WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 12 Maj, 2011

Masło lepsze od margaryny?

Posted by tadeo w dniu 12 Maj 2011

Pachnąca bułeczka z masełkiem? Pyszne, ale czy zdrowe? Może lepiej postawić na wszechobecną margarynę? Problem wyboru tłuszczu do smarowania pieczywa dla wielu osób jest niejasny.

Masło lepsze od margaryny?

Lekarze podkreślają, że smarowanie pieczywa w ogóle nie jest konieczne. Przecież wystarczającą ilość składników odżywczych dostarczanych przez smarowidła możemy znaleźć we wszystkich produktach, które wchodzą w skład naszej codziennej diety.

Katarzyna  Haczkiewicz

Katarzyna Haczkiewicz

Zazwyczaj jednak przyzwyczajenie sprawia,  że nie potrafimy zrezygnować z posmarowanej kanapki. Obecnie na rynku są trzy podstawowe rodzaje takich produktów: masło, margaryny oraz mieszanki masła z margaryną (miksy i tzw. „masełka”). Przyjrzyjmy się każdemu z nich.

Masło dla smakoszy

Masło, które widzimy na sklepowych półkach otrzymywane jest ze śmietany pozyskiwanej z mleka. Dwa jego najpopularniejsze gatunki to masło ekstra i śmietankowe. Pierwsze powstaje ze śmietany pasteryzowanej i ukwaszonej, drugie z nieukwaszonej śmietanki. Różne technologie produkcji sprawiają, że oba gatunki różnią się nie tylko smakiem, ale również zawartością tłuszczu i laktozy, zwanej cukrem mlecznym. Osoby z nietolerancją laktozy powinny unikać masła śmietankowego.

Wielbiciele masła podkreślają, że jest ono zdrowe, ponieważ zawiera łatwo przyswajalne witaminy A, E i D i podczas produkcji nie ma potrzeby dodawania żadnych składników chemicznych. To prawda, ale… Właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. O tym później. Pamiętajmy też o tłuszczu, jaki znajduje się w tym smarowidle. Masło śmietankowe zawiera około 74 proc. tłuszczu, i w 100 g dostarcza 659 kcal, natomiast masło ekstra to aż 82,5 proc. tłuszczu i – co za tym idzie – większą ilość energii – 735 kcal.

„Łatwa” margaryna 

Ceni się ją za łatwość rozsmarowywania na pieczywie. Z czego się składa? Margaryna jest emulsją jadalnych tłuszczów roślinnych zmieszanych z wodą lub mlekiem. Składnikami margaryn są najczęściej: mieszanina częściowo utwardzonych tłuszczów roślinnych z emulgatorem, mleko z dodatkami smakowymi, aromaty, oleje oraz syntetyczne witaminy A i D. W sprzedaży są dwa podstawowe rodzaje margaryn: miękka w kubkach i twarda w kostce. Do smarowania zaleca się margaryny miękkie, a do pieczenia twarde.

Zbliżony do masła smak margaryna zawdzięcza ukwaszeniu mleka dodawanego podczas produkcji. Co z tłuszczem? Jego zawartość w margarynach jest bardzo zróżnicowana (i uzależniona od receptury produkcji), waha się od 45 do 80 proc.

Miksy na kompromis?

Wśród miksów możemy znaleźć takie, które dostarczają tyle samo energii co masło, jak również takie, które są dużo mniej kaloryczne. Warto uważnie czytać etykiety. Dla wielu to właśnie miksy są zdrowym kompromisem. Sięgają po nie ci, którzy cenią sobie tradycyjny smak masła, a przy tym chcą korzystać z zalet tłuszczów roślinnych i tłuszczu mlecznego. W miksie samo masło straciło trochę cholesterolu oraz tłuszczy nasyconych na rzecz jedno- i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, co poprawiło jego walory zdrowotne.

W walce o zdrowie

O właściwościach zdrowotnych masła i margaryny decyduje skład tłuszczu. Większość, bo aż około 50 proc. kwasów tłuszczowych obecnych w maśle, stanowią nasycone kwasy tłuszczowe, charakterystyczne właśnie dla tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, 34-35 proc. stanowią jednonienasycone kwasy tłuszczowe, a 5-6 proc. to wielonienasycone kwasy tłuszczowe. W margarynach te proporcje są zupełnie odmienne. Tu kwasy tłuszczowe nasycone to ok. 22 proc., jednonienasycone – 56 proc., a wielonienasycone – 22 proc.

Czym są tajemnicze kwasy i dlaczego są tak ważne? Tłuszcze nasycone podnoszą poziom cholesterolu we krwi, zwiększają również krzepliwość krwi podnosząc tym ryzyko miażdżycy tętnic, a tym samym zachorowania na zawał serca. Natomiast tłuszcze nienasycone obniżają poziom cholesterolu we krwi, a tym samym obniżają ryzyko występowania chorób naczyniowych. Są więc niezbędnymi tłuszczami dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Te różnice sprawiają, że teoretycznie margaryna i miksy nie stanowią takiego zagrożenia dla żył jak masło.

Trzeba pamiętać jednak, że tłuszcze roślinne po utwardzeniu zamieniają się w niebezpieczne dla zdrowia kwasy nienasycone o izomerii trans. W rezultacie zamiast wpływać korzystnie na zdrowie i zapobiegać zmianom miażdżycowym, stają się ich przyczyną. Oprócz tego mogą powodować zmiany nowotworowe i cukrzycę. Przy wysokim poziomie cholesterolu lepiej więc w ogóle zrezygnować z masła (lub stosować je w minimalnym stopniu) niż sięgać po utwardzone tłuszcze roślinne.

Chociaż masło najlepiej nadaje się smarowania, można na nim też smażyć. Najlepiej zdecydować się wówczas na masło klarowane, czyli topione, od którego oddzielona została serwatka i woda. Takie masło nie pryska. Należy smażyć tylko przez chwilę, ponieważ z czasem zaczyna wydzielać substancje rakotwórcze.

Polecamy również:

Masło czy margaryna?

Posted in Zdrowie jest najważniejsze | Leave a Comment »

Po nas choćby i PiS !

Posted by tadeo w dniu 12 Maj 2011

„…gdy za złe uczynki nie karzą, grzeszyłby, kto by dobrze czynił…”

Gangrena.

Obecnie lekarze nie mają już takich dylematów jak dawniej, postęp medycyny i techniki pozwala z dużą precyzją określić niezbędny poziom amputacji czy też obszar zagrożony nowotworem. My jednak ciągle mamy do rozstrzygnięcia ważny problemat ( Problemat profesora Czelawy ). Otóż zastanawiamy się kiedy i jak odsunąć PO i PSL od władzy, a równocześnie wykreślić raz na zawsze z politycznego pejzażu Polski lewicę, ponoć tak potrzebną demokracji. Zacznijmy od końca. Po co komu lewica ?, to oczywiste jest potrzebna społeczeństwu, jest to bowiem ugrupowanie o dużej wrażliwości społecznej stojące na straży wszelakich praw i swobód obywatelskich oraz ujmujące się za każdym pokrzywdzonym. Nikt tak jak lewica nie zadba o Państwo i najmniejszego choćby obywatela. Widać to szczególnie w staraniach lewicy o aborcję na życzenie, propagowanie homoseksualizmu, a w przyszłości adopcji dzieci przez pary homo, jak i również prawo do eutanazji, przy jednoczesnym zapewnieniu poczucia bezkarności dla wszelkiego rodzaju zbrodniarzy, od wojennych do pospolitych morderców. Co objawia się w tendencji do łagodzenia kodeksu karnego i zniesienia kary śmierci. Dalej jest już tylko ściana, ściana końca cywilizacji.
Taki Demianiuk, schorowany staruszek, nie szkodzi, że brał udział w mordowaniu ludzi, dostał Piątkę, ale do czasu apelacji będzie na wolności, bo stareńki i chory. A nawet jak pójdzie siedzieć to w sumie fajna emeryturka, bo z obozu chyba nie ma świadczeń emerytalnych, choć w dzisiejszym świecie, jak Kiszczak i Jaruzelski biorą generalskie emerytury za zbrodnie na Narodzie Polskim, to czemu Demianiuk miałby nie mieć emerytury za swoje zasługi. A w najgorszym razie za zbrodnie będzie musiał posiedzieć w ciepełku z darmowym wiktem i opierunkiem oraz opieką medyczną ze 2 lata i jak go wcześniej kostucha nie zabierze to go zwolnią przedterminowo za dobre sprawowanie, podobnie jak terrorystów z RAF-u i wielu innych w tej jakże humanistycznej i humanitarnej Europie. Europie gdzie zbrodniarze i bandyci mają się znacznie lepiej niż dzieci nienarodzone, które można zabić zgodnie z prawem. I nie mam zamiaru polemizować z pseudonaukowym bełkotem lewaków i ich popleczników mieniących się naukowcami i uważających się za światłych i postępowych ludzi. Ich bełkot się po prostu nie broni, każda forma życia zasługuje na szacunek i ochronę. Zieloni, ekolodzy, obrońcy zwierząt i wiele różnych ruchów wspieranych przez lewicę mają tyle współczulności dla wszystkich, tylko nie dla dzieci nienarodzonych. Nie daj Boże byś skrzywdził małpkę, która powinna mieć takie same prawa jak ludzie, najlepiej również prawo wyborcze, wtedy lewactwu wzrośnie elektorat, o kolejne małpy. Lewacy to wyjątkowo niebezpieczne i szkodliwe osobniki, z jednej strony potrafią w zamordystyczny sposób terroryzować całe narody oprzez ustroje totalitarne, czy też bezpośredni terroryzm, a z drugiej poszerzając swobody obyczajowe do granic absurdu wypychać poza nawias społeczny całe obszary wartości kulturowych, religijnych, wspólnotowych, historię i tradycję. Doskonale odnajdują się w każdym systemie ekonomicznym, żerują na resentymentach oraz bazują na sprawdzonym betonie partyjnym i zawsze wiernym służbom. To wpływowa grupa interesu. To gangrena tocząca nie tylko Polskę. I zabrakło 22 lata temu precyzyjnego chirurgicznego cięcia, cięcia powyżej miejsca zakażonego czerwoną zarazą. Jestem daleki od nawoływania do krwawej rozprawy. Zauważmy jednak, iż to właśnie lewica, lewica ze spadkiem po sowieckich i polskich zbrodniarzach tak bardzo troszczy się o humanitarne karanie tychże zbrodniarzy i chce doprowadzić do całkowitej bezkarności władzy, równocześnie godząc się na beztroski seks z gwarancją skrobanki na życzenie. A to dopiero początek, w zanadrzu mają kolejne projekty modernizacji społeczeństwa. Wypadałoby sięgnąć jednak do mrocznego średniowiecza, przynajmniej w pewnym zakresie. Bo kara to nie ma być sielankowe i krótkie odosobnienie. Kara ma zadośćuczynić ofierze, naprawić krzywdy, ma być dolegliwa dla sprawcy i skutecznie odstraszać potencjalnych przestępców. I na nic usta pełne frazesów i wyników wybiórczych i nieobiektywnych badań lewackich i neoliberalnych naukowców, tylko mocne prawo, bezwzględne karanie zbrodniarzy łącznie z karą śmierci, publicznie wykonaną, tak na oczach gawiedzi i oczyszczenie sądownictwa przywróci naturalny porządek. I nie chodzi tu o akt zemsty społecznej tylko o skuteczną ochronę ludzi przed wszelkimi wynaturzeniami jak i przed tymi, którzy uczynili sobie z polityki kosztem społeczeństw dochodowy interes. Dlaczego mam się pochylać nad wiekiem i chorobami bestii w ludzkich ciałach, mam obowiązek moralny w imieniu ich ofiar wyeliminować je ze społeczeństwa, również dla bezpieczeństwa przyszłych pokoleń. Nie ma zgody na „Grubą Kreskę”. Niezbędny jest „Gruby Sznur”. Niezbędny by ocalić Naród i Polskę, by gangrena nie toczyła jej dalej.

By kradło się lepiej.

PSL – moi ulubieńcy, spryciule jakich mało, powinni ograniczyć się do zarządzania remizami i sprzedaży wódki i jaboli na wiejskich potańcówkach. Jako wieczne polityczne dziwki powinni się kurwić na własny rachunek. I te ich Pawlackie oblicza pełne spokoju, troski o los Polski i Polskiej Wsi, to oni nawołują do rozwagi i spokoju w polityce – By kradło się lepiej. Na nimi nawet nie warto się rozwodzić, to tak samo jak lewica świetnie zorganizowana rodzinna firma, trzeba ich prześwietlić i zdelegalizować, przynajmniej w tej postaci. Prawdziwi reprezentanci środowisk wiejskich powinni wywodzić się z nieuwikłanych młodych i starych jej reprezentantów. Ta partia powinna się oczyścić i odrodzić, jest potrzebna, jednak w takim składzie i stanie jest tylko szkodliwa i dba o własny interes strojąc się w ornat. Przytula się do wszystkich za wyjątkiem PiS, z nimi im nie po drodze, bo ciężko byłoby się nachapać. Przy SLD i PO za głosy dostają więcej niż naprawdę ważą na politycznej scenie. Same z nimi Kłopotki.

Syndyk masy upadłościowej.

Polska to nie tylko Naród i Ojczyzna, to olbrzymie przedsięwzięcie i przedsiębiorstwo, jak się okazuje niektórzy biorą to zbyt dosłownie i zamiast przedsiębrać dla się biorą.

Zarówno następcy PZPR jak i SD, czyli obecnie SLD oraz dziecko UD i UW czyli PO bardzo konsekwentnie zmierzali do objęcia głównych stanowisk w Zarządzie Polski, SLD miało swój czas i wykorzystało go dość skutecznie, te Rywiny to tylko zasłona dymna i walka o władzę między służbami, ogrom grabieży i zbrodni lewicy jest godny ich komunistycznego rodowodu i swoistego czerwonego „etosu”. PO jest jak sądzę nowocześniejsze, lepiej umocowane przez Unię i Sowietów i w ciągi zaledwie kilku lat doprowadziło Polskę do stanu, gdzie jeszcze chwila, jedna kadencja i Polska postawiona po rozgrabieniu w stan likwidacji przez namaszczonego Ryżego Syndyka pozostanie terenem wystawionym wraz ze społeczeństwem na licytację. Ostanie się siła robocza i Bronek pod Ruskim, Przepięknej Urody Żyrandolem. I nie są to jakieś teorie spiskowe, to fakty za którymi stoi wiedza wielu z nas, obserwacje ich poczynań i efektów. Cała ta ściema z giełdami, kryzysami gospodarczymi jest dobra dla naiwnych, nawet takie tragedie jak w Japonii choć nie pozostają bez wpływu na sytuację na świecie, są tylko promilem w skali makro, a zarazem dobrym pretekstem do kolejnych spekulacji i zarządzaniu ludźmi poprzez strach i kryzysy, jak nie kryzys nas dopadnie to urodzaj, zbytni urodzaj. Postęp jaki dokonał się przez setki lat, nauki, techniki, w zasadzie we wszystkich dziedzinach życia powinien zaowocować stabilności i dobrobytem, a nie tym, że jak jakiś makler czy inny cwaniaczek coś zwędzi to się świat trzęsie, a my jak zwykle płacimy cenę. PO, jej liderzy dokonują gwałtu w biały dzień, nie przejmując się zbytnio milionami Polaków, ważne jest tylko komunikat dla swoich zwolenników, jeszcze tylko chwila, dorżniemy PiS-iorów i nikt nie będzie nam przeszkadzał w drodze do świetlanej przyszłości i dobrobytu. To mistrzowie znieczulenia, wraz z mediami dbają o to by ich pacjenci cały czas byli pod kroplówką, a gdy znikną to pacjent jak wyrwie igłę to zejdzie na zawał serca jak ujrzy rzeczywisty obraz Polski. Wtedy nie będzie już nawet czego sprzątać, będzie pozamiatane. PO nie jest partią na wiele kadencji, nie z tymi liderami, możliwe, iż jak zrobią swoje to odejdą w niesławie, ale bezpiecznie i z pełną kiesą. A nowe PO odmieni swoje oblicze i pozostanie jak Graś „niemiecko-sowieckim cieciem” w tym co po Polsce pozostanie. Będzie to kołchoz na miarę XXI wieku. Bo jeżeli po okresie zaciskania pasa i transformacji funduje się nam modernizację to co może być następne, bo modernizować można działające urządzenie lub jakąkolwiek sprawną rzecz, a nie zaorane pole. Co można zmodernizować na takim polu, kształt bruzdy, zrobić fantazyjne i niehomofobiczne esy-floresy. Będziemy mieli prawie wszystko, ale nic własnego, no bo nic nie jest nasze, trzeba oddać cośmy zagrabili prawowitym właścicielom, a wkrótce gospodarzom tej ziemi między Bugiem, a Odrą, przedzielonej Wisłą. Naprawdę przerażająca jest naiwność zaprawiona niewiedzą i brakiem dystansu jaką wszczepiono wielu obywatelom RP. Najlepiej uznać kogoś za oszołoma i ciemnogrodzianina i odroczyć trudny proces myślenia na bliżej nieokreśloną przyszłość. Bo jakoś to będzie. Ano nie będzie. Jakby ludzie znali choć część planów Bandy Trojga, to fabryki nie nadążałyby z produkcją farby do włosów, bo łby by wszystkim posiwiały. Trzeba umieć analizować i czytać komunikaty jakie są zawarte w działaniach PO. A to jakby co to Euro nie będzie, może trzeba będzie z internetem zrobić porządek dla dobra Polski. Ogólnie rzecz biorąc nowoczesna wersja stanu wojennego, z zakazem zgromadzeń, jeżeli nie ku chwale właściwej partii i jej wodzów. To nie są rojenia chorego umysłu, to obraz profesjonalnych działań, które sięgną po wszystkie możliwe środki by dokończyć swoją misję. Rządzić im się nie chce, ani nie opłaca, nie taka ich rola. Gdy już wyprzedadzą po korzystnej cenie wskazanym nabywcom, wtedy przedsiębiorstwo Polska pod wodzą Ryżego Syndyka zostanie postawione w stan likwidacji, to oczywista metafora, komunikatu w Rzepie Premier nie da i nie poda oferty na resztę majątku. Będziemy to widzieć na co dzień, w swoim życiu i sytuacji materialnej. Będą, jak to mówią, dalsze znaki na Niebie i Ziemi, ale wtedy będzie za późno. Są takie procesy, których jak się nie powstrzyma na odpowiednim etapie to już nawet nie dupa blada, tylko rozerwana i nie będzie do śmiechu.

Problemat.

To wszystko i wiele innych spraw znanych z publikacji prasowych, z blogów, książek, radia i telewizji ( obecnie tychże najmniej ) ludzi zatroskanych o Polskę, od zwykłych obywateli do najtęższych umysłów i lekkich piór publicystów, to wszystko powoduje, iż nie powinien istnieć problemat – czy PO odsunąć od władzy teraz, czy też niech się samo wyłoży na jakimś kryzysie czy też w wyniku ich post-polityki i nierządu. Naprawdę nie ma na co czekać, rok, dwa władzy tych szemranych typów,международных спекулянтов doprowadzi do tragedii w Polsce w wymiarze ludzkim i gospodarczym, a oni niczym Cesarze obrócą palec w dół, a na scenę wkroczą nie lwy, tylko hieny, by pożreć resztki padliny jak z nas zostanie.

Nie możemy zatem spekulować, tworzyć w ostatniej chwili partii, która jakoby miała zastąpić PO i być koalicjantem PiS. Tusk sięga po komunistyczne schematy, tworzy wraz Komorowskim otaczając się ludźmi lewicy i służ swoisty FJN. Tworzą wspólny front by sięgnąć po całą władzę w Sejmie i Państwie, a wtedy drżyjcie Narody, wtedy takie ustawy przegłosują, iż będą awangardzie UNII, co tam Unii, Kuba weźmie z nas przykład. Sytuacja jest bardzo poważna, zważmy jednak siłę PiS, jest to co najmniej 20-30 % czynnych wyborców, to realny, twardy elektorat, to poważna siła, w każdym normalnym ( choć takich nie ma ) znacząca siła. To nie PiS powinien się zalecać do…

Osiodłać Diabła.

Ja wiem, że nie wszystko można robić jawnie, musi pójść karta pod stołem. Ale może jest potrzebny jaśniejszy komunikat dla społeczeństwa i oferta dla PiS ze strony pewnych środowisk politycznych, ekonomicznych, naukowych, wojskowych i służb. Byśmy nie gubili się w spekulacjach kto za kim stoi, tylko za Robinsonem na bezludnej wyspie i to do czasu nikt nie stała, bo w końcu i tak niezbędny stał się Piętaszek. Zatem Piętaszku wyłaź zza krzaka nie bój się, jak masz szczere intencje to nie ma na co czekać, nawet jak to jest tylko interes. Bo w końcu świat to jeden wielki interes, tylko należy również uwzględnić zarówno interes narodowy jak i nas, obywateli, mieszkańców tego kraju. To nami w końcu orzecie tą ziemię i z owoców naszej pracy żyjecie, odrobina szacunku nie zaszkodzi. Bo Naród potrafi być tak samo wdzięczny jak i pamiętliwy. Tym bardziej, że tak naprawdę Tusk i jego ferajna nie przejmuje się tym co będzie „The Day Ater”. Po nich choćby i PiS. Tylko to oni chcą zdecydować kiedy to ma nastąpić, a na to im nie możemy pozwolić. Ich należy odsunąć od władzy jak najszybciej bo potem tylko wiatr będzie hulał po zaoranej Polsce. To nie jest normalna demokratyczna sytuacja, to jest regularna wojna z Polską i Narodem, oni uważają, że tak jak artystom wolną im więcej.

Cyrografu diabłu nie podpiszę i duszy nie sprzedam, ale jak da się diabeł osiodłać za dostęp do żłobu, to chętnie na nim dokonam szarży na bestiony PO i SLD ( bo to nie bastiony tylko „bestiony” ).

Polski naród ma swoją mądrość i warto po nią sięgnąć, by nie stało się z Polską to co tak trafnie zacytował Rafał Ziemkiewicz w swoim artykule – Transfertyci, czyli czas polityków wędrownych.

gdy za złe uczynki nie karzągrzeszyłby,kto by dobrze czynił…”.

http://bushido.salon24.pl/306132,po-nas-chocby-i-pis

Posted in POLECAM, Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | 1 Comment »

O bogaczu rozdającym własne pieniądze

Posted by tadeo w dniu 12 Maj 2011

W ostatnią sobotę późnym wieczorem w Las Vegas Manny Pacquiao, fantastyczny mistrz pięści rodem z Filipin, wszedł do ringu w żółtych rękawicach. Kolor rękawic „Pacmana” symbolizował poparcie dla organizacji „Gawad Kalinga”, która zajmuje się na Filipinach walką z bezdomnością i ubóstwem. Bo Manny to nie tylko wyjątkowy sportowiec i najwybitniejszy obecnie pięściarz świata, ale przede wszystkim wyjątkowy człowiek. Jest wielokrotnym milionerem, ale dzieli się swoim majątkiem z rodakami.

I bynajmniej nie robi tego, jak większość gwiazd sportu i show biznesu, na pokaz, ale z naturalnej potrzeby serca. Jego fundacja wydaje codziennie najuboższym kilkanaście tysięcy posiłków, a z konta mistrza płyną grube miliony na walkę z ubóstwem.

Może dlatego Manny jest uwielbiany na Filipinach. To postać bardziej tam popularna niż prezydent kraju. W dzisiejszych strasznych czasach niepohamowanej chciwości i pazerności ten prosty, nadzwyczaj skromny, niewielki wzrostem, ale wielki duchem mężczyzna, to prawdziwy ewenement godny oprawienia w ramki. Niniejszy felieton będzie poświęcony właśnie jemu, bo na świecie niewielu jest takich ludzi.

Kiedy „Pacman” walczy o kolejny tytuł mistrza świata zamiera życie na Filipinach, a tamtejsza policja notuje spadek przestępczości prawie do zera. A Manny ma tytułów aż sześć, w sześciu różnych kategoriach wagowych – od muszej do lekko średniej. Ma również na rozkładzie aż 14 mistrzów świata, z których większość nie była w stanie dotrwać do końcowego gongu. Ostatni z nich to sobotni przeciwnik Pacquiao, czarnoskóry czempion Shane Mosley. Jak większość poprzedników buńczucznie odgrażał się „Pacmanowi”, że wykończy go już na początku walki. W trzecim starciu Manny zdzielił go lewym w szczękę, powalił na matę i tak napełnił bojaźnią bożą, że do końca walki Mosley uciekał po ringu bojąc się jakiegokolwiek kontaktu z twardymi pięściami „Tajfunu z Filipin”. – Nie mam żadnego bokserskiego idola, po prostu walczę jak Bruce Lee – powiedział kiedyś najlepszy bokser świata.

Emmanuel Depidran Paquiao, bo tak brzmi pełne nazwisko mistrza, walczył 52 razy będąc tylko dwukrotnie pokonany (na początku kariery). Aż 38 walk zakończył przed czasem, nic więc dziwnego, że od kilku lat straszy na światowych ringach nie mogąc doczekać się godnego siebie przeciwnika. – Największy bój mojego życia toczę nie w ringu, ale w moim kraju przeciwko biedzie – powiedział „Pacman” przed ostatnim swoim pojedynkiem. – W sobotę założę żółte rękawice i zachęcam wszystkich, by też założyli coś żółtego i pomogli mi nieść dalej to przesłanie jedności.

Nie wszyscy wiedzą, że ten wybitny bokser pełni w swojej ojczyźnie obowiązki kongresmana. Sondaże mówią, że gdyby dzisiaj wystartował w wyborach prezydenckich głos na niego oddałoby ponad 90 proc.(!) Filipińczyków. Ale on nie wystartuje, jego nie interesuje życie salonowe. Jego interesuje życie tych, którzy muszą mieszkać na ulicy. Chce pomagać ludziom i edukować młodzież. Już zapowiedział, że po zakończeniu kariery sportowej poświęci się w całości działalności charytatywnej i dzięki swojej sławie oraz osobistym kontaktom będzie zbierał pieniądze m.in. na stypendia dla zdolnej filipińskiej młodzieży, a najzdolniejszym jednostkom zapewni studia na renomowanych zagranicznych uczelniach.

Taki jest Manny „Pacman” Paquiao, dinozaur, który jakimś cudem uniknął zagłady, milioner, który miast pędzić komfortowe życie rozdaje swoje miliony i walczy z biedą oraz bezdomnością. Zapewne wielu ludzi obserwując poczynania tego człowieka znacząco puka się w głowę. Ale nie ja.

Manny Pacquiao (33 l.), Nie mam żadnego bokserskiego idola, po prostu walczę jak Bruce Lee – mówi najlepszy bokser świata Manny Pacquiao (33 l.).

Tadeusz Porębski

Posted in POLECAM, SYLWETKI, Znalezione w sieci, Świadectwa | Leave a Comment »

Kościoły a państwo na pograniczu polsko-litewsko-białoruskim

Posted by tadeo w dniu 12 Maj 2011

http://www.bialystok.ap.gov.pl/dziedzictwo/pliki/koscioly_a_panstwo.pdf

Posted in Historia, Książki (e-book), Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Ta Polska im się podoba – Piotr Gontarczyk

Posted by tadeo w dniu 12 Maj 2011

W wypowiedzi z okazji 20. rocznicy Okrągłego Stołu Aleksander Kwaśniewski stwierdził, że bez tego porozumienia nie dałoby się żyć. Jeśli myślał o sobie i swoich współtowarzyszach, miał absolutną rację

„Mnie się ta Polska podoba” – stwierdził w wywiadzie z okazji 20. rocznicy Okrągłego Stołu gen. Wojciech Jaruzelski

Po 20 latach od rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu wydarzenie to wywołuje wiele sporów i namiętności. I bardzo dobrze. Publiczna debata jest niezbędnym elementem funkcjonowania społeczeństwa, które z własnej, czasem bohaterskiej, a czasem wstydliwej przeszłości jest w stanie wyciągnąć nauki na przyszłość. Ale w Polsce dyskusja jest niesłychanie trudna, szczególnie wtedy, gdy w jakikolwiek sposób wiąże się ze współczesną polityką. Mniej niż historyczne fakty liczą się wtedy partyjne interesy, obrona własnych życiorysów czy legitymizacja władzy.

Rzesze dawnych pezetpeerowskich aktywistów przeszły gładko do nowej rzeczywistości wraz ze specyficznymi sposobami pojmowania działalności publicznej, etyką i nawykami

Przykładem tego zjawiska była uroczysta akademia z okazji 20. rocznicy rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu urządzona w murach polskiego parlamentu. Jej organizatorzy, zwolennicy „okrągłego mebla”, nie zaprosili nikogo ze sceptyków. W programie uroczystości jasno przedstawili swe poglądy: „od samego początku III RP starły się w Polsce dwa sposoby uprawiania polityki: jeden związany w jakimś stopniu z filozofią Okrągłego Stołu, zmierzał do istniejących w społeczeństwie antagonizmów, kładł nacisk na społeczny dialog, idee porozumień i wyrażał szacunek dla odmiennie myślących (…) Drugi nastawiony był na dzielenie społeczeństwa, tworzenie obrazu wroga, wykluczanie i zwalczanie różnych grup i społecznych kategorii”.

W takim dyskursie mamy z jednej strony dalekowzrocznych mężów stanu, z drugiej szaleńców i frustratów, zwolenników antagonizowania społeczeństwa. Do tej drugiej grupy zaliczono między innymi tych, którzy w imię elementarnych zasad sprawiedliwości chcieliby rozliczenia przywódców partii i bezpieki za ich działania z czasów PRL.

Szaleńcami są także ci, którzy nie chcą, żeby kat był traktowany lepiej niż jego ofiara. Całkiem do niedawna gwarantowało to prawo stojące na straży przywilejów funkcjonariuszy SB.

Do niebezpiecznych frustratów należą też historycy, którzy chcieliby pisać o systemie komunistycznym. Prawda mogłaby przecież „stworzyć obraz wroga” i podzielić Polaków.

W dyskusjach nad znaczeniem Okrągłego Stołu wyraźnie, choć nie tak silnie jak kiedyś, dominują jego zwolennicy. Argumenty sceptyków są często bagatelizowane, wyszydzane i sprowadzane ad absurdum do śmiesznych teoryjek spisku. Nierzadko stosowana jest przemoc werbalna i próby wykluczenia tych, którzy myślą inaczej. Jeden z uczestników tamtych wydarzeń stwierdził wprost, że „negowanie osiągnięć Okrągłego Stołu jest dyskutowaniem ze zdrowym rozsądkiem”.

Prawdą jest, że Okrągły Stół ma swoją czarną legendę, w której sporo jest uproszczeń i zwyczajnej nieprawdy. Rozmaite spiskowe teorie, często naukowo nieweryfikowalne, a czasem w oczywisty sposób absurdalne, są kontrapunktem dla propagandy uprawianej przez zwolenników i beneficjentów Okrągłego Stołu.

Władza była nad przepaścią

Z dyskusji wokół Okrągłego Stołu można wyłowić kilka podstawowych argumentów jego zwolenników. Podnoszą oni m.in. znaczenie faktu zawarcia porozumienia między tak odległymi od siebie stronami. Kłopot w tym, że konsensus jest środkiem rozwiązywania problemów, a nie celem samym w sobie. Liczy się wartość osiągniętych celów, a nie sama metoda negocjacji.

Zwolennicy historycznego porozumienia głoszą też, że uchroniło ono Polskę przed ofiarami, które mogłyby paść w czasie gwałtownego upadku systemu. Powołują się, jak prof. Jerzy Holzer, na przykład Rumunii. Ale rozlew krwi w Polsce w 1989 czy 1990 r. był mało prawdopodobny. Polscy komuniści nie sięgnęliby po rozwiązania siłowe, ponieważ w ówczesnej sytuacji międzynarodowej nie leżało to w interesie Moskwy. Nadto widmo bliskiego i nieuchronnego krachu systemu stawiało przed nimi bardzo jasną alternatywę: albo porozumienie i pokojowe oddanie władzy, albo powtórka z „Wieszania zdrajców na krakowskim Rynku” pędzla Jana Piotra Norblina. Wymownie potwierdzają taką alternatywę fakty z końca 1989 r. Członkowie KPN i grupy radykalnej młodzieży atakowały wtedy bronione przez rząd Mazowieckiego komunistyczne pomniki i siedziby PZPR. Gdy Jacek Kuroń naciskał na gen. Kiszczaka, by użył siły, ten rozchorował się na gardło. Cierpliwość zalecali niedawnym działaczom opozycji także jego podwładni.

Czasem można usłyszeć opinię, że Okrągły Stół był ważnym krokiem w kierunku wolności. Sęk w tym, że pod wieloma względami było dokładnie odwrotnie. Komuniści osiągnęli wtedy jeden z ostatnich sukcesów, zapewniając sobie kontraktowe wybory do Sejmu i tworząc warunki dla kilkuletniej kontroli nad państwem.

Daje się słyszeć również, że niepowodzenie rozmów przy Okrągłym Stole mogło spowodować poważne przetasowania w aparacie komunistycznej władzy i spowodować trudne do przewidzenia konsekwencje. Ale usztywnienie postawy aparatu PZPR było możliwe wyłącznie z przyzwoleniem Moskwy, a takiej zgody nie było. Poza tym trudno zakładać, że komunistyczni przywódcy byli aż tak krótkowzroczni. Próba odejścia od kompromisu miałaby dla nich skutek tylko jeden: upadek z większej wysokości i z większym hukiem.

Zwolennicy porozumienia twierdzą również, że Okrągły Stół przyspieszył upadek komunistycznego systemu. Rzeczywiście, sporo osiągnięto, przede wszystkim plebiscyt w wyborach do Senatu. Ale czy było warto? PZPR stała na skraju przepaści. Czy nie należało poczekać, aż wykona kolejny krok do przodu? Już po kilku miesiącach tempo politycznych wydarzeń przekreśliło sens zawartego porozumienia. Sukces okazał się krótkotrwały, a w 1990 r. stał się poważną zaporą dla demokratyzacji. Kiedy były działacz antykomunistycznej opozycji Wacław Havel obejmował urząd prezydenta Czechosłowacji, a na Węgrzech odbywały się całkowicie demokratyczne wybory parlamentarne, w Polsce ministrem spraw wewnętrznych był gen. Czesław Kiszczak, a obrony narodowej gen. Florian Siwicki. Kiedy tłumy wiwatujących Niemców obalały mur berliński, prezydentem (nadal) Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej był gen. Wojciech Jaruzelski. Najważniejszą konsekwencją porozumień z wiosny 1989 r. było to, że po roku Polska z lidera stała się outsiderem demokratycznych przemian. Z tej perspektywy Okrągły Stół to pyrrusowe zwycięstwo.

Gładko do nowej rzeczywistości

PPR i PZPR deptały podstawowe swobody obywatelskie i rządziły metodami siłowymi. Komuniści nie tyle służyli obywatelom, ile zarządzali w jednym z obozowych baraków w imię zbrodniczej ideologii i własnej prywaty. Jeżeli więc po komunizmie Polska miała powrócić do stanu normalności, to pozostałości dawnego ustroju, niczym złośliwy nowotwór, należało wypalić ze szczętem. Najlepszą formą kuracji była opcja zerowa w najważniejszych instytucjach społeczno-politycznych, a w innych – głęboka dekomunizacja. W NRD oraz Czechosłowacji stosowne ustawodawstwo jednoznacznie pokazywało dobro i zło i bez wątpienia było ważnym elementem obywatelskiego wychowania. Nie zlikwidowało ono udziału komunistów w życiu społecznym, jednak znacznie ograniczyło ich wpływy, szczególnie w początkach funkcjonowania demokracji.

W Polsce wydarzenia potoczyły się inaczej. Rzesze dawnych pezetpeerowskich aktywistów przeszły gładko do nowej rzeczywistości wraz ze swoimi specyficznymi sposobami pojmowania działalności publicznej, etyką i nawykami. Po zmianie nazwy i drobnych zabiegach kosmetycznych wróciły one do władzy, wygrywając wybory parlamentarne w 1993, a potem w 2001 roku. Zapewne ważną rolę w ich sukcesie odegrały koszty transformacji. Ale nie mniej ważna była siła komunistów w postaci solidnego zaplecza logistycznego, sprawnych kadr i struktur oraz zagarniętego społeczeństwu mienia. Kolejne korzyści polityczne i finansowe osiągnęli w wyniku podziału łupów po dawnym systemie na początku lat 90.

Powrót do władzy dawnych „towarzyszy” odcisnął fatalne piętno na losach III RP. W latach 70. i 80. w PZPR w górę pięli się bowiem głównie pozbawieni zasad, żądni władzy i pieniędzy karierowicze. Dzięki „duchowi koncyliacji” i „zamknięcia przeszłości” mogli pozostać w polityce i urzeczywistniać swoją wizję polityki i własne życiowe ambicje. W tym kontekście piętno Okrągłego Stołu wydaje się aż nadto widoczne: telenowele pod tytułem „lustracja Jerzego Jaskierni” czy „badanie przeszłości Józefa Oleksego”, „samobójczy turniej strzelecki” w mieszkaniu Ireneusza Sekuły.

Postkomunizm to także styl sprawowania władzy przez sekretarza Gminnego Komitetu PZPR w Wielbarku, następnie pracownika cenzury, a do niedawna prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego. Wśród postkomunistów zasiadających przy Okrągłym Stole byli działacz PZPR Zbigniew Sobotka ze Starachowic i dość specyficznie sprawujący swój urząd Aleksander Kwaśniewski (ten z Charkowa). Wszyscy oni stanowią różne nominały tej samej monety. W jednym z wywiadów podsumowujących 20. rocznicę Okrągłego Stołu Kwaśniewski stwierdził, że „bez [tego] porozumienia nie dałoby się żyć”. Jeśli myślał o sobie i swoich współtowarzyszach, miał absolutną rację.

Fatalne skutki „stabilizacji”

W czasie debaty historyków zorganizowanej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego jeden z uczestników podkreślił wagę Okrągłego Stołu, wskazując, że ówczesny duch porozumienia i koncyliacji przez lata „stabilizował sytuację polityczną Polski”. Niewątpliwie, twierdzenie to zawiera sporo prawdy, lecz nie jestem pewien, czy Polska początku lat 90. najbardziej potrzebowała akurat stabilizacji.

Wielkie przełomy polityczne, takie jak ten z 1989 roku, są bowiem niezwykle ważnymi momentami dla historii każdego narodu. Od wypracowanych wtedy mechanizmów funkcjonowania życia społecznego i narzuconych standardów zależy późniejsza kondycja państwa i perspektywa jego przetrwania. II Rzeczpospolita przez kilkanaście lat pokoju osiągnęła sporo sukcesów. Powstał sprawny aparat państwowy, organy ścigania i wymiar sprawiedliwości. Także i rok 1989 był ogromną szansą na zerwanie z czasami niewoli i budowę szanującego dorobek minionych pokoleń nowoczesnego społeczeństwa. Jedną z najważniejszych rzeczy, jakich należało wówczas dokonać, to stworzenie apolitycznych, cywilnych i wojskowych służb specjalnych. Te pierwsze budowano, opierając się na pobieżnie zweryfikowanych funkcjonariuszach byłej SB, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej zwalczali aspiracje niepodległościowe Polaków. Ludzie ci, lojalni obywatele już nieistniejącej Polski Ludowej i z reguły dalecy od jakichkolwiek standardów moralnych, nie byli godni żadnej państwowej posady. Historia takich ludzi jak gen. Gromosław Czempiński czy protegowany jednego z uczestników Okrągłego Stołu Jacka Kuronia płk Jan Lesiak wskazuje, że esbek zawsze pozostaje esbekiem. Do standardów takich ludzi dostosowywało się wielu późniejszych członków kierownictwa MSW i służb specjalnych wywodzących się z dawnej opozycji. Koleje losów mec. Jana Widackiego czy rola, jaką w procesie niszczenia akt archiwalnych dotyczących Lecha Wałęsy odegrał wywodzący się z opozycji minister Andrzej Milczanowski – to tylko przykłady szerszego problemu związanego z ludźmi ówczesnej władzy.

Jeszcze gorzej miała się rzecz z wojskowymi służbami specjalnymi i policją. Szczególnym przypadkiem jest WSI, typowa skamielina Polski Ludowej. Co najmniej do 1990 r. wojskowe służby specjalne znajdowały się pod pełną kontrolą GRU, po zmianie systemu politycznego nie przeszły żadnej reformy czy weryfikacji. Ów patologiczny stan został zlikwidowany po wyborach 2005 r., dzięki głosom PO i PiS, dwóch najważniejszych partii politycznych wywodzących się z dawnej opozycji. Dopiero wówczas przekreślono w tym obszarze kilkunastoletnie „stabilizowanie politycznej sytuacji”.

Ale wielu podobnych, niezbędnych reform instytucjonalnych, które powinno się przeprowadzić w latach 1989 – 1990, dziś zrobić nie sposób. Nie da się na przykład w warunkach demokratycznego państwa prawa dokonać poważniejszej próby naprawy katastrofalnego stanu polskiego wymiaru sprawiedliwości. Choć nie jest to jedyny powód kryzysu, w dalszym ciągu istotną rolę w nim odgrywają „towarzysze” z dawnej PZPR. Oczekiwania „niepodległościowego” I prezesa Sądu Najwyższego prof. Adama Strzembosza co do samooczyszczenia się środowiska okazały się wyjątkowo chybione. Stan polskich sądów ulega systematycznej degradacji. „Ryba psuje się od głowy” – twierdzi wielu i palcem pokazuje na Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny. Działalność tych instytucji w zakresie spraw dotyczących rozliczeń z przeszłością (np. lustracja i odpowiedzialność sędziów za przestępstwa z czasów PRL) wskazywana jest czasem jako jedno z groźniejszych źródeł psucia prawa i niszczenia życia publicznego. Trudno stwierdzić, na ile za taki stan rzeczy odpowiedzialny jest duch koncyliacji z czasów Okrągłego Stołu i gruba kreska, które przekreślały możliwość poważniejszych reform i oczyszczenia polskiego życia publicznego. Ale nie można zapominać, że całe segmenty struktur PRL w nietkniętej formie przeszły do III RP. Dobrze widać to na podstawie analizy funkcjonowania szeregu instytucji państwowych, organizacji politycznych i społecznych. Od polskich sądów, poprzez świat nauki do PZPN.

Sprawy załatwiane pod stołem

Dzięki rozmowom przy Okrągłym Stole w początkowej fazie transformacji udało się zmarginalizować znaczną część środowisk antykomunistycznych odwołujących się do wartości tradycyjnej prawicy. Taki obrót sprawy był niejako zakodowany w filozofii Okrągłego Stołu i, jak można sądzić, stanowił naturalną konsekwencję, jeśli nie jeden z ważnych celów kontraktu. Wielu wpływowym uczestnikom tych wydarzeń, ze środowiskiem „Gazety Wyborczej” na czele, w kwestii polskich tradycji czy roli Kościoła w życiu publicznym znacznie bliżej było do rozmówców z PZPR niż do kolegów z opozycji. Niedwuznacznie uważający się za „oświeconych” zmierzali do przekształcenia Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego w „państwową partię polityczną” i sprawowania władzy poprzez „porozumienie elit”. Blokując tym samym mechanizmy demokratyczne i autentyczną aktywność społeczną, która na skutek splotu różnych wydarzeń, a także, być może, zamierzonych działań szybko została roztrwoniona i stała się przeszłością.

Oczywiście, zamiary ograniczenia demokracji przez lewicowe elity zostały przekreślone przez późniejsze wydarzenia. Pierwszym z nich były wyniki wyborów z 4 czerwca 1989 r., w których społeczeństwo pokazało, co myśli o PZPR. Ale w „duchu porozumienia”, przez część elit konsekwentnie forsowanego dalej, dopuszczono komunistów do udziału w życiu publicznym, podziału strumieni pieniędzy i informacji. Dość typowym przykładem podziału łupów jest sprawa kilkunastoletniej kontroli przez „ludzi ducha Okrągłego Stołu” państwowej telewizji. To właśnie na początku lat 90. zapoczątkowano funkcjonowanie dwóch płaszczyzn uprawiania polityki: obowiązujących demokratycznych rytuałów i spraw, które we wspólnym interesie dawało się załatwić – nomen omen – pod stołem, z dala od oczu maluczkich. W tym kontekście inicjatywa Lwa Rywina nie była żadnym złamaniem obowiązujących reguł, tylko kontynuacją niejawnych mechanizmów „okrągłostołowej” demokracji.

Zawarcie porozumienia przy Okrągłym Stole miało też inne, poważne konsekwencje. Gruba kreska zablokowała lustrację, dekomunizację i na lata uniemożliwiła dostęp do archiwów byłej Służby Bezpieczeństwa. Co do ich stanu, wartości i znaczenia ministrowie pierwszych dwóch solidarnościowych rządów, mówiąc grzecznie, notorycznie mijali się z prawdą. Nie jest przypadkiem, że przytłaczająca część akt byłej SB została spalona w czasach rządów Tadeusza Mazowieckiego. Nie jest również przypadkiem, że dopiero teraz, dwadzieścia lat po Okrągłym Stole, przed sądem stanęli autorzy stanu wojennego, a funkcjonariuszy SB próbuje się – choć nieudolnie – pozbawić przywilejów emerytalnych.

Deficyt prawdy i sprawiedliwości

Na początku lat 90. dawni towarzysze z PZPR i SB mogli czerpać duże korzyści z tytułu zajmowanego stanowiska, a potem układów i znajomości z czasów PRL. W czasie transformacji ustrojowej zakładali liczne spółki nomenklaturowe, obejmowali stanowiska w bankach, firmach ubezpieczeniowych, organizacjach społecznych. Niedawni funkcjonariusze SB bardzo szybko przestali unikać spojrzeń spotykanych na ulicy działaczy opozycji. Z powodzeniem robili kariery w UOP i policji lub korzystali z wysokich emerytur. Wielokrotnie wyższych niż byli więźniowie polityczni. Nie było zasług i zdrad, a archiwa komunistycznej policji zamknięto przed historykami. Konsekwencje były oczywiste. Polska szybko stała się krajem niebywałego deficytu prawdy i sprawiedliwości. Brak kary za występki i nagrody za zasługi wpłynęły na budowę państwa, w którym nie nazywa się zła złem i w którym nie obowiązują żadne reguły i zasady przyzwoitości. Wiele segmentów życia publicznego Polski, a w szczególności korporacje zawodowe, funkcjonuje dziś znacznie gorzej niż w czasach PRL. Rodzinne koneksje to chyba najważniejszy element dostępu do zawodów prawniczych, w których wyniki konkursów i egzaminów znane są czasem przed ich przeprowadzeniem. W korporacji lekarzy największą szansę na pozbawienie prawa do wykonywania zawodu ma nie człowiek niekompetentny, tylko ten, kto ośmieli się opisać nieudolność własnego kolegi. W środowisku naukowym wykluczeniu podlega nie profesor, który przez 30 lat nie napisał żadnej pracy naukowej, tylko ten, kto wykaże brak kwalifikacji merytorycznych i moralnych któregoś z rządzących środowiskiem gerontów.

Nie twierdzę, że za wszystkie wady życia publicznego Polski odpowiedzialny jest Okrągły Stół, bo geneza wielu z nich jest często znacznie bardziej skomplikowana. Ale łatwo zauważyć, że państwo, które zaczęto wówczas budować w duchu okrągłostołowego „porozumienia i koncyliacji”, zawierało fundamentalne genetyczne ułomności. Wynik badań socjologicznych daje tu rachunek bezlitosny. Wielu młodszym obywatelom ich ojczyzna jawi się dziś jako państwo skorumpowane i schorzałe, rządzone przez zdemoralizowane korporacje i najzwyklejsze bezprawie. Mało ich ten kraj obchodzi, bo uważają, że nie mają tu żadnej przyszłości.

„Mnie się ta Polska podoba” – stwierdził w wywiadzie z okazji 20. rocznicy Okrągłego Stołu gen. Wojciech Jaruzelski. Trudno się dziwić, źle mu się nie powodzi. Ma nadal wysoką emeryturę, mieszka w willi zabranej przez komunistów państwu Przedpełskim. Kupił ją za śmieszne pieniądze jeszcze jako szef MON w 1975 r. z rąk tegoż MON, czyli trochę jakby sam od siebie. Dzięki grubej kresce i duchowi okrągłostołowej koncyliacji przez ostatnie dwadzieścia lat nie odpowiedział za swe działania z czasów PRL. Razem z nim na rocznicowej akademii w Sejmie, w sali wypełnionej głównie aparatem PZPR i SLD, świętowali inni obrońcy i beneficjenci ducha Okrągłego Stołu. Potem chwalili się dawnym sukcesem w mediach.

Ale z biegiem czasu o tym wydarzeniu będzie można rozmawiać dużo spokojniej i w bardziej sprzyjającej atmosferze. Sądzę, że głównie w kontekście katastrofalnych błędów i zaniechań początku lat 90.

Z prof. Marią Łoś, socjologiem i kryminologiem z Uniwersytetu w Ottawie, rozmawia Mariusz Bober

Niedawno wspominaliśmy 20. rocznicę rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Jego skutki wiążą się ściśle z powstaniem III RP, niektórzy wręcz utożsamiają ze sobą oba wydarzenia. Dziś coraz częściej mówi się o sterowaniu przekształceniami własnościowymi w tym czasie przez ludzi ze służb specjalnych PRL. Czy według Pani już podczas obrad Okrągłego Stołu zaplanowano mechanizm uwłaszczania nomenklatury? Ówcześni przywódcy „Solidarności” zgodzili się na to?
– W gruncie rzeczy zorganizowany proces uwłaszczenia nomenklatury zaczął się już wcześniej. Ustawa z roku 1982 o spółkach polonijnych i kolejne reformy gospodarcze – a w szczególności uchwalone w późnych latach 80. za rządów Mieczysława Rakowskiego ustawy wprowadzające swobodę inicjatywy gospodarczej i komercjalizację przedsiębiorstw państwowych – tworzyły warunki do prywatyzacji ważnych fragmentów gospodarki przez członków ówczesnej nomenklatury i do powstania nowej klasy komunistycznych kapitalistów. Umowy Okrągłego Stołu nie postulowały ani odwrócenia, ani zatrzymania tego procesu. Godzono się więc na jego kontynuację. Okrągły Stół miał oczywiście swoje tajne zaplecze. Głównym jego gospodarzem i przedstawicielem strony rządowej był minister spraw wewnętrznych gen. Czesław Kiszczak. W późniejszych wywiadach nie ukrywał, że strona opozycyjna Okrągłego Stołu była na bieżąco monitorowana i poddawana ciągłej inwigilacji oraz operacyjnemu rozpracowaniu. Ułatwiało to oczywiście manipulację i sterowanie także psychologicznymi procesami negocjacji i budowanie atmosfery wzajemnego uzależnienia. Pouczająca jest lektura przygotowanego w roku 1987 na zamówienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego raportu Jerzego Urbana, Stanisława Cioska i gen. Władysława Pożogi (ówczesnego szefa wywiadu i kontrwywiadu MSW), w którym zakreślili oni dość szczegółową – i istotnie później wdrażaną w życie – strategię manipulacji i oswajania opozycji w celu wprzęgnięcia jej w ochronę interesów przekształcającego się układu komunistycznego.

Czyli niektórzy uczestnicy obrad przy Okrągłym Stole, twierdząc, że nie było żadnych tajnych porozumień, kłamią w żywe oczy?
– Myślę, że wciąż nierozstrzygnięta kwestia, czy uwłaszczenie nomenklatury zostało „obiecane” w nieformalnych negocjacjach w Magdalence, stała się z czasem trochę tematem zastępczym, odwracającym uwagę od oczywistego i wymownego faktu, że oficjalna polityka legislacyjna i gospodarcza po roku 1989 aktywnie promowała i osłaniała uwłaszczenie komunistycznych elit nomenklaturowo-policyjnych. Kluczowa rola służb specjalnych w procesach przekształceń własnościowych w późnych latach komunizmu i po roku 1989 jest niewątpliwa i coraz lepiej udokumentowana. Jest ona zrozumiała, jeśli uwzględni się centralną rolę KGB w programie kontrolowanych przemian w całym bloku. Ponadto tylko te służby mogły zapewnić specjalną wiedzę, logistykę i osłonę operacyjną konieczne do przekształcenia elit dawnego ustroju w awangardę nowego układu gospodarczego, otwartego na korzystną dla nich integrację z gospodarką światową. Polska była poletkiem doświadczalnym dla modelu transformacji, którego beneficjantami miały być zreformowane elity komunistyczne skupiające kręgi prężnych działaczy partyjnych i funkcjonariuszy służb specjalnych. Prywatne interesy tych elit łączyły się tu z pewną wizją cywilizacyjną, która z kolei miała pozwolić na najpełniejsze zabezpieczenie interesów ZSRS/Rosji w skali światowej.

Przed 10 laty wydała Pani wraz z prof. Andrzejem Zybertowiczem książkę pt. „Privatizing the police state” („Prywatyzacja państwa policyjnego”), chyba wciąż nieprzetłumaczoną na język polski, choć dotyczy ona w dużej mierze naszego kraju. Stwierdzili w niej Państwo, że upadek komunizmu na przełomie lat 80. i 90. nie zlikwidował struktur państwa policyjnego, ale je zmienił i częściowo „sprywatyzował”. Czy obserwując wydarzenia w Polsce, podtrzymuje Pani pogląd, że ludzie dawnych służb i część aparatu partyjnego PZPR wciąż odgrywają ogromną rolę w funkcjonowaniu III RP?
– Tak jak pierestrojka w ZSRS oszczędziła KGB (który był jej autorem), tak upadek komunizmu w Polsce oszczędził aparat państwa policyjnego, który był gwarantem kontrolowanego procesu transformacji. Ustawy z roku 1990 reformujące sektor spraw wewnętrznych oparte były dość wiernie na ustawach z roku 1959 i zapewniały ciągłość zarówno prawną, jak i personalną (mimo weryfikacji) specjalnych służb cywilnych oraz nietykalność służb wojskowych. Jak to pokazujemy w naszej książce, nie można zrozumieć procesów związanych z upadkiem komunizmu i prywatyzacją gospodarki bez uchwycenia mechanizmów prywatyzacji struktur samego państwa komunistycznego (państwa policyjnego), które warunkowały i kształtowały przebieg transformacji. Mechanizmy te miały swoje korzenie w polityce KGB z późnych lat 80., którą cechowała m.in. promocja gospodarczej ekspansji i komercjalizacji służb specjalnych bloku. Wspomnę tu cztery główne aspekty prywatyzacji państwa policyjnego.
1. Prywatyzacja zasobów tajnej wiedzy systemu policyjnego, a więc przejmowanie, kopiowanie, selektywne niszczenie i strategiczne ujawnianie zawartości tajnych archiwów oraz blokowanie prób poddania tych archiwów niezależnemu nadzorowi. Tajna wiedza była w okresie transformacji (i do dzisiaj) nieocenionym kapitałem, dającym możliwość wpływania zarówno na procesy polityczne i ekonomiczne kraju, jak i na kariery oraz fortuny poszczególnych jednostek i kręgów.
2. Transfer znacznej części zasobów aparatu policyjnego (zasobów materialnych, technologii, personelu, metod działania oraz specyficznego doświadczenia i mentalności) do nowo tworzonego prywatnego sektora bezpieczeństwa, skupiającego tzw. firmy ochroniarskie i detektywistyczne, wywiadownie gospodarcze itp. Proces ten zaczął się w roku 1986 wraz z powstaniem pierwszej prywatnej firmy detektywistycznej, ale nabrał dynamizmu po wprowadzeniu w życie reform gospodarczych z roku 1988, a później ustaw gospodarczych Sejmu kontraktowego. Cały ten manewr stwarzał nie tylko ogromne możliwości intratnych karier dla negatywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy SB, ale także tworzył nowe silne lobby oraz zaplecze informacyjno-siłowe dla środowisk postkomunistycznych. Sektor ten przejął wiele funkcji normalnie sprawowanych przez państwo, pozbawiając je monopolu na legalne używanie siły. Przyczyniło sie to do instytucjonalizacji strukturalnej przemocy w gospodarce i polityce. W krótkim czasie prywatny sektor bezpieczeństwa rozrósł się do tego stopnia, że swoim rozmiarem i zasobami znacznie przewyższał państwowe służby policyjne i wchodził z nimi w podejrzane układy i spółki. Mimo ich quasi-policyjnego charakteru do roku 1997 organizacje tego sektora podlegały tylko zwykłym przepisom o działalności gospodarczej i nie były poddane żadnym dodatkowym regulacjom i restrykcjom typowym dla państwowych służb policyjnych.
3. Planowanie, obsługa logistyczna i wiodący udział służb komunistycznych w wielkich aferach gospodarczych doprowadzających do nielegalnej prywatyzacji i przywłaszczenia funduszy i majątku państwowego.
4. Kluczowa rola służb specjalnych w prywatyzacji dziedzin gospodarki uznanych za strategiczne, także z punktu widzenia interesów ZSRS, czyli przede wszystkim sektora energetycznego, handlu bronią, przemysłu informatyczno-telekomunikacyjnego, banków danych, komputeryzacji urzędów państwowych, sektora finansowego i wymiany walut oraz środków masowej komunikacji. Trudno ocenić, na ile była to w pełni świadomie sformułowana strategia. Do pewnego stopnia proces ten mógł być konsekwencją faktu, że już w systemie komunistycznym były to dziedziny monopolizowane lub szczególnie intensywnie osłaniane operacyjnie i obsadzane przez służby specjalne.
Nie ulega wątpliwości, że wykorzystywanie sprywatyzowanych zasobów i tajnej wiedzy państwa policyjnego do manipulowania areną polityczną i dominujący wpływ na strategiczne sektory gospodarcze dały siłom bezpieczeństwa i powiązanym z nimi kręgom partyjnym ogromną przewagę nad innymi aktorami transformacji.

Czy to był „spontaniczny” proces, jak twierdzą niektórzy – sprowadzający się do przejęcia ważnych firm i wejścia w świat biznesu ludzi, którzy byli do tego przygotowani podczas pracy w służbach specjalnych, czy raczej realizowana precyzyjnie strategia?
– Jest to kwestia wykraczająca poza świat polskich służb specjalnych, co czyni ją znacznie trudniejszą do zbadania. Mamy tu niewątpliwie do czynienia ze strategią i koordynacją, ale na ile precyzyjną, trudno mi powiedzieć.

Czy mechanizm ten tworzyli ostatni komunistyczni decydenci krajów uzależnionych od ZSRS i wolnych dziś państw wchodzących wcześniej w jego skład, czy raczej była to strategia zaplanowana w Moskwie? Mimo pewnych różnic są duże analogie w historii przekształceń własnościowych w krajach, które wyzwoliły się spod kontroli Rosji.
– Chodzi tu o witalne interesy ZSRS, a potem Rosji. Ani władze partyjne, ani siły bezpieczeństwa poszczególnych krajów bloku nie były autonomicznymi decydentami. Tak jak strategia Okrągłego Stołu musiała być uzgadniana przez stronę rządową (czyli praktycznie MSW) w Moskwie, tak wiele wskazuje, że cała koncepcja kontrolowanej zmiany wypracowana była przez ekspertów KGB, co nie znaczy, że wszystko toczyło się potem zgodnie z zaplanowanym scenariuszem. Wszystkie elementy, o których mówiłam wcześniej, występowały również w innych krajach bloku, z tą różnicą, że polskie elity najsprawniej blokowały próby przeprowadzenia lustracji i dekomunizacji, radykalnego oczyszczenia służb policyjnych i wymiaru sprawiedliwości oraz symbolicznego i prawnego odcięcia się od byłego ustroju.

Jak ocenia Pani skutki procesu przejmowania kontroli nad gospodarką przez ludzi związanych ze specsłużbami PRL? Wiele osób uważa, że jego skutkiem jest rakowacenie gospodarki i systemu politycznego oraz wstrzymywanie rozwoju Polski?
– Przesycenie procesów transformacji interesami i mentalnością dawnych służb, ściśle powiązanych ze służbami sowieckimi, nie tylko sprzyjało korupcji i patologizacji gospodarki, ale narażało Polskę na kontynuację wpływów tych ostatnich. Trudno przerzucić całą winę za wszystkie porażki i błędy transformacji na byłe specsłużby, ale notoryczne negowanie ich roli jest po prostu chowaniem głowy w piasek. Potrzebujemy badań nad ich rolą, interesami i powiązaniami. Tymczasem wszelkie próby ich podejmowania spotykają się z szykanami i karami.

W jednej z dyskusji, w której uczestniczyła Pani po wydaniu książki „Privatizing the police state”, powiedziała Pani, że „nielegalne, pasożytnicze sieci powiązań i korupcji na tym tle przeniknęły struktury kluczowe dla funkcjonowania państwa w taki sposób, że walka z nimi grozi dezintegracją tych instytucji, a zatem – dezintegracją państwa”. Czy ta ocena jest także dziś aktualna?
– Uważam, że jest, pomimo wielu osiągnięć i widocznego postępu w wybranych dziedzinach. Nowa formacja ustrojowa budowana była na gruncie struktur, praw i układów interesów starego reżimu. Procesy kształtowania się nowych systemów regulacji i ich instytucjonalizacji były warunkowane zarówno fatalnym dziedzictwem komunizmu, jak i agresywnymi strategiami przyjętymi w okresie transformacji przez jego, nie tylko rodzime, elity. Wszechobecna korupcja, mafijność i przestępczość gospodarcza nie pojawiły się w roku 1989 – one były cechą systemową starego ustroju. Nowe możliwości, które otwierały rynek, i prywatyzacja gospodarki potęgowały atrakcyjność tych wzorów zachowań, gdyż stawki, o które toczyła się gra, były o tyle wyższe. Jako socjolog prawa widziałam, ile ustaw i rozwiązań instytucjonalnych przyjętych w tym okresie zostało dostosowanych do oczekiwań grup nieczystych interesów. Kiedy struktury prawno-państwowe formowane są drogą instytucjonalizacji takich interesów, fragmentaryczne czy kosmetyczne reformy niewiele mogą poprawić. Dogłębne czyszczenie tych struktur grozi jednak ich dezintegracją, ponieważ system społeczny to nie zegarek, który można rozebrać na części, a po ich oczyszczeniu złożyć je z powrotem z pomyślnym rezultatem.

Czy można i należy, według Pani, zmienić ten system? Jeśli tak, to w jaki sposób?
– To jest oczywiście pytanie najtrudniejsze. Nie jestem zwolennikiem rewolucji ani działania ponad głowami obywateli. Ponadto mieszkając za granicą, nie czuję się upoważniona do proponowania strategii radykalnych zmian, których skutków nie odczuję na własnej skórze. Obecna sytuacja globalnej zapaści gospodarczej nie sprzyja dramatycznym posunięciom w tej dziedzinie. Jest jednak wiele aspektów postkomunistycznego dziedzictwa, które domagają się naszej uwagi i rozsądnego planu działania. Jest to między innymi kwestia wszechobecnej propagandy i dezinformacji, polityki nagonek i zorganizowanych kampanii niszczących wybrane ośrodki polityczne lub opiniotwórcze, polityki lekceważenia odbiorców przekazów medialnych i systematycznego niszczenia kultury życia publicznego. Walka z byłym systemem była w znacznej mierze walką z kłamstwem, była protestem przeciwko zastraszeniu, deptaniu godności ludzi. Ta walka wymaga kontynuacji. Może być jednak prowadzona tylko metodami, które są wolne od znamion propagandy i dezinformacji, tonu wyższości czy tendencji do cenzury i wykluczania. O możliwości przeprowadzenia głębszych zmian społecznych będzie decydować stan świadomości i kultury społeczeństwa i jego rozumienie złożonych geopolitycznych aspektów przemian cywilizacyjnych we współczesnym, pozimnowojennym świecie.

Dziękuję za rozmowę.

Okragły Stół.

„Dla byłych komunistów mit <okrągłego stołu> to jedyna szansa na ocalenie swojej przeszłości. Kariery robili dzięki służbie totalitarnemu państwu, działającemu w cudzym interesie. Dla swoich korzyści łamali wszelkie moralne i etyczne zasady i gotowi byli na każde łajdactwo. Działali na szkodę swojej wspólnoty. Odkupić miałby to akt dobrowolnego zrzeczenia się przez nich władzy. Fakt, że <okrągły stół> był próbą rozpaczliwego jej ratowania, powoduje, że postkomuniści chcą zbudować mit, a nie analizować historię. Ostatnie obchody są dowodem moralnego i politycznego bankructwa tego środowiska”.

Bronisław Wildstein

„Niemożność ukarania zbrodni komunistycznych, impotencja lustracyjna, reprodukcja cyniczno – służalczych kadr naukowych, trwanie korporacyjnych bastionów i wreszcie wpływy dawnych i obecnych służb, to wszystko jest dziedzictwem <okrągłego stołu>”.
Maciej Rybiński

Transformacja ustrojowa w NRD – Dr. Hanna Labrenz-Weiss

Transformacja ustrojowa w Czechosłowacji – Petruska Sustrowa

Komunizm.

1. Przewrócenie całego porządku społecznego. 2. Zagrabienie cudzej własności. 3. Przejęcie władzy. 4. Zapanowanie nad światem. 5. Dechrystianizacja zachodu. 6. Likwidacja religii i tradycyjnego modelu rodziny.

„Są granice, których przekroczyć nie wolno”.

Gen. Wojciech Jaruzelski

Co łączy komunistów, nazistów i współczesnych zielonych? Fakt, że wszyscy oni nawiązują do tych samych socjalistycznych idei. Co jest podstawowym celem socjalizmu? Próba stworzenia nowego człowieka i nowego społeczeństwa za pomocą radykalnych środków, takich jak pełna kontrola państwa nad wszelkimi sferami ludzkiego życia, włącznie z eliminacją całych klas czy ras stojących nad drodze postępu. Wbrew temu, co się powszechnie uważa, źródłem rasizmu, antysemityzmu i eksterminacyjnych projektów nie powinniśmy szukać u Adolfa Hitlera, lecz u jego ideowych przodków: Marksa, Engelsa i Lassalle’a. To u nich znajdujemy szczegółowo nakreślone plany stworzenia centralnie sterowanego społeczeństwa, w którym powszechną równość dałoby się uzyskać dzięki likwidacji bądź przymusowej reedukacji części obywateli. Eugenika, przymusowa eutanazja i aborcja, łagry i obozy koncentracyjne były tylko konsekwentnym rozwinięciem tego planu. Z tej perspektywy budowane dziś w Europie globalnego państwa opiekuńczego okazuje się kolejną, choć na razie łagodniejsza, wersją projektu realizowanego wcześniej przez Związek Sowiecki i III Rzeszę, współczesna lewica jawi się zaś jako ideowa spadkobierczyni NSDAP.

Oto tezy, które przedstawiał Polakom Napieralski (zapatrzony w hiszpańskiego wodza rewolucji José Luisa Zapatero)  w czasie kampanii wyborczej: wypowiedzenie konkordatu, zniesienie nauki religii w szkołach, aborcja nienarodzonych jako prawo kobiety, refundacja procedury in vitro z budżetu państwa, legalizacja związków homoseksualnych.

„To komunistyczna lewica doprowadziła kraj do ruiny, realizując dyrektywy Kremla”.

Ks. Ireneusz Skubiś

„Francuska myśl oświeceniowa doprowadziła do gilotyn, a marksizm – do zbudowania gułagów w ZSRR. Stało się tak, gdyż nauka uznała, że nie ma prawdy, dobra i zła. Takie przekonanie prowadziło zaś do potraktowania człowieka jako narzędzia”.

Prof. Leszek Kołakowski

„Nie udała się operacja „stworzenia nowego człowieka”, o jakim marzył Marks, Lenin, Trocki i Gramsci wraz z całą Nową Lewicą”.

Posted in Historia | 1 Comment »

Żywność – The Ultimate Secret Exposed pełna wersja

Posted by tadeo w dniu 12 Maj 2011

Posted in Filmy i slajdy, Zdrowie jest najważniejsze | Leave a Comment »