WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – bł. Jan Paweł II

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • Słowo Boże na dziś

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archiwum kategorii ‘Zdrowie i kondyncja’

Rak a grupa krwi

Posted by tadeo w dniu 8 Kwiecień 2014

Dzieje ludzkości to jak wiadomo długa ścieżka ewolucji, która miała służyć opracowaniu najskuteczniejszego sposobu przetrwania. Od lat w naukowym świecie funkcjonuje teoria, potwierdzana przez kolejne badania, że nasza podatność na różne choroby, siła układu odpornościowego, a nawet predyspozycje metaboliczne są zależne od grupy krwi.

Grupę krwi określa się na podstawie antygenów, występujących na powierzchni krwinek czerwonych. Wyróżniamy dwa rodzaje antygenów – A oraz B. W zależności od posiadanych antygenów, wyróżniamy cztery grupy krwi.

0 – ewolucyjnie najstarsza, nie posiada żadnego antygenu. W tym czasie ludzie żywili się głównie tym, co upolowali i w większości pełnili rolę myśliwych, mięsożerców.

A – ta grupa, jak nietrudno się domyśleć, posiada na powierzchni krwinek czerwonych antygen A, a jej wytworzenie się ma związek z zamianą myśliwego w zbieracza, co oznacza, że powstawała w okresie, kiedy myśliwy zaczął prowadzić bardziej osiadły tryb życia i uprawiać rolę, a co za tym idzie – jeść więcej roślin.

B – grupa, którą cechuje obecność antygenu B. Powstała na skutek migracji ras. Pożywienie koczowników było mieszane, a więc konieczne było wykształcenie takich predyspozycji metabolicznych, które pozwoliły przystosować się do nowego trybu życia.

AB – najmłodsza, bo zaledwie 1500- letnia grupa krwi, która cechuje się połączeniem kodów genetycznych grup A oraz B.

Grupa 0

Cechuje się dość silnym układem odpornościowym, co jednak sprawia, że częściej dotykają ją choroby z kategorii tak zwanej „autoagresji”. Osoby z tą grupą krwi mają tendencję do stanów zapalnych jelita grubego, a także astmy i kataru siennego, artretyzmu, wrzodów żołądka i dwunastnicy, niedoczynności tarczycy, zaburzeń krzepliwości krwi. Są także bardziej podatne na przemęczenie, stąd to właśnie osoby z tą grupą krwi częściej dotyka tzw. syndrom chronicznego zmęczenia. Osoby z grupą 0 powinny też uważać na swoją dietę, gdyż mają skłonności do otyłości. Podatność na choroby nowotworowe pośród osób z ta grupą krwi jest niska, a ich silny układ odpornościowy pozwala im łatwiej zwalczyć chorobę.

Grupa A

Osoby z tą grupą krwi znoszą stres gorzej niż inni, co sprawia, że są też bardziej podatni na występowanie wszelkich chorób cywilizacyjnych. Poważnym problemem osób z tą grupą krwi są też kłopoty z pozbywaniem się toksyn z organizmu – co sprawia, że ich układ odpornościowy jest obciążony bardziej niż układy osób z pozostałymi antygenami. Zaburzona praca wątroby sprawia, że większość osób z tą grupą krwi ma kłopoty z trawieniem białek. Jest to tez grupa osób szczególnie narażona na rozwój chorób nowotworowych, szczególnie nowotworów układu pokarmowego oraz nowotworów piersi i prostaty.

Grupa B

Osoby z tą grupą krwi mają dość dużą podatność na różnego rodzaju alergie oraz infekcje wirusowe. Choć generalnie są to osoby z raczej silnym układem odpornościowym, więc chorują stosunkowo rzadko. Ze względu na swoje szczególne predyspozycje mają też zwykle świetnie działający metabolizm. Ich słabą stroną jest wydzielanie dużych ilości kortyzolu (hormonu stresu) w sytuacjach stresogennych, co sprawia, że czasami ich układ odpornościowy się załamuje. Osoby z tą grupą krwi mają niewielką podatność na choroby nowotworowe, a jeśli już chorują, to radzą sobie z nowotworem lepiej niż pozostałe grupy krwi.

Grupa AB

Choroby rzadko imają się osób z tą grupą krwi, ale kiedy chorują to zwykle dopada och kilka schorzeń jednocześnie. W zależności od przewagi antygenów grupy A lub B, wykazują skłonności zgodne z grupą krwi, której antygeny przeważają. Cechują się dość wysoką podatnością na choroby wirusowe. Łączenie antygenów grupy A oraz B powoduje, że osoby z grupą AB mają dość wysoką podatność na choroby nowotworowe (jak to ma miejsce u osób z grupą A) oraz skłonności do wysokiego poziomu hormonu stresu – kortyzolu (cecha wspólna z grupą B).

Zdaniem naukowców na powstanie komórek rakowych w organizmie bardziej podatne są osoby o grupie krwi A. To, że ktoś ma grupę A nie znaczy, że zachoruje na raka, tylko, że jest na niego bardziej podatny, czyli jak są ku rozwojowi raka odpowiednie warunki,  czyli np. palenie, złe odżywianie czy inne rzeczy + np. stres, to organizm  gorzej sobie radzi i jest większa szansa, ze nie uda mu się tego raka pokonać.

Nowotwory złośliwe są potocznie nazywane rakami. Guzy te powstają z tkanki nabłonkowej. Najczęściej wywołuje je uszkodzenie mechanizmów kontrolujących rozrost komórek. Nowotwory te można podzielić ze względu na rodzaj nabłonka, z którego powstają, na:
- gruczolaki (najczęściej występują w przewodzie pokarmowym, trzustce, wątrobie, trzonie macicy, jajnikach, płucach, gruczole krokowym, śliniankach, sutku, nerkach),
- raki płaskonabłonkowe (powstają w jamie ustnej, przełyku, oskrzelach, skórze, gardle, tarczy szyjki macicy, czasem również w innych narządach),
- raki urotelialne (można je znaleźć w drogach moczowych).

Rak rozwija się w środowisku kwaśnym a zakwaszenie organizmu jest powodowane przez cukier – czyli wszystkie słodycze, napoje cola, pepsi sam cukier do tego dochodzi kawa największy zbrodniciel bo obniża Ph obojętnie czy z cukrem czy bez :) cukry proste nie są nam potrzebne w diecie tylko szkodzą. Rak zaczyna się rozwijać kiedy organizm jest już bardzo zakwaszony i nasz układ odpornościowy nie daje już rady i zaczyna szwankować najczęściej pogarszają sprawę częste antybiotykoterapie – nasi lekarze często je przypisują nawet przy przeziębieniu w dodatku bez żadnej osłony w postaci probiotyku Jedynym sposobem na raka jest odkwaszenie organizmu, podnosimy Ph i rak zaczyna się zmniejszac a po kilku tygodniach nie ma po nim śladu – brzmi mało prawdopodobnie ale to prawda, żaden lekarz nawet o tym nie pomyśli, lepiej przypisać pacjentowi chemie która składa się z samych trucizn i posiada skuteczność 7 % podczas gdy u nie leczonych pacjentów samoistne wyleczenie z raka wynosi 14 % ale kogo to obchodzi ważniejsze są pieniądze które można zarobić na leczeniu choroby okrzykniętej oficjalnie za nie uleczalną podczas gdy od końca lat 60 znane jest lekarstwo na raka, niestety ta tajemnica jest pilnie strzeżona przez koncerny farmaceutyczne. Leczenie chorób nowotworowych to dzisiaj kopalnia złota a farmaceutyka to potężny biznes. Lekarstwo na raka jest bardzo tanie, cała kuracja kosztuje mniej niż 50 zł wystarczy podnieść Ph organizmu a w tym pomoże picie zwykłej sody oczyszczonej tak SODY – odkwasza podnosząc Ph a rak takiego środowiska nie lubi. Łyżeczka sody na pół szklanki wody najlepiej zalać wrzątkiem wtedy się ładnie rozpuści jak trochę ostygnie można wypić ale tylko przed jedzeniem i tak najlepiej 30 min. Nigdy po jedzeniu – zmniejsza działanie soków żołądkowych przez co zaburza trawienie. I tak trzy razy na dobę przez max tydzień potem najlepiej zrobić tydzień przerwy i można powtórzyć. Zaraz pewnie ktoś po mnie pojedzie albo wyśmieję, powie że soda najlepsza na wszystko ale co tam mam nadzieje że komuś tym pomogę, dzisiejsza medycyna niestety kieruję się chęcią zysku a nie dobrem pacjentów.

http://kobieta.wp.pl/kat,26377,title,Twoje-zdrowie-zalezy-od-grupy-krwi,wid,13193908,wiadomosc.html

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Wielkie oszustwo psychiatrii

Posted by tadeo w dniu 30 Grudzień 2013

Psychiatria bardzo mało wie o procesach, które decydują o naszym zdrowiu psychicznym, i nie powinna udawać, że jest inaczej – twierdzi znany amerykański psychoterapeuta.

W swej fascynującej książce, która opowiada o medykalizacji ludzkiego cierpienia przez psychiatrów, Gary Greenberg opisuje, jak lekarz Samuel Cartwright doniósł w 1850 roku na łamach szanowanego periodyku “New Orleans Medical and Surgical Journal” o odkryciu pewnej nowej choroby. Nazwał ją “drapetomanią”, od słowa “drapetes” oznaczającego w starożytnej grece zbiegłego niewolnika. Choroba ta miała “powodować, że Murzyni uciekają”. Cartwright wymienił jeden podstawowy objaw diagnostyczny – “opuszczenie służby” – oraz kilka drugorzędnych, w tym “dąsy i niezadowolenie tuż przed ucieczką”.

Drapetomania trafiła rzecz jasna na śmietnik historii medycyny. Nigdy nie została wymieniona w “Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders” (DSM) Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, zbiorze powszechnie respektowanych wytycznych w zakresie badań i diagnozy zaburzeń zdrowia psychicznego. Greenberg, zagorzały krytyk DSM, sugeruje jednak, że gdyby podręcznik ten był publikowany w połowie XIX wieku, zapewne uwzględniono by w nim także drapetomanię.

Autor przypomina, że homoseksualizm figurował w pierwszym wydaniu DSM z 1952 roku jako “socjopatyczne zaburzenie osobowości” i taka wersja obowiązywała aż do 1973 roku. “Lekarze dostawali pieniądze na jego leczenie, a naukowcy na badania nad jego przyczynami i terapiami”, pisze Greenberg w książce “The Book of Woe: The DSM and the Unmaking od Psychiatry”. “Sami homoseksualiści zaś przez lata poddawani byli leczeniu przy pomocy rozmaitych metod, w tym elektrowstrząsów, psychoanalizy, terapii behawioralnej oraz sesji z asystentkami seksualnymi”.

56-letni Greenberg, amerykański psychoterapeuta z 30-letnim doświadczeniem, jest autorem licznych publikacji na temat psychicznych dolegliwości (w tym także własnej depresji po rozpadzie pierwszego małżeństwa). W swojej najnowszej książce Greenberg przyjmuje jednak inną perspektywę, rozprawiając się z DSM, tak zwaną “biblią psychiatrów”, która zawiera wyczerpującą listę wszystkich zaburzeń zdrowia psychicznego wraz z kryteriami diagnostycznymi.

Ta regularnie aktualizowana publikacja – najnowsze wydanie, DSM-5, ukazało się w maju tego roku – traktowana jest jak wyrocznia niemal na całym świecie, w tym w Wielkiej Brytanii, gdzie stanowi podstawę znacznej części klinicznych zaleceń w kwestii zdrowia psychicznego. Mimo to Greenberg dowodzi, że DSM sprowadza nasze “nieskończenie skomplikowane” życie wewnętrzne do pseudonaukowego modelu, fabrykując “całe mnóstwo” nieistniejących chorób.

Autor twierdzi, że za sprawą DSM milionom osób ordynuje się mocne środki przeciwdepresyjne, mające leczyć mityczną “nierównowagę chemiczną”. Greenberg podkreśla, że częstotliwość diagnozowania u dzieci zaburzeń psychicznych takich jak autyzm, choroba dwubiegunowa czy ADHD gwałtownie skoczyła. Zdaniem Amerykanina DSM to “fikcja”, która medykalizuje ludzkie doświadczenie i daje psychiatrom “władzę nad światem naszego mentalnego cierpienia”.

Styl ten momentami może wydawać się górnolotny, ale Greenberg nie jest odosobniony w swych opiniach. Twórcy przygotowywanego przez 14 lat DSM-5 zostali skrytykowani za uleganie naciskom przemysłu farmaceutycznego oraz dążenie do medykalizacji zachowań i nastrojów, które w opinii wielu ekspertów nie wykraczają poza normę.

- Nowy DSM nie podoba się większości specjalistów – mówi przez telefon Greenberg, który mieszka w Connecticut ze swą żoną, nastoletnim synem, kotem, psem i kilkunastoma kurami. – Jesteśmy zmuszani do diagnozowania zaburzeń, których wcale nie dostrzegamy u naszych pacjentów. A chodzi w tym wszystkim o rzecz najbardziej trywialną: pieniądze. (W USA diagnoza musi być zgodna z DSM, by pacjent mógł uzyskać środki na leczenie z ubezpieczenia zdrowotnego). – Mówię nie tylko o terapeutach. Nawet psychiatrzy przyznają, że w tej publikacji roi się od błędów.

Zdaniem Greenberga wszystko zaczęło się psuć już w XIX wieku, kiedy po odkryciu mikroorganizmów diametralnie zmieniły się oczekiwania wobec medycyny. – Pojawił się postulat traktowania wszelkich zaburzeń psychicznych tak samo jak chorób cielesnych w rodzaju ospy czy cholery. Postrzeganie szaleństwa jako uleczalnej dolegliwości o podłożu biologicznym stało się niezwykle modne.

Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik, a mianowicie wpływy przemysłu farmaceutycznego. Choć w ostatnich latach Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne starało się odciąć od tej branży, podobno aż 67 procent członków “grupy roboczej” odpowiedzialnej za DSM-5 ma powiązania z koncernami farmaceutycznymi.

Greenberg uważa jednak, że wielu psychiatrów – a nawet przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego – działa w dobrej wierze. – Tu mamy do czynienia raczej z intelektualną niż finansową korupcją. Przekonanie, że ludzkie cierpienie można sprowadzić do biochemicznej nierównowagi, wynika z ideologii, a nie pobudek materialnych.

Greenberg niezwykle skrupulatnie pokazuje w swej książce, jak decyzje twórców DSM przyczyniły się do plagi fałszywych epidemii, zbędnych diagnoz i niepotrzebnych kuracji. Dla przykładu, w 1994 roku obniżono próg diagnostyczny zaburzenia afektywnego dwubiegunowego, by uwzględnić również pacjentów, u których nie występuje typowa mania (a jedynie euforyczne nastroje zwane przez lekarzy hipomanią, zaś przez Greenberga żywiołowością). W rezultacie zaczęto dużo częściej diagnozować chorobę dwubiegunową, jak również przepisywać leki antypsychotyczne i stabilizujące nastrój, których reklamy po raz pierwszy pojawiły się w mediach masowych. – Nagle okazało się, że co drugi z nas ma zaburzenie dwubiegunowe – wspomina Greenberg. Obecnie w USA mieszka około sześciu milionów osób, u których zdiagnozowano tę przypadłość, podczas gdy w Wielkiej Brytanii chorobę tę rozpoznaje się u co setnej osoby.

Greenberg opisuje też, jak luka w kryteriach DSM została wykorzystana ”przez jednego z najbardziej nikczemnych psychiatrów”, który mimo braku solidnych podstaw naukowych wylansował modę na dziecięcą odmianę choroby dwubiegunowej. Stało się to akurat w momencie, kiedy mocne środki antypsychotyczne zaczęto nazywać stabilizatorami nastroju. W efekcie liczba zdiagnozowanych przypadków zaburzenia dwubiegunowego u dzieci wzrosła czterdziestokrotnie w ciągu dekady. – Tylko w 2007 roku pół miliona dzieci, z czego 20 tysięcy poniżej szóstego roku życia, dostało leki, które dziesięć lat wcześniej przepisywano jedynie w najpoważniejszych przypadkach – opowiada Greenberg.

Skutkami ubocznymi działania owych farmakologicznych koktajli dla dzieci były między innymi otyłość, cukrzyca oraz myśli samobójcze.

By ograniczyć skalę diagnozowania choroby dwubiegunowej u nieletnich, w DSM-5 wprowadzono nową jednostkę, zwaną destruktywnym zaburzeniem labilności nastroju (DMDD) i objawiającą się gwałtownymi napadami złości lub histerii. Ta decyzja również budzi kontrowersje, wiele osób bowiem obawia się, że w kryteriach tych mogą się mieścić także zdrowe dzieci o impulsywnym temperamencie. – Kliniczne badania terapii DMDD prawdopodobnie już trwają. Może się to skończyć kolejną epidemią wywołaną przez lekarzy – ostrzega Greenberg.

Jeżeli chodzi z kolei o zespół Aspergera, amerykański terapeuta uważa, że uwzględnienie tego zaburzenia w DSM w 1994 roku przyniosło akurat pewne pozytywne efekty. – Być może nie jest to choroba, ale dzięki tej klasyfikacji zaniedbywana wcześniej grupa dzieci zyskała dostęp do pomocy i usług edukacyjnych, jak również poczucie tożsamości i wspólnoty. Z drugiej strony jednak częstotliwość diagnozowania zaburzeń autystycznych (w tym zespołu Aspergera) na całym świecie zwiększyła się niemal trzydziestokrotnie – w 1988 roku stwierdzano je u czterech na 10 tysięcy pacjentów, a dwadzieścia lat później już u co 88. badanego dziecka. Zaniepokojeni, że sytuacja ”wymknęła się spod kontroli”, autorzy DSM-5 usunęli zespół Aspergera z listy, zastępując go ogólniejszym terminem zaburzeń spektrum autystycznego. Według Greenberga oznacza to ”wyższy próg diagnostyczny”, a w konsekwencji prawdopodobnie gorszy dostęp do świadczeń edukacyjnych dla przyszłych pokoleń.

Autor książki ma też wątpliwości co do tak zwanego zespołu zbieractwa, kolejnej nowej jednostki w DSM-5. – Czy ekscentryczny staruszek gromadzący w mieszkaniu różne graty jest bardziej chory niż miliarder, który ciągle kombinuje, jak zarobić kolejne pieniądze? – pyta. Greenberg uważa też, że inną ”nową” chorobę – łagodne zaburzenie poznawcze – dałoby się zdiagnozować u każdej osoby powyżej 50. roku życia, w tym u niego samego.

Szczególnie krytycznie Greenberg wyraża się o zmianie kryteriów rozpoznawania depresji. Dotychczas diagnozę taką wykluczano w przypadkach, gdy pacjent niedawno stracił bliską osobę, uznawano bowiem, że żałoba jest uczuciem normalnym. Wyjątek ten został wykreślony z DSM-5, dlatego też krytycy oceniają, że doszło do medykalizacji żałoby.

- Ta klauzula była kłopotliwa, ponieważ podważała dogmat o biologicznym podłożu depresji, oraz dostarczała argumentów osobom, które żądały wykluczenia także innych zewnętrznych czynników, takich jak rozwód czy zwolnienie z pracy – tłumaczy Greenberg. – Dlatego się jej pozbyto. To oznacza, że jeżeli ktoś przeżywa depresję z powodu żałoby, może zostać uznany za osobę psychicznie chorą. Nie twierdzę, że ludzie cierpiący po stracie bliskich nie potrzebują pomocy. Ale czy aby na pewno jest to problem medyczny?

Co zatem należy zrobić? Greenberg przekonuje, że psychiatrzy muszą zawęzić swą dziedzinę – oraz przedstawić ”rozsądne argumenty” za istnieniem określonych chorób należących do owej domeny. – W momencie publikacji pierwszego DSM wyróżniano 14 zaburzeń psychicznych, za to obecnie jest ich aż 250. Trzeba ograniczyć tę liczbę.

Zdaniem Greenberga terapie farmakologiczne mogą znaleźć zastosowanie, choć ”wystarczy spojrzeć na badania kliniczne, by przekonać się, że pomagają one tylko niektórym pacjentom”.

Greenberg uważa, że psychiatrzy przede wszystkim powinni być uczciwsi wobec pacjentów. – Niech nie wmawiają ludziom, że ich choroby powodowane są przez nierównowagę chemiczną, kiedy nie ma na to żadnych dowodów. Psychiatria bardzo mało wie o procesach, które decydują o naszym zdrowiu psychicznym, i nie powinna udawać, że jest inaczej.

Tekst: Cherrill Hicks

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Alergie i brak odporności – krótko i na temat

Posted by tadeo w dniu 18 Grudzień 2013

APC - 2013.12.18 17.39 - 001.3d

Brudu nie lubimy i należy sprzątać, ale bez przesady. Przesadzona czystość również człowiekowi szkodzi, brak bakterii dopiero osłabia organizm.  A nadmierna sterylizacja prowadzi do alergii i innych chorób cywilizacyjnych. Układ immunologiczny człowieka musi być “ćwiczony” niczym mięśnie kulturysty. W przeciwnym razie wiosenny spacer po łące może okazać się koszmarem. Alergia to choroba cywilizacyjna wynikajaca z nadmiaru sterylności. Pamiętam dzieci z końca XX wieku brudne i bawiące się w brudnych miejscach, a problemu alergii wówczas niemal nie było. Dziś wiele mieszkań jest czystszych niż sala operacyjna w szpitalu, a dzieci mimo to chorują. Przy czym alergie zataczają coraz większe kręgi. Pamiętajmy z wyjątkowej sterylności nie ochronimy zdrowia bo układ immunologiczny “zapomni” co to obrona organizmu skoro człowiek znajduje się w wyidealizowanym i wyjałowionym miejscu. Również przesadne częste mycie powoduje choroby grzybiczne. Dziecko musi mieć odporność, a tę zdobywa się przebywając w różnych środowiskach, ze stycznością z bakteriami. Antybiotyki niszczą bakterie i dlatego są również szkodliwe. Nie ma nic za darmo.

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Przeziębienie – Drogowskazy zdrowia

Posted by tadeo w dniu 20 Październik 2013

Pani Stefania Korżawska prezentuje zdrowe odżywianie i ziołolecznictwo 

Kolejne odcinki - http://www.youtube.com/playlist?list=PLB2801CD3AA2478A2&feature=view_all

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Wiosenne nalewki

Posted by tadeo w dniu 25 Kwiecień 2013

Siła drzemie w naturze. Pamiętajmy o tym szczególnie na wiosnę, gdy rośliny budzą się do życia. Z wielu możemy śmiało przygotować smaczne oraz przede wszystkim bardzo zdrowe nalewki. Przepisy są proste, a jedyne, czego potrzebujemy, to sporo cierpliwości, ponieważ większość nalewek, zanim będą gotowe, musi odstać kilka miesięcy.

Ewa Podsiadły-Natorska/mmch/kuchnia.wp.pl

http://kuchnia.wp.pl/fototematy/437/1/1/wiosenne-nalewki.html

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

10 produktów, które są najlepszym źródłem wapnia

Posted by tadeo w dniu 31 Marzec 2013

Ludzki organizm nie jest przystosowany do trawienia pasteryzowanego mleka. W procesie pasteryzacji, molekuły głównego białka mleka – kazeiny – ulegają zmianom. To ma wpływ na trzustkę, która zostaje zmuszona do produkcji własnych enzymów trawiennych, aby rozłożyć te molekuły.

To wyjaśnia, dlaczego tak wielu ludzi ma alergię na mleko. Jak każde wolne od enzymów pożywienie, mleko pasteryzowane wymaga od ludzkiego układu trawiennego ogromnego wysiłku. Ludzie z nietolerancją mleka, chorobami jelit lub słabym trawieniem, przepuszczają kazeinę przez ściany jelit do krwiobiegu. To jest powodem wielu alergii i zaburzeń autoimmunologicznych.

Zniszczone i zagubione w procesie pasteryzacji enzymy miały pomagać ludzkiemu organizmowi w rozkładaniu składników odżywczych, takich jak wapń. Bez tych enzymów organizm nie jest w stanie posłużyć się wapniem, a pierwiastek przechodzi przez ciało kompletnie niewykorzystany.

10 lepszych źródeł wapnia:

99 proc. wapnia magazynowane jest w kościach i zębach, wspomagając ich trwałość i funkcjonowanie. Pozostały jeden procent jest używany procesie kurczenia się naczyń krwionośnych, w funkcjonowaniu mięśni, komunikacji międzykomórkowej oraz przy wydzielaniu hormonów. Jeśli w organizmie brakuje wapnia, brakująca dawka zostaje pobrana z kości.
Oto 10 alternatywnych źródeł wapnia:

Migdały - suche, w postaci masła lub mleka, są wspaniałym źródłem wapnia. Już 22 migdały zaspokoją 27 proc. dziennego zapotrzebowania na wapń. Migdały zapewniają też dostawę witamin: przede wszystkim witaminy E, która jest naturalnym przeciwutleniaczem. Istotne jest również to, że migdały zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe, które powinny być systematycznie dostarczane wraz z pożywieniem. Są one nieodzowne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, między innymi chronią przed zawałem i miażdżycą, korzystnie wpływają na pracę mózgu i zdolność koncentracji. Mają też wpływ na stan włosów, skóry i paznokci

Śledzie - bogate w witaminę D, pomagają w absorpcji wapnia. Jeden filet śledziowy zaspokaja 11 proc. dziennego zapotrzebowania na wapń. Śledzie to także doskonałe źródło białka oraz witamin A i E. Choć zaliczane są do ryb tłustych, bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe, to jednak są niskokaloryczne, dzięki czemu mogą je jeść także osoby dbające o linię.

Sezam - smażony lub suszony. W 1 łyżce nasion sezamu znajduje się 9 proc. potrzebnego nam wapnia. Węglowodany, proteiny i aminokwasy sprawiają, że sezam jest bardzo łatwo przyswajalny przez organizm. Białko w ziarnach sezamu ma prawie taką samą zawartość jak w kurzych jajkach. Poza tym sezam posiada wiele cennych witamin, w tym A, E, z grupy B, oraz składników mineralnych, np. cynku, fosforu, magnezu, potasu, wapnia i żelaza

Surowe liście rzepy - w szklance znajdziemy 10 proc.  potrzebnego wapnia. Dodatkowo roślina ta obfituje w węglowodany oraz białko. Jest też prawdziwą skarbincą minerałów. Poza wapniem znajdziemy w niej potas, gfosfor i żelazo. A także witaminy z grupy B i witaminę A. Liście rzepy są idealnym składnikiem diety niskokalorycznej.

Orzechy brazylijskie - jedna szklanka tych orzechów zaspokoi 21 proc. dziennego zapotrzebowania. Są najbogatszym źródłem selenu spośród wszystkich orzechów, dzięki czemu przyczyniają się do spowolnienia procesów starzenia i pobudzenia układu immunologicznego.

Jogurt - pełen dobroczynnych kultur bakterii.  Kubek jogurtu w wersji beztłuszczowej pokrywa 30 proc. dziennego zapotrzebowania na wapń i 20 proc. na witaminę D. Jogurt grecki, choć jest bogatszym źródłem białka, zwiera mniej wapnia niż zwykły jogurt.

Siemię lniane - pełne kwasów omega-3, a 1 szklanka zaspokaja 43 proc. dziennego zapotrzebowania. Połączenie zdrowego tłuszczu i wysokiej zawartości błonnika sprawiają, że to doskonały wybór dla osób chcących pozbyć się niechcianych kilogramów.

Liście mniszka lekarskiego - 1 szklanka zaspokoi 10 proc. zapotrzebowania na wapń. Dzięki swoim właściwościom liście mniszka eliminują też nadmiar wody z organizmu, poprawiają trawienie i zwiększają wydolność nerek. Mniszek znany jest też ze swoich właściwości oczyszczających organizm. Jeśli czujesz się ociężały, brakuje ci energii, wprowadź go do swojej diety. Liści mniszka można używać jak sałaty – do kanapek czy w postaci sałatek z różnymi dodatkami.

Jarmuż - 1 szklanka zaspokoi 9 proc. dziennego zapotrzebowania na wapń.  Duże, kędzierzawe, zielone liście to istna bomba odżywcza – zawierają żelazo, wapń, magnez, kwas foliowy, witaminy C, A i K. Jeśli chcemy chronić nasze oczy i zmniejszyć ryzyko zaćmy oraz zwyrodnienia plamki żółtej, jedzmy jarmuż. Warzywo ma właściwości przeciwnowotworowe oraz jest bogate w przeciwutleniacze, które spowalniają procesy starzenia się komórek.

Liście gorczycy - 1 szklanka zaspokoi 6 proc. dziennego zapotrzebowania. Liście gorczycy to także świetne źródło witaminy C. Młode liście można jeść na surowo albo ugotowane. Jadalnymi częściami gorczycy są też jej kwiaty oraz strąki. Warto skorzystać z ich wyjątkowych właściwości.

sciencenews.pl

http://fitness.wp.pl/zdrowie/metody-naturalne/art153,10-produktow-ktore-sa-najlepszym-zrodlem-wapnia.html

Przeczytaj też:

Dlaczego warto jeść grejpfruty?

Dlaczego warto jeść grejpfruty?

8 najzdrowszych przypraw

8 najzdrowszych przypraw

7 produktów, które powinieneś jeść codziennie

7 produktów, które powinieneś jeść codziennie

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Najprostszy sposób na domowy chleb

Posted by tadeo w dniu 24 Styczeń 2013

Skocz do komentarzy

Osoby, które pieką chleb w domu, na pewno znają przepis na „najprostszy chleb na świecie, na drożdżach”
Jest to przepyszny chleb, wiem, bo piekłam i czas prowadzenia ciasta jest dłuższy od tego, który ja Wam proponuję.

Upiekłam najprostszy chleb pszenny, może nie najprostszy na świecie, ale na zakwasie:)

Przy pieczeniu chleba pszennego, z mąki białej na zakwasie, zakwas jest nam potrzebny, nie tyle do zakwaszania mąki, tak jak w przypadku chleba pełnoziarnistego, tylko do jej spulchnienia. Dlatego wystarczy te minimum12 godzin na zaczyn, aby chleb nam się udał.

Dodatkowo, trzeba spulchnione ciasto pszenne formować, aby gluten zawarty w tego typu mące, uaktywnił się i spowodował, że ciasto będzie bardziej podatne na kształtowanie w zgrabny bochenek. Przy ciastach z mąk pełnoziarnistych, ta czynność jest zbyteczna i wręcz niewykonalna!

 

Najprostszy chleb pszenny na zakwasie

Na zaczyn potrzebujemy;

  • 100g zakwasu aktywnego z mąki żytniej razowej x)
  • 600g mąki pszennej, użyłam typ 405,
  • 345g wody,
  • 1 łyżka płaska soli.

x) Można użyć zakwasu pszennego lub z dowolnej mąki. Stosunek wody do mąki w zakwasie to 150:100

Od razu napiszę, że sól należy dodać już w momencie robienia zaczynu. Nie zapomnijmy o niej!!! Będzie sprzyjała dobremu formowaniu ciasta w dniu następnym.

Składniki należy wymieszać tak, aby idealnie się połączyły. Zostawiamy ciasto przykryte w ciepłym miejscu na 12 godzin, najlepiej na noc.

Następny dzień rano, przykładowe godziny:

8.00

Ciasto wyjmujemy na blat. Rozklepujemy na placek i składamy na cztery. Jeśli blat został posypany mąką, staramy się, aby jak najmniej mąki dostało się do wewnątrz ciasta.

Władamy ponownie do miski, wysypanej odrobiną mąki.

9.00

Robimy to samo, co godzinę wcześniej.

10.00 – 10.30

Składamy na cztery i formujemy bochenek, układamy w koszyczku, złączeniem do góry. Pozostawiamy przykryte do ostatecznego wyrośnięcia.

Ciasto u mnie rosło ciut, ponad 2 godziny. Można przetrzymać do 2,5 godziny, wszystko zależy od temperatury otoczenia.

Teraz pieczenie w Waszych rękach i piekarnikach:).
Ja piekłam w garnku żeliwnym, nagrzanym w piekarniku do temperatury prawie 250st., przez 15 minut. Przez ten czas wrzucałam na dno piekarnika 3 razy po 2-3 kostki lodu. W tym czasie chleb powinien podrosnąć.

Po 15 minutach zmniejszyłam temp. do 220st. Po następnych 15 do 200st.

W sumie piekłam około 50 minut.

Chleb można kroić, jak jeszcze jest lekko ciepły, to chleb pszenny nie musimy czekać do następnego dnia. Jednak w dniu następnym kroi się o wiele lepiej i nie wysycha tak szybko jak ten na drożdżach. Jak smakuje? Cokolwiek bym nie napisała, to i tak nie poczujecie jego zapachu i smaku:)

SMACZNEGO:)

Skocz do komentarzy

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Moc zielonej herbaty

Posted by tadeo w dniu 20 Styczeń 2013

O żadnej innej z herbat nie mówi się w takich superlatywach. Choć jej słomkowy kolor i słodko-gorzki smak nie wzbudza we wszystkich zachwytu, właściwości zdrowotne ma niekwestionowane. Pita z umiarem korzystnie wpływa na stan naszego zdrowia. 

Zielona herbata należy do odmian niefermentowanych. Oznacza to, że zerwane jej  liście zwija się, a następnie suszy. Dzięki temu nie dochodzi do ich utlenienia, co pozwala zatrzymać im naturalny zielony kolor. W ten sposób zachowane zostają również wszelkie właściwości „świeżej” rośliny.

Aby móc korzystać jednak z jej dobrodziejstw bardzo istotny jest sposób zaparzania. Po pierwsze – zielonej herbaty nie zalewamy wrzątkiem. Temperatura wody powinna być dostosowana do gatunku (kupując warto o to spytać sprzedawcę), jednak nigdy nie może przekraczać 90°C. Po drugie – istotny jest czas zaparzania, który decyduje o właściwościach napoju. Po zaparzaniu przez 2-3 minuty będzie wykazywał on działanie pobudzające, po 5-6 – uspokajające. Po trzecie – nieodpowiednie zaparzanie może spowodować zmianę i smaku, i koloru herbaty, która stanie się  bardziej gorzka i znacznie ciemniejsza. Po czwarte – ważna jest woda, której użyjemy do przygotowania naparu. Powinna być niechlorowana i uboga w wapń. Jeśli więc nie mamy możliwości jej przefiltrowania, korzystajmy z mineralnej, niegazowanej, o niewielkiej zawartości wapnia.

Liście zielonej herbaty możemy zalewać wodą kilkukrotnie. Za każdym razem uzyskamy napar o innym aromacie i właściwościach. Pierwsze parzenie da nam aromat delikatny, działający pobudzająco. Drugie z kolei sprawia, że napar jest intensywniejszy i smaczniejszy, a tym samym bardziej ceniony, niż ten z pierwszego zaparzania.

W różnych odsłonach
Podobnie jak w przypadku odmian czarnych, zieloną herbatę najlepiej pić liściastą, a nie w postaci suszu z torebki. Tylko wtedy możemy ocenić jej wygląd – liście dobrej gatunkowo herbaty po zaparzeniu są naprawdę duże, ciężkie i opadają na dno naczynia. Do zaparzania najlepiej wykorzystać szklane bądź żeliwne czajniczki (pozwalają na swobodne rozwijanie się liści), a podawać w filiżankach z cieniutkiej porcelany.

Jeśli mamy problem z zaakceptowaniem smaku zielonego naparu, możemy wybrać wersje aromatyzowane kwiatem jaśminu, lotosu czy owocami. Unikajmy jednak jej słodzenia – amatorzy zielonej herbaty uznają to za profanację – traci ona wtedy nie tylko smak, ale także niektóre właściwości lecznicze. Chcąc pić ją na zimno możemy dodać do niej plasterek cytryny i kilka listków mięty.

Dla zdrowia i urody
Co powoduje, że zielona herbata jest zdrowa? Przede wszystkim to zasługa zawartych w niej antyoksydantów, które neutralizują działanie szkodliwych wolnych rodników. Nie mniejsza rolę odgrywają flawonoidy, wspomagające obniżanie ciśnienia krwi, poprawiające krążenie, wzmacniając naczynia krwionośne, a więc zmniejszające ryzyko wystąpienia chorób serca.

Napar z zielonej herbaty ma też właściwości hamujące rozwój bakterii, dlatego jej picie jest wskazane przy wszelkich infekcjach bakteryjnych, biegunkach czy w stanach zapalnych dziąseł. Wykazuje także działanie antynowotworowe – badania wskazują na jej pozytywne działanie w profilaktyce nowotworów żołądka, trzustki, jelita grubego, ale również płuc i piersi. Jest też bogatym źródłem witamin z grupy B, C, E oraz K oraz minerałów, takich jak magnez, żelazo, sód, fosfor, miedź, fluor, mangan, krzem czy jod.

Dla zdrowia i urody
Co powoduje, że zielona herbata jest zdrowa? Przede wszystkim to zasługa zawartych w niej antyoksydantów, które neutralizują działanie szkodliwych wolnych rodników. Nie mniejsza rolę odgrywają flawonoidy, wspomagające obniżanie ciśnienia krwi, poprawiające krążenie, wzmacniając naczynia krwionośne, a więc zmniejszające ryzyko wystąpienia chorób serca.

Napar z zielonej herbaty ma też właściwości hamujące rozwój bakterii, dlatego jej picie jest wskazane przy wszelkich infekcjach bakteryjnych, biegunkach czy w stanach zapalnych dziąseł. Wykazuje także działanie antynowotworowe – badania wskazują na jej pozytywne działanie w profilaktyce nowotworów żołądka, trzustki, jelita grubego, ale również płuc i piersi. Jest też bogatym źródłem witamin z grupy B, C, E oraz K oraz minerałów, takich jak magnez, żelazo, sód, fosfor, miedź, fluor, mangan, krzem czy jod.
Równie dobroczynny wpływ ma na układ moczowy. Działa pobudzająco na pęcherz, dzięki czemu szybciej wydalamy toksyny z organizmu. Zapobiega również powstawaniu kamieni w nerkach. Dalej – regularne picie naparu chroni przed reumatyzmem, a także zmniejsza jego natężenie, dzięki zawartości fluoru chroni zęby przed próchnicą.

Co ważne dla osób będących na diecie – zielona herbata wspomaga odchudzanie. Z tego powodu jest składnikiem wielu suplementów diety pomagających pozbyć się zbędnych kilogramów. Flawonoidy hamują bowiem aktywność enzymów, które przyczyniają się do odkładania tłuszczu w organizmie, przyspieszają metabolizm i pomagają w usuwaniu zbędnych produktów przemiany materii.

Napar z zielonych liści równie dobroczynnie wpływa na stan naszego umysłu. W zależności od czasu zaparzania może działać stymulująco, pobudzając organizm do działania, jak i relaksująco – w stanach napięcia i silnego stresu.

Z umiarem

Zielona herbata zawiera teinę, która podobnie jak kofeina (choć w łagodniejszy sposób) działa na organizm pobudzająco. Wypicie więc ośmiu jej filiżanek w ciągu dnia może wywołać niepokój, nadpobudliwość, przyspieszoną akcję serca czy bóle głowy. Pamiętajmy więc o umiarze w jej spożywaniu. Poza tym nie powinnyśmy jej pić na pusty żołądek, gdyż stymuluje wytwarzanie soków trawiennych.

Ponieważ zawarte w niej flawonoidy mogą zaburzać wchłanianie żelaza, nie jest zalecana osobom narażonym na anemię – małym dzieciom, kobietom w ciąży czy wegetarianom. Nie powinnyśmy również popijać nią leków czy suplementów diety, które w swoim składzie mają żelazo.

Przeczytaj też:

9 sposobów na zdrową skórę

9 sposobów na zdrową skórę

Zioła i rośliny na leczenie prostaty

Zioła i rośliny na leczenie prostaty

Granat - bezcenny dla zdrowia

Granat – bezcenny dla zdrowia

Helena Maj/ese/fitness.wp.pl

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Co potrafi żurawina?

Posted by tadeo w dniu 8 Listopad 2012

Jej rubinowe owoce to prawdziwy dar jesieni. Świeża żurawina, którą możemy dostać w listopadzie i grudniu, ma kwaśny smak, ale warto pokusić się o wyczarowanie kilku potraw z jej udziałem. Tym bardziej, że nie tylko wzbogacimy smak dania, ale też podreperujemy nasze zdrowie. Ta niepozorna roślina potrafi bowiem zdziałać cuda.

Co potrafi żurawina?

Po przymrozkach najlepsza

Owoce najczęściej pozyskiwane są z upraw żurawiny amerykańskiej, czyli tzw. żurawiny wielkoowocowej. Ale w Polsce spotkać można spotkać też dwa dziko rosnące gatunki – pospolitą, często również uprawianą, żurawinę błotną – oraz, coraz rzadszą, drobnolistkową. Świeże owoce można kupić na targach i w niektórych supermarketach. Oczywiście można też zbierać je samemu. Specjaliści są zdania, że najlepiej robić to po pierwszych przymrozkach, wtedy żurawina jest smaczniejsza. Do koszyka wrzucamy nawet niezbyt dojrzałe (białawe) owoce, ponieważ łatwo dojrzewają rozłożone na płaskiej powierzchni z dostępem słońca. Jednak najwięcej wartości odżywczych mają owoce zbierane jak najpóźniej, nawet wczesną wiosną! Ich charakterystyczna gruba skórka chroni je przed pękaniem. Można przechowywać je na surowo w temperaturze nieco powyżej zera. Jeśli zaczną wysychać, należy skropić je chłodną wodą.

Odpowiednio przygotowana żurawina jest wspaniałym dodatkiem lub uzupełnieniem dań. Można z niej robić powidła i serwować z serem camembert, drobiem, rybami, ale też dziczyzną czy pasztetami. Dodaje bardzo wyrafinowanego smaku tym potrawom. Żurawina świetnie smakuje upieczona w cieście. Można też zrobić z niej sok, a potem gotować kisiel lub pić rozcieńczony wodą. Dorośli smakosze mogą pokusić się o zrobienie nalewki. Owoce oczywiście można po prostu ususzyć i jadać zimą, gdy tylko złapie nas chęć na coś specjalnego. Suszona żurawina również nadaje się do wyrobu kisielu. W tej postaci chetnie jadają ją dzieci.

Wspaniałe właściwości 

Żurawina jest bogata w flawonoidy, antocyjany i garbniki. Zawiera duże ilości kwasów organicznych, głównie cytrynowego i jabłkowego – odpowiedzialnych za jej cierpki smak – oraz benzoesowego, chinowego, beta-hydroksymasłowego, malonowego oraz pektyn. Poza tym to prawdziwa skarbnica witaminy C, dostarcza również wit. A, B1, B2 oraz wielu mikroelementów, m.in. żelaza (co sprawia, że jest polecana osobom z anemią), magnezu, wapnia, fosforu, potasu i jodu.

Żurawina uznawana jest za wspaniały środek leczniczy. Współczesna medycyna poleca ją jako panaceum na wiele schorzeń.

- Zawiera silne przeciwutleniacze, które chronią przed chorobami nowotworowymi – tłumaczy Marta Grzempa, specjalista z Centrum Naturhouse w Bydgoszczy. – W szczególności pomocna jest w przypadku białaczki, raka płuc i okrężnicy.

Regularne picie soku z żurawin podnosi dwukrotnie poziom przeciwutleniaczy, które zapobiegają chorobom nowotworowym. Udowodnili to naukowcy z University of Massachusetts Dartmouth. Ich badania dowiodły, że żurawina swoje właściwości antyrakowe zawdzięcza właśnie wyjątkowo silnym antocyjanom tzw. poliantocyjanidom, zawierającym unikalne podwójne wiązania chemiczne między cząsteczkami, niespotykane w innych owocach.

- Żurawina odgrywa istotny wpływ na układ moczowy, gdyż łagodzi objawy infekcji i sprawia, że groźne bakterie, np. E. coli są wypłukiwane wraz z moczem – mówi Marta Grzempa. – Owoce żurawiny, dzięki zawartości kwasu chinowego, zapobiegają tworzeniu się kamieni nerkowych. Ten kwas jest wyjątkowy, ponieważ w postaci niezmienionej zostaje wydalony z naszego organizmu wraz z moczem. Jego obecność sprawia, że mocz ma lekko kwaśny odczyn, co zapobiega łączeniu się jonów wapnia i fosforu w nierozpuszczalne związki – tym samym chroni przed powstawaniem kamieni nerkowych.

Zwalcza także wirusa opryszczki (typ HSV-2), przyczyniającego się do powstania opryszczki narządów płciowych. Na razie zostało to udowodnione w badaniach laboratoryjnych, jednak jest nadzieja, że badania z udziałem ludzi to potwierdzą. Mechanizm działania jest podobny do tego, jaki zachodzi w przypadku zapobiegania zakażeniom układu moczowego. Utrudnia to wirusowi penetrację i przyleganie do tkanek.

- Owoce żurawiny zapobiegają m.in. chorobom serca, zmniejszają ryzyko powstawania niebezpiecznych skrzepów w naczyniach krwionośnych, a także ograniczają stężenie złego cholesterolu we krwi – podkreśla Marta Grzempa. – Co więcej, żurawina działa bakteriobójczo, dzięki czemu zapobiega rozwojowi choroby wrzodowej żołądka, a także chroni przed próchnicą i zapaleniami dziąseł.

ml/mmch

http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/1450/2/1/co-potrafi-zurawina-.html

Przeczytaj także: Zdrowie z Natury – Żurawina

 

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Warzywa, które leczą

Posted by tadeo w dniu 1 Listopad 2012

Wszystkie warzywa są zdrowe, ale niektóre dostarczają organizmowi szczególnie dużo wartościowych składników. Te, które znalazły się w naszym rankingu, są bogate w mikroelementy – wykorzystywane przez organizm jako paliwo i budulec oraz pomagające utrzymać dobre zdrowie. Dlatego nie powinno ich zabraknąć w codziennym jadłospisie.

Burak

Warzywa, które leczą

Znany w Polsce od wieków. Ma więcej cukru niż inne warzywa, a mimo to jest niskokaloryczny, ponieważ znajdziemy w nim minimalną ilość tłuszczu. Pobudza apetyt, jest odświeżający i lekkostrawny. Stosowany w leczeniu anemii, nerwic, grypy, gruźlicy, nowotworów, zapalenia nerwów i wątroby. Burak zawiera środki hormonalne i stymulatory biogenne podobne do estrogenów. Jego zaletą jest duża zawartość biopierwiastków promieniotwórczych (rubid i cynk). Okłady ze świeżo utartego buraka doskonale goją owrzodzenia i łagodzą stany zapalne po ukąszeniu owadów.

ChrzanWarzywa, które leczą

Stosowany był już m.in. w starożytnym Egipcie. Olejki eteryczne zawarte w chrzanie działają jak antybiotyk. Warzywo zawiera 4-5 razy więcej witaminy C niż cytryny i pomarańcze. Posiada mnóstwo fitoncydów, czyli naturalnych substancji niszczących bakterie. Związki zawarte w tej roślinie są również skutecznym sposobem na walkę z grzybami i wirusami. Zarówno korzeń, jak i liście zawierają duże ilości kwasu askorbinowego, witamin z grupy B, karotenu oraz soli mineralnych.

W przeszłości chrzanem leczono szkorbut i schorzenia wątroby. Warzywo pomaga wzmocnić organizm – polecane jest w przypadku kaszlu i stanów zapalnych zatok. Świeży sok z chrzanu i jego wodne roztwory sprzyjają wydzielaniu się kwasu solnego w żołądku, wspomagają przemianę materii, poprawiają pracę wątroby i nerek.

Pietruszka
Warzywa, które leczą

Do celów leczniczych wykorzystuje się korzeń, liście, owoce i nasiona. Szczególnie natka pietruszki jest bardzo cennym produktem spożywczym i leczniczym. Ma cztery razy więcej witaminy C niż pomarańcze i kapusta – 20 g natki dostarcza 48 mg witaminy C (dzienne zapotrzebowanie organizmu to 75 mg). Nać daje cztery razy więcej prowitaminy A (12 mg), niż wynosi dzienne zapotrzebowanie. Zawiera chlorofil, aminokwasy, sporo olejków eterycznych. Nasiona mają znacznie więcej olejku eterycznego i flawonoidów niż korzeń, dlatego działają silniej moczopędnie i przeciwszkorbutowo.

Seler

Warzywa, które leczą
Zarówno liście jak i korzenie zawierają surowce lecznicze. Seler bogaty jest też w naturalną witaminę B kompleks i witaminę PP. Ma najwięcej fosforu wśród warzyw korzeniowych, dużo wapnia, potasu i cynku, a także nieco magnezu i żelaza. Surowy seler działa wzmacniająco, leczy gościec, kamicę moczową, wzdęcia, kolki żołądkowe, łagodzi nieprawidłowości miesiączkowania i poprawia przemianę materii. Jest dobrze tolerowany przez cukrzyków i działa korzystnie na nieżyt oskrzeli.

Stosowany zewnętrznie działa kojąco na rany i odmrożenia, leczy zapalenie powiek i miejscowe odbarwienie skóry. Wszystkie zalety selera sprawdzają się w dietach odchudzających, gdzie wykorzystywany jest przede wszystkim seler naciowy.

Szpinak

Warzywa, które leczą
Liście szpinaku zawierają dużo łatwo przyswajalnego żelaza. Znajdziemy w nich również beta-karoten chroniący przed rakiem i starczym zwyrodnieniem plamki żółtej, kwas foliowy zapobiegający anemii i defektom płodu, luteinę oraz zeaksantynę chroniącą przed rakiem jelita grubego, a także witaminę C. Cholina w szpinaku likwiduje otłuszczenie wątroby i reguluje odkładanie się tłuszczu w całym organizmie. Warzywo wzmacnia pracę serca, aktywuje wydzielanie soku trzustkowego, oczyszcza przewód trawienny.

Rzodkiewka

Warzywa, które leczą
Jej korzystne dla zdrowia właściwości znane są od tysięcy lat. Już wtedy uważano, że rzodkiewka poprawia wzrok, usprawnia intelekt i pamięć. Nauka dopiero w ostatnich dziesięcioleciach potwierdziła wyjątkowe właściwości warzywa, a w szczególności zdolność wytwarzania w organizmie przewagi jonizacji ujemnej, która przyczynia się do stabilnego przebiegu procesów oddychania, ukrwienia i aktywizacji metabolizmu.

Spożywanie rzodkiewki zaleca się przy anemii, artretyzmie, astmie, braku łaknienia, dolegliwościach oskrzelowych i wątrobowych, kamieniach nerkowych i żółciowych, reumatyzmie, szkorbucie, wypadaniu włosów, a nawet zmarszczkach.

Ziemniak

Warzywa, które leczą
Jedna z najważniejszych roślin uprawnych, która – wbrew rozmaitym przesądom – jest bogatym źródłem wielu cennych składników. Zawiera mnóstwo potasu, pomagającego utrzymać ciśnienie krwi na właściwym poziomie, dużą dawkę witaminy C, nierozpuszczalny błonnik ułatwiający trawienie oraz flawonoidy i inne chroniące zdrowie fitosubstancje, których szczególnie dużo jest w skórce. Skórka ziemniaka jest także bogata w witaminy z grupy B, żelazo, wapń, fosfor, potas i cynk.

Ziemniak prawie nie zawiera tłuszczu i jest niskokaloryczny. Sprzyja pracy jelit. Działa przeciwskurczowo, moczopędnie i przeciwnowotworowo. Hamuje rozwój grzybów i bakterii, wpływa korzystnie na nerki, rozpuszczając kamienie.

Dynia

Warzywa, które leczą
Tak jak inne rośliny z rodziny dyniowatych (kabaczek, cukinia, patison) zawiera bardzo dużo beta-karotenu (100 g dyni zapewnia 100 proc. dziennego zapotrzebowania), potasu, witaminy B6 i C oraz luteiny. Dyniowate są bogatym źródłem rozpuszczalnego błonnika, który pomaga zmniejszać stężenie cholesterolu, tiaminy (witaminy B1), która wspomaga pracę mózgu, oraz magnezu, ważnego do kontrolowania reakcji alergicznych, chroniącego przed chorobami serca i formowaniem się kamieni nerkowych.

Papryka

Warzywa, które leczą
Zawiera dużo witaminy C – pod względem jej zawartości zajmuje pierwsze miejsce wśród wszystkich warzyw. W czerwonej papryce znajdziemy także luteinę i ksantynę oraz karotenoidy, które zmniejszają ryzyko utraty wzroku spowodowanej starzeniem się, ponieważ zapobiegają zwyrodnieniu siatkówki, zaćmie i niektórym rodzajom nowotworów. Ostra papryka zawiera duże dawki kapsaicyny – substancji o działaniu przeciwbólowym i przeciwzapalnym, pomocnej także w powstrzymywaniu formowania się złogów cholesterolowych. Chlorofil chroni natomiast przed działaniem substancji rakotwórczych obecnych w środowisku.

Ewa Podsiadły-Natorska

http://fitness.wp.pl/multimedia/galerie/go:5/art933.html

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Ocet jabłkowy dobry na wszystko!

Posted by tadeo w dniu 24 Październik 2012

Ten produkt działa cuda! W Polsce wciąż jest niedocenianyLeczy wiele chorób. Poprawia stan włosów i cery. Przy tym kosztuje grosze.

Ocet jabłkowy dobry na wszystko!

Jakie ma zastosowania?

Mający szerokie zastosowanie w kuchni, ocet jabłkowy to również znakomity produkt na skórę i włosy. Ale to nie wszystko – z powodzeniem można go stosować także na problemy z bezsennością, astmą, anemią, trawieniem czy liszajami. Pełno w nim potasu, chloru, fosforu, sodu, magnezu, wapnia, siarki, żelaza, fluoru i krzemu, które korzystnie wpływają na organizm. Kuracja octem jabłkowym jest skuteczna. I kosztuje grosze.

Jednym z pierwszych naukowców, którzy rozpowszechnili stosowanie octu jabłkowego, był amerykański prof. DeForest Clinton Jarvis. To on odkrył profilaktyczne i lecznicze działanie tego produktu. Ocet jabłkowy powstaje na bazie fermentacji owoców wywołanej przez bakterie octowe. Jadwiga Górnicka w książce „Apteka natury” pisze, że napoje powstałe w wyniku fermentacji beztlenowej z soków owocowych oraz z jabłek i pigwy są znane pod ogólną nazwą cydru. Przygotowanie cydru jest podobne do produkcji słabego wina wytrawnego o zawartości alkoholu od 2 do 8 proc. Stosując fermentację tlenową, można otrzymać wysokogatunkowy cedrowy ocet spożywczy.

Stosuj wewnętrznie i zewnętrznie

Ocet jabłkowy jest dobry na wiele innych schorzeń i dolegliwości. Stosowany wewnętrznie staje się świetnym lekarstwem na kaszel, ból gardła, anginę, katar, zapalenie migdałków, nudności i wymioty. Aby wyleczyć bezsenność, po posiłku rano i wieczorem należy pić dwie łyżeczki octu jabłkowego z dwoma łyżeczkami miodu zmieszanymi z połową szklanki przegotowanej wody.

Na piękne włosy

Ocet jabłkowy używany jest przede wszystkim jako dodatek do potraw, choć potwierdzono już jego odchudzające właściwości – zapewnia uczucie sytości i hamuje apetyt. Okazuje się, że szczególnie kobiety powinny zrobić z niego użytek. Ocet jabłkowy to świetny specyfik upiększający. Doskonale działa na włosy – usuwa resztki produktów pielęgnacyjnych (szamponów, odżywek), przeciwdziała wypadaniu i przetłuszczaniu się kosmyków, usuwa łupież. Przywraca naturalny poziom pH skóry głowy, sprawia, że włosy stają się odżywione, błyszczące, mocne i zdrowe.

Odżywka idealna

Płukankę z octu jabłkowego możesz zrobić sama. Potrzebujesz pół szklanki octu i tyle samo ciepłej wody. Oba składniki wymieszaj ze sobą. Po umyciu włosów szamponem wypłucz kosmyki tak przygotowaną miksturą. Jeśli masz puste opakowanie do rozpylania (spray), wlej do niego płukankę i zafunduj octową kurację swoim włosom. Odczekaj kilka minut i spłucz miksturę. Nie używaj odżywki. Po takiej kuracji włosy będą gładkie, miękkie i błyszczące. A jeżeli chcesz zastosować ocet jabłkowy na wypadające kosmyki, płukankę octową należy wetrzeć w skórę głowy.

Piękna skóra

Ocet jabłkowy znakomicie wpływa również na kondycję skóry. Leczy trądzik i wypryski, ma działanie przeciwzmarszczkowe. Przywraca prawidłowy poziom pH skóry, zmiękcza ją, pomaga pozbyć się blizn. Najprostszym sposobem na odżywienie skóry jest dodanie kilku łyżeczek octu jabłkowego do kąpieli. Warto przygotować również tonik octowy i przemywać nim twarz. Ćwierć szklanki octu zmieszaj z połową szklanki wody – tak przygotowaną miksturą należy nasączyć wacik kosmetyczny i przemyć twarz po zmyciu makijażu. Nie przejmuj się zapachem octu; zniknie po paru minutach. Jeśli masz wrażliwą cerę, przygotuj octowy tonik z większą ilością wody.Taki zabieg odżywi, nawilży i oczyści skórę twarzy.

Zioła

Domową płukankę na włosy i tonik można połączyć również z ulubionymi ziołami. W tym celu garść posiekanych ziół dodaj do gotującej się wody i trzymaj na wolnym ogniu przez pół godziny. Następnie przecedź mieszankę przez sito i odstaw do wystygnięcia. Tak przygotowany napar wymieszaj z octem jabłkowym zamiast wody.

Anemia

Jadwiga Górnicka w książce „Apteka natury” pisze, że ocet jabłkowy ma pozytywne działanie w leczeniu anemii. Na pół szklanki wody należy wziąć łyżkę octu i dwie łyżeczki miodu. Pić dwa razy dziennie. Przy wysokim ciśnieniu trzy razy dziennie trzeba pić szklankę wody z jedną łyżeczką octu. Z kolei w przypadku zmęczenia szklanka zimnej wody lub niegazowanej wody mineralnej, wypita na czczo z łyżką miodu i 3-4 łyżeczkami octu jabłkowego, postawi nas na nogi. Jadwiga Górnicka szczególnie poleca ocet jabłkowy osobom ze skłonnościami do tworzenia się złogów – produkt czyści nerki i stawy, nie dopuszczając do ich powstania.

Ocet stosowany zewnętrznie (zwykle w formie kompresów) jest dobry na oparzenia, skurcz mięśni, zranienia, zmiany i dolegliwości skórne, obrzęki nóg, a nawet żylaki.

Kup albo zrób go sama

Ocet jabłkowy można kupić w sklepie albo przygotować na własną rękę. Oto przepis: kilka dużych jabłek myjemy i kroimy na małe kawałki razem ze skórką oraz gniazdami nasiennymi. Umieszczamy jej w dużym słoju i zalewamy słodką, przegotowaną wodą w proporcji: łyżka cukru na szklankę wody. Naczynie zatykamy, u góry obwiązując je płótnem. Trzymamy w ciepłym miejscu przez około cztery tygodnie – jabłka muszą sfermentować. Od czasu do czasu całość mieszamy drewnianą łyżką. Gotowy ocet rozlewamy do butelek, sącząc go przez gazę.

http://kobieta.wp.pl/gid,15035449,img,15035519,kat,119634,title,Ocet-jablkowy-dobry-na-wszystko-Kup-albo-zrob-go-sama,galeriazdjecie.html

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

CUKIER RAFINOWANY = BIAŁA ŚMIERĆ!

Posted by tadeo w dniu 31 Lipiec 2012

 

 

Opracował na podstawie broszury: „Kurs praktycznego zastosowania energii” (tłum. z jęz. hiszp. B. Jaegerman, brak aut., m. i r. wyd., stron 109), wykładów z medycyny chińskiej Claude’a Diolosy oraz własnych doświadczeń – ks. Adam Skwarczyński. Jeśli będą zainteresowani, chętnie dołączy do poniższego tekstu fragmenty książki Franza Bindera i Josefa Wahlera Cukier? Nie! Dziękuję, Ofic. wyd. SPAR 1994 (wyd. I). Jak się wydaje, jest ona trudna do zdobycia.

Uwaga! Ponieważ cukru używa się przy PRODUKCJI TYTONIU – papierosy zawierają dużą ilość dwusiarczynu. Wobec tego z niniejszym opracowaniem powinni zapoznać się także palacze oraz ci, którzy wdychają cudzy dym. W świetle tego, co dalej będzie powiedziane, istnieje ścisły związek między spożywaniem rafinowanego cukru i paleniem papierosów a cukrzycą, rakiem czy chociażby tylko zmęczeniem.

Jedyna technika wybielania (rafinowania) cukru, produkowanego z buraków i z trzciny, stosowana na skalę przemysłową na całym świecie, polega na wymieszaniu soku z kwasem siarkowym (oczywiście znacznie rozcieńczonym), kwasem węglowym oraz wapnem gaszonym; mieszanka jest pozostawiona aż do czasu wystąpienia reakcji, potem poddana odparowaniu oraz płukaniu tyle razy i tak długo, aż kryształki staną się przezroczyste. Powstała w ten sposób czysta prosta sacharoza, pozbawiona mikroelementów, może poważnie zaburzyć przemianę materii, gdyż jest nieprzyswajalna w tej postaci przez organizm.

O wiele większy jednak problem stwarza zatrucie dwusiarczynem - pozostałością kwasu siarkowego w cukrze rafinowanym. Oto niektóre skutki tego zatrucia:

1. Trucizna ta wypiera z organizmu siarkę – mikroelement konieczny do życia – i na długie lata zajmuje jej miejsce (dopiero po 7 latach wymieniają się komórki w narządach zdolnych do regeneracji). Wskutek tego cały układ odpornościowy ulega wielkiemu osłabieniu, a organizm staje się bezbronny, np. wobec infekcji wirusowych. Stąd złe samopoczucie, niepokój, zmiana zachowania. U dziecka, które nigdy nie jadło cukru, w 3-4 godziny po jego spożyciu występują zielone śluzowate stolce oraz powyższe zmiany zachowania. Niestety tę naturalną reakcję organizmu tłumaczy się „amebami” i zaleca się „leczenie”, blokujące naturalne samooczyszczenie organizmu z toksyn i prowadzące do późniejszych zaparć nawykowych.

2. Dwusiarczyn blokuje reakcje organizmu na leczenie różnego typu, w tym energetycznego, o czym zapominają często homeopaci i akupunkturzyści. Leczenie musiałoby wtedy trwać całymi latami!

3. Nie tylko obniża on ogólną odporność, ale także powoduje duże zmęczenie, a nawet może o połowę obniżyć zdolność do pracy. Potwierdziło tę jego właściwość wiele testów. Ludzie nie jedzący zwykłego cukru są bardziej aktywni, zaś jedzący – często ospali, leniwi, powolni, otępiali. Wszystkie molekuły organizmu mają tzw. skręt prawy, który zależy od biegunowości komórki, a jednocześnie utrzymuje właściwy kierunek przepływu prądu. Cukier rafinowany zaś ma odwrotne wartości elektryczne, jest lewoskrętny. Organizm musi zużyć wiele energii na powrót do stanu normalnego molekuł, na odzyskanie właściwego skrętu. Stąd hasło: „Cukier krzepi” – jest absurdalne w odniesieniu do cukru rafinowanego! Gdyby nawet zaczęto produkować na większą skalę cukier „lewoskrętny” – wszystkie pozostałe jego cechy niestety się nie zmienią.

4. Odwraca w organizmie biegunowość (- i +), a więc powoduje przepływ energii w kierunku przeciwnym do występującego w naturze. Zaburzenie to, trudne do zauważenia w poszczególnych komórkach, daje się stwierdzić w narządach, lecz wtedy jest już za późno – jest objawem raka tych narządów. Zjawisko to może wystąpić nawet na tak wielką skalę, że podwzgórze mózgu przestanie sterować funkcjami organizmu: prądy biologiczne płyną nie od niego ku miednicy, lecz w kierunku przeciwnym. Wtedy śmierć jest blisko. Jak więc tu nie nazwać cukru „białą śmiercią”?!

5. Nieraz mówi się o braku fosforu u jedzących cukier, a co za tym idzie – o osłabieniu kości, zwłaszcza zębów. Statystyka potwierdza, że u ludzi obywających się bez cukru i bez papierosów o wiele rzadziej stwierdza się próchnicę zębów, a za to szybciej zrastają się złamane kości. Dwusiarczyn powoduje zaburzenia w przyswajaniu wapnia, co z kolei prowadzi do niedoboru fosforu. Bardzo niski poziom fosforu nie tylko źle działa na układ kostny, lecz także obniża aktywność i zdolność do pracy.

6. Pod wpływem dwusiarczynu zachodzą bardzo niekorzystne zjawiska w mózgu – obniża się poziom procesów metabolicznych energii mózgowej. Obserwuje się stałe uczucie zmęczenia, zablokowania, otępienia, trudności ze skupieniem uwagi na jednym przedmiocie, a co za tym idzie – trudności w każdej pracy, wymagającej aktywności i myślenia. Ucieczka od takiej pracy i pójście po linii najmniejszego wysiłku i oporu stają się charakterystyczne zarówno dla jedzących cukier uczniów, jak i dla profesorów i innych pracowników umysłowych. Obniża się znacznie ogólny poziom ich kultury i możliwości poznawcze, a więc operowanie danymi, choćby sama ilość danych i informacji u nich przetrwała. Wydajność każdej pracy, a zwłaszcza umysłowej, niemal błyskawicznie wzrasta po odrzuceniu dwusiarczynu.

7. Obie półkule mózgu powinny być względem siebie w równowadze na wielu poziomach, także energetycznym. Brak równowagi między półkulą „odczuwającą” i „myślącą” może powodować wielkie komplikacje życiowe. Są to zaburzenia tak zwanej „dwuboczności”, widoczne między innymi w nagłych zmianach zachowań, decyzji, w przygnębieniu z tego powodu, w zezie. Niestety wielu lekarzy nie widzi związku między tymi zaburzeniami a spożywaniem cukru.

8. Problem miażdżycy – sklerozy – wiąże się dlatego ze spożywaniem cukru, gdyż dwusiarczyn przyspiesza proces wysycania się nienasyconych kwasów tłuszczowych: łyżka oliwy, oleju roślinnego, orzeszków ziemnych czy sezamu plus cukier – równa się łyżce smalcu, działa tak samo. Nie wystarczy więc ograniczenie ilości spożywanych tłuszczów zwierzęcych (np. jedzenie chudego mięsa) i zastąpienie ich olejem, gdy przy tym spożywa się cukier. Rosnąca liczba przypadków chorób naczyniowo-sercowych jest znamienna.

9. Coraz więcej też młodych ludzi ma już widoczny na tęczówce oka tzw. pierścień starości, którego początek stanowi pierścień dwusiarczynu. W górnej części tęczówki widoczna jest plamka w kształcie półksiężyca, u jednych biało-niebieska, u innych, szczególnie wrażliwych – srebrzysta jak folia aluminiowa. Potrafi ona zniknąć przy stosowaniu diety i pojawić się już w dwie godziny po zjedzeniu ciastka. Kształt i wielkość pierścienia zależą od ilości dwusiarczynu w organizmie i od wrażliwości nań organizmu. Większa wrażliwość występuje u tych, których rodzice chorowali na cukrzycę. Jedno ciastko wywołuje u nich taki sam pierścień, jaki normalnie powstaje po spożyciu 3-4 kg cukru. Pierścień dwusiarczynowy może utrzymywać się 3-4 miesięce po zjedzeniu nawet jednego ciastka. Ciekawe, że osoby te nie reagują na sacharozę pozbawioną dwusiarczynu, np. na cukier ciemnobrązowy, zaś identycznie mocno reagują na barwniki i środki konserwujące, produkowane na bazie siarki.

10. Cukier jest silnie śluzotwórczy – podtrzymuje nadmiar wilgoci w organizmie, podobnie jak np. w chlebie, zaprawionym podpalanym syropem; ponadto posiada właściwość zagęszczania śluzu, co prowadzi do tworzenia się ognisk zapalnych w zatokach oraz kamieni w przewodach moczowych i żółciowych.

11. Spożywanie dwusiarczynu w cukrze prowadzi do uzależnienia, zwanego popularnie nałogiem, a podobnego do głodu tytoniowego czy alkoholowego. Stąd jakże wielu ludzi mówi: „Nie potrafię obejść się bez cukru, mój organizm go potrzebuje”. Nie myślą, że wpadli w nałóg… Czy aby „niewinny”…? Wzmacnia go jeszcze wewnętrzny niepokój i brak równowagi, kiedy to szuka się słodyczy jako środka uspokajającego. Szkoda, że zarazem silnie zatruwającego! W jego miejsce należy używać miodu prawdziwego.

12. Argument, że cukier konserwuje, już nikogo nie przekona: zabija wszelkie życie, a więc i w przetworach, i w nas! Używajmy miodu, do ciast i przetworów – też. Kto ma buraki cukrowe, niech je rozdrobni, wygotuje, a otrzymany z nich zdrowy syrop zagęści. Sacharyny i zawierających ją napojów i słodzików lepiej unikajmy ze względu na jej toksyczność. Leczmy się pełnym ziarnem (zbóż, roślin strączkowych, orzechów), gdyż Bóg od początku (już w raju) przewidział je dla nas jako podstawę żywienia.

13. Na cukrzycę chorują z zasady ludzie zatruci dwusiarczynem. Zatrucie to może mieć miejsce już w okresie ciąży lub karmienia piersią, gdy matka przekazuje dziecku spożywaną przez siebie truciznę.


UZ
UPEŁNIENIE

Do 1. Siarka w postaci dwusiarczków (konieczna do życia) występuje zwł. w molekułach (cząsteczkach) układu odpornościowego. W nim molekuły immunoglobuliny stanowią łańcuch, połączony tzw. mostkami dwusiarczkowymi. Niestety jon dwusiarczku może być zastąpiony (i to na długie lata nawet po zaprzestaniu spożywania cukru, gdyż się on kumuluje) przez jon dwusiarczynu we wszystkich miejscach w organizmie. Rozbijając mostki dwusiarczkowe, otwiera on molekuły; rozsypuje sią łańcuch, przez co cały układ odpornościowy ulega wielkiemu osłabieniu.

Do 5. Bierze się to stąd, że jony dwusiarczynu wyparły z wnętrza komórek jony dwusiarczku, które – wraz z niektórymi enzymami – są tam konieczne w procesie uwalniania fosforu (chodzi o działanie trójfosforanu adenoksyny, przechodzącego w dwufosforan). Jony dwusiarczynu, nie mogąc zastąpić dwusiarczku, nie wspomagają tego procesu.

Do 8. Jest tak dlatego, że ze wzglądu na swą konfigurację dwusiarczyn łączy się z cząsteczkami nienasyconych kwasów tłuszczowych, pochłania wodór i te wysycają się, a więc stają się szkodliwe. Ponadto na wiązaniach siarkowych (słabych, lecz wystarczających), które dwusiarczyn tworzy, następuje skupianie się molekuł, a więc i wytrącanie się nasyconych tłuszczów.

Problem CUKRZYCY, a także HIPOGLIKEMII (niedocukrzenia) wiąże się wprost z zatruciem dwusiarczynem. Dziwią tu niekiedy wypowiedzi „autorytetów”, że jakoby „cukrzyca z cukrem, np. buraczanym, niewiele ma wspólnego”! Udowodniono zupełnie odmienną reakcję organizmu na tę samą buraczaną czy trzcinową sacharozę, wolną od dwusiarczynu, a więc nie przechodzącą procesu rafinacji. Już to mówi samo za siebie.

Mówiąc o niedocukrzeniu, sięgamy do procesów we wnętrzu komórek. Zasoby energii komórki są w równowadze dzięki czemuś w rodzaju sprzężenia zwrotnego. Jeśli są niewielkie, wzmagają się procesy przemiany, wzrasta zużycie glukozy oraz insuliny. Kiedy dwusiarczyn powoduje zmniejszenie zasobów energii na drodze blokady ATP, pojawia się konieczność użycia dodatkowych ilości insuliny. Organizm więc dla zachowania równowagi obniża poziomy seryjne glukozy, co na poziomie metabolicznym da nam hipoglikemię, tak dzisiaj rozpowszechnioną. W rzeczywistości nie jest to hipoglikemia – niedocukrzenie, lecz hiperinsulinizm – wysoki poziom insuliny jako reakcja na zwiększone zapotrzebowanie na energię. Masowo uwalnia się w organizmie insulina, zużywana jest glukoza, a przy tym zasoby energii nie są w wystarczającym stopniu odnawiane. Pojawia się hipoglikemia – zbyt niski poziom cukru. Jeśli niektórzy lekarze zalecają wtedy pacjentom zatrute słodycze – zamyka się błędne koło: zwiększa się ilość dwusiarczynu, chwilowo wzrasta poziom glukozy, która bardzo szybko zostaje zużyta, co uwolni znaczne ilości insuliny, spowoduje więc kolejne, coraz poważniejsze stadia niedocukrzenia. A więc słodycze – owszem, ale nie skażone dwusiarczynem!

W oparciu o zasady medycyny chińskiej można tu podać wskazania dla tych, którzy chcą wyleczyć się z cukrzycy.

1. Należy wyrzec się cukru rafinowanego we wszelkiej postaci, a więc także w czekoladzie, w dżemie, w cieście, w chlebie, i to nawet w najmniejszej ilości (uwaga!, nie na wszystkich opakowaniach wymienia się cukier w spisie użytych surowców!). Ogień wzmacnia lekarstwa i trucizny, jak więc truje nas ciasto, pieczone przy 200-300°C, albo rozżarzony papieros!

Nie wszyscy potrafią dostrzec związek cukrzycy z nałogiem palenia papierosów. Tymczasem kategorycznie należy przestrzegać unikania kontaktu chorych z dymem papierosów. Nie będzie tym unikaniem przebywanie w mieszkaniu, w którym ktoś pali, nawet jeśli robi to w innym pokoju. Stąd trzeba jasno powiedzieć, że „okadzanie” diabetyka jest powolnym zabijaniem go, a więc oczywistym deptaniem przykazania miłości bliźniego. Na końcu opracowania znajdzie się kilka rad dla palaczy, by łatwiej mogli zerwać z tym nałogiem.

Można nie bać się miodu pszczelego, o ile tylko gwarantowana jest jego jakość. Uwaga praktyczna: zaopatrujmy się w miód w pasiekach, a nie na straganach, na rynku czy nawet w sklepie, w którym na etykietce słoika wymieniona jest spółdzielnia pszczelarska, a nie indywidualny pszczelarz podający swój adres. Jeśli mamy nawet tylko cień wątpliwości – nie używajmy takiego miodu. Ostatnio dane mi było odkryć sposób sprawdzenia prawdziwości miodu: jest to próba wymieszania go ze świeżym masłem. Jeśli da się wymieszać bez problemu, jest to miód prawdziwy, jeśli nie – oddzieli się mętna biaława ciecz, czyli po prostu syrop, który, wlany do słoika, po miesiącu znów swoim kolorem będzie częściowo przypominał miód.

Także do przetworów nadaje się, oczywiście, miód pszczeli nektarowy (w starożytności przechowywano w nim nawet zwłoki zmarłych). Można jednak polecić konserwowanie wielu gatunków owoców w soku własnym, pociętych i ubitych w słoikach, a następnie spasteryzowanych.

Cierpiącym na niedocukrzenie, szczególnie uciążliwe w godzinach najsilniejszej trzustki (9-11 rano, 10-12 czasu letniego), można polecić łyk wody z miodem albo z dobrym sokiem owocowym zamiast zatruwającej ich kostki cukru, ewentualnie kęs bułki, dokładnie przeżuwanej (skrobia zamienia się w glukozę).

2. Chorzy powinni w sklepie zwracać wielką uwagę na przetwory i wypieki, gdyż w wielu z nich, nawet jeśli brak o tym informacji na opakowaniu, znajduje się rafinowany cukier. Tak jest np. w wypadku kukurydzy z puszki, majonezu, past pomidorowych, odżywek dla dzieci, jak też ciemnego pieczywa. Niestety coraz rzadziej można spotkać razowy chleb, który by nie był zaprawiany cukrem, zatrzymującym w nim wilgoć. Poznać go można po nienaturalnym ciemnym kolorze pieczywa – dobrze, jeśli tylko na obrzeżu, w pobliżu skórki (po rozkrojeniu – coś jakby ciemniejsze „zacieki”), lecz, niestety, często w całej swojej masie. Zwykłe pytlowe (a więc z białej mąki) ciasto zaprawia się palonym cukrem i na etykietce pisze: „chleb razowy”! By się przed nim ustrzec, na końcu dołączono przepis na pieczywo domowe z pełnej mąki. Spożywając je, uruchamiamy „cukrownię”, jaką jest nasz organizm, a to dzięki fermentowi o nazwie ptialina, zawartym w ślinie w ustach. Gdy żujemy ziarna zbóż – skrobię, ta zaczyna być przetwarzana na glukozę. By nie była to glukoza „czysta”, pozbawiona mikroelementów, a więc tylko niepotrzebnie obciążająca organizm gwałtownie ją wchłaniający, należy zrezygnować ze spożycia białej mąki na rzecz razowej (z różnych zbóż) oraz płatków zbożowych i ciemnych kasz. Razową mąkę może mieć każdy rolnik, który posiada młynek domowy – śrutownik. Jest zresztą dostępna w sklepach ze “zdrową żywnością”.

3. Ponieważ wytwarzająca insulinę trzustka jest najaktywniejsza od 9°° do 11°° przed południem , możemy ją maksymalnie obciążyć glukozą z naszej własnej „cukrowni”, a więc główny – najobfitszy i ciepły – posiłek należy spożywać rano, tym bardziej, że i żołądek wtedy (700-900 czasu zimowego) jest najsilniejszy w ciągu doby. Nie powinno się już w zasadzie nic jeść, zwłaszcza skrobi, po 18°°, by nie wprowadzać do krwi cukru, „budzącego” do ciężkiej pracy trzustkę, która i bez tego „strajkuje” u większości chorych na cukrzycę. Wzmocnieniem natomiast trzustki i jej pracy będzie (tylko okresowo, np. gdy poczujemy wewnętrzne wyziębienie) zastosowanie „gorących” energii po 2100: chociaż kilku łyków gorącego wywaru (gotować kilka minut szczyptę majeranku, goździków, kawy zbożowej lub cynamonu – do wyboru), kromki żytniego chleba.

Przy okazji warto nadmienić, że modne ostatnio „diety życia” czy „piękności” wykazują u ich twórców wielką nieznajomość ludzkiego organizmu, zwłaszcza zegara biologicznego. Tak więc np. ktoś cieszy się, że chudnie, mimo iż je dużo wieczorem, a więc wtedy, gdy energia uszła z organów biorących udział w trawieniu, a trwa proces przyswajania i oczyszczania. Natomiast głodowanie rano może go doprowadzić do uszkodzenia śluzówki narządów trawiennych, „trawionych” przez tzw. popularnie soki żołądkowe. Poza tym skąd wziąć energię w szczycie aktywności serca – w południe, gdy musimy dużo pracować? Na dłuższą metę naszego organizmu nie da się oszukać, możemy się tylko do niego dostosować.

4. Błędna dieta, zalecana, niestety, cukrzykom przez wszystkie prawie podręczniki, prowadzi do pogłębienia choroby. Gdyby była dobra, właściwa, już po trzech miesiącach można wyjść nawet z ciężkiego stanu – w tym czasie wymieni się w organizmie cała krew, co zapoczątkuje bardzo korzystny okres zdrowienia. Jak bardzo ta dieta jest błędna, wskazuje chociażby praktyka dra Jana Kwaśniewskiego, który wyprowadził wielu ludzi z bardzo zaawansowanej cukrzycy w oparciu o wskazania zupełnie przeciwne: zaleca dużo tłuszczu zwierzęcego i tłustego mięsa, a bardzo rygorystyczne unikanie węglowodanów. Jego książki są dostępne w księgarniach.

5. Ponieważ ciało i dusza stanowią jedną całość – trzeba się zastanowić nad tym, czy chory już pojednał się całkowicie ze swoim otoczeniem, przeprosił tych, wobec których zawinił, przebaczył tym, którzy wobec niego zawinili, i dał im jakiś zewnętrzny znak przebaczenia. Dopóki to nie nastąpi – trudno mówić o leczeniu! Trzustka czerpie energię własną z tego, co żółte, okrągłe i słodkie. Takim więc trzeba się starać być dla otoczenia: mieć twarz jak złote uśmiechnięte słońce, zaś każdy uśmiech i spojrzenie powinny być słodkie, a więc pełne życzliwości. Wtedy zaburzenia organiczne, związane z przyswajaniem cukru, przestaną istnieć: dając innym „słodycz” – sami ją otrzymamy i będziemy zdrowi. „Kwas” gniewu nas niszczy. Wypróbujmy to prawdziwe lekarstwo, przekażmy innym.

ABY RZUCIĆ PALENIE PAPIEROSÓW:

1. Uwolnij się od trzech głównych diabelskich argumentów:

a) że cię „uspokajają”… Płacisz za to wysoką cenę, gdyż tak właśnie działają na ciebie dwie trucizny, zawarte w dymie: dwusiarczyn (omówiona wyżej pochodna kwasu siarkowego – odbiera ci mnóstwo energii przez przestawienie kierunku skrętu molekuł, czemu organizm musi się przeciwstawić) oraz tlenek węgla, zwany popularnie czadem. Wiesz dobrze, ile rodzin wyprowadził na tamten świat czad zawarty w dymie węglowym.

b) Że cię „rozgrzewają”… Za powietrze, przechodzące przez tlący się w twych ustach żar, twój organizm musi zapłacić zbyt wysoką cenę: odkryto w nim ponad 500 trucizn, w tym ponad 40 silnie rakotwórczych! A przecież możesz rozgrzać się w inny sposób, zamiast jakby z siekierą rzucać się na muchę…

c) Że cię „odchudzają”… Niektórzy obserwują u siebie rzeczywiście podobny efekt, lecz dzieje się to za cenę upośledzonej przemiany materii. Chcą w ten sposób chorobą swojego organizmu osiągnąć „poprawę zdrowia”, i to – twierdzą – w łatwy sposób, gdyż nie muszą ograniczać ilości pokarmu. Co za nonsens!

2. Uspokajaj się owocami, pokarmami i ziołami – tym, co słodkie, okrągłe i żółte. Nawet jedna z tych cech świadczy o podobnym działaniu na organizm. Oczywiście, nie czekaj koniecznie na przyjście Chińczyków… Rozgrzewaj się tym, co długo gotowane, smażone lub pieczone (aby tylko nie w kuchni mikrofalowej, gdyż ona zabierze ciepło z organizmu, zamiast dodać), jak też takimi przyprawami, jak majeranek, tymianek, papryka w proszku, cynamon, miód, kawa zbożowa lub prawdziwa gotowana (można je mieszać ze sobą, gotować a nie zaparzać). Gdy rzuciłeś palenie – przez ok. 2 tygodnie możesz spożywać „ogień” w potrawach, unikając silnie wychładzających cytrusów (pomarańczy, grejpfrutów, mandarynek) i bananów, jęczmienia, większości surówek. Odchudzaj się przez dostateczną ilość wysiłku fizycznego, wyrzeczenie się cukru i białej mąki, ograniczenie ilości soli do minimum, ofiarność na rzecz potrzebujących (chciwość, zatrzymywanie wszystkiego dla siebie, działa często „pogrubiająco”). Nie bój się: im więcej dasz, tym więcej otrzymasz!

3. Przez pierwsze dwa tygodnie staraj się często, nawet codziennie, spłukać całe ciało wodą z mydłem w celu szybkiego odtrucia, a potem natrzyj się ostrym ręcznikiem, by osiągnąć lepsze ukrwienie zatrutej dotychczas skóry. Wiedz, że skóra jest mocno związana z płucami (jest jakby ich „ekranem”), a z kolei przez skórę możesz wpłynąć na stan swoich płuc. Lepsza jest woda letnia, gdyż gorąca wyziębi cię wewnętrznie.

4. Jeśli działa na ciebie sam widok papierosa i palących – możesz sobie pomóc przez rzucenie i rozdeptanie papierosa, utrwalenie sobie tego ruchu i widoku „odrzucania” czegoś wstrętnego.

5. Jeśli jesteś wierzącyma) zastanów się nad tym, że dostałeś się w potężne ręce duchów nikotynizmu i musisz stoczyć z nimi walkę dostępnymi i znanymi ci środkami; b) powiedz sobie wyraźnie, że Bóg nie chce, byś zatruwał siebie i swoje otoczenie; c) widok Pana Jezusa albo Matki Bożej z papierosem w ustach, np. na rysunku, trzeba by uznać za bluźnierstwo, a przeżegnanie się przed paleniem jak przed jedzeniem – za kpiny, gdyż palenie można raczej uznać za ofiarę kadzielną składaną szatanowi; d) potraktuj uwalnianie się od nałogu jako „post” od papierosów, a więc jako czyn religijny: możesz przecież związany z nim wysiłek ofiarować Bogu za zbawienie innych na ziemi lub w czyśćcu; e) rozpocznij wzbudzeniem sobie najpiękniejszej i najszlachetniejszej intencji: ten mój czyn niech przyniesie jak największą chwałę Bogu! Zapewniam cię, że usłyszą to aniołowie i świeci, przychodząc ci z wyjątkową pomocą. Oni żyją tylko dla Boga.

Udzielałem kapłańskiego błogosławieństwa tym, którzy chcieli  uwolnić się od nałogu, nie mogłem jednak modlić się o uzdrowienie duchowe i fizyczne tych, którzy nie chcieli skończyć z zatruwaniem siebie. Proszę mojego wspaniałego Anioła, towarzyszącego mi w drodze do chorych, by przyszedł ci z pomocą. Nadszedł dzień, byś coś zrobił dla własnego uzdrowienia… Na ten wysiłek z serca ci błogosławię.

CIASTO Z RAZOWEJ MĄKI.

Może to być pełna mąka pszenna, zwana przez rolników „śrutą” i uzyskiwana przez zmielenie ziarna w śrutowniku, albo mieszanka zmielonych innych zbóż (płatków, kasz). Im jest ona świeższa, tym lepiej, za długo nie powinna być przechowywana. Pełne ziarna, a więc i pełna razowa mąka, są doskonałym pokarmem i lekarstwem. Najbardziej równoważy energetycznie, a więc i leczy, proso (kasza jaglana) i kukurydza, pszenica odświeża organizm (wskazana zwłaszcza wiosną). Do „najgorętszych” należy gryka i żyto, a do „najzimniejszych” – jęczmień oraz ciemny ryż. Do ciasta średnio gęstego, raczej rzadszego, można dołączyć owoce, jarzyny, nasiona, orzechy albo mięso, trzymając się zasady, że produkty suche należy uprzednio namoczyć. Zamiast mięsa lepiej nie używać namoczonego preparatu sojowego (kotletów, flaków, mleka, pasztetu itd. – wszystkie przetwory sojowe przechodzą przez nie mniej niż cukier „zabójczy” proces rafinacji. Może w przyszłości zamieszczę “przerażający” artykuł na ten temat).

Dobrze piecze się w piekarniku lub w prodiżu, który ma duże otwory dla odparowania (chociaż jeden – można go wykonać lub powiększyć  samodzielnie). Natłuszczoną formę można posypać płatkami zbożowymi. Proporcja: średniej wielkości prodiż.

Bierzemy 10 dkg drożdży (można je przechowywać w zamrażarce); przed użyciem do ciasta należy do nich dodać 2 łyżki mąki, łyżeczkę miodu i mleko, postawić w ciepłym miejscu, by pobudzić do pączkowania), olej (ok. 2/3 szklanki), niewielką szczyptę soli, jakieś zmielone zioła ułatwiające trawienie (np. kminek, koper włoski, cynamon, imbir). Można dodać miodu, lecz lepiej niewiele, gdyż – pamiętajmy – skrobia już w ustach zaczyna być przetwarzana na cukier. Pieczemy w temp. ok. 2500C, po wyjęciu z formy odparowujemy na siatce, podstawce ażurowej itp.

http://www.porady-duchowe.siedlce.opoka.org.pl/cukier.htm

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Aerosol Crimes (Chmury śmierci) 1/10 PL

Posted by tadeo w dniu 6 Lipiec 2012

Jeden z najlepszych dokumentów jaki nakręcono do tej pory o Smugach Chemicznych. To przejmujący dokument o walce nad ujawnieniem informacji dotyczących tego zbrodniczego procederu. Indianie nazywają to Skrzydłami Śmierci. Zachęcam Was wszystkich do obejrzenia i rozpowszechniania zawartych tu informacji, które nie są fikcyjną teorią spiskową ale śmiertelnym zagrożeniem dla życia na całej ziemi.

http://www.youtube.com/results?search_query=Aerosol+Crimes+%28aka+Chemtrails%29+2%2F10+PL

Więcej playlista: 

http://www.youtube.com/results?search_query=Aerosol+Crimes+%28aka+Chemtrails%29+2%2F10+PL

Opublikowany w Filmy dokumentalne, Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

Pamięci Zbigniewa Przybylaka

Posted by tadeo w dniu 2 Lipiec 2012

Śp. Zbigniew Przybylak

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

Przesyłam smutną wiadomość

Wczoraj w godzinach wieczornych w Święto Najświętszej Krwi Chrystusa odszedł do Domu Pana najwybitniejszy propagator Ekologicznego Bożego Rolnictwa opartego na społecznej nauce Wielkiego Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego pan Zbigniew Przybylak.Autor ponad trzydziestu popularnych książek i poradników z zakresu ekologicznej profilaktyki zdrowotnej, medycyny naturalnej, ziołolecznictwa, ekologicznego ogrodnictwa, m. in.;,,Poradnika uzdrawiających kuracji naturalnych”,,,Pieczemy ekologiczny chleb – w domu”,,,Ekologiczne ziarna zbóż”,,,Wytwarzamy ekologiczny ser – w domu”,,,Ekologiczna apteczka warzywna”,,,Tradycyjny ogród ekologiczny”,,,Tradycyjna kuchnia pomorsko – wielkopolska”. Napisał ponad 20 książek z serii Słynne leki i porady m. in.; ,,Słynne leki ziołowej apteki” ,,,Słynne leki antyrakowe” ,,,Zielarskie kuracje na wątrobę i żołądek”, ,,Kuracje najsławniejszych zielarzy i naturalistów”, ,,Zielarska podręczna apteczka domowa.” Od 1993 roku opracowuje również,,Ekologiczny poradnik księżycowy,” zawierający wiele porad dla działkowców, ogrodników, rolników, prognozy pogody na cały rok, terminarz najlepszych siewów i brań, receptury zielarskie. Poradnik księżycowy jest też prezentowany w TVP INFO w sobotniej prognozie pogody. Zbigniew Przybylak redagował także czasopismo ekologiczne,,EKO ARKA” i współpracował z czasopismem o produktach ekologicznych Biokurier.pl. Zbigniew Przybylak był też wielkim czcicielem Bożego Miłosierdzia oraz założycielem Ruchu Ekologicznego Bożego Rolnictwa opartego na społecznej nauce Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Błogosławionego papieża Jana Pawła II.

Organizator Ogólnopolskich Pielgrzymek Rolników i Sympatyków Ekologicznego Bożego Rolnictwa na Jasną Górę, które odbywają się w każdą ostatnią sobotę listopada. Zbigniew Przybylak wyszedł też z inicjatywą, aby 25.03 to jest Święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny było obchodzone jako też Święto Bożego Rolnictwa argumentując tym że Święto Zwiastowania to też Dzień Świętości Życia .
Bardzo dużo zawdzięczają mu parafianie Parafi Chorzelów
http://gazetawarszawska.com/2012/01/08/zbigniew-kuras-westerplatte-xxi-wieku-czy-to-tylko-przypadek/
http://gazetawarszawska.com/?s=przybylak&submit.x=10&submit.y=2

Jedna z ostatnich recenzji bo z 30 czerwca 2012roku
Zbigniew Przybylak

Chwast czyli terrorysta
alchymista, 30 czerwca, 2012 – 09:53 200 eko sposobów na zdrowy ogród 250 eko porad na dobry kompost 300 sprawdzonych eko sposobów na szkodniki i choroby ekologiczne preparaty na szkodniki i choroby przywabianie owadów recenzja pakietu ogrodnika roślinne gnojówki Więcej;
http://niepoprawni.pl/category/tagi-z-blogow/zbigniew-przybylak
ZBIGNIEW PRZYBYLAK

http://forum.swietageometria.info/index.php?topic=314.0
“Studiując dzieła naturalistów, wyniki badań współczesnych lekarzy zajmujących się profilaktyką zdrowotną, kontaktując się z przedstawicielami medycyny naturalnej, w tym z zielarzami, zajmując się wiele lat rolnictwem i ogrodnictwem ekologicznym, ekologiczną dietetyką, nabrałem i przekonania, że tylko zaufanie przyrodzie oraz cierpliwe stosowanie sprawdzonych przez wieki naturalnych metod uzdrawiania organizmu jest najprostszym i, najbezpieczniejszym, najskuteczniejszym i najtańszym sposobem powstrzymania lub usunięcia wielu najrozmaitszych uciążliwych dolegliwości i chorób. Przestrzeganie zaleceń naturalistów to również wspaniały sposób na zabezpieczenie się przed utratą zdrowia, przed różnymi schorzeniami, zwłaszcza tymi określanymi mianem cywilizacyjnych, np. dolegliwościami wątroby, rakiem, chorobami serca, a wypływającymi z niewłaściwego trybu życia, braku ruchu, ze zdenerwowania, pośpiechu, niewłaściwego odżywiania itp.
Droga ku zdrowiu jest w istocie nadzwyczaj prosta i znana od wieków. Trudno zapewne w tę prostotę uwierzyć, a jeszcze trudniej wcielić ją w życie. Jeżeli jednak taki trud podejmiemy, doczekamy się owoców. Ziołolecznictwo, hydroterapia, dietetyka były podstawowymi metodami leczenia naszych dziadów. Zaufajmy więc odwiecznemu doświadczeniu.
http://www.gandalf.com.pl/b/poradnik-uzdrawiajacych-kuracji/

http://www.gandalf.com.pl/a/przybylak-zbigniew/
http://www.gandalf.com.pl/b/kuracje-najslawniejszych-zielarzy-i/
http://www.gandalf.com.pl/b/ziolowe-kuracje-medycyny-ludowej/
http://www.gandalf.com.pl/b/slynne-leki-lesnej-apteki/
http://www.gandalf.com.pl/b/zielarskie-kuracje-na-100-dolegliwosci/
http://www.gandalf.com.pl/b/zielarska-apteczka-na-100-kobiecych/
http://www.gandalf.com.pl/b/ziolowa-apteczka-na-dzieciece-choroby/
http://www.gandalf.com.pl/b/samouzdrawianie-relaksem-medytacja-i/
http://www.gandalf.com.pl/b/zielarskie-kuracje-na-choroby-skory-i/
http://www.wydawnictwogaj.pl/pdf/slynne_leki_ziolowej_apteki.pdf
http://www.kdc.pl/szukaj.html?search=1&query=przybylak+zbigniew&p_action=3207060002
http://www.lideria.pl/Zbigniew-Przybylak/sklep/search?wyk=Zbigniew%20Przybylak
http://www.dobreksiazki.pl/b2035-praktyka-samouzdrawiania-relaksem-i-autosugestia.htm
http://www.petlaczasu.pl/zbigniew-przybylak/a00005375
http://www.alejahandlowa.pl/tr/marka/zbigniew-przybylak_emJpZ25pZXcgcHJ6eWJ5bGFr.html
http://alejahandlowa.pl/tr/produkt/recepty-na-zdrowie-ojca-stanislawa-zbigniew-przybylak-krakow_2881644.html

Z Panem Bogiem

Zbigniew Kuraś

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120702/REDAKCJA/120709899

Przeczytaj także:

Słynne leki ziołowej apteki – Zbigniew Przybylak. pdf

O śmietance do kawy i zalewajce śmietankopodobnej

O serze najbardziej polskim

Przeczytaj także: 

Ballada o Zbyszku Przybylaku

Zbigniew Przybylak – Ratunkowe szalupy EKO ARKI

Opublikowany w SYLWETKI, Zdrowie i kondyncja | Komentarzy: 3 »

Kiedy lekarstwa nie leczą, a zioła nie są zdrowe

Posted by tadeo w dniu 30 Czerwiec 2012

MEDYCYNA. Przeciętny pacjent bierze co najmniej pięć pastylek dziennie, a co dziesiąty zażywa ich dziesięć i więcej

(fot. hwinther / flickr.com)

Seniorzy wierzą w cudowną moc leków. Tymczasem okazuje się, że zażywanie ich bez ograniczeń przynosi więcej szkody niż pożytku. W dodatku leki zaordynowane przez różnych specjalistów mogą wchodzić ze sobą w niebezpieczne interakcje.

Tylko w 2010 r. do Zakładu Farmakologii Klinicznej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadzącego Ośrodek Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków, zgłoszono – z terenu Małopolski – ponad pięćset takich przypadków, z czego aż dwie trzecie dotyczyło pacjentów po 65. roku życia. Siedem osób zmarło.
- Ci ludzie umarli na lekarstwa, a nie na choroby – konstatuje dr Alicja Klich-Rączka, lekarz geriatra z Collegium Medium UJ. - Najbardziej niebezpieczne jest częste zażywanie leków przeciwbólowych. W tym prym wiodą seniorzy - mówi geriatra.
Ludzie starsi na ogół na coś chorują i z różnych powodów doskwiera im ból. Dlatego reumatolog przepisuje im diklofenak, ortopeda na przykład ketoprofen, a lekarz rodzinny naproksen. Z kolei w telewizji dodatkowo zachwalają dostępny bez recepty, ot, choćby ibuprofen, który jest w każdym sklepie lub kiosku na wyciągnięcie ręki. A potem okazuje się, że sumaryczna dawka przyjętego diklofenaku jest sześć razy wyższa niż dozwolone 150 mg na dobę. Ale przedawkowanie leku to nie wszystko.
Doktor Klich-Rączka przestrzega, że leki przeciwbólowe mogą reagować z kardiologicznymi, w wyniku czego może wzrosnąć ciśnienie i puchnąć nogi. Łatwo się wtedy dać skusić reklamie tabletek, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawiają, że nogi stają się lekkie, a obrzęk znika.
Kto więc cierpi, połyka zachwalane w telewizji cudo. Niedługo potem może odczuwać ból brzucha, a wtedy bez recepty kupi sobie preparat ranitydyny stosowanej w leczeniu na przykład wrzodów żołądka. Wszystko razem może spowodować uszkodzenia przewodu pokarmowego, wątroby, nerek, a nawet zgon.
Często na skutek przyjmowania niepożądanych leków podnosi się też stężenie potasu we krwi, co może uszkadzać nerki. Coraz więcej jest również powikłań krwotocznych jako efektu zażywania leków przeciwzakrzepowych w połączeniu ze środkami przeciwbólowymi, szczególnie dostępnym bez recepty paracetamolem.
U osób starszych zmiany w zachowaniu podobne do ostrych psychoz lub powolny proces otępienny może wywoływać nadużywanie leków przeciwcukrzycowych - dodaje doktor Klich-Rączka.
Do końca maja tego roku Ośrodek Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków otrzymał już ponad 140 raportów o niepożądanych działaniach leków u starszych pacjentów. Więcej niż 80 proc. to ciężkie przypadki zakończone hospitalizacją.
***
Zdaniem doktor Alicji Klich-Rączki także uważane za zdrowe i nieszkodliwe, bo naturalne, zioła nie zawsze służą naszemu dobremu samopoczuciu. Napar z miłorzębu, zielona herbata lub korzenia żeń-szeń pite w rozsądnych ilościach nie szkodzą. Ale ekstrakty z nich skondensowane w tabletkach wywołują u starszych ludzi skoki ciśnienia. Dziurawiec hamuje działanie leków nasercowych i antydepresyjnych, a żeń-szeń tłumi działanie leków odwadniających. Z kolei preparaty miłorzębu wzmacniają działanie leków przeciwzakrzepowych i tym samym zwiększają ryzyko krwawień. Natomiast popularna w leczeniu osteoporozy chrząstka rekina, jeśli stosuje się ją zbyt długo, może być szkodliwa dla wątroby.
***
Ilu starszych ludzi cierpi w Polsce z powodu nadużywania leków – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że starszy pacjent z każdą chorobą idzie do innego specjalisty i od każdego dostaje osobne recepty. Lekarze na ogół nie mają ze sobą kontaktu, a seniorzy na ogół nie potrafią podczas wizyty odpowiedzieć, jakie leki zażywają.
Bywa też, że starszy pacjent idzie do apteki, a tam farmaceuta proponuje mu tzw. zamiennik, pacjent go kupuje, a potem bierze i stary, i nowy specyfik. – Seniorzy często rozpoznają leki na podstawie koloru i kształtu tabletki. Jeśli zamiennik i oryginał wyglądają inaczej – zażywają obydwa – mówi Alicja Klich- Rączka.
- Dlatego, gdy przyjmuję nowego pacjenta, pierwszą rzeczą, jaką robię, jest przegląd listy leków, które ten człowiek zażywa. Bywa, że leczenie trzeba zacząć od odstawienia wielu z tych lekarstw, bo przyjmowane naraz wywołują na przykład zaburzenia pamięci lub kłopoty z poruszaniem się - dodaje.
***
Dr Agnieszka Rajska-Neumann z Zakładu Geriatrii i Gerontologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu przeprowadziła badanie dotyczące zażywania leków przez osoby starsze. Okazało się, że przeciętny pacjent bierze co najmniej pięć pastylek dziennie, a co dziesiąty zażywa ich 10 i więcej. Ponadto co trzecia osoba po 65. roku życia stosuje jednocześnie niesteroidowe leki przeciwzapalne i leki na nadciśnienie, nie wiedząc, że w takim połączeniu leki na nadciśnienie są nieskuteczne. Dodaje więc kolejne, które mają ciśnienie obniżyć. To powoduje – jak wyliczono – że co dziesiąty pacjent zażywa dwa leki na nadciśnienie o zbliżonym składzie, co wywołuje nadmierne spadki ciśnienia krwi i niedotlenienie mózgu. Z kolei 15 proc. starszych pacjentów stosuje przynajmniej dwa leki nasenne, co jest przyczyną zawrotów głowy i zaburzeń równowagi. Co trzeci starszy pacjent z chorobą wrzodową, bez wiedzy lekarza, stosuje natomiast niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ), choć są przeciwwskazane, bo wzmagają ryzyko krwotoku. Lekarstwa te można nabyć bez recepty.
***
Naukowcy z University of East Anglia i University of Kent wykazali, że łączne stosowanie wielu leków pociąga za sobą ryzyko poważnych komplikacji zdrowotnych. Zwłaszcza że chodzi o 80 najbardziej popularnych lekarstw, po które sięga blisko połowa z mieszkającej w Wielkiej Brytanii 10-milionowej rzeszy osób, które ukończyły 65. rok życia. Połączenie co najmniej kilku z tych leków aż trzykrotnie zwiększa ryzyko śmierci pacjenta w podeszłym wieku w ciągu dwóch lat.
Zdaniem brytyjskich uczonych znane, popularne i przebadane leki łagodzące skutki alergii, środki przeciwbólowe i uspokajające, jeśli zażywane są jednocześnie, mogą stanowić nieznane dotychczas zagrożenie. Wiele z nich dostępnych jest bez recepty. Na “czarnej liście” farmaceutyków potencjalnie niebezpiecznych znalazły się również popularne leki na stany zapalne pęcherza, leki nasercowe, krople do oczu i środki na astmę.
Lekarstwom, których używanie niesie najmniejsze ryzyko, angielscy badacze przyznali jeden punkt – najgroźniejsze farmaceutyki otrzymały trzy punkty. Okazało się, że w przypadku pacjentów zażywających mieszankę leków, których łączna “wartość” wynosiła cztery i więcej punktów (np. niebezpieczny preparat antyhistaminowy oraz względnie łagodne krople do oczu) prawdopodobieństwo śmierci w ciągu dwóch lat wynosiło 20 procent – w porównaniu z 7 procentami w przypadku osób z grupy powyżej 65 lat, które nie zażywały żadnego środka z wyżej wymienionych. Z opublikowanego na łamach “Journal of the American Geriatric Society” raportu wynika, ryzyko śmierci rośnie o kolejnych 25 proc. z każdym dodatkowym punktem “uzbieranym” przez osobę zażywającą leki.
Angielscy uczeni podkreślają stanowczo, że lekarz prowadzący powinien być bezwzględnie poinformowany o wszystkich lekach zażywanych przez pacjenta, włącznie z kupowanymi bez recepty. Nie ma jednak potrzeby, by pacjenci raptownie przerywali kurację lub usiłowali dostać się jak najprędzej do lekarza. – Wystarczy, by podczas kolejnych rutynowych badań kontrolnych poruszyli kwestię swego lekospisu i możliwych interakcji zażywanych środków. Wszystkie leki posiadają jakieś skutki uboczne – dodaje dr Tim Chico, konsultant z zakresu kardiologii na University of Sheffield. – Nie oznacza to, że pacjenci powinni odstawiać leki bez porozumienia z lekarzem.


Ź
ródło: Kiedy lekarstwa nie leczą, a zioła nie są zdrowe

http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/zdrowie/art,591,lekarstwa-nie-lecza-a-ziola-nie-sa-zdrowe.html

Opublikowany w Zdrowie i kondyncja | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 370 other followers