WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 27 kwietnia, 2011

Dla mnie to nie jest historia

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2011

Od wczoraj jestem chora. Wczoraj to jeszcze było jak uderzenie w głowę, człowiek jest oszołomiony, ale w szoku. Dzisiaj już boli jak cholera, zwłaszcza jak się poczyta co niektóre teksty czy komentarze na Salonie.

Przecież widzieliśmy, że nie jest dobrze – zamiast cieszyć się wraz z nami z wyników wyborów w 89 „nasi” zastanawiali się jak dotrzymać obietnic Okrągłego Stołu. Może w czerwcu było nas za mało na demonstracji „Jaruzelski musisz odejść”? I dlatego 3 lipca Michnik mógł napisać – ” Wasz prezydent, nasz premier” . Potem była sławna gruba kreska i Komisja Michnika, która przez 76 dni buszowała w archiwach sporządzając na koniec dwustronicową (!) notkę.

Gdzie drodzy prawnicy byliście wtedy?

A my? My byliśmy zajęci codziennym życiem – była szalejąca inflacja, był Balcerowicz, bezrobocie, upadek firm, kredyty, które nagle wzrosły o kilkaset procent. Mężczyźni padali jak muchy z powodu stresu lub popełniali samobójstwa.Potem znowu wybory i Zbawienie Dla Wielu w postaci męża Peruwianki. Teraz się z tego możemy śmiać, ale to znaczyło, że część wyborców miała dosyć Bohaterów Opozycji.

No, ale wszyscy się sprężyli i z zaciśniętymi zębami ( jak teraz) wybrali Wałęsę. I znowu zaświtała nadzieja. Na krótko. Potem był następny czerwiec i Nocna Zmiana.A potem to już chyba każdemu było wszystko jedno.

Tylko jednemu nie – Stanisławowi Helskiemu.

„Wiosną 1982 r. naczelnik gminy Ciepłowody wydał Helskiemu nakaz obsiania pól jęczmieniem, do którego Helski nie zastosował się, gdyż nakaz ten uważał za bezprawny. W maju 1982 roku pod eskortą milicji, na pola Helskiego wjechało 14 ciągników z siewnikami. Dokonano przymusowego zagospodarowania i pola Helskiego obsiano bezsensownie jęczmieniem. Kosztami całej akcji obciążono rolnika.

Po kilkunastu dniach Helski zaorał niewyrośnięte zboże na własnym polu, za co został aresztowany i skazany na łączną karę 6 lat pozbawienia wolności za wszystkie popełnione czyny. Komornik zajął i zlicytował maszyny rolnicze i sprzęty Helskiego. Ponadto jego jedyny syn został wcielony do wojska.

Po wyjściu z więzienia, zrujnowany finansowo, rozpoczął bez pomocy adwokatów, wieloletnią batalię z systemem prawnym PRL o uniewinnienie. Trzykrotnie w jego sprawie wyrokował Sąd Najwyższy, oraz wielokrotnie Naczelny Sąd Administracyjny. Zarzuty jednak nie zostały oddalone, a sprawy sądowe ucięła amnestia, którą ogłoszono po zniesieniu stanu wojennego. Helski bezskutecznie usiłował odrzucić postanowienie o amnestii wobec siebie i domagał się uniewinnienia, które dawałoby mu podstawę prawną do dochodzenia roszczeń za bezprawne działania urzędników, doznane krzywdy i utracone zdrowie. Sytuacji nie zmieniły zmiany ustrojowe po 1989 r. Wszystkie skargi do organów władzy państwowej i do Rzecznika Praw Obywatelskich pozostawały bez odpowiedzi.”

Domagał się postawienia Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu i złożył wniosek w tej sprawie.Kopię wniosku wręczył osobiście Jaruzelskiemu jesienią 1992 r.

Na spotkaniu autorskim w 1994 r (Jaruzelski wydał książkę o stanie wojennym) uderzył go kamieniem z własnego pola w twarz. Został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym a potem skazany na dwa lata w zawieszeniu. Komisja sejmowa odpowiedzialności konstytucyjnej potępiła ten atak.

I to wszystko. Nikomu do dzisiaj włos nie spadł i na pewno nie spadnie. Na blogu Śmiłowicza Laleczka w komentarzu wypisała znane ofiary Stanu Wojennego. O Grudniu już nie wspominam. Teraz mamy Smoleńsk i znowu nikt za nic nie odpowiada. Po roku(!) Wojskowi zauważyli, że można wątek przygotowania lotu wyłączyć do osobnego śledztwa. Za 17 lat może ktoś znowu zostanie uniewinniony. No, chyba, że Rosjanie zechcą nas wyręczyć, u nich szybko to pójdzie.

Więc może róbcie co chcecie, ale nie mówcie, że u nas jest demokratyczne państwo prawa?

http://ufka.salon24.pl/301913,dla-mnie-to-nie-jest-historia

Posted in POLECAM, Polityka i aktualności, Świadectwa | Leave a Comment »

Niebo w sieci – ks. Piotr Pawlukiewicz

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2011

http://www.niebowsieci.pl/

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz, Religia | Leave a Comment »

Serce masz jedno – fragment konferencji ks. Piotra Pawlukiewicza „Seks – poezja czy rzemiosło”

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2011

Miłość fizyczna ma wiele odmian. Seks jest bardzo szczególnym jej  rodzajem, bo związanym z przekazem życia, ale miłość fizyczna w naj-szerszym tego słowa znaczeniu to każdy gest. spojrzenie, słowo  powiedziane lub napisane, które buduje miłość między ludźmi. Jezus dotykał ludzi. Mógł ich uzdrawiać i pocieszać na odległość, ale nie po to narodził się człowiekiem, by zachowywać taki dystans wobec ludzi. Jan Paweł II też nieustannie gładził ludzi po twarzach,  głowach, przytulał. Ludzie uśmiechają się do siebie, przemawiają ciepłym głosem, przytulają się, ściskają, całują dla wyrażenia wielu  uczuć, którym wcale nie musi towarzyszyć pociąg seksualny. Kto w dzieciństwie nie był tak tulony i całowany, kto nie odebrał pierwszych lekcji miłości fizycznej, będzie później okaleczony. Będzie stronił od  kontaktu Fizycznego dla wyrażania dobrych uczuć. Miłość bojąca się  fizycznego wyrazu jest smutna. Ale bywa, że większą wartość ma zaniechanie dotyku, powstrzymanie się od niego i to też jest przejaw największej miłości.

Pierwsza cześć konferencji „Sex – poezja czy rzemiosło”   została przeprowadzona w pazdzierniku 2002 r,   druga część w grudniu 2005 r,  a trzecia w styczniu 2009 roku

CZYTANIE Z OCZU

Kiedy udzielam ślubów, mówię do młodych: Stańcie do siebie twarzam, podajcie sobie ręce i powtarzajcie za mną słowa przysięgi  małżeńskiej.  I tu odkrycie: na 10 par, 7 nie patrzy sobie w oczy. Na  mnie, na księdza, patrzą, chociaż nie mnie przysięgają, tylko sobie.  Znajomy starszy ksiądz powiedział: „Nie dziw się, oni się pierwszy raz  z tak bliska widzą, kiedy jest jasno, więc się czują nieswojo”. Szkoda, bo narzeczeństwo jest po to, by nauczyć się patrzeć w oczy i czytać z oczu. Przychodzą tacy zakocham do kancelarii, więc pytam, czy się kochają. „Na zabój!” – mówią. „To niech się pan odwróci i powie, jaki  kolor oczu ma pańska dziewczyna” – nakazuję. On na to: „Kolor oczu?  Gośka, jaki ty masz kolor oczu?”.

PIĘĆ MINUT DLA BOGA

Poszedłem kiedyś po kolędzie do małżeństwa, które żyto ze sobą przez pół wieku. Pani domu poszła robić herbatę, a gospodarz do mnie w te słowa: „Proszę księdza, tak pięknej kobiety jak moja żona nie ma na  całym świecie. Byłem kierowcą, jeździłem po Europie, ale drugiej
takiej jak ona nie widziałem. Mówię: „Musieliście się niesamowicie  dobrać, że tak się kochacie. – O, charaktery mamy paskudne –
odpowiedział. – Tuż przed ślubem kłóciliśmy się potwornie. Dwa razy  we mnie pierścionkiem zaręczynowym rzucała. I ktoś nam dał prezent ślubny – krucyfiks. Umówiliśmy się wtedy tak: kochanie, bierzemy ślub, ale co-dziennie wieczorem klękamy przed tym krzyżem na chwilę  rozmowy z Bogiem. A jeśli się pokłócimy i któreś nie przyjdzie na  modlitwę, to się przyznaje, że jest winne tej kłótni. I pokłóciliśmy się  zaraz po ślubie, gdzie powiesić lustro. Ja mówię, że w przedpokoju, a  żona, że w pokoju, bo jest śliczne. I mało brakowało, a lustro  poleciałoby przez okno. Ale wieczorem idę na modlitwę. Żona uklękła z hukiem i klęczymy. Zaczynam: „Panie Boże, jak mi dajesz taką  kobietę, to mi pomóż!”. Ona mówi: „Wojska anielskie nie pokona-ją  tego ciemnego umysłu,!”. Ksiądz nie uwierzy, ale myśmy kłócili się  jeszcze przed krzyżem Pana Jezusa! A On do nas: „Dajcie już spokój, dzieci. I daliśmy” – skończył.
Jeśli małżonkowie postanowią uroczyście: codziennie wspólna chwila  modlitwy, to szansę na przetrwanie małżeństwa wzrosną. Bo miłość to nie jest patrzenie się w siebie. Miłość to patrzenie w tym kierunku.

GOŚKA, CHODŹMY DO SPOWIEDZI!

Wielu ludzi się boi małżeństwa, bo co czwarte małżeństwo w Polsce się rozpada. Jak sprawdzić, czy ma się szansę wy-trwać? Są pewne próby charakteru, pewne znaki, które winny dawać do myślenia. Jeśli młodzi przed ślubem palną głupstwo i wylądują w łóżku, to czy on potem powie: „Gośka, świetna byłaś”, czy „Chryste, co myśmy zrobili? Gośka, chodźmy do spowiedzi!”. Jeśli ktoś się Boga nie boi, to małżeństwo będzie loterią. I druga zasada: zawsze doradzam dziewczynom, żeby zwróciły uwagę, jak chłopak mówi o swojej matce. Bo nieraz chłopak przyjdzie i rzuci: „Kochanie ty moje jedyne, jak dobrze cię widzieć! Ledwie dałem radę przyjść, bo moja głupia stara nie chciała mnie z domu wypuścić”. To zły znak na przyszłość.

DŻENTELMEN I STARUSZKA

Znajoma dziewczyna opowiedziała mi swoją historię. Miała chłopaka, który się jej oświadczył. Ale ona ciągle nie wiedziała, co mu na to odpowiedzieć. Czuła, że za mato wie o swoich uczuciach i o nim. Kiedyś on odprowadzał ją na dworzec. Stali na peronie, rozmowa się nie kleiła. On wyczuł tę jej niepewność, więc powiedział, że nie chce jej ponaglać z odpowiedzią na oświadczyny. Kiedy ona myślała, co by mu odrzec, on nagle zniknął. Teraz ona tak ten moment wspomina: „Rozglądam się i widzę, że mój narzeczony na ruchomych schodach trzyma pod rękę jakąś babcię i zjeżdża z nią na dół. Okazało się, że gdy ze mną rozmawiał, to kątem oka zobaczył, że staruszka straciła równowagę. Nie zastanawiał się, że właśnie mówimy o oświadczynach, tylko podbiegł i ją złapał. Kiedy babcię odstawił, to ja już bez cienia wahania powiedziałam mu: „Będę twoją żoną. Kocham cię”. Zrozumiałam, kim jest chłopak, który mi się oświadczył. Nie mamy osobnego serca od seksu, serca od miłości do narzeczonej, serca od kochania matki, serca od współczucia dla obcej babci. Tym samym sercem modlimy się i oszukujemy, kochamy i nienawidzimy, pożądamy i się troszczymy. Bo serce mamy jedno.

Pierwsza cześć konferencji „Sex – poezja czy rzemiosło”   została przeprowadzona w pazdzierniku 2002 r,   druga część w grudniu 2005 r,  a trzecia w styczniu 2009 roku.

http://www.xpiotr.pl/sex_poezja_czy_rzemioslo.php

Ks. Piotr Pawlukiewicz – SEX – poezja czy rzemiosło

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz, Religia | Leave a Comment »

DOKĄD ZMIERZASZ POLSKO?!?!?!

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2011

Drodzy Polacy !!!

Musimy trzymać się razem (kupy, jak to mawiał Imć Zagłoba Łnufryj, herbu Wczele), a prostactwo z wielkich miast, wykształcone inaczej, zniknie i w pył się obróci, bowiem
POLSKA MA BYĆ POLSKĄ, A POLAK POLAKIM!!!,
a nie jakimś wypierdkiem Eurokołchozu!!!
Już raz przeżyliśmy rządy ludu (prymitywów, od sierpa i młota) 1944-89, gdzie mordy, terror, tyrania pierwsze skrzypce grały. Teraz rządzi ich pomiot, mieniąc się docentami, doktorami, profesorami, niejednokrotnie habilitowanymi, nie za naukowe wartości zdobyte, a za wredną komuszą ideologię, wszem i wobec głoszoną!!!

Te czasy powinny już minąć bezpowrotnie!!!
Czas na rządy prawdziwej patriotycznej inteligencji!!!

_______________________________________________________________________________________

Nie ma nic gorszego niźli rządy parobków uważających się za inteligencję, bo im ktos to wmówił i żeruje na ich intelektualnym ubóstwie ( najlepszym tego przykładem jest POelektorat, czyli wiejskie buraki z wielkich miast / żeby nie było, żem jakis any-wieś, wyjaśniam, że kocham wieś polską, kocham ludzi tam mieszkających, ale…/) .

Niestety takich oto elit dorobiła się nasza Ojczyzna, po ludobójstwie w Katyniu i komunistycznym przewrocie w 1944r. Z parobków przekształcili się w dygnitarzy, docentów, doktorów, ba, wręcz profesorów, nierzadko habilitowanych. Zawładnęli polska armią, sądownictwem mordując, katując, niszcząc, marginalizując NASZYCH NARODOWYCH BOHATERÓW!!!

Wręcz modelowym przykładem jest rodzinka Michników ze Stefanem na czele i Adamem w tle, jako jego niezłomnym obrońcą i anty-polskim wojownikiem !!!

A słoma z gnojem, jak z butów wystawała tak wystaje, co na każdym kroku widać i czuć, ma się rozumieć. Nędzne cwaniaczki, by nie powiedzieć cwane prostaczki, tak zbałamucili Naród ( niestety również w większości niewykształcony, choć ze świstkiem mgr w ręce), że kręcą nimi, niczym karuzelą.
Pytanie:
NA CZYM SWÓJ POLITYCZNY KAPITAŁ ZBIŁ NIEJAKI PRYMITYW PALIKOT ???

Odpowiedź jest prosta
NA GŁUPOCIE i niestety PRYMITYWIZMIE CZESCI NASZEGO SPOŁECZEŃSTWA.
Dlaczego??? Odpowiedź jest prosta.
Wystarczy posłuchać jego (Palikota)wypowiedzi i entuzjazmu jego klakierów, od penisa i świńskiego ryja.
W ten cały antypolski bajzel świetnie wpisuje się obecna min. ed. niejaka Hall, której zadaniem „bojowym” jest przekształcenie otumanionego i zasadzie bezbronnego Narodu, w bez mała analfabetów umysłowych, jeno do postawienia krzyżyka we właściwym miejscu w trakcie wyborów zdatnego, a i to, jak ostatnie samorządowe wybory wykazały ( Wałbrzych ), nierzadko parę judaszowych srebrników za ten „odważny” czyn wymagających.
Resztą zajmuje się Donald i jego nędzna s-ka, nieRządem przeze mnie i wielu zwana, który to czadzi umysły młodzieży, zezwalając na konsumcję narkotyków tzw. niby miękkich ( od czegoś się zaczyna…), i zaspokojenia najniższych ludzkich, wręcz zwierzęcych instynktów, typu RÓBTA CO CHCETA ( Woodstock w każdym miejscu w każdym czasie / wciąż myslała o ******/, w szkole , w parku, na uczelni czy w stodole) !!!
Po pewnym czasie taki jeden bałamuta z drugim,
ZA DZIAŁKĘ WYRZEC SIĘ GOTOWY NIE TYLKO BABCI, ALE I ŚLĄSKA I KASZUB I MAZUR ect,ect,
Najara się taki jeden bumelant z drugim, dobrze mu się zrobi, to i babci dowód ukraść gotowy w imię swojego zafajdanego komuszego europejskiego oświeconego egoizmu. Jak zaprogramowany cyborg (sekciarz) słucha swojego guru, i jak zahipnotyzowany wykonuje jego polecenia.

Dowody ??? Proszę bardzo.

(1)Haniebne zachowanie bezmózgiego stada przed i podczas pochówku pary prezydenckiej na Wawelu,

(2) Hordy debili podczas marszu patriotów w Dzień Niepodległości, czy choćby

(3) zezwierzęcona tłuszcza zarejestrowana w filmie Pani Stankiewicz pt. ” KRZYŻ „.

To tylko niektóre przykłady, do czego prowadza nieRządy liberalnych komuchów spod znaku PO-SLD.

Sam na usta ciśnie sie okrzyk
DOKĄD ZMIERZASZ POLSKO ?!?!?!

http://martyna.salon24.pl/301792,dokad-zmierzasz-polsko

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Wielkanoc w ojczyźnie przodków

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2011

Większość gości ze Wschodu, którzy Polskę znali głównie z opowieści, pierwszy raz była na rezurekcji i dzieliła się jajkiem

– 60 lat w ogóle po polsku nie mówiłem – nie było z kim. Ale zawsze czułem się Polakiem, nigdy się tego nie wyrzekłem – zapewnia Eugeniusz Żołnowski z Kurska, który w sobotę z 34 innymi osobami z Rosji, Kazachstanu, Ukrainy i Białorusi przyjechał spędzić Wielkanoc w Polsce.

Żołnowski, którego matka była Polką, urodził się przed wojną w Żytomierzu, potem mieszkał we Lwowie, na emeryturze przeniósł się do Kurska. – Bez względu na to, gdzie mieszkałem, Boże Narodzenie i Wielkanoc zawsze były po polsku. Przeżywałem ten szczególny czas całym sercem – wyznaje.

Chlebem i solą

Pielgrzymkę Polaków, których rodzice lub dziadkowie zostali wysiedleni na Wschód, po raz 12. zorganizowało lubelskie Stowarzyszenie Wspólne Korzenie.

– Witamy w Polsce, w ojczyźnie! Witamy was na waszej polskiej ziemi! Bo jesteście u siebie – mówił pomysłodawca akcji Zbigniew Wojciechowski, poseł PJN, częstując przyjezdnych chlebem na zakwasie i solą.

Dla większości przybyszów to pierwsza wizyta w Polsce. – Wielu z nich język polski pamięta wyłącznie z opowiadań rodziny, ale czują się Polakami i to jest najważniejsze – mówi Piotr Toc, prezes Stowarzyszenia Wspólne Korzenie.

Tak właśnie jest w przypadku Lidii Zagajnowej z Irkucka. – O swojej ojczyźnie mama mówiła tak: w Polsce, córeczko, jest dobrze. I jak wyszłam z autobusu w Lublinie, to też miałam takie właśnie wrażenie. Jak tu dobrze i ładnie – opowiada.

Emocji nie kryje też Włodzimierz Zbiciak z Lublina, który z żoną Mieczysławą zaprosił panią Lidię na święta. Podczas powitania gości na placu Zamkowym w Lublinie dyskretnie wycierał oczy chusteczką. Jak przekonuje, to, że pani Lidia nie zna języka polskiego, a on rosyjskiego nie jest problemem. – Nie ma takiej bariery, której ludzkie serce nie potrafi przełamać – zapewnia.

Danuta i Jan Daniewscy z Lublina od pięciu lat przyjmują gości ze Wschodu na Wielkanoc.

– Nie wyobrażamy innego sposobu spędzania tych świąt – mówi pani Danuta. – Zawsze wyczekujemy momentu spotkania – wtóruje jej mąż.

Do zaproszenia Sybiraków skłoniły ich wyjazdy m.in. na Ukrainę, podczas których wielokrotnie spotykali wysiedlonych Polaków. – Zaimponowała nam ich tęsknota za Polską i patriotyzm, których moglibyśmy się od nich uczyć – opowiada pani Danuta.

Gości przyjmuje od kilku lat także Jan Łopata, poseł PSL. Podkreśla, że najcenniejsze są dla niego rozmowy z nimi. – To wzruszające, a czasami wręcz niewyobrażalne historie – mówi.

Brama na Wschód

Przez 12 lat trwania akcji kraj swoich przodków odwiedziło ok. 500 osób, głównie z Syberii.

– Dzięki temu tradycja i kultura polska tam na nowo wróciły. Dlatego gdy przywołuję w pamięci obrazy z kolejnych pielgrzymek, łzy radości z przyjazdu i smutek podczas pożegnań, wiem, że to wspaniała idea, która powinna trwać w nieskończoność – mówi poseł Wojciechowski. Podkreśla, że na Syberii wśród najbardziej znanych polskich miast obok Warszawy, Krakowa, Gdańska i Częstochowy wymienia się właśnie Lublin.

Według Piotra Toca władze miasta powinny to wykorzystać. – Lublin promuje się jako miasto wielokulturowe, otwarte na Wschód. Akcja „Wielkanoc w Polsce” do doskonały dowód na to, że jest prawdziwą bramą na Wschód – mówi Toc.

– To niezwykle cenna inicjatywa. Służy zarówno naszym rodakom z Syberii, Kazachstanu i Kresów, jak i samemu Lublinowi – potwierdza Józef Husarz, który w lubelskim ratuszu zajmuje się współpracą międzynarodową. – Choć Związek Sowiecki przeminął, wielu naszym rodakom na Wschodzie ciągle trudno się przyznać do swoich korzeni. Ale zmieniają się dzięki tym wyjazdom. O wrażeniach ze swojego pobytu w Polsce opowiadają na łamach lokalnych gazet, piszą wiersze, w których Lublin często odgrywa główną rolę. To niesamowite.

Wszyscy goście ze Wschodu spędzili święta w tradycyjny sposób. Gospodarze zabrali ich na rezurekcję, potem zasiedli do wspólnego śniadania w gronie rodziny. – Nie szykowaliśmy niczego ekstra, bo chodzi o to, by pokazać typową polską Wielkanoc – mówi Jan Łopata.

– Oni i tego tam nie mają. Rezurekcja, dzielenie się jajkiem czy kilka tradycyjnych wielkanocnych potraw to dla nich nowość – dodaje Jan Daniewski.

Dzisiaj goście ze Wschodu rozpoczynają wycieczkę po Polsce. Odwiedzą Częstochowę, Kraków i Warszawę. Na długi majowy weekend znów przyjadą do Lublina, Polskę opuszczą 4 maja.

Rzeczpospolita

Posted in Polskie Kresy, Wspomnienia | Leave a Comment »

Bałtyckie Waterloo Tuska

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2011

Rząd Platformy Obywatelskiej traktuje Litwę i inne kraje bałtyckie jak balast utrudniający dobre stosunki z Rosją – pisze prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Na Białorusi – klęska. Na Ukrainie – porażka. Z Rosją – katastrofa. Do pełnej listy „sukcesów” wschodniej polityki rządu Donalda Tuska brakowało tylko Litwy. I okazało się, że premier oraz jego rząd nas nie zawiedli – na Litwie mamy bowiem Waterloo w całej okazałości. Porównanie z Waterloo nie jest przypadkowe, bo przegrana przed 196 laty przez Napoleona bitwa zaważyła na ustanowieniu nowego porządku w Europie. Z marginalną rolą kadłubowego Królestwa Polskiego. Litewskie Waterloo rządu Donalda Tuska nie jest tak dalekosiężne, ale równie dotkliwe.

A miało być tak pięknie. Tuż po przejęciu władzy rząd Donalda Tuska zapowiadał głębokie zmiany w polskiej polityce wschodniej. I jest to chyba jedna z niewielu obietnic, których obecny premier dotrzymał. Zmiany są tak głębokie, że aż głęboko zawstydzające. A polegają głównie na demontażu wschodniej polityki, co oznacza nawet nie jej wyzerowanie, lecz pójście w minusową część skali.

Ta polityka budzi jednak wielkie uznanie. W Moskwie. Bo chęć przypodobania się Rosji jest jedną z jej najważniejszych cech. Stało się to szczególnie wyraźne po artykule Radosława Sikorskiego („1 września – lekcja historii”, „Gazeta Wyborcza” z 29 sierpnia 2009 r.) opublikowanym w przeddzień uroczystości 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, na których głównym bohaterem był rosyjski premier Władimir Putin.

Minister Sikorski nawet nie wspomniał wówczas o Litwie, Ukrainie czy Białorusi. Jako jedynego, naturalnego niejako partnera polskiej polityki wschodniej wskazał Rosję. Trudno się więc dziwić, że dla rządu Donalda Tuska stosunki z Litwą mają znaczenie drugorzędne, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Głęboka defensywa

Niedawno prezydent Litwy Dalia Grybauskaite podpisała uchwaloną przez litewski Sejm ustawę o oświacie. Dokument, przeciwko któremu wielokrotnie protestowała polska mniejszość, stał się obowiązującym prawem. To dotkliwy cios zadany polskiemu szkolnictwu w tym kraju. Choć trudno w to uwierzyć, jest to najmocniejsze uderzenie w Polaków na Litwie od kilkudziesięciu lat. Nawet pod sowiecką okupacją, przed odzyskaniem przez Litwę niepodległości w 1991 roku, przepisy oświatowe były bowiem dla Polaków pod wieloma względami korzystniejsze niż obecnie. Sprawa ustawy oświatowej to zresztą tylko zwieńczenie procesu rujnowania dobrych relacji polsko-litewskich.

Czarny scenariusz nie musiał dojść do skutku, gdyby rząd Donalda Tuska wykazał choćby minimalną wolę kontynuowania bliskich relacji z naszymi nadbałtyckimi sojusznikami – Litwą, Łotwą i Estonią, zainicjowanych przez gabinet Prawa i Sprawiedliwości oraz przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Tymczasem niemal od początku swoich rządów Platforma Obywatelska zaczęła traktować te kraje jak balast przeszkadzający w zbliżeniu z Moskwą.

Projekty rozpoczęte w okresie aktywnej polityki PiS, prowadzonej w latach 2005 – 2007, w krótkim czasie znalazły się albo w głębokiej defensywie, albo zostały odrzucone. Owszem, oficjalne kontakty są podtrzymywane – odbywają się wizyty i rewizyty, z których jednak niewiele wynika dla realnej polityki. Trudno jednak oczekiwać efektów i porozumień z kimś, kogo się uważa za partnera drugiej kategorii. W efekcie mamy eskalację niechęci, co po stronie litewskiej przekłada się m.in. na działania uderzające w polskie szkoły.

Fatalne zauroczenie Rosją

W okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości jednym z najważniejszych projektów był plan wspólnej z krajami bałtyckimi budowy elektrowni atomowej w Wisaginas na Litwie. Korzyść miała być potrójna – zacieśnienie sojuszu politycznego Polski z tymi państwami, wzrost bezpieczeństwa energetycznego w regionie oraz przygotowanie kadr do rozwijania energetyki atomowej w Polsce.

Jednak niedługo po zmianie rządu, zimą 2007 roku, prace nad projektem zaczęły przebiegać na jałowym biegu. Wkrótce potem pojawiła się informacja o rosyjskim planie budowy bałtyckiej elektrowni atomowej w okręgu kaliningradzkim. Rosjanie obiecali, że będą eksportować dwie trzecie produkowanej tam energii i zaproponowali Polsce udział w tym przedsięwzięciu. W odpowiedzi rząd Donalda Tuska ochoczo zadeklarował, że Polska przeanalizuje celowość tego projektu.

Oczywiście postawa Warszawy zaniepokoiła naszych bałtyckich partnerów. Nic dziwnego, że tuż przed wizytą w Polsce prezydenta Dmitrija Miedwiediewa (w grudniu 2010 r.) przylecieli do nas także premierzy Litwy, Łotwy i Estonii, zaniepokojeni możliwością zrezygnowania przez Warszawę ze wspólnego projektu i wyboru scenariusza rosyjskiego. Litewski premier Andrius Kubilius w „Rzeczpospolitej” oświadczył wprost, że Polska musi wybrać między tymi projektami. My natomiast chcemy analizować budowę mostu energetycznego między Kaliningradem a Elblągiem. W takiej atmosferze trudno o zaufanie i współpracę.

Można by tłumaczyć postawę rządu Donalda Tuska chęcią wywarcia nacisku na Litwę w negocjacjach. Gdyby jednak tak było, to w parze z rosyjskim straszakiem z Warszawy powinna iść do Wilna konkretna oferta i presja na przyspieszenie prac. Tymczasem w polityce polskiego rządu tego elementu nie ma. Jest za to wyraźna chęć przypodobania się Rosji, połączona z naiwną wiarą, że jeżeli pozostawimy naszych bałtyckich partnerów samych sobie, Rosjanie ostatecznie nas polubią i zaczną dobrze traktować.

Warto przypomnieć, że zawsze zbliżenie Polski z krajami bałtyckimi lub Ukrainą wywoływało w Rosji nerwowe reakcje i bardzo ostre przeciwdziałanie. Dlatego postawę rządu Donalda Tuska należy traktować jako próbę zniechęcenia bałtyckich sąsiadów i jednoczesne zabieganie o możliwość współpracy z Rosją. Nie można zapominać, że przystąpienie Polski do projektu kaliningradzkiej elektrowni atomowej w pełni wpisywałoby się w uparcie forsowane przez PO „ocieplenie polsko-rosyjskich stosunków”. A że przy okazji staniemy się jeszcze bardziej zależni energetycznie od Rosji? Tego rząd Donalda Tuska najwyraźniej za groźne nie uważa.

Przegrana bitwa o Możejki

Modelowym wręcz przykładem degradacji relacji polsko-litewskich pod rządami PO jest los rafinerii w Możejkach na Litwie. Za rządów PiS był to dobrze rozwijający się wspólny projekt, obecnie to jeden z zapalnych problemów w dwustronnych stosunkach. Utrudnienia w transporcie do Kłajpedy, rozebranie przez państwowe koleje litewskie torów do granicy z Łotwą, fatalne opinie o rafinerii w litewskich mediach – to tylko część problemów, z którymi boryka się firma. A przecież polski właściciel rafinerii – Orlen – jest spółką kontrolowaną przez Skarb Państwa, więc skuteczność pomocy polskiego rządu w rozwiązywaniu problemów Możejek w żadnym wypadku nie powinna być symboliczna.

Inny ważny projekt, który napotyka przeszkody, to budowa połączenia energetycznego między Litwą a Polską. Zapoczątkowany przez Prawo i Sprawiedliwość, pod rządami PO utknął w 2008 roku i dopiero po bezpośredniej interwencji prezydenta Lecha Kaczyńskiego ponownie ruszył z miejsca. Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak stara się, by prace nie znalazły się w całkowitym impasie, więc projekt mostu energetycznego jest powoli realizowany, choć bez wcześniejszej dynamiki.

Jedyny chyba projekt, który nie został zdemolowany pod rządami PO, to podpisana w 2007 roku umowa o polsko-litewskiej corocznej wymianie młodzieży. Chociaż nie rozwija się zgodnie z założeniami (zasięg i budżet wymiany miał systematycznie wzrastać), to w przeciwieństwie do innych projektów nie przeżywa głębokiego kryzysu.

Pole dla litewskiego nacjonalizmu

Generalnie, relacje między Polską a Litwą są złe i przekładają się na coraz gorszą sytuację polskiej mniejszości. Rezygnując z aktywnej polityki wobec Litwy, Polska zostawiła wolne pole do działań silnego litewskiego nacjonalizmu. Zaktywizowali się mający niemałe poparcie skrajni nacjonaliści pokroju Gintarasa Songaiły, których wpływom ulegają, niestety, poważni litewscy politycy.

Zmniejszyło się dofinansowanie polskich szkół (tzw. koszyczek ucznia), litewskie sądy skazują Polaków za umieszczanie dwujęzycznych napisów w rejonach przez nich zamieszkanych. W mediach pojawia się coraz więcej nieprzychylnych Polsce programów i artykułów.

Jednocześnie rząd Litwy przeznaczył spore sumy na rozbudowę szkół z językiem litewskim w rejonach zamieszkanych przez Polaków, stale ograniczając środki na szkoły z językiem polskim. Ukoronowaniem tego procesu jest przyjęcie wspomnianej już dyskryminacyjnej ustawy oświatowej. Spowoduje ona, że spośród 120 szkół z językiem polskim blisko 60 zostanie zlikwidowanych, a pozostałe będą miały kłopoty, zmniejszy się atrakcyjność ich oferty. Istnieje poważne zagrożenie, że w ciągu kilkunastu lat polskie szkolnictwo na Litwie zostanie zmarginalizowane.

Smutny spektakl nieudolności

Jakie działania podjął rząd Donalda Tuska, by przeciwstawić się dyskryminacyjnym praktykom litewskich władz? Oto minister Sikorski zapowiedział, że dopóki problemy mniejszości polskiej na Litwie nie zostaną rozwiązane, jego „noga w tym kraju nie postanie”. Tylko co z tej jego egzaltowanej deklaracji przyjdzie Polakom na Litwie? Czy zrobiła ona jakiekolwiek wrażenie na litewskich władzach? Żadnego. Dziecinne obrażanie się ministra rządu PO nie rozwiąże żadnego problemu. Polacy oczekują nie dąsów ministra, lecz szybkich, konkretnych i konsekwentnych działań.

Państwo, które nie potrafi zadbać o respektowanie praw własnej mniejszości za granicą, nie będzie szanowane ani przez najbliższych sąsiadów, ani przez inne europejskie kraje

Warto w tym miejscu przypomnieć, że w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy ruszyły ważne projekty polsko-litewskie, polityka bliskich kontaktów bilateralnych szła w parze ze skutecznym wspieraniem polskiej mniejszości. Nikt się nie dąsał, że współpraca z rządem litewskim nie była łatwa. Miała być skuteczna. I była.

Sprawiliśmy, że rząd Litwy zwiększył finansowanie szkół z polskim językiem nauczania, a w Wilnie powstała filia Uniwersytetu Białostockiego (o zgodę władz litewskich na utworzenie polskiej uczelni nasi rodacy zabiegali bezskutecznie od początku lat 90.). Ustawa o Karcie Polaka objęła również Polaków z Litwy. Zwiększono  środki na remonty polskich szkół – budżet Senatu RP na finansowanie tych zadań wzrósł z 50 do 75 mln zł, po raz pierwszy uruchomiliśmy środki z rezerwy prezesa Rady Ministrów na cele oświatowe na Litwie.

Eskalacja niechęci nie była nieunikniona, gdyż strona litewska zaproponowała wycofanie najbardziej niekorzystnych dla Polaków zapisów ustawy oświatowej w zamian za umożliwienie przez polski resort edukacji nauczania w szkołach mniejszości litewskiej (jest ich w Polsce pięć) wszystkich przedmiotów po litewsku, poza językiem polskim. O taką zmianę rozporządzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej zabiegali zarówno Polacy z Litwy, jak i polscy politycy. Tymczasem polski rząd najpierw całkowicie zignorował te postulaty, a kiedy sytuacja stała się krytyczna, zaczął desperacko szukać rozwiązania.

Skutek był taki, że pierwsza formalna odpowiedź na litewską ofertę wyszła z MEN 29 marca, czyli 12 dni po uchwaleniu dyskryminującej Polaków ustawy przez litewski Sejm i dzień przed jej podpisaniem przez prezydent Grybauskaite. Ten smutny spektakl nieudolności ilustruje poziom rzeczywistego zainteresowania rządu Donalda Tuska losem polskiej mniejszości na Litwie i w ogóle Polaków na Wschodzie.

Niemoc i polityczna poprawność

Powinno być oczywiste, że państwo, które nie chce lub nie potrafi zadbać o respektowanie praw własnej mniejszości za granicą, nie będzie szanowane ani przez najbliższych sąsiadów, ani przez inne europejskie kraje. Litwa to nie despotyczna dyktatura Łukaszenki, która nie liczy się z nikim i z niczym. Istnieją skuteczne i wcale nie drastyczne sposoby sprawienia, by władze Litwy respektowały unijne standardy w zakresie ochrony mniejszości narodowych.

Tyle że rząd Donalda Tuska nie zrobił nic w tej sprawie. Być może z powodu tego, że jest zakładnikiem europejskiej politycznej poprawności, a może dlatego, że jest po prostu nieudolny. W efekcie sytuacja Polaków na Litwie się pogarsza, podobnie jak wcześniej na Białorusi, gdzie minister Sikorski dał się kompletnie ograć prezydentowi Łukaszence.

Podszyta strachem świadoma rezygnacja na korzyść Rosji z naszych fundamentalnych strategicznych interesów w regionie bałtyckim nie znajduje żadnego usprawiedliwienia. Spektakularne porażki rządu Tuska na Litwie i Białorusi dowodzą, że tak jak w wypadku Napoleona pod Waterloo, początkowe mgliste sukcesy nie chronią przed ostateczną klęską.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od autora

Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/649136_Kaczynski–Baltyckie-Waterloo-Tuska.html

Posted in Jarosław Kaczyński, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polityka i aktualności | Leave a Comment »