raczej jej obawiać.

D. Wałęsa, Marzenia i tajemnice, opracował P. Adamowicz, Krakow 2011, ss. 547.

http://wpolityce.pl./artykuly/19118-danuta-na-odsiecz-lechowi-slawomir-cenckiewicz-o-biografii-zony-lecha-walesy-u-nas-pelna-wersja

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

TVN,POlsat-Jesteście na usługach szwabów!!! Jesteście Volksdeutschami!!!

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2011

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, Polityka - video | Leave a Comment »

Marek Nowakowski o Polsce

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2011

Ważna rozmowa o Polsce i Polakach. Marek Nowakowski- Joanna Lichocka. 

Film warto udostępnić znajomym.

Posted in Polityka - video, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Rakotwórcza słodycz – Aspartam zabija

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2011

Ze wszystkich dostępnych na rynku, Aspartam jest najbardziej niebezpieczną substancją dodawaną do żywności. Aspartam jest nazwą techniczną nazw handlowych: NutraSweet, Equal, Spoonful, and Equal-Measure. Na produktach spożywczych oznaczany jest kodem E951. 

ASPARTAM  (E951) MOŻNA ZNALEŹĆ W:

błyskawicznych daniach śniadaniowych
miętowych odświeżaczach oddechu
płatkach
gumie do żucia bez cukru
rozpuszczalnym kakao
napojach kawowych
mrożonych deserach
galaretkach
napojach owocowych
środkach przeczyszczających
multiwitaminach
napojach mlecznych
lekach
drinkach
słodzikach
napojach z herbatą
rozpuszczalnej kawie i herbacie
polewach
jogurcie

Jak znasz jakiś produkt z zawartością aspartamu, to wpisz go na listę na forum: http://www.stopcodex.pl/forum/viewtopic.php?f=11&t=69&sid=f585d4565c75c76fa93598224ef899e0

lub prześlij informację na biuletyn@stopcodex.pl

Odśwież sobie wiadomości…
Czym jest aspartam i jak groźny jest dla naszego organizmu –

zobacz artykuł:

ASPARTAM – SZCZURY OD TEGO ZDECHŁY, A MY TO JEMY I PIJEMY!

Nutrasweet lub Aspartam

Posted in Zdrowie jest najważniejsze | 5 Komentarzy »

Od nieprzebaczenia do przebaczenia

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2011

Rekolekcje o. Stanisława Morgalli SJ

 

(fot. Isidr☼ Cea/flickr.com)

Istotą definicji przebaczenia jest emocjonalna zamiana gorących lub zimnych emocji negatywnych na emocje pozytywne. Chodzi o przejście od nienawiści do miłości, od resentymentu do współczucia, od lęku do empatii.

Kto uchwyci ten mechanizm, ten już może wyjeżdżać z sesji, bo zrozumiał sedno całej sprawy. Oczywiście problem najważniejszy brzmi: jak tego dokonać i temu poświęcimy cały dzisiejszy dzień. Ja jednak najpierw chciałbym zatrzymać się na tej różnicy, która ma takie fundamentalne znaczenie dla naszych rozważań. To jest tylko pozornie rzecz banalna, w istocie chodzi o swoisty przewrót kopernikański. A sposobem, który użyjemy do zaobserwowania tej różnicy będzie ignacjański rachunek sumienia.

Część 1.

http://www.deon.pl/szablony/deon/flash/niftyplayer-long.swf?file=/download/gfx/deon/pl/defaultaktualnosci/405/3/1/05_konferencja_02_01.mp3&as=0

Część 2.

http://www.deon.pl/szablony/deon/flash/niftyplayer-long.swf?file=/download/gfx/deon/pl/defaultaktualnosci/405/3/1/06_konferencja_02_02.mp3&as=0

Część 3.

http://www.deon.pl/szablony/deon/flash/niftyplayer-long.swf?file=/download/gfx/deon/pl/defaultaktualnosci/405/3/1/07_konferencja_02_03.mp3&as=0

Stanisław Morgalla SJ: Psycholog, kierownik duchowy, wykładowca Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2002-2008 dyrektor Szkoly Formatorow przy WSFP Ignatianum w Krakowie. Ostatnio opublikował: Dojrzałość osobowościowa i religijna (2006); Miłość do kwadratu. Poradnik dla nieprzystosowanych (2009);Duchowość daru z siebie (2010).

http://www.deon.pl/religia/rekolekcje/adwent-2011/bulka-z-maslem-czy-zakalec/art,3,od-nieprzebaczenia-do-przebaczenia.html

Posted in Religia | Leave a Comment »

Wiara czasem boli

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2011

Dariusz Piórkowski SJ

 

(fot. Jennuine Captures/flickr.com)

 „Gdy wszedł do domu, dwaj niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: „Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: „Tak, Panie”. (Mt 9, 28).

To pytanie Jezusa pojawia się we wszystkich Ewangeliach tylko jeden raz. Świetne działanie dydaktyczne, które ma wydobyć na jaw i uwypuklić wiarę niewidomych. Chrystus chce w ten sposób podkreślić jej nadrzędność w relacji do Boga. Na tym tle uzdrowienie dwóch chorych ze ślepoty wydaje się, wbrew pozorom, drugoplanowym wydarzeniem. No dobrze, ale czym wobec tego jest ta wiara. Jak ją opisać?
W świetle tej ewangelicznej sceny wiara to długi i wieloetapowy proces, podobnie zresztą jak i uzdrowienie. Tak naprawdę przywrócenie zdolności widzenia dwóm niewidomym zaczęło się dużo wcześniej, i to za pośrednictwem słuchania. Zanim spotkali się z Jezusem twarzą w twarz, doświadczyli Jego obecności w inny sposób.
W perykopie poprzedzającej tę scenę, Ewangelista zaznacza, że „wieść o tym (chodzi o wskrzeszenie córki Jaira) rozeszła się po całej okolicy” (Mt 9, 26). Niewidomi nie potrafili czytać, ale docierały do nich proroctwa o nadejściu królestwa mesjańskiego, wedle których „oczy niewidomych, wolne od mroku i od ciemności, będą widzieć” (Iz 29, 18). Kiedy więc w ich uszach zabrzmiała nowina o Chrystusie, który ogłasza obecność królestwa Bożego i leczy, doszli do wniosku, że to musi być „Syn Dawida”, czyli zapowiadany Mesjasz. Dlatego wołają do Niego, używając tego tytułu. Ciekawe, że chociaż nie widzą, rozpoznają w Chrystusie to, co najistotniejsze: kim On rzeczywiście jest, czego z kolei nie dostrzega wielu widzących. Dwaj ślepcy nie widzieli żadnego cudu, tylko o nich słyszeli. Ich wiara rodziła się na podstawie słów i świadectwa innych. Musieli więc zaufać, że ludzie opowiadają prawdziwe historie. W ten sposób w niewidomych zapaliło się wewnętrzne światło. Nie pierwszy raz Ewangelista próbuje przekonać czytelników, że widzenie nie jest decydujące w wierze.
Ale to nie koniec. Wiara skłania niewidomych do działania. Najpierw wyraża się w decyzji przyjścia do Zbawiciela, następnie w wołaniu o miłosierdzie, w nieustępliwości, w końcu na przekonaniu, że Chrystus nie odprawi ich z kwitkiem. Niewidomi musieli również opuścić miejsce swojego pobytu, wyruszyć w drogę, niemalże natrętnie deptać Jezusowi po piętach. Ich słowne wyznanie wiary to końcowy etap przebytej drogi.
A dzisiaj? Co z nami? Czy możemy zwracać się do Jezusa z naszymi biedami? Czy powinniśmy liczyć na uzdrowienie, także to fizyczne? Czy jeśli latami prosimy w jakiejś sprawie i „nic” się nie zmienia, to znaczy, że nasza wiara jest słaba albo Bóg nie chce nam pomóc?
Zauważmy, że odzyskanie wzroku przez dwóch niewidomych okazało się jedynie dodatkowym potwierdzeniem i odsłonięciem ich wiary. Do Lourdes przybywają setki tysięcy chorych, aby oddać swoje cierpienie Bogu. Ale tylko nieliczni zostają uzdrowieni fizycznie. Można w tym widzieć arbitralność i kapryśność Boga, który jednemu daje łaskę, a innemu nie. Z trudem przebija się do naszej świadomości fakt, że w wierze nie chodzi najpierw o to, aby uzyskać coś dla siebie. Często postrzegamy ją niezwykle pragmatycznie. Wiara musi się opłacać i „coś” dawać. Inaczej jest bezsensowna. Życie człowieka wierzącego powinno różnić się do niewierzącego, myślimy sobie po cichu.
Jednak wiara to nade wszystko jedyny możliwy na tej ziemi sposób nawiązania kontaktu z Bogiem. Może, paradoksalnie, nasze słabości, choroby i ciemności są tylko dodatkowym bodźcem po temu, by odwrócić uwagę od siebie i zauważyć Boga. Dopiero wtedy zaczynamy zdrowieć na duszy i na ciele.

Posted in Religia | Leave a Comment »

W.Sumliński w Gdańsku-Promocja książki:”Z mocy bezprawia. Thriller, który napisało życie”cz.I

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2011

Dawno nic tak mną nie wstrząsnęło jak ta opowieść. Historia opowiedziana spokojnie, beznamiętnie, precyzyjnie.

I ogromna samotność tego człowieka.Bo jak może się czuć ktoś, kogo od ponad trzech lat ściga „z mocy bezprawia” jego własne państwo. Cały, ogromny aparat bezprawia nakierowany jest na zniszczenie jednego, kruchego człowieka.Nie ma tygodnia, aby nie zeznawał w sądzie, czy prokuraturze. Jest cały czas inwigilowany, bo a nuż powie coś, czego nie będzie w stanie udowodnić. ” Opowiadał o księdzu Jerzym. Że nie złamały go przesłuchania w Pałacu Mostowskich. Ale ilekroć wracał z dywanika prymasa Glempa, płakał i pytał Pana, dlaczego mu to robi.Opowiadał też o drugiej stronie naszego świata, który robi się coraz bardziej czarno-biały.
O zdrajcach: ks.Przekazińskim, ks.Czajkowskim, ks.Więckowiaku i o tych wszystkich, którzy nawet po męczeńskiej smierci księdza Jerzego dalej robili swoje wysługując się bezpiece. O naszym episkopacie, który liczy 133 biskupów i kardynałów. Tylko dziewięciu z nich przystąpiło do Krucjaty Różańcowej za Polskę.O kardynale Nyczu, który zwraca się do p.rezydenta per Bronek. W takiej są przyjacielskiej komitywie.I to jest nasz prymas! Człowiek, który walczył z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Opowiadał, że aby wysadzić ze stanowiska premiera Millera wystarczyła informacja o znajomości z Ałganowem. Natomiast Komorowski otwarcie przyznał podczas przesłuchania, że podejrzewał, iż człowiek, który zaoferował mu usługę w postaci wykradzenia aneksu do raportu WSI, jest rosyjskim szpiegiem. Rok później został prezydentem! /rezydentem/!!!

Posted in Historia, POLECAM | Leave a Comment »

Katyń: Prezydent oddał Rosji ciała naszych oficerów.

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2011

Hańba i Trybunał Stanu: Prezydent RP oddał Rosji prawa do ciał polskich oficerów zamordowanych w Katyniu.Podczas rozmowy Nowego Ekranu z Panią Witomiłą Wołk-Jezierską, córką polskiego oficera zamordowanego w Katyniu, starającą się od 20 lat o sprowadzenie ciała ojca do Polski i walczącą z Rosją przed Trybunałem w Strasburgu wyszły na jaw przerażające fakty. Według Pani Witomiły w 1998 r. Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski podpisał z Rosją tajne porozumienie, w którym Polska zgodziła się, by ciała zamordowanych oficerów pozostały na zawsze w pobudowanych przez Rosję tzw. Memoriałach. Rzecz jest tym bardziej haniebna, że owe „Memoriały” noszą oficjalną rosyjską nazwę: Pomniki pamięci zwycięstwa nad Polakami.Podpisujący tajną umowę z Rosją o tym wiedzieli. Zostaliśmy upokorzeni, a pamięć naszych Bohaterów opluta przez Głowę własnego Państwa.To pod tymi „Pomnikami pamięci zwycięstwa nad Polakami” rodziny ofiar, nasi rodacy oraz najwyższe władze Państwa Polskiego składają kwiaty i oddają hołd. Porozumienie było tak tajne, że fakt jego istnienia został ujawniony dopiero jak powolali się na nie Rosjanie. Polskie władze odmówiły Witomile Wołk-Jezierskiej i innym osobom procesującym się z Rosją w Strasburgu udostępnienia treści tego dokumentu.

Podczas prawie pięćdziesięciominutowej rozmowy przeprowadzonej przez dziennikarzy Nowego Ekranu, wyszły na jaw jeszcze inne podłości i dziwne działania polskich władz związane z Katyniem. Z opublikowanych kolejnych materiałów Polacy dowiedzą się o pokątnym handlu pamiątkami katyńskimi, zgodzie na bezczeszczenie przez Rosjan zwłok polskich oficerów, skandalu z niepowstałym Muzeum Katyńskim i zaginionych 15 kilogramach złota z mostków wyłamanych przez cmentarne hieny z ekshumowanych czaszek.

Witomiła Wołk-Jezierska jest osobą badającą od lat sprawę katyńską, napisała książki na ten temat, koresponowała z wieloma instytucjami krajowymi i miedzynarodowymi, walczy z Rosją w Strasburgu. Kwestie poruszone przez nią wymagają odpowiedzi i gruntownego wyjaśnienia przez władze polskie.

Pełną rozmowę oraz szereg dokumentów opublikujemy za kilka dni.

Czas by społeczeństwo wymusiło sprowadzenie do Kraju prochów naszych oficerów.

http://tylkownowymekranie.nowyekran.pl/post/42559,katyn-prezydent-oddal-rosji-ciala-naszych-oficerow

Posted in Historia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Wywiad z prof. Zytą Gilowską. Co będzie dalej? „Dotychczas nigdy polityka z rynkami finansowymi nie wygrała”

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2011

Redakcja: czy pani zdaniem prawdziwe są katastroficzne diagnozy co do przyszłości strefy euro? Financial Times napisał ostatnio: zostało dziesięć dni. Rzeczywiście?

Prof. Zyta Gilowska: Oczywiście nie, unie walutowe nie rozpadają  się z dnia na dzień. Ale spiętrzenie kłopotów jest faktem i dlatego równolegle rosną naciski na Europejski Bank Centralny, żeby „coś z tym zrobił”.  Z kolei status EBC jest taki sam jaki był, formalnie bardzo mocny. Warto pamiętać, że Unia Europejska nie ma  długów i w obecnym stanie prawnym mieć ich nie może. Ten medal ma dwie strony – Unia Europejska nie ma też żadnej swojej  „zdolności kredytowej”. Taką zdolność mają państwa członkowskie. To one mają „skarby”, takie jak nasz Skarb Państwa i na poczet tych „skarbów” zaciągają zobowiązania. To w państwach członkowskich strefy euro narosły góry długów, ciągnąc w dół wspólną walutę.

Dlaczego ten czynnik jest dziś tak ważny? Co się zmieniło? Dlaczego zdolności kredytowe państw unii się posypały?

To akurat jest proste – „nie posypały się”, tylko się wyczerpały. Państwa członkowskie zapożyczyły się za bardzo i ponad swoje zdolności kredytowe. Kryzys jest  bardzo brutalnym testem dla państw i dla gospodarek. Zamęt  na rynkach finansowych trwa już ponad trzy lata i było wiadomo, że dotrze do Europy. Dotychczas nigdy polityka z rynkami finansowymi nie wygrała i nie mam pojęcia dlaczego uważano, że teraz będzie inaczej zwłaszcza, że od półtora roku na temat kryzysu w Europie to się wyłącznie gada. Inna sprawa, że w Polsce nawet się nie gadało, bo i po co? Przecież najpierw nie było żadnego kryzysu, potem z tym kryzysem, którego nie było wygraliśmy jako „zielona wyspa”, potem byliśmy w ogóle najlepsi. No a teraz to już wiemy, że dzielni Polacy żadnego kryzysu do siebie nie wpuszczą.  Proszę mi wierzyć, ironizuję bez satysfakcji, ale tak to wygląda.

Problem w tym, że kłopoty mają wszystkie państwa, także te nie żyjące ponad stan. Dlaczego?

Wierzyciele przeanalizowali ryzyka i zażądali większych zysków za pożyczane pieniądze. Nie ma w tym nic dziwnego, ryzyko rośnie, to cena idzie w górę. Niektórzy zaś niektórym dłużnikom nie chcą już nic  pożyczyć, ponieważ nabrali przekonania, że dług oddany nie będzie. Finanse tworzą sieć globalną i raz naruszone zaufanie łatwo przywrócić się nie da. W efekcie wszyscy podnieśli ceny dla wszystkich, przynajmniej w Europie.

Dotyczy to także Niemiec, które miały ostatnio problem ze sprzedażą obligacji?

Akurat do  tego incydentu bym nie przywiązywała większej wagi, bo przecież interes jest w ciągłym ruchu i komuś pożyczać trzeba, kapitał ziemski w kosmosie zastosowania nie ma. Niektórzy się wyzłośliwiali, że Niemcy mają za swoje, bo  niemieckie banki pożyczały państwom południa Europy pieniądze, by te państwa kupowały niemieckie towary. Ale to samo można odnieść do Chin, które finansowały deficyty USA w zamian za plasowanie swojego eksportu na rynku amerykańskim. I jakoś akurat za to Amerykanie się na Chiny nie skarżą. Taka była wieloletnia gra o eksport, w której wygrywały Chiny i Niemcy, w efekcie forsując swój wzrost gospodarczy. W tym czasie USA umacniały swoje dominium, a liczne państwa europejskie żyły na kredytowym dopingu. I  wpadały w uzależnienie.

Kryzys zaczął się w USA, ale teraz najmocniej dotyka Europę. Dlaczego?

Oficjalnie początkiem był upadek Lehman Brothers, wrzesień 2008 r. Nie jest wykluczone, że ten kryzys , który zaczął się w Stanach Zjednoczonych i obiegł świat jak fala tsunami, ponownie uderzy za Atlantykiem.

Przyczyna?

Większość transakcji zabezpieczających różne ryzykowne operacje finansowe było prowadzona przez banki amerykańskie.  Jeśli padną banki europejskie to pociągną za sobą niektóre banki amerykańskie. Ryzyko niektórych bankructw jest więc ryzykiem wywołania swoistej fali uderzeniowej. Tego zaś nikt przytomny nie chce. Stąd biorą się liczne nawoływania typu „śpieszmy się, śpieszmy”. Jak w klasycznej operze, chór śpiewa przez kwadrans a bohater ginie samotnie, w tym  samym czasie.  niestety .

Ten kryzys ma więc wiele warstw, płaszczyzn?

Oczywiście, niektórych nie poznamy nigdy, inne będą przedmiotem sporów jeszcze przez wiele lat. Ale my w Polsce zajęliśmy postawę przedziwną. Zajmujemy się tylko  warstwą wierzchnią. Ostatnio apelujemy do Niemiec, by uratowały Unię Europejską.

To nieważne?

To jest zagadnienie źle postawione!  Unia Europejska jest kreacją potężnej woli politycznej i tylko w taki sposób może być zmieniana.  Taka zaś wola nie może mieć formy apelu  typu „kozacy piszą list do sułtana”, tylko zupełnie innych formuł, wielostronnych procedur, itd., itp.  A teraz zdaje się chodzi tylko o pieniądze, dużo i szybko, jak najszybciej.  To zupełnie inna sprawa!

Dlaczego?

W swoim czasie Amerykanie kupili sobie Luizjanę, potem Alaskę, ale po prostu kupili. Na własność! Nie znam przypadku otrzymania dużej kwoty za obietnicę uległości. To byłoby jednocześnie cyniczne i naiwne. Jakiś absurd. Natomiast z punktu widzenia finansów rzecz byłaby zupełnie niewykonalna, więc nie może chodzić o jakieś fizyczne pieniądze, tylko też o jakąś obietnicę. Dziwna to byłaby transakcja  – obietnica za obietnicę.  Jak w grach komputerowych. Niewiarygodnie dziwaczna  oferta – przecież są jeszcze ludzie, kilkaset milionów obywateli demokratycznych państw członkowskich. Zwracam uwagę, że „demokratyczność” jest kluczowym kryterium przynależności do UE.

Co więc będzie dalej?

Poczekajmy do 8 grudnia br., może coś się wyjaśni. Nasza sytuacja jest dość dobra, nie mamy  powodów do nadzwyczajnych nerwów, nasze kłopoty są rynkom znane lepiej niż możemy przypuszczać. Zresztą, Polska zawsze miała opinie solidnego dłużnika, jesteśmy dynamiczni i honorowi.  Ale skutki kryzysu odczujemy, tego się nie da ukryć. My też uciekaliśmy w dług. Przez ponad trzy lata.

http://wpolityce.pl./wydarzenia/19050-wywiad-z-prof-zyta-gilowska-co-bedzie-dalej-dotychczas-nigdy-polityka-z-rynkami-finansowymi-nie-wygrala

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »