WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Kwiecień 10th, 2011

CAŁUN – 7 TAJEMNIC

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

Film  „”Całun – 7 tajemnic”  to rozważania naukowe o 7 Tajemnicach Całunu m.in. o Krwawym Pocie Pana Jezusa w Ogrójcu.

Niektórzy mają mi za złe, że podjąłem się tematu Całunu Turyńskiego, gdyż obawiają się, że stwierdzenie jego autentyczności przyczyni się do kultu przedmiotu zamiast żywego Boga. Uważają, że samo Pismo Święte zawiera dosyć dowodów, żeby każdy mógł uwierzyć w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy uważa Pismo Święte za źródło wiarygodne i natchnione. W swoich książkach staram się brać pod uwagę taki światopogląd, gdyż sam byłem kiedyś człowiekiem niewierzącym, a wtedy autentyczność Całunu Turyńskiego byłaby dla mnie argumentem za prawdziwością relacji biblijnej. Wierzę więc, że treść tej książki zainspiruje wielu czytelników do traktowania Ewangelii jako wiarygodnego i natchnionego źródła.

Płótno

Całun na ogół zwany jest w Ewangeliach sindon. Słowo to oznaczało kawał płótna używany jako kir (Łk.23:53), dość duży, aby nakryć całego człowieka (Mk.14:51-52). Oprócz niego w Ewangeliach występuje słowo othonia (Łk.24:12; J.20:7), które miało szerszy zakres znaczeniowy i oznaczało prześcieradła pogrzebowe, włącznie z całunem i opaskami czy bandażami, którymi go przewiązywano. W Ewangeliach pojawia się też słowo sudarion, czyli chusta, w jaką zawijano głowę zmarłego (J.11:44; 20:7).

Całun Turyński mierzy 4,36 m na 1,1 m. Współcześnie jest to miara osobliwą, ale w starożytności proporcje te wynosiły 8 na 2 łokcie, co samo w sobie świadczy o starożytności płótna.

Waga Całunu wynosi 2,5 kg. Utkano go z dobrej jakościowo przędzy z lnu rosnącego zapewne w Syrii. Użyto splotu jodełkowego „trzy na jeden”, który wymagał krosna używanego w pierwszych wiekach w Syrii. Najczęściej stosowano wówczas ścieg „jeden na jeden”. Ścieg „trzy na jeden” zwiększał jakość, ale i cenę. Płótno Całunu Turyńskiego było wysokiej jakości, a zatem i drogie, co potwierdzają Ewangelie, mówiąc, że zakupił je Józef z Arymatei, człowiek zamożny (Mt.27:59).

Lniane włókna Całunu zawierają śladowe ilości bawełny indyjskiej (Gossypium herbaceum), które pozostały na krośnie z poprzedniej pracy. Bawełnę tę uprawiano na Bliskim Wschodzie w I wieku, ale nie była znana w średniowiecznej Europie. Wskazuje to na starożytne pochodzenie tkaniny Całunu.

Krew Jezusa

Prof. Baima-Bollone z wydziału medycyny kryminalnej uniwersytetu w Turynie orzekł po analizie włókien Całunu, że zawierają ludzką krew z rzadkiej grupy AB. Tylko 3% ludzi na świecie ma krew z tej grupy. Ciekawe, że wśród Żydów sefardyjskich, do jakich zaliczał się Jezus, występuje ona sześć razy częściej niż w reszcie populacji.

Badania krwi przeprowadzone przez prof. Victora Tryona z Centrum Badań Genetycznych przy uniwersytecie stanu Teksas stwierdziły, że jest to krew męska. Jej obecność na Całunie stwierdził też lekarz sądowy dr R. Bucklin, a niezależnie od niego profesorzy A. Adler i J. Heller, którzy określili ją jako ludzką krew z grupy AB.

Ktoś już zdążył napisać powieść o tym, że DNA uzyskane z Całunu posłużyło do sklonowania człowieka. Jest to fikcja, gdyż krew na Całunie ze względu na swój wiek ma zbyt szczątkową postaći, aby udało się z niej zrekonstruować DNA. Prof. Tryon potrafił wyizolować tylko trzy geny. Na ich podstawie da się stwierdzić, że w Całun owinięty był mężczyzna, ale niewiele ponadto. Sklonowanie Jezusa z tak szczątkowego DNA są fantazją, jak stwierdziła prof. Jennifer Smith z departamentu do badań DNA przy FBI w Waszyngtonie.

W 1978 roku wszechstronne badania Całunu przeprowadziła kilkudziesięcioosobowa grupa naukowców, zwana w skrócie STURP (Shroud of Turin Research Project). Powstała w marcu 1977 roku, kiedy na emeryturę przeszedł biskup Turynu, kardynał Michele Pellegrino, a zastąpił go Anastasio Ballestrero, bardziej otwarty na poddanie Całunu badaniom naukowym.

Badania trwały na okrągło przez pięć dni i nocy. Wzięło w nich udział ponad 40 naukowców o różnych przekonaniach, w tym katolicy, protestanci, Żydzi i agnostycy. Nie byli sponsorowani przez Kościół. Niektórzy z tych naukowców sprzedali swe samochody, a inni zapożyczyli się pod zastaw domu, żeby zebrać pieniądze na sprzęt wartości ponad 2 mln dolarów, potrzebny do wszechstronnego przebadania Całunu.

Większość z nich przystąpiła do badań zakładając, że Całun to średniowieczne fałszerstwo. Prof. John Heller w imieniu swoim i swego żydowskiego kolegi prof. Adlera wyznał: „Z wielu przyczyn zarówno ja, jak i Adler zakładaliśmy, że Całun był fałszerstwem,” „zwykłym reliktem z epoki ciemnego średniowiecza”. W trakcie badań obaj zmienili zdanie, podobnie jak Barrie Schwortz, inny z żydowskich badaczy w tym zespole, który napisał: „Wizerunek na Całunie zgadza się z opisem ukrzyżowania w Ewangeliach do n-tej potęgi. Przybywa dowodów na to, że Ewangelie są bardzo wiarygodne. Może to wywołać konsternację w mojej rodzinie i wśród innych Żydów, ale moim zdaniem Całun jest kirem, w który zawinięto Jezusa po ukrzyżowaniu.”

Sceptycy często posądzają uczonych opowiadających się za autentycznością Całunu o uprzedzenia na tle religijnym. Ciekawie skomentował te uprzedzenia prof. Yves Delage, wykładowca anatomii z paryskiej Sorbony, który sam był agnostykiem: „W problem, który sam w sobie jest czysto naukowy, niepotrzebnie wplata się aspekt religijny, czego owocem są rozognione emocje w miejsce racjonalnej trzeźwości. Gdyby, zamiast o Chrystusa, chodziło o inną osobę, na przykład o Sargona, Achillesa czy jakiegoś faraona, nikt nie miałby żadnych obiekcji. Zajmując się tą kwestią pozostałem wierny prawdziwemu duchowi nauki, zainteresowany prawdą, nie zaś tym, czy wyniki będą miały religijne implikacje, czy też nie. Chrystus był postacią historyczną, dlatego nie widzę żadnej przyczyny, dla której ktoś miałby być zgorszony tym, że zachowały się materialne dowody Jego ziemskiego życia.”

Pamiętajmy, że badania naukowe nie mogą wykazać, że Całun jest autentyczny, a jedynie, że nie jest fałszerstwem, ponieważ nie da się powtórzyć w laboratorium zjawiska, które spowodowało odbicie wizerunku na Całunie. Jak zauważył John Heller: „Nawet, gdybyśmy dysponowali podpisem w lewym rogu, mówiącym: ‘To jest mój Całun’, podpisanym przez J. Chrystusa i poświadczonym przez burmistrza Jerozolimy, nie byłby to naukowy dowód, a jedynie historyczny.”

Z powyższych względów tylko trzej naukowcy z zespołu STURP (John Jackson, Robert Bucklin i Barry Schwortz) posunęli się do stwierdzenia, że Całun Turyński jest prawdopodobnie tym, w którym pochowano Chrystusa. Pozostali poprzestali na tym, że nie znaleźli niczego, co wskazywałoby na fałszerstwo. Po zakończeniu badań, w czasie konferencji prasowej w 1981 roku w New London w stanie Connecticut, na pytanie dziennikarzy, czy znaleźli coś wykluczającego autentyczność Całunu, odpowiedzieli zgodnie: „Nie”.

Wszyscy naukowcy biorący udział w tych badaniach zdecydowanie wykluczyli, aby wizerunek był namalowany. Z ich konkluzją nie zgodził się dr Walter McCrone, który nie badał samego Całunu, a jedynie pobrane z niego próbki. Uznał, że pokrywająca Całun warstwa bioplastyczna jest żelatyną, którą pokrywano kiedyś farby. Prosty test fluoroscencyjny wykazałby błędność jego tezy, ale McCrone nie przeprowadził takich testów. Analizując próbki pobrane z Całunu, natrafił na cząstki żelaznej ochry używanej do wyrobu brunatnożółtej farby i na tej podstawie orzekł, że wizerunek i krew na Całunie zostały namalowane farbą.

McCrone był wówczas uważany za eksperta w badaniach mikroskopowych. Jego reputacja brała się stąd, że w 1973 roku zidentyfikował Mapę Vinlandzką jako fałszerstwo. Mapa ta, będąca w posiadaniu uniwersytetu Yale, pokazywała część Ameryki Północnej, do której docierali Wikingowie. Uważano, że powstała na dziesiątki lat przed wyprawą Kolumba, co czyniłoby ją najstarszym kartograficznym dowodem, że wybrzeża Ameryki były znane i odwiedzane przed Kolumbem. McCrone oparł swoje orzeczenie na zaledwie jednym znalezisku, poczynionym na mikroskopijnym fragmencie tej mapy, gdzie znalazł cząstkę anatazu, czyli skrystalizowaną formę tlenku tytanu, materiału, który nie występował przed 1920 rokiem. Walter McCrone, który także w tym przypadku ograniczył się do mikroskopowych badań próbki, pomylił się. Badania całej mapy, przeprowadzone przez zespół z uniwersytetu stanu Kalifornia dowiodły, że zawiera ona 1000 razy mniej tlenku tytanu, niż sądził McCrone, a więc nie więcej niż inne średniowieczne dokumenty, których autentyczność nie podlega dyskusji (np. Biblie Gutenberga z XV wieku). Czas i dalsze badania obnażyły liczne słabości jego metodologii.

Podobną omyłkę, jak w ocenie Mapy Vinlandzkiej, dr McCrone popełnił w przypadku Całunu. Niestety, gdy orzekł, że wizerunek na Całunie jest namalowany, prasa nadała jego opinii taki rozgłos, jak później wynikom testu radiokarbonicznego. Krytycy szybko uznali Całun za średniowieczny fałszerstwo, choć nie mieli odpowiedzi na pytanie: Jak w średniowieczu mógł powstać obraz, którego nawet dziś nie potrafią wykonać najlepsi artyści i graficy, ani nawet wyjaśnić, jak powstał?

Badając próbki z Całunu, profesorzy Heller i Adler także znaleźli żelazną ochrę, ale uderzyła ich jej niezwykła czystość w porównaniu z mocno zanieczyszczoną ochrą używaną w farbach. Uprosili różne muzea o zgodę na przebadanie starożytnych tkanin. Odkryli wtedy, że one także zawierają ochrę w czystej postaci, która jest zapewne produktem mikro-organizmów.

Dr McCrone znalazł też śladowe ilości cynobru (siarczek rtęci), wnioskując z tego, że malarz użył czerwonej ochry i cynobru, aby namalować krew. Pomijając to, że krew na Całunie okazała się prawdziwą, ludzką krwią z grupy AB, to próbki pobrane z najbardziej zakrwawionych miejsc Całunu, gdzie powinno być najwięcej barwnika przypominającego krew, w ogóle nie zawierają cynobru!

Skąd wzięły się te mikroskopijne cząstki farby na Całunie? Nie tylko czerwonej ochry, ale nawet ultramaryny, choć na Całunie nie ma ani śladu po kolorze niebieskim! Odpowiedź jest prosta. Otóż w średniowieczu wykonano kilkadziesiąt tzw. Prawdziwych Kopii, których prawdziwość polegała na tym, że po namalowaniu kładziono je na Całunie, aby spłynęła na nie część świętości. Obrazy te zawierały wiele czerwonej ochry i cynobru, które przypominały kolor krwi. Oczywiście po takim kontakcie cząstki pigmentu pozostawały na Całunie. Wystawiano go też w rozmaitych katedrach, których sufity pokryte były barwnymi malowidłami, skąd pochodzą drobne cząstki farby (np. niebieskiej) na Całunie.

Prof. Heller zakończył badania sprowokowane „odkryciami” dr. McCrone’a stwierdzeniem: „Z całego Całunu nie zebrałoby się dość czerwonej ochry czy cynobru na jedną kroplę krwi, a cóż dopiero na całą krew widoczną na nim.”

Czerwień, która zabarwia nici Całunu, składa się wyłącznie z krwi, dlatego rozpuszcza się całkowicie w proteazie, roztworze używanym do rozpuszczania protein. Dowodzi to, że krew na nim nie zawiera żadnych barwników, ani sztucznych dodatków. McCrone przekonałby się o tym sam, gdyby nie zaniedbał przeprowadzenia takiego prostego testu. Prof. Adler, żydowski chemik, który badał Całun, zwłaszcza zabarwienia krwią, napisał: „Wiara, że jest to obraz, wymagałaby większego cudu niż wiara w zmartwychwstanie.”

Rigor mortis

Ciało widoczne na Całunie Turyńskim zostało uwiecznione w stanie rigor mortis, a więc śmiertelnego skostnienia, kiedy mięśnie sztywnieją, utrzymując ciało w pozycji zajmowanej w momencie śmierci lub tuż po niej, w tym przypadku w pozycji ukrzyżowanego. Skrupulatne badania przeprowadzone przez lekarzy, fizyków i chemików dokumentują, że Całun ukazuje człowieka, który zmarł na krzyżu.

Rigor mortis utrzymuje się zwykle 12-24 godziny od śmierci i zanika 36-40 godzin po niej. Wynika z tego, że wizerunek na Całunie powstał w 24-36 godzin po śmierci. Zgadza się to z relacją Ewangelii, które sprawozdają, że Jezus zmarł w piątek pod wieczór, a zmartwychwstał wczesnym rankiem w niedzielę, a więc około 30 godzin później.

Skrzepy krwi widoczne na Całunie także przemawiają za tym, że fenomen, który uwiecznił wizerunek na nim (zmartwychwstanie?) nastąpił między 20 a 40 godzinami od śmierci Jezusa, gdyż skrzepy krwi formują się do 20 godzin po śmierci. Dowodzi to również, że ciało zniknęło spod Całunu nie wcześniej niż w 20 godzin po śmierci, gdyż inaczej pozostawiłoby ślad na niezakrzepłej krwi.

Niezwykle ważną obserwację poczynili patolodzy, stwierdzając brak oznak rozkładu ciała na Całunie (np. brak śladu po gazach amoniakalnych, które wydzielają się z ust przy dekompozycji ciała). Rozkład zaczyna się około 40 godzin po śmierci, co przyświadcza, że zmartwychwstanie nastąpiło po upływie 20 godzin od śmierci, gdyż do tego czasu formują się skrzepy, ale przed upływem 36 godzin od śmierci, gdyż wtedy na Całunie byłyby ślady rozkładu ciała.

Zachowało się do dzisiaj tysiące całunów ze starożytności, ale żaden nie nosi wizerunku pochowanego w nim człowieka. Nie ma też ani jednego, który byłby bez oznak rozkładu ciała… W tym kontekście ciekawe jest pewne starotestamentowe proroctwo, które zapowiadało, że ciało Chrystusa nie ulegnie rozkładowi. Przytoczył je apostoł Piotr, mówiąc o zmartwychwstaniu Jezusa: „Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim, bo Dawid mówił o Nim: …nie dasz Świętemu Twemu ulec skażeniu… ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi. Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami” (Dz.2:22-32).

Powyższy tekst jest pierwszym z serii fragmentów książki „Całun turyński jednak autentykiem w świetle najnowszych odkryć i badań „, udostępnionych serwisowi Kosciol.pl przez jej autora, dr Alfreda J. Pallę. Na naszych łamach prezentujemy kilka obszernych fragmentów tej książki, wydanej przez wydawnictwo Betezda

Książkę „Całun turyński jednak autentykiem w świetle najnowszych odkryć i badań” można kupić w sklep.kosciol.pl

ŹRÓDŁO http://www.kosciol.pl/article.php/200502161756048

file:///C:/Users/Tadek/Downloads/Ca%C5%82un_Tury%C5%84ski_-_Ca%C5%82a_nam_znana_historia.pdf

Reklamy

Posted in Filmy i slajdy, Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Relacje wideo – tłumy przed Pałacem

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

10.04.2011 – zatrzymanie kolejnych osób przez policję. Zarzuty: „Znieważenie urzędnika państwa polskiego”

Więcej relacji:

http://tv.nowyekran.pl/post/9891,relacje-wideo-na-nowyekrantv

Posted in Filmy i slajdy, Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności, SOLIDARNI 2010 | Leave a Comment »

Deportacje na Syberię

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

Pan Dzięgielewski opowiada o deportacjach na Syberię i o próbach odnalezienia ojca aresztowanego i zaginionego w Rosji .


Posted in Filmy i slajdy, Historia, Polacy na Syberii | Leave a Comment »

Danuta Zawko wkroczenie Sowietów. Pierwsze zetknięcie z wojną.

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

W filmie pani Danuta Zawko opisuje swoje wspomnienia z pierwszych dni II Wojny Światowej. Wraz z rodziną mieszkała wówczas we Lwowie. Jako pierwsze dały o sobie znać samoloty bombowe, niszczące miasto nieustającymi nalotami. Następnie od strony wschodniej przyszło kolejne zagrożenie: armia sowiecka…


Posted in Historia, Polskie Kresy, Wspomnienia | Leave a Comment »

… a ja łapałem ryby. Wspaniała opowieść!

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

Opowieść Pana Szczyglewskiego o swoich latach spędzonych na Syberii, gdzie jako dziecko podjął walkę o przetrwanie w nowym środowisku i okolicznościach, wobec których zachował zdrowy rozsądek i wykazał się niezwykłym sprytem.

Posted in Filmy i slajdy, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polacy na Syberii, Wspomnienia | Leave a Comment »

Żołnierze wyklęci – Jerzy Woźniak.

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

WideoHistoria.pl zaprasza do obejrzenia pierwszej części filmu „Żołnierzy Wyklętych” opowiadającego historię Jerzego Woźniaka ps. „Jacek”, żołnierza AK, uczestnika akcji „Burza”, emisariusza delegatury Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, lekarza, skazanego na śmierć więźnia politycznego Peerelu. Jerzy Woźniak został odznaczony Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami (1948), Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (2003). Mieszka we Wrocławiu.

Dzisiejsza premiera jest pierwszą w polskim internecie premierą filmu dokumentalnego w pełnej, nieodpłatnej wersji.

Czytaj także: Dlaczego zrobiłem ten film?

Zwiastun – Żołnierze wyklęci. Jerzy Woźniak. cz2. Palec Boży.

http://www.wideohistoria.pl/1887/

W trzyodcinkowym dokumencie historycznym, pod tytułem „Żołnierze wyklęci. Jerzy Woźniak”, poznajemy pasjonują historię żołnierza AK i ostatniego żyjącego kuriera Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość.” As polskiego wywiadu, z Anglii do Polski przerzuca ściśle tajną i zaszyfrowaną informację dotyczącą planów rozpoczęcia III Wojny Światowej. Po udanej akcji czekał na powrót do Londynu, marzył o kontynuacji studiów medycznych z ukochaną u boku… Tymczasem Polskę miażdżył aparat sowieckiego reżimu.
Na prośbę dowództwa „Jacek” zostaje. Podczas jednej z kolejnych akcji, „wsypany” i aresztowany przez tajne służby NKWD – UB zostaje osadzony w lochach więzień aparatu bezpieki. Skazany na karę śmierci w tzw. „procesie kiblowym“. Odliczał dni do wyroku…

Pan Woźniak twierdzi, że przeżył cudem. Jak wspomina swoje doświadczenia i czas po amnestii, były minister ds. Kombatantów w rządzie Jerzego Buzka, który przyczynił się do degradacji około 55 tysięcy (!) uprawnień kombatanckich funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa? Zapraszamy do obejrzenia zwiastunów filmu, którego premiera już w kwietniu 2011.

Zobacz także: 

Lalek i inni Żołnierze Wyklęci

Posted in Filmy i slajdy, Historia | Otagowane: | 1 Comment »

NOWY TESTAMENT z komentarzem

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

E-book w PDF, zawiera 762 stron, można poruszać się na dwa sposoby; bezpośrednio ze spisu treści i po przez zakładki.
Jest to przekład z języków oryginalnych wraz z komentarzem opracowany przez Zespół Biblistów Polskich z inicjatywy Towarzystwa św. Pawła. Idea i cechy najnowszego przekładu:
– tłumaczenie wierne tekstowi oryginalnemu,
– język zrozumiały dla dzisiejszego odbiorcy,
– zwięzłe wprowadzenie do większych zbiorów (np. do Ewangelii), a oprócz tego wprowadzenie do każdej Księgi, pozwalające czytelnikowi uchwycić kontekst jej powstania i istotę zawartej w niej treści,
– przypisy z informacjami koniecznymi do zrozumienia tekstu biblijnego, umieszczone na zewnętrznych marginesach stron,
– komentarze do poszczególnych fragmentów, na które podzielony jest tekst biblijny, ukazujące główne myśli oraz przesłanie w nich zawarte,
– odnośniki do innych miejsc w Biblii umieszczone na wewnętrznych marginesach stron,
ponadto:
– słownik wyjaśniający 96 terminów biblijnych często pojawiających się w Piśmie Świętym,
– tablice chronologiczne przybliżające kontekst historyczny wydarzeń biblijnych,
– mapy.

NOWY TESTAMENT z komentarzem pdf

Czytaj także:

Praktyczny komentarz Nowego Testamentu – wydawnictwo Pallottinum

Posted in BIBLIA, Książki (e-book), Religia | Leave a Comment »

Biblia Tysiąclecia Audio

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

http://katolicyzm.blogspot.com/

Inne: http://biblia-mp3.pl/

http://wordoflife.pl/html/pismo_swiete__mp3.html

Posted in BIBLIA, Religia | Leave a Comment »

Biblia interaktywna

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

http://www.biblia.info.pl/template.php?tpl=index

Posted in BIBLIA, Książki (e-book), Religia | Leave a Comment »

PAMIĘCI 96 POLAKÓW NA CZELE Z PREZYDENTEM RP LECHEM KACZYŃSKIM

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

 Pamięci 96 Polaków na czele z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim PAMIĘCI 96 POLAKÓW NA CZELE Z PREZYDENTEM RP LECHEM KACZYŃSKIM

Oni zginęli pod Smoleńskiem

Socjolog prof. Zdzisław Krasnodębski wspomina zmarłego prezydenta

Tajemniczy list Pierwszej Damy
Tajemnica listu Marii Kaczyńskiej
Tak Polacy przeżywali katastrofęPozostałe tematy

W pełni sprawny samolot, do końca sterowany przez załogę uderzył w ziemię. To oznacza jedno…

– Jego strata zniszczyła mi życie – wyznaje Wirtualnej Polsce

"Zawiesiłem nad łóżkiem zdjęcie Leszka"

Włączyłam telewizor i poraziło mnie – oni zginęli!

Zuzanna Kurtyka: nigdy nie zapomnę reakcji syna

Katarzyna Putra, córka posła PiS Krzysztofa Putry, wspomina, jak dowiedziała się o katastrofie

Mieli lecieć, a nie polecieli; mieli nie lecieć, a polecieli – 10 kwietnia o życiu lub śmierci decydował przypadek

Posted in Historia, Katastrofa smoleńska, POLECAM, Polityka i aktualności, SOLIDARNI 2010, Wspomnienia, Świadectwa | Leave a Comment »

Kształt katolickiego krzyża. Mord Smoleńsk

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

Na niebie, nad miejscem katastrofy obłoki ułożyły się tak, że podświetlone promieniami słońca wraz ze śladem zostawionym przez samolot ułożyły się w kształt katolickiego krzyża. Zdjęcia rosyjskiej telewizji ntv pokazują chwilę, gdy podświetlony promieniami słońca obłok i ślad podchodzącej do lądowania maszyny złożyły się w krzyż. Smoleńsk 10.04.2010

http://pl.gloria.tv/?media=71142

Posted in Katastrofa smoleńska, POLECAM, Religia | 5 Komentarzy »

Marylka i Leszek

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

Brat tragicznie zmarłej Marii Kaczyńskiej, kiedy jej ciało było jeszcze w Moskwie, umieścił w jej dłoniach różaniec upleciony z pereł. Pierwsza Dama otrzymała go od samego papieża Jana Pawła II. Jej ciało zidentyfikowano z kolei dzięki obrączce, którą w dniu ślubu na palec włożył jej śp. Lech Kaczyński. Wzruszające szczegóły z życia i ostatniej drogi śp. Lecha i Marii Kaczyńskich bardzo dużo mówią o nich samych: ciepli i bardzo ludzcy. Nierozłączni.

Maria i Lech Kaczyńscy, fot. PAP/Jacek Turczyk

Maria i Lech Kaczyńscy, fot. PAP/Jacek Turczyk

Maria Kaczyńska urodziła się w Machowie w 1943 r.; jako córka Lidii i Czesława Mackiewiczów. Jej matka była nauczycielką, a ojciec leśniczym. Rodzina przybyła do Polski z Wilna. Ojciec walczył w partyzantce, jeden z jego braci w wojskach generała Władysława Andersa – także pod Monte Cassino. Drugi brat zginął w Katyniu.

„Leszek imponował mi wiedzą”

Jak mówiła w wywiadzie dla „Pani”, jej najwcześniejsze wspomnienia pochodziły z leśniczówki w Borach Tucholskich. – Moi rodzice (…) byli repatriantami zza Buga. Na Wileńszczyźnie urodziłam się także ja i mój brat Konrad – mówiła.

Sama nie kryła, że przyszła na świat z wadą serca, przez co „wychowywała się pod kloszem”. – W pewnym momencie byłam w kiepskim stanie, miewałam częste krwotoki. Zaprzyjaźniony lekarz zalecił zmianę klimatu, mama postanowiła zabrać mnie i brata na długie wakacje do Rabki. Po kilku miesiącach stwierdziła, że górskie powietrze nam służy i do Złotowa już nie wróciliśmy. Mama była silną kobietą, nie bała się zmian. Wynajęła pokój u górali, potem znalazła pracę wychowawczyni w sanatorium dla dzieci i tak zostaliśmy na stałe w Rabce – wspominała w tej samej rozmowie.

W życiu zawodowym – po studiach w Sopocie na Wydziale Transportu Morskiego Wyższej Szkoły Ekonomicznej – zakotwiczyła w Instytucie Morskim. Z kolei jej brat Konrad zajął się m.in. badaniem wypadków samolotów wojskowych i – o czym media nie informowały szeroko – stał się też przyjacielem pułkownika Edmunda Klicha, polskiego akredytowane przy MAK. Mogło to wpłynąć na nieraz emocjonalny ton wypowiedzi Klicha w początkowej fazie badania katastrofy w Smoleńsku.

Dzięki wyjazdowi na Wybrzeże poznała swojego późniejszego męża, choć maczała palce w tym i jej przyjaciółka. – To był styczeń 1976 roku. Pamiętam, że tego dnia było bardzo mroźno. Z Leszkiem od razu przypadliśmy sobie do gustu – wspominała pierwsze spotkanie. I dodawała: – Trudno jest opowiedzieć, jak się rodzi miłość. Leszek był ciepły, troskliwy, miałam do niego zaufanie. (…) Imponował mi wiedzą, doskonale znał historię, tę prawdziwą wersję.

„Jak dwie połówki jednego owocu”

– Można powiedzieć, że byliśmy jak dwie połówki jednego owocu – tak z kolei mówił Lech Kaczyński. Szybko też zaczął się do niej zwracać Marylko. A ona do niego – Leszku. Ślub odbył się w 1978 r.; Lech Kaczyński był wówczas asystentem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. – Żałuję, że postanowiłem sobie: najpierw doktorat, potem ślub. To była dziecinada – wspominał później Lech Kaczyński. W 1980 r. urodziła im się córka Marta.

Maria Kaczyńska interesowała się sztuką – teatrem, muzyką, baletem. Lubiła podróże, ale bardzo ceniła sobie życie rodzinne. Oczkami w głowie były dwie wnuczki: Ewa i Martyna. – Lubię ludzi – mówiła w najprostszych słowach.

Leszka kochała. Jego żoną była przez ponad trzydzieści lat. Będąc już na piedestale udzielili wywiadu. Przekomarzali się jak nowożeńcy. „Bo my się (…) uzupełniamy. Mąż jest słabszy w sprawach technicznych…”. „O nie! Żarówkę potrafię wkręcić!” – oponował prezydent. „Ale poważnie mówiąc, to Maryla wnosiła w moje życie ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Jako mężczyzna bardzo tego potrzebowałem. Szczególnie w czasie stanu wojennego. Świat polityki jest światem trudnym. Nie przetrwałbym tego bez żony” – dodał prezydent.

Lech Kaczyński był od swojej żony młodszy o 7 lat. Urodził się 18 czerwca 1949 roku w sercu Polski, w Warszawie, jako syn Jadwigi z domu Jasiewicz i Rajmunda Kaczyńskiego. Matka śp. prezydenta Jadwiga jest filologiem. Ojciec z kolei był inżynierem i wykładowcą na politechnice.

Późniejszy prezydent po ukończeniu prestiżowego liceum w stolicy zaczął studia na UniwersytecieWarszawskim. W 1971 roku przeprowadził się do Sopotu – za pracą na Uniwersytecie Gdańskim. Tu ścieżki Marii i Lecha się przecięły.

Wejście do polityki

Gdy po wielu latach działalności opozycyjnej i zaangażowaniu w „Solidarność”, został senatorem, a potem posłem. Wszedł do wielkiej polityki. Następnie piął się w górę – był szefem Najwyższej Izby Kontroli i ministrem sprawiedliwości. Dzięki temu szybko stał się jednym z najbardziej popularnych członków rządu, drugim najpopularniejszym politykiem po ówczesnym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim. Wehikułem, który wyniósł go na najwyższe stanowisko w państwie stała się partia Prawo i Sprawiedliwość, stworzona wraz z bratem bliźniakiem Jarosławem. Nim jednak został prezydentem Polski, wygrał wybory prezydenckie w Warszawie, swoim rodzinnym mieście. A 23 października 2005 roku Lech Kaczyński został głową państwa, pokonując kontrkandydata Donalda Tuska w drugiej turze.

Generał Roman Polko był przez kilka lat bliskim współpracownikiem śp. Lecha Kaczyńskiego. Najpierw w Ratuszu, a potem też w Pałacu. Pracował dla prezydenta jako wiceszef, a potem już, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Z głową państwa nie był na „ty”. – Z mojego punktu widzenia taka wojskowa formuła była nawet lepsza – tłumaczy jednak.

Śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego pamięta jako człowieka z dużym poczuciem humoru. – Na zewnątrz tego nie był za bardzo widać, ale był też skromny i miał poczucie dystansu do siebie. Generał Polko na dowód tego wspomina sytuację, w której pomagał Pierwszej Parze przenieść coś, już sam nie do końca pamięta co, do ich mieszkania na warszawskim Powiślu.

– Gdy weszliśmy do środka, byłem bardzo zdziwiony, że mieszkają w takich skromnych warunkach – dodaje gen. Polko. Wskazuje przy tym, że nie był jak jego odpowiednicy z innych krajów, którzy łączą wysoki urząd z wystawnym życiem i gromadzeniem dużego majątku. Dla śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie miało to żadnego znaczenia. Za to maniery już tak. W limuzynie lubił siadać nie na tylniej kanapie, ale z przodu, by pogawędzić z kierowcą. Zawsze też całował kobiety w rękę. W pierwszym rzędzie z nimi się witał, a jeśli któryś z jego współpracowników nie robił podobnie, to go rugał.

Jako że głowa państwa nie przywiązywała wagi do wystawnego życia, to na początku prezydentury pojawiały się pewne zgrzyty. A to wokół tego, że prezydent nie miał nowej marynarki. A to butów.

Ze swoich prywatnych spotkań z głową państwa gen. Polko wspomina to, na którym nie pojawił się sam – był wraz z córką Dominiką u Pierwszej Pary. – Widać było jak śp. Lech i Maria Kaczyńscy potrafią się zająć dzieckiem. Widać ich miłość do dzieci – mówi wojskowy. Zwłaszcza Maria kochała dzieci.

Bardzo blisko ludzi

Śp. Maria Kaczyńska była bardzo sympatyczną i normalną osobą – taką opinię często można usłyszeć od osób, które ją poznały. A do tego też świetnie wykształconą, oczytaną i inteligentną – znała kilka języków obcych (angielski, francuski, hiszpański i rosyjski). Miała w sobie wielką kulturę. Pozostała, mimo najwyższego stanowiska męża, bardzo blisko ludzi. Dzięki temu otrzymała w 2007 roku nagrodę Wiktora od telewidzów za wrażliwość nad podziałami.

Czasami, uciekając od blichtru Pałacu Prezydenckiego, wymykała się tylnym wyjściem przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

– Można było z nią rozmawiać o sprawach prywatnych. Pochylała się nad człowiekiem, była dobrą duszą, otwartą na odmienne poglądy – ocenia gen. Polko. Gdy w mediach pojawiło się wiele szyderstw z sytuacji, w której to wchodząc na pokład samolotu, trzymała małą reklamówkę z logo jednej z galerii handlowych, nie oburzała się. Wprost przeciwnie: napisała lekki list Szymona Majewskiego. Miała do siebie dystans.

Gdy pojawiała się na „terytorium” BBN-u zawsze, jak wspomina gen. Polko, starał się ją przyjąć, poczęstować. Wymykała się, aby pospacerować, pójść do zwykłego sklepu lub butiku. Długo też nie chciała się przeprowadzać do Pałacu Prezydenckiego, wolała Powiśle – gdzie wraz z mężem mieszkali. Zagnieździła się tam – nawiązała przyjaźń z kioskarką i sprzedawczynią z warzywniaka, czyli osobami, które często są dla klientów zupełnie anonimowe.

Oboje byli miłośnikami zwierząt – co potwierdza gen. Polko. Mieli dwa psy: kundelek o imieniu  Lula i teriera szkockiego Tytusa. Mieli też i kota Rudolf, którego przygarnęli ze schroniska. Tytus był najbardziej wojowniczo nastawiony. To z kolei potwierdzają także pogryzione buty na przykład Władysława Stasiaka. Gdy Tytus biegał, to śmiano się, że oto bestia jest w ogrodzie.

Zakochany w historii i książkach

Lech Kaczyński był zakochany w historii i zaczytany w książkach. Dzięki erudycji i wiedzy mógł sobie pozwolić na to, aby wygłaszać przemówienia nie z kartki, jak to najczęściej robią politycy, ale z głowy – po prostu wiedział, co chce powiedzieć. Aktorstwo porzucił, wraz z bratem, na rzecz właśnie książek. Choć początkowo wydawało się, że kariera filmowa stoi przed nimi otworem. Historia wiąże się oczywiście z filmem „O dwóch takich, co ukradli księżyc” z 1962 roku i jest kopalnią anegdot.

O swoim występie Lech Kaczyński, grający Placka (Jarosław był Jackiem), mówił bardzo barwnie w wywiadach: – Gdy kręciliśmy zdjęcia pod Łodzią, miejscowi menele wysłali do nas naszego rówieśnika zpropozycją, że złamią nam „bezboleśnie” nogi, a my weźmiemy odszkodowanie i „odpalimy” im tylko parę groszy – mówił. Co ciekawe, wtedy na pobliskim planie grał też Marek Kondrat, a to w „Historii żółtej ciżemki”. – Był od nas o rok młodszy i też mieszkał w „Grandzie”, ale w zwykłym pokoju. Co nas, mieszkańców apartamentu, napawało zrozumiałą pychą – mówił śp. prezydent Lech Kaczyński. Ale, co można było zobaczyć w dorosłym życiu Lecha i Jarosława Kaczyńskich, życie w luksusie nie było ich celem – nie przywiązywali do rzeczy materialnych większego znaczenia. Podobnie też Maria Kaczyńska nie skupiała się na wystawnym życiu. Nie chciał nawet nosić przesadnie strojnych kapeluszy.

Anegdot z planu „O dwóch takich…” jest jeszcze wiele. A to o tym, że osiołek był tak uparty, że nie chciał bliźniaków zrzucać z grzbietu, więc kazano im ukłuć niepokorne zwierzę klinem w pachwinę. A to o kogucie, który nie chciał piać. A to o sprzeczkach z reżyserem ws. scenariusza.

Jak Ronald Reagan

Aktorstwo jednak porzucili. – Jeszcze w szóstej klasie otrzymaliśmy propozycję gry w następnym filmie. Byliśmy nawet na próbnych zdjęciach, ale tylko po to, by nie pójść do szkoły – wspominał śp. prezydent. Można było więc obwieścić koniec ich kariery filmowej.

W karierze politycznej bardzo przydają się umiejętności aktorskie i nie ma w tym nic złego. Niejeden aktor, człowiek show-biznesu trafił do polityki – z prezydentem USA Ronaldem Reaganem na czele – i sobie w niej świetnie radził. Jednak w przypadku śp. Lecha Kaczyńskiego było inaczej – choć w życiu codziennym i osobistych kontaktach był pełen humoru i swobodny, to w mediach, przed kamerami nie czuł się pewnie i stawał się spięty.

Za to żona Maria zawsze troszczyła się o to, by dobrze wyglądał w telewizji – poprawiała mu krawat, zrzucała nitki z marynarki, dbała, by miał odpowiednie buty. Marylka – tak mówił do żony. Raz udało się przyłapać prezydencją parę podczas prywatnej wymiany kilku słów. Leszek mówił do Marylki: Maleństwo, mój Maluszku.

http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/marylka-i-leszek,1,4234635,kiosk-wiadomosc.html

Czytaj także:

Hanna Foltyn-Kubicka: Opowiem wam o Leszku i Marylce

Posted in Katastrofa smoleńska, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polityka i aktualności, Prezydent Lech Kaczyński, Wspomnienia, Świadectwa | Leave a Comment »

Mój 10 kwietnia

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

W odpowiedzi na fantastyczną wspominkową inicjatywę „Mój 10 kwietnia” od kilku dni sama zbieram się do napisania swojego wspomnienia z 10 kwietnia, i jakoś się nie składa. Bo ja po prostu niewiele z tamtego dnia i tego co zaraz po nim pamiętam. Właściwie nie pamiętam nic – co robiłam zanim to się stało, co planowałam zrobić później, i co ostatecznie zrobiłam gdy to już się wydarzyło. Z tamtego okresu moja pamięć przechowuje ledwie jakieś dziwne przebłyski, głównie zresztą w postaci obrazów, migawek tak bardzo naładowanych emocjonalnie, że pewnie właśnie dlatego nie bardzo przekładalnych na słowa. W takiej więc ułomnej formie podzielę się i ja tym co mi w pamięci zostało z tamtych dni, nie jest tego wiele, ale jeśli ktoś szuka wyjaśnienia o co chodzi takim oszołomom jak ja, które nie chcą i nie potrafią przejść do porządku dziennego nad tym co się przez ten rok wydarzyło, może łatwiej zrozumie mając wgląd w to co mózg takiego modelowego smoleńskiego oszołoma przechował z tamtego kwietnia.

***
„Lech Kaczyński się rozbił z bratem i żoną. Samolot pod Smoleńskiem się zapalił. Podobno mało prawdopodobne, by ktoś przeżył. 87 osób zginęło. NIE WIERZĘ.”
Tak brzmiał fejsbukowy wpis Grześka Wszołka. To z niego dowiedziałam się o katastrofie, i gdyby mi fejsbuk nie wykasował konta, pod tym wpisem do dzisiaj widniałby mój idiotyczny komentarz, o ile pamiętam coś w rodzaju „To jakiś żart?”. Bo to naprawdę było nie do uwierzenia.
Z każdym kolejnym nazwiskiem podawanym w mediach to wszystko robiło się coraz bardziej nierealne. Kurtyka, Kochanowski, Płażyński, Walentynowicz, Wassermann, Gosio, Skrzypek, cała Kancelaria Prezydenta, Jaruga, Szymanek-Deresz, Szmajdziński. Ostatecznie okazało się, że Jarosława Kaczyńskiego w samolocie nie było, przez chwilę poczułam się trochę jak ten Żyd ze starego kawału z kozą i przyciasnym mieszkaniem.
Czasami się zastanawiam jak wyglądałby ostatni rok, gdyby Jarosław też był w tym samolocie. I choć mam bujną wyobraźnię, to takiego scenariusza sobie nie wyobrażam. Informacja o tym, że Jarosław jednak nie wsiadł do samolotu była jak nieoczekiwany prezent, dzisiaj doceniam to jeszcze bardziej, bo cokolwiek by mówić, właśnie ostatni rok pokazał, że Kaczyński – teraz już tylko jeden – jest w polskiej polityce nie do zastąpienia – na dobre i złe (a tego złego, także przez ostatni rok było niestety sporo). Ale i tak nie ma na horyzoncie nikogo kto by mógł (i chciał) wykonywać ten niewdzięczny kawał politycznej roboty, do której Jarosława po prostu potrzebujemy. Choćby nam nie wiem jak było z tą potrzebą źle.
Nie znałam osobiście żadnej z ofiar, wiedziałam kim są niektóre, żałuję wszystkich, ale chyba najbardziej – oprócz samej Pary Prezydenckiej, co jest oczywiste, a nawet gdyby nie było do 10 kwietnia, to z każdym kolejnym dniem rządów następcy oczywistym by się stać musiało – żałuję Janusza Kurtyki, mam przygnębiającą pewność, że takiego kustosza pamięci, z taką klasą i odwagą, już mieć nie będziemy. 10 kwietnia śmierć Kurtyki nieodwracalnie zamknęła ważną epokę w dziejach IPN-u, jednej z nielicznych udanych instytucji III RP. Wielka, wielka strata.
Ale wracając do wspomnień z samego dnia katastrofy, to chyba na wspomnieniu wpisu Grześka się one nie tylko zaczynają, ale i kończą. Nie jestem w stanie odtworzyć tego co potem robiłam. Głupie, ale pamięć czasami płata takie figle. Bo świetnie na przykład pamiętam, że gdy kilka dni później Nowym Światem przejeżdżał kondukt z trumną prezydenta Kaczorowskiego przechodziłam akurat koło Krytyki Politycznej. Z samej soboty już jednak niewiele. Nawet pogody nie pamiętam.
Zapamiętałam za to rozmowę telefoniczną z jedynym politykiem jakiego znam. To chyba musiała być niedziela, a może poniedziałek, on chyba zadzwonił w odpowiedzi na moje smsowe kondolencje (wiem, beznadziejnie, ale wydawało mi się, że jak zadzwonię to i tak nie dam rady nic powiedzieć więc sms będzie efektywniejszy). Pewnie by się bardzo zdziwił gdyby wiedział jak mnie poraziło to co wtedy powiedział, jeszcze na gorąco. I chyba miał całkiem pokaźny wkład w to jak przeżyłam całą katastrofę i to co po niej.
Zapamiętałam też poniedziałkową okładkę Gazety Wyborczej. Była tak wymowna, że ze wszystkich specjalnych wydań gazet tylko ją zapamiętałam i za każdym razem jak sobie ją przypominam ściska mnie za gardło jej symbolika. Jest w niej wszystko. Pewnie zresztą tylko ja ją tak odbieram, i nawet nie umiem napisać co mnie w niej tak wzrusza, jest przecież w zasadzie banalna.
Z kolejnych dni też niewiele pamiętam, dużo było biegania ze zniczami, czasami w zaskakującym składzie, ale nie jestem w stanie tego odtworzyć. W pamięci utkwiło mi natomiast jedno zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego, szczerze mówiąc nie jestem w stanie zrozumieć niesamowitego wręcz okrucieństwa wobec niego w tamtym czasie. To co się wtedy działo, w sensie czysto ludzkim, było zwyczajnym barbarzyństwem. Nie chcę zrozumieć i nie umiem wybaczyć akceptacji dla wawelskich protestów, nie jestem w stanie szanować nikogo kto podsycał tamtą nienawiść.
To pewnie to właśnie zdjęcie było inspiracją do jednego z niewielu posmoleńskich tekstów jakie utkwiły mi w pamięci. Mam nadzieję, że „Pan Jarosław” się nie obrazi, ale po tej lekturze wygrzebałam długo nie słuchaną płytę Zespołu Reprezentacyjnego z pieśniami Llacha, w jednej z nich, tej o staruszku, długo słyszałam smutną opowieść o posmoleńskim Jarosławie. Drugim tekstem, który mi zapadł w pamięć, jednym z bardziej wzruszających świadectw tego co się wtedy stało z ludźmi i w ludziach, był wpis „List do Szkła Kontaktowego po pogrzebie śp. Gosiewskiego” blogerki Beret w Akcji.
I chyba na tym się wspomnienia kończą, bo właściwie wszystko co się działo potem, przez cały żałobny rok, było w jakimś sensie powielaniem tego co tak dobrze ujęło oboje autorów. Szybko wróciła Polska przedsmoleńska, czego najbardziej przykrym symbolem jest zachowanie Warszawy, miasta, w którym siedziby miała większość osieroconych 10 kwietnia instytucji, które straciło swojego byłego prezydenta, i które jest jednym z nielicznych chyba najważniejszych miast, które się nie umie zachować. W stolicy nie może być przecież jakiegoś wycia syren tylko dlatego, że rok temu coś tam, coś tam. Honor miasta, które tak pięknie pożegnał machaniem skrzydeł pilot samolotu odwożącego Prezydenta na Wawel musi ratować Ołdakowski w Muzeum, bo władze miasta i Kancelaria Prezydenta o obietnicy danej harcerzom zapomniały jak tylko udało się wypchnąć z Krakowskiego Przedmieścia krzyż przypominający o żałobie.

http://kataryna.salon24.pl/296166,moj-10-kwietnia

Posted in Katastrofa smoleńska, Prezydent Lech Kaczyński, Wspomnienia | Leave a Comment »

Razem żyli, razem odeszli

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

To było 30 lat wspólnego życia. Zgodnego, pełnego miłości… do siebie, córki, wnuczek. Zawsze byli razem, w czasach trudnych i wtedy, gdy Lech Kaczyński stał się najważniejszą osobą w państwie. Razem odeszli i razem ich pochowano.

Zawsze byli razem, w czasach trudnych i wtedy, gdy Lech Kaczyński stał się najważniejszą osobą w państwie

On mówił do niej „Maluszku”, ona do niego „Leszeczku”. To była prawdziwa miłość, z szeptaniem czułych słówek, z puszczanymi ukradkiem do siebie uśmiechami. Po prostu się dobrali. I było im ze sobą dobrze. Maria Kaczyńska powiedziała kiedyś: „Będę zawsze stać u boku Leszka, opiekować się nim aż do śmierci. Jestem ostoją męża, przy mnie czuje się bezpiecznie. Nie wyobrażam sobie, żeby jednego z nas miało zabraknąć. Najlepiej, żebyśmy odeszli razem”. Los chciał, że tak się właśnie stało. Dokładnie rok temu. W Smoleńsku.

Łączyło ich wyjątkowo mocne uczucie. Po ponad 30 latach wspólnego życia, pełnego napięć i zawirowań, wciąż gorąco się kochali, szeptali sobie czułości, jakby nadal byli zadurzonymi w sobie nastolatkami. Raz nawet prezydent został „przyłapany” przez jedną z kamer, jak powiedział do Marii „Maluszku”. I jak się okazało, nie było to dla nich nic nadzwyczajnego. – Mąż zwraca się do mnie, używając różnych zdrobnień – mówiła potem Faktowi Pierwsza Dama. – Mówi do mnie kochanie, maluszku, maluszyku, babusiku, babiszonku, babuszku – dokładnie wyliczała wszystkie czułe określenia. I przyznała, że ona sama woli jednak tylko zdrabniać jego imię, a nie szeptać wymyślne słówka. – Zwykle Leszku, pieszczotliwie Leszeczku. Ale nigdy misiu-pysiu – zdradziła.

Ta czułość, troska były widoczne niemal na każdym kroku. Pani Maria zasłynęła z tego, że nawet w czasie oficjalnych uroczystości poprawiała mężowi krawat i wbiegała do rządowego samolotu z reklamówką, w której była dopiero co kupiona koszula polo z długim rękawem, bo przeziębiony prezydent zapomniał zabrać z domu coś ciepłego na wyjazd.

– Moja żona szczęśliwie nie posiada cechy, która wcale nie jest rzadka, a do której ja prawa kobietom nie odmawiam, to znaczy nie stara się konkurować z mężem – tak powiedział o Marii prezydent Kaczyński w ostatnim wywiadzie przed śmiercią, którego udzielił publicyście Faktu Łukaszowi Warzesze.

Jednego żałowali. – Wiesz co, Marylko, żałuję, że nie mamy jeszcze jednego dziecka – powiedział trzy miesiące przed tragedią prezydent. Żona mu przytaknęła: – Tak, mogliśmy mieć więcej dzieci…

Zostawili jedyną, ukochaną córkę – Martę. – Wciąż nie mogę się oswoić z tym, co się tak naprawdę stało – powiedziała odwiedzając niedawno grób rodziców na Wawelu. Czy czas leczy rany? – Nie. W tym wypadku nie – odparła.

„Życie w ogóle jest niebezpieczne, ale nie sposób żyć w ciągłych obawach. Żyć w trwodze – dziękuję bardzo. Zawsze zakładam, że musi być dobrze” – Maria Kaczyńska

Polecamy wydanie internetowe Fakt.pl:
Bater: Wiedziałem pierwszy

Posted in Historia, Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

ks. bp Józef Zawitkowski

Posted by tadeo w dniu 10 kwietnia 2011

bp. Zawitkowski

Homilie

...bede z Panem gadal!

To jest Ktos!

Slowo Ci daje

Przednowek

Zamyślenia serdeczne

Wielki Post

Piesni

Rozne

http://mateusz.pl/bpjz/

Posted in Religia | Otagowane: | Leave a Comment »