WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 5 kwietnia, 2011

KŁOPOTLIWA SUKNIA JENNIFER LAWRENCE

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Posted in Porady różne | Leave a Comment »

Komiksy Mietka Skalimowskiego o Białej Podlaskiej i okolicach.

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

http://www.skalimowski.pl

Posted in Filmy i slajdy, Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

O Naszej Pani Kodeńskiej‏

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Polski krajobraz terenów położonych dalej na zachód od Wisły budzi we mnie niezmiennie stan zbliżony do depresyjnego. Przyznaję, że nie bywam w tamtych okolicach ani często, ani nawet rzadko, ale te kilka razy pozostawiały mnie niezmiennie w nastroju marnym. Pisałem na tym blogu jakieś dwa lata temu o mojej podróży przez tamte tereny i właściwie wszystko co chciałem na ten temat powiedziec, to powiedziałem już wtedy. Dziś tylko może dodam, że jeśli się od tamtej pory coś zmieniło, to być może pojawiło się więcej przydrożnych reklam, świadczących o tym jak desperacko człowiek próbuje zarobić te parę groszy, sprzedając cokolwiek, gdziekolwiek i komukolwiek.
Nasz przyjaciel LEMMING, który jeździ nie tylko po Polsce, ale w ogóle po świecie znacznie więcej ode mnie, opowiadał tu kiedyś o tych polskich krajobrazach właśnie w tym depresyjnym ujęciu. A więc o tej biedzie, o tym przygnębiającym smutku i o tej w gruncie rzeczy beznadziei wynurzającej się z każdego zakątka, a okazjonalnie otaczanej równie jak ona nędznym blichtrem. Nie wiem, czy kiedy LEMMING jeździ swoim samochodem, to piosenek słucha z podręcznego odtwarzacza, czy ma włączone radio. A jeśli radio, to na jakiej stacji. Ja w ciągu ostatnich trzech dni przewiozłem się te ponad tysiąc kilometrów, patrząc na zachodnią Polskę i słuchając wciąż Radia Zet – Czujesz i wiesz! A więc zdaję sobie sprawę z pewnych tu pułapek, ale – było jak było.
Jak mówię, o Polsce ludzi wykształconych, gospodarnych i majętnych pisałem już dwa lata temu i nie mam ochoty się dalej nad nią znęcać. Zwłaszcza że, jak już to zostało powiedziane – czujesz, więc wiesz. Co można więcej dodać? Ja więc, z okazji tej wycieczki, opowiem o czymś całkowicie z innego świata. Trochę innego fizycznie, bo leżącego dokładnie po przeciwnej stronie naszej Polski, ale też trochę z innego, bo zwyczajnie z innego. Ze świata innego. Opowiem o Matce Boskiej Kodeńskiej.
Kiedy papieżem był Grzegorz Wielki, w swojej prywatnej kaplicy trzymał cudowną figurę Matki Bożej. Jak mówi legenda, figurę tę miał wyrzeźbić św. Łukasz Ewangelista i to właśnie z tej okazji prawdopodobnie Łukasz uznawany jest do dziś za najbardziej ‘maryjnego’ Apostoła. Pewnego razu papież postanowił podarować tę figurę swojemu przyjacielowi bp Leandrowi , a biskup z kolei umieścił ją w sanktuarium w miejscowości Guadelupe w Hiszpani. Stąd dwa tytuły Matki Bożej: Matka Boża Gregoriańska oraz Matka Boża z Guadelupy. Ponieważ kaplica została pozbawiona pięknego wizerunku, na podstawie figury Matki Bożej podarowanej bp. Leandrowi, bp.Augustyn z Canterbury namalował obraz, który został umieszczony w papieskiej kaplicy, i znajdował się tam już aż do czasów Urbana VIII, a w Polsce księcia Mikołaja Sapiehy, zwanego Pobożnym.
Mikołaj Sapieha, właściciel podlaskiej wsi o nazwie Kodeń, budowniczy kościołów – jak się domyślamy, człowiek pobożny i głębokiej wiary – mając 42 lata, podczas budowy jednej świątyń, zapadł na nieznaną i według wszelkich danych, nieuleczalną chorobę. Po paru miesiącach postępującej i wyniszczającej księcia choroby, jego żona Anna namówiła go na pielgrzymkę do Rzymu. Książę, który w młodości studiował w Rzymie i dobrze Rzym znał, na wyjazd się zgodził, a więc przygotowano wyprawę konną, i po dwóch miesiącach wszyscy dojechali szczęśliwie na miejsce, gdzie książę Sapieha został przyjęty przez Urbana VIII. W trakcie audiencji papież zaprosił księcia na mszę do swojej prywatnej kaplicy, i tam właśnie, w ołtarzu tej kaplicy, Sapieha po raz pierwszy zobaczył obraz Matki Bożej, i – krótko mówiąc – pięknie się modląc, doznał cudownego uzdrowienia.
Dziękując oczywiście Matce Bożej za cud uzdrowienia, Sapieha postanowił jednak, że musi cudowny obraz za wszelką cenę zabrać ze sobą do Kodnia. Ponieważ, jak się można było spodziewać, Ojciec Święty nie wyraził na to zgody, wówczas Mikołaj Sapieha, zwany, jak już wspomniałem, pobożnym, wpadł na sposób bardzo niepobożny. Obiecując mianowicie zakrystianowi papieskiemu 500 złotych dukatów, przekupił go, a ten jeszcze tej samej nocy wykradł obraz z kaplicy papieskiej i przekazał go księciu, który natychmiast z obrazem uciekł z Rzymu. Brawurowa ucieczka była niezwykle trudna, bo kradzież szybko wykryto i cała Italia została zmobilizowana dla schwytania zbrodniarza i odzyskania obrazu. Sapieha jednak omijał miasta i drogi, prowadząc swoją zbrojną grupę wyłącznie po górskich bezdrożach Italii, a potem koło Zagrzebia i przez Węgry i Lwów do swoich posiadłości, by ostatecznie umieścić obraz w kościele w Kodniu. Na przyjęcie obrazu 8-tysięczny wówczas Kodeń został pięknie przystrojony wszelkimi dekoracjami, orkiestrami i armatami, a sam obraz został uroczyście wprowadzony, wprawdzie nie do kościoła, ponieważ, jak już wspomnieliśmy, kościół był w budowie, ale do kaplicy zamkowej. Miało to miejsce 15 września 1631 roku.
Oczywiście, kara nastąpiła szybko i była niezwykle okrutna. Ojciec św. Urban VIII rzucił na Sapiehę klątwę kościelną w postaci zakazu wstępu do świątyni, zakazu uczestniczenia w nabożeństwach, zakazu przystępowania do spowiedzi i Komunii św. Książę – jako człowiek bardzo religijny i poboczny – naturalnie bardzo boleśnie przeżył tę karę, ale ani obrazu nie oddał, ani też grzechu nie wyznał. Zamiast tego, dokończył budowy kościoła i pięknie go wyposażył. Wówczas to obraz przeniesiono i umieszczony w głównym ołtarzu. Książę jako wyklęty z Kościoła, oczywiście nie mógł wejść do wybudowanej przez siebie świątyni i choćby bliska popatrzeć na swój obraz, więc jedynie prywatnie wchodził do pomieszczeń nad zakrystią i tylko przez okienko spoglądał na obraz Matki Bożej, i w ten sposób przez to okienko się modlił.
Trwało tak trzy lata. I oto w Sejmie rozgorzała dyskusja związana z tym, że król Władysław IV chciał zawrzeć związek małżeński z jakąś protestantką, co według niektórych groziło Polsce zalewem protestantyzmu. W tej sprawie zabrał też głos książę Sapieha, z wielką mocą przekonywał króla, żeby się opamiętał, a by swoje argumenty skutecznie wzmocnić, zagroził zerwaniem Sejmu. Król ustąpił, protestantkę odprawił, i ostatecznie ożenił się z córką cesarza Austrii, Renatą Cecylią. Wówczas to obecny podczas obrad Sejmu nuncjusz papieski postanowił pomóc księciu. Napisał list do Ojca św. Urbana VIII, prosząc go o darowanie kary i pozostawienie obrazu Matki Bożej w Kodniu. Urban VIII przychylił się do prośby, zdjął karę kościelną i podarował obraz Sapiehom i Kodniowi. Zażądał tylko, żeby Książę Sapieha w ramach pokuty odbył podróż do Rzymu. Książę podjął osobistą decyzję i po modlitwie przed obrazem Matki Bożej, pieszo powędrował 2300 km z Kodnia do Rzymu. W Rzymie został znów przyjęty przez Ojca św. Urbana VIII, ale tym razem obdarowany relikwiami świętych męczenników i wyznawców. Według kronik przywiózł ze sobą do Kodnia około 100 relikwii, które umieścił w kościele. Z biegiem czasu część relikwii została rozkradziona, ale około 60 ocalało i są umieszczone w specjalnych relikwiarzach w bocznym ołtarzu. Ponieważ dokumentacje poginęły, w tej chwili nie wiadomo, jakich świętych relikwie się w kodeńskiej bazylice znajdują, i jedyną dokumentacja potwierdzającą autentyczność relikwii jest dokument dotyczący czaszki św. Feliksa – papieża i męczennika.
Obraz Matki Bożej Kodeńskiej był koronowany koronami papieskimi w roku 1723. Była to trzecia koronacja obrazu na terenach dawnej Polski: pierwsza koronacja koronami papieskimi miała miejsce na Jasnej Górze – 1717, potem w Trokach k/Wilna – 1718 i właśnie w Kodniu – 15 sierpnia 1723 r. Papieskie korony z 1723 są zabezpieczone, natomiast na obrazie Matki Bożej, w roku jubileuszowym 2000 umieszczono już nowe korony.
Ale wracamy do historii. Podczas rozbiorów Polski, car ukarał mieszkańców Kodnia za udział w Powstaniu Styczniowym w 1864, pozbawiając Kodeń praw miejskich oraz likwidując parafię rzymsko-katolicką. Wszystko ze świątyni zostało usunięte, wywiezione i to nieraz bardzo daleko: główny ołtarz do Opinogóry na Mazowsze, pięć ołtarzy do Kadzidła na Kurpiach, duży obraz św. Anny z bocznej kaplicy do katedry w Łomży, oraz pozostałe ołtarze, obrazy do pobliskich parafii. Sam cudowny obraz carscy żołnierze zapakowali do skrzyni i końmi przewieźli do Białej Podlaskiej i potem pociągiem do Częstochowy na Jasną Górę. Tam cudowny obraz Matki Bożej Kodeńskiej przebywał 52 lata w Kaplicy Serca Pana Jezusa w Bazylice Jasnogórskiej. Dzisiaj przy kaplicy Serca Pana Jezusa jest pamiątkowa tablica, zaś w Wieczerniku ołtarz z dużym obrazem Matki Bożej Kodeńskiej na pamiątkę tego pobytu na Jasnej Górze.
Rosjanie świątynię zamienili na cerkiew prawosławną, gdzie przez ponad 30 lat modlili się prawosławni, natomiast wierni katolicy gromadzili się w Kaplicy św. Wawrzyńca na cmentarzu. W 1905 roku prawosławni opuścili tę Świątynię i wówczas w Kodniu pojawił się ksiądz rzymsko-katolicki. W roku 1927 ks. bp Przeździecki, ordynariusz siedlecki, sprowadził do Kodnia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Gdy pierwsi ojcowie przybyli do Kodnia, zastali puste mury tej Bazyliki. Udało im się odzyskać ołtarz główny z Opinogóry, natomiast cudowny obraz Matki Boże ks. bp Przeździecki zabrał z Jasnej Góry, przewiózł do Warszawy, gdzie go odnowiono i umieszczono w warszawskiej archikatedrze.
I oto nagle, kiedy biskup chciał zabrać obraz do Kodnia, mieszkańcy Warszawy zażyczyli sobie, żeby obraz został w Warszawie. Wówczas to, żeby nie było wielkiego zamieszania, zdecydowano o przewiezieniu obrazu na zamek królewski w Warszawie, gdzie już wkrótce, właśnie przed tym obrazem, ks. Prymas Hlond odebrał swój biret kardynalski. Jednak po dwóch jednak miesiącach błąkania się obrazu po Warszawie, ks. bp Przeździecki po cichu w nocy przewiózł Matkę Boską do katedry siedleckiej, gdzie najpierw obraz przebywał przez ponad miesiąc, a następnie, już bardzo uroczyście, przez 6 białych koni w specjalnym powozie, i w towarzystwie tysięcy ludzi, 3 września 1927 roku został przewieziony do Kodnia, a po pewnym czasie został ostatecznie umieszczony w bazylice, gdzie sobie jest do dziś.
Taka to fascynująca historia pewnej wioski nad Bugiem, pewnego świętego obrazu, pewnego cudu i wielu bardzo pobożnych ludzi. Skąd znam tę historię? Stąd mianowicie, że niedaleko Kodnia jest moja wieś i kiedy byłem dzieckiem, do Kodnia jeździłem każdego roku w sierpniu. A więc, podobnie jak moja wieś jest moja, to i Kodeń jest mój. I Matka Boska Kodeńska też jest moja. A więc to jest jeden powód. Drugi natomiast jest już bardziej doraźny. Otóż, jak już informowałem, umarł mój ukochany wujek, i przez te trzy ostatnie dni byłem go żegnać. I oto okazało się, ze ktoś – nie do końca wiemy kto – postanowił, że zostanie On pochowany razem z obrazem Matki Boskiej Kodeńskiej. I tak właśnie pochowany został.
Z moim zmarłym wujkiem mam bardzo wiele głównie dobrych i radosnych wspomnień, ale jedno jest szczególnie mocne. Siedzieliśmy sobie kiedyś – dawno jeszcze bardzo – i patrzyliśmy na nocne niebo. I wtedy mój wujek powiedział do mnie w zamyśleniu: „Nie ma nic. Są tylko te gwiazdy. Poza tym nie ma nic”. Ja wiem, że wśród nas jest wielu takich, kotrzy bardzo by chcieli się dowiedzieć, już na koniec tej historii, że to mój wujek zażyczył sobie, by go pochować z Matką Boską Kodeńską. Ale niestety tego potwierdzić nie mogę. Może to On, a może ktoś z rodziny. Nie wiem. Ale też i wiedzieć nie potrzebuję. Bo to co mnie wzrusza, to właśnie sam fakt i ta wiedza – że bez tych wiosek, tych obrazów, tych cudów i tych ludzi, nie ma w ogóle o czym gadać.
Post Scriptum:
Przepraszam, że zmuszony jestem wrócić do spraw może nie podstawowych, ale niezmiennie i niezmiernie dla nas istotnych. Otóż pewnie nie wiecie, ale – Bóg mi świadkiem, że nie wiem, czemu – luty przyniósł nam radykalne i dramatyczne załamanie procesu wspierania tego bloga. Bardzo więc proszę jeszcze o cierpliwość i zrozumienie. To są, jak już kiedyś o tym pisałem, naczynia połączone. Przy okazji, dziękuję tym wszystkim, którzy wciąż trwają. Oni wiedzą, o kim, i o czym, mówię.

http://www.toyah.pl/

Posted in Filmy i slajdy, Matka Boża, Moja mała Ojczyzna, Religia | 3 Komentarze »

Apel do Polaków

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Wiemy, że rządząca ekipa oraz „elity” III RP wyraźnie dążą do tego, aby pamięć o tym, co stało się 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku uległa jak najszybciej zapomnieniu. Świadczą o tym wydarzenia pod krzyżem na Karkowskim Przedmieściu z nasłaniem na krzyż współczesnych Hunów czy niechęć do postawienia w jakimś godnym i reprezentacyjnym miejscu w Warszawie pomnika poświęconego poległym w Smoleńsku. Takich działań jest znacznie więcej. Dlatego też 10 kwietnia 2011 roku w pierwszą rocznicę tej wielkiej narodowej tragedii wywieśmy w naszych oknach biało-czerwone flagi z kirem.

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Twarzą w twarz – rozmowa z egzorcystą ks. Józefem Tomaselli

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Diabeł istnieje i przybiera różne postacie. Oto pierwsza część rozmów z demonem włoskiego egzorcysty ks. Józefa Tomasellego. Wielokrotnie widział on demona w ludzkiej postaci. Był świadkiem wydarzeń, w które – jak sam powiedział – trudno byłoby mu uwierzyć, gdyby nie przeżył ich osobiście. Tekst przetłumaczony został ze strony www.papanews.it, prowadzonej przez watykanistę G. Barile’a z katolickiego stowarzyszenia „Tu es Petrus”.

Szatan jako ojciec kłamstwa nie jest wiarygodnym partnerem dialogu, dlatego zamieszczona rozmowa niech posłuży tylko ku przestrodze i refleksji nad własnym życiem. (Redakcja)


– Melid, wiem, że chociaż zawsze dążysz do zła, wbrew twojej woli, dzięki Bożemu zrządzeniu możesz też przyczynić się do dobra. Wywiad ten może uczynić wiele dobrego, a ja proszę Boga, aby cię zmusił do odpowiedzi na moje pytania.

– O co ci chodzi, klecho? Nie zapominaj, że mówisz z Melidem! Skąd wiesz, że nazywam się Melid?

– Sam mi to powiedziałeś, podczas naszego pierwszego spotkania. Wiele lat temu. Powiedz mi jednak, Melid, kim byłeś, zanim stałeś się demonem?

– Byłem oficerem na Dworze Anielskim, byłem Cherubinem. Teraz jestem urzędnikiem szatana.

– Dlaczego opuściłeś Raj i spadłeś do piekła?

– On, Najwyższy, powiedział mi i moim towarzyszom, że podda nas próbie. Nie powiedział, że ukarze nas piekłem.

– Na czym polegała owa próba?

– Mieliśmy pogodzić się z tym, że Syn Najwyższego przyjmie ludzką naturę, a my posiadający naturę anielską, która jest o wiele szlachetniejsza od ludzkiej, mielibyśmy oddać Mu pokłon i czcić Go. Lucyfer, który lśnił jak słońce na niebie, zbuntował się: „Jeśli stanie się człowiekiem, nie będę Mu służył, będę ważniejszy od Niego”. Wiele zastępów anielskich podzielało opinię Lucyfera. Wywiązała się walka pomiędzy Michałem i Lucyferem, i nagle spadliśmy do piekielnej otchłani.

– Żałujesz teraz zła, które uczyniłeś?

– Nie bądź śmieszny! On, Najwyższy, nie powinien się tak uniżyć! Nienawidzę i zawsze będę nienawidził Chrystusa, bo z Jego winy jestem w piekle. To niesprawiedliwe! Tylko jeden grzech popełniłem i jestem skazany na ogień wieczny. Wy z wieloma grzechami i to bardzo ciężkimi macie tę Kobietę (Matkę). Żebyśmy my także Ją mogli mieć!

– Wy, demony, nie potrzebujecie snu, odżywiania się, nie czujecie zmęczenia. Jak wykonujecie swoje zadania?

– Wylewając nienawiść na Boga powinniśmy odczuwać przyjemność, a tymczasem to potęguje tylko nasze cierpienie.

– Czy przebywacie zawsze w gorejącej otchłani czy też możecie z niej wychodzić?

– Tylko dzięki przyzwoleniu Najwyższego Lucyfer może wysyłać demony na świat. Ty jako ksiądz wiesz, że wyroki Boskie są niezbadane. Demony krążące po świecie nadal cierpią, ponieważ zawsze znajdują się pod karzącą ręką Boga. Ale krążąc po świecie mogą znaleźć ulgę.

– Rozumiem w pewnym stopniu tę rzeczywistość, ponieważ Jezus powiedział: „Kiedy demon wychodzi z człowieka, idzie w poszukiwaniu odpoczynku”. Poza tym ty sam, Melid, dałeś mi to do zrozumienia, kiedy podczas egzorcyzmu pytałeś mnie: „Powiedz, gdzie mam pójść, a pójdę sobie!” Powiedziałem ci wtedy: „Odejdź na pełne morze i wejdź w jakąś rybę”. A ty na to: „Ja szukam ludzi”. Dodałem więc: „Dlaczego nie chcesz wejść w rybę?” Odpowiedziałeś: „Dlaczego ty nie chcesz odpoczywać w ciele zwierzęcia?”

Błąkając się po świecie możecie, o ile Bóg na to pozwoli, zapanować nad ludzkim ciałem. Dowodem na to są opętani. Kiedy jednak nie możecie zapanować nad ludzkim ciałem, wchodzicie w zwierzęta, jak w Gerazie za czasów Jezusa. Możecie także zapanować nad pewnymi miejscami, szczególnie tam, gdzie odbywają się seanse spirytystyczne, wywołując przerażające zjawiska, dla których ustąpienia są potrzebne specjalne błogosławieństwa kapłańskie…

– Masz inne pytania?

– Dopiero zacząłem. Ponieważ w ciele ludzkim doświadczasz jakiegoś odpoczynku, kiedy więc możesz wejść, uciekasz się do różnych sztuczek, aby w nim jak najdłużej pozostać. Po pierwsze robisz wszystko, aby nie rozpoznano cię i nie egzorcyzmowano z tej osoby. Wybierasz na przykład ludzi, którzy cierpią na jakąś dolegliwość. W ten sposób zamiast zająć się opętaniem, wszyscy koncentrują się na chorobie. Ty boisz się egzorcyzmów i kiedy jesteś zidentyfikowany, próbujesz wprowadzić w błąd kapłanów egzorcystów. Dlaczego wy, demony, wolicie wrócić do piekła, niż znosić egzorcyzmy?

– W piekle cierpienie jest ogromne, ale podczas egzorcyzmów jest ono jeszcze większe. W piekle jesteśmy daleko od Boga. Podczas egzorcyzmów jesteśmy bliżej Niego i cierpienie wzrasta. Podobnie jak w przypadku pieca: im bardziej zbliżasz się do niego, tym bardziej odczuwasz żar z niego bijący.

– Teraz, Melid, zmienimy temat. Wiesz dobrze, że czasami Jezus sam wybiera sobie dusze i wprowadza je w stan mistyczny. Te dusze są batalionem szturmowym przeciwko wam, demonom. Cieszą się one rozlicznymi wizjami niebiańskimi. Cierpią jednakże niezmiernie, ponieważ ratują wiele zagubionych dusz. Wy, demony, znacie te wybrane dusze bardzo dobrze.

– No pewnie, znamy je dobrze i każdą z nich śledzimy w dzień i w nocy. Jeśli Chrystus pracuje w tych duszach na 100 procent, to my wysilamy się w naszych diabelskich zakusach na 90 procent. Uderzamy bezpośrednio w te mistyczne dusze, a pośrednio także w ich kierowników duchowych.

– Przypomnę ci historię jednej duszy, którą prowadzę od 35 lat, męczennicy powołania zakonnego.

Od dzieciństwa Jezus wpoił w nią mocne pragnienie bycia zakonnicą. Kiedy wielokrotnie usiłowała zrealizować swoje powołanie w różnych zakonach, ty poprzez swoje niecne podstępy sprawiałeś, że ze wszystkich wspólnot była bezlitośnie wyrzucana.

Kiedy została już dopuszczona do obłóczyn, uroczystego przywdziania habitu, kilka dni przed tym wydarzeniem obciąłeś jej włosy. Ryt obłóczyn przewidywał obcięcie nożyczkami włosów aspirantce przywdziewającej strój zakonny. Przełożona musiała udawać, że obcina włosy, których przecież nie było. Powiedz, po co obcinałeś te warkocze, które ja do dziś zachowałem na pamiątkę tych wszystkich wydarzeń?

– Pewnego dnia ta dziewczyna dokonała aktu próżności z zachwytu nad swoimi pięknymi warkoczami. Najwyższy pozwolił mi wtedy na obcięcie jej włosów na zadośćuczynienie tego próżnego czynu.

– Ale także i tym razem nie dałeś za wygraną. Dziewczyna znowu musiała opuścić klasztor… Dlaczego tak dręczysz tę osobę?

– Poprzez swoje pełne wyrzeczenia życie wyrywa z moich szponów wiele dusz, a ja nie mogąc temu przeszkodzić, przynajmniej prześladuję ją w dzień i w nocy. Wiem, że Chrystus zwycięży, ale chociaż w ten sposób wyładuję swoją złość.

– Melid, wiem, że masz potężnych wrogów, a są to ci, którzy na co dzień żyją w głębokiej przyjaźni z Bogiem i ich apostolstwo przynosi obfite owoce. Masz też niestety wielu zwolenników. Twierdzą, że nie wierzą w ciebie, ale żyją według twoich wskazań. Przeczą istnieniu piekła i oddają się grzechowi, dążąc jedynie do zaspokojenia własnych żądz. Do innej kategorii twoich sprzymierzeńców należą ci, którzy wchodzą w relację z tobą poprzez seansy spirytystyczne. Pragniesz tego, żeby ci „wywoływacze duchów” wzywali ciebie. Wierzą oni, że w tych seansach wywołują dusze zmarłych, a tymczasem to ty, kłamiąc, odpowiadasz na ich pytania. Masz w tym swój cel, ponieważ chcesz wszystkich ludzi nieustannie okłamywać. Dlaczego?

– Łatwo się możesz domyśleć. Ale nawet jeśli uczestnik seansów jest mało religijny, cudzołoży czy od dawna nie przystępuje do sakramentów, a przez przypadek ma przy sobie jakąś poświęconą rzecz, odwołującą się do Chrystusa czy do tej Kobiety, mojej nieprzyjaciółki, za każdym razem sieję przerażenie wśród tych, którzy wzywają zmarłych.

– Czy wszystkie demony mają taką samą siłę?

– Nie. Chrystus tego nauczał, kiedy zwrócił się do Apostołów, bezsilnych wobec demona siedzącego w opętanym: „Ten rodzaj demonów można zwyciężyć tylko przez post i modlitwę”. Najpotężniejszymi są demony nakłaniające do nieczystości seksualnej, gdyż wtedy zazwyczaj zwyciężamy w walce z człowiekiem.

– Kobiety i mężczyźni mają dar wolności. A zatem jeśli chcemy, możemy odeprzeć każdy z waszych ataków.

– Teoretycznie masz rację, ale w praktyce jest inaczej. Jesteśmy niezmiernie inteligentni, a poza tym znamy bardzo dobrze ludzkie pragnienia. Do każdej osoby umiemy podejść z odpowiedniej strony. Za pomocą nieczystych pożądań zaciemniamy wasz rozum i łamiemy waszą wolę, tak jak ogniem wygina się żelazo. Najlepszym sposobem jest łapanie kobiet i mężczyzn na haczyk „miłości”. Kiedy użyjemy tego „sercowego” chwytu, w 90 procentach przypadków odśpiewujemy pieśń zwycięstwa.

– Jesteście wyspecjalizowani w różnych zadaniach, podobnie jak żołnierze: jedni walczą w powietrzu, inni na ziemi i na morzu. A więc między wami są tacy, którzy pchają ludzi do bluźnierstw z byle drobnostki, inni do nienawiści, ateizmu, kradzieży itd. Sądzę jednak, że o ile większość z grzechów ludzie popełniają niewiele razy, szybko bowiem brzydzą się nimi i odrzucają je, to z grzechem nieczystości jest inaczej. Już po kilku upadkach staje się on nawykiem, bardzo trudno jest się go pozbyć, a ponadto zaczyna on przybierać pozory dobra, zasłaniając się przyjemnością.

– Więc znasz odpowiedź! Wszyscy, którzy są uwięzieni w otchłani piekielnej, znajdują się tam przez nieczystość. Popełniali też inne grzechy, ale zawsze potępiali się przez nieczystość lub trwając w niej.

– Co myślisz o tych wszystkich, którzy żyją niemoralnie?

– Mam nadzieję, że są już zapisani w rejestrze potępionych, a tylko jakaś wielka łaska mogłaby ich z niego wymazać.

– A więc w rejestrze twoich niewolników są także rozwodnicy i rozwódki?

– Najwyższy, przed którym wszyscy muszą być czyści i bez skazy, nie może wpuścić do swojego królestwa tych, którzy żyją na co dzień w grzechu nieczystości. To właśnie ja i moi towarzysze przekonaliśmy przywódców waszych krajów, aby zaakceptowali prawo rozwodowe, bez którego promowany przez nas „postęp cywilizacyjny” byłby niemożliwy. Pierwszymi, którzy zapłacą za to prawo, nazwane przez ciebie niegodnym, a które jest skarbem mojego królestwa, będą jego prawodawcy, odpowiedzialni za grzechy nieczyste osób rozwiedzionych. Karę poniosą także ci, którzy zaakceptowali to prawo.

– Nieszczęśliwi rozwiedzeni, którzy dla krótkiego życia w ulotnych przyjemnościach, cierpieć będą przez całą wieczność tortury, którym ty już teraz jesteś poddany!

Druga część rozmów z demonem włoskiego egzorcysty ks. Józefa Tomasellego.

Tekst przetłumaczony został ze strony http://www.papanews.it, prowadzonej przez watykanistę G. Barile’a z katolickiego stowarzyszenia „Tu es Petrus”.

– Melid, które z grzechów przynoszą ci najwięcej zadowolenia?

– Grzechy rozsiewające skandale, bo wraz z nimi pojawiają się następne. Świat pełen jest skandali, a ja i moi towarzysze trzymamy się blisko tych, którzy ich dostarczają.

– Jezus Chrystus powiedział: „Kto idzie za mną nie chodzi w ciemnościach… Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą; niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą! Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze”. Skoro słowa Jezusa, Zbawiciela i najwyższego Sędziego ludzkości są tak straszne, jak mogą gorszyciele żyć w takim spokoju?

– To proste. Znieczulam ich sumienie. Tak jak chirurg po znieczuleniu pacjenta sprawiam, że nie czują oni żadnej odpowiedzialności przed Stwórcą za swoje czyny i że wszystko wydaje się im dozwolone.

– Jakimi podstępami posługujesz się, kiedy masz do czynienia z osobami prowadzącymi niemoralne życie?

– Wypaczam w ich umysłach przykazania Stworzyciela. Mącąc im wyobraźnię, sprawiam, że patrzą na powściągliwość seksualną jak na coś niewykonalnego w życiu. Po wbiciu im do głowy tego przekonania podsuwam im różne pokusy.

– Myślę, że telewizja jest jednym ze skutecznych środków jakie używasz w swej diabelskiej pracy. Używana w słusznym celu może być źródłem dobra, używana źle, może doprowadzić wielu do nieprawości. W późnych godzinach wieczornych wyświetlane są sceny nieprzyzwoite i perwersyjne.

– Rozpalam ciekawość u dorosłych, młodzieży, a nawet u dzieci, i popycham do zaspokojenia swych niemoralnych pożądań.

– Później będą musieli zdać sprawę Bogu, sędziemu Sprawiedliwemu, wszyscy autorzy tych perfidnych transmisji, właściciele telewizji, a także ci, którzy oglądają te niemoralne programy. Dawniej zło najczęściej zagrażało dzieciom poza ogniskiem rodzinnym, teraz wraz z telewizją weszło pod dachy ich domów. Co możemy powiedzieć o złych filmach? Masa gapiów napełnia się sprośnymi obrazami, a wy, demony, trzymacie ich w piekielnych sieciach i popychacie ich nie tylko do myśli i spojrzeń nieczystych, ale także o wiele dalej.

– Wszyscy oni, jak dobrze to ująłeś, znajdują się w mojej sieci, ale nie zdają sobie z tego sprawy, bowiem są omamieni nieczystymi przyjemnościami. Dostrzegą ją, kiedy będzie już za późno, gdy znajdą się w gorejącym wiecznie ogniu. Myślisz, klecho, że telewizory i filmy są jedynymi narzędziami, którymi posługuję się w celu zapełnienia piekła? Jak pasterz cieszy się widokiem łąk porośniętych obficie świeżą trawą, tak i ja, gdy widzę kobiety wpadające w sidła „nowoczesnej” mody, szczególnie na plażach. Z niecierpliwością my, demony nierządu, czekamy na okres letni, aby jeszcze więcej ludzi związać naszymi sieciami nieczystości.

– Melid, Jezus wyraźnie powiedział: „Jeśli mężczyzna patrzy na kobietę pożądliwie, już zgrzeszył z nią w swoim sercu”. Nieszczęsne kobiety nieroztropne! Któż zliczy grzeszne myśli i pragnienia, które wznieca w rozwiązłych mężczyznach bezwstydna moda? Być może słysząc o wiecznym ogniu uśmiechają się ironicznie, ale ci, którzy poprzedzili je w śmierci, nie robią już tego, płacąc za swoje złe czyny wiecznym potępieniem!

– Aby osiągnąć swój cel, osłabiam autorytet rodziców, którzy w pierwszym rzędzie są odpowiedzialni za nieprzyzwoity sposób ubierania się ich córek. Kobiety ubierające się jak ty to mówisz bezwstydnie utwierdzam w przekonaniu, że nie robią nic złego, skoro prawie wszystkie tak się ubierają. Wzbudzam w tych kobietach przyjemność z bycia oglądanymi i podziwianymi.

– Również dyskoteki i współczesne rytmy są obliczone na wywołanie pożądania seksualnego i przynoszą owoce nieczystości. I ci należą do twojego diabelskiego królestwa. Co więcej, literatura i prasa pornograficzna są trucizną, której używasz do niszczenia dusz.

– Oczywiście! Książki, które wzniecają pożądanie oraz gorszące zdjęcia są moją potężną bronią. Często jej używam. Gdy w nich zasmakują, ludzie nie chcą czytać nic innego, a wtedy łatwo budzić w nich pociąg do rzeczy nieczystych. Pisarze to widzą, i idąc za upodobaniami ludzi z chęci zysku obficie sieją na kartach swoich powieści i artykułów nasiona nieczystości, którymi sami obrastają. Tego typu lektura pobudza zmysły i pragnienie przyjemności w czytelnikach i w ten sposób liczba moich ofiar ciągle się powiększa.

– Powiedz mi teraz, Melid, o taktyce wypaczania ludzkich sumień, przy której pomocy zmieniasz charaktery dzieci na gorsze. W pierwszych latach życia dzieci są na ogół dobre, posłuszne, pilne w nauce, dają się prowadzić rodzicom do kościoła, są komunikatywne, ale jak tylko minie okres dzieciństwa, w miarę wzrastania, odchodzą od sakramentów, lekceważą modlitwę, odczuwają antypatię, a nawet nienawiść do wszystkiego, co religijne.

– Czyżbyś nie był, klecho, w stanie zrozumieć tych wszystkich zmian? Kiedy przeżywa się dzieciństwo, pragnienia są jeszcze zazwyczaj słabe, jakby uśpione. Jak minie okres dzieciństwa, wraz z wchodzeniem w okres dojrzewania człowiek zaczyna odczuwać przebudzenie pożądania. Wtedy wystarczy odciąć go od łaski, która przychodzi wraz z modlitwą, czuwaniem, wstrzemięźliwością i dobrą wolą, aby doprowadzić go do upadku.

– A co mi powiesz o rodzinach? Małżeństwo jest sakramentem i tylko życie w związku ważnie zawartym przed Bogiem może być nośnikiem łaski.

– W rodzinach interweniuję na tysiące sposobów. Ty, klecho, dobrze o tym wiesz. Jak wiele nadużyć moralnych podarowują mi młodzi w swoim przedmałżeńskim życiu! W osiągnięciu tego pomagają mi także ich rodzice, którzy pozwalają młodym przebywać samotnie, zostawiając ich bez nadzoru, szczególnie w godzinach wieczornych, kiedy młodzi wychodzą sobie na spacery lub na przejażdżki samochodem. Wykorzystuję tę chwilę, aby ich doprowadzić do upadku. Rodzice są zazwyczaj zainteresowani tylko tym, aby w dniu ślubu ich córka miała na sobie białą suknię. Wykorzystuję słabość i niewiedzę rodziców, którzy pozwalają córkom wychodzić wieczorami z domu i wracać o dowolnej godzinie. Liczba nieślubnych dzieci powiększa się z dnia na dzień, a to dlatego, że jestem bardzo sumienny i sprytny w wymyślaniu i podsuwaniu pokus.

Także w zawartych po Bożemu związkach działam nieustannie: często udaje mi się sprawić, że rodzice nie chcą zaakceptować nowych dzieci i zabijają je, zanim wyjdą z łona matek.

Ileż razy udaje mi się przez różne podstępy osłabić uczucie panujące pomiędzy małżonkami i skierować serce mężczyzny ku innej, zamężnej kobiecie, albo też lepiej – serce kobiety ku innemu, żonatemu mężczyźnie. Tak więc podsuwając nieczyste pożądania, doprowadzam małżonków do prawnych rozwodów i separacji, zabijając po drodze naturalną miłość rodziców do swoich dzieci.

– Jakie jeszcze inne podstępy masz w zanadrzu?

– Przekonuję ludzi, że separacja małżeńska tylko dawniej była uważana za coś złego, natomiast obecnie wraz z postępem jest rzeczą konieczną, ponieważ sercem nie można rządzić, a wolność osobista nie może być ograniczana przez nikogo. Owoce mojej pracy są naprawdę duże. Dzięki nieczystości, pobudzając ludzkie żądze, prowadzę mężczyzn i kobiety, gdzie tylko zechcę.

– To znaczy do piekła?

– Oczywiście! Jak tylko umrą, będą dzielić mój los, gdzie jest wieczny płacz, wyrzuty sumienia i zgrzytanie zębów.

– Z twoich odpowiedzi można byłoby wnioskować, że cały świat z powodu niemoralnych czynów znajduje się w twoim posiadaniu. W tym świecie jednak oprócz twojego królestwa jest też królestwo Boże. Zło czyni więcej hałasu niż dobro, ale jakże wiele dobra jest w tym świecie także dzisiaj. Nie da się zliczyć tych wszystkich dusz, które poprzez uroczyście lub prywatnie złożoną przysięgę postanowili żyć w czystości. Wiele kobiet i mężczyzn jest gotowych raczej oddać życie niż popełnić grzech nieczystości. Ileż małżeństw zachowuje słuszną powściągliwość w tej materii! Jak wielką chwałę oddają tym samym te wszystkie dusze swojemu Stwórcy. Odnośnie do tych dobrych, zwycięskich w pokusach dusz, powiedz mi, czego najbardziej się w nich boisz i nienawidzisz?

– Dwóch rzeczy: modlitwy i ucieczki od okazji.

– A dlaczego boisz się aż tak bardzo modlitwy?

– Bo jest ona pierwszym krokiem w stronę Boga, wysługuje liczne łaski i trudno jest mi przyciągnąć do siebie kogoś, kto dużo i wytrwale się modli. Wszyscy ci, którzy teraz znajdują się w piekle, nie modlili się albo modlili się mało i niedbale. W sposób szczególny nienawidzę modlitwy kierowanej do tej Kobiety.

Drugą rzeczą, której nienawidzę, jest ucieczka i pogardzanie złymi okazjami. Moi niewolnicy nieczystości nie tylko nie uciekają od pokus i złych okazji, ale sami ich poszukują i z pasją stwarzają nowe.

 

Posted in Religia | Leave a Comment »

Alex Morph – Walk The Edge (Morph Woody van Eyden Remix) HQ

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Posted in Muzyka | Leave a Comment »

Bańka po cziornomu – Andrzej Kołakowski

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Posted in Muzyka | Leave a Comment »

Alex M.O.R.P.H. – Walk The Edge (Alex M.O.R.P.H. B2B Woody Van Eyden Intro Vocal Mix) Video

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Posted in Muzyka, Podróże, POLECAM | Leave a Comment »

Liberalizm platformy, czyli prawda przez wielu już dawno odkryta.

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Tomasz Tomczykiewicz szef klubu parlamentarnego PO był gościem programu Młodzież Kontra 17.10.2010. Podejrzewam, że lwia część użytkowników salonu dwudziestego czwartego widziała to nagranie ale myślę, że warto je pokazać tym, którzy twierdzą, że PO prezentuje nurt liberalizmu. Tomczyszczykiewicz wypiera się tego!

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

Piosenki Na Każdą Okazję – Kazimierz Daczka

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Zbiór piosenek do wykorzystania nie tylko na lekcjach muzyki, ale także języka polskiego czy do przygotowywania polonijnych imprez szkolnych. Materiał opracowany został przez Kazimierza Daczkę, który jest twórcą muzyki zamieszczonych w zbiorze utworów. Piosenki wielokrotnie wykorzystywane były na kursach Polonijnego Centrum Nauczycielskiego i cieszyły się dużą popularnością wśród nauczycieli. Zbiór  „Piosenki na każdą okazję” zawiera piosenki treściowo i muzycznie adresowane dla różnych grup wiekowych o różnej tematyce i stopniu trudności. Proponowane teksty mogą być z powodzeniem wykorzystywane do prezentacji estradowej (dla zespołów piosenki i ruchu, zespołów wokalnych).

Pojedziemy w świat daleki. Piosenki na każdą okazję pdf – cz. 1

Pojedziemy w świat daleki. Piosenki na każdą okazję pdf- cz.2

Posted in Muzyka, Porady różne | Leave a Comment »

Russian Dentist

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

Hi Jack (Witam Jack)

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Z filmu „Panic Mechanic”  Leona Schustera. HEY.

 

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

my pulaki z wileńszczyzny…

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Na puczontek puwiem, czemu cościk takiego powstało, jak ten blog.

Tak co wot: na Wileńszczyźnie mami swoje gaziety, taki jak Kurier Wileński, Wileńszczyzna itd. Ale nima u nas czeguścik takiegu, żeb Wilniuk czytałby po swojemu, w tzw. jenzyku wileńskim. Bądź co bądź jenzyk wileński jest jedyny w swoim rodzaju i musim jegu pilengnować, tak jak język mówiony pilengnuje nasz szanowny Wincuk z Pustaszyszek. Tak co kochanińkie, ta strona bendzi poświęcona nam – Wilniukom! Pujichali!

http://pulakizwilni.blogspot.com/

 

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Moga na pani pułożyćsia?

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Ewa Wołkanowska

Fot. Lemoniada, CC

Lubię czytać blog Eweliny Mokrzeckiej „My pulaki z Wileńszczyzny”, choć pewnie wielu chętnie spaliłoby autorkę na stosie.
Tym razem lekturę felietonu proponuję zacząć od rozmówek wileńsko-polskich: 

– dać mnie kila piczeniów – poproszę o kilogram ciastek,
– wraz ja ruzbiorysia z tobo! – za chwilę spuszczę ci manto,
– ni łamsia – nie poddawaj się,
– my marzli sutki – marzliśmy dobę,
– pu wiela te persiki? – w jakiej cenie są te brzoskwinie?,
– zdnionć piniendzy z karteczki – wypłacić pieniądze z bankomatu,
– nadujadło mnie – znudziło mi się,
– ruzkręćsia – zawróć,
– moga na pani pułożyćsia? – czy mogę pani zaufać?.

W książkach takich wyrażeń nie spotkamy, ale na wileńskiej ulicy – jak najbardziej. Dwa lata temu Ewelina, wilnianka mieszkająca w Warszawie, stwierdziła, że skoro wilnianie tak mówią, najwyższa pora zacząć w taki sposób również pisać, bo „jenzyk wileński jest jedyny w swoim rodzaju i musim jegu pilengnować, bo to kopalnia lingwistyczna. To jenzyk, chtórym cikawie bawicsia”. Tak narodził się blog, który od razu zyskał grupę fanów i rzeszę wrogów.

Ewelina komentuje na nim aktualne wydarzenia dotyczące spraw polsko-litewskich, zdaje relacje ze spotkań, a także udziela wskazówek dotyczących… gramatyki języka wileńskiego. Zwraca uwagę, że „męskie imi zawsze u nas kanczajo się na -a, np. Tomka, Adamka, Jana, Dara, Robka”, oraz że mamy nieskomplikowaną odmianę czasowników: „ja był, ty był, on był, ona była, ono było/była, my byli, wy byli, oni byli”.

Lekkie i zabawne. Ten niewinny blog potrafi jednak niektórych czytelników doprowadzić do dzikiej furii, co można prześledzić w komentarzach lub w dyskusjach na portalach społecznościowych. Dyskutanci zarzucają Ewelinie, że język, w którym pisze, nie ma nic wspólnego z mową wileńską. Ani to gwara, ani to dialekt. Co zatem? Żargon młodzieżowy! Slang wiejsko-uliczny! Zrusyfikowany język białoruski! „Jakiś „ruski” próbuje wmówić nieświadomym, że tak rozmawiają Polacy!” – grzmią przeciwnicy bloga.

Oczywiście, nie wszyscy litewscy Polacy mówią tak, jak pisze Ewelina, ale uczciwie trzeba przyznać autorce, że jest dobrą obserwatorką rzeczywistości. Nie ona wymyśliła takie słowa, jak stecka (ścieżka), siulić (proponować), świnina (wieprzowina) czy tusawatsa (imprezować) – słowa te funkcjonują na wileńskiej ulicy oraz w Sieci. Weźmy choćby popularny portal Facebook. Zaglądam na profile moich znajomych. Co piszą? Rajmund: „Ciekawimsia dokumentyko, bardzo tez chcem robic film o szkole” (Interesuję się filmem dokumentalnym, chcę nakręcić film o szkole), Wiktor: „Ja znowu samy afigienny” (Znowu jestem najbardziej super), Robert: „Ty jak mnie zobaczyl obsiukal sie?” (Narobiłeś w majtki, gdy mnie zobaczyłeś?”), Agata: „Ty zawsze ze swoimi zartami nastoj ludziom podymujesz” (Twoje żarty poprawiają ludziom humor), Ela: „A ty viesz, ty czyms na Lansbergisa smachivajesz” (Jesteś podobny do Landsbergisa), Daniel: „Ja niponial co ty nerwujiszsia” (Nie rozumiem, czemu tak się denerwujesz).

Gdy czytam oszczerstwa rzucane w kierunku Eweliny za to, że ma czelność kaleczyć język polski, to mimowolnie myślę sobie, że jest to po prostu niezgoda na to, że litewscy Polacy nie zawsze mówią językiem Mickiewicza czy Słowackiego. A powinni! Po to, by trwał mit o kraju, gdzie rośnie bursztynowy świerzop, a dzięcielina pała panieńskim rumieńcem. Grzechem Eweliny jest, że ośmiela się zapisywać to, co słyszy, niszcząc tym samym sielski obraz poczciwych wilniuków, w których wielu chciałoby widzieć zakonserwowaną tradycję. A nawet Konwicki pisał: „My Polacy z Kresów posługujemy się językiem polskim swobodnie, troskę o jego poprawność zostawiamy Niemcom i Żydom”.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Moje Wielkie Wileńskie Wesele (2)

Posted by tadeo w dniu 5 kwietnia 2011

Ewa Wołkanowska

Fot. Bark, CC

Dawniej dziewczyna mieszkała z rodzicami aż do dnia ślubu. Gdy pan młody po nią przyjeżdżał, symbolicznie żegnała się z rodziną, domem i gospodarstwem – nieraz z całym znajomym światem. Czy dziś, kiedy młodzi są samodzielni, taki obrzęd ma sens?

Podwileńska wieś, lata 90. Ciotka z domu obok wychodzi za mąż! Na podwórku kręci się sporo osób: krewni panny młodej, chrzestni, sąsiedzi. Muzykanci grają charakterystyczną weselną melodię. Panna Młoda jest w domu, obok przejęta mama i rozchichotane asystentki (w Polsce: druhny). Wszyscy czekają na Pana Młodego i jego świtę. Jedzie! Muzykanci wychodzą na spotkanie, tłum na podwórku się zagęszcza – wszyscy ciekawi. Pan Młody i asystenci wysiadają z identycznych samochodów i rozpoczyna się ceremonia. Rączek całowanie, kłanianie, podziwianie, kwiatów wręczanie, stresowanie. Panna młoda przypina narzeczonemu kwiatek do marynarki. Asystentki figlarnie spogladają na asystentów i po chwili one również przypinają kwiatki.

Stół nakryty białym obrusem, cały orszak weselny i najbliżsi krewni zasiadają i jedzą (choć teraz nie wierzę, by mieli apetyt), i piją (bo muszą). Kilka toastów za młodą parę, pierwsze łzy wzruszenia, radości, żalu za tym, że wszystko mija. A potem część najważniejsza – błogosławieństwo. Młodzi klękają, obraz święty dostają, muzykanci „Serdeczna Matko” grają. Wychodzą! Sąsiedzi wzdychają i machają, bo chłopak dziewczynę z domu rodzinnego do kościoła zabiera.

Warszawa, 10 lat później. Koleżanka ze studiów wychodzi za mąż. Małe mieszkanie w bloku. Panna Młoda już wystrojona, ale Pana Młodego jeszcze nie ma – można więc poszukać czegoś na ząb. Robimy w kuchni kanapki z serem. Dzwonek. Już są! Wchodzi Pan Młody ze świadkiem. „Dzień dobry!” – mówi. „A dzień dobry” – odpowiada przyszła teściowa. „Może herbatę lub ciasteczko? Nie? Trudno… To co, pobłogosławić?” – pyta. Dzwonimy po taksówkę.

I tak ileś razy. Za pierwszym razem, gdy uczestniczyłam w takim „wyprowadzaniu” Panny Młodej z domu, byłam zaskoczona, za drugim – pogłębiający się niesmak i pogardę, za trzecim zaś wszystkim chętnym opowiadałam, jak to się robi na Wileńszczyźnie. Że porządne pożegnanie się z domem jest ważne, że nie może to być zwyczajne „Pa, pa! To my już spadamy!”, że to ma głębszy wymiar i sens. Jak w starej piosence: „Siadaj, nie gadaj, moje kochanie, nic nie pomoże twoje płakanie”, w której Panna Młoda ze łzami w oczach odpowiada: „Jeszcze nie będę z wami siadała, jeszczem się z matką/ojcem/siostrą/bratem/domem nie pożegnała”. Takie pożegnanie ma w sobie sporą dawkę tragedii i pokazuje, że młoda panna na zawsze żegna się z dotychczasowym życiem.

Co zaś mają zrobić te panny, które z rodzicami już dawno nie mieszkają? Powiedziałam wczoraj mojemu narzeczonemu (z Warszawy), że chciałabym być zabrana z rodzinnego domu w tradycyjny wileński sposób. „Zabrać z domu?! Przecież tam nie mieszkasz od dziesięciu lat. Pojedziesz tam tylko po to, bym po Ciebie przyjechał? O co w tym chodzi?” – zapytał.
I co ja mam mu powiedzieć?

http://www.wilnoteka.lt/pl/artykul/moje-wielkie-wilenskie-wesele-2

Moje Wielkie Wileńskie Wesele (1)

Moje Wielkie Wileńskie Wesele (3)

Moje Wielkie Wileńskie Wesele (4)

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Wspomnienia | 3 Komentarze »