WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 7 kwietnia, 2011

GRZEGORZ BRAUN MÓWI O „BOLKU”

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Grzegorz Braun polski reżyser opowiada o „bolku” i innych zdrajcach.


Posted in Filmy i slajdy, Historia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Zobacz, jak nas kiwają Rosjanie

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Zobacz, jak nas kiwają Rosjanie

Gazprom to potentat na europejskim gazowym rynku. Agencja Interfax i dziennik „Wiedomosti” ujawniły ceny błękitnego paliwa eksportowanego do piętnastu największych odbiorców w Europie. Wśród nich na bardzo wysokim miejscu jest Polska, uzależniona od rosyjskiego gazu.

Choć jesteśmy jednym z największych klientów, za błękitne paliwo płacimy więcej niż inni! Gdy innym krajom udawało się w 2009 roku wynegocjować z powodu kryzysu znaczne obniżki, my nie zyskaliśmy nic! PGNiG nie domagało się rabatu, bo jak wtedy tłumaczono, trwały negocjacje o zwiększeniu dostaw gazu. Nowa umowa z Rosją jest tajna…

Zobacz, kto płacił Rosji najwięcej, a kto najmniej, kto był najlepszym negocjatorem, a kto najbardziej uzależnił się od rosyjskich dostaw.

http://finanse.wp.pl/gid,13182506,galeria.html?ticaid=1bdfa

 

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Monisia O, Adaś M i Juruś U czyli wielka ucieczka‏

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Nocna przejażdżka w składzie: Olejnik, Michnik i Urban, czy też Monika, Adaś i Jurek.
Czysty „półkownik”!!
Materiał jest fragmentem 1. odcinka nieopublikowanego nigdzie cyklu krótkometrażowych filmów pod nazwą „Media III RP”. Producentem jest Film Open Group. Mimo iż część środków pochodzi z TVP, film do dziś (od 2009 roku) leży na półkach („półkownik”).
Występują: Adam „Adaś” Michnik, Monika Olejnik i Jerzy Urban. Po drugiej strony kamery dziennikarze Piotr Semka i Jacek Kurski.


Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Katyń 1940 (ostatni list) – Lech Makowiecki

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Posted in Muzyka | Leave a Comment »

Agent Turowski – „Warto Rozmawiać” (odc.255-ost)

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Tajemnice carskiego dworu. Zapiski czerwonej księżniczki‏

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

http://books.google.pl/books?id=zLsEKuzwjEgC&pg=PA67&lpg=PA67&dq=rozw%C3%B3d+zdj%C4%99cia&source=bl&ots=5Ejp97k-Gk&sig=o52XyzFg3NHR5w82xKx2PkPhJYA&hl=pl&ei=pWdvTd72Gs3wsgaq36mADw&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=4&ved=0CCgQ6AEwAzj0Aw#v=onepage&q&f=false

Posted in Książki (e-book) | Leave a Comment »

Polski punkt widzenia – 03.03.2011 – Śp. Irena Kwiatkowska

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Jedną z najlepszych polskich aktorek ról teatralnych i filmowych w XX wieku wspominają Barbara Dobrzyńska oraz Temida Stankiewicz-Podhorecka


 

Posted in Filmy i slajdy, Wspomnienia | Leave a Comment »

Co kryje Strefa 51?

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Co kryje Strefa 51?

Wszystkie doniesienia wydają się nieprawdopodobne dla przeciętnego człowieka, a rząd amerykański oczywiście wszystkiemu zaprzecza, ale ludzka ciekawość wciąż nie została zaspokojona. Być może są to tylko teorie, wytwory bujnej wyobraźni ludzi za wszelką cenę poszukujących sensacji. Nie ma ani zdjęć, ani żadnych innych dowodów świadczących o realności tych opowieści. Dodatkowo, nie wolno fotografować samej bazy, jednak udało się tego dokonać rosyjskiemu satelicie.

Strefa 51, zwana inaczej „Krainą snów” lub „Krainą marzeń” od dawna znana jest wszystkim poszukiwaczom sensacji oraz osobom zafascynowane tematyką UFO. Chociaż powstała w 1957 r., po raz pierwszy zaczęło być o niej głośno dopiero w 1994 r. Pierwotnie pełniła funkcję tajnej bazy wojskowej, produkującej samoloty dla CIA. Władzom Stanów Zjednoczonych, pomimo usilnych starań, nie udało się utrzymać w tajemnicy informacji o jej istnieniu. Czym jest to niezwykłe miejsce na południu stanu Nevada, usytuowane na pustyni i dlaczego wzbudza tak duże zainteresowanie? To stąd kierowano amerykańskim wywiadem wojskowym, kiedy żelazna kurtyna podzieliła Europę. Istnieje teoria, że wciąż podejmowane są tam niezwykle ważne dla dziejów świata, pilnie strzeżone decyzje, o których wiedzą tylko nieliczne jednostki, jednak ze względu na popularność Strefy 51 i nieustanne pielgrzymki turystów ją odwiedzających, wydaje się to mało prawdopodobne, chociaż nie wyklucza się tego całkowicie, zwłaszcza że opracowany został system zabezpieczeń, mający na celu ochronę bazy przed niepożądaną wizytą. Informacje pochodzące z tamtej okolicy głoszą, że wtargnięcie na jej teren może dla intruza zakończyć się strzałem bez wcześniejszego ostrzeżenia, a specjalne czujniki są w stanie wykryć człowieka i odróżnić go od żyjących na tym obszarze zwierząt.

Wszyscy zafascynowani Strefą 51 są zdania, że prowadzi się tutaj badania dotyczące istnienia pozaziemskich cywilizacji. Odpowiednich materiałów dostarczyć miały szczątki zebrane po tajemniczej katastrofie statku kosmicznego w okolicach miasteczka Roswell. Poza tym na terenie bazy, według licznych teorii spiskowych, odbywają się eksperymenty testujące nowe rodzaje broni, dążące do odkryciamożliwości sterowania siłami przyrody przez człowieka. Niektórzy świadkowie podają, że w tych okolicach obserwowali niezwykłe obiekty latające, przypominające statki kosmiczne, ale nie podano na ten temat żadnej oficjalnej informacji. Krążą także pogłoski, że baza zajmuje się badaniami, które dotyczą jednego z największych pragnień ludzkości – podróży w czasie oraz, że tworzy się tu samoloty poruszające się z prędkością niemożliwą do osiągnięcia dla współczesnej techniki, a dodatkowo nie emitujące żadnego dźwięku podczas lotu, co staje się powodem do snucia przeróżnych hipotez na ten temat, np. związanych ze współpracą z cywilizacjami kosmicznymi.

 

Wszystkie doniesienia wydają się nieprawdopodobne dla przeciętnego człowieka, a rząd amerykański oczywiście wszystkiemu zaprzecza, ale ludzka ciekawość wciąż nie została zaspokojona. Być może są to tylko teorie, wytwory bujnej wyobraźni ludzi za wszelką cenę poszukujących sensacji. Nie ma ani zdjęć, ani żadnych innych dowodów świadczących o realności tych opowieści. Dodatkowo, nie wolno fotografować samej bazy, jednak udało się tego dokonać rosyjskiemu satelicie. Tworzą ją kompleks budynków oraz pas startowy. Przy wejściu na jej teren ustawiono tablice ostrzegające przed konsekwencjami przekroczenia zakazanej granicy. Co jednak najdziwniejsze – oficjalnie miejsce to nie istnieje na mapie i wszystko, co się z nim wiąże poddawane jest w wątpliwość.

Od czasów zimnej wojny dążono do skonstruowania samolotu szpiegowskiego o nazwie OXCART. Potwierdzają to katastrofy, do których niejednokrotnie dochodziło. Podczas jednej z nich pilota OXART, zmuszonego do katapultowania się, znalazło dwóch ludzi przejeżdżających pobliską drogą. Zabronił on zbliżania się do samolotu. Jako powód wskazał zagrożenie eksplozją broni jądrowej. Kiedy odebrali go agenci CIA, zmusili świadków zdarzenia do podpisania dokumentu o zachowaniu tajemnicy na temat tego, co zobaczyli. Oficjalnie podano, że cała katastrofa została sprowokowana celowo i do dziś jest za taką uważana. Wnosi to nowe światło do rozważań na ten temat i zamyka usta wszystkim, którzy rzekomo widzieli niezwykłe obiekty na niebie. Prawdopodobnie wiadomości te podano celowo, z zamiarem zmylenia wszystkich zainteresowanych niesamowitymi wydarzeniami. Nie potwierdzono także plotek o domniemanych badaniach na UFO.

Na świecie istnieje jeden człowiek, któremu udało się wejść na teren bazy, ale dotarł za daleko i został schwytany przez czujnych żołnierzy. Udało mu się ujść z życiem i postanowił ujawnić światu, jaką tajemnicę kryje strefa. Wydaje się on być prawdomówny, ze względu na swoje niskie wykształcenie. Dotarł do części położonej wśród łańcuchów górskich, a tam zobaczył coś, co przypominało Niezidentyfikowane Obiekty Latające. Było ich dużo, nie dostrzegł on na nich jakichkolwiek śladów spawania, jakby powstały z jednolitej masy.

Człowiek ten stanowczo twierdzi, że w tym miejscu prowadzi się badania nad przybyszami z kosmosu i ich pojazdami. Opowieść ta może wielu wydawać się wysnutym z palca kłamstwem, a jej autor zostać uznany za pozbawionego rozumu. Jednak nie należy też całkowicie jej odrzucać. Jedno nie ulega wątpliwości, wszyscy ludzie, którzy mogliby powiedzieć cokolwiek na temat Strefy 51 są sparaliżowani strachem, gdyż obawiają się konsekwencji ujawnienia tych informacji. Być może tajemnicza baza na pustyni to element prowokacji, celowe działanie skierowane przeciwko amerykańskiemu rządowi lub prawda, której ujawnienie mogłoby wywołać powszechną panikę. Czy kiedykolwiek uda się odkryć tę tajemnicę?

Więcej teorii spiskowych w Strefie Tajemnic

Oficerowie wyjawiają prawdę o UFO – oglądaj

http://strefatajemnic.onet.pl/teorie-spiskowe/co-kryje-strefa-51,1,4173011,artykul.html

 

Posted in Historia, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Niewykrywalne skrzydło nazistów

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Gdyby ten samolot powstał nieco wcześniej, prawdopodobnie zmieniłby losy całej II Wojny Światowej. Horten Ho 2-29 był samolotem niewykrywalnym dla radarów, był też znacznie szybszy i zwrotniejszy od niemal wszystkich ówczesnych samolotów alianckich.

Mniej więcej w 1943 roku Niemcy zdali sobie sprawę, że dalszy przebieg działań wojennych może być dla nich niekorzystny. Ich zasoby kurczyły się, a wraz z zasobami kończyły się rezerwy sprzętu. Sytuację pogarszały dodatkowo coraz częstsze bombardowania fabryk i linii zaopatrzeniowych przez lotnictwo nieprzyjaciela.

W tej sytuacji pełniący rolę zwierzchnika Luftwaffe Hermann Goering zażądał, by inżynierowie zaprojektowali samolot spełniający tzw. wymóg „trzy raz tysiąc”. Najprościej mówiąc powinien on przenosić ładunek1000 kg bomb na odległość 1000 km z prędkością 1000 km/h. Wymogowi temu postanowili sprostać pochodzący z okolic Bonn niemieccy konstruktorzy, bracia Reimar i Walter Hortenowie. Od lat trzydziestych eksperymentowali oni z konstrukcją tzw. latającego skrzydła, czyli samolotu, który nie ma tradycyjnego kadłuba. Pracując jako naukowcy dla Luftwaffe konstruowali kolejne modele serii Ho – I, II, i III. W tym ostatnim jednostką napędową był silnik od… popularnego Volkswagena Garbusa.

Kolejne projekty udoskonalano, aż do stworzenia prototypu oznakowanego Ho IX, znanego później jako Ho 2-29A. Opracowano również dwumiejscową wersję Ho 2-29B wyposażoną w radar i dostosowana do lotów w każdych warunkach pogodowych.

 

Nowy samolot był zupełnie niepodobny do wszystkich istniejących ówcześnie konstrukcji lotniczych. Jeszcze dziś jego wygląd bardziej przywodzi na myśl pojazdy UFO, niż realne samoloty. Ho 2-29 wyglądem przypominał skrzyżowanie bumerangu z olbrzymią morską płaszczką. Samolot napędzały dwa silniki odrzutowe. Reimar Horten wymyślił też specjalne pokrycie kadłuba z tworzywa „formholz” (prasowana mieszanka wiórów z żywicą), co zapewniało „niewidzialność” na ekranach ówczesnych radarów. Maszyna była zaprojektowana tak, by wytrzymać przeciążenia nawet 7g, jej prędkość dochodziła do 800 km/h, była więc nieporównywalnie większa niż najszybszych myśliwców alianckich. Ho 2-29 miał też specjalny wyrzucany fotel pilota i świetne uzbrojenie w postaci czterech działek MK 103.

Niestety Horten Ho 2-29 wykonał pierwszy lot testowy tuż przed Bożym Narodzeniem 1944 r. Było już zbyt późno, by skierować maszynę do masowej produkcji. Choć Goering włączył maszynę do programu ostatniej szansy (tzw. Jagernotprogram), wykonano zaledwie kilka egzemplarzy testowych. W chwili, kiedy Amerykanie zajęli fabrykę w Gotha istniał jedynie jeden Ho 2-29, który był w stanie wznieść się w powietrze.

 

Na podstawie tego właśnie prototypu i ocalałej dokumentacji amerykański koncern Northrop-Grumman Corporation zbudował pełnowymiarową replikę Hortena Ho 2-29. Choć okazało się, że nie jest on zupełnie niewidzialny dla radarów, to naukowcy zgodnie przyznali, że maszyna była w stanie zaskoczyć przeciwnika i wedrzeć się niepostrzeżenie głęboko za jego linie.

Co ciekawe – stosowana przez braci Horten nowatorska technologia ukrywania przed radarami przypomina tę, którą zastosowano we współczesnych amerykańskich bombowcach strategicznych B-2.
A przecież od skonstruowania Ho 2-29 do budowy pierwszych bombowców B-2 minęły ponad trzy dekady

http://jegoego.pl/kat,112878,title,Niewykrywalne-skrzydlo-nazistow,wid,13202691,wiadomosc.html

 

Posted in Historia | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

„Pewna hrabina zapytała Franciszka Liszta:
– Czy to prawda, że pianistą trzeba się urodzić?
– Naturalnie, szanowna pani! Jeśli ktoś się nie urodzi, nie może zostać pianistą”

 

Posted in Kabarety i rozrywka, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Podwójne życie w Mołdawii – wspaniały reportaż‏

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

http://pl.gloria.tv/?media=176982

Polacy znaleźli się na terenach obecnej Republiki Mołdowy jako ludność napływowa. Główna fala osadnictwa, z której wywodzi się większość osób podkreślających swą polskość, miała miejsce na przełomie XIX i XX wieków. Odbywała się głównie ze wschodnich terenów dawnej Rzeczypospolitej. Skupiska polonijne rozrzucone są po całym terytorium Mołdowy, jednak przeważająca część Polaków zamieszkuje północne regiony kraju oraz duże miasta. Rozproszony charakter osadnictwa polskiego sprzyjał stosunkowo szybkiemu rozmyciu tożsamości narodowej, przede wszystkim utracie znajomości języka. Proces ten osłabiała w niektórych miejscach silna tożsamość religijna, odróżniająca Polaków od prawosławnej większości. Pierwsza organizacja polonijna, Polskie Stowarzyszenie Kulturalne, powstała na fali liberalizacji w ZSRR już w marcu 1990 roku. Jej prezesem został wybitny fizyk-krystalograf prof. Tadeusz Malinowski. Jednak po kilku latach, po śmierci prof. Malinowskiego, osłabiona rozłamami i wewnętrznymi konfliktami organizacja (która zmieniła nazwę na Stowarzyszenie Polaków) zaprzestała działalności, a jej ostatni prezes Edward Jaroszewski doprowadził do utraty, wyremontowanego ze środków „Wspólnoty Polskiej”, Domu Polskiego w Kiszyniowie. W następstwie kryzysu Stowarzyszenia Polaków Polonia mołdawska od połowy lat dziewięćdziesiątych rozwija się w sposób zdecentralizowany. Jedyną próbą organizacyjnej integracji różnych środowisk polskich było powołanie w maju 2003 roku Rady Organizacji i Środowisk Polskich w RM. Najbardziej aktywną organizacją polonijną w Mołdawii jest założone jesienią 1993 roku Stowarzyszenie „Dom Polski” w Bielcach, które w 2006 roku zostało zarejestrowane jako organizacja ogólnomołdawska. Prezesem Stowarzyszenia jest Walery Buzut, a dyrektorem otwartego w maju 1999 roku Domu Polskiego – Eleonora Kimakowska. Od 2002 roku Stowarzyszenie zaczęło powoływać filie – Koła Polskich Rodzin. Pierwsze Koło powstało w polskiej wsi Styrcza, gdzie latem 2005 roku oddano do użytku Dom Polski. We wsi istnieje również muzeum wiejskie. Spośród wielu stworzonych w północnej Mołdawii kół szczególnie aktywne są koła w dwóch miasteczkach – Oknicy i Ungheni oraz w Grigorówce, wsi k. Bielc, w dużym stopniu zamieszkałej przez Polaków. Przy Stowarzyszeniu działa organizacja młodzieżowa MODES, drużyna harcerska oraz koło kombatantów Wojska Polskiego. W Domu Polskim znajduje się Centrum Medyczne „Zdrowa Rodzina”, biblioteka, odbywa się dożywianie dzieci. Z inicjatywy Stowarzyszenia powstał w Bielcach w 2004 roku Ośrodek Wspierania Przedsiębiorczości „Polonus” (http://polonus.beltsy.md). W Kiszyniowie od 1996 roku prowadzi działalność Liga Kobiet Polskich, która była inicjatorem założenia polskiego przedszkola. Zajęcia z grupą polskich dzieci w jednym z przedszkoli w Kiszyniowie rozpoczęto w październiku 2000 roku; prowadzi je nauczycielka z Polski. W 2001 roku powstał Związek Polskiej Młodzieży, skupiający głównie studentów kiszyniowskich uczelni. Formę jednoczenia Polonii kiszyniowskiej tworzył nieformalny Komitet Koordynacyjny Festiwalu „Polska Wiosna w Mołdawii”, który w 2005 roku zarejestrował się jako organizacja. Od 2000 roku regularnie organizuje on Festiwal, będący przeglądem dorobku kulturalnego wszystkich polskich organizacji i środowisk. Podjął on też inicjatywę stworzenia w Kiszyniowie Biblioteki Polskiej im. A. Mickiewicza, której otwarcie nastąpi w 2007 roku. W 2002 r. w największym skupisku Polonii w Naddniestrzu, w Rybnicy, powstało Rybnicko-Polskie Stowarzyszenie „Polonia”. Zorganizowane środowiska polskie istnieją także w Tyraspolu i Benderach oraz w nieodległej od Raszkowa Słobodzie Raszkowskiej. W 2004 roku w stolicy Autonomii Gagauskiej Komracie powstało bardzo aktywne Stowarzyszenie Polaków Gagauzji, którym kieruje Ludmiła Wolewicz. Aktywną działalność w Kiszyniowie i Bielcach prowadzi Polskie Towarzystwo Medyczne, które nawiązało kontakty z partnerami w Polsce (np. z Naczelną Izbą Lekarską) i polonijnymi stowarzyszeniami lekarzy w innych krajach.

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Podróże, POLECAM | Leave a Comment »

PATRIOTYZM – Lech Makowiecki

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Posted in Muzyka | Leave a Comment »

Polska-Litwa. Samo dno. Co dalej?

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Stało się. Prezydent Litwy podpisała dyskryminującą mniejszości narodowe nowelę do ustawy o oświacie. Pogarszające się w ostatnich czasach z prędkością światła stosunki polsko-litewskie spadły na dno. Samo dno. Co dalej?

Optymiści twierdzą, że rozwój stosunków międzypaństwowych cechuje rotacyjność właśnie: raz lepiej, raz gorzej (czyt. relacje, przynajmniej te dyplomatyczne, niebawem powinny się zacząć polepszać).

Realiści sceptycznie kręcą głowami i zastanawiają się, o jakiej poprawie może być mowa, jeśli jeden z partnerów siedzi drugiemu na głowie i jeszcze nóżkami dynda. Chyba nie ulega wątpliwości, że tym siedzącym na głowie Polski jest właśnie Litwa, która co rusz daje dowody swego agresywnego i nieprzyjaznego nastawienia wobec sąsiada. Ostatnim gwoździem do trumny stosunków polsko-litewskich było właśnie przyjęcie przez nacjonalistycznie – a przynajmniej wyraźnie antypolsko – nastawionych polityków litewskich nowej ustawy oświatowej.

Z drugiej strony rozpoczęła się dyskusja nad ozdrowieniem stosunków pomiędzy Polakami a Litwinami na płaszczyźnie relacji codziennych. Egidijus Vareikis, poseł na Sejm RL, w zamieszczonym na swym blogu wpisie pt. „Jak nawiązać przyjaźń z prawdziwymi i nie do końca prawdziwymi Polakami?” podaje receptę na wyleczenie (bazujące na zmianie myślenia) części litewskiego społeczeństwa z antypolskich fobii:
• pogodzenie się z historią cieniem się kładącą na obustronne relacje
• traktowanie mieszkających na Litwie Polaków jako polskojęzycznych Litwinów (sic!)
• uznanie, że każdorazowo wypowiadane przez Polaków „Wilno nasze” oznacza nic innego jak stwierdzenie „nasze litewskie”
• tolerancja językowo-kulturalna.

A oto przepis E. Vareikisa dla Polaków na ocieplenie stosunków z Litwinami:
• niezamykanie się w polskich gettach (Szanowny Panie, to nie my się zamykamy/odosobniamy, tylko litewscy politycy, którzy, powodując w nas poczucie niebywałego zagrożenia, wyzwalają naturalne instynkty samozachowawcze)
• bardziej subtelne podejście do Litwinów ze względu na ich bolączki uwarunkowane martyrologią przeszłości, spowodowane emocjami i mentalnością (nie wiem, czy wywieszanie flagi biało-czerwonej podczas świąt rodzinnych i innych na prywatnej posesji jest niesubtelnym traktowaniem Litwinów. Wywieszałam i będę wywieszała, bo to zew krwi, zew serca. Tylko czy takie deklarowanie swej przynależności narodowej upoważnia poszczególnych Litwinów do nawoływania mnie do wynoszenia się z ziemi mych przodków?).

Ładnym wywodem kończy I część swego wpisu E. Vareikis: „ (…) jeśli jesteśmy kontynuacją WKL, uznajmy jej realia językowo-kulturalne, jeśli jesteśmy jedynie Litwą Kowieńską, pogódźmy się ze statusem państwa małego i nieznacznego. Będziemy „czystokrwiści”, lecz mali i niewiele znaczący”.

Na razie przywódcy litewscy i część społeczeństwa obrali, niestety, strategię rozwoju kraju monoetnicznego i ten plan desperacko realizują.

Stosunki polsko-litewskie sięgnęły dna. Nie dopuśćmy, by na dno stoczył się również korab samej Litwy. Wraz z nami wszystkimi na pokładzie.

Fot. G. Matiukas

http://www.wilnoteka.lt/pl/tresc/polska-litwa-samo-dno-co-dalej-0

 

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Litewscy Polacy? Niech jadą do Polski

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

Napięcie między Polską a Litwą wciąż narasta. Litewscy Polacy stają się kartą przetargową w tym sporze i to na nich skupiają się emocje sporu. W ciągu 20 lat Litwa mamiła stronę polską obietnicami (kwestia nazwisk za chwilę, problem ziemi już zaraz, szkoły są najważniejsze itd.), a Polska bardzo chętnie dawała się mamić. Nic nadzwyczajnego, że litewskie apetyty wciąż rosły. Po cóż się teraz dziwić zdziwieniem Litwinów obecnym i raptownym (według nich) zniecierpliwieniem strony polskiej.

Cierpliwość Polski pomału się kończy, bo ileż można dawać się wodzić za nos. A może i interesy są już inne, niekoniecznie wspólne z litewskimi.Donikąd sprowadziła się teoria wielu poprzednich polskich rządów, by dać spokój, pozwolić Litwie nacieszyć się niezależnością, pozwolić Litwinom zrozumieć sens dopiero odzyskanej wolności. 

Polska zawsze traktowała Litwę z pewnym przymrużeniem oka, niby z wyrozumiałością (bądźmy szczerzy – wielkopańską wyrozumiałością) i zakładała, że Litwini odpowiedzą sympatią. Zakładała też, że na pewno Litwa odpowie szacunkiem. Okazało się jednak, że wcale tak nie jest. I być nie mogło. W ciągu ostatnich 20 lat Polska uczyniła niewiele, aby zapracować na szacunek. Nie zrobiła nic, by zbudować, a przynajmniej spróbować zbudować silną pozycję na Litwie. Nie zrozumiała, że upiory i demony przeszłości Polski na Litwie są wciąż żywe i bardzo silne. I mocno podsycane.

Dzisiaj nie ma Polski na Litwie. Polska jako kraj, jako sąsiad, jako partner strategiczny nie jest rozpoznawalna pod żadnym pozytywnym znakiem firmowym. Wręcz odwrotnie. Tym bardziej, że siły, którym zależało na ukazaniu Polski jako kraju absurdu, chaosu i zacofania cywilizacyjnego, okazały się wyjątkowo skuteczne. Polska nic dziś dla Litwina nie znaczy, a na pewno nic pozytywnego. Stąd taki, a nie inny stosunek do polskiej mniejszości. Wciąż jednak do Polaków z Polski z trudem dociera świadomość, że jeśli nawet pozwolą Litwinom zasymilować wszystkich litewskich Polaków, zgodzą się na zamknięcie wszystkich polskich szkół i pozwolą na ziszczenie największego litewskiego marzenia o naturalizacji Wileńszczyzny, to pozycja Polski na Litwie ani na jotę się nie wzmocni. Ani na milimetr. Nie tędy droga.

Negatywne emocje wobec Polski są coraz silniej podsycane. Litwini jednak wciąż trochę się boją użądlić Polskę bezpośrednio, żądlą więc litewskich Polaków. Kłują coraz boleśniej. Negatywnych emocji na Litwie przybywa. Kto je podsyca? W jakim celu?

Odpowiedzi na te pytania powinna szukać polska dyplomacja, która wciąż nie ma pomysłu albo ochoty na rozwiązanie tak zwanego litewskiego problemu. Bo oto w Polsce wciąż nie ma pomysłu na długofalową, przemyślaną i skupioną politykę wschodnią.

http://www.wilnoteka.lt/pl/video/litewscy-polacy-niech-jada-do-polski

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

„Wilia” – to już lat 50 i 5…

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2011

…”naszych strumieni Rodzica”. Jeżeli ktoś przed kilku czy kilkunastu laty prorokował najstarszemu polskiemu zespołowi na Litwie rychły upadek, to jubileusz 55-lecia Polskiego Artystycznego Zespołu Pieśni i Tańca „Wilia” wykazał, jak błędne były te „krakania”. Dwa koncerty w przepełnionej sali na ponad 800 miejsc i brak biletów już na miesiąc przed jubileuszem. Czyżby najgorsze „Wilia” miała już za sobą? Czy też legenda zdała egzamin trwałości w warunkach nie najbardziej sprzyjających – bądźmy szczerzy – folklorowi? A może po prostu Rodzina się rozrasta? Dołączają pokolenia wnuków i prawnuków założycieli zespołu. Czy to oznacza, że z każdym kolejnym jubileuszem coraz trudniej się będzie zmieścić na scenie do rodzinnego zdjęcia, gdy samych „weteranów” na scenę wyjdzie prawie setka?

Skoro już jesteśmy przy 55-leciu, warto przypomnieć:

  • 1948 r. – Tadeusz Sygietyński i Mira Zimińska-Sygietyńska zakładają Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze”
  • 1953 r. – Stanisław Hadyna i Elwira Kamińska powołują do życia „konkurencyjny” Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Śląsk”
  • 1954 r. – w Czeskim Cieszynie powstaje Reprezentacyjny Zespół Pieśni i Tańca „Olza” – pierwszy polski (bo nie „polonijny” chyba…) zespół folkorystyczny poza Polską, naśladujący „Śląsk”
  • 1955 r. – w Wilnie powstaje Polski Zespół Pieśni i Tańca „Wilia” – pierwszy polski zespół za nową wschodnią granicą Polski, do tego na dawnych Kresach. Pierwszy polski zespół artystyczny w ZSRR od chwili odejścia z Armią gen. Andersa (jak też potem gen. Berlinga) oraz wyjazdu w ramach tzw. repatriacji polskich zespołów muzycznych i teatralnych, działających jeszcze na Kresach w latach 1939-1945

Potem były oczywiście dziesiątki innych zespołów, ale tak jak w Polsce niedoścignionym wzorcem pozostały „Mazowsze” i „Śląsk”, tak poza Polską swojej legendy doczekały się ich lustrzane odbicia na Kresach Południowych i Północnych, dwie „rzeki-siostry”, czyli „Olza” i „Wilia”. Początki jednak w obu przypadkach były całkiem różne.

W Cieszynie była to lokalna inicjatywa miłośników folkloru (zarówno polskiego, jak i czeskiego czy słowackiego), zainspirowana pobliskim „Śląskiem”, ale o charakterze wyjątkowo regionalnym, wręcz etnograficznym. W Wilnie była to sprawa polityczna i manifestacja patriotyczna – nie obeszło się bez wizyty w Moskwie, a nawet wstawiennictwa Wandy Wasilewskiej, której pozycja na Kremlu po śmierci Stalina nie była już tak mocna, a jednak…

Na ile „Wilia”, podobnie jak dziennik „Czerwony Sztandar” czy renesans polskiego szkolnictwa na Wileńszczyźnie, była kolejną kartą w grze Moskwy z krnąbrną i wciąż opierającą się sowietyzacji Litwą, a na ile jaskółką postalinowskiej odwilży, przyznającą ostatecznie Polakom Wileńszczyzny prawo bycia Polakami w „wielkiej rodzinie bratnich narodów ZSRR”? Na to pytanie być może kiedyś odpowiedzą bezstronni historycy. Być może nawet wymienią nazwiska tych, którzy wstępowali do zespołu nie tylko dlatego, że w latach 70. czy 80. gromadziła się tu swoista elita polskiej młodzieży Wileńszczyzny, ale też by dorobić się czy wykazać się, pisząc stosowne „raporty” dla odpowiednich służb.

Dziś najważniejsze jest co innego: 55 lat minęło, komunizm legł w gruzach i odszedł do historii, a „Wilia” wciąż tańczy i śpiewa, mimo że wolność i gospodarka rynkowa (czyt. cofnięcie mecenatu państwa) okazały się dla zespołu niełatwym wyzwaniem. A i folklor w tej stylizowanej wersji wydaje się dziś pewnym anachronizmem. Mimo wszystko tak jak „Mazowsze” nie narzeka na puste sale czy brak chętnych do zespołu, tak i „Wilia” – coraz młodsza, coraz większa.

Co prawda z repertuaru wypadły pewne sztandarowe niegdyś pozycje, jak „Pieśń o Leninie” czy żołnierski taniec do „Płynie, płynie Oka jak Wisła szeroka…”, pojawiły się inne – historyczne czy autentycznie ludowe. Na szczęście „Ody do młodości” Mickiewicza nie zastąpiła „Oda do radości” (dziś bardziej poprawna politycznie), a pewne wątki litewskie przypominają o czasach, gdy wymagany był nie tylko kłumpakojis, ale i tańce rosyjskie, białoruskie czy ukraińskie.

Wizytówką „Wilii” (w odróżnieniu od regionalnej „Olzy”) zawsze były jednak polskie pieśni i tańce narodowe – polonezów i mazurów starczało, by wypełnić nimi noworoczny koncert. Przez wiele lat, gdy nie było mowy o jakichkolwiek kolędach poza kościołem trudno było sobie wyobrazić polskie święta w Wilnie bez „W rytmie poloneza i mazura…”, 30 grudnia oczywiście. Tej tradycji akurat szkoda.

Pojawiła się natomiast inna tradycja – niespodzianka w I części jubileuszowego koncertu, która co 5 lat spędza kierownictwu sen z powiek. W drugiej – wiadomo, „złote przeboje”, ale czym tu zaskoczyć publiczność, gdy już inne zespoły wyeksploatowały i tak wciąż mało znany folklor ziemi wileńskiej, a nawet posunęły się do musicali na motywach etniczno-tradycyjnych.

Do tego presja, chyba nawet większa niż przed laty – wtedy można było podpaść władzom, ale publiczność w narodowej ekstazie chłonęła każde polskie słowo, każdy takt. Dziś polskość już nie jest towarem deficytowym, a Jej Wysokość Opinia Publiczna może być bardziej bezlitosna od KGB, bo to rzecz jasna, że od „Wilii” każdy na Wileńszczyźnie jest ekspertem i nic nie ujdzie Krytyce Małego Środowiska. Nawet gdy kapela da plamę…

Ale co tu dużo pisać, przed Państwem dostojny Jubilat, POLSKI ARTYSTYCZNY ZESPÓŁ PIEŚNI I TAŃCA „WILIA”!!!

Zdjęcia: Jan Wierbiel
Montaż: Rajmund Rozwadowski, Paweł Dąbrowski
Współpraca: Beata Bużyńska, Małgorzata Kozicz
Archiwalia ze zbiorów Wacława Baranowskiego, rodziny Gulewiczów oraz archiwum „Wilnoteki”

http://www.wilnoteka.lt/pl/video/wilia-juz-lat-50-i-5

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Muzyka | 1 Comment »