WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • Słowo Boże na dziś

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archiwum kategorii ‘Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna’

Sanktuaria w miniaturze w Częstochowie

Posted by tadeo w dniu 29 Sierpień 2011

W wyrobisku dawnego kamieniołomu w Złotej Górze w Częstochowie powstał Park Miniatur Sakralnych. Można zobaczyć 15 z 17 zaplanowanych obiektów, m.in. sanktuarium w Lourdes, Ostrą Bramę w Wilnie, Bazylikę św. Jana na Lateranie w Rzymie.

Opublikowany w Filmy religijne, Matka Boża, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia | Leave a Comment »

Z Suwałk do Ostrej Bramy

Posted by tadeo w dniu 27 Sierpień 2011

(ks. Jarosław Wąsowicz SDB http://braciawasowicz.blogspot.com/)

Pielgrzymowanie jest czasem specyficznych rekolekcji. Nie odbywają się one w kościele, szkole czy specjalnie do tego powołanym ośrodku duchowości, ale w drodze. Pośród trudu pokonywania kolejnych kilometrów w skwarze słońca, ulewnym deszczu, z odciskami na zmęczonych nogach. Ale jak na ironię, te wszystkie przeciwności wcale nie odstraszają kolejnych chętnych chcących je przeżyć.

W Polsce pielgrzymowanie do sanktuariów maryjnych jest bardzo popularne wśród młodzieży. Wszelkie statystyki pokazują, że młodzi stanowią ok. 70 % wszystkich uczestników. Najbardziej popularne są letnie pielgrzymki na Jasną Górę. Wyruszają prawie z każdej diecezji, a niektóre mają nawet kilku wiekową tradycję. Od 21 lat pątnicy z Polski mają także możliwość wędrowania do Matki Bożej Miłosierdzia w wileńskiej Ostrej Bramie. W tym roku odbywała się ona pod hasłem: „Żyć w komunii z Bogiem”.
Odnaleźć na szlaku Chrystusa

Jak mocnym doświadczeniem religijnym jest piesza pielgrzymka wiedzą dobrze ci, którzy chociaż raz się na nią wybrali. Pozostali są w zasadzie skazani na nieudolne próby zrelacjonowania piórem tego, co dokonuje się w sercach pielgrzymów. A zawsze dzieje się wiele. Kto chciał, mógł na pewno podczas wędrowania do Ostrej Bramy na nowo odnaleźć Chrystusa. A Bóg dawał się poznać niezwykle obficie: w codziennej eucharystii, w modlitwie, w dobrych ludziach spotkanych na trasie i w miejscach noclegowych, w braterskiej atmosferze wśród uczestników, w wygłoszonych konferencjach, w sakramencie pojednania, w pięknie przyrody ziemi wileńskiej. Wydaje się, że większość dobrze wykorzystała ten czas łaski dany przez Boga.

Uczestnicy pielgrzymki

W każdej pielgrzymkowej grupie (a jest ich osiem) spotkamy pątników dosłownie ze wszystkich stron Polski. Maryja z Ostrej Bramy gromadzi swoje dzieci, tak jak śpiewamy w pieśni: „od Bałtyku po gór szczyty”. Fakt ten wprowadza w pielgrzymkową wspólnotę piękny koloryt barwnych postaci, ludzi w różnym wieku, „oryginałów”. Ciekawe stają się rozmowy na szlaku: a jak tam u was jest…. Zawiązują się przyjaźnie ludzi z różnych zakątków świata. Bo w pielgrzymce uczestniczą także od lat Ukraińcy, Litwini, Niemcy, Słowacy, czasem Włosi, Anglicy czy Amerykanie.
Chociaż pielgrzymkę organizują salezjanie, swoje grupy mają tu także księża diecezjalni i pallotyni. W tym roku po raz drugi grupę czerwoną prowadzili franciszkanie. Ma ona na tej pielgrzymce swoja legendę. Przez 18 lat bez przerwy animował ją ks. Stanisław Szulc z Wyszkowa. Przez lata pątnicy pod jego duchowym przewodnictwem modlili się o beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki, kard. Stefana Wyszyńskiego, kard. Augusta Hlonda. Organizowali patriotyczne modlitwy na pielgrzymkowym szlaku. Dzisiaj grupa ma już trochę inny charakter, ale pielęgnowanie patriotycznych wartości na wileńskiej pielgrzymce przetrwało.

Chwała Bohaterom – przystanek Koniuchy

Na pielgrzymkowym szlaku znajduje się jedno miejsce, w którym pątnicy w sposób szczególny oddają cześć polskim bohaterom kresowych stanic. W drodze do Solecznik pielgrzymka zatrzymuje się we wsi Koniuchy, która leży na skraju Puszczy Rudnickiej. Na jej mieszkańcach sowiecka partyzantka w nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. dokonała zbrodni ludobójstwa. Otoczono wieś i ok. godz. 5 rano partyzanci przystąpili do ataku. Trwał on do dwóch godzin. W wiosce rozgrały się dantejskie sceny. Napastnicy podpalali pochodniami słomiane dachy domów, zaś do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep. Jak ustaliło śledztwo IPN-u, w wyniku akcji sowietów zginęło co najmniej 38 osób, kilkanaście zostało rannych. Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów. Atak na Koniuchy przeprowadziła 120-150 osobowa grupa partyzantów sowieckich pochodzących z różnych oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, takich jak: „Śmierć Okupantowi”, „Śmierć faszyzmowi”, „Piorun”, „Margirio”, oddział im. Adama Mickiewicza. Były one wielonarodowościowe. Należeli do nich m. in. partyzanci żydowscy, uciekinierzy z gett w Kownie i Wilnie.
Przez lata było to miejsce zapomniane. Dziś w Koniuchach stoi monumentalny krzyż z nazwiskami wszystkich ofiar. Pielgrzymi modlę się tu za Ojczyznę i wszystkich naszych rodaków rozsianych po Kresach. Wciąż o nich i ich problemach za mało pamiętamy.

Spotkania z rodakami

Na Wileńszczyźnie w każdej małej miejscowości, największy „twardziel” nie powstrzyma się, od chociaż jednej łezki w oku. Dla Polaków tam mieszkających pielgrzymka jest wielkim wydarzeniem. Niekiedy myślą o niej cały rok. I to nie dlatego, aby móc na chwilę spotkać się z pątnikami z Polski i porozmawiać. Chcą pokazać jak wygląda stara polska gościnność. Oddają wszystko, co mają. Są wioski, w których sołtys każdego miesiąca zbiera pieniądze na przyjęcie gości z Polski.
W każdej wiosce i miasteczku pielgrzymi natrafiają na „powitalne komitety”. Dzieci i młodzież mówią specjalnie przygotowane na tę okazję wierszyki, deklamują wiersze narodowych wieszczów. Śpiewają „Polskie kwiaty” i hymn Polaków na Litwie: „Ukochana moja ziemio – Wileńszczyzny drogi kraj”. Albo ichnim akcentem: „My Polacy z Wileńszczyzny, nas nie mało tutaj jest. Nie jesteśmy na obczyźnie, tu Ojczyzna nasza jest”. Obowiązkowo, każdy komitet powitalny, wita pielgrzymów chlebem i solą, a ksiądz proboszcz obficie kropi wodą święconą. Pielgrzymi wędrują po kwiatowych dywanach, które ciągną się niekiedy przez kilkaset metrów. Na mijanych domach spotkać można polskie flagi i portrety marszałka Piłsudskiego. Dzieci wyciągają rączki po cukierki, a starsi stoją często przy drogach ze łzami w oczach przesuwając paciorki różańca. Proszą, aby ich modlitwę także zanieść do Ostrobramskiej. Mówią o niej „Nasza Pani Wileńska”.
Na postojach chcieliby rozmawiać godzinami. Opowiadają o sobie, o swoich problemach, ale się nie skarżą i nie narzekają. Jeśli ktoś z pielgrzymów chciałby im pomóc, musi zrobić to bardzo dyskretnie. Bo ci ludzie są bardzo honorowi, łatwo można ich zranić.
Żeby godnie przyjąć pielgrzymów na noclegi, bywa i tak, że sami wyprowadzają się do letnich altanek. Każdy nocleg u Polaków jest podobny. Starsi wspominają jak było tu „za Polski”. Opowiadają, kto z ich bliskich po wojnie wyjechał. Wymieniają miejscowości w Polsce, gdzie mieszkają ich krewni. Po obfitej zazwyczaj kolacji, wyciągają albumy ze zdjęciami opowiadając przy tym całe rodzinne historie. Każdy ranek po noclegu u Polaków jest też podobny. Pielgrzymi tak naprawdę budzą się na którymś z kolei postoju.
Miejscowa prasa polska poświęca pielgrzymce miejsce na swojej pierwszej stronie. Dla polskich dziennikarzy to jest także ważne wydarzenie. Dokładnie opisana jest codzienna trasa, zamieszczane są wypowiedzi pielgrzymów. Kiedyś czytając te relacje śmialiśmy się, że relacjonują pielgrzymkę, jak „Wyścig Pokoju”.

Wspomożycielka Wiernych

Pątnicy także pragną zostawić rodakom cząstkę siebie, Polski. Od czterech lat z inicjatywy salezjanina br. Grzegorza Nowaka, salezjańska grupa żółta przy wsparciu pallotyńskiej niebieskiej, zostawia mieszkańcom Wileńszczyzny figurki NMP Wspomożycielki Wiernych, a oni budują jej piękne kapliczki. Gotowe stoją już w kilku miejscowościach – w Kjuciach, Dowgidańcach, Koleśnikach, w kaplicy w Mościszkach. Przez cały rok Polacy spotykają się przy nich na modlitwie czy to różańcowej, czy nabożeństwie majowym. A pątnicy starają się pamiętać o spotkanych rodakach na modlitwie w swoich domach. Tak ta piękna nić wzajemnego wsparcia wciąż się rozwija.
„Gazu, gazu do obrazu”
Do Ostrej Bramy pielgrzymka dociera 24 lipca. Grupa żółta odpaliła w tym roku przy wejściu na wileńską starówkę 21 rac, tyle ile było dotychczas pielgrzymek z Suwałk. Pątnicy kładą się krzyżem na wąskiej uliczce wiodącej do Tej co w Ostrej świeci Bramie. Płynie wtedy wiele łez. Oddają Panu Bogu wszystkie intencje, z którymi wędrowali kilka dni. Swoje i tych, którzy prosili o modlitwę. Na pielgrzymkowym szlaku często podaje się je w czasie wspólnotowej modlitwy różańcowej. Najwięcej jest próśb o zdrowie, nawrócenie członków rodziny, znajomych, o wyleczenie z nałogów, o miłość w rodzinach, znalezienie dobrych mężów i żon, o dar Bożego Miłosierdzia. Dobrze, że przyszli z tymi intencjami właśnie do Wilna. Bo tu Panu Bogu spodobało się w sposób szczególny objawić tajemnicę swojego Miłosierdzia. Bo przecież Pani Ostrobramska, to Matka Miłosierdzia. A kilka ulic dalej, jest kościół św. Ducha, i mały kościółek z obrazem „Jezu Ufam Tobie”. Właśnie w Wilnie Pan Jezus kazał namalować go św. s. Faustynie.

