WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 28 czerwca, 2011

Podlaskie – film promocyjny 05-2010

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2011

Film promujący województwo Podlaskie. Udostępniony przez Urząd Marszałkowski w portalu Wrota Podlasia. 

Po raz kolejny film promujący województwo podlaskie zdobył konkursowe laury. Tym razem doceniło go jury warszawskiego FilmAT – Film, Art & Tourism Festiwal.

Film promujący nasz region – „Podlaskie – bogactwo różnorodności” zajął drugie miejsce w kategorii Najlepszy Film Promocyjny, ustępując jedynie spotowi austriackiego miasta Graz. Jury festiwalu przyznało łącznie nagrody w dziesięciu kategoriach.

Film sfinansowany przez Urząd Marszałkowski trwa niespełna pięć minut. Tyle czasu jednak wystarczyło, aby przedstawić nasz region z różnych punktów widzenia.

Na początku pojawiają się przepiękne podlaskie krajobrazy. Puszcza Białowieska, w której prym wiodą żubry, znak rozpoznawczy naszego regiony. Po chwili możemy podziwiać jeziora augustowskie. Z tej sielskiej krainy natury przenosimy się w świat mieszanki kulturowej regionu.

Święta Góra Grabarka, supraski monaster, synagoga w Tykocinie. Podlasie to również kultura tatarska. Islamski półksiężyc i arabskie napisy. Nie zabrakło też elementów kultury Kościoła katolickiego. W filmie przedstawione jest wnętrze białostockiej fary.

Ale Podlasie to nie tylko religia. To również imprezy znane w całej Polsce. Taką jest m.in. Pływanie na Byle Czym w Augustowie, czy Podlaska Oktawa Kultur.

Już w 2010 roku Grand Prix Festiwalu Filmów Promocyjnych Miast i Regionów „Promocity” przypadło dla filmu promującego Podlaskie.

Posted in Moja mała Ojczyzna, Podróże | Leave a Comment »

Prekursor

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2011

Rzecz będzie o jednej z najważniejszych osób w państwie, ale nie – nie chodzi o prezydenta Komorowskiego, ani nawet o Jej Szerokość Pierwszą Damę. Będzie o wicemarszałku Sejmu, panu pośle Platformy Obywatelskiej Stefanie Niesiołowskim vel Myszkiewiczu.

Od dłuższego już czasu komentatorzy polskiej sceny politycznej (przynajmniej niektórzy) oraz blogerzy (większość) analizują woltę paru byłych polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy nagle przestali pałać miłością do Jarosława Kaczyńskiego i jego partii i jednocześnie zaczęli doń żywić głęboką nienawiść, a co najmniej – niechęć.

Wielu obserwatorów tej „nieoczekiwanej zmiany miejsc” nie szczędzi owym politykom ciężkich słów, takich jak „zdrada”, „kompromitacja”, „całkowita utrata wiarygodności” itp. Zresztą wystarczy poczytać komentarze w blogach niektórych „odszczepieńców”, jak np. J.F. Libicki, żeby naocznie przekonać się, co mam na myśli.

Niemal wszyscy bez wyjątku wróżą też byłym politykom PiS koniec kariery, bo któż poprze polityka znanego ze „zdrady”, zmiany poglądów o 180 stopni, mówiącego dzisiaj to, a jutro coś zupełnie innego?

Otóż mam dobre, krzepiące wieści dla Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Pawła Poncyljusza, Michała Kamińskiego, czy Jana Filipa Libickiego. Przy odrobinie samozaparcia – nie zginiecie! Ba, wręcz przeciwnie, w III RP macie „dobre papiery” na zrobienie wyjątkowej kariery politycznej, na drodze której stał dotychczas straszny Kaczor.

Popatrzmy wspólnie na polityczną biografię pana marszałka Niesiołowskiego.

Dekadę temu, gdy liczył na frukta z ręki braci Kaczyńskich, miał wyjątkowo niskie mniemanie o Platformie Obywatelskiej i dzielił się swoją opinią chętnie, na łamach „Życia”, a nawet „Gazety Wyborczej”. Oto przykłady:

Uważam, że PO to twór sztuczny i pełen hipokryzji. Oni nie mają właściwie żadnego programu. Nie wyrażają w żadnej trudnej sprawie zdania. Nie występują pod własnym szyldem, bo to ich zwalnia z potrzeby zajmowania stanowiska w trudnych sprawach. To jest oczywiście gra na bardzo krótką metę. Udają, że nie są partią, a nią są. Udają, że wprowadzają nową jakość, że są tam nowi ludzie. (…) O PiS nie chcę mówić. Tam są moi przyjaciele. (…) Samego PiS nie chcę oceniać, jest tam dużo wspaniałych ludzi.

Wywiad pt. „Naśladujmy Litwę”, Życie 01.08.2001

Półtora miesiąca później, w „Gazecie Wyborczej” (19.09.2001, „Świecące pudełko”):

Platforma jest przede wszystkim wielką mistyfikacją. (…) W istocie jest takim świecącym pudełkiem. Mamy do czynienia z elegancko opakowaną recydywą tymińszczyzny lub nowym wydaniem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, której kilku liderów znakomicie się odnalazło w PO.

Dzisiaj mesje Niesiołowski śpiewa na inną melodię, podobnie jak były premier Marcinkiewicz, który jeszcze kilka lat temu określał polityków PO, obecnie swoich partyjnych kolegów mianem „pokemony”. Jak widać zmiana poglądów i zmiana przyjaciół nie powoduje wylądowania na marginesie polityki.

A ponieważ niedawno pan marszałek, pieniący się jak mydło (jak zwykle zresztą), rzucił w programie Moniki Olejnik zdanie: „Istotą Radia Maryja jest kłamstwo i nienawiść, istotą chrześcijaństwa jest prawda”, wypada rzec jeszcze parę słów prawdy na jego temat, jako że kłamstwo i nienawiść i mnie są obce. A prawda wyzwala.

Otóż prawdą jest, że pan wicemarszałek Stefan Niesiołowki to tchórz i kapuś. Niestety, po aresztowaniu przez SB już pierwszego dnia zakapował swoją własną narzeczoną, panią Elżbietę Nagrodzką… Zresztą oddajmy jej głos:

Prawda znajduje potwierdzenie w dokumentach IPN,że zostaliśmy aresztowani 20 czerwca 1970 roku.I pierwszego dnia śledztwa, od pierwszego przesłuchania, Stefan Niesiołowski zaczął zeznawać. A ponieważ należał do ścisłej grupy przywódczej i miał wiele do powiedzenia, a większość członków RUCHU pozostawała jeszcze na wolności, jego zeznania były dla Służby Bezpieczeństwa niezwykle cenne.

W efekcie następowały kolejne aresztowania. Ja z kolei – wystarczy spojrzeć na dokumenty z IPN – tak jak się umówiliśmy, opowiadałam, że nie ma żadnej grupy RUCH, że nigdy o tym nie słyszałam, że ze Stefan Niesiołowskim i Andrzejem Czumą spotkaliśmy się towarzysko – budząc zresztą wściekłość SB-ków, którzy o wszystkim bieżąco byli informowani przez Niesiołowskiego.

Jakież było moje zdumienie, kiedy po 10 dniach takiej zabawy śledczy pokazali mi zeznania Niesiołowskiego, gdzie obszernie opowiada o przyjaciołach, o mnie, że byłam w grupie, która miała wysadzić w powietrze Muzeum Lenina, za co wtedy (czasy Gomułki) groziło mi – jak poinformował moja matkę prokurator Janusz Michałowski – 13 lat więzienia.

(…)

A potem, manipulując faktami, zaczął budować swój image bohatera RUCHU. Wraz z upływem czasu rosła jego odwaga, powiększały się zasługi dla Ojczyzny, czyny nabierały znamion bohaterstwa. Wzrastał nawet jego status klasowy! Jeszcze w „Wysokim brzegu” czytamy, że urodził się w rodzinie inteligenckiej. Ale już w jednym z numerów miesięcznika „Film’, bodaj z 2002 roku, przed wywiadem na temat dokumentu przyrodniczego widnieje notatka – pochodzi z rodziny arystokratycznej.

To cały Niesiołowski. Zawsze – jak mówią Anglicy – „w za dużych butach”. To polityk w stylu III Rzeczypospolitej, sojusznik Kwaśniewskiego, Milera i Oleksego oraz symbol brutalizacji polskiego życia politycznego.

(Tygodnik „Nasza Polska”, nr 37 (620) z 11.09.2007, s. 14, rozmawiał Jacek Sądej)

Nieprzekonanych odsyłam do protokołów przesłuchań naszego bohatera, które możecie znaleźć TUTAJ – http://slimak.onet.pl/_m/TVN/tvn24/niesiolowski.pdf. Pochodzą z archiwum IPN-u, ale – uwaga! – odsyłam do serwisu onet.pl, o którym chyba żaden „antykaczysta” nie powie, że jest „pisowski”?

Zatem tchórze, kapusie, zdrajcy, kłamcy, szerzący nienawiść – nie lękajcie się! Nie lękajcie się o swoje polityczne kariery! Macie oto przykład pana marszałka!

I pozwólcie, że zakończę cytatem z „Alternatywy 4”, serialu nieśmiertelnego Stanisława Barei: Widzisz synku, tak wygląda kapuś


W trakcie produkcji tej i innych notek nie ucierpiały żadne zwierzęta :)
No animals were harmed during the making of this and other notes :)

http://zezem.salon24.pl/319636,prekursor

Posted in Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

Świadectwa ofiar sekty Świadków Jehowy

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2011

ŚWIADECTWA

Poniżej zamieszczono katalog świadectw osób które czują się poszkodowane przez sektę świadków Jehowy, lub też uwolniły się spod jej wpływów. Będą tu zamieszczane relacje z różnych krajów świata, gdzie działają świadkowie. Na razie jest ich zaledwie kilka, ale co tydzień będziemy dodawać i publikować po trzy świadectwa, tak aby w niedługim czasie powstał obszerny zbiór. Robimy to po to aby zwiększyć liczbę wizyt Państwa na naszej witrynie. Życzymy miłej lektury.

10 dni kontaktu ze Świadkami Jehowy

[…] Członkowie sekty nakręcani przez Towarzystwo Strażnica z Brooklynu nowojorskiego, chociaż przez jedyne 10 dni, ale wywarli znaczący wpływ na moje życie.

Po licznych spotkaniach, w których uczestniczyłem (kiedy to obrzydzano mi naszą wiarę: „prano mózg”), byłem zdruzgotany i rozbity, na krawędzi załamania, nie wiedząc, co mam robić.

Zacząłem mimo wszystko poszukiwać jakiegoś wyjścia. Zaczęło się to dziać wtedy, kiedy moja dziewczyna udała się na częstochowską pielgrzymkę. Kiedy zaś wróciła, usłyszawszy ode mnie o wszystkim, oddała głos swojej koleżance, która dostarczyła mi Pańską książkę [chodzi o książkę, o której będzie mowa dalej]. A było to w sierpniu 1988 roku. Od tamtej pory rozpocząłem częste czytanie Biblii, połączone z jej szczegółowym studiowaniem, rozdział po rozdziale. Pragnę teraz przedstawić szczegółowy opis tego, co rozegrało się w ciągu owych 10 dni.

Był sierpień 1988 roku. Moja dziewczyna, Agnieszka, z którą poznałem się 4 miesiące wcześniej, przygotowywała się do pielgrzymki na Jasną Górę. W dniu, gdy rozpoczynała się pielgrzymka, po pożegnaniu z nią, udałem się do domu. I chociaż nie znaliśmy się długo, to jednak już wtedy zaczęło mi jej brakować. Zazdrościłem jej bliskiego obcowania z Bogiem, z tego też powodu powstała w moim sercu tęsknota za Tym, Który nas kocha i Który pozostał na zawsze w naszych sercach. Tak się złożyło, że następnego dnia, kiedy na przystanku autobusowym oczekiwałem na autobus do pracy, zauważyłem przy pobliskim bloku stojący autokar, na którym widniał przyklejony od środka plakat z napisem: „Kongres Świadków Jehowy – Sprawiedliwość Boża” – zaciekawiło mnie to. Tego samego dnia, przypadkowo na weselu spotkałem mojego kolegę. Tak się złożyło, że nasza rozmowa sprowadziła się do tego, co zobaczyłem na szybie stojącego autokaru. Okazało się, że mój kolega ma z nimi kontakt i uczestniczył w pierwszych 2 dniach kongresu świadków Jehowy na warszawskim stadionie dziesięciolecia. Podczas naszej rozmowy kolega opowiedział mi o „wspaniałej atmosferze”, jaka między nimi panuje, tzn. „uczciwość, miłość, wiara – to atrybuty typowe dla nich” – tak mi tłumaczył. I dodał, że następnego dnia tzn. w niedzielę, odbędzie się ostatni dzień kongresu „Sprawiedliwość Boża”. „Jeśli chcesz – powiedział mi – to można pojechać, z Ostrołęki jadą 3 autokary”. Jak wcześniej napisałem, czułem wielki głód Boga, dlatego chętnie przystałem na jego propozycję, nie wiedząc zupełnie, w co się pakuję. Gdy następnego dnia z rana dotarłem do tej grupy, wsiedliśmy do autokaru i odjechaliśmy do Warszawy.

Dosłownie od razu obsiedli mnie i zaczęli wykładać mi treść swojej nauki, wprowadzając mnie w temat, a przy okazji wmawiając mi, że Kościół Katolicki głosi naukę fałszywą, pełną odstępstwa i grzechu, co jest sprzeczne z treścią Biblii. Przez cały dzień kongresu (kiedy już się tam znalazłem) przenikała mnie „idea” ich społeczności. Przekonywali mnie (w telegraficznym skrócie), że żyjemy w dniach ostatnich, i jeśli ktoś nie przyjmie ich nauki, to zostanie zgładzony przez Jehowę, tak jak cały świat, w którym żyjemy.

Doskonale posługując się wyrwanymi z kontekstu wersetami Ksiąg świętych, przekonywali mnie o prawdziwości swojej nauki. Potrafili perswazyjnie wzbudzić we mnie zainteresowanie swoją nauką, a zwłaszcza czasopismami „Strażnica” i „Przebudźcie się!” Przytaczając mi niechlubne fakty z historii Kościoła Katolickiego, potrafili doskonale obrzydzić mi jego naukę i wspólnotę, jednocześnie siebie ukazując w pięknym świetle, jako nieskalanych grzechem i okrutnie „prześladowanych przez świat” głosicieli najprawdziwszej nauki: dosłownie jako „męczenników za wiarę…”

Po kolejnych spotkaniach (już po kongresie), miałem straszliwie „wyprany” mózg. Byłem rozbity wewnętrznie, na granicy załamania. Strasznie cierpiałem, kiedy już [nie] znajdowałem się pod ich wpływem. Kilkakrotnie myślałem o samobójstwie, a nocami zanosiłem się od płaczu. Później coś mnie tknęło, żeby się modlić: „Boże! Błagam Cię, daj mi Cię poznać takim, jakim jesteś naprawdę”. Doskonale pamiętam, jak obrzydzali mi kult krzyży, „obrazków” [świętych wizerunków], nawiązując do starotestamentowych bałwochwalczych kultów Baala i Molocha, których dopuszczali się Żydzi, odstępujący od prawdziwej wiary w Jahwe. Prawdy wiary, o jakich mi mówili, tzn.: że Jezus nie jest Bogiem; że Trójca Św. w ogóle nie istnieje [a] Duch Święty nie jest Osobą; [że] dusza ludzka umiera wraz z ciałem…, itp. To zaprzeczenie prawdom wiary przyprawiało mnie o zawrót głowy, wprawiając w przerażenie na myśl, że to, w co do tej pory wierzyłem, było po prostu kłamstwem. Jednego razu mój kolega (w czasie spotkania) opowiedział o tym, jak syn pewnego kościelnego, będąc w trudnej sytuacji, a nawet bardzo [trudnej], napuścił sobie do wanny wody i podciął sobie żyły. To, co zauważyłem wtedy, po prostu mnie przeraziło: parsknęli śmiechem, jakby ktoś opowiedział im „mocny” dowcip. Już wtedy zauważyłem [u nich] dwie wielkie sprzeczności. Gdy teraz spojrzę na to wszystko z góry [tzn. z dystansu], to odnoszę wrażenie, że za tymi ludźmi stoi jakaś dziwna, tajemnicza, demoniczna siła, która nimi kieruje.

Strasznie upływały mi te dni, kiedy rozgrywały się te wydarzenia. Wreszcie po 10 dniach oczekiwania, wróciła z pielgrzymki moja dziewczyna, Agnieszka. Gdy opowiedziałem jej o wszystkim, skutek był taki, że była bardzo, bardzo smutna i powiedziała mi, że zaprosi swoją koleżankę, aby ona „otworzyła mi oczy” na ich naukę.

3 dni później, jej koleżanka, Beata, przychodząc na spotkanie ze mną, przyniosła napisaną przez Pana książkę pt. Pismo Święte przeczy nauce świadków Jehowy. Co prawda z oporami, ale przyjąłem tę książkę do przeczytania. I rzecz dziwna, kiedy zacząłem ją czytać widząc naukę Biblii w prawdziwym świetle, poczułem, że zaczynam stawać na nogi i uwalniać się od mylnych przekonań, jakie już się we mnie zakorzeniły.

Po przeczytaniu całej książki, poczułem się naprawdę wolnym człowiekiem, a to, co wydarzyło się, przyczyniło się do tego, że zacząłem studiować Księgi święte Starego i Nowego Testamentu…

Maciek R., Ostrołęka.

„Jestem w jej oczach niewierzącym”

Kto dał świadkom Jehowy moralne prawo do rozbijania rodzin? Co ja mam zrobić, gdy żona moja została świadkiem Jehowy? Przez ostatnie dwa lata wciąż muszę z nią walczyć o to, w jakim duchu mają być wychowywane nasze dzieci. Ze swoich zebrań z „Sali Królestwa” przynosi coraz to nowe twierdzenia, często są to cytaty z Pisma Świętego, które ją ustawiają przeciwko mnie. Ja, wierzący i praktykujący katolik, jestem w jej oczach niewierzącym. Śmie nawet cytować mi Apostoła Pawła: „Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie” (1 Kor 7, 14), tłumacząc mi, że ona nasz związek uświęca i ma prawo do przekazywania swojej wiary. Żaden z moich argumentów nie ma w jej oczach jakiejkolwiek wartości. Żona uważa, że ma jedyną rację, i wszystko, co przeczytała w „Strażnicy”, jest dla niej dogmatem. Moje argumenty zbija cytatem z Pisma Świętego albo tym, czego się nauczyła ze „Strażnicy”, a gdy jedno lub drugie da się obalić, ona i tak wie, że ma rację. Już nie wiem, co robić. Jestem cały obolały i cierpiący. Przecież to wszystko dzieje się w moim małżeństwie i w mojej rodzinie, w moim mieszkaniu. Wywalczyłem sobie prawo do wychowania dzieci w wierze katolickiej, w której przecież wzięliśmy ślub. Ale jest to rozwiązanie siłowe, a żona przecież i tak będzie przemycała dzieciom swoją naukę. Zresztą otwarcie twierdzi, że czeka na ich pełnoletność. Proszę mi wierzyć, że chwilami już nie mam siły i najchętniej wziąłbym rozwód. Przed takim rozwiązaniem powstrzymuje mnie moja wiara, miłość do dzieci i żony – bo przecież nadal ich kocham (ona też deklaruje swoją miłość) – a także obowiązek właściwego wychowania moich dzieci. Jednak bardzo się boję, że nie udźwignę już tego krzyża i że w końcu rzeczywiście się rozwiodę. […]

Efektem tych wszystkich zdarzeń jest nerwica serca i rodząca się obsesja na punkcie świadków Jehowy. […]

Proszę, aby ten list był przestrogą dla całej wspólnoty wierzących w Kościele, i nie tylko w Kościele katolickim. Nie chcę, aby to, co mnie dotknęło, było udziałem innych ludzi. Codziennie przebaczam i staram się przebaczać sprawcom mojej udręki (znam ich osobiście) i uszanować ich w miłości bliźniego, ale nienawiść i żółć też się wylewa, a wtedy wszystko odżywa na nowo.

„Bogiem tatusia jest szatan”

Pragnę podzielić się problemami, które głęboko leżą w moim sercu. Dziękuję za modlitwy w intencji mojej żony – świadka Jehowy. Myślę, że życie przy boku kogoś z organizacji Strażnica, oprócz cierpień, jest też cennym doświadczeniem. Mnie osobiście dało to bardzo dużo. Po pierwsze: sięgnąłem po Biblię zaintrygowany wypowiedziami świadków Jehowy. Po drugie: ogromna chęć udowodnienia im błędów i fałszerstw sprawiła, że sam głęboko zacząłem rozważać teksty święte. Dopiero teraz widzę bogactwo przesłań Jezusowych, sens dogmatów wiary, rzeczywistość sakramentów, mnogość darów Eucharystii. Po trzecie: życie katolika, to nie tylko chodzenie do Kościoła, ale głoszenie i świadczenie, odważne świadczenie o Jezusie wszędzie, gdzie jesteśmy: w sklepie, na ulicy, w pracy. Po czwarte: to świadkowie Jehowy swym ciągłym atakowaniem i poniżaniem Matki Bożej, zmusili mnie do rozmyślań. Skutek jest taki: oddałem się osobiście pod Jej opiekę. Chcę Jej macierzyńskiego ciepła, niech w prośbach swoich wstawia się u Swego Syna, bo któż zna Go lepiej, jak Matka. To Ona cierpiała wspólnie pod krzyżem, to Ona była wierna Jezusowi do końca, to Ona objawiła się w Lourdes, Fatimie, Gietrzwałdzie, a teraz w Medjugorie, to Ona wzywa do modlitwy i pokuty. Teraz wiem, jak byłem biedny bez Niej. Po piąte: od dwóch lat uczestniczę w spotkaniach grupy modlitewnej, prowadzonej przez dwóch wspaniałych księży. Tej radości nie da się po prostu opisać. Jak dobrze jest wspólnie wielbić Boga. Reasumując: odpowiedź na to wszystko może być jedna – Pan Jezus mnie kocha, pragnie, abym stał się żywy w żywym Jego Kościele. Nagina On moją pychę, lenistwo… i sam jeszcze nie wiem co, bym szedł i siał ziarno Jego Ewangelii. Z tego miejsca gorący apel do wszystkich ludzi będących w rozpaczy, a których najbliżsi wstąpili do organizacji Strażnica (czytałem o takich nieszczęściach w „Effacie”). Nie załamujcie rąk, Pan Jezus to wszystko widzi, a skoro pozwala, by świadkowie Jehowy obrażali Go, to znaczy, że chce się nimi posłużyć dla nawrócenia wielu. Hiob też stracił wszystko, co miał na ziemi, a potem to odzyskał z woli Bożej. To prawda, że serce pęka na taki widok, gdy dwie moje córki (4 i 6 lat) mówią: „Bogiem tatusia jest szatan” i chcą chodzić z mamusią na zebrania świadków. Kiedy poszedłem z nimi do kościoła – nie uklękły ze mną i nie przeżegnały się, a po wieczornej modlitwie, młodsza dumnie powiedziała: „Ja i tak do Jehowy się modliłam”. Moja odpowiedź na to wszystko brzmi: „Bądź wola Twoja, Panie!” Ja i tak będę je kochał do końca, jak Chrystus kocha swój Kościół. Stwierdzam, że świadkowie są wielkim nieszczęściem dla całej ludzkości, lecz – poprzez cudowny plan Boży, może dla mnie i dla wielu staną się błogosławieństwem? Chwała Chrystusowi za każde doświadczenie.

Lech S., Olsztyn.

Opętali mego syna i córkę

Chcę, aby tragedia, którą przeżyłam, dotarła do rodziców i ich pociech – ku przestrodze. W życiu przeszłam niejedno, ale zawsze myślałam i wierzę, że Pan Jezus cierpiał bardziej i pocieszałam samą siebie.

1 lipca 1992 r. mój syn Maciej skoczył do wody na głowę. Nieudany skok – paraliż czterech kończyn. Lekarze walczyli o jego życie, ja natomiast szukałam ratunku u Boga i Matki Boskiej. Maciejowi lekarze dawali 2 tygodnie życia. Poświęciłam się całkowicie modlitwie. Przyjmowałam codziennie Komunię Św. Przywieziono mi z Lichenia wodę i opłatek dla chorych. Podzieliłam innych chorych i syna tym opłatkiem, dawałam mu do picia tę wodę i pocierałam mu nią ręce i nogi. Stał się cud – Maciej przeżył. Kryzys minął – powracał do zdrowia. Jednak był załamany psychicznie. Starałam się mu pomóc i przekonać, że wiara czyni cuda, aby uwierzył, że wyzdrowieje. Był dobrym synem i katolikiem, w szpitalu przyjmował Komunię Św. Za jego zdrowie oddałabym swoje życie bez chwili wahania. Przyrzekłam ordynatorowi, że nigdy przy Maćku nie zapłaczę. Tak było, lecz gdy wychodziłam ze szpitala, płakałam na głos. Teraz, gdy to wspominam, zastanawiam się, skąd miałam tyle siły, jak mogłam pogodzić tyle obowiązków. Wiem – jestem przekonana, że to łaska Boga. To On dodawał mi siły, by wytrwać w tym nieszczęściu.

Po roku udałam się do lekarza, który leczył Maćka – był zaskoczony postępami w leczeniu. Zrobiliśmy zdjęcia rentgenowskie – okazało się, że Maciej uzyskał 40% poprawy zdrowia. Lekarz powiedział, że gotów jest uwierzyć w cuda. Według jego wcześniejszych rokowań Maciej miał nadawać się tylko do łóżka ortopedycznego, a jest w stanie jeździć na sportowym wózku inwalidzkim.

Po powrocie do domu, syna zaczęli odwiedzać koledzy – w tym świadek Jehowy, który był niegdyś naszym sąsiadem. Nie podejrzewałam, aby świadkowie Jehowy mogli omotać mego syna. Następną tragedią była śmierć mojego męża: wyszedł do pracy i już nie wrócił. Utonął.

Kolejne załamanie. Zostałam sama z trojgiem dzieci. Rozumieliśmy się jednak i pocieszaliśmy wzajemnie. Tego ciepła i harmonii teraz mi brakuje. Nadal pracowałam, pomimo tego, że jestem na rencie chorobowej. Nie mogłam dopuścić, aby czegoś brakowało moim dzieciom. Poświęciłam się dla nich całkowicie. Skończyłam też kurs samochodowy, aby w razie potrzeby móc wozić mego syna. Nie chciałam być od nikogo zależna. To wszystko robiłam dla nich, bo sądziłam, że kiedyś zostanie to docenione. Niestety spotkało mnie wielkie rozczarowanie.

Po tylu poświęceniach zostałam odtrącona przez Maćka i swą córkę Kasię (która także zamierza zostać świadkiem Jehowy). Stało się to potajemnie – zostali opętani przez sektę świadków Jehowy. Moje słowa i uczucia przestały mieć dla nich jakiekolwiek znaczenie. Zniszczyli książeczki do nabożeństwa, różańce – nie tylko swoje, ale także moje, męża i starszego syna. Maciek powiedział mi też, że swój krzyż od bierzmowania wyrzucił do kosza na śmieci. Bardzo rozpaczałam, że wyrządzili mi taką krzywdę – byłam bliska obłędu. Prosiłam Katarzynę, aby posprzątała grób ojca, ale nie zrobiła tego, bo na cmentarzu są krzyże. Mimo że źle się czułam, musiałam zrobić to sama. Nad grobem męża ogarnął mnie żal i rozpłakałam się. Gdyby żył, nie dopuściłby do tego. Prosiłam go w myślach o radę: jak mam dalej żyć? Psychicznie załamana, wróciłam do czterech ścian i położyłam się, aby odpocząć, bo upały i zmęczenie dały o sobie znać. Po krótkim odpoczynku wstałam i upadłam. Straciłam przytomność. Mam kłopoty z sercem, więc w pierwszej chwili sądziłam, że to serce. Okropny ból w klatce piersiowej i rozległy siniak na nodze. Sama jak kołek w płocie – nikogo, kto mógłby udzielić pomocy. Okazało się, że mam pęknięte żebro. Żadnej litości i współczucia ze strony Macieja i Katarzyny – mają swoich „braci” i „siostry” – świadków Jehowy, ja jestem im nie potrzebna. Zaczęły się dziać dziwne rzeczy: syn chciał mi pokazać, jak łamie się obrazy na mojej głowie. Zaczęłam płakać. W nerwach powiedziałam, że dobrze, że ma bezwładne nogi, to nie będzie mógł podeptać krzyża. Odparł, że może po nim pojeździć kołami. Zastanawiałam się, co jeszcze ci ludzie mogą mi zrobić, aby doprowadzić mnie do obłędu.

Pewnej nocy miałam sen: przyśnił mi się mój mąż. Wyszedł z mgły ubrany w biały habit, przepasany brązowym sznurem – ręce trzymał w rękawach. Powiedział mi, że zostałam na ziemi, bo mam dużo do zrobienia, że nie mam prawa załamać się, że muszę walczyć. Słyszałam oddalający się głos: „Walcz, walcz, jesteś silna! Walcz!” Ten sen bardzo mi pomógł. Nie poddam się i będę walczyć z tą sektą, gdyż uważam, że są to źli ludzie. Myślę, że skrzywdzili nie tylko mnie, ale także moje dzieci, bo ich serca zamieniły się w głazy.

A. S., Augustów.

„Teraz już wiem, co znaczy Antychryst i jego nauka”

[…] Moja mama chodziła co tydzień do Komunii, prawie co dzień do kościoła, jeździła w pielgrzymkach nawet do Lichenia itp. Gdy zetknęła się ze świadkami Jehowy, bluźni na wszystko, co święte, aż krew we mnie kipi. Wszystko, co święte wyrzuca, pali, ściąga, zaprzecza i bluźni. Aż do momentu, gdy ściągnęła krzyżyk ze ściany. Dość tego! Krzyża z serca mego nie usunie. Byłem spokojny, ale do czasu, czy my jesteśmy zwierzętami? Bez wiary! Mówi, że wszystkie obrazy i krzyż to bałwany. Aż wstyd powtarzać, ale wybaczcie mi to.

Ciągle mówi Babilon, Armagedon, Potop itp. Teraz już wiem, co znaczy Antychryst i jego nauka. Dość długo szukałem właśnie takiej książki, oprowadzającej po Piśmie św., ponieważ sam czytałem coś i 10 razy, ale dopiero po przeczytaniu Waszej książki [chodzi o książkę: Pismo Święte przeczy nauce świadków Jehowy] uświadomiłem sobie odpowiedź na zarzut i upewniłem się o zgodności z nauką Kościoła. Cały wic polega na tym, że księża na kazaniach (młodzi) mówią, że świadkowie postępują właściwie (dobrze się odnoszą). Wyciągam wniosek, że księża nie są należycie szkoleni. Na parafii jest obecnie po 3-5 księży i to wszystko jest obojętne, czekają, aż świadkowie ściągną Krzyż z kościoła lub naplują księżom w twarz. Pamiętam, jak babcia mi mówiła dawniej, [że] jak się zjawili, to chłopi ich przegnali, a obecnie księża mówią, bierzcie z nich przykład. (Jakbym nie słyszał, to bym nie pisał). Dość długo szukałem właśnie takiej książki. Czy my nie zauważamy, że pełne są stadiony, tak że to nie jest problem marginesowy, lecz społeczny, bo jest ich obecnie tysiące, a jutro będą miliony. Sekta ta pochodzi z Zachodu, a tam wszystko jest biznesem, są nawet w stanie wmówić koniec świata. Zająć majątki i upozorować samobójstwo lub inne nieszczęście, jak to było już w puszczach Gujany itp. Rozmawiałem ze sprzedawczynią w Katowicach, to mówi, że nawet księża się pytają o podobne książki, które obejmowałyby zarzuty i odpowiedzi…

Henryk B., Chorzów.

Sieją przewrotne doktryny

Pragnę Panu [mowa o p. Tadeuszu Kundzie] pokrótce opisać historię, która z pozoru może jest banalna, ale chciałbym, żeby była przestrogą dla innych ludzi. Otóż ponad 5 lat temu świadkowie Jehowy zapukali do moich drzwi. Kilkakrotnie żona moja, Teresa, zbywała ich, ale ja przytłoczony cierpieniami duchowymi, problemami zdrowotnymi oraz sytuacją w kraju, nie widząc sensu życia, postanowiłem ich posłuchać. Świadkowie Jehowy to dobrzy psycholodzy, bazujący głównie na problemach życia codziennego, byli wytrwali i w końcu znaleźli u mnie podatny grunt, gdyż moje cierpienia, załamanie, zachwiało potężnie moją wiarę katolicką.

Zgodziłem się na zaprowadzenie u mnie tak zwanego studium biblijnego. Świadkowie Jehowy roztaczali przede mną wspaniałą wizję życia wiecznego na rajskiej ziemi. Zapewniali, że już w niedługim czasie Bóg usunie wszelkie zło i usunie inne religie, a tylko świadkowie Jehowy wejdą do nowego świata, w którym zapanuje pokój. Cytaty jakie przytaczali ze swoich publikacji, takich jak „Strażnica” i „Przebudźcie się!”, znajdowały jakby potwierdzenie w Piśmie świętym. Nauki te były tak sugestywne, iż uwierzyłem, że znalazłem swoją drogę do zbawienia. Po skończonym studium, które odbywało się raz w tygodniu i trwało 1 godzinę, zawsze był czas na luźną rozmowę. Ludzie, którzy do mnie przychodzili, byli zawsze bardzo mili, serdeczni, przejawiali duże zainteresowanie moimi problemami. W ciężkich chwilach ofiarowali swoją pomoc i uwierzyłem, że nareszcie znalazłem przyjaciół. Jakież to było bardzo obłudne i fałszywe, dopiero teraz zrozumiałem. Pragnę też Pana poinformować, że w czasie takich rozmów, w delikatny sposób, mimochodem, ale zawsze mieli coś negatywnego do powiedzenia na temat księży, Kościoła lub Papieża . Spytano mnie kiedyś, czy wiem, co znaczy słowo „parafianin” – nie wiedziałem, więc ze słownika wyrazów obcych przeczytano mi to, co cytuję: „Parafianin – to człowiek parafii, przestarzale – człowiek bez ogłady, wykształcenia, zacofany i ograniczony”. Koniec cytatu. Cóż, taki się też poczułem, gdyż moja wiedza religijna była minimalna. Po 2 lub 3 miesiącach studiowania książki wydanej przez świadków Jehowy pod tytułem Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi, zaczęto delikatnie naciskać na mnie, jak i na żonę, by przyłączyła się do studium. Sugerowano też, że koniec świata jest bliski. Kiedy nastąpi Armagedon, ja wejdę do nowego świata, a moja żona zginie. Tak też zaczęliśmy studiować obydwoje z żoną, a po pewnym czasie przyłączyła się do nas moja córka. Zaczęliśmy uczestniczyć w zebraniach w tzw. Sali Królestwa; czytać tak jak nam sugerowano tylko i wyłącznie wydawnictwa świadków Jehowy; pozbyliśmy się z domu wszystkich obrazów świętych, wizerunków Jezusa Chrystusa, Maryi oraz krzyża, gdyż to w oczach świadków Jehowy było bałwochwalstwem. Oboje z żoną i córką nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, ale tak ukierunkowano nasz tok myślenia i postępowania, że można śmiało powiedzieć, że robiono nam pomału, ale systematycznie, pranie mózgu. Pozbyliśmy się również z domu książek, a muszę Panu powiedzieć, że mieliśmy piękną domową bibliotekę z klasyką i beletrystyką: dzieła Sienkiewicza, Bunscha, Kraszewskiego oraz innych uznanych pisarzy. Czytaliśmy tylko to, co otrzymaliśmy od świadków. Artykuły narzucone odgórnie, nie wiadomo przez kogo napisane, bo nigdy nie były przez nikogo podpisane, były anonimowe. Zerwaliśmy też wszelkie kontakty z rodziną.

Ciągle wspominano, że czas końca jest bliski. Naciskano, żebyśmy zaczęli głosić drugim o Królestwie Bożym, pomimo że nasza wiedza była minimalna. Ale do głoszenia od drzwi do drzwi zawsze chodziliśmy z doświadczonym głosicielem. Naciskano również, żebyśmy przyjęli symbole, to znaczy chrzest. Ja zrobiłem to pierwszy, żona z córką ciągle się wahały, ale po pewnym czasie i one zostały ochrzczone. Zapyta Pan, czy moje życie i mojej rodziny stało się szczęśliwsze, beztroskie? Nie! Ciągle miałem jakieś wątpliwości, miotały mną sprzeczne uczucia, ciągle mi czegoś brakowało, zerwaliśmy wszystkie kontakty z rodziną bliższą i dalszą, nie braliśmy udziału w żadnych uroczystościach rodzinnych, ale zastępcza rodzina „świadków” nam nie wystarczała. W końcu to przecież obcy ludzie, ale wmawiano nam, że stanowimy jedną rodzinę świadków Jehowy.

Studiując sam z żoną Pismo święte, przyłapywałem się na tym, że wersety, które cytują świadkowie, są wyrwane z kontekstu. Zacząłem porównywać Pismo święte w wydaniu świadków Jehowy, protestanckie oraz wydanie katolickie, i tą metodą stwierdziłem, że Pismo święte świadków ma wiele nieścisłości, dodanych wyrazów, przecinków, które zmieniają sens całego zdania lub całego tekstu. Kiedy rozmawiałem o tym ze starszymi zboru, próbowano mi wmówić, że wszystko jest w porządku, że tak powinno być.

Nie starczyło by czasu, Panie Tadeuszu, bym przytoczył wszystkie wątpliwości, które dręczyły mnie i moją rodzinę, oraz omówienie ich, a więc o Boskości Chrystusa, o nieśmiertelności duszy ludzkiej, czy Maryja, Matka Boża jest zwykłą kobietą (do takiej rangi zdegradowali ją świadkowie), czy jest osobą świętą, czy istnieje piekło, kwestia krzyża, tradycji chrześcijańskich i wiele, wiele innych. W modlitwie prosiłem Boga o jasność umysłu i zrozumienie, jak również o pomoc Ducha Świętego. Ta misterna budowla, jaką świadkowie starali się zbudować na mojej niewiedzy, runęła w gruzy. Miłosierny, Wszechmocny Bóg dał mnie, marnotrawnemu synowi, szansę powrotu do Jego Chrystusowego Kościoła. Tą szansę stworzyła mi nasza kuzynka, mocno stojąca w wierze, która podsunęła nam Pana książki. W chwili, kiedy wraz z rodziną podjęliśmy decyzję o wystąpieniu z organizacji i zakomunikowaliśmy to starszym zboru, zaczęły się naciski. Próbowano wszelkimi sposobami zatrzymać nas w organizacji. Proponowano nam, abyśmy przez jakiś czas byli nieaktywnymi członkami, nie chodzili do służby i nie brali żadnego udziału w życiu zborowym, a tylko modlili się o pomoc do Boga i czytali literaturę świadków, która pomoże nam przetrwać kryzys. Argumenty moje na temat fałszywych proroctw, czyli końcu świata, które tak często przepowiadali, a które nie spełniały się, zbywali wykrętami. Kolejnym argumentem było to, iż czytając tej organizacji historię, dowiedziałem się, iż świadkowie dawniej obchodzili święto Bożego Narodzenia, symbolem też ich był krzyż w koronie, który tak często widniał na okładce „Strażnicy”. W roku 1936 świadkowie stwierdzili, że dostali nowe objawienie i zamienili krzyż na pal. Każda zmiana przywódcy tej organizacji niosła za sobą kolejne „objawienia” i kolejne zmiany. Nie wiem, na jakiej podstawie „prorocy” z Brooklynu obliczyli, że tylko 144 tys. ludzi wejdzie do nieba i że ten ostatek, który został, liczy sobie około 6000 osób żyjących jeszcze na ziemi. Powoływano się na werset Mt 24, 34.

A więc czas jest bardzo bliski, gdyż pokolenie żyjące od 1914 roku, jest już w bardzo podeszłym wieku, [i] z chwilą, kiedy ostatni z nich umrze – nastąpi Armagedon. Ponieważ kolejne proroctwo może się nie spełnić, ci wspaniali „prorocy” wymyślili nowe objawienie, które mieli przekazać na łamach kolejnych „Strażnic”. Będąc w tym roku w Ustce, zostałem zaczepiony przez kobietę świadka Jehowy, która proponowała mi czasopisma. Odmówiłem i powiedziałem, że nie chcę w ogóle rozmawiać ze świadkami, gdyż sam byłem świadkiem i w kwietniu tegoż roku wystąpiłem wraz z rodziną z organizacji. Wywiązała się między nami dyskusja i kobieta ta sama przyznała, że jest w trzecim pokoleniu [rodziny, która należy do organizacji]. Już będący świadkiem jej dziadek, w 1975 roku twierdził, że miał nastąpić koniec świata. Pożegnał się z rodziną, poszedł na miejsce zbiórki, bo miał być żywcem wzięty do nieba. Nie było żadnego cudu, dziadek wrócił nad ranem do domu. Ale u świadków jest ślepe posłuszeństwo i w Brooklynie wykręcili się, że nastąpi nowe objawienie. Rozmowa ze mną dała jej dużo do myślenia, a zwłaszcza [gdy] poprosiłem ją, aby sobie przeczytała wersety z Księgi Powtórzonego Prawa 18, 20-22, gdzie jest wyraźnie napisane, że fałszywy prorok prorokuje, ale Bóg go nie posłał i jego przewidywania się nie spełniają. Taki [prorok] zasługuje na śmierć.

Miłość, o której tak chętnie głoszą świadkowie, jest bardzo obłudna i fałszywa. Z chwilą, kiedy wystąpiliśmy z organizacji ludzie ci, a z niektórymi byliśmy bardzo blisko, odwrócili się od nas, na ulicy na nasz widok odwracają głowy, udają, że nas nie widzą i nie znają, ludzie, którym nic złego nie zrobiliśmy, a muszę Panu nadmienić, że nie było żadnego biblijnego wykroczenia, żeby nas tak traktować.

Za to w Kościele, kiedy postanowiliśmy odnowić akt wiary i powrócić jak te zbłąkane owieczki do owczarni, zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie. Mnie, moją żonę i córkę przy ołtarzu przywitało aż 4 księży. Była uroczysta Msza, którą celebrowało 4 księży z proboszczem na czele. Zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie i z radością. Było to wspaniałe przeżycie.

Większość z nas, katolików śpi duchowo, nie śpią natomiast świadkowie Jehowy oraz inne sekty. Sieją przewrotne doktryny. Nie dajmy się wciągnąć.

Dziękujemy Panu Bogu i Matce Bożej, że powołali tak wspaniałych ludzi jak Pan, Panie Tadeuszu, i tak pokierowali Pana krokami, iż potrafi Pan znaleźć odpowiedź na zarzuty świadków Jehowy oraz innych sekt.

Serdecznie dziękujemy za okazaną pomoc. Szczęść Boże!

Teresa, Lech N. i Beata M., Puławy.

„Opuściłem tę najbardziej zakamuflowaną organizację szatana”

Tak się składa, że ja byłem świadkiem Jehowy przez 27 lat. Dziś jestem najbardziej szczęśliwym człowiekiem na ziemi, a to dlatego, że 8 lat temu opuściłem tę najbardziej zakamuflowaną organizację szatana. Stwierdzam to z całą odpowiedzialnością .

Roman S. z Włocławka.

Przez 38 lat „produkowałem” tzw. świadków Jehowy

Wszelkie moje oświadczenia na temat organizacji świadków Jehowy są zarejestrowane w Sądzie pod przysięgą i mają charakter ostrzegawczy dla: w błąd wprowadzonych ofiar „jutrzejszych”, ofiar domów dla obłąkanych, samobójców, rodzin zrujnowanych materialnie i duchowo oraz innych tysiące, których Strażnica uwiodła. Osobiście, ja sam przez 38 lat „produkowałem” w Polsce i w Niemczech tzw. świadków Jehowy, jako przewodniczący okręgu. Żałuję tego i wszystkich przepraszam. Oby Bóg raczył przebaczyć moją winę przez Jezusa Chrystusa Syna Swojego.

Były świadek Jehowy – Georg N., Duisburg.

„Byłem numerem statystycznym”

Drodzy Przyjaciele! Chciałoby się rzec: „Kochani Bracia w Chrystusie!” Dlaczego nie mogę tak powiedzieć? Ponieważ mam obciążone sumienie, bo przecież występowałem przeciwko Chrystusowi. Przemierzałem ulice, miasta, wsie na terenie Polski. Głosiłem, wtedy wydawało mi się, prawdę. Byłem nieraz używany do zadań specjalnych. Jedno z takich zadań, to były częste wyjazdy do Republik Związku Radzieckiego, i tam przemycałem tę truciznę Strażnicy, którą zaraziłem siebie i innych.

Ciężka i długa była droga do Niepokalanowa, trwała 15 lat. Mój los, mój terror, jaki przeżyłem w organizacji, jest rzeczywiście doświadczeniem. Pewnego razu nie poszedłem już na zebranie, pewnego dnia postawiłem na swoim, nie tylko powiedziałem, ale napisałem list, z którego treści brzmiało jednoznacznie: występuję z organizacji. W punktach podałem dlaczego.

Kochani, dziś radość wstąpiła do mego serca, dziś czuję się tak, jak bym Pana Boga za nogi złapał, ale obciążone sumienie jest nadal. Bo to nieważne, że wyście mnie przyjęli jako syna marnotrawnego i przyjęliście mnie tutaj dzisiaj, nakarmili i gościcie, a nie zlinczowaliście mnie. Ważne jest to, jakie ja mam sumienie, i co Bóg myśli w tej sprawie. […]

Kiedy byłem i kiedy działałem w organizacji, narobiłem wiele zła. Wtedy byłem przekonany, że idę z Pismem św., a ja szedłem ze „Strażnicą”. Przekonanie moje polegało na stwierdzeniu, że „Strażnica” jest zgodna z Pismem św., ale stwierdzić tu trzeba, że Pismo św. nie jest zgodne ze „Strażnicą”. Odnośniki ze „Strażnicy” mówią nam, że znajdujemy to w Piśmie św., ale wskazane treści Pisma św. mówią nam zupełnie co innego, niż sugeruje „Strażnica”. To jest mechanizm działający przez Brooklyn, to jest synagoga szatana. Stwierdzam: Pismo św. mówi wyraźnie, że szatan zamienia się w anioła światłości [por. 2 Kor 11, 14]. Biblia podawana w ten sposób przez „Strażnicę”, jest zbiorową hipnozą. Zbiorową, bo przecież opanowała 205 krajów [obecnie działają w 235]. Przed chwilą słyszeliśmy, w jakim stopniu zarażone są kraje, szczególnie Polska i Włochy [u nas jest aktualnie ponad 124 tys. Świadków, we Włoszech blisko 230 tys.].

Nawiązaliśmy kontakty z byłymi świadkami Jehowy z terenów Grecji, Włoch, Niemiec, USA, a ostatnio Czechosłowacji. Ci ludzie tak są zniewoleni, tak są potargani, że końcem tego wszystkiego jest często samobójstwo lub obłąkanie. Notuje się bardzo dużo przypadków choroby psychicznej. Dostaję tragiczne listy. […]

Tak, to prawda. Tam działa pewien mechanizm. Zaskakują szarego katolika na każdym kroku. Nie wierzcie w to, że ci ludzie przekazują prawdziwe wiadomości. Dzisiaj mówię każdemu, że na nowo się uczę. Przecież ja byłem zakodowany. Byłem numerem statystycznym. Znałem tematy tylko powierzchownie i tymi tematami operowałem. Dzisiaj powiem wam prawdę: wstyd mi, że byłem w takiej organizacji. Kiedy roztrząsam takie sprawy, jakieś tematy dotyczące organizacji świadków Jehowy, to mi wstyd, że ja w to kiedyś wierzyłem. To są tak płytkie sprawy, łatwe do obalenia Pismem św. i logiką. Bardzo mnie to ucieszyło, kiedy widziałem taką silną grupę braci w Elblągu, którzy działają i odwiedzają mieszkania świadków Jehowy. I z Biblią w ręku obalają ich fałszywe nauki. To jest coś fantastycznego. Ale takich pionierów powinno być więcej. Ubolewam nad tym, że tu na tym spotkaniu nie ma tych, którzy powinni być, a szczególnie nie ma księży z tych miejscowości, gdzie najwięcej jest zborów świadków Jehowy.

Księża na ogół nie mają czasu, zajęci pracą administracyjną. Ja osobiście kilka razy byłem w mojej miejscowości u księży. Niestety, nie mieli czasu mnie wysłuchać. Nie mieli czasu nawet przeczytać tego, co przyniosłem. Chcę posłużyć się kilkoma takimi przykładami. W organizacji świadków bardzo często posługiwano się księżmi katolickimi. To znaczy adeptowi, który wkroczył już na drogę Strażnicy, lecz wahał się, mówiono: „Idź do księdza i zapytaj, daj po prostu konkretne pytanie”. Wiadomą jest rzeczą, że ten ksiądz nie ma czasu. I wtedy odbywało się to w ten sposób: „Proszę księdza ja mam taką i taką sprawę”. „A jaką?” I on mówi: „To z takimi głupotami przychodzisz do mnie? Daj mi spokój, nie mam czasu”. Już był stracony, a dla Strażnicy pozyskany. Wtedy się mówiło: „Widzisz? Ten ksiądz nigdy ci na to pytanie nie odpowie”.

Ja nie stwierdzam tu dzisiaj, że ten ksiądz jest niewykształcony, że ten ksiądz jest na niskim poziomie uduchowienia, nie, ja tylko mówię to, że ten ksiądz nie potrafi wykorzystać swojej elokwencji, swego wykształcenia do rozmowy z tym sekciarzem. A on jest przecież tym pasterzem, który powinien tej trzody strzec. […]

Dzisiaj, gdy jest mi wstyd, że byłem w organizacji świadków i uwierzyłem w takie bałamutne kłamstwa, na moje pocieszenie mam tylko to, że przecież tylu ludzi jest mądrzejszych ode mnie i oni również dali się zwieść. Są wśród nich lekarze, profesorowie, są tam ludzie z wielkim polotem – i dali się również omamić. […] W tym systemie świadek Jehowy nie może przyjąć żadnej, dosłownie żadnej innej nauki. Ja do tego stopnia byłem zniewolony, że nawet pozwoliłem, aby świadkowie starsi doświadczeniem spalili moją bibliotekę, bo w mojej bibliotece były materiały nie pochodzące z Towarzystwa Strażnica. Dzisiaj biblioteka moja jest na nowo uzupełniana. I znów się wstydzę, że do tego stopnia dałem się ogłupić. Dlaczego świadkowie Jehowy tak łatwo trafiają do ludzi? Jak to się dzieje? Na to trudno dać odpowiedź. Łatwiej jest powiedzieć na przykład, jak trafiono do mnie, do mojej żony. Jak to się stało? Do jakiej rodziny należę? Oczywiście, że rodzina nasza od prapradziadów jest rodziną katolicką. Na jakim poziomie jest ta rodzina? No cóż, w naszej rodzinie jest dwóch księży. W naszej rodzinie są artyści, malarze, poeci i muzycy, kompozytorzy i lekarze. I do takiej rodziny również zagościła Strażnica. Coś niesamowitego. Do jakich jeszcze rodzin trafiają? Do rozbitych małżeństw, do rodzin, gdzie zawitał alkoholizm, śmierć, czy choroba. Zakładają z zainteresowanym studia biblijne i prowadzą na zebrania i czynią głosicielem. Kończy się wszystko przyjęciem chrztu. Wówczas stoisz już na własnych nogach, ale nie potrafisz zrobić kroku ani w lewo, ani w prawo, bo masz narzucone „chomąto” i klapki na oczy i koniec, i ciągniesz równo. Jeśli tylko poczniesz wierzgać, od razu masz komitet sądowniczy, który do reszty wypierze twój mózg, bo był jeszcze niedoprany. Kodowanie i pranie mózgu inaczej odbywa się. Odbywa się przez okres przygotowania do chrztu, a dalej już zbiorowo. […]

Kochani, Biblią można wygrać każdą melodię. Dlatego dzisiaj po tylu latach stwierdzam, i nie mogę tego nie powiedzieć, że dla świadków Jehowy Biblia stała się bałwanem. Bo on widzi tylko litery, i mówi: tu jest napisane i tam jest napisane. A przecież popatrzmy głębiej na Biblię. Apostoł Paweł mówi: Litera zabija, Duch zaś ożywia [2 Kor 3, 6]. Wiecie dobrze, że kto zagłębił się w literaturę świadków Jehowy wysuwa z tego wniosek, że świadkowie Ducha [Świętego] nie mają, gdyż sami się Go wyrzekli [tzn. uznali Go za bezosobową „siłę Jehowy”]. A więc są pod zakonem tej literatury i święcie w nią wierzą, jak ja święcie w nią wierzyłem. […]

W Elblągu opowiadałem o takim doświadczeniu, kiedy to był nakaz w organizacji palenia instrumentów muzycznych. Były to czasy odległe, a wiecie dlaczego [je palono]? Dlatego, że jeden z braci starszych dopatrzył się, że w Piśmie św., a szczególnie w Nowym Testamencie, nigdzie nie jest powiedziane, żeby grać na instrumentach, więc instrumenty należy spalić. Jeden z grających, wywodzący się z rodziny muzyków, grał pięknie na skrzypcach i chciał je ukryć. Nie udało się, bo zapytano go: „A ty, bracie, ja swoją mandolinę połamałem i spaliłem, bo nie chciała wejść do pieca, [bo] za duża. A ty, bracie, twoje skrzypce?” A on stał, załamany, głowa w dół i nie mógł pogodzić się z tym, że piękne skrzypce, bardzo drogie, musiał spalić. Więc zobaczcie, jak sekta interpretuje Pismo św. Obecnie jest zmiana, już świadek może grać na instrumentach, a jeśli wspomnicie o tamtych czasach, to mówi się: teraz jest nowe światło [poznania]. Nowe światło nie zwróci bezcennych, zniszczonych instrumentów. […]

Czy świadek Jehowy pobiera jakieś pieniądze? Gdybym powiedział nie, bym skłamał, a gdybym powiedział tak, też bym skłamał. Więc trzeba powiedzieć coś więcej. Nie otrzymują pieniędzy wszyscy. Otrzymują pieniądze tylko ci, którzy mają dobre wyniki, a nie ten szeregowy. To są starsi zboru, to są [nadzorcy] obwodowi, to są pionierzy specjalni. Świadek Jehowy, pionier, ten pospolity, pełno czasowy, otrzymuje tylko kieszonkowe na autobusy, na pociągi, a wyżywienie musi mieć swoje. Ale ci bonzowie, którzy są na swoich terenach i mają wyniki, to mają pieniądze. Bo przecież nie raz, zresztą wielokrotnie się zdarzało, że były afery z tego „daru”, za które świadkowie dadzą, bo to musicie pamiętać, że te „Strażnice”, które otrzymujecie za darmo, one są zapłacone przez świadka. Tu nic za darmo nie jest. To ci z gorliwości płacą za was, a wy to rzucacie do pieca. Ale to wszystko musi być zapłacone. Najwięcej otrzymują obwodowi i ci, którzy są u steru na terenie kraju [tzn. nadzorcy okręgów, oddziałów]. […]

„Strażnica” podkłada swój kłamliwy tekst pod autorytet Pisma św., tak jak kukułka swoje jajko do cudzego gniazda… Można to tak powiedzieć: jeśli ktoś przyjmuje interpretacje Pisma św., którą daje „Strażnica” – hoduje skorpiona na własnym i rodziny organizmie. „Strażnica” prowadzi temat i do tego tematu wyszukuje wersety [biblijne], którymi pragnie potwierdzić ten temat.

Ze względu na to, że jest to sprawa [dotycząca] Boga, wiary, religii, życia wiecznego – jest [to] sprawą zasadniczą. Każdy człowiek przywiązuje do tego wielką wagę i często oddaje się tej sprawie bez reszty. Jeżeli bezkrytycznie poznaje jakąś prawdę, po pewnym czasie w większości przypadków okaże się, że to prawda w cudzysłowie. Ja obecnie podając komuś do czytania „Strażnicę” powiadam: „Czytaj kłamstwo!” Chcę to wam jeszcze raz powiedzieć, że „Strażnica” to jest doskonałe kłamstwo! Fantastyczne, kapitalnie ułożone. Jest to manipulacja i sterowanie na odległość [tj. z Brooklynu]. Znacie działanie mediów: jest to działanie skuteczne, jest to zbiorowa ekstaza. Zobaczcie, jaka jest reakcja zahipnotyzowanych ludzi. I ja tak samo reagowałem. […]

I tak samo żonglują wersetami świadkowie Jehowy, tylko nie jako przez pomyłkę, ale celowo. Jest to celowość wspaniale posegregowana przez centralę w Brooklynie. Do tego należy jeszcze dodać stwierdzenie, że operuje tymi zakodowanymi ludźmi. Zobaczcie, jak się zachowują, są jakby zahipnotyzowani, jak lunatycy w zbiorowej, nieuleczalnej halucynacji… [takie nietypowe zachowanie Świadków Jehowy można zauważyć podczas trwania ich kongresów, np. na stadionach]. […]

Jak z tego filmu [mowa o demaskatorskim filmie „Świadkowie Jehowy” Leonarda Chretiena na kasecie wideo] wynika, i z różnych publikacji świadków Jehowy, wiele razy już przepowiadali zbliżający się koniec świata – ustalali i rozgłaszali dokładne terminy i wiele innych proroctw przepowiadali, i jak dotychczas żadne się nie spełniło, więc wersety te [Pwt 18, 21-22] Bożym palcem kierowane są w stronę fałszywego proroka spod szyldu „Strażnicy” z Brooklynu!

Były świadek Jehowy – Edmund N.

„Utożsamili się z szarańczą, opisaną w Apokalipsie”

Proroctwa „Strażnicy” straciły swą moc, bo żadne do tej pory nie sprawdziło się. Pokolenie, które miało pamiętać rok 1914, już prawie się wykruszyło. Nieliczni tylko [z tego pokolenia] pozostali na świecie, ale i oni prędko odejdą. [Brooklyn odszedł już od dotychczasowej nauki o „tym pokoleniu”, które miało doczekać Armagedonu; por. „Strażnica” 21/ 1995, s. 10-21, 31]. Proroctwa o wielkim ucisku, też się nie spełniły. Tylko ostrzeżenie Pana Jezusa jest zawsze aktualne: „Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł” (Mt 24, 4).

Organizacja świadków Jehowy cieszy się obfitymi łowami dzięki obietnicy bliskiego raju na ziemi, jaki według nich ma niebawem nastąpić. Wiele ludzi żali się, że ze świadkami Jehowy trudno współżyć w blokach, w domach spokojnej starości, a to dlatego, że oni wykorzystują każdą sposobność do nauczania, aż do znudzenia. Trzeba wiedzieć, że są to instrukcje odgórne, płynące z Brooklynu.

W jednym z numerów „Strażnicy” [„Strażnica” 7/1989, 18-19], świadkowie Jehowy utożsamili się z szarańczą opisaną w Apokalipsie, która szkodziła ludziom. Toteż nic dziwnego, że starają się oni zniszczyć wszystko, co jest w człowieku szlachetnego. Wszczepiają w serca swych członków nienawiść do całego chrześcijaństwa, a nie tylko do Kościoła katolickiego. Wszystkie wyznania chrześcijańskie określają słowem „Wielki Babilon” – ogólnoświatowe imperium religii fałszywej, a Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ) – bestią opisaną w Apokalipsie. Żaden świadek Jehowy nie wie, że organizacja [Towarzystwo] „Strażnica”, do której należy, została zarejestrowana w ONZ w 1946 r. [por. E. Osmańczyk, Encyklopedia ONZ, Warszawa 1986, n. 3453].

Często na zebraniach były stawiane pytania: Co to jest ONZ, Babilon Wielki, bestia. I wszyscy słyszeli odpowiedzi pełne wrogości, nienawiści do wszystkiego i wszystkich, co nie należy do organizacji „Strażnica”.

Czy można to nazwać głoszeniem dobrej nowiny? W Ewangelii według św. Jana czytamy, że ci, którzy przyjęli Chrystusa, mają prawo stać się dziećmi Bożymi (por. J 1, 12), a nie szarańczą. I jak po kolei przemijają plagi opisane w Apokalipsie, tak też przeminie plaga szarańczy. Plagi te nie sprawiają przyjemności ludziom, ale jeśli taka jest wola Boga, to naszym obowiązkiem jest przed nią się zabezpieczyć. Św. Paweł Apostoł daje wspaniałą radę w Liście do Efezjan, by wierzący w Chrystusa przyodziali się w zbroję Bożą, wzięli na siebie tarczę wiary i miecz Ducha, jakim jest Słowo Boże (por. Ef 6, 13-16). Słowo Boże jest najskuteczniejszą bronią na atak szarańczy. Przekonał się o tym każdy, kto w życiu tę taktykę zastosował. Do tego zachęca nas prorok Izajasz: „Dowiedźcie się z księgi Pana i czytajcie!” (Iz 34, 16). „Przeciwstawiajcie się diabłu, a ucieknie od was” (Jk 4, 7). Świadkowie Jehowy boją się bardzo rozmawiać z ludźmi znającymi Pismo Święte. W takich wypadkach starają się szybko kończyć rozmowę, tłumacząc się brakiem czasu. Ja sam chodziłem do ludzi, bo uważałem się za jednego ze znających „prawdę”, ale na szczęście skończyło się to wykluczeniem. Za to chwała Panu, że zerwał pęta niewoli narzucone mi przez Towarzystwo „Strażnica”. Teraz dokładam wiele starań, by ostrzegać ludzi przed duchową chorobą, roznoszoną przez domokrążców antychrześcijańskiej organizacji z Brooklynu. Należy pamiętać, że choć rany się zagoją, to jednak blizny pozostaną na zawsze.

Były świadek Jehowy – Kazimierz B., Wąbrzeźno.

Dodatek do książki „Siewcy kąkolu” – Elizeusz Bagiński OCD
Książkę można zamawiać: Wydawnictwo Karmelitów Bosych 31-222 Kraków, ul. Glogera 5

http://katolikos.republika.pl/w12.htm

Posted in Religia, Świadectwa | Leave a Comment »

Ludu POlan powstań z kolan(?)

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2011

Ciągle jeszcze brzmią w uszach niektórych, a jeśli brać pod uwagę dziennikarzy, to nawet więcej niż niektórych, słowa polskiego premiera, który w czasie „urodzinowego spotkania w gdańskiej hali był stwierdził, że jego rząd nie będzie bał się związkowców, ani klękał przed księdzem.

Pomińmy na razie owo ciekawe zestawienie dokonane przez Donalda Tuska. Frapującym dla niejednego polskiego proboszcza zdaje się być owa zapowiedź twardego kursu wobec duchowieństwa, zapewne katolickiego, choć konfesyjnej przynależności pan premier był łaskaw nie wyróżniać. Jest to o tyle rzeczywiście frustrujące, gdyż całkiem niedawno małopolska gałąź Platformy wysyłała do proboszczów listy, a nawet nie wysyłała, lecz samodzielnie doręczała, skoro jeden z jej prominentnych działaczy samodzielnie dostarczył list proboszczowi kościoła Mariackiego w Krakowie, chwaląc się przy tym, że był na jego imieninach. Otóż w rzeczonym liście mowa była o tym, jak szalenie platformerscy działacze wspomagają działalność Kościoła katolickiego i jak są szalenie zawiedzeni, że niektórzy spośród kleru nie uznają ich za swoich sprzymierzeńców. Cóż, można by rzec, że skoro marchewka nie pomogła, to trzeba sięgnąć po kij, by oporne duchowieństwo odnalazło swoje miejsce w szeregu i podobnie do WSI – owskich żołnierzy gen. Dukaczewskiego, choć nie w sprawnym ordynku, to przynajmniej pokornie poparło jedynie miłująca naród partię. Ale to byłoby niepoważne, gdyby uznać PO za partię poważną. O cóż więc chodzi?

„Obłąkany” ksiądz Małkowski i „pan” Tadeusz Rydzyk

W jednym z programów poseł wiodącej siły narodu objaśnił był niewykształconej (przynajmniej w zakresie entomologii) części społeczeństwa, iż moralności nie będzie go uczył jakiś ksiądz Małkowski, ani tym bardziej Tadeusz Rydzyk. Cóż, można powiedzieć, że nauczycieli każdy sam sobie wybiera. Ale skoro tak, to posła nie powinno interesować, kto chce słuchać pouczeń tych księży, skoro podobno mamy wolność wyboru. Ale nie. Poseł dodaje natychmiast: „Po co bowiem komu już Kościół, który kłamie? Po co komu biskup, który mówi o Lechu Kaczyńskim, że zastał Polskę zniewoloną, a zostawił niepodległą?! Przecież to kłamstwo! Taki Kościół, który kłamie i szerzy nienawiść, zaparł się samego siebie i nie jest już w istocie Kościołem, tylko PiS-owską sektą”. Znaczy się zdaniem pana posła, gdyby tenże Kościół nie brał pod uwagę pewnej części społeczeństwa, wówczas byłby Kościołem, a jeśli – nie daj Bóg – powtórzy cokolwiek za Jarosławem Kaczyńskim, nawet gdyby chodziło o przeżegnanie się, to wówczas przestaje być Kościołem, a staje się PiS-owską sektą. Ciekawe iście rozróżnienie: jesteś za PO – należysz do Kościoła, nie jesteś za PO – przestajesz należeć Kościołem. I po cóż przez tysiąclecia swary o jakieś dogmaty, skoro bardzo łatwo rozróżnić, kto jest, a kto nie jest wierzący? Że też na to Założyciel Kościoła nie wpadł. On chyba też nie był entomologiem, choć na liliach polnych się znał, więc zapewne na owadach również. Lecz pan poseł idzie dalej: „A co, przed księdzem Małkowskim mamy klękać, który pod krzyżem podburza ludzi i bredzi, że zamordowano prezydenta?! Kto nas będzie uczył moralności?! Tadeusz Rydzyk obsługujący kadzielnice kłamstwa i nienawiści?!”. Problem w tym, że oficjalnie nikt do tego nie nawołuje, ale przecież nie o prawdę tutaj chodzi. Mnie osobiście zabrakło w wypowiedzi pana posła kropki nad i poprzez przypomnienie fraz o „wichrzycielach”, „warchołach”, „bumelantach”, „kułakach”, „burżuazyjnych krwiopijcach” oraz oskarżenia ks. Małkowskiego i o. Rydzyka o zrzut stonki.

„…lecz zawsze rozróżniaj!”

Wypowiedź premiera ma jednak, moim skromnym zdaniem, doniosły sens. Następuje ona wszak już po zajściach na Krakowskim Przedmieściu i po manifestacji Dominika Tarasa, który od związków z Platformą się nie odżegnywał. Nawet, jeśli potraktować ją jako retorykę przedwyborczą, związaną z przechyłem Platformy na lewą stronę i próbą zjednania sobie SLD do przyszłej koalicji, to rozpoczęcie „lewicowania” tego ugrupowania od hasła co najmniej dokonującego „podziału” Kościoła według linii partyjnej, jeśli nie wrogiego Kościołowi, oznacza iż lewicowość dla Donalda Tuska związana nie jest z ekonomią, ale ze sprawami obyczajowymi. Nie jest więc dziwną rzeczą, iż w tym samym momencie pojawia się propozycja ustawowego wprowadzenia „związków partnerskich”, co nawet znajduje poklask w tzw. konserwatywnej części PO. Wspomniany wyżej entomolog w tym samym wywiadzie opowiada o „wzruszającym” spotkaniu z kobietą, która „opowiedziała ze łzami w oczach, jak wielkie kłopoty miała z pochowaniem przyjaciółki, z którą długo mieszkała.” W ustach tego polityka to iście rarytas. Gdy jednak weźmie się pod uwagę naciski ze strony UE w kwestiach obyczajowych, obraz przestaje być różowy. Dlatego można zaryzykować tezę, iż odniesienie premiera do Kościoła w czasie konwencji w Gdańsku stanowi zapowiedź cenzurowania Kościoła w jego misji głoszenia prawd wiary (wystarczy tylko zauważyć po jakiej linii rozróżnia tzw. Kościoły łagiewnicki i toruński entomolog wielki) oraz chęć koncesjonowania dopuszczalnych prawd w przestrzeni publicznej. Dziwi więc zachwyt marszałka sejmu, który przeszedłszy drogę przez ugrupowanie ultrakatolickie, dzisiaj o słowach Donalda Tuska wygłoszonych w Gdańsku wygłasza peany w stylu: „To była piękna deklaracja premiera”.

Czy pamiętamy jeszcze „Non possumus”?

Traf chciał, że w tym roku obchodzimy 110 rocznicę urodzin i 30 rocznicę śmierci Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jego sławetne dzisiaj wystąpienie przeciw ingerencji władz w nauczanie i prawa wspólnoty wierzących zapoczątkowało jego drogę przez mękę. Jednakże wytrwał i zwyciężył. Wobec tak jasnych deklaracji Kościół winien nie tyle zachować dystans do współczesnej gry politycznej, co przede wszystkim jasno i dobitnie wyakcentować swoje nauczanie we wszystkich kwestia życia społecznego, nawet jeśli nie będzie to po myśli rządzącej obecnie ekipy. Jeśli tego nie uczyni, wówczas proroczymi mogą wydać się słowa Sługi Bożego Kardynała Wyszyńskiego, który w homilii z 1974 r. powiedział, iż taki Kościół stanie się Kościołem, „którego Credo staje się elastyczne, a moralność relatywistyczna, [Kościołem] na papierze, a bez Tablic Dziesięciorga Przykazań! [Kościołem], który zamyka oczy na widok grzechu, a za wadę ma bycie tradycyjnym, zacofanym, nienowoczesnym”.

Ks. Jacek Świątek

http://www.echokatolickie.pl/index.php?str=100&id=3326

Posted in Polityka i aktualności, Religia, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

„Szczątki Katastrofy” Anarche czyta Ambiwalentną Anomalię (10.06.11)

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2011

Posted in SOLIDARNI 2010 | Leave a Comment »

Gdzie ja mieszkam? Kampania PO w pełni

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2011

Kim są moi sąsiedzi? Kto mieszka w Warszawie? Kto mieszka w Polsce i udziela odpowiedzi na pytania sondażowi?  Wnioski wyciągnięte z ostatnich badań opinii publicznej mogłyby być druzgocące.

Na pierwszych stronach Onetu wyniki badań przeprowadzonych w Warszawie: 70 % ludzi nie chce drugiego pomnika Katastrofy Ofiar Smoleńskiej w tym mieście. (Czyżby kampania „miejsce pomnika jest na cmentarzu przyniosła skutek).A 44% widzi Kaczyńskiego i Ziobro przed Trybunałem Stanu, za oskarżenia rzucone przez posła SLD Kalisza o rzekomej odpowiedzialności obu za samobójczą śmierć posłanki Barbary Blidy.

Skala nieprawidłowości, które były zracjonalizowane przez polityków PO przy znaczących zasługach sukcesu w tym dziele mainstreamowych mediów tego rządu nigdy nie była przedmiotem zainteresowania sondażowi. Przecież nie można było pytać o coś, co nie powinno istnieć w przestrzeni publicznej. Nie zapytano o odpowiedzialność Grabarczyka za sprzedaż stoczni nieistniejących Katarczykom, odpowiedzialności premiera Tuska za swoich podwładnych ministrów w aferze hazardowej, o samych ministrach też nie wspominając. To były niezręczności.

Widzieliśmy, słyszeliśmy mogliśmy sobie podyskutować, ale o słowo „odpowiedzialność’ było wymazane ze świadomości publicznej. Zresztą Tomasz Arabski, jako szef kancelarii premiera i były dziennikarz doskonale wiedział jak załatwić prasę w momencie zagrożenia: doskonale udowodnił, ze potrafi wiele dzwoniąc do PAP dla wstrzymania niewygodnego dla premiera pytania od dziennikarza.

PO poszło na całość. Kampania wyborcza jest już w pełni. Chyba nikt nie może mieć wątpliwości po wczorajszej rewelacji ujawnionej podczas „gospodarskiej wizyty”(określenie TVP) premiera na lotnisku w Gdańsku.(Wizytowaniem nazwano rutynowy wylot z tego miejsca): Gdańszczanie dowiedzieli się, że Tomasz Arabski-dwójka na gdańskiej liście do Sejmu, ma wyjątkowe zasługi dla budowy gdańskiego terminalu lotniczego. Tak duże, ze, jako jedynemu dziękował mu za sukces sam premier.

Dzięki sondażowniom wiemy, że największa katastrofa w dziejach Polski jest niewarta pomnika w stolicy. Wystarczy monument cmentarny. Że śmierć jednej Barbary to wina premiera i ministra nadzorujących służby, śmierć drugiej Barbary (funkcjonariuszka ABW Barbara P., która podała powody swojej czynu) nie wymaga pociągania do odpowiedzialności. Ale przed wszystkim, ze za śmierć 96 osób w Smoleńsku nie odpowiada żaden urzędnik państwowy ani jego szefowie. Poza tymi, którzy zginęli. Jasno to wyłuszczył w wywiadzie dla Dziennika Bałtyckiego Tomasz Arabski.*

Premier otrzymał raport Komisji Millera, Premier nie przeczyta nawet tego, co przygotował sejmowy zespół pod wodzą Macierewicza. Premier nie jest zainteresowany tym, co przygotowała grupa ekspertów, bo przecież to nie Antoni Macierewicz jest osobistym twórca analiz.

Marszałkiem Sejm jest osoba, która swoim zachowaniem od kilku lat sugeruje, że jest mocno rozchwiana emocjonalnie. Jak może Marszałek Sejmu zachowywać się w Sejmie wobec rodzin Katastrofy jak w załączonym filmie

Jak może publicznie mówić i przeciwnikach politycznych w ten sposób „Ten ich raport będzie tyle wart, ile od 15 lat mówi Macierewicz. On wygaduje rzeczy, które raczej ten psychiatra, który zajmuje się Jarosławem Kaczyńskim powinien się zająć. Sam Kaczyński mówił: zażywałem psychotropy. Uważam, że to co robi sędzia w tej sprawie jest słuszne. Społeczeństwo ma się prawo spytać, kiedy pan psychotropy zażywa, a kiedy nie?”

Publicznie ujawniono dwa leki, które przyjmował Kaczyński po tragedii” relanium i xanax. Oba są z gatunku leków powszechnie używanych przez wielu ludzi bez dramatycznych przyczyn, jakie miał prezes PiS. Wypowiedź marszałka dezawuuje pełną wartość tych osób w życiu zawodowym.

Miasto stołeczne Warszawa nie będzie więcej robić tzw. barometru warszawskiego w tej sprawie. Dla UMSW sprawa pomnika jest zamknięta.” – Uważamy temat za zakończony. Miasto nie będzie stawiało pomnika z publicznych pieniędzy – komentuje Bartosz Milczarczyk rzecznik ratusza.”.Dziesiątki tysięcy podpisów pod petycją o postawienie pomnika przegrywa z 1100 opiniami osób do których drzwi zapukali ankieterzy Barometru. Tak bezczelnie i ostatecznie zamknięto sprawę budowy pomnika w Warszawie.

Wnioski jakie się nasuwają w związku z preferencjami moich rodaków, byłyby bardzo smutne. Gdyby nie to, ze manipulacje związane z sondażami znane są już każdemu Polakowi.

Jedno jest pewno, Trwa ostra, negatywna kampania wyborcza PO. W którą jak w masło weszły sondażownie i media. Po odebraniu pieniędzy innym partiom PO korzysta z promowania własnej partii za darmo, wykorzystując fakt sprawowania przez siebie władzy. Czy to scenariusz ministra Ostachowicza, czy speców zagranicznych zatrudnionych przez Tuska- nie wiadomo. Ale casus Arabskiego- dobroczyńcy terminalu lotniczego w Gdańsku wskazuje na tych ostatnich. Ostachowicz by się chyba aż tak bardzo nie ośmieszył w Gdańsku.*

Ciekawe czyim pomysłem było użycie określenia „gospodarskiej wizyty premiera” – czy TVP czy spin doktora, która tak nazwał ową wizytę w zaproszeniu do dziennikarzy….

http://1maud.salon24.pl/319479,gdzie-ja-mieszkam-kampania-po-w-pelni

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Trzy wywiady o Polsce – Tomasz Terlikowski

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2011

Posted in Polityka - video, Wywiady | Leave a Comment »

Będzie wielki polski gaz

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2011

Prawdopodobnie największe złoże w kraju odkryto w pobliżu Kutna. PGNiG i FX Energy zaczynają wiercenia.

Jak dowiedziała się „Rz”, w sierpniu obie firmy rozpoczną jeden z najgłębszych w kraju (ok. 6,5 tys. m) odwiertów w poszukiwaniugazu. Zasoby w rejonie Kutna szacuje się nawet na 100 mld m sześc. I to, jak twierdzą eksperci, przy ostrożnych założeniach. – Złoże to ma takie same parametry jak najbogatsze występujące w Holandii i na Morzu Północnym w rejonie Wielkiej Brytanii, czyli w krajach, które po Norwegii są głównymi producentami gazu w Europie Zachodniej – mówi dyrektor departamentu poszukiwań PGNiG Piotr Gliniak.

A profesor Stanisław Rychlicki z krakowskiej AGH, który kieruje radą nadzorczą PGNiG, dodaje, że właśnie ze względu na podobieństwo geologiczne szanse na potwierdzenie zasobów są bardzo duże. – Na razie ze stuprocentową pewnością nie możemy potwierdzić tych złóż, ale liczymy na sukces pierwszych odwiertów – mówi.

Optymistycznie o koncesji kutnowskiej wypowiada się też wiceprezes FX Energy Andy Pierce. Pod koniec ubiegłego roku, gdy obie firmy zawarły umowę o zarządzaniu kutnowską koncesją, przekonywał, że złoże ma „ogromny potencjał”.

Ale też poszukiwania obarczone są sporym ryzykiem, bo ten rodzaj skał (czerwony spągowiec) nie był dotąd badany na takich głębokościach. Warto jednak je podjąć, bo sukces oznacza podwojenie zasobów gazu ziemnego w kraju – przypominają eksperci.

Odkrycie może podwoić polskie udokumentowane złoża gazu, czyli takie, które są pewne i nadają się do eksploatacji. Dziś szacuje się je na 95,5 mld m sześc. (po przeliczeniu na gaz wysokometanowy).

Obecne krajowe zapotrzebowanie na gaz ziemny wynosi ok. 14 mld m sześc. rocznie, ale tylko 4,2 mld m pochodzi z polskich złóż. Resztę musimy importować, głównie z Rosji.

Przedstawiciele obu firm poszukiwawczych przyznają, że złoże kutnowskie jest ogromną szansą, nawet gdyby na początku można było z niego wydobywać „tylko” ok. miliarda metrów sześc. rocznie. Tym bardziej że z roku na rok ma wzrastać zapotrzebowanie na ten surowiec. Wydobycie w rejonie Kutna – w przypadku zakończonych sukcesem pierwszego odwiertu i kolejnych – można uruchomić za trzy lata, a pilotażową produkcję wcześniej.

Obie firmy dzielą się kosztami i ryzykiem. Operatorem koncesji jest FX Energy, ale PGNiG ma 50 proc. udziałów.

Przeczytaj także:

Eldorado pod Kutnem! Złoża jak na Morzu Północnym

Rzeczpospolita

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Bankructwo utopii

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2011

„Ratowanie” Grecji może w praktyce oznaczać poprawianie bilansów jej wierzycieli, czyli francuskich i niemieckich banków.

M. BORAWSKI

Prof. Jerzy Żyżyński



Kryzys w Grecji to kompromitacja, ale nie tyle – albo raczej nie tylko – gospodarki Hellady, ale przede wszystkim pewnej idei i jej promotorów. Nie chodzi o samą ideę Unii Europejskiej – bo jest niewątpliwie piękna: zjednoczyć kraje kontynentu i stworzyć potęgę gospodarczą oraz wspólnotę ludzi i narodów. Piękną ideą jest też unia walutowa. To pomysł o potencjalnie olbrzymich perspektywach. Zbankrutowała idea realizacji tego planu ponad prawami ekonomii.

Z dominacją polityki nad ekonomią mieliśmy do czynienia przez całe dziesięciolecia systemu komunistycznego, a mimo to niektórych ludzi niczego to nie nauczyło. Europejscy politycy – jak sami przyznali – postanowili z euro uczynić narzędzie przede wszystkim polityczne, które miało „scementować Unię Europejską na wieki”. A tymczasem ekonomiści przestrzegali, że gdy chce się mieć autonomiczne, krajowe polityki fiskalne, czyli własne systemy podatkowe i własne budżety państwa, to integrować walutowo można tylko kraje bardzo do siebie podobne. W przeciwnym przypadku w sytuacji kryzysu mogą między nimi powstać napięcia powodujące w słabszych krajach dalekosiężne negatywne skutki. Kryzysu nikt nie przewidywał, zatem naprędce dokonano integracji walutowej, włączając do unii walutowej Grecję i inne słabsze kraje. Gdyby miały własne waluty, to dostosowanie nastąpiłoby tak jak w Polsce – przez osłabienie kursu walutowego – wtedy wewnętrzne relacje płac i kosztów w większości dóbr i wynagrodzeń się nie zmieniają, a zmiana kursu poprawia bilanse z zagranicą. Gdy nie ma własnej waluty, to dostosowanie może nastąpić tylko poprzez radykalne obniżenie płac, co uderza przede wszystkim w najbiedniejszych i klasę średnią – i nie ma co się Grekom dziwić, że protestują.
Mówi się, że Grecy żyli ponad stan, że „sami są sobie winni”. Po części jest to prawda, ponieważ dla uzasadnienia przyłączenia do strefy euro nieco „poprawiono” statystyki przez specjalne zabiegi finansowe, ukrywając brak spełnienia wymaganych kryteriów integracyjnych (zwanych kryteriami z Maastricht). Ale jest to tylko po części prawda. Komisja Europejska doskonale o wszystkim wiedziała, ale zależało jej na włączeniu Grecji do strefy euro po prostu dla wygody najsilniejszych krajów. Liczono, że będąc w strefie euro, Grecja stopniowo „wyrówna braki”.

Ratowanie Grecji czy niemieckich banków?

Szydło wyszło z worka przez to, że wybuchł nieoczekiwany przez nikogo kryzys. Gdy spadły dochody z turystyki, a Grecja stała się dla turystów europejskich zbyt drogim krajem, zabrakło tego mechanizmu dostosowawczego, jakim była własna waluta – jej potanienie przywróciłoby Grecji turystyczną atrakcyjność. W efekcie niedobory środków trzeba było kompensować rosnącym zadłużeniem.
W tych krytykach pomija się istotną przyczynę kryzysu, jaką jest wpędzanie krajów w zależność od zagranicznych pożyczkodawców. Deficyt budżetowy i będący jego konsekwencją dług publiczny są naturalnym i niezbędnym elementem realnej ekonomii – w sytuacji kryzysu deficyt łagodzi jego skutki, wprowadzając do gospodarki dodatkowe środki i przez to ją pobudzając. Będący tego skutkiem dług nie stanowi wielkiego problemu, jeśli papiery skarbowe są częścią majątku krajowych podmiotów – nie jest to wielki problem, gdyż spłata tego długu krajowym wierzycielom oznacza powrót pieniądza do krajowej gospodarki. Gdy jednak wierzycielami są pożyczkodawcy zagraniczni, spłata długu oznacza realną stratę dla krajowej gospodarki i tylko pogłębia kryzys.
W efekcie nie wiemy, czy ratowanie Grecji jest ratowaniem Grecji czy faktycznie poprawianiem bilansów jej wierzycieli, czyli francuskich i niemieckich banków. W tej sytuacji wszelkie recepty to zalecenia moralnie wątpliwe, sytuacji w samej Grecji bowiem nie poprawią, mogą nawet pogłębić jej kryzys gospodarczy, a skoro faktycznie chodzi o jej wierzycieli, to powinno się jasno powiedzieć, że to o to chodzi, a nie mamić szerokiej publiczności fałszywymi uzasadnieniami.
Zalecenia i wymogi stawiane Grecji nie są żadnym rozwiązaniem problemu. Powtarza się stare, skompromitowane zalecenia prywatyzacji i cięć wydatkowych, które mogą tylko pogłębić kryzys państwa. Cięcia wydatków sprowadzające się do obniżenia i tak niskich emerytur i płac nie są rozwiązaniem, doprowadzą bowiem do osłabienia popytu wewnętrznego greckiej gospodarki, pogłębiając jej kryzys. Deficyt trzeba redukować sposobem najbardziej logicznym: poprawiając ściągalność podatków od najbogatszych i od firm zagranicznych – a w tym trzeba autentycznej współpracy międzynarodowej.
Natomiast prywatyzacja podstawowych infrastrukturalnych dziedzin oznaczałaby przejęcie ich przez kapitał zagraniczny, w wyniku czego z jednej strony nastąpi zwiększenie i tak wysokich kosztów utrzymania, z drugiej – transfery zysków z Grecji, co będzie realną utratą części jej dochodu narodowego (podobnie jak w przypadku Polski, która traci około 3,5 proc. PKB rocznie w wyniku transferu dochodów), a to będzie oznaczało tylko pogłębienie kryzysu – i to w długim okresie.
Grecja musi oczywiście naprawić swe finanse, ponieważ dała się – podobnie jak Polska – ponieść pewnym neoliberalnym iluzjom forsowanym przez grupy interesów, a wprowadzonym przez niekompetentnych polityków. Przede wszystkim trzeba przywrócić ściągalność podatków od podmiotów zagranicznych, którym nadano nieuzasadnione przywileje (dotyczy to też bogatszej części własnych obywateli). Deficyt redukować należy zatem nie poprzez cięcia wydatków uderzające w zwykłych ludzi, bo to będzie pogłębiało kryzys, lecz przez zwiększanie dochodów budżetowych. Potrzebny jest także wzrost ogólnej wydajności pracy i wsparcie służących rozwojowi dziedzin przemysłu, co jest jednak kwestią bardziej długofalowych działań.

O prawo do autonomii

Rodzi się jednak naturalne pytanie: czy za przedwczesne wciągnięcie Grecji do strefy euro ma płacić społeczeństwo tego pięknego kraju, czy powinni płacić niekompetentni promotorzy fałszywych idei? Skoro kryzys Grecji jest kryzysem fałszywych idei, to rozwiązań trzeba szukać w zmianach idei. Ekonomiści mówią, że skoro powiedziało się A – forsując integrację walutową, to trzeba powiedzieć B – realizując integrację fiskalną. Europa potrzebuje zatem prawdziwej wspólnej polityki fiskalnej, wyrażonej we wspólnym budżecie z prawdziwego zdarzenia (bo ten obecnie tworzony to tylko namiastka budżetu) i wspólnej polityce podatkowej – czyli utworzenia czegoś na miarę budżetu federalnego, który kompensowałby naturalne regionalne różnice, takie jak między turystyczną Grecją i regionami o najsilniejszym przemyśle. W zjednoczonej Europie nie da się uciec od tego, że najbogatsi będą musieli oddać większą część swych dochodów na rzecz dobra wspólnego, co w praktyce będzie oznaczało transfery do biedniejszych regionów dla skompensowania rosnących napięć.
Nasuwa się jednak pytanie, czy w tej strukturze organizacyjnej Unii jest to w ogóle możliwe. Kryzys grecki jest kryzysem Unii o szerszych, nie tylko ekonomicznych, konsekwencjach. Czy w ironicznych, niemal kabaretowych jej określeniach, że jest to lustrzane odbicie nieistniejącego już Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli Związek Kapitalistycznych Republik Radzieckich, nie ma czegoś na rzeczy? Te coraz częściej dające się słyszeć lekceważące albo wręcz negatywne opinie o Unii, wypowiadane przez zwykłych ludzi, mogą szczególnie irytować euroentuzjastów i być zaskoczeniem dla unijnych polityków, ale są faktem, z którego trzeba wyciągać wnioski.
Upadek Związku Radzieckiego jest przecież wyjątkowo silnym dowodem na to, że nic z tego, co człowiek stworzy na siłę, przemocą polityczną, wbrew naturalnym tendencjom i woli ludzi, nie trwa wiecznie, zatem żadne „cementowanie” Unii wspólną walutą nie zapewni jej wieczności. Wspólnota narodów może się utrzymać tylko wtedy, jeśli znaleziona zostanie formuła autentycznego przywództwa respektującego prawa poszczególnych członków wspólnoty do zachowania swej względnej autonomii i obrony majątków narodowych przed drapieżnością grup interesu stojących ponad i poza narodami.


Autor jest ekonomistą, profesorem na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Posted in Gospodarka i Ekonomia | Leave a Comment »