WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 11 kwietnia, 2011

W Tobie jest Światło

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

Muzyka, autor tekstu -Artur Kaszowski
wokal: Marta Florek

„W Tobie jest światło, każdy mrok rozjasni,
w Tobie jest życie, ono śmierć zwycięża …”

http://gloria.tv/?media=144815

Posted in Muzyka, Religia | Leave a Comment »

DZIECI Z FATIMY – film dla dzieci, Polska

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

Posted in Filmy i slajdy, Filmy religijne, Matka Boża, Religia | Leave a Comment »

ODLICZANIE DO WIECZNOŚCI – film dokumentalny, USA

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

Biblia mówi, że czas szybko ucieka… Czy jesteś gotowy? Gdzie spędzisz swoją wieczność? Tylko Biblia jest ponad czasem i przestrzenią. Żadna inna księga nie próbuje nawet dowieść swej prawdziwości poprzez przepowiadanie przyszłości. Dokąd zmierza ten świat? Czy istnieje prawda absolutna? Jak Biblia odpowiada na te pytania? Występujący w filmie Bil Gallatin, Dave Hunt, Chuck Missler, Roger Oakland i Chuck Smith przedstawiają tę prowokującą do myślenia perspektywę jako „Znaki Czasów”. Obecnie setki biblijnych przepowiedni staje się rzeczywistością. Płyta zawiera omówienie kilku wypełniających się na naszych oczach proroctw, dotyczących m.in.: środowiska, upadku moralności, technologii, Izraela, światowej religii. / 61 min

http://opoka.tv/filmy/127-odliczanie-do-wiecznoci-film-dokumentalny-usa.html

Posted in Filmy i slajdy, Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

WIĘCEJ NIŻ SEN – film obyczajowy, Arabia Saudyjska

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

Film piękny i prawdziwy, bo nieznanymi drogami prowadzi Nas Bóg, gdy Mu tylko zaufamy. I On to własnie nie przejmuje się jaką wiarę wyznajemy, lecz czego pragnie prawdziwie Nasze serce. POLECAM.

http://vod8787872011.opoka.tv/video/filmy/wiecejnizsendini,mf,vid,fil,p_701.html

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

10.04.10 – PIERWSZY FILM ŚLEDCZY O TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ – reż.Anita Gargas [HD]

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

„10.04.10” – Pierwszy film śledczy o tragedii smoleńskiej.
Scenariusz i realizacja:
Anita Gargas

Z Anitą Gargas – autorką filmu śledczego o katastrofie pod Smoleńskiem rozmawia Katarzyna Hejke.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Anita_Gargas

Zobacz także:

Jadwiga Kaczyńska w filmie Anity Gargas 10.04.10

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

PROROCY

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

http://prorocykatolik.pl/Jeszcze-Polska-nie-zgin%C4%99%C5%82a-p%C3%B3ki-B%C3%B3g-na-niebie.php

Posted in Religia | Leave a Comment »

Ave María

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

http://www.gloria.tv/?media=144173

Posted in Muzyka, Muzyka religijna, Religia | Leave a Comment »

Dlaczego Lech KACZYŃSKI musiał umrzeć

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

Patriota, czyli krótka opowieść o Lechu Kaczyńskim

http://www.gloria.tv/?media=144510

Posted in Filmy i slajdy, Katastrofa smoleńska, Prezydent Lech Kaczyński | 1 Comment »

Polish – Hungarian Brotherhood (Polak – Węgier dwa bratanki)

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

Polak zawsze przyjacielem Węgra!!!!Nie widziałem jeszcze, by dwa narody były tak blisko siebie. Np w 1920 roku rząd czecho-słowacki odmówił przepuszczenia przez Słowację 30000 węgierskich kawalerzystów, którzy mieli udzielić polskiej armii bezpośredniego wsparcia w walce z bolszewikami. A  w sierpniu 1939 roku admirał Horthy poinformował Niemców, że prędzej wysadzi własne tunele kolejowe w Karpatach, niż przepuści przez nie Wehrmacht idący na Polskę. Miesiąc później przez Węgry przeszło kilkadziesiąt tysięcy rozbitków z kampanii wrześniowej udających się do Francji.

Posted in Filmy i slajdy, Historia | Leave a Comment »

JEZUS

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

W październiku mija 30 lat od daty powstania Filmu Jezus i związanego z nim projektem misyjnym i ewangelizacyjnym. Film powstał 1979 roku i dotychczas został przetłumaczony na 1066 języków. Więcej informacji kliknij TUTAJ
Na świecie w przeciągu 30 lat w trakcie publicznych i prywatnych projekcji obejrzało go o.k. 6 miliardów ludzi. Dzięki temu o.k. 225,873,101 osób podjęło decyzję zaufania w swoim życiu Jezusowi Chrystusowi. Więcej informacji kliknij TUTAJ W tym w Polsce od 1994 roku o.k. 554 300 osób obejrzało film na publicznych pokazach i z tego o.k. 22 ooo osób podjęło decyzję zaufania w swoim życiu Jezusowi Chrystusowi.
W oparciu o Filmu Jezus powstał filmy: Opowieść o Jezusie – wersja dla dzieci i młodzież oraz Maria Magdalena – film dla kobiet oraz słuchowiska Jezus i Opowieść o Jezusie.

Dziękujemy Bogu za 30 letnią służbę chrześcijan pracujących w Ruchu Nowego Życia oraz wielu wolontariuszy z różnych Kościołów, ruchów, ośrodków misyjnych i organizacji chrześcijańskich korzystających w dziele ewangelizacji z Filmu Jezus.

Pełnometrażowy film na podstawie Ewangelii Łukasza. / Kim na prawdę był Jezus Chrystus? Odpowiedzi na to pytanie stara się udzielić John Heyman, znany i ceniony producent filmowy, w ukończonym w 1979 roku obrazie „Jezus”. Heyman stworzył film tak autentyczny, że widzowie czują, jakby wraz z Mesjaszem chodzili po Palestynie w pierwszym wieku naszej ery. Przygotowanie filmu obejmowało setki studiów i badań dotyczących tkanin i sposobu ubierania się , architektury, pożywienia i zwyczajów panujących wśród mieszkańców Palestyny w czasach Chrystusa. Wszystkie zdjęcia wykonano w Izraelu, zatrudniono około 5000 statystów, Żydów i Arabów. Każde słowo wypowiedziane w filmie przez Jezusa pochodzi z Pisma Świętego. 120 min

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Kaczyński: Polska się budzi

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

Zostali zdradzeni o świcie – tak o ofiarach katastrofy mówił lider PiS, cytując Zbigniewa Herberta

Jarosław Kaczyński zainaugurował działalność Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński zainaugurował działalność Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego

Wieczorem Krakowskim Przedmieściem przeszedł zorganizowany jak co miesiąc marsz pamięci

Wieczorem Krakowskim Przedmieściem przeszedł zorganizowany jak co miesiąc marsz pamięci

– Polska musi być krajem sprawiedliwym i praworządnym, musi być państwem, w którym sądy nie będą ośmielały się nazywać białego czarnym, kłamać w żywe oczy. Polska powinna być życzliwa dla obywateli – mówił Jarosław Kaczyński w niedzielę po południu do tysięcy ludzi zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. – O takiej Polsce marzył Lech Kaczyński, mój śp. brat i prezydent RP. Walczył i pracował dla niej. Walczył o nią i może dlatego nie ma go już wśród nas – dodał.

Podkreślił, że czas wrócić do idei IV Rzeczypospolitej.

– Jestem przekonany, że Polska się budzi i będziemy mieli nową, lepszą Polskę – przekonywał. – Kiedy na was patrzę, to jedno wiem. Ci, którzy chcieli zabić pamięć, przegrali. My pamiętamy i będziemy pamiętać.

Kluby „Gazety Polskiej” i PiS zorganizowały własne obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej. Od rana do wieczoru tłumy ludzi gromadziły się przed Pałacem Prezydenckim. W sumie zebrało się tam kilkanaście tysięcy osób. – Przyjechałam z Rzeszowa, by oddać hołd – mówiła „Rz” pani Monika. – Byłam na Krakowskim Przedmieściu w dniach żałoby narodowej i chciałam ponownie poczuć tę wspaniałą atmosferę wspólnoty.

Ci, którzy, tak jak ona, chcieli uczcić pamięć ofiar, przybywali przed Pałac od samego rana. Przed godz. 8 już był tłum. Kilkaset osób przyszło do pobliskiego kościoła seminaryjnego, w którym o 8 odprawiono mszę św. za dusze osób, które zginęły 10 kwietnia. Uczestniczyli w niej też parlamentarzyści PiS z Jarosławem Kaczyńskim.

Na zgromadzonych na Krakowskim Przedmieściu czekała jednak niemiła niespodzianka. Już dzień wcześniej Pałac Prezydencki wraz z przylegającym chodnikiem odgrodzono barierkami, za którymi stanął kordon policji. – Zdecydowano się na ustawienie barierek, by zapewnić bezpieczeństwo także osobom gromadzącym się w tym miejscu – tłumaczył Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji

Ludziom nie pozwalano składać zniczy i kwiatów w miejscu, w którym przed rokiem stanął krzyż. – Mają nieczyste sumienia, to się boją – oburzała się starsza kobieta, która znicz postawiła przed barierkami. Demonstranci ustawili tam również drewniany krzyż, zdjęcie Lecha i Marii Kaczyńskich oraz makietę rozbitego Tu-154.

Dwóm młodym ludziom udało się jednak dostać za barierki i rozwinąć transparent z napisem „Mój prezydent Lech Kaczyński”. Przez kilkadziesiąt minut stali przez nikogo nieniepokojeni. Dopiero kilka minut przed przybyciem delegacji PiS policja siłą usunęła transparent i trzymających go mężczyzn. To wzburzyło zgromadzonych. Słychać było okrzyki „Gestapo!” i „Chcemy policji, a nie milicji!”.

Organizatorzy uroczystości uspokajali i apelowali: – Nie dajmy się sprowokować. Przecież tylko o to im chodzi.

Punktualnie o 8.41 na Krakowskim Przedmieściu zawyły syreny. W pobliskich kościołach rozdzwoniły się dzwony. Kilka minut później przed pałacem pojawił się prezes PiS. Owacyjnie witany okrzykami: „Jarosław, Jarosław!” złożył kwiaty. Delegacja partii, jako jedyna, została wpuszczona za barierki, bliżej pałacu. Wraz ze swoimi współpracownikami ustawił tam podane mu przez manifestantów zdjęcie Lecha i Marii Kaczyńskich. Przez kilkadziesiąt minut posłowie PiS, m.in. Joachim Brudziński, Jarosław Zieliński i Jolanta Szczypińska, odbierali też od zgromadzonych kwiaty i znicze, kładąc je w miejscu, w którym wcześniej nie pozwalano ich złożyć.

Zanim do tego doszło, po raz kolejny zrobiło się nerwowo. Policjanci nie wpuścili za barierki księży, którzy mieli odmówić modlitwę za zmarłych. Nie wpuszczono też kilku parlamentarzystów PiS. Liderzy partii twierdzą, że w trakcie przepychanki z policją poturbowano dwie posłanki: Marzenę Machałek i Danielę Chrapkiewicz. Policja zaprzecza. Ale m.in. na jednym z portali interetowych zamieszczono film, na którym widać policjantów szarpiących posłów PiS usiłujących przedostać się za ogrodzenie.

Część demonstrantów przyniosła biało-czerwone flagi i transparenty: „Jesteśmy pomnikiem smoleńskim”, „Pętaki – oddajcie nasze państwo” i „Od powietrza, głodu, ognia, wojny, TVN i Platformy – wybaw nas Panie”. Demonstranci przygotowali też 96 drewnianych krzyży i zdjęcia wszystkich ofiar. – Przynależność polityczna nie ma znaczenia. Oni byli Polakami – mówili ci, którzy je przynieśli. Zbierano też podpisy pod petycją do Rady Miasta Warszawy o postawienie pomnika ofiar katastrofy. Miałby mieć postać 96 słupów świetlnych stojących w szeregu przed dziedzińcem Pałacu Prezydenckiego.

W południe delegacja PiS udała się na wojskowe Powązki, by złożyć kwiaty przed pomnikiem ofiar smoleńskich i na grobach kolegów. W tym czasie większość manifestantów pozostała na Krakowskim Przedmieściu, gdzie odbyła się modlitwa Anioł Pański. Na telebimie wyświetlono filmy poświęcone katastrofie, m.in. „Mgła” i „Lista pasażerów”.

Po południu w Sali Kongresowej PiS i jego sympatycy zainaugurowali działalność Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego. „Nasza ojczyzna potrzebuje działań na miarę wyzwań cywilizacyjnych oraz współczesnych zagrożeń ekonomicznych i politycznych. Obieramy za patrona śp. Lecha Kaczyńskiego, ponieważ sądzimy, że patriotyzm, wolność i godność, którymi kierował się w swoim życiu prywatnym i służbie publicznej, dziś są najważniejszymi wartościami dla Polaków” – napisano w przyjętej deklaracji ideowej. Do zgromadzonych przemówił lider PiS. Wspominał osoby, które zginęły. – Niezależnie od tego, jaka była przyczyna katastrofy, to dziś możemy powiedzieć: zostali zdradzeni o świcie – mówił cytując Zbigniewa Herberta.

Na placu Zamkowym odbył się też koncert pieśni patriotycznych. Wystąpili m. in.: Jan Pietrzak, Lech Makowiecki oraz zespół De Press.

Kulminacją obchodów był zorganizowany wieczorem jak co miesiąc marsz pamięci. Najpierw w warszawskiej katedrze odbyła się msza święta w intencji ofiar. Po niej przed Pałac Prezydencki przeszedł marsz z pochodniami i flagami. Do tysięcy manifestantów przemówili lider PiS i były przewodniczący „Solidarności” Janusz Śniadek. Obchody zakończyła wspólna modlitwa.

Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/641016_Kaczynski–Polska-sie-budzi.html

Posted in Polityka i aktualności, SOLIDARNI 2010 | Leave a Comment »

Demontaż odpowiedzialności

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

Gorzkie słowa Krystyny Kwiatkowskiej, wdowy po gen. Bronisławie Kwiatkowskim, dowódcy operacyjnym Sił Zbrojnych, wypowiedziane w Smoleńsku: Wiem, jaką odpowiedzialność poniósłby mój mąż, gdyby zginęło mu dziewięciu generałów albo dziewięćdziesięciu sześciu żołnierzy

fot. M. Borawskifot. M. Borawskifot. M. Borawski

Prowokacja w rocznicę katastrofy smoleńskiej. W nocy z 8 na 9 kwietnia Rosjanie usunęli tablicę ufundowaną przez bliskich ofiar. Rodziny, które wraz z prezydentową Anną Komorowską, przyjechały w sobotę na Siewiernyj, znalazły się w arcykłopotliwej sytuacji. Sto trzy osoby, bliscy trzydziestu ofiar, miały wspominać zmarłych i kontynuować wymianę pojednawczych gestów z rosyjskimi władzami. I tu spotkała je przykra niespodzianka. Rosjanie, pod osłoną nocy, usunęli pamiątkową tablicę z wyrytymi na niej słowami o „sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim dokonanej na jeńcach wojennych, oficerach wojska polskiego, w 1940 r.”. – Tu jest Rosja – tak wytłumaczył dziennikarzom powody demontażu tablicy rzecznik prasowy gubernatora obwodu smoleńskiego.
Moskwa kolejny raz udowodniła, że dla odsunięcia od siebie odpowiedzialności za Katyń i Smoleńsk nie cofnie się przed żadnymi metodami. Tym razem Rosjanie wybrali wariant kradzieży i upokorzenia.
Wyprawa prezydentowej do Smoleńska w przeddzień rocznicy katastrofy Tu-154M miała być wspólną pielgrzymką części rodzin jej ofiar zarówno na miejsce rozbicia samolotu, jak i do Lasu Katyńskiego na mogiły polskich oficerów zamordowanych przez NKWD w 1940 roku. Miała też swój kontekst polityczny i wpisywała się w ugodową i pojednawczą wobec Moskwy politykę obecnego prezydenta. Świadczyć o tym może choćby wystąpienie Macieja Komorowskiego, syna wiceministra obrony Stanisława Komorowskiego. Znalazło się w nim odniesienie do gestów solidarności i współczucia, jakie przed rokiem Rosjanie okazywali Polakom. Dziś nie są one już tak spektakularne. Przedstawiciele władz zachowują się inaczej niż w pierwszych dniach po kwietniowej tragedii. – Mgła tamtego poranka na długo spowiła nasze życie cierpieniem i smutkiem. Zdarzyło się wtedy coś, o czym będziemy pamiętać. Tysiące i miliony Rosjan łączyły się z nami w bólu. Czynili to spontanicznie, w serdecznym odruchu. Okazywali solidarność, którą byliśmy głęboko poruszeni – mówił Komorowski, jedyny dopuszczony do głosu przedstawiciel tej części rodzin, które przyjechały do Smoleńska w sobotę. Było ich przy tym znacznie mniej niż podczas analogicznej wyprawy w październiku, wówczas przyjechali bliscy prawie 60 ofiar. Teraz zaledwie 30.

Maciej Komorowski wspomniał, że jakiś czas temu premier Donald Tusk powiedział o jego ojcu: „Dobry człowiek, wybitny dyplomata”. – Wiem, że gdyby w tym miejscu stał mój tata, apelowałby, abyśmy postarali się o więcej dyplomacji w naszych wzajemnych relacjach – podkreślał. W tym momencie jeszcze niewiele osób zorientowało się, że na głazie znajdującym się w miejscu, gdzie miała się odbyć druga część uroczystości i pod którym prezydentowa z rodzinami mieli złożyć wieńce i kwiaty, Rosjanie potajemnie w nocy zabrali zainstalowaną przez Stowarzyszenie Katyń 2010 tablicę, która została umieszczona tu wraz z dużym, drewnianym krzyżem w listopadzie ubiegłego roku. Polskie MSZ dowiedziało się o wszystkim post factum w sobotę rano.
Tuż po wystąpieniu Komorowskiego pod brzozą, w pień której wbił się fragment poszycia kadłuba polskiego samolotu, odczytywano nazwiska 96 ofiar katastrofy i przy akompaniamencie werbli zapalano znicze, z których żołnierze ułożyli symboliczny krzyż. Uroczystości towarzyszył przenikliwy, zimny, porywisty wiatr i śnieg z deszczem. Powagę sytuacji zakłócił przykry incydent: w trakcie odczytywania nazwisk zamiast Władysława Stasiaka odczytano nazwisko jego żyjącej żony Barbary Stasiak.
Na rodzinach szczególnie przygnębiające wrażenie zrobił wrak samolotu. Do grupki polskich dziennikarzy w pewnym momencie nieoczekiwanie sam podszedł Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz. – Wrak samolotu powinien już dawno być w Polsce. Robi na mnie przerażające wrażenie, jeszcze gorsze niż przed rokiem – mówił wyraźnie poruszony tym, co zobaczył. Trudno mu się dziwić. Obłożony starymi oponami i podartym brezentem wrak nie wygląda jak dowód zabezpieczony w toku śledztwa.

Nocna zmiana

Po powrocie z miejsca, w którym leży wrak tupolewa, prezydentowa wraz z rodzinami przeszła tam, gdzie jesienią ustawiono krzyż oraz umieszczono głaz, na którym zainstalowano tablicę. Kamień był dyskretnie zasłonięty wieńcami. Dopiero po zakończeniu uroczystości i wspólnych modlitwach okazało się, że tablica wprawdzie jest, ale zupełnie inna. Dwujęzyczna płyta zawiera znacznie mniej informacji, a przede wszystkim pomija passus o bolszewickim ludobójstwie dokonanym w Katyniu, którego uczczenie było celem tragicznie zakończonej wizyty polskiej delegacji 10 kwietnia 2010 roku.
Zamiany dokonano dyskretnie w nocy z piątku na sobotę. Andriej Jewsiejenkow, rzecznik prasowy Administracji Obwodu Smoleńskiego, na pytanie o powody demontażu tłumaczył, że napis na tablicy powinien być dwujęzyczny: po rosyjsku i po polsku. Decyzję w tej sprawie podjęto „na wysokim szczeblu”. – Nie mogę powiedzieć na jakim – odpowiadał. Ta poprzednia została umieszczona bez naszej zgody, w tajemnicy. A tu jest ziemia smoleńska i rządzi tu Rosja. Nie potrzebujemy żadnej zgody na umieszczanie napisu – tłumaczył wyraźnie rozwścieczony, gdy dziennikarze pytali go o powody nieuzgodnienia tego kroku ze stroną polską. Zachowywał się zupełnie inaczej niż jeszcze w czwartek, gdy podchodził do przybywających na miejsce dziennikarzy i sam zagajał z nimi przyjazne rozmowy.
– Decyzja o zmianie tablicy została podjęta przez władze miejskie po licznych prośbach obywateli, mieszkańców miasta, którzy zwracali się do naszych organów z pytaniami, dlaczego nie mogą przeczytać napisu, dlaczego nie ma go w języku rosyjskim. Wtedy mer postanowił zrobić tablicę w dwóch językach – mówił Siergiej Antufiew, gubernator obwodu smoleńskiego. Na pytanie o zmianę treści odpowiedział, że jego zdaniem treść napisu powinna być „minimalna”, a tragedii smoleńskiej nie należy łączyć z Katyniem, odmówił również odpowiedzi na pytanie o wybór momentu instalacji nowej tablicy.
Co się stanie ze starą tablicą? Nie wiadomo. Polskie MSZ, jak się okazuje, wiedziało o tym, że władze rosyjskie będą chciały jej zamiany na inną, polsko-rosyjską, z ocenzurowaną treścią. – Usunięcie jej tuż przed uroczystościami pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej jest decyzją złą, niepotrzebną. Oczekujemy od strony rosyjskiej większej wrażliwości i lepszej współpracy – oświadczył Marcin Bosacki, rzecznik resortu. Bardziej jednak zakłopotany był tym, że bezceremonialne usunięcie dotychczasowego napisu na kilka godzin przez wizytą rodzin ofiar oraz na dwa dni przed wizytą polskiego prezydenta stawia tego ostatniego w niezwykle kłopotliwej sytuacji. Zburzyło to również oficjalny pojednawczy ton wizyty Anny Komorowskiej w Rosji.

Kreml nie ustępuje

Przypomina to trochę sytuację, w jakiej w styczniu Rosjanie postawili tak bardzo uległego i spolegliwego w kwestii wyjaśniania przyczyn katastrofy premiera Donalda Tuska, gdy bez żadnej zapowiedzi zostały ogłoszone szokująco stronnicze wnioski MAK. Pojednawcze gesty i przemówienia przyćmiła więc brutalna rosyjska rzeczywistość. Obnażyła ona fakt, że oficjalne deklaracje władz rosyjskich sprzed roku, w tym prezydenta Dmitrija Miedwiediewa – dotyczące prawdy o zbrodniach stalinizmu i kłamstw na ich temat utrwalanych przez dziesięciolecia – to często puste gesty na użytek mediów. Gdy dochodzi do konkretów, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
Przykładem tego jest skandaliczne stanowisko władz Federacji Rosyjskiej w postępowaniu, jakie z powództwa Rodzin Katyńskich toczy się przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Rosjanie napisali, że nie mają obowiązku wyjaśniać losu zamordowanych przez NKWD polskich oficerów „zaginionych w wyniku wydarzeń katyńskich”. Trudno tę bezczelną i bezduszną odpowiedź zrównoważyć uchwałą Dumy Państwowej z listopada ub.r., w której deputowani oględnie przyznają, że zbrodnia katyńska jest dziełem totalitarnego reżimu ZSRS. Jednak to na tę uchwałę, jako wyraz nadzwyczajnej dobrej woli, wciąż powołują się rosyjscy politycy i szereg prokremlowskich komentatorów.

Rozliczenia nad katyńskimi mogiłami

Polski rząd zażądał wydania starej tablicy. Jej zwrotu chcą przede wszystkim członkowie Stowarzyszenia Katyń 2010. – Mamy taki zamysł, aby stara tablica trafiła do muzeum przy Memoriale Katyńskim – tłumaczył rzecznik gubernatora. W sobotę w Katyniu tablicy jeszcze nie było. Andrzej Melak, brat tragicznie zmarłego Stefana Melaka i jednocześnie jeden z inicjatorów zainstalowania płyty, przypomina, że tablica została wykonana w Polsce i specjalnie przewieziona do Smoleńska. – Nasuwa mi się analogia historyczna, kiedy 31 lipca 1981 r. postawiliśmy pierwszy w Polsce nielegalny pomnik katyński na warszawskich Powązkach, to został on w nocy usunięty na polecenie ambasady sowieckiej przy pomocy usłużnych służb bezpieczeństwa. Teraz znów kłamstwo katyńskie o ludobójstwie obowiązuje. Nie tylko zresztą na terenie Rosji, ale i na terenie Polski – mówi z oburzeniem. Zastanawia się, jaki powód miały władze rosyjskie, by tablica została podmieniona. – Była zamocowana tam od 12 listopada ubiegłego roku. Ufundowaliśmy ją dlatego, że w tym czasie rząd nie poczuwał się do tego, by ofiary katastrofy zostały tutaj upamiętnione – podkreśla Melak.
Tymczasem te rodziny ofiar katastrofy, które w sobotę przyjechały do Smoleńska, o fakcie zamiany tablicy dowiedziały się po uroczystości. Najostrzej sprawę komentował Paweł Deresz. – Uważam, że to jest skandal. Nie wiem, czyja to inicjatywa. Mówi się, że to inicjatywa władz lokalnych. Jeśli tak, to powinny te władze dostać porządnie po łapach. Jest to niedopuszczalne. Przede wszystkim to, że zmieniono tekst – mówił dziennikarzom. Oburzony był również faktem, że trzeba negocjować tekst tak oczywistej prawdy jak to, że zbrodnia katyńska była ludobójstwem. – Co to znaczy „zgoda”? Przecież od dawna wiadomo, że to było ludobójstwo, zbrodnia. I Rosjanie muszą się w końcu do tego przyznać. Do tego, że popełnili na swoim terenie olbrzymią zbrodnię na skalę światową – podkreślał. W podobnym tonie wypowiadała się także wdowa po Jerzym Szmajdzińskim, Małgorzata Szmajdzińska. Krystyna Kwiatkowska, wdowa po gen. Bronisławie Kwiatkowskim, dowódcy operacyjnym Sił Zbrojnych, powiedziała jedynie, że takie zachowanie „nie jest ładne”. – Nie chcę się włączać w rozgrywki polityczne. Czy była to polityczna rozgrywka, czas pokaże – mówiła. Podkreślała, że do dziś nie może się pogodzić ze śmiercią męża, który 5 maja ub.r. miał przejść na emeryturę. – Był dwa lata w Iraku, na wojnie, potrafił właśnie tam zorganizować wszystko, tyle tysięcy żołnierzy miał pod sobą z 25 krajów. Ja wiem na przykład, jaką odpowiedzialność by poniósł, jakby mu zginęło 9 generałów albo 96 żołnierzy. Czekam na rezultat, co w tej sprawie będzie – mówiła wyraźnie rozgoryczona generałowa Kwiatkowska.
Maciej Walaszczyk,
Piotr Falkowski, Smoleńsk

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

10 kwietnia polski rząd abdykował – rozmowa z Janem Olszewskim

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2011

Okres po katastrofie smoleńskiej mógł być wykorzystany jako pewne katharsis naszej polityki. Ale to wymagało odwagi

fot. M. Borawski

Z mec. Janem Olszewskim, byłym premierem RP i byłym doradcą śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rozmawia Mariusz Bober

Pan Premier również miał być w tym samolocie. Jaka była Pana pierwsza reakcja na wieść o katastrofie?
– Rzeczywiście w samolocie zarezerwowano dla mnie miejsce, jako doradcy prezydenta. Jednak prawie w ostatniej chwili zgłosiła się do mnie pani Bożena Mamontowicz-Łojek z pytaniem, czy nie mógłbym pomóc w znalezieniu miejsca dla przedstawiciela Rodzin Katyńskich. Wiele z tych osób z różnych powodów, m.in. wieku, miało problem z zorganizowaniem wyjazdu do Katynia, gdzie zginęły najbliższe im osoby. Odstąpiłem więc swoje miejsce. 10 kwietnia, z rana, jak zwykle oglądałem wiadomości telewizyjne. Najpierw usłyszałem nieprecyzyjną wzmiankę, że były problemy z lądowaniem polskiego samolotu w Smoleńsku. Ale wkrótce potem, szukając informacji w innych stacjach, usłyszałem o katastrofie. Dla ludzi z mojego pokolenia naturalne było skojarzenie z katastrofą samolotu z gen. Władysławem Sikorskim na pokładzie z 1943 r., która – choć pośrednio – również była związana ze zbrodnią katyńską. Będąc przedstawicielem pokolenia, które wychowywało się podczas II wojny światowej, byłem „obyty” ze śmiercią. A jednak tragedia w Smoleńsku, m.in. ze względu na swoją skalę i na to, że zginęło w niej tak wielu znanych mi od lat ludzi, bardzo mnie przygnębiła. Zaraz potem pojechałem do Kancelarii Prezydenta, by zorientować się w sytuacji. To był bardzo trudny dzień.

Udało się Panu dowiedzieć trochę więcej niż nam, śledzącym te wydarzenia w mediach?
– Sytuacja była bardzo trudna – w katastrofie oprócz prezydenta zginął szef jego kancelarii, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, czyli ludzie, którzy w sytuacjach, gdy coś stanie się prezydentowi, przejmują inicjatywę i to na nich spada część obowiązków związanych z funkcjonowaniem tego urzędu. Dlatego przedstawiciele kancelarii starali się przygotować plan działań. Wiadomo, że w sytuacji nagłej śmierci prezydenta zastępuje marszałek Sejmu. Wkrótce potem minister Andrzej Duda poinformował, że Bronisław Komorowski poprosił przedstawicieli kancelarii na spotkanie, na którym miał ogłosić swoje pierwsze decyzje. Wówczas uznałem jednak, że w tym momencie zakończyła się moja rola, ponieważ pełniłem funkcję doradcy Lecha Kaczyńskiego. Wobec tego skupiłem się na pomocy w przygotowaniach uroczystości żałobnych.

W pierwszych dniach po katastrofie docierały do nas niepokojące informacje o szybkim i budzącym wątpliwości sposobie przejmowania władzy przez Platformę Obywatelską. Pan nie był zaskoczony tym pospiesznym trybem?
– Moje zdziwienie wzbudziła decyzja o szybkim powołaniu nowego szefa Kancelarii Prezydenta. Co prawda dotychczasowy szef – minister Władysław Stasiak – zginął w katastrofie, ale swoją funkcję nadal pełnił jego zastępca, minister Jacek Sasin. Jeśli już nawet p.o. prezydent Komorowski chciał zmienić szefa, to można było to zrobić później. Początkowo myślałem także, że będąc w moralnie niezręcznej sytuacji, jako zastępujący prezydenta w związku ze śmiercią, Bronisław Komorowski – by nie wzbudzić wątpliwości co do wiarygodności sprawowania tej funkcji – zrezygnuje z kandydowania na to stanowisko. Jednak postąpił on inaczej.

Wiele z ofiar katastrofy znał Pan osobiście. Świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego poznał Pan jeszcze w okresie działalności w „Solidarności”?
– Tak. Ale najpierw poznałem Jarosława Kaczyńskiego, którego spotykałem jeszcze w połowie lat 70. w biurze interwencji Komitetu Samoobrony Społecznej KOR. Ja jako prawnik udzielałem tam porad, podobnie jak Jarosław Kaczyński. Wiedziałem, że ma brata bliźniaka, ale jakoś wypadło mi to z głowy, gdy pierwszy raz spotkałem śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Było to w sierpniu 1980 roku. Najpierw do Warszawy przyjechał wysłannik Komitetu Strajkowego, prosząc o przygotowanie statutu Wolnych Związków Zawodowych. Bowiem zgoda na ich rejestrację była głównym przedmiotem pertraktacji ze stroną rządową. Posiadanie statutu było zaś warunkiem formalnym rejestracji. Wraz ze śp. mec. Władysławem Siłą-Nowickim i prof. Wiesławem Chrzanowskim przygotowaliśmy taki statut. Trzeba go było szybko dostarczyć do stoczni: szczecińskiej i gdańskiej, które były głównymi ośrodkami strajków na Wybrzeżu. Mnie przypadła rola dostarczenia tekstu do stoczni w Gdańsku. Zmieniając wielokrotnie środki lokomocji, udało mi się dojechać następnego dnia do stoczni (mec. Siłę-Nowickiego bezpieka zatrzymała na dworcu w Warszawie). Gdy dotarłem do stoczni, ze zdziwieniem zobaczyłem właśnie śp. Lecha Kaczyńskiego, którego początkowo wziąłem za Jarosława… Byłem zdziwiony, bo poprzedniego dnia żegnałem się z nim w Warszawie. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że widzę brata bliźniaka Jarosława. Leszek bardzo pomógł mi wtedy dotrzeć do komitetu strajkowego i dostarczyć projekt statutu związku. Później zaś w pewien sposób przyczynił się do tego, że „Solidarność” została zarejestrowana jako związek ogólnopolski.

W jaki sposób?
– Następnego dnia po podpisaniu porozumień gdańskich związkowcy zaczęli zastanawiać się, w jaki sposób zarejestrować związek zawodowy. Bowiem przewidziana w porozumieniach formuła, że mogą to być związki regionalne lub branżowe, stwarzała niebezpieczeństwo, że będzie ich bardzo dużo, będą działały w sposób nieskoordynowany, a władze PRL dzięki temu zdobędą ogromne możliwości manipulowania nimi. Dlatego dla mnie od początku było jasne, że należy złożyć wniosek o rejestrację jednego, ogólnokrajowego związku zawodowego. 17 września 1980 r. została zwołana w Gdańsku narada przedstawicieli wszystkich powstających w Polsce Wolnych Związków Zawodowych. Okazało się, że członkowie komitetu strajkowego, a zwłaszcza doradcy Lecha Wałęsy uważali, że skoro w porozumieniach z władzami PRL znalazł się inny zapis, to należy zarejestrować tylko samodzielny związek pracowników. Pojawił się też problem, jak wprowadzić mój postulat do porządku dziennych obrad. Co prawda uczestniczyłem w nich wraz z delegacją regionu Mazowsze, ale jako doradca związkowy i adwokat nie mogłem sam być członkiem związku, a więc nie miałem prawa głosu. Wtedy Jarosław Kaczyński poprosił o pomoc właśnie Leszka, który porozmawiał z przewodniczącym obradom literatem Lechem Bądkowskim, by pozwolił mi zabrać głos. I udało się. Nie chcąc, by udaremniono me zamiary, już w pierwszych swoich słowach zgłosiłem propozycję rejestracji ogólnopolskiego związku zawodowego, bo słyszałem już szmer zaniepokojenia wśród doradców Lecha Wałęsy, gdy tylko zapowiedziano moje wystąpienie. Entuzjastyczna reakcja zebranych na tę propozycję sprawiła jednak, że nie mogło być już mowy o innym rozwiązaniu. Lech Wałęsa, który umiał wyczuwać nastroje ludzi, nie sprzeciwiał się temu, ale później podszedł do nas i powiedział: Wrobiliście nas, panowie, przygotujcie więc teraz taki statut, żeby władze nie mogły odmówić rejestracji. Gdy wieczorem tego dnia spotkaliśmy się z braćmi Kaczyńskimi, mieliśmy poczucie, że razem udało nam się zrobić coś ważnego.

To był początek współpracy ze śp. prezydentem?
– Powiedziałbym, że nawet więcej – początek przyjaźni. Co prawda oni reprezentowali pokolenie dużo młodsze, ale tego wieczoru zaproponowałem im, byśmy zwracali się do siebie po imieniu. Także później łączyły nas bliskie relacje, ponieważ byłem obrońcą Lecha Kaczyńskiego, gdy został internowany w Strzebielinku. Miał wówczas dramatyczną sytuację rodzinną. Żona została sama z małym dzieckiem. Rola obrońcy w takich przypadkach jest zawsze szczególna. Jako jedyny miałem możliwość przekazywania nieocenzurowanych informacji w obie strony. Leszek czytał przy mnie listy od żony, potem szybko musieliśmy je palić, by nie został po nich żaden ślad. Następnie pisał swoje listy, których uczyłem się na pamięć i „odtwarzałem” je z pamięci jego żonie. W taki sposób poznałem, jaki był rzeczywisty kontakt między tym dwojgiem młodych ludzi. Nigdy o tym nie mówiłem, ale łączyło ich niezwykłe, piękne uczucie. Może to zabrzmi okropnie, ale mam wrażenie, iż to, że zginęli razem, jest swoistą „łaską losu”. Trudno mi sobie wyobrazić, jaki ból przeżywałoby jedno po stracie drugiego…

Czy nasze władze zdały egzamin w obliczu katastrofy smoleńskiej, jak twierdzi rząd?
– Premier może mieć takie przekonanie, że skoro nastąpiło szybkie i sprawne przejęcie władzy na stanowiskach pełnionych przez niektórych wysokich urzędników państwowych, którzy zginęli w katastrofie, to wszystko jest w porządku, tym bardziej że rządząca partia uzyskała pełny monopol władzy.

Katastrofa smoleńska wstrząsnęła Polską. Ale wbrew oczekiwaniom nie zasypała wewnętrznych podziałów, wręcz je zaostrzyła, co pokazały chyba wybory prezydenckie.
– Sytuacja Jarosława Kaczyńskiego w okresie wyborów była niezwykle trudna z różnych powodów, bo ciosy i obowiązki, które na niego spadły po tragicznej śmierci brata, przekraczały wręcz normalną, ludzką wytrzymałość. Dlatego mogę zrozumieć, że dał sobie narzucić koncepcję prowadzenia kampanii wyborczej. Ale ona była absolutnie wadliwa. Bowiem nie można było po prostu wykluczyć w sztuczny sposób tematyki katastrofy smoleńskiej z dyskursu publicznego. Przecież jej tło tkwi głęboko w naszej rzeczywistości politycznej i wymaga pełnego wyjaśnienia. Ówczesny sztab kampanii wyborczej, który – jak wiadomo – wystąpił z PiS, nie rozumiał tego. Moim zdaniem, zachowania takie jak posła Pawła Poncyljusza, który w komicznej czapeczce występował w jakiejś dyskusji przed kamerami, robiły wprost wstrząsające wrażenie. Zastanawiam się, czy taka właśnie polityka nie doprowadziła do przegranej Jarosława Kaczyńskiego.

Przed wyborami parlamentarnymi spór znów się nasila. Co to oznacza dla przyszłości Polski?
– Dobrze pamiętam wstrząs, który nastąpił tuż po katastrofie, i nastroje panujące w społeczeństwie. Stwarzało to wielką szansę na generalną zmianę stylu życia publicznego w Polsce. Ludzie zdali sobie sprawę, że do tego czasu było coś głęboko niewłaściwego w funkcjonowaniu władz. Łamane były elementarne zasady przyzwoitości w traktowaniu śp. Lecha Kaczyńskiego. Prowadzono wobec niego kampanię poniżających, nieuzasadnionych pomówień i oszczerstw. Przypomnę, że nawet prokuratura próbowała przekonywać, iż nazywanie głowy państwa – za przeproszeniem – „kurduplem” nie jest obraźliwe w języku polskim… To coś nieprawdopodobnego, aby władze tolerowały obrażanie w ten sposób urzędującego prezydenta! Okres po katastrofie smoleńskiej mógł być wykorzystany jako pewne katharsis. Ale to wymagało odwagi, przeprowadzenia swoistego rachunku sumienia. Niestety, w tamtym czasie usłyszałem tylko jedno „przepraszam”, ze strony ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego, człowieka, który chyba w tej sprawie najmniej miał na sumieniu. Szybko wróciliśmy do stanu sprzed tragedii, choć pozostaliśmy obciążeni pamięcią o tych tragicznych wydarzeniach. Doprowadziło to w końcu do zabójstwa asystenta europosła Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi i ranienia współpracownika innego parlamentarzysty PiS. Niestety, także nad tą tragedią przeszliśmy do porządku dziennego. Z tego punktu widzenia oceniam, że konsekwencją katastrofy smoleńskiej będzie trwała trauma polskiego życia publicznego.

Czy ta tragedia nie odsłoniła prawdy o słabości struktur państwowych?
– Odsłoniła przede wszystkim stopień antagonizmów wśród elit władzy w Polsce. W pewnym momencie tak się on nasilił, że wszystkie reguły, próby uzgodnienia wspólnych zasad postępowania przestały obowiązywać.

Ale czy jest to rzeczywiście jedynie ambicjonalny spór polityków, czy głęboki konflikt raczej między różnymi wizjami Polski?
– Problemem są oczywiście osobiste różnice i poglądy polityków, ale także odmienne wizje państwa, a nawet czegoś więcej – samego pojmowania, czym dziś jest Polska. Chodzi o to, czy mamy być państwem „wtopionym” w szerszą perspektywę europejską, czy nawet atlantycką, i w tych ramach reprezentować obszar geograficzny Europy, który „przypadkowo” zamieszkujemy. Taka formuła jest dziś uważana za państwo obywatelskie. W tej wizji to, jaki mamy stosunek do wspólnoty narodowej, do innych jej członków, nie ma istotnego znaczenia. Tradycja narodowa, tożsamość kulturowa są w niej traktowane jako obciążenie, bo w historii „zawsze przegrywaliśmy” i „nie wiadomo, dlaczego identyfikujemy się z tym”. Druga wizja – nie ukrywam – bliska mi, zakłada, że bez względu na różnice polityczne czy inne przyjmujemy pewien system wartości, który zawsze stanowił podstawę funkcjonowania tego, co nazywamy Polską. Niestety, w naszej elicie władzy w tej zasadniczej sprawie toczy się spór. Obecnie nie widzę możliwości przezwyciężenia go.

A może jest to raczej spór nie o przeszłość, ale o przyszłość Polski? Konflikt między wizją państwa jako „dodatku” potrzebnego do obrony interesów silnych grup społecznych a ideą państwa jako formuły rozwoju i funkcjonowania we współczesnym świecie całego społeczeństwa?
– Moim zdaniem, obie postawy mają inną genezę historyczną. PRL był również jakąś formą państwowości polskiej, niesuwerennej i opartej na formule „mniejszego zła”, przyjętej ze względu na uwarunkowania geopolityczne, i zgodzie na to, że nie jest się suwerennym. W ten sposób powstał obszar, w którym można jakieś swoje sprawy załatwić, ale musimy być podporządkowani zewnętrznym interesom. Na tym przekonaniu został zbudowany sposób myślenia struktur „trzymających władzę”, podporządkowanych nie woli obywateli, ale funkcjonujących z nadania zewnętrznego.

Ale przecież tak wielu polityków zmieniało się od tego czasu, że zdaniem wielu doświadczyliśmy pokoleniowej wymiany elit władzy…
– Te „stare” struktury nie tylko utrzymały się przez ostatnie 20 lat, ale wręcz zdominowały przekształcenia odbywające się w Polsce. Jednak oni w dalszym ciągu przyjmują tę postawę podległości jako obowiązującą, tyle że kierowaną teraz w inną stronę. W ten sposób funkcjonuje mit, że dziś ma być tak, jak mówi Bruksela, podobnie jak wcześniej o wszystkim decydowała Moskwa, „bo my sami jesteśmy mali, zacofani i zaściankowi”. Te „elity” uważają, że stamtąd pochodzi modernizacja, nowoczesność, wykształcenie i pieniądze (choć gdyby zrobić solidny bilans naszego członkostwa w Unii Europejskiej, zapewne nie dałoby się obronić tego ostatniego poglądu). Dla tych ludzi nie jest ważne, że jest koncepcja, będąca podstawą funkcjonowania 1000-letniej tradycji polskiego państwa, w której Naród jest suwerenem, a racją polityki jest dbanie o polski interes narodowy. Oczywiście dbając o niego, musimy uwzględniać także interesy innych państw, funkcjonujących w szerszym organizmie europejskim, ale wiadomo, że Europa nie jest jednolitą formą kulturową, co najwyżej cywilizacyjną. Możemy albo przyjąć, że te nasze interesy są podstawą naszej tożsamości, a istotą cywilizacji europejskiej jest właśnie uzgadnianie interesów narodowych, albo uznać, że te interesy są naszym obciążeniem i trzeba z nimi walczyć. Nie da się pogodzić tych dwóch sposobów pojmowania państwa. Dopóki władzę w Polsce będzie dzierżyła grupa stojąca na gruncie tego drugiego sposobu myślenia, dopóty Polska będzie się znajdowała w permanentnym konflikcie.

Raport MAK skompromitował ostatecznie politykę uległości wobec rosyjskich władz. Jak Polska ma wyjść ze ślepego zaułka, w który zapędziła nas „polityka miłości” Donalda Tuska?
– Trzeba od razu zaznaczyć, że ewidentnie ujawnia się różnica stanowisk co do tego, czym jest polskie państwo, jakie są wymogi związane z jego funkcjonowaniem i jaka jest powaga władzy w Polsce. Przecież w tej sprawie od początku mamy do czynienia z „abdykacją” władzy, „abdykacją” polskiego rządu, a nawet państwa w stosunku do nieporównanie silniejszego sąsiada, wobec którego nasze władze nie potrafią wyegzekwować rozwiązania jednego z najważniejszych dzisiejszych polskich problemów. Poznanie przyczyn katastrofy jest obecnie jednym z najważniejszych zadań dla polskiej władzy. Bez tego trudno sobie w ogóle wyobrazić normalne funkcjonowanie polskiego państwa i społeczeństwa. Tymczasem rządzący od początku przyjmują postawę, którą można wyrazić słowami: katastrofa miała miejsce na terenie Rosji, więc ustępujemy, niech oni zbadają za nas, co się tam stało. Skutkiem takiej postawy jest wersja przedstawiona niedawno przez stronę rosyjską, która już poszła w świat, w pewnej mierze została nawet przyjęta. Tymczasem po stronie polskiej nie ma właściwie żadnej odpowiedzi. Co więcej, wygląda na to, że takiej miarodajnej odpowiedzi nie będzie można udzielić. Bowiem ani komisja ministra Jerzego Millera, ani prokuratura nie potrafią wyjaśnić katastrofy.

Z czego wynika dziwna nieporadność prokuratury?
– Prokuratura, która powinna doprowadzić to śledztwo do końca, sygnalizuje, że jest w tej sprawie bezradna, ponieważ nie otrzymała ani szczątków samolotu, ani nie przeprowadzono oględzin miejsca, w którym doszło do katastrofy (pobytu polskich prokuratorów na miejscu tragedii nie można uznać za oględziny w sensie postępowania procesowego), ani nie ma dostępu do oryginałów czarnych skrzynek. Tymczasem jest to „elementarz” prowadzenia postępowania wyjaśniającego w takich sytuacjach. Nie wiadomo nawet, czy prokuratura otrzyma autentyczne zapisy z czarnych skrzynek. Przypominam też, że w niewłaściwy sposób zabezpieczono miejsce tragedii. Przecież przypadkowi ludzie przyjeżdżający na miejsce katastrofy znajdowali tam różne elementy samolotu, a nawet szczątki ludzkie. Dziś nie wiadomo nawet, co stało się z kluczowym elementem samolotu – z kokpitem.

Tymczasem rząd przekonywał, że nasi eksperci będą brali udział w dochodzeniu, a przedstawiciel Polski przy MAK miał wręcz współtworzyć raport w sprawie katastrofy…
– Nawet jego współpracownicy wyrazili wobec niego wotum nieufności, domagając się od ministra infrastruktury odwołania pułkownika Edmunda Klicha. Uważali bowiem, że nie wykonał on swoich podstawowych obowiązków. Jednak szef resortu infrastruktury przeszedł nad tą sytuacją do porządku dziennego. Kolejna sprawa to badanie przez prokuraturę od miesięcy rzekomo wiernej kopii zapisów czarnej skrzynki z tupolewa. Przecież nawet w tej sprawie nie może ona wydać miarodajnej opinii, choć treść zapisów tych skrzynek została już upubliczniona i posłużyła wielu publicystom do formułowania tez o rzekomych naciskach na pilota. Dziś wiemy już, że nie odpowiada to prawdzie. Ale ustalenie prawdy staje się coraz bardziej problematyczne. Tymczasem bez wyjaśnienia tej katastrofy tworzymy następny historyczny mit, wręcz symbol, podobny – pod względem swojego mechanizmu – do mordu katyńskiego. Tak jak w tamtym przypadku niedawno najpierw została przekazana światu rosyjska wersja przyczyn tragedii, która w dużej mierze została przyjęta na świecie, bo było to wygodne dla innych krajów. Także prawda o zbrodni katyńskiej przebijała się przez całe lata do świadomości zachodnich społeczeństw. Zresztą do dziś strona rosyjska do końca nie uznaje odpowiedzialności Związku Sowieckiego za ten mord. W dodatku na razie nie ma nawet wersji polskiej wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Czekamy cały czas na raport w tej sprawie. Jeśli zaś tragedia ta nie zostanie wyjaśniona teraz, będzie ciążyła na nas tak jak zbrodnia katyńska.

…i zaciąży na funkcjonowaniu państwa i relacjach społecznych?
– Niestety tak. Będzie również ciążyła na naszej polityce i kształtowaniu naszej pozycji na arenie międzynarodowej. Pozycja Polski została już wcześniej, na początku minionej dekady, osłabiona. Nastąpiła bowiem zmiana układu geopolitycznego niekorzystna dla nas, na co nie znaleźliśmy adekwatnej odpowiedzi. Odpowiedź taką próbował sformułować i realizować śp. prezydent Lech Kaczyński. Konkretnym tego przykładem były wydarzenia związane z konfliktem rosyjsko-gruzińskim. Jednak ta koncepcja została wręcz z „zasady” odrzucona przez ekipę PO, która przejęła odpowiedzialność za kształtowanie naszej polityki zagranicznej. Od tego momentu mamy do czynienia z kroczącą degradacją pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Sprawa smoleńska jest tego najbardziej ewidentnym przykładem, pokazującym, jak dalece utraciliśmy suwerenność w zakresie możliwości decydowania o naszych sprawach. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że w sprawie wyjaśnienia przyczyn tragedii wróciliśmy do formuły państwa o ograniczonej suwerenności. Wyraża to postawa obecnego rządu, że wszystko zależy od władz Rosji. Ale także w innych sprawach zajmuje on bierne stanowisko. Za kilka miesięcy przejmujemy półroczne przewodnictwo w UE, a nasz rząd praktycznie nie zajął stanowiska w sprawie konfliktu w Libii, choć wkrótce – chcąc nie chcąc – będzie musiał zmierzyć się z nim. Należy robić wszystko, by doprowadzić do pełnego wyjaśnienia przyczyn tej tragedii.

Jak ocenia Pan zmiany, które zaszły w polskiej polityce wewnętrznej przez ten rok, który minął od tych tragicznych wydarzeń?
– Okres ten pokazał, że jesteśmy zupełnie bezradni i ubezwłasnowolnieni. Widać to zarówno w polityce energetycznej, w której jesteśmy całkowicie podporządkowani stronie rosyjskiej, jak i w sprawie tworzenia tzw. muzeum niemieckich wypędzonych. Takich przypadków można jeszcze wiele wymieniać. Praktycznie czego nie dotkniemy, widać słabość obecnych władz i prowadzonej przez nie polityki. Wszystkie najważniejsze sprawy rozstrzygane są wbrew naszym interesom, a my potulnie to przyjmujemy.

Jakie wnioski z tej tragedii powinniśmy wyciągnąć jako Naród i obywatele budujący z trudem niepodległe państwo?
– Jeśli w Polsce nadal ma obowiązywać formuła państwa demokratycznego, to należy te problemy rozwiązać za pomocą kartki wyborczej. Czy to jest możliwe? Precedens węgierski pokazuje, że do pewnego stopnia – tak. Będzie to jednak trudne, bo przez 20 lat transformacji ustrojowej doprowadziliśmy do tego, że co najmniej połowa obywateli, a według niektórych obliczeń nawet ponad połowa została praktycznie wykluczona z życia publicznego, albo też stworzono warunki, w których ci ludzie sami uznali się za wykluczonych. Ale skłaniały ich do tego obiektywne warunki. Społeczeństwo polskie jest chyba najbardziej spolaryzowane w Europie. Różnica między biegunem bogactwa a biegunem biedy – bardzo szerokim i wciąż poszerzającym się – jest największa w Unii Europejskiej. To jest model zagrażający demokratycznemu państwu! Problem polega na tym, jak włączyć prawie połowę Polaków do społeczeństwa świadomych obywateli. Ten problem wymaga kompleksowej zmiany polityki państwa, a nie doraźnych działań. Zmiany musiałyby objąć wiele dziedzin: politykę demograficzną, gospodarczą, społeczną, edukacyjną itd. Dlatego uważam, że dziś państwo wymaga całościowej naprawy, i to od podstaw. Nie ma od tego ucieczki. Po prostu przyjęliśmy złą metodę na samym początku tworzenia III RP i do dziś ponosimy tego konsekwencje. Będzie tak dopóty, dopóki gruntownie nie zmienimy państwa.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110411&typ=my&id=my12.txt

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii, Wywiady | Leave a Comment »