Powrót do domu

Po dwóch dniach pobytu w Wilnie pielgrzymi wracają do domu. W stronę granicy mknie kilkadziesiąt wynajętych autobusów. Powoli zaczynają się już wspomnienia z pielgrzymki. I smutek, że na następną trzeba czekać cały rok…
Tak naprawdę pielgrzymka rozpocznie się jednak po powrocie do domów, kiedy wszystkim przyjdzie się na nowo zmierzyć z życiem. Wtedy trudniej będzie rozpoznać Chrystusa i żyć z nim w komunii, bo już nie będzie tylu życzliwych ludzi, przyjaznej atmosfery, tyle czasu na refleksje i modlitwę. Świat nachalnie proponował będzie inne wartości niż te oparte na Chrystusowej Ewangelii. Wtedy okaże się jakie są owoce pielgrzymowania do Matki Miłosierdzia z Ostrej Bramy.
 ks. Jarosław Wąsowicz SDB
                                                                              „Gazeta Polska”, 24 sierpnia 2011.
                                                                                          www.gazetapolska.pl

Opublikowany w Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Pielgrzymka Suwałki - Wilno | 1 Comment »

Wileńszczyzna żegna

Posted by tadeo w dniu 19 Sierpień 2011

10 kwietnia 2010 ta data na zawsze pozostanie w pamięci każdego Polaka, niezależnie od tego, gdzie mieszka. Wciąż trudno się otrząsnąć z wydarzenia, w którym Polska i Polacy stracili Parę Prezydencką i 96 przedstawicieli politycznej elity.
Tragicznie zmarłych w katastrofie lotniczej żegnali również mieszkańcy Wileńszczyzny. Żałobne modlitwy, nabożeństwa żałobne i marsze pamięci były udziałem mieszkańców ziemi wileńskiej. Hołd ofiarom katastrofy oddały Soleczniki. Wiele osób spośród zmarłych w katastrofie niegdyś odwiedzało Soleczniki, pomagało litewskim Palakom. Dziś to oni chcą się odwdzięczyć, teraz jedynie modlitwą.
Marsz pamięci zorganizowali mieszkańcy Miednik Królewskich, gdzie przed laty na cmentarzu ustawiono
pierwszy na Wileńszczyźnie Krzyż Katyński.
Polacy gromadzili się też przy domku św. Faustyny na Antokolu. Ofiary katastrofy odeszły, podobnie jak Jan Paweł II, dokładnie w przeddzień Święta Miłosierdzia Bożego.
Wilnianin Eugeniusz Andruszkiewicz w swoje 40 urodziny złożył hołd prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i jego małżonce. W dniu urodzin wybrał się do Warszawy, 13 godzin spędzając w kolejce, dostał sie do Pałacu Prezydenckiego i pokłonił się przed tumnami polskiej pary prezydenckiej.

Opublikowany w Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Prezydent Lech Kaczyński | Leave a Comment »

Lekcja patriotyzmu w Solecznikach

Posted by tadeo w dniu 19 Sierpień 2011

W dniu 28 kwietnia delegacja Salezjańskiego Stowarzyszenia Wychowania Młodzieży uczestniczyła w zajęciach prowadzonych przez Panią Irenę Dudojć w Gimnazjum im. Jana Śniadeckiego w Solecznikach.

Opublikowany w Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

BezPrzesady

Posted by tadeo w dniu 12 Sierpień 2011

http://bezprzesady.pl/

Opublikowany w Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, POLECAM, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Śladami „ukrytej stygmatyczki” s. Wandy Boniszewskiej

Posted by tadeo w dniu 9 Sierpień 2011

By jawnym stało się to, co ukryte

Każdego roku bujwidzcy parafianie spotykają się na dorocznym odpuście ku czci św. Ignacego Loyoli w kaplicy w Pryciunach. Na tegoroczny odpust, w niedzielę, 1 sierpnia, zgromadziło się ponad pół tysiąca osób przybyłych nie tylko z bujwidzkiego starostwa, ale i Wilna oraz okolicznych miejscowości.

Z inicjatywy miejscowego proboszcza ks. Ryszarda Pieciuna została zorganizowana do pryciuńskiej kaplicy piesza pielgrzymka, której jednym z celów było przypomnienie działalności i przesłania s. Wandy Boniszewskiej.

Rozgłos kaplica w Pryciunach zdobyła w połowie lat 90., kiedy to ówczesny metropolita Wrocławia ks. kard. Henryk Gulbinowicz przyjechał, by poświęcić kaplicę, w której był ochrzczony, a którą mieszkańcy bujwidzkiego starostwa odrestaurowali po latach sowieckiego reżimu. Kolejny raz głośno o Pryciunach było już po roku 2003, kiedy to staraniem ks. Jana Pryszmonta ukazała się książka pt. „Ukryta stygmatyczka” o doświadczeniach mistycznych Wandy Boniszewskiej ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Wtedy to parafianie uświadomili sobie, jak wielki dar w postaci osoby s. Wandy otrzymała Wileńszczyzna. Do dzisiaj są świadkowie, którzy pamiętają siostrę Wandę, jej katechezy oraz przygotowania dzieci i młodzieży do sakramentów.

Mimo że nie zachował się dom, w którym mieszkały siostry w Pryciunach, pamięć o s. Wandzie jest żywa wśród starszych mieszkańców oraz przekazywana młodszym pokoleniom. To właśnie młodzi stali się pomysłodawcami tegorocznej pielgrzymki „Śladami s. Wandy Boniszewskiej. Bujwidze – Pryciuny 2010”.

„Siostrę Wandę odkryłem po przeczytaniu książki ks. Jana Pryszmonta. Swoim odkryciem tej świątobliwej zakonnicy, jej powiązaniami z Bujwidzami, podzieliłem się z parafianami podczas dorocznego odpustu w pryciuńskiej kaplicy. Obiecałem wówczas i sobie, i wiernym, że dołożę starań, aby pamięć o niej była tutaj szerzona – powiedział proboszcz parafii bujwidzkiej ks. Ryszard Pieciun. Zauważył też, że pomysł pielgrzymki „podpatrzył” u swoich parafian, którzy w ubiegłym roku prywatnie wybrali się pieszo do Pryciun.

„Niepisany” cud

Maria Chmielewska z domu Mikłaszewicz, której rodzice mieszkają w miejscowości Kamienny Most nieopodal Bujwidz, wspomina, jak to przed dwoma laty podczas odpustu ku czci św. Ignacego Loyoli usłyszała podczas kazania o s. Wandzie. „Zaczęliśmy wówczas czytać o niej książki, rozważać jej posłannictwo – wspominała Maria. – Natomiast w ubiegłym roku przyjechała do mnie w gościnę koleżanka z Polski, chora na stwardnienie rozsiane. Myślę, że to Duch Święty tak zadziałał, żeśmy z naszą rodziną wybrali się najpierw do Żwinian, gdzie mieszka po dzień dzisiejszy jedna z sióstr od aniołów Irena Kardis ze swoją siostrą, a potem z tymi starszymi paniami wybrałyśmy się do Pryciun. Taka była ta nasza pierwsza rodzinna pielgrzymka. Cieszę się, że proboszcz zorganizował pielgrzymkę na skalę parafialną”.

Pierwsza, aczkolwiek nieoficjalna, pielgrzymka miała swoją oprawę: mieszkanki z Żwinian dzieliły się wspomnieniami o s. Wandzie, była wspólna modlitwa. Natomiast córka Marii Chmielewskiej, 10-letnia Marta postanowiła, że skoro idą z pielgrzymką, więc powinni mieć plakat. Na kartkach z kalendarza wypisała wówczas „Pielgrzymka śladami s. Wandy Boniszewskiej 18 czerwca 2009. Kamienny Most – Żwiniany – Pryciuny”. Ten pierwszy plakat znajduje się obecnie w archiwum Sióstr od Aniołów w Wilnie. „Chciałabym się podzielić doświadczeniem mojej koleżanki – opowiada Maria. – Po powrocie do Warszawy, kiedy przyszła na badania, lekarka zauważyła, że zmiany w mózgu się cofnęły. Szybko też stwierdziła, że pierwotna diagnoza była prawdopodobnie błędna. Natomiast my uważamy, że być może jest to „niepisany” cud za wstawiennictwem s. Wandy”.

W zorganizowaniu pielgrzymki pomocni byli członkowie Wspólnoty Bujwidzkiej. Na zaproszenie księdza proboszcza do Bujwidz przybyły siostry ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów z placówek w Kalwarii Wileńskiej, w Nowej Wilejce oraz z Polski. Podczas wspólnej drogi opowiedziały o swojej pracy i działalności z młodzieżą. Prowadzony przez s. Marię zespół „Nazaret” z parafii św. Kazimierza w Nowej Wilejce zatroszczył się o oprawę muzyczną podczas nabożeństwa.

Cierpienie wpisane w prześladowanie Kościoła

Po drodze pątnicy wysłuchali również konferencji o życiu s. Wandy Boniszewskiej. Wygłosiła ją dr Irena Mikłaszewicz, która swoją pracę doktorską poświęciła badaniom polityki sowieckiej wobec Kościoła Katolickiego na Litwie. Prelekcja o życiu s. Wandy była także świadectwem osobistego doświadczenia znajomości jej rodziny z zakonnicą. „Dorastałam w cieniu s. Wandy, kiedy to słuchałam opowiadań mojej mamy o pracy siostry z dziećmi w szkole, organizowaniu adoracji i nabożeństw w pryciuńskiej kaplicy” – mówiła Irena Mikłaszewicz, zwracając uwagę, że pielgrzymka odbywa się w przededniu rocznicy złożenia ślubów wieczystych przez s. Wandę. Wydarzenie to miało miejsce 2 sierpnia 1933 roku. Mówczyni, opowiadając o życiu s. Wandy, zwróciła się do pielgrzymujących razem z dorosłymi dzieci. Podała przykład, że już w wieku 7 lat Wanda potrafiła dostrzec u siebie wady charakteru i skutecznie je zwalczać.

Życie siostry Wandy, a szczególnie jej doświadczenia mistyczne przypadły na trudny dla Kościoła okres prześladowań przez reżim sowiecki. Zlecona przez Chrystusa misja ofiarowania swego życia za kapłanów, cierpienia za nich była niezrozumiana i nieprzyjęta przez najbliższe otoczenie siostry. Świadkowie, którzy pamiętają Wandę Boniszewską z Pryciun, mówią, że nikt nic nie wiedział o stygmatach. Wiedzieli tylko, że często chorowała.

„Mam nadzieję, że uda się to nasze dzisiejsze pielgrzymowanie przerodzić w stałą tradycję” – mówił proboszcz, dodając, że liczy też na współpracę w tym zakresie z siostrami. Owszem zanim Kościół oficjalnie nie wypowie się w sprawie objawień i doświadczeń mistycznych s. Wandy Boniszewskiej publiczny kult wśród wiernych nie jest dozwolony. Tym niemniej pozwala się na prywatne nabożeństwa za orędownictwem s. Wandy. Siostry od Aniołów prowadzą też archiwum, spisując wspomnienia świadków oraz łaski doznane za jej wstawiennictwem.

Na pielgrzymce była także siostra Elżbieta, która od 10 lat pracuje na misjach w Kamerunie. Podczas wspólnej drogi podzieliła się doświadczeniem pracy w Afryce.

Przysięga na drodze

Nim pielgrzymi dotarli do celu swojej pielgrzymiej wędrówki, przy kaplicy w Pryciunach zebrało się wielu wiernych. Mieszkanka Pryciun Józefa Sienkiewicz od lat sprząta w kaplicy. Na doroczną uroczystość przybyła z córką, przynosząc z ogrodu kwiaty, by upiększyć kaplicę na Mszę św. Zapytana o wydarzenia sprzed 60 lat, wspominała, że dobrze pamięta współpracę sióstr z miejscową ludnością. „Całe życie spędziłam w tej miejscowości, za mąż wyszłam za sąsiada, tutaj wychowaliśmy nasze dzieci… Zależy mi bardzo na odnowieniu tego zakątka, na przetrwaniu pamięci o pracy sióstr w Pryciunach” – zwierzyła się pani Józefa.

Nie mogło podczas uroczystości zabraknąć pani Ireny Kardis, mieszkanki sąsiednich Żwinian, należącej do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, dzielącej wraz z siostrami los wygnania do sowieckich łagrów pracy. „Swoje powołanie do zgromadzenia porównuję z powołaniem św. Pawła, które odbyło się na drodze – opowiada pani Irena. – Jako młoda dziewczyna często brałam udział w nabożeństwach organizowanych przez siostry. Szczególnie piękne były adoracje organizowane przed Wielkanocą przy grobie Jezusa przez s. Wandę. Pewnego dnia, gdy szłam do kaplicy na adorację poczułam wewnętrzne pragnienie poświęcenia się służbie Bogu. Uklękłam wówczas na drodze i przyrzekłam Jezusowi, że wstąpię do zgromadzenia”.

Ofiara i świadectwo życia

Podczas Mszy św. s. dr Anna Mroczek wygłosiła zebranym katechezę nt. życia duchowego s. Wandy Boniszewskiej. W swoim przekazie skupiła się na kilku kwestiach wynikających z przesłania zakonnicy. Po pierwsze, to ofiarowanie życia za innych. „Dzisiaj ta kwestia jest dla nas bardzo istotna, ponieważ współcześni ludzie nie zastanawiają się nad tym. Każdy raczej skupia się nad tym, by jak najwięcej zaczerpnąć korzyści dla siebie” – tłumaczyła s. Anna. Kolejna kwestia posłannictwa s. Wandy – to ofiarowanie cierpienia za kapłanów, co kontrastuje ze współczesnymi realiami. Dzisiaj, gdy jest niszczony kapłański autorytet, siostra Wanda podnosi rangę kapłaństwa. „Życie s. Wandy zachęca nas do życia w taki sposób, by inni, patrząc na nas, wiedzieli, że Bóg istnieje” – zauważyła s. Anna, porównując sytuację Wandy Boniszewskiej z ewangelią Chrystusa, gdy Jezus mówi, że tylko w swojej Ojczyźnie prorok nie jest uznany, dlatego też z powodu niedowiarstwa współziomków mało zdziałał tam znaków i cudów.

Fest „na całego”

Doroczny odpust swoją obecnością zaszczyciły również władze samorządu rejonu wileńskiego z mer Marią Rekść na czele. Obecny był przewodniczący AWPL, europoseł Waldemar Tomaszewski, poseł na Sejm RL, prezes ZPL Michał Mackiewicz oraz jego zastępca Stanisław Pieszko. Ponieważ Wileńszczyzna słynie ze staropolskiej gościnności, zatroszczono się, by fest odbył się „na całego”. Towarzystwo Miłośników Bujwidz z Mirosławem Gajewskim na czele wraz z bujwidzkim kołem ZPL, któremu przewodzi starosta gminy Marian Naruniec, zorganizowały święto. Po uroczystym nabożeństwie na uczestników święta czekał poczęstunek: pączki, kwas i kasza z kuchni polowej. Dla ochłody były stoiska z lodami, piernikami oraz cukierkami, bez których bodajże żaden odpust na Wileńszczyźnie się nie obejdzie. Najmłodszych pociągała loteria bez przegranej.

Rozpowszechniano także wydane w tym roku dzienniczki s. Wandy Boniszewskiej. Natomiast wielu z mieszkańców okolicznych miejscowości zobowiązywało się do modlitwy o oficjalne przyznanie przez Kościół przeżyć mistycznych „ukrytej stygmatyczki”.

Teresa Worobiej

Na zdjęciach: po raz pierwszy z Bujwidz do Pryciun odbyła się piesza pielgrzymka w celu przypomnienia przesłania s. Wandy Boniszewskiej; dr Anna Mroczek z Ireną Kardis i jej siostrą.
Fot. autorka

S. Wanda Boniszewska urodziła się 20 maja 1907 roku koło Nowogródka. W 1924 r. została przyjęta do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. W latach 1933-1950 mieszkała w Pryciunach. W tym też czasie w sposób szczególny doświadczyła męki Chrystusa. Nosiła bowiem na swoim ciele krwawiące rany, otwierające się na jej rękach, nogach i boku podczas duchowych przeżyć. Siostry w Pryciunach były obecne do roku 1950, kiedy to za ukrywanie jezuity – ks. Antoniego Ząbka zostały aresztowane i wywiezione do przymusowych obozów pracy w ZSRR. Po zwolnieniu z obozu w roku 1956 s. Wanda wróciła do Polski. Tam mieszkała do śmierci w roku 2003.

http://www.tygodnik.lt/201032/bliska2.html

Więcej:

Wanda Boniszewska – Stygmatyczka

Wspominając s. Wandę

Opublikowany w Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia, SYLWETKI | 1 Comment »

Wanda Boniszewska – Stygmatyczka

Posted by tadeo w dniu 6 Sierpień 2011

Spektakl opowiada o Wandzie Broniszewskiej, która od 17. roku życia należała do bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Od 1934 r. nosiła na ciele stygmaty Męki Pańskiej: między innymi rany od gwoździ na dłoniach i stopach, a na głowie od korony cierniowej, oraz ślady biczowania na plecach. Przed wojną ukrywała stygmaty. Z ich powodu po wojnie funkcjonariusze sowieckiego aparatu bezpieczeństwa prześladowali duchowną, zamykali ją w więzieniach, a potem w szpitalach psychiatrycznych i bezskutecznie próbowali leczyć.http://video.anyfiles.pl/Wanda+Boniszewska+-+Stygmatyczka/Kino+i+TV/video/54233

Grób Wandy Boniszewskiej na cmentarzu w Skolimowie (dzielnica Konstancin Jeziorna)

Przeczytaj także:

Siostra Wanda Boniszewska i nawróceni oprawcy

DRUGIE NAWRÓCENIE WANDY BONISZEWSKIEJ

Cicha pośredniczka

Śladami „ukrytej stygmatyczki” s. Wandy Boniszewskiej

Wspominając s. Wandę

Życie na krzyżu W trzecią rocznicę śmierci s. Wandy Boniszewskiej

Słowa Pana Jezusa o kapłaństwie i życiu zakonnym skierowane do s. Wandy Boniszewskiej

Opublikowany w Filmy religijne, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, POLECAM, Religia | 2 Comments »

Wilno – Polskie korzenie

Posted by tadeo w dniu 27 Lipiec 2011

 

http://www.dailymotion.com/embed/video/xitziy

Opublikowany w Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

KRESY PAMIĘCI – Wilno i Lwów

Posted by tadeo w dniu 27 Lipiec 2011

Podole, Wołyń, Polesie, Nowogródczyzna, Wileńszczyzna… Ogromny pas ziem na wschodzie II Rzeczypospolitej. Ziemi zrośniętej z Koroną wielosetletnią historią . Dla pokoleń naszych dziadów i ojców były źródłem wielkiej dumy . Na tym szmacie ziemi przez wieki działy się bowiem rzeczy wyjątkowo ważne dla całej Polski. Tu zatrzymywano niezwykle groźne nawały wrogów , tu tworzono rzeczy niespotykane gdzie indziej , tu rodzili się także ci ,bez których dzisiaj nie sposób wyobrazić sobie naszej historii i kultury. Ten obszar ziem skrzących się wszelkim bogactwem, głównie kulturowym , był także szczególnym natchnieniem dla wszelkiego rodzaju sztuki. Słowem, przez bezmiar wieków, było to miejsce szczególnie płodne i znaczące.

Czy jednak dzisiaj powinno się powracać ,choćby myślą, do czegoś, co już od ponad półwiecza znajduje się poza granicą naszego państwa? Czy taka retrospekcja nie jest wynikiem jedynie śmiesznych wręcz niezdrowych sentymentów tych, którzy nie potrafią żyć w normalnej rzeczywistości ?

 Otóż trzeba sobie uzmysłowić, że pozostawiliśmy tam nie tylko serce, jak uczyniło to odchodzące już pokolenie Hemara czy Makuszyńskiego, ale wiele konkretnych ,materialnych, zabytków, które przetrwały nawet niszczycielskie czasy ZSRR i o które  często dbają teraz ich obecni właściciele ,a o których istnieniu – nie wie często nie tylko nasza młodzież, ale i jej rodzice. Te zabytki są naszą przepustką do europejskiej historii kultury. Naszym wielkim wkładem w to, z czego Europa może być dumna.

 Są nimi nie tylko poszczególne obiekty architektoniczne, jak choćby kościółek w Podhorcach, do zwiedzenia którego przyjeżdżały niegdyś zachodnie wycieczki, ale wielkie miasta ,jak np. Lwów, czy Wilno, przed wojną nazywane Paryżem Europy.

Czy można o tym zapomnieć? Czy należy o tym zapomnieć? Jak można nie pamiętać o uśmiechniętej Najświętszej Pannie w obrazie nowogródzkiegokościoła , do którego szedł za zwrócone życie podziękować Bogu Mickiewicz? Jak zapomnieć ten niezwykły klejnot zwany kościołem świętej Anny, który w poetycki sposób Napoleon chciał przenieść z Wilna do Paryża? Jak nie pamiętać murów Chocimia czy Kamieńca, Okopów Świetej Trójcy, czy Międzybóża?

Po co odwracać się plecami od niezwykłego Oleska, w którym urodził się Jan III Sobieski, czy Żółkwi, którą uczynił ,dla pamięci swego wielkiego pradziada, naszym narodowym sanktuarium ?

Tej Żółkwi, która aż tak bardzo kłuła w oczy sowietów, że przemianowali ją na Nesterow.

Mamy zapomnieć o dworku Słowackiego w Krzemieńcu wtulonym w cień Góry Królowej Bony, którym szczycą się Ukraińcy , czy o pieczołowicie odtworzonym rodzinnym domu Mickiewicza w Zaosiu, który podźwignęli z niepamięci Białorusini?

 Komu zagraża nasza pamięć skoro niczego nie żąda poza nawoływaniem do poznania?

A przecież, jak mawiał Gloger „ Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest – swoje ,obowiązek.” Czemu więc tak niewiele wydaje się albumów prezentujących wspominane miejsca? Czemu prawie milczy telewizja, która powinna propagować nasze narodowe osiągnięcia?

Skąd młodzież ma wiedzieć skoro starsi nie wiedzą?

Z czego ma być dumna, skoro nie ma żadnych punktów odniesień, nie zna ,nie rozumie polskiego dorobku.

Puste właściwie dla współczesnego Polaka nazwy : Buczacz, Brześć , Grodno, Łuck, Tarnopol,  Stanisławów, Podhorce,  Podkamień, Jazłowiec,  Świrz, itd. z trudem bywają odnajdywane na mapie . Zresztą po co je odnajdywać? ”To gdzieś tam w Rosji, czy na Ukrainie, Białorusi…”- obrusza się lekceważąco uczeń, całkiem nie pojmując po co ma zapamiętywać tak nie istotne według niego miejsca.

 Trudno się więc dziwić, że w zestawieniu tej często porażającej niewiedzy o własnym dziedzictwie, z pięknem Zachodniej Europy rodzą się paraliżujące, niszczące go kompleksy. Jest wtedy szczególnie podatny na wmówienie sobie, znikomości i pogardy dla własnego narodu. By temu chociaż trochę zaradzić spróbujemy  odbyć wędrówkę po miejscach i zdarzeniach, po kresach naszej narodowej pamięci, by zburzyć ich egzotykę i przywrócić je wreszcie codzienności.

Z cyklu: Wspomnienia – /3/ ( monotypia )- Ryszard Sziler

WILNO

Z cyklu: Wspomnienia – /3/ ( monotypia )- Ryszard Sziler

 To jedno ze szczególnych miejsc porzuconych przez naszą zbiorową pamięć i poniekąd naszą wyobraźnię . Miejsc, od których odwracamy się plecami już od blisko siedemdziesięciu lat.

Tam w perspektywie oddalenia, ponad naszym zapomnieniem nieodmiennie od wieków , jakby na przekór historii, góruje Ostra Brama , ze Złotą Panną pochyloną w serdecznym zamyśleniu nad nami wszystkimi i szczególnie nad swoim miastem.

To w tym miejscu Mater Misericordiae, jak na obrazie Piotra Stachiewicza „ Modlitwa pielgrzyma” wsłuchuje się bez odrazy w nasze odwieczne prośby. Tuli nas do siebie i oddaje swemu Synowi.

Ciągle Ta sama…Ta, do której zwracał się ,nie tak dawno zresztą ,wielki poeta polski zapomniany dziś przez nas prawie tak samo jak i Wilno :

 Maryjo, Bogarodzico,

Matko cierpiących nędzarzy,

Co nad Jagiełłów stolicą

W bramie stanęłaś na straży!

Spojrzyj na tłumy skruszone,

Co klęczą u stóp tej bramy:

Matko! Pod Twoją obronę

Z pokorą się uciekamy…

Człowiek , który to napisał leży teraz w cmentarnej ziemi Rossy i nadal modli się za nas pozostawionymi przez siebie strofami, których, dodajmy, nikt już prawie nie chce czytać . Co , powiedzmy sobie szczerze, bierze się stąd, że szkoła polska od lat uporczywie nie chce pamiętać o Ludwiku Kondratowiczu – Syrokomli.

Okazuje się , że po czasie wielkiego wynarodowienia Polaków, można zapomnieć prawie o wszystkim, w tym nawet o znaczeniu Wilna dla naszej kultury, nie sposób jednak zapomnieć o Pani Ostrobramskiej, zawsze w jakiś sposób obecnej w polskiej świadomości.

Bo Ją to przede wszystkim zabrali w swoich sercach, uważając za największy swój skarb, tułający się od 1945 roku wilnianie i przekazali go nam w rozlicznych kopiach, na przekór wszystkiemu, co się wydarzało .

O Wilnie pisano przez całe wieki, właściwie od chwili jego powstania.

Zachwycano się jego położeniem i zabytkami. Ze wzruszeniem wspominano znaczących dla Polski ludzi z nim związanych , jak też i wydarzenia historyczne, których było świadkiem. Ślady tych poczynań można znaleźć wszędzie od literatury pięknej po publicystykę . Od chociażby „Wilna” Jerzego Remera w znaczącej serii „Cudów Polski”, po resztki tych działań przedstawionych chociażby w „Małym leksykonie wileńskiej Rossy” prezentowanym przez Wydawnictwo Polskie w Wilnie w 1998 roku, więc każdy może po nie sięgnąć.

Rzecz jednak nie w ilości wydawnictw , a w zainteresowaniu tematem. W tym, że dla współczesnego Polaka, a dla młodzieży szczególnie, wychowanej bez mocnego poczucia przynależności historycznej i jedności ze światem swoich dziadków, Wilno staje się coraz bardziej miejscem egzotycznym, takim jak Lwów ,Grodno czy Łuck. W najlepszym wypadku jednym z pojęć kwitowanych słowami : „Coś tam może i było, ale się skończyło.”

Otóż niekoniecznie, bo przeszłość albo jest w nas, albo nie ma jej wcale.

Naszą tragedią jest teraz to, że poza obecnymi granicami Polski pozostały ważne, jeśli nie największe, polskie osiągnięcia w dziedzinie kultury. Przez wieki bowiem z różnych powodów inwestowaliśmy w rozwój ziem, które leżały na peryferiach kraju. Tu więc pozostały resztki naszej rzeczywistej wielkości, którą koniecznie należy przypominać pro publico bono.

Jej wyznacznikiem są dzisiaj najczęściej tylko zabytki architektury, a to dlatego, że one najdłużej opierają się destrukcyjnej działalności czasu i ludzkiej niegodziwości.

Zniknęło więc wszystko to co ulotne, a rzeczywiście ważne, niestety łącznie z ludźmi; a pozostała pamięć zamknięta w kamieniu. Trochę podobna do malowanego kiedyś akropolu w Atenach, szarego dziś, choć być może szlachetniejszego przez tę właśnie szarość.

Wędrując więc teraz po Wilnie i wyzbywając się niepotrzebnej raczej nostalgii ; bo nie o to tu przecież chodzi do kogo miasto należy , ale co zawiera – zachwyćmy się pięknem, które nasi przodkowie potrafili stworzyć lub inicjować i które, jak chociażby znane nam na co dzień zabytki Krakowa, świadczą dobitnie o naszej przynależności do rodziny wielkich twórców kultury europejskiej. Czego jakby szczególnie ostatnio oduczono naszą młodzież.

Wiec chlubą miasta są głównie kościoły. Tak jak i w całej Polsce. To one znaczą nasze ślady po wszystkich miejscach ziemi. Są też naturalnie na Podolu, Wołyniu , w Koronie i na Litwie. Głównie te siedemnastowieczne , kiedyśmy uwierzyli wreszcie w swoją szczególną wartość, zanim ją zabrał zaraz wiek następny.

Opowiedzmy tu o nich trochę, choć naszym celem nie jest tworzenia tutaj bedekera po Wilnie . W oczy rzuca się głównie barok ( kierunek, który tak mocno odcisnął się w polskiej kulturze, że mimo ciągłego pomniejszania jego roli, trudno ją sobie bez niego wyobrazić ) , więc Katedra, a w niej kaplica św. Kazimierza (C.Tencalla), dekoracja stiukatorska P.Perti`ego, freski Danckersa de Rij i Palloniego „ Otwarcie trumny św. Kazimierza” i „Wskrzeszenie dziewczynki”, a także popiersie biskupa Jerzego Tyszkiewicza.

Następnie kościół Bernardynek z nagrobkiem Krzysztofa Sapiehy.

Potem kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu z amboną a także ołtarzami głównym i ołtarzem w transepcie oraz unikatowymi dekoracjami stiukowymi : figuralną P.Perti`ego i ornamentalną J.Galli`ego. Wreszcie kościół św. Teresy według projektu Tencalla no i – Ostra Brama w resztce murów, które kiedyś broniły wrogom dostępu do miasta.

Że miejsce miało z dawna swój niepowtarzalny klimat wynika po części z ujmującego serce krajobrazu . Jedynego i niepowtarzalnego, który zapełnialiśmy przez wieki, tak jak całe Kresy, naszymi marzeniami . Mniej lub bardziej mądrymi.

Trzy góry sterczą nad miastem : pierwsza najniższa, okrągła u podstawy, szpiczasta u szczytu, to Zamkowa, z tą Gedyminową basztą i szczątkami murów( którą teraz uważa się za symbol Republiki Litewskiej – ( R.Sz. ) Druga, oddzielona od niej wąskim korytem Wilejki, wyższa, dość stroma, u góry rozległa i płaska, to Trzykrzyska, zwana tak od trzech krzyży, które tam od wieków stawiano na pamiątkę trzech Franciszkanów, których pogańscy Litwini na tej górze do trzech krzyży przywiązali i zrzucili do Wilejki/…/Trzecia góra , mniejsza znowu nazywa się Bekieszową od Bekiesza przyjaciela króla Stefana Batorego – pisano kiedyś.

 

Wilno było sercem Litwy i Mekką Korony .

Przykładem choćby album zdjęć ( 1858 – 1915 ) Stanisława Filiberta , gdzie czytamy :

„ Wilno przełomu XIX i XX wieku było miastem o atmosferze dworu ziemiańskiego. Ton nadawała mu drobna szlachta i wywodząca się z tej warstwy miejska inteligencja…”

 

Ziemianie przez cały wiek poprzedni tutaj się zbierali, kiedy musieli z jakiś powodów porzucić swe siedlisko.

To tu kwitła kultura, którą chciała zabić Rosja. Raz wreszcie i na zawsze, żeby nie drażniła…

Pamiętacie Państwo tę niegdyś popularną podmiejską piosenkę lwowską z lat trzydziestych ubiegłego wieku? Tą , która wiele tłumaczy, chociażby w tej strofie : ” On jest ś Wilna – szyk bon ton„…Cóż, no tak właśnie do niedawna było…

A teraz, co można ważnego powiedzieć o Mieście ?

Chyba to, że po prostu – jest jeszcze. Bliskie chociaż odległe ? Dziwne lecz domowe. Takie samo ja Kraków tylko w obcej ziemi …

Wsłuchajmy się w echa dawnych zachwyceń, które więcej powiedzą niż najnowszy przewodnik, jaki można przecież zawsze przeczytać :

 „ Rozrzucone nad brzegami Wilji i Wilejki wśród wyniosