WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 27 listopada, 2011

Refleksje z niezwykłej podróży – Stanisława Bukowicka.

Posted by tadeo w dniu 27 listopada 2011

Na stałe mieszkam w Polsce w Warszawie, w lipcu 2010 r. mogłam razem z moim bratem Andrzejem pojechać do Omska na zaproszenie Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego „Rodzina”. Jesteśmy bardzo wdzięczni za to zaproszenie, a także dziękujemy Piotrowi i Olkowi za ich zaangażowanie; bez nich i bez ich bezinteresownej pomocy ten wyjazd nie doszedłby do skutku.

Bardzo dużo pomogła nam też Ira. Chcieliśmy zobaczyć te miejsca, gdzie w latach 1950-tych żył i przebywał nasz tata, a także te, w których mógł bywać. Ta daleka podróż była dla nas ważna. Nasz tata wrócił do domu do Polski 14 lutego 1957 roku właśnie z Omska.  To było ostatnie miejsce jego zatrzymania w Rosji od 14 sierpnia 1944 roku.

Życie moich rodziców.

Jożef Zarczuk z  żoną (1944 r.)

 

Gdybym miała krótko opisać jacy byli moi rodzice, to powiedziałabym zwyczajni i jednocześnie nadzwyczajni. Pobrali się 28 maja 1944 roku; mama miała 19 lat a tata 28; znali się krótko, poznali się pod koniec lata poprzedniego roku. Dla taty była to miłość od pierwszego spotkania; często mówiło się o tym, jak tata zobaczył mamę i od razu wiedział, że będzie jego żoną. Natomiast mama, jak niekiedy żartowała, musiała szybko decydować się na małżeństwo z obawy o wywózkę na roboty do Niemiec.

Czy to była prawda, czy zwykłe przekomarzanie się, tego nie wiem. Wiem, że mama miała poczucie humoru, więc mogło to być tylko kokietowanie taty. Tata zawsze zwracał się do mamy w zdrobnieniu Gieniu.

Pomimo trwającej wojny oraz doświadczeń więziennych taty w hitlerowskich obozach koncentracyjnych na Majdanku oraz Flossenbürg i Gross-Rosen (1942-1943), oboje mieli nadzieję na szczęśliwe życie. Tata był mistrzem kowalstwa, ślusarzem i mechanikiem; potrafił zreperować wszystko.

Mama miała ukończony kurs krawiecki. Wynajęli domek na wsi, gdzie urodził się tata i gdzie miał swój warsztat kowalski, około dwunastu kilometrów od Włodawy, miasta powiatowego, skąd pochodziła moja mama.

Mieli budować dom we Włodawie; działkę otrzymali od rodziców mamy, a drewno na budowę domu gromadził tata.Tamtego lata przechodził na tamtych terenach front wojenny, z całą swoją grozą, zamętem, niepewnością i śmiercią. Tuż po ślubie mama zachorowała na tyfus. W sierpniu gdy lato było w pełni, front już nieco się oddalił, mama nabierała sił po przebytej chorobie i uczyła się ponownie chodzić. Wtedy 14 sierpnia aresztowano tatę. Przyjechali łazikiem, powiedzieli by pojechał z nimi zreperować zepsuty nieopodal samochód. Poszedł jak stał. Wrócił z Omska prawie po 13 latach.

Krzyż na porzuconym cmentarzu w Omsku

Pierwszy list mama otrzymała po dziesięciu latach poszukiwań, w 1954 roku. Po powrocie taty w lutym 1957 roku wszystko wyglądało już inaczej. Okazało się, że poza sobą nie mają niczego; jak mawiała mama nawet łyżki nie mieli własnej. Tata otworzył warsztat, oboje ciężko pracowali. Mama dbała o tatę i o właściwą dietę, aby po latach niedożywienia mógł powrócić do pełni sił.

Mój starszy brat i ja urodziliśmy się jeszcze w domu babci, gdzie rodzice mieli pokój i kącik w kuchni. Ale już w 1962 roku mieszkaliśmy we własnym domku, też w jednej izbie, a obok za ścianą była kuźnia i warsztat taty. Pamiętam jak mama uczyła nas z bratem czytania z książeczki „Droga Krzyżowa”, bo rodzice mieli niewiele pieniędzy.

Do szkoły szłam już z nowego dużego domu z czerwonej cegły, z centralnym ogrzewaniem i łazienką. Nasz młodszy brat urodził się w znacznie lepszych warunkach.  Rodzice dużą wagę przywiązywali do wychowania i edukacji. Pamiętam z dzieciństwa wspólne niedzielne wyjście do kościoła i spacery rodzinne za miasto. Rodzice prawie niczego nam nie odmawiali. Wiele zabawek tata robił sam z drewna, mama szyła zabawki ze szmatek i robiła je na szydełku.

Oboje uczyli nas pokładania ufności w Bogu; tata opowiadał jak 15 razy uniknął śmierci i był przekonany, że tylko łasce Boga zawdzięcza swoje ocalenie; mama powiadała, że jak Bóg błogosławi, to z niczego otrzymasz wszystko, a jeśli nie – to przez dziurkę od klucza rozejdzie się cały, nawet wielki dorobek.

Gdy miałam lat kilkanaście, pamiętam jak tata powiedział mi, że o tym jakim jestem człowiekiem świadczy mój stosunek do innych, a nie to jak mnie traktują inni; pamiętaj mówił, perła wdeptana w błoto pozostaje nadal perłą, żaden but tego nie zmieni; a ty sama masz szanować ludzi. Gdy 10 sierpnia 1995 roku tata odchodził pocieszał siedzącą przy jego łóżku mamę. Gieniu nie płacz, mówił spokojnie, dziękuj Bogu i ufaj, przecież wróciłem i moje kości zostaną złożone tutaj; zbudowaliśmy dom i masz gdzie mieszkać; wychowaliśmy i wyuczyliśmy troje dzieci, mamy też wnuki; wszystkie dzieci usamodzielniły się, pomogą  tobie, nie zostajesz sama, nie płacz. Mama była dzielna; odeszła 14 stycznia 2003.

Los jednego sybiraka.

Obóz pracy Angarłagier

Józef Zarczuk został zatrzymany przez NKWD dnia 14 sierpnia 1944 roku w miejscu zamieszkania, we wsi Żuków powiat Włodawa na terytorium Polski. Przetrzymywany trzy miesiące w obozie przejściowym Wiśniew koło Siedlec, następnie został przewieziony do obozu Borowicze.

Wiosną 1945 roku przewieziony do łagru Mołotow na Uralu. Tata opowiadał, że zadano mu jedno pytanie „czy wierzysz w Boga” i on odpowiedział „tak, wierzę”.

A potem od jednego współwięźnia usłyszał „durak, tobie nado było skazac wieru w Stalina i ty bylby swobodny”. Na liście obozowej łagru nr53 st. Szartasz w obwodzie swierdłowskim, datowanej na 5 lipca 1946 roku, nazwisko taty zostało zapisane pod numerem 234.

Z informacji otrzymanych w lipcu 2000 roku z Archiwum w Irkucku wynika, że został aresztowany 11 czerwca 1945 roku oraz osądzony w dniu 20 lipca 1946 roku i skazany (st. 58-6 cz. 2 UK RSFSR) na pięć lat obozu pracy przymusowej w łagrze Ozernoj w obwodzie irkuckim. Za zorganizowanie i udział w ucieczce został w dniu 25.08.1949r. ponownie skazany (st. 58-I4 UK RSFSR) na kolejnych pięć lat obozu pracy przymusowej. Na mocy amnestii został zwolniony z łagru Osobogo w obwodzie irkuckim z dniem 11.12.1953 r. oraz osadzony w Omsku z przymusowym pobytem.

Z opowiadań taty wiemy, że w Omsku przebywał on w kolonii pracy, a dopiero potem po przyjęciu obywatelstwa rosyjskiego mógł mieszkać „na mieście” z obowiązkiem meldowania się na milicji.  Pierwszy list tata zdołał przesłać do mamy w 1954 roku i od tego czasu oboje robili wszystko, aby tata wrócił do Polski; i wrócił do domu 14 lutego 1957 roku.

Poszukiwania.

 W tym domu w Omsku mieszkał Józef Zarczuk

Już w sierpniu 1944 roku, jeszcze bardzo słaba po tyfusie, mama rozpoczęła poszukiwania, rozpytywała, chodziła wszędzie gdzie słyszała, że mogą przetrzymywać tatę. Ze swoją siostrą były pieszo w Białej Podlaskiej, 80 km od Włodawy.

Nikt nic nie wiedział. Jak mówiła mama, najtrudniejsze było dla niej identyfikowanie ciał wyłowionych z rzeki Bug, częściowo już rozłożonych, z rękami związanymi drutem kolczastym. Ciała taty nie było, i było to nadzieją, że żyje.

Mama zamieszkała u swoich rodziców; pracowała we wspólnym gospodarstwie domowym; pomagała siostrom wychowywać dzieci; nie traciła nadziei na powrót męża; tylko one dwie, mama i teściowa wierzyły, że tata żyje i wróci. Babcia modliła się na różańcu, i wszędzie gdzie spotykali się ludzie na modlitwie zawsze prosiła o jedną „zdrowaśkę” o szczęśliwy powrót jej syna.

Mama pisała listy wszędzie gdzie mogła, do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie, do Wydziału Repatriacyjnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie, do Ambasady polskiej w Moskwie, do Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża i Półksiężyca w Moskwie, do Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie.

Żadnej wiążącej odpowiedzi nie otrzymała. Gdy było jej szczególnie ciężko nosiła kwiaty do przydrożnego krzyża. Potem chodziła tam z nami i my także nosiliśmy kwiaty do tego krzyża.

List od taty przyszedł w ostatnim momencie. Bowiem po dziesięciu latach rodzina mamy zaczęła mocno nalegać, aby mama ponownie wyszła za mąż. Mama nie wiedziała co robić, czuła się wzięta w dwa ognie. Wówczas przyszedł ten list.

Nasza wyprawa.

Andrzej Zarczuk i Stanisława Bukowicka (druga od lewej) podczas spotkania w Muzeum  (Omsk, sierpień 2010 r.

Z dzieciństwa pamiętam, że prowadziliśmy z bratem bardzo ożywione rozmowy o naszej ewentualnej wyprawie na Syberię. Nigdy nie odważyliśmy się przewidywać kiedy będzie to możliwym. Chyba to było w początkach latach 70-tych, kiedy rodzice próbowali odnaleźć Lenę, u której tata mieszkał w Omsku po zwolnieniu z łagrów. Napisany wówczas list wrócił. Później poszłam na studia do Warszawy, założyłam rodzinę i zajęłam się zwyczajnym życiem. Wakacje zwykle spędzaliśmy w Polsce, nad morzem albo w górach lub nad jeziorami; jeśli jechaliśmy za granicę to były to Włochy, Austria, czy Anglia, o Rosji nie myśleliśmy.

Sprawa wyjazdu wróciła nieoczekiwanie po tym, gdy w kwietniu 2009 roku Andrzej miał przyjemność gościć u siebie w domu Piotra, który przyjechał z grupą Polaków z Rosji w ramach programu „Pascha”. Długa rozmowa z Piotrem w tamtą Niedzielę Wielkanocną przywołała nie tylko wspomnienia, ale i wzbudziła żywe zainteresowanie i potrzebę zobaczenia tych miejsc, gdzie przebywał nasz tata, spotkania Polaków tam żyjących.

Andrzej pamiętał z opowiadań taty o ciepłych źródłach występujących na terenie łagru oraz mokradłach wokół obozu i wysokim brzegu rzeki Irtysz. To pomogło w identyfikacji miejsc, w których przebywał nasz tata. Obecnie na miejscu łagru Aczir jest zespół cerkiewny. Mogliśmy tam być. Nam dzieciom Sybiraka dane było rozłożenie biwaku na wysokim brzegu rzeki Irtysz oraz spokojny odpoczynek w upalny dzień, w miejscu gdzie 54 lata wcześniej musiał pracować nasz tata. Tuż obok miejsca naszego biwaku kiedyś była kuźnia! Widać to na planie sytuacyjnym obozu odtworzonym przez uczniów szkoły w Rechnoy.

Chciałam nasycić oczy tym krajobrazem, podziwiałam tą ogromną rozległą dolinę rzeki i samą rzekę, która znacznie przewyższa swymi rozmiarami naszą Wisłę. Tutaj człowiek czuje się taki mały, tak mocno odczuwa swoje zdanie się na Opatrzność. A jednocześnie jest tu tak pięknie, pięknem wymagającym. Zrozumiałam dlaczego nasz tata tak ufał Bogu, całkowicie i we wszystkim. Zdawałam sobie sprawę, że moje spoglądanie jest zupełnie inne, z całkowicie odmiennej perspektywy; ja wiedziałam, że przyjechaliśmy tylko na trochę i za chwilę wrócimy do domu w Polsce; byłam z bratem i z przyjaciółmi. Tata był sam; o swojej rodzinie, o powrocie do Polski, mógł tylko myśleć, i to w kategoriach życzenia, które go pragnie się bardzo, ale nie od nas zależy jego spełnienie.

I wtedy poczułam ogromną wdzięczność to tych wszystkich ludzi, których nie znam, i chyba niestety nie poznam nawet ich imion, którzy pomagali naszemu tacie. Ten krótki pobyt na Syberii Zachodniej utwierdził mnie w przekonaniu, że tam nie można przetrwać w pojedynkę, tam człowiek naprawdę potrzebuje drugiego człowieka, ponieważ natura stawia tam ogromne wymagania. Sybiracy to twardzi ludzie o bardzo ludzkich sercach.

 Podziękowania.

Zostaliśmy przyjęci w Omsku niezmiernie ciepło i podniośle. Mogliśmy uczestniczyć w uroczystości otwarcia polskiej klasy, na którą przyjechali Polacy z dalekich zakątków Syberii całego obwodu omskiego. Mieliśmy sposobność odwiedzić także okolice, byliśmy w miastach Tara i Okuniowo. Spotkaliśmy wielu Polaków, mogliśmy z nimi porozmawiać, pośpiewać, wspólnie biesiadować. Oczywiście mogę się tylko domyślać co mógłby powiedzieć w tej sytuacji nasz tata.  Niemniej jestem przekonana, że chciałby podziękować za wsparcie i pomoc udzieloną jemu, a także nam podczas naszego pobytu w Omsku. Dziękuję serdecznie. Bardzo doceniam ten szczęśliwy zbieg okoliczności powalający nam dotknąć przeszłości własnej rodziny. To bardzo ważne dla mnie, dla nas.

Stanisława Bukowicka przy pomniku represjonowanym w centrum Omska.

Stanisława Bukowicka.

Posted in Polacy na Syberii, Reportaż, Wspomnienia | Leave a Comment »

„Posłowie myślą, że 100 zł na benzynę dziennie to mało”

Posted by tadeo w dniu 27 listopada 2011

W sejmie powinna powstać komisja szczegółowo badająca wydatki posłów ponoszone na prowadzenie biur poselskich – powiedział Patryk Jaki, rzecznik klubu parlamentarnego Solidarna Polska. 

– Posłów trzeba rozliczać bardzo twardo. To są pieniądze publiczne i z każdej złotówki powinni się rozliczać. W sejmie powinna powstać komisja, która będzie szczegółowo badała wydatki każdego posła. Nie może być tak, że – gdy wiele osób traci pracę i trudno im związać koniec z końcem – posłom wydaje się, że mają za mało na benzynę – powiedział Jaki.

Poseł zorganizował briefing po prasowych wypowiedziach części opolskich parlamentarzystów, którzy uważają, że obecne limity na paliwo do samochodów są niewystarczające.

– Parlamentarzysta może miesięcznie przeznaczyć na benzynę 3 tys. zł. To wychodzi ok. 100 zł dziennie. A nasi parlamentarzyści uważają, że to za mało. Ja uważam, że niektórym posłom – siedzącym w sejmie już kilka kadencji – od jedzenia kawioru w sejmowej restauracji poprzewracało się w głowach – argumentował rzecznik klubu Solidarna Polska.

Jaki zadeklarował, że aby udowodnić, iż żadna podwyżka nie jest potrzebna, przez rok nie weźmie ani złotówki z puli przeznaczonej na benzynę. – Pokażę, że również mogę dojeżdżać do Warszawy, mogę wypełniać mandat posła i inne zadania, które wyznacza mi ustawa – oświadczył.

Zapowiedział, że w tym miesiącu tysiąc złotych z tej puli przeznaczy na zorganizowanie patriotycznej Wigilii dla ludzi z całego województwa, i liczy, że jego postawa wpłynie na zmianę zdania innych posłów, którzy „nie będą żądali w czasach kryzysu większych pieniędzy na benzynę”.

Pytany, czy zamierza składać jakiś formalny wniosek w tej sprawie odpowiedział, że jeśli pojawi się jakaś inicjatywa dotycząca podwyższenia ryczałtu na paliwo, to będzie „twardo interweniował”, ale ma nadzieję, że jego niedzielna „interwencja prewencyjna” odniesie skutek. Zaznaczył, że jego stanowisko podziela wielu innych posłów Solidarnej Polski.

http://wiadomosci.wp.pl/title,Poslowie-mysla-ze-100-zl-na-benzyne-dziennie-to-malo,wid,14025535,wiadomosc.html?ticaid=1d757

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Epoka Lodowcowa – Mamucia Gwiazdka 2011

Posted by tadeo w dniu 27 listopada 2011

Posted in Filmy i slajdy | Leave a Comment »

Czempiński – rząd 1:1

Posted by tadeo w dniu 27 listopada 2011

Czy aresztując tę piątkę rządzący zakładali, że wyjdą od razu na wolność?Czy aresztując tę piątkę rządzący zakładali, że wyjdą od razu na wolność? Czy zadziałały wpływy aresztowanych? W drugim wypadku będzie ciąg dalszy wojny mafii.
W pierwszym wypadku znaczy to, że jest to jedynie poważne ostrzeżenie, próba zastraszenia wewnętrz-systemowej opozycji. Albo się uspokoicie, żadnych zbyt szczerych wypowiedzi na temat początków PO (wtedy śledztwo ruszyło z kopyta), liczników długu itp, albo będziecie prosić o azyl w Londynie jak Bieriezowski.
Druga możliwość, to szykują się duże prywatyzacje i obecnie trzymająca władzę grupa nie życzy sobie konkurencji w obsłudze tego tematu. Tuchajbej razazlyłsa o swój jasyr.
Gudzowaty twierdzi, że istnieje niewielka grupa („Loża minus pięć”- od piątego kręgu piekieł), zajmująca się prywatyzacjami w Polsce. Działa na zlecenie globalnych organizacji, które „wymyśliły program na tanie przejęcie majątku w Europie Wschodniej. To już widać: wykupione Węgry, Polska…” Ta grupa jest obsługiwana także przez pracowników służb specjalnych, którzy robią wszystko – moim zdaniem – żeby nie ujawnić prawdy.” Podobne zdanie mają na ten temat też niektórzy profesorowie, poważni politycy.
Generał służył więc za kelnera w knajpie „Victoria”, takiego jak za czasów komuny. Co wie jak dopisać do rachunku i przywalić jak trzeba. Swoją drogą, jak w u Gogola można o nim powiedzieć „jedyny w miasteczku porządny człowiek to prokurator, a i ten,prawdę mówiąc, też świnia”. Bo i z amerykanami trzyma, prawicę czasem poprze i w miarę szczery. Coś jak Chodorkowski w Rosji.
Podobnie u nas, jak tam, problemy mają głównie ci „biznesmeni” którzy politycznie lezą rządzącym w szkodę. Bo generalnie i tu, i tam przekręty mają immunitet, nie mniejszy niż dyplomaci.
Nasz kieszonkowy Putinek stara się naśladować swojego idola. Próbuje wziąć za pysk opozycję wewnątrzsystemową. Aresztowania pośrednio uderzyły nawet w Barcelowicza i jego licznik. Tyle że jak widać Tusk jest na nich za krótki lub chciał dać poważne ostrzeżenie, unikając wojny.
Choć prywatyzacje dotyczyły największych przedsiębiorstw, skala przepływów wskazuje, że Czempiński był jednym z obsługujących transakcje a nie głównym graczem. Te niewielkie sumy sumy. Gdy Sawicka za pośrednictwo w zakupie działki z marnym burmistrzem małego, choć turystycznego miasteczka paręset tysięcy. A mamy przecież duże miasta, mamy szczebel premiera, prezydenta, rządowy a nie ledwie poselsko – drobnosamorządowy. Tu chodzą setki tysięcy – miliony. Tam setki milionów – miliardy. Tu się robi interesy z burmistrzem Helu. Tam z Putinem czy z Sorosem.
Co to za „globalne organizacje”, o których mówi miliarder Gudzowaty, można by spytać. Mafie, bangsterzy, międzynarodowy kapitał, silne państwa mające swoje interesy na całym świecie i dbające o nie? Pewnie mieszanka tego wszystkiego. W dzikich krajach, nawet porządnie zachowujące się w krajach cywilizowanych koncerny, przyjmują takie reguły gry jakie są na miejscu. Nawet mają w tym swój wkład, bo ich kierownictwa rozliczane są z zysków a nie poziomu uczciwości. Grzechem w ich systemie wartości jest nie kupić czegoś za ułamek wartości + łapówka 10% czy więcej. ( Lato coś o tym co po ile chodzi ostatnio wspominał. Swoją drogą ciekawe jaki jest cennik na autostradach?)
Tym bardziej że to właściwie jedyny sposób żeby tu cokolwiek kupić. Aukcje służą, czy służyły, bo cicho o nich, do opychania drobnicy, towaru którego nikt nie chce.
Prywatyzacyjny geszeft na przedsiębiorstwach powoli się kończy. Zostały do spylenia resztki sreber rodowych, zbywalne chyba jedynie w warunkach całkowitego kryzysu, bo społeczeństwo się zaczyna rzucać w tym temacie. Teraz czas na dorżnięcie reszty majątku narodowego.
Zadłużenie podprowadzono do poziomu, na którym kraj może zbankrutować. Wtedy hulaj dusza piekła nie ma. Pójdą pod młotek bogactwa mineralne, lotniska, autostrady, ziemia. W cholerę wszystko co zostało. Z komornikiem się nie dyskutuje.

A puki co trwa
Karnawał w Victorii
W knajpie „Victoria”
Dziś euforia:
Gra mandolina i waltornia,
Na bal się pcha za falą fala
Już pełna sala,
Gdzie gala trwa.
Tłoczą się pary
Na kuluary;
Odświętne kiecki, marynary,
Krążą kelnerzy i kelnerki –
Każdy se w nerki
Kropelkę da.
Gołda – nie woda –
Pogody doda.
Ten z tym się stuknie, piątkę poda,
Wre na parkietach i dywanach –
By trwać do rana –
Wymiana zdań!
Lech zapowiada
Jak zgnoi gada,
Co ciągle świnię mu podkłada –
Aż się od słów tych męskiej siły
Liczka spłoniły
U miłych pań!
Waldi „Gaduła”
Smętnie się tuła,
Bo wiara mu fasadę skuła –
Wykluwa się z kielichem klecha
– Masz Waldek pecha –
Pociecha fest!
A Tadzio „Piorun”
– Człowiek honoru –
Trzyma się z dala od kiziorów;
Tadzio myślówę ma, jak brzytew
I w świecie przy tem
Obytem jest.
Więc „Słodki Olo”
Wysila polot:
Czy mieszać harę z kokakolą?
Znaczy – czy szukać sztamy z Tadziem,
Czy w starym składzie
W napadzie grać?
Kudłaty Józek
Git ciągnie wózek:
W niejeden zakręt trafił z luzem,
Jak zagra z Lechem w lewe karty
To na bok żarty –
Uparta brać!
Ten już przypruty,
Tamten opluty,
Temu się przepalają druty –
Ów pyta damę głosem grząskim
„Czy masz podwiązki?”
– Niewąski bal!
A Miecio „Żużel”
Pieczenie w rurze
Gasi, jak strażak na dyżurze –
Niewdzięczna jego rola krecia:
Kto wkurzył Miecia –
Odleciał w dal.
Jedni pękają,
A drudzy zgrają
Na los stawiają to, co mają –
Liczy się tylko dola własna
I przyszłość jasna –
Stać nas na gest!
W knajpie „Victoria”
Trwa euforia –
Oto wykuwa się historia!
Każdy w niej robi za figurę –
Kto zna kulturę
Ten górą jest!
Jacek Kaczmarski
23.2.1995
http://romanzaleski.nowyekran.pl/post/41900,czempinski-rzad-1-1

Przeczytaj także:

Anita Gargas: Czempiński to „Bond mniemany”. „Czy te linki doprowadzą nas na szczyty władzy?”

Posted in Afery i przekręty, Polityka i aktualności | 1 Comment »

Anita Gargas: Czempiński to „Bond mniemany”. „Czy te linki doprowadzą nas na szczyty władzy?”

Posted by tadeo w dniu 27 listopada 2011

Nasz wywiad, red. Anita Gargas: Czempiński to „Bond mniemany”. „Czy te linki doprowadzą nas na szczyty władzy?”

Fot. Andrzej Hrechorowicz

wPolityce.pl: Kim jest Gromosław Czempiński? Czy rzeczywiście, jak to nadal opisuje nasza prasa, takim Jamesem Bondem, podziwianym przez Amerykanów?

ANITA GARGAS, dziennikarka śledcza, publicystka „Gazety Polskiej”, autorka słynnego filmu dokumentalnego „10.04.10” o katastrofie smoleńskiej: Raczej „Bondem mniemanym”, jak go określił dr Sławomir Cenckiewicz. Opinia profesjonalisty jest mu przypisywana w związku z nie do końca określoną rolą, jaką pełnił przy ewakuacji z Iraku paru agentów CIA. Wcześniej, jak wynika z akt bezpieki ujawnionych przez dr. Cenckiewicza, Czempiński był raczej słabym funkcjonariuszem wywiadu PRL, przeciętnie radził sobie w pracy wywiadowczej. Składał raporty na Polonię, na przyszłego papieża Karola Wojtyłę. Praca w służbach przyniosła mu jednak kontakty, które procentowały w biznesie.

W latach 80. miał prowadzić tajnego współpracownika wywiadu Andrzeja Olechowskiego, który nosił pseudonim „Must”. Co charakterystyczne obaj panowie działali potem w polityce. Olechowski współtworzył jako jeden z tenorów Platformę Obywatelską, a Czempiński był jedną z szarych eminencji w okresie powstawania tego bytu.

Sam się tym chwali.

Właśnie. Zwracam uwagę, że można znaleźć także informację, iż Czempiński osobiście zachęcał byłych funkcjonariuszy służb specjalnych PRL do wspierania tej tworzącej się na początku stulecia formacji. Wśród nich był m.in. Wojciech Czerniak, naczelnik w wywiadzie PRL, który wymieniany był w kontekście afer związanych z Aleksandrem Żaglem i Andrzejem Kuną.

Jaka była rola Czempińskiego w III RP?

Ogromna. Jest jednym z ważniejszych elementów niezwykle szkodliwego dla państwa mechanizmu. Polega on na tym, że każdy, kto miał do załatwienia większy interes na styku państwo-kapitał prywatny,  musiał korzystać z usług zaprzyjaźnionego, dobrze opłacanego wysokiego rangą funkcjonariusza służb specjalnych. Ludzie specsłużb mieli zapewniać powodzenie transakcji, wchodzili w biznesy, które dotykały bezpieczeństwa państwa. Ten mechanizm działa praktycznie od końca lat 80. Wielu wysokich funkcjonariuszy funkcjonowało w ten sposób, od Mariana Zacharskiego po właśnie Czempińskiego.

To działa nadal?

Oczywiście, dość dobrze opisane zostało w pracach komisji orlenowskiej. Wyszło  wtedy czarno na białym, że firmy chcące na przykład wziąć udział w prywatyzacjach, także te z Zachodu, płaciły duże sumy wynajmowanym byłym funkcjonariuszom służb specjalnych PRL. Nierzadko, tak jak przy STOEN-ie, państwo traciło kontrolę nad strategicznymi gałęziami gospodarki. Wtedy też pojawiło się nazwisko Czempińskiego, który pomagał – możemy się jedynie domyślać w jaki sposób – Janowi Kulczykowi w procesie zakupu Telekomunikacji Polskiej SA. Doszło na tym tle do konfliktu miedzy panami, bo  Kulczyk miał nie zapłacić Czempińskiemu umówionego miliona dolarów. Do dziś nie wiadomo jaki był charakter tej należności. Czy łapówka czy bardziej elegancko mówiąc, opłata za usługę doradczą.

W ostatniej aferze też jest mowa o milionach. A jednak sąd postanawia zażądać wyłącznie kaucji, nie największej biorąc pod uwagę skalę tych biznesów.

To zaskakujące i niezwykle zasmucające. Ludzi, którym stawia się zarzut korupcji i – o czym nie wolno zapominać – prania brudnych pieniędzy, wypuszcza się za poręczeniem miliona złotych. Zaledwie, biorąc pod uwagę milionowe sumy o jakich mowa w zarzutach oraz groźbę matactwa. Parę lat temu wiceminister zdrowia w rządzie PiS Jarosław Pinkas, któremu zarzucano przyjęcie pióra wartości trzech tysięcy złotych i kilkudziesięciu tysięcy łapówki, został tymczasowo aresztowany, na dodatek przy bardzo słabych dowodach, co pokazuje toczący się proces. Nie porównuję już nawet tej sprawy ze sposobem, w jaki postąpiono ze „Staruchem”, aresztowanym za rzekome wzięcie reklamówki z kapciami i udział w bójce. On siedzi już czwarty miesiąc.

Sprawa Czempińskiego ma kolejne piętra zależności?

Oczywiście, dlatego musimy patrzeć prokuraturze na ręce. Piątka podejrzanych nie działała zapewne sama, musiała mieć przyzwolenie czy wręcz polecenie z góry. Jeden z zatrzymanych – Andrzej P. – doradca ministra w rządach SLD Wiesława Kaczmarka, należał w tamtym okresie do grona kluczowych postaci dla systemu biznesu postkomunistycznego. Gromosław Czempiński miał tu dość ściśle określoną rolę – krycie pewnych operacji od strony służb specjalnych. Natomiast Andrzej P. może wskazać, kto na wyższym szczeblu stał za wieloma dziwnymi prywatyzacjami. Czy te linki doprowadzą nas na szczyty władzy? Jeśli prokuratorom nie zabraknie determinacji i odwagi albo jeśli powstanie komisja śledcza, nie jest to wykluczone.

rozm. wu-a

http://wpolityce.pl./wydarzenia/18823-nasz-wywiad-red-anita-gargas-czempinski-to-bond-mniemany-czy-te-linki-doprowadza-nas-na-szczyty-wladzy

Przeczytaj także:

Czempiński – rząd 1:1

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | 2 Komentarze »

Cebula kontra Majonez

Posted by tadeo w dniu 27 listopada 2011

Musisz to wiedzieć, lecz zapewne nie wiesz.

(Cebula i czosnek od wieków ratowały ludzi przed czarną ospą (dżumą). Kryją w sobie znacznie więcej tajemnic i słyną nie tylko ze swojego wyjątkowego smaku, ale także właściwości leczniczych)

Plik:Onions.jpg

PRZECZYTAJ DO KOŃCA: WAŻNE

Gdy w  1919 roku grypa zabiła 40 milionów ludzi (to jest więcej niż cała ludność Polski), był lekarz, który odwiedzał farmerów, żeby sprawdzić czy i jak może im pomóc w walce z grypą. Wielu fermerów i ich rodzin zaraziło się i wielu zmarło. Pewnego dnia lekarz przybył do jednego z farmerów i był zaskoczony, że każdy tam był zdrowy. Gdy  zapytał, co oni takiego robili, co było inne, żona odpowiedziała, że umieszcza nieobraną cebulę w koszyczku w pokojach jej domu (prawdopodobnie w tamtych czasach były tylko dwa pokoje). Lekarz nie mógł uwierzyć temu i zapytał czy może wziąć jedną cebulę i sprawdzić ją pod mikroskopem. Ona dała mu jedną i gdy ją sprawdził znalazł w niej wirusy grypy. Tak więc oczywistym było dla niego, że to cebula absorbowała zarazki  i w ten sposób cała rodzina była zdrowa.

Pewna fryzjerka z Arizony opowiadała, że kilka lat temu wielu jej pracowników i klientów przychodziło do pracy z grypą. Gdy umieściła ona kilka koszyczków z cebulą w zakładzie, ku jej zdziwieniu, nawet ani jeden z jej pracowników nie chorował. – Musi działać…

Spróbuj i zobacz co się stanie.

My też to zrobiliśmy w  ubiegłym roku i nikt nie miał grypy.

P. S. Wysłałem to do przyjaciela w Oregon, który regularnie wysyła do mnie materiały na temat zdrowia. On opowiedział mi o  bardzo interesującej historii związanej z cebulą: ” …pewnego razu zachorowałam na zapalenie płuc . Przypadkowo znalazłem artykuł, w którym proponują odciąć obydwie końcówki cebuli, wrzucić do pustego słoika umieszczając go na noc obok chorego. Rano cebula będzie czarna od zarazek i  …dokładnie tak się stało…. Cebula była całkowicie zmieniona, a ja zaczęłam czuć się lepiej„.

Kiedy cebula  ściąga choroby robi się czarna i chory szybko zdrowieje. Pamiętamy jednak, że kiedy cebulę stosujemy prewencyjnie,  powinna ona być często zmieniana a w przypadku choroby zawsze,  kiedy zmienia kolor na czarny. W innym artykule czytałem, że cebula i czosnek umieszczone w pokoju uratowało – kilka lat temu – wielu od zarażenia  się  czarną ospą. Tak więc cebula, jak i czosnek mają potężne antybakteryjne i antyseptyczne właściwości

RESZTKI CEBULI SĄ TRUJĄCE

Poniżej przedstawiam inny temat – mało chyba jeszcze znany – związany z cebulą. Wiele razy, gdy mamy problemy z brzuchem, nie wiemy dlaczego. Może cebula jest skutkiem tego problemu?.  Jak wcześniej czytaliśmy, cebula absorbuje zarazki  i jest bardzo ważnym profilaktycznym i leczniczym lekiem.

 

I to właśnie jest powodem, dla którego  nie powinno się jeść cebuli, która przez jakiś czas była przekrojona.

Miałem niegdyś okazję  zwiedzać Mullins Food Products – wytwórcę majonezu. Mullins jest ogromnym zakładem, właścicielami jego są 11 braci. Mój przyjaciel Jeanne, jest prezydentem CEO (Chief Executive Officer -funkcjonalnie odpowiada polskiemu prezesowi zarządu). Rozmawialiśmy o zatruciach pokarmu, i chciałbym podzielić się z tym,  czego nauczyłem się od tego chemika. Człowiek, który dawał nam tur Ed, jeden z braci, ekspert w chemii jest odpowiedzialny za większość patentów. On też wynalazł sos dla firmy McDonald’s.  Podczas zwiedzania ktoś zapytał,  czy mamy martwić się o zatruciem majonezem. Ludzie zawsze martwią się,  że majonez się zepsuje. Odpowiedź Eda (przypominam – eksperta w tym zakładzie od chemii) może cię zaskoczyć.

Ed powiedział, że majonez robiony komercjalnie (sklepowy) jest całkowicie bezpieczny.

Nawet nie musi być w lodówce – nie szkodzi jeśli będzie, lecz nie jest to konieczne. Wytłumaczył, że poziom pH w majonezie jest taki,  że żadna bakteria nie może tam przetrwać.  Każdy, kto zachoruje po zjedzeniu sałatek, zwala winą za to majonez zawarty w sałatce.

Ed powiedział, że gdy ktoś zatruje, pierwsze o co pytają lekarze, to kiedy ostatni raz ofiara zatrucia jadła CEBULĘ i z skąd ta cebula pochodziła  (np.w sałatki) . Ed wytłumaczył, że jeśli to nie jest domowej roboty majonez, który psuje się na powietrzu,  to komercyjny majonez napewno nie jest problemem.

Prawdopodobnie cebula w sałatce, lub ZIEMNIAKI.

Wytłumaczył, że cebula jest jak magnes dla bakterii, szczególnie nie duszona. Nigdy nie powinno się trzymać pokrojonej cebuli …rzekł Ed, nie jest nawet bezpieczna jeśli ją włożysz w zip-lock do lodówki.

Jest zatruta wystarczająco przez to, że została pokrojona lub nawet nadkrojona,  może ona być niebezpieczna dla każdego (patrz też na cebulę,  którą kładziesz na hotdoga, kupując go gdzieś na zewnątrz!)

Ed rzekł – „jeśli weźmiesz napoczętą cebulę i usmażysz ją dobrze,  prawdopodobnie będzie w porządku, lecz jeśli weźmiesz taką cebulę i położysz ją na kanapkę, lub do sałatki – prosisz się o problem. W sałatce jarzynowej, zarówno cebula jak i wilgotne ziemniaki są bardzo atrakcyjne dla wzrostu bakterii o wiele szybciej powodują zatrucia, niż jakikolwiek majonez ze sklepu, który nawet nie ulegnie rozkładowi”.

Również psy niepowinny nigdy jeść cebuli. Ich żołądek nie metabolizuje cebuli.

Pamiętaj proszę, że jest niebezpieczne używać  przekrojoną cebulę i próbować użyć ją następnego dnia.  Stanie się bardzo trująca nawet po jednej nocy, ponieważ zawiera już trujące toksyny bakteryjne,  które mogą spowodować w najlepszym wypadku ból brzucha lub nawet  zatrucie pokarmowe.

PRZEPISY NA SYROP,
KTÓRE UODPARNIAJĄ ORGANIZM:

Syrop z cebuli, czosnku, cytryny i miodu 

Syrop z cebuli, czosnku, cytryny i miodu
Składniki

– 6 główek dużej cebuli
– 2 główki czosnku
– 2 cytryny
– miód

Cebulę i czosnek obrać, pokroić na drobne kawałki. Dodać sok z cytryn, wszystko wymieszać i zalać miodem. Miód powinien przykryć pokrojoną cebulę i czosnek. W krótkim czasie otrzymamy syrop. Należy go zlać w ciemną szklaną butelkę, szczelnie zamknąć i trzymać w chłodnym miejscu. Pić codziennie 1- 2 łyżki stołowe.

Syrop z czosnku, cytryny i miodu

Składniki:

– 2 główki czosnku
– 2 cytryny
– 4 łyżki miodu
– dwie szklanki przegotowanej wody

Zmiażdżyć czosnek, dodać sok z cytryn, miód i przegotowaną wodę. Odstawić przygotowany napój na dwie doby i pić dwa razy dziennie po dwie łyżki.

Posted in Zdrowie jest najważniejsze | 9 Komentarzy »

The Bear Film by Jean Jacques Annaud

Posted by tadeo w dniu 27 listopada 2011

Posted in Filmy i slajdy | Leave a Comment »

Gotowość na przyjście Pana

Posted by tadeo w dniu 27 listopada 2011

Ciekawą rzecz powiedział mi wczoraj pewien himalaista. Pytałem go, co jest najtrudniejsze w przygotowaniach do wyprawy i co zajmuje mu najwięcej czasu. Myślałem, że odpowie: zebranie ekipy, gromadzenie pieniędzy, planowanie trasy, albo coś w tym stylu. A wiesz co mi odpowiedział? Że najtrudniejsze dla niego przed każdą wyprawą jest przygotowanie się na śmierć. Serio. Nie żartował.

Opowiadał mi o swoim pierwszym poważnym wypadku w górach. To nawet nie było w Himalajach, ale w Alpach. Odpadł od ściany i z dosyć dużej wysokości runął w dół. Kiedy połamany leżał zakopany w śniegu zaczęły przychodzić mu do głowy różne dziwne myśli. Nie martwił się tym, czy ktoś go znajdzie, jak wielkie ma obrażenia, czy będzie mógł jeszcze kiedykolwiek wrócić w góry. Był przekonany, że umrze i przyjmował to dosyć spokojnie, ale jedna myśl mąciła ten spokój. (Człowiek w niebezpieczeństwie śmierci zaczyna chyba myśleć w dosyć niespodziewany sposób). Zaczął się martwić tym, co pomyślą sobie jego najbliżsi, kiedy wejdą do jego mieszkania. Zostawił tam taki straszny bałagan – niewyjęte pranie w pralce, nieumyte, obrosłe pleśnią naczynia w zlewie (i nie tylko w zlewie), porozrzucane po całym mieszkaniu części garderoby, koty kurzu w każdym kącie podłogi. Męczyła go tylko ta myśl – ale będzie wstyd jak tam wejdą.

Uratowano go, ale niepokój, który dręczył go tam, w górach, pod śniegiem nie minął. Wręcz przeciwnie, uzmysłowił sobie, że bałagan w mieszkaniu to najmniejszy problem – większy bałagan miał w całym życiu. Niepooddawane długi, niewyznana miłość, niezaofiarowane przebaczenie i nigdy niewypowiedziane prośby o przebaczenie były znacznie gorsze, niż nieumyte naczynia w zlewie. Od czasu tego wypadku zawsze wychodząc w góry przygotowywał się na śmierć – a zatem sprzątał mieszkanie, oddawał długi, spotykał się z przyjaciółmi, wyznawał miłość swoim dziewczynom i takie tam. Nie było w tym żadnej grozy ani tym bardziej patosu. Ot, chodziło wyłącznie o to, aby w chwili śmierci nie musieć się wstydzić.

Kiedy go słuchałem miałem wrażenie, że znam skądś to, o czym opowiadał. A jeśli miałbym dziś wpuścić Chrystusa do mojego domu – czyli do mojego życia, niezapowiedzianie, jak złodzieja. Czy mógłbym to zrobić bez wstydu? Jeśli nawet byłoby w moim domu – życiu bardzo biednie, to czy nie byłoby w nim po prostu wstydliwego brudu?

Adwent jest czasem wspominania pierwszego przyjścia Syna Bożego na ten świat, przyjścia, które było Wcieleniem. Ale Adwent jest jeż czasem przygotowania na drugie przyjście Chrystusa – tym razem już w chwale i z mocą. Może trzeba przed tym przyjściem posprzątać w domu?

Z cyklu „Notatki na Adwent” – Janusz Pyda OP

Posted in Religia | Leave a Comment »