WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 15 czerwca, 2011

SOLIDARNI 2010

Posted by tadeo w dniu 15 czerwca 2011


http://solidarni2010.pl/

Posted in POLECAM, SOLIDARNI 2010 | Leave a Comment »

Pacyfikacja namiotu Solidarnych 2010 – 14.06.11

Posted by tadeo w dniu 15 czerwca 2011

PAMIĘTAJCIE o SOLIDARNYCH

Posted in Polityka - video, Polityka i aktualności, SOLIDARNI 2010, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

Rafał Ziemkiewicz przed namiotem Solidarnych 2010

Posted by tadeo w dniu 15 czerwca 2011

Kolejny ‚minwyklad” przed namiotem, 12.06.2011 r. Gościem był Rafał Ziemkiewicz.

W niedzielę rano pod „namiotem nienawiści” króciutki wykład nt. panującej w kraju sytuacji politycznej wygłosił Rafał Ziemkiewicz. Z tej racji, że jest to publicysta nietuzinkowy, który – jak opisał to ostatnio mój kolega „jak coś pisze, to się nie pier***”, zrobił on sobie jaja. Zarówno z wcześniejszego wystąpienia premiera Donalda Tuska w hali w Gdańsku, jak również z prezydent Warszawy, która wysyła swoich kadrowych osiłków do walki z opozycją.

Dzień później nagranie z jego wystąpienia trafiło do Internetu. Skutek był taki, że nazajutrz (wtorek wieczorem) namiot rozpędzono. „Zaprawdę, słuszną linię ma nasza władza”. Bufetowa dała czadu, demokracja kwitnie, Chińczycy zamiast na A2 spieprzają na Węgry, a kraj pogrąża się w infrastrukturalnej demolce. Czego chcieć więcej?

 

Posted in SOLIDARNI 2010, Wywiady | Leave a Comment »

Gaz łupkowy tańszy niż rosyjski

Posted by tadeo w dniu 15 czerwca 2011

W USA koszt wydobycia gazu łupkowego spadł już do 30 dolarów za 1000 m sześc. To cena ponad 10 razy niższa od tej, po której Polska kupuje gaz z Rosji.

Gaz łupkowy tańszy niż rosyjski

Do kosztów eksploatacji złoża należy dodać jeszcze podatki, opłaty górnicze czy ekologiczne, ale jeśli uda nam się choćby zbliżyć do poziomu cen w Stanach Zjednoczonych, czeka nas energetyczna rewolucja.

Ustalenie kosztów wydobycia gazu łupkowego w naszym kraju jest jedną z głównych zagadek dla polskiego rządu oraz firm wydobywczych. Eksperci jak ognia unikają podawania liczb, bo wszystkie szacunki mogą się okazać chybione. – Wydobywanie gazu łupkowego w USA jest dziś znacznie tańsze niż konwencjonalnego. Ale nikt odpowiedzialny nie powie, ile będzie to kosztowało w Polsce – przyznaje Maciej Kaliski, dyrektor departamentu ropy i gazu w Ministerstwie Gospodarki.

Amerykańskie firmy, które zaczęły eksploatację złóż gazu łupkowego w dwóch basenach geologicznych – Fayetteville i Marcellus – przyznały podczas niedawnej konferencji w Nowym Orleanie, że koszt jego wydobycia waha się między 30 a 35 dol. za 1000 m3. Kwota ta nie zawiera podatków, opłat przesyłowych, czynszów dzierżawnych oraz marż firm. W efekcie cena ta rośnie kilkukrotnie. Ostateczny koszt produkcji gazu – po uwzględnieniu wszystkich kosztów – sięga w Stanach Zjednoczonych średnio 150 dol.

U nas jednak osiągnięcie tego poziomu jest niemożliwe. Zdaniem Henryka Jacka Jezierskiego, głównego geologa kraju, koszty eksploatacji złóż w Polsce będą przynajmniej o 30 proc. wyższe. Wynika to z warunków geologicznych. Polskie złoża łupków są starsze od amerykańskich – to oznacza, że mamy w nich mniej materiału organicznego, z którego powstają węglowodory. Mówiąc w skrócie, polskie złoża są mniej zasobne od tych w USA. Aby więc uzyskać taką samą ilość gazu, może być potrzebna większa liczba odwiertów.

– Każdy to wydatek od 30 do 40 mln zł – mówi Patrycja Kujawa, dyrektor ds. rozwoju i komercjalizacji LNG Energy, kanadyjskiej firmy poszukującej w Polsce gazu łupkowego. Na niekorzyść naszego kraju przemawia też brak infrastruktury. W USA większość złóż gazu łupkowego jest eksploatowanych w miejscach, gdzie wcześniej wydobywano gaz konwencjonalny. Jest więc już tam gotowa infrastruktura do transportu paliwa. W naszym kraju rurociągi do większości złóż trzeba będzie dopiero wybudować.

http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/340751,gaz-lupkowy-tanszy-niz-rosyjski.html

Przeczytaj także:

Rząd sprzedaje gazowe eldorado – prof. Mariusz-Orion Jędrysek

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | 1 Comment »

Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

Posted by tadeo w dniu 15 czerwca 2011

Zachęcam do zapoznania się z historią powstania pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego, namalowanego w Wilnie w 1934 r. przez Eugeniusza Kazimirowskiego (syna Augusta i Marii z Kossakowskich) 

Obserwujemy, jak na naszych oczach prawda o Miłosierdziu Bożym podbija świat. Przez przyjęcie orędzia Miłosierdzia Bożego, które przypomniała św. s. Faustyna Kowalska (1905-1938), współczesny człowiek, podlegający licznym zagrożeniom, jakie (mimo humanistycznych haseł) niesie nasza zmaterializowana cywilizacja, może odnaleźć sens istnienia i własną godność, może znów nawiązać dialog z Bogiem i z drugim człowiekiem (Por. DM 11)

Św. Faustyna 

Wyrazem kultu Miłosierdzia Bożego jest powszechnie znany (w Polsce i na świecie) obraz Jezusa Miłosiernego podpisem: „Jezu, ufam Tobie!”. A choć możemy go zaliczyć do zewnętrznych form kultu Miłosierdzia Bożego, praktyka pokazuje, ile nawróceń, ile przemian dokonało się w obliczu tego obrazu, oraz ile łask przezeń spłynęło na ludzi. Ich świadectwa stanowią potwierdzenie słów Jezusa, które s. Faustyna zapisała w swym Dzienniczku: Już jest wiele dusz pociągniętych do mojej miłości przez obraz ten. Miłosierdzie moje przez dzieło to działa w duszach (Dz 1379).

22 lutego 1931 r., przebywając wieczorem w celi płockiego klasztoru, ujrzała Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty (…) wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady (Dz 47). Po chwili pełnej adoracyjnego milczenia Jezus wyznaczył Świętej niezwykłe zadanie: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz z podpisem: Jezu ufam Tobie! Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie (Dz 47).

Zadanie postawione przez Jezusa (Wymaluj obraz) było dla s. Faustyny po ludzku po prostu niewykonalne. Święta nie posiadała podstawowych umiejętności plastycznych, ale mimo to chciała być posłuszna woli Jezusa. O pomoc zwróciła się do spowiednika, ale ten starał się ją raczej uspokoić. Powiedział: Maluj obraz Boży w duszy swojej (Dz 49). Zaraz po odejściu od konfesjonału s. Faustyna usłyszała wewnętrznie nalegające słowa Jezusa, jeszcze wyraźniej formułujące polecenie. Jezus powiedział: Mój obraz w duszy twojej jest. Ja pragnę, aby było Miłosierdzia Święto, chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być Świętem Miłosierdzia (Dz 49) . Miał to być zatem prawdziwy obraz wymalowany pędzlem. Siostra Faustyna wielokrotnie podkreślała na kartach Dzienniczka, że Jezus sam mówi do niej przez spowiednika. Tym razem między słowami spowiednika a Jezusa zachodzi rażąca sprzeczność, która z pewnością boleśnie odbija się w sercu posłusznej zakonnicy. W ten sposób Jezus dopuszcza na swoją oblubienicę próbę, by jeszcze bardziej udoskonalić jej wiarę i ufność, jak złoto, które przecież próbuje się w ogniu (Por. 1 P 1,7). Każde żądanie Jezusa s. Faustyna przypłaca osobistym cierpieniem. Trzy lata pobytu w Płocku znaczone są przynagleniami ze strony Jezusa, by malować obraz, i niedowierzaniem — ze strony spowiedników i przełożonych.

Matka Róża Kłobukowska, ówczesna przełożona domu płockiego, a późniejsza przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, była w swoim postępowaniu wobec s. Faustyny bardzo ostrożna. Wysłuchawszy dziwnej relacji młodej profeski chciała, by Jezus dał wyraźnie poznać przez jakiś znak (Dz 51). Ślubowane posłuszeństwo każe s. Faustynie prosić Jezusa o znak na świadectwo dla przełożonych, co spotyka się z natychmiastową odpowiedzią Zbawiciela: Dam poznać przełożonym przez łaski, których udzielę przez ten obraz (Dz 51). W efekcie s. Faustyna otrzymuje od matki Róży farby i pędzel. Pozostała w aktach procesu beatyfikacyjnego notatka, że próbowała sama namalować obraz, a nie mogąc sobie poradzić, szukała pomocy u współsióstr. Siostra Bożena zeznała, że s. Faustyna pytała ją, czy umie malować, gdyż potrzebuje obrazka, na którym jest przedstawiona osoba Pana Jezusa i jest gotowa wytłumaczyć, jak miałby wyglądać. Jednakże s. Bożena, podobnie jak s. Faustyna nie posiadała potrzebnych umiejętności. W dobroci serca chciała ofiarować współsiostrze jakiś obrazek z Panem Jezusem, skoro był jej tak potrzebny. Tajemnica s. Faustyny, choć tak starannie ukrywana, stopniowo zaczyna się ujawniać. Nawet w mieście widziano niezwykłe promienie wychodzące z klasztornego okna.

Przeniesiona na trzecią probację do Warszawy nie przestaje nadal myśleć o niewykonanym do tej pory nakazie Jezusa. Tak o tym pisze: Kiedy miałam raz dyżur w nocy, a byłam tak cierpiąca w duszy z powodu (…) malowania tego obrazu, że już nie wiedziała czego się trzymać, ustawiczne wmawianie, że to jest złudzenie, to znowuż jeden kapłan powiedział, że może Bóg właśnie chce przez ten obraz cześć odbierać, więc trzeba się starać o to malowanie (…). Zbliżyłam głowę swoją do tabernakulum i zapukałam i rzekłam: Jezu, patrz jak wielkie trudności mam z powodu (…) malowania tego obrazu i usłyszałam głos z tabernakulum: córko Moja, jak niedługo trwać będą cierpienia twoje (Dz 152). Także w Warszawie przekonała się s. Faustyna, jak wielkie w oczach Bożych jest to zadanie, które zleca jej Jezus: Nagle ujrzałam Pana, który mi powiedział: wiedz o tym, że jeżeli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielką liczbą dusz w dzień sądu (…) i powiedziałam Panu: wszystko uczynię, co będzie w mojej mocy, ale Cię proszę: Ty zawsze bądź ze mną (…) (Dz 154).

Po trzech latach bezowocnych zabiegów o malowanie obrazu, niezrozumienia ze strony otoczenia i starć z własną słabością, s. Faustyna po złożeniu ślubów wieczystych została przeniesiona do Wilna.

Znalezione obrazy dla zapytania sopoćko

Bł. ks.Michał Sopoćko

Tu w księdzu Michale Sopoćce — wileńskim spowiedniku Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia — rozpoznaje zapowiadaną wcześniej przez Pana Jezusa i ukazywaną w wizji pomoc Bożą. On ci pomoże spełnić moją wolę na ziemi — zapewniał Pan Jezus (Dz 53). Ksiądz Sopoćko tak opisuje to pierwsze spotkanie z s. Faustyną: poznałem Faustynę w r. 1933, która od razu powiedziała, że zna mię od dawna i że mam być jej kierownikiem oraz ogłosić światu o Miłosierdziu Bożym. Zapisy w Dzienniku ks. Sopoćki i korespondencja z s. Faustyną odkrywają ogrom wysiłków tego kapłana, włożonych w urzeczywistnienie poleceń Jezusa, przekazanych mu przez — jak się przekonał — świętobliwą penitentkę. Początkowo jednak nie dowierzał, badał zgodność słów s. Faustyny z nauką Kościoła, zasięgał opinii o niej u lekarza i przełożonych.

Sprawę malowania obrazu tak ujmuje w swoich Wspomnieniach z przeszłości: Wiedziony raczej ciekawością, jaki to będzie obraz, niż wiarą w prawdziwość tych widzeń, prosiłem artystę malarza Eugeniusza Kazimirowskiego o namalowanie go.

W sprawę malowania obrazu Jezusa Miłosiernego zaangażował się ks. Sopoćko. Wiedziony raczej ciekawością, jaki to będzie obraz, niż wiarą w prawdziwość widzeń św. Faustyny, prosił artystę malarza Eugeniusza Kazimirowskiego o namalowanie obrazu. Początkowo jednak ks. Sopoćko był zdecydowany, by oddać namalowanie tego obrazu w ręce Siostry Bernardynki, o której wiedział, że posiada warsztat malarski. Jezus jednak był innego zdania. Siostra Faustyna zapisała: Kiedy rozmawiałam z pewną osobą, która miała namalować ten obraz, ale dla pewnych przyczyn nie malowała go, usłyszałam podczas rozmowy z nią taki głos w duszy: pragnę, żeby była posłuszniejsza (Dz 354). Tak więc godnym malowania obrazu okazał się artysta malarz Eugeniusz Kazimirowski. W chwili gdy rozpoczynał pracę nad obrazem miał 61 lat, był znanym i cenionym malarzem, członkiem Towarzystwa Niezależnych Artystów. Jego wykształcenie obejmowało pięcioletnie studia w Krakowie w pracowniach Łuszczakiewicza, Axentowicza i Wyczółkowskiego. Jako stypendysta przebywał we Lwowie, a następnie w Monachium i Paryżu. Swoje kwalifikacje pogłębił jeszcze w Akademii św. Łukasza w Rzymie. Jego dorobek artystyczny stanowiły przede wszystkim portrety i pejzaże, ale sięgał także po tematy religijne. Zrządzenie Opatrzności sprawiło, że w 1934 roku ks. Sopoćko mieszkał przy klasztorze Sióstr Wizytek. Piętrowy dom znajdował się w ogrodzie owocowym — ul. Rossa 2. Ksiądz Sopoćko zajmował mieszkanie na piętrze, natomiast na parterze mieszkał przezacny Eugeniusz Kazimirowski, artysta malarz, który wykonał zamówiony (…) obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela według wskazówek s. Faustyny. Ksiądz Sopoćko częściowo wtajemniczył malarza w misję s. Faustyny i zobowiązał go do milczenia. Malowanie rozpoczęło się 2 stycznia 1934 roku od tego dnia s. Faustyna odwiedzała pracownię malarską przynajmniej raz w tygodniu. W czasie wizyty poprawiała robotę, wskazywała błędy, dopowiadała szczegóły. W malowaniu obrazu czynnie uczestniczył także ks. Sopoćko, który widząc niezadowolenie s. Faustyny z powstającego dzieła sam — na prośbę malarza — pozował ubrany w albę przepasaną sznurem. Siostra Faustyna — zapisał po latach ks. Sopoćko — uskarżała się, że obraz nie jest tak piękny jak w widzeniu, ale Zbawiciel miał powiedzieć, że wystarczy, jaki jest. Bardzo wymowna jest rozmowa s. Faustyny z Panem Jezusem na temat obrazu: rzekłam do Pana: Kto Cię wymaluje tak pięknym jakim jesteś? — Wtedy usłyszałam takie słowa: nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej (Dz. 313)

Przed E. Kazimirowskim, mimo posiadanych przez niego umiejętności i pomocy s. Faustyny, stanęło wyjątkowo trudne zadanie. Malowanie pod dyktando oznaczało rezygnację z własnej artystycznej wizji, przekreślenie siebie na rzecz rzetelnego przekazu tego, o czym relacjonowała s. Faustyna. Ksiądz Sopoćko podkreślał, że Kazimirowski wykonał zamówienie ściśle według wskazówek s. Faustyny. Półroczne malowanie (do lipca 1934 r.) stało się okazją do bardziej wnikliwego odczytania treści obrazu. Sporne kwestie rozstrzygał sam Jezus. Mówił do s. Faustyny: spojrzenie moje z tego obrazu jest takie, jako spojrzenie z krzyża (Dz. 326). Z ukrzyżowaniem związane zostały także promienie wychodzące z niewidocznego na obrazie serca. Siostra Faustyna zapisała słowa Jezusa: te dwa promienie oznaczają Krew i Wodę — blady promień oznacza Wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony oznacza Krew, która jest życiem dusz (…). Te dwa promienie wyszły z wnętrzności Miłosierdzia mojego wówczas, kiedy Konające Serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu (Dz.297).

Obraz Eugeniusza Kazimirowskiego (1934), Adolfa Hyły (1944),Ludomira Sleńdzińskiego (1954)

 

Ksiądz Sopoćko, idąc za nauką Ojców Kościoła, widzi w tych promieniach symbol sakramentów świętych. Blady promień oznacza usprawiedliwienie, dokonujące się w sakramencie chrztu i pokuty, a czerwony — wszystkie pozostałe sakramenty, z których każdy umacnia i wzbogaca życie Boże w duszy. Siostra Faustyna zaznaczyła w swoim Dzienniczku również taki szczegół dotyczących promieni, że łączą się one ściśle, ale pozostają niepomieszane. Sprawą kontrowersyjną okazało się także umiejscowienie na obrazie słów, jakie na polecenie Jezusa miały być inskrypcją. Ksiądz Sopoćko przez pewien czas zamierzał nawet zmienić ich treść. Przewidywał, iż taka inskrypcja powinna raczej brzmieć: Jezus, Król Miłosierdzia. Dopytywał w tej sprawie s. Faustyny, a ona pytała Pana Jezusa. Oto efekt tej rozmowy: w pewnej chwili zapytał mnie spowiednik, jak ma być umieszczony ten napis, ponieważ to wszystko się nie mieści na tym obrazie (…). Jezus mi przypomniał, jako mi mówił pierwszy raz, że trzy słowa muszą być uwidocznione. Słowa te są takie: Jezu, ufam Tobie! (Dz. 327). W dalszej części Dzienniczka s. Faustyna podkreśla słowa Jezusa: podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie! (Dz. 327). Tymczasem naczynie do czerpania łask, na długo po jego ukończeniu pozostaje niewykorzystane. Ksiądz Sopoćko umieszcza obraz najprawdopodobniej najpierw we własnym mieszkaniu (przy ul. Rossa 2), a po przeniesieniu do Sióstr Bernardynek 1 listopada 1934 r., zawiesza go w ciemnym korytarzu klasztornym i to przodem do ściany. Przyczyny takiego stanu wyjaśnia we Wspomnieniach: jakkolwiek namalowany obraz, nie zawierał zupełnie nowej treści (z wyjątkiem może promieni), jednak nie był skory do zawieszenia go w kościele, ze względu, że cała sprawa była jeszcze w toku badania przeze mnie.

Ukryłem wtedy ten obraz w korytarzu klasztoru Sióstr Bernardynek, nie mówiąc nikomu o jego pochodzeniu. Ksiądz Sopoćko mógł mieć jeszcze jakieś wątpliwości do treści obrazu, czy raczej możliwości zatwierdzenia go przez metropolitę, ale Pan Jezus domagał się już przez s. Faustynę, by obraz był udostępniony ogółowi wiernych. W Dzienniczku s. Faustyny można odnaleźć wiele takich miejsc, m. in.: Powiedz spowiednikowi, aby obraz ten był w kościele wystawiony, a nie za klauzurą w klasztorze tym. Przez obraz ten udzielać będę wiele łask dla dusz, a przeto niech ma przystęp wszelka dusza do niego (Dz 590). Potwierdza to także notatka znaleziona we wspomnieniach ks. Sopoćki: S. Faustyna powiedziała, że Pan Jezus jest z tego ukrycia w korytarzu klasztornym niezadowolony i żąda przynajmniej zawieszenia tego obrazu w Ostrej Bramie na Triduum przed Niedzielą Przewodnią, jakie ma być urządzone na zakończenie jubileuszu Odkupienia w r. 1935 (Dz 590).

Po raz pierwszy obraz był wystawiony do publicznej czci w 1935 r. w Wilnie, Ostrej Bramie. Dość łatwo było ks. Sopoćce uzyskać pozwolenie proboszcza Ostrej Bramy, ks. Stanisława Zawadzkiego, na zawieszenie obrazu Jezusa Miłosiernego, gdyż miał on stanowić swego rodzaju ilustrację do kazań o Miłosierdziu Bożym. O wygłoszenie ich poproszono właśnie ks. Sopoćkę. Na tydzień przed tym wydarzeniem, w Wielki Piątek 1935 r., siostra Faustyna zanotowała następne przynaglenie Jezusa: O godzinie trzeciej po południu, kiedy weszłam do kaplicy, usłyszałam te słowa: Pragnę, aby ten obraz był publicznie uczczony. — Wtem ujrzałam Pana Jezusa na krzyżu konającego i w ciężkich boleściach, i wyszły z Serca Jezusa te same dwa promienie, jakie są na tym obrazie (Dz 414, 590). Powraca tu idea, sugerowana także przez ks. Sopoćkę, że obraz jest połączeniem dwóch scen ewangelicznych: pojawienia się Zmartwychwstałego w Wieczerniku w momencie ustanowienia sakramentu pokuty i przebicia boku Ukrzyżowanemu.

Obraz Jezusa Miłosiernego umieszczono w Ostrej Bramie, w szczycie okna, dlatego go widać z bardzo daleka (Dz. 89). Okno krużganku galerii ostrobramskiej stanowiło rzeczywiście doskonałe miejsce, jeśli weźmie się pod uwagę, że uroczystości zakończenia jubileuszu zgromadziły tłumy ludzi. W przygotowaniu obrazu do wystawienia miała także swój udział s. Faustyna, która na prośbę spowiednika, poparta poleceniem przełożonej, w przeddzień wystawienia pomogła w dekoracji obrazu. Przy okazji opisu tego wydarzenia zamieszcza w Dzienniczku refleksję dotyczącą ks. Sopoćki: Widząc poświęcenie i trud ks. dr Sopoćki w tej sprawie, podziwiała w nim cierpliwość i pokorę; wiele to wszystko kosztowało, nie tylko trudów i różnych przykrości, ale i wiele pieniędzy, a jednak na wszystko łożył ks. dr Sopoćko. Widzę, że Opatrzność Boża go przygotowała do spełniania tego miłosierdzia wpierw, nim ja Boga o to prosiłam (Dz. 422).

Dni wystawienia obrazu w Ostrej Bramie są dla s. Faustyny wyjątkowym przeżyciem. Dominujące uczucie radości ze spełnienia życzenia Jezusa pogłębia się, gdyż Chrystus pozwala jej widzieć i rozumieć więcej nić innym ludziom: Kiedy został wystawiony ten obraz, ujrzałam żywy ruch ręki Jezusa, który zakreślił duży znak krzyża. W ten sam dzień wieczorem (…) ujrzałam, jak ten obraz szedł ponad miastem, a miasto to było założone siatką i sieciami. Kiedy Jezus przyszedł, przeciął wszystkie sieci, a w końcu zakreślił duży znak krzyża świętego i znikł. I ujrzałam się otoczona mnóstwem postaci złośliwych i pałających ku mnie wielką nienawiścią (Dz. 416).

Pierwszego dnia jubileuszowego triduum — w piątek przed Niedzielą Przewodnią, czyli w dniu wybranym przez Zbawiciela jako Święto Miłosierdzia Bożego — Święta widzi Miłosierdzie Boże triumfujące w duszach ludzkich. Posłużmy się jej zapisem: Byłam na kazaniu, które mówił mój spowiednik; kazanie to było o Miłosierdziu Bożym, było pierwsze, czego żądał tak dawno Pan.

Obraz w kościele pw. Świętego Michała (1937-1948).

W końcu sierpnia 1947 roku w związku ze zmianą granic państwowych po II wojnie światowej, ks. Sopoćko został wezwany przez Arcybiskupa Jałbrzykowskiego do Białegostoku. Miał rozpocząć wykłady w organizującym się na nowo seminarium duchowym (po przeniesieniu go z Wilna). Początkowo chciał zabrać obraz do Polski, ale po modlitwie zrozumiał, że jest wolą Bożą, aby oraz pozostał w mieście, w którym był namalowany. W Wilnie, w związku ze zmianą ustroju, który programowo zakładał powszechną ateizację, zaczęto zamykać kościoły i zamieniać je na magazyny i muzea. Podobnie stało się z kościołem św. Michała, który zamknięto w roku 1948. Wyposażenie świątyń stopniowo ulegało zniszczeniu, a co cenniejsze dzieła sztuki wywożono. Taki sam los mógł spotkać pierwszy wizerunek Miłosierdzia Bożego. Był on — jak to już zostało wspomniane — znany wśród mieszkańców Wilna. W niektórych wileńskich kościołach przetrwał też zwyczaj głośnego odmawiania koronki i nowenny do Miłosierdzia Bożego. Jedną z gorliwych apostołek tego kultu była w owym czasie Janina Rodziewicz, sodaliska, znająca bardzo dobrze historię obrazu, rozpalona kultem Miłosierdzia Bożego przez samego ks. Sopoćkę. Od 27 lutego 1951 roku pracowała w sanatoryjnym przedszkolu przy ul. Antokol, gdzie poznała Litwinkę Bronisławę Miniotaite, ogromnie zainteresowaną kultem Bożego Miłosierdzia. Obie przyczyniły się do ocalenia obrazu Jezusa Miłosiernego. Według relacji Janiny Rodziewicz, przechodząc latem 1951 roku obok kościoła św. Michała, zauważyły uchylone drzwi. Zaintrygowane tym zajrzały do środka. Kościół był całkowicie pusty: Nie było w nim ławek, ołtarzy, obrazów — oprócz jednego — Miłosierdzia Bożego. Poczuły się odpowiedzialne za jego los. Bronisława Miniotaite wszczęła rozmowę z pracującym we wnętrzu robotnikiem. Zapytała, czy mogłaby zabrać obraz, gdyż stanowi on dla niej cenną pamiątkę po krewnym, który go namalował. W wyniku pertraktacji Litwin zgodził się oddać obraz, naturalnie odpłatnie. Obie panie zrobiły wśród swoich znajomych błyskawiczną składkę, przyniosły żądaną kwotę i w zamian otrzymały płótno, które przeniosły do mieszkania Janiny Rodziewicz. Ta jednak spodziewając się aresztowania (które rzeczywiście nastąpiło w nocy z 25 sierpnia na 26 sierpnia 1951 r.), z pomocą Bronisławy Miniotaite ukryła obraz za belką na strychu u znajomych Litwinki. Wyrokiem sądowym Janina Rozdziewicz została skazana na 10 lat pobytu na Syberii. W czasie śledztwa zarzucono jej przede wszystkim przynależność do Sodalicji Mariańskiej (zastępowała aresztowaną wcześniej prezeskę Sodalicji, Kazimierę Werkowską) oraz przewodniczenie publicznej modlitwie do Miłosierdzia Bożego. Wyrok wydano 14 listopada 1951 roku, pobyt na Syberii skróciła amnestia, w związku z czym dnia 18 października 1954 roku Janinę Rozdziewicz zwolniono.

Jej powrót do Wilna oznaczał także rozpoczęcie nowych starań o obraz Jezusa Miłosiernego. Z obawy nowych podejrzeń Janina Rodziewicz dopiero po pewnym czasie wydobyła obraz z ukrycia. Wciśnięty pod belkę stropową i narażony na szkodliwe działania atmosferyczne był tak zniszczony, że należało go oddać do renowacji. Bronisława Miniotaite miała znajomą, która pracowała jako konserwator zabytków. Była nią Helena Szmigielska. Na podstawie relacji jej siostry Róży wiadomo, że Helena posiadała wysokie kwalifikacje zawodowe. Studiowała w Instytucie Sztuk Pięknych w Kownie, a w latach 1948-1954 odbyła w Moskwie studia, otrzymując tytuł konserwatora zabytków. Była to osoba wierząca, o szlachetnym charakterze, profesjonalistka w swoim zawodzie. Wzbudzała zaufanie, iż odpowiedzialnie potraktuje zlecone zadanie. Zgodziła się, oczywiście nielegalnie, przyjąć obraz do pracowni w 1955 lub na początku 1956 roku. Bożej interwencji przypisywała Helena fakt, że mimo wnikliwości komisji nie zauważono obrazu Jezusa Miłosiernego. W czasie pracy nad obrazem artystka wykonała małą kopiź oryginału, która do dziś znajduje siź w kaplicy Sióstr Jezusa Miłosiernego w Wilnie — ul. Rasu 6.

Janina Rodziewicz wyjechała do Polski 2 listopada 1956 roku. Niedługo przed wyjazdem przekazała odnowiony obraz proboszczowi kościoła pw. Świętego Ducha — ks. Elertowi, który był jej spowiednikiem. Jednak jemu był obojętny kult Miłosierdzia Bożego, nie przywiązywał też wielkiej wagi do tej darowizny. Obraz pozostał w jego prywatnym mieszkaniu. Tam zobaczył go ks. Józef Grasewicz, który szukał jakiegoś obrazu do kościoła w Nowej Rudzie, gdzie był proboszczem. Ksiądz Józef znał wcześniej ks. Sopoćkę i wiedział o niezwykłym pochodzeniu obrazu. Ksiądz Elert łatwo zgodził się oddać obraz. Nowym miejscem pobytu stała się więc Nowa Ruda w pobliżu Grodna. Ksiądz Grasewicz powiadomił ks. Sopoćkę o przewiezieniu obrazu, ale dla innych zainteresowanych tą sprawą, miejsce przechowywania obrazu pozostawało tajemnicą. W Polsce rozpowszechniano reprodukcję obrazów innych artystów, które nie opierały się na pierwowzorze.

Obraz w kościele w Nowej Rudzie, obecnie Białoruś (1949-1986).

W Nowej Rudzie zawieszono obraz wysoko na ścianie oddzielającej prezbiterium od nawy głównej. Przy obrazie zaczęto odmawiać znaną na tych terenach koronkę i nowennę do Miłosierdzia Bożego. W grudniu 1957 roku wikariusz generalny ks. Michał Aranowicz odwołał ks. Grasewicza z funkcji proboszcza w Nowej Rudzie i skierował do parafii w Krzemienicy. Przez jakiś czas przyjeżdżał do Nowej Rudy proboszcz z pobliskiego Porzecza, który jednak za odmówienie pogrzebania samobójcy został odesłany do Odeska. Parafianie pozbawieni opieki duszpasterskiej przychodzili do kościoła i modlili się przed obrazem Jezusa Miłosiernego.

Wilno, obraz w kościele p.w. św Ducha, w którym był czczony w latach 1986-2005 

Około roku 1970 władze postanowiły zamienić kościół w Nowej Rudzie na magazyn. Mimo bohaterskiej postawy miejscowej ludności cały inwentarz wywieziono do kościoła w Porzeczu. Pozostał jedynie obraz Jezusa Miłosiernego, gdyż był zawieszony bardzo wysoko i jego zdjęcie przysparzało dużych trudności. Zatroskany o los obrazu ksiądz Grasewicz poprosił malarkę z Grodna, Marię Gawrosz, o zrobienie kopii. Było to trudne przedsięwzięcie, gdyż nie można było wzbudzić podejrzeń mieszkańców, którzy żadną miarą nie zgodziliby się oddać oryginalnego obrazu. Maria Gawrosz podjęła się tego zadania i wykonała kopię obrazu wielkości oryginału. Pod osłoną nocy, jesienią 1985 roku dokonano zamiany obrazów i przewieziono pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego do remontowanego w tym czasie kościoła pw. Świętego Ducha w Wilnie. Ówczesny proboszcz tej parafii ks. Aleksander Kaszkiewicz — obecny biskup grodzieński — który na prośbę ks. Grasewicza zgodził się przyjąć obraz, obawiał się przejąć go oficjalnie. Kazał zostawić płótno przy konfesjonale, a dopiero po zamknięciu kościoła przeniósł go do zakrystii. Wykorzystano czas remontu, by zawiesić obraz. Umieszczono go na bocznym filarze dopasowując do wielkości miejsca. Na prośbę proboszcza na obrazie umieszczono napis: Jezu, ufam Tobie! Obraz pozostawał w kościele pw. Świętego Ducha prawie nieznany. Dopiero ostatnie czasy przyniosły wzrost zainteresowania jego historią i nim samym.

W czasie swojej pielgrzymki na Litwę 5 września 1993 roku modlił się przed obrazem Pana Jezusa Miłosiernego Papież Jan Paweł II. W swoim przemówieniu do zgromadzonych Polaków nazwał ten obraz świętym wizerunkiem. Obecnie obraz znajduje się w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego (dawnym kościele Świętej Trójcy). W liście do sióstr A. Markowski napisał, że „jest on dla nas ważny (…) nie ze względu na jakość i umiejętność ukazania wizji, ale że powstał w atmosferze Bożego Cudu i przeżyć s. Faustyny. I malarzowi i jego dziełu dane było za pośrednictwem s. Faustyny poczuć dotknięcie Chrystusa. I to jest najcenniejsze.

SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
Wilno, ul. Dominikonu 12

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/historia_obrazu_milosierdzia.html

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/historia_obrazu_milosierdzia2.html

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/historia_obrazu_milosierdzia3.html

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/historia_obrazu_milosierdzia4.html

Przeczytaj także:

Obraz „Jezus Miłosierny” Eugeniusza Kazimirowskiego

HISTORIA PIERWSZEGO OBRAZU JEZUSA MIŁOSIERNEGO

Ks. Prałat Józef Grasewicz i Obraz Jezusa Miłosiernego

CZARNY BÓR NA SKRZYŻOWANIU LUDZKICH LOSÓW

Niedziela z obrazem

Posted in Miłosierdzie Boże, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia | 12 Komentarzy »

HISTORIA PIERWSZEGO OBRAZU JEZUSA MIŁOSIERNEGO

Posted by tadeo w dniu 15 czerwca 2011

Ksiądz Sopoćko zlecił malowanie obrazu Jezusa Miłosiernego na początku 1934 r. wileńskiemu artyście malarzowi prof. Eugeniuszowi Kazimirowskiemu. Mieszkanie ks. Sopoćki oraz mieszkanie  wraz z pracownią Kazimirowskiego mieściły się w tym samym budynku. Siostra Faustyna przez pół roku przychodziła do pracowni malarskiej, aby wskazywać uzupełnienia i potrzebne korekty  w szczegółach dotyczących wyglądu obrazu. Ksiądz Sopoćko osobiście starał się o to, aby obraz był malowany dokładnie według jej wskazówek. Płótno, na którym zlecił malowanie obrazu, dopasował do wymiarów starej ramy, którą podarowała mu wcześniej jedna z parafianek.
Kiedy namalowany obraz był już gotowy do zawieszenia (czerwiec 1934 r.) (zobacz Wspomnienia),  chcąc się upewnić, jak ma być umieszczony napis na obrazie, poprosił siostrę Faustynę  aby zapytała o to Pana Jezusa:

,,W pewnej chwili zapytał mnie spowiednik, jak ma być umieszczony ten napis, ponieważ to wszystko nie mieści się na tym obrazie. Odpowiedziałam, że się pomodlę i odpowiem na przyszły tydzień. Kiedy odeszłam od konfesjonału – przechodząc koło Najświętszego Sakramentu – otrzymałam wewnętrzne zrozumienie, jaki ma być ten napis. Jezus mi przypomniał, jako mi mówił pierwszy raz, to jest, że te trzy słowa muszą być uwidocznione. Słowa te są takie: Jezu, ufam Tobie” (Dz. 327).

„Namaluj obraz według rysunku, który widzisz,
z podpisem: Jezu, ufam Tobie” (Dz. 47).

„Podaję ludziom naczynie,
z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia.
Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie” (Dz. 327).

Po uzyskaniu odpowiedzi, ks. Sopoćko umieścił podpis, który stanowi istotny element obrazu,  na ramie pod obrazem. Następnie 4 kwietnia 1937r. na wyraźne żądanie Pana Jezusa,  przekazane przez siostrę Faustynę, zawiesił obraz w kościele pw. Świętego Michała w Wilnie, gdzie był rektorem.

Obraz w kościele p.w. Świętego Michała w Wilnie (1937-1948).

W 1948 r., po zamknięciu przez władze komunistyczne kościoła pw. Świętego Michała, obraz został zdeponowany w kościele pw. Świętego Ducha, gdzie proboszczem był ks. Jan Ellert,  który nie był zainteresowany zatrzymaniem obrazu. Stąd ks. Józef Grasewicz, przyjaciel  ks. Sopoćki, zabrał go do parafii w Nowej Rudzie. Tutaj pomimo wielu zmian w administracji kościoła, obraz pozostał na około czterdzieści lat.

Obraz w kościele w Nowej Rudzie, obecnie Białoruś (1949-1986).

W 1970 r., władze lokalne w Nowej Rudzie postanowiły zrobić z kościoła magazyn. Ks. Sopoćko przebywał w tym czasie w Polsce, pomimo to interesował się losem obrazu, dlatego poprosił  ks. Grasewicza aby przeniósł go w inne, bezpieczne miejsce. Przekazał poufnie prośbę  o zawieszenie obrazu w Ostrej Bramie w Wilnie, tam, gdzie był po raz pierwszy wystawiony  do publicznej czci. Prośba ta została przekazana dopiero w 1982 r. (już po śmierci ks. Sopoćki). Ówczesny wikariusz ostrobramski ks. Tadeusz Kondrusiewicz, pomysł ten uznał za nierealny  i zaproponował zawieszenie obrazu w kościele pw. Świętego Ducha, gdzie proboszczem był  ks. Aleksander Kaszkiewicz, który początkowo niechętnie, ale jednak zgodził się na zawieszenie obrazu. W ten sposób ks. Grasewicz podjął decyzję aby obraz z powrotem sprowadzić do Wilna.

W związku z tym, w kościele w Nowej Rudzie, w listopadową noc 1986 r., bez wiedzy mieszkańców Nowej Rudy, na miejsce oryginalnego obrazu zawieszono przygotowaną wcześniej kopię. Oryginał, z pomocą wtajemniczonych sióstr zakonnych Matki Miłosierdzia, zdjęty z blejtramu zrolowano i tej samej nocy przewieziono do Grodna a potem do kościoła pw. Św. Ducha w Wilnie.

Na polecenie ks. Kaszkiewicza, uszkodzony obraz został przemalowany. Zabieg ten w znacznym stopniu zmienił wygląd twarzy Pana Jezusa. Ponadto na obrazie domalowano czerwony napis JEZU, UFAM TOBIE, aby dopasować obraz do wnęki w ołtarzu podwinięto dolną krawędź a u góry doklejono dodatkową owalną część.

Zmiany te nie były zgodne z kompozycją artystyczną obrazu wykonaną w 1934 r.  przez prof. Kazimirowskiego przy współudziale siostry Faustyny i księdza Sopocki.

Obraz w kościele pw. Świętego Ducha w Wilnie (1987-2005) przed konserwacją i po konserwacji.

W czasie konserwacji obrazu w 2003 r. dodane elementy zostały usunięte. Obraz w nowej ramie  z podpisem JEZU, UFAM TOBIE, do września 2005 r. umieszczony był w kościele pw. Św. Ducha (rama z oryginalnym podpisem zaginęła w czasie ukrywania obrazu).


Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego znajdujący się od 1987 r. w bocznym ołtarzu kościoła  pw. Św. Ducha w Wilnie nie wzbudzał szczególnego zainteresowania, zarówno pielgrzymów  jak i władz kościelnych. Brak odpowiednich warunków ekspozycji obrazu przyczyniał się  do dalszych niekorzystnych zmian w jego materii.
Dopiero od lipca 2001 r., za zgodą ks. Mirosława Grabowskiego proboszcza kościoła  pw. Św. Ducha, Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego mogło otworzyć, zaakceptowaną przez kurie wileńską, nową placówkę w Wilnie i otoczyć opieką ten jedyny, bezcenny obraz.
Zgromadzenie to od kilkudziesięciu lat podejmuje starania o upowszechnienie pierwszego wizerunku Jezusa Miłosiernego, tego, który powstawał w atmosferze Bożego cudu – modlitwy i cierpienia św. siostry Faustyny, jej obecności i współudziału.
Dzięki staraniom i ofiarności sióstr w kwietniu 2003 r. dokonana została gruntowna konserwacja obrazu, która odbyła się w kaplicy domu zakonnego sióstr w Wilnie. Z obrazu usunięto wszystkie przemalowania, naprawiono uszkodzenia, usunięto plamy, które powstały na skutek wilgoci i próby usuwania ich środkami chemicznymi. W wyniku przeprowadzonej konserwacji, przywrócony został pierwotny wygląd wizerunku Jezusa Miłosiernego.

Niektórych uszkodzeń płótna nie można było usunąć bez ich podklejenia. Są to ślady wielokrotnego zdejmowania obrazu z blejtramu (dziury po gwoździach mocujących obraz)  oraz podwiniecie około czterech centymetrów dolnej krawędzi (w 1987 r. dopasowano obraz
do wnęki ołtarza w kościele pw. Św. Ducha). Ubytki te, choć przy prezentacji obrazu niewidoczne, są między innymi niepowtarzalną, charakterystyczną cechą tego obrazu.


Z inicjatywy organizatorów i darczyńców przeprowadzonej w 2003 r. konserwacji obrazu
(Zobacz Kopia umowy) – Fundacji Apostołów Jezusa Miłosiernego z Łodzi – w marcu 2004 r. ufundowana została profesjonalna sesja fotograficzna obrazu.
Od tego czasu, z wykonanych slajdów a następnie graficznych opracowań komputerowych, fotokopie pierwszego wizerunku Jezusa Miłosiernego są rozpowszechniane i udostępnione do powszechnej ewangelizacji. www.merciful-jesus.com

„Przez obraz ten udzielać będę wiele łask,
a przez to niech ma przystęp wszelka dusza do niego” (Dz. 570)


DOKUMENTACJA
FOTOGRAFICZNA KONSERWACJI OBRAZU

Fragment przed konserwacją
Usuwanie przemalowań
Po usunięciu przemalowań
Po konserwacji
Obraz przed konserwacją (2003 r.)
Po usunięciu przemalowań

Usuwanie przemalowań

Konsolidacja warstwy malarskiej (zdjęcia pochodzą z archiwum dokumentacji konserwatorskiej z 2003 r.)

Pomimo gruntownej konserwacji, stan materii obrazu pozostał mocno osłabiony. Powinien  być eksponowany w odpowiednich warunkach, zgodnych z zaleceniami konserwatora.
Konserwacje obrazu wykonała Pani Edyta Hankowska – Czerwińska z Włocławka,
E-mail: edycja@autograf.pl konserwator dzieł sztuki, absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

W dniu 3 sierpnia 2009 r. w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie konserwator Edyta Hankowska-Czerwińska przeprowadziła okresową kontrolę stanu zachowania obrazu.
Stan obrazu określiła jako dobry, nie wymagający interwencji konserwatorskiej.


SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
W WILNIE

W Święto Miłosierdzia Bożego, 18 kwietnia 2004 r. Metropolita wileński kard. Audrys Juozas Bačkis rekonsekrował odnowiony kościół pw. Świętej Trójcy w Wilnie na Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Równocześnie wyznaczył Zgromadzeniu Sióstr Jezusa Miłosiernego posługę modlitewną w tym Sanktuarium. We wrześniu 2005 r. w Świątyni tej umieszczony został pierwszy obraz  Jezusa Miłosiernego.
We wrześniu 2005 r. do tej Świątyni został przeniesiony pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego.
Tym samym, rozpoczęto realizować wolę wyrażoną w sporządzonym na dwa lata przed śmiercią (1975 r.) testamencie fundatora obrazu, bł. ks. Michała Sopoćki, założyciela Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego: „Obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela przeznaczam do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie…”.

SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
Wilno, ul. Dominikonu 12, Tel. 0037 05 2505598

Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego zostało założone przez bł. ks. Michała Sopoćkę,
jako odpowiedź na życzenie Pana Jezusa przekazane św. siostrze Faustynie:

Bóg żąda, aby było zgromadzenie takie, 

aby głosiło miłosierdzie Boga światu i wypraszało je dla świata” (Dz. 436)

http://www.faustyna.eu/informacje_pl.htm

Bardziej szczegółowa historia poniżej:

Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

Ekspertyza identyfikacyjna obrazu

Zobacz także:

Wilno – Faustynki i historia obrazu Miłosierdzia Bożego

Posted in Miłosierdzie Boże, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | 8 Komentarzy »

„Przejezdne” autostrady Donalda Tuska

Posted by tadeo w dniu 15 czerwca 2011

Szkoda, że premier nie zdecydował się na użycie już sprawdzonego wzorca: „przyjazna autostrada”. Nie byłoby wiadomo, o co chodzi, ale na pewno tak politycznie poprawne stwierdzenie podchwyciłyby media – ironizuje były minister transportu.

Jerzy Polaczek

autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
Jerzy Polaczek

Gdy PO czuła się mocna i na fali, buńczucznie deklarowała „dobijanie watahy” politycznych przeciwników. Teraz, gdy w godzinie prawdy kupka propagandowego złota jawi się jako hałda błota, podczas swojego gdańskiego nabożeństwa działacze Platformy nawołują do miłości, minister Grabarczyk z sejmowej mównicy apeluje nagle do opozycji, by trzymała kciuki za rządowe inwestycje na autostradzie A2, premier Donald Tusk zaś ma żal do adwersarzy, że donoszą do prokuratury na nieudolnych urzędników. Zastanawiająca to zmiana tonu. Prześledźmy, dlaczego do niej doszło.

Zagadka premiera

Minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, przedstawiając w Sejmie 9 czerwca 2011 roku informację o opóźnieniach w budowie autostrad, zadeklarował i obiecał, że autostrada A2 będzie „przejezdna” przed Euro 2012. Podkreślę raz jeszcze: pan minister nie obiecał, że autostrada będzie wybudowana, czyli gotowa do użytku, ale że będzie „przejezdna”. Tego samego stwierdzenia po raz pierwszy użył wcześniej – z wrodzonym bezpretensjonalnym wdziękiem – sam premier Donald Tusk, wyznaczając tym samym nową linię medialnego przekazu obecnej władzy. Zareagowano w ten sposób nie po pierwszych sygnałach podległych służb o kłopotach z inwestycją, ale dopiero wtedy, gdy pojawiły się niepokojące doniesienia w mediach o tempie (a właściwie braku tempa) budowy autostrad. Premier niczym polityczny Harry Potter wyrzekł zaklęcie: może autostrad nie uda się na czas wybudować, ale na pewno będą „przejezdne”!

Po nim tę mantrę zaczęli powtarzać posłowie, aktywiści PO oraz urzędnicy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Niestety, w tym momencie pojawił się pewien problem – drobny, ale o zasadniczym znaczeniu. Cóż może oznaczać, że autostrada będzie „przejezdna”? Czy to, że można nią przejechać? Ale czym ją przejechać i w jakim standardzie? Samochodem ciężarowym, osobowym, autobusem? A może raczej autem terenowym lub quadem? No i z jaką prędkością? Tą oficjalną, 140km/h, czy 4 km/h po luźno ułożonych na ziemi betonowych płytach?

Niestety! To zagadka premiera Tuska. Nie chcę się czepiać szczegółów, ale przecież nawet premier powinien wiedzieć jedno: aby móc drogą przejechać, trzeba ją najpierw wybudować.

Otóż nie! To byłoby zbyt proste… Gdyby premier mógł powiedzieć, że autostrady będą – tak zwyczajnie i po prostu – zbudowane, to by tak powiedział. Zamiast tego powtarza uparcie, że będą tylko „przejezdne”… Ten rebus musi oznaczać coś specjalnego. Musi w tym magicznym zaklęciu, słowie kluczu tkwić jakaś wyrafinowana subtelność właściwa dla tego rządu, dla którego PR jest wartością nadrzędną.

Rządowa nowomowa

Zastanówmy się więc na spokojnie – o co chodzi z tą „przejezdnością”? Okazuje się, że pisząc premierowi wystąpienie na temat „przejezdności” autostrady, sztab rządowych mędrców od wszystkiego przeoczył zasadniczy detal: pojęcie to nie jest nigdzie stosowane ani zdefiniowane w aktach prawnych dotyczących dróg. Pojęcie to nie występuje ani w ustawie o drogach publicznych, ani w ustawie o ruchu drogowym, ani w warunkach technicznych, jakim odpowiadać powinny drogi publiczne czy autostrady płatne.

Nie rozpędzajmy się w ironii – jest pewien wyjątek! Jedynym miejscem, gdzie jest stosowane pojęcie „przejezdności”,  są wytyczne GDDKiA dotyczące…  projektowania skrzyżowań i rond. Zgodnie z nimi zwykłe skrzyżowanie lub rondo jest przejezdne wówczas, gdy można przez nie przejechać pojazdem, nie wykraczając poza obręb jezdni. Do sprawdzania przejezdności skrzyżowań, w tym rond, używa się szablonów obrazujących korytarze, jakich potrzebują do wykonania manewrów skrętu różne pojazdy.

Premierowi ani jego ministrowi od dróg, gdy mówili, że autostrady będą „przejezdne”, nie mogło chodzić przecież o sprawdzenie możliwości skręcania pojazdów na skrzyżowaniach. Dla takich strategów byłoby to zbyt błahą i zbyt technicznie skomplikowaną sprawą, aby mieli nią sobie głowy zaprzątać.

Wygląda więc na to, że obaj politycy PO mieli na myśli to, że autostradami w ogóle da się (jakoś?) przejechać. Jak i w jakim standardzie, według jakich przepisów i uregulowań prawnych to już drobne szczegóły, których tylko złośliwa opozycja może się czepiać. Stąd właśnie ten optymistyczny eufemizm „przejezdna autostrada”. Szkoda, że premier nie zdecydował się na użycie już sprawdzonego wzorca: „przyjazna autostrada” – nie byłoby wiadomo, o co chodzi, ale na pewno tak politycznie poprawne stwierdzenie podchwyciłyby media.

Rządowa nowomowa A.D. 2011 ma na celu zataić prostą prawdę, że brakuje już czasu i pieniędzy na wybudowanie normalnych, zwykłych – czyli prawdziwych – autostrad przed Euro. Żeby jednak zachować twarz przed zbliżającymi się wyborami, trzeba wyborcom wmówić sztuczkę, że król nie jest nagi – czyli zamiast autostrady oddajemy coś autostradopodobnego, czym się da przejechać, może nawet za darmo. Do czasu…

Drogowy matrix

Tymczasem w rzeczywistości jest niewiele realnych możliwości, aby skrócić czas budowy autostrady. To może zbudować jej ćwierć albo pół i nazwać to „autostradą przejezdną”? Pospekulujmy: jak by to mogło wyglądać? Co może mieć na myśli premier Tusk?

Na długości autostrady nie da się, niestety oszukać, bo musi ona łączyć jej początek i koniec. Nie uda się też przesunąć Strykowa do Warszawy na A2, Pyrzowic do Strykowa na A1 itd. Odłożenie na później budowy MOP, czyli miejsc obsługi podróżnych, systemu łączności alarmowej, systemu zarządzania ruchem oraz wygrodzenia pasa autostrady byłoby – teoretycznie – możliwe. Wymagałoby jednak uzyskania wielu pozwoleń na zmiany warunków technicznych i przede wszystkim nie dałoby potrzebnego skrócenia czasu budowy.

Czy wobec tego jest możliwe, żeby ktoś wpadł na pomysł, aby przed Euro 2012 nie budować węzłów autostradowych z łącznicami i obiektami inżynierskimi? Zapewne dałoby to oczekiwaną oszczędność czasu. Co jednak by powstało? Byłaby to autostrada w nowym, polskim standardzie CD (Cezary – Donald) – slalom autostradowy, tunel mocnych wrażeń, bez węzłów autostradowych i bez możliwości wjechania do jej początku i wyjechania jej końcem. Prawdziwy autostradowy matrix.

„Prawdziwy sukces”

Bądźmy więc konstruktywni i idźmy dalej! Rozpatrzmy możliwość skrócenia czasu budowy poprzez zmniejszenie zakresu robót ziemnych zależnych od tzw. niwelety, czyli projektowany profil terenu. Teoretycznie można by tu coś pokombinować, ale nie będzie łatwo, bo firmy budujące autostradę w  systemie popieranym przez obecny rząd – najgorszym z możliwych, czyli „projektuj i buduj” – zadbały już z pewnością o „korzystną niweletę” i zminimalizowanie robót ziemnych.

Z kolei żonglowanie grubością konstrukcji nawierzchni byłoby bardzo niebezpieczne. Ewentualnie możliwe jest podjęcie decyzji o wykonaniu przed Euro 2012 tylko jednej nawierzchni asfaltowej. Miałoby to pewien, choć niewystarczający, wpływ na skrócenie czasu realizacji. Poza tym możliwość powstania dużych strat spowodowanych koniecznością odtworzenia tej warstwy i wykonania na nowo oznakowania poziomego czyni tę opcję mało realną.

A co z szerokością autostrady? Tu tkwią potencjalnie największe możliwości. I nie idzie tylko o możliwość zawężenia szerokości poszczególnych pasów ruchu czy pasów awaryjnych. Zmiana taka, choć teoretycznie możliwa, wymagałaby uzyskania zgód na odstępstwa od warunków technicznych i nie dawałaby wystarczających oszczędności czasu. Natomiast wykonanie tylko połowy szerokości autostrady, czyli jednej jezdni drogi głównej ze wszystkimi węzłami jako pierwszego etapu budowy, byłoby teoretycznie możliwe i w nim tkwią najbardziej interesujące możliwości skrócenia czasu budowy.

Rzecz jasna autostrada z jedną jezdnią nie jest już autostradą, za to buduje się ją o wiele krócej i taniej. I chyba to jest pomysł Platformy na przejezdną autostradę klasy CD. Przy odpowiednim wsparciu medialnym można to będzie sprzedać polskim fanom futbolu jako „prawdziwy sukces”!

Ale może wszystkie te podejrzenia są niesprawiedliwe i głęboko krzywdzące? Zamiast gubić się w domysłach, zadajmy więc premierowi Tuskowi i panu ministrowi Grabarczykowi raz jeszcze publicznie pytanie: czy na pewno wiedzą, jak konkretnie ma wyglądać „przejezdna” autostrada?

Autor jest politykiem,  posłem Prawa i Sprawiedliwości.  Był ministrem transportu w rządach Kazimierza Marcinkiewicza  i Jarosława Kaczyńskiego

http://www.rp.pl/artykul/673910_Jerzy_Polaczek_o_autostradach_Donalda_Tuska_.html

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Walka z korupcją za rządów Donalda Tuska – Święczkowski, Wąsik, Kaczmarek

Posted by tadeo w dniu 15 czerwca 2011

O korupcji i służbach specjalnych Bogdan Święczkowski, Maciej Wąsik, Tomasz Kaczmarek. Sulejów 27-29maja 2011

Posted in Afery i przekręty, Polityka - video, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Obraz „Jezus Miłosierny” Eugeniusza Kazimirowskiego

Posted by tadeo w dniu 15 czerwca 2011

„Pierwszy” obraz Jezusa Miłosiernego namalowany w 1934 roku przez Eugeniusza Kazimirowskiego  wg wskazówek świętej siostry Faustyny znajdujący się obecnie w kościele p.w. Miłosierdzia Bożego w Wilnie.

Pozował do niego sam ksiądz Michał Sopoćko ubrany w albę. Ukochał ten obraz tak bardzo, że już nie potrafił zaakceptować innych i całe życie starał się rozpowszechniać reprodukcje właśnie tego obrazu.

Z wypowiedzi ks. Michała Sopocki (zachowanych na taśmach magnetofonowych) wynika,  że pozostawił on siostrze Faustynie całkowitą swobodę współpracy z artystą malarzem. Jednocześnie w tych wypowiedziach oraz pozostawionych pismach osobiście potwierdza,  że obraz został namalowany dokładnie według jej wskazówek. O niezwykłej staranności  w przekazaniu utrwalonego w pamięci Świętego Wizerunku Zbawiciela, świadczy fakt,  że wizerunek z obrazu idealnie odpowiada wielkości postaci na Całunie Turyńskim”. 

Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego  przy współudziale siostry Faustyny w Wilnie, po zakończeniu II Wojny Światowej (1939-1945)  znalazł się na terenie ZSRR, gdzie z powodu okrutnych prześladowań katolików tysiące ludzi  przez kilkadziesiąt lat musiało ukrywać swoją wiarę w Boga. Ukrywany był także obraz  i jego niezwykłe pochodzenie.

Kopia obrazu „Jezus Miłosierny” Eugeniusza Kazimirowskiego
wykonana dla kościoła w Koleśnikach na Wileńszczyźnie.
Olej na płótnie lnianym, 100 x 216 cm.

 
Upowszechnienie w Polsce innego obrazu, być może stało się opatrznościowym odwróceniem  uwagi od cudownego „Świętego Wizerunku” (jak go nazwał Jan Paweł II w 1993 r. w Wilnie), ponieważ wtedy nie istniały inne, realne możliwości jego ocalenia. 

Także wielokrotne konserwacje i przemalowania na wiele lat ukryły walory artystyczne dzieła. Warstwa parafiny nałożona przez jednego z konserwatorów – choć w znacznym stopniu ochroniła obraz od skutków wilgoci, jednak z upływem czasu, spowodowała zmianę odcieni jego oryginalnych barw. 

Po gruntownej konserwacji w 2003 r. obraz odzyskał czytelną wymowę przesłania. 
Subtelna postać Miłosiernego Zbawiciela ukazująca się w ciemnej przestrzeni, kieruje uwagę modlących się na światło promieni miłosierdzia wypływające z otwartego na krzyżu Serca. 

„Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia mojego wówczas, kiedy konające serce moje zostało włócznią otwarte na krzyżu” (Dz. 299). 

„Widziałam z Hostii wychodzące te dwa promienie, jakie są w tym obrazie,  które się ściśle złączyły ze sobą, ale nie pomieszały…” (Dz. 344). 

Wtem usłyszałam głos w duszy: Oto jest pomoc widzialna dla ciebie na ziemi. On ci dopomoże spełnić wolę moją na ziemi” (Dz. 47-53). 

 Jezus Miłosierny, 1934

Zadanie wyznaczone przez Pana Jezusa dla siostry Faustyny było po ludzku niewykonalne, ponieważ nie posiadała ona podstawowych umiejętności plastycznych. Pomimo to, starając się  być posłuszną Woli Bożej próbowała sama namalować obraz. Jednak nic z tego nie wyszło. Przynaglenia Pana Jezusa do wykonania tego zadania z jednej strony, a z drugiej niedowierzanie spowiedników i przełożonych, stało się dla siostry Faustyny wielkim osobistym cierpieniem. 
W czasie pobytu w Płocku (około 3 lat), a potem w Warszawie, wciąż myślała o niewykonanym żądaniu Pana Jezusa, tym bardziej, że dawał jej odczuć jak wielkie w planach Bożych jest zadanie, które jej zleca. 

„Nagle ujrzałam Pana, który mi powiedział: wiedz o tym, że jeżeli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielką liczbą dusz  w dzień sądu” (Dz. 154). 

Po złożeniu ślubów wieczystych siostrę Faustynę przeniesiono do domu zakonnego w Wilnie  (25 maja 1933 r.). Tutaj spotkała obiecaną jej wcześniej pomoc – spowiednika i kierownika duchowego ks. Michała Sopoćkę, który podjął próbę realizacji żądań Pana Jezusa. 

„Wiedziony raczej ciekawością jaki to będzie obraz, niż wiarą w prawdziwość tych widzeń, poprosiłem artystę malarza prof. Eugeniusza Kazimirowskiego o namalowanie tego obrazu” (Ks. Sopoćko, Wspomnienia).Plik:Divine Mercy Sanctuary in Vilnius4.JPG

Obraz Jezusa Miłosiernego autorstwa Eugeniusza Kazimirowskiego w kościele p.w. Miłosierdzia Bożego w Wilnie.

 Obraz Jezusa Miłosiernego powstawał w atmosferze Bożej obecności – mistycznych przeżyć  św. siostry Faustyny. Ksiądz Sopoćko częściowo zapoznał malarza z misją siostry Faustyny i zobowiązał go do zachowania tajemnicy. Ten ceniony i gruntownie wykształcony malarz,  (zobacz: Eugeniusz Kazimirowski) malując obraz Jezusa Miłosiernego zrezygnował z własnej artystycznej koncepcji, aby rzetelnie odtwarzać na płótnie to, co relacjonowała siostra Faustyna. 
Przychodziła ona do pracowni malarskiej, co najmniej raz w tygodniu przez pół roku, aby wskazywać uzupełnienia i potrzebne korekty. Starała się, aby wizerunek Jezusa Miłosiernego był dokładnie taki, jaki był jej ukazany w wizji. 
W malowaniu obrazu czynnie uczestniczył ks. Sopoćko – fundator dzieła, który na prośbę malarza pozował ubrany w albę. Czas wspólnego malowania stał się okazją do bardziej wnikliwego odczytania treści obrazu. Sporne kwestie rozstrzygał sam Pan Jezus (Dz. 299; 326; 327; 344). 
Bardzo wymowna była rozmowa siostry Faustyny z Panem Jezusem na temat malowanego obrazu: 

„… kiedy byłam u tego malarza, który maluje ten obraz, i zobaczyłam, że nie jest tak piękny, jakim jest Jezus – zasmuciłam się tym bardzo, jednak ukryłam to w sercu głęboko. (…) matka przełożona została w mieście dla załatwienia różnych spraw, ja sama powróciłam do domu. Zaraz udałam się do kaplicy i napłakałam się bardzo. Rzekłam do Pana: Kto Cię wymaluje takim pięknym, jakim jesteś? – Wtem usłyszałam takie słowa: Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” (Dz. 313). 

św. Faustyna Kowalska

Św. Faustyna Kowalska

Z rozmowy tej emanuje szczerość osoby obdarowanej nadprzyrodzoną łaską, która w swych przeżyciach mistycznych – widziała piękno zmartwychwstałego Zbawiciela (zobacz Wspomnienia ks. Sopoćki). Pan Jezus wielokrotnie ukazywał się siostrze Faustynie w takiej postaci, jaka została namalowana na obrazie (Dz. 473; 500; 851; 1046; 1565), a także wielokrotnie żądał, aby obraz ten był udostępniony do publicznej czci. Świadczy to o tym, że Pan Jezus zaakceptował namalowany wizerunek – uświęcając go swoją żywą obecnością. 
Dzięki staraniom ks. Sopoćki, wizerunek Miłosiernego Zbawcy wystawiony w oknie galerii przy kaplicy Matki Bożej Miłosierdzia w Ostrej Bramie w Wilnie, 26-28 kwietnia 1935 r. po raz pierwszy doznawał publicznej czci, w czasie uroczystego zakończenia obchodów Jubileuszu 1900-lecia Odkupienia Świata. W ostatnim dniu uroczystości, była to pierwsza niedziela po Wielkanocy,  w nabożeństwie uczestniczyła siostra Faustyna. Kazanie o Bożym miłosierdziu wygłosił  ks. Sopoćko, tak, jak tego żądał Pan Jezus. 

„Przez trzy dni był ten obraz wystawiony na widok publiczny i odbierał cześć publiczną, ponieważ był umieszczony w Ostrej Bramie, w szczycie okna, dlatego było go widać z bardzo daleka. W Ostrej Bramie obchodzono uroczyście przez te trzy dni zakończenie Jubileuszu Odkupienia Świata – 1900-lecie od męki Zbawiciela. Teraz widzę, że złączone jest dzieło Odkupienia z dziełem miłosierdzia, którego żąda Pan” (Dz. 89). 

„Kiedy został wystawiony ten obraz, ujrzałam żywy ruch ręki Jezusa, który zakreślił duży znak krzyża. W ten sam dzień wieczorem (…) ujrzałam, jak ten obraz szedł ponad miastem, a miasto to było założone siatką i sieciami. Kiedy Pan Jezus przeszedł, przeciął wszystkie sieci…” (Dz. 416)

„Kiedy byłam w Ostrej Bramie w czasie tych uroczystości, podczas których obraz ten został wystawiony, byłam na kazaniu, które mówił mój spowiednik (ks. Sopoćko); kazanie to było o miłosierdziu Bożym, było pierwsze, czego żądał tak dawno Pan Jezus. Kiedy zaczął mówić o tym wielkim Miłosierdziu Pańskim, obraz ten przybrał żywą postać i promienie te przenikały do serc ludzi zgromadzonych, jednak nie w równej mierze, jedni otrzymali więcej, a drudzy mniej. Radość wielka zalała duszę moją, widząc łaskę Boga” (Dz. 417). 

„Kiedy kończyło się nabożeństwo i kapłan wziął Przenajświętszy Sakrament, aby udzielić błogosławieństwa, ujrzałam Pana Jezusa w takiej postaci, jako jest na tym obrazie. Udzielił Pan błogosławieństwa, a promienie te rozeszły się na cały świat. 
Ujrzałam jasność niedostępną na kształt mieszkania kryształowego, utkanego z fal jasności nieprzystępnej żadnemu stworzeniu ani duchowi. Do tej jasności były trzy drzwi – i w tej chwili wszedł Jezus w takiej postaci, jako jest na tym obrazie, do onej jasności – w drzwi drugie, do wnętrza jedności” (Dz. 420). 

Błogosławiony ks. Michał Sopoćko, spowiednik i kierownik duchowy siostry Faustyny.

Uroczystości w Ostrej Bramie były dla siostry Faustyny znakiem i wypełnieniem wcześniej  zapowiadanych łask – publicznym objawieniem potęgi Bożego miłosierdzia. 
W późniejszej korespondencji siostra Faustyna pisze do ks. Sopocki: „Dał mi Bóg poznać, że jest zadowolony z tego, co już jest zrobione. Pogrążając się w modlitwie  i w bliskości Bożej doznałam w duszy głębokiego spokoju o całość dzieła tego. 
(…) A teraz co się tyczy tych obrazów (małych kopii), (…) Po trochu kupują ludzie i niejedna dusza już doznała łaski Bożej, która spłynęła przez to źródło. Jak wszystko, tak i to pójdzie powoli. Obrazki te nie są tak ładne, jak ten duży obraz. Kupują je ci, których pociąga łaska Boża…” (Fragment listu, Kraków, 21 luty 1938 r.) 

4 kwietnia 1937r. za pozwoleniem metropolity wileńskiego abp Romualda Jałbrzykowskiego, wizerunek Najmiłosierniejszego Zbawiciela Jezusa Miłosiernego, został poświęcony i umieszczony w kościele pw. Św. Michała w Wilnie, w sąsiedztwie głównego ołtarza. Tutaj (do 1948 r.), pięknie wyeksponowany w okazałej złoconej ramie, był czczony i obdarowany licznymi wotami, emanował świętością, a nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego szybko rozszerzało się poza granice Wilna. W przedziwny sposób, bez względu na ograniczone możliwości, docierało do milionów ludzi na świecie. 

Na skutek działań wojennych (1939-1945) i włączeniu Litwy do ZSRR, obraz Jezusa Miłosiernego na kilkadziesiąt lat stał się niedostępny dla pielgrzymów. Pomimo wielu zagrożeń (był ukrywany na strychu, wielokrotnie zwijany w rulon, przechowywany w nieodpowiednich warunkach, w wilgoci i na mrozie, nieudolnie restaurowany), cudownym zrządzeniem Opatrzności przetrwał czasy komunizmu. 

Wilno, kościół p.w. św Ducha, w którym obraz był czczony w latach 1986-2005Wilno, obraz w kościele p.w. św Ducha, w którym był czczony w latach 1986-2005 

Przez kolejne lata obraz znajdował się: w kościele pw. Św. Michała w Wilnie (1937-1948), w magazynie kościoła pw. Św. Ducha (1948-1956), w kościele w Nowej Rudzie na Białorusi (1956-1986), w kościele pw. Św. Ducha w Wilnie (1987-2005). Od 2005 r. jest czczony  w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie. (zobacz Historia obrazu). 
W czasie pielgrzymki na Litwę, 5 września 1993 r. w kościele pw. Świętego Ducha w Wilnie  przed obrazem Jezusa Miłosiernego, modlił się Papież Jan Paweł II. W przemówieniu  do wiernych, nazwał ten obraz „ŚWIĘTYM WIZERUNKIEM”.

W historii objawień znane jest tylko jedno wydarzenie, kiedy to Pan Jezus wyraził życzenie namalowania obrazu ze swoim wizerunkiem. Sam przedstawił i zaakceptował jego plastyczne wyobrażenie – wielokrotnie ukazując siostrze Faustynie swoją żywą obecność w postaci takiej, jaka została odtworzona na namalowanym obrazie. Ponadto obietnicą szczególnych łask  dla czcicieli tego obrazu – nadał mu niezwykłą wartość religijną. 

„Przez obraz ten udzielać będę wiele łask,  a przez to niech ma przystęp wszelka dusza do niego (Dz. 570). 

„Podaję ludziom naczynie,  z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia.  Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie” (Dz. 327). 

„…promienie (na obrazie) oznaczają krew i wodę – blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz. 
Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia mojego wówczas, kiedy konające serce moje zostało włócznią otwarte na krzyżu (…) Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga” (Dz. 299). 

„Widziałam zatknięte w ziemi dwa słupy, bardzo wielkie, jeden zatknęłam ja, a drugi pewna osoba, S. M. (Sopoćko M.) (…). Te dwa słupy były blisko siebie na przestrzeni tego obrazu i ujrzałam ten obraz zawieszony na tych dwóch słupach, bardzo wysoko. 
W jednej chwili na tych dwóch słupach stanęła wielka świątynia i wewnątrz  i na zewnątrz. Widziałam rękę, która wykańczała tę świątynię, ale osoby nie widziałam. Wielkie mnóstwo ludzi było na zewnątrz i w świątyni, a strumienie wychodzące z najlitościwszego Serca Jezusa spływały na wszystkich” (Dz. 1689).

Przeczytaj także:

Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

HISTORIA PIERWSZEGO OBRAZU JEZUSA MIŁOSIERNEGO

Wilno w życiu Siostry Faustyny

Zobacz także:

Wilno – Faustynki i historia obrazu Miłosierdzia Bożego

Posted in Miłosierdzie Boże, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia | 4 Komentarze »