WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 15 kwietnia, 2011

Szanujmy wspomnienia – Henryk Kożuchowski cz.1

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

Poniżej prezentuję przedwojenne oraz z okresu II wojny światowej i okupacji wspomnienia Henryka Kożuchowskiego – byłego mieszkańca wsi Studzianka.

http://www.facebook.com/henryk.kozuchowski

Urodziłem się (bo jak powiadają, nie było innego wyjścia) w małej wsi Stu­dzianka, prawdopodobnie 12 lipca, choć przez wiele lat uważano, że jestem urodzony 15 lipca, w dzień moich imienin.

O moich przodkach, i ich losach wiem tylko z opowiadań. O ile nie przekręcę faktów, to było tak. Mój dziadek, Daniel Kożu­chowski, miał jakieś niewielkie gospodarstwo w Kościeniewiczach koło Piszczaca. Zachęco­ny propagandą zaborcy (był to zabór rosyjski), o raju jaki czeka w Rosji po reformie własno­ściowej cara Aleksandra II, sprzedał to co miał i wyjechał do Rosji. Znalazł się w Małachowce (po­siołok Małachowka) koło Moskwy, gdzie w dobrach hrabiego otrzymał posadę ogrodnika. O olbrzymich majątkach na własność można było pomarzyć, bo i owszem były majątki do wzięcia, ale obwarowane takimi spłatami, że życia by zabrakło aby je pokryć. No ogół, rodzinie powodziło się nieźle, aż do czasu rewolucji. Panów i Jewrejów „wyrezano”, majątki skonfiskowano i dziadek chcąc, nie chcąc, salwo­wał się ucieczką do Polski. Tylko, że do Kościenie­wicz już nie wrócił, bo nie było do czego i trochę wstyd. Po drodze zahaczył się gdzieś w okolicach Brześcia. Tam syn Jan podjął edukację w szkole kolejowej, gdzie poznał trochę ślusarstwa, trochę mechaniki.

Nie wiem za czyją radą, namową, czy z własnej inicjatywy, Daniel Kożuchowski znalazł dla swego syna kandydatkę na żonę w Studziance, niedaleko od Kościeniewicz. Ta panna na wydaniu, wniosła w posagu prawie dwa hektary pola, lasu i łąki, cią­gnące się wąskim pasem wzdłuż drogi „Janoszów­ki”. Mając własną posesję, dziadek rozpoczął bu­dowę domu. Niewielkiego, drewnianego, krytego strzechą, ale własnego. Wokół domu znalazło się miejsce na kilkanaście drzewek owocowych.

Nadszedł rok 1919. Syn Jan, został powołany do odbycia służby wojskowej w jednostce artylerii po­lowej w Poznaniu. Tu nawiązuje kontakty z firmą „FOTO GREGER”, specjalizującą się w sprzeda­ży sprzętu i akcesoriów fotograficznych, a także w obróbce laboratoryjnej. Rok 1920. Wojna polsko-bolszewicka. W bitwie pod Kamionką – Strumi­łową, bombardier Jan Kożuchowski zostaje dwu­krotnie ranny. Po rekonwalescencji zwolniony do cywila. Chyba za otrzymane rany, dostaje jakąś rekompensatę, za którą u „Foto Gregera” nabywa aparat fotograficzny.

 Z tym nabytkiem wraca do Studzianki i tu na zamówienie i za opłatą, dokumentuje życie (i pogrzeby) mieszkańców.

Nadal utrzymuje kontakty z poznańską fir­mą Foto Greger. Za pośrednictwem tej firmy w 1922 r. nabywa aparat projekcyjny na film8 mmfrancuskiej firmy „Pathe Baby”. Ponieważ większość terenów ówczesnej Polski nie jest ze­lektryfikowana, nowy nabytek jest zaopatrzony w specjalne dynamo, zasilające żarówkę pro­jekcyjną i pozwalającą na wyświetlanie filmów w każdych okolicznościach. Jedynym wymo­giem jest zaciemnienie pomieszczenia albo projekcja nocą.

Mimo że projektor jest reklamowany jako do­mowy, Jan Kożuchowski dogaduje się z Bole­sławem Bojczewskim, mieszkańcem Studzian­ki i z pomocą swego ojca Daniela, montują drewnianą skrzynkę na szelkach, w której znaj­duje pomieszczenie projektor z dynamem i fil­my. Dodatkowo do wyposażenia należał srebr­ny ekran, wielkości ok. 1,5 x1,5 m, zwijany na dwóch drążkach. Zaopatrzeni w otrzymane od wojewody lubelskiego zezwolenie na projek­cję filmów na terenie województwa, wyruszają w drogę. Hitem jaki posiadali był film: „Życie i śmierć Jezusa Chrystusa”. Oprócz tego wyświetlali „Prawo kowbojów”, „Chaplin stra­żakiem”, „Chaplin jako zegarmistrz” i jeszcze kilka filmów z Harry Loydem i Charlie Chapli­nem. Jak wiem z opowiadań, dotarli aż do Wło­dawy. Jednak interes nie okazał się dochodowy. Powszechna bieda na wsi, brak pomieszczeń na większą ilość widzów, nie przyniosło ocze­kiwanych zysków. Po powrocie do domu, już nie wybierali się poza rodzinne podwórko. Zresztą zezwolenie straciło swą ważność.

Trzeba było pomyśleć o innym źródle dochodów. Po naradzie z ojcem Danielem, do istniejącego domu, dobudowują niewielkie pomieszczenie z osobnym wejściem od Janoszówki, a w tym pomieszczeniu organizują sklep. Maleńki poko­ik, naprzeciw drzwi lada, na ladzie waga i kon­sola kon­sola z czterema słojami na cukierki. Po prawej stronie od drzwi, w kącie, 200 litrowa beczka z naftą i mała beczułka ze smarem do wozów. Za ladą regał, na którym był wyłożony to­war – cukier, mydło „Jeleń Schicht”, my­dełko „Palmolive”, zapałki, knoty i szkieł­ka do lamp, całe lampy naftowe, osełki do kos, kosy firmy „Stalkos”, łopaty i widły, nici, igły, guziki, haftki, koronki i gum­ki do majtek, nawet piwo „Haberbusch i Schiele”, papierosy, bibułki papierosowe, gil­zy do wyrobu i maszynki do nabijania papiero­sów i wiele, wiele innych, bardzo ciekawych, bo nie spotykanych na co dzień rzeczy.

Po towar trzeba było jeździć do Łomaz, czę­sto nawet do Białej. Towar był, klienci też, tylko z płaceniem często były problemy. Ogólnie na wsi panował niedostatek. Źródłem zarob­ków były produkty rolne, które trzeba było sprzedać albo na targu w Białej lub w Pisz­czacu, albo dostarczyć dla „paniusi” – sta­łej odbiorczymi wyrobów jak masło, ser, śmietana, jajka itp. Przychody ze sprzedaży były okresowe i nie zawsze pokrywały się z potrzebami zakupów w miejscowym skle­pie.

Dlatego u „Daniłki” można było brać to­war „na ścianę”. Ojciec prowadził zakupioną w księgarni książkę kontową w której na każdej stronie był inny dłużnik. Jeżeli dług podejrza­nie wzrastał, sprzedaż „na ścianę” hamowano. Jeżeli upominanie o uregulowanie długu nie skutkowało, delikwent mógł dług odpracować przy kopaniu sadzawki.

Ta sadzawka to następny pomysł – hodowla ryb. Dłużników musiało być sporo, bo sadzaw­ka powstała i istnieje po dziś dzień przy „Ja­noszówce”, około300 mod wsi. Hodowla ryb nie wypaliła, narybek wytrzebiły dzikie kaczki, reszta padała łupem nocnych rybaków. Kilka karasków i linów trafiło na stół rodzinny.  Sklep zaś funkcjonował do wybuchu wojny.

Przyszedł rok 1939. W pobliskiej Białej Podlaskiej istniała Podlaska Wytwórnia Samolotów (PWS) i duże lotnisko obok. Był to bardzo ciekawy kąsek dla Luftwaffe.

Kilka nocy z rzędu dudniły bomby. Podczas jednej z takich nocy, wyrwany ze snu przez odgłosy bombardowania, wyszedłem z ojcem i matką na podwórko, „podziwiać” wybuchy bomb na lotnisku i wiszące na niebie flary, oświetlające teren. Teraz mogę porównać to do świątecznych fajerwerków.

W czasie gdy oglądaliśmy grę światła nad lotniskiem, na drodze Janoszówka, pojawiła się grupa kilku, może kilkunastu żołnierzy na koniach – ułanów. Zatrzymali się i prosili o wodę. Napili się i odjechali w kierunku lasu, na wschód.

Pamiętam, pewnego ciepłego wrześniowego popołudnia, na podwórzu przed naszym domem zebrało się kilku gospodarzy ze wsi, gdy na drodze prowadzącej przez wieś pojawił się odkryty samochód z kilkoma nienieckimi żołnierzami, może oficerami. Zebrani chłopi, i ja wśród nich, chowaliśmy się za krzewami bzu, aby nas Niemcy nie dojrzeli. Poczułem się prawie partyzantem.

Zmiana okupanta.

Za kilka dni zmieniły się mundury, przyszli Rosjanie. W siedzibie gminy w Łomazach, utworzyli coś w rodzaju policji obywatelskiej – „Ochrana goroda”, złożonej z ochotników. Jako pierwsi, zgłosili się miejscowi Żydzi, Polacy podchodzili do tej instytucji raczej z umiarem i dużą niepewnością. Jeden z takich „funkcyjnych”, niewielki wzrostem, przedwojenny handlarz starzyzną, znany we wszystkich okolicznych wsiach, ubrany w czapkę z czerwonym otokiem ze wstążki i taką samą opaską na rękawie, zaopatrzony w karabin z bagnetem (typ Mosin 1891, długość1730 mm), sięgający mu od pięt aż powyżej czubka głowy, wybrał się do odległej o3 km Studzianki.

Na jego nieszczęście zaczęło się zanosić na deszcz. Na drodze spotkał gospodarza, jadącego pożyczonym koniem i wozem, po zżęte i nie sprzątnięte, ustawione w kopkach na polu zboże. Zatrzymał go i kazał się odwieźć do Łomaz. Nie pomogły tłumaczenia, że to pożyczony koń i wóz, że na zabranie zboża z pola ma niewiele czasu – policmajster był nieubłagany, mimo że znał i jadącego chłopa i sytuację w jakiej się znajduje.

Rozsierdzony chłopina, wyrwał kłonicę z wozu i delikatnie przyłożył policmajstrowi w łeb za uchem. Żydek narobił wielkiego krzyku i pędem (już bez potrzeby odwożenia) powrócił na swój posterunek w Łomazach. Po kilku godzinach, do wsi zjechali konno

radzieccy żołnierze z komisarzem na czele i biednym policmajstrem z owiniętą bandażem głową, ułożonym w wymoszczonym słomą półkoszku na wozie, z zamiarem ukarania sprawcy „napadu na gorodskowo czynownika”.

Franek, sprawca tego zamieszania, po powrocie z pola, profilaktycznie zabrał w węzełek trochę żarcia i ulotnił się do pobliskiego lasu. Ranny policmajster zaprowadził komisarza do mieszkania Franka ( znał wszystkich z częstych odwiedzin wsi przed wybuchem wojny), ale sprawcy nie zastano.

Zdenerwowany komisarz wykrzykiwał: „Was wsiech nada pod Sicienku i rozstrelać” Mój ojciec, założył świąteczną marynarkę, w butonierkę włożył czerwoną fantazyjkę, wziął mnie za rękę i wyszedł na spotkanie z komisarzem. Chyba pamiętacie, ojciec kształcił się w rosyjskiej szkole, język miał opanowany doskonale. Pierwszymi słowami do komisarza zaskoczył go niesamowicie.

Bowiem wykrzyknął do niego: „To was nada pod scienku, czynowniki”. I dalej podniesionym głosem wyjaśnił komisarzowi jak to policmajster nie pozwalał gospodarzowi zebrać z pola zboże przed deszczem, a z tego zboża ma być chleb dla gospodarza, jak i dla krasnoarmiejców, że takie działanie to wroga robota przedstawiciela władzy itp.

Po dość długiej rozmowie, komisarz swoją złość skierował na poszkodowanego Żydka i tylko w drodze łaski, pozwolił mu wrócić do Łomazy na wozie, przed tym żądając przeproszenia rodziny Franka i zapewniając, że samemu Frankowi nic nie grozi.

W mojej pamięci utkwiły powtarzane wyrażenia „pod scienku”. Rozumiałem, że chodzi tu o ustawienie pod ścianą, ale cały czas zachodziłem w głowę, pod którą.

 I znowu zmiana okupanta .

I znów zmieniły się mundury. Rosjanie odstąpili teren do Bugu, a do wsi wkroczyli Niemcy. Nowych władców w początkowym okresie, nie było wiele widać. Mieli swoją placówkę powiatową w Białej Podlaskiej, gminną w Łomazach, a po wsiach pojawiali się gdy trzeba było ściągać kontygenty, którymi byli obłożeni wszyscy bez wyjątku.

A przepraszam, był jeszcze jeden powód do pojawienia się przedstawicieli władzy. Były to dni wypłaty należności za odstawiony kontygent. Ponieważ w dawnym sklepiku mego ojca, została urządzona zbiornica jaj, to na podwórku przed domem odbywały się wypłaty.

Przyjeżdżało najczęściej dwóch żandarmów, z olbrzymimi blachami na piersiach i zaczynali urzędowanie. Pierwszą rzeczą co zrobili, to zażądali dostarczenia wiadra czystej wody, czerpaka i kieliszka, tzw. stopki, modnego przed wojną sześciokątnego kieliszka na stopce o pojemności ok.150 g. Z teczki wyciągali aluminiową, zakręcaną tubkę, a z niej dwie lub trzy dość spore tabletki. Wrzucali je do wiadra z wodą, zamieszali czerpakiem i przystępowali do wypłaty.

Pieniędzy to raczej było niewiele, ale oprócz pieniędzy za dostarczone płody rolne, jajka, mięso itp. chłopi otrzymywali znaczki premiowe (PRÄMIENMARKE) na zakup różnych towarów, jak np. części do maszyn rolniczych (lemiesze do pługów), buty (od BATA na drewnianej podeszwie), materiały tekstylne, tytoń, naczynia, skóry i inne.

Każdy z dostawców, w zależności od wielkości dostaw, otrzymywał gratisowo kieliszek, dwa lub więcej płynu z wiadra. Miał on smak wódki (prawdopodobnie był to spirytus syntetyczny). Ojciec, jako gospodarz na miejscu wypłat, musiał asystować żandarmom z pustą butelką, do której wlewano nie skonsumowane „deputaty” alkoholowe (niektórzy nie pili za względu na choroby, inni nie mogli wypić swojej doli, bo była za duża).

Rok 1941, maj i czerwiec, charakteryzował się olbrzymią koncentracją wojsk niemieckich na terenach nadbużańskich. W Studziance, we wszystkich stodołach, zakwaterowane były oddziały wojska. Jedna stodoła, należąca do Stanielewicza, usytuowana przy drodze Zagumienie, była wyznaczona na magazyn kwatermistrzowski. Na podwórzu Stanielewicza została ustawiona kuchnia i polowa piekarnia. Wspominam jak smakował świeży wojskowy chleb (bo wojsko nie było wrogo nastawione do ludności polskiej i częstowało chlebem, zupą i budyniem!)

Ten budyń szczególnie pamiętam. Żółciutki, pachnący wanilią i słodki. Taki budyń przynosił po kolacji żołnierz o nazwisku Placek (pisownia prawdopodobnie była inna, ale wymawiało się Placek). Pewnego wieczoru, Placek przyniósł większą niż zwykle porcję budyniu i ze łzami w oczach mówił, że to ostatni raz, bo rano maszerują na wschód.

W stodole Łukaszuków też kwaterował oddział wojska. Kilku żołnierzy z tego oddziału upodobało sobie polowanie na szpaki żyjące w szpakówkach umieszczonych na otaczających nasz sad drzewach. Dwóch podoficerów, czy oficerów z tego oddziału, wyprowadziło się ze stodoły i zamieszkało w namiocie na meczecisku, pod brzózkami jakie wyrosły na miejscu, gdzie kiedyś stał meczet, spalony w 1915 r. przez wycofujących się kozaków.

I pewnej nocy, o której wspominał Placek, wszyscy wymaszerowali na wschód.

Najprawdopodobniej niewielu z nich przeżyło tę wojnę. Cdn.

Henryk Kożuchowski

(Zgorzelec)

Echo Studzianki nr 2

Echo Studzianki nr 6

Przeczytaj także:

Szanujmy wspomnienia – Henryk Kożuchowski cz.2

Szanujmy wspomnienia – Henryk Kożuchowski cz.3

Zobacz: Album Henryka Korzeniowskiego

Posted in Moja mała Ojczyzna, Wspomnienia | 4 Komentarze »

WYKORZENIENI

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

Spotkałam dzisiaj młodą dziewczynę. Lat 25, świeżo po studiach. Nie było to nasze pierwsze spotkanie. Do tej pory jednak wymieniałyśmy tylko parę konwencjonalnych uprzejmości. Dzisiejsza rozmowa poszła jednak dalej. Wspomniałam, że startuję w wyborach samorządowych. Ożywiła się. Nie, ona nie startuje ale pomaga w sztabie PO w Lublinie. Pomaga gdyż chce coś zmienić. Zainteresowana indaguję więc o istotę tych zmian. Tutaj dziewczyna ożywiła się znacznie i jak karabin maszynowy zaczęła mówić o tym, że „czarnych” należy odsunąć gdyż rozkradają kraj, że religię należy wyprowadzić ze szkół gdyż ona nie jest wierząca i nie zamierza płacić podatków na „czarnych”, którzy tej religii uczą. Jednym tchem i w dużym podnieceniu wyrecytowała antyklerykalny program Palikota. I co? Tylko tyle? Tak, w Polsce źle się dzieje i wszystkiemu winni są „czarni” gdyż oni to właśnie rozkradają Polskę. Odpowiadam więc zaznaczając, że używam jej logiki, iż skoro ona nie chce płacić podatków na katechetów to ja, która nie mam dzieci nie chcę wspierać swoimi podatkami szkół, do których uczęszczała. Jestem obywatelem Kanady więc na leczenie mogę tam pojechać dlaczego więc mam płacić składki na opiekę zdrowotną? Są ludzie, którzy nigdy do teatru nie pójdą i książki nie przeczytają. Dlaczego więc mają płacić na kulturę? Nie jestem zainteresowana in vitro dlaczego więc mam się zgadzać z pokrywaniem ze swoich pieniędzy kosztów tego procederu gdy ktoś chce właśnie począć dziecko tą metodą? Zapadła cisza po czym usłyszałam, że myślę nielogicznie. Na czym ta nielogiczność miała polegać nie miała już argumentów. Na moje następne pytanie czy zna rolę jaką odegrało chrześcijaństwo w kształtowaniu naszej kultury i państwowości już nic nie odpowiedziała i pospiesznie zaczęła pakować torbę. Wyrecytowała swoje kwestie. W Polsce jest źle gdyż „czarni” ją rozkradają. Koniec. Kropka. Polityczny guru tak powiedział i trzeba to rozgłosić światu.

Coraz więcej spotykam historycznych i kulturowych analfabetów, ludzi dla których cywilizacja i kultura zaczęła się tu i teraz. Ludzi zupełnie nieświadomych tego, że kultura i cywilizacja rodziła się przez tysiące lat, że istnieje coś takiego jak ciągłość cywilizacyjna. Umysłów nieskażonych wiedzą, z którymi jakakolwiek dyskusja jest niemożliwa. Aby podjąć dyskusję konieczni są dyskutanci posiadający mniej więcej ten sam poziom wiedzy. Tymczasem coraz częściej spotykam Chauncey Gardinier’ów, ludzi intelektualnie jednowymiarowych, wręcz upośledzonych intelektualnie, zaprogramowanych przez media, zaniedbanych przez system edukacji i wynoszących swoją ignorancję do rangi cnoty.

Niedoskonałość współczesnego systemu edukacji w połączeniu ze zjawiskiem kultury masowej sprowadzającej wszystko do najmniejszego wspólnego mianownika i promującej umysłową gnuśność  powoduje, że mamy do czynienia z pokoleniem odciętym intelektualnie i kulturowo od przeszłości. To nie jest oczywiście zjawiskiem polskim ale globalnym. Pamiętam moje przerażenie po pierwszym wykładzie na kanadyjskim uniwersytecie. Studenci nie byli w stanie umieścić czasowo wydarzeń, do których się odnosiłam. Nie rozumieli symboliki i odniesień mitologicznych czy biblijnych. Ta ciągłość nici kulturowej i cywilizacyjnej, która przez wielki pozwalała na komunikowanie się między sobą ludzi wykształconych została przerwana. Zauważył to już Allan Bloom i opisał w wydanej w 1987 roku książce „The Closing of the American Mind.How Higher Education Has Failed Democracy and Impoverished the Souls of Today’s Students”. (Umysł zamknięty. O tym, jak amerykańskie szkolnictwo wyższe zawiodło demokrację i zubożyło duszę dzisiejszych studentów). Słowo „amerykańskie” można zamienić na „polskie” i nie zmieni to sensu jego analizy.

Rzeczywistość została poćwiartowana. Brak ogólnego, całościowego wykształcenia uniemożliwia jej zrozumienie jak i opis. Jeden z moich znajomych zajmujący się zjawiskiem nadziei u terminalnie chorych użył w swoim wykładzie na tymże samym uniwersytecie, na którym uczyłam terminu „Golgota”. Wszyscy słuchacze mieli ukończone co najmniej studia wyższe, dużo lekarzy z doktoratami. Po zakończeniu jeden ze słuchaczy poprosił aby wyjaśnić znaczenie słowa „Golgota”.

Uniwersytety stały się szkołami zawodowymi kształcącymi specjalistów na potrzeby korporacji i już nie mają nic wspólnego z poszukiwaniem prawdy, z rozwojem intelektualnym, z uchwyceniem istoty rzeczy. Postmodernizm rownież dotknął w sposób bardzo dotkliwy całe szkolnictwo wyższe. Zanegowanie mega historii, tak charakterystyczne dla postmodernizmu, zaowocowało totalną fragmentaryzacją i odrzuceniem próby całościowego zrozumienia i przedstawienia świata. Świat stanowiący kiedyś całość rozpadł się na kawałki jak geometryczne formy na kubistycznym płótnie, z których już nie sposób złożyć  żadnego spójnego przekazu. Kiedyś wszystkie drogi poznania i zrozumienia kierowały się w stronę Absolutu, teraz są z nim rozbieżne. Język mega naracji a więc język, którym posługiwała się religia i wielka literatura ulega zapomnieniu. Króluje utylitaryzm.

Ta młoda absolwentka tutejszego uniwersytetu, z którą dzisiaj rozmawiałam nie jest odosobnionym przykładem tych „młodych, dynamicznych, wykształconych z wielkiego miasta”.  Reprezentuje nową inteligencję. Prymitywną, wkorzenioną, niedouczoną, nieoczytną, arogancką w swojej niewiedzy. Jakże łatwo jest tych młodych indoktrynować. Jakże łatwym są elektoratem. Jakże łatwo cynicznym manipulatorom, jak temu z ruchu poparcia samego siebie, wpływać na tych młodych niedouczonych ludzi. Jak łatwo wykorzystywać ich dla swoich  celów. Jak łatwo manipulować w demokracji gdzie każdy jest równy, gdzie każdy głos ma taką samą wartość – i tego, który jest wykształcony i tego, który pogrążony jest w ciemnocie własnej niewiedzy i ignorancji.

I kogo tu winić? Manipulatora czy tego, który własną niewiedzą i własnym niedouczeniem tę manipulację czyni możliwą?

http://dlugodystansowiec.salon24.pl/249348,wykorzenieni

Posted in Młodzi, wykształceni..., POLECAM, Wspomnienia, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

„Zegar” Koncert z okazji 25 lecia Solidarności Walczącej

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

Z okazji 25-lecia Solidarności Walczącej Wojciech Kościelniak przygotował „Zegar”, muzyczno-teatralną podróż przez lata komunizmu, opartą na piosenkach Jacka Kaczmarskiego.

Posted in Filmy i slajdy, Historia, Muzyka, POLECAM | Leave a Comment »

J. Kaczmarski – Ballada Wrześniowa

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

„Zegar” „Ballada Wrześniowa” (3/20)

Posted in Historia, Muzyka | Leave a Comment »

Idziemy

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

http://www.idziemy.com.pl/

Posted in Czasopisma | Leave a Comment »

Katastrofa lotnicza Smolensk EKSPLOZJA wypadek

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

Interesujący materiał nie widziałem go wcześniej, tylko nie wiadomo czy ten film jest z katastrofy Tupolewa pod Smoleńskiem.

Posłuchaj:

Perfekcyjna analiza audio filmu „Koli”-Smolensk-STRZAŁY!!!!!

Przeczytaj także:

Pancerna brzoza i beczka” (zeznanie Nikołaja, naocznego świadka katastrofy TU-154M w Smoleńsku)

Posted in Filmy i slajdy, Katastrofa smoleńska | 3 Komentarze »

E.Stankiewicz i J.Pospieszalski w TVTrwam i RM

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

Wczoraj wystapili w Rozmowach niedokóńczonych w programie:””Krzyż kontynuacja Solidarnych 2010.”

Opozycja pozamarlamentarna nie ma żadnych szans, aby wystąpić w tzwn. mediach publicznych.

Platforma udająca obywatelską wraz z SLD zawładnęła mediami publicznymi i bez jakiegokolwiek poczucia przyzwoitości drwi sobie z  słuchaczy, nie spełniając swej misynej roli.

Nie po raz pierwszy piszę, że Polacy mają anielska cierpliwość, aby to znosić.

Dzięki Bogu mamy jeszcze trochę odważnych, a wśród nich Ewę Stankiewicz, gdyz inaczej czlowiek mógłby się juz całkiem załamać.

http://gita.salon24.pl/298450,e-stankiewicz-i-j-pospieszalski-w-tvtrwam-i-rm

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności, SOLIDARNI 2010 | Leave a Comment »

Głos Polski pos. Antoni Macierewicz (2011-04-14)

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011


http://www.radiomaryja.pl/dzwieki/2011/04/2011.04.14.f.mp3

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | 1 Comment »

Bez oręża – Kossak Zofia

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

Bez oręża

Bez oręża – Kossak Zofia pdf

Posted in Książki (e-book), Religia, Zofia Kossak-Szczucka | Otagowane: | Leave a Comment »

Twierdza niepokonana – Józef Geresz

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

http://bbc.mbp.org.pl/dlibra/doccontent?id=1300&dirids=4

Posted in Historia, Książki (e-book), Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Historyczne znaczenie twierdzy Brześć

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

Dr Czesław Szafran

Wojskowe Biuro Badań Historycznych

Historyczne znaczenie twierdzy Brześć

(skrót referatu wygłoszonego podczas Międzynarodowej Konferencji

„Twierdza Brześć – wspólne dziedzictwo historycznokulturowe”,

Koroszczyn, 25 – 26 maja 2007 r.)

Decyzja władz rosyjskich o budowie twierdzy w Brześciu wynikała z założeń strategicznej obrony terytorium państwa przed uderzeniem z zachodu. Twierdza brzeska miała być w tych założeniach węzłem łączącym dwa rozdzielone bagnami poleskimi obszary operacyjne: północny i południowy. Miała też stanowić najważniejszy element czworoboku ufortyfikowanego obszaru obronnego: Dęblin – przedmoście Wiślano-Narwiańskie – Łomża – Brześć.

Strategiczne znaczenie Brześcia, położonego u ujścia Muchawca do Bugu, osłoniętego od wschodu kompleksem bagien, doceniane było już od zarania państwowości polskiej.

Pierwsze plany ufortyfikowania ujścia Muchawca, gdzie wcześniej istniał gród ziemny zwany zamkiem, pojawiły się już w latach 1797, 1807, 1823, jednak właściwa budowa nowoczesnej twierdzy według projektu gen. inż. Oppermanna rozpoczęła się dopiero w 1833 r., a więc wkrótce po upadku powstania listopadowego. Jak trafnie zauważył Jan Ciałowicz, Brześć stanowił najbardziej charakterystyczny przykład ewolucji rosyjskiej sztuki fortyfikacyjnej. Jej kolejne fazy można śledzić jednocześnie z doświadczeniami działań oblężniczych w XIX w., pojawieniem się artylerii gwintowanej, zwiększeniem się donośności i skuteczności pojedynczego pocisku, wzrastającym znaczeniem ognia piechoty i okopu, wreszcie postępem w dziedzinie materiałów budowlanych, takich jak beton, żelbeton czy pancerz.

Twierdza brzeska, uchodząca w przededniu I wojny światowej za największą w Europie, była budowana i rozbudowywana w sześciu kolejnych fazach aż do 1915 r. Latem tego roku tworzyły ją trzy linie obronne:

Pierwsza – wysunięta pozycja obronna polowa, złożona z ośrodków i punktów oporu oraz 4 dział do ognia pośredniego.

Druga – jako pozycja główna złożona z 10 fortów dawniejszych i nowych.

Trzecia – pierścień wewnętrzny obejmujący 7 dawniejszych fortów.

Siły przewidziane do obrony twierdzy miały wynosić:

– według źródeł rosyjskich: 2 i pół brygady piechoty, 150–260 dział ciężkiego i średniego kalibru oraz 72 działa polowe.

– według źródeł niemieckich: 2 dywizje piechoty i łącznie ok. 400 dział.

–         Warto dodać, że budowa twierdzy w Brześciu spowodowała całkowitą zmianę dotychczasowego charakteru miasta, jego radykalną przebudowę, a więc także zatarcie śladów wielowiekowej obecności kultury polskiej w tym miejscu. Nowo powstająca zabudowa miejska, łącznie z obiektami przemysłowymi, była ograniczona istnieniem twierdzy. Względy militarne sprawiły, że nie wolno było budować wysokich kominów fabrycznych, a rozwijać się mógł tylko przemysł drobny(niewielkie wytwórnie tytoniu, browary, miodownie, olejarnie, mydlarnie).

–         W sierpniu 1914 r. twierdza miała odegrać rolę obronną, identyczną do tej, jaką przewidywały plany operacyjne z lat 1892–1910. Co więcej, zmiana planu, jaka nastąpiła w latach 1912 – 1913 w niczym nie wpłynęła na zmodyfikowanie zadań twierdzy w celu dostosowania ich do planu koncentracji i rozwinięcia strategicznego armii rosyjskiej.

–         W przededniu I wojny światowej w rejonie Brześcia (Brześć – Chełm – Kowel) została skoncentrowana 5 rosyjska armia, przeznaczona do działań na froncie południowym przeciwko Austro-Węgrom. Główne siły tej armii zostały wysunięte na północ od Brześcia, gdzie zebrały się tylko formacje tyłowe i dowództwo armii.

–         Walki o Brześć trwały zaledwie 2 dni, 25 i 26 sierpnia. W opanowaniu twierdzy uczestniczył VI korpus austriacki z armii Mackensena (wziął szturmem kilka fortów zewnętrznych) oraz 1dywizja niemiecka, która przeprawiła się przez Bóg na północ od miasta. Nazajutrz, 26 sierpnia, cała twierdza niebroniona została zajęta przez wojska austriackie (VI korpus) oraz niemieckie (tzw. „Beskidenkorps”). Twierdza została w znacznej części wysadzona przez odchodzące wojska rosyjskie. Niemcy po zajęciu Brześcia wybudowali na przedmościach kobryńskim i wołyńskim w latach 1915 – 1917 nową, polową pozycję wysuniętą.

Niewielka stosunkowo rola, jaką odegrała twierdza w I wojnie światowej, mimo iż wysoko stała pod względem sztuki inżynierskiej, była w dużym stopniu konsekwencją niedostatków rosyjskiej doktryny wojennej, a ściślej jej wymiaru praktycznego. W przeciwieństwie bowiem do strony austriacko-niemieckiej, gdzie założenia strategiczne twierdz były skoordynowane z różnymi wariantami planów strategicznych, po stronie rosyjskiej rozwój fortyfikacji i ewolucja planów wojennych nie szły ze sobą w parze; strategiczna myśl rosyjska ulegała ciągłym wahaniom, co odbijało się na przeznaczeniu twierdz i ich roli na wojnie. Ostatecznie w 1914 r. plan rosyjski był ofensywny, aktywny, a twierdze pozostawiono sobie, nie związane z frontami i pozostające w obronie biernej. Twierdza izolowana, a w takiej sytuacji znalazła się też twierdza brzeska, były skazane prędzej czy później na zdobycie. Nie bez znaczenia był też kultywowany przez stronę rosyjską bierny sposób obrony twierdz (psychika załóg rosyjskich twierdz była szczególnie podatna na destrukcyjne, fatalistyczne oddziaływanie warunków i ograniczeń, które narzucały obrońcom ówczesne obiekty fortyfikacyjne), oparty na przesadnej wierze w wytrzymałość fortów, pozbawiony jakiejkolwiek inicjatywy zaczepnej.

Pod koniec I wojny światowej Brześć stał się widownią kilku międzynarodowych aktów polityczno-wojskowych. Dnia 9 lutego 1918 r. przedstawiciele państw centralnych podpisali w Brześciu pokój z Ukrainą, który przyznawał temu państwu Małopolskę Wschodnią i Ziemię Chełmską, a 3 marca 1918 r. podpisano tu także traktat pokojowy między państwami centralnymi a Rosją sowiecką. Traktatem tym od Rosji  zostały oderwane Inflanty, Litwa, Polska, a Białoruś mieli okupować Niemcy aż do zakończenia wojny Traktat wersalski unieważnił wszystkie traktaty podpisane w Brześciu.

Dnia 5 lutego1919 r. jednostki wojska polskiego grupy gen. Listowskiego (34 pp, 2 i 3 p.uł., 6 papol), chcąc udzielić pomocy siłom samoobrony litewskiej mjr. Dąbrowskiego, a także na skutek fałszywej, jak się później okazało, wieści o opuszczeniu przez wojska niemieckie Brześcia i oddaniu go w ręce ukraińskie, uderzyły częścią sił z zachodu na twierdzę, lecz utknęły pod fortem w Kobylanach i cofnęły się na poprzednie stanowisko. Następnego dnia oddział mjr. Dąbrowskiego próbował również przebić się przez Brześć ku grupie gen. Listowskiego, lecz, ze względów politycznych, powrócił do Próżan. Wydarzenia te przyśpieszyły ewakuację Brześcia, który został zajęty przez oddziały polskie 9 lutego 1919 r. Tym samym po 125 latach nieobecności żołnierz polski powrócił do Brześcia

W dniach 28 lipca – 2 sierpnia 1920 r. przed uderzeniem 16 armii sowieckiej. broniły Brześcia jednostki wojska polskiego pod dowództwem gen. Władysława Sikorskiego, jednakże wobec sforsowania Bugu przez nieprzyjaciela i zagrożenia okrążeniem, zmuszone były oddać miasto i cytadelę.

Ważną rolę odegrał Brześć w następnej, zaczepnej ze strony wojska polskiego fazie wojny 1920 r. Jednostki polskie, które obsadziły forty (początkowo 3 dywizja piechoty Legionów, a następnie 11 dywizja piechoty) w dniach 20 sierpnia – 7 września osłaniały od wschodu nacierającą na Białystok 2 armię. Osłona ta miała charakter aktywny, realizowana była bowiem za pomocą głębokich wypadów.

Najbardziej udaną akcję przeprowadził w dniach 25-26 sierpnia dowodzony przez ppłk. Maćkowskiego 7 pułk piechoty (z 3 dywizji piechoty), który zaskoczył na stacji kolejowej Żabince sztab wyładowującej się tam 57 sowieckiej dywizji strzeleckiej. Zdobyto wówczas 650 jeńców, 1000 wozów, 4 samochody i 12 karabinów maszynowych.

Podobnie udany był wypad grupy mjr. Liwacza z 11 dywizji piechoty, przeprowadzony w dniach 6-7 września wzdłuż toru kolejowego na Małorytę. Przyniósł on porażkę 4 sowieckiemu pociągowi pancernemu oraz dał 222 jeńców.

W okresie międzywojennym twierdza w Brześciu utraciła swą pierwotną rolę obiektu obronnego. Miasto wraz z cytadelą stało się największym (liczącym ok. 8 tys. żołnierzy) garnizonem wojskowym IX (Poleskiego) Okręgu Korpusu. Poza dowództwem OK stacjonowały tam w różnym czasie dwa pułki piechoty (35 i 82), dwa pułki artylerii (30 pal i 9 pac), pułk saperów (9 psap), oraz podległe dowództwom OK i Garnizonu mniejsze jednostki różnych rodzajów wojsk i służb. Żołnierze stacjonujących w Brześciu jednostek wojskowych wydatnie przyczynili się do odbudowy i rozbudowy zniszczonego wojną miasta. Odegrali też w stosunku do miejscowego społeczeństwa rolę cywilizacyjną, kulturotwórczą oraz patriotyczno-wychowawczą.

We wrześniu 1939 r. twierdzy Brześć broniły stosunkowo niewielkie siły (ok. 4 tys. żołnierzy) pod dowództwem gen. bryg. Konstantego Plisowskiego. Wobec przygniatającej przewagi nieprzyjaciela (wspierany lotnictwem XIX korpus pancerny gen. Guderiana) gen. Plisowski zrezygnował z obrony linii fortów otaczających miasto i cytadelę, skupiając się na obronie samej cytadeli i jej bliskich przedpól.

Walki trwały od 14 do 16 września, aczkolwiek bombardowania rozpoczęły się już pierwszego dnia wojny. Nocą z 16 na 17 września oddziały polskie z bronią w ręku opuściły pozycje obronne. Kapitulacji twierdzy nie było. Rankiem 17 września do opuszczonych fortów weszły oddziały niemieckie, które 23 września przekazały miasto i twierdzę Armii Czerwonej. Ulicami Brześcia przeszła wówczas słynna defilada, symbolizująca swoiste braterstwo broni obu grabieżców Polski.

Niedługo potem, 22 czerwca 1941 r., Niemcom przyszło znów zdobywać twierdzę, tym razem na swych niedawnych towarzyszach broni. Po niezwykle zaciętych walkach, w których szturmujący użyli gazów bojowych i miotaczy ognia, czerwonoarmiści 30 lipca opuścili twierdzę

Przez cały okres niemieckiej okupacji Brześć był aktywnym ośrodkiem polskiej konspiracji zbrojnej. Miała tu swą siedzibę Komenda Okręgu Poleskiego ZWZ-AK., a także Komenda III Odcinka „Wachlarza”, która prowadziła dywersję na kierunku Brześć-Pińsk-Homel, z rozgałęzieniem na Berezę Kartuską i Łuniniec.

Dnia 28 czerwca wojska 1 Frontu Białoruskiego, w ramach prowadzonej przez Armię Czerwoną operacji brzesko-lubelskiej, zdobyły Brześć.

Brześć, wraz z wybudowaną w mieście twierdzą, odegrał ważną rolę w dziejach narodów zamieszkujących w jego bliższym i dalszym sąsiedztwie. Burzliwa historia tych ziem w minionych 20. wiekach sprawiła, że jako miejsce o wybitnym znaczeniu strategicznym Brześć był przede wszystkim obiektem sąsiedzkiej rywalizacji. Dziś, u progu nowego tysiąclecia, pojawia się szansa odwrócenia tej tendencji i  uczynienia twierdzy brzeskiej przedmiotem współpracy transgranicznej. Wypada więc na zakończenie wyrazić przekonanie, że szansa ta nie zostanie zmarnowana, a uzyskany w ten sposób efekt synergii przyczyni się do nowoczesnego zagospodarowania i udostępniania obiektów twierdzy. Służyć też będzie zachowaniu tego wspaniałego zabytku XIX-wiecznej sztuki fortyfikacyjnej dla przyszłych pokoleń. Twierdza brzeska, w pełni na to zasługuje.

Najważniejsze opracowania wykorzystane w artykule: J. Ciałowicz, Fortyfikacje na ziemiach polskich w pierwszej wojnie światowej, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t.XII, cz.I; J. Geresz, Twierdza niepokonana. Obrona cytadeli w Brześciu nad Bugiem we wrześniu 1939 r., Biała Podlaska 1994; H. Sipowicz-Bogowski „Farys”, Burza nad Kresami, Łódź 1993; J. Sroka, Brześć nad Bugiem. Dzieje miasta i twierdzy, Biała Podlaska 1997.

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Gościniec bialski – czasopismo samorządu powiatu bialskiego

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

http://www.powiatbialski.eu/starostwo/?page_id=13

http://bbc.mbp.org.pl/dlibra/publication?id=1782&tab=3

Posted in Czasopisma | Leave a Comment »

Unitów podlaskich droga do świętości – Józef Geresz

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

http://bbc.mbp.org.pl/dlibra/doccontent?id=1249&dirids=1

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna, Religia | Leave a Comment »

Z dziejów wsi Kobylany – Józef Geresz

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

 http://bbc.mbp.org.pl/dlibra/doccontent?id=1323&dirids=1

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Z dziejów Podlasia – Józef Geresz

Posted by tadeo w dniu 15 kwietnia 2011

Józef Geresz (ur. 1944), dr nauk humanistycznych pochodzący z Międzyrzeca Podlaskiego. Historyk, nauczyciel w międzyrzeckiego Liceum Ogólnokształcącego i wykładowca Zamiejscowego Ośrodka Dydaktycznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Międzyrzecu Podlaskimoraz Akademii Podlaskiej w Siedlcach.

W roku 1997 obronił pracę doktorską pt. Międzyrzec Podlaski w latach 17951918 na wydziale humanistycznym UMCS.

Autor książki: „Międzyrzec Podlaski: dzieje miasta i okolic” oraz wielu innych publikacji i artykułów na temat historii międzyrzecczyzny iPołudniowego Podlasia.

Okładka Międzyrzec Podlaski : dzieje miasta i okolic

http://www.echokatolickie.pl/index.php?find=1&action=1&idd=21&str=200&find_rocznik=*&find_wydanie=*&find_autorzy=*&find_text=&Submit=Szukajhttp://www.echokatolickie.pl/index.php?str=100&id=3099&idd=21

http://www.echo.siedlce.net/index.php?p=21&arch_id%5B%5D=24&slowo= 

http://archiwum.radiopodlasie.pl/?cat=27

http://archiwum.radiopodlasie.pl/?tag=jozef-geresz&paged=1

http://archiwum.radiopodlasie.pl/?tag=jozef-geresz&paged=2

http://archiwum.radiopodlasie.pl/?tag=jozef-geresz&paged=3

http://archiwum.radiopodlasie.pl/?tag=zabor-rosyjski

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna, POLECAM | 1 Comment »