WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • Słowo Boże na dziś

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Posts Tagged ‘A.Świderkówna’

Anna Świderkówna – CZAS APOKALIPS

Posted by tadeo w dniu 12 Czerwiec 2011

Fragment z książki „Rozmowy o Biblii”

Anna Świderkówna – CZAS APOKALIPS. pdf

Rozmowy o Biblii „Z domu niewoli”- pdf

Posted in Książki (e-book), Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

Geneza odpoczynku dnia siódmego – prof. Anna Świderkówna

Posted by tadeo w dniu 31 Maj 2011

 

 

Biblia w kulturze – wykład EX DEI GRATIA PONTIFEX MAXIMUX PROFESSORUS ANNY ŚWIDERKÓWNY

Początek Księgi Rodzaju jest hymnem na cześć jedynego Boga, stwórcy wszechrzeczy.

Ogólne uwagi Yody:

 Hebrajski nie jest językiem indoeuropejskim, a semickim

 Człowiek myślący o pracy naukowej powinien jeden język znać tak, aby móc w nim pisać do druku, a resztę znać tak by czytać, a choćby mówić.

 Geneza odpoczynku dnia siódmego.

Siódmy dzień był święty na długo przed spisaniem tekstu – był to zwyczaj Izraelitów, że 7- mego dnia każdego tygodnia nie wykonywali żadnej pracy. W Babilonie ten dzień był czymś niezrozumiałym, żadne święto pogańskie nie zakładało powstrzymania się od pracy. Nie było po prostu założeń, że z powodu święta nie wolno nic innego robić. Wyróżniało to Izraelitów wśród innych ludów. Szabat, obok obrzezania był najważniejszym wyznacznikiem przynależności do narodu wybranego. Obrzezanie nie jest jednak wynalazkiem żydowskim.

W Egipcie obowiązywało ono kapłanów, jednak ich synowie podlegali mu tylko w wypadku, gdy mieli przejąć stanowisko po ojcu. U Żydów natomiast obrzezaniu podlegali nawet słudzy oraz obcy przebywający dłuższy czas w rodzinie.

Ioshua Abraham Heszel sądzi, że odpoczynek po pracy należy rozumieć jako świętowanie, podobne do postępowania artysty, który po skończonej pracy kontempluje świeżo wykonane dzieło.

Zrozumienie tego ułatwi modlitwa „wieczny odpoczynek racz im dać, Panie!”. Na pewno nie chodzi o to, aby umarli przestali pracować [tu śmiech z sali]. Modlitwą tą chcemy wyjednać im możliwość świętowania dokonanego dzieła [życia – przyp. red.]. Ewangelia pisze o oburzeniu faryzeuszy na uzdrowienie dokonane przez Jezusa w szabat. Jezus odpowiedział – mój Ojciec pracuje [działa] i ja też pracuję [działam].

 Tu dygresja – o modlitwie za zmarłych

Modlitwa za zmarłych pojawia się już w Księdze Machabejskiej – przy pogrzebie poległych na polu chwały odnaleziono przy zwłokach figurki bogów pogańskich.

Juda zorganizował składanie ofiar oraz zbiorowe modlitwy za tych zmarłych – widać myślał o zmartwychwstaniu i życiu wiecznym. Wyobrażenia o życiu pozagrobowym zmieniały się z biegiem czasu. Na początku Izraelici sądzili, że zmarli idą do Szeolu, nie będącego ani niebem, ani piekłem. Następnie pogląd ten ewoluował i wierzono, że umarli czekają na zmartwychwstanie.

Księga Machabejska została odrzucona przez faryzeuszy w 90 r. n.e. razem z innymi

księgami pisanymi po grecku bądź tylko nawet znanymi im z greckich kopii. Odrzucone zostały księgi deuterokanoniczne a także cała Septuaginta, gdyż była Pismem Świętym chrześcijan, w dodatku tych nie znających hebrajskiego. Księga Mądrości została napisana przez Jezusa1, syna Syracha [a więc Syracydesa] i podsumowywała całą mądrość izraelską.

Pierwsze wyznanie wiary, mówiące także o zmartwychwstaniu Chrystusa znajduje się w 1 Kor 15, pochodzącym z lat 34-36 n.e. czy początku r.40, awięc wkrótce po ukrzyżowaniu Jezusa. Wracając do Księgi Rodzaju – podział człowieka na część cielesną i duszę nie jest z pewnością biblijny. 1 zhellenizowana forma imienia Jozue

 Kolejna dygresja – Alfabet

Alfabet grecki pochodzi od alfabetu fenickiego. Alfabet fenicki zaczyna się od A, będącego hebrajskim dźwiękiem „alef” – alfabet grecki nie ma jego odpowiednika, więc Grecy zrobili z niego alfę. Podobnie z „ain” uczynili omikron.

 7 dni a koniec świata

Niektórzy mędrcy Izraela w czasach Chrystusa sądzili, że siedem dni to pełnia, ale pełnia czasu – Bóg nie przestał stwarzać, stwarza stale aż przyjdzie pełnia czasu, zwana w Biblii pełnią alias końcem wieków [w Biblii nie występuje pojęcie „końca świata”].

Uzdrowienie w szabat Jezus wyjaśnia mówiąc „Ojciec mój dotąd działa i ja też działam” Bóg pobłogosławił 7 dzień i uczynił go świętym – tu kończy się tekst tradycji kapłańskiej [VI/V w.].

Teraz następuje tekst starszy z IX wieku. Drugi opis stworzenia człowieka pochodzi z dwóch opowiadań zlanych w jedno. Nigdzie w mowie nie stosuje się połączenia Jahwe-Elohim.

Motyw ulepienia człowieka spotyka się we wszystkich mitologiach bliskowschodnich. W Egipcie człowiek powstał na kole garncarskim. Ludzi fascynowała idea tworzenia z

bezkształtnej masy pięknych nieraz naczyń wyłącznie za pomocą rąk garncarza. Mój pogląd [A.Ś. – przyp. red.] zakłada, że powstanie człowieka z prochu ziemi oznacza ewolucję od bardzo prostych organizmów do jego ostatecznej postaci. A sama ewolucja jest dowodem na nistnienie Boga.

Tchnienie życia oznacza po prostu duszę. Podział na duszę i ciało jest wynalazkiem greckim, ściśle związanym z wiarą w reinkarnację. W wierzeniach greckich dusza po śmierci rozpływała się [sic!], wg późniejszych poglądów dusza była silniejsza od ciała, żeby mogła wędrować w cyklu kolejnych odrodzeń.

Bóg zasadził ogród w Eden2 w pobliżu 4 rzek. Dwie z nich to Eufrat i Tyrys, ale autorowi chodziło o podkreślenie bogactwa krainy, w której Bóg umieścił człowieka. Woda na Bliskim Wschodzie była bardzo cenna, jej obfitość była największym bogactwem. Zdanie „aby uprawiał i doglądał [ogród]” z naciskiem podkreśla, że człowiek jest stworzony do pracy, wbrew pospolitym mniemaniom, że w raju się nic nie robi. Drzewo dobra i zła nie jest jabłonią. Biblia pisze tylko o drzewie. Możliwe, że powszechny pogląd o jabłku wziął się z błędnego rozumienia łacińskiej wersji tekstu. Wyraz malus to albo rodzaj męski od przymiotnika „zły”, albo „jabłoń” [albo „maszt” – przyp. red.]. Zaś słowo malum to albo „jabłko”, albo rzeczownik „zło” albo rodzaj nijaki od przymiotnika „zły”.

Inna teoria głosi, że Żydzi żyjący w diasporze nie przestrzegali zakazu przedstawiania ludzi3, rośli i zwierząt. Artysta chcący namalować scenę kuszenia Ewy, a nie znalazłszy dokładnych danych w Biblii przedstawił owoc jako jabłko i tak się przyjęło. teorii jest wiele, ale nie będę ich tu wszystkich przedstawiać.

 Drzewo poznania dobra i zła – kto zje owoc z niego postanawia, że będzie sam

decydował o tym, co dobre i złe. W ten sposób człowiek zawładnął decyzją o rzeczach dobrych i złych. Obecność drugiego drzewa, drzewa życia dowodzi zmontowania tekstu z dwóch opowiadań. Drzewo życia ma swoją analogię w mitologii bliskowschodniej, w przeciwieństwie do drzewa poznania dobrego i złego. Bohater „Eposu o Gilgameszu” po śmierci przyjaciela postanawia zdobyć ziele życia. Gdy po wielu trudach udało mu się w końcu zdobyć upragnioną roślinę, chciał ją skonsumować samemu, lecz opamiętał się i postanowił podzielić się nią z mieszkańcami swojego miasta. W drodze powrotnej do Uruk postanowił się wykąpać, ziele zostawiwszy na brzegu, Przyszedł WONSZ znęcony zapachem ziela i porwał je. Momentalnie odmłodniał, zmieniając skórę. Opowieść jest podobna do 2 może to być toponim 3 stąd m.in. piękne freski biblijnej, z tym, że nie było żadnego zakazu, Gilgamesz nic nie zawinił, a wąż nie jest zły, przecież to tylko zwierzę.

W Biblii mamy wybór, wąż kusi możliwością bycia takim jak Bóg, tj. decydującym co jest dobre a co złe. Widzimy dramat wyboru, którego u Gilgamesza brak.

 Towarzystwo dla Adama

„nie jest dobre aby mężczyzna był sam” – jest tu błąd w tłumaczeniu – w oryginale hebrajskim zamiast „mężczyzna” jest „człowiek”. Autor biblijny pragnie przekazać, że człowiek jest stworzony do życia wspólnego, społecznego. Bóg przyprowadził wszystkie zwierzęta do Adama, aby mu dać odczuć jego samotność. Żadne bowiem ze zwierząt nie mogło zastąpić kobiety, nie okazał się dobrą pomocą. Człowiek musiał odczuć swoją samotność, aby poczuł, ze potrzebuje kobiety.

Stworzenie Ewy – mamy tu najpierw anestezję, resekcję żebra a następnie klonowanie.

Dosłownie jest to kość z kości, ciało z ciała. W 2 Sm 5,1 do Dawida przychodzą przedstawiciele wszystkich pokoleń Izraela – my kości Twoje i ciało Twoje – jesteśmy Twoimi krewnymi. Podobnie kobieta, jest taka jak Adam, jest jego krewną. [Dobra, kończę już, bo przeciągam – [16:32 czasu warszawskiego, 13.12.2005 anno post Christum natum]

Geneza odpoczynku dnia siódmego – prof. Anna Świderkówna pdf

Posted in Religia | Otagowane: | 2 Comments »

Pani profesor od Biblii – Anna Świderkówna

Posted by tadeo w dniu 20 Maj 2011

Milena Kindziuk, Piotr Chmieliński

 Wysłuchaj artykuł

Nikt z nas nie umiera przed czasem, ani nikt nie żyje za długo – mówiła prof. Anna Świderkówna. Do Biblii odnosiła nie tylko to, o czym mówiła i pisała, ale wszystko, co ją w życiu spotykało. Zmarła w wieku 83 lat

Miłością jej życia była Biblia. Leżała zwykle na drewnianym, podręcznym stoliku koło ulubionego fotela Pani Profesor, w maleńkim mieszkaniu w centrum Warszawy. To właśnie tu od wielu lat pisała swoje książki Anna Świderkówna. Niegdyś na maszynie, a w ostatnich latach na komputerze, który stał na dużym prostokątnym stole, obok stosów książek sięgających sufitu, leżących na półkach, krzesłach i na podłodze. Trzeba je było uważnie omijać, by zrobić parę kolejnych kroków, nie burząc piramidy.
Teraz w mieszkaniu pozostały już tylko książki i telefon głuchy.

Starość nie jest smutna

Prof. Anna Świderkówna była papirologiem, wybitnym znawcą historii starożytności. Badała kulturę starożytnych Greków i Rzymian, co zaowocowało książkami, takimi jak „Hellada królów”, „Hellenika” czy słynne dzieło „Bogowie zeszli z Olimpu”.
Dopiero później przeszła ze świata pogańskiego do Jerozolimy. I starożytność porzuciła dla studiów nad Pismem Świętym. Efekt był taki, że jej popularyzatorskie publikacje na ten temat szybko się rozchodziły. Same tylko „Rozmowy o Biblii” – w nakładzie sto tysięcy egzemplarzy. Podobnie pisane prostym, zrozumiałym językiem kolejne książki: „Rozmów o Biblii ciąg dalszy”, „Rozmowy o Biblii. Nowy Testament”, „Biblia a człowiek współczesny”, „Nie tylko o Biblii”.
– Miała genialny talent popularyzatorski. W biblistyce była postacią wyjątkową. Nie znam nikogo, kto zrobiłby tyle dobrego dla popularyzacji Biblii, i to w sposób tak bardzo oryginalny. Jej książki nie są ani klasycznym komentarzem, ani wstępem, ani wykładem, ale – jak to nazwała – dialogiem, rozmową z czytelnikiem, z postaciami biblijnymi, a w najgłębszym sensie rozmową z Bogiem – mówi dla KAI metropolita gnieźnieński abp Henryk Muszyński.
Prof. Jan Grosfeld z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, który w ciągu ostatnich tygodni przed śmiercią Pani Profesor odwiedzał ją codziennie, dodaje: – Prof. Świderkówny nikt nie zastąpi. Miała wielki dar od Pana Boga: dar udostępniania Biblii ludziom, czynienia jej księgą żywą. Dar ten otrzymała w późnym wieku. Prof. Świderkówna jest dowodem na to, że starość, wbrew częstym opiniom, to czas, który również udał się Bogu Stwórcy.
Prof. Świderkówna Pismo Święte znała na pamięć. Od 1948 r. Nowy Testament czytała po grecku, czyli w oryginale. W ostatnich latach zaglądała również do tekstu hebrajskiego, bo na starość zaczęła się uczyć tego języka. – Starość wcale nie musi być smutna. Starość to proces, w którym się wiele traci, ale też wiele zyskuje – mówiła.
Miała jednak świadomość, że starość to też gotowość. „Jest to postawa, jaką przyjmuje biegacz czekający na sygnał do startu: jest cały pochylony do przodu, spięty, gotowy, by zerwać się do biegu. To jest starość” (wywiad rzeka „Chodzić po wodzie”).

Na rękach Boga

Prof. Świderkówna pozostanie dla mnie przykładem uczonego, który zdobytą mądrość wprowadzał w osobistą codzienność – mówi ks. Zbigniew Kapłański, który przez wiele lat prowadził z biblistką audycje radiowe.
Rzeczywiście, do Biblii odnosiła nie tylko to, o czym mówiła i pisała, ale wszystko, co ją w życiu spotykało.
Urodziła się w przedwojennej Warszawie. Rocznik 1925. Ojciec był profesorem chemii na Politechnice Warszawskiej, matka – inżynierem chemii. Był to dom spokojnie agnostyczny. Matka, z urodzenia luteranka, jako młoda dziewczyna została katoliczką, nie odnalazła jednak drogi do Kościoła. Na Mszę św. niedzielną nigdy nie chodziła. Podobnie jak ojciec, który zawsze utrzymywał, że jest praktykującym katolikiem. Babcia była najbardziej religijna w całej rodzinie, ale w szczególny sposób: wyznania protestanckiego, chętnie uczestniczyła na przykład w nabożeństwach majowych.
– Ja sama jako młoda dziewczyna nie zawsze byłam wierna Bogu – wyznała kiedyś prof. Świderkówna. – Ale nigdy całkowicie od Niego nie odeszłam. Najwyżej stawiałam Go czasem do kąta.
Po latach wiara zaczęła dla niej znaczyć tyle, co zaufanie. We wspomnianym wywiadzie rzece mówiła: „Dla mnie wierzyć oznacza właściwie zawierzyć, zaufać. Wierzyć – to położyć się na rękach Boga, oddać się w Jego ręce”.
– Szukając Pana Boga i odnajdując Go na rozmaite sposoby, znalazła Go na kartach Pisma Świętego – uważa znany polski biblista ks. prof. Waldemar Chrostowski, który dobrze znał prof. Świderkównę.
Zdała maturę na tajnych kompletach w Szkole im. C. Zyber-Platerówny, a w 1945 r. zaczęła studiować w stolicy filologię klasyczną. Wcześniej jednak brała udział w Powstaniu Warszawskim, jako sanitariuszka. Po wojnie zrobiła doktorat z papirologii, potem wyjechała na stypendium do Paryża. W 1969 r. została profesorem nadzwyczajnym, a w 1986 – zwyczajnym.
Niemal do końca życia wykładała na Uniwersytecie Warszawskim. Była też Damą Zakonu Bożogrobców.

Jak niania

– Duchowo czuję się benedyktynką – powtarzała często Pani Profesor. Regularnie odwiedzała benedyktyńskie opactwo w Tyńcu. Tam odpoczywała, ale przede wszystkim modliła się. Razem z innymi gośćmi opactwa uczestniczyła w modlitwach mnichów, korzystała również z kierownictwa duchowego u nieżyjącego już byłego opata tynieckiego o. Augustyna Jankowskiego OSB. Nazywała go po prostu Ojcem. – Nie mam innej tożsamości duchowej niż ta, że jestem jego córką. Mam nadzieję, że i w tamtym świecie będę do niego w jakiś sposób podobna – mówiła.
O. Jankowskiego poznała w 1946 r., na obozie Akademickiej Sodalicji Mariańskiej w Jaszczurówce. Wtedy był jeszcze warszawskim kapłanem diecezjalnym i już miał opinię świetnego spowiednika. Jednak dopiero po pewnym czasie zdecydowała się pójść do niego do spowiedzi. „Był on bardzo mądrym kierownikiem, potrafił podchodzić do każdego – według potrzeby – w inny sposób. Byłam sentymentalna i uczuciowa, w stosunku do mnie zachowywał zatem pewien dystans. Teraz znam go bez porównania lepiej, wtedy wydawał mi się całkiem «przezroczysty», widziałam w nim wolę Boga, przez niego sam Bóg mnie prowadził” – wspomina prof. Świderkówna na  www.mateusz.pl. I dodaje: „Bóg zrobił dla mnie cudowną rzecz, kiedy zabrał go do Tyńca. O. Piotr Rostworowski mówi, że kierownik powinien być jak niania, która prowadzi dziecko za rękę, gdyż bez niej mogłoby się przewrócić. Ale żeby dziecko nauczyło się chodzić, trzeba je w końcu puścić. Myślę, że w moim przypadku trudno byłoby to Panu Bogu zrobić inaczej, niż zabierając mojego Ojca do Tyńca. Spośród ludzi, którzy odegrali największą rolę w moim życiu, pierwsze miejsce zajmuje o. Augustyn”.
Duchowość benedyktyńska była jej bliska przez całe życie. Do tego stopnia, że pewnego dnia postanowiła… wstąpić do benedyktynek w Żarnowcu. Najpierw, oczywiście, za zgodą o. Jankowskiego, złożyła prywatny ślub czystości wieczystej i doskonałej. A potem ślub, że wstąpi do klasztoru, kiedy to będzie moralnie możliwe. Z powodu konieczności opieki nad chorą matką okazało się to możliwe dopiero po 17 latach, w 1978 r. Jedna z sióstr, kiedy zobaczyła prof. Świderkównę za klauzurą, powiedziała: – Jak mądrze pani zrobiła, wstępując do klasztoru. Co może człowiek zrobić mądrzejszego na starość, jak pójść do klasztoru? Gdzie byłoby mi tak dobrze jak tutaj?.
Po roku okazało się jednak, że Pani Profesor nie ma powołania zakonnego. Odeszła z klasztoru.
Nigdy nie wyszła też za mąż. – Wydaje mi się, że gdyby Bóg ułożył moje życie inaczej, gdybym miała męża i dzieci, wtedy tak bardzo dałabym się pochłonąć życiu rodzinnemu, że na nic innego nie starczyłoby miejsca – mówiła.

Nie będzie tak samo

Odeszła 16 sierpnia 2008 r. Miała 83 lata. Mogła jeszcze wiele napisać – ktoś powie. Czy zatem umarła przedwcześnie? Odpowiedź chyba daje ona sama. Pisała bowiem: „Uważam, że nie ma czegoś takiego, jak śmierć przedwczesna. Bóg zawsze wie najlepiej, kiedy mamy umrzeć. Nikt z nas nie umiera przed czasem, ani nikt nie żyje za długo”.
Przed śmiercią przez kilka miesięcy leżała w szpitalu, wiele cierpiała. Cały czas jednak była świadoma, że czeka na przejście. A potem na zmartwychwstanie, o którym pięknie mówiła nam kiedyś, siedząc w swoim mieszkaniu: – Zmartwychwstanie to przejście przez śmierć do nowego życia. A nie, jak sądzą niektórzy, powrót do tego, co było poprzednio. To ciekawe, że wtedy, gdy Maria Magdalena poznała Jezusa po zmartwychwstaniu, powiedziała do Niego: „Rabbi”, a potem natychmiast przypadła Mu do nóg. Myślała, że wszystko będzie jak dawniej. Tymczasem Jezus odparł jej: „Nie zatrzymuj Mnie”. A więc tak jakby chciał powiedzieć: nie wyobrażaj sobie, że będzie tak samo.
Prof. Świderkówna o zmartwychwstaniu wiele pisała, traktując je jak najważniejszą treść życia. – Zmartwychwstanie Jezusa jest potwierdzeniem prawdy, że Bóg nas nigdy nie zawodzi. Bez zmartwychwstania męka i śmierć Jezusa byłyby tylko straszliwą zbrodnią, a Jezus wielkim mędrcem, filozofem, jak Platon czy Sokrates. Ale kto byłby gotów żyć i umierać dla starożytnych filozofów?

Spoczęła na Powązkach

Prof. Anna Świderkówna została pochowana 21 sierpnia na warszawskich Powązkach. W jej pogrzebie uczestniczyli profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, m.in. ks. prof. Waldemar Chrostowski, ks. prof. Józef Naumowicz, prof. Jan Grosfeld. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił metropolita gnieźnieński abp Henryk Muszyński, który powiedział: Była najbardziej poczytną autorką piszącą o Biblii. Biblia była dla niej pasją i świątynią, do której wchodziła. W koncelebrze uczestniczyli też bp Bronisław Dembowski oraz biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej Tadeusz Pikus. Prof. Anna Świderkówna została odznaczona pośmiertnie Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200835&nr=6

Posted in SYLWETKI | Otagowane: | Leave a Comment »

Jezus opuszczony – rekolekcje z Anną Świderkówną (14.03.2003)

Posted by tadeo w dniu 8 Maj 2011

cz.1  http://gloria.tv/?media=147270

cz.2  http://gloria.tv/?media=147272

Posted in Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

Kocham Biblię – z prof. Anną Świderkówną rozmawia Milena Kindziuk

Posted by tadeo w dniu 18 Kwiecień 2011

Ostatni wywiad, którego śp. prof. Anna Świderkówna udzieliła „Niedzieli”

Milena Kindziuk: – Jedna z książek Pani Profesor zatytułowana jest: „Prawie wszystko o Biblii”. Dlaczego właśnie tak?

Prof. Anna Świderkówna: – Taki tytuł zaproponował wydawca i, prawdę mówiąc, trochę się go przestraszyłam. Wydawał mi się zbyt śmiały. Ale potem znalazłam wytłumaczenie: może to być prawie wszystko, co o Biblii powinien wiedzieć człowiek wykształcony.

– Dlaczego akurat o Biblii?

– Bo jest ona istotną częścią całej europejskiej kultury. By tę kulturę zrozumieć, trzeba do Biblii sięgnąć. Myślę, że zdają sobie z tego sprawę wszyscy, nie tylko wierzący. Pamiętam, kiedy w czasach uniwersyteckich, jeden z moich profesorów, zdeklarowany ateista i komunista, walczył o wprowadzenie do szkoły Biblii. Tłumaczył, że bez niej nie można mówić o dziejach naszej cywilizacji. Nie wystarczy poznać mitologię grecką czy rzymskie kodeksy prawne. 
Mam nadzieję, że ta książka trafi do wszystkich. Chciałam zresztą ją tak napisać, by pomagała uczniom i nauczycielom, ale też każdemu z nas coś rozumieć z Biblii. Bo my z niej tak naprawdę niewiele rozumiemy.

– A co w tej księdze mogą znaleźć niewierzący?

– Myślę, że mogą lepiej zobaczyć, w co wierzą ci, którzy wierzą.

– A co znaczy słowo Biblia?

– Oznacza księgę, a raczej zbiór ksiąg. Stąd jest ona swoistym księgozbiorem, można powiedzieć biblioteką. Zresztą powstawała bardzo długo, ponad tysiąc lat. W dodatku była pisana w trzech językach: hebrajskim, greckim i aramejskim. Zawiera też różne formy literackie, różne rodzaje i gatunki. Słowo „Biblia” oddaje całe bogactwo tej jedynej w swoim rodzaju księgi. Do tego należy dodać wyjątkowo liczne jej przekłady. Nie ma bowiem w dziejach innej księgi, która miałaby tylu czytelników, co Biblia. Żadnego dzieła też nie tłumaczono na tak wiele języków.

– Czy można powiedzieć, jaki przekład jest najlepszy?

– Każdy jest niedoskonały, bo taka jest sama natura przekładu. Na ogół jednak największe zaufanie zyskały te, które doczekały się większej liczby wydań, ponieważ każde następne wydanie powinno być w stosunku do poprzednich poprawione.

– Wspomniała Pani Profesor, że Biblia to także księga święta.

– Otóż Biblia nie jest tylko zbiorem różnych reguł życia, jakie spotykamy nieraz w innych religiach czy kulturach. Hebrajski przymiotnik „święty” nie odnosił się pierwotnie do doskonałości moralnej. Święty naprawdę był tylko Bóg. Świętym stawało się też wszystko, co do Niego należało. Dotyczyło to również Biblii. Jeżeli nazywamy ją Pismem Świętym, to nie dlatego, że opowiada o doskonałych ludziach, ale dlatego, że jest dla chrześcijan Słowem Bożym i mówi o świętym Bogu, który ma ciągle kłopoty z ludźmi. Ludźmi – podobnymi także i do nas. 
Biblia ma też charakter uniwersalny. Niezależnie bowiem od przekonań i światopoglądu czytelników, dla wszystkich pozostaje księgą kulturową, która wywarła największy wpływ na literaturę, sztukę i sposób myślenia każdej epoki historycznej.

– Dlatego też napisała Pani Profesor, że „mówiąc o Biblii każde pokolenie znajduje w jej słowach nową, aktualną dla siebie naukę”?

– Bo tak jest, chociaż w każdej epoce istnieją różne interpretacje Biblii. Wszystkie jednak są mniej lub bardziej wierną próbą odczytania pierwotnego tekstu.

– Wiele uwagi poświęca Pani Kazaniu na Górze, nazywając je „programem życia”. Skąd takie określenie?

– Kazanie na Górze jest zbiorem podstawowych zasad moralnych i teologicznych, które należy realizować w życiu. Stanowi ono syntezę całej Dobrej Nowiny. Ewangelista połączył w nim w sposób misterny i logiczny różne nauki Jezusa, wypowiedziane zapewne nie jednego dnia i nie w jednym miejscu. To jakby szczyt nauczania Jezusa skierowanego do uczniów, zawierający samą istotę chrześcijaństwa.

– Wstępem do tego Kazania są błogosławieństwa…

– Tak, ale dobrze uświadomić sobie, że przymiotnik „błogosławieni” po grecku znaczy: szczęśliwi. Nie jest to bynajmniej zapowiedź szczęścia, które zrealizuje się dopiero w przyszłości czy po śmierci. Adresatów tych błogosławieństw już teraz Jezus nazywa szczęśliwymi, choć oni sami na pewno jeszcze za takich się nie uważają.

– Jak to rozumieć?

– Że szczęśliwi są ci, w których wszyscy widzą nieszczęśliwych: ubodzy, smutni, płaczący, głodni i spragnieni sprawiedliwości, cierpiący prześladowanie. Bo sprawiediwość w świecie biblijnym rozumiana była inaczej, niż w naszym. Oznaczała przede wszystkim życie w pełnej zgodzie z wolą Boga, i to zarówno w relacji z Nim samym, jak i z drugim człowiekiem. Znajdowała zatem wyraz w pełnym posłuszeństwie Prawu Bożemu. W Nowym Testamencie ta sprawiedliwość rozumiana jest już nieco inaczej. Jezus, który ustanowił Nowe Przymierze, wzywa do nowej sprawiedliwości. Posłuszeństwo woli Boga oznacza już nie tylko posłuszeństwo prawu, ale posłuszeństwo nowej nauce Jezusa, obejmującej relacje z Bogiem i ludźmi.

– Według Pani Profesor najbardziej uniwersalna w Biblii jest Księga Psalmów. Dlaczego?

– Dobrze oddaje to pewna historia, którą przytoczę. Otóż, abp Henryk Muszyński opowiadał mi kiedyś, że jego znajomy ksiądz trafił z fałszywymi papierami do obozu w Treblince, gdzie przebywali głównie Żydzi. Kiedy się zorientował, że jest tam jedynym kapłanem, zataił ten fakt i niósł pomoc wszystkim umierającym. Do Żydów przychodził właśnie ze słowami Psalmów. I zdarzyło się, że jeden z nich usłyszawszy słowa: „Z głębokości wołam do Ciebie Panie”, powiedział przed śmiercią: „Dziękuję ci rabbi, że jesteś tutaj ze mną”! 
Psalmami, w tłumaczeniu na niezliczone języki świata, modlą się już prawie od trzech tysięcy lat ludzie różnych krajów i narodów, przede wszystkim zaś żydzi i chrześcijanie. Ta modlitwa może stawać się więzią, przezwyciężającą nawet zadawnione bolesne podziały.

– Niektóre rozdziały Pani najnowszej książki stanowią niemal osobne traktaty. Księga Hioba na przykład przybliża tajemnicę niezawinionego cierpienia.

– Tak, to genialny poemat o niezawinionym cierpieniu, będący wielką rozprawą na temat sprawiedliwości Boga. Zaczyna się żałosną skargą Hioba przeklinającego dzień swoich narodzin. Na Hioba, który zawsze był sprawiedliwy, spadają niezliczone nieszczęścia. Jest chory i opuszczony. Następnie Księga ta przechodzi w wielki dialog Hioba z przyjaciółmi, by zakończyć się spotkaniem Boga z Hiobem. Ta Księga nie rozwiązuje oczywiście problemu cierpienia, ale stara się ukazać postawę, jaką człowiek może wobec niego przyjąć. Aktualność Księgi Hioba każe nam utożsamiać go bez reszty z każdym cierpiącym, a przynajmniej z cierpiącym niewinnie, również i dzisiaj.

– Mimo iż Hiob w pewnym momencie buntuje się przeciw Bogu, oskarża Go o obojętność czy nawet okrucieństwo, nie podważa Jego istnienia. To znaczy, że nie przestaje wierzyć w Boga?

– Dla ludzi tamtych czasów, nie tylko w Izraelu, lecz na całym starożytnym Bliskim Wschodzie, nie ulegało wątpliwości, że światem włada jakaś siła lub siły boskie, Bóg czy bogowie. Wiara w Biblii nie jest zatem nigdy intelektualnym przyjęciem istnienia Boga, ale przede wszystkim zawierzeniem, oddaniem. Tak więc rozdarcie Hioba nie wynika z wątpliwości, czy Bóg jest, czy Go nie ma. Hiobowi otworzyło oczy końcowe spotkanie z Bogiem. Wtedy ujrzał swe prawdziwe miejsce w świecie i w planie Bożym.

– Ale problem cierpienia pozostał dla niego tajemnicą.

– I pozostaje tajemnicą także dla nas. Dręczące pytania nieraz się w nas odzywają. Bunt się wtedy łatwo pogłębia. Burzy wszystko, niekiedy spycha w otchłań rozpaczy. Tymczasem, podobnie jak dla Hioba, jedyną odpowiedzią może być tylko spotkanie z żywym Bogiem. Powinno ono być łatwiejsze dla tych, którzy wierzą, że ten Bóg stał się człowiekiem i umarł na krzyżu. Musimy bowiem przedzierać się do Niego przez własną niemoc, niewiedzę i beznadziejność, by wreszcie nauczyć się czym naprawdę jest wiara. A wtedy bez trudu powtórzymy za św. Tomaszem: „Nic nie może się zdarzyć, jeśli nie chciałby tego Bóg. A wszystko, czego On chce, chociaż mogłoby się nam wydawać najgorsze, jest dla nas najlepsze”.

– Księga Hioba zatem, paradoksalnie uczy ostatecznie ufności i nadziei. Czy podobnie jest z Apokalipsą, która w powszechnym rozumieniu raczej odstrasza i napawa lekiem, prawda?

– Tak, Apokalipsa zupełnie niesłusznie kojarzy nam się z jakąś straszliwą katastrofą czy kataklizmem. Jest przecież „objawieniem”, a więc odsłonięciem tajemnicy zakrytej ludzkimi oczami. Przyjście Królestwa Bożego porównane jest do nadejścia lata, w naszym klimacie powiedzielibyśmy: wiosny. To zatem wezwanie do nadziei a nie do rozpaczy. Choć oczywiście, Apokalipsa nie jest lektura łatwą. Pisana jest językiem symbolicznym. Symbolami są wszystkie występujące w niej liczby: siedem – doskonałość, sześć – niedoskonałość, dwanaście – Izrael, tysiąc – bardzo wiele, itd. Symbolami są również kolory i pewne tradycyjne obrazy. Pamiętajmy jednak, że Apokalipsa powstała po to, żeby dodać ludziom odwagi i wspomóc ich wiarę, żeby powiedzieć, jak Jezus: „Nabierzcie ducha i podnieście głowy, bo zbliża się wasze odkupienie”.

– Jaka jest ulubiona księga biblijna Pani Profesor?

– Kocham całą Biblię, ale najbardziej chyba Księgę proroka Izajasza. Szczególnie do mnie przemawia. Jest to tekst pełen radości, zaufania, zawierzenia Bogu. Lubię też początek Księgi Rodzaju.

– A jak często czyta Pani Biblię?

– Codziennie.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=ed200834&nr=50

Jezus opuszczony – rekolekcje z Anną Świderkówną (14.03.2003)

Posted in BIBLIA, Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

Anna Świderkówna „chodzić po wodzie”.

Posted by tadeo w dniu 18 Kwiecień 2011

Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość. Nie można nauczyć się pływać, nie skacząc najpierw do wody. Nie można nauczyć się chodzić, póki nie postawimy pierwszego kroku. Nie można się nauczyć kochać, póki tego nie spróbujemy, póki nie zaczniemy z tym drugim człowiekiem żyć. 


 Ludzie nie odróżniają wiedzy od wiary. Wiara polega na tym, że nie można czegoś udowodnić. Wówczas się w to wierzy albo nie. Niektórym się wydaje, że można przekonać do religii poprzez tylko wyjaśnienie wszystkich założeń. Wiary nie można udowodnić. Na przykład jeżeli jeden z naszych znajomych pojechał na Saharę i po powrocie opowiada nieprawdopodobne rzeczy, to przecież w żaden sposób nie można ci udowodnić, że to wszystko faktycznie się zdarzyło. Jeżeli coś zostanie udowodnione, to już nie będzie w co wierzyć. I w tym tkwi nagminny błąd wielu, którzy mówią: „Udowodnijcie mi, że Bóg jest, wtedy uwierzę”. Wtedy przecież będzie wiedział, a nie wierzył. 

 Wiara nie jest jednostkową decyzją ale jest całym swoim życiem. Ludziom niewierzącym, takim którzy utracili wiarę lub też tym, którym się zdaje, że ją utracili, często się wydaje, że człowiek wierzący żyje stale w aureoli wiary, w poczuciu bliskości Boga. Natomiast wierzący bardzo często nie odczuwa nic, jednak kto raz zakosztował prawdziwej wiary, ten wie, że to jest uczucie absolutnej pewności. Takiej pewności nie mam w stosunku do niczego innego. Wierzyć to znaczy zaufać. Wiara jest przede wszystkim zawierzeniem, i to zawierzeniem bezgranicznym. A to często bywa bardzo trudne. To tak samo, jak tato uczy swego syna pływać, chociaż on doskonale zdaje sobie, że tato nie pozwoli mu utonąć, to najczęściej bardzo się boi i często jeszcze płacze ze strachu. Tak samo zachowujemy się w stosunku do Boga; wiem, iż leżę na Jego rekach, że On mnie trzyma, a mimo to wyrywam się, boję się i drę w niebogłosy. Przekonanie, że Bóg rzeczywiście istnieje to dopiero początek wiary, to pierwszy krok w jej kierunku. Z wiary musi wynikać cała postawa człowieka, bo inaczej nie jest to wiara prawdziwa. Rozumieją to przeważnie lepiej od pobożnych chrześcijan ateiści, dla których Boga może nie być, bo gdyby się nagle pojawił, oznaczałoby to przemianę całego ich życia. Trzeba mieć świadomość, czego Bóg od nas wymaga, a wymaga wiele. Chce nas całych dla siebie. Nikt nie mówił, że to będzie łatwe. Mocy Bożej doświadczymy tylko wtedy, gdy zawierzymy Mu całkowicie, gdy oddamy się Mu bez reszty. Doświadczymy jej na tyle, na ile zdołamy Mu naprawdę zaufać. Nasza wiara, nasze zawierzenie Bogu jest miarą tego, co możemy od Niego otrzymać. I nie tylko miarą. Zawierzenie to wyznacza niejako sposób i zasięg, w jaki Jego moc w nas się objawia. 

 Dlaczego św. Piotr idąc do Jezusa po wodzie nagle zaczyna tonąć?. Bo się wystraszył, zwątpił. Do tej chwili patrzył tylko na Jezusa, nie widział nic innego, tylko Jego, i szedł po wodzie. W chwili kiedy zwrócił uwagę na samego siebie, zaczął myśleć, kim jest, nawet jeśli myślał o sobie z pokorą: „Jestem marnym człowiekiem. Czego mi się zachciało?”, kiedy z przerażeniem stwierdza, że robi coś niemożliwego, wtedy właśnie zaczyna tonąć. Najważniejsze jest jednak, że przestał patrzeć na Jezusa. Na szczęście dla samego siebie zawołał: „Panie, ratuj”. Jezus ocalił mu życie, lecz jednocześnie zganił go za brak wiary. Stąd wypływa dla nas bardzo ważna nauka. Niekiedy zdaje się nam, że Bóg żąda od nas rzeczy niemożliwych. I jest to w pewnej mierze prawda, przynajmniej dopóty, dopóki patrzymy na siebie. Życie prawdziwie chrześcijańskie bywa czasem „chodzeniem po wodzie”, ale nie darmo św. Paweł powtarza słowa proroka Habakuka wołającego, że „sprawiedliwy będzie żył wiarą”. (Rz 1,17; Gal 3,11). Wiara jest spojrzeniem utkwionym w Jezusie. Róbmy więc to, czego On chce, nawet gdy nasze zajęcia są całkiem prozaiczne. Jedno jest tylko ważne: że przez wszystko idziemy ku Niemu. Jeśli zaś w jakieś chwili wiatr się nam wyda zbyt silny i wiara w nas się zachwieje, zawołajmy jak Piotr: „Panie, ratuj mnie!”, a Pan na pewno nie zwiedzie. Chodzi o to, żeby nie patrzeć na siebie, nie myśleć o sobie. Wtedy wszystko może się zdarzyć, wtedy będziemy mogli chodzić po wodzie.

http://www.jezuici.pl/parakow/pismo1/2003/12/lektury.htm

Posted in Książki (e-book), Religia | Otagowane: | 2 Comments »

PRAWIE WSZYSTKO O BIBLII

Posted by tadeo w dniu 14 Kwiecień 2011

Pismo Święte czytam codziennie
Najbardziej lubie Ksiege Izajasza i początek Księgi Rodzaju

Rozmowa z prof. Anną Świderkówną, autorką popularnych książek o Biblii.

MILENA KINDZIUK: - Najnowsza książka Pani Profesor zatytułowana jest: „Prawie wszystko o Biblii”. Dlaczego właśnie tak?

PROF. ANNA ŚWIDERKÓWNA: - Taki tytuł zaproponował wydawca i, prawdę mówiąc, trochę się go przestraszyłam. Wydawał mi się zbyt śmiały. Ale potem znalazłam wytłumaczenie: może to być prawie wszystko, co o Biblii powinien wiedzieć człowiek wykształcony.

- Dlaczego akurat o Biblii?

- Bo jest ona istotną częścią całej europejskiej kultury. By tę kulturę zrozumieć, trzeba do Biblii sięgnąć. Myślę, że zdają sobie z tego sprawę wszyscy, nie tylko wierzący. Pamiętam, kiedy w czasach uniwersyteckich, jeden z moich profesorów, zdeklarowany ateista i komunista, walczył o wprowadzenie do szkoły Biblii. Tłumaczył, że bez niej nie można mówić o dziejach naszej cywilizacji. Nie wystarczy poznać mitologię grecką czy rzymskie kodeksy prawne.
Mam nadzieję, że ta książka trafi do wszystkich. Chciałam zresztą ją tak napisać, by pomagała uczniom i nauczycielom, ale też każdemu z nas coś rozumieć z Biblii. Bo my z niej tak naprawdę niewiele rozumiemy.

- A co w tej księdze mogą znaleźć niewierzący?

- Myślę, że mogą lepiej zobaczyć, w co wierzą ci, którzy wierzą.

- A co znaczy słowo Biblia?

- Oznacza księgę, a raczej zbiór ksiąg. Stąd jest ona swoistym księgozbiorem, można powiedzieć biblioteką. Zresztą powstawała bardzo długo, ponad tysiąc lat. W dodatku była pisana w trzech językach: hebrajskim, greckim i aramajskim. Zawiera też różne formy literackie, różne rodzaje i gatunki. Słowo „Biblia” oddaje całe bogactwo tej jedynej w swoim rodzaju księgi. Do tego należy dodać wyjątkowo liczne jej przekłady. Nie ma bowiem w dziejach innej księgi, która miałaby tylu czytelników, co Biblia. Żadnego dzieła też nie tłumaczono na tak wiele języków.

- Czy można powiedzieć, jaki przekład jest najlepszy?

- Każdy jest niedoskonały, bo taka jest sama natura przekładu. Na ogół jednak największe zaufanie zyskały te, które doczekały się większej liczby wydań, ponieważ każde następne wydanie powinno być w stosunku do poprzednich poprawione.

- Wspomniała Pani Profesor, że Biblia to także księga święta.

- Otóż Biblia nie jest tylko zbiorem różnych reguł życia, jakie spotykamy nieraz w innych religiach czy kulturach. Hebrajski przymiotnik „święty” nie odnosił się pierwotnie do doskonałości moralnej. Święty naprawdę był tylko Bóg. Świętym stawało się też wszystko, co do Niego należało. Dotyczyło to również Biblii. Jeżeli nazywamy ją Pismem Świętym, to nie dlatego, że opowiada o doskonałych ludziach, ale dlatego, że jest dla chrześcijan Słowem Bożym i mówi o świętym Bogu, który ma ciągle kłopoty z ludźmi. Ludźmi – podobnymi także i do nas.
Biblia ma też charakter uniwersalny. Niezależnie bowiem od przekonań i światopoglądu czytelników, dla wszystkich pozostaje księgą kulturową, która wywarła największy wpływ na literaturę, sztukę i sposób myślenia każdej epoki historycznej.

- Dlatego też napisała Pani Profesor, że „mówiąc o Biblii każde pokolenie znajduje w jej słowach nową, aktualną dla siebie naukę”?

- Bo tak jest, chociaż w każdej epoce istnieją różne interpretacje Biblii. Wszystkie jednak są mniej lub bardziej wierną próbą odczytania pierwotnego tekstu.

- Wiele uwagi poświęca Pani Kazaniu na Górze, nazywając je „programem życia”. Skąd takie określenie?

- Kazanie na Górze jest zbiorem podstawowych zasad moralnych i teologicznych, które należy realizować w życiu. Stanowi ono syntezę całej Dobrej Nowiny. Ewangelista połączył w nim w sposób misterny i logiczny różne nauki Jezusa, wypowiedziane zapewne nie jednego dnia i nie w jednym miejscu. To jakby szczyt nauczania Jezusa skierowanego do uczniów, zawierający samą istotę chrześcijaństwa.

- Wstępem do tego Kazania są błogosławieństwa…

- Tak, ale dobrze uświadomić sobie, że przymiotnik „błogosławieni” po grecku znaczy: szczęśliwi. Nie jest to bynajmniej zapowiedź szczęścia, które zrealizuje się dopiero w przyszłości czy po śmierci. Adresatów tych błogosławieństw już teraz Jezus nazywa szczęśliwymi, choć oni sami na pewno jeszcze za takich się nie uważają.

- Jak to rozumieć?

- Że szczęśliwi są ci, w których wszyscy widzą nieszczęśliwych: ubodzy, smutni, płaczący, głodni i spragnieni sprawiedliwości, cierpiący prześladowanie. Bo sprawiediwość w świecie biblijnym rozumiana była inaczej, niż w naszym. Oznaczała przede wszystkim życie w pełnej zgodzie z wolą Boga, i to zarówno w relacji z Nim samym jak i z drugim człowiekiem. Znajdowała zatem wyraz w pełnym posłuszeństwie Prawu Bożemu. W Nowym Testamencie ta sprawiedliwość rozumiana jest już nieco inaczej. Jezus, który ustanowił Nowe Przymierze, wzywa do nowej sprawiedliwości. Posłuszeństwo woli Boga oznacza już nie tylko posłuszeństwo prawu, ale posłuszeństwo nowej nauce Jezusa, obejmującej relacje z Bogiem i ludźmi.

- Według Pani Profesor najbardziej uniwersalna w Biblii jest Księga Psalmów. Dlaczego?

- Dobrze oddaje to pewna historia, którą przytoczę. Otóż, abp Henryk Muszyński opowiadał mi kiedyś, że jego znajomy ksiądz trafił z fałszywymi papierami do obozu w Treblince, gdzie przebywali głównie Żydzi. Kiedy się zorientował, że jest tam jedynym kapłanem, zataił ten fakt i niósł pomoc wszystkim umierającym. Do Żydów przychodził właśnie ze słowami Psalmów. I zdarzyło się, że jeden z nich usłyszawszy słowa: „Z głębokości wołam do Ciebie Panie”, powiedział przed śmiercią: „Dziękuję ci rabbi, że jesteś tutaj ze mną”!
Psalmami, w tłumaczeniu na niezliczone języki świata, modlą się już prawie od trzech tysięcy lat ludzie różnych krajów i narodów, przede wszystkim zaś żydzi i chrześcijanie. Ta modlitwa może stawać się więzią, przezwyciężającą nawet zadawnione bolesne podziały.

- Niektóre rozdziały Pani najnowszej książki stanowią niemal osobne traktaty. Księga Hioba na przykład przybliża tajemnicę niezawinionego cierpienia.

- Tak, to genialny poemat o niezawinionym cierpieniu, będący wielką rozprawą na temat sprawiedliwości Boga. Zaczyna się żałosną skargą Hioba przeklinającego dzień swoich narodzin. Na Hioba, który zawsze był sprawiedliwy, spadają niezliczone nieszczęścia. Jest chory i opuszczony. Następnie Księga ta przechodzi w wielki dialog Hioba z przyjaciółmi, by zakończyć się spotkaniem Boga z Hiobem. Ta Księga nie rozwiązuje oczywiście problemu cierpienia, ale stara się ukazać postawę, jaką człowiek może wobec niego przyjąć. Aktualność Księgi Hioba każe nam utożsamiać go bez reszty z każdym cierpiącym, a przynajmniej z cierpiącym niewinnie, również i dzisiaj.

- Mimo iż Hiob w pewnym momencie buntuje się przeciw Bogu, oskarża Go o obojętność czy nawet okrucieństwo, nie podważa Jego istnienia. To znaczy, że nie przestaje wierzyć w Boga?

- Dla ludzi tamtych czasów, nie tylko w Izraelu, lecz na całym starożytnym Bliskim Wschodzie, nie ulegało wątpliwości, że światem włada jakaś siła lub siły boskie, Bóg czy bogowie. Wiara w Biblii nie jest zatem nigdy intelektualnym przyjęciem istnienia Boga, ale przede wszystkim zawierzeniem, oddaniem. Tak więc rozdarcie Hioba nie wynika z wątpliwości, czy Bóg jest, czy Go nie ma. Hiobowi otworzyło oczy końcowe spotkanie z Bogiem. Wtedy ujrzał swe prawdziwe miejsce w świecie i w planie Bożym.

- Ale problem cierpienia pozostał dla niego tajemnicą.

- I pozostaje tajemnicą także dla nas. Dręczące pytania nieraz się w nas odzywają. Bunt się wtedy łatwo pogłębia. Burzy wszystko, niekiedy spycha w otchłań rozpaczy. Tymczasem, podobnie jak dla Hioba, jedyną odpowiedzią może być tylko spotkanie z żywym Bogiem. Powinno ono być łatwiejsze dla tych, którzy wierzą, że ten Bóg stał się człowiekiem i umarł na krzyżu. Musimy bowiem przedzierać się do Niego przez własną niemoc, niewiedzę i beznadziejność, by wreszcie nauczyć się czym naprawdę jest wiara. A wtedy bez trudu powtórzymy za św. Tomaszem: „Nic nie może się zdarzyć, jeśli nie chciałby tego Bóg. A wszystko, czego On chce, chociaż mogłoby się nam wydawać najgorsze, jest dla nas najlepsze”.

- Księga Hioba zatem, paradoksalnie uczy ostatecznie ufności i nadziei. Czy podobnie jest z Apokalipsą, która w powszechnym rozumieniu raczej odstrasza i napawa lekiem, prawda?

- Tak, Apokalipsa zupełnie niesłusznie kojarzy nam się z jakąś straszliwą katastrofą czy kataklizmem. Jest przecież „objawieniem”, a więc odsłonięciem tajemnicy zakrytej ludzkimi oczami. Przyjście Królestwa Bożego porównane jest do nadejścia lata, w naszym klimacie powiedzielibyśmy: wiosny. To zatem wezwanie do nadziei a nie do rozpaczy. Choć oczywiście, Apokalipsa nie jest lektura łatwą. Pisana jest językiem symbolicznym. Symbolami są wszystkie występujące w niej liczby: siedem – doskonałość, sześć – niedoskonałość, dwanaście – Izrael, tysiąc – bardzo wiele, itd. Symbolami są również kolory i pewne tradycyjne obrazy. Pamiętajmy jednak, że Apokalipsa powstała po to, żeby dodać ludziom odwagi i wspomóc ich wiarę, żeby powiedzieć, jak Jezus: „Nabierzcie ducha i podnieście głowy, bo zbliża się wasze odkupienie”.

- Jaka jest ulubiona księga biblijna Pani Profesor?

- Kocham całą Biblię, ale najbardziej chyba Księgę proroka Izajasza. Szczególnie do mnie przemawia. Jest to tekst pełen radości, zaufania, zawierzenia Bogu. Lubię też początek Księgi Rodzaju.

- A jak często czyta Pani Biblię?

- Codziennie.

- Dziękuję za rozmowę.

http://www.obnie.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=436:biblia-prof-swiderkowna&catid=95:kosciol-wiara&Itemid=27

Posted in BIBLIA, Religia | Otagowane: | 1 Comment »

Tradycje antyczne i biblijne

Posted by tadeo w dniu 31 Marzec 2011

Literatura przedmiotu:

Anna Świderkówna, Prawie wszystko o Biblii

Anna Świderkówna, Rozmowy o Biblii

Anna Świderkówna, Rozmów o Biblii ciąg dalszy

Anna Świderkówna, Rozmowy o Biblii. Nowy Testament

Anna Świderkówna, Rozmowy o Biblii. Opowieści iprzypowieści

Artur Sandauer, Bóg, szatan, Mesjasz i …?

Daniel-Rops (Henri Petitot), Od Abrahama do Chrystusa

Witold Tyloch, Dzieje ksiąg Starego Testamentu

Alfred Tschirschnitz, Dzieje ludów biblijnych

dr Krzysztof Gajewski Tradycje antyczne i biblii

http://www.krzysztofgajewski.info/pdf/tradycje/biblia.pdf

Posted in BIBLIA, Książki (e-book), Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

Rozmowy o Biblii – Anna Świderkówna

Posted by tadeo w dniu 31 Marzec 2011

Rozmowy o Biblii – Anna Świderkówna pdf

Posted in BIBLIA, Książki (e-book), Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 382 obserwujących.