WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 16 lutego, 2011

Beztalencia?

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Beztalencia?

Marcin Mroczek i Rafał Mroczek

Bracia Mroczkowie to najsłynniejsi bliźniacy w Polsce. Od lat występują w „M jak Miłość”. I właściwie to chyba wszystko. Poza tym przyjmują męskie pozy do zdjęć.

Ich talent aktorski jest mocno dyskusyjny. Niektórzy nie mają odwagi nazywać ich aktorami. Zamiast tego używają określenia „drewniany chochoł”. Czy słusznie? Pozostawiamy to do Waszej oceny…

Zobacz więcej:  http://kobieta.wp.pl/gid,13134701,img,13134745,kat,26405,title,Beztalencia-Tom-Cruise,galeriazdjecie.html

 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Celebryci bez matury

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Duże zarobki i medialny splendor – oni to osiągnęli, pomimo tego, że nie mają nawet matury. Zobacz, którzy celebryci swoją edukację zakończyli po szkole średniej

Ci celebryci nie mają nawet matury

Andrzej Wajda nie napisał matury przez wojnę

Ci celebryci nie mają nawet matury

Matury nie ma prezydent Lech Wałęsa

Edyta ma wreszcie stronę www, Michał Pieściuk, newspix.pl

Niewiele osób wie o tym, że Edyta Górniak uczęszczała do technikum ogrodniczo-pszczelarskiego. Jej rodzina chciała, aby Edyta po szkole pracowała w kwiaciarni. Talent sprawił, że wybrała karierę wokalną.

Buntownik

Buntownik

Matury nie posiada Zbigniew Hołdys, lider legendarnego Perfectu. Muzyk zdecydował się rzucić szkołę w czasach kryzysu politycznego w marcu 1968 roku. Miał wtedy 17 lat. Któregoś dnia po prostu zdecydował nie pójść do szkoły.

Zobacz więcej:http://www.fakt.pl/Ci-celebryci-nie-maja-nawet-matury,artykuly,96278,1.html

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2009/12/27/gwiazdy-bez-matury/

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

PO NIE MA POMYSŁU. Wszystko co robią to bajkopisarstwo:

1.Elektrownie atomowe 2020

2.Szybka kolej 2020

BRAKUJE TYLKO ZAŁOGOWEJ WYPRAWY NA MARSA w 2030

I TO BY BYŁO PRAWDZIWE PODSUMOWANIE SPOSOBU DZIAŁANIA TEJ FORMACJI.

 

Posted in Polityka i aktualności, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Kontrowersyjny gadżet polskiej prezydencji

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Ministerstwo Spraw Zagranicznych zamówiło 6200 zestawów drewnianych kręcących się zabawek – „bączków”. Taki pakiet ma być wręczany jako promocyjny prezent w czasie polskiej prezydencji w Unii Europejskiej – poinformowało radio RMF FM.

W zamówieniu na stronach MSZ czytamy, że „bączki posłużą jako upominki artystyczne polskiej prezydencji, wręczane na spotkaniach organizowanych zarówno w kraju, jak i zagranicą”.

Polska to młody duch Europy. Kraj z energią i gotowy do zmian – to oficjalny przekaz MSZ na temat przesłania, które wraz z bączkami ma trafić do unijnych urzędników.

 

Elżbieta Jakubiak, posłanka PJN, w rozmowie z Moniką Olejnik stwierdziła, że wybór „bączka” na gadżet-symbol polskiej prezydencji w Unii Europejskiej jest „jakimś marzeniem z dzieciństwa. – Ktoś zinfantylniał bardzo – dodał.

– Jest jakiś problem infantylizmu w polskiej polityce. Ja nie rozumiem idei, bo za wszystkim powinna być jakaś idea. Że kręcimy się wokół własnej osi, to jest ta idea? – zastanawiała się posłanka w Radiu Zet.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/kontrowersyjny-gadzet-polskiej-prezydencji,1,4185760,wiadomosc.html

 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Cień Rosji – rozmowa z Markiem Nowakowskim

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

– Wszystkie gesty i posunięcia polskiego rządu osiągają odwrotny skutek – pogardę Rosjan, przekonanie, że polska państwowość nie ma żadnej siły i można ją przydeptać. Odradza się wielkopańskie nastawienie do kraiku zależnego, łaszącego się, skundlonego – ocenia pisarz Marek Nowakowski w rozmowie z Krzysztofem Świątkiem.

 

– Po wielu miesiącach pozorowanego dochodzenia, poznaliśmy treść raportu MAK w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Rosja odsłoniła swe oblicze?

– Nad Polską zawisł cień Rosji. On raz niknie, a niekiedy olbrzymieje. Dokuczliwa jest cała brudna historia rozgrywająca się od tragedii – te procedury, opóźnienia, losy wraku, oskarżenia przy braku dowodów, pozorna życzliwość Rosjan…

– …przy czołobitności naszych polityków…

– …ciągłych rewerencjach, życzliwości, frazesach o harmonii. Tak to trwało miesiącami i w końcu puenta – raport MAK-u, w którym strona rosyjska zupełnie pominęła ów baraczek z kontrolerami lotu w środku. A ludzie w tym baraku byli odpowiedzialni za naprowadzanie na właściwy kierunek.

– Pominięto też wątek konsultacji kontrolerów z wyższymi czynnikami.

– Czołobitność polskiej polityki, o której pan wspomniał, zaczęła przybierać postać parodystyczną. Podkreślanie przyjaźni, która jest atrapą przyjaźni, jeśli popatrzeć na konkrety. Zamiast niej ośmiesza się Polskę w raporcie MAK – sugerując, że pijany generał naciskał na pilotów. Taka wiadomość poszła w świat przy wykorzystaniu wspaniałej sprawności PR-u czy innego sraru. Łup ten raport w świat i zaraz cytaty w prasie światowej.
– Ale cień Rosji wisi nad nami od wieków.
– Żeby to zrozumieć, warto sięgnąć do wydanej nie tak dawno książki Władysława Zambrzyckiego „W oficynie Elerta”. Ukazuje prapoczątek stosunków polsko-rosyjskich. Do Warszawy czasów króla Jana Kazimierza przyjeżdża poselstwo moskiewskie. To czas wojen szwedzkich, potopu, Chmielnickiego i kozaczyzny, Tatarów. Wszystko naraz, Rzeczpospolita płonie. Obce wojska ją przemierzają, ale jakoś z tej zapaści, osuwiska udaje nam się wydobyć, choć jesteśmy słabi. Na czele poselstwa stoi Grigorij Puszkin, historyczne nazwisko ze starego rodu bojarów. Chce spotkać się z królem, złożyć wyrazy przyjaźni. Zambrzycki kreśli wspaniały opis XVII-wiecznego poselstwa – ogromny tabor, wozy potocznie zwane karosami, bojarzy na koniach, ogromny przepych.
Na marginesie – powieść ukończył Zambrzycki w ’59 roku, ale nawet nie myślał, by dawać ją do wydawnictwa w PRL-u, bo wiedział, że nie będzie zgody na wierne, czyli wszechstronne i wieloznaczne przedstawienie Rosji. Wydana została dopiero niedawno decyzją rodziny. Powieść oparł na relacji XIX-wiecznego historyka Ludwika Kubali, a ten z kolei – na dokumentach z XVII w. Fascynujące są detale dotyczące zwyczajów i sposobów negocjacji. Zambrzycki przedstawia je jako rzetelny pisarz prawdy historycznej. Okazuje się, że już wtedy Rosjanie byli mistrzami pokrętnej gry. Z jednej strony okazują serdeczność, uniżenie, biją pokłony, prawie walą łbami w posadzkę, a nagle stają się agresywni i chamscy. I tak na przemian – raz są buńczuczni, to znów pokorni. Olśniewają przy tym przepychem, wystawnością strojów. Dwór królewski daje im kwaterę w Kawęczynie. Pierwsza czynność Rosjan – starannie i gęsto obudowują kwaterę palisadą. Tworzą zamknięty świat, by nic nie wychodziło na zewnątrz. Tajemnica, zasłona.

– To budzi skojarzenia z ambasadą radziecką. Też otoczoną wysokim murem, z pałacem, w którym nie wiadomo, co się działo.

– Przed laty znany polski reżyser mówił mi, że jego zdaniem pod tym gmachem są ogromne podziemia i tajne więzienia… Wracając do Zambrzyckiego, Rosjanie na świeżo mieli jeszcze w pamięci króla Władysława IV i jego zwycięstwo w wojnie z Moskwą. Celem poselstwa było uzyskanie zapewnienia o wieczystej przyjaźni, ale chcieli też wybadać słabość Polski, wycieńczonej wojnami z Turkami, Szwedami, Kozakami. Zachowały się relacje bywających w Moskwie polskich wysłanników. Charakterystyczny opis Rosjan: „Słowa nie dotrzymują, do pijaństwa skłonni. Żarcie proste, tłuste, czosnek, kalarepa, suchary, mięsiwo i kapusta. Żona od męża cierpi posłusznie, za znak miłości to poczytuje. Najzacniejszy wśród nich bojar, wysoki rangą, chłopem carskim znać się chce za honor”, czyli wobec cara czuje się najmarniejszym z chłopów. „Religia tych Rusów gruba, a duchowieństwo ciemne, czytać nie umieją” – tak relacjonują bywalcy w Rosji.
Świetną mieli dyplomację – węszycielską. Wiedzieli, że Polska jest zmęczona wojnami i konwulsjami wewnętrznych rokoszy, zmagań z Bohdanem Chmielnickim, który jako doskonały wódz był trudnym przeciwnikiem walczącym z Polakami na czele kozaczyzny. Dlatego Rosjanie chcą zbadać, na ile można wejść w miękkie podbrzusze. A przy okazji załatwiają drobne interesy, handlują. Mają ogromną liczbę skórek sobolowych – to był luksusowy na całą Europę artykuł futrzarski z tajg i puszczy. Futra sobolowe stanowiły oznakę bogactwa. Można też było je wręczyć jako łapówkę. Rosjanie rozchodzą się też po Warszawie prywatnie i niektórzy – udając erudytów – trafiają do oficyny wydawniczej Elerta. Czytają, piszą, a szczególnie interesują ich książki będące relacjami ze zwycięskich wypraw Władysława IV.
Ze strony króla Jana Kazimierza rokowania prowadzi kanclerz Jerzy Ossoliński – jego prawa ręka. Rosjanie najpierw kłaniają się, ale szybko wpadają we wściekłość. Pytają, dlaczego w hramocie, którą król do nich wysłał, poprzestawiał tytuły cara, co stanowi zniewagę. I rozpoczynają litanię pretensji – zarzucają, że różni polscy wielmoże obrażają cara, mówią o Rosjanach uwłaczające ich godności rzeczy. Szczególnie źle ma się zachowywać książę Jeremi Wiśniowiecki – słynny z wojen kozackich. Pienią się, uważają, że Moskwa ma prawo czuć się obrażona. Polska wykonuje kolejny ruch – król wydaje ucztę na zamku. Tam o wieczystej przyjaźni zapewnia głowa poselstwa – Puszkin. Znów kochają króla, ale uznają, że obelgi polskich wielmoży wymagają jakiejś rekompensaty, np. oddania przez Polskę Smoleńska i innych utraconych grodów, które sobie przywłaszczyła w wyniku łupieżczych wojen, a które należą do rdzennej Rusi. Albo domagają się ukarania śmiercią złych wielmoży.

– Jak kończą się negocjacje?

– Pijaństwem. Rosjanie rozłażą się po mieście – do lupanarów, na Stare Miasto, zaczynają się zabawy w zamtuzach z ladacznicami. Ich finałem są bijatyki, musi interweniować straż miejska. Tłuką lustra i pewien bywały w Rosji Polak komentuje: „Tak już jest, że pijany Moskal dojrzawszy w szkle swe oblicze w szaleństwo wpada”. Po kilku dniach pojawia się nowy punkt w negocjacjach – straszliwa obraza wynikająca z książek. Okazuje się, że ci rzekomi erudyci wyszukiwali wszystko, co było o Rosji obraźliwego i teraz żądają przeprosin i spalenia nieprawomyślnych książek. Odpowiada cierpliwie kanclerz Ossoliński, wytrawny dyplomata: „U nas książki wolno wydawać i nie wyrażają one opinii króla, dworu, państwa polskiego. To prywatne opinie tych, którzy piszą”. Członkowie poselstwa nie mogą tego zrozumieć: „I polski król o tym nie wie albo na to pozwala?”. Sądzą, że to wykręt polaczków. I tak trwają rozmowy, opisywane niezwykle sugestywnie przez Zambrzyckiego. Moskwa napiera agresywnie, a król w tym czasie negocjuje z Tatarami krymskimi, którzy stanowili ciągłe niebezpieczeństwo – raz stawali się sojusznikiem, innym razem – wrogiem. Tym razem szala przechyla się na naszą korzyść – przyjeżdżają wysłannicy chana krymskiego z pokojem dla Polski. Rosjanie muszą więc podkulić ogon. Przekonują się, że orda tatarska jest już w sojuszu z Polską i na nic się zdadzą próby wyszarpania Smoleńska i innych ziem. Kanclerz Ossoliński na oczach Rosjan wyrywa z kilku książek stronice zawierające obraźliwe ich zdaniem fragmenty i wrzuca w ogień. Polacy się śmieją, bo gest ma wymiar symboliczny, a zarazem groteskowy. I Rosjanie odjeżdżają.

– Czyli to jest moment w historii, kiedy cień Rosji jest mniejszy, a nasza pozycja silniejsza.

– Zabliźnialiśmy rany, ale mieliśmy dość siły, by dźwignąć się po nieszczęściach potopu.

– A jaka jest nasza dzisiejsza pozycja?

– Chyba gorsza niż za Jana Kazimierza. Odczuwalna jest miękkość naszych elit rządzących. Nie wiem czy ci, którzy mówią dziś o przyjaźni z Rosją, sami w nią wierzą czy to tylko atrapa w ich myśleniu. Dominuje mentalność postkolonialna. Ten kontredans amorów z Rosjanami stawia Polskę w rzędzie kraiku-kolonii, państwa zależnego od wielkiej łaski możnych. Warto przypomnieć teorię Róży Luksemburg, która uważała, że Polska nie ma racji bytu, bo jest słaba. Dlatego proletariat trzech zaborów musi się złączyć z proletariatem Austrii, Rosji i Niemiec i doprowadzić do rewolucji.
Sięgnąłem ostatnio do dziennika z okresu rewolucji Zinaidy Gippius, kiedy bolszewicy dochodzą do władzy, obalają rząd tymczasowy i następuje pożoga. Jaka tam jest ślepa potrzeba przywódcy! Taką rolę uzyskuje w końcu Lenin. Bolszewicy zaszczepili przekonanie, że każdy człowiek jest niczym, jednostka to pył, a dopiero całość tworzy mityczną potęgę Rosji. Taką świadomość mieli Rosjanie – my niczym, my raby boże, ale razem jesteśmy wielką potęgą, tworzymy Ruś priekrasną! Moc, która świat powali na kolana! I Lenin to wykorzystał. To był człowiek zachodu, całe lata przybywał w Londynie, Zurychu, Paryżu. Chyba lepiej znał miasta zachodniej Europy niż rosyjskie. Bliższe były mu obce języki niż dialekty rosyjskie, a chłopa nie widział do czasów rewolucji przez lata. Ale umiejętnie wsączył teorię marksistowską w tę ciemną siłę Rosji. Wiedział, że trzeba zaszczepić najpierw kilka haseł, kodów, które Rosjan ożywią. Pierwszym hasłem był pokój, bo w końcowej fazie I wojny światowej rosła niechęć do wojaczki. Po drugie – ziemia dla chłopów. A czy on im dał ziemię? Trzeci kod – mityczny powrót do wspólnot, o których pisał Sołżenicyn, kiedy chłopi mieli wspólną ziemię, dzielili się nią. Pradawne komuny. I w końcu Lenin rzucił hasło: cała władza w ręce rad. Chłopi mieli się zbierać i radzić. Takie było podłoże rewolucji. A potem inny car nastał – Stalin. I tak się dzieje do dzisiaj. Miniaturowy car to Putin.

– Ta potrzeba cara – wodza narodu w duszy rosyjskiej. Nawet jak źle się dzieje to nie wina cara, tylko złych bojarów, którzy go otaczają.

– Zachowały się relacje zesłańców z powstania listopadowego, opracowane przez historyka Jana Kieniewicza, syna znanego historyka Stefana. Tam jest opis jednego zesłańca, który już przebywa nie w katordze, a na osiedleniu przymusowym na Syberii. Nadchodzi wiadomość o śmierci któregoś z carów rosyjskich. I prosta kobiecina z bidnej chaty gdzieś w bezkresie tajgi wyznaje mu, że tak to przeżyła, że czekała na dniach końca świata. Bo umarł car, pomazaniec Boży – bóg na ziemi dla ludu rosyjskiego. Skoro umarł car, to musi nastąpić koniec świata. I czekała dzień po dniu na straszliwy kataklizm, kiedy cały świat pójdzie w niwecz.
Idąc literackim ciągiem skojarzeń, w „Zapiskach z domu umarłych” Dostojewski przedstawia sylwetki rosyjskich katorżników, skazanych w większości za złodziejstwa, mordy, pospolite, najgorsze przestępstwa, którzy uznają, że tak musi być – żyjemy jak raby boże, nad nami jest car, on naszym władcą absolutnym i nie mamy innych spraw. Są masą, z fatalistyczną pokorą znoszą cierpienia. Denerwują ich Polacy, którzy mają jakąś wyższą sprawę. Bo jacy to byli polscy zesłańcy? Skazani za powstania, za opór przeciw Rosji. I dla Rosjan było niepojęte, że Polacy mają jakąś nadrzędną sprawę.

– Przez ostatnie 20 lat dominowała w Polsce orientacja prozachodnia. Nawet postkomuniści parli do NATO i UE. Teraz widać serwilizm wobec Rosji, z którego nic nie wynika. Nie dość, że opublikowano upokarzający dla Polski raport MAK, to Rosjanie próbują wyeliminować ze swojego rynku polskich przewoźników. Nasi politycy ocierają spodnie na kolanach, a Polska jest poniewierana.

– Może potwierdza się dość trzeźwa i wcale nie nowa prawda polityczna, że słabe państwo chcące dobrych stosunków z silnym krajem, nigdy ich nie uzyska i zawsze będzie od mocarstwa zależne. Wszystkie gesty i posunięcia polskiego rządu osiągają odwrotny skutek – pogardę Rosjan, przekonanie, że polska państwowość nie ma żadnej siły i można ją przydeptać. Odradza się wielkopańskie nastawienie do kraiku zależnego, łaszącego się, skundlonego. Żadnych konkretów – w odpowiedzi na naszą otwartość – ze strony rosyjskiej nie ma. Stały refren o swobodnej żegludze po Zalewie Wiślanym to parodia. Najpierw było embargo na mięso, teraz próby odebrania licencji polskim przewoźnikom. Niedługo wejdą i będą decydowali co może być drukowane w gazetach – jak w historii opisanej przez Zambrzyckiego. Co w tej książce napisano? – zapytają. Trzeba ją wycofać i na przemiał. A co ten powiedział? Trzeba go wtrącić do więzienia. Za Stanisława Augusta rządzili ambasadorzy rosyjscy – Repnin, Sievers, Igelström. Oni byli królami i decydowali. I może okażą się znowu potrzebne osławione więzienia pod sowiecką ambasadą, w których Rosjanie będą umieszczać tych, którzy im się nie spodobają.

http://lubczasopismo.salon24.pl/forum2011/post/278963,cien-rosji-rozmowa-z-markiem-nowakowskim

 

 

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

Gwiazdy odwracają się od Tuska; „PO to obciach”

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

(fot. PAP)Gdyby Lech Kaczyński rzucił jeden z wielu ‚dowcipów’ Bronisława Komorowskiego, zostałby rozjechany na miazgę

Dotychczas gwiazdy stały murem za premierem Donaldem Tuskiem. Czy zaczną się od niego odwracać? Czy Platforma przestała być atrakcyjna dla „wykształciuchów”? – Minęła moda na Platformę, pojawiły się ciekawsze, alternatywne partie. Szpanem jest ich wspieranie, podczas gdy głosowanie na PO to obciach – komentuje w rozmowie z Wirtualną Polską ekspert ds. marketingu politycznego Tomasz Łysakowski. – Odwrót celebrytów może doprowadzić do przewrotu na polskiej scenie politycznej – prognozuje z kolei dr Norbert Maliszewski z Uniwersytetu Warszawskiego.

„Moja cierpliwość się wyczerpała – już na Was nie zagłosuję”

Szerokim echem w mediach odbił się list szefa „Playboya” Marcina Mellera do polityków Platformy Obywatelskiej. W opublikowanym na Facebooku tekście, dziennikarz nie zostawił na PO suchej nitki. „Niestety muszę Was poinformować, że moja cierpliwość się wyczerpała i w najbliższych wyborach na Was nie zagłosuję. Nawet straszak w postaci powrotu PiS-u do władzy już na mnie nie działa” – informuje w liście. Meller podpisał się pod nim jako „były wyborca”.

Jakie są jego zarzuty wobec PO? Rozjuszyło go przede wszystkim umieszczenie na listach wyborczych do sejmu skompromitowanych tzw. aferą hazardową polityków, m.in. Mirosława Drzewickiego. „No to dajcie jeszcze ‚Rycha’, ‚Zbycha’ czy jak się ci panowie nazywają” – ironizuje. Dziennikarz oburza się także, że nieudolni jego zdaniem ministrowie Cezary Grabarczyk i Bogdan Klich nie zostali wyrzuceni z rządu. Trzecim zarzutem Mellera wobec PO jest sprawa OFE. Dziennikarz wspomina też o inwigilacji dziennikarzy na niespotykaną dotąd skalę. Bulwersują go także liczne językowe „wpadki” prezydenta Bronisława Komorowskiego. „Gdyby Lech Kaczyński rzucił jeden z wielu ‚dowcipów’ Bronisława Komorowskiego, zostałby rozjechany na miazgę, ale w przypadku tego Prezydenta Wam to nie przeszkadza” – zauważa.

Gwiazdy odwrócą się od Tuska?

Czy po tej demonstracji Mellera gwiazdy polskiego show-biznesu odwrócą się od PO? Tomasz Łysakowski ocenia, że list dziennikarza to tylko jeden z wielu krytycznych głosów, które rozlegają się w tym środowisku od pewnego czasu. – Platforma nie jest już partią modną, przestała być atrakcyjna dla wyborców. Już podczas wyborów prezydenckich nie głosowano na kandydata PO Bronisława Komorowskiego ze względu na jego osobiste przymioty, ale wyłącznie dlatego, że jego kontrkandydat był gorszy, bardziej „obciachowy” – mówi. I dodaje: –

Głosowanie na PO to obecnie wiocha, co prawda mniejsza niż poparcie PiS, ale zawszeTomasz Łysakowski

Głosowanie na PO to obecnie wiocha, co prawda mniejsza niż poparcie PiS, ale zawsze.

„Wykształciuchy” zniechęciły się do PO

– Cała atrakcyjność PO brała się z braku alternatywy. Tymczasem okazuje się, że istnieją „inne opcje”: SLD zaczyna odrabiać starty, na horyzoncie pojawiło się PJN.

Platforma z każdym dniem traci swoją ponętność i powabTomasz Łysakowski

Platforma z każdym dniem traci swoją ponętność i powab – mówi Łysakowski. Strach przed PiS-em skutecznie mobilizował wyborców wokół Platformy, ale z czasem ta trwoga spowszedniała. Maliszewski zwraca uwagę na inne powody obojętnienia wyborców na wdzięki Platformy – jej sympatycy zbyt długo musieli czekać na zapowiadaną ofensywę i „wiosenne porządki” w rządzie, które miał przeprowadzić premier.

Maliszewski zauważa, że duża część wyborców Platformy to tzw. wyborcy aspirujący. – Są oni wrażliwi na odwracanie się elit od premiera Donalda Tuska.

Manifestacja Mellera może być kolejnym czynnikiem, który zachwieje poparciem dla PlatformyNorbert Maliszewski
Manifestacja Mellera może być kolejnym czynnikiem, który zachwieje poparciem dla Platformy – stwierdza. W 2007 r. „wykształciuchów” zniechęcił do siebie Jarosław Kaczyński, kpiąc z ich potrzeby awansu. – Tusk wydawał się ich dobrze rozumieć, obiecując drugą Irlandię. Czy więc zatracił społeczne wyczucie? – zastanawia się ekspert. Wypowiedź Mellera, może zdaniem eksperta, wytworzyć wrażenie, że premier Tusk nie należy już do świata „salonu”, którego symbolem sącelebryci

– Popularność PO opiera się na podziale społeczeństwa: my jesteśmy nowocześni, modni, pragmatyczni, a oni – PiS – to nieprzewidywalni, obciachowi radykałowie. Jeśli ten podział przestałby obowiązywać, to mogłoby dojść do przewrotu na scenie politycznej – przewiduje Maliszewski. Jego zdaniem w najlepszym dla PO wypadku okaże się, że powtórzy się scenariusz z wyborów samorządowych, kiedy część sympatyków tej partii pozostała w domu.

Łysakowski ocenia, że w Platformie widać wyraźne pęknięcie na obóz Tuska i Schetyny. Mocno przyczynia się ono do słabnięcia tego ugrupowania w sondażach, a nawet może doprowadzić do jego klęski w nadchodzących wyborach. – Żadna partia w Polsce nie wygrała wyborów dwa razy z rzędu i wszystko wskazuje na to, że Platforma podzieli ten los – mówi ekspert.

Joanna Stanisławska, Wirtualna Polska

 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Warto rozmawiać 22.12.2010 – życie, miłość, śmierć, życie wieczne

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Goście: Paweł Milcarek (publicysta), Maciej Pawlicki (producent i krytyk filmowy), Maciej Bodasiński (reżyser), Tomasz Terlikowski (publicysta) i Bolesław Piecha (poseł PiS, lekarz).

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Niepokonani – Eleni

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Gwiazda polskiej estrady – Eleni opowiada Krzysztofowi Ziemcowi o tragedii, która dotknęła ją ponad 16 lat temu. Na początku 1994 r. jej wówczas 17-letnia córka Afrodyta nie wróciła ze szkoły do domu. Dwa dni później, w lesie nad Jeziorem Powidzkim, 50 km od rodzinnego domu w Poznaniu, odnaleziono ciało dziewczyny. Zginęła od kuli wystrzelonej przez jej byłego chłopaka, z którym zerwała miesiąc wcześniej.

Wszystkie odcinki – zobacz więcej:

 Niepokonani – Krzysztof Ziemiec

http://www.tvp.pl/publicystyka/tematyka-spoleczna/niepokonani/wideo

Posted in Filmy i slajdy | Leave a Comment »

Funkcjonariusz SB w służbie III RP? 15.02.2011

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Dokładnie rok temu MSZ skierował Tomasza Turowskiego do ambasady w Moskwie. To on czekał 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku w Smoleńsku. Dziś okazało się, że od połowy lat 70 był agentem wywiadu PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa działającym m.in. w Watykanie.

Dlaczego człowiek, który donosił komunistom na Papieża zrobił w III RP karierę dyplomaty? Dlaczego właśnie on przygotowywał wizytę prezydenta w Katyniu?

Goście: prof. Tadeusz Iwiński (SLD), Grzegorz Kostrzewa-Zorbas (były dyplomata), prof. Andrzej Zybertowicz (socjolog) i Cezary Gmyz („Rzeczpospolita”).

http://www.tvp.pl/publicystyka/tematyka-spoleczna/warto-rozmawiac/wideo/funkcjonariusz-sb-w-sluzbie-iii-rp-15022011/3981052

Posted in Afery i przekręty, Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Boję się ludzi którzy „kochają” psy….

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Na pewnym portalu przeczytałem opis. Otóż w Kanadzie zdarzyła się rzecz bardzo przykra. Cyt:

„Psy rasy husky, które przewoziły turystów na saniach podczas igrzysk olimpijskich w Vancouver zostały rozstrzelane. Powód? Utrzymywanie zwierząt przy życiu było nieekonomiczne.

Około setka psów została zabita przez pracownika firmy turystycznej. Decyzja o zastrzeleniu zwierząt zapadła, ponieważ po igrzyskach olimpijskich zmalało zainteresowanie turystów przejażdżkami saniami ciągniętymi przez zwierzęta „
Faktycznie, można było zwierzęta sprzedać, uśpić, wypuścić (głupi pomysł), sprzedać na aukcji internetowej etc… Ale kanadyjscy kowboje rozprawili się z problemem bronią palną wyjętą z bagażnika auta. Najprościej jak można tylko sobie wyobrazić.  Pracownik niedostrzelone psy podobijał. Bardzo to smutne, ale przecież codziennie zabija się tysiące świnek, które są inteligentniejsze od psów, tysiące cielaczków, krówek i miliony brojlerów aby z ich resztek (grzebieni, łapek, kuprów..) można było robić pyszne Fat-Czikeny w barach szybkiej obsługi. A śmierć psa, czy cielaczka to wszak to samo… Pod wpisem o zabiciu 100 psów pojawiło się 70 zaangażowanych komentarzy. Słowem niespotykanie dużo!! Przy czym są to w większości komentarze epatujące agresją i mściwym radykalizmem.

Obok jest notka o innym zajściu. Cyt:Co najmniej 102 osoby zginęły, a ponad 300 zostało rannych w fali zamachów, która w poniedziałek przetoczyła się przez Irak. Był to najbardziej krwawy dzień w tym kraju od początku roku.Największy atak miał miejsce na parkingu fabryki tekstylnej w Hilli. Gdy z zakładów wychodzili robotnicy po zakończeniu zmiany, wybuchły dwa samochody-pułapki. Na miejsce przybyła policja i karetki, wówczas doszło do trzeciej eksplozji.”

Całość okraszona zdjęciem przerażonych irackich robotnic, które pozostały przy życiu…

Ilość zaangażowanych komentarzy potępiających terrorystę = ZERO

 

Kolejna notka:W szpitalu zmarła kolejna ofiara samobójczego zamachu bombowego na moskiewskim lotnisku Domodiedowo; liczba ofiar śmiertelnych zamachu wzrosła do 36 – poinformował w środę rosyjski resort zdrowia.W zamachu przeprowadzonym 24 stycznia na lotnisku Domodiedowo rannych zostało ok. 180 osób, z których 114 wciąż przebywa w szpitalach – podały rosyjskie władze medyczne.Do tego wielkie zdjęcie zrozpaczonych rodzin, znicze, wszędzie kwiaty, na twarzach rozpacz….

Ilość zaangażowanych komentarzy potępiających terrorystę = ZERO

Podsumowanie:

100 zabitych psów wygenerowało lawinę 70 zaangażowanych radykalnych komentarzy,

138 zabitych i 480 okaleczonych ludzi nie spowodowało żadnej(sic!) reakcji…

Słowem ilość zaangażowanych komentarzy potępiających zabijanie ludzi: ZERO

http://frycz.pl.salon24.pl/278905,boje-sie-ludzi-ktorzy-kochaja-psy

Ps.

Polecam bardzo pouczający komentarz JKM-a w tej sprawie: Kanada śmierdząca lewicą – a ponieważ jest krótki to cytuję go tu w całości:

Jak wiadomo (nie wszystkim) pieniądz łagodzi obyczaje. Jedni mówią: „Życia ludzkiego nie wolno przeliczać na pieniądze” – a drudzy je przeliczają. I dlatego w średniowieczu nawet podczas wielkich bitew ginęło nieraz tylko kilkudziesięciu albo nawet kilku (!!) rycerzy – z tej prostej przyczyny, że za jeńca brało się OKUP.

Sieć trzęsie się od informacji o tym, że w Kolumbii Brytyjskiej firma Howling Dogs Tours z Whistler kazała p.Bobowi Fawcettowi zaszlachtować setkę zbędnych psów zaprzęgowych. Ludzie piszą o okrucieństwie – a ja mówię: „Wszystko dlatego, że w Kanadzie nie ma kapitalizmu”.

Zdrowego psa rasy husky daje się sprzedać co najmniej za $100. Sto psów – to $10.000. Żaden kapitalista w kapitalizmie nie wyrzuci za okno takiej sumy (plus gratyfikacja dla rzeźnika).

Jednak przepisy o przewozie psów – uchwalone „dla dobra psów” – spowodowały, że przewóz do Vancouver (lub innego dużego miasta) byłby nieopłacalny.

Ot, i cała tajemnica.

 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Grupa trzymająca sondaże

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Sondaże mogą zniszczyć lub wylansować kandydata na prezydenta, zdymisjonować ministra, a nawet skasować niewygodny telewizyjny program.

Tymczasem w polskich sondażowniach rządzą ludzie z powołanego przez Wojciecha Jaruzelskiego w stanie wojennym „mundurowego” CBOS, który był orężem generalskiej junty. Dziś zasiadają we władzach OBOP, Pentora, PBS i IPSOS.

Legendarny punkowy zespół Dezerter śpiewał w 1987 r. piosenkę „Szwindel”: „Postawią sobie pomnik bohatera/ Wybiorą sobie nowego premiera/ Stworzą nowy system polityczny/ I będą dumni, że jest demokratyczny/ Znowu szwindel szykują nowy/ Znów chcą się dobrać do twojej głowy”.

Żyjemy w kraju, w którym demokrację niszczy szwindel. Jest nim przeżarta patologicznymi powiązaniami piąta władza, bo tak nazywa się ośrodki badania opinii publicznej. Władza sondażowni jest ogromna. – Za pomocą sondaży można zniszczyć kandydata na prezydenta lub szanse partii politycznej na władzę. Można zdymisjonować ministra, ogłaszając, że tego chcą ludzie. Można skasować niewygodny program telewizyjny, podając fałszywe informacje o jego odbiorze przez widzów – mówi socjolog, dr Włodzimierz Petroff.

http://iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=401&Itemid=3%20—

 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Gdy piar przestaje działać…

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Liczne wpadki Platformy przestały być już traktowane jako pojedyncze błędy czy lapsusy. Dla wielu wyborców partii Tuska stały się dowodami na powolną erozję, na gnicie rządzącego ugrupowania – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Michał Szułdrzyński

Michał Szułdrzyński

Rekonstrukcja rządu, rekonstrukcja w Platformie – te słowa to najczęstsza odpowiedź, jaka w ostatnich dniach pada na pytanie, co Donald Tusk zrobi, by wyhamować spadające sondaże. Zdaniem ekspertów i komentatorów wymiana połowy gabinetu z jednej oraz rzeź krytykujących politykę partii posłów PO z drugiej strony mogłyby pozwolić premierowi odzyskać polityczną inicjatywę, którą utracił pod koniec ubiegłego roku.

 

Czy jednak wyborcy, którzy w ostatnich tygodniach odwrócili się od rządzącej partii, po takim marketingowym zagraniu zechcą wrócić do Platformy? Moim zdaniem to mało prawdopodobne. Elektorat Platformy bowiem, wspominający okres rządów PiS jako czasy rozedrgania i niestabilności, od Donalda Tuska oczekuje stabilizacji i wiarygodności. A wyrzucanie szefa resortu infrastruktury czy obrony narodowej kilka tygodni po płomiennych zapewnieniach, że to świetni ministrowie, do których premier ma pełne zaufanie, byłoby kompletnie niewiarygodne.

 

Zawiedziony Meller, rozczarowany Kazik

 

Poszukując odpowiedzi na pytanie, co mogłoby odwrócić spadkowy trend Platformy w sondażach, najpierw pewnie warto zwrócić uwagę na to, co zaszkodziło rządzącej partii. Można wskazać tu dwie przyczyny: problemy dotyczące kierowania państwem oraz wpadki personalne. Do tych pierwszych należy zaliczyć spóźnioną i niejasną odpowiedź rządu na poruszający Polaków raport MAK, zimową katastrofę kolejową czy kompletną nieporadność rządu w przekonywaniu do ratowania finansów publicznych zmianami w OFE.

Gorzej, że merytorycznym błędom rządu Tuska towarzyszą liczne wpadki polityków PO. Taśmy senatora Romana Ludwiczuka dokumentujące, jak próbował on skorumpować posadą politycznego partnera, afera z kupowaniem przez PO głosów w Wałbrzychu, ujawnienie przez media dziesiątek czy setek przykładów obsadzania politykami PO państwowych spółek (szczególnie niemal 40 łódzkich znajomych ministra Cezarego Grabarczyka), niemądra wypowiedź posłanki Joanny Muchy o tym, że starszych ludzi nie opłaca się leczyć, czy kiepski żart posła Roberta Węgrzyna o lesbijkach to długi katalog kompromitujących wydarzeń z ostatniego okresu.

Wszystkie one podkopały wizerunek Platformy jako partii reprezentującej elektorat wykształcony, kulturalny, postępowy, proeuropejski. Wpadki – przy takiej ich intensywności – przestały być już traktowane jako pojedyncze błędy czy lapsusy, a stały się dowodami na powolną erozję, na gnicie rządzącej partii.

To właśnie te wydarzenia doprowadziły wielu sympatyków Platformy do wycofania poparcia oraz – jak w przypadku szefa „Playboya” Marcina Mellera i lidera zespołu Kult Kazika Staszewskiego – do publicznego ogłoszenia swego rozczarowania. Pewnie wcześniej przez jakiś czas skrywanego, ale w końcu w desperacji oficjalnie ujawnionego.

Czy Meller i Staszewski oraz młodzi ludzie, którzy im ufają, znów zaczną wierzyć w PO, jeśli Tusk przeprowadzi rekonstrukcję rządu? Czy kilkanaście procent elektoratu, które w ostatnich miesiącach odpłynęło od Platformy, da się przekonać takim piarowskim zagraniem? I czy wymiana ministrów po trzech i pół roku rządzenia, tuż przed wyborami, nie będzie uznana za dowód kolejnej porażki?

 

Nadchodzą trudne miesiące

 

To ważne pytanie, bo przed Platformą Obywatelską naprawdę bardzo trudne miesiące. Choć sama debata o OFE już zaszkodziła Platformie, trudno przewidzieć, co będzie się działo w czasie uchwalania ustawy zmieniającej system emerytalny.

Najgorsze wciąż przed rządem, także jeśli chodzi o wyciągnięcie odpowiedzialności od winnych zaniechań i uchybień, które choćby pośrednio doprowadziły do katastrofy smoleńskiej. Nie ulega wątpliwości, że raport Jerzego Millera musi personalnie uderzyć w rząd. Nawet jeśli odpowiedzialność ponoszą po połowie otoczenie Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska (Kancelaria Premiera oraz MON), to nie trudno sobie wyobrazić, że ewentualnie współodpowiedzialni za przygotowanie wizyty ze strony prezydenta zginęli w katastrofie.

Konsekwencje będą więc wyciągane wobec tych, którzy żyją – a więc podwładnych premiera. Odwlekanie zaś ukończenia raportu komisji Millera w niczym rządowi nie pomaga. Przeciwnie, nawet przez sympatyków PO zaczyna być odbierane jako w najlepszym wypadku gra na czas, w najgorszym zaś jako zrzucanie z siebie odpowiedzialności.

Dotąd często mówiono, że rząd Platformy zarobi punkty popularności dzięki sprawowaniu przez Polskę prezydencji w Unii Europejskiej. Jednak same wizyty w Polsce przywódców najważniejszych państw wcale nie muszą być gwarancją sukcesu, o czym mógł się ostatnio przekonać Bronisław Komorowski, zaliczając kolejnych parę wpadek.

Jeśli Polacy z polskiej prezydencji zapamiętają tyle, co ze szczytu Trójkąta Weimarskiego – o co nie trudno przy raptownie topniejącej sympatii głównych mediów dla rządu – unijna prezydencja nie tylko nie pomoże Platformie, lecz może pozbawić ją wizerunku partii sprawnie poruszającej się w stosunkach międzynarodowych.

 

Potrzeba realnych sukcesów

 

Polacy po trzech latach niezwykle intensywnych działań piarowskich wydają się zmęczeni propagandą sukcesu uprawianą przez speców od wizerunku szefa rządu. Zmęczenie to jest tym większe, że gdy piar rządowy nieco spowszedniał, nawet zagorzali sympatycy Platformy dostrzegli, że rzeczywistość radykalnie odbiega od wizerunku.

Nieideologiczny rząd zajmujący się zwykłymi sprawami obywateli okazał się po prostu nieskuteczny. Rzekome polepszenie stosunków z Rosją przyniosło – trzeba uczciwie to przyznać – parę symbolicznych gestów ze strony Moskwy, ale po pierwsze zabrakło konkretów, po drugie wszystko zniweczyło ogłoszenie jednostronnego raportu MAK.

Z kolei politykę unijną obecnego rządu krytykuje nawet wybrana z listy Platformy europosłanka Danuta Hübner – i to wcale nie z powodów ideologicznych, lecz ze względu na jej małą skuteczność. Janusz Lewandowski zaś, unijny komisarz ds. budżetu, z którego PO była tak dumna, nie będzie decydował o kształcie przyszłego budżetu Wspólnoty na lata 2014 – 2020. Przykładów można by wymieniać sporo – żadnej z tych spraw nie udało się już ukryć za pomocą marketingowych zagrywek. Bo platformerski piar najwyraźniej przestaje działać.

Czy oznacza to, że Platforma jest skazana na przegraną? Ależ nie. Pamiętajmy, że do sondażowego dna partii Tuska jest jeszcze daleko, wciąż cieszy się wysokim poparciem. Aby wygrać wybory, musi jednak swoją pozycję wzmocnić.

Już samo unikanie kolejnych wpadek będzie w najbliższych tygodniach dla PO sporym osiągnięciem. Jeśli jednak Donald Tusk chce odzyskać utraconą część poparcia, będzie w najbliższych miesiącach bardzo potrzebował znacznie więcej: kilku spektakularnych zwycięstw. Nie kolejnych obietnic, nie kolejnych wojen z PiS, nie kolejnych piarowskich sztuczek, lecz realnych, możliwych do zmierzenia sukcesów.

 

Czas na ostry kurs

 

Rząd może na przykład dokonać kilku reform, które wcale nie muszą być bolesne dla wielu Polaków, lecz przeciwnie, w prosty sposób mogą ułatwić im życie. Może pomyśleć o jakichś udogodnieniach dla przedsiębiorców (którzy stanowili dotychczas żelazny elektorat PO), rozwiązać któryś z problemów dotyczących większości Polaków (uprościć rozliczenia podatkowe albo wręcz zlikwidować PIT, tak jak podjął wczoraj decyzję o likwidacji NIP). Tymczasem premier przypomina dziś kapitana biegającego po pokładzie i łatającego dziury pojawiające się raz po raz w poszyciu statku. Aby odwrócić trend spadkowy swojej partii w sondażach, szef rządu powinien pozostawić swoim podwładnym sprawy bieżące. Sam zaś musi wskoczyć na mostek i przyjąć ostry kurs.

Jest w tym pewne ryzyko, bo przed wyborami takie manewry bywają niebezpieczne. Ale tylko zmiana kursu pozwoli Platformie dopłynąć do brzegu, zanim statek nabierze tyle wody, by pójść na dno.

http://www.rp.pl/artykul/612818_Szuldrzynski–Gdy-piar-przestaje-dzialac—-.html

 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Po co nam Polska? – dr hab. Romuald Szeremietiew

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Nie ma dziejów piękniejszych


Wiem, że nie ucisk
i chciwe podboje,
Lecz wolność ludów szła
pod Twoim znakiem,
Że nie ma dziejów piękniejszych
niż Twoje
I większej chluby
niźli być Polakiem.

Jan Lechoń

Był piątek, 5 maja 1939 roku. W Warszawie na mównicę w sali obrad Sejmu RP wszedł minister spraw zagranicznych Józef Beck. W Europie wzrastało napięcie, Hitler domagał się od Polski ustępstw w kwestii Gdańska i autostrady przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich. Widoczny był zamiar Niemiec uczynienia z Polski swojego satelity. Polska znalazła się na drodze prowadzącej do utraty suwerenności w relacjach z Niemcami.

Posłowie słuchali słów wygłaszanych przez ministra: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”. Konsekwencje tych słów i postawy polskiego rządu były straszne. Hitler napadł na Polskę, do niego dołączył Stalin. Armie niemiecka i sowiecka zalały nasz kraj. Rozpoczęła się II wojna światowa. Wojna, którą Związek Sowiecki wykorzystał dla zrealizowania celów sprzecznych z interesami Polski. Stalin mógł to zrobić, Polska bowiem została zdradzona przez sojuszników: Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone.
Według powszechnej opinii, polityka powinna być skuteczna. Polityka polskiego rządu w 1939 r. nie uchroniła państwa przed zniszczeniem. Zginęły miliony Polaków, okupanci zdewastowali gospodarkę Polski, zagrabili lub zniszczyli jej dobra kulturalne. Po wojnie władze sowieckie nie tylko pozbawiły Polskę połowy jej przedwojennego terytorium, ale przy pomocy agentury stworzyły zależny od Moskwy twór państwowy – Polskę Ludową.

Musiało minąć kilkadziesiąt lat, aby Naród Polski, po zrywie Sierpnia ‘80, mógł odzyskać wolność.
Politycy, historycy i publicyści wielokrotnie się zastanawiali, czy Polska mogła zachować się inaczej i wojny uniknąć. Słowa ministra Becka z maja 1939 r. często przytaczano jako dowód braku rozsądku. Czy można zasadnie twierdzić, że gdyby treść przemówienia polskiego ministra była inna i np. rząd zgodził się na rolę wasala III Rzeszy, to wojny, ludobójstwa, Katynia by nie było?
Politykę ustępstw Zachód praktykował na konferencji w Monachium w 1938 r., kiedy to doszło do podziału Czechosłowacji. Winston Churchill, późniejszy premier rządu Wielkiej Brytanii, po konferencji monachijskiej ocenił postawę polityków ustępujących Hitlerowi: „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę. Wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak”. Dylematem polskiego rządu nie był wybór – wojna lub honor. Podporządkowanie się Niemcom nie chroniło Polski przed wojną, a udział w niej po stronie ludobójczego reżimu Hitlera groził równie dotkliwymi, jeżeli nie gorszymi konsekwencjami.
Amerykański pastor i wybitny pedagog James Clarke (1810-1888) wskazywał, czym się różni przeciętny polityk od polityka określanego jako mąż stanu. Ten pierwszy myśli o doraźnych korzyściach, o najbliższych wyborach, drugi – o następnych pokoleniach. Minister Beck w maju 1939 r. zachował się jak mąż stanu.

Jedną z podstawowych potrzeb życiowych ludzi jest bezpieczeństwo. Pojawienie się zagrożeń własnego bytu odczuwane jest jako wyjątkowa dotkliwość. Ludzie porozumiewali się i łączyli w grupy, aby poprzez doświadczenie pokoleń stworzyć wspólnoty narodowe. Naród dla zapewnienia bezpieczeństwa i zminimalizowania zagrożeń stworzył państwo i wojsko. Jednak w życiu chodzi nie tylko o to, aby je bezpiecznie przeżyć. Gdyby do tego ograniczyć egzystencję, ludzie nie różniliby się od zwierząt. Polski uczony Feliks Koneczny, prekursor badań nad cywilizacjami, zauważył, że „naród jest to społeczność ludów zrzeszonych do celów spoza walki o byt”. A nawet: „Gdy naród nie ma innego zajęcia jak tylko sama walka o byt, gdy przyświecają mu same tylko cele ekonomiczne, zbliża się do upadku”. Jesteśmy ciągle przekonywani, że „gospodarka jest najważniejsza”. Jeśli skonfrontujemy to z upadkiem współczesnych społeczeństw poszukujących życiowej wygody i hołdujących konsumpcji, to spostrzeżenie profesora Konecznego znajduje swoje potwierdzenie.

Na początku XVI wieku działał polityk i myśliciel włoski Nicolo Machiavelli. Napisał dzieło „Il Principio” („Książę”), w którym w zwięzłej formie wyłożył swoje poglądy na temat władzy państwowej i sposobów uprawiania polityki. Uważał, że ludzie z natury są źli, dobro występuje tylko jako kategoria etyczna i w polityce nie odgrywa istotnej roli. „Książę”, władca (polityk), dążący do swoich celów, ma więc prawo używać wszelkich środków, także moralnie nagannych, jeśli dzięki temu osiągnie zamierzony cel. Machiavelli twierdził, że względy etyczne nie obowiązują w polityce, a władza stoi poza dobrem i złem i może popełniać czyny niemoralne, jeśli to służy sile państwa. Moralność według Machiavellego dotyczy relacji między ludźmi, ale nie powinna wkraczać w sferę polityki. Dlatego autor „Księcia” uważał, że chrześcijaństwo szkodzi, chcąc wbrew doświadczeniu ująć politykę w ramy etyki.

Traktat Machiavellego ukazał się drukiem w 1532 r., doczekał się wielu wydań i był bardzo popularny w elitach Europy. Nawet Napoleon uważał, że książka Włocha jest jedyną, którą warto przeczytać. Dowiódł, iż książkę czytał. Poinformowany o spisku, na czele którego miał stać książę d’Enghien, kazał go porwać tajnej policji i rozstrzelać. Okazało się, że rozstrzelany nie uczestniczył w spisku. Wtedy Napoleon miał powiedzieć – to nie zbrodnia, to błąd. Machiavelli zalecał panującym, aby nie popełniali błędów. Za błąd uważał czyn, który zamiast wzmocnić, osłabiał państwo.
Wskazania Machiavellego, recepcja jego myśli sprawiły, że w polityce europejskiej zaczęto używać powiedzenia o celu, który uświęca środki.

W przedmowie do ostatniego polskiego wydania „Księcia” (2005 r.) autor tłumaczenia zauważa: „Jeżeli w zachodniej Europie wpływ Machiavellego był tak potężny, popularność jego tak ogromna, jak żadnego innego pisarza politycznego, to zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa w Polsce. Pomimo bardzo żywych stosunków kulturalnych między Włochami a Polską w XVI wieku ‚Książę’ nie wywarł tu żadnego wpływu na kształtowanie się pojęć politycznych i pozostał prawie nieznany”. Ten fenomen tłumacz wyjaśnia: „Głęboka religijność panująca w Polsce sprawiła, że wszyscy bez wyjątku pisarze polityczni uważali moralność za konieczną podstawę wszystkich rządów”.
Wspomniany prof. Koneczny w pracy „Polskie logos i ethos”, pisanej u zarania II Rzeczypospolitej (Poznań, 1921), wskazywał na specyfikę polskich wyobrażeń o polityce. Europa – zauważał profesor – uznała, że polityka nie ma związku z moralnością, gdy w przypadku Polaków „nie ma takiej siły, która by nas mogła oduczyć łączenia polityki z etyką”. Koneczny, badając dzieje Polski i mechanizmy cywilizacji, którą definiował jako metodę życia zbiorowego, wykazywał, że naród nie ma celu wytkniętego z góry, np. przez Opatrzność, ale sam go wybiera, działając w historii. Stąd też: „Celowość bytu narodowego stanowi ciężar, który się dobrowolnie nakłada na siebie i który może być w każdej chwili zrzucony”. Jednocześnie dowodził, że wpływ moralności na polską politykę nie musi oznaczać braku skuteczności. Przestrzegając przed próbami poszukiwania wzorów w dziejach innych narodów i przed zamiarami zmiany charakteru narodowego, wskazywał: „Historycy, statyści, prawnicy, uczeni nasi powołani zaś są nie do tego, by kontynuować próby przerobienia nas na jakiś dziwny naród myślący nie po swojemu, żebyśmy porzucili polskie poglądy, lecz do tego, by polską metodę myślenia uzupełnić odpowiednią metodą działania”.

Sposobów na politykę polską moralną i zarazem skuteczną trzeba dziś poszukiwać w niedogodnych warunkach funkcjonujących mechanizmów ustrojowo-prawnych. Jan Paweł II ostrzegał w „Centesimus annus”: „Ci (…), którzy żywią przekonanie, że znają prawdę, i zdecydowanie za nią idą, nie są, z demokratycznego punktu widzenia, godni zaufania, nie godzą się bowiem z tym, że o prawdzie decyduje większość, czy też, że prawda się zmienia w zależności od zmiennej równowagi politycznej”. Gdy mówił o wartościach, które powinno się chronić, dodawał: „Podstawą tych wartości nie mogą być tymczasowe i zmienne ‚większości’ opinii publicznej, ale wyłącznie uznanie obiektywnego prawa moralnego, które jako ‚prawo naturalne’, wpisane w serce człowieka, jest normatywnym punktem odniesienia także dla prawa cywilnego”.

Tuż przed wybuchem I wojny światowej laureat Nobla, wielki pisarz Henryk Sienkiewicz, ogłosił „List otwarty Polaka do ministra rosyjskiego”. „Tylko nikczemne i złośliwe indywidua lub absolutni głupcy mogą porównywać nacjonalizm polski z charakterystycznym nacjonalizmem niemieckim lub czarnosecinnym rosyjskim. Nacjonalizm polski nie tuczył się nigdy cudzą krwią i łzami, nie smagał dzieci w szkołach, nie stawiał pomników katom. Zrodził się z bólu, największej tragedii dziejowej. Przelewał krew na rodzinnych i na wszystkich innych polach bitew, gdzie tylko chodziło o wolność. (…) Wypisał na swych chorągwiach najszczytniejsze hasła miłości, tolerancji, oswobodzenia ludu, oświaty, postępu”.

Żyjemy w czasach powszechnie praktykowanego „makiawelizmu”. Celem polityków stało się zdobywanie władzy za wszelką cenę, manipulacją i mamieniem wyborców. Ogromne kolorowe plakaty, skandalizujące tabloidy i PR-owy zgiełk zastępuje poważną i odpowiedzialną dyskusję o państwie. Politycy nie cieszą się dobrą opinią, obywatele uważają bowiem, że polityka jest profesją bez moralności. Rozziew między tym, co w naszej świadomości zapisała narodowa tradycja, a tym, co sobą prezentują rządzący Polską, powoduje stany zagrażające istnieniu państwa. Naprawa będzie możliwa, jeśli polityka polska rzeczywiście stanie się roztropną troską o dobro wspólne – jak to określał Jan Paweł II. Taka Polska jest potrzebna Polakom, ale potrzebna jest też Europie w odnajdywaniu sposobów przezwyciężania pleniącego się zła.


http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110216&typ=my&id=my11.txt 

Autor jest doktorem habilitowanym nauk wojskowych, byłym wiceministrem obrony narodowej.

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Nie można zwierząt traktować jak ludzi, bo to oznacza, że ludzi traktuje sie jak zwierzęta.

Posted in Nieokrzesane myśli, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Bartoszewski nie zostawia suchej nitki na PO

Posted by tadeo w dniu 16 lutego 2011

Władysław Profesor-Bartoszewski tak oto podsumował lata rządów PO i ostatnie wyczyny rządu p. prezesa Tuska i p. prezydenta Komorowskiego na niwie międzynarodowej:

Post scriptum: ta wypowiedź Bartoszewskiego powinna wejść do programów szkolnych!

Złośliwi twierdzą, że Bartoszewski mówił tak o kimś innym. To niemożliwe!

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »