WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 11 lutego, 2011

Rozmowy niedokończone – Jarosław Kaczyński – O przyszłości Polski i Polaków…

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

Rozmowy niedokończone – O przyszłości Polski i Polaków w kontekście obecnej sytuacji gospodarczej i politycznej na arenie wewnętrznej i międzynarodowej
gościem programu był: Jarosław Kaczyński
program prowadził: o. Dariusz Drążek



Posted in Filmy i slajdy, Jarosław Kaczyński, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Prof. Zyta Gilowska – „Komorowski nie jest Ludwikiem XIV, powinien się z tego wytłumaczyć”

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

Zyta Gilowska(fot. PAP / Grzegorz Jakubowski)

Rozbawiło mnie tłumaczenie premiera, że musiał jechać do Włoch po rodzinę. To było śmieszne, przecież nie chodziło o średniowieczny Jedwabny Szlak i nie podróżujemy na wielbłądachProf. Zyta Gilowska

Nie spodziewałam się po prezydenturze Komorowskiego tylu gaf i wrzutek – ocenia w rozmowie z Wirtualną Polską prof. Zyta Gilowska, minister finansów oraz wicepremier w rządach Kazimierza Marcinkiewicza oraz Jarosława Kaczyńskiego. Za największą wpadkę prezydenta prof. Gilowska uważa przekształcenia Trójkąta Weimarskiego w „jakiś czworokąt, nazywany złośliwie Himalajskim”. W wywiadzie profesor tłumaczy też czym straszyć będzie wyborców Platforma i dlaczego raport MAK nas sfaulował.

Agnieszka Niesłuchowska: Do niedawna Platforma wydawała się być monolitem. PiS zazdrościł jej dyscypliny wewnątrzpartyjnej. Wszystko wskazuje jednak na to, że sielanka się skończyła. Konflikt na linii Tusk-Schetyna rozłoży partię na łopatki?

Prof. Zyta Gilowska: Trudno powiedzieć. Władza jest bardzo silnym spoiwem i łączy całe to towarzystwo. Jestem jednak zdziwiona, że do walki między Donaldem Tuskiem a Grzegorzem Schetyną w ogóle doszło. Zawsze uważałam ich za sprawny duet, więc spór zakończy się na pewno ze szkodą dla obydwu. Zdaje się, że przez te prawie sześć lat, odkąd opuściłam PO, ci panowie mocno się zmienili.

Grzegorz Schetyna zdaje się puszczać oko do lewicy. Myśli pani, że scenariusz koalicji PO-SLDjest możliwy po wyborach?

– PO puszczała oko do lewicy już w 2007 r. Taki scenariusz jest więc realny.

PO ucina jednak takie spekulacje.

– A dlaczego miałaby je potwierdzać? To typowa reakcja pokerzysty, może mają asa w rękawie.

Wyobraża sobie pani Grzegorza Schetynę jako premiera w nowym rządzie?

– Bez trudu. Nie wyobrażam sobie jednak Grzegorza Schetyny jako przewodniczącego PO.

Do krytyki premiera dołączył się też Jarosław Gowin, który, podobnie jak Grzegorz Schetyna, negatywnie ocenił opieszałość premiera związaną z publikacją raportu MAK.

– To były reakcje naturalne i nie bardzo sobie wyobrażam, jak można było zareagować inaczej. Reakcja rządu powinna być natychmiastowa, bo premier znał datę publikacji. Przytomny rząd podjąłby działania wyprzedzające. Rozbawiło mnie tłumaczenie premiera, że musiał jechać do Włoch po rodzinę. To było śmieszne, przecież nie chodziło o średniowieczny Jedwabny Szlak i nie podróżujemy na wielbłądach.

Jeśli jesteśmy już przy rosyjskim raporcie na temat katastrofy smoleńskiej. Jak go pani odebrała?

– Z zaskoczeniem. Nie spodziewałam się aż takiej brutalności. Wprawdzie wiadomo, że od dyplomacji rosyjskiej nie należy oczekiwać towarzyskich uprzejmości, ale to był cios poniżej pasa, po prostu faul. W cywilizowanych okolicznościach takich rzeczy się nie robi, to są chwyty nieprzyjazne.

Źle zrobiono, że okrzyknięto MAK organizacją międzynarodową. To jest biznes sowiecki, więc mamy prawo uważać, że sposób w jaki opisano katastrofę jest częścią intrygi dyplomatycznejProf. Zyta Gilowska

Źle zrobiono, że okrzyknięto MAK organizacją międzynarodową. To jest biznes sowiecki, więc mamy prawo uważać, że sposób w jaki opisano katastrofę jest częścią intrygi dyplomatycznej.

Polski rząd mógł wpłynąć na kształt raportu? Powinien przejąć śledztwo?

– Ba. Wszystko powinno wyglądać inaczej. Należało na początek powołać potężną komisję z Premierem Rządu RP na czele, co tworzyłoby symetrię z analogiczną komisją powołaną przez prezydenta Miedwiediewa pod przewodnictwem premiera Putina.

Ale tak się nie stało. Mamy komisję, którą kieruje minister spraw wewnętrznych. To było celowe?

– Nie. Dla MAK-u to szczebel zbyt wysoki, dla komisji premiera Putina jest to szczebel zbyt niski. No a specjalistą od katastrof minister spraw wewnętrznych też nie jest.

Jarosław Kaczyński twierdzi, że gdyby on był premierem, do katastrofy smoleńskiej by nie doszło.

– Nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby Jarosław Kaczyński był premierem, nigdy by nie doszło do rozdzielenia wizyt w Katyniu.

Dymisja rządu pomogłaby w poprawie nadszarpniętego wizerunku PO?

– Nicolasowi Sarkozy’emu taki manewr na razie pomógł. Poprzestawiał rząd w myśl starej zasady – jak pozmieniać najwięcej, nie zmieniając w gruncie rzeczy niczego. Można w tym dostrzec pewną logikę, o ile zakładamy, że obywatele są znudzeni rządzącymi. Ale to jest niesłychanie zwodnicze założenie.

Na razie Donald Tusk wstrzymuje się z decyzjami personalnymi. Nie zdymisjonował ani ministra Bogdana Klicha, ani Cezarego Grabarczyka, choć opozycja się tego głośno domagała. Doszło wręcz do awantury – Antoni Macierewicz mówił, odnosząc się do ministra Klicha o „zaprzaństwie”…

– To nie były żadne awantury, ale zgodne z prawem oraz starannie udokumentowane wnioski o udzielenie wotum nieufności.

Donald Tusk ma jednak swoją wizję. To kwestia uporu, grania na nosie opozycji?

– Nie, to jest czysty cynizm. Przecież tuż po głosowaniu nad wnioskiem o wotum nieufności minister Grabarczyk dostał bukiet róż. Donald Tusk zachowuje się racjonalnie o ile przyjąć, że korzysta z doświadczeń Leszka Millera, który od 2003 roku był pod nieustannym obstrzałem, ale władzy oddać nie zamierzał. Z kolei w 2007 roku Jarosław Kaczyński oddał władzę widząc, że w takim składzie koalicyjnym państwa reformować się nie da. Nie wiem, jaki wariant teraz rozważa Donald Tusk, ale wiem, że nie chodzi o żadne reformy. To akurat premier Tusk osobiście i wielokrotnie oświadczał.

Generał Waldemar Skrzypczak, były Dowódca Wojsk Lądowych apelował na łamach Wirtualnej Polski, by premier wstrząsnął dworem ministra Klicha i zwołał grono ekspertów, którzy dokonaliby audytu dokonań ministra. Generał uważa, że minister skompromitował premiera bardziej, niż każdy inny minister w ciągu ostatnich lat.– Jeszcze ostrzej wypowiedział się generał Sławomir Petelicki, który stwierdził, że po katastrofie smoleńskiej minister powinien strzelić sobie w głowę. Cywilna kontrola nad wojskiem jest częścią standardu demokratycznego państwa, to fakt. Ale nie jest dobrze, gdy to wojsko kontrolują ludzie bez żadnego osobistego doświadczenia. O ile się orientuję, żaden członek obecnego rządu nie był w wojsku, wojska nie zna i chyba nie rozumie. Zamiast porządnej cywilnej kontroli nad wojskiem, mamy do czynienia z jakimiś pseudo-cywilnymi zabobonami. Jak można było pozwolić na odejście z armii generała Skrzypczaka, doświadczonego i poważanego dowódcy? Jak można pozwolić na obrażanie innych generałów, na brak szacunku dla munduru, dla misji Wojska Polskiego? Jak długo można tolerować taki bałagan? Dotychczas w naszej historii miejsca na takie ekscesy nie było.

Czy pozostawianie na stanowiskach skompromitowanych ministrów opłaci się Donaldowi Tuskowi?

– Ślepy upór nigdy się nie opłaca się i nie przynosi dobrych skutków. Jest przysłowie: nosił wilk razy kilka…

Ale Platforma nadal przewodzi w sondażach. Skąd tak duże poparcie społeczne po opóźnionej reakcji na raport MAK, burzy wokół OFE, paraliżu kolei?

Wysokie noty PO to wynik z mieszaniny pragnienia świętego spokoju, kiepskiej znajomości realiów i zawiedzionej miłościProf. Zyta Gilowska

To wynika z mieszaniny wielu postaw – pragnienia świętego spokoju, kiepskiej znajomości realiów i zawiedzionej miłości, do której trudno się przyznać nawet przed samym sobą. Poza tym Polacy są mało politycznym narodem – nie interesują się tym, co dzieje się w państwie i polityce, podtrzymują sądy intuicyjne. To bardzo niebezpieczne zjawisko.

A może mają dość ciągłych kłótni i tabloidyzacji polityki?

– Problem w tym, że ludzie nie pilnują swojego interesu. Nie widzą, że rządzący dobierają im się do portfela, podwyższają podatki, inwigilują na potęgę, a teraz chcą inwigilować nawet nasze dzieci. Zmierzamy w kierunku świata opisywanego przez Orwella. Przeciętny Kowalski powinien zainteresować się polityką, bo zostanie goły i bezbronny jak przysłowiowy święty turecki.

Grzegorz Schetyna stwierdził ostatnio, że straszenie PiS już nie wystarczy. Myśli pani, że PO będzie musiała zmienić strategię, aby nie tracić wyborców?

– Strach jest szatańskim, uniwersalnym motywatorem. Obawiam się, że teraz uruchomią inne strachy.

To znaczy?

– Na Zachodzie uruchamia się strach przed terroryzmem.

Platforma przerzuci się na straszenie terroryzmem?

– Po Polsce krążą dowcipy o tym, jak to terroryści podróżują ze Szczecina do Warszawy, ale nie są w stanie dotrzeć na miejsce, bo drogi są nieoznakowane, pociągi nie kursują a telefony są na podsłuchu. Strach przed terrorystami nie rusza Polaków, ale jest wiele innych lęków, które Platforma może uruchomić. To taktyka, która doskonale sprawdziła się na Kubie i przez dziesięciolecia utrzymywała przy władzy Fidela Castro.

Minęło pół roku od wyborów prezydenckich. Jak ocenia pani prezydenturę Bronisława Komorowskiego?

– Myślałam, że będzie bardziej stabilna. Nie spodziewałam się tylu gaf i wrzutek.

Która wpadka była pani zdaniem najpoważniejsza?

– Przekształcenie Trójkąta Weimarskiego w jakiś czworokąt. Już się pojawiły złośliwie nazwy – np. Czworokąt Himalajski. Nagłe zaproszenie do instytucji, która od lat istnieje dla wspierania współpracy trzech konkretnych państw – Niemiec, Francji i Polski – państwa czwartego, i na dodatek Rosji, wprawiło w osłupienie licznych analityków i komentatorów. Na takie dictum mógłby sobie ewentualnie pozwolić przed wiekami któryś z monarchów absolutnych.

Bronisław Komorowski nie jest carem Piotrem I czy Ludwikiem XIV, ale najwyższym rangą urzędnikiem państwowym. Powinien wytłumaczyć obywatelom, dlaczego znienacka zmienia wektory polskiej polityki zagranicznejProf. Zyta Gilowska

Bronisław Komorowskinie jest jednak carem Piotrem I czy Ludwikiem XIV, ale najwyższym rangą urzędnikiem państwowym. Powinien wytłumaczyć obywatelom, dlaczego znienacka zmienia wektory polskiej polityki zagranicznej. Co na to rząd? Dziwnie milczy. Trzeba się zastanowić czy prezydent miał powody i upoważnienie ze strony suwerena, by inicjować tak radykalne zmiany w polityce zagranicznej państwa polskiego.

A jak odebrała pani zaproszenie generała Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego?

– To było zdumiewające. Prawie 90-letni człowiek, od ponad dwudziestu lat poza polityką, nie jest przecież ekspertem, chyba że w sprawie sojuszu ze Związkiem Radzieckim, który, chwała Bogu, rozpadł się w 1991 r. Zawsze uważałam, że stan wojenny był strasznym ciosem dla polskich aspiracji wolnościowych, a w życiu społeczno-gospodarczym ukradł nam 10 lat.

Platforma ostro skrytykowała prezydenta za skierowanie przepisów o cięciach w administracji państwowej do Trybunału Konstytucyjnego. Słusznie?

– Szczegółów nie znam, ale nie wydaje mi się potrzebne tworzenie specjalnej ustawy, by móc zwolnić urzędników, których wcześniej zatrudniało bez specjalnych ustaw. Jeśli zatrudnienie w administracji publicznej rośnie w tempie prawie 30 tys. osób rocznie, trzeba się po prostu opamiętać i więcej ich nie przyjmować. Jeśli to się nie zmieni, kto będzie sadził kartofle, produkował żywność i przyodziewek? Urzędnicy?

Minister Boni zapowiedział, że po przeprowadzeniu reformy OFE, dla zwiększenia bezpieczeństwa finansów publicznych konieczna jest rozmowa o kolejnych reformach. Jego zdaniem warto rozważyć m.in. reformę KRUS-u, czy podniesienie wieku emerytalnego kobiet. Co pani sądzi o tych pomysłach?– Już tego nie słucham. Zresztą premier Tusk oświadczył, że reform nie będzie, bo liczy się ”tu i teraz”. Przecież odebranie pieniędzy z OFE nie jest żadną reformą! To jest banalne gipsowanie dziury w finansach publicznych poprzez rozmontowanie reform sprzed kilkunastu lat. Nie oczekuję, że Platforma dokona jakichkolwiek większych zmian. Będzie jak jest teraz, tylko coraz bardziej.Z prof. Zytą Gilowską rozmawiała Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska

Prof. Zyta Gilowska – minister finansów oraz wicepremier w rządach Kazimierza Marcinkiewicza oraz Jarosława Kaczyńskiego, posłanka w latach 2001–2005 i 2007–2008. Obecnie członkini Rady Polityki Pieniężnej.

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Otagowane: | Leave a Comment »

Wilno-Warszawa – wspólna droga do wolności

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

Ambasada RP w Republice Litewskiej oraz Instytut Polski w Wilnie uprzejmie zapraszają na prezentację albumu „Wilno-Warszawa – wspólna droga do wolności”. Prezentacja odbędzie się we wtorek, 29 czerwca, o godzinie 12.30 w Instytucie Polskim w Wilnie (ul. Didžioji 23).

Album poświęcony jest współpracy litewskich i polskich środowisk niepodległościowych w latach 1989-1992 oraz wydarzeniom 13 stycznia 1991 roku. Publikacja jest wydawnictwem dwujęzycznym (tekst polski i litewski), zawiera 150 nigdzie niepublikowanych zdjęć, relacje uczestników wydarzeń oraz cytaty z polskiej prasy podziemnej o sytuacji na Litwie w latach 1988-1990. Autorami albumu są Piotr Hlebowicz i Piotr Warisch.

„W publikacji chcieliśmy pokazać przede wszystkim genezę kontaktów i konkretnej współpracy niepodległościowej opozycji z Polski i Litwy oraz atmosferę styczniowych dni roku 1991. Większość zamieszczonych tu fotografii i materiałów nie była dotąd nigdzie publikowana i czekała 20 lat, by wypłynąć na światło dzienne. Nie aspirujemy do wydania naukowego – świadkowie tamtych wydarzeń, których relacje zamieszczone są w albumie, nie są naukowcami. Nie są profesjonalnymi historykami. Opowiadają o swoich spostrzeżeniach, dają wykładnię swojego punktu widzenia tych czasów” – mówi jeden z autorów albumu, Piotr Hlebowicz.

http://www.wilnoteka.lt/pl/artykul/wilno-warszawa-%E2%80%93-wspolna-droga-do-wolnosci

 

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Lech i Maria Kaczyńscy w anegdocie

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

Fot. Kancelaria Prezydenta RP

* Kaczyński był szarmancki dla kobiet, wyniósł ten nawyk z domu. Potrafił publicznie zrobić reprymendę współpracownikom, którym zdarzyło się przywitać najpierw z nim, a dopiero potem z obecnymi w pomieszczeniu kobietami.

Dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski zapamiętał, że Lech Kaczyński zawsze znajdował czas, by choć na chwilę przyjechać na śluby, pogrzeby czy chrzty w rodzinach swoich współpracowników. – Nas zawsze krępowało, że on się tak bardzo naszymi sprawami zajmował – mówi. – Ale to było bardzo miłe.

* Lech Kaczyński nie dbał o wygląd, przynajmniej wtedy, gdy wchodził do polityki. Gdyby nie żona Maria, długo po zawarciu związku małżeńskiego chodziłby w… ślubnym garniturze. Kiedy miał zostać zaprzysiężony na ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka, planowano, że garnitur pożyczy mu Emil Wąsacz, podobnej postury minister skarbu. Kaczyńskiemu nie spodobał się pomysł, więc Buzek zaproponował: „To pożycz od Jarka”. Nie pożyczył, bo uznał, że ten z brata byłby dużo za szeroki.

* Wszyscy potwierdzają, że miał poczucie humoru i dystans do siebie. Kiedy w 2002 r. został prezydentem Warszawy, mawiał: „To wszystko powinno wyglądać zupełnie inaczej! Jest oczywiste, że jako prezydent miasta stołecznego Warszawy nie powinienem robić nic innego, niż przyjmować z balkonu owacje spontanicznie gromadzących się tłumów wdzięcznych warszawiaków”. Jacek Żakowski tak wspominał spotkanie z nim w stołecznym ratuszu: „Kiedy przed wyborami przeprowadzałem z nim wywiad w gabinecie prezydenta Warszawy, zobaczył papierosy w kieszonce mojej koszuli. – Chciałby pan zapalić? – Jak można. – Otworzymy okno, to się nie zorientują. W urzędzie wprowadził zakaz palenia”.

* „Przegląd Sportowy” z kolei przypomniał wywiad z Lechem Kaczyńskim sprzed 5 lat, w którym dziennikarz rozmawia z nim m.in. o pomyśle organizacji igrzysk olimpijskich w Warszawie, a także o… sportowej scenie z filmu „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Bracia podmieniali się tam w biegu, by zwyciężyć. Lech Kaczyński przyznał, że „(…) brat kończył, a ja startowałem”.

Z kolei w lutym br. podczas spotkania z piłkarzami ręcznymi Lech Kaczyński przyznał, że w młodości grał w szczypiorniaka i to na pozycji bramkarza. Przyznał się także, dlaczego nie kontynuował kariery sportowej: – Bramkarzem byłem w szkolnej drużynie, ale bardzo szybko osiągnąłem swój wspaniały wzrost, więc musiałem z tej kariery zrezygnować.

* Ogromną sympatią darzył zwierzęta. Opowiadaniami o psie Tytusie Lech Kaczyński zabawiał towarzystwo; wspominał m.in., że terier – znany z trudnego charakteru – potrafi ugryźć go tak mocno, że zwijał się w „chińską ósemkę”. Do pogryzienia przez Tytusa publicznie przyznali się m.in. Władysław Stasiak i publicysta Piotr Zaremba.

* Ponoć Lech Kaczyński był tak bardzo roztargniony, że często zdarzało mu się zawracać z drogi po zegarek i obrączkę. Bez tej ostatniej nie ruszał się z domu. Po wyborze na prezydenta RP sam opowiadał dziennikarzom: „Raz na pewnym przyjęciu żona zaczęła dawać mi tajemnicze znaki. Przyszedłem trochę po niej, bo miałem zajęcia ze studentami. W końcu podeszła i wskazała na moje buty. Każdy był od innej pary. Na szczęście byli tam sami znajomi”.

* Publicysta Łukasz Warzecha wspomina: „Jeden ze znanych polskich polityków powiedział mi niedawno, że gdyby miał się zetrzeć z Lechem Kaczyńskim w debacie o historii, zapewne by przegrał, choć sam z wykształcenia jest historykiem. Prezydent potrafił wymieniać z pamięci nazwiska europejskich przywódców – z równą łatwością władców z XVII wieku, co prezydentów i premierów z okresu powojennego. Znał daty wojen, pokojów i zawieranych układów. Z pobłażaniem opowiadał o jednym ze znanych europejskich polityków, który sądził, że w XVII wieku Polska była pod rosyjskim panowaniem. „Widzi pan, i to jest przedstawiciel europejskiej elity” – powiedział. Przekonałem się, że Prezydent pod względem erudycji mocno tę elitę przerastał”.

* Ewa, wnuczka pary prezydenckiej, wpadła w osłupienie, kiedy raptem zobaczyła obok siebie Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Stwierdziła: „Mam dwa dziadki!”.

(SUB)

Korzystałem z książki Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby „O dwóch takich… Alfabet braci Kaczyńskich” oraz wspomnień zamieszczanych w polskiej prasie m.in.: „Polityce”, „Wprost”, „Rzeczpospolitej”, „Przeglądzie Sportowym”

http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/ostatnie-pozegnanie/1012076-lech-i-maria-kaczynscy-w-anegdocie,0:pag:1,0:pag:2

Posted in Historia, Polityka i aktualności, Prezydent Lech Kaczyński | Leave a Comment »

SKOK Kasa Stefczyka

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

http://www.kasastefczyka.pl/Upload/FileManager/CnS/CnS_A4_67.pdf

 

Posted in Czasopisma | Leave a Comment »

PŁYNIEMY? A JAK BYŚMY STALI…

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

zeglarze3.png

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

Wzorowa Para Prezydencka

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

Wzruszające wspomnienie – wzorowa Para Prezydencka.  Prezydent Pierwsza Dama Kaczyński Lech Kaczyńska Maria Belweder Pałac Prezydencki wspomnienie, pamięć.


Posted in Filmy i slajdy, Historia, Prezydent Lech Kaczyński | Leave a Comment »

Jarek jeszcze będziesz Premierem :)‏

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

Posted in Jarosław Kaczyński, Muzyka | Leave a Comment »

Paweł Kukiz – Tak bardzo im wierzyłem…‏

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

<a href="http://niezalezna.pl/uploads/foto/2011/02/kukiz.jpg&quot; rel="lightbox[field_zdjecie][Sławek (Wikipedia)

Pobierz orginalny obrazek]” target=”_blank”>Tak bardzo im wierzyłem...

(foto. Sławek (Wikipedia))
– Pozbyłem się złudzeń, Platforma coraz bardziej przypomina mi – a w paru kwestiach nawet przebija – SLD. Mówię tu o nepotyzmie, czarowaniu piarem i działaniach pozorowanych. Skupienie się głównie na zamazywaniu rzeczywistości do złudzenia przypomina mi czasy tow. Gierka. Powiem więcej, te wszystkie socjotechniczne sztuczki zmuszają do zastanowienia, czy dzisiejsi specjaliści Platformy w samej partii i przyjaznych jej mediach to nie ci sami ludzie, którzy kilkadziesiąt lat temu wmawiali nam, że jesteśmy w czołówce przemysłowych krajów świata – mówi Paweł Kukiz, muzyk rockowy, w rozmowie z Piotrem Ferencem-Chudym.Ma Pan korzenie kresowe, czy to determinuje Pański stosunek do historii Polski?
Oczywiście. Przede wszystkim z przekazów rodzinnych już jako dzieciak poznawałem koszmarne losy Polaków pod rosyjskim czy bolszewickim panowaniem. Później tę wiedzę pogłębiałem, czytając fachową literaturę, co również wpłynęło na mój stosunek do aktualnych wydarzeń. Na przykład jeśli chodzi o sprawę smoleńskiej tragedii. Byłem zszokowany oddaniem śledztwa w ręce Rosjan, które miało świadczyć o zaufaniu do nich, a ściślej do rosyjskich instytucji państwowych. Takie zaufanie mogą mieć tylko naiwni lub ludzie kierujący się złą wolą w kontekście polskiej racji stanu. Obojętne, czy ta Rosja jest biała, czerwona, seledynowa, czy nie wiadomo jaka, z pułkownikiem KGB na czele, jest jasne, że aspiracje imperialne dominowały, dominują i dominować będą w rosyjskiej polityce zagranicznej. Podstawową rolą naszych polityków powinno być ostateczne przekonanie Rosji, że Polska już dawno przestała być Krajem Priwislinskim czy PRL-em. Niedawno odwiedziłem swojego przyjaciela Rosjanina i zapytałem go, czy gdyby np.w lesie kabackim rozbił się samolot z Miedwiediewem na pokładzie, Rosja oddałaby śledztwo Polsce. Popatrzył na mnie jak na wariata i odpowiedział – „Oszalałeś? Gdyby trzeba było, wjechałyby czołgi, żeby zabezpieczyć wrak”. Nic dodać, nic ująć.

Znając dzieje polsko-rosyjskich relacji, można było przewidzieć zachowanie władz rosyjskich.
No właśnie i w tym momencie się poważnie zastanawiam, podejrzewając dwie przyczyny takiego stanu rzeczy. Albo premier wykazuje się brakiem poczucia rzeczywistości w stosunkach polsko-rosyjskich, albo tak bardzo obawiał się przeprowadzenia śledztwa przez niezależne instytucje międzynarodowe, które mogłoby obnażyć słabość jego rządu w dziedzinie bezpieczeństwa własnego państwa. Byłaby to kompromitacja rządu Tuska, co więcej, prawdopodobnie musiałoby się to skończyć postawieniem najwyższych urzędników państwa polskiego przed Trybunałem Stanu.

Pamiętam, jak 17 września 2009 r. dla weteranów pod Domem Polonii zaśpiewał Pan „Kurica nie ptica”. Byłem wówczas przekonany, że spotkamy się w kwietniu w Katyniu.
W styczniu 2010 r. dostałem z Kancelarii Prezydenta zaproszenie na spotkanie wigilijne z udziałem rodzin deportowanych na Wschód. Nie pojechałem na nie, ponieważ zaproszenie dotarło do mnie na tyle późno, że nie mogłem odłożyć pilnych spraw rodzinnych. Wiem skądinąd, że prezydent Kaczyński chciał mnie wtedy zaprosić na wyjazd do Katynia. Stało się inaczej – nie poleciałem do Smoleńska i dlatego możemy teraz rozmawiać. Chociaż być może poleciałbym Jakiem-40. Pan też miałeś tego dnia sporo szczęścia, że dziennikarzy wysłali oddzielnym samolotem. Gdyby nie sytuacja rodzinna, na pewno bym był na tym spotkaniu, bo zaproszenie od prezydenta uważałem za zaszczyt. Na dodatek był to czas, kiedy z coraz większym uznaniem patrzyłem na jego poczynania w polityce zagranicznej, szczególnie dotyczące Wschodu i Gruzji. No i oczywiście doceniałem brak zgody Lecha Kaczyńskiego na nominacje generalskie dla oficerów mentalnie tkwiących w komunie.

Jaka była Pańska pierwsza reakcja na wiadomość o tragedii w Smoleńsku?
Może pan nie uwierzyć, ale ja przeczuwałem, że coś takiego kiedyś nastąpi. Nie myślałem tylko, że skala będzie tak przytłaczająca. Przecież w tej katastrofie jak w soczewce skupia się mizeria naszego państwa i fatalny stan jego bezpieczeństwa. Ta katastrofa pośrednio z tego wynika. Gdybyśmy mieli wszystko pięknie poukładane, to ten samolot nie wyleciałby z Warszawy, chociażby ze względu na jego stan techniczny i 100 remontów, jakie przechodził, przecież wiadomo, gdzie był produkowany i serwisowany. Ja wiem, że na wschód od Bugu ludzie do tej pory masowo jeżdżą zdezelowanymi wołgami i ładami, u nas tego nie znajdziesz. A my rozmawiamy przecież o samolocie, który woził naszych przywódców.

Jedną z konsekwencji katastrofy smoleńskiej były przyspieszone wybory prezydenckie. Głosował Pan?
Powiem tak: z początku byłem zdecydowany w drugiej turze zagłosować na Jarosława Kaczyńskiego. Nie poszedłem jednak do urny. Nie głosowałem dlatego, żeby nie dawać szansy Platformie na przewrotne tłumaczenie ich impotencji. Gdyby prezydentem został Kaczyński, znów mogliby powiedzieć „chcieliśmy dobrze ale – wiecie, rozumiecie – prezydent nam blokuje”. A tak mają wszystko. Łącznie z prezydentem – inicjatorem pomnika dla bolszewików, prezydentem, który za doradcę ds. historii dobiera sobie aktywistę PZPR-owskiego, a do udzielania rad w kwestiach polityki wschodniej – tow. Jaruzelskiego. Jednocześnie pan prezydent w kampanii wyborczej akcentował swoją antykomunistyczną przeszłość i epatował więzienną celą z czasów internowania. Wracając do rzeczy – PO ma w tej chwili pełnię władzy i odpowiedzialności. Straciła wcześniejsze argumenty.

Jak Pan zareagował na raport MAK?
Zupełnie mnie nie zaskoczył. Dużo wcześniej mówiłem bliskim i znajomym, że wersja będzie taka, że pijany prezydent przymusił pijanych pilotów do lądowania wbrew stanowczym zakazom kontrolerów lotniska Smoleńsk-Siewiernyj. Oczywiście specjalnie to przerysowywałem, ale co do ogólnych wniosków pomyliłem się niewiele. A fakty, które znam, są takie, że był to lot wojskowy, a jeżeli był to lot cywilny – jak sugerują za Rosjanami niektórzy nasi eksperci – to w takim razie przykładnie ukarani powinni zostać urzędnicy odpowiedzialni za wysłanie samolotu z załogą, która nie miała uprawnień do jego pilotowania. Gdzie tam było lotnisko zapasowe, gdzie zabezpieczenie kontrwywiadowcze i ochrona BOR na lotnisku. No i to oddanie śledztwa. Kompletnie się nie zgadzam z niby to przychylną dla premiera tezą, że sytuacja go przerosła. Po pierwsze dlatego, że nawet taka sytuacja nie ma prawa przerosnąć szefa rządu 40-milionowego narodu. Uważam natomiast, że na rękę było panu premierowi oddanie pola w tej sprawie z góry przewidzianym wynikiem śledztwa obarczającym winą pilotów ich naczelnego dowódcy i prezydenta. Obiektywna ocena tego zdarzenia przez międzynarodową niezależną instytucję mogłaby skłonić Tuska do dymisji, a Klich i Arabski prawdopodobnie stanęliby przed sądem jako przynajmniej współodpowiedzialni za śmierć prawie 100 osób.

Czego oczekuje Pan po raporcie komisji Jerzego Millera?
Niczego. To jest już musztarda po obiedzie. Zresztą jakie ta komisja miała możliwości realnego działania, czy mogła dokonać we właściwym czasie rzetelnych badań szczątków wraku? Przy dzisiejszych możliwościach technicznych wciąż badają zapis z czarnej skrzynki. Gdzie jest kokpit wraku? Przecież to jest kpina. Właściwie wszystko już jest pozamiatane, mogą jedynie znaleźć parę kozłów ofiarnych na niższym szczeblu i tyle. Niech Pan zobaczy, co się dzieje w mediach, kto inspiruje i nagłaśnia takie inicjatywy jak tzw. Dzień bez Smoleńska. Kto przekonuje ludzi, że domaganie się poznania prawdy to tylko i wyłącznie cyniczna gra PiS?. Ludzie w swej masie reagują tak, jak im każą telewizory. Kłopot w tym, że w ogóle na świecie zapanowała forma nad treścią. Zwyciężyła okładka i kolorowe opakowanie mentalnej i moralnej próżni. Taki „AndyWarhollizm” z mass mediami odmóżdżającymi swoich odbiorców. Ważne staje się to, ile i czego mamy, czy człowiek jest ładny, czy brzydki. Ważniejsze, jak na lodzie tańczą gwiazdy niż ilu Polaków zamarzło na Syberii. Generalne pożegnanie wartości… Przekonany jestem jednak, że to etap przejściowy. Ludzie muszą mieć opokę w postaci imponderabiliów, bo inaczej uczelnie medyczne nie nadążą z kształceniem psychiatrów.

Kiedyś bardzo Pan wspierał PO, natomiast ostatnio stał się Pan wobec niej krytyczny.
Ja po prostu miałem do nich zaufanie. Znałem tych chłopaków z czasów studenckich, NZS-owskich. Z czasem zaufanie to zaczęło topnieć. Szczerze mówiąc, to jeszcze wtedy, gdy Tusk aspirował do kandydowania na prezydenta, miałem nadzieję, że po jego ewentualnym wyborze premierem zostanie inny członek Platformy. W tej chwili pozbyłem się złudzeń, Platforma coraz bardziej przypomina mi – a w paru kwestiach nawet przebija – SLD. Mówię tu o nepotyzmie, czarowaniu piarem i działaniach pozorowanych, czyli nieróbstwie. Skupienie się głównie na zamazywaniu rzeczywistości do złudzenia przypomina mi czasy tow. Gierka. Powiem więcej, te wszystkie socjotechniczne sztuczki zmuszają do zastanowienia, czy dzisiejsi specjaliści Platformy w samej partii i przyjaznych jej mediach to nie ci sami ludzie, którzy kilkadziesiąt lat temu wmawiali nam, że jesteśmy w czołówce przemysłowych krajów świata. To, co się dzieje obecnie, to idealna kalka z propagandy sukcesu. Te zielone wyspy i inne cuda na patyku, a przy tym zapaść służby zdrowia, bezpieczeństwa państwa, dług publiczny i podwyższanie podatków oraz okradanie naszych przyszłych emerytur. Do tego przekonanie o nieomylności, arogancja i uśmiech samozadowolenia na twarzach. Zamiast wziąć się do ciężkiej pracy, podtrzymują wojenkę z prawicowym PiS-em. A PiS daje się w nią wkręcić, a to tylko wzmacnia postkomunistów. Zachowałem jeszcze trochę szacunku dla tych ludzi wywodzących się z nurtu SKL-owskiego, którzy gdzieś tam w trzecim czy czwartym szeregu autentycznie pracują, nie pchając się przed obiektywy kamer. Szanuję także ministra Zdrojewskiego, który rzeczywiście wykonuje dobrą robotę i to po cichutku. Niezmiernie ceniłem śp. marszałka Macieja Płażyńskiego, który mogąc politycznie zdyskontować rolę, jaką odgrywał przy założeniu Platformy, zrezygnował z pierwszego planu, gdy zauważył, w jakim kierunku ta partia zmierza.

Kiedy zaczął Pan tracić zaufanie do polityków Platformy?
Były to chyba nominacje generalskie w policji, m.in. dla oficera z rozdania dawnej SB, którego awans wcześniej blokował prezydent Kaczyński. Potem szaleństwa Janusza Palikota i jego niejasne relacje na styku biznesu i polityki. Kolejny szok to komisja hazardowa. Bolało mnie to, bo naprawdę dużo czasu poświęciłem Platformie. Mimo ogromu obowiązków rodzinnych i zawodowych przed wyborami jeździłem z południa na północ Polski, by zachwalać PO. Tak bardzo im wierzyłem…

Jest Pan jednym z niewielu przedstawicieli show-biznesu angażującym się w komentowanie bieżących wydarzeń. Jak na to reagują ludzie z tego środowiska?
Nieszczególnie mnie to interesuje . Poza tym absolutnie nie uważam się za autorytet, mówię po prostu to, co myślę. Np. podczas programu telewizyjnego ze Zbyszkiem Hołdysem zwracałem uwagę na konkrety, podając fakty wynikające z dokumentów dotyczących wojskowego charakteru tragicznie zakończonego lotu rządowego tupolewa. Nie majaczyłem o żadnych ideologiach w kontekście polityki. Opierałem się na treści dokumentów i mówiłem o próbie manipulowania nimi oraz dziwnym milczeniu ministra Jerzego Millera w tej sprawie. Całe moje zainteresowanie polityką nie wynika z chęci partycypowania we władzy czy świecenia światłem odbitym od czołowych polityków. Wszystkie moje pokłady ambicji realizuję w pełni na scenie jako muzyk. Rzecz w tym, że zainteresowanie polityką bierze się z patriotyzmu i autentycznej troski o Polskę. Nie zawsze też muszę mieć rację, ale z pewnością chcę politykom powiedzieć, co nich myślę ja i duża część społeczeństwa. Ludzi myślących podobnie na prawicy jest sporo – część z nich jest w PiS, a część w Platformie, choć sądzę, że ci ostatni już niedługo opuszczą tę partię. Tragedią, której skutki odczuwamy do dziś, było to, że w 1989 r. nie doszło w Polsce do tego, co potrafili zrobić u siebie Czesi i Niemcy, czyli całkowitego odsunięcia bolszewii od funkcji publicznych. Dzięki temu nasi komuniści zyskali czas na zdobycie stanowisk i wpływów w biznesie.

Platforma większości społeczeństwa przedstawiała się jako partia liberalna. Uważa ich Pan za liberałów?
Jakich liberałów?! Od podnoszenia podatków i drenowania kieszeni podatników? Od objęcia władzy powiększyli i tak już rozpasany do granic korpus urzędniczy o ponad 60 tys.!!! Broń nas, Panie Boże, przed takimi liberałami.

Spotkaliśmy się w Ustrzykach Dolnych. Dlaczego właśnie tutaj?
Przyjechałem tu na coroczną imprezę organizowaną przez Polskie Stowarzyszenie Sportu Po Transplantacji. Stowarzyszenie to organizuje zawody sportowe dla osób po przeszczepach zarówno dzieci, jak również ludzie dorośli po różnych zabiegach transplantacyjnych. Są tu osoby po przeszczepach nerek, wątroby czy serca. Przyjeżdżam na te spotkania z wielu powodów. Przede wszystkim jako ojciec dziecka po transplantacji szukam wsparcia w środowisku, którego dotyczy ten problem i cieszę się widokiem ludzi, którzy po ciężkich zabiegach wrócili do zdrowia. Szukam wsparcia, a jednocześnie sam na ile mogę staram się dać coś od siebie. Najprościej rzecz ujmując, wspieramy się wzajemnie, a jednocześnie propagujemy ideę transplantacji. Taka impreza pokazuje, że „składaki”, bo tak sami siebie nazywają ludzie po przeszczepach, niczym się nie różnią od innych.

Wspomniał Pan o swojej 10-letniej córeczce, wiem, że niedawno była operowana. Jak się czuje?
Wszystko, dzięki Bogu, jak do tej pory jest w porządku. Tyle że niestety obowiązki zawodowe nie pozwoliły mi nacieszyć się dochodzącą do zdrowia Hanią. Przeszczep odbył się, co jest dla mnie wyjątkowo ważne, 6 stycznia czyli, w dniu święta Objawienia Pańskiego, jednego z najważniejszych świąt Kościoła katolickiego. Nie nacieszyłem się Hanią bo w nocy przywieźliśmy ją do domu z Centrum Zdrowia Dziecka, a już następnego dnia musiałem przyjechać tutaj.

Na prywatne życie brakuje czasu?
Z pewnością, ale poniekąd jest to mój wybór. Pan Bóg sprawił, że spełniły się moje marzenia z dzieciństwa. Fenomenalne jest to, że mogę godnie żyć z pracy, którą naprawdę kocham. W związku z tym za swój obowiązek uważam dzielenie się tym, co mi jest dane. Właściwie źle się wyraziłem, wcale nie traktuję tego w kategoriach obowiązku. Tak naprawdę czerpię przyjemność z faktu, że mogę coś z siebie dać innym i dokąd ludziom to odpowiada, tak właśnie będę robił. Póki co tak chyba się dzieje, bo jestem kawalerem Orderu Uśmiechu oraz laureatem Medalu Brata Alberta. Działając z Anią Dymną i ks. Isakowiczem-Zaleskim czy Krysią Murzek, staramy się czynić jak najwięcej dobrych rzeczy, ale bez większego medialnego szumu czy zadęcia. I dzieje się tak nie dlatego, że jestem przesadnie skromny, tylko dlatego, że większość tych rozbuchanych imprez charytatywnych to pusty balon, gdzie zyski są niewspółmierne do nakładów poniesionych przy ich nakręcaniu. Taka np. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Suma 30–40 mln zł oszałamia przeciętnego Polaka i sugere niebywały sukces. Ciekawe, jak by to wyglądało, gdybyśmy zestawili te miliony z kosztami dziesiątek godzin antenowych, jakie poświęcają temu przedsięwzieciu elektroniczne media. Dobrze by też było, gdyby od czasu do czasu jakieś media podały, ile na cele charytatywne udaje się zebrać kościelnemu Caritasowi, który bez specjalnego rozgłosu sprzedaje bożonarodzeniowe świece. Skupiłbym się też nad wymiarem duchowym „Orkiestry”. Cała ta impreza coraz bardziej mi się kojarzy z hipokryzją człowieka, który deklarując się jako katolik, w okolicy Bożego Narodzenia czy w Wielkim Tygodniu udaje się do spowiedzi uważając w poczuciu spełnienia obowiązku, że przez resztę roku już może robić, co chce. Ot, taki jeden dzień dobroci, dla ugłaskania własnych sumień. Straszne, że tych wszystkich dzieciaków, które w tym uczestniczą, nie uczy się konsekwentnej, mrówczej pracy dawania z siebie innym. Tylko raz na jakiś czas, bach fajerwerki, światła, kamery. Kochajmy się. Jest kolorowo, róbta co chceta. Jesteśmy dobrzy, fajni, cool i ok. Najbardziej mnie jednak bulwersuje fakt, że te kilkadziesiąt milionów złotych to np. mniej więcej równowartość miesięcznych wypłat poborów w Komendzie Głównej Policji. Obecnie zatrudnionych jest tam ok. 5600 osób (za Gierka 450), które celu uzasadnienia konieczności swego bytu wypuszczają setki niepotrzebnych rozporządzeń czy rozkazów, komplikując tym samym pracę w terenie, co w sposób oczywisty osłabia bezpieczeństwo.

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

„KGB gra w szachy” – na tropie bolszewickiej progenitury

Posted by tadeo w dniu 11 lutego 2011

Wydarzenie na polskim rynku książki historycznej i politycznej

Piotr Szubarczyk



„KGB gra w szachy”, znakomity zbiór esejów Anny Zechenter, to przede wszystkim książka o „mienszewikach”, czyli duchowej i ideologicznej progeniturze bolszewików, która we współczesnym świecie – mimo szerokiej wiedzy o koszmarnych zbrodniach komunistycznych – ma wielu wyznawców, czego najbardziej spektakularnym pop-przejawem jest kult argentyńskiego zbrodniarza Ernesta „Che” Guevary.
 

Ta niebezpieczna fascynacja ludzi Zachodu najbardziej zbrodniczą ideologią w dziejach nowożytnego świata miała zawsze swoje oparcie w sowieckiej policji politycznej. Dziś wspiera ją rosyjskie KGB, które nie pozwala Rosjanom uwolnić się od dziedzictwa bolszewickiego systemu traktującego zbrodnię jako metodę sprawowania władzy. Z najwyższym dowiaduje się zdumieniem czytelnik, że w rosyjskim mieście Mirnyj władze odsłoniły nowy pomnik zbrodniarza Stalina, a miejscowy kacyk przemówił w te słowa: „Postawiliśmy pomnik wielkiemu synowi Rosji, który oddał swojemu narodowi wszystko, co miał: talent, zdolności organizatorskie, twardy wymagający charakter, nie biorąc niczego w zamian”! Nie biorąc niczego w zamian… A to wszystko działo się w Roku Pańskim 2005!
Kim są współcześni „mienszewicy”? Autorka sama ich nie definiuje, przytacza opinię Władimira Bukowskiego: „Krach komunizmu na Wschodzie uaktywnił zachodnich mienszewików, podczas gdy za zwycięzców niesłusznie uważają się antykomuniści”. Bukowski powiedział kiedyś półżartem: „Zwyciężyliśmy bolszewików, a teraz nastał czas, by wykończyć mienszewików”. Może już pora, by potraktować te słowa na serio? Czas miał zrobić swoje, ale nie zrobił. Niebezpieczna popłuczyna po niemieckim socjalizmie utopijnym, po zbrodniczej ideologii Marksa, po jej praktycznym zastosowaniu wobec milionów ludzi, zatruwa teraz młode pokolenie przekonane, że to były tylko „wypaczenia”! Szukają szczęśliwej przyszłości świata w wizjach licznych guru zachodniej socjaldemokracji. „Dziś słowo ‚mienszewik’ poszło w zapomnienie” – zauważa Anna Zechenter. „Razem z nim pamięć o tradycji, z której wywodzą się współcześni socjaldemokraci. Żadna z istniejących partii lewicowych nie ma w nazwie słowa ‚mienszewicka’, ale może warto zauważyć, że byłoby ono jak najbardziej na miejscu. Cóż z tego, że przepędzeni przez towarzysza Uljanowa mienszewicy wyginęli, skoro przetrwał mienszewizm – pod szyldem socjalizmu”. I jeszcze raz Bukowski: „Można homara od razu wrzucić do wrzątku, a można też go wrzucić do zimnej wody i powoli podgrzewać”. Tak rosyjski dysydent wyłożył różnicę między bolszewikami a mienszewikami. Cele te same: budowa „socjalistycznego społeczeństwa” według recepty Karola Marksa. Bukowski dostrzega we współczesnej zachodniej socjaldemokracji kontynuację niemieckiego socjalizmu utopijnego. Utopijna i niebezpieczna wizja budowy „socjalistycznego społeczeństwa” ucieleśnia się na naszych oczach w postaci „związku socjalistycznych republik europejskich” ze wszystkimi cechami poprzedniego „związku”: ograniczeniem wolności jednostki, werbalnym kultem „postępu”, werbalną demokracją i wolnością, za którymi czai się pogarda wobec inaczej myślących, nietolerancja, brak szacunku dla tradycji i religii. Bukowski „obawia się dalszej integracji, podobnie jak postępującego ograniczania wolności jednostki, którego przejawem jest poprawność polityczna, rozumiana przez niego jako element większego zagrożenia – inżynierii społecznej”.
Anna Zechenter posługuje się głównie egzemplifikacją historyczną (ostatecznie historia magistra vitae est), ale jej książka jest znakomitym przykładem mądrej publicystyki politycznej, wychodzącej poza bieżące „problemy” PR-owskie, otwierającej czytelnikowi pole szerokiej refleksji nad przyszłością Polski i Europy. Takiego pola nie otwierają nam prymitywne, zglajszachtowane opinie telewizyjnych „politologów” ze względu na kurczowe trzymanie się przez nich poprawności politycznej i nieudolnie maskowanego partyjniactwa.
Anna Zechenter dostrzega ten problem medialnych guru i ich pracodawców – gazetowych, radiowych czy telewizyjnych. Chory kult zbrodniarza „Che”, trwający już od kilku dekad, ciągle się odradzający, to produkt stadnego myślenia napędzanego przez „wolne media”: „Fałszywy obraz Ernesto Guevary ‚Che’, ubliżający jego ofiarom – zawdzięcza swoją egzystencję nie tylko propagandzie Hawany czy Moskwy. Lwią część odpowiedzialności za wystawienie oprawcy pomnika, za zbeszczeszczenie pamięci umarłych, za upokorzenie ich rodzin ponoszą pisarze, wydawcy i dziennikarze wolnego świata, aktorzy, reżyserzy i bezkrytyczni czytelnicy”. Inaczej mówiąc, pożyteczni idioci (według Lenina: „poleznyje idioty”). Kiedyś w jednym z listów do Stalina Beria stwierdził, że „fizyczna walka z Zachodem nie jest celowa, Zachód sam się unicestwi, wystarczy mu podsuwać odpowiednie środki”. Jesteśmy właśnie świadkami takiego samozatruwania się. Choć Związku Sowieckiego już nie ma, to Lenin „wiecznie żywy”! Współczesne KGB, reprezentujące interesy posowieckich elit, wspiera żywotność komunistycznej ideologii poprzez agenturę wpływu. Politycy, zatroskani bardziej o elektorat i wskaźniki poparcia niż o dobro publiczne, tańczą w rytm tych melodii, niezależnie od tego, z jakiej wywodzą się opcji: „Były kanclerz Gerhard Schroeder nazwał Putina ‚demokratą bez skazy’, jeździł razem z nim saniami i na traktorze, Putin był honorowym gościem na 60. urodzinach byłego kanclerza – razem z całym kozackim chórem (…) Chadecka kanlclerz Angela Merkel postawiła na swoim biurku portret carycy Katarzyny, a Steinmeier, do listopada 2009 roku socjaldemokratyczny wicekanclerz, zachwycał się grą na gitarze Siergieja Ławrowa, ministra spraw zagranicznych. Tymczasem liczba agentów Moskwy w Niemczech jest coraz wyższa, dużo wyższa niż w czasach ZSRS”.
Na tle tych praktyk śp. prezydent Lech Kaczyński, zafascynowany ideą wolności „waszej i naszej”, musiał być uznany przez „postępowych” mienszewików za niebezpieczny dla ich sposobu myślenia anachronizm.
Książkę „KGB gra w szachy” czyta się jednym tchem. Jest napisana pięknym, literackim językiem, bez tych wszystkich nieporadności, tak charakterystycznych dla wielu zawodowych historyków, próbujących przemycić wszystko, co wyczytali w archiwum, nawet jeśli nie ma to związku z głównym nurtem rozważań. Anna Zechenter nie nuży czytelnika. Daje mu czas na przerwę w lekturze – między kolejnymi szkicami-rozdziałami. Książka idealna dla współczesnego, nerwowego czytelnika, co wszystko zaczyna, a nic nie kończy. Można ją bowiem zaczynać od początku, od środka, od końca. Każdy szkic ma bowiem swoją własną kompozycję i puentę. Polecałbym jednak rozpoczęcie lektury od pierwszych trzech szkiców („Rewolucja, której nie było”, „Agenci ich Kremlowskich Mości”, „Bez przebaczenia”), bo to „genezis”, porządkujące autorskie spojrzenie na cały problem. Potem można czytać w dowolnej kolejności, zaczynając na przykład od tytułowego „KGB gra w szachy”, czyli relacji z szachowego meczu o mistrzostwo świata Karpow – Korcznoj. Nie mogę sobie odmówić cytatu z pierwszego rozdziału książki, bo to świetna próbka stylu, charakterystycznego dla Anny Zechenter:
„Wywiad niemiecki, który od 1915 roku wydał na wspieranie bolszewików około 10 milionów dolarów w nadziei, że doprowadzą oni do osłabienia caratu i wyeliminowania Rosji z wojny, przekonał Lenina za pośrednictwem niemieckich polityków. W kwietniu wyruszył do Piotrogrodu pełen najgorszych obaw. Bezpiecznie przejechał w zamkniętym wagonie przez Niemcy, na dworcu w Piotrogrodzie nikt go nie aresztował, więc następnego dnia, 17 kwietnia, ogłosił tzw. tezy kwietniowe z hasłem ‚przejścia od rewolucji burżuazyjno-demokratycznej do socjalistycznej’ – i uciekł natychmiast do Finlandii (…). Podobno zdziwiony był niezmiernie upadkiem cara, a potem bał się powrotu do Rosji, przekonany, że znów trafi do więzienia. Nic jednak nie zdumiało go tak bardzo, jak zdobycie władzy bez walki, w jednym dniu. Rozumiał wszakże, że nawet władzy podarowanej oddawać nie należy”…
Na koniec słów kilka o samej autorce, bo to nietypowy profil pracownika Biura Edukacji Publicznej IPN (oddział Kraków). Anna z wykształcenia jest germanistką, historia i polityka to jej pasja. A może po prostu wybór życia świadomego, uczestniczącego w tym, co ważne w Polsce i na świecie. „Zazwyczaj ma problem z wypełnieniem rubryki ‚zawód’ – pisze wydawca”. „Przed wpisaniem słowa ‚antykomunistka’ powstrzymuje ją obawa przed posądzeniem o przypisywanie sobie zasług, których nie posiada”. Posiada. Anna Zechenter w latach 70. była członkinią Studenckiego Komitetu „Solidarności” w Krakowie, w roku 1980 współzałożycielką Niezależnego Zrzeszenia Studentów tamże. Jest autorką licznych artykułów prasowych o tematyce historycznej i politycznej, m.in. w „Czasie Krakowskim”, „Dzienniku Polskim”, „Arcanach”, w wydawnictwach IPN. W roku 1994 opublikowała pierwsze w Polsce raporty agentów Stasi, m.in. raport Zbigniewa Sobotki (byłego ministra spraw wewnętrznych w „wolnej” Polsce!) oraz raporty Stasi z inwigilacji w latach 80. ks. prałata Henryka Jankowskiego. Wystarczy zasług na miano antykomunistki. A to brzmi dumnie. Dziękujemy za tę książkę, Anno.
Anna Zechenter, KGB gra w szachy, wyd. I, Arcana Kraków 2010, stron 415, seria Arkana historii, http://www.arcana.pl

 

Posted in Historia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »