WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 3 czerwca, 2011

Mariusz Kamiński – gość Rafała Ziemkiewicza

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Mariusz Kamiński gościem Rafała Ziemkiewicza w TVPInfo

Jest chyba tylko jeden powód, dla którego Mariusz Kamiński w sposób racjonalny, przemyślany, bez eksploatowania instynktów samobójczych czy „poświęcania się dla sprawy”, mógł zrobić i powiedzieć to, co właśnie zrobił.
Polskie instytucje śledcze od 1989 r. współpracują z międzynarodowymi i zagranicznymi instytucjami śledczymi w zakresie śledztw tamte intytucje interesujących.
A handel narkotykami i wszystko, co się z tym wiąże, jest problemem miedzynarodowym jak jasna cholera.
Jeśli Kamiński, zanim go Tusk wyrzucił, zdołał przekazać Interpolowi, a najlepiej amerykańskim DEA i FBI uwierzytelnione kopie dowodów, nagrań i zeznań, to Tusk i jego banda mają przesrane, jak Kaczor Donald pod ruskim czołgiem.Powtarzam, jeśli…

No cóż, warto dorzucić dzisiejszą wypowiedź Kamińskiego w programie telewizyjnym u Ziemkiewicza.
Otóż rzeczywiście prokurator z Katowic w tej chwili zaprzecza, że mówił ludziom Kamińskiego o możliwym nielegalnym finansowaniu PO z narkotyków. Ale katowicki prokurator spotkał się wówczas z jeszcze jednym prokuratorem z Warszawy, któremu powiedział to samo.
I ten warszawski prokurator wszystko, o czym mówił Kamiński obecnie oficjalnie potwierdza.
Oczywiście – jak się można było spodziewać – prokuratura generalna o jego  oświadczeniu milczy.
Ale, jeśli tak jest, mogłoby to oznaczać, że zaraza, która na razie panoszyła się w wojsku – gdzie nieodpowiedzialne jednostki rzucały (rzucają?) kłody pod nogi towarzyszom rosyjskim, odpowiedzialnym za śledztwo smoleńskie – zaczyna rozszerzać się na prokuraturę.I to się robi intrygujące.

Zobacz także:

Blogpress: Mariusz Kamiński – spotkanie na Pradze Południe

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

MUŚLIMOWIE CZYLI TAK ZWANI TATARZY LITEWSCY

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

http://ciekawepodlasie.pl/artykuly/2010/10/muslimowie-czyli-tak-zwani-tatarzy-litewscy/

Posted in Historia, Książki (e-book), Moja mała Ojczyzna | 2 Komentarze »

OJCZYZNA – Zdzisław Krasnodębski

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Ojczyzna nie jest tylko realną zbiorowością ludzi żyjących w bieżącej chwili, zespoloną materialnymi interesami, językiem  i przypadkowym miejscem urodzenia, lecz duchową  wspólnotą pokoleń – nie wybraną, lecz świadomie afirmowaną.

Mamy ojczyznę wtedy, gdy potrafimy  te znaczenia odczytać i odnosić do naszych poczynań, gdy znamy symboliczny kalendarz, wiążący nas  z przeszłością i wskazujący na przyszłe dni. Możemy  się spierać o nie, lecz jak długo są one dla nas istotne,  jak długo traktujemy je jako zobowiązania, tak długo Polska żyje.

Ojczyzna – to brzmi dziś górnolotnie, anachronicznie, prowincjonalnie. Zdecydowanie nie jest „trendy“. Dzisiaj modne są teorie, że przestrzeń się nie liczy, że żyjemy w sieciach globalnych. Twierdzi się, że społeczeństwa nowoczesne są posttradycyjne, że w czasach globalizacji wszyscy są nomadami, a państwo narodowe stało się przeżytkiem. Nie ma więc powodu zawracać sobie głowy ojczyzną, zwłaszcza  tak trudną, niewdzięczną jak obecna Polska, która  nie potrafi zatroszczyć się o słabych, starych i chorych, a także stworzyć pola do działania dla młodych,  kreatywnych i ambitnych. A jeśli już ktoś musi mieć  ojczyznę, to niech będzie to „ojczyzna mała“, jak najmniejsza – Śląsk, Mazowsze czy Kaszuby, coś, co ucieszy folklorystę i nie urazi sąsiadów. Byle tylko, broń Boże, nie chodziło o ojczyznę dużą, „ideologiczną“, zwłaszcza gdybyśmy chcieli, żeby była ona wielka, gdyż to świadczyłoby o wyjątkowej ciasnocie umysłowej.

W te teorie wierzą szczególnie ci, którzy naczytali się modnych książek, a przynajmniej je przekartkowali, ale nigdy nie mieszkali dłużej poza Polską i nie  usieli swoim życiem zweryfikować tych teorii, nie  usieli się zastanawiać, w jakim języku wychowywać  swoje dzieci i jaka ma być ich tożsamość. A także ci, którzy w ogóle nie czytają, bo już w szkole było to dla nich męką, a wyemigrowawszy, żyją poza światem wartości krajów pobytu, poza ich sferą publiczną, poza wymiarem politycznym, zadowalając się życiem prywatnym, przyziemnym trwaniem, tyle że w krainach większego dobrobytu. Oraz ci, którym za codzienną intelektualną strawę wystarcza telewizyjny talk-show, przewodnikami duchowymi są nadwiślańscy celebryci, a główną troską jest to, jak mieć jędrne pośladki.

Inaczej było w czasach trudnych, gdy na ulicach stały czołgi, a przy koksownikach grzali się żołnierzy. W stanie wojennym nawet najbardziej patetyczne słowa nie raniły subtelnych uszu inteligenckich, nawet ironicy i ateusze zbierali się, by posłuchać pieśni z powstania styczniowego lub kazania księdza Jerzego Popiełuszki. Tym bardziej było tak w czasach wojen prawdziwych, zwłaszcza tej ostatniej. Gdyby wówczas udało się zrealizować „Generalplan Ost“, nie byłoby już ani Polaków, ani ich ojczyzny, żniwa byłyby naprawdę złote, a modernizacja ziem nadwiślańskich niewątpliwie poczyniłaby większe postępy.

Dzisiaj zagrożenie jest o wiele bardziej abstrakcyjne, niewidoczne, wymaga specjalnych organów – specjalnej wrażliwości i wnikliwego namysłu – by je rozpoznać. Nic dziwnego, że jeśli jest się młodym, jeśli dopiero co przybyło się do wielkiego miasta, jeśli studiowało się na jednej z wielu pozornie wyższych uczelni założonych przez postkomunistyczną nomenklaturę lub nawet na szacownym uniwersytecie państwowym, w którym nadal wykładają dawni działacze PZPR, można go nie zauważyć. Można nie dostrzec, że pomysł modernizacji jako depolonizacji jest nadal aktualnym projektem, tyle że realizowanym środkami łagodnymi i humanistycznie uzasadnionymi.

Ojczyzna to nie jest tylko terytorium o zmiennych historycznie granicach, to nie bocian, nie żubr i nie wierzba, choć są nam tak bliskie i oby wśród nas żyły wiecznie, to nie polskie potrawy, choć tak smaczne, i nie drużyna piłkarska, choć są tacy, którzy chcieliby patriotyzm sprowadzić do wspólnego ryku kibiców i uczynić ze strzelenia bramki największe i jedynie poprawne zbiorowe przeżycie narodowe.

Ojczyzna nie jest tylko realną zbiorowością ludzi żyjących w bieżącej chwili, zespoloną materialnymi interesami, językiem i przypadkowym miejscem urodzenia, lecz  duchową wspólnotą pokoleń – nie wybraną, lecz świadomie afirmowaną. A miejsca, w których żyjemy, nie są tylko miejscami geograficznymi, punktami w abstrakcyjnej przestrzeni, lecz są nasycone znaczeniami miejsc pamięci. Mamy ojczyznę wtedy, gdy potrafimy te znaczenia odczytać i odnosić je do naszych poczynań, gdy znamy symboliczny kalendarz, wiążący nas z przeszłością i wskazujący na przyszłe dni. Możemy się spierać o nie, lecz jak długo są one dla nas istotne, jak długo traktujemy je jako zobowiązania, tak długo Polska żyje.

Prof. Zdzisław Krasnodębski

Posted in Polityka i aktualności | Otagowane: | 2 Komentarze »

Szułdrzyński – Ziobro: Kaczyński poprowadzi PiS do zwycięstwa

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Czym Zbigniew Ziobro zajmuje się dziś w Europarlamencie? Czy czuje satysfakcję, po tym jak prokuratura postawiła doktorowi G. zarzut spowodowania śmierci człowieka? Czy Mariusz Kamiński był – zdaniem Ziobry – roztropny oskarżając w mediach PO? Czy będzie się angażował w kampanię wyborczą PiS i w jakiej roli?http://tv.rp.pl/video/Wydarzenia,Kraj,Rozmowy/Szuldrzynski-Ziobro-Kaczynski-poprowadzi-PiS-do-zwyciestwa

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

Minister Tomasz Arabski – niewinna dziewica???

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

No proszę, najbardziej tajemniczy minister rządu Tuska zapłakał.

„Arabski: Atakują mnie za Smoleńsk, bo tylko ja żyję”

Proszę Państwa, to jest ten dżentelmen, który samolot śp. Prezydentowi zabierał. Jak zabierał, to samolot był rządowy, jak się rozbił to stał się prezydencki (ten samolot). Cuda jakieś, czy co???

Wyjątkowo nędzna kreatura, która odpowie za swój udział w tragedii smoleńskiej teraz płacze nad sobą.

Zapamiętajmy buźkę, by pluć pod nogi jak gostka zobaczymy!

 http://telok.salon24.pl/312425,minister-tomasz-arabski-niewinna-dziewica

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Wiernie iść – piosenka 5 Wileńskiej Brygady AK

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Muzyka | Leave a Comment »

Ballada o moim Jezusie – Andrzej Kołakowski

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Posted in Muzyka, Religia | Leave a Comment »

Piotr Pawlukiewicz – Miłość Boga a zachowanie miłościopodobne

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Dzięki serdeczne za zaproszenie do Świętej Lipki, przechodzimy od razu do tematu. Ojcowie jezuici wlepili mi najtrudniejszy temat. Kiedyś jeszcze… jak była Akademia Teologii Katolickiej, prowadzono badania socjologiczne, co się młodzieży podoba na kazaniach. I ciekawa rzecz, że 60% odpowiadało, że podobają się sprawy, podobają się tematy dotyczące człowieka. Jakieś tam przeludnienie, płodność, seks… no, te wszystkie ludzkie sprawy. 30% mówiło, że podobają się sprawy bosko-ludzkie: modlitwa, ja i Pan Bóg na modlitwie, powołanie, Bóg mnie powołuje. A tylko bodajże 7% powiedziało, że na kazaniach interesuje mnie Pan Bóg i osoba Pana Boga. I nigdy nie zapomnę wypowiedzi, tutaj cytowano niektóre przykładowe wypowiedzi, jednego chłopaka, który powiedział… przepraszam, cytuję dosłownie: „Jak to jest, KURDE, że jak się mówi o sprawach ludzkich w kościele to to jest ciekawe, a jak się zaczyna mówić o Bogu, to jest nudne?” I to jest prawda. Ja to widzę nie raz z ambony, ze jak mówię: „Proszę państwa, aborcja, jedna matka, tutaj, córkę wyrzuciła z domu, ojciec leżał pijany…” – wszyscy słuchają. A mówię: „Bo właśnie Bóg, w swoim odwiecznym zamyśle opatrzności przejawia…” [śmiech] – i od razu mamy patrzenie po suficie, oglądanie ostatnich efektów manicure… [śmiech], kontrola wyczyszczenia butów przed Mszą Świętą…

Dlaczego pan Bóg jest takim trudnym tematem? No, to zaraz spróbujemy powiedzieć. Darmowa Miłość Pana Boga. Że On nas umiłował… Kochani, są na świecie… jedno… czy w zasadzie dwa takie pytania, na które nie ma odpowiedzi. Nie to, że my NIE ZNAMY odpowiedzi. NIE MA odpowiedzi. Są pytania, na które ludzkość nie zna odpowiedzi, ale może się kiedyś dowie. Są pytania, na które odpowiedź znajdziemy po Tamtej Stronie Życia. Natomiast są dwa pytania, na które NIE ISTNIEJE w ogóle odpowiedź. I to jest pytanie… pierwsze, to jest: „Dlaczego jest Bóg?” – na to pytanie nie ma odpowiedzi. Po prostu Bóg JEST. Dlaczego?… I drugie pytanie: „Dlaczego Bóg jest taki, jaki jest?” Dlaczego Bóg, jak mówi św. Jan, jest Miłością? Nie ma…. po prostu jest Miłością. Bóg jest jedynym bytem bez przyczyny. Przed nim nie ma nic w porządku ani chronologicznym (z resztą jest poza czasem).. ani przyczynowym ani jakimkolwiek innym.

[02:25] Bóg jest Tajemnicą. My za mało o tym mówimy. My tak często żonglujemy pojęciami: Bóg mi powiedział, rozmawiałem z Bogiem, obraziłem się na Boga, Bóg mi wybaczył w zeszły piątek… Co to jest BÓG? Co to są te trzy zgłoski: B-Ó-G? Mogło się w języku polskim nazywać inaczej. Mene-Bene się mogło nazywać…. Co to jest BÓG? My naprawdę za mało padamy przed Majestatem Pana Boga. Tego Pana Jezusa klepiemy po ramieniu w tych wszystkich piosenkach. Ale przepraszam, tak wejść do bazyliki i tak walnąć na pysk i poleżeć z godzinę… Krzyżem, żeby się w posadzkę czoło zaryło…

Najlepiej się mówi o Bogu, kiedy się nic nie mówi. Ktoś powiedział, że aniołowie mają ubaw po pachi w Niebie, jak jest wykład z teologii dogmatycznej na Ziemi. To oni padają ze śmiechu po prostu… [śmiech] jak ten profesor tłumaczy, że ten Bóg, że to Jego pełnia… to po prostu oni leżą ze śmiechu. Jak pójdziemy na Tamtą Stronę, to tez oczy zrobimy szerokie.

Jednym z takich dla mnie subiektywnych dowodów na to, że Jezus Chrystus był prawdziwym Mesjaszem… JEST prawdziwym Mesjaszem, było, że kiedy pytano Go o Tamtą rzeczywistość Boga, to (ja oczywiście parafrazuję, bo takiego cytatu w Piśmie Świętym nie ma, ale Jezus wielokrotnie to sugerował) „po Tamtej Stronie jest tak, że ja wam NIC nie powiem.” NIC. I się mówi: „Kurczę, On to chyba widział.”  Bo gdyby Jezus był fałszywym prorokiem, to by mówił: „W Niebie… kwiaty, wielkie, błękitne… Automaty z coca-colą za darmochę… [śmiech] Aniołowie śliczny, każdy ma figurę Claudii Shiffer… [śmiech]” No w ogóle… prawda, tym Żydom by tam opowiadał różne historie, a Jezus powiedział krótko: „W Niebie jest tak, że ja wam nic nie powiem.” Jak ktoś chce, to niech sprzeda wszystko, bo Ewangelia tego od nas wymaga i pójdzie z nami. Co ci teologowie, aniołowie będą mieli teraz ubaw w Niebie, z tego co ja będę mówił… [04:20] Nikt nie zna Pana Boga. Tylko Bóg zna sam siebie. I wyraża, ma świadomość samego siebie. On JEDYNY sam siebie przenika, on JEDYNY sam siebie poznaje dogłębnie. I on niejako w tym poznaniu wypowiada siebie. Bo jeśli ktoś coś poznaje, to tworzy obraz siebie i Bóg się wypowiada. A Bóg, kiedy się wypowiada… Słowo Boga, to nie jest jak nasze słowo, że to jest tylko brzmienie. Ja mówię: „chleb”, ale na moim ręku się w tym momencie bochenek chleba nie pojawia. Usłyszeliście tylko drżenie powietrza wzmocnione przez te membrany i wzmacniasz. Natomiast kiedy Bóg mówi: „ziemia”, to jest ziemia. Kiedy Bóg mówi „światło”, to jest światło. Kiedy Bóg mówi „człowiek”, to się pokazał człowiek. I kiedy Bóg SAM O SOBIE mówi: Bóg, to tak rodzi się Syn Boży Odwieczny. Bóg poznający samego siebie i Bóg poznawany – to jest to samo. Dwie osoby, ale jedna natura. I ten Bóg, który siebie poznaje, siebie pokochał. A kochanie Boga, to nie jest czynność psychiczna, jak u nas, stan woli czy uczynek… tylko to jest Osoba. Duch Święty. Ja wiem, że z tego nic nie rozumiecie, ja też nic nie rozumiem, ale trzeba jakiś wstęp teologiczny zrobić, żeby pokazać, że Bóg SAM SIEBIE miłuje, bo jest godny tej Miłości.

Kochani! My, Polacy, i to chyba my Polacy… (Ja tam tak wielu narodów dobrze nie znam) mamy kłopot taki zasadniczy w chrześcijaństwie przez naszą narodową fałszywą skromność. Gdy my słyszymy, że ktoś się sam kocha, to mówimy: „Oj, nieładnie…Uuuu….” [śmiech] Prawda, jaka jest nasza fałszywa polska pokora? Bo to tak nie jest wszędzie. Że:

–          Ładną masz sukienkę.

–          Aaa takie byle co, to tam wiesz… za złotówkę wyciągnęłam

–          Słuchaj, ładnie śpiewasz, zaśpiewaj coś!

–          Nie,  to tak…. Beczę trochę tam… Byle jak

–          Proszę pani, ale świetne pani ciasto upiekła!

–          Oj, nie udało mi się, proszę księdza zupełnie dzisiaj…

Natomiast tak nie jest w świecie. Kiedy Angielce powiecie: „Masz ładny sweter”, Angielka powie: „Dzięki. Ja wiem, że jest ładny, bo tez go wybierałam przez cały dzień w sklepie i on jest ładny. Dziękuję, że ci się tez podoba.”

I my, kiedy słyszymy, że Jezus, że Bóg mówi: „Stworzyłem was dla swojej chwały, żebyście mnie wielbili…” – zaraz to rozbierzemy na części. To mówimy: „Oj, nieładnie Panie Boże, nie ładnie… My byśmy chcieli, żeby Bóg powiedział nam to samo: „Wiecie… jestem Bóg… Taki… byle jaki taki.. [śmiech] taki jestem Bóg do niczego trochę..”, prawda? A Bóg mówi prawdę: „Jestem WIELKI, PIĘKNY, WSPANIAŁY, JEDYNY SENS ŻYCIA! Jestem WIECZNOŚĆ, JESTEM ABSOLUT, jestem czymś niewypowiedzialnie pięknym! Ja TAKI jestem i ja siebie sam za to KOCHAM. KOCHAM SIEBIE (w Bogu są Trzy): JA- Ojciec, KOCHAM – Duch Święty, SIEBIE – Syn Boży. To jest cała Trójca. JA-KOCHAM-SIEBIE. Bo Bóg kocha siebie. Nie może siebie nie kochać, bo jest UCZCIWY i jest GODNY Miłości Nieskończonej.

Ojciec i Syn kochają się tą samą Miłością Kochania. I tutaj zaczyna się już (oczywiście żeśmy przelewali teraz ocean do dołka, jak to w tej opowieści Augustyna, który widział chłopczyka, przelewającego wodę z oceanu do dołka, który wykopał na plaży-  i taka jest nasza możliwość poznawania Pana Boga) I Bóg jest absolutnie szczęśliwy i nic, nikt nie jest mu potrzebny do Szczęścia. Jest PEŁNIĄ Szczęścia – to jest stan dla nas nie znany zupełnie.

I po co to stworzenie człowieka? No i tu już zajrzyjmy… ja sobie wypisałem pewne fragmenty z Pisma Świętego… dlaczego Pan Bóg nas stworzył, skoro jemu nic do Szczęścia nie jest potrzebne? Niektórzy myślą, że jeśli ktoś nie pozna Tajemnicy Trójcy Świętej (tzn. na ile człowiek Ją może poznać), pomyśli, że ten Bóg, to jest, przeprasza, cwaniak, nas stworzył, bo Mu w Niebie się NUDZI! A sam siedzi jak ten kołek w Niebie… to stworzył ludzi, przynajmniej ma jakąś rozrywkę z nich.

Otóż DO NICZEGO Mu nie jesteśmy potrzebni. DO NI-CZE-GO Panu Bogu nie jesteśmy potrzebni. I ponieważ Ojciec, oglądając Syna, czyli samego siebie, poznając Go jest absolutnie szczęśliwy. Więc jak to jest z tym naszym stworzeniem? Sekundkę, znajdę te cytaty, które sobie tutaj zapisałem… Mmmm…

„Dla nas istnieje jeden Pan – mówi Paweł – Jezus Chrystus, PRZEZ którego wszystko się stało. I DZIĘKI któremu także my jesteśmy.” PRZEZ Jezusa jesteśmy, DZIĘKI Niemu. W liście do Kolosan pisze:

„PRZEZ Niego i DLA Niego.”

Autor listu do Hebrajczyków inaczej to ujął:

„Jego – czyli Jezusa – ustanowił Bóg dziedzicem wszystkich rzeczy. Przez Niego też stworzył Wszechświat.”

W ogóle my istniejemy dzięki Jezusowi Chrystusowi. Co to znaczy? Otóż, kochani (tutaj oczywiście będziemy się odwoływać do relacji ludzkich), Miłość z natury, a Bóg jest Miłością, chce się dzielić. Chce pączkować, chce się rozrastać, chce, żeby było Jej coraz więcej. I Bóg, oglądając swojego Syna, zapragnął stworzyć człowieka, żeby Szczęścia było więcej. Bo Bóg, oglądając Swojego Syna… Ojciec jest szczęśliwy. I chciałby się tym Szczęściem podzielić.

I tutaj się odwołam oczywiście do naszych ludzkich relacji. Każdy z was to przeżył, że chce się dzielić szczęściem. Oglądacie film. Fantastyczny film. Siedzicie w kinie. I już mówicie: „muszę to pokazać mojemu kumplowi! No muszę to poka… muszę zaprosić moją dziewczynę na ten film!”, „muszę pokazać ta książkę!”, „No, genialna płyta, musze to koniecznie… uszczęśliwić tą płytą mojego przyjaciela!”

Miłość się chce dzielić. I coś tutaj jest z Tajemnicy Pana Boga. Bóg patrzy na Syna. Jest Szczęśliwy tym oglądaniem Syna. I stworzył ludzi, żeby im powiedzieć: „Ludzie, to jest mój syn!” Popatrzcie w Ewangelii. Popatrzcie na górze Tabor: „To jest mój syn umiłowany!” Popatrzcie na chrzest Jezusa w Jordanie. Ojciec mówi: „To jest mój syn! To jest mój syn, wy na niego patrzcie, a będziecie szczęśliwi!”

Kiedy studiowałem w Lublinie i wracałem nieraz pociągiem do Warszawy, to zawsze w Nałęczowie dosiadały się panie kuracjuszki z sanatoriów i zaczynało się… Najpierw tam było o sanatorium, jak dawali jeść, co, jak, tutaj, potem o rodzinie, bo to panie najlepiej wskakują na tematy rodzinne… I zaczynało się:

–          Pani zobaczy! Mój wnuczek

–          A co tam pani wnuczek. Pani zobaczy – MÓJ wnuczek![śmiech]

–          Proszę panią, ale mój… jakie ma trzy ząbki!

–          Proszę panią… mój ma cztery. 4:3, proszę panią….

–          Ale proszę panią! Mój wnuczek jak sika!

–          Tam.. Pani sika… MÓJ to sika wnuczek!

[11:21]KAŻDA z waszych mam to przerabiała i WY to też będziecie przerabiać. Jak chodziłem po kolędzie, to było niesamowite…

–          Proszę księdza – moja córka… Proszę księdza jest najlepsza w szkole..

–          Mamo, uspokój się!

–          Jest najlepsza w szkole, proszę księdza! Właśnie, proszę księdza, dostała się w tej chwili co college’u. Będzie w Londynie studiować

–          Mamo, uspokój się!

–          Dostałaś się do college’u!

[11:46]To jest echo Boga! To jest mój syn umiłowany, to jest moja córka umiłowana! Tylko jest jeden problem. Że rodzice myślą, ze jak ja zobaczę tą córkę z college’u, to się przewrócę ze szczęścia, tak, jak się mama przewraca ze szczęścia… No, często nie. My często komuś chcemy podzielić cię z nim swoją fascynacją i to się nie udaje. Prawda?

Byłem kiedyś u mojego kolegi, który mnie zaprosił. Ojciec właśnie trzech córek, przyniósł kartkę i mówi:

–          Zobacz, genialne!- ja mówię:

–          Co genialne?

–          Nie widzisz? Koń. – ja mówię:

–          A gdzie jest ten koń? – patrzę, mówię: – czekaj, momencik

–          Nie widzisz konia? Koń w biegu! To namalowała moja córka, Weronika. To dziecko ma talent!

Więc ja, żeby nie kłamać, wypowiedziałem się na temat tego talentu: „Mmmm! Oooo! Uuuuh! Ach!” [śmiech] Ale wiedziałem, że jeśli cokolwiek powiem o tym rysunku tej Weroniczki kochanej, to ten ojciec mnie udusi. Otóż ja w tym momencie nie byłem szczęśliwy tak jak ten ojciec. Bo nie kochałem tej Weroniki… i ten koń średnio mi się podobał.

Natomiast kiedy Bóg Ojciec pokazuje nam Syna i my go naprawdę zobaczymy. Podkreślam to słowo: NAPRAWDĘ zobaczymy duszę. Bo wielu ludzi żyje przed karykaturą Pana Boga. Ciągle nie widzą Piękna Chrystusa. Maja za małe serce, żeby to Piękno zobaczyć. Ktoś skrzywił kiedyś obraz Jezusa. Natomiast kiedy się Jezusa zobaczy, będzie się powtarzać za Świętymi: cały świat nie ma dla mnie sensu. Jezus jest dla mnie sensem. Jestem szczęśliwy Jezusem Chrystusem.

[13:11]To nam mówi św. Jan, zwróćcie uwagę, tą całą mądrość, którą wam tu nieudolnie przedstawiam, zapisał tak w poemacie duchowym o Stworzeniu Świata Jan od Krzyża pisze… to są słowa Boga Ojca do Jezusa Chrystusa:

„Chciałbym Ci dać, Mój Synu miłą oblubienicę, aby mogła oglądać Nas w bytu Tajemnicy. I chleba jeść z tego stołu, z któregom Ja pożywał i odkrywać to piękno, którem w Tobie odkrywał. By się ze Mną cieszyła. Zaznała Szczęścia tchnienia. Na widok Twej Piękności, Twego ze mną istnienia. NIECH SIĘ STANIE – rzekł Ojciec – dla Twojej to Miłości. – I przez jedno to słowo wywiódł świat z nicości. Żeby świat oglądał Boga.”

Jest pytanie drugie, które nam się tutaj przedstawia: dlaczego Jezus odkupił świat dlaczego umarł na krzyżu? My, kochani chrześcijanie egoiści, zaraz byśmy mówili: „bo nas kocha, bo nas miłuje, bo Jezus miłował nas aż do końca…” Bo „MY”, bo „JA”, bo „DLA NAS”…

Kochani, pierwszy motyw śmierci Jezusa Chrystusa na Krzyżu jest taki, że On chciał uwielbić Ojca. Jest, w Ewangelii św. Jana (zanotujcie sobie) jedno zdanie, które jest NIESAMOWICIE ważne: 14 rozdział, 31: „Aby świat zobaczył, jak ja kocham Ojca. Chodźmy – powiedział Jezus w wieczerniku i poszedł na krzyż.” „Aby świat zobaczył, jak ja kocham Ojca”. Chrześcijanin, który tego nie zrozumie, że nie on jest najważniejszy, tylko Bóg jest najważniejszy, nigdy nie stanie się chrześcijaninem. Będzie miał karykaturę chrześcijaństwa. A my ciągle myślimy, że to ‘ja’ jestem najważniejszy.

[15:00] Przychodzimy do spowiedzi, i co mówimy? „Ale ja jestem biedny, ale mi się nie udało, ale jestem podły, źle zrobiłem, co mi ksiądz poradzi?” Nieraz słowo „Jezus”, „Bóg” nie pada w spowiedzi. „JA” jestem w centrum. Klękamy przed Najświętszym Sakramentem aby Go adorować i zaczynamy: „Panie Jezu, popatrz na mnie!” – zobaczcie, czyja adoracja się zaczyna? Siebie. „Bo zobacz, bo mój ojciec pije, bo nie dostałem się na studia i w ogóle mam kłopoty z czystością, Panie Jezu… Popatrz na mnie!

[15:30] Wielbić Boga, to zapomnieć o sobie, rozpłynąć się w Bogu. Otóż w „Mediator Dei” papież zapisał… sekundkę, też ten cytat w notesiku wpisałem…. Zapisał niesamowite słowa [Pius 12]:

„Cokolwiek Jezus uczynił, od dobrowolnego uniżenia się w cieleniu począwszy, do rozlania się sakramentów z przebitej jego piersi, miał na widoku JEDYNIE chwałę Ojca.”

A my wpisujemy się tylko w ten nurt Miłości. Że Syn kocha Ojca.

Moi drodzy, popatrzmy na Mszę Świętą. Nam się nieraz wydaje, że najważniejsza relacja na Mszy Świętej, gdyby tu stał ołtarz, to jest relacja między Bogiem a nami. My się modlimy do Boga, Bóg nam daje Komunię… My się patrzymy na Boga, który za nas składa ofiarę. Niestety. Najważniejsza relacja we Mszy Świętej to jest Miłość między Synem na ołtarzu a Ojcem w Niebie. To jest najważniejsza relacja Mszy Świętej.

„Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. Tobie Boże Ojcze Wszechmogący w Jedności Ducha Świętego” – wtedy jest najważniejszy moment Mszy Świętej, oczywiście pomijając przeistoczenie. My patrzymy, jak Syn kocha Ojca. Patrzymy w tych wszystkich znakach sakramentalnych. I my jesteśmy ZAPRASZANI do tej relacji Syna i Ojca.

Może ktoś z was kiedyś był… to dotyczy szczególnie ludzi, którzy przeżywają brak Miłości w swojej rodzinie. Nagle trafiliście do jakiejś rodziny, gdzie jest Miłość, gdzie mąż przytuli żonę, dzieci są takie czyste… Siedzimy w tym domu (mi się to nieraz po Kolędzie zdarzało) siedzimy w tym domu i mówię: „Jak tu dobrze! Jak u nich dobrze! Jak oni się kochają! Chciałbym tu po prostu z wami zamieszkać i się na was gapić, też się do was przytulać! Chciałbym wejść w waszą Miłość!” Otóż Msza św. To jest: „przychodzimy do Domu Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego.” Msza Święta się zaczyna: „w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” i kończy się: „W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” i cały czas Trójca jest we Mszy Świętej. I jesteśmy zaproszeni! I Bóg ZA DARMO mówi: „Wejdźcie do Tajemnicy Mojej, Ojca, Syna i Ducha.” Kto tego nie zrozumie, nigdy dla niego Msza Święta nie będzie ciekawa. To będzie się ciągle się gapił na siebie we Mszy Świętej, a jeszcze szukał uczuć… z resztą do tego wrócimy.

Jak my się modlimy? „Panie Boże, daj nam to… nowożeńcom, dzieciom ochrzczonym, zmarłemu Janowi i Marii… PRZEZ Chrystusa Pana Naszego.” Jeśli my przyjdziemy do Pana Boga i powiemy: „Panie Boże, popatrz na mnie, jaki jestem biedny i chory i zdołowany i tam… w rodzinie, i to się nie układa…” Ludzie! Słabe to jest! Ale powiedzieć: „Panie Boże, daj mi TO i TO, bo ja jestem stworzony na obraz i podobieństwo Twojego Syna!” – no to wtedy Bóg leży…

[18:20] Mi opowiadała kiedyś jedna nauczycielka, ze miała kiedyś takiego chłopczyka w klasie, który był TAK podobny do jej wnusia, że: „proszę księdza… zęby zagryzałam, żeby tego chłopaczka nie faworyzować, ale siłą rzeczy był moim wyraźnym pupilem! Bo był podobny do mojego wnusia!” Wiesz, jaka jest twoja wartość? Bo jesteś podobny do Pana Jezusa. Na jego podobieństwo stworzony. I cały sens powołania chrześcijańskiego to jest upodobnić się do Jezusa. Chrześcijaństwo to nie jest religia prawa. To jest religia OSOBY Jezusa Chrystusa.

Pamiętacie ta historię, kiedy Izaak chciał pobłogosławić swojego syna Ezawa, a Izaaka już niedowidział i niedosłyszał? I matka Jakuba i Ezawa szybko pobiegła, zamieniła… naczy… podrobiła Jakuba jako Ezawa (Ezaw był owłosiony, więc mu tam skórki z koźląt… i na szyję i…) Ten niewidomy Izaak mówi: „Kto ty jesteś?” – „Jestem Ezaw.” „Ty jesteś Ezaw? No dobrze. Jak jesteś Ezaw, to się pobłogosławię.” POMYLIŁO się tatusiowi i NIE TEGO syna pobłogosławił….

Wiecie, jaki jest sens życia naszego? Żebyśmy tak żyli duchowo, że na Sądzie Ostatecznym Pan Bóg powie: „Kto ty jesteś?” a my powiemy: „Jezus Chrystus.” I się Pan Bóg pomyli i cię wpuści do Nieba, rozumiesz? Mówię to żartobliwie.

Dobry człowiek, to jest podobny do Jezusa. Święty Paweł mówił: „Żyję już nie ja. Żyje we mnie Chrystus.” [19:47] Jak robisz rachunek sumienia, to się w zasadzie możesz o jedno zapytać: „Jestem podobny do Jezusa? Jestem bliźniakiem Jezusa? Czy TAK łamię chleb, czy TAK się uśmiecham, czy TAK przytulam dzieci, czy potrafię powiedzieć PRAWDĘ ludziom tak jak Jezus Chrystus?” Prawda? To jest Miłość. Czy mówisz Prawdę? Czy potrafisz się tak modlić jak Jezus, śmiać, płakać, głodować, dzielić chlebem? I wreszcie… pójść na Krzyż tak jak Jezus Chrystus? Jeśli jestem podobny do Jezusa, spełniłem swój cel życia na Ziemi.

I teraz ta darmowa Miłość Boga… Że oni się kochają i się tym dzielą. To się z Boga przelewa. To jest nam trudno przyjąć. Dlaczego jest nam to trudno przyjąć? Dlatego, że (oczywiście tutaj nie oceniam, nie chcę oceniać waszych rodzin… są na pewno bardzo różne) ale z mojego doświadczenia wiem (i z resztą takie jest doświadczenie Świata), że nieraz w rodzinach i w małżeństwach panują UKŁADY HANDLOWE. Miłością nazywa się układy HANDLOWE. Układy handlowe zaczynają się już w relacjach między chłopakiem a dziewczyną. Ja ci powiem, że ty jesteś ładna, no to tymi pozwolisz na buzi. Prawda? Przepraszam… ja to trywializuję, ale to mniej więcej na tym polega. Ja ci powiem, że cię kocham, bo ty tego strasznie pragniesz. Jeszcze cię samochodem zawiozę do lekarza… dla dziewczyny to jest szok, jak jeszcze widzi… chłopak zawiezie i CZEKA na nią godzinę w przychodni… A ty za to powiesz mi, że jestem wspaniały, dobra? No to taka umowa dzisiaj malutka.

My tego tak nie formułujemy, kochani! My o tym nie wiemy, a my handlujemy często. Uczuciami, popisywaniem, szpanerstwem… I potem nagle po ślubie zaczyna brakować towaru na zamianę i on mówi: „Spadaj! Znudziłaś mi się.” To nie była Miłość… „Ale tak mnie kochał”…  Handlowaliście przed ślubem.

I dlatego, kochani, ja rozumiem, że jest to zgodne z naturą i to nie jest złe, że chłopak i dziewczyna, kiedy chodzą ze sobą, starają się być atrakcyjni… dziewczyna ładnie wyglądać, prawda? Jakoś się prezentować. Chłopak też chce być szarmancki, dżentelmenem, inteligentny, popisuje się, że czytał tu, widział to… Ale OSTROŻNIE, kochani. Ostrożnie.

Pamiętacie tę bajkę, czy… w filmach był taki wątek. Że książę szukał żony. Przebierał się za żebraka, szedł do miasta, poznał jakąś kuchareczkę Marysię, która go pokochała i mówi: [22:13]

–          Kochasz mnie?

–          Kocham!

–          Ale ja nie mam pieniędzy…

–          To nic! Ja cię kocham!

–          Ale brzydki jestem…

–          To nic, ja cię kocham!

–          No to jak żeś mnie pokochała, to ci powiem, że jestem księciem i taki brzydki w cale nie jestem i że mam jeszcze sporo na koncie w M-banku… [śmiech]

Prawda? Otóż UWAŻAJCIE. Bo nieraz ten handel damsko-męski przenosi się na dzieci. „Jak nie przyniesiesz w czerwcu świadectwa z biało-czerwonym paskiem… Nie… Mamusia ci nic nie powie, ale… u sąsiadów to przyniosła.” I już jest handel. I już jest handel!

Zwróćcie uwagę… z resztą, dzieci TEŻ żądają od rodziców pieniędzy. „Mamo, pojadę z tobą na wczasy, ale wiesz… potem musisz mnie puścić nie na wczasy, no.” – już handlujemy.

I kiedy przychodzi do nas Pan Bóg i mówi, że nas kocha, to my mówimy:

–          I ile Panie Boże za Twoją Miłość?

–          Nic.

–          Nie… no nie żartuj, Panie Boże… Ile?

Jeden z księży kiedyś powiedział: „Kurczę, żeby Komunia kosztowała przynajmniej dychę, to by ludzie ją szanowali.” A za darmo Pan Bóg daje Komunię. U prawosławnych się podobno za sakrament płaci, u nas na szczęście nie.

Jak my nie możemy uwierzyć w Miłość Boga? Wszystkie nasze depresje. Wszystkie nasze smutki chrześcijańskie są zdemaskowaniem w dużym stopniu, ze nie wierzymy, że Bóg kocha za darmo. To jest niesamowite. Przychodzi ktoś zrozpaczony (bardzo często chodzi tu o grzech przeciw czystości): „Proszę księdza, znowu popełniłem samogwałt. Jestem przerażony, no… Obiecałem sobie, że nie popełnię samogwałtu… No, znowu popełniłem…” Widzę, że on to poważnie traktuje. „To dobry znak – mówię – bracie, Miłosierdzie, Jezus, weź się w garść. Poza tym poszukamy, skąd się ten twój samogwałt bierze, bo najczęściej on o czymś mówi, ale najważniejsze, słuchaj, rozgrzeszam cię w Imię Ojca i Syna… chodź, cię jeszcze przytulę, krzyżyk na czole zrobię. Jezus cię kocha, zapomniał o wszystkim….” A on siedzi i:

–          Eee… – ja mówię:

–          Ale Jezus się kocha, odpuszcza! Jezus już nie widzi twojego grzechu!

–          A tam… co ksiądz opowiada… [śmiech] Proszę księdza, niech mi ksiądz da pokutę wielką. Niech mi ksiądz każe pościć trzy dni o chlebie i wodzie. – a ja mówię:

–          Nie… Nic z tego. Chcesz zahandlować z Panem Bogiem? O rozgrzeszenie z samogwałtu? Nie. Za pokutę pójdziesz do kościoła. W kruchcie wisi krzyż. Ucałujesz stopu Jezusa

–          Ale to… proszę księdza, mogę ucałować! Ale jeszcze trzy dni pokuty!

–          Zabraniam! Żadnego handlu! Powiedz Jezusowi, że chcesz go kochać. To jest twoja pokuta.

Chcemy handlować z Panem Bogiem. „Panie Boże, patrz, co zrobiłem! Zrobiłem ten różaniec, codziennie odmawiam, do Świętej Lipki trzeci raz przyjechałem. Panie Boże, prawda? To jest tak jak, wiecie, jak w tym kawale: Idzie mrówka ze słoniem po moście i mrówka mówi do słonia: „Ale dudnimy, nie?” [śmiech] [25:09] Otóż wielu ludzi w religijności mówi: „Panie Boże, ale dudnimy, nie?” „Ostatnia spowiedź… pamiętasz… Trzy godziny u księdza siedziałem! No, to żeśmy zbawili kawałek świata!” [śmiech]

Dziecko! Nic nie zbawiłeś. Po prostu Bóg daje za darmo! I to jest PIĘKNE w Kościele katolickim. To jest piękne w Kościele katolickim…. z resztą nie chcę mówić, że TYLKO w kościele. Ale Kościół katolicki znam dobrze. Że: zobacz, siedzimy tutaj. Że siedzimy tutaj, w tej chwili głoszę wam Prawdę Bożą. KAŻDY, kto tu przejeżdża koło Świętej Lipki może sobie teraz przyjść, wejść, usiąść na końcu. Prostytutka, cinkciarz, może z mafii pruszkowskiej… ktoś, antyklerykał, może tu przyjść. Będzie Msza Święta o dwunastej – KAŻDY może wejść do kościoła. Przy bramce do kościoła nie będą stali ochroniarze i pytali: „czy pan jest godny Komunii Świętej?” KAŻDY może wejść. I za darmo dostać. Kościół się uczy tego od Boga. [26:07] Co ty chcesz za to. Dlatego Bóg stał się dzieckiem. Dlatego Bóg stał się po ludzku nic nie warty. Po ludzku nic nie warty, żeby uchronić relację z Nim od handlowania.

Proszę zwrócić uwagę, kiedyś do mnie przyszedł student w Warszawie i mówi, czy widziałem te pokazy laserów na Placu Zamkowym w Warszawie… tam kiedyś z 2-3 lata temu były… Ja mówię: „nie widziałem”

–          Proszę księdza, no… Figury na niebie robili, jakieś napisy… to było niesamowite! Cały Plac Zamkowy, tłum ludzi, zakorkowało się krakowskie przedmieście… tutaj się trasa WZ zakorkowała… Niesamowite!

Ten student mi opowiada, jak oni to technicznie zrobili i w pewnym momencie, półżartem, półserio, do mnie mówi: „Proszę księdza, no żeby Kościół zrobił taką Mszę Świętą, to by ludzie walili tłumnie do kościoła!” A w kościele ksiądz bierze ampułkę, trochę wleje wody, wina… „Pan z wami”, „W górę serca”… Nic. [27:10]

–          Proszę księdza – mówi – jak ja byłem na koncercie Pink Floyd w radze i grali „The Wall”… i to koło się zakręciło, to mnie przeszły dreszcze, ja zrobiłem rachunek sumienia z całego życia.” [śmiech]

A w kościele ksiądz mówi, właśnie, „Święty, Święty, Święty”, „Baranku Boży”, kazanie to samo, w konfesjonale mówimy to samo…. Kochani! Ja wtedy rzeczywiście się zastanawiam: czy Pan Bóg nie może na Mszy Świętej zrobić lekkiego zaćmienia Słońca? W czasie przeistoczenia. Drobiazg dla niego… Mniejszy drobiazg niż dla nas podrapać się po głowie. [27:40]

Piotr Pawlukiewicz – Miłość Boga a zachowanie miłościopodobne. doc

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz, Religia | Leave a Comment »

Ks. Pawlukiewicz – Seks, poezja czy rzemiosło

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Bardzo serdecznie dziękuję księdzu za powitanie, wam za przybycie.

Ponieważ program szeroki, już 10 jest po… prawie 12 po dwudziestej, zacznijmy, od razu przejdźmy do rzeczy. Zawsze, kiedy siadam naprzeciwko takiego audytorium, w ogóle każdego audytorium, zastanawiam się, jakie ludzie mają pytania w głowie. Może ktoś z was ma takie pytanie w głowie: „A co ksiądz się zna na seksie?” [śmiech] Jakby się ksiądz za dobrze znał, byłoby to niepokojące… [śmiech]

Kiedyś otuchy mi dodała opinia, że nie trzeba chorować na serce, żeby być kardiologiem. Powiedzmy, ja na tej zasadzie znam się na seksie, choć każdy człowiek, taki ksiądz i siostra oczywiście jest istotą seksualną. I Bogu dzięki, że Ojciec Świę.. że Bóg nam tego nie zabiera. [śmiech] Organizatorzy… yyy…. ja nie wiem, dlaczego ta radość? Ksiądz, który nie ma odruchów ojcowskich, nigdy nie będzie dobrym duszpasterzem, ksiądz, który nie ma w sobie jakiegoś uroku, nigdy nie będzie dobrym głosicielem słowa. Siostra zakonna, która nie jest kobieca, też będzie miała kłopoty w życiu. W normalnym życiu ludzkim. Jest to takie dla mnie oczywiste. Organizatorzy na plakacikach, które widziałem tu wokół KUL-u, napisali: „WYKŁAD ks. Piotra Pawlukiewicza”. Albo świadczy to o waszej nieograniczonej percepcji, albo o poczuciu humoru tych, którzy ten plakacik redagowali. Ja po godzinie dwudziestej jestem zdolny wykonać parę prostych, intelektualnych czynności: dodawanie proste do dziesięciu, przedstawić się… Ale to nie będzie żaden wykład. Dzielenie się, kochani, dzielenie się doświadczeniami duszpasterskimi, osobistymi przemyśleniami, bo temat jest ważny. Bardzo ważny. Rozmawiamy my, księża, oczywiście na tematy duszpasterskie, między sobą. Niedawno prowadziłem rozmowę z księdzem, który gdzieś tam w Polsce, gdzieś tam głosił jakieś rekolekcje, gdzieś tam do jakiś studentów. I powiedział mi tylko tyle i chyba tyle miał prawo powiedzieć, że jak usiadł do konfesjonału w czasie rekolekcji dla studentów, to NIE BYŁO spowiedzi, w której by nie było problemu seksu. NIE BYŁO takiej spowiedzi. A w większości, tylko tyle powiedział, był to jeden z ważniejszych, jeśli nie najważniejszy problem. Więc dlatego to, co dzisiaj będę mówił, to nie będzie wykład, tylko dzielenie się… może chęć wyjaśnienia pewnych rzeczy językiem nie wykładowym a takim… przyjacielskim, może nawet koleżeńskim. Chęć pomocy wam, może odkrycie jakiś pewnych prawd.

Zacznijmy od rzeczy mądrych, jesteśmy na Uniwersytecie, a więc jednak teologia w formie prostszej niż tutaj słyszycie na wykładach.  W zasadzie całym życiem seksualnym człowieka kierują dwa prawa:

  1. wolno, a nawet trzeba kochać, a nie wolno być egoistą – punkt pierwszy, drugie:
  2. wolno, a nawet trzeba być wolnym, a nie wolno być zniewolonym.

Czekamy na pierwsze osoby, które usłyszawszy te dwa hasła, z uśmiechem opuszczą salę i powiedzą: „Dzięki, księże. Trzeba być wolnym i trzeba kochać.” Wolna miłość – stare hasło hipisów z lat jeszcze 60. [03:56] Tylko że słowo „wolność” i słowo „kochać” według Jezusa Chrystusa. Tak jak jest pasja tam według. Mateusza, coś tam według tego… Miłość i wolność według Jezusa Chrystusa. Bo jest miłość i wolność według hipisów, miłość i wolność według skinów, miłość i wolność wobec przedstawicieli mafii pruszkowskiej… też mają wolność i miłość….

Otóż miłość i wolność według Jezusa Chrystusa – no, i tu się zaczynają schody. Dlatego spróbujmy zdefiniować te dwa pojęcia: miłość i wolność, jakie chrześcijan obowiązują. Może wyjdźmy od pytania takiego zasadniczego: po co Pan Bóg stworzył człowieka? No, w zasadzie jesteśmy katolikami w większości na tej sali od urodzenia i to jest też nasz ból, ze my sobie nie stawiamy filozoficznych pytań. Bo wiadomo – wszystko jest jasne. Już od dzieciństwa, wiadomo, wszystko już jest jasne. Ale to nie jest takie proste. „Pan Bóg nas stworzył po to, żebyśmy poszli do Nieba” – usłyszeliśmy na pewno na pierwszych latach katechezy. „Pan Bóg stworzył człowieka do udziału w życiu boskim” – usłyszmy na wykładzie teologicznym. A ja to ujmuję tak, że: Pan Bóg stworzył człowieka po to, żeby się człowiek na ziemi do Niego dopasował i dopiero DOPASOWANY do Pana Boga wejdzie do Nieba. Tak jak każdy z was dorabiał nieraz w życiu klucz jaloski, ten pan tu wkręca jeden klucz, a drugi rżnie, tak samo i Pan Bóg nas stworzył i dał nam 70 lat na taką obróbkę z skrawaniem i piłowaniem, żebyśmy się DOPASOWALI do Pana Boga i weszli do Nieba. A ponieważ Bóg jest Miłością… To są Trzy Osoby w Jednej Naturze, dlatego nikt sam nie wejdzie do Nieba. Nikt sam. Piekło jest samotnością. Wejdziesz do Nieba albo ze swoim mężem, ze swoimi dziećmi albo nie wejdziesz. Albo ja wejdę do nieba ze swoimi parafianami, jeśli będę proboszczem, albo nie wejdę. Albo siostra zakonna wejdzie ze swoimi współsiostrami, albo nie wejdzie. Gdyby, nie daj Boże, komuś się teraz z nas zdarzyło… No, może się zdarzyć, zejść z tego świata, to albo wejdziesz do Nieba ze swoimi rodzicami, ze swoim bratem, bo to jest pierwsze twoje powołanie – być z nimi, albo nie wejdziesz w ogóle. Z tymi, do których jesteś powołany do Miłości. Te sympatie różne, które się między wami rodzą, często… no trudno jest zmierzyć, ile tam jest Miłości… na pewno jest dużo pragnienia, uczucia… Ale z Miłością może to niekiedy nie mieć wiele wspólnego.

Otóż Pan Bóg dał nam czas, żebyśmy się nauczyli kochać i miłować. I teraz – właśnie – PO CO CIAŁO? Po co świat stworzony? Czas, przestrzeń, góry, woda? No i po co, właśnie… tkanka, tłuszcz, włosy, paznokcie? Po co to wszystko? Fizjologia właśnie nasza, seks, płeć, pragnienie, pociąg seksualny… po co to wszystko? Otóż to jest… ja to nazywam swego rodzaju PRACOWNIĄ. Pan Bóg dał nam za zadanie: rozwijaj się w Miłości i dał nam tutaj pracownię, którą świat stworzony. I nasze ciało też. Bez tego byśmy się nie mogli rozwijać.

[06:46] Jeśli ktoś z was jest utalentowany plastycznie i zamknięto by go w pustym pomieszczeniu: ściany, podłoga sufit i powiedziano by mu: „rozwijaj swój talent plastyczny!”, to on by powiedział: „no, ale proszę o płótno i pędzel. Nie mogę… no, chyba, ze będę paznokciem na ścianie coś drapał, jakieś arcydzieło, prawda?” Muszę mieć pędzel! Jeśli jestem skrzypkiem i mam rozwijać swój talent grania na skrzypcach, muszę mieć instrument!

Otóż ciało i świat jest to teatrum, a nasze ciało jest instrumentem do tego, żebyśmy właśnie wzrastali w miłości. My się fizycznie kontaktujemy, nie ma między ludźmi innego kontaktu, chyba że jakiś intuicyjny, niesamowity jest, że mama z odległości wyczuje, żeśmy na KUL-u narozrabiali… No niektóre mamy mają takie talenty, jakieś intuicje… Natomiast generalnie to mówimy do siebie: o – TYM do was mówię, o –  TYM do was mówię… Tkanką do was mówię.. Proszę bardzo – jedne mięśnie TAK: witajcie studenci KUL-u! Teraz zegnę parę tkanek i naciągnę parę mięśni, powiem: „Witajcie serdecznie studenci KUL-u!” [śmiech] Co się śmiejecie? Ja tylko trochę mięśni i mięsa poprzeciągałem, a wy żeście się domyślili, co ja mam TU. Bo człowiek mówi…

Popatrzcie, my patrzymy na kobietę, która płacze w Czeczenii i widzimy CIECZ płynącą po jej oczach. I widzimy naciągnięte mięśnie i mówimy: ona ma duszę rozdartą. Przez CIAŁO i CIECZ skontaktowałem się z jej DUSZĄ. [08:08] Prawda? To jest właśnie ciało. I możemy przez to współczuć, możemy przez to się z kimś cieszyć, możemy go odkrywać… Wzrastamy w Miłości. Oczywiście to się odbywa w Ojczyźnie Wolności. Dzieci mnie nieraz pytają: „Czy Pan Bóg – przepraszam, cytuję dzieci – kurcze, nie mógł nas od razu zrobić dobrych?” A „Ojcze Nasz?” rano „Szczęść Boże”, uczę się skrypty, nie przeklinam, nie palę, nie piję, wszystko dobrze…

Mógłby nas takich stworzyć. Bylibyśmy wtedy uroczymi marionetkami. Natomiast ESENCJĄ MIŁOŚCI jest WOLNOŚĆ. Jeśli ktoś by sobie nagrał na taśmie i zapętlił to: „Jesteś wspaniały, jesteś piękny, jesteś cudowny, jesteś genialny!” – nikogo by z nas nie cieszyło takie puszczanie sobie takiej taśmy nawet godzinami. Nikogo z nas nie fascynuje to, że pralka na programie drugim z podwójnym płukaniem coś mi wyprała, prawda? Jest to GŁUPIA maszyna, która zaprogramowana, musi to zrobić, jeśli się nie zepsuje. Natomiast jeśli dziewczyna wychodzi z KUL-u, on stoi na Alejach Racławickich i wyjmuje goździka złożonego na cztery części z kieszeni wewnętrznej [09:14] i mówi do ciebie: „Wiesz… Gośka, chciałem ci powiedzieć, że… TEGO.. no właśnie to… tego..” Zwróćcie uwagę, że, no to po prostu masz tutaj ciśnienie 120 360/240, bo wiesz, ze jemu NIKT nie kazał. On ten goździk sam dla ciebie wybierał, on go sam łamał…[śmiech] On sam szykował, że właśnie: „Gośka, to… TEGO”! To słowo ‘tego’ jest szczególnie tutaj….. I potem serce bije i potem się coś dzieje, że on CHCIAŁ to. Natomiast automatycznie, z przymusu… dlatego Kościół mówi, co to jest oczywiste, że żadne małżeństwo zawierane pod przymusem nie ma sensu.

A więc dostaliśmy ciało, zostaliśmy powołani do wolności i Pan Bóg mówi: „Ucz się kochać!” Właśnie przy pomocy ciała. Tylko miłuj ciałem, bo inaczej nie można miłować. To, co mówi św. Paweł: „Miłość bez uczynków jest marna!” A uczynki, to jest ciało! Czy usta, czy coś namaluje, czy powie, czy komuś właśnie coś upiorę, czy kupię mu leki, czy go pocieszę, czy po prostu z nim posiedzę, kiedy ma depresję i go nie opuszczę, żeby głupstwa nie zrobił.

Miłość musi się wyrazić na zewnątrz. Dostaliśmy ciało. No, ale z tym ciałem są kłopoty. Wiecie, to tak, trzymając się tego porównania pędzla i płótna, tak jakby ktoś chciał w sobie rozwijać talent malarski, a daliby mu do ćwiczeń taki zaczarowany ołówek. Pamiętacie ten uroczy film z Dobranocki? I chcesz namalować coś TAK, a zaczarowany ołówek robi TAK.

Otóż nasze ciało nam wynika się spod kontroli. I zamiast służyć Miłości, zaczyna służyć naszemu egoizmowi. Jedziesz do domu na wolny weekend, mówisz, że NAPRAWDĘ z ojcem się nie pokłócisz. „Ale no nie… no teraz to już koniec. No, co by nie mówił, to… NIE! Już z ojcem ABSOLUTNIE nie będzie awantury.” Jeszcze żeś nie zdążyła zdjąć płaszcza i butów, ojciec się czepną, że przyjechałaś za późno, a ty żeś już taką wiązeczkę posłała, że…. „Kurczę, no przecież miałam się nie kłócić. Obiecałam…” A ciało wymknęło się spod kontroli.

Wymyka się ciało spod kontroli nieraz niektórym ludziom jak biorą półmisek na przyjęciu. No, chcieli zdjąć jeden plasterek, zleciało sześć… [śmiech] „No i obiecałem sobie, ale jakoś tak wyszło…”, prawda? Wymyka się ciało spod kontroli. Właśnie, spiesząc się na KUL, wsiadałem do trolejbusu. Wiedziałem, ze to jest ostatni trolejbus, jakim mogę zdążyć na zajęcia. I chciałem ta babcię… podać jej rękę. Kiedy się zorientowałem w sytuacji to jakoś ją łokciem wyeliminowałem z walki. No i moim ciałem chciałem zrobić coś dobrego…

Każdy z nas wie, kiedy ciało zaczyna mówić nie „Miłość” a „egoizm”. Każdy z nas miał takie… Mimo najszczerszych postanowień.

Otóż… wynika z tego tak: mamy DUCHA, którym jesteśmy w istocie. Duch, poprzez rozum (jeszcze środki korowe i podkorowe) steruje naszym CIAŁEM i rozkazuje temu ciału, żeby właśnie służyło Miłością. To mamy taką antropologię na dzisiaj załatwioną.

Natomiast ja jeszcze tutaj przerzucę się, żeby to było jaśniej widoczne, na zwierzęta. Otóż… Zwierzęta nie są powołane do Miłości. Nie są osobami. Ja bardzo przepraszam wszystkich wielbicieli i wielbicielki kotów, psów… tych, którzy mówią, że… „Kocham mojego psa, kocham mojego kota…” Proszę państwa, ja też kocham spać momentami i kocham Coca-Colę, jak mi się pić chce to ja ją kocham naprawdę wtedy. Natomiast zwierzęta są… oczywiście, Stworzeniem Bożym. Mamy je szanować, mamy je ‘kochać’ w cudzysłowie, ale no nie mówimy tutaj o Miłości. Jeśli ktoś mówi, ze kocha psa i kota i mówi to ze śmiertelną powagą, to coś jest w ogóle z jego człowieczeństwem czy z jego zdolnością kochania! No, przepraszam, zdaję zawsze takim ludziom pytanie: „Mógłbyś sobie wyobrazić głębię przeżycia dnia jednego nastego listopada z moim psem?…[śmiech] Poszliśmy pod pomnik nieznanego żołnierza… [śmiech] Mój pies zadumał się nad Wojną 20-letnią… [śmiech]” Przepraszam, znaczy, ktoś mówi: „Pies jest moim największym przyjacielem”. Umarła mi… ktoś bliski, prawda? Wracam do domu, a pies macha ogonem, bo jemu się… Pytam poważnie, jakim jest przyjacielem, skoro nie potrafi przeżyć ze mną śmierci kogoś bliskiego… kto umarł mi tam za oceanem np. Ja jestem zdruzgotany, a on mnie ciągnie za nogawkę na spacer. Oczywiście, psy są bardzo podobne do ludzi w pewnych zachowaniach  dlatego robią na nas takie wrażenie, ale dajmy spokój. Zwierzęta… Nie ma mowy o kochaniu przez zwierzęta. Zwierzęta…

Zwierzę nie pokocha i nie popełni zbrodni. Jeśli nawet pies rozszarpie kogoś, ON NIE POPEŁNIŁ ZBRODNI. Jemu się po prostu coś w instynkcie, jego genialnym programie, który został mu wgrany na twardy dysk przez Pana Boga, coś pokiełbasiło. Ale… wirus. Zawirusowany program. Ale on jest ZAPROGRAMOWANY. Ja nazywam instynkt świetnym właśnie takim programem. Pies, zwierzę jest takim narzędziem CYBERNETYCZNYM i da się to przewidzieć. Otóż właśnie zwierzęta nie mają wolności tylko mają instynkt, ten program. Proszę zwrócić uwagę… GENIALNY! Człowiek nie ma tak genialnego instynktu. My dostaliśmy od Pana Boga genialny ROZUM. Człowiek wie, jak polecieć w kosmos i poleci w kosmos, choć nie zawsze z sukcesami. Natomiast ja jestem przekonany, że gdybym państwu zaproponował: proszę wyjść teraz z budynku KUL-u i powiedzieć, którędy na Egipt… to wy nie wiecie. Tzn. ktoś by zaczął kombinować, że to gdzieś na południe, to pewnie w stronę Kraśnika gdzieś czy coś. [śmiech] A, przepraszam za słowo, GŁUPI bocian startuje ze stodoły i WIE, gdzie jest Egipt.

Czy ktoś z państwa słyszał, żeby się zwierzęta zatruły grzybami? [śmiech] Zwierzę podejdzie, powącha i już wie… a człowiek siedzi z atlasem w lesie… [śmiech]  analizuje, a potem cała rodzina ma płukanie żołądka, prawda? [śmiech]

Więc ja tylko pokazuję – zwierzęta są genialnie zaprogramowane… I dlaczego…tu już przechodzę do seksu. SEKS JEST U ZWIERZĄT GENIALNIE ZAPROGRAMOWANY. Jest to PEŁNA AUTOMATYKA. PEŁNA automatyka. Przychodzi marzec, a niedługo przyjdzie… [śmiech] automat się włączy… no i spać nie można na podwórku, bo kot szuka kotki. Ale marzec się skończy i naprzeciwko takiego kota będzie przechodziła najpiękniejsza kotka na osiedlu i on na nią nie zwróci uwagi. Prawda? Pies funkcjonuje normalnie, nagle się automat włączy, cała rodzina pilnuje, żeby kundelków nie było. [śmiech]

Natomiast u człowieka… jak jest z seksem? Zautomatyzowany, czy nie zautomatyzowany? Otóż w połowie zautomatyzowany. Człowiek w ogóle ma w swoim ciele też… My mamy też pełne automaty: serce bije – pełny automat! Mamy półautomaty: oddychanie – ja mogę oddychanie zatrzymać. Ale na szczęście nie muszę myśleć: wdech-wydech, bo gdybym musiał, to bym pierwszej nocy umarł. [śmiech] Wiecie, ja cały czas mówię o antropologii, jak fantastyczne jest to, że Pan Bóg nas stworzył z tymi automatami? Wyobrażacie sobie, że my byśmy musieli o wszystkim myśleć, co się dzieje w naszym organizmie? Właśnie, siedzisz z dziewczyną i ona mówi: „słuchaj, co tak się zamyśliłeś?” – „przepycham jelitem w tej chwili…” [śmiech]  Prawda? My się uczymy, my studiujemy, my prowadzimy głębokie rozmowy, a tu cała maszyneria pracuje… fabryka chemiczna jest niekiedy drobiazgiem.

Ale wracam do seksu. No więc, u zwierząt seks jest zautomatyzowany. U człowieka – PÓŁ AUTOMATYKA. U człowieka działa organizm na bodźce pewne i to dzieje się automatycznie. Prawda? Najbardziej zjawisko takie znane, które przeżywacie już od paru lat… (może dzieci tego nie przeżywają, ale kiedy już człowiek się staje wrażliwy na bodźce seksualne, wszyscy tak już bardziej przeżywamy, dziewczęta przeważnie później, chłopcy wcześniej, potem się role odwracają, nieraz chłopcy maja z tym spokój, dziewczyny szaleją, automat przerzuca swoje działanie…) Znacie to z doświadczenia, z osobistego doświadczenia, z literatury, z filmów… wchodzi pan do pokoju, gdzie jest piękna pani. Na nią patrzy. I automat dostaje bodziec: ona jest piękna. I ciało zaczyna się kręcić w kierunku: zrealizuj się seksualnie z ta panią. [17:26] Ale rozum, właśnie, który ma czuwać nad miłością, mówi: „słuchaj, przecież ty jej nie znasz!…” [śmiech] Ale w tym momencie pani mówi: „Słucham pana?” Mówi to czarującym, niskim głosem. Dostał drugi bodziec. Automat się rozkręca. Ale rozum mówi: „człowieku, przecież to jest może mężatka!” No to on mówi: „No to się poznamy! A może ona jest nieszczęśliwa w małżeństwie?” W tym ona podaje mu rękę, więc on dostaje kolejny bodziec: dotyk skóry. No, więc zaczyna cały drżeć. Ona podchodzi bliżej i zaczyna ten pan czuć fantastyczny zapach firmy Gabriela Sabbatini np. i w ogóle jest oczarowany, szumi mu w głowie.

Naprawdę… może ktoś trafić na taką sytuację, jego automat się rozkręca i pragnie rozładowania swojego popędu seksualnego. Ale rozum mówi: „Nie, no daj spokój, człowieku, co ty robisz? Odwróć się, wyjdź, uspokój się…” No… różnie się to kończy. A nieraz ktoś mówi, jak pracowałem na parafii ludzie przychodzili i mówią: proszę księdza, straciliśmy rozum. Byliśmy pod namiotem, no…straciliśmy rozum, jeszcze nam pomogły napoje wyskokowe i urocze gwiazdy w Augustowie i straciliśmy rozum i… my w sprawie chrztu jesteśmy i w ogóle…”. [śmiech]

Przepraszam, śmiejecie się… Wszyscy żeście się zawsze tak kontrolowali rozumem… Ho ho ho ho ho! Ho ho ho ho ho! Słuchajcie, różnie jest. Popęd seksualny jest potężną siłą. Bo POPĘD SEKSUALNY MÓWI JEDNO: CHCĘ MIEĆ DZIECKO, chcę zrodzić dziecko. Najgorsze, że popęd seksualny nie wie, ze ktoś, w kim on jest, jest nieraz księdzem, siostrą zakonną, panną…. POPĘD SEKSUALNY JEST GŁUPI. „Masz mieć dziecko.” I ciągle krzyczy i pobudza chłopaka czy dziewczynę. Z różną intensywnością, ponieważ temperamenty ludzie mają różne. Są tacy, którzy zareagują na dotyk, na wzrok. Potem, jeśli jest brak tej kontroli, dochodzi do gwałtu. Ktoś tak rozkręcił tą swoją seksualną maszynerię, że nie może się opanować i gwałt, czy, jak teraz mamy dużo mówienia o… molestowaniu seksualnym.

I ta relacja miłości, rozumu, duchowości człowieka nad naszą cielesnością nazywa się KULTURĄ. Jeśli ktoś nad tym dobrze panuje, jest kulturalny, jeśli ktoś nad tym słabo panuje… mało ma kultury, a dużo biologii w sobie.

I profesor uniwersytetu wychodząc przed uczelnię, dostrzeże, że jakaś dziewczyna jest naprawdę śliczna i ma urodę Klaudii Schifer niemalże. Ale spojrzy na nią i pójdzie dalej. Natomiast kiedy ta sama dziewczyna pójdzie parę kroków dalej i spotka tzw. kolesiów spod budki z piwem,  no to się zaczyna: „ej, lalunia, ty, ej…” itd. Pan profesor, choćby mu się ta dziewczyna podobała, nigdy nie powie: ”ej, lalunia” itd., prawda? [śmiech] Bo to jest opanowanie swoich pragnień, które… może się w nim w ogóle w takiej formie nie rodzą, chociaż pragnienie spotkania, zbliżenia może się jakieś rodzić. Więc mówimy tu o KULTURZE. O kulturze duchowej człowieka, o opanowaniu się. Z tym jest coraz słabiej, dlatego że cały świat mówi: „Jesteś podniecony – to się rozładuj. Bo jak się nie rozładujesz, będziesz nerwowy, będziesz zestresowany, będziesz chodził ciągle i o tym myślał…” Przepraszam, mówimy tu o człowieczeństwie. Nic, co ludzkie, nie jest nam obce. Chce ci się kichać, to kichaj, chce ci się siusiu, to zrób siusiu. Chce ci się coś innego, to zrób to, chce ci się seksu, to zrób seks. Tylko zrób seks kulturalnie, nie od razu współżyjcie z dziewczyną, bo może być dziecko, ale petting, ale inne rzeczy… czy samogwałt… no wiesz, bez przesady. No nie bez przerwy, ale jeśli cię to męczy, zrób to higienicznie, ładnie – ludzka sprawa.

I ponieważ takie opcje są preferowane i one są w gazetach tzw. młodzieżowych czy innych przedstawiane jako coś zupełnie naturalnego, plus jeszcze rozbujanie takie emocjonalne ludzi, brak pewnej dyscypliny, no to z tym opanowywaniem jest coraz słabiej.

[21:29] Otóż jeśli chodzi o prawa tej MASZYNERII w nas, całej tej rzeczywistości seksualnej, to tak. Po 1. tego się nie da WYŁĄCZYĆ. U zwierząt się wyłącza, u człowieka nie. Człowiek 365 dni w roku… człowiek jest istota seksualną. Oczywiście, powtarzam, to nie znaczy, że pragnie seksu. Jeśli ktoś jest zdruzgotany psychicznie, kobieta, coś, ktoś właśnie umarł, dziecko choruje, jej nie w głowie jest seks. Jeśli ktoś jest chory, ma gorączkę, źle się czuje, nie w głowie mu seks. Ale generalnie nie ma tak jak u zwierząt, że (oczywiście wiecie o tym, że w cyklu kobiety i jakoś tam mężczyzny to natężenie pragnienia bodźców seksualnych się zmieniają. Nieraz są większe, nieraz są mniejsze… Zdecydowanie zmieniają się z wiekiem, zdecydowanie zmieniają się pod wpływem pewnych doświadczeń seksualnych), ale generalnie nie da się tego wyłączyć. Człowiek zdrowy, normalny, bez jakiejś tragedii duchowej, choroby fizycznej jest istotą seksualną.

I druga rzecz: jeśli człowiek to opanuje, to nic mu się złego nie stanie. I wiem, ze właśnie tutaj już powiedziałem przed chwilą, stoję w opozycji  do tych mędrców świata, którzy mówią: „STANIE CI SIĘ. Jeśli będziesz opanowywać swój popęd seksualny na siłę, będziesz go ciągle tłamsić, to ci się coś stanie.” Nerwice, nie nerwice, cuda nie widy. Otóż jest różnica. Gdyby wszyscy ludzie na świecie opanowali swój popęd seksualny, to by się coś stało. Rodowi ludzkiemu by się cos stało, bo by za 70-80 lat przestał istnieć. Natomiast jeśli poszczególny człowiek opanowuje swój popęd seksualny i rezygnuje z seksualności, to mu się nic nie stanie. To mu się nic nie stanie.

Ja z reszta tutaj zawsze, kiedy chodzę do kina (a przeważnie staram się iść przed południem, bo w popołudniowych seansach jest więcej ludzi, chociaż teraz nie ma kłopotów z tłokiem w kinach) nieraz się zdarzy, że na jakiś film przychodzą tzw. chłopcy, co się zerwali ze szkoły, prawda? I usiądą w ostatnim rzędzie i zaczyna się (to jest największa tragedia, człowiek nie wie, czy wyjść z tego filmu, no…zrezygnować z tych 15zł?…), zaczynają się komentarze z ostatnich rzędów: „Eee… dawaj ją tutaj… eee.. tu, wiesz, to tego…” Jestem przekonany na 9o%, że ci chłopcy się onanizują, albo uprawiają seks. Zgodnie z teorią tych państwa, którzy mówią: popełnisz samogwałt, będziesz spokojny”, powinni w tych ostatnich rzędach po prostu siedzieć CICHO. To ci, co praktykują czystość, powinni się trząść w fotelach i dostawiać jakiś drgawek w kinie na widok sceny erotycznej. Natomiast dzieje się zupełnie odwrotnie. Otóż to właśnie ci panowie, po pierwsze psychicznie, dla nich oglądanie sceny erotycznej jest tak wielkim przeżyciem, że on jeden przed drugim muszą pokazać, że mają do tego DYSTANS. Oni są w ogóle jakoś emocjonalnie rozbujani, nie potrafią spokojnie takiej sceny obejrzeć. Popisują się nawzajem między sobą, szpanują, przed dziewczynami się popisują… Ale przede wszystkim to ich naprawdę bardzo rusza.

Ja się pytam: gdzie jest spokój tych, co się onanizują? Gdzie ten spokój, o którym piszą w gazetach? „Zrób to, będziesz miał spokój.” NIE BĘDZIESZ MIAŁ SPOKOJU, WŁAŚNIE, ŻE NIE.. To nie jest droga do tego. Dlatego ograniczenie popędu seksualnego NIE JEST szkodliwe dla człowieka.

Natomiast ja się zgodzę z czymś innym, co nieraz można przeczytać: człowiek bez MIŁOŚCI fizycznej. Bez MIŁOŚCI w wymiarze FIZYCZNYM… będzie skarłowaciałe jego człowieczeństwo. Ja już widzę, jak zaczynają pracować długopisy na kartkach z pytaniami do mnie: a jak to jest u księży? No bo ksiądz przed chwilą powiedział, że człowiek bez uprawiania miłości fizycznej nie będzie normalnym człowiekiem. Ja się pod tym podpisuje obiema rękami. Tylko, kochani, do tego jeszcze dojdziemy przy narzeczeństwie… Miłość fizyczna ma 1000 odmian. SEKS jest bardzo mocną, ważną, związaną z przekazem ŻYCIA odmianą miłości fizycznej, ale miłość fizyczna to jest, w najszerszym tego słowa znaczeniu,  każdy gest, spojrzenie, słowo napisane, która ma budować między jednym a drugim człowiekiem Miłość. I dotyk z resztą też.

Czy zwróciliście uwagę na Jana Pawła II? On bez przerwy dotyka ludzi. Teraz może jego stan zdrowia mu na to nie pozwala, ale przecież papież, kiedy się u niego było… w jego dotyku coś jest. Pamiętam, jak byłem w Rzymie z pobożnymi parafiankami i panie od rana prasowały sukienki i płakały. Malowały się i znowu płakały i znowu się malowały… [śmiech] „Boże, idziemy na spotkanie z papieżem!” A ja, ksiądz doświadczony: „Boże, papież… No pójdziemy do papieża, bez przesady…” No i poszliśmy do papieża i ja byłem w tedy właśnie na KUL-u na studiach i powiedziałem: „Ojcze Święty, KUL pozdrawia.” I Ojciec Święty dotknął mojego policzka twarzą. Wyszliśmy od Ojca Świętego, wszystkie panie były uspokojone, a mi tak leciało, że Bogu dzięki, że się nie umalowałem wtedy. [śmiech]

Papież dotyka ludzi. Papież głaszcze, papież trzyma za rękę. Jezus dotykał ludzi, poczytajcie Ewangelię. Dotknął, bo musiał to robić? Położył rękę, dotknął oczu, dotknął uszu. Jezus mógł stanąć, powiedzieć: „Niech ten będzie uzdrowiony, tamten…” [śmiech]  i koniec! Nie potrzebował żadnego gestu, bo człowiek kocha fizycznie. Kto jest największym przeciwnikiem fizycznej miłości w Polsce? Nie Kościół. Urząd Ochrony Państwa! Bo jak papież szedł do ludzi, to oni go ciągle odpychali. [śmiech]  W 99 roku samolot już startował, silniki były odpalone, a papież jeszcze ze schodków cmoknął dzieciaka, jakiegoś chłopca i zdjęcie zrobiło furorę w całej Polsce. On ciągle całuje dzieci, dotyka, przytula, okrywa swoim płaszczem papieskim… Bo KOCHA ludzi. I teraz uprzedzę odpowiedź na to pytanie: ksiądz, który  nie uśmiechnie się, nie podejdzie, nie kupi mamie kwiatka na imieniny, dzieciakom cukierków nie da i nie weźmie ministrantów z zakrystii i nie powie: no, urwisy, tylko mi nie gadajcie przy ołtarzu!” to przecież jest chory. Siostra zakonna, która by nie obdarzała ludzi uśmiechem, coś jest nie tak. I wy… Miłość fizyczna JEST konieczna. Jeśli ktoś cały czas siedzi, nie uśmiecha się, to…

Wiecie, po czym poznać, że ktoś ma kłopoty z czystością? Właśnie po tym. Bo się nigdy nie uśmiecha. Chodzi zamknięty, dziwny, [śmiech] ucieka od ludzi. To są kłopoty z czystością! Nie ma kłopotów z czystością, choć to też może być niezręcznie, że ktoś się do każdej dziewczyny przykleja: „cześć, Ewa, tutaj”… Ale na pewno kłopotem z czystością jest dziwny smutek, dziwna separacja od ludzi, jakieś zdziwaczenie, jakieś, że ktoś:„nie, nie dotykaj mnie… nie, nie, w ogóle… co za…kwiaty? Nie”. Miłość fizyczna. Napisać, zrobić, itd. Jakiś drobiazg.

Kochani, dlaczego tutaj nawiązałem do tego, że my się różnimy ze światem jeśli chodzi o głos świata w sprawie seksu i Kościoła? Świat mówi tak: współżyj, uprawiaj seks, byleby właśnie kulturalnie, w sposób odpowiedzialny, itd. Ale oczywiście przed ślubem jak najbardziej… na studiach i… wszystkie możliwe sposoby. I BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWY.” I tutaj dochodzę do pytania, które jest tytułem naszego tematu. Czy  rzemiosło, czy poezja? Otóż, proszę państwa, jest szczęście TAKIE i jest TAKIE. Ktoś poszedł do łóżka z dziewczyną, współżył z nią, obudził się rano i mówi: „To było CUDNE! To było ŚLICZNE! To było fantastyczne!”. On jest szczęśliwy. Ale wiecie, o jakie szczęście chodzi Kościołowi? Kościołowi chodzi o takie szczęście, które jest już metafizyką szczęścia.

Poszedłem do szpitala do pewnego pana, który miał już 60-70 lat, przyszedłem go wyspowiadać. U niego była żona. I mówi: „O, już ksiądz przyszedł! No to, Heniu, żegnam cię, całuję cię, wracaj do zdrowia. Księdza witam, ale już ja uciekam, bo wiem że ksiądz będzie tu mojego męża spowiadał.” I ona wyszła, on mówi: „Proszę księdza, zanim się zacznę spowiadać, to… zawsze żonie tu przez okno macham, jak ona tu jeszcze idzie przy szpitalu. I wyszedł i patrzył, ona do niego machała, on do niej machał…No, ja się włączyłem, trochę pomachałem… [śmiech]  Żeby tak było miło. I on do mnie mówi, wiecie… tak, panowie, jak mężczyzna do mężczyzny, mówi: „Kurcze, proszę księdza…” – nie pamiętam czy powiedział „ale kobieta” czy „ale babka”…. Tak patrzy, ona mu macha i mówi: „Proszę księdza, co za kobieta…. 45 lat ze sobą jesteśmy i jeszcze jej nie rozgryzłem. [śmiech] Co za kobieta…” – mówi. „Ksiądz na nią popatrzy. Co za kobieta!” To jest Miłość. To jest szczęście. Odkrywać i NASYCAĆ SIĘ Tajemnicą… Nasycać się Tajemnicą drugiego człowieka. I ODKRYWAĆ tą Tajemnicę. Odkrywać w tej Tajemnicy dobro… przez ile? Pół roku, rok, 2, 3? 60, 70!….

Kiedyś chodziłem po Kolędzie… Taki pan…pani po katolicku poszła robić herbatę, pan po katolicku się rozsiadł w fotelu… I ja pytam: „gdzie państwo wzięliście ślub?” On mówi, że właśnie kilka dni temu mieli tam…50 rocznicę ślubu… w tym i w tym kościele… nie wytrzymuje i mówi: „Proszę księdza… TAK piękniej kobiety, jak moja żona, nie ma na całym świecie.” Ona tam tą herbatę robi, z kuchni mówi: „Gieniu, przestań te głupoty gadać, bo…”

„Proszę księdza… Tak pięknej kobiety, jak moja żona nie ma na całym świecie. I niech ksiądz nie zaprzecza, bo się pokłócimy.” [śmiech] Mówi: „Ja byłem kierowcą ciężarówki, ja zjeździłem Niemcy, Holandię, Francję… Ja widziałem piękne kobiety. Hiszpanki widziałem piękne, Portugalki… Ale tak pięknej kobiety, jak moja żona, to nie ma.”. Ja mówię: „No to musieliście się niesamowicie dobrać, że tak się kochacie.”

– O proszę księdza, charaktery mamy paskudne – powiedział mi ten pan. – już przed ślubem to żeśmy się kłócili potwornie, baliśmy się, co będzie z naszym małżeństwem. 2 razy we mnie pierścionkiem zaręczynowym rzucała… [śmiech] I tuż przed ślubem ktoś nam dał prezent ślubny – krzyż, krucyfiks. I umówiliśmy się tak… Bo byliśmy szczerzy, powiedzieliśmy tak: kochanie, bierzemy ślub. Ale umowa jedna: CODZIENNIE, WIECZOREM  klękamy przed tym krzyżem na minutę modlitwy… na 2 minuty modlitwy. A jak się pokłócimy i ktoś nie przyjdzie na modlitwę wieczorem, to się przyznaje, że jest winny tej kłótni. [śmiech]

Majstersztyk… Brawa dla tego pana! I mówi do mnie:

– Proszę księdza, pokłóciliśmy się w 2 tygodnie po ślubie, gdzie powiesić lustro. [śmiech] Ja, jak normalny człowiek, mówię: lustro wisi w przedpokoju, moja żona, że w pokoju, bo jest śliczne. Ja myślałem, że to lustro już wyleci przez okno, ale wieczorem idę na modlitwę na 2 kolana. Moja żonusia, nie wiem jak to zrobiła, bo uklękła jeszcze z większym hukiem. [śmiech]  I klęczymy.  Ja mówię: „Panie Boże, jak mi dałeś taką kobietę, to mi pomóż!” [śmiech] A ona mówi: „Wojska anielskie nie pokonają tego ciemnego umysłu!” [śmiech] Ksiądz nie uwierzy! Ksiądz nie uwierzy, myśmy się kłócili jeszcze przed krzyżem do Pana Jezusa. [śmiech] A Jezus z krzyża mówił: „Dzieciaki… Dajcie spokój. Dzieciaki, dajcie spokój!” Bieda była wtedy w kraju, mieszkanie, to leciała woda po suficie, chorzy byliśmy obydwoje…

I dlatego Pismo Święte mówi: „Niech słońce nie zachodzi nad waszym niebem.” Jeśli zrobicie taki ślub: codziennie minuta modlitwy, szanse na przeżycie waszego małżeństwa wzrosną o 60-70%. TYLKO TYLE. Bo Miłość to nie jest patrzenie się w siebie, a Miłość to jest patrzenie się we wspólnym kierunku. Patrzenie się w siebie wam się znudzi. Wasi rodzice często siadają… „Gieniu, jaki ty jesteś śliczny…” „Halinka, jakie ty masz papiloty cudowne!”? [śmiech] NIE, NIE! Wy nie wierzycie, że… „Jak to? Przecież ona jest taka śliczna, ja się jej mogę w te oczy godzinami patrzeć!” Sorry za realizm – znudzi się. I wtedy będzie trzymać tylko wspólne patrzenie. Jeszcze nieraz rodziców trzymają dzieci. „Nie rozwiodę się z nią, proszę księdza, bo mamy dzieci. Nie zrobię tego. Ale jak dzieci dorosną, to już może tak.” Tylko zapatrzenie się w Jezusa Chrystusa. I TO jest Szczęście przez duże S. Tego się nie da opisać. Seks da się opisać. Seks można pokazać na filmie. To jest o wiele trudniejsze do pokazania na filmie.

Poza tym jeszcze powiem rzecz dla was oczywistą, dlaczego tak się mówi o „wolnym” seksie. Wolnym… w cudzysłowie „wolnym”… Dlatego, że jest to największy biznes świata po narkotykach. To dlatego muzycy rokowi reklamują środki antykoncepcyjne na koncertach. Bo przychodzi gościu z fabryki prezerwatyw i mówi: „Muzyk, koperta dla ciebie. Powiedz tej młodzieży, że guma to jest w porządku.” I tak się biznes kręci.

Jeśli jakieś pismo upada, to wpierw się robi program na tydzień telewizyjny, jeśli upada dalej, robi się kącik „Pierwszy raz”. I większość czytelników zaczyna od kącika „Pierwszy raz”. Bo seks, pornografia, to jest największy biznes świata po narkotykach. I chcą nas w ten biznes wciągnąć. Jeśli cię przekonają, że antykoncepcja jest dobra, mają klienta. Jeśli cię przekonają, że pornografia jest dobra, mają klienta, przynajmniej stron internetowych. I dlatego to jest takie ważne. A poza tym, no właśnie wiecie, pornografia zawsze ściąga ludzi, film zawsze ściągnie. Teraz w Warszawie wymyślili jakiś film od 21 lat. No, fantastyczne! Wymyślą film od33, a będą ludzie walić. Wiadomo, co to zapowiada. I na to się ściąga. Przepraszam, muzycy rokowi DOBRZY nie muszą się rozbierać na estradzie. Nie muszą sobie, przepraszam, widzicie koncerty rockowe tu i ówdzie wsadzać statywów od mikrofonu Roger Waters, oglądałem właśnie niedawno jego koncert, pan w marynarce, który przez 3 godziny robi takie rzeczy, że… Pani Ewa Demraczyk, która była kiedyś wielką gwiazdą, stała na estradzie w czarnej sukni… Stała przez godzinę, dwie i ludzie byli zahipnotyzowani. John McLuffin, wielki gitarzysta, zakłada krótką koszulkę, on się nie musi tarzać na estradzie i robić prowokacyjnych, jakiś kopulacyjnych ruchów. Ale żeby być TAKIM artystą, trzeba być ARTYSTĄ. Natomiast kiedy już ktoś tego za bardzo nie potrafi, robi skandal na estradzie. Tak samo reżyser filmowy. Arcydzieła nie muszą pokazywać fizjologii. Fizjologię powinni studiować studenci medycyny i ginekologii. A nie film, artyzm powinien być tutaj takim wykładnikiem. Ale idźmy dalej, bo wierzę, że się tutaj rozumiemy.

[35:21] I teraz parę myśli na temat właśnie sporu świata i Kościoła na temat rozpoczęcia współżycia, uruchomienia tego całego… pięknego w sumie mechanizmu, który jest przede wszystkim w wymiarze miłości a nie fizjologii. Kochani, chcę was o cos poprosić. Każdy z was powołany do małżeństwa, poza czasem oczywiście jego dusza jego dziecka została stworzona. Kiedy je obudzicie w wymiarze doczesnym, tutaj świata, to zależy od ciebie, od twojego obecnie narzeczonego, to zależy jakoś od was.  Chcę was prosić o jedno, żebyście za wcześnie swojego dziecka do życia nie obudzili. Może ktoś z was przeżył w domu rodzinnym takie piękne sytuacje, kiedy jest niedziela, prawda, śpicie sobie dłużej, błogosławiony czas… Ojciec się już kręci po domu taki niecierpliwy, bo to syn przyjechał, mówi: „No wstawaj tam, no weź już wstawaj!” A mama z tym sercem dobrym mówi: „Nie budź go./ Nie budź jej! Niech jeszcze sobie pośpi. Jeszcze śniadanie nie gotowe. Jak będzie śniadanie gotowe, to go obudzimy.”

Kochani, nie gniewajcie się, ale w większości z was, nie znam was wszystkich, nie jesteście jeszcze gotowi na bycie ojcem i matką. Jeszcze śniadanie nie gotowe, jeszcze wózeczek nie kupiony, jeszcze domu nie ma, jeszcze ci chłopak nie powiedział, że cię nie opuści do końca życia. Nie budźcie swojego dziecka, to jest bardzo łatwo zrobić. To jest naprawdę proste. Dopiero kiedy będzie wszystko gotowe. Dlatego Kościół mówi: ”mnóstwo dzieci obudziło się za wcześnie, kiedy nic nie było gotowe.” A poza tym pamiętajcie: dziecko jest wychowywane przez rodziców od momentu poczęcia. Przyjmuje od rodziców od momentu poczęcia. Przyjmuje dobre i złe rzeczy.

Wiecie, kiedy nieraz chodziłem do Centrum Zdrowia Dziecka, na korytarzach widziałem te matki, które były z chorymi swoimi dziećmi tam. Siedziały i mówiły: „jakie się dzieci teraz nerwowe rodzą! Jakie te dzieci się rodzą niespokojne, te dzieci się takie chore teraz rodzą!” Ja nie chcę sądzić tych kobiet, ale jest takie zjawisko, że dziecko od razu czuje, jak jest przyjęte. Od razu. Jeśli dziewczyna przychodzi do chłopaka i mówi… zaczyna płakać, już nerwy… wszystko dziecko czuje. Mówi: „Wpadliśmy.” A on mówi, przepraszam: „Kurczę, miałaś uważać, ty głupia!” „ty, po co mnie namawiałeś, i co robimy?!” „Usuwamy, nie usuwamy, dobrze, jadę do matki.” Przyjeżdża do matki: „Mamo, jestem w ciąży!” „Ach, ty moja córka, jaka ty jesteś!” Ojciec: „Wynoś mi się z domu!” Dziecko wszystko to czuje. Potem narada rodziców: „To co, jest ten ślub?” „Dobrze, bierzemy ten ślub!” No w porządku, do księdza: „Szybko, nie chcemy nauk, bo nie zdążymy!” Potem idzie do ołtarza, wszyscy patrzą – 6 miesiąc, przeżywa, potem weselisko, potem picie alkoholu, potem poprawiny, potem przeprowadzka… Dziecko wszystko to czuje. A jest jak plastelina. I potem się rodzi i jest znerwicowane. I ta kobieta mówi: „Ale się te dzieci teraz takie rodzą.”

Ja nie wiem, ale setki tysięcy dzieci się tak rodziło. I takie miało pierwsze 9 miesięcy życia. Każe dziecko chce i każda kobieta, od której wtedy tyle zależy i od męża też tylko pośrednio… Mi kiedyś opowiadała pewna kobieta [38:43] jak wróciła do domu, byli małżeństwem, mąż wraca, mówi: „Kochanie, muszę ci coś powiedzieć.” No on się rozbiera, mówi: „Co?”- „Będziemy mieli dziecko.” On mówi: „Nie ruszaj się! Nie ruszaj się, tobie się nie wolno ruszać!” Wziął ją na ręce, zaniósł do łóżka, wziął książkę i mówi: „Kochanie, jak się czujesz?” Ona mówiła: „Ja wiedziałam, że on się wygłupia, ale on był pijany ze szczęścia. On nie wiedział, co robić.” – „Kochanie, co ty możesz jeść? Jajeczko, sardynki… ja ci zaraz wszystko kupię, tylko ty się niczym nie denerwuj, tylko się niczym nie denerwuj.” Chciałabyś tak usłyszeć, żeby twój partner zareagował na wieść, ze jesteś w ciąży, że będziecie mieć dziecko, to nie bódź go za wcześnie. I powiedz, że chcesz być wzięta na ręce i zacałowana i chcę żebyś wyleciał do kwiaciarni, wykupił wszystkie róże. Chcesz tego i masz prawo tego chcieć.

A tyle było tragedii… Zasada pierwszego wdrukowania. Z resztą tutaj zasada samego tego pierwszego seksu. To było niesamowite, kiedyś prowadziłem spotkanie z moimi studentami właśnie na temat pierwszego razu. No… ultra katolicy, Osama Binladen to jest przy nich drobiazg [90:00] i Hess Bolah. No i siedzi ta rada starców, tych katolików takich, prawda…. Ja mówię, słuchajcie, wam chyba nie muszę tłumaczyć, że pierwszy raz no to w noc poślubną? A Marek, moja prawa i lewa ręka, mówi „A ja, proszę księdza, właśnie nie w noc poślubną.” Ja mówię: „Marek, czyś ty zgłupiał?” A on mówi: „Proszę księdza… co w noc poślubną? Co w noc poślubną? Spocony, zmęczony, na drinku… Cały cuchnący. W noc poślubną powiem mojej żonie: ‘pa, kochanie’ i odprowadzę ją do pokoju. A dzień później…” Marek miał to wszystko przemyślane i powiedział: „A dzień później przedstawienie w Teatrze Wielkim, kolacja w hotelu Sheraton, zielona pościel, muzyka z „Titanica”…” Chłopako mówią: „Marek, co dalej?” A on mówi: „Copyright, bo prawa autorskie są moje.” Marek to dobrze przemyślał, bo ma sześcioro dzieci dzisiaj…. Także…. otóż słuchajcie, tu dochodzimy… oto jest poezja. Natomiast ile osób ten pierwszy raz ma: „ Boże Drogi, matka idzie! Nie, to sąsiadka! Jezu!” Rozmawiam z kobietami, które mówią: „Proszę księdza, jestem nienormalna, mam męża, mamy mieszkanie, idziemy do łóżka, zaczynamy się kochać, ja się boję.” Mówię: „Czego się pani boi?” – „No nie wiem, czegoś się boję.” I potem ze słowa do słowa, że ona się bała od paru lat, kiedy współżyli przed ślubem. Bała się ciąży, bała się, że ją zostawi, bała się, że ktoś ich nakryje, bała się, że to grzech… Współżyli, a ona myślała, że jutro nie może iść do Komunii Świętej. To jest PIE-KŁO. PIEKŁO. Przepraszam, może apel pod adresem panów… nieraz to mężczyźni mniej przeżywają, ale dziewczyny przeżywają piekło. Ale boi się tak bardzo go stracić. Dlatego ten pierwszy raz… tu chodzi o poezję. Że jest ta cała prawda, cała otoczka bezpieczeństwa domu. Ciąża – tak. Że ktoś się dowie – a niech się dowie! Że Pan Bóg? Przecież my po stosunku uklękniemy i podziękujemy Bogu za udany akt małżeński, rozumiecie? Nie, że się boję współżycia. Ja Bogu dziękuję za współżycie. Ten komfort duchowy – to jest ta poezja, o którą chodzi Kościołowi. Ale to się musi zacząć w Prawdzie od początku.

Ksiądz rektor Świętej Anny Akademickiego Ośrodka w Warszawie… no, spryciarz. Kiedyś przyszła do niego taka para narzeczeńska i mówi: „Proszę księdza, my mamy ślub w sobotę, dziś jest środa. Czy to jest naprawdę różnica, czy my dziś będziemy współżyć? Wszystko załatwione – mieszkanie jest, łóżeczko jest. Kochamy się, no wszy… no czy to jest naprawdę, uzależni nasze współżycie, czy my podpiszemy te dokumenty?”  A ksiądz rektor, kamienna twarz Baster Kiton, mówi: „

– Nie… oczywiście! Przecież nie bądźmy formalistami, parę dni… to nie robi różnicy, nie od papierków Miłość zależy. Wasz ślub o 15… tak, tak, ale jest kłopot z waszym ślubem…. My wszyscy księża jedziemy na akademicką pielgrzymkę na Jasną Górę… Kto wam tego ślubu udzieli?… Ale mam pomysł, udzieli go wam pan kościelny. Ubierzemy go w albę, założymy mu stułę, założymy mu kapę…- oni tak bledną…- Nie, nie bójcie się, on jest w neokatochemacie, powie wam rewelacyjne kazanie…- Oni mówią:

– Nie… ale ksiądz żartuje?

– Nie, dlaczego? My naprawdę wszyscy wyjeżdżamy.

– No, ale my chcemy, żeby nam ksiądz udzielał ślubu!

– To co za różnica, czy on ma legitymację kapłańską w kieszeni, czy nie ma? Czy on powiedział kiedyś: „Chcę być księdzem” czy „Nie chcę”…?

– [43:40] Nie, no proszę księdza, jak to będzie świecki udzielał ślubu?

– No to chcecie księdza? Chce pani księdza przy ołtarzu?

– Tak, chcę księdza przy ołtarzu.

– To niech pani w łóżku chce męża.

Jest różnica? Jest różnica! I dlatego, kochani, dochodzimy do istotnego momentu. Słowo „Kocham” i „Miłość” jest najbardziej zakłamanym słowem świata. Błogosławiony chłopak, który potrafi powiedzieć dziewczynie: „Nie spotkam się dzisiaj z tobą, bo mogę cię skrzywdzić. Nie, że cię kocham. Mogę cię skrzywdzić seksem. Ja jestem bystry, ja cię namówię na seks. Ja jestem sprytny. Pójdziemy na koniak i będzie seks. Uciekaj ode mnie! Tak cię kocham, że cię upokarzam przed tobą i ci to mówię.” Dziewczyna, jak to raz usłyszysz od chłopaka, to idź do kościoła, uklęknij i podziękuj za niego. Podziękuj za niego. Za kogoś, kto ci tak powie. „Uciekaj ode mnie, bo jestem niebezpieczny. I nie umiem cię kochać. Ja cię właśnie nie kocham, wiesz? Dzisiaj cię nie kocham. Oszalałem na punkcie seksu, przestałem cię kochać. Coś się stało. Muszę właśnie wrócić, pojechać na rekolekcje, muszę się uspokoić, wyspowiadać i z powrotem zacząć cię kochać.”  Chryste Panie, co za prawda piękna! Są tacy ludzie. Bo miłości trzeba się mozolnie uczyć. Co znaczy słowo, że po dyskotece sobie mówią: „Kocham cię.”? „Podobasz mi się. Pragnę cię jakoś, chcę cię poznawać, zafascynowałem się tobą” – to znaczy słowo „Kocham”. Do Miłości jest jeszcze trochę daleko. [45:06] Po to jest czystość w małżeństwie.

Wiecie, jedną z największych zagadek duszpasterskich jakie przeżywam, jest to, że jak udzielam ślubów, najczęściej właśnie w kościele św. Anny w Warszawie,  to już mówię często do nich: „Stańcie do siebie twarzami, podajcie sobie ręce”, związuję im stułą dłonie, mówię: „powtarzajcie za mną słowa przysięgi małżeńskiej” – i tu jest zagadka. Na 10 par, 7 nie patrzy się sobie w oczy. No, kurczę, nigdy nie brałem ślubu, ale jakbym już miał powiedzieć: „Anno, biorę cię za żonę”, no to bym spojrzał jej w oczy, tym bardziej, że stoję do niej obrócony twarzą pół metra do niej. A on stoi i mówi: „Biorę ciebie, Anno za żonę….” [śmiech]

Wiecie, jest jeszcze nieraz sytuacja niezła, jak pan młody ma na imię tak jak ja – Piotr i ona się patrzy na mnie i mówi: „Biorę sobie ciebie, Piotrze za męża…” [śmiech] No poważnie wam mówię! Jeszcze jak jest taka miła, urodziwa i mówi mi, że „cię nie opuszczę aż do śmierci…” [śmiech] to tak sobie człowiek w tym celibacie westchnie…. [śmiech] Ale jak taka starsza, korpulentna pani mówi „nie opuszczę cię aż do śmierci”… [śmiech], to ja mówię… ekhm….[śmiech]

Coś tu jest chore, że oni się nie patrzą sobie w oczy. [46:25] Dla mnie w ogóle, wiecie, ja często, mówiąc kazania, istotę życia duchowego, religijnego określam: „spójrzcie Jezusowi w oczy.” Czy patrzysz się Jezusowi w oczy? Wiecie, ile to jest…. Seks jest mocnym wejściem w duszę człowieka. Ale może być seksu bez żadnej duszy. A w oczy? Pamiętacie, jak było dawniej…

–    Chodź no tutaj! Byłeś w szkole?

–    By.. by…byłem.

–        Popatrz mi się w oczy!

–        Mamo… no… na pierwszej lekcji nie byłem…

–        Popatrz mi się w oczy!

W oczy zagląda się do duszy. Każda z was, dziewczyny, jak wsiądziecie do pociągu, jakiś facet się zacznie na ciebie gapić, odwrócicie wzrok. Nie pozwolisz mu się spojrzeć w oczy. Bo przez oczy zagląda się w duszę. Nie raz przeżywaliście to, że byliście na jakimś spotkaniu, kawiarnia, gitara… i nagle patrzysz, ktoś ci się patrzy w oczy. I tak mówisz: „O jej… [śmiech] Może się gdzieś pobrudziłem? [śmiech] Ale się patrzy…[śmiech]” To jest bardzo mocne. Nie raz się spotykasz, kogoś za miesiąc ‘to ten, co mi patrzył w oczy’. Dlaczego oni w czasie ślubu się boją spojrzeć w oczy? Jeden starszy ksiądz powiedział: „Oni się pierwszy raz z bliska widzą, jak jest jasno…” Także mają kłopoty ze spojrzeniem sobie w oczy.

A wiecie po co jest narzeczeństwo? Nauczyć się patrzeć w oczy i czytać z oczu. Ja nie raz, jak przychodzą tacy zakochani do kancelarii, mówię: „Kochacie się?”

–          Ooo… proszę księdza! Ooo! Szalejemy za sobą!

–          Proszę pana, niech pan się nie patrzy… Pana dziewczyna jaki ma kolor oczu?

–          Kolor oczu?… Ty, Gośka, jaki ty masz kolor oczu?

Ja mówię:

–          Proszę pana, przepraszam, mogę o coś zapytać? Pana dziewczyna jakich używa proszków przeciwbólowych, albo rozkurczowych?

–          Ty… używasz jakiś proszków?

Ja mówię:

–          Proszę pana, ja nie jestem narzeczonym tej pani, a wiem, że używa. A jak pana wyśle do apteki, to jakie pan kupi?

–          Aaa… W ogóle o tym nie myślałem.

–          To niech pan pomyśli. Jakie dziewczyna lubi kwiaty, jaką muzykę… jak twój chłopak odpoczywa, przy czym on odpoczywa? Wiesz już?

–          No… nigdy o tym nie myślałam, jak on odpoczywa. Zawsze gdzieś lata i biega.

Po to jest narzeczeństwo. I tego się trzeba uczyć i czytać z oczu. Ile razy mi kobiety po ślubie mówią: „Proszę księdza, przychodzę do domu, w pracy się z szefem pokłóciłam, mam okres, dziecko choruje… Ostentacyjnie siadam przy stole, on mówi: „Co, kochanie? Cos się źle czujesz? Słuchaj, weź, mecz jest teraz w telewizji…” W ogóle nie wie, co się u mnie dzieje.” I odwrotnie kobiety mówią: „ten mój mąż, to tylko siedzi… to piwo pije i się gapi w ten ekran telewizora…”

–          A o czym myśli?

–          Ja tam wiem o czym on myśli?

–          On cały czas myśli. I przed czymś ucieka. I przeżywa wielkie tragedie.

I narzeczeństwo jest po to. Natomiast jeśli chłopak i dziewczyna idą na spotkanie i myślą, jak ona się ubierze, co założy, czy chata będzie wolna, nigdy nie pomyślą o proszkach rozkurczowych, o tym, dlaczego on lubi pić piwo, o tym, dlaczego się z takimi kumplami trzyma, jakie ma kompleksy. Wiesz, jakie chłopak ma kompleksy? Bo każdy facet ma kompleksy. I czas narzeczeństwa jest po to, żeby się nauczyć tych kompleksów, pokochać, umieć na to zaradzić. Po to jest czas. I dlatego Kościół mówi: „Nie współżyjcie, bo seks was bardzo mocno zaangażuje.” Bo on jest bardzo mocno angażujący. Ta maszyna, o której mówiłem na początku, się bardzo tutaj rozkręca.

Jeszcze może tylko jedna uwaga na temat piękności. Pamiętajcie, tu apel do dziewczyn (bo do chłopców jeden był), żeby być piękną a wyzywającą, to coś innego. Żal mi tych dziewczyn, które żebrzą na ulicy o spojrzenie. To jest po prostu żebranina o spojrzenie. Pamiętajcie, piękno kobiety.. z resztą jak i człowieka, jest tu i tu. Tu i tu! Ja spotykałem dziewczyny, której daleko było do linii Pameli Anderson, ale miały coś takiego Tutaj… Pamiętam kiedy z kolega pojechaliśmy do Karmelu, w jednym z miast. Siostry prosiły przez gazetę, że rozbudowują swój klasztor, żeby im pomóc. To myśmy w seminarium zebrali trochę grosza wśród kolegów, pojechaliśmy, klasztor zamknięty, klauzura za kratą i siostra ta zewnętrzna mówi: „Proszę usiąść, księża. Zaraz poproszę przełożoną.” No i my siedzimy przez tą kratą, jeszcze zasłonięta materiałem, prawda… Czekamy na spotkanie z przełożoną… Ja mówię: „Tylko ty się zachowuj dobrze.” „To ty się zachowuj dobrze!” No… cieszymy się…. „Dobrze wyglądam?” – „Dobrze.” I słyszmy, że tam ktoś już idzie, prawda, poprawiamy się, siostra, przełożona klasztoru kontemplacyjnego. Tam coś skrzypi, cos się otwiera, drzwiczki się otwierają… Otwiera się ten czarny materiał, my tak…. Słuchajcie, jak tak pięknej kobiety, nie wiem czy widziałem w życiu. Ja nie widziałem jej figury, ja nie widziałem jej włosów, to wszystko tak opatulone. Ale coś w jej oczach…. Ona tak na nas patrzy, pyta: „Księża, stało się coś?” My: „Nie! Nie, nie, nie… Nic się nie stało.” [śmiech]

Tu będziesz piękna. Tak jak dla tego 60letniego męża, który mówił: „kurczę, tej babki nie potrafię rozszyfrować!” Tak, jak dla tego faceta, co mówił: „Niech ksiądz nie zaprzecza, bo się pokłócimy.” Ona jest piękna. TU. Właśnie tu. Dlatego najlepszym salonem kosmetycznym jest konfesjonał. Kierownictwo duchowe – za darmochę. [śmiech]

Wiem, że wielu z was podejmuje teraz decyzje i myśli o ślubie, o małżeństwie… i boicie się, bo co czwarte małżeństwo w Polsce się rozpada. Nawet w niektórych regionach co trzecie. Czyli tu stąd będziemy mieli statystycznie wielu rozwiedzionych. Oby nie. I myślicie: „czy to ja się nie rozwiodę?”. Ja też, kiedy szedłem do kapłaństwa, myślałem: „Czy ja wytrwam, czy ja nie wystąpię z kapłaństwa?” – normalny lęk.

„Jak to sprawdzić, czy on jest ten… no, proszę księdza, no teraz jest dobry, no. Ale moja mama mówi, że mój ojciec też był dobry. [śmiech]”  Oni mówią wszyscy: „Przecież my się zmienimy.” Tak, zmienicie się. Nie macie pojęcia, jacy będziecie, kiedy będziecie mieli 40 lat. Nie macie pojęcia. Marzenia, ideały… to się zmienia. Psychika się zmienia, nerwy się zmieniają. Co zrobić? Otóż, słuchajcie, jest jeden taki sprawdzian: sprawdź, czy twój chłopak, czy twoja dziewczyna, sprawdź to, boi się Boga. Bo ty się przestaniesz podobać. Jakoś tam. Bo ty zaczniesz się dla swojego współmałżonka często stawać przyczyną nerwów. Sprawdź to jedno. Że nawet, jeśli powiesz: „Proszę cię, nie zostawiaj mnie i dzieci” a on powie: „Mam cię w nosie!” To wtedy zostanie jeszcze jedno hasło: „W Imię Boga, w Imię Jezusa Chrystusa proszę Cię, zostań!” I zostanie, jak się Boga boi.

Wiecie, to, co mówiłem. Każdej parze narzeczeńskiej, każdemu chłopakowi i dziewczynie zdarzy się, no prawie każdej, że przekroczą ten kodeks moralny dotyczący seksualności. Namiętne pocałunki, dotknięcia, pieszczoty. Przypomnij sobie. Jak twój partner, kiedy żeście właśnie coś takiego strzelili i na chwilę straciliście rozum, jak on potem zareagował? Czy ktoś powiedział: „No, Gosia, świetna byłaś”? Czy ktoś powiedział: „Chryste, co myśmy zrobili?! Ewa, chodź natychmiast do spowiedzi!”?

Jeśli ktoś się nie boi Boga, to jego małżeństwo będzie grało w loterię. Nie wiesz,  co nim zawładnie. Wędkarstwo, pieniądze, sąsiadka, pies, loty w kosmos? Nie wiadomo, co w nim… Ale jak się boi Boga, to jak będzie szalał, to wyjdzie z domu, będzie łaził dookoła, 3 razy się na złość upije, bo się boi Boga. Wróci, i powie: „Przepraszam.”

A „Przepraszam” jest to najważniejsze słowo w Miłości. „Kocham”… o, tak się lekko mówi 3 razy dziennie… „Kocham cię”…Panowie mają z tym kłopoty, kiedyś jedna pani do mnie mówi: „Proszę księdza, ja pytam nieraz mojego męża. Czy mnie kochasz? A on mówi: no przecież ci raz powiedziałem, nie?” [śmiech] A kobieta, to może słyszeć bez przerwy.

Ta relacja… czy jest pobożny, wiecie. Ktoś może być pobożny. Latać do kościoła. Codziennie. A Boga się nie bać. Sprawdź, czy się boi Boga twój partner. Jak się nie boi – loteria. Ktoś powie: „A jak zrobić, żeby się bał?” Długa droga… Naprawdę długa droga. Do takiego zewangelizowania. Do zewangelizowania, że ktoś lata… gitara, śpiewy, ksiądz, tz… och,  prosta sprawa. Ale do takiego, że jak ktoś straci Chrystusa i popełni poważny grzech, to blednie. Ja znam takich ludzi. Oni przychodzą, chłopak z dziewczyną, są bladzi po prostu. Rozgrzeszam ich natychmiast. Nieraz na ulicy, w parku, gdzie tylko przyjdą. Oni nie mogą żyć bez Chrystusa. To jest pierwsza taka zasada.

A druga zasada, to… nie tyle patrz, dziewczyno… chłopaku też, co on ci mówi, jak się na ciebie patrzy, tylko słuchaj, co twój chłopak mówi o swojej mamie. O SWOJEJ matce. Bo nieraz chłopak przyjdzie: „Kochanie, aniołeczku, buzi, buzi, wiesz… ta moja idiotka, stara głupia matka, nie chciała mnie puścić, no… wariatka taka!… Ale ty, aniołeczku, jesteś najukochańsza, jesteś taka śliczna!” UWAŻAJ. Nie ciesz się, że chłopak cię bierze w autobusie na kolana. Patrz się, czy ustępuje miejsca starszym paniom. Bo ty kiedyś też będziesz starsza pani.

A propos ustępowania, to w Budapeszcie, opowiadała mi pewna siostra zakonna, weszło takich paru w skórach do trolejbusu i siedziały starsze panie. Węgierki. Jeden z nich mówi: „Ty, szkoda, ze nie ma takiego proszku, ze jakby tak sypnąć, to te staruchy by umarły, byłoby gdzie siedzieć.” [śmiech] I taka starsza pani się obraca, mówi: „Synku, nie martw się. Jak ty będziesz stary, to taki proszek już na pewno wymyślą.”[śmiech]

Kiedyś mi powiedziała jedna dziewczyna, w którym momencie się zdecydowała, ze weźmie ślub z chłopakiem. On się jej oświadczał, a ona była niepewna. Bała się… siebie niepewna i jego niepewna. I on kiedyś ją odprowadzał na Dworcu Centralnym, stali naprzeciwko siebie na peronie… właśnie ten temat… znaczy, nie omawiali go, ale wisiał w powietrzu… on mówił do niej: „Kasiu, no to pomyśl…. Ja cię nie naciskam, nie nalegam. Zastanówmy się jeszcze.” „Ja tak stałam i chciałam mu powiedzieć, a może tak, może już na tym peronie powiedzieć, że będę twoją żoną. I w pewnym momencie mój narzeczony zniknął. No, kurcze, zniknął. No był tutaj na peronie, zniknął. I nagle rozglądam się, czy nie wpadł tam w te tory, czy coś… [śmiech] Patrzę, rozglądam się… a mój narzeczony na schodach ruchomych, odjeżdżających w dół, trzyma starszą babcię i zjeżdża po schodach. Otóż rozmawiając ze mną, zobaczył kontem oka jakąś starszą panią, która straciła równowagę na schodach ruchomych… Nie zastanawiał się, że w tym momencie gadamy o miłości, o oświadczynach, tylko natychmiast poleciał, złapał ją i zwiózł ją na dół. I jak ta babcię odstawił, powiedziałam: „Będę twoją żoną. Kocham cię.” Czy widziałaś kiedyś swojego narzeczonego z babcią na rękach?…  Panowie, ja się obawiam o bezpieczeństwo starszych pań jutro na ulicach w Lublinie! [śmiech] Ale naprawdę… kobieta jest bardzo spragniona uczuć. Chłopak jest bardzo spragniony tego właśnie seksu, akceptacji, zrozumienia, „jesteś świetny, fantastyczny” itd. PRAGNIENIA SĄ OGROMNE, ale to działa mechanizm. Nie tylko fizjologia, nie tylko hormony. Mechanizm uczuć w psychice… A my nie możemy się żenić, pobierać, wybierać na podstawie jakiś mechanizmów, czy masz…właśnie to co powiedziałem na początku… Chrystus chce wolności. I jeszcze po czym poznać, kto ma kłopoty z czystością? Ach… Ten, co ma kłopoty z czystością, czy myje ręce? Czy sprząta w domu? Czy się uczciwie uczy?…

Ktoś nieraz mówi:

–          Ciekawe, czy mój chłopak by kiedyś mnie zdradził?

–          A ostro ściąga na egzaminach?…

Nie mamy serca od seksu, serca od nauki, serca od sprzątania mieszkania, serca od kochania mojej matki. Mamy jedno serce. Tym sercem się uczymy, kłamiemy, oszukujemy, kochamy, miłujemy, nienawidzimy i pożądamy.

Praca nad czystością… Proszę państwa, co pracować nad czystością? No właśnie, trzeba wstawać rano. Ktoś powie: „Żart?” No nie, nie żart. No nie żart. To jest właśnie taka najlepsza wróżba na przyszłość.

Kochani, powoli się będę zbliżał do końca… Może jeszcze tylko w ramach zakończenia. Niektórzy mówią: „Proszę księdza, no ale ten seks przed ślubem.. Trzeba się dopasować. Kota w worku kupować?” Kochani… Jeśli ktoś kogoś kocha głębią serca, jeśli ktoś dla kogoś jest ta drugą połówką pomarańczy, to ja tutaj wam podpiszę deklarację i dam wam, że gwarantuję wam, że seks nie okaże się zrywającą przeszkodą dla waszego małżeństwa. To jest LIPA, że ktoś mówi: „No, musimy się sprawdzić, bo… kochamy się bardzo, ale jeśli by się coś w seksie okazało po ślubie, że nie tak…” Nie martwię się, jeśli ktoś jest impotentem, małżeństwo jest nieważne. Ale ja nie znam takiej sytuacji, że siada mąż z żoną, mówi: „Kochanie, kocham cię głębią serca. Oddałbym za ciebie życie. Jesteś sensem mojego życia. Oddycham miłością do ciebie. Tylko ty lubisz w czwartki wieczorem, a ja w piątki rano. [śmiech] Musimy się rozstać…. [śmiech] Ty kochasz, jak ja cię tu całuję, a ja wolałbym jednak tu, także przykro mi, żegnaj kochanie…”

Zawsze w seksie jest dopasowanie. Bo rzeczywiście jedną stronę boli głowa, a druga ma depresję psychiczną. I do końca życia jest to wyczuwanie się, czy ktoś pragnie teraz seksu, pragnie takiego wyrażenia miłości. I jest to stuprocentowa gwarancja, że seks nigdy nie przeszkodzi prawdziwej Miłości… PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI, choć może będzie wymagał jakiś poświęceń. Ale gdzie jest Prawdziwa Miłość bez poświęceń?

Kiedyś byłem u jednej pani po Kolędzie, opowiadała mi o swoim małżeństwie, o Miłości, żeśmy się tak zgadali, mówi: „Księże, tak powiem księdzu szczerze… Może ksiądz się podzieli tym doświadczeniem gdzieś tam…. Otóż kiedyś… żyliśmy z moim narzeczonym w czystości, obecnie mężem, ale kiedyś strzeliliśmy głupstwo no i było nam przykro. Mieliśmy obydwoje moralnego kaca mocnego. On na następne spotkanie przyszedł, przyniósł mi krzyż. Taki duży, drewniany krzyż na rzemyku. Zawiązał mi go na szyi i mówi: „Słuchaj… proszę cię, nigdy tego krzyża nie zdejmuj.” Ona: :W pierwszej chwili pomyślałam, ze mnie mąż może do klasztoru chce wysłać czy coś takiego [śmiech]…, ale potem zrozumiałam. Potem ja mu kupiła taki krzyż. Pragnęliśmy siebie, pragnęliśmy dotknięcia i pieszczoty, ale Chrystus mówił: „Nie ruszaj jej. Zostaw ją. Będzie twoja, ale nie teraz”.  Proszę księdza, te krzyże uratowały nam życie. Bo bardzo siebie pragnęliśmy. A teraz te krze… zawstydziła się troszkę ta pani i zaczerwieniła, splątane te rzemyki niesamowicie i 2 krzyżyki nad łożem małżeńskim tak przyklejone do siebie wisiały.

Nawet i takiego sposobu proszę się chwytać. Nawet i takiego sposobu. I bić się o czystość. Bo czystość to jest bitwa o Miłość. Tutaj nie ma sposobów dobrych i gorszych. Może powiem tak: Miłosierdzie Boże… Ja widzę ludzi, którzy przychodzą, nieraz mówią mi to w szczerości, sam ich kątem oka w konfesjonale widzę, za 2 zł kupują różyczkę Matce Bożej. I przychodzą i mówią: „Maryjo, proszę, pozwól mi się wyzwolić. Z samogwałtu, z onanizmu, z seksu, z pornografii, z komputera, ze stron erotycznych. Błagam cię!” Znam ludzi, którzy mówią: „Proszę księdza, już nieraz nie wiem, jak się modlić. To figurce Matki Bożej w domu oliwkę zapalę, lampę oliwną. I mówię: płomyku, módl się za mnie!” Jak ci ludzie niesamowicie walczą…

Koronka do Miłosierdzia Bożego. Jezus obiecał: kto ją odmawia, zwycięży szatana. Zaufaj Jezusowi. Je ludzie są zdeterminowani! Kiedyś siedzę w domu, telefon. Jakaś dzwoni młoda kobieta z Bydgoszczy:

–          Ksiądz Pawlukiewicz?- Mówię

–          tak.

–          Dzwonię z Bydgoszczy, chciałam się z księdzem spotkać.- Ja mówię:

–          Jak pani kiedyś będzie w Warszawie, proszę zadzwonić.

–          To ja będę za 3 godziny.

–          Ale jak?

–          Samochodem

–          Ale gdzie się pani tu zatrzyma?

–          To nic, ja wrócę.

No i spotkaliśmy się w pizzerii koło Świętej Anny (taka kościelna pizzeria) i ona do mnie mówi:

–          Wie ksiądz, co to jest? – pokazuje mi kartkę pełną cyfr. A ja mówię:

–          Uhuhu! [śmiech] – Ale się wrobiłem… No dobra…

–          Wie ksiądz, co to są za cyfry?- ja mówię:

–          Nie… Niezłe ruszenie wiatrem… nie wiem, co to są za cyfry.

–          Telefony do księdza. Szukałam księdza tu, potem znalazłam tu, ale tu mi nie dali, więc dzwoniłam do KUL-u i ten telefon zastrzeżony, szukam tu, dzwoniłam do księdza mamy. Nie wiedziała, czy ksiądz teraz wyjechał, dzwoniłam… 2 tygodnie księdza szukam. Ksiądz mi musi pomóc. Ja stąd nie wyjadę.

–          Ooo – mówię – poddaję się.

Gadaliśmy dużo, chodziło o małżeństwo, decyzję. Jak ja kocham ludzi! Jak mi kiedyś jeden chłopak powiedział:

–          Mogę z księdzem pogadać?

–          Za 2 tygodnie przyjadę do waszej parafii.

–          Ja księdza nie puszczę. Rozumie ksiądz? Ksiądz mi musi pomóc. Musi! Może ksiądz się ze mną szarpać i krzyczeć. Ksiądz mi MUSI pomóc.

Niesamowicie są ludzi zdeterminowani. Każdy musi przejść ta walkę o czystość. O czystość i Miłość. I błagam was. Na wszystko. NIE BÓJCIE SIĘ          spowiedzi, NIE BÓJCIE SIĘ wstydu. Ja nie chcę tu mówić, ale NIE MA człowieka, który by nie miał z tym kłopotu. A jeśli ktoś jeszcze nie ma, to będzie miał. Rachunki się wyrównają.

Wiecie co wam powiem? Tylko proszę, się teraz nie śmiejcie, bo to może wyglądać śmiesznie. Byłem kiedyś na spotkaniu z młodzieżą i to samo. Mówię: „Spowiadajcie się. Bawiliście się w lekarza, podglądaliście ciocię, robiliście głupstwa…. Nie wstydź się! Powiedz to! Bo ludzie przeżywają piekło. Ludzi chodzą bez prawdziwej spowiedzi od lat. I wiecie co… nie wiem, co mi przyszło na usta i mówię: „słuchaj, głupio się bawiłeś, głupio się zabawiałeś… nie wiem… z psem się bawiłeś, wariowałeś… I potem myślę: „co ja mówię? Co ja tym ludziom mówię?” I przychodzi dziewczyna… to było w takim polu namiotowym… i tak drży: „Księże, to właśnie ja. 10 lat. Wszystkie komunie świętokradcze, wszystkie spowiedzi     nieważne. Nikomu tego nie mówiłam. Coś mi odbiło.”

No, nie wstydź się! Powiedz! Co by nie było! Uwierzcie! Księża z konfesjonału nie wypadną. Teraz w konfesjonałach są pasy bezpieczeństwa, no dobra [śmiech]. Może właśnie tak. Powiedzieć konkretnie: „Proszę księdza, kiedyś TO zrobiłem. No… odbiło mi. Kiedyś to…” Konkretnie. „I… przepraszam, strasznie mi głupio.” I więcej nic nie mówić. Rozgrzeszam cię, idź dziecko w pokoju. Ciesz się życiem. Jezus jest miłosierny. Bijcie się o to. Naprawdę się bijcie i spowiadajcie się. A ile razy? 10? 10! A jak sto to też sto. A jak już 5 lat się spowiadam z samogwałtu… to dalej się spowiadaj! Pilnuj się, kombinuj, koronka, rekolekcje, różyczkę, kłóć się z Panem Bogiem, wygarnij Panu Bogu! „Dlaczego to ja, Panie Boże? Dlaczego mnie to spotkało? Moi koledzy się śmieją, chodzą, a ja ciągle chodzę przerażony. Piekło, piekło, piekło!” A może Bóg, czekaj, powie: „No, nareszcie żeś się do mnie odezwał! 5 lat czekam na tę kłótnię z tobą. A ty mi formułki szepczesz i chodzisz gdzieś po bokach.” Wygarnij Panu Bogu! Mojżesz się KŁÓCIŁ z Panem Bogiem. Jeremiasz się KŁÓCIŁ z Panem Bogiem. I Pan Bóg ich za to kochał. Wyrzuć z siebie wszystko. Kościołowi właśnie o to chodzi. O twoją wolność. O taką piękną Miłość.

I ostatni już przykład, ostatnie porównanie. Właśnie, o co chodzi Kościołowi? Tenże Marek, który potem brał ślub, specjalista od nocy poślubnej… [śmiech] Udzielałem mu tego ślubu, potem prosił, żebym poszedł na wesele. Nie mogłem. Marek mówi: „Dobrze, proszę księdza. To zaprosimy księdza, jak wrócimy z podróży poślubnej, ale moja mama musi oczywiście koniecznie po weselu księdza trochę… przysłać księdzu ciasto, to ja przyjadę w poniedziałek rano, na plebanię księdzu przywiozę.” No i dzwonek na plebani, stoi Marek 2 dni po ślubie 9w sobotę ślub, a w poniedziałek rano przyjechał)

– Cześć, Marek! Wejdź. – Wchodzi… nie ten człowiek. Nie ten człowiek. A rozpiął marynarkę… [śmiech], usiadł w fotelu…. Do tej pory to był Mareczek, co to przychodził do księdza opiekuna, a teraz wszedł MĄŻ…MĄŻ przyszedł. Ja mówię:

–          Kawy, herbaty?

–          Kawy. [śmiech]

Usiadł w fotelu, ręka z obrączką na oparciu no i [śmiech] i mi tym światłem po oczach daje… [śmiech] Ja mówię… Ja mówię…

–          Marek, fa… fa… fajnie się jest mężem?

–          Wie ksiądz…. Fajnie. – Ja mówię:

–          No… ja właśnie nie wiem, Maks.[66:26] – Mówi:

–          Pięknie jest, proszę księdza.

–          Warto było walczyć? – bo oni się o czystość bili też.

–          Warto było, proszę księdza.

I wiecie, o co Kościołowi chodzi? Żebyś w dzień po ślubie mówił: „Jest pięknie.” I w rok po ślubie mówiła, że jest pięknie. I w 10 lat po ślubie mówiła, że szalejesz. I w 25 lat mówiła, że szalejesz. I w 30 lat. O to Kościołowi chodzi.

„Proszę księdza to jest nie do zrobienia! Znam małżeństwo moich wujków, stryjków, przede wszystkim moich rodziców – to jest nie do zrobienia.” DO ZROBIENIA. Do zrobienia. Tylko decydujecie DZIŚ: czy dom na piasku, czy dom na skale. Nie samemu. Z Chrystusem. ON DA WSZYSTKO, tylko nieraz trzeba się z nim wykłócić. Poprosić, przekupić…. Bądźcie SPRYTNI. Sprytni jak lisy, czyści jak gołębie. Gwałtownicy bądźcie. Niegodziwą mamoną kupujcie sobie czystość w Niebie. To wszystko jest do zrobienia. Kościołowi właśnie o to chodzi.

No dobrze, to ja swoją część skończyłem.

Ks. Pawlukiewicz – Seks, poezja czy rzemiosło. doc

Posłuchaj także:

Seks – poezja czy rzemiosło

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz, Religia | Leave a Comment »

Jak prawda mnie wyzwoliła – mówi były świadek Jehowy

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Mam 22 lata. Od małego dziecka wychowywałem się w rodzinie świadków Jehowy. Przodowałem w gorliwości. Przez 11 lat bytem „ochrzczonym głosicielem zborowym” i zdążyłem w tym czasie bardzo dobrze ich poznać. W moim życiu dokonał się cud nawrócenia. W ubiegłym roku opuściłem szeregi „głosicieli” i wróciłem do wspólnoty Kościoła Katolickiego, przyjmując 30 kwietnia 1996 r. pierwszą Komunię Świętą..

Jak już pisałem w „Miłujcie się” (nr 3-4/1997), organizacja świadków Jehowy, która lubi przedstawiać się jako idealna, w rzeczywistości wcale taka nie jest. W ciągu zaledwie 120 lat swej historii świadkowie popełnili wiele poważnych błędów, które wyraźnie wskazują, że ich boskie posłannictwo jest Co najmniej dyskusyjne. Oczywiście, nie dyskredytuje świadków sam fakt ich popełnienia, tylko ta niesamowita pewność siebie. Świadkowie Jehowy są przekonani, że to co robią i mówią, zawsze jest zgodne z prawdą i pochodzi od Boga, który namaścił ich Duchem Świętym (tu, wg nauki świadków – czynna moc Boża – dotyczy jedynie Niewolnika Wiernego i Rozumnego, czyli po prostu „elity”, którą nazywają też biblijnym określeniem „mała trzódka”; zob. Łk 12, 32).

Kiedy Jezus otworzył mi oczy tak, że przejrzałem duchowo, z przerażeniem stwierdziłem, iż są wyznawcami i głosicielami kłamstwa. Wtedy rozsypał się cały mój system wartości, budowany przez rodziców i innych świadków od małego dziecka. Jak to się stało, że to zrozumiałem?

Wszystko zaczęto się od głębokiej zadumy nad owym nieszczęsnym (dla świadków) rokiem 1975, kiedy to „natchniony czynną mocą Bożą” niewolnik najwyraźniej bardzo się pomylił, wyznaczając na ten rok koniec świata (Armagedon). Kiedy pismo „Strażnica” poinformowało, że to Bóg „w słusznym czasie” i „według swojego uznania” daje „coraz jaśniejsze światło”, więc z tej informacji wynika logiczny wniosek, że skoro „Niewolnik” się pomylił, to właściwie nie on jest winny i odpowiedzialny za omyłki, tylko Bóg, który dał zbyt słabe światło. Dopiero gdy świadkowie w dość bolesny sposób przekonali się o swej pomyłce (po r. 1975 dość dużo świadków opuściło szeregi zboru), otrzymali nowe światło, które w 1995 r. znowu okazało się pomyłką. W tym momencie w moim sercu powstał poważny niepokój. Zadałem sobie pytanie: jak to możliwe, żeby za swoje pomyłki obarczać winą Boga?! Nie mogłem pozbyć się natrętnej myśli, że w tym układzie świadkowie nie mogą być sługami Bożymi. Nie dlatego, że popełniają błędy. Te popełnia każdy. Ale dlatego, że winą za swoje omyłki ośmielają się obarczać Pana Boga.

Gdy się nad tym zastanawiałem, na myśl przyszedł mi opis grzechu pierworodnego. Kiedy po jego popełnieniu Bóg zapytał Adama, czy zjadł owoc zakazanego drzewa (czyli po prostu, czy dopuścił się grzechu), ten zamiast pokornie się przyznać i uniżyć, usiłuje zwalić winę po części na Ewę, po części na samego Boga: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc tego drzewa i zjadłem” (Rdz 3, 11-12). Od tego czasu wiedziałem już, że każde „nowe światło” podawane na łamach „Strażnicy”, trzeba poddać głębokiej, krytycznej analizie.

Znalazłem się w sytuacji, z której wówczas nie widziałem wyjścia: Pociechą jednak okazały się dla mnie słowa Pana Jezusa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7, 7). Postanowiłem zaufać Bogu i właśnie Jego prosić o właściwe ukierunkowanie moich przemyśleń tak, abym okazać się Jego sługą, a nie własnej, złudnej mądrości.

Znajdując się wtedy na rozdrożu, postanowiłem jeszcze uczestniczyć w działalności świadków, bo nie wiedziałem jak mam postąpić. Nie chciałem zostać człowiekiem bezwyznaniowym. A nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym przystąpić do Kościoła Katolickiego, który był dla mnie symbolem ogólnoświatowego zła. Od dziecka wpajano mi nienawiść do wszystkiego co katolickie, często stosując określenia typu: „nierządnica”, „Babilon Wielki” a nawet „Matka wszetecznic i rozpustnic ziemi”. Znałem, co prawda, podstawowe zasady wiary katolickiej, ponieważ uczestnicząc w działalności głoszenia świadków Jehowy, spotykałem wielu katolików, którzy mówili mi w co wierzą. Nie podejmowałem jednak starań, by bliżej zapoznać się z wiarą chrześcijańską, no, bo po co uczyć się dogmatów Babilonu…?

Czas pokazał dopiero, jak bardzo się myliłem. Dziś, gdy z perspektywy spoglądam na tamte niezbyt przecież odległe czasy (było to w latach 1993 -1995), mogę powiedzieć, że w przedziwny sposób Bóg otworzył mi umysł. Wbrew moim ówczesnym przekonaniom udowodnił mi, że tylko Kościół Katolicki jest Chrystusowym Kościołem – bezpośrednim kontynuatorem sukcesji apostolskiej.

Przez całe lata wpajano mi też, że czytanie jakichkolwiek publikacji polemizujących z naukami świadków, jest świadomym korzystaniem ze „stołu demonów”, bo jedynym czystym źródłem wiedzy biblijnej są wydawnictwa „Strażnicy”, a wszystko inne, to po prostu „duchowy stół demonów”. Dlatego trudno mi było przełamać pewne opory, i dopiero gdy zauważyłem pewne zafałszowania Pisma Świętego, zdecydowałem się na bliższe zapoznanie z tymi pozycjami. Dla wyjaśnienia – jawnym sfałszowaniem Pisma Świętego jest wydany przez świadków Jehowy Nowy Testament, zatytułowany „Chrześcijańskie Pisma Greckie w przekładzie Nowego Świata”.

Kiedy latem 1994 roku otrzymałem do rąk Pismo świadków, z początku bardzo się cieszyłem. Wielokrotnie na zebraniach świadków padały słowa, które podważały zaufanie do ogólnodostępnych przekładów Pisma Świętego, zwłaszcza Biblii Tysiąclecia. Starszy zboru mówił mniej więcej w ten sposób: „Są to oczywiście dobre przekłady Biblii, ale ponieważ są tłumaczone przez ludzi nie natchnionych Duchem Świętym, więc siłą rzeczy w treść wkradły się przekłamania naciągane do fałszywych wierzeń katolickich. Jedynym prawdziwie czystym i najbliższym oryginałowi przekładem jest przekład Nowego Świata…”. Mając w pamięci te słowa, z zapartym tchem zabrałem się do czytania „najczystszego” przekładu Nowego Świata.

Muszę przyznać, że z początku podobało mi się użycie w tym przekładzie imienia „Jehowa”, a jego treść rzeczywiście dokładnie pasowała do nauk świadków. Moje wątpliwości zaczął budzić dopiero „Dodatek” czyli objaśnienia. Jeden z rozdziałów „Dodatku” gęsto tłumaczył, dlaczego użyto w przekładzie imienia Jehowa. Z treści tego tłumaczenia stało się dla mnie jasne, że w oryginale NIE BYŁO imienia Jehowa ani nawet Jahwe. To byt dla mnie szok. Przypomniały mi się słowa Pana Jezusa: „Ja świadczę każdemu, kto słucha stów proroctwa tej księgi: jeśliby ktoś do niej cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze. A jeśliby ktoś odjął co ze stów księgi tego proroctwa, to Bóg odejmie jego udział w drzewie życia i w Mieście Świętym – które są opisane w tej księdze” (Ap 22, 18-19). Z początku próbowałem sobie tłumaczyć, że tak powinno być, bo przecież cel byt tu jak najbardziej pobożny – umieścić wszędzie Imię Boże. Moje sumienie było jednak nieubłagane – nieustannie budziło mój niepokój za każdym razem, gdy bratem do ręki przekład Nowego Świata. Kiedy czytałem ten przekład drugi raz, każda innowacja coraz bardziej mnie raziła, aż wreszcie postanowiłem porównać ten przekład z Biblią Tysiąclecia. Wynik tego porównania przyprawił mnie o dreszcz przerażenia!

Przekonałem się na własnej skórze, że Jezus dokonuje cudów! Od dziecka bytem wychowywany w sekcie świadków Jehowy, a dziś dzięki łasce Bożej, dzięki opiece Maryi – ukochanej Matki Boga i nas wszystkich – zrozumiałem swój błąd. Jednym z pierwszych elementów, które wstrząsnęły mną do tego stopnia, że zacząłem rozważać możliwość odejścia od świadków Jehowy, było sfałszowanie Pisma Świętego, w wydaniu w języku polskim Chrześcijańskich Pism Greckich w Przekładzie Nowego Świata. Chodzi po prostu o Nowy Testament w wydaniu świadków Jehowy. Poważne wątpliwości, nasuwające się w czasie czytania, postanowiłem dokładnie zbadać. W tym celu zacząłem porównywać werset po wersecie przekład Nowego Świata i Biblię Tysiąclecia, która okazała się najrzetelniejszym przekładem. Jeden z przykładów przedstawiłem w artykule „Cud nawrócenia świadka Jehowy” (nr 3-4/1997 „Miłujcie się”) o słowach Zbawiciela do ukrzyżowanego obok złoczyńcy: „Zaprawdę powiadam ci: Dziś będziesz ze mną w raju” (Łk 23, 43), którą świadkowie przeredagowali pisząc: „Zaprawdę mówię ci dzisiaj: Będziesz ze mną w raju”.

Nie jest to jedyne miejsce, gdzie świadkowie dokonali przeróbki. Autentyczny strach ogarnął mnie, gdy przeczytałem w Piśmie Świętym słowa św. Pawła Apostoła: „Nie posłał mnie Chrystus abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, którzy idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia” (1 Kor 1, 17-18). Czytając te święte słowa zrozumiałem, że ja jestem tym, dla którego nauka krzyża była dotąd „głupstwem”, czym dawałem dowód, że „idę na zatracenie”! Porównanie tych stów z tekstem przekładu Nowego Świata uzmysłowiło mi, że cała organizacja świadków Jehowy oficjalnie utożsamia się z tymi, co idą na zatracenie. „Bo Chrystus nie wysłał mnie, abym chrzcił, lecz abym oznajmiał dobrą nowinę – nie w mądrości mowy, żeby pal męki Chrystusa nie stał się daremny. Albowiem dla tych, którzy giną, mowa o palu męki jest głupstwem, ale dla nas, którzy dostępujemy zbawienia jest mocą Bożą” (przekład Nowego Świata). Celowo podkreśliłem te fragmenty, które najbardziej zmieniają sens świętych słów. Słowo „krzyż” zostało zastąpione określeniem „pal męki”, które zasadniczo zmienia wyobrażenie o ukrzyżowanym Chrystusie. Ponadto „naukę krzyża” zastąpiono „mową” o palu męki, co bardzo dokładnie pasuje do ich nauczania po domach. Sam kiedyś tłumaczyłem to mniej więcej w ten sposób: „Ci, którzy giną, czyli ci, co zostaną zniszczeni w Armagedonie (końcu świata), nie uznają naszej mowy o tym, że Chrystus umarł na palu, i uznają ją za głupstwo…”

Tymczasem Bóg w swej wielkiej dobroci nauczył mnie zrozumienia nauki krzyża, nauki o zbawieniu, o miłości Boga do ludzi, nauki, która nieco później zmusiła mnie do pojednania się z Bogiem, błagania Go o wybaczenie lat niewiedzy i tkwienia w błędach, które doprowadziły mnie do „niweczenia krzyża Chrystusowego”. Ale krzyż nie mógł być zniweczony ani przeze mnie, ani przez wszystkich świadków Jehowy razem wziętych! Tego dnia nie byłem już w stanie dalej czytać Pisma Świętego. Kiedy nikt nie widział, modliłem się i płakałem. Błagałem o wskazanie mi drogi i mówiłem do Boga mniej więcej tak: „Boże, wybacz i powiedz mi co mam robić!” Słowa te jak w transie powtarzałem przez kilka następnych dni. Czytając potem Dzieje Apostolskie, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że Szaweł – czyli św. Paweł do mnie mówi: „O, synu diabelski, pełny wszelkiej zdrady i wszelkiej przewrotności, wrogu wszelkiej sprawiedliwości, czyż nie zaprzestaniesz wykrzywiać prostych dróg Pańskich?” (Dz 13, 10). Często w tych dniach wracałem do tych stów i powtarzałem: „Boże, zaprzestanę, tylko jak?”

Kiedy po kilku dniach ochłonąłem nieco z tego szoku, zacząłem dalej studiować, z mocnym postanowieniem odnalezienia Boga na kartach Pisma Świętego. Nadal jednak nie potrafiłem przełamać niechęci do Kościoła Katolickiego zaszczepionej mi przez całe lata wychowywania świadków Jehowy. Dziś rozumiem, że dopóki nie wyzbyłem się dumy i upartego twierdzenia, że to ja wiem lepiej, co robić, nie mogłem znaleźć właściwej drogi. W dalszym ciągu mych badań zająłem się kwestią użycia imienia Jehowa w tym przekładzie.

Czytając i porównując kolejne fragmenty, dostrzegałem mnóstwo różnic różnego typu tak, że nie jestem w stanie wymienić tu wszystkich. Wydawcy przekładu Nowego Świata zamieścili dość ryzykowną zmianę w Liście św. Pawła do Kolosan. W słowach o zasadach życia w rodzinie oraz o właściwym podejściu do kwestii niewolników (niewolnictwo było w tamtych czasach normalnością), wszędzie tam, gdzie jest mowa o Chrystusie jako Panu, wstawili słowo Jehowa twierdząc oczywiście, że Jehowa to w żadnym razie nie Chrystus. Doprowadzili tym do tego, że tekst jest nielogiczny: „Cokolwiek czynicie, pracujcie nad tym z całej duszy jak dla Jehowy, a nie dla ludzi” (Kol 3, 23 prz. N. Ś.) – „bo nie wiecie, że to od Jehowy otrzymacie należną nagrodę dziedzictwa. Służcie jako niewolnicy Panu, Chrystusowi” (Kol 3, 24 prz. N. S ). Cały tekst mówi – w tym układzie – o Jehowie, skąd więc ni stąd, ni zowąd Chrystus (który przecież w myśl ich nauki Jehową nie jest?). Niesfałszowane Pismo Święte mówi wszędzie o Panu – Chrystusie (por. Biblia Tysiąclecia).

Wtedy zaczęty się moje przemyślenia o ewentualnym powrocie do wiary katolickiej, która wydawała mi się najbliższa temu, co czytałem w Piśmie Świętym. Ciężko było mi przełamać niechęć, ale kiedy zacząłem poszczególne rozważania kierować ku dogmatom Kościoła Katolickiego, odczułem jak powoli moje serce zaczyna się „rozmrażać” w coraz większej pewności, że mnie naprawdę kocha Ten, Który umarł za mnie i za wszystkich innych na krzyżu. Na Krzyżu, a nie na palu!

Kiedy zrozumiałem, że Towarzystwo Strażnica kłamie i fałszuje Pismo Święte, postanowiłem dokładnie przeanalizować to, w co dotąd wierzyłem, w kontekście czystego, niesfałszowanego Słowa Bożego. Nie było to łatwe, ale wierzyłem, że ” …każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.” (Mt 7, 8). Na początku zacząłem rozmyślać nad istotą życia wiecznego. W doktrynie świadków Jehowy, życie wieczne ma być materialnym życiem w ciele na ziemi, natomiast katolicka nauka o nieśmiertelności ludzkiej duszy jest przez nich kategorycznie odrzucana i traktowana jako wymysł szatana. Na poparcie swego twierdzenia wskazują na wybrane fragmenty proroków, zwłaszcza Izajasza, oraz pojedyncze wersety z Apokalipsy św. Jana. Fragmenty te mówią o powszechnym pokoju w czasach mesjańskich, np. że „wilk i baranek paść się będą razem”… (Iz 65, 25).

Na pierwszy rzut oka te słowa, interpretowane dosłownie i bez uwzględnienia kontekstu, zdają się potwierdzać wizję świadków Jehowy o materialnym życiu wiecznym w ciele. Niestety, w takim układzie pozostałyby w rażącej sprzeczności z tym, czego nauczał Chrystus. Powiedział On bowiem: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce (…) Abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.” (J 14, 2-3n). Pan Jezus wyraźnie powiedział o nieśmiertelności duszy ludzkiej: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10, 28). W Ewangelii św. Łukasza są dwa teksty w których Jezus wyraźnie mówi o życiu człowieka po śmierci, a przed zmartwychwstaniem jego ciała. Jest to przypowieść o bogaczu i Łazarzu (Łk 16,19-31) oraz słowa wypowiedziane do nawróconego łotra na krzyżu: „dziś będziesz ze mną w raju” (Łk 23, 43). W tych tekstach Pan Jezus jednoznacznie mówi o nieśmiertelności ludzkiej duszy, czyli, że zmarły człowiek będzie żył przed zmartwychwstaniem swojego ciała. Dość szybko zrozumiałem, że karkołomne tłumaczenie, że część ludzi pójdzie do nieba, a część będzie żyć wiecznie w raju na ziemi nie może być prawdziwe, więc w tym względzie doktryna Świadków Jehowy okazuje się fałszywa. Po części do tego wniosku doprowadził mnie jeden z wykładów wygłoszony na Kongresie świadków Jehowy w 1993 r., który udowadniał, że treść Księgi Izajasza ma KILKA (!!!) spełnień. Jedno z nich jest symboliczne i oznacza opiekę Bożą dbającą o to, by „wilki w owczych skórach” nie wyrządziły sługom Bożym poważniejszej krzywdy (zob. Dz 20, 29-30).

Wtedy stało się dla mnie jasne, że Pismo Święte nie może samo sobie zaprzeczać. Prorok Izajasz, podobnie jak inni prorocy, a także największy Nauczyciel, Jezus Chrystus nauczali w przypowieściach. Tłumaczenie świadków Jehowy, oparte na dowolnym tłumaczeniu proroctw, nie wytrzymuje krytyki biblijnej, opartej wyłącznie na prawdzie. Kiedy doszedłem do tych wniosków zrozumiałem, co oznaczały słowa Jezusa Chrystusa: „Zaprawdę powiadam wam: jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzieci nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3). Tak jest w każdym przypadku. Cechą charakterystyczną wszystkich świadków Jehowy jest niesamowita pewność siebie, inspirowana przez napastliwe treści publikowane na tamach Strażnicy. Ja również bytem przekonany że wiem więcej, niż nawet wysoko wykształceni bibliści. Kiedy z Bożą pomocą zacząłem przyjmować możliwość, że mogę się mylić, że to, w co wierzę, może być błędne, przestałem potępiać w czambuł wszystko, co nie zgadzało się z wizją świata narzuconą mi przez doktrynę świadków Jehowy.

Te wnioski stanowiły przełom w moim życiu. Na podstawie własnych przemyśleń doszedłem co prawda do kilku słusznych (jak się później okazało) wniosków. Jak już pisałem, zrozumiałem, że doktryna świadków Jehowy odrzucająca nieśmiertelność duszy ludzkiej jest błędna, ale nie potrafiłem sam dojść do konkretnych wniosków, które mogłyby pokierować dalej moim życiem. Im bardziej zagłębiałem się w te kwestie, tym większy mętlik tworzył się w mojej głowie, co o mato nie doprowadziło mnie do całkowitej utraty wiary.

Jedyne, co należało wtedy zrobić to znaleźć podstawę do dalszego kształtowania obrazu Boga i człowieka w świetle Pisma Świętego. Nie było to łatwe, ponieważ do tej pory wszystko poza Strażnicą było dla mnie złe i pochodzące od szatana. Kiedy stało się jasne, że Strażnica nie mówi prawdy, zostałem pozbawiony wszystkiego, co było podstawą mojej wiary i istnienia. Jedyne, co pozostało, to modlić się do Boga, aby pomógł mi odnaleźć odpowiedź na dręczące mnie pytania.

Wtedy to zacząłem podczas modlitwy intuicyjnie wyczuwać, że jedyną ostoją prawdy pozostał Kościół Katolicki, którego dotąd wręcz nienawidziłem. Obecnie rozumiem, że w końcu to ten właśnie Kościół przez całe wieki stał na straży wiary i bronił jej przed pogaństwem i herezją, a równocześnie przygarniał wszystkich grzeszników. Chrystus przecież nie przyszedł powoływać sprawiedliwych (bo przecież nie ma ludzi bez grzechu) ale grzeszników, i właśnie z ludzi grzesznych Pan Jezus utworzył Kościół w tym celu, aby ich z grzechu wyzwalać i czynić świętymi. Kościół jest więc wspólnotą grzeszników z Chrystusem. Kościół jest święty, bo Chrystus jest Święty, ale składa się z grzeszników dążących do świętości. Dlatego Chrystus obecny w Kościele pragnie przygarnąć każdego bez wyjątku grzesznika, aby go z grzechu wyzwolić. Kościół więc nie brzydzi się i nie gardzi grzesznikami. On chce ich wszystkich do siebie przygarnąć. Tak więc nie można się gorszyć, że w Kościele można spotkać grzeszników. Kościół katolicki jest dla grzeszników i to świadczy o Jego wyjątkowości i boskim pochodzeniu. Czasem w swojej gorliwości Kościół robił coś, co dziś ogólnie się potępia, ale czy gdyby ktoś wszedł z rózgą w centrum handlowe, gdzie dzieją się rzeczy nie zawsze moralne, i przy jej użyciu robił tam porządek, czyż nie zostałby ogólnie potępiony? A tak właśnie zrobił Pan Jezus, gdy wszedł do świątyni i przepędził z niej przekupniów przy pomocy bicza! W ten sposób pojąłem, że nie jestem upoważniony do sądzenia pewnych wydarzeń z historii Kościoła. Skoro do dziś, od prawie 2000 lat, Kościół nadal działa w imieniu Chrystusa, to żaden człowiek, żadna Strażnica, ani tym bardziej ja nie jestem upoważniony do sądzenia! Muszę się stać jak dziecko i otworzyć swój umysł na Ducha Świętego. Po tym wniosku właśnie zdecydowałem się pójść do Kościoła katolickiego i tam spotkać Boga.

Tego, że dziś jestem chrześcijaninem, katolikiem, z całą pewnością nie zawdzięczam działaniu jakiegokolwiek człowieka. Na mojej osobie Pan Bóg pokazał, że potrafi wyciągnąć każdego z sideł fałszu nawet wtedy, gdy ten odcięty jest od wpływu czystej prawdy. Bez pomocy zrozumiałem, że tkwię w błędzie, uczestnicząc w działalności świadków Jehowy. To jednak bynajmniej nie świadczy o tym, że samodzielnie doszedłem do prawdy.

Może te dwa ostatnie zdania zdają się sobie zaprzeczać, ale tak nie jest, jeśli przyjmiemy, że czasem Jezus Chrystus pomaga błądzącym osobiście. Tak właśnie było ze mną. Na całym świecie około 6 milionów świadków Jehowy przyjmuje bezkrytycznie to, czego uczy Strażnica, nie próbując nawet rozpatrzeć, czy jest to prawda. Ponadto zamykają się przed wszystkimi dowodami przeciwko Strażnicy. Przez kilkanaście lat tak było ze mną. Dlatego właśnie działaniu Boga przypisuję to, co się wydarzyło w moim życiu, gdy ukończyłem 24 lata.

Jak już wspomniałem w poprzednich rozważaniach, zacząłem dostrzegać bezsens nauk świadków Jehowy, nie potrafiłem jednak przyjąć jakiegokolwiek innego rozumowania, ponieważ wszystko, poza Strażnicą, było dla mnie złe. Dopiero głęboka modlitwa połączona z poszukiwaniem pozwoliła mi znaleźć drogę. Nie było to jeszcze przekonanie, że znalazłem prawdę, ale już przestałem chodzić jakby „po omacku”. Mimo, że wiele osób stara się zdyskredytować w oczach innych Kościół Katolicki, właśnie w nim chciałem szukać oparcia. To był pierwszy krok do ostatecznego przebudzenia z hipnozy w której tkwiłem od dziecka, a miliony świadków Jehowy tkwią w niej nadal. Dr Robert Anthony napisał: „Każdy człowiek jest w jakimś stopniu zahipnotyzowany przez idee, które zapożyczył od innych ludzi, a także przez te, o których jest przekonany, iż są prawdziwe” (Pełna wiara w siebie, Studio Emka, s. 21).

Kiedy poszedłem do miejscowej parafii z prośbą o pokazanie mi prawdy, ksiądz, który mnie przyjął, byt nie mniej zaskoczony niż ja sam byłbym kilka tygodni wcześniej. Tym niemniej szybko rozpoczął katechezę, która zaowocowała złożeniem przeze mnie wyznania wiary i powrotem w ten sposób na łono Kościoła. Nie było to jednak takie proste i wymagało wielkiego poświęcenia ze strony księdza i pokory z mojej strony. W końcu przez ponad dziesięć lat to ja chodziłem od domu do domu i usiłowałem uczyć ludzi najczęściej starszych i lepiej ode mnie wykształconych w Biblii. Nierzadko udowadniałem, że moje nauki będą dla nich lepsze niż to, co mówi ksiądz. A chodząc po domach, nie pomijałem plebanii, gdzie napastliwymi pytaniami usiłowałem „pokonać” każdego napotkanego księdza. Rozumiecie więc chyba moją sytuację.

Szybko jednak stało się jasne, że właśnie znalazłem właściwą drogę. W ciągu kilkunastu katechez, w sposób jasny i prosty, ksiądz Krzysztof Gadowski objaśnił mi to, co przez całe lata zwalczałem. Niektóre kwestie trudno było mi pojąć, ale Jezus Chrystus rozjaśnił mi umysł na tyle, że po jakimś czasie nie miałem już żadnych wątpliwości. W kolejnych relacjach przedstawię pokrótce następne kroki, jakie przy pomocy kapłana poczyniłem. Teraz chciałbym zastanowić się jeszcze nad jedną kwestią, która podówczas bardzo zaprzątała mój umysł.

Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, DLACZEGO tylu świadków Jehowy tak zwalcza Kościół, co więcej, święcie w to wierzy, choć wszystkie nauki sekty nie wytrzymują rzeczowej krytyki. Jak centrali w Brooklynie udało się zaszczepić wyznawcom tak bezkrytyczną wiarę w jej rzekome „boskie posłannictwo”? Ciekawe, że to samo pytanie zadawało sobie wiele osób, z którymi zetknąłem się po powrocie do czystej wiary katolickiej. We wspomnianej już przeze mnie książce dr. Anthony’ego znalazłem psychologiczne rozwiązanie zagadki.

Życie każdego człowieka przebiega pod wpływem różnego rodzaju czynników. I ten nacisk na jednostkę kształtuje osobowość, upodobania i widzenie świata tejże jednostki. Cały kram polega więc na pytaniu, KOMU pozwalamy na siebie oddziaływać Bogu, który zawsze chce naszego dobra, czy grupie ludzi usiłującej wykorzystywać nas do własnych celów? Liderzy świadków Jehowy, wykorzystując elementy psychologü, potrafią wmówić swoim wyznawcom, że są wysłannikami Boga, a następnie, stosując różnego rodzaju przekręty z Pismem Świętym, prowadzą swoją kampanię przeciwko Bogu i Kościołowi. Tak więc, świadkowie Jehowy postępują zgodnie z doktryną Strażnicy wierząc, że jest prawdziwa. „Nikt nie jest w stanie odwieść takiej osoby od zaplanowanego działania, chyba, że dzięki własnemu doświadczeniu czy wiedzy osoba ta jest otwarta na zmiany. Stąd łatwo zauważyć, że jeśli ktoś akceptuje coś, co nie jest prawdą, wszelkie dalsze działania i reakcje są w konsekwencji oparte na fałszywych przestankach” (Pełna wiara… s. 23). Wydawcy Strażnicy, w celu ugruntowania tych fałszywych przestanek, wykorzystali właściwą każdemu człowiekowi cechę tzw. fałszywej pewności siebie. Polega ona na odrzucaniu wszystkiego, co nie mieści się w aktualnym systemie przeświadczeń. „Nikt nie chce akceptować zmian dotyczących aktualnego poziomu świadomości” (tamże s. 29).

Jezus Chrystus z pewnością zdawał sobie sprawę z takiego podejścia większości ludzi do niektórych nowości. To dlatego większość Żydów odrzuciła Go jako Mesjasza. ” Pozwolili, by ich prywatne przeświadczenia, oparte na ugruntowanym przez prawie 15 wieków Prawie Mojżeszowym odpowiednio zinterpretowanym przez faryzeuszy, przeważyły nawet tak mocne argumenty, jak cuda Jezusa. Nie wspominam już o tym, co Prawo Mojżeszowe mówiło o Mesjaszu, a co samo w sobie powinno otworzyć im oczy. Niestety, wpływ faryzeuszy okazał się silniejszy. Dlatego też Chrystus ostrzegł: „Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3). Postawa pokornego dziecka cechuje się otwartością umysłu gotowego na przyjęcie prawdy. Człowiek, który stanie się jak dziecko, nie będzie przekonany o własnej nieomylności, i będzie gotów poddać rzeczowej krytyce to, w co wierzy. Nie będzie w pysze bronił się przed prawdą. Dziecko jest pokorne. Klucz do sukcesu tkwi właśnie w pokorze. Czy jestem gotów przyjąć Boga? Czy może jestem tak mądry, że wystarczy mi to, co już wiem? Czy uznam możliwość krytyki tego, w co wierzę, czy może moje źródło wiedzy jest nieomylne? Właśnie tu tkwi cała tajemnica powodzenia błędów Strażnicy.

Adam Bielas, 29-100 WŁOSZCZOWA skr. poczt. 38.
przedruk z dwumiesięcznika Miłujcie się nr 5-8/97, 9-10/97, 11-12/97, 1-2/98

Jak prawda mnie wyzwoliła – mówi były świadek Jehowy. doc

Posted in Religia, Wspomnienia, Świadectwa | Leave a Comment »

Pewnego razu na Diabelszczyznie

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Film dyplomowy Adama Fabisza http://www.nakrecony.pl

Posted in Filmy i slajdy | Leave a Comment »

Życie kontra wiara – Ksiądz Pawlukiewicz

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Czym jest wiara? Jakie jest jej miejsce w życiu codziennym? Po co wyznawać grzechy księdzu, który jest tylko człowiekiem? A co z in vitro, antykoncepcją, eutanazją? O tym i o wielu innych ważnych sprawach mówi ksiądz Piotr Pawlukiewicz.

Posted in Filmy religijne, Ks. Piotr Pawlukiewicz, Religia | Leave a Comment »

Ostatni dzwonek – reż. Magdalena Łazarkiewicz

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Jeden z najlepszych polskich filmów – polecam

Playlista:http://www.youtube.com/watch?v=SJcInMAqrX0&playnext=1&list=PLD8C8EBD90089E585

 

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy | 4 Komentarze »

Miejcie nadzieję… z filmu „Ostatni dzwonek”

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

Film tutaj:  Ostatni dzwonek – reż. Magdalena Łazarkiewicz

http://www.youtube.com/watch?v=SJcInMAqrX0&feature=BFa&list=PL48D3712525E3A10F&lf=results_main

Posted in Filmy - Polecam, Muzyka | Leave a Comment »

Sowiecka Historia (The Soviet Story 2008)

Posted by tadeo w dniu 3 czerwca 2011

The Soviet Story 2008 (Radziecka Historia) – Łotewski film dokumentalny z 2008. To – kontrowersyjny dokumentalny film, który otrzymał wiele słów krytyki od kół, które bronią dziedzictwa Radzieckiego imperium.W dniu premiery filmu The Soviet Story w Brukseli prokremlowska gazeta Prawda nazywa go próbą przepisywania historii przez Europę. Kremlowski historyk nawołuje by ukarać jego kolegów, którzy pomogli w robieniu filmu.

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, Historia | 1 Comment »