WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 27 czerwca, 2011

W Niemczech 95 procent gazet jest niemieckich. W Polsce też

Posted by tadeo w dniu 27 czerwca 2011

Magda Figurska: W Niemczech 95 procent gazet jest niemieckich. W Polsce też.

gazetyMi­chał Kar­now­ski (wPolityce.​pl), cel­nie zdia­gno­zo­wał w sied­miu punk­tach od­po­wiedź na py­ta­nie, dla­cze­go u pro­gu kam­pa­nii wła­dza i me­dia za­cho­wu­ją się, jak­by już by­ło po wy­bo­rach. I do­da­je, że wy­gra­nych przez Plat­for­mę. Roz­po­czy­na od rze­czy naj­waż­niej­szej; w punk­cie pierw­szym, pi­sze o po­tęż­nej prze­wa­dze me­dial­nej obo­zu rzą­do­we­go, któ­ry mo­że li­czyć na peł­ną dys­po­zy­cyj­ność wie­lu ośrod­ków, bo tzw. Lo­ża Pra­so­wa, zaj­mu­je się tyl­ko „zbrod­nia­mi” PiS-u, a nie tym, czym po­win­na, np. awan­sem sa­mo­zwań­cze­go, bo nie­po­sia­da­ją­ce­go wy­kształ­ce­nia woj­sko­we­go, ge­ne­ra­ła BOR.

Otwie­ram in­ter­ne­to­we wy­da­nie po­nie­dział­ko­wej „Ga­ze­ty Wy­bor­czej” i cóż wi­dzę? Tekst pt. „PiS – po­wrót do prze­szło­ści” re­dak­tor Wie­lo­wiey­skiej, skom­pro­mi­to­wa­nej „li­stem bar­dzo otwar­tym” Ra­fa­ła Ziem­kie­wi­cza, od­de­le­go­wa­nej do spra­woz­da­nia z kon­gre­su Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, na któ­rym nie by­ła i do kry­ty­ki pro­gra­mu, któ­re­go nie czy­ta­ła. Stek pu­stych fra­ze­sów ty­pu: nę­dza in­te­lek­tu­al­na czy groch z ka­pu­stą, któ­ry­mi cha­rak­te­ry­zu­je pro­gram par­tii opo­zy­cyj­nej, po­twier­dza dia­gno­zę Mi­cha­ła Kar­now­skie­go, choć za­da­nie zo­sta­ło wy­ko­na­ne nie­pro­fe­sjo­nal­nie i ba­ła­ga­niar­sko, bo na­wet „od­grze­wa­ne ko­tle­ty” brzmią jak po­chwa­ła. Plat­for­ma żad­ne­go ko­tle­ta nie wy­sma­ży­ła. Jej spe­cjal­no­ścią jest pasz­tet, ewen­tu­al­nie ka­sza­na.

Otwie­ram po­nie­dział­ko­wy Dzien­nik Ga­ze­ta Praw­na i znów je­stem w do­mu, choć tu­taj kry­ty­ki brak. Brak na­wet naj­mniej­szej wzmian­ki, o kon­wen­cji Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, choć ty­dzień wcze­śniej, ma­ska­ra­da Tu­ska w Er­go Are­nie wy­le­wa­ła się za szpalt na każ­dej stro­nie. Tak wła­śnie wy­glą­da sy­me­tria w wy­ko­na­niu pol­sko­ję­zycz­nych me­diów, któ­re ma­ją za nic obo­wią­zek in­for­mo­wa­nia spo­łe­czeń­stwa. Mó­wił o tym rów­nież Ja­ro­sław Ka­czyń­ski na kon­wen­cji, pre­zen­tu­jąc zak­tu­ali­zo­wa­ny pro­gram par­tii pod ha­słem:  „Pol­ska no­wo­cze­sna, Pol­ska So­li­dar­na, Pol­ska bez­piecz­na”, któ­ry uzna­je w dal­szym cią­gu ten sam sys­tem war­to­ści, od­no­szą­cy się do wspól­no­ty na­ro­do­wej i ro­dzin­nej, ale, jak tłu­ma­czył, był ko­niecz­no­ścią do­sto­so­wa­nia się do no­wych oko­licz­no­ści. Te no­we oko­licz­no­ści to czte­ro­let­nie, bez ma­ła rzą­dy Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, któ­ra „bro­ni in­te­re­su es­ta­bli­sh­men­tu wy­ło­nio­ne­go w pro­ce­sie trans­for­ma­cji, sta­wia na in­te­re­sy wła­sne i wła­snych człon­ków, re­zy­gnu­je z po­li­ty­ki per­spek­ty­wicz­nej trosz­cząc się tyl­ko o „tu i te­raz”.

To i tak zbyt ła­god­na oce­na par­tii rzą­dzą­cej, któ­rej brak osią­gnięć w każ­dej dzie­dzi­nie prze­mil­cza­ny jest przez wio­dą­ce me­dia, a nie­koń­czą­ce się pa­smo klęsk, kry­zy­sów i afer prze­ku­wa­ne jest przez ob­co­ję­zycz­ną pra­sę w suk­ces, ewen­tu­al­nie, je­śli się nie da, w wi­nę opo­zy­cji. Obok me­diów, wiel­ką ro­lę w utrwa­la­niu wła­dzy PO, speł­nia­ją son­da­żow­nie III RP sztucz­nie pom­pu­jąc słup­ki po­par­cia, kie­ru­jąc się mot­tem: „Klient pła­ci, wy­ma­ga i ma”. Szef Ho­mo Do­mi­ni, czło­nek Fe­de­ra­cji Mło­dych So­cjal­de­mo­kra­tów, do­ra­dzał wo­je­wo­dzie ma­zo­wiec­kie­mu a te­raz or­ga­ni­zu­je szko­le­nia dla człon­ków PO w za­kre­sie ko­mu­ni­ka­cji pu­blicz­nej i wi­ze­run­ku. Wi­dać na­uczy­ciel sła­by al­bo kur­san­ci ma­ło po­jęt­ni, bo wi­ze­ru­nek me­dial­ny człon­ków rzą­du jest mi­zer­ny, mi­mo wy­so­kich za­rob­ków. Za to im­po­nu­ją­ce osią­gnię­cia w za­własz­cza­niu nie­za­leż­nych in­sty­tu­cji, ła­ma­nie za­sad de­mo­kra­cji, nie­by­wa­łe ata­ki na opo­zy­cję, wy­klu­cze­nie spo­łecz­ne i po­li­tycz­ne czę­ści spo­łe­czeń­stwa i do­bi­ja­nie pol­skie­go prze­my­słu. To dzia­łal­ność an­ty­pol­ska i an­ty­na­ro­do­wa, któ­ra pod na­zwą pry­wa­ty­za­cji jest od­da­niem za gro­sze, ist­nie­ją­cych jesz­cze pol­skich za­kła­dów i przed­się­biorstw. Tak­że tych, o zna­cze­niu stra­te­gicz­nym. Po­zby­cie się stocz­ni, pol­skiej men­ni­cy i Re­zer­wy Na­ro­do­we­go Ban­ku, któ­ra sta­no­wi­ła fun­da­ment sa­mo­dziel­ne­go pań­stwa, jest tyl­ko pierw­szym kro­kiem do od­da­nia na­ro­do­we­go ma­jąt­ku w ob­ce rę­ce. Da­lej pla­ny li­kwi­da­cji ZUS czy sprze­daż Lo­to­su.

Ale to te­ma­ty ma­ło atrak­cyj­ne dla wio­dą­cych me­diów; o wie­le mniej niż zdro­wie psy­chicz­ne pre­ze­sa. Je­dy­nie pra­sa of­fo­wa, ni­sko­na­kła­do­wa, na­zy­wa­na kie­dyś pra­są dru­gie­go obie­gu, speł­nia pod­sta­wo­wą funk­cję in­for­mo­wa­nia spo­łe­czeń­stwa, o praw­dzi­wej sy­tu­acji w kra­ju, o nie­pra­wi­dło­wo­ściach i nad­uży­ciach wła­dzy. Jest do­ce­nio­na przez czy­tel­ni­ków, o czym świad­czy wzrost sprze­da­ży. Głów­ny nurt, tzw. me­dia pol­sko­ję­zycz­ne ze staj­ni Axel Sprin­ge­ra, jak „Ga­ze­ta Wy­bor­cza” czy „Dzien­nik Ga­ze­ta Praw­na”, zwa­na Der­Dzien­ni­kiem, kon­se­kwent­nie fał­szu­je rze­czy­wi­stość wy­bi­ja­jąc z rzą­dem zgod­ny rytm pio­sen­ki za­kła­ma­nia i cu­dów li­be­ral­nej go­spo­dar­ki. A mo­że nie są to dzia­ła­nia ce­lo­we? Np. ta­ki Wprost re­kla­mu­je się: Blo­gi naj­lep­szych pu­bli­cy­stów. A co ma­my? Zbi­gnie­wa Hoł­dy­sa, Mag­dę Ges­sler, Ja­na Wró­bla, Mar­ci­na Mel­le­ra. Gra­my czym ma­my, jak ma­wiał daw­ny tre­ner ka­dry.

Więc mo­że my­li się Kar­now­ski, że to me­dia funk­cyj­ne, rzecz­ni­cy słusz­nej par­tii, ma­ją­cy w swych za­da­niach „se­cu­ri­tas” rzą­du? Mo­że to po pro­stu, wy­nik bra­ku wie­dzy, umy­sło­we za­bu­rze­nie w roz­po­zna­wa­niu i ko­ja­rze­niu ele­men­tów rze­czy­wi­sto­ści i błęd­ne wy­cią­ga­nie z niej wnio­sków? Mo­że tak być, bo szef Dzien­ni­ka, To­masz Wró­blew­ski za­ło­żył na Sa­lo­nie­24, blog za­ty­tu­ło­wa­ny „My­śli nie bo­lą”, co mo­że też ozna­czać, że ból gło­wy nie­ska­żo­nej my­śle­niem, jest nie­moż­li­wy. Prób­kę swych „my­śli” przed­sta­wił w po­le­micz­nym tek­ście pt. „Mi­łość so­cja­li­sty”, cy­tu­jąc fał­szy­we da­ne na te­mat Szwe­cji, któ­rą, w je­go opi­nii po­grą­ży­li so­cja­li­ści i tyl­ko li­be­ra­ło­wie mo­gą ją ura­to­wać. Spo­strze­że­nia Wró­blew­skie­go-hi­sto­ry­ka, na te­mat stra­te­gii roz­wo­ju go­spo­dar­cze­go, są tak sa­mo traf­ne, jak zło­te my­śli soł­ty­sa o fi­lo­zo­fii, ale wpi­su­ją się w głów­ny nurt po­li­ty­ki li­be­ral­nej, dla­te­go zo­sta­ły za­uwa­żo­ne. Zwią­zek Przed­się­bior­ców i Pra­co­daw­ców uczy­nił na­czel­ne­go Dzien­ni­ka, po fu­zji z Ga­ze­tą Praw­ną, lau­re­atem na­gro­dy go­spo­dar­czej za cykl ar­ty­ku­łów uka­zu­ją­cych przy­czy­ny kry­zy­su eko­no­micz­ne­go. Wró­blew­ski w sztan­da­ro­wym tek­ście „Ostat­nia kry­jów­ka ło­trów” – pod­da­jąc kry­ty­ce „pa­trio­tyzm go­spo­dar­czy” Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, po­chy­la się z tro­ską nad człon­ka­mi tej par­tii, mar­twiąc się, kto przy­tu­li 8 mln sie­rot po Ja­ro­sła­wie Ka­czyń­skim, któ­ry, ma­jąc tyl­ko jed­ną tro­skę – krzyż, od­po­wie­dzial­ny jest za obec­ny kry­zys.

Pa­trio­tyzm go­spo­dar­czy w wy­da­niu PiS, nie­traf­nie na­zy­wa Wró­blew­ski oksy­mo­ro­nem, uzna­jąc na­tu­ral­ną sprzecz­ność zna­czeń obu słów, bo o ile pa­trio­tyzm moż­na de­fi­nio­wać lo­jal­no­ścią wo­bec wła­sne­go na­ro­du, go­spo­dar­ka opar­ta na lo­jal­no­ści – pi­sze – przy­no­si wię­cej szkód i spro­wa­dza się do wy­rze­czeń ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa na rzecz wła­dzy. Wró­blew­skie­mu nie po­do­ba się pa­trio­tyzm go­spo­dar­czy, ja­ko wspie­ra­nie kra­jo­we­go biz­ne­su, choć wszyst­kie pań­stwa dba­ją o in­te­res na­ro­do­wy; Fran­cu­zi, Niem­cy, któ­rzy wspar­li stocz­nię Vul­kan, gdy my sprze­da­wa­li­śmy swo­ją wir­tu­al­nym Ka­tar­czy­kom, czy Wło­si, któ­rzy prze­nie­śli pro­duk­cję fia­ta pan­dy, bo naj­waż­niej­sze by­ły miej­sca pra­cy. Wła­śnie dzię­ki pa­trio­ty­zmo­wi go­spo­dar­cze­mu kra­je te, ma­ją moc­ną go­spo­dar­kę, bo nie po­zwo­li­ły na sza­bro­wa­nie wła­sne­go kra­ju, uczy­nie­nie z nie­go ko­lo­nii. Nie ma też ra­cji al­bo wie­dzy pi­sząc, że przed­się­bior­stwa z ob­cym ka­pi­ta­łem, dys­po­nu­jąc no­wą tech­no­lo­gią, ku­pu­ją na­sze za­co­fa­ne fir­my, aby zwięk­szyć zy­ski wła­sne, a przy oka­zji stwo­rzyć miej­sca pra­cy dla Po­la­ków na­pę­dza­jąc go­spo­dar­kę. Nic bar­dziej błęd­ne­go, bo hi­sto­ria pry­wa­ty­za­cji do­wo­dzi ten­den­cji zu­peł­nie od­mien­nej: zwal­nia­niu pra­cow­ni­ków, upa­dło­ści i trans­fe­rze pie­nię­dzy za gra­ni­cę. To tzw. ka­pi­ta­lizm wy­wo­zo­wy. Ja­kie tu ko­rzy­ści na­ro­do­we, sko­ro pry­wa­ty­zu­je­my nie fir­my sła­be i za­co­fa­ne, ale wła­śnie no­wo­cze­sne i do­in­we­sto­wa­ne przez rząd fi­nan­so­wo, jak Lo­tos, kwo­tą 5,5 mld zł, któ­ry je­śli znaj­dzie się w rę­kach ro­syj­skich to po to, by wspie­rać wła­sny ry­nek.

Jed­no zda­nie z tek­stu red. Wró­blew­skie­go, lau­re­ata na­gro­dy ze zna­jo­mo­ści go­spo­dar­ki, roz­ba­wi­ło mnie naj­bar­dziej. Pi­sze: We współ­cze­snym świe­cie po­wią­zań kor­po­ra­cyj­nych i prze­ni­ka­nia się ka­pi­ta­łu trud­no jest zde­cy­do­wać, któ­ry in­we­stor jest w peł­ni pol­ski, a któ­ry ob­cy al­bo czę­ścio­wo ob­cy. Ko­mu dać li­cen­cje, ko­mu po­zwo­lić wy­grać prze­targ?

Dun&Brad­stre­et czy pol­skie wy­wia­dow­nie go­spo­dar­cze, pew­nie nic mu nie mó­wią. Za­nim więc na­pi­sze tekst o za­le­tach pry­wa­ty­za­cji Lo­to­su, po­wi­nien po­czy­tać so­bie o po­li­tycz­no-go­spo­dar­czym Drang nach We­sten Ro­sji i fir­mie TNK PB i udzia­łow­cach – ro­syj­skich oli­gar­chach, któ­rzy w od­róż­nie­niu od Li­twi­nien­ki i Cho­dor­kow­skie­go nie pod­ję­li wal­ki z wła­dzą i po­zo­sta­li w ła­skach Krem­la. Po­wi­nien po­znać dzia­łal­ność biz­ne­so­wą Ro­ma­na Abra­mo­wi­cza i Ole­ga De­ri­pa­ski, któ­ry od czte­rech lat jest na ce­low­ni­ku FBI i ma za­kaz wjaz­du do USA, jest po­dej­rze­wa­ny m.​in. o pra­nie brud­nych pie­nię­dzy i związ­ki z krwa­wą mo­skiew­ską ma­fią, pro­wa­dzą­cą in­te­re­sy w Eu­ro­pie Za­chod­niej. I wresz­cie De­ri­pa­ska jest wła­ści­cie­lem Za­kła­dów Lot­ni­czych Awia­kor w Sa­ma­rze, któ­re re­mon­to­wa­ły TU-154. Je­śli, więc pol­ski wy­wiad nie dzia­ła a MON or­ga­ni­zu­je prze­targ, któ­ry wy­gry­wa ma­fio­zo, to cho­ciaż dzien­ni­ka­rze po­win­ni być czuj­ni. Wte­dy od­kry­ją, że ostat­nia kry­jów­ka ło­trów znaj­du­je się zu­peł­nie gdzie in­dziej.

Magda Figurska

Zrodlo: warszawskagazeta.pl – 22 czerwca 2011

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Pielgrzymka samochodowa do Wilna

Posted by tadeo w dniu 27 czerwca 2011

http://pl.gloria.tv/?media=123080

Zdjęcia

Posted in Filmy i slajdy, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Podróże, Wspomnienia | Leave a Comment »

( w miłosierdziu )… DO GROBOWEJ DESKI !!!

Posted by tadeo w dniu 27 czerwca 2011

Jest mi po prostu BARDZO wstyd…wstyd za POLSKĘ !!!

Zacznę od zacytowania ustawy Kodeks Karny :

Przedawnienie

Art. 101. § 1. Karalność przestępstwa ustaje, jeżeli od czasu jego popełnienia upłynęło lat:

1) 30 – gdy czyn stanowi zbrodnię zabójstwa,

2) 20 – gdy czyn stanowi inną zbrodnię,

2a) 15 — gdy czyn stanowi występek zagrożony karą pozbawienia wolności przekraczającą 5 lat,

3) 10 – gdy czyn stanowi występek zagrożony karą pozbawienia wolności przekraczającą 3 lata,

4) 5 — gdy chodzi o pozostałe występki.

Tyle i tylko tyle przewidział ustawodawca dla sprawców czynów zabronionych… Kiedyś musi być koniec odpowiedzialności ” za grzechy ” popełnione w PRZESZŁOŚCI…

W dzień rozpoczęcia kalendarzowego lata Trybunał Konstytucyjny  orzekł :

TK: Zobowiązanie podatkowe może się nigdy nie przedawnić… ORZECZENIE : Wielokrotna egzekucja podatków , która za każdym razem przerywa pięcioletni bieg terminu przedawnienia zobowiązania , nie narusza ustawy zasdniczej …uznał Trybunał Konstytucyjny !

Trybunał Konstytucyjny badał zgodność z ustawą zasadniczą art.70 par.4 Ordynacji podatkowej ( Dz.U. z 2005 r. nr. 8  poz.60 z późn.zm. )…Ten obowiązujący od IX 2005 roku przepis dopuszcza stosowanie nieograniczonej liczby środków egzekucyjnych , które za każdym razem przerywają termin przedawnienia zobowiązania podatkowego bez jednoczesnego wyznaczenia  końcowego terminu przedawnienia…

Napomknę niewtajemniczonym o co w tym przypadku chodzi !

Do tej pory , gdy podatnik – nie zapłacił należnego  podatku organ skarbowy wystawiał decyzję , która przedawniała się po 5 latach… dzisiaj ten sam organ przed upływem owych 5 lat wystawia ponownie decyzję i się nie przedawnia i tak dalej..co 5 lat decyzja OCZYWIŚCIE powiekszona o odsteki i egzekucja…TAK DO ŚMIERCI PODATNIKA … i oczywiście  , gdy spadkobiercy nie odrzucą spadku ( bo nie będą wiedzieli ) dług przechodzi na NICH !!!

Chciałbym w tym miejscu napisać mocne przekleństwo…napiszę pi pi pi… Fajny kraj , fajni posłowie , fajni rządzący…

LUDZIE !!! gdybym nie znał tysięcy przypadków , w których zobowiązany NICZEMU NIE ZAWINIŁ , nie napisałbym tego art… Tylko mam te nieszczęście ” od środka ” znać tak wielu nieszczęśników , którzy Bogu ducha są winni , a w tarapaty finansowe wpadli bez własnego udziału… no może z własnym udziałem bo byli właścicielami firmy  ( a co to grzech ? )…

Pan Waldemar z Opola z żonką założyli małą ubojnię… 2 tony na dobę..Otrzymali stosowne certyfikaty , zatrudnili odpowiednich pracowników , rozpoczeli produkcję i sprzedaż… Żoneczka – z natury ostrożna – na rozruch postanowiła dostarczać wyroby do firm Skarbu Państwa , żeby zminimalizować ryzyko nie zapłacenia za towar…Dostarczali do szpitali , zakładów karnych i stołówek samorządów terytorialnych.. Po pół roku byli ” załatwieni ” na cacy… Te gwarantowane – państwowe – firmy im nie zapłaciły w terminie , a poborca skarbowy ” wsiadł ‚ na konto , zajął wierzytelności u odbiorców , uniemozliwił zapłatę dostawcom i…… Pan Waldek z żoną z odsetkami i zbiegiem egzekucji są winni skarbówce ponad pół miliona z odstekami…Dług stale rośnie , US wystawia kolejne tytuły , komornik za grosze zlicytował dom i ubojnię i DO KOŃCA SWOJEGO ŻYCIA będą żyli   ” na łaskawym chlebie ” Caritasu i innych organizacji humanitarnych…

Pan Gerard Knosowski z Piły na swoich 7 ha ziemi wybudował  ( od podstaw ) duży kombinat materiałów budowlanych.. Piękny zakład , nowoczesna technologia , lokalne władze pokazywały tę fabrykę wizytującym te ziemie obcokrajowcom a i także polskim politykom ( pos. Borowski , pos. Komorowski )…Pan Gerard obiecywał żonie dostatnie życie  i wakacje po zapuszczeniu na 100% fabryki…

Przepiękna fabryka zakuła w oczy możnym tego kraju ( POLSKI ).. Bez jakichkolwiek powodów pan Gerard zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu w Poznaniu na rok i 14 dni… W tym czasie wyznaczony syndyk pan F.. sprzedaje fabrykę ” za drobne ” 700 tys.zł.. panu T..z Warszawy.. Pan T..po paru tygodniach sprzedaje ją za 15 milionów dolarów amerykańskich firmie niemieckiej H… Pan T.. jest ustawiony do końca życia , a pan Gerard Knosowski opuszcza areszt z kompletem wyroków uniewinniających i gdy się upomniał o swoją własność Sąd nakazał mu ZAPŁACIĆ  8.400 ZŁ za pobyt w areszcie !!! Gdyby był winny to płaci Skarb Państwa , a skoro niewinny to ma SAM za przyjemność pobytu w areszcie zapłacić…

Oczywiście będąc w areszcie pan Knosowski nie płacił stosownych podatków… Dzisiaj z odstekami ma ich – sam nie wie ILE ??? Komornik zabiera mu z 800 zł. emerytury 25% – licząc od brutto , dla US i Skarbu Państwa za pobyt w areszcie.. Zabierał mu będzie do końca świata i jeden dzień dłużej…W świetle w/w orzeczenia TK zgodnie z porządkiem prawa RP…pi pi pi …..

Pani Magdalenia z podkarpackiego prowadzi całkiem rentowną firmę od lat 15… Jej mąż również prowadzi swoją odrębną od małżonki  firmę budowlaną … Wiodło im się dobrze…Pani Magdalena posiada kilka kredytów w banku Spółdzielczym , które obsługuje wzorowo.. Mąż , gdy dostał zlecenie   budowy galerii handlowej poprosił żonę o podżyrowanie kredytu na realizację inwestycji.. Ta zgodziła się i podżyrowała..Galeria wybudowana w terminie i odebrana 10 grudnia ub.r.. Tylko inwestor nie zapłacił wykonawcy.. Bank i skarbówka sięgneli do „kieszni” żony..Postawiono wszystkie kredyty w stan natychmiastowej wymagalności… Zajęto cały majątek obojga małżonków w tym wierzytelność z tytułu budowy… Pani Magdalena z mężem są SKOŃCZENI !!!  SĄ ŻYWYMI TRUPAMI !!! Nigdy na ich twarzach nie zagości uśmiech… Wyżej cytowane orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego udupiło ICH NA AMEN !!! pi pi pi…

Co jeszce mam podawać przykłady , że nie zawsze z własnej woli jesteśmy skazani na śmierć głodową , w hańbie , nędzy i bez jakichkolwiek perspektyw na okruch słońca i starego chleba ???

Panie Ministrze od wydymanych  przez Polskę , Pani Arłukowicz Bartoszu , chce Pan więcej takich przykładów ??? 

http://legionista.nowyekran.pl/post/18947,w-milosierdziu-do-grobowej-deski

Posted in POLECAM, Polityka i aktualności, Znalezione w sieci, Świadectwa | Leave a Comment »

Rymkiewicz o Kaczyńskim i Polakach

Posted by tadeo w dniu 27 czerwca 2011

Czekanie u fryzjera na swoją kolej ma zalety.

Nie kupuję i nie czytam Newsweek’a. Czekając u fryzjera na swoją kolejkę wziałem do ręki dość sfatygowany egzemplarz pisma bez okładki. Wewnątrz wypatrzyłem zapis świetnej rozmowy, jak się okazało podczas lektury, z poetą, Jarosławem Markiem Rymkiewiczem którą przeprowadziła Joanna Lichocka.

Rozmowa – wywiad została zatytułowana „Czy Jarosław Kaczyński jest skończony?”

Pytanie wydaje się być w nurcie aktualnych innych wypowiedzi na temat Jarosława Kaczyńskiego ale o znaczeniu przeciwnym do wyżej wspomnianego wywiadu, że wspomnę np. senatora Kutza, czy gazete W.

Nawet zdziwiłem się, że taki wywiad ukazał się w takim piśmie. Uprzedzam, że fragmenty wybrałem tendencyjnie. Nie mogę bowiem patrzeć i słuchać jak w moim Kraju niszczy się porządnych ludzi łajdackimi metodami. Sądzę, że nadchodzące wybory rozstrzygniete zostaną między Jarosławem Kaczyńskim, a Tuskiem. Działania sprzęgniętych z PO i Tuskiem mediów, także komórek takich jak polska prokuratura wpisują się w słowa o. Rydzyka o totalitaryźmie w Polsce. Niszczenie Kaczyńskiego wszelkimi, dostępnymi metodami przed być może dla jednego z nich, ostateczną rozgrywką kojarzy mi się z końcowymi scenami z filmu „Gladiator”, kiedy przed walką z cesarzem główny bohater zostaje na noc przywiązany rękoma do góry, następnie zraniony tak by rana nie była widoczna. Osłabiony, wycieńczony i ranny ma stanąć do walki z wypoczętym i w świetnej dyspozycji władcą w sugerowanej publiczności scenerii uczciwej i równej walki.

Onegdaj dwie armie stawały naprzeciw siebie. Ich najsilniejsi wojownicy wychodzili na środek by walczyć. Po stoczonej walce, wojsko pokonanego przywódcy po prostu składało broń, lub uciekało. …

Teraz wywiad, fragmenty, na pytania pani Lichockiej odpowiada Jarosław Marek Rymkiewicz

Joanna Lichocka: Mam wrażenie, że gdy pan mówi o „polskim sposobie życia”, myśli o XVI-wiecznej szlachcie, tej, o której pisze w książce o Samuelu Zborowskim. A jeśli współcześni Polacy, ci nowi, wielkomiejscy, wcale nie mają ochoty do tamtej tradycji nawiązywać? Może po wszystkich kataklizmach historii wcale nie czują się spadkobiercami szlachty? I wykuwają własny sposób życia, nie oglądając się na anarchistę Zborowskiego?

– Tak się jakoś odwiecznie dzieje, że jedyną żywą tradycją polskiego życia jest życie szlacheckie. Czyli wszystko to, co wydarzyło się w I Rzeczpospolitej. Ja kompletnie tego nie pojmuję i nie wiem, dlaczego tak właśnie jest – może dlatego, że polscy chłopi pańszczyźniani też chcieli żyć jak ich panowie? Chcieli być polską szlachtą i co więcej, stali się nią. Bo my wszyscy jesteśmy polską szlachtą. Wszyscy jesteśmy polskimi rycerzami, wszyscy jesteśmy równi, równie piękni i równie wolni. I wobec tego każdy ma prawo domagać się dla siebie takiej wolności, jaka przysługiwała obywatelom I Rzeczpospolitej. Nie ma innej skutecznie działającej tradycji w Polsce. Nie ma tradycji pańszczyźnianego niewolnika. Nie ma nawet tej tradycji, która ukształtowała się w wieku XIX, czyli tradycji niewolnictwa proletariackiego. Wszyscy jesteśmy polską szlachtą i mamy do tego prawo – bez względu na to, czy nasi przodkowie mieli ziemie i dwory, czy małe chatynki, czy zgoła nic nie mieli.

Joanna Lichocka: Czyli szlachcic Tusk i panowie bracia z PO mówiąc nam: „nie róbmy polityki, budujmy mosty”, realizują polski sposób życia?

– Ale dlaczego mamy nie politykować? Przecież politykowanie to jest także nasz odwieczny polski sposób życia. Kto mówi: „nie politykujmy”, ten chce nam odebrać nasz polski przywilej. Każdy polski szlachcic w I Rzeczpospolitej był uprawniony do politykowania. Wezwany, stawiał się na wolną elekcję, która wybierała świętego króla polskich rycerzy. Mógł się też awanturować na tej elekcji, nawet mógł się pojedynkować. Dochodziło tam do straszliwych napięć, takich, które groziły wybuchem wojny domowej. I często, na przykład po elekcji Stefana Batorego czy po elekcji Zygmunta III Wazy, do takich wojen – szczęśliwie niegroźnych – dochodziło. Właśnie dlatego, że każdy szlachcic miał równe prawo do udziału w polityce. Nie było tak, że szlachta uprawiała ziemię, wysyłała zboże do Amsterdamu i mówiła przy tym do jakiejś magnackiej elity: no, to teraz zajmijcie się za nas politykowaniem, a my będziemy zajmowali się miłym życiem w naszych dworach. Polacy są od wieków narodem politycznym. Dlatego w hasło „nie róbmy polityki” nikt tu nie uwierzy, bo to jest hasło lekceważące polskie sposoby istnienia, a przede wszystkim starodawne polskie prawo do wolnego politykowania.

Joanna Lichocka:
Jak to nikt? Nie widzi pan, jakie poparcie ma Platforma Obywatelska?

– W postkolonialnym kraju muszą być tubylcy – i nie może być inaczej – przyzwyczajeni do swojego postkolonialnego istnienia. Tacy, którzy uważają, że postkolonialne życie (czyli podrzędność) to jest coś miłego i bezpiecznego. Ci polscy tubylcy wierzą (ale to jest za dużo powiedziane – nie tyle wierzą, ile mówi to im ich postkolonialna podświadomość), że są ludźmi podrzędnymi, byle jakimi; że kto jest Polakiem, ten jest z urodzenia marniejszy od innych; że lepiej mieć tu drugą Irlandię albo drugą Japonię niż Polskę. To jest przykre, ale trzeba to wyraźnie powiedzieć: są wśród Polaków i tacy, którzy już nie chcą być Polakami, bowiem uważają, że Polak to jest ktoś taki, kto jest czyimś niewolnikiem, a przede wszystkim ktoś taki, kto jest niewolnikiem swojej gorszości, podrzędności, bylejakości.Gombrowicz! Stąd właśnie niebywały sukces tego postkolonialnego pisarza, który przyzwyczajał Polaków do ich postkolonialności. Nie chodziło mu o to, żeby wydobyć Polaków z tej dziury, ale o to, żeby uświadomić im ich podrzędność, drugorzędność. Francuzi, różne Sartre’y – to dla Gombrowicza było wyśmienite, pierwszorzędne. Jakie to niemiłe. Świetny stylista, znawca polszczyzny, ale dusza postkolonialna. Zresztą wszyscy jesteśmy po trosze postkolonialni. Dobrze pokazuje to również nasz podziw dla niemieckiego porządku i niemieckiej gospodarki. Przecież mamy swój ideał życia, ukształtowany przez I Rzeczpospolitą, i to jest ideał życia w wolności, z pewną skłonnością do anarchii. Taka anarchiczna wolność jest absolutnym przeciwieństwem niemieckiego porządku. Ów niemiecki
Ordnung powinien więc nas raczej śmieszyć jako coś podrzędnego wobec naszego wspaniałego ideału życia w wolności, jako coś godnego lekceważenia czy politowania. Tymczasem u nas Ordnung się podziwia. A jednocześnie trochę się go boimy, bo przewidujemy, że Ordnung może się nam objawić w porządku maszerujących pułków SS. Oraz sztandarów ze swastyką w skolonizowanej Warszawie.

Joanna Lichocka:
 Ale z drugiej strony, przyjemnie jest, gdy pociąg przyjeżdża punktualnie.

– Anarchiczna wolność może nie sprzyja punktualnemu przyjeżdżaniu pociągów, ale też mu szczególnie nie przeszkadza. To pokazuje nam tajemniczo I Rzeczpospolita. Przez cały XVI wiek na wszystkich granicach Rzeczypospolitej trwały (nieustannie!) wojny, a w Małopolsce i na Mazowszu w tym samym czasie panowały nienaganne stosunki gospodarcze; zaś w Czarnolesie Jan Kochanowski zaprowadzał idealny (choć zarazem trochę anarchiczny) porządek estetyczny. Porządek, ale anarchiczny – tu właśnie dotykamy istoty polskości. Piękno anarchicznego porządku to jest właśnie to, co nas czyni Polakami. Polska wolnych ludzi może więc być państwem porządnie zorganizowanym, a nawet potężnym. Ludzie postkolonialni, tubylcy, mają z tym pewne kłopoty, bowiem uważają (raczej czują), że piękne oraz godne podziwu są inne narody, a Polacy są brzydkimi nieszczęśnikami. Lepiej więc być Japończykiem czy Irlandczykiem niż Polakiem. Ja sądzę inaczej, choć Japończycy też mi się bardzo podobają. Szczególnie podoba mi się muzyka Takemitsu, którego uwielbiam. Japończyk Takemitsu, niemal mój rówieśnik, nie miał żadnych kłopotów ze swoim istnieniem, bo był z narodu kolonizatorów. Uważał, że jest równie dobry jak Debussy czy Ravel, i chyba się nie mylił. My, tubylcy, powinniśmy się uczyć na takich przykładach.

Tubylcy?
– To brzmi trochę lekceważąco, ale musimy się przyzwyczaić, że z punktu widzenia Niemców czy Rosjan jesteśmy tubylcami. Mieszkańcy podbitych kolonii, a nawet byłych kolonii, to tubylcy, prawda? Wieki kolonialnego bytowania doprowadziły naszą społeczność do stanu, w którym wydaje się jej, że nie będzie mogła żyć w wolności. „Gdyby Niemcy nami rządzili, wreszcie zapanowałby tu jakiś porządek” – sądzę, że taka myśl pojawia się w głowach wielu Polaków. Ja charyzmatyczną siłę Jarosława Kaczyńskiego – siłę Łokietkową – upatruję właśnie w tym, że on stworzył partię, która mówi: nie jesteście gorsi; stańcie na nogi; macie prawo do niepodległego istnienia.

Joanna Lichocka: To dlaczego tak wielu Polaków głosuje na PO?

– Dlatego, że wielu Polaków ma w głowach postkolonialny mąt i woli oddać władzę reżimowi, który reklamuje się jako liberalny, niż zaryzykować. Całkowicie niepodległe polskie istnienie wydaje się im czymś ryzykownym, bo nie wiadomo, co z niego wyniknie. I nawet mają trochę racji, bo wolność to jest coś wspaniale ryzykownego.

Joanna Lichocka:
Raczej boją się PiS i Kaczyńskiego.

– To jest domysł, z którym należy się liczyć. Istnieje – i to jest opisane w książkach socjologicznych i filozoficznych – coś, co jest lękiem przed wolnością. Murzyni z wielu afrykańskich kolonii też bali się wziąć sprawy w swoje ręce, dlatego oddawali władzę w ręce dyktatorów. Bali się wolności, nie wiedzieli, co z nią zrobić. A byłym kolonizatorom byli oczywiście na rękę postkolonialni tyrani, bo można było z nimi robić dobre interesy.

Joanna Lichocka:
 Czemu używa pan słowa „reżim” na określenie rządów, które są wynikiem demokratycznych wyborów w demokratycznym kraju?

– Wybory w kraju postkolonialnym nigdy nie są demokratyczne, ponieważ w postkolonialnym kraju nie ma demokracji. Gdyby była demokracja, to by była wolność słowa. Gdyby była wolność słowa, to byłyby różne stacje telewizyjne – nie tylko takie, które nienawidzą Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry. Gdyby była wolność słowa, byłoby też dużo różnych gazet, które działałyby na równych prawach. Wtedy żylibyśmy w kraju, w którym możliwe są demokratyczne wybory. Tu chodzi o równowagę opinii – wszystkie opinie, które się pojawiają, są uprawnione do równorzędnego istnienia. Otóż tego w Polsce nie ma. Upubliczniane, w sposób niemal totalny, są takie opinie, które są na rękę reżimowi. Ja mogę się wprawdzie odezwać i mogę nawet liczyć, że zostanie to opublikowane. Ale czy zostanę wysłuchany, to już inna sprawa. W tym sensie nie ma w Polsce żadnej wolności słowa. Zamiast wolności słowa jest przemoc medialna. To jest przemoc gorsza niż fizyczna, gorsza niż miażdżenie palców i wybijanie zębów. Przemoc medialna jest czymś wyjątkowo ohydnym.

Joanna Lichocka: Polacy na to pozwalają. W każdym razie nie przeszkadza im to, skoro telewizje i gazety, o których pan mówi, są czytane i oglądane. Może więc mamy innych Polaków, niż się panu wydaje? Takich, którym to nie przeszkadza? To są ich media, ich elity, ich autorytety. Są całe dzielnice, takie jak warszawskie Miasteczko Wilanów, głosujące masowo na PO.

– To potwierdza moje przekonanie, że niepodległość Polski to jest rzecz strefowa. Gdzieś jest, a gdzieś jej nie ma. Znajdzie pani z pewnością takie wioski, które w całości głosowały na Jarosława Kaczyńskiego.
….
Joanna Lichocka: Mówi pan tak, jakby pan nie jeździł autobusem czy kolejką i nie widział, jak Polacy nawzajem się nie znoszą, bo ten z PO, a tamten z PiS. Twierdzi pan, że nie ma podziału, że nasz naród jest jak lawa? Może czas wyrzucić z głowy tę frazę?

– Ja tę lawę widziałem, patrząc na krakowski rynek podczas uroczystości pogrzebowych. Widziałem i słyszałem to, co wszyscy widzieli i słyszeli. Widziałem ogromny tłum śpiewający „Jeszcze Polska nie zginęła”. Widziałem, jak wynoszono trumny z kościoła Mariackiego. Widziałem, jak je układano na lawetach. Słyszałem ten straszny, wielki krzyk osieroconych Polaków: „dziękujemy, dziękujemy”. A potem z kościoła wyszedł Jarosław Kaczyński i wtedy zapanowała wielka cisza, a w tej ciszy odezwał się jakiś męski, jeszcze nawet młodzieńczy głos. Trochę nawet z takim łobuzerskim akcentem. Co ten ktoś krzyknął, to wszyscy słyszeli: „Jarek, trzymaj się”. To była wielka narodowa chwila. To było tak, jakbym to ja krzyczał, jakby krzyczał każdy, kto był przytomny tej chwili. Jakby to Polska krzyknęła: „Jarek, trzymaj się”. Wtedy zrozumiałem, że to jest pointa tego mojego wiersza – „Niech się Pan trzyma – Drogi Panie Jarosławie”. To, co się zdarzyło 10 kwietnia i po 10 kwietnia, od razu weszło między wielkie wydarzenia historii Polski.To wszystko – ten pogrzeb warszawski i ten krakowski, i ten Wawel, i te trumny przewożone na lawecie, i ten uścisk premiera Tuska z carem Północy – to wszystko już się usymbolizowało. Te symbole szukają teraz swego miejsca między wielkimi symbolami naszej narodowej historii. Walka z mitem, który powstał, jest bezowocna, a kto z nim walczy, ten ów mit wspomaga, ten go też buduje.

Joanna Lichocka:
Mamy nowy mit narodowy, a Polacy lubią mieć mity.

– Mity są nie tylko niezbędne dla życia narodowego, ale są też piękne, nawet jeśli są okrutne, a ich piękno ustanawia okrutne, dzikie piękno naszych narodowych dziejów. Trochę boję się o tym mówić, bo może należałoby z tym poczekać, uzyskać jakiś większy dystans, ale powiem, bo ktoś, tak czy inaczej, musi to wreszcie powiedzieć. Ja widzę wielkie dziejowe piękno tego wszystkiego, co wydarzyło się 10 kwietnia i zaraz potem. I nie chodzi tu tylko o piękno pogrzebu i pochówku na Wawelu, bo wiadomo, że Wawel jest piękny ze swojej natury, jak piękny jest każdy narodowy początek, jak piękne są każde legendarne narodziny narodu. Pogrzeb Piłsudskiego był piękny. I Słowackiego, bo tak chciał Piłsudski. Ale ta straszna katastrofa także staje się już piękna. Szczątki tupolewa są piękne. Piękne jest to okropne pole i połamane drzewa w pobliżu smoleńskiego lotniska. W historii Polski wydarzyło się coś wielkiego, strasznego i pięknego. Trzeba na to spojrzeć z perspektywy stuleci, bo polska opowieść o tym, co się wydarzyło pod Smoleńskiem, będzie opowiadana także i za tysiąc lat. Dlatego szczątki samolotu są piękne – jak nasze narodowe dzieje.

Joanna Lichocka:
 Niewątpliwie mamy tu do czynienia z natychmiastową symbolizacją.

– Co się dość rzadko zdarza w historii – zwykle musi upłynąć trochę czasu, żeby pojawiła się mityczna opowieść. Mit ma swoje tajemnicze zawiłości. Pewne wydarzenia – nie bardzo wiadomo dlaczego –  szybko się symbolizują. Jak choćby śmierć księcia Józefa skaczącego do Elstery, śmierć, prawdę mówiąc, trochę przypadkowa, nawet niepotrzebna. A inne ważne wydarzenia w ogóle nie wchodzą w przestrzeń mityczną. Jak choćby nieudane samobójstwo Tadeusza Kościuszki na pobojowisku pod Maciejowicami. Świetna scena, która powinna stać się symbolem polskiego losu – i nic z tego, historia ją gdzieś schowała, zatarła. A jeśli już mówimy o mitycznych symbolizacjach, to chcę powiedzieć, że Jarosław Kaczyński też już staje się, a nawet stał się symbolem.Dlatego na początku naszej rozmowy porównałem go do walecznego Władysława Łokietka, który przegrywał, wygrywał, i znów przegrywał, i znów wygrywał, i tak przez całe swoje życie, bitwa po bitwie, z Krzyżakami, z Wacławem II, aż zrekonstruował zrujnowane Królestwo Polaków. Co do wzrostu, to też zachodzi wyraźne podobieństwo. Jarosław Kaczyński jest świetnym, zręcznym politykiem, ale to już nie jest takie ważne, bo ważniejsze jest teraz coś innego. Otóż ten człowiek, już niemłody, ale przecież też nie stary, któremu nie wszystko się udawało, który musiał znieść wiele upokorzeń i porażek, pewnie wcale nie myśląc o tym, że zmierza w takim właśnie kierunku, stał się obecnie żywym symbolem niepodległej Polski, którą ma dla nas wywalczyć. Jak Łokietek ze swojej rycerskiej groty pod Ojcowem, tak on wyszedł ze swojej inteligenckiej żoliborskiej groty, żeby walczyć z wrogami Polski. Patrzę teraz na niego i widzę mitycznego bohatera Polaków. Niech się Pan trzyma, Drogi Panie Jarosławie.

Joanna Lichocka: Gdy spotkaliśmy się trzy lata temu, mówił pan, że Jarosław Kaczyński jest postacią historyczną, bo ugryzł żubra w dupę. Żubr, symbol Polski, spał pod lipą, prezes PiS podszedł, ugryzł go i obudził. Ale ten żubr chyba uciekł Kaczyńskiemu?

– Przecież było wiadomo, że ugryziony żubr gdzieś ucieknie, no i uciekł, gdzieś pomknął. Ale ja w tej rozmowie mówiłem też, że żubr galopuje w jakąś nieznaną przyszłość. Teraz to już widać trochę lepiej, a moja koncepcja Polski postkolonialnej pozwala to lepiej zrozumieć – żubr przez jakieś straszne ostępy, chaszcze, zarośla galopuje ku niepodległości. Słyszę jego tętent, tętent odradzającego się polskiego życia. Będziemy mieli wspaniałe państwo wolnych Polaków, w którym Jarosław Kaczyński będzie miał pomniki. Będzie stał obok Lecha. Albo będą siedzieli na murku, pijąc wodę z sokiem z żoliborskiego saturatora.

Całość jest na stronie:

http://www.newsweek.pl/artykuly/wydanie/0/czy-jaroslaw-kaczynski-jest-skonczony,68350,1

Posted in Jarosław Kaczyński, POLECAM, Polityka i aktualności, Wywiady | Otagowane: | Leave a Comment »

Dymisja za dobre wyniki w śledztwie?

Posted by tadeo w dniu 27 czerwca 2011

Minister finansów odwołał szefa białostockiego Urzędu Kontroli Skarbowej, który koordynował najpoważniejsze śledztwa finansowe w kraju – ustalił „Dziennik Gazeta Prawna”. Współpracował on także z prokuratorem Andrzejem Piasecznym, któremu odebrano śledztwo dotyczące m.in.szefa ABW. 

Szefa Urzędu Kontroli Skarbowej w Białymstoku Dariusza Ćwikowskiego zdymisjonowano na początku czerwca i teraz jest zwykłym inspektorem. Zgodnie ze swoimi uprawnieniami decyzję podjął nadzorujący piony skarbowe wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz.

– Mogę powiedzieć, że zdecydowała zła ocena pracy pana Ćwikowskiego jako dyrektora UKS – mówi Parafianowicz. Jednak, jak akcentuje dziennik, jeszcze niedawno ufał on kompetencjom szefa białostockiego UKS i to jemu powierzył koordynowanie kontroli skarbowej dotyczącej setek firm działających w branży jednorękich bandytów.

Kilku rozmówców gazety łączy dymisję z ujawnioną w ubiegłym tygodniu przez „Gazetę Wyborczą” historią prokuratora Andrzeja Piasecznego, któremu odebrano poważneśledztwo dotyczące handlu lewymi fakturami. W tej sprawie zarzuty karne usłyszeli menedżerowie telekomu Era, ale także badany był wątek dotyczący obecnego szefa ABW gen. Krzysztofa Bondaryka, który przed objęciem stanowiska szefa służb pracował właśnie w Erze.

W kilku niezależnych od siebie źródłach dziennikarze „Dziennika Gazety Prawnej” ustalili, że decyzję o kontroli skarbowej na potrzeby śledztwa prowadzonego przez prokuratora Piasecznego podejmował właśnie Ćwikowski, jako ówczesny szef warszawskiego UKS.

Gazeta odnotowuje, że wiceminister Parafianowicz niemal całą swoją karierę w instytucjach publicznych związał z gen. Bondarykiem. Razem pracowali w służbach specjalnych, a także obecnie utrzymują bliski, koleżeński kontakt. – Nie było żadnych innych powodów, tylko ocena pracy dyrektora Ćwikowskiego – powtarza, broniąc swojej decyzji, wiceminister.

Przeczytaj także:

Kontrolował szefa ABW – stracił stanowisko

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dymisja-za-dobre-wyniki-w-sledztwie,wid,13541763,wiadomosc_prasa.html

Posted in Afery i przekręty, Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »