WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 14 Maj, 2011

Dlaczego nie wierzę Donaldowi

Posted by tadeo w dniu 14 Maj 2011

Kiedy PIS przejmował stery władzy po SLD, każdy z nas miał nadzieję na nowej jutro. Idea IV RP, była marzeniem każdego myślącego Polaka. Zmęczeni aferami, rozpasaniem polityków, jawiła nam się świetlana przyszłość.

Niestety, rzeczywistość koalicji S oraz LPR, ludzi dla których ważne były apanaże a nie sprawa polska, sprawiły, że nasze nadzieje, powoli zaczynały topnieć.

Dodatkowo jakaś niespotykana nagonka medialna sprawiła, że jak nigdy rządzący byli cały czas na widelcu. Pamiętamy słynne muzeum IV RP w programie Teraz My.

Donald, skutecznie torpedował i podsycał społeczne niepokoje, również błękitnymi marszami itp.

Na fali rozbujanego niezadowolenia, głosząc populistyczne hasła o cudzie nad Wisłą i szklanych domach, wygrywa wybory. Nikt jednak nie podkreśla jednej rzeczy, ze nie wygrywa absolutnie i zmuszony jest do koalicji.

Media, stwierdzają, ze coś jest nie tak, nie można przecież ciągle tylko atakować rządzących, czas zając się opozycją. A ze dzieje się to po wyborach, to pewnie zbieg okoliczności.

Jak wspomniałem Donald rozgrzał do czerwoności nadzieje nas Polaków, moje.

Niestety, już pierwsze dni, tygodnie, miesiące a teraz lata nie pozostawiają złudzeń, że z pięknych rysunków pozostały marne szkice, nakreślone na kolanie. Dodatkowo w tanim Państwie stać nas na coraz to nowe stanowiska, których nazw często trudno zapamiętać.

Nie wiem, czy ktokolwiek pamięta, wspaniałe konferencje co rząd będzie robił na 100 dni, 500, 1000, 10000.

Czy ktoś pamięta i zliczył ile razy Donald publicznie deklarował, ze osobiście za to odpowiada i za tamto też. Czy ktoś jeszcze pamięta, jak Donald zaklinał się, ze jeżeli ktokolwiek w platformie podniesie podatki, od razu utnie mu głowę. ?

Czy panowie w drogich garniturach mają powody do dobrego humoru i samozadowolenia?

Cały czas wmawiano nam, ze PIS to podsłuchy, okazuje się, ze wszystkie były jednak legalne, a dziś jest ich dziesięciokrotnie więcej, i nie ma nad nimi kontroli. Jakoś nikogo to nie bulwersuje. Wszystko jest legalne.

Cały czas wmawiano nam że PIS odpowiada za wysokie ceny, dziś dowiadujemy się, że rząd nie ma wpływu na ceny

Wmawiano nam, ze PIS źle negocjował stawki cukrowe, dziś wiemy, ze to Sawicki je obniżył, przez co ceny poszybowały(premier obiecał się tym zając, ale chyba zapomniał)

Wmawiano nam że PIS budzi ludzi o 6 rano i bez powodu wsadza do wiezienia(za przestępstwa gospodarcze) , dziś o 6 rano wsadza się kibiców(pseudo)

Wmawiano nam, ze PIS to koniec demokracji, dziś zamyka się stadiony na których kibice trzymają nie przychylne rządowi transparenty, zatrzymuje się dziennikarzy źle piszących o władzy

Wmawiano nam ze PIS to Bizancjum, dziś wiemy ze tylko Pitera kosztowała na już 1 mln złotych

Wmawiano nam ze PIS postępuje nieetycznie przy werbowaniu posłów, dziś możemy sobie tylko wyobrazić, jak wyglądało przejęcie Hibner czy Arułkowicza.

Wmawiano nam, ze PIS rozpasało bandę urzędników, dziś wiemy ze PO zatrudniło ich na 5mld rocznie, dokładnie tyle ile zabiorą nam z OFE

Wmawiano nam, ze PIS źle rządził, dziś wiemy ze za PIS deficyt budżetowy był najniższy w porównaniu do rządów SLD czy PO.

Wmawiano nam, ze PIS kłuci Europę i źle prowadzi politykę zagraniczną, dziś wiemy, ze oddaliśmy stocznie, poddaliśmy się z rurociągiem, oleliśmy kraje nadbałtyckie, wycofaliśmy się z południa, odblokowaliśmy Rosję, Sikorskiego olał nawet Łukaszenka, włożyły się ataki na polaków na Białorusi

Wmawiano nam, ze PIS tylko obiecywało, dziś wiemy, ze większość kontraktów na budowę dróg i autostrad powstało za rządów PIS.

Wmawia nam się, ze PIS utrudnia pracę rządu składając wnioski o odwołanie ministrów, PO składało wnioski o odwoływanie ministrów, w tym raz wszystkich tylko dlatego ze są z PIS. Nawet Ujazdowskiego nie oszczędzili mimo, ze pozytywnie oceniali jego pracę

Wmawiano nam, ze LK był nikim, dziś wiemy ze robił wszystko byśmy byli liderem w regionie.

Wmawiano że z prezydenta można się śmiać, obrażać go, dziś mówi się nam że władze trzeba szanować, bo to podważa jej autorytet

Wmawia się nam, ze Ci co skandowali 3 maja Bóg, Honor, Ojczyzna to nacjonaliści którzy doprowadzą do obozów koncentracyjnych, w zamian otwórzmy nasze strzechy dla rozpusty i zboczeń homoseksualistów. Idąc tym tokiem myślenia Goebels też był pedałem i zabiał ludzi, wiec homo to śmierć.

Dziś mówi się nam że białe jest czarne, a czarne białe.

Dziś specjalistami ds. gospodarczych i państwowych są PRowcy. Reszta to pic

Wmawia się nam, ze Kaczyński ma manię prześladowczą, ja uważam ze Donald ją ma bo ciągle z czymś walczy.  Jest jak Super Man, SpiderMan, Batman, nie to DonaldMan

Gdybym mógł zadać jedno pytanie premierowi gdybym go spotkał to brzmiało by ono tak:

Jaki jest Pana cel, dla którego realizuje Pan tak straszny Plan, okłamywania, mącenia , dzielenia milionów Polek i Polaków, i ile jeszcze wyrzeczeń nas czeka żeby mógł go Pan wreszcie osiągnąć.

Zawsze uczony byłem, ze kraj w którym mieszkam to piękny kraj. Kraj z tak bogatą historia, a jednocześnie który wiele wycierpiał. Milion Polaków przelało krew za ten skrawek ziemi. Wieki cierpień i niedostatków. Ostatnie dziesięciolecia komunizmu. Dziś depcze się tych którzy oddali Zycie za To gdzie żyjemy. Ci którzy nami rządzą, mają za nic tragedie rodzin, nieszczęścia samotnych dzieci. Dziś liczy się polityczny kapitał, zyski i straty w poselskich ławach. A tych na dole, zawsze można czymś ogłupić. Dziś mamy Jarka, jutro szalikowców, innym razem coś się wymyśli. Jednej TV wybudujemy stadion i mamy ich w portfelu.

Wyobrażam sobie taką może straszna scenę, jak człowiek, dla którego miliony nas to tylko słupki sondażowe, spotyka się z tymi dzięki którym żyje w tym kraju i widzi to wszystko przez co przeszli, czy zmieniłby zdanie. Czy naprawdę Ojczyzna stałaby się dla niego naszym wspólnym dobrem i obowiązkiem? Jeśli tak, to życzę mu takiego spotkania. Jeśli nie to marny nasz los.

Zastanówmy się rodacy, czy potrzebujemy jeszcze tego rządzącego plastiku. Czy nie nadszedł już czas na społeczeństwo obywatelskie. Czas na ludzi którym zależy na sprawie i za nią gotowi są oddać wszystko.

Autor nie popiera PiS i nie należy do żadnego ugrupowania politycznego.

Posted in POLECAM, Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii, Świadectwa | Leave a Comment »

SOBOTA BRAUNA

Posted by tadeo w dniu 14 Maj 2011

Odważny dokumentalista Grzegorz Braun, dotykający czarcich mocy komunizmu, przez co – a jest to dowód, że trwają do dziś – stale mu się od współczesnych instytucji obrywa, ma dziś swoją udaną sobotę.
A zapowiadało się jak po grudzie. Co się stało można wyczytać z wyjaśnienia, które opublikował na swym autorskim blogu wydawca, Paweł Chojecki:
Kilka dni temu pisałem o kłopotach z dystrybucją filmu Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka „New Poland”, który został dołączony do majowego numeru miesięcznika „idź POD PRĄD” oraz o odwołaniu emisji filmu „Eugenika” w TVP2. Dostałem właśnie telefon od Reżysera, że jednak TVP film puści!
Płyta z „New Poland” po przejściach trafiła już do kiosków (jeśli ktoś z Państwa nabył „iPP” bez płyty, proszę o zgłoszenie się do miejsca zakupu po jej odbiór). Na tym jednak nie koniec dobrych wieści!Okazuje się, że „Eugenika” zostanie dzisiaj (sobota) wyemitowana w programie drugim TVP o godzinie 16.45. Grzegorz Braun został także na jutro (na godzinę 18.15 – „Rozmowy niedokończone”) zaproszony do studia TV Trwam! „[http://niezalezna.pl/10516-jednak-puszcza-brauna]
Dodam tutaj od siebie, że „Rozmowy niedokończone” transmitowane są równocześnie dla słuchaczy Radio Maryja.

http://www.youtube.com/watch?v=mwMsRXa-qz0&feature=player_embedded

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Ostatni wywiad z Hanką Bielicką: Jeszcze Polska nie zginęła póki się śmiejemy

Posted by tadeo w dniu 14 Maj 2011

Nie chcę, żeby przyszedł taki moment, w którym będę żałowała, że tak długo żyję. Żebym nie wzbudzała litości i współczucia, żebym do końca życia była – to może za duże słowo – atrakcyjna.


Ale u Pani pięknie. Tyle kwiatów! Gdybyśmy wiedzieli, przynieślibyśmy większy bukiet

Oj, dajcie spokój. To wy nie wiecie, że ja miałam niedawno umierać? Ludzie sobie przypomnieli o mnie i nasłali tych kwiatów pod sam sufit (śmiech).

Chyba Pani przesadza z tym umieraniem…

A ostatni dowcip o blondynce znacie? Mąż wpada do sypialni, a ta jego blondyna leży z amantem. ‚Co wy robicie?’ A ona do tego amanta: ‚A widzisz, mówiłam ci, że idiota. On nie wie, co my robimy’. To co? Chcecie kawki?

Nie, dziękujemy.

Jak byłam w szpitalu, to pochyla się nade mną jakiś pan i mówi: ‚O Boże, pani Hanko, to pani jeszcze żyje?’. A ja mówię: ‚Żyję, żyję, tylko nie z panem, bo pan dla mnie za stary’.

Dostawałam dużo zastrzyków, podobno szkodliwych na pamięć. A tu jakimś cudem wszystko z dzieciństwa mi się przypomina, do tego piosenki i wiersze ze szkoły teatralnej… A w ogóle to uczę się tego organizmu starego, przecież to już ponad 90 lat. Dawniej tyle się nie żyło. I mężczyźni teraz dłużej żyją. 60 lat to był kiedyś stary dziadek, a dzisiaj to jeszcze hej, hej. Jak chodzi na siłownię, dba o siebie, higieniczne życie prowadzi, nie za dużo tego (gest przy szyi), papierosków nie pali… A kobity to już w ogóle, ho, ho. Starsza ode mnie Kwiatkowska, Szaflarska też.

Ktoś mówi do Pani ‚Aniu’ albo ‚Weroniko’?

Nikt. Mało kto wie. Jak byłam mała, to, pamiętam, ciągle powtarzałam: ‚Jestem Anna Weronika, co nogami klawo fika’. Taka byłam głupiutka od dziecka.

Wraca Pani do miejsc swojego dzieciństwa?

Tak. Trzy lata temu po koncercie jubileuszowym w Łomży przyszły dzieci i pytają, czy mogą urządzić izbę mojej pamięci. Mówię, że tak, tylko że najpierw muszę umrzeć. ‚No to co mamy w takim razie robić?’. Powiedziałam im, żeby troszkę zaczekały. ‚No to będziemy czekać’ – odpowiedziały zadowolone. Na razie powstał ‚pokoik pani Hani’. Dałam jakieś suknie, kapelusze, karykatury, portrety. Po co ja mam to trzymać? Dzieci zabrały.

A była Pani w Konowce?

Pojechaliśmy z Syreną na tournée dla polskich robotników na Ukrainie. Przyjeżdżamy jednego razu na miejsce, ja patrzę – Konowka. ‚Słuchajcie, ja się tu urodziłam! W Konowce pod Połtawą’. I akurat miałam imieniny. Oj, była zabawa i przedstawienie dobre. Upał był straszliwy, cud, że się nie zdusili w tej salce na koncercie.

Z tego dworku, w którym się tam zatrzymaliśmy z rodzicami, nic nie zostało. A piękny dwór był podobno. A jaka tam ziemia! Jak ciasto rozwałkowane z tłuszczem. I tak to zmarnowali. Ach!

Ponoć urodziła się Pani w trzech czepkach. Mama je przechowywała i spaliła na Pani szóste urodziny.

Tak, pierwszy czepek był na szczęście, drugi na talent, a nad tym trzecim do dziś się zastanawiam. Może to on mnie uratował ostatnio, jak się wyłożyłam na schodach? Ja w ogóle urodziłam się na wozie. Rodzice uciekali w pierwszą wojnę i koło Połtawy mama musiała zsiąść z wozu, żeby mnie urodzić. To było właśnie w Konowce. Potem przyjechaliśmy do Łomży i ochrzcili mnie tam, jak miałam trzy lata.

Jak się przechowuje te czepki i po co się je pali?

A myślicie, że ja wiem, że mama coś mówiła?! A przechowywało się pewnie między bielizną jak pieniądze, jak wszystko cenne. Oj, siostra to się mnie nakablowała, że ja znowu tam w bieliźnie mamy grzebałam. Wyciągałam sobie, a to na cukierka, a najwięcej na karuzelę. Oj, jak ja karuzelę strasznie lubiłam. Cały majątek ojca bym przepuściła, gdyby miał.

Pani ojciec był podobno bardzo rozpolitykowany.

Był zagorzałym endekiem zakochanym w narodzie, posłem na sejm. Piłsudski go wykopał. Ruscy teraz mówią, że nie wiedzą, jak to było w Katyniu. Czy wy dacie wiarę, że jak przyszło NKWD po tatkę, to wyjęli sobie karteczkę i pytają: ‚W 1920 był komendantem na moście pod Łomżą, na Narwi? Był? No to ubierajsia’. Tak mają wszystko rozpracowane. Niech teraz nie opowiadają, że nie wiedzą, jak 24 tysiące wymordowali.

Czy Pani ojcu jako narodowcowi podobałby się Giertych?

Nie. Mimo że jest nauczony – nie ma intelektu tu (pani Bielicka puka się w głowę). Nie ta klasa, nie ta kultura. On jest bliski Lepperowi, tylko o tym nie wie. A Lepper to demagog, i to taki w stylu Szeli. Zresztą przez te parę lat mocno się wyrobił. Uuuuuu… Gdyby kształcono go od dziecka, byłby potężny jak Witos. Wyrabia się na naszą zgubę.

Ale wy młodzi i pytacie mnie o takie poważne sprawy? Doszliśmy do tego, że nie rozmawiamy o młodych dziewczynach, tylko o przyszłości Polski. Dbajmy lepiej o to, żeby było jak najwięcej pięknych kobiet. Jakie by czasy nie były, one są bardzo potrzebne.

Świętuje Pani Dzień Kobiet?

Nie, bo bardzo cenię mężczyzn. Mój ojciec strasznie chciał chłopca i dlatego pewnie ja jestem taka ‚eche’ (gest łokciem). Jak się urodziłam, jak zobaczył, że dziewczynka, jak poszedł w pole Nie chciał w ogóle wracać. I dlatego ja byłam od dziecka taka żywa, krzycząca, bardzo chłopięca. Nie jestem delikatniuchna, sposób bycia też mam męski. Nigdy nie byłam kokietką typu ‚puci, puci’.

Czy młodzież XXI wieku jest dojrzała?

Jest coś nie tak z jej edukacją. Boję się, że będzie edukacyjnie niedokończona. Dzisiejsi młodzi po otwarciu się na Europę powinni znać minimum trzy języki obce. Ci, co tak nie uważają, robią błąd.

Jestem z bardzo przeciętnej rodziny mieszczańskiej. Ojciec był dyrektorem banku komunalnego, matka córką kupca, a babcia – po mężu – właścicielką kamienicy. Nie przelewało się, ale jak miałam trzy latka, przychodziła do mnie nauczycielka od francuskiego i angielskiego. W wieku siedmiu lat zaczęłam uczyć się muzyki. Niepotrzebnie brałam z rodziców tyle pieniędzy. Aż boję się patrzeć tam do góry – takie mam wyrzuty sumienia. Potem przyszedł niemiecki. Rosyjski znałam siłą rzeczy przez kontakty mamy z pensji rosyjskiej. Potem była romanistyka, dostałam trzy tysiące złotych stypendium i miałam jechać do Paryża. Hitler mnie załatwił. A biedny ojciec harował jak wół, żeby mnie i siostrę wyedukować.

I zainteresować polityką…

Wyłącznie. Jestem taki politykier, że cholery można dostać. Jestem zawzięta, mam obciążenia rodzinne, więc wszystkich bym ich… Nie zdają egzaminu! Nic, tylko żądza pieniądza, nie dają niczego tym, którzy ich wybrali. Ludzie! Ludzie! Rozbijają się tymi swoimi samochodami i nic więcej.

Czyli na wybory Pani pewnie nie chodzi?

A skąd! Absolutnie idę. Obowiązek. Tata by mi nie darował.

Jest Pani na lewo, na prawo czy w środku?

W środku. Imponował mi ten nasz mały… premier Belka. On się przynajmniej zna na rachunkach. Taki polityk nie polityk. Zresztą politykierstwo dzisiaj szkodzi, bo zasłania zwykłego człowieka. Za mało myśli się o kraju, narodzie, mieście. Nie idziemy swoją drogą. Za mało się kochamy. Ciągle cytuję mojego ojca: ‚Jeszcze Polska nie zginęła, póki się śmiejemy’. To była wielka prawda. Byliśmy narodem umęczonym, ale ciepłym, pogodnym i serdecznym na co dzień. Dużo, niestety, z tego straciliśmy.

Czy w latach młodości miała Pani powodzenie?

W gimnazjum to nie wolno nam było chodzić z chłopcami. Wtedy w ogóle jeszcze nie było koedukacyjnych szkół. Dyrektor powiedział: ‚Z chłopcami wolno chodzić tylko Hance Bielickiej. Ona nigdy nie chodzi z jednym, zawsze z trzema, czterema. Ma szalone pomysły, przedstawienia robi, a o tych sprawach nie myśli’. No i faktycznie, najlepszy dowód, że przed maturą podkochiwał się we mnie brat koleżanki. Jak zdałam maturę, odprowadził mnie do domu, nareszcie mnie złapał i pocałował. Och, jakie to było okropne (krzywa mina i wycieranie ust). Mówię mu: ‚Słuchaj, czy ty byś nie mógł ze mną na tańce chodzić, a całować się z innymi dziewczynami?’. ‚Ale, Hanusia, jak ty mi się podobasz, to ja ciebie chcę całować’.

Oj, okropieństwo Do dziś dnia nie jestem wielką zwolenniczką. O tym będziemy bardzo mało mówić, bo moje życie romantyczne było pod zdechłym Azorkiem.

Ale uwiodła Pani najpiękniejszego mężczyznę ówczesnej Rzeczypospolitej.

Tak, ale to strasznie skomplikowane małżeństwo było. Nie ma co do tego wracać. Mamusia tak nie chciała, żebym się z Jurkiem [Duszyńskim] rozwodziła. ‚To taki miły mężczyzna, dlaczego ty go zostawiasz? Ci wszyscy, co przychodzą, to tacy nieciekawi’. Ona lamentowała, a ja mówię na to: ‚To ty się z nim ożeń’.

Zawsze uważałam, że artyści powinni być jak dwa statki – jak idą równo, bo fala jest dobra, wszystko świetnie. Jak jeden wyprzedza drugi, to powinni się żegnać. Jakbym była głęboko wierząca, to nigdy byśmy się nie rozwiedli. Ale we mnie się ten związek wykruszył. Nie umiem odpowiedzieć, dlaczego tak się stało.

To był taki moment w moim życiu, że przez ponad 20 lat tylko wpadałam do domu i wychodziłam, wpadałam i wychodziłam. Myśmy się z Jurkiem prawie nie widywali. Nawet mamusia, która z nami mieszkała, mówi kiedyś: ‚Podejdź tu, moja kochana, usiądź naprzeciwko. Ty tylko wchodzisz i wychodzisz, ja od paru miesięcy tylko profilem cię widzę. Pokaż no buźkę. O, dobrze wyglądasz, ładnie’.

Z Jurkiem to przecież wiecie, jak było. Wszyscy to wiedzą. Było nas czworo. Irena Brzezińska, Danusia Szaflarska, Jurek i ja. Skończyliśmy razem szkołę teatralną. Na dwa dni przed wojną zaangażowaliśmy się do Wilna. I dyrektor mówi: ‚Po co ja państwa zawiadamiałem, taki kłopot. Właśnie przyszło pismo z Rady Państwa, że będziemy pewnie ewakuowani do Kowna na Litwę. Ale z drugiej strony wiem, że w grupie łatwiej wojnę przeżyć, może wam się dzięki temu poszczęści. Może zostańcie’. I miał rację. Zresztą nie było powrotu. Znaleźliśmy zakwaterowanie u jednej pani, która bała się być sama w trzypokojowym mieszkaniu. Danka mówi: ‚To ja z Ireną, a ty z Jurkiem’. ‚Ja?! Z mężczyzną w pokoju, do tego w jednym łóżku?! Co wyście, zgłupiały?! Bez ślubu ani rusz!’. One myślały, że my już dawno jesteśmy kochankami. A my tylko po sercu, a dołem nic, mowy nie było. I po ślubie było ciężko, ale jakoś tam poszło, dzięki Bogu (śmiech).

Twierdzi Pani, że Pani życie romantyczne było nieciekawe, ale absztyfikantów chyba nie brakowało?

A skąd ja mogłam wiedzieć? (śmiech) Nie zauważałam ich. Nie było kiedy, kochani. Wychodziło się na scenę, pari ta tam tam, i do domu uczyć się tekstów. Mówiłam już przecież.

Nie wierzymy, że nie wiedziała Pani, ilu mężczyzn musiało się w Pani kochać. Wystarczy obejrzeć niektóre okładki ‚Filmu’. Była Pani pięknością. Po prostu przelaską, jak to się dzisiaj mówi.

Oj tam, gadanie. Ja byłam zawsze dziwaczka. Miałam zazwyczaj wielbicieli przeważnie żonatych. W jednym się nawet zakochałam, a potem się okazało, że wcale nieżonaty, tylko się z tamtą pierwszą rozejść nie może. Powiedziałam: ‚Jak nas jest troje i wy oboje jesteście do chrzanu, to ja przynajmniej muszę mieć silną wolę. Do widzenia panu i do widzenia pani. Proszę brać tego pana za kołnierz i niech da mi spokój’. Odcierpiałam, odcierpiałam i przeszło.

Ale poflirtować Pani lubiła?

Oj, nie powiem, lubiłam, przy kawce tiu tiu tiu, och i ach. Słodka byłam jak malinka. Pół godzinki przy stoliku, ale dalej tego (kciukiem kreśli poziomą linię na wysokości biustu) to nie. Nie, nie, nie. No a poza tym to Polska Ludowa bardzo pilnowała, ho, ho. Nie było mowy, żeby mężatka z mężczyzną w pokoju w hotelu (śmiech). Ja w ogóle byłam mało sexy.

Pani zdjęcia z młodości temu przeczą…

Wyglądałam nieźle, ale w moim życiu śmieszność była zawsze ważniejsza niż erotyzm. Wolałam, żeby się śmiano, a nie podziwiano. Bo ja byłam typowa gadułka. Dużo słów, mało roboty.

To dlaczego chciała Pani sobie operacyjnie zmniejszyć nos?

Bo ten kartofel bardzo mi przeszkadzał. Chciałam być piękną, choć mocno charakterystyczną jak Kim Novak. Zostać gwiazdą operetki, chciałam śpiewać: Ooo, o ho, ho! Byłam wariatka. Zaplanowałam pożyczkę na operację od rodziców, miałam pojechać do Wiednia i wrócić ze zgrabnym nosem. Na szczęście dyrektor Zelwerowicz wybił mi to z głowy: ‚Czy pani nie wie, że takiego kinola trzeba ze świecą szukać?’. Nie pozwolił mi nawet myśleć o operacji.

Która ze współczesnych kobiet ma ładny nos?

Bardzo ładne rysy mają Tyszkiewicz i Szapołowska Wcale, wcale.

A co Pani myśli o dzisiejszych gwiazdach?

Seriale nie produkują gwiazd, jeśli – to meteory. Piękno niepoparte talentem, inteligencją, urokiem – jest martwe. Tylko marmurowe rzeźby i dobre malarstwo zawsze cieszą oko. Dziś ciałem kobiecym przede wszystkim interesują się kupcy, fachowcy od reklamy. Zachwyt nie idzie w estetykę, tylko w komercję.

Jest jakiś mężczyzna aktor z młodego pokolenia, który się Pani podoba? Michał Żebrowski?

Nie bardzo mogę się wypowiadać na ten temat, bo niezbyt dobrze widzę. Nie widzę panów buziek, widzę sylwetki i garnitury. Kino jest dla mnie tylko głosem. Poza tym jestem wychowana w trochę innych czasach piękna. Wtedy amant to był amant, a Żebrowski jest bardzo utalentowanym aktorem, ale raczej charakterystycznym. Na dzisiejszą epokę to jest lepiej. Wybitnie piękny nie jest, ale bardzo handsome, męski. Przypomina mi trochę Redforda. We fraku go nie widzę.

Męża Pani widziała…

Pewnie, że tak. Jurka zmarnowała Polska Ludowa. Nie mógł z taką twarzą grać kierowców i szewców. Nie mógł udawać. Bycie kopciuszkiem wychodzi tylko kobitom. Nie miał szczęścia. Gdyby jego kariera filmowa szła dobrze, pewnie byśmy się nie rozeszli. Jurek się połamał psychicznie, rozchorował… W teatrze próbował, ale nie miał tego przebicia. Estrady nie cierpiał. Denerwował się, że trzeba jeździć w trasy, czasami nie spać. Wolał nie jeść i nie pić, niż tak się męczyć.

Nie żałuje Pani, że nie ma rodziny?

Nie. Niedługo po wojnie przyjechała mama z siostrą z Kazachstanu. Trzeba było się nimi zająć. Ja jedna pracowałam. A wtedy były limity, nie można było negocjować stawek. 200, 300 złotych za występ. Nawet jak przyszła cała Sala Kongresowa. Pracowaliśmy dużo, przyjemności mieliśmy szalenie dużo, ale tutaj (pociera kciukiem o palec wskazujący) niedużo. A jak ktoś był tak obłożony rodziną jak ja, no to łatwo nie było. Pieniądze się rozchodziły. A zawsze jeszcze musiałam mieć gosposie, jedyny luksus mojego życia. Jedna była 25 lat, pochowałam ją, druga też ponad 20 lat i też ją pochowałam, a trzecia Joasia jest już 15 lat. Ale ta mnie chyba przetrzyma, bo dużo młodsza.

Jest Pani wobec niej wymagająca?

I tak, i nie. Jak wszystko jest dobrze zrobione, to nie. Ja jestem błysk, nigdy nie trzymam w sercu, od razu mówię. Tak samo w miłości i w innych sprawach.

Nie przeszkadza Pani samotność?

Oj tak, przeszkadza. Ale ja po mamie mam podobny charakter, wystarczyło jej radio, książki, kwiatki do podlewania. Mamusia bardzo się po Kazachstanie zmieniła. Siedem lat takiej biedy robi swoje. Z nią była naprawdę niesamowita sprawa. Jak wróciła z Kazachstanu, była siwiusieńka. Nic nie chciała, największe marzenia to było dostać bułeczkę i kawę z mlekiem. Po dwóch tygodniach zaczęły jej odrastać piękne czarne włosy. Nasz zaprzyjaźniony lekarz kolegów przyprowadzał, żeby zobaczyli, jak organizm potrafi się odradzać. A mama była już koło siedemdziesiątki.

Ojciec chyba nie chciał, żeby Pani szła do szkoły aktorskiej?

Wtedy się mówiło, że to jest bagno. Nic dobrego dla panienki z dobrego domu. No, ale ksiądz biskup mnie wtedy uratował. Bo ojciec to był taka ‚księża pięta’ i poszedł się naradzić. ‚Panie Bielicki, pan wie, że złego Kościół nie naprawi i dobrego karczma nie popsuje. Co będzie, to będzie’. No i zdałam.

Pani Hanko, zawsze się zastanawialiśmy, czy Pani jest cały czas taka zadowolona, czy jednak udaje? Optymizm w Polsce – to nie wypada.

W pierwszym rzędzie chciałabym jeden mit rozwiać. Prawda jest taka, że humoryści są prywatnie bardzo nieciekawi.

Opowiem wam taką dawną anegdotę, która była podobno wypadkiem z życia. W latach 20., może trochę wcześniej, triumfy święcił słynny cyrk Grocka. On był właścicielem cyrku i wielkiej sławy klownem. Znakomitość po prostu. Rzecz dzieje się w Szwecji. Do psychiatry przychodzi elegancki straszy pan i mówi, że ma szaloną depresję, że nie udają mu się kontakty z ludźmi, że z przyjaciółmi nie może się porozumieć, że jest na skraju załamania. Pan profesor mówi: ‚Bardzo pan dobrze trafił, akurat przyjechał do nas cyrk Grocka, który jest tak wspaniały, proszę pana, że ludzie umierają ze śmiechu’. A elegancki pan mówi: ‚Panie profesorze, ten Grock to ja’. Im dalej posuwam się w bawieniu ludzi, tym bardziej jestem zamknięta i osamotniona z wyboru. Szczęśliwa, gdy się wszystkie drzwi zamykają i tylko ptaki ćwierkają za oknem.

Na pewno żadnej kawki nie chcecie?

Skoro Pani nalega

Joasia! Panowie chcą kawy z mlekiem, a ja napiłabym się soczku. W razie czego proszę poprosić. Wszystko jest, i czarna porzeczka, i wisienki… Wszystko.

Dziękujemy. Jak podoba się Pani pan Rokita w swoim nakryciu głowy?

On n’est pas qui on pense [Nie jest się tym, kim się myśli, że się jest].

Według nas jest Pani szalenie nowoczesną kobietą, ale nie uwierzymy, że na przykład próbowała Pani słuchać kiedyś heavy metalu…

Oczywiście, że próbowałam. Każdy gatunek ma prawo istnieć. Jeżeli znajduje wyznawców, niech gra. Tylko żeby nie zabijał nas. Jest jakiś niepokój w młodzieży, krakowiak i mazur nie wyrażają już naszego narodu. Kiedyś wszystko szło z pola szerokiego, z tych łanów zielonych… Eeeej, ta da da ti di dinda. To zginęło. Tego nie ma, bo taka Polska już nie istnieje. Są wspomnienia, a jak nie chcemy wspominać, to zostają wzory. Niestety, nachapaliśmy się obcych wzorów – stąd ten huk. Moim zdaniem jest to nie nasze, ale to chwilowe i na pewno przejdzie. Na razie jest trendy.

Podobno słowo ‚trendy’ jest już passé i mówi się: ‚jazzy’…

Muszę zapamiętać… Jazzy, czyli że wyszło z jazzu. Dobre.

A interesowała się Pani ‚Idolem’?

‚Widziałam. Idol to ktoś, kto robi coś wspaniale, ale przede wszystkim musi sam to wyprodukować! A nie piosenka Presleya, orkiestra Duke’a Ellingtona, a tylko śpiew jego. No ludzie… Przecież to o pomstę do nieba woła. Ktoś, kto dobrze śpiewa, jest tylko dobrym śpiewakiem, a nie idolem. Idolem można zostać, ale nie dzięki producentom, tylko publiczności. I chwała jej za to.

Pewien ksiądz przepowiedział Pani, że nigdy nie będzie miała Pani dosyć, że zawsze będzie Pani czegoś pragnęła. Czego dziś pragnie Hanka Bielicka?

Zdrowia. Nie chcę, żeby przyszedł taki moment, w którym będę żałowała, że tak długo żyję. Żebym nie wzbudzała litości i współczucia, żebym do końca życia była – to może za duże słowo – atrakcyjna. Czy też jazzy, jak wolicie (śmiech).

A czego ma Pani dosyć?

Tak naprawdę to życia.

O nie! Proszę lepiej powiedzieć, co Pani planuje na setne urodziny.

Oj, jak was palnę Między nami: ja naprawdę żałuję, że to jeszcze trwa. Minęło ponad 65 lat pracy, byłoby już bardzo ładnie zakończyć. Wcale nie tak źle.

Rozmawiali: Arkadiusz Bartosiak i Łukasz Klinke 18-03-2006, ostatnia aktualizacja 16-03-2006 16:32

Posted in SYLWETKI, Wywiady | 1 Comment »

Marszałek Piłsudski – reż. Andrzej Trzos-Rastawiecki

Posted by tadeo w dniu 14 Maj 2011

Bohater, przywódca, legenda.

Marszałek Józef Piłsudski to postać obrosła w mity. Film Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego pokazuje życie charyzmatycznego przywódcy i wybitnego stratega politycznego. W rolę tytułowego bohatera wcielają się: Mariusz Bonaszewski i Zbigniew Zapasiewicz.

hRok 1887. Za domniemany udział w przygotowaniach do zamachu na cara Aleksandra III Piłsudski zostaje aresztowany w Petersburgu i skazany na 5 lat zesłania. Ma wówczas zaledwie 19 lat. Podczas pobytu na Syberii poznaje smak samotności i wyobcowania, ale i pierwszej, niewinnej miłości. Po powrocie w 1892 r. do Wilna Józef Piłsudski początkowo nie myśli o jakiejkolwiek działalności konspiracyjnej. Chce studiować prawo, ale odrzuciwszy propozycję współpracy z władzami carskimi, musi też porzucić ambitne plany. Wkrótce wiąże się ze środowiskiem konspiratorów i wstępuje do Polskiej Partii Socjalistycznej. Współredaguje i wydaje nielegalne pismo „Robotnik”. Poznaje swoją przyszłą żonę, Marię, która w organizacji zajmuje się rozprowadzaniem „bibuły”. Odważna, energiczna, a przy tym piękna kobieta, która straciwszy męża samotnie wychowuje córeczkę Wandę, wywiera wielkie wrażenie na Piłsudskim. Mężczyzna oświadcza się jej i przechodzi na protestantyzm, by móc ją poślubić. Prowadzą bardzo skromne życie, ale są szczęśliwi. Niestety, w 1900 r. Piłsudski zostaje ponownie aresztowany.

http://www.tvp.pl/vod/filmy-fabularne/filmy-za-darmo/marszalek-pilsudski/wideo/odc-1/4279972

Posted in Filmy i slajdy, Historia, SYLWETKI | Leave a Comment »

Odkryć prawdę (2007)

Posted by tadeo w dniu 14 Maj 2011

Dokument Aliny Czerniakowskiej z 2007 roku, który nigdy nie dostał – „zielonego światła“ – zgody na emisję w mediach publicznych. Film jest wyjaśnieniem tego, o co – premier Jarosław Kaczyński i cały obóz niepodległościowy – walczyli po „okrągłym stole”. O lustrację, odfałszowanie dziejów najnowszych.

Bój o prawdę. Czy nam potrzebna jest prawda?

W [39:23] minucie filmu Ryszard Kapuściński składa prośbę (czerwiec 1952 r.) o przyjęcie do PZPR: „Proszę o przyjęcie mnie w poczet kandydatów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (…) Jest moją największą potrzebą i pragnieniem wstąpienie w szeregi naszej ukochanej partii…” Opiniuje i rekomenduje towarzysz Bronisław Geremek: „W okresie pracy i studiów na Wydziale Historycznym Towarzysz Kapuściński przeszedł bardzo duży wzrost polityczny i organizacyjny” (…) „Rekomenduję towarzysza Kapuścińskiego w przekonaniu, że przybędzie naszej partii godny jej człowiek.”

Film obrachunkowy, dokument-wykład przedstawiający konieczność przeprowadzenia lustracji, jako najpilniejszego zadania na teraz.

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Historia | 5 Komentarzy »