WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 7 czerwca, 2011

Aleksander Ścios – III Rzeczpospolita czy „Trzecia Faza”

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011


Aleksander Ścios – III Rzeczpospolita czy „Trzecia Faza”.pdf

Posted in Książki (e-book) | Leave a Comment »

III RZECZPOSPOLITA CZY „TRZECIA FAZA”?

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

TEST ZBRODNI 

Stronnicy i beneficjanci nazwali go „kamieniem milowym w rozwoju demokracji” i „historycznym kompromisem”. Inni woleli dostrzegać w nim „agenturalny sabat”, współczesną „targowicę” lub „spisek elit” – upatrując w paktowaniu z komunistami zdradę ideałów „Solidarności”. Był zdarzeniem na tyle istotnym, że dał podstawę wykreowania osobliwego tworu państwowego o nazwie III Rzeczpospolitej, która przywłaszczając sobie kolejną cyfrę bytu państwowego nie zechciała jednak skorzystać z tradycji Polski międzywojennej. Nie przypadkiem, definicja „okrągłego stołu” określa nasz stosunek do III RP i pełni funkcję wyznacznika politycznych sympatii i antypatii.
Wśród wielu funkcjonalnych określeń, jakich użyto w odniesieniu do zdarzeń z roku 1989 na szczególną uwagę zasługuje nazwa, którą nadał im Jerzy Urban, mówiąc o „konsumpcji konkubinatu”. Mimowolna lub zamierzona trafność tego określenia zachęca do podążenia tropem „nieprawego związku”, poszukiwania jego genezy i ukazania fundamentów, na jakich został zbudowany. Wprawdzie na temat „okrągłego stołu”, napisano już setki mniej lub bardziej mądrych tekstów, nadal niewiele jest takich, które proponują optykę pozbawioną nachalnej ideologii, sięgającą poza horyzont doraźnych, politycznych podziałów. Z tej perspektywy określenie „konsumpcja konkubinatu” zasługuje na rozwinięcie i pogłębienie.
Zbliżająca się 20 rocznica zdarzeń z roku 1989, wywoła zapewne propagandową ofensywę zwolenników „historycznego kompromisu” i uruchomi medialne kampanie dezinformacji. Co więcej – kolejny raz pogłębi istniejące wśród Polaków podziały i zdezorientuje miliony odbiorców, zastępując prawdę historyczną politycznie poprawnym bełkotem.
Konieczna zatem wydaje się próba przedstawienia tych zdarzeń w ich właściwym kontekście historycznym. Zestawienie faktów, przytoczenie oryginalnych tekstów, przypomnienie słów i wypadków z lat 80. Obraz, który chciałbym nakreślić i kryjąca się za nim teza nie pretenduje do miana analizy historycznej. Jako tzw. spiskowa teoria dziejów, bywa pogardliwie odrzucana przez ludzi zamkniętych w zaklętym kręgu „politpoprawnych” dogmatów, często niezdolnych już do wysiłku samodzielnego myślenia Dla innych, będzie nadto przerażająca, by stać się opisem istniejącej rzeczywistości.
Jakkolwiek z perspektywy bieżącej polityki retrospektywa zdarzeń z lat 1984 – 1989 może wydawać się czynnością jałową, jestem przekonany, że zrozumienie mechanizmów rządzących współczesną Polską, jest niemożliwe bez tego zabiegu. To konieczne, gdy próbujemy wyjaśnić źródła dzisiejszych decyzji politycznych, przyczyny kreowania określonych postaw, genezę lęku przed rzetelnymi badaniami historycznymi, powstania tematów objętych anatemą, rozlicznych zaniechań i fałszerstw, jakich dopuszcza się establishment III RP, by zachować owoce „konsumpcji konkubinatu”.
Zasadniczym pytaniem, jakie pojawia się przy temacie „historycznego kompromisu” jest kwestia wskazania zdarzenia, cezury czasowej, która wyznacza początek drogi do „okrągłego stołu”? W którym momencie począł się ów nieformalny, pokątny związek części środowisk opozycyjnych z władzą komunistyczną? Czy doszło do niego na skutek sprzyjających zdarzeń, w efekcie naturalnego„biegu rzeczy, wynikającego z indywidualnych decyzji, czy też mieliśmy do czynienia z realizacją zamierzonego planu, kombinacji opartej na wyznaczonych regułach, przeprowadzonej z żelazną logiką i premedytacją?
Te pytania wydają się szczególnie ważne, gdy podziela się zdanie Alaina Besancona, iż komunizm dopuszcza możliwość sprzeciwu, natomiast nie znosi, aby go rozumiano. Próba uświadomienia sobie, czym był proces dochodzenia do „okrągłego stołu” i jakie mechanizmy nim sterowały może okazać się intelektualnym, ozdrowieńczym zabiegiem.
Przed 20 laty to, właśnie Alain Besancon, oceniając ówczesne zdarzenia podzielił się z czytelnikami „Biuletynu Dolnośląskiego” istotną refleksją:
Jestem zaniepokojony olbrzymią przysługą którą oddaje Gorbaczowowi Wałęsa i jego doradcy, akceptując co najmniej w części władzę komunistyczną w Polsce, zgadzając się na dialog z nią, udając, że wierzy, że można poprawić sytuację w Polsce, gdy partia jest wciąż u steru. Sądzę, że Polska miała wielką szansę, żeby zerwać sieć kłamstwa tkaną przez Gorbaczowa.”
O jakim kłamstwie mówił Besancon, w odniesieniu do człowieka, który stał się bożyszczem zachodnich polityków, sławionym za „pierestrojkę” i demontaż „imperium zła”? Sugestię znajdziemy w innym fragmencie wypowiedzi Besancona, w której wyjaśnia swoją koncepcję kompromisu z władzą komunistyczną – „ Dla partii kompromis jest to częściowe porzucenie programu komunistycznego i środków działania komunizmu w taki sposób, ażeby substancja społeczna całkowicie nie zanikła i mogła odżyć, by na nowo podtrzymać władzę komunistycznego rządu. Polska znajduje się według mnie właśnie w epoce kompromisu. Kompromis jest zawsze pożądany przez partie komunistyczną” […] Partia komunistyczna wyniosła Gorbaczowa na jego obecne miejsce po to, aby wprowadzał w życie jej linię polityczną, zresztą dość starą, bo ciągnącą się od Andropowa. ZSRR stracił swoją potęgę. Gorbaczow nie zamierza uwolnić swojego kraju, ani liberalizować partii komunistycznej – to nie jego problem. On usiłuje przywrócić potęgę władzy komunistycznej. Chce tego dokonać za pomocą środków, które już omówiłem. Najważniejszy – to pomoc Zachodu”.
Środki, o których mówił wówczas Besancon to: wsparcie materialne Zachodu, moralna sanacja rządów komunistycznych oraz utrzymanie ich przy władzy dzięki Zachodowi i części społeczeństw państw komunistycznych.
Stanowisko francuskiego sowietologa i historyka idei, w zdumiewający sposób współbrzmi z wnioskami Anatolija Golicyna, zawartymi w książce „Nowe kłamstwa w miejsce starych – komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji” – przy czym opinie Golicyna formułowane w roku 1984 wyprzedzają wypowiedź Besancona o nowe, odważne teorie. W rozdziale zatytułowanym „Zachodnia błędna interpretacja wydarzeń w Polsce”, na str.482 Golicyn pisał:
Ponieważ Zachód nie zdołał zrozumieć ani strategii komunistycznej, ani potęgi dezinformacji, ani uznać faktu zaangażowania do nich wszystkich zasobów służb bezpieczeństwa i wywiadów Bloku, z agentami wysokiego szczebla, posiadającymi wpływy polityczne, pojawienie się „Solidarności” w Polsce zostało przyjęte jako spontaniczne wydarzenie, porównywalne do Powstania Węgierskiego z roku 1956 i zwiastujące upadek komunizmu w Polsce. […] Istnieją mocne podstawy, by twierdzić, że polska wersja „demokratyzacji”, oparta częściowo o model czechosłowacki, była przygotowywana i kontrolowana od początku, w ramach polityki i strategii Bloku. Od dwudziestu lat polska partia komunistyczna, PZPR, pracowała nad budową „dojrzałego społeczeństwa socjalistycznego”, w którym Partia i jej organizacje masowe mogłyby odgrywać aktywniejszą i skuteczniejszą rolę polityczną.”
Wprawdzie trudno nam -ludziom pamiętającym czas „Solidarności” roku 1980 bezkrytycznie podzielić pogląd autora, nie sposób odmówić Golicynowi racji, gdy dowodzi:
Początki ruchu „Solidarności” w stoczni noszącej imię Lenina, śpiewanie „Międzynarodówki”, używanie przez członków Solidarności starego sloganu: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!” oraz stała obecność portretu Lenina, wszystkie te rzeczy pasują do faktu ukrytego kierowania organizacją przez Partię. Bez tego przewodnictwa i pomocy, to dyscyplina „Solidarności”, a przede wszystkim fakt odniesienia sukcesu w negocjacjach z polskim rządem, byłyby niemożliwe. Ukryte wpływy Partii wewnątrz polskiego Kościoła Katolickiego, działały na związkowców jako czynnik powodujący umiarkowanie, oraz zapewniający kompromis pomiędzy „Solidarnością” a rządem. W skali międzynarodowej, strategiczne cele, stojące za utworzeniem „Solidarności”, są zbliżone do tych z czasów „Praskiej Wiosny”. W skrócie, miały one na celu oszukać zachodnie rządy, polityków i ogół opinii publicznej, co do rzeczywistej natury współczesnego komunizmu w Polsce, zgodnie z taktyką osłabiania i wzorcowego ewoluowania dezinformacji. Mówiąc bardziej konkretnie, intencją było wykorzystanie „Solidarności” do propagowania wspólnych działań z wolnymi związkami zawodowymi, socjaldemokratami, katolikami oraz innymi grupami religijnymi, dla dalszego wspierania celów strategii komunistycznej w krajach wysoko rozwiniętych, a w mniejszym stopniu w Trzecim Świecie. […] Kania ujawnił, że około 1 miliona członków partii należało do „Solidarności”. W roku 1981, spośród 200 członków Komitetu Centralnego PZPR, 42 osoby były jednocześnie członkami „Solidarności”. Bogdan Lis, zastępca Wałęsy, był członkiem Komitetu Centralnego Partii. Zofia Grzyb, inna liderka „Solidarności”, była członkiem Politbiura. Ci przywódcy nie zostali usunięci z Partii za swoje członkostwo w „Solidarności”. Przeciwnie, „Solidarność” uznawała przewodnia rolę Partii, a Partia uznawała istnienie „Solidarności”.
Nie miejsce, by cytować szczegółowe analizy autora, w których wskazuje, w jaki sposób polska partia komunistyczna, na przestrzeni 60. i 70. została włączona w globalny mechanizm sowieckiej strategii inicjowania „odnowy” w bloku państw satelickich ZSRR. Logika wywodu Golicyna wydaje się niepodważalna, gdy na stronie 491 swojej książki stwierdza:
Utworzenie „Solidarności” i początkowy okres jej działania jako związek zawodowy, może być odczytywane jako eksperymentalna, pierwsza faza polskiej „odnowy”. Mianowanie Jaruzelskiego, wprowadzenie stanu wojennego, oraz zawieszenie „Solidarności”, stanowi drugą fazę, przeznaczoną na wprowadzenie tego ruchu pod ścisłą kontrolę oraz zapewnienie stanu politycznej konsolidacji. W trzeciej fazie można oczekiwać [pisane w 1984 r.], że zostanie uformowany rząd koalicyjny, skupiający przedstawicieli partii komunistycznej, reprezentantów reaktywowanej „Solidarności”, oraz Kościoła. W tym rządzie mogłoby się znaleźć również kilku tak zwanych „liberałów”.
Tego rodzaju rząd, w nowym stylu we Wschodniej Europie,byłby odpowiednio wyposażony i przygotowany do rozwijania strategii komunistycznej, poprzez prowadzenie kampanii na rzecz rozbrojenia, na rzecz „stref bezatomowych” w Europie, być może nawet w sprawie powrotu do Planu Rapackiego, ale przede wszystkim za rozwiązaniem NATO i Układu Warszawskiego, aż po ostateczne ustanowienie neutralnej, socjalistycznej Europy. Uaktywnienie innych elementów strategii komunistycznej na Europę, takich, jak eurokomunizm i negocjacje KBWE, nastąpiłoby w odpowiedniej porze, by zgrać je w czasie z ukonstytuowaniem się takiego rządu.”
Nasz obecny stan wiedzy o agenturalnej przeszłości wielu osób, które w latach 80. postanowiły zawrzeć z komunistami „historyczny kompromis” pozwala pełniej zrozumieć słowa Golicyna o „wprowadzeniu tego ruchu pod ścisłą kontrolę” i przebiegu „trzeciej fazy”. Stała obecność w gronie tzw. doradców „Solidarności”, ludzi o poglądach lewicowych, wywodzących swoje przekonania z rodzinnych, komunistycznych tradycji, nakazuje dostrzec w tym fakcie element celowości. Nie można też zapominać, że niektórzy z przywódców ruchu robotniczego, podpisujący porozumienia z Gdańska, Szczecina i Jastrzębia byli, (o czym dowiedzieliśmy się po latach) tajnymi współpracownikami bezpieki.
Selekcja, jakiej policja polityczna PRL poddała w latach 80-tych środowiska opozycyjne sprawiła, że starannie dobrano ludzi przeznaczonych do realizacji „trzeciej fazy polskiej odnowy”. Musiano jednakże zastosować pewne mechanizmy „naturalnego doboru”, by dopuszczona do „konkubinatu” grupa spełniała oczekiwania komunistów; była przewidywalna i sterowalna. Należy zatem przypuszczać, że wiele poszczególnych epizodów naszej najnowszej historii to zdarzenia inspirowane przez policję polityczną, tajnych współpracowników lub agenturę wpływu i ( poza innymi funkcjami) stanowiły one rodzaj testów selekcyjnych, dzięki którym dokonano wyboru grupy „koncesjonowanych opozycjonistów”.
Nietrudno dostrzec, że podstawowym mechanizmem tej selekcji był stan wojenny, którego wprowadzenie pozwoliło komunistom poznać autentyczne postawy i zachowania Polaków w warunkach ekstremalnych, w obliczu terroru i politycznych represji. Ujawnione wówczas zachowania poszczególnych osób – przywódców związkowych „Solidarności” i członków innych środowisk opozycyjnych stanowiły dla komunistów cenną wskazówką, dzięki której można było określić krąg ludzi uległych, podatnych na sugestie, korupcję czy zastraszenie. Warto zacytować znamienne słowa Mieczysława Rakowskiego, wypowiedziane w roku 1988, w wywiadzie dla francuskiego „Le Monde”, gdy były premier, pytany o opozycję polityczną stwierdził: „W Polsce dużo ludzi znajduje się w opozycji, ale w wielu przypadkach okazuje się, że jak troszkę poskrobać to mają oni takie same poglądy jak my. Nie pochwalają tylko niektórych metod.”
To „poskrobanie”, stało się wypróbowaną metodą wyrównywania różnic światopoglądowych.
W sposób dla komunistów naturalny, czyli poprzez represje i szykany wymuszono w latach 80 emigrację tysięcy Polaków, pozbywając się przy tym ludzi o poglądach radykalnych, antykomunistycznych. Stosowanie na ogromną skalę prowokacji, intensywne gry i kombinacje operacyjne, masowe użycie terroru, jako elementu sprawowania totalitarnej władzy, ale też budowanie systemu przywilejów i zależności, według zasady divide et impera – pozwoliło podzielić i poróżnić środowiska opozycyjne, a tym samym przejąć nad nimi kontrolę.
W tym kontekście, według przedstawionej powyżej zasady, musiało zaistnieć zdarzenie przełomowe, które kończąc „fazę drugą” jednocześnie wyznaczyło początek przygotowań do „historycznego kompromisu” i otworzyło komunistom drogę do „fazy trzeciej”. Musiało być to wydarzenie na tyle spektakularne i ekspresyjne, by zaangażowało uwagę całego społeczeństwa, a swoim ekstremizmem wymusiło reakcję jedynej, niezależnej od komunistów struktury – Kościoła Katolickiego. Według zasady stopniowania bodźców poprzedziło je kilka incydentów „mniejszej wagi”, mających na celu wytworzenie odpowiedniej atmosfery zagrożenia, ale też stanowiących rodzaj sondażu, badania nastrojów i reakcji.
Przypomnę chronologię tych zdarzeń:
7 lutego 1984 r – w Sławęcinie k. Inowrocławia zamordowano Piotra Bartoszcze,
10 lutego 1984 – uprowadzono w Toruniu Piotra Hryniewicza,
21 lutego 1984 – uprowadzono w Toruniu Gerarda Zakrzewskiego,
24 lutego 1984 r – w Stalowej Woli zamordowano Zbigniewa Tokarczyka, działacza „Solidarności” i KPN -u
2 marca 1984 – uprowadzono w Toruniu Antoniego Mężydłę i Zofię Jastrzębską,
7 września 1984 – w Krakowie zamordowano Tadeusza Frąsia, nauczyciela i przewodniczącego „Solidarności”
Warto zapamiętać ten mechanizm zbrodni, ponieważ po raz drugi posłużono się niemal identyczną metodą w roku 1989, przygotowując bezpośrednio grunt pod obrady „okrągłego stołu”.
Jednocześnie, w roku 1984 mają miejsce inne, charakterystyczne zdarzenia.
Oto w styczniu 1984 roku dochodzi do spotkania Prymasa Polski kard. Józefa Glempa z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Tematem rozmów jest m.in. kwestia uwolnienia przywódców „Solidarności” i powołanie Fundacji Rolniczej. Kilka dni później prymas spotyka się w Gdańsku z Lechem Wałęsą. W lipcu władze ogłaszają amnestię, obejmującą wszystkich skazanych (58 osób) i tymczasowo aresztowanych (602 osoby).
17 września 1984 roku, na ręce Sekretarza Konferencji Episkopatu Polski abp. Bronisława Dąbrowskiego, Urząd ds. Wyznań ( będący de facto agendą Służby Bezpieczeństwa) złożył pismo urzędowe, tzw. pro memoria.
Znalazły się w nim następujące słowa:
„Pomyślny i pokojowy rozwój naszej Ojczyzny jest przedmiotem troski władz i obywateli. […] Z przykrością należy stwierdzić, że dotychczasowe osiągnięcia narodu usiłuje podważyć, stawiając sobie na cel niszczenie jego dorobku w imię obcych interesów, niewielka lecz wciąż aktywna grupa ludzi. Z ubolewaniem stwierdzamy, że do grupy tej należą niektórzy duchowni rzymskokatoliccy.
[…] Powstała nielegalna, sprzeczna z prawem PRL i prawem kanonicznym kontrrewolucyjna organizacja duchownych i świeckich o ogólnokrajowym zasięgu. Cele, strukturę tej organizacji oraz jej zasięg, a także metody jej działania ujawnił w dniu 26 sierpnia 1984r ks.Jerzy Popiełuszko w kościele p.w .św. Stanisława Kostki w Warszawie. Załączamy teksty jego wystąpień. [..] Kościół p.w. św. Stanisława Kostki stał się od pewnego czasu główną ostoją omawianej organizacji. […] Władze państwowe oczekują od Episkopatu, że zostaną niezwłocznie podjęte zdecydowane kroku zmierzające ku likwidacji omawianej organizacji, oczekują też, że możliwość odrodzenia się tego typu działalności w ramach struktur kościelnych będzie niemożliwa. Dalsze tolerowanie sprzecznej z Konstytucją i ustawami PRL działalności niektórych duchownych, wykorzystywanie świątyń i obrządków religijnych w tych celach, a zwłaszcza osłanianie i tolerowanie kontrrewolucyjnej organizacji….. Zmusi również władze do podjęcia stosownych działań prawem przewidzianych wobec organizacji i osób do niej należących, a zwłaszcza wobec jej przywódców”.
Kilka dni wcześniej, 11 września 1984 roku korespondent moskiewskiego dziennika „Izwiestia” brutalnie zaatakował księdza Popiełuszkę, wyrażając opinię, iż „ksiądz najwyraźniej wciąż czuje się bezkarny”.
Dwa dni po wystosowaniu „Pro memoria”, 19 września w nr.38 tygodnika „Tu i Teraz” ukazał się felieton Jana Rema (Jerzego Urbana), zatytułowany „Seanse nienawiści”. Autor napisał:
„ […] Co tam więc robi natchniony polityczny fanatyk, Savonarola antykomunizmu? Daje on świadectwo ideowej i intelektualnej degeneracji części inteligentów formacji żoliborskiej, dowodzi uwiądu tegoż Żoliborza, który przed wojną z przesadą nazywany bywał czerwonym, ale różowym był w każdym razie. Mam bardzo dokładne relacje o treści kazań księdza Jerzego Popiełuszki, które składa nadzwyczaj pilny bywalec tych imprez. Mowy tego polityka bardzo różnią się stylistyką od pokrewnych duchem pogadanek, jakie były głoszone na różnych latających uniwersytetach i pełzających kursach naukowych. Na tamte intelektualne imprezy młodzi biegali, aby usłyszeć coś przeciwnego niż na szkolnych lekcjach o Polsce i świecie współczesnym, poznać odmienne fakty, odwrotne interpretacje. Ks. Popiełuszko nie zaspokaja niczyjej ciekawości, nie zapełnia białych plam historii ani nie przeprowadza politycznych przewodów, od których mózg staje, by odwrócić się w przeciwnym niż dotychczas, antysocjalistycznym kierunku. Jednym słowem ten mówca ubrany w liturgiczne szaty nie mówi niczego, co byłoby nowe lub ciekawe dla kogokolwiek. Urok wieców, jakie urządza jest całkiem odmiennej natury. Zaspokaja on czysto emocjonalne potrzeby swoich słuchaczy i wyznawców politycznych. W kościele księdza Popiełuszki urządzane są seanse nienawiści. […]”
            Równo miesiąc później, 19 października 1984 roku doszło do porwania księdza Jerzego, a w dniach następnych Kapelan „Solidarności” został bestialsko zamordowany. Doszło do zdarzenia, które zostało zaplanowane przez partię komunistyczną pod kierunkiem Jaruzelskiego i wykonane przez przestępcze struktury policji politycznej PRL pod nadzorem Kiszczaka. Wydarzenia dokonanego z premedytacją i intencją, zamierzonego jako fundamentalny test i sprawdzian przed przejściem do „fazy trzeciej”, której zwieńczeniem miał stać się „okrągły stół”.
***

Powyższy tekst pochodzi z rozdziału pierwszego mojej książki „III Rzeczpospolita czy „Trzecia Faza” wydanej przed miesiącem przez Wydawnictwo „ANTYK”. Próbuję w niej przedstawić scenariusz, którego realizacja doprowadziła do obrad „okrągłego stołu” i wyborów 1989 roku oraz dała początek budowie państwa nazwanego III RP. Jest to wizja dalece odbiegająca od oficjalnych przekazów, niepoprawna politycznie i naszpikowana „teoriami spiskowymi”, z których najbardziej obrazoburcza wydaje się teza o metamorfozie komunizmu i jego dalszym trwaniu. Mam nadzieję, że w kolejnych publikacjach uda się zaprezentować pełny tekst książki, a wśród jej czytelników znajdą się mocni oponenci, którzy na dowód uśmiercenia zbrodniczej ideologii przez „ojców założycieli” III RP zechcą pokazać nam „trupa” komunizmu i wskazać miejsce jego pochówku.

http://cogito.salon24.pl/313583,iii-rzeczpospolita-czy-trzecia-faza

Aleksander Ścios – III Rzeczpospolita czy „Trzecia Faza”.pdf

 

 

Posted in Historia, Książki (e-book) | Leave a Comment »

„Hrabia Komorowski – największym niewypałem Polski”

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

"Hrabia Komorowski - największym niewypałem Polski"

AntyKomor powrócił!

Zgodnie z obietnicami powrócił blog AntyKomor. Tym razem w całkowicie nowej odsłonie i wprost z USA. Na stronie możemy odnaleźć m.in. slogany kandydujące do hasła reklamującego stronę – od „Hrabia Komorowski – największym niewypałem Polski”, po „Jestem Wesoły Bronek mam w Budzie Ruskiej domek„.

Przeczytaj ekskluzywny wywiad z twórcą AnyKomora: „Macki ABW nie dosięgną nowego AntyKomora”.
O AntyKomorze zrobiło się wyjątkowo głośno, gdy 17 maja do drzwi twórcy bloga – Roberta Frycza – zapukali nad ranem funkcjonariusze ABW i zarekwirowali jego laptopa (czytaj więcej). Niemal natychmiastowo stał się on przykładem walki o wolność słowa w internecie. A wszystko poszło o gry, które niektórym mogły wydać się obraźliwe.

Nowa odsłona bloga zawiera zarówno wcześniej publikowane treści oraz nowe materiały odnoszące się głównie do akcji ABW i późniejszych perturbacji Frycza związanych z tworzeniem strony. W obawie przed dalszymi represjami strona jest umieszczona na amerykańskim serwerze.

O godzinie zero (czyli 7 czerwca w okolicach godziny 13.35) ciężko było wejść na stronę i ją dokładnie obejrzeć, co mogło wywołać podejrzenie, iż tym razem Fryczowi i jego nowym współpracownikom się nie uda. W końcu jednak strona odpaliła i ujrzeliśmy treści zakazane w takim samym stopniu, jak bibuła opozycjonistów. Jednak tym razem całość nie rzuciła nas na kolana, bo po pierwszym wrogu demokracji mogliśmy spodziewać się przynajmniej np. krótkiego filmu z zainscenizowaną dekapitacją prezydenta. Zamiast tego krótki filmik o tym jak autora zatrzymywało ABW…

Ciekawszym pomysłem jest konkurs na slogan reklamujący stronę. Tutaj pojawia się odrobina pikanterii, gdy czytamy proponowane przez internautów hasła.

„Błędy i wpadki, Sodoma i Gomora, to znak firmowy naszego Komora”, „W bulu i nadzieji”, „Kiedy Bronek gafę strzela, całą Polskę rozwesela”, „Bronek, kiełbasa i sznurek”, czy „Bronek i lustracja to jedna wielka frustracja” to tylko niektóre z propozycji. Może złośliwe, może trochę chamskie, ale nie nawołujące do przestępstwa…

Mimo, iż na stronie brak treści (przynajmniej nie zauważyliśmy tego przy pierwszym wejściu) mocno kontrowersyjnych, ciekawi nas jak długo utrzyma się ona w sieci i na jak długo jej twórcom starczy zapału. Poza tym nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w każdej chwili ktoś może urządzić im pobudkę wczesnym rankiem. Ot tak, żeby sprawdzić, co u nich słychać. Adres Roberta Frycza już przecież znają.

http://politykier.pl/kat,1025795,wid,13483691,wiadomosc.html?_ticrsn=5&ticaid=5c71a

Przeczytaj także:

Prokuratura znowu straszy AntyKomora!

 

Posted in Bronisław Komorowski, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Jakie korzenie ma PO?

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

Czempiński zakładał Platformę

Wygląda na to, że PO ma poważny problem. Twórcy tej partii przyznają się do ojcostwa. Oto informacja podana za „Niezalezną.pl”.
Generał Gromosław Czempiński, wieloletni pracownik Wywiadu PRL, a później szef UOP, w rozmowie z Niezależną.pl ujawnił informacje o swoim udziale w powstaniu Platformy Obywatelskiej. „Nie było łatwo im wytłumaczyć, że mogą nadać nowy impet na scenie politycznej” – powiedział nam Czempiński o swoich rozmowach z Tuskiem i Olechowskim.
W rozmowie z Niezależną.pl Czempiński potwierdził, że był tą osobą, która dała początek partii. Jak stwierdził, PO powstała dzięki jego rozmowom z politykami i długim przekonywaniu ich, że teraz jest czas i miejsce na powstanie partii. Rozmawiał z wieloma z nich, również z trójką tych, których później nazwano ojcami założycielami, trzema tenorami  – Olechowskim, Płażyńskim, Tuskiem.
– Nie było łatwo im wytłumaczyć, że mogą nadać nowy impet na scenie politycznej– powiedział Niezależnej.pl Czempiński. Dodał, że choć długo to trwało, PO odniosła sukces.

– A potem jak przystało na człowieka ze służb nie rościłem sobie żadnych pretensji do tego, aby być członkiem partii albo działać. Ludzie ze służb nie powinni być w polityce
– wyjaśnił Niezależnej.pl Czempiński.Goszczący wcześniej na antenie Polsat News Czempiński udzielił podobnych wypowiedzi, odpowiadając na pytanie prowadzącej program Dorocie Gawryluk, czy to prawda, że namawiał Piskorskiego i Olechowskiego, by założyli Platformę Obywatelską – Miałem dość duży udział, w tym że powstała Platforma, mogę powiedzieć, że odbyłem wtedy olbrzymią liczbę rozmów, a przede wszystkim musiałem przekonać Olechowskiego i Piskorskiego do pewnej koncepcji, którą później oni świetnie realizowali – stwierdził Czempiński.

– Odbyłem ogromną ilość rozmów w tym zakresie z członkami Unii Wolności. Uważałem, że wybór Geremka przesądza o kryzysie w tej partii i to był najlepszy moment, by powstała nowa partia – mówił w audycji telewizyjnej Czempiński.

Na antenie Polsat News Czempiński stwierdził również, że nie zaangażuje się w powstawanie nowego ruchu na scenie politycznej wokół Stronnictwa Demokratycznego. Ne chce, aby ruch nosił piętno udziału służb, jak miało to miejsce w przypadku Platformy Obywatelskiej. W rozmowie z portalem Niezależna.pl Czempiński stwierdził, że na scenie politycznej, na której panuje stagnacja, potrzebna jest nowa dynamika. Partia Donalda Tuska stała się partią wodzowską. Czempiński dodał, że Piskorski to polityk dynamiczniejszy, który może się teraz sprawdzić.

Gromosław Czempiński, działając dla komunistycznego wywiadu, był oficjalnie zatrudniony przez Ministerstwo Spraw  Zagranicznych, najpierw w Konsulacie Generalnym w Chicago (1975-1976), później Polskim Przedstawicielstwie przy  ONZ w Genewie (1982-1987). W 1990 roku znalazł zatrudnienie w UOP, początkowo jako zastępca szefa Zarządu Wywiadu, później jako szef tej instytucji.

Ciekawę czy służby zdecydowały się postawić na nowego konia, czy też chłopcy się pokłócili?

http://tomaszsakiewicz.salon24.pl/114119,czempinski

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

ŚCIOS ODPYTUJE KOMOROWSKIEGO

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011


ŚCIOS ODPYTUJE KOMOROWSKIEGO – CZĘŚĆ I, II

Publicysta Aleksander Ścios publikuje pytania skierowane do kandydata Platformy Obywatelskiej Bronisława Komorowskiego. Liczymy, że wyborcy nie zlekceważą tych pytań.

1. W jakich okolicznościach podczas internowania w roku 1982 poznał Pan późniejszego współpracownika WSI o pseudonimie „Tomaszewski” (stomatolog leczący internowanych) i jak długo trwała ta znajomość?

2. Czy prawdą jest, że w latach 1991-92, gdy był Pan wiceministrem ON, powierzył Pan „Tomaszewskiemu” dużą kwotę pieniędzy (260 tys.DM), aby ten wpłacił je do tzw. „Banku Palucha” za pośrednictwem płk. Janusza Rudzińskiego. Skąd pochodziły środki przeznaczone na tę lokatę?

3. Czy odzyskaniem tych pieniędzy, za pośrednictwem współpracownika „Tomaszewski”, zajmował się Kontrwywiad WSI? (Raport w Weryfikacji WSI str.77 i nast.)

4. Czy prawdą jest, że będąc wiceministrem ON, po pierwszej turze wyborów prezydenckich w roku 1990 informował Pan Krzysztofa Wyszkowskiego, że otrzymał od WSW szczegółowe informacje w sprawie zawartości tzw. „czarnej teczki” Stana Tymińskiego – czyli dokumentów potwierdzających współpracę Lecha Wałęsy z SB? Jakiego rodzaju informacje otrzymał wówczas Pan od służb wojskowych?

5. Na czyją prośbę lub polecenie działał Pan w roku 1992, gdy zwrócił się Pan do dr. Andrzeja Grajewskiego (późniejszego szefa Kolegium IPN) z propozycją, by ten podjął się opracowywania na rzecz WSI analiz na temat zewnętrznych zagrożeń państwa? Jak wynika z Raportu z Weryfikacji WSI, oficerowie tej służby zamierzali wykorzystać Grajewskiego także do typowania i werbunku dziennikarzy.

6. Z jakich powodów na początku lat 90. zdecydowano o wynajęciu przez Departament Wychowania MON (podległy Panu jako wiceministrowi) budynku przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie na salon sprzedaży mercedesów firmy Sobiesława Zasady oraz o zakupie samochodów tej marki na potrzeby armii?

Transakcję nadzorował gen. Adam Tylus, który po otrzymaniu szlifów generalskich odszedł z wojska i został dyrektorem biura obsługi zamówień publicznych i specjalnych w firmie Sobiesław Zasada Centrum S.A.. Firma ta współpracowała z Fundacją Pro Civili. W dokumentach informacyjnych Fundacji „Pro Civili” z 1998 roku, podpisanych przez Krzysztofa Werelicha wymienia się wśród dostawców różnych towarów firmy Sobiesław Zasada Centrum SA., Volvo Poland i Pati Soft sp. z o.o., a wśród „odbiorców strategicznych” Ministerstwo Obrony Narodowej. Następnie Tylus został zastępcą prezesa firmy Ster-Projekt i Ster-Projekt Technologie C4I, zajmującej się projektowaniem i wdrażaniem systemów dowodzenia i kierowania, przeznaczonych dla wojska. Jednocześnie był stałym doradcą sejmowej Komisji Obrony Narodowej, której Pan przewodniczył. Jak informowała prasa, „zdaniem Bronisława Komorowskiego, przewodniczącego komisji, regulamin Sejmu nie zabrania być doradcą osobie, która zasiada w zarządzie firmy, oferującej wojsku sprzęt i usługi.”

7. Co zdecydowało o zatrudnieniu gen. Adama Tylusa jako doradcy w Pana gabinecie politycznym (jako ministra obrony narodowej) oraz powierzeniu mu roli stałego doradcy sejmowej Komisji Obrony Narodowej, której Pan przewodniczył?

8. Co zdecydowało, że w roku 1991 awansował Pan byłego szefa Zarządu WSW WOPK płk. Lucjana Jaworskiego na stanowisko szefa Kontrwywiadu Wojskowego?

W latach 80. płk. Jaworski odznaczał się szczególną gorliwością w zwalczaniu opozycji, niszczył prasę podziemną, ścigał współpracujących z opozycją filmowców, tropił „obce pochodzenie” członków opozycji, zakładał podsłuchy, werbował agenturę. To na skutek jego działań w więzieniu znalazła się min. Hanna Rozwadowska, kierująca logistyką „Wiadomości”. Po nominacji na szefa KW, płk. Jaworski w latach 1991-93 prowadził działania operacyjne, skierowane przeciwko środowiskom opozycji niepodległościowej oraz przeciwko rządowi Jana Olszewskiego. Nadzorował również SOR „Szpak” – dotyczącą rozpracowania Radosława Sikorskiego.

9. Czy w latach 1990-93, jako wiceminister ON odpowiedzialny za nadzór nad kontrwywiadem wojskowym, wiedział Pan o działaniach płk. Jaworskiego w ramach SOR „Szpak” dotyczącej Radosława Sikorskiego oraz o działaniach operacyjnych podejmowanych przez WSI przeciwko środowiskom opozycji niepodległościowej?

10. Czy będąc ministrem ON w roku 2001, znał Pan właściciela firmy Auto-Hit Krzysztofa Strykiera – dealera Fiata z Tychów, dzierżawcę wilii położonej w miejscowości Władysławów 24 km od Janowa Lubelskiego, i czy przez wiele lat bywał Pan na polowaniach w tej miejscowości wraz z rodziną i znajomymi?

11. Czy prawdą jest, że za czasu Pana ministrowania, MON zakupiło 48 samochodów Fiatów Seicento od firmy Fiat Auto Poland z przeznaczeniem dla Żandarmerii Wojskowej oraz 10 Fiatów bezpośrednio od firmy Auto-Hit ?

12. Jaka była przyczyna usunięcia ze stanowiska dyrektora Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON Krzysztofa Borowiaka w roku 2001 i czy fakt ten ma związek z rozpoczęciem (w budynkach Wojskowej Akademii Technicznej) działalności prywatnej Szkoły Wyższej Warszawskiej, założonej przez Fundację Rozwoju Edukacji i Techniki , która okazała się biznesem kierowanym przez oficerów WSI? (Raport z Weryfikacji WSI rozdział 10. „Działalność oficerów WSI w Wojskowej Akademii Technicznej”)

13. Czy prawdą jest, że w 2001 roku dyrektor Krzysztof Borowiak zwracał Panu uwagę na kryminogenną prywatyzację WAT, dokonywaną rękoma członków władz tej uczelni, na co miał Pan nie reagować?

14. Jaki przebieg miała i czym się zakończyła reforma szkolnictwa wojskowego, dokonywana pod kierunkiem Pana protegowanego, radcy w Pana gabinecie – gen. Bogusława Smólskiego?

15. Czy prawdą jest, że zlecił Pan Wojskowym Służbom Informacyjnym prowadzenie działań operacyjnych wobec R.Szeremietiewa i Z. Farmusa? (Życie Warszawy” – 07.05.2004 r. – „Zleciłem WSI objęcie działaniami Zbigniewa F. (asystenta wiceministra) i Romualda Sz. – mówi były szef MON Komorowski.) i jakie były racjonalne powody podjęcia tej decyzji?

16. Z jakich przyczyn w roku 2001 po zdymisjonowaniu Romualda Szeremietiewa posadę stracił płk Janusz Zwoliński – dyrektor Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON, któremu bezpośrednio podlegała kontrola nad przetargami, a na stanowisku tym zastąpił go oficer szkolony w Moskwie płk Paweł Nowak – Pana protegowany?

17. Co zdecydowało, że po nominacji płk. Nowaka podjęto natychmiast procedurę przetargową na zakup transportera kołowego (KTO) i rakiety przeciwpancernej, choć wcześniej nie chciał Pan wyrazić zgody na przetarg?

W roku 2004 oskarżono Nowaka i jego podwładnych o spowodowanie niemal 10 mln zł szkody w związku z tzw. „aferą bakszyszową”. Sąd Okręgowy uniewinnił wszystkich podsądnych, nie dopatrując się w ich działaniach przestępstwa. W roku 2007 Sąd Najwyższy uchylił wyrok uniewinniający Nowaka z zarzutów w sprawie nieprawidłowości przy realizacji umowy na pociski przeciwpancerne dla polskiej armii. Gen. Nowak ma też zarzuty w śledztwie w sprawie nieprawidłowości przy zakupie kołowego transportera opancerzonego. Wojskowa prokuratura zarzucała mu niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień.

18. W jaki sposób, podpisując w 2001 r. umowę zakupu wojskowych samolotów transportowych CASA (za 211 mln. dolarów) od hiszpańskiego koncernu EADS, zabezpieczył Pan kwestię serwisowania tych maszyn w Polsce?

W zamian za zamówienie spółki EADS CASA i Avia System Group kupiły wówczas większościowy pakiet PZL Warszawa-Okęcie. Miało tam powstać centrum serwisowe dla samolotów. Centrum to nigdy nie powstało, a samoloty musiały wszystkie przeglądy i naprawy przechodzić w Hiszpanii, co zwiększało koszty eksploatacji i ryzyko użytkowania maszyn. 25.02.2008 r., po katastrofie CASY (w której zginęło 20 oficerów WP), Prokuratura Wojskowa wszczęła śledztwo, w trakcie którego badano, czy nie doszło do korupcji przy zakupie samolotów, oraz kwestie związane z wyborem dostawcy, zawarciem umowy i jej aneksowaniem.

Jak zakończyło się śledztwo w tej sprawie?

19. Dlaczego zakupu samolotów CASA dokonano bez zastosowania procedury przetargowej ?

20. Czy prawdą jest, że w roku 2001, gdy był Pan ministrem ON, doszło do największej zapaści finansowej w wojsku polskim po 1989 roku?

21. Czy prawdą jest, że to wówczas wydatki majątkowe wynosiły 9,5 proc. budżetu MON, zabrakło pieniędzy na żołd dla żołnierzy, kolejka kadry oficerskiej czekającej na mieszkanie wzrosła do 17 tys. osób., a eksport uzbrojenia spadł do 20 mln dolarów rocznie?

22. Czy prawdą jest, że w roku 2001 kwota 89 mln zł, przeznaczona na zakontraktowanie nowoczesnych systemów bezpiecznego lądowania, z powodu kłopotów z negocjowaniem offsetu została niewykorzystana i zwrócona do państwowej kasy, a tym samym nie zrealizowano umowy offsetowej i nie wykonano zobowiązań wobec NATO?

23. Czy we wrześniu 2001 r. podjął Pan decyzję o przekazaniu kwoty 50 mln zł na rzecz jednej z nowo powstałych spółek, z przeznaczeniem na zakup amfibii dla wojsk lądowych?

Jakiej spółce zostały przekazane te fundusze i czy zostały zwrócone wojsku?
Od kiedy spółka ta istniała na rynku i jakie miała doświadczenie na rynku związanym z zaopatrywaniem wojska w skomplikowany sprzęt, jakim jest amfibia?
Jakie zabezpieczenia finansowe przedstawiała ta spółka?

24. Z jakich przyczyn w ostatnich dniach urzędowania na stanowisku ministra ON w październiku 2001 r. wydał Pan rozporządzenie o drastycznym obniżeniu zarobków żołnierzy jednostki GROM (miesiąc po atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton) ?

Na skutej tej decyzji w lutym 2003 r. odeszło z GROM 40 doskonale wyszkolonych żołnierzy (połowa składu jednostki). Koszt wyszkolenia jednego komandosa z tej jednostki to dwa miliony złotych. Osiągnięcie takiego poziomu wyszkolenia zajmuje 5-6 lat. Na emeryturę odeszli wówczas żołnierze w wieku 34-38 lat.

25. Jakie były koszty tej decyzji dla budżetu MON i czy miała ona związek z naciskami generałów ze Sztabu Generalnego WP?

26. Dlaczego w roku 2001 nie unieważnił Pan decyzji poprzedniego ministra ON o sprzedaży gruntów Wojskowego Instytutu Medycznego firmie Euro-Medical Lilianny Wejchert (byłej żony współwłaściciela ITI) – choć wskazywano na szkodliwość tej decyzji?

W 2007 roku „Gazeta Polska” pisała: „w wyprowadzeniu gruntu do Euro-Medicalu brał udział jego [Komorowskiego] zaufany człowiek, wieloletni pracownik Agencji Mienia Wojskowego Krzysztof B. – szef kampanii Komorowskiego do parlamentu w 2001. Według dokumentów, do których dotarła „GP”, B. przejmował w imieniu AMW działkę przy ul. Szaserów w Warszawie od Stołecznego Zarządu Infrastruktury MON.”

27. Jakie związki łączyły Pana z Krzysztofem Bucholskim, radnym Platformy Obywatelskiej w warszawskiej Białołęce, szefem Pana kampanii parlamentarnej w roku 2001, a następnie szefem warszawskiego oddziału Agencji Mienia Wojskowego, aresztowanym w lutym 2007 pod zarzutem korupcji?

W sprawie zatrzymano 17 osób: urzędników AMW, w tym Bucholskiego, oraz przedsiębiorców. Wszyscy otrzymali zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a Bucholski ponadto o jej kierowanie.

28. Czy zna Pan płk. Henryka D. – byłego logistyka w 3. Warszawskiej Brygadzie Rakietowej, oskarżonego w roku 2002 przez Prokuraturę Wojskową o korupcję, jaka miała miejsce w jednostce wojskowej na Bemowie i z tego powodu wydalonego z wojska ?

29. Czy to z Pana poręczenia Henryk D. – jeden z głównych podejrzanych w aferze korupcyjnej w AMW w 2007 r. – został dyrektorem terenowego oddziału Agencji Mienia Wojskowego w Warszawie?

30. Czy wiedział, że w 2004 roku płk. Aleksander L. przedstawiając się jako rzecznik prywatnych interesów Bronisława Komorowskiego oferował dziennikarzowi Leszkowi Misiakowi informacje o wypadku syna Komorowskiego Piotra, potrąconego w Warszawie przez auto znanego biznesmena? Czy jest mu wiadome: skąd Aleksander L. posiadał szczegółową wiedzę o kulisach zdarzenia, skoro nie informowały o nim media?

31. Skąd posiadał niejawną wiedzę na temat procesu tworzenia nowych służb Wywiadu i Kontrwywiadu Wojskowego, gdy w wypowiedzi dla „Trybuny” w dniu 02.02.2007 roku stwierdził: „Poza tym tam się ciągle odbywa nabór nowych ludzi. Częściowo są to pewnie agenci ze starych służb. A reszta to pewnie studenci, harcerze itp. Zanim te służby będą w stanie działać skutecznie, upłynie 10, 15, a może 20 lat” ? Twierdzenie to jest zbieżne z tezą zawartą w sporządzonym rok później tzw. raporcie płk. Grzegorza Reszki, o którym informowały media w dniu 20.02.2008 roku. Przekaz ten zawierał uwagę: „w SKW zatrudnieni zostali też dawni harcerze i działacze partii, z którymi związany był Macierewicz.” 

32. Czy prawdą jest, że we wrześniu 2007 roku spotkał się z Jerzym G. – byłym oficerem WSI, obecnie prezesem warszawskiej spółki zajmującej się systemami telekomunikacyjnymi? Czy Jerzy G oferował mu zakup aneksu do raportu i czy jest mu wiadome, że rozmówca nagrał treść tej rozmowy? Jak podaje Leszek Szymowski w artykule „Polityczna prowokacja” – „Najwyższy Czas” nr.25 (966) z 20 czerwca 2009r: ” ABW wszczęła przeciwko Jerzemu G. śledztwo dotyczące jego udziału w nielegalnym handlu bronią oraz przeszukała jego mieszkanie i biuro, poszukując nagrania rozmowy z Komorowskim. Ponieważ nagrania nie znaleziono, sprawa stanęła w miejscu”. 

33. Dlaczego, w październiku 2007 roku, mając możliwość złożenia wyjaśnień i ustosunkowania się do treści aneksu odmówił stawienia się przed Komisją Weryfikacyjną WSI?

34. Czy spotykając się z płk. Aleksandrem L. miał wiedzę, że ten były szef kontrwywiadu WSW jest rozpracowywany przez ABW na okoliczność kontaktów z wywiadem rosyjskim?

35. Dlaczego przez ponad dwa tygodnie ukrywał fakt spotkań z oficerami byłej WSI, którzy ofiarowali mu zdobycie i dostarczenie tajnego aneksu do raportu o WSI?

36. Dlaczego natychmiast nie powiadomił organów ścigania lub którejś ze służb specjalnych, choć oficerowie ci mieli mu też oferować dowody na domniemaną korupcję w komisji weryfikacyjnej? Zgodnie z art. 304 § 2 k.p.k.: ” Instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję (…) „.

37. Dlaczego, pełniąc obowiązki marszałka Sejmu przystał na propozycję płk. Aleksandra L. nielegalnego uzyskania informacji stanowiących tajemnicę państwową i umówił się z nim w kwestii dalszych kontaktów? W dniu 27.07.2008r., składając zeznania w Prokuraturze Krajowej w Warszawie w sprawie sygnatura akt PR-IV-X-Ds. 26/07 Bronisław Komorowski pod rygorem odpowiedzialności karnej zeznał: „Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją. Umówiliśmy się, że on odezwie się, gdy będzie miał możliwość dotarcia do tych dokumentów „. Tym samym – pod pozorem zdobycia dowodów popełnienia przestępstwa przekroczył swoje uprawnienia i mógł naruszyć normę art. 231 § 1 kk, zastępując powołane do tego służby i organy państwowe, takie jak prokuratura lub Policja. Mógł także nakłaniać do popełnienia przestępstwa z art. 265 § 1 kk (gdyż dalsza część aneksu do raportu o WSI miała dopiero zostać zdobyta przez płk. Aleksandra L. i mu przekazana), działając przy tym na szkodę interesu publicznego, jaką spowodowałoby ujawnienie tajemnicy państwowej, czym mógł wyczerpać znamiona art. 18 § 1 i 2 kk.

38. Z jakimi jeszcze oficerami WSW/WSI (poza płk. Aleksandrem L. i płk. Leszkiem Tobiaszem) spotykał się w okresie od października do grudnia 2007 roku?

39. Czy jest mu wiadome, by jego wieloletni współpracownik z czasów, gdy był ministrem obrony narodowej gen. Józef Buczyński spotykał się z byłymi oficerami WSI w sprawie aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI ?

40. Czy spotkania te były realizowane na polecenie Komorowskiego?

41. Z jakiego powodu nie zawiadomił „o prowokacyjnych działaniach oficerów WSI ” ówczesnego szefa komisji weryfikacyjnej premiera Jana Olszewskiego?

42. Z jakiego powodu w lutym 2008 roku stwierdził: „muszę zobaczyć aneks przed publikacją” i jakimi informacjami, potencjalnie zawartymi w aneksie był osobiście zainteresowany? (wypowiedź Komorowskiego dla prasy z 05.02.2008r.)

43. Dlaczego w dniu 27.07.2008r., składając zeznania w Prokuraturze Krajowej w Warszawie w sprawie syg. akt PR-IV-X-Ds. 26/07 zataił istotną informację mogącą świadczyć, że działając wspólnie i w porozumieniu z Krzysztofem Bondarykiem (Szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego), Grzegorzem Reszką (p.o. Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego), Pawłem Grasiem (zastępcą przewodniczącego sejmowej komisji ds. Służb Specjalnych) oraz płk. Leszkiem Tobiaszem (negatywnie zweryfikowanym oficerem b. Wojskowych Służb Informacyjnych) mógł starać się zdyskredytować członków Komisji Weryfikacyjnej kierując na nich podejrzenie o przestępstwo korupcji? Jak zeznał płk.Leszek Tobiasz, na początku listopada 2007 r. doszło do jego spotkania z w/w osobami, a na spotkaniu poczyniono ustalenia w zakresie postępowania z członkami Komisji Weryfikacyjnej. Biorąc pod uwagę dalsze zdarzenia w zakresie szeroko zakrojonych działań wobec członków Komisji i jej pracowników można stwierdzić, iż poczynione ustalenia były realizowane przy udziale płk. Leszka Tobiasza, jako jedynego świadka w śledztwie w sprawie domniemanej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej. Poseł Paweł Graś oraz płk Leszek Tobiasz (jak wynika z informacji prasowych) zeznali, iż takie spotkanie miało miejsce. Fakt ten nie pojawił się natomiast w zeznaniach Bronisława Komorowskiego.

44. Dlaczego w swoich zeznaniach w dniu 27.07.2008r., złożonych w Prokuraturze Krajowej w Warszawie w sprawie sygnatura akt PR-IV-X-Ds. 26/07 zataił informację o rzeczywistych kontaktach płk Leszka Tobiasza z ABW twierdząc, iż płk Tobiasz stawił się do dyspozycji ABW w grudniu 2007 r., natomiast sam płk. Tobiasz oraz poseł Paweł Graś twierdzą, iż pierwsze spotkanie z ABW miało miejsce na początku listopada 2007 r.? Jak donosiła prasa („Nasz Dziennik, 13 października 2008 r., nr 240) z zeznań płk Leszka Tobiasza wynika, iż spotykał się z Bronisławem Komorowskim ponad miesiąc wcześniej niż podawał to marszałek.

45. Dlaczego w swoich zeznaniach w dniu 27.07.2008r., złożonych w Prokuraturze Krajowej w Warszawie w sprawie sygnatura akt PR-IV-X-Ds.26/07 podał nieprawdziwą informację w kwestii terminu i okoliczności poznania płk Leszka Tobiasza zeznając: ” po kilku dniach pani Jadwiga Zakrzewska, poseł PO, przekazała mi, że chce się ze mną spotkać pułkownik z WSI, który jest jej sąsiadem” podczas gdy posłanka Jadwiga Zakrzewska zaprzeczyła tej informacji ?

46. Dlaczego w swoich zeznaniach w dniu 27.07.2008r., złożonych w Prokuraturze Krajowej w Warszawie w sprawie sygnatura akt PR-IV-X-Ds. 26/07 pod rygorem odpowiedzialności karnej zeznał: „nazwisko Wojciecha Sumlińskiego kojarzę jedynie z prasy. Nie znam go osobiście„, podczas gdy w listopadzie 2008 roku Wojciech Sumliński składając wyjaśnienia przed sejmową komisją ds. służb specjalnych oświadczył, że spotykał się wielokrotnie z Komorowskim w roku 2007, a tematem ich rozmów był przygotowywany dla programu „30 minut” w TVP Info materiał o Fundacji Pro Civili?

47. Czy może potwierdzić lub zaprzeczyć, że w roku 2007 spotykał się z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim, a tematem ich rozmowy była m.in. działalność Fundacji Pro Civili ?

48. Dlaczego, podczas wywiadu dla programu I PR w dniu 1.08.2008 roku, odpowiadając na pytanie o treść zeznań w Prokuraturze Krajowej i znajomość z Wojciechem Sumlińskim stwierdził nieprawdę mówiąc: „o panu Sumlińskim nic nie wiem, chyba nie znałem tego pana, więc moje zeznania dotyczyły byłego czy pułkownika dawnych służb komunistycznych.”? 

49. Czy prawdą jest, że podczas spotkania z płk. Leszkiem Tobiaszem jesienią 2007 roku obiecywał rozmówcy, że po zeznaniach obciążających Wojciecha Sumlińskiego pomoże mu załatwić posadę attache wojskowego w Tadżykistanie, a po skończeniu tej rozmowy płk. Tobiasz został przewieziony do siedziby ABW służbowym samochodem Agencji oddanym do dyspozycji jej szefostwa i złożył tam zeznania?

50. Czy po objęciu stanowiska p.o. prezydenta zapoznał się z treścią Uzupełnienia nr 1 do Raportu Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej, tj. tzw. aneksu do raportu o WSI ?

http://cogito.salon24.pl/77701,afera-marszalkowa-1http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,3891772.html http://wyborcza.pl/1,76842,4944189.htmlhttp://cogito.salon24.pl/77704,afera-marszalkowa-4 http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/wgdruku/1402http://cogito.salon24.pl/77714,protokol-przesluchania-przez-prokurature-bronislawa-komorowskieg 
http://bezdekretu.blogspot.com/2010/05/pytania-do-kandydata-komorowskiego-cz1.html 

Bardzo proszę o rozpowszechnianie treści powyższych pytań.

Aleksander Ścios

Od redakcji Rp:
Pytania Aleksandra Ściosa zostały włączone jako istotna część do Apelu „Weź z sobą 9-ciu!” i dlatego prośba do wszystkich angażujących się w jego ropowszechnianie, aby równiez te pytania były jak najszerzej znane. Nie tylko zwolennikom naszego Kandydata, ale przede wszystkim jego przeciwnikom i osobom niezdecydowanym.

http://www.rodaknet.com/rp_scios_32.htm

http://www.rodaknet.com/rp_aktualnosci_2010_plakaty_2.htm

http://cogito.salon24.pl/175471,wszyscy-ludzie-bron

Posted in Bronisław Komorowski | Leave a Comment »

W trójkącie z alkoholem

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

W trójkącie z alkoholem (a dla mnie w czworokącie z AF-N w promocji) Rach Halliwell / News of the World

Jest wzorowym pracownikiem, majętnym człowiekiem. Mąż Miriam, Matthew dużą wagę przywiązuje do terminowości i rutyny. Każdego ranka stawia się w biurze. Każdego wieczora sięga po kieliszek…

Kiedy wyobrażasz sobie alkoholika, zapewne na myśl przychodzi ci nieszczęśnik na ławce w parku, w pomiętym ubraniu, ze zmierzwionym włosem i brudem pod paznokciami. Mój mąż Matthew (imiona bohaterów zostały zmienione – przyp. NOTW) w żadnym razie tak nie wygląda, a jednak jest alkoholikiem. Na razie określiłabym go mianem dobrze prosperującego człowieka interesu, menadżera w dziale marketingu, kierownika sporego zespołu. Jesteśmy właścicielami wartego 400 tys. funtów mieszkania, audi, kupiliśmy też działkę za granicą.

Ale proszę, nie zrozumcie mnie źle. Problem Matthew z alkoholem jest naprawdę poważny. Mój mąż od 14 lat i ojciec dwójki moich dzieci to w medycznym żargonie „wysokofunkcjonujący alkoholik”. Na pozór prowadzi udane życie, lecz w rzeczywistości uzależnił się od substancji, która co noc odbiera mu świadomość.

– Po prostu chcę odreagować – mówi, gdy wytykam mu kolejny kieliszek. – Alkoholicy nie odnoszą takich sukcesów zawodowych jak ja. Nie posyłają dzieci do prywatnych szkół. Nie prowadzą wystawnego życia, jak my.

Jak bardzo się myli… Alkoholicy to w rzeczywistości bardzo zróżnicowana grupa, także pod względem zarobków. Bardzo chciałabym móc ujawnić swoje dane – i dane męża – by go zawstydzić. A także po to, by zwrócić uwagę na dramat ludzi takich jak my. Jednak za bardzo się wstydzę. Boję się pokazać, jak nędzne jest nasze życie kryjące się za fasadą pozornego sukcesu i uznania. O naszym piekle nie mówię nawet przyjaciołom i rodzinie. Nie chcę, żeby znali prawdę – nasze dzieci spaliłyby się ze wstydu. Chociaż są chwile, gdy myślę, że tak naprawdę oszukuję tylko samą siebie.

Zakochaliśmy się w sobie 18 lat temu. Miałam 24 lata, Matthew – 26, poznaliśmy się na weselu naszego wspólnego znajomego. Cztery lata później sami zostaliśmy małżeństwem. Alkohol zawsze był obecny w naszym związku. Najpierw popijaliśmy tak jak inni młodzi ludzie, którzy mimo obrączki na palcu wciąż prowadzą beztroskie życie. Gdy na świat przyszły nasze bliźnięta – Oliver i James, dziś 11-latkowie – powiedziałam kacowi „ nie”. Musiałam mieć dużo energii, by sprostać opiece nad dwoma urwisami. Jednak Matthew nie widział powodu, dla którego miałby odmawiać sobie kolejnego drinka.

Początkowo sądziłam, że jest egoistą, czasem kłóciliśmy się o to. Nie wyobrażałam sobie, że mąż kroczy prosto w ramiona nałogu.

W 2008 roku zmarł najlepszy przyjaciel Matthew, Bill, zaledwie trzy miesiące po tym, jak usłyszał diagnozę o raku płuc. Byli dla siebie jak bracia przez 25 lat. Gdy odszedł, mąż zaczął pić w samotności. Co noc serwował sobie dużą dawkę alkoholu. Mawiał, że to dla niego antidotum na stres w pracy. Myślę, że w większym stopniu picie stanowiło remedium na bolesne wspomnienia związane ze śmiercią Billa. Matthew trwał przy nim podczas agonii. Aż trudno mi sobie wyobrazić, co czuł siedząc bezsilnie u jego boku i patrząc jak rak odbiera przyjacielowi siły, a ostatecznie – życie. Miałam dla męża dużo współczucia i mówiłam sobie, że bez drinka przed snem miotałby się bezsennie w łóżku godzinami. Sądziłam, że gdy minie okres żałoby, zrezygnuje z używek.

Mijały miesiące, tymczasem zwyczajowe dwie-trzy szklaneczki whisky przed snem zamieniły się w dziewięć-dziesięć. Gdy mówiłam o swoich obawach, Matthew bagatelizował problem. Zapewniał, że pije tylko dla relaksu, że nie ma o czym mówić, że to picie dla towarzystwa… Usłyszałam dziesiątki wymówek. (…) Bardzo chciałam mu wierzyć. Niestety jego pijaństwo wkrótce zaczęło kłaść się cieniem na całym naszym życiu.

Nie mogliśmy nic zrobić wspólnie w weekendy, bo Matthew cierpiał z powodu kaca. Nie pojawiał się na piłkarskich meczach naszych synów, coraz częściej na nich warczał, bo po nocnym pijaństwie bywał zmęczony i poirytowany. Urósł mu duży brzuch, miał opuchniętą twarz. Zrezygnowaliśmy z seksu, bo do łóżka trafiał w opłakanym stanie. Przestaliśmy razem wychodzić i nasze relacje bardzo się popsuły – przebywanie z osobą, która wciąż się chwieje, mamrocze i zapomina, o czym się z nią rozmawia może doprowadzić do szału.

Jeśli dziś chcemy pójść razem do restauracji, wybieram lokal z dala od domu. Nie chcę ryzykować, że natkniemy się na kogoś znajomego. (…) Nie chcę, żeby ktoś zobaczył, jak Matthew nie może utrzymać w ręce widelca, przewraca szklanki i wysypuje jedzenie na podłogę.

Sama zupełnie przestałam pić. Dziś alkohol nie jest w stanie sprawić mi najmniejszej przyjemności. Z tego zresztą powodu Matthew nazywa mnie nudziarą i wynajduje sobie kolejny powód do picia. Czy możecie wyobrazić sobie moją frustrację? Jak bardzo złości mnie i boli jego niechęć do mojej abstynencji?

Kiedy jeszcze mieliśmy wspólnym znajomych, Matthew bardzo odstawał na tle grupy. Nie potrafił, tak jak inni ojcowie, bawić się dziećmi i gawędzić z matkami nad szklanką herbaty. Wolał pochłaniać wino, kieliszek po kieliszku. Zdarzało się nawet, że tracił przytomność i musiałam podnosić go z fotela, żeby zechciał wrócić ze mną do domu. Gdy znajduje się w stanie nieważkości, nawet nie wie, jakie pełne politowania spojrzenia wywołuje. Ale ja je widzę. I bardzo mnie zawstydzają.

Moi przyjaciele pamiętają jeszcze, jaki Matthew był przed laty. Potrafią przypomnieć sobie tego uroczego gościa, lubianego przez otoczenie, którego stopniowo tracimy z każdą kolejną szklaneczką alkoholu. W miarę jak postępował nałóg męża, liczba zaproszeń dla naszej rodziny zaczęła topnieć. A teraz, nawet jeśli ktoś poprosi nas o obecność, odmawiam. Wolę szukać wymówek, niż potem siedzieć jak sparaliżowana i patrzeć, jak mąż z każdym łykiem alkoholu staje mi się bardziej obcy.

Rodzinne zjazdy stały się dla mnie istnym koszmarem. Niedawno, w trakcie przyjęcia urodzinowego mojego teścia, błagałam Matthew, żeby zachował umiar z winem. Zauważyłam, że jego rodzice popatrzyli na siebie z irytacją. Prawdopodobnie pomyśleli, że jestem domową jędzą, a ja byłam zbyt zawstydzona, by powiedzieć im o naszych kłopotach. Jak mogłam się przyznać, że dla Matthew picie to rutyna? Czy miałam opowiedzieć o tym, jak nasi synowie zmykają do łóżek, byle tylko nie słuchać pijackich mamrotów ojca? A może miałam wspomnieć, że przestaliśmy uprawiać seks? Że wyrzucam zapasy alkoholu z lodówki, ale mąż zawsze zdąży kupić jeszcze więcej?

W dodatku teściowie są już starszymi ludźmi. Obalanie ich przekonania o „idealnym synu” wydaje mi się okrucieństwem. Zraniłabym ich, a przy tym nie mam pewności, czy w czymkolwiek by to pomogło. A może wcale by mi nie uwierzyli – przecież Matthew wciąż odnosi sukcesy, wszystko zbyt dobrze nam się układa, by zaakceptować moją wersję zdarzeń.

Najbardziej obawiam się, jaki wpływ sytuacja w domu może mieć na nasze dzieci. Matthew po pijaku nigdy nie jest w stosunku do nich agresywny, lecz synowie przestali szanować ojca. Gdy słyszą nasze kłótnie, automatycznie biorą moją stronę. – Nienawidzę ojca, gdy jest pijany – słyszałam wielokrotnie z ich ust. – Wygląda idiotycznie, gdy tak mamrocze i się chwieje.

Co mam im odpowiedzieć? Przecież tak dobrze ich rozumiem. Ale co będzie, jeśli kiedyś pójdą w ślady ojca? Czy jako dzieci alkoholika nie są narażeni na większe niż przeciętne ryzyko nałogu? Sama myśl o tym wyprowadza mnie z równowagi.

Niepokoi mnie też inna myśl. Co będzie, jeśli mąż zacznie pić także w pracy i dostanie wymówienie? Co jeśli przestanie pracować, kiedy alkohol przejmie nad nim całkowitą kontrolę? Może dostać ataku wątroby i spowodować wypadek samochodowy. Albo zadławić się wymiocinami. W akcie desperacji drukuję broszury informacyjne ze stron organizacji niosących pomoc alkoholikom. Umieszczam je na widoku, ale Matthew nie zwraca na nie uwagi.

Błagałam go, by szukał pomocy w grupach anonimowych alkoholików, prosiłam, żeby zgłosił się na terapię. Stanowczo odmawia. Wciąż nie wierzy, że ma problem. Zwróciłam się o pomoc do naszego lekarza rodzinnego, lecz usłyszałam, że najpierw mąż musi przyjąć swój nałóg do wiadomości.

Pewnego wieczora omal nie spalił naszego domu. Zaczął gotować zupę, lecz będąc pod wpływem alkoholu osunął się na sofę i stracił przytomność. W międzyczasie od kuchenki zajęła się ścierka. Całe szczęście, że zachciało mi się pić i w porę zeszłam do kuchni zaniepokojona wonią spalenizny. Zdołałam ugasić pożar, podczas gdy Matthew chrapał w najlepsze, w błogiej nieświadomości.

Nawet po tym incydencie nie chciał przyznać, że potrzebuje pomocy. Zgodził się tylko, że odtąd nie będzie równocześnie pić i gotować, ale czy mogę wierzyć jego obietnicom? Obawiając się o nasze życie co wieczór wyłączam kuchenkę z prądu i blokuję kontakt.

Trudno tak żyć. Codziennie rozmyślam o tym, jak uświadomić Matthew krzywdy, które wyrządza mnie i dzieciom. Ale nic nie przychodzi mi do głowy. Nie mogę mu pomóc, póki sam nie zrozumie, że potrzebuje pomocy. W dodatku nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć.

Wciąż trwam u boku męża – choć alkohol zamienił nasze małżeństwo w swoisty trójkąt – bo wciąż nie mogę uwierzyć, że tak już będzie zawsze. Grożenie rozwodem wydaje mi się bezsensowne: Matthew zbyt dobrze mnie zna i puściłby moje słowa mimo uszu. Nie chcę pozbawiać synów ojca i pełnej rodziny. I jeszcze jedno: wciąż kocham mojego męża. Nie chcę go opuszczać. Wiem, że alkoholizm jest chorobą, z której można się wyleczyć.

Wspomnienia z naszego życia, gdy alkohol nie był jeszcze problemem, są dla mnie nadal żywe. Pamiętam wspólne dni na plaży, gdy Matthew surfował na desce z bliźniakami pod pachą. Albo te urocze wieczory, gdy zostawialiśmy dzieci u dziadków i szliśmy na romantyczną kolację. Te chwile nie wydają się aż tak odległe. Wspomnienia są dla mnie wsparciem, gdy tracę nad sobą kontrolę i chcę wyrzucić męża z domu, gdy mam dość samotnego wychowywania naszych synów. Powtarzam sobie, że przeszłość mimo wszystko może wrócić. Bo jaka jest alternatywa? Że Matthew stopniowo zapije się na śmierć. Czy tak właśnie będzie?

Jak sprawdzić, czy nasz bliski nie jest „wysokofunkcjonującym alkoholikiem”?

Lou Lebentz, specjalista w dziedzinie terapii uzależnień, daje nam kilka wskazówek. Nasz niepokój powinny wzbudzić następujące symptomy:

– Nasz bliski nie może obyć się bez codziennej dawki alkoholu i picie należy do jego rutyny;

– Miewa huśtawki nastrojów, bywa drażliwy bądź przygnębiony;

– Cierpi z powodu fizycznych zaburzeń: nadmiernie się poci, trzęsie, miewa halucynacje po piciu;

– Alkohol ma negatywny wpływ na jego życie rodzinne.

Jak pomóc?

– Trudno pomóc komuś, kto nie przyznaje się, że ma problem – mówi Lou. – Na rozmowę najlepiej wybierz chwilę, gdy jest trzeźwy, ale nie na kacu. Bądź grzeczny, szczery, ale nie osądzaj. Powiedz bliskiemu o swoich uczuciach oraz o tym, jak jego picie wpływa na ciebie i na twoją rodzinę.

Jeśli bliski nie zamierza zwrócić się o pomoc, zwróć się o nią ty. Także możesz zgłosić się na terapię. Pamiętaj, że nie jesteś winien alkoholizmu drugiej osoby. Możesz też zdecydować się na konfrontację z udziałem rodziny: zbierzcie się wszyscy, wraz z osobą uzależnioną od alkoholu, powiedzcie jej o waszych obawach. Wspólna akcja może przynieść dobroczynny wskutek i chory zgłosi się do specjalisty.

Posted in Porady różne, Zdrowie jest najważniejsze, Świadectwa | Leave a Comment »

Rozmowa Dnia – Marcin Wolski

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

Marcinem Wolskim o Zjeździe Delegatów SDP rozmawia Paweł Luty.

Marcin Wolski – (rocznik 1947) pisarz, publicysta, satyryk, opozycjonista. Współpracował ze „Szpilkami”, „Wprost”, Tygodnikiem Solidarność”. Obecnie jest komentatorem w Programie III Polskiego Radia i felietonistą „Gazety Polskiej”. Przez wiele lat tworzył audycje satyryczne w Polskim Radiu („60 minut na godzinę” i „ZSYP”) i w TVP („Polskie ZOO”) Od lipca 2006 do kwietnia 2007 był prezesem Programu I Polskiego Radia. W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich od 1972 roku. Jest przewodniczącym prezydium Zjazdu Delegatów SDP.
Jakie są Pana odczucia po dwóch dniach obrad Zjazdu Delegatów SDP?

Mam mieszane odczucia. Może dlatego, że zawiesiłem swoją działalność w Stowarzyszeniu na kilkanaście lat. Byłem aktywny kiedy wznawialiśmy funkcjonowanie SDP po 1989 roku. Później moja aktywność koncentrowała się na Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich. Dziś jest  to powrót do starych znajomych i dawnej organizacji. To co się działo na Zjeździe nie do końca jest przez mnie zrozumiałe, i nie potrafię zinterpretować, co się właściwie stało. Starły się dwie wizje i dwie osobowości panów Czabańskiego i Cydejki, ale to starcie nie było aż tak dramatyczne jak niektórzy się spodziewali.

Poza tym, wydawało mi się, że nie ma żadnego powodu, żeby nie opowiedzieć się za jedną lub drugą opcją. Obaj kandydaci są dobrzy, kompetentni, a jeśli chodzi o inne preferencje, to była szansa wyłonienia własnego kandydata. Początkowo wydawało nam się, że to do czego doszło w sobotę jest tylko wypadkiem przy pracy, że po prostu pewna ilość kolegów skorzystała z możliwości niegłosowania na żadnego kandydata w formie tak przemyślnej jak dopisanie na karcie do głosowania „wstrzymuję się od głosu”.

Uważa Pan, że dobrym rozwiązaniem było usunięcie z regulaminu obrad zapisu o możliwości wstrzymania się od głosu w czasie wyborów na prezesa SDP?

Wydaje mi się to konieczne, jeżeli mamy wybrać nowe władze. Uważam, że zapis. był  nieprecyzyjny  Wstrzymanie się od głosu występuje zwykle w głosowaniu jawnym, tak jest np. w Sejmie. Nie ma za to wstrzymania się od głosu w wyborach parlamentarnych. Ci, którzy chcą wstrzymać się od głosu zostają w domu i grillują albo robią coś innego. Jeżeli jednak udają się na wybory i nie skreślą żadnego kandydata lub napiszą, że wstrzymują się od głosu, to taki głos jest nieważny i nie może zaważyć wyniku wyborów – liczą się jedynie te głosy, które zostaną oddane na tego czy innego kandydata. Zatem ten zapis był kuriozalny. Pierwszego dnia nie zmieniliśmy w tym punkcie regulaminu, sądząc, że był to wypadek przy pracy, że koledzy zreflektują się i mając na sercu dobro Stowarzyszenia w powtórnym głosowaniu unikniemy tej pułapki regulaminowej.

więcej TUTAJ

 

Posted in Wywiady | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

1

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

„Właściwością człowieka jest błądzić, głupiego – w błędzie trwać”

Posted in Nieokrzesane myśli, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

„Trzeba odbudować gospodarkę. Gospodarka jest jak po wojnie…” – Jerzy Żyżyński

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

http://telewizja.nowyekran.pl/post/16750,areopag-nowy-ekran-prof-jerzy-zyzynski

To jest odpowiedź na wystąpienie dr Dariusza Grabowskiego

http://telewizja.nowyekran.pl/post/16232,areopag-nowy-ekran-dariusz-grabowski

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | 1 Comment »

Walka z korupcją za rządów Donalda Tuska – Święczkowski, Wąsik, Kaczmarek

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

O korupcji i służbach specjalnych Bogdan Święczkowski, Maciej Wąsik, Tomasz Kaczmarek. Sulejów 27-29maja 2011

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Tydzień Sakiewicza; Gmyz, Jastrzębowski- 03.06.11

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Namiot Solidarnych 2010 – wykład prof. Jan Żaryn

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

Posted in Filmy i slajdy, SOLIDARNI 2010 | Leave a Comment »

Grzegorz Braun w namiocie Solidarnych

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

Posted in Filmy i slajdy, SOLIDARNI 2010 | Leave a Comment »

Kowal świeci oczami za JKR

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2011

Paweł Kowal, polityk niezwykle utalentowany, dostał w spadku wrak. Najgorsze dla każdego lidera są tłumaczenia z kryzysu, nielojalnych zachowań, chaosu, zamiast planów na przyszłość i ofensywy. W takiej roli został postawiony nowy szef PJN. Zachowanie Kluzik-Rostkowskiej powinno doprowadzić ją do politycznej otchłani, z której nie ma już wyjścia. Dlaczego tak pompowany w mediach projekt się nie powiódł?

1. JKR to może pracowita posłanka, ale bez charyzmy, zdolności organizatorskich i głębszej refleksji nad obecnym stanem państwa i polityki rządu. To materiał na drugoligowego polityka. I nawet jej koledzy i koleżanki z PJN się o tym przekonali. Zrobić głośny bojkot w PiS, mieć wsparcie w mediach, wręcz dyżury, w których można spokojnie się promować i wbijać szpilki w Jarosława Kaczyńskiego, by po paru miesiącach porzucić swój projekt – to w skrócie opis działań kogoś, kto chciał zostać liderem polskiej polityki. A okazało się, że momentami nie odstaje od lepperiady, że przypomnę barwną sprawę kodów Bielana czy pseudoanalizy stanu emocjalnego Jarosława Kaczyńskiego.

2. Brak pomysłu i pycha.Wszystko było robione naprędce, jedynie z medialnym rozmachem. Wpisy na blogach Migalskiego, Libickiego, głosy, krytykujące zarządzanie partią przez Kaczyńskiego, zostały skonfrontowane z rzeczywistością. I nie zostało nic z tych pompatycznych haseł, ataków, moralizatorskiego instruowania, w jakim kierunku ma działać partia, by zdobyć jak największe poparcie. Bo Jarosław Kaczyński przez ten czas praktycznie nic nie stracił, jeśli o to chodzi. PJN zaś nie mogła czasami przebić się przez granicę 1 % w sondażach. Tak kończy pycha i zadufanie w sobie.

3. Nieporadność i brak popytu. Jedno wiąże się ściśle z drugim. Po katastrofie smoleńskiej nie tylko politycy się zantagonizowali jeszcze bardziej. Również elektoraty dwóch największych partii, o czym JKR musiała wiedzieć. A mimo to zdecydowała się na rozłam w zupełnie niesprzyjających okolicznościach, jeszcze tuż przed wyborami samorzadowymi. Nie ma miejsca na politycznej scenie dla PiSu-bis – jak PJoNków odbierał elektorat PO – ani tym bardziej dla „zdrajców” wg wyborców PiS. Najgorsze jest jednak to, że politycy nowej formacji nie potrafili przekonać, poza Kowalem i częścią muzealników, że chcą coś zaoferować, poza biciem w PiS i robieniem za przystawkę partii rządzącej w głosowaniach.

4. PJN nie ma szans na wejście do parlamentu w jesiennych wyborach. Jeśli gdzieś tliła się nadzieja wśród tego środowiska, to JKR skutecznie ją zniweczyła. Nie wiem, czy jakiejkolwiek partii potrzebny jest w tej chwili polityk, który mając takie parcie w mediach, zniweczył rozbicie groźnego rywala jakim dla wszystkich wydaje się PiS, a przy tym nie potrafił podnieść formacji choćby na próg 10% w sondażach. I doprowadził do jej unicestwienia. Zdziwiłbym się, gdyby JKR, obok Poncyljusza, znalazła miejsce w PO. Głównie dlatego, że nie wniesie ona tam niczego, nawet nie sprawi wrażenia, że takim transferem bije w PiS i Kaczyńskiego.

Kowal dostał rolę ewakuowania wraku. Choć niewątpliwie, dobrze by było, gdyby kiedyś na prawicy znalazła się druga partia, mająca perspektywy na wejście do koalicji. W dzisiejszych realiach samodzielne rządzenie jest niemożliwe. Kowal mógłby więc budować partię z myślą o sojuszu z PiS. Na to już chyba jest za późno. Teraz pozostaje mu jedynie świecić oczami za Kluzik-Rostkowską.

http://wszolek.salon24.pl/313370,kowal-swieci-oczami-za-jkr

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »