WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 17 kwietnia, 2011

Wstyd prezydenta – Jakub Opara

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2011

Bronisław Komorowski sprawę zamiany tablicy na kamieniu upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej zamknął jednym zdaniem: „Sprawa jest wstydliwa dla obu stron”. Nie pierwszy raz prezydent Komorowski mówi tak, jakby dzień zaczynał od lektury „Kommiersanta”


Nikogo, kto śledził wydarzenia minionego roku, chyba nie zaskoczył fakt, że reakcja strony polskiej na haniebną zamianę przez Rosjan tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy w przededniu spotkania Bronisława Komorowskiego z Dmitrijem Miedwiediewem w Smoleńsku była znikoma. Prezydent Polski postanowił po prostu… nie zareagować. Za spektakularny sukces polskiej dyplomacji trzeba zatem uznać wieńce składane pod brzozą i dziękować Bogu, że nie pod pomnikiem-czołgiem upamiętniającym bohaterską Armię Czerwoną, który znajduje się nieopodal lotniska Siewiernyj. Rosyjska prowokacja wcale nie przeszkadziła także prezydentowi w „niedźwiedzich” uściskach z Miedwiediewem.

Za nami pierwsza rocznica katastrofy polskiego samolotu Tu-154M, w której śmierć ponieśli prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński, jego małżonka Maria, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, a także 93 członków delegacji. Zginęli parlamentarzyści, szefowie naczelnych instytucji państwa polskiego, dowódcy wojskowi, duchowni, przedstawiciele Rodzin Katyńskich, kombatanci, piloci i funkcjonariusze BOR.
Przygotowania do uroczystości zaczęły się symbolicznie: w nocy z 8 na 9 kwietnia w Smoleńsku Rosjanie pod osłoną nocy zdjęli tablicę upamiętniającą ofiary katastrofy smoleńskiej, którą zamontowali jeszcze w listopadzie ubiegłego roku bliscy ofiar. Napis na tablicy wyjaśniał też, dlaczego przed rokiem tak liczna reprezentacja polskiej elity zdecydowała się tam pojechać; że była to 70. rocznica sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim dokonanej na jeńcach wojennych, na oficerach Wojska Polskiego w 1940 roku. I to właśnie strona rosyjska w przeddzień uroczystości postanowiła zniszczyć. Polski napis, dający świadectwo prawdzie, zastąpiono wersją rosyjską, gdzie nie ma słowa o celu wizyty prezydenta RP i delegacji. Niestety, nasuwa się nieodparte wrażenie, że wydarzenia te znakomicie wpisują się w strategię premiera Donalda Tuska i polityków PO, którzy wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego potraktowali jako wizytę niemalże prywatną, a co najgorsze – zbędną. Prowokację tę trafnie skomentował o. Roman Majewski podczas Mszy Świętej na Jasnej Górze: „Któż z nas mógłby się spodziewać, że w samą rocznicę smoleńskiej katastrofy będziemy mieli jeszcze jeden wbity nóż w serce Narodu?”.

Polityka miłości zza stalowych barierek
Równolegle w Warszawie służby podległe rządowi nie próżnowały. Już wieczorem 9 kwietnia funkcjonariusze Wydziału Terroru Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji zatrzymywali uczestników manifestacji, która przyszła pod Pałac Prezydencki. Ufortyfikowano okolice Pałacu Prezydenckiego i, o dziwo, kancelarii premiera (mimo że przed nią nie były przewidziane żadne uroczystości) zasiekami w postaci stalowych barier, funkcjonariuszy policji przypominających zakutych od stóp do głów rycerzy spod Grunwaldu lub co najmniej wartowników sprzed kancelarii Rzeszy, a także ukrytych po bocznych uliczkach armatek wodnych. Cóż, jakoś trzeba było się odgrodzić przed „zdziczałym tłumem”, którego celem był zapewne szturm na siedzibę naszego pierwszego obywatela. To wszystko oczywiście mieści się w ramach polityki miłości i bliskości. Ani rządząca PO, ani wspierające ją tak gorliwie elity i znaczna część mediów kompletnie nie rozumieją, że ludzie w pierwszą rocznicę katastrofy chcieli przyjść i przyszli pod Pałac, pragnąc oddać hołd ofiarom i dać dowód pamięci o nich. Przyszli także, by zamanifestować swoje niezadowolenie z powodu nieudolności władz państwowych w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy, zaniepokojeni więcej niż ugodową postawą, jaką polski rząd przyjął wobec Moskwy. Wspomnijmy choćby brak zdecydowanej reakcji premiera na skandaliczny raport MAK, bierność rządzących polityków wobec takich faktów, jak zmanipulowanie zapisów rozmów w kokpicie pilotów, niszczenie wraku samolotu, nieprzekazywanie polskiej stronie czarnych skrzynek. Także ta ostatnia prowokacja, związana z zamianą płyt, każe zadać pytanie o granice tej ugodowości – jak daleko jeszcze Rosjanie mogą się posunąć, by premier Tusk zareagował? Ci, którzy przyszli na Krakowskie Przedmieście, przyszli też zapytać, jak długo jeszcze politycy PO będą odwlekać kwestię związaną z postawieniem pomnika ku czci prezydenta RP i pozostałych 95 ofiar tej katastrofy?

Jak bardzo ta władza musi się bać…
Polacy na Krakowskim Przedmieściu nie tylko nie spotkali się ze zrozumieniem rządzących, ale zastosowano wobec nich działania, które jako żywo przypominają praktyki władzy z czasów PRL. Bezprawne działania służb mundurowych, które 10 i 11 kwietnia w brutalny sposób utrudniały złożenie wieńców i zapalenie światełek pamięci kilkunastu parlamentarzystom (a jakże – z Prawa i Sprawiedliwości), które zlikwidowały legalną manifestację Stowarzyszenia Solidarni 2010 i Stowarzyszenia KoLiber, wołają o pomstę do nieba. Podczas pacyfikacji przeprowadzonej przez straż miejską, która pod rządami prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz stała się narzędziem jej walki politycznej, został brutalnie pobity i zatrzymany dziennikarz „Gazety Polskiej”. Był tam dlatego, że zgodnie ze swoją profesją sumiennie relacjonował przebieg wydarzeń przed Pałacem Namiestnikowskim. Strażnicy miejscy czy policjanci to często dwudziestokilkuletni młodzieńcy, którzy po prostu dostają rozkazy od przełożonych, a ci z kolei sterowani są, niestety, przez polityków obozu rządzącego. Szefem warszawskiej straży miejskiej jest były kierowca Hanny Gronkiewicz-Waltz z czasów, gdy pracowała ona w Narodowym Banku Polskim. Pod rządami PO to czysto polityczna funkcja, służąca walce z tymi, których partia ta uznaje za przeciwników. I nie ma to nic wspólnego z praworządnością. Polacy na Krakowskim Przedmieściu nie tylko nie doczekali się szacunku czy zrozumienia. Byli też bezpardonowo obrażani. Podejście rządu i PO do uroczystości rocznicowych przed Pałacem Prezydenckim najtrafniej skomentował, niezastąpiony po odejściu Janusza Palikota, wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski w jednym z kanałów informacyjnych, mówiąc, że „to jest chamstwo, chuligaństwo polityczne, i nie ma powodu, żeby z tymi ludźmi rozmawiać. Burdy zostaną spacyfikowane. Nie uda im się zmienić miejsca przed Pałacem w jakiegoś rodzaju cmentarzysko”. A co takiego wydarzyło się na Krakowskim Przedmieściu w tych dniach, że można używać w stosunku do ludzi, do obywateli tego kraju, słów do bólu przypominających słowa Alaksandra Łukaszenki po aresztowaniu wszystkich jego kontrkandydatów w wyborach prezydenckich, a także kilkuset ich zwolenników? Co najbardziej zabolało pana marszałka i jego partyjnych kolegów? Te kilkadziesiąt tysięcy osób, które tego dnia przyszły na Krakowskie Przedmieście, bezlik biało-czerwonych flag, a może pokazy niewygodnych dla władzy filmów „Mgła”, „List z Polski” czy w końcu to, że ludzie krzyczeli: „Rząd pod sąd”? Bo nawet nie śmiem przypuszczać, że zabolało najczęściej krzyczane: „Bóg, Honor i Ojczyzna” – chociaż czasem sam już zaczynam powątpiewać… Jak bardzo ta władza musi się bać, że widzi zagrożenie w filmach i okrzykach…

„Hipokryzja jest wstydliwością łajdaków”
Jakże inaczej ci sami ludzie, te same media, te same „autorytety” reagowały, gdy w 2007 roku pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów „spontanicznie” powstało tzw. białe miasteczko pielęgniarek, paraliżujące przez pierwsze dni centrum stolicy. Ówczesnym władzom Warszawy w żadnym stopniu to nie przeszkadzało, chociaż nielegalnie rozbitych było ponad 100 namiotów. Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz, odejmując sobie zapewne od ust, przywoziła strajkującym torby pełne hamburgerów. Taka sytuacja trwała przez prawie miesiąc, aż do połowy lipca, nie wspominając o równoległej okupacji przez siedem przedstawicielek pielęgniarek siedziby kancelarii premiera. Co więcej, protestujące w blasku fleszy odwiedzali coraz to nowi politycy z Hanną Gronkiewicz-Waltz (ówczesną i obecną prezydent Warszawy), Ewą Kopacz, Ryszardem Kaliszem czy Jolantą Kwaśniewską na czele, obiecujący im góry złota, zagrzewający do walki przeciw IV Rzeczypospolitej i „reżimowi kaczystów”. Ale, co najważniejsze, ten w gruncie rzeczy nielegalny protest, łączący się przecież z bezprawnym zajęciem pasa drogowego, cieszył się wielkim poparciem mediów. Dziennikarze związani z TVN, „Gazetą Wyborczą” czy Radiem Zet mieli tam własne studia reporterskie, z których na bieżąco relacjonowali każde westchnienie pielęgniarek, a także apelowali wręcz do warszawiaków o pomoc: śpiwory, koce, czyli wszystko to, co niezbędne jest w tego typu sytuacji. Dziś w tych samych mediach możemy obejrzeć i przeczytać następujące nagłówki: „Żałoba i pogarda”, „Ta tablica musiała zniknąć” czy „Rocznica przeciw Platformie”. Cóż, na tym przykładzie widać, jak ponadczasowe okazały się słowa Demostenesa: „Hipokryzja jest wstydliwością łajdaków”.

Credo polityki prezydenta i premiera
Przy tej okazji nie sposób nie odnieść się do wywiadu, jakiego udzielił prezydent Komorowski redaktor Barbarze Czajkowskiej z zagarniętej przez Platformę Obywatelską TVP. W dwa dni po pierwszej rocznicy katastrofy dziennikarka niekryjąca się ze swym zachwytem wobec prezydenta, ale też z bliską przyjaźnią z obecnym prezesem TVP, prowadziła rozmowę jak za dawnych czasów. Przywołuje ona wspomnienie z PRL. Oto ten sam schemat: mądra władza i wichrzyciele na ulicach. Abstrahując już od wyglądu i manier Komorowskiego, który w swoim stylu potraktował dziennikarkę, w pierwszej kolejności nalewając herbaty sobie i dopiero po jakimś czasie reflektując się, że nie zaproponował gościowi… Najgorsze jednak jest to, co Bronisław Komorowski mówił. Według opinii prezydenta (wygłoszonej z pełną powagą i w mentorskim tonie), sprawę zamiany tablicy na kamieniu upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej można zamknąć jednym zdaniem: „jest wstydliwa dla obu stron”. Rzeczywiście, po tym, co w tej sprawie zrobił prezydent Polski, sprawa ta jest zdecydowanie wstydliwa nie tylko dla Rosjan. Także, a może z naszego punktu widzenia przede wszystkim, dla polskiego prezydenta. Cóż, chciałoby się powiedzieć: „Gratuluję Panu wstydu, Panie Prezydencie…” – przenikliwość godna Sherlocka Holmesa, niemniej porażająca. Najgorszy jest jednak fakt, że zarówno „błyskotliwą” odpowiedzią na to pytanie, jak i inne, ot chociażby w sprawie nieprzekazania wraku tupolewa czy czarnych skrzynek, prezydent znakomicie wpisał się w sposób narracji i propagandy Rosjan. Bronisław Komorowski dał im w ten sposób wyraźnie do zrozumienia, że mogą pozwolić sobie na jeszcze więcej, bo mają w nim sojusznika, który zawsze stanie po ich stronie, będzie ich tłumaczył. Zresztą nie pierwszy raz prezydent Komorowski mówi tak, jakby dzień zaczynał od lektury „Kommiersanta”. Niedługo po katastrofie znał jej przyczyny: „Sprawa katastrofy jest arcyboleśnie prosta”, stwierdził prezydent, winą obarczając pilotów i złe warunki atmosferyczne. I rosyjski raport w pełni potwierdził jego słowa. Według Bronisława Komorowskiego, „należy również spuścić kurtynę milczenia nad tym, co mówi Jarosław Kaczyński. To gdzieś się po jakimś czasie wypali. Albo swoje zrobi czas, albo swoje zrobią wyborcy…”. Wydaje się, że tu zupełnie nieświadomie zostało sformułowane credo polityki prezydenta, premiera i całej PO w kontekście wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Milczenie, walka z pamięcią, walka z symboliką z nią związaną, kneblowanie ust myślącym inaczej, domagającym się prawdy i przejście nad tym wszystkim, co się stało, do porządku dziennego. Ale Komorowski się myli. Jestem pewien, że mimo upływu czasu Polacy nigdy nie zapomną, jak zachowali się wobec tej największej od czasów wojny tragedii narodowej ich przedstawiciele, i nadejdzie czas, że ich rozliczą. Także prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zwłaszcza że prócz odpowiedzialności politycznej spoczywa na nich także odpowiedzialność przed historią. Myślę nawet, że już można im współczuć – ich nazwiska w historii zapisane będą w sposób, który jeszcze ich potomkom – tak jak było to w przypadku twórców Targowicy – będzie przynosił powód do wstydu.


Autor jest byłym urzędnikiem Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

http://www.naszdziennik.pl

Posted in Bronisław Komorowski, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Wożąc przyszłego prezydenta

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2011

Co łączy szefów: Biura Ochrony Rządu, warszawskiej Straży Miejskiej i ochrony prezydenta? Zaczynali kariery od wożenia VIP-ów. A potem awansowali razem z nimi

Zbigniew Leszczyński zna prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz od 15 lat

autor: Robert Gardziński

źródło: Fotorzepa

Zbigniew Leszczyński zna prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz od 15 lat

Obecny szef Biura Ochrony Rządu Marian Janicki był kierowcą Lecha Wałęsy

autor: Radek Pietruszka
źródło: PAP
Obecny szef Biura Ochrony Rządu Marian Janicki był kierowcą Lecha Wałęsy
Krzysztof Olszowiec zaczął karierę od wożenia szefa NIK Lecha Kaczyńskiego

źródło: Fotorzepa
Krzysztof Olszowiec zaczął karierę od wożenia szefa NIK Lecha Kaczyńskiego

Incydent z ostrzelaniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji sprawił, że zrobiło się głośno o szefie jego ochrony płk. Krzysztofie Olszowcu. Kierownictwo Biura Ochrony Rządu uznało, że to on jest odpowiedzialny za pozostawienie głowy państwa bez opieki. Pułkownik został zawieszony. Prezydent zareagował ostro. Oświadczył, że zrezygnuje z usług BOR, jeśli nie będzie go chronił Olszowiec. Konflikt udało się zażegnać. Lech Kaczyński dostał nową ochronę. Skąd jednak tak gwałtowna reakcja prezydenta w obronie ochroniarza?

Olszowiec zna swojego szefa od dawna. Na początku lat 90. Lech Kaczyński został prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Otrzymał ochronę BOR. Pierwszego dnia urzędowania Kaczyńskiego pod biuro NIK podjechał samochód służbowy. Za kierownicą siedział sierżant Olszowiec, oddelegowany do wożenia szefa NIK. Oficer zdobył tak duże zaufanie Kaczyńskiego, że gdy ten został prezydentem, zrobił go szefem osobistej ochrony. Jesienią 2006 roku Olszowiec dostał od ministra spraw wewnętrznych i administracji Ludwika Dorna awans na stopień majora, a 12 czerwca 2007 roku na podpułkownika i stanowisko szefa Zarządu Ochrony Osobistej i Miejsc Czasowego Pobytu BOR.

Historia Olszowca to klasyczny przykład kariery kierowców BOR. – Zwykle wraz z VIP-em karierę robi jego kierowca. Oczywiście pod warunkiem, że nie zawiódł zaufania – przyznaje oficer biura.

Podobnego zdania jest były szef BOR generał Mirosław Gawor. – Często miała też miejsce delikatna presja ze strony polityków na szefów biura, by awansowali konkretną osobę – dodaje, ale nie chce zdradzać szczegółów.Czy tak było z karierą obecnego szefa BOR generała Mariana Janickiego? To z kolei były kierowca prezydenta Lecha Wałęsy. Spotkali się w 1990 r. Młodemu funkcjonariuszowi polecono prowadzić samochód kandydata na prezydenta (Wałęsa dostał specjalną zgodę na och- ronę BOR). Jak opowiada była głowa państwa, Janicki sprawował się dobrze. Pewnie dlatego został wśród oficerów, którzy pracowali z Wałęsą jako prezydentem. – Potem zrobiłem go szefem kolumny transportowej. Kierował nią prawie dziesięć lat – wspomina generał Gawor.

Zaufaniem obdarzył Janickiego także szef MSWiA w rządzie AWS – UW Marek Biernacki (dziś PO), który w 2001 r. powołał go na zastępcę szefa BOR. W 2005 r. minister spraw wewnętrznych i administracji Ryszard Kalisz awansował go na generała brygady. I wreszcie 26 listopada 2007 premier Donald Tusk powołał go na stanowisko szefa BOR. Wprawdzie generał Gawor zapewnia, że awans Janickiego nie był związany z tym, że wcześniej był kierowcą Wałęsy, ale inni rozmówcy „Rz” są odmiennego zdania. Mówią, że Janicki był związany z prawą ręką byłego prezydenta Mieczysławem Wachowskim. – Sądzę, że trochę pomógł mu w karierze, ale Janicki i tak by sobie poradził. To zdolny facet – twierdzi były oficer BOR.

A czy bez Hanny Gronkiewicz-Waltz poradziłby sobie Zbigniew Leszczyński? Szef stołecznej Straży Miejskiej nie kryje, że zna prezydent Warszawy od 15 lat. Wtedy znalazł się pośród oficerów BOR chroniących prezes NBP. Po nominacji Gronkiewicz-Waltz do EBOR pojechał za nią do Londynu. – Byłem trzy tygodnie i wróciłem – opowiadał w mediach.

– U nas zaczynał jako kierowca, potem skończył szkołę oficerską i odszedł z BOR – dodaje generał Gawor.

W zeszłym roku prezydent stolicy zaproponowała Leszczyńskiemu funkcję komendanta Straży Miejskiej. Początkowo był tylko pełniącym obowiązki, w kwietniu walkowerem wygrał konkurs na to stanowisko. Zgłosiło się kilka osób, ale z czasem się wykruszyły. Leszczyński został sam na placu boju. I zdobył stanowisko.

Czy to przypadek, że kierowcy VIP-ów robią kariery?

– Są świadkami wielu zdarzeń, sytuacji, rozmów. Jeśli pozostają lojalni, zyskują ogromne zaufanie VIP-a, które owocuje awansem – mówi jeden z byłych oficerów BOR.

Rzeczpospolita

Posted in Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

Skarb (1948)

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2011

Akcja filmu rozgrywa się w Warszawie, na tle odbudowującego się po wojnie miasta. Witek i Krysia są młodym małżeństwem. Nie mają gdzie mieszkać, więc wynajmują pokój u pani Malikowej. Mieszka tu już aktor radiowy Fredek Ziółko, kelnerka Basia i radca Sass-Gromowicz. Witek rysuje plan wymarzonego mieszkania, które ma z żoną otrzymać, i wpisuje słowo „skarb” w miejscu, gdzie będzie spać jego ukochana Krysia. Plan znajduje Fredek Ziółko. Sądzi, że w mieszkaniu Malikowej są ukryte skarby i rozpoczyna poszukiwania.

http://www.youtube.com/watch?v=ofkK6F_3yS0

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy | Leave a Comment »

Ulica Graniczna (1949)

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2011

Warszawa, lato 1939 r. W jednej z kamienic przy ulicy Granicznej mieszkają z rodzicami: Jadzia, Władek, Bronek, Fredek oraz mały Dawidek. Nadchodzi wojna, zaczyna się okupacja niemiecka. Ojcowie Bronka Cieplikowskiego i Dawidka Libermanna wyruszają na front. Tymczasem Kuśmirak, ojciec Fredka, podpisuje volkslistę. Gdy Natan Libermann wraca z niewoli, przepowiada rychłe utworzenie getta…

http://www.youtube.com/watch?v=KkR2qwZOpEQ&playnext=1&list=PLA53834A7BECD1C09

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy | Leave a Comment »

Czarci żleb (1949)

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2011

Zrealizowany w pięknej scenerii Tatr dramat sensacyjny osnuty wokół udaremnionej akcji przemytu dział sztuki przez granicę polko – czechosłowacką na Zachód.
Góral Jasiek był kiedyś przemytnikiem, teraz jest żołnierzem Wojsk Ochrony Pogranicza, odbywającym służbę w swych rodzinnych stronach, w Tatrach. Pod wpływem pracy wychowawczej swych przełożonych, a także miłości do Halki, staje się prawym obywatelem. Przyczynia się do udaremnienia zorganizowanego przez polskiego arystokratę, a wykonywanego przez bandę, przemytu za granicę cennych dzieł sztuki.


Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy | Leave a Comment »

Lemingi ewoluują – Cafe Rzeczpospolita

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2011

Tydzień w cieniu obchodów rocznicy katastrofy pod Smoleńskiem komentują publicyści: Stanisław Jacecki, Wiktor Świetlik, Rafał Ziemkiewicz

http://tv.rp.pl/video/Cafe-Rz,Wydarzenia,Kraj,Publicystyka/Lemingi-ewoluuja-Cafe-Rzeczpospolita

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Dawać świadectwo prawdzie

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2011

Maria Żmigrodzka

 Wysłuchaj artykuł

Zofia Kossak-Szatkowska tak określiła swoje pisarstwo: „Moje książki i ja – to jedno. Cokolwiek pisałam, udolnie czy nieudolnie, było wyrazem mego przekonania i nie mogłabym cofnąć żadnej z dawnych wypowiedzi. Sens życia i cel życia – hierarchia uczuć i obowiązków względem Boga i człowieka utrwalone są we mnie”.

„Bez oręża”

W bogatej twórczości autorki dominują wyraźnie trzy nierozerwalnie zespolone nurty – historyczny, patriotyczny i religijny.
Obiektywna, rzetelna ocena zbrojnych wypraw i walki o Ziemię Świętą – budząca też niekiedy oceny krytyczne wobec sądów piszącej – podjęta w trylogii „Krzyżowcy”, „Król trędowaty” i „Bez oręża” – wskazuje również niskie, przyziemne przyczyny prowadzonych tam wojen. Niestety, często były to pycha, żądza władzy, chciwość, wygórowane ambicje rodowe i rycerskie, lekceważenie Dekalogu, zawiść, zdrada i brak moralności. Szkodziło nieposłuszeństwo w stosunku do Stolicy Apostolskiej – potępiającej przelew krwi – zwalczające się sekty i liczni odszczepieńcy, fałszywie tłumaczący naukę Chrystusa.
Święte i szczytne cele, dla których podjęto zbrojne działania, stały się okazją do łupiestwa, zdobywania bogactwa, taniej siły roboczej i zagarniania podbitych terenów. Prawdziwą tragedię przyniosła krucjata dzieci, których gorącą wiarę i młodzieńczy entuzjazm wykorzystano do rzekomej walki o Boży Grób i Święte Drzewo Krzyża. Dzieci oszukanych, z ufnością porzucających rodziców i ojczyznę. Wiele z nich utonęło po drodze na niesprawnych galerach lub dostało się w ręce handlarzy niewolników na ciężką pracę i pohańbienie. Jedynie w św. Franciszku sułtan zobaczył prawdziwego chrześcijanina. To, że naprawdę kochał ubóstwo i pokorę, głosił potęgę Bożego Miłosierdzia. Chwalił Boga za cały świat i za wszystko, co dał człowiekowi. Za mękę Odkupiciela, Jego zmartwychwstanie i wskazanie ludziom dróg do zbawienia.
Jak napisała Zofia Kossak – muzułmański władca po rozmowie z pobożnym zakonnikiem pozwolił mu odwiedzić święte dla chrześcijan miejsca. Dla pełnego bezpieczeństwa w drodze obdarzył go sznurem z sułtańską pieczęcią, dodając własnego niewolnika, który miał go prowadzić pośród tureckich wojsk. Zezwolił też franciszkanom, by mogli działać na Bliskim Wschodzie, co – mimo upływu wieków i zmiennych warunków historycznych – owocuje do naszych czasów.
Uniwersalny i ponadczasowy charakter ma powieść historyczna „Puszkarz Orbano”, przedstawiająca oblężenie i upadek Konstantynopola w 1453 r. Do tej dziejowej gigantycznej klęski przyczynił się groźny wynalazek, dokonany przez serbskiego konstruktora potężnych dział, renegata Konstantego Orbano. Przyjąwszy służbę u sułtana Muhammeda II, odkrywca odrzucał świadomość, że pracuje na zgubę chrześcijaństwa, całej Europy, swego narodu i rodziny. Wskazany tutaj problem odpowiedzialności moralnej za własne czyny nigdy nie przestał być aktualny.

„Szaleńcy Boży”

Zofia Kossak podejmowała często zagadnienie wewnętrznej doskonałości. Pisała na ten temat m.in.: „Przywykliśmy uważać świętość za pewną anormalność, może nawet chorobliwą, za nieprawdopodobny skok. Jesteśmy tak konsekwentnie nastawieni na przeciętność, że o świętości prawie wstydzimy się mówić. A przecież choć tak wielka, sprowadza się ona do rzeczy prostej: Miłować Boga i ludzi tak mocno, by to uczucie odbijało swoje piętno na każdej myśli, słowie i czynie”.
W apokryficznej opowieści „Szaleńcy Boży” – i nie tylko tam – przedstawiła całą plejadę świątobliwych postaci, idących różnymi drogami życia, lecz zawsze w ciszy i bez rozgłosu czyniących dobro, jak święci: Antoni Pustelnik, Hieronim, Jerzy pokonujący smoka, Mikołaj dyskretnie wspierający biedaków, Benedykt i Świerad, Andrzej Apostoł i Bobola, Klara, Jadwiga Śląska, Stanisław Kostka czy sandomierscy dominikanie.
Jedna z pierwszych powieści Zofii Kossak „Beatum scelus”(1924), wydana po latach w nowej wersji jako „Błogosławiona wina”(1953), nakreśla dramatyczne losy żyjącego w XVII wieku wojewody mińskiego, senatora RP, księcia Mikołaja Sapiehy, który z papieskiej kaplicy na Watykanie wykradł obraz Madonny Gregoriańskiej, zabierając wizerunek do Kodnia. Przyszło jednak nawrócenie. Skruszony magnat zmienił postępowanie i dla ekspiacji zbudował sanktuarium maryjne, gdzie do dzisiaj rozkwita kult Najświętszej Panny.
Problem cierpienia i dobrowolnej ofiary podejmuje też powieść historyczna „Suknia Dejaniry”. Jej główny bohater – starosta Kaźmierz Korsak wybiera postawę św. Aleksego ze znanej legendy okresu średniowiecza. Po powrocie do swego majątku z wojennej wyprawy pod wodzą króla Władysława IV, nierozpoznany, świadomie wybrał ukryte życie – co w tamtych stosunkach było niesłychane – w prymitywnych pomieszczeniach dla służby i wieloletnią, wyniszczającą pracę fizyczną pośród chłopów na własnym folwarku, Bogu ofiarując poniżenia i doznane krzywdy. Autorka słusznie stwierdziła przy okazji, że to w złych stosunkach socjalnych, nie gdzie indziej, tkwiły przyczyny późniejszych nieszczęść zarówno Polski, jak i całego świata. Wyzwalają w ludziach nienawiść, agresję i dążenie do zemsty. Pragnęła też, aby prawdę o wszystkim mówić zawsze i w każdych okolicznościach.

„Z otchłani”

Infernalny charakter obozu kobiecego Auschwitz-Birkenau (Oświęcim-Brzezinka) przedstawiła pisarka w książce „Z otchłani” – wydanej w 1946 r. w Częstochowie przez Księgarnię W. Nagłowskiego. Powszechność śmierci, bicie, katowanie, cyklon, krematoria, palenie żywcem; brud, robactwo, stada szczurów atakujące więźniów lub martwe ich ciała. Totalne upodlenie zniewolonego człowieka przez pozbawionych moralności „nadludzi”.
Na dnie tego piekła starała się pomagać współtowarzyszkom niedoli. Sama też doznawała ich troski. Niektóre wiedziały, kim naprawdę jest, znając jej prawdziwe nazwisko. W swoim bloku, gdzie była funkcyjną, pełniła też nocne dyżury, wyręczała nadmiernie osłabione, sprzątała nieczystości. Dla chorych zdobywała żywność i leki. Odmawiała Różaniec, organizowała codzienną modlitwę, gdy się udało – nabożeństwa, a w 1943 r. – wieczór wigilijny. Dzięki niej w tajemnicy prowadzono odczyty i pogadanki o literaturze i historii Polski.
Przemycone zapiski zaszyte w ubraniu pomogły autorce już po wojnie w rekonstrukcji wspomnień. „Bóg po to pozwolił niektórym ludziom oglądać piekło za życia i wrócić – napisała we wstępie – by dali świadectwo prawdzie”. W utworze czytamy słowa: „Okropność polega na całkowitym zaprzeczeniu, niszczeniu człowieczeństwa. Haftling przybyły do lagru przestaje być człowiekiem, jest już tylko numerem, bydlęciem, niczym. Wszystko mu raczej zostanie wybaczone niż odruch godności, wstydu, szlachetnego oburzenia. Z nieporównaną konsekwencją z właściwą sobie systematycznością Niemcy realizują swój program odczłowieczenia, poniżenia, pokonania”.

Zawsze w służbie wartości

Zofia i Zygmunt Szatkowscy – farmerzy z konieczności, zmęczeni nadmiernym wysiłkiem fizycznym i życiem na emigracji – usilnie pragnęli wrócić do Polski, co stało się możliwe w 1957 r. Zamieszkali w Górkach Wielkich w dawnym domku ogrodnika, ponieważ dwór spłonął w czasie wojny. Jeszcze w Kornwalii autorka pisała do bliskich: „Zawsze byliśmy tutaj niczym Twardowski na Księżycu (…). Rozczarowanie nam nie grozi. Dobry czy zły – mój kraj. Bardzo dręczyła mnie świadomość, że nasze bytowanie na Trossell nie jest w niczym służbą Polsce. Teraz będziemy służyć”.
Oprócz odczytów i spotkań autorki z czytelnikami, plonem wspólnej z mężem pracy w ojczyźnie była bogata publicystyka i nowe książki: „Troja północy”(1960) – o losach połabskich Słowian oraz dwa dalsze tomy „Dziedzictwa”(1964-67). Wychodziły też nowe wydania dawnych tytułów. Oboje cieszyli się z wizyt bliskich, a szczególnie córki i syna oraz ośmiorga wnucząt – według dziadków, nadzwyczajnych – które zjeżdżały do nich z zagranicy na wakacje. Pokazywali im góry i ważne dla Polaków miejsca, jak Kraków, Warszawa, Częstochowa czy Oświęcim. Zadzierzgnięte wtedy przez młodych więzy z Polską trwają do dzisiaj. Dowodem są dwie książki biograficzne „Był dom” i „Wspomnienia z Kornwalii 1947-1957”; dbałość o rodzinne muzeum i utworzone w zabudowaniach dworskich schronisko młodzieżowe Kos.
Wyrazista i bezkompromisowa postawa pisarki stała się powodem narastającej niechęci władz komunistycznych. W 1964 r. Zofii Kossak-Szatkowska jako jedna z sygnatariuszy złożyła podpis pod „Listem 34”, skierowanym do oficjalnych czynników politycznych w sprawie swobody wypowiedzi i zaostrzania się cenzury prasowej.
W czerwcu 1966 r., widząc utrudnianie Kościołowi polskiemu organizacji obchodów Roku Milenijnego, usłyszawszy o zatrzymaniu przez służby specjalne kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, który peregrynował po kraju, złożyła rezygnację z przyznania jej Nagrody Państwowej I stopnia, pisząc m.in.: „Nie mogę przyjąć nagrody od Władz Państwowych, wprawdzie własnych, prawowitych, lecz odnoszących się wrogo do spraw dla mnie świętych (…). Rozdźwięk między lekceważeniem przez Władze Państwowe uczuć religijnych ludności a równoczesne przyznanie przez te same Władze nagrody literackiej pisarce katolickiej jest tak wielki, że zdaje się być pomyłką, nieporozumieniem”.
Cały tekst pisma Zofii Kossak krążył w maszynowych odpisach po kraju. Jeden egzemplarz wywiesili Ojcowie Paulini w gablotce klasztoru na Jasnej Górze. Przeczytany przez kard. Stefana Wyszyńskiego na spotkaniu biskupów, wywołał entuzjastyczne brawa.
W uzyskanej z IPN na życzenie Anny Szatkowskiej teczce znalazły się kserokopie dotyczące inwigilacji Zofii Kossak przez SB, m.in. 32 różne pisma, raporty i donosy oraz listy, które nie dotarły do adresatów, np. korespondencja z ks. Antonim Marchewką – redaktorem naczelnym „Niedzieli”.
We wrześniu 1966 r. „nieznani sprawcy” pod nieobecność właścicieli włamali się do ich domku. Nic nie zginęło poza listem kard. Stefana Wyszyńskiego, związanym z odmową przyjęcia przez pisarkę nagrody państwowej, prawdopodobnie wyrażającym podziękowanie i aprobatę podjętej decyzji.
Choć wcześniej przywrócono pisarce odebrane po wojnie obywatelstwo polskie, po tym akcie sprzeciwu zbyt śmiała kontestatorka stała się niezauważana. Głównie drukował ją PAX, dzięki czemu tak wartościowe książki trafiały do rąk czytelników. Już wcześniej otrzymała z tej instytucji Nagrodę Literacką im. Włodzimierza Pietrzaka. Wszystkie książki Zofii Kossak (pośród 2,5 tys. tytułów innych źle widzianych twórców – w kilku milionach egzemplarzy) wycofano z bibliotek w latach 1951-53 i przeznaczono na przemiał, zgodnie z tajną instrukcją komunistycznych władz. U schyłku życia autorka powiedziała: „Pisarstwo jest moim zawodem, otwierającym drogę do serc czytelników; w czasie wojny formą walki z nieprzyjacielem, w pracy fizycznej wytchnieniem; zawsze poczuciem służby społecznej”. Szkoda, że światowej sławy pisarka, zgłaszana kiedyś do Nagrody Nobla, tak mało znana jest polskim czytelnikom.
Zofia Kossak zmarła 9 kwietnia 1968 r. w Bielsku-Białej, gdzie w szpitalu, poważnie chorą, daremnie próbowano ratować; jej mąż odszedł osiem lat później. Po śmierci żony rozpoczął prace nad utworzeniem w góreckim „domku ogrodnika” działającego do dzisiaj muzeum biograficznego Zofii Kossak-Szatkowskiej.
Wielką pisarkę żegnał cały naród. Słowa uznania i kondolencje składały wybitne osobistości, m.in.: Kazimiera Iłłakowiczówna, Władysław Grabski, Jan Dobraczyński, Roman Brandstaetter, Jarosław Iwaszkiewicz. Prymas Tysiąclecia – kard. Stefan Wyszyński napisał: „Odeszła wielka pisarka, jedna z największych od czasów Henryka Sienkiewicza”. Redaktor Tygodnika Katolickiego „Niedziela” – ks. Antoni Marchewka tak powiedział o Zmarłej: „Jej zasługi na polu literatury katolickiej w Polsce są nieocenione i stanowią granitowy pomnik jej twórczości”.
Na grobie godnych pamięci małżonków na góreckim cmentarzu wyryto słowa z Ewangelii, w pełni obrazujące ich życie: „…niechaj mowa wasza będzie: tak – tak, nie – nie…”.

Polecamy piękne książki wspomnieniowe o Zofii Kossak-Szatkowskiej, napisane przez jej najbliższych.

Zdjęcie

Książki te znajdziemy w każdej dobrej księgarni
ZAWIERAJĄ:
bogate dane biograficzne, opowieści rodzinne, opis farmerskich lat Zofii i Zygmunta Szatkowskich, ważne fakty dotyczące walk w Powstaniu Warszawskim, losów żołnierzy i ludności stolicy, ciekawe fotografie, szerokie tło historyczne omawianych wydarzeń, drzewo genealogiczne rodziny Kossaków i Szatkowskich

Poznajmy dzieje i twórczość wielkiej polskiej pisarki katolickiej!

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200815&nr=13

Posted in Książki (e-book), Zofia Kossak-Szczucka, Świadectwa | Otagowane: | 1 Comment »

Złota wolność – Zofia Kossak-Szczucka

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2011

„Złota Wolność” przenosi czytelnika w początek XVII wieku. Choć Rzeczpospolita wydaje się potęgą, widoczne są już pierwsze oznaki czekającego ją kryzysu. Na tym tle przedstawione są losy dwóch braci – Piotra i Sebastiana Pielszów. Mamy w książce miłość, opisy przyrody, sceny batalistyczne, a nawet rozważania religijne i historiozoficzne. 

Miłośników historii powinno zainteresować przedstawienie bardzo wielu wydarzeń i postaci. Mamy tu: 
– rokosz Zebrzydowskiego, 
– wojny o Inflanty i bitwę pod Kircholmem, 
– Dymitriady i bitwę pod Kłuszynem, 
– dość szczegółowe przedstawienie zboru ariańskiego, 
– Chodkiewicza, Żółkiewskiego i Piotra Skargę. 

Książka jest ciekawa, akcja toczy się szybko (a jak mogłoby być inaczej, skoro tyle tam wydarzeń historycznych). 

ZŁOTA WOLNOŚĆ – Zofia KOSSAK – pdf

Posted in Książki (e-book), Zofia Kossak-Szczucka | Otagowane: | Leave a Comment »

Świadectwo byłego narkomana

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2011

Jest to świetny materiał ewangelizacyjny na wszelkiego rodzaju rekolekcje i katechezy. Naprawdę warto wysłuchać i przestrzec wszystkich znajomych!!! Bardzo mocne świadectwo byłego narkomana.
Autor podpisuje się jako „Bodek”.

http://www.dailymotion.pl/video/xc2fco_ywiadectwo-byyego-narkomana_lifestyle

Czytaj także:

Świadectwo byłego narkomana

Posted in Filmy i slajdy, POLECAM, Porady różne, Zdrowie jest najważniejsze, Świadectwa | Leave a Comment »