WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 1 kwietnia, 2011

Litwini usuwają język polski ze szkół!

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

To nieprawda, że dzieci ze szkół polskich na Litwie nie znają języka litewskiego i dlatego konieczne jest zwiększenie w tych placówkach liczby przedmiotów wykładanych w języku państwowym – powiedział dyrektor polskiej szkoły w Wilnie Adam Błaszkiewicz.

Litwini usuwają język polski ze szkół!

„Jeżeli w jednej grupie będą uczniowie najstarszych dwóch klas szkoły litewskiej i polskiej, nikt nie odróżni, kto tu jest Litwinem, a kto Polakiem. To stwierdzam z całą odpowiedzialnością” – zaznaczył dyrektor gimnazjum im. Jana Pawła II Adam Błaszkiewicz, który kieruje szkołą polską od 26 lat.

Przyznaje, że starsze osoby na Wileńszczyźnie, w wieku ok. 60 lat, które ukończyły szkołę w czasach radzieckich, kiedy język litewski był wykładany jako język obcy, zapytane po litewsku, prawdopodobnie przejdą na język rosyjski, ale „to nie dotyczy obecnej młodzieży”.

Nowelizacja ustawy o oświacie, przyjęta przez Sejm i podpisana przez prezydent Dalię Grybauskaite, przewiduje, że od 1 września br. w szkołach mniejszości narodowych na Litwie, w tym polskich, lekcje dotyczące historii Litwy, geografii Litwy, a także wiedzy o świecie w części dotyczącej Litwy będą prowadzone w języku litewskim.

Władze Litwy twierdzą, że przedstawiciele mniejszości narodowych nie znają wystarczająco dobrze języka państwowego. Dodatkowe lekcje po litewsku mają im pomóc w opanowaniu tego języka.

„Wszystkim mniejszościom narodowym należy pomóc, by ich członkowie stali się równoprawnymi obywatelami, to znaczy, pomóc im w integracji z Litwą” – powiedziała prezydent, uzasadniając podpisanie ustawy.

W ocenie Adama Błaszkiewicza, najbardziej przykre jest to, że „uszczęśliwiają nas na siłę”. „Ktoś uznał, że tak będzie dla nas najlepiej. Nie zapytano nas o zdanie, zlekceważono nasze prośby, postulaty. Czy tak ma wyglądać demokracja i społeczeństwo obywatelskie?” – pyta Błaszkiewicz.

szkołach polskich na Litwie od lat korzysta się nie tylko z podręczników polskich, lecz także litewskich oraz z litewskich pomocy naukowych i ćwiczeń. Obok terminologii polskiej uczy się terminologii litewskiej, bo państwoweegzaminy maturalne, które są jednocześnie egzaminami wstępnymi na uczelnie wyższe, składa się w języku litewskim.

Błaszkiewicz zaprzecza rozpowszechnionemu ostatnio mitowi, że mniejszości narodowe nie chcą uczyć się języka litewskiego i w języku litewskim. Jako przykład podaje własną szkołę, dla której poszukiwał w tym roku dobrego nauczyciela chemii. Zatrudnił Litwina, który „ani słowa nie umie po polsku”. „Zastanawiałem się, jak to będzie. Na razie nie ma narzekań ani ze strony uczniów, ani ze strony nauczyciela” – mówi.

„Nauczanie w języku litewskim obok polskiego w naszych szkołach jest praktykowane od dawna. Nie da się jednak na lekcji geografii nauczyć się języka litewskiego. Litewskiego należy uczyć się na lekcji języka litewskiego. Te 3 mln litów, które rząd zamierza przeznaczyć na dokształcenie naszych nauczycieli od historii i geografii w terminologii litewskiej, niech lepiej przeznaczy na wydanie porządnego podręcznika z litewskiego dla szkół mniejszości narodowych. Nasi lituaniści stają na głowie, by przygotować się do lekcji” – mówi dyrektor polskiej szkoły, podkreślając, że „należy przede wszystkim zwrócić uwagę na jakość nauczania języka litewskiego w naszych szkołach”.

Przypomina, że w polskiej szkole jest tyle samo lekcji z języka państwowego, co lekcji z języka ojczystego – cztery tygodniowo. A w starszych klasach języka litewskiego jest o jedną lekcję więcej niż polskiego – pięć.

„W ostatnich dniach poczułem się jak upośledzony, jak obywatel drugiej kategorii, bo wokoło politycy i media powtarzali, że ja nie znam języka litewskiego i trzeba mnie integrować ze społeczeństwem litewskim” – powiedział Błaszkiewicz.

W jego ocenie stereotyp, że mniejszości narodowe źle znają język państwowy, został stworzony sztucznie i upowszechniony w celu uzasadnienia innej poprawki ustawy o oświacie, przewidującej ujednolicenie egzaminu maturalnego z języka państwowego w szkołach litewskich i szkołach mniejszości narodowych. W ocenie Adama Błaszkiewicza ta właśnie poprawka prowadzi do asymilacji.

„Wszyscy się skupili na tym, iż w szkołach mniejszości narodowych teraz więcej przedmiotów będzie wykładanych w języku litewskim. A nikt praktycznie nie mówi, że zgodnie z nowelizacją ustawy już za dwa lata egzamin maturalny z litewskiego dla wszystkich będzie ujednolicony i tu jest główne zagrożenie dla polskiej szkoły i dyskryminacja mniejszości narodowych” – uważa Błaszkiewicz.

Zaznacza, że „dla uczniów szkół polskich język litewski zawsze pozostanie językiem wyuczonym i nie będą mogli oni na równi konkurować z uczniami szkół litewskich, dla których jest to język ojczysty”. „Przyznają to też nasi lituaniści” – mówi dyrektor.

„Obecnie nasze dzieci nie mają problemów z językiem litewskim, ale będą miały za kilka lat. Minimalna różnica pomiędzy językiem wyuczonym, a ojczystym zawsze pozostanie. Przy egzaminach maturalnych, które są u nas też egzaminami wstępnymi, liczy się każdy punkt, każde pół punktu. Od tego zależy, czy się dostaniesz na studia, czy nie. Czy będziesz miał studia płatne, czy bezpłatne” – wskazuje Błaszkiewicz, podkreślając, że to jest właśnie dyskryminacja mniejszości narodowych.

Przypomina, że „są na Litwie Polacy, których dzieci od pierwszej klasy uczęszczają do szkół litewskich”, ale według niego „już w pierwszym pokoleniu tacy Polacy zostaną zasymilowani”.

„Na Litwie są też Polacy, którzy chcą kultywować swój język ojczysty i pozostać Polakami i do tego powinni mieć prawo” – mówi Błaszkiewicz.

Podpisując nowelizację ustawy o oświacie prezydent Grybauskaite zaznaczyła, że zna „praktycznie wszystkie języki mniejszości narodowych”. Odnosząc się do tych słów, dyrektor polskiej szkoły zaznaczył, że „nie jest obowiązkiem pani prezydent znanie wszystkich języków mniejszości narodowych, lecz troska o mniejszości narodowe jak o równoprawnych obywateli państwa, którym kieruje”.

Z Wilna Aleksandra Akińczo

Na zdjęciu demonstracja przed konsulatem Litwy w Gdańsku z dnia 16.02.2011.

aki/ kar/ jra/

PAP http://szkola.wp.pl/kat,121278,title,Litwini-usuwaja-jezyk-polski-ze-szkol,wid,13279132,page,3,wiadomosc.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Gdy serce bije głośniej od bomb – Krzysztof Pałys OP

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

 

Wiara to nie emocje lub chwilowy infantylizm, ale poczucie sensu i wieczny niedosyt tego świata. Tego się wciąż uczę od wszystkich przyjaciół Jezusa.

„Biorę życie jakie jest, nie przestając się nim cieszyć” – rapował Włodi. Misjonarki Miłości z pewnością nigdy nie słyszały o Moleście Ewenement, większość z nich nawet nie wychowała się w Polsce, jednak słowami Pawła Włodkowskiego można by doskonale streścić ich charyzmat. Żyją w spartańskich warunkach, pracując z ludźmi, którym życie bardzo mocno się porozbijało. Najczęściej nie widzą owoców swojej pracy, a jednak nie przeszkadza im to, by łapczywie cieszyć się światem. Viva Bangladesz! Viva Mexico! Krzyczę na powitanie, a siostry odwzajemniają ogromnym uśmiechem.

Niedziela godzina piętnasta. Msza święta u sióstr Misjonarek Miłości. Zaraz po niej jest obiad. Podopieczni sióstr są osobami nad wyraz szczerymi i autentycznymi. Gdy przed błogosławieństwem życzę smacznego chór złożony z kilkudziesięciu osób odpowiada: „Nawzajem” lub „Dziękujemy”. Gdy raz wspomniałem, że dziś wyjątkowo po ogłoszeniach nie będzie anegdotki, bo nic dobrego mi się nie przypomniało słyszę: „Szkoda” lub zawodzące „Uuuuuuuu”. To prawdziwy Dom Boży, w którym przyjaciele Jezusa czują się jak u siebie.

W ostatnią niedzielę miałem cichą nadzieję na pierogi, więc dyskretnie zapytałem przełożonej czy się załapię. Pierogów nie było, ale zaproszono mnie na bigos. Zrobiła siostra z Indii, widząc mięso stwierdziłem więc, że na pewno jest ono ze słonia i koniecznie muszę spróbować. Siostry się uśmiechnęły, kilku wolontariuszy również, bracia franciszkanie z postulatu momentalnie podchwycili żart, więc w miłej atmosferze konsumowałem polsko-indyjską potrawę. Po kilku minutach czuję, że ktoś puka mnie w ramię. Widzę uśmiechniętą, ale i trochę przejętą ciemnoskórą twarz w biało niebieskim sari. Siostra łamaną polszczyzną stwierdza:  „Fader, to nie jest bigos ze słonia, ale z szynką”. I po chwili dodaje: „Dostaliśmy ją od ludzi dobrych”.

Gdy mam zły humor siostry kalkutanki błyskawicznie go poprawiają. Prawdziwi Izraelici, w których nie ma podstępu.

Wiara to nie emocje lub chwilowy infantylizm, ale poczucie sensu i wieczny niedosyt tego świata. Tego się wciąż uczę od wszystkich przyjaciół Jezusa.

Klasztor jest szkołą, w której uczymy się od Boga jak być szczęśliwym.
o. Thomas Merton OCSO
***

Znajoma psycholog-terapeutka, którą lubię i cenię (na słowo „zacna” dostaje gęsiej skórki, więc tego nie napiszę) zwróciła mi uwagę na wpis: „Zawsze mam wybór”. Odniosła wrażenie, że nadmiernie bagatelizuję skutki traumatycznych doświadczeń życiowych. Jeśli ktoś tak odebrał moje słowa to śpieszę z wyjaśnieniami.

Pracując z osobami uzależnionymi nieustannie przekonuję się, że są takie decyzje, których konsekwencje ciągną się latami i to nie jest tak, że zawsze da się wszystko nadrobić. Jednak uporczywe tkwienie w swojej przeszłości możne zabić nas samych. Możemy wciąż trzymać się uporczywie naszych krzywdzicieli, rozdrapywać swoje zranienia i porażki. Bez względu na wszystko. Przebaczyć nie oznacza oczywiście zapomnieć, ale przychodzi w końcu taki moment, kiedy trzeba powiedzieć „dosyć” i zacząć z Panem Bogiem wszystko od nowa. Wyciągnąć wnioski i pójść dalej.

„Nie rozpamiętujcie wydarzeń dawno minionych, nie roztrząsajcie w myślach dawnych rzeczy” – powie prorok Izajasz. Skupiając się wciąż na słabościach innych ludzi, problemach czy okolicznościach, nad którymi i tak nie panujemy, stajemy się rozgoryczeni, przybierając postawę oskarżającą i w konsekwencji rośnie w nas przekonanie, że sami jesteśmy ofiarami.

Chcesz znaleźć pokój, to przestań osądzać, bo nie znasz ludzkich serc – powtarzali ojcowie pustyni. Wciąż żyjąc ocenami po prostu zadręczymy samych siebie.

Kiedy spotyka nas krzywda, na którą nie mamy wpływu, możemy więc zapytać: „Kto mi to zrobił?”, ale też „Co ja mogę z tym zrobić?”. Droga ciągłego oskarżania jest kierunkiem prowadzącym do zgorzchnienia. Przestajemy widzieć dobro, lecz koncentrujemy się na samym złu. Pytanie drugie jest natomiast momentem na rozwój, na zobaczenie nawet w największej porażce obecności Pana Boga.

Dziś wpadł mi w ręce stary już, ale kapitalny wywiad z biskupem opolskim Andrzejem Czają. „Księżom nic się nie należy” – twierdzi. To słowa do mnie. Każda postawa roszczeniowa zabija w nas umiejętność dostrzegania dobra. Ewangelia jest prosta, ale trochę kontrowersyjna. Im bardziej umieramy dla Jezusa, tym mocniej może On w nas działać. Kto nie doświadczył, nie zrozumie.

***

Zachęcam do przesłuchania utworu warszawskiego rapera Pjusa. Stracił słuch cztery lata temu, teraz słyszy za niego komputer. Zarówno teledysk jak i tekst – poruszający… Ciary na plecach. Nie uwierzę, że nie ma w naszym życiu rzeczy, za które nie moglibyśmy być wdzięczni. Mamy dwie możliwości: wciąż patrzeć na deficyty lub spróbować spojrzeć na zasoby.

BlogKrzysztof Pałys, dominikanin. Stara się głosić Dobrą Nowinę, zajmuje się także tematyką uzależnień, psychomanipulacji, wspieraniem rodziny i socjoterapią.Jest przekonany, że od kiedy Jezus zwyciężył śmierć dla człowieka nie ma już sytuacji przegranych.

Posted in Polityka i aktualności, Religia, Świadectwa | Leave a Comment »

Musisz mieć nabożeństwo do św. Józefa

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

Św. Josemaria tłumaczy, w jaki sposób św. Józef pomaga w poznaniu Człowieczeństwa Jezusa Chrystusa , ponieważ został wybrany przez Boga, żeby być opiekunem Jezusa na ziemi.


 

Posted in Filmy i slajdy, Religia | Leave a Comment »

Krzyż wygrał proces

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

Krzyż nie indoktrynuje, może wisieć w europejskiej szkole – ogłosił Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu

Decyzja zapadła w piątek stosunkiem głosów 15 do 2 przy pełnym składzie Wielkiej Izby Trybunału Praw Człowieka. W ten sposób sędziowie ostatecznie odrzucili oskarżenie państwa włoskiego o to, że przez obecność krzyży w salach lekcyjnych łamie prawo rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z ich przekonaniami oraz prawo dzieci do wolności religijnej.

– Zwyciężyło powszechne odczucie narodów Europy – stwierdził po ogłoszeniu wyroku włoski minister spraw zagranicznych Franco Frattini.

Trybunał uznał, że obecność krzyża w szkołach publicznych nie może być traktowana jako indoktrynacja ze strony państwa. Krzyż – podkreślili sędziowie ze Strasburga – jest symbolem biernym i nie można go porównywać do działalności dydaktycznej nauczycieli, a z samej jego obecności nie wynika obowiązkowe nauczanie chrześcijaństwa.

– Nie spodziewałam się takiego wyroku, gdyż widać było dążenie sędziów pierwszej instancji do pełnego zgłębienia położenia jednostki będącej w mniejszości wyznaniowej – mówi „Rzeczpospolitej” Dorota Pudzianowska z Fundacji Helsińskiej. – Ale można wyroku też bronić, bo sprawa nie jest czarno-biała.

Na decyzję Trybunału Praw Człowieka czekały nie tylko Włochy, które odwołały się od niekorzystnego dla nich wyroku z listopada 2009 roku.

Wówczas sędziowie orzekli, że wieszanie krzyży w klasach narusza prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnym przekonaniem i wolność religijną uczniów. Sprawę wniosła mieszkająca we Włoszech Finka Soile Lautsi, której dwoje dzieci uczęszczało do szkoły państwowej.

Tamten wyrok wywołał w Europie oburzenie. Nie tylko większość Włochów uznała go za zamach na tradycję, drastyczną ingerencję Strasburga w tożsamość europejską, nowy rodzaj nietolerancji ubranej w szaty praw człowieka. Rząd Włoch, który odwołał się od tej decyzji, wsparło dziesięć państw: Armenia, Bułgaria, Cypr, Grecja, Litwa, Malta, Monako, San Marino, Rumunia i Rosja.

– Ten wyrok ma znaczenie więcej niż symboliczne – ocenił kardynał Kazimierz Nycz. Może być istotny przy rozpatrywaniu innych spraw, w których podejmuje się próby „znieważania znaków religijnych czy skazania ich tylko na przestrzeń sakralną”.

Rzeczpospolita

 

Posted in Polityka i aktualności, Religia | Leave a Comment »

Błogosławieństwo Świętego Patryka

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

Błogosławieństwo Świętego Patryka pps

Posted in Filmy i slajdy, Religia | Leave a Comment »

Nietypowy Przegląd Katolickiej Prasy – Fronda.Tv

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

Tomasz P. Terlikowski mówi dziś o prasie katolickiej

 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Godzina Miłosierdzia z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

Posted in Filmy i slajdy, Filmy religijne, Miłosierdzie Boże, Religia | Leave a Comment »

NIE WSZYSCY BĘDĄ ZBAWIENI

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

 

Bardzo ciekawa rozmowa o zbawieniu, niebie, piekle i Miłosierdziu Bożym.

W tej rozmowie zawarte są według mnie trzy ważne informacje:
1. Piekło istnieje.
2. Jest wieczne. Mylą się te osoby, które uważają, że kiedyś Bóg piekło zlikwiduje.
3. Bóg każdego pragnie zbawić (ale nie na siłę, wbrew wolnej woli człowieka) i nikogo nie skazuje na piekło. Wyboru nieba lub piekła, dokonuje sam człowiek już tu na ziemi.

NIE WSZYSCY BĘDĄ ZBAWIENI

Posted in Filmy i slajdy, Religia | Leave a Comment »

Istnienie zła

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

Istnienie zła pps

Posted in Filmy i slajdy, Religia | Leave a Comment »

Listy starego diabła do młodego – Lewis Clive Staples

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

 

Listy starego diabła do młodego

Lewis Clive Staples _ Listy starego diabła do młodego pdf

Posted in Książki (e-book), Religia | Leave a Comment »

Nic nie może się zdarzyć, jeśli nie chciałby tego Bóg…

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

motto

Św.Thomas More (Św. Tomasz Morus)

Św. Tomasz More w jednym z listów do ukochanej córki Małgorzaty przed swoją męczeńską śmiercią pocieszał córkę właśnie tymi słowami.
Ileż w tych słowach jest wiary, ile zawierzenia w moc Bożej Opatrzności!. Stwierdzenie to oznajmia nam, że wszystko co stworzył i daje Bóg jest najlepsze, chociaż czasem mogłoby się nam wydawać, że Bóg nas nie kocha, daje innym wiele dobrego a na nas spadają tylko same nieszczęścia. Natomiast tak nie jest, Bóg robi wszystko co najlepsze dla nas, przecież nas stworzył, obdarzył nas wiarą, nadzieją, miłością, tylko my poprzez swoje życiowe tragedie uważamy, że Boga nie ma lub że robi wszystko przeciwko nam. To nieprawda, Bóg robi to wszystko dla naszego dobra, pomimo że czasami wydaje nam się w danej chwili, że gorzej już być nie może, że aktualna sytuacja jest najgorsza z możliwych. Ponieważ Bóg inaczej widzi niż my, chce zawsze tylko naszego dobra, ale z innej perspektywy, z perspektywy życia wiecznego dla nas. Powinniśmy wierzyć i ufać, że wszystko co Bóg stworzył i wszystkim czym nas obdarza jest dla nas dobrem. Bóg nigdy nie jest przeciwko nam, nawet gdy grzeszymy.

Posted in Religia, Uncategorized | 1 Comment »

Jesús, sálvanos: Misericordia, Padre Nuestro, para Japón

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

http://gloria.tv/?media=137764

Posted in Miłosierdzie Boże, Muzyka, Muzyka religijna, Religia | Leave a Comment »

Do tego doprowadziła mnie bioenergoterapia

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

Mam 46 lat, jestem szczęśliwym mężem i ojcem trójki dorosłych już dzieci. Wywodzę się z rodziny, w której ojciec był prawie niewierzący, matka zaś próbowała nauczyć mnie jakichś podstaw religijnych. Zostałem ochrzczony i przyjąłem Pierwszą Komunię św. – i to było w zasadzie wszystko, na czym się przez długi czas opierałem. Potem przyszły lata młodzieńczego buntu, które oddaliły mnie od Kościoła. Moje życie stało się puste. Ponieważ byłem osobą poszukującą, starałem się Boga znaleźć – ale nie szukałem Go tam, gdzie powinienem. Zacząłem się mianowicie interesować ruchem New Age i całą związaną z nim ideologią. Czyli były to tomy newage’owskiej literatury, którą bardzo chętnie pochłaniałem. Było to w latach 70., kiedy tego typu publikacje zaczęły się dopiero pojawiać na rynku w Polsce. Ta literatura doprowadziła do wielkiego zamieszania w moim życiu duchowym. Bóg przestał być dla mnie Bogiem osobowym, a zaczął mi się jawić jako jakaś kosmiczna energia – wszystko we wszystkim. To z kolei doprowadziło mnie do tego, że łatwo przyjmowałem różne ideologie, nawet te pochodzące z innych religii.

W tym czasie na mojej drodze pojawiła się miłość, potem żona, następnie dzieci, no i różne problemy, które życie rodzi – czyli choroby dzieci, choroby żony, różne trudności… Człowiek stara się temu zaradzić, szukając różnych sposobów. Ja, niestety, poszedłem w stronę bioenergoterapii… Pojawił się wówczas w moim życiu pewien radiesteta, który stwierdził, że skoro moja rodzina ma jakieś problemy zdrowotne, to trzeba skorzystać z bioenergoterapii, ponieważ wg niego jest duża możliwość uzdrowienia w ten sposób całej rodziny. Dałem się namówić na taki bioenergoterapeutyczny zabieg, skorzystała też z niego moja żona i dzieci. Po tych seansach ów bioenergoterapeuta stwierdził, że mam bardzo silne predyspozycje, żeby się w tym kierunku rozwijać. To oczywiście bardzo mi się spodobało, no bo czemu nie, skoro mógłbym pomagać sobie i rodzinie, i jeszcze innym ludziom? Kierowały mną jak najbardziej pozytywne pobudki, nie chciałem nikomu szkodzić.

Od tego momentu zacząłem jeszcze bardziej zgłębiać ezoteryczną literaturę i poszedłem na okultystyczne kursy. Najpierw zrobiłem kurs reiki pierwszego stopnia, potem drugiego stopnia, jeszcze potem kurs masażu tybetańskiego; otarłem się też o szamanizm i różne pokrewne dziedziny. Bo to już potem tak idzie: jedno z drugim się łączy i człowiek, jeżeli się zetknął z jedną rzeczą, zaraz stara się szukać jeszcze czegoś więcej. Wówczas nie widziałem w tym, co robię, niczego złego; przez pewien czas nawet utrzymywałem się z bioenergoterapii. Wydawało mi się, że pomagam w jakiś sposób ludziom, że idę w dobrym kierunku, bo ludzie mieli jakieś pozytywne doznania podczas moich zabiegów. Ja sam potrafiłem na przykład rozpoznawać emocje i myśli ludzi, których dotykałem. Miałem też doznania typu wyjścia poza ciało i jakieś podróże astralne.

Różne dziwne rzeczy się wtedy działy w moim życiu; wszystko to bardzo mi się podobało i imponowało mi. Było to coś nowego, ciekawego, ponad naszą codzienną szarzyznę. Szukałem dalej… Wkrótce przyjąłem nawet tzw. schronienie buddyjskie -jest to taka inicjacja buddyjska, kiedy to obcinają kosmyk włosów, który potem jest odwożony do Indii i spalany tam przy ołtarzu wg specjalnego ceremoniału. Dostałem również buddyjskie imię. Wszystkie nowości pojawiające się na rynku ezoterycznym starałem się jak najszybciej przyswoić.

Na płaszczyźnie duchowej coraz bardziej oddalałem się od Kościoła, nigdy zresztą nie byłem osobą, która by jakoś szczególnie do Kościoła lgnęła (pójście na Mszę św. było dla mnie wówczas niepotrzebnym wydarzeniem). Mam jednak bardzo wierzącą żonę, która bardzo chciała, żebym uczestniczył we wszystkich nabożeństwach i żył życiem sakramentalnym, no i usilnie mnie do tego zachęcała. Broniłem się przed tym, gdyż coraz dotkliwiej odczuwałem jakiekolwiek wejście do kościoła. Na początku były to różne nieprzyjemne myśli, złe samopoczucie, a potem to nawet słyszałem wewnątrz świątyni stek wyzwisk. W końcu doszło do tego, że miałem nawet problem, żeby dotknąć wody święconej. Wszystko to jest naprawdę trudne dla takiego człowieka, jakim w tamtym okresie byłem. Czułem wówczas przejmującą pustkę, związaną z brakiem osobowego Boga, bo dla mnie w tym czasie -jak już wspomniałem – Bóg był energią. A wiadomo, że trudno rozmawiać z energią, trudno zwrócić się do energii…

Nasze życie rodzinne powoli zamierało, stopniowo traciłem kontakt z dziećmi. Także moja relacja z żoną była coraz gorsza. Niemalże doszło do rozwodu i utraty moich najbliższych. To jest kolejna sfera negatywnego wpływu bioenergoterapii…

I jeszcze jeden aspekt jej niszczącego oddziaływania – stan mojego zdrowia. Robiąc zabiegi osobom z poważnymi schorzeniami, typu nowotwory, przejmowałem jak gdyby ich dolegliwości. I to do tego stopnia, że aż traciłem przytomność z bólu; wywoziła mnie karetka, robiono mi serię badań, po których lekarze stwierdzali, że zupełnie nic mi nie jest. Okaz zdrowia…

Zacząłem mieć depresję w połączeniu z myślami samobójczymi. Bywały okresy, że praktycznie nieustannie miałem tego rodzaju myśli. Czułem bezsens swego życia, zupełnie nic nie miało dla mnie wartości… To stało się tak mocne, że na przykład jadąc samochodem, niemal cały czas miałem ochotę skręcić pod nadjeżdżającego tira czy w przydrożne drzewo. To naprawdę było bardzo silne -zupełnie tak, jakby mnie ktoś namawiał: „Zrób!”, „Skręć!”, „Uderz!”… Bez przerwy taka nachalna, destruktywna myśl. Kiedy już naprawdę sobie z tym nie radziłem, przyszła myśl: „Panie Boże, ratuj!”. I Pan Bóg zareagował.

Widocznie wystarczy jedno westchnienie, żeby Pan Bóg odpowiedział na naszą prośbę. W tym momencie ułożył pewien cykl zdarzeń mnie dotyczących. Pierwszą rzeczą było działanie mojej żony. Potem się dowiedziałem, że żona moja od kilku lat modliła się w intencji mojego nawrócenia.

W tym akurat czasie były w naszej parafii rekolekcje. Miał je prowadzić pewien kapłan zakonnik i żona namawiała mnie, żebym poszedł. Ja mówię: „Wiesz co, nie będę chodził na takie rekolekcje, bo kolejny ksiądz będzie mówił o aborcji itp. rzeczach. Mnie to nie interesuje. Ja nikogo nie zabiłem i nie zabiję. To mnie kompletnie nie interesuje”. Ale ona mnie namawiała dalej. W końcu pomyślałem: „Zrobię to dla ciebie i pójdę”.

Podczas tamtych rekolekcji pierwszy raz w życiu usłyszałem słowo Boże głoszone z mocą. Ten zakonnik mówił z tak wielką mocą, z tak wielkim przekonaniem, że po prostu jego słowa były jak rylec, który ryje w sercu. On wierzył w to. co mówił, i żył tym. To był dla mnie punkt zwrotny. „Jednak coś w tym wszystkim jest” – pomyślałem. Takie było moje przeświadczenie: „Coś w tym wszystkim jest. Muszę dalej szukać”.

Potem była następna wyreżyserowana przez Boga akcja. Mianowicie moi znajomi poprosili mnie. żebym pojechał z nimi do Częstochowy na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie. We Mszy tej miała posługiwać Wspólnota Przymierza Rodzin „Mamre”. Na początku moja rekcja na tę ich prośbę była niechętna: „Bez sensu, po co ja tam pojadę? Będę stał parę godzin w jakimś ciasnym albo zimnym kościele…”. Ale mój stan psychiczny był już wówczas tak zły, że w końcu powiedziałem: „Dobra, najwyżej stracę kilka godzin”. Wziąłem całą rodzinę: żonę i trójkę dzieci, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Częstochowy.

Tam, na miejscu, zobaczyłem działanie Pana Boga z mocą. Tam też po raz pierwszy w życiu spotkałem osoby posługujące darami, np. prorockim. Jedna z tych osób skierowała do mnie następujące słowa: „Słuchaj, nie wiem, czy mogę ci to powiedzieć, bo to są bardzo trudne słowa”. Odpowiedziałem: „Mnie jest wszystko jedno, możesz mówić, co chcesz”. No i usłyszałem takie oto słowa: „Jeżeli się nie nawrócisz, to zginiesz ty i cała twoja rodzina”. Pomyślałem sobie: „Spoko. Ja mogę zginąć, jest mi wszystko jedno, ale rodzina.i dzieci – nie. Muszę coś z tym zrobić”. Pytam więc dalej, co mam robić. „Nawróć się! Idź do modlitwy! Idź i proś Pana Boga o przebaczenie!” – usłyszałem w odpowiedzi. Poszedłem więc do modlitwy wstawienniczej. To też była dla mnie zupełna nowość. Powiedziałem, z czym przyszedłem: że to są jakieś zniewolenia, prawdopodobnie powstałe na skutek bioenergoterapii, i może wypadałoby się z tego uwolnić. Te osoby na to stwierdziły: „Nie, z takimi rzeczami trzeba pójść do kapłana. Prószę się ustawić do kolejki do księdza”. Tak zrobiłem. Kiedy jednak przychodziła moja kolej, kapłan przechodził do innej kolejki. I tak biegałem od kolejki do kolejki. Pan Bóg robił sobie ze mnie żarty… Mówię więc do tej osoby, z którą wcześniej rozmawiałem: „Nie mam możliwości dostać się. Spotkanie już się kończy. Jeżeli możesz, spróbuj pomodlić się nade mną”. Ona na to mówi: „Mam tutaj znajomego księdza i siostrę zakonną. Chodź, pomodlimy , się razem”. Poszliśmy do tej zakonnicy. Siostra popatrzyła na mnie i mówi: „Nie, ty nie byłeś u spowiedzi. Idź i najpierw się wyspowiadaj, a potem możesz przystąpić do modlitwy wstawienniczej”.

Wróciłem z tego spotkania z myślą, że trzeba się ratować. Pytałem, co mam robić dalej. Poradzono mi, żebyśmy próbowali się modlić całą rodziną. To był dla mnie nowy etap życia, bo nigdy dotąd nie modliliśmy się razem. Nie modliliśmy się z dziećmi, nie modliliśmy się wspólnie, a po tej pierwszej Mszy św. w Częstochowie byliśmy w stanie usiąść razem wieczorem i pomodlić się. Było to naprawdę niezwykłe przeżycie – wspólna modlitwa z dorastającymi dziećmi i z żoną… Potem codzienna, wieczorna, wspólna modlitwa, która zaczęła nas jednoczyć. Zaczęły się budzić na nowo relacje pomiędzy nami. I to był kolejny etap mojego uwalniania i uzdrawiania.

Kolejna Msza św. w Częstochowie po miesiącu. Przyjeżdżamy całą rodziną i nie ma problemu � od razu podchodzimy do kolejki, w której jest ksiądz. Kiedy kapłan zaczął się nade mnąmodlić, nastąpiły pierwsze – że tak powiem – efekty specjalne. Ksiądz zapytał mnie wtedy, jak się czuję. Odpowiedziałem, że chce mi się z tego wszystkiego śmiać – i faktycznie zacząłem się śmiać, to było jakieś takie poza mną. Na to ksiądz mówi: „Modlimy się dalej!”. I proszę sobie wyobrazić, że następuje kolejna faza modlitwy, a ja zaczynam szczerzyć zęby jak pies i warczeć! Człowiek jednocześnie obserwuje to, co się z nim dzieje, a nie jest w stanie nad tym zapanować. To był po prostu szok! Mówię sobie: „Co się ze mną dzieje?! Już chyba całkiem zwariowałem!”. Ksiądz się dalej modli… Ja stoję, coś się we mnie trzęsie, warczy, a ja obserwuję siebie jakby z zewnątrz. Po pewnym czasie modlitwy ksiądz zaczyna mówić słowa, że na imię Jezusa musi się ugiąć każde kolano istoty niebieskiej, ziemskiej i podziemnej. W tym samym momencie zostaję rzucony na kolana. To nie było tak, że się przewróciłem czy się potknąłem – zostałem pchnięty z tak wielką siłą, że wylądowałem na klęczniku jak taki maleńki pyłek pchnięty niesamowitym podmuchem. Padłem na klęcznik, ale przy tym mocnym uderzeniu miałem wrażenie, jakbym wpadł w poduszki. Czułem opiekę jakiejś wielkiej istoty, która mnie kocha. Kapłan modlił się dalej. Odczułem ulgę i wtedy to nastąpił kolejny zwrotny punkt w moim życiu – wyrzekłem się wszystkich sił demonicznych, z którymi wcześniej wszedłem w kontakt. Zacząłem patrzeć na swoje życie z innej perspektywy.

I kolejny etap – rozpoczęła się walka duchowa. Bo z jednej strony miałem cały czas pokusy, żeby wrócić do tego, co robiłem wcześniej, a z drugiej – wiedziałem, że nie mogę tego zrobić. Potrzebne było przewartościowanie całego swego życia. Musiałem na przykład spalić ok. 50 kg literatury okultystycznej, powyrzucać wszystkie wahadełka, różdżki, wszystkie tego typu przedmioty, których używałem w pracy. Musiałem też zmienić środowisko. Miałem znajomych bioenergoterapeutów, którzy niestety skończyli w różny sposób. Część z nich poumierała na choroby, z których uzdrawiali innych. Bardzo wiele osób z tych, które znałem, skończyło tragicznie. Te, które żyją, mają różne problemy i też tak jak ja kiedyś są zaślepione i nie potrafią dostrzec, w czym uczestniczą.

Kolejną istotną rzeczą, jaka miała miejsce w moim życiu, były rekolekcje ewangelizacyjne Wspólnoty Rodzin Przymierza „Mamre”. Tam uczyłem się od początku życia chrześcijańskiego, zasad i prawd wiary. Jednocześnie byłem uwalniany przez księdza w serii modlitw przy udziale wspólnoty. Jednak gdy już miało dojść do kulminacyjnej modlitwy o uwolnienie, nie byłem w stanie wyjść o własnych siłach z pokoju. Siedziałem w pokoju i gdyby nie żona, która mnie praktycznie wywlokła stamtąd, to w ogóle bym chyba nie wyszedł. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której człowiek wstaje, chce iść do drzwi, a nogi mu się same odwracają w drugą stronę i idzie w przeciwnym kierunku! W takich momentach demon ujawnia się tak, że człowiek nie panuje nad własnymi reakcjami, nad własnym ciałem, nad tym, co robi. Modlitwa trwała ok. 1,5 godziny i połączona była z niesamowitymi efektami: w pewnym momencie drzwi i okna w kaplicy zaczęły trzaskać, a psy na podwórku się rozwyły. To była scena żywcem wyjęta z horroru! Po tamtej modlitwie czułem się jak po olbrzymim, ekstremalnym wysiłku sportowym; byłem cały obolały, ale szczęśliwy, bo w końcu poczułem, że coś złego ze mnie wyszło. Czułem po prostu pokój, ulgę i wielką radość, że nareszcie jestem wolny i że panuję nad swoim ciałem. Do tego właśnie doprowadziła mnie bioenergoterapia. Nie chciałbym tu powiedzieć, że bioenergoterapeuci są złymi ludźmi – oni po prostu ulegają złej ideologii. Człowiek, chcąc zrobić coś dobrego przez tego rodzaju działalność, wikła się sam i szkodzi innym ludziom, bo wkracza w sferę, której Pan Bóg nam nie udostępnił.

Na koniec pragnę powiedzieć, że Pan Jezus jest niesłychanie miłosierny i dobry. W moim życiu pozmieniał tak wiele, że nie da się tego wszystkiego opowiedzieć; między innymi oprócz uwolnienia mnie od skutków bioenergoterapii uzdrowił mnie z licznych chorób, przede wszystkim z depresji. Chwała Panu!

W tej chwili żyję życiem sakramentalnym i moja obecność w Kościele jest dla mnie rzeczywistością dającą mi siłę do dalszego działania.

Krzysztof  1-2009

 

Posted in Porady różne, Religia | Leave a Comment »

ŚWIĘTY AUGUSTYN, ŚWIĘTY TOMASZ Z AKWINU 303 PYTAŃ I ODPOWIEDZI

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

E- book zawiera 190 stron. Składa się z trzech pozycji książkowych. Św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu, Kardynał Newman. Jest tozbiór pytań i odpowiedzi zadawanych wieki temu, jak się okazuje pytania aktualne są i dzisiaj.

ŚWIĘTY AUGUSTYN, ŚWIĘTY TOMASZ Z AKWINU 303 PYTAŃ I ODPOWIEDZI

Posted in Książki (e-book), Religia | Leave a Comment »

NOWY TESTAMENT z komentarzem

Posted by tadeo w dniu 1 kwietnia 2011

Produkt

E-book w PDF, zawiera 762 stron, jest to przekład z języków oryginalnych wraz z komentarzem opracowany przez Zespół Biblistów Polskich z inicjatywy Towarzystwa św. Pawła. Po e-booku można poruszać się na dwa sposoby, bezpośrednio ze spisu treści i po przez zakładki.
Cechy przekładu,
– tłumaczenie wierne tekstowi oryginalnemu,
– język zrozumiały dla dzisiejszego odbiorcy,
– zwięzłe wprowadzenie do większych zbiorów (np. do Ewangelii), a oprócz tego wprowadzenie do każdej Księgi, pozwalające czytelnikowi uchwycić kontekst jej powstania i istotę zawartej w niej treści.

NOWY TESTAMENT z komentarzem. pdf

Posted in BIBLIA, Książki (e-book), Religia | Leave a Comment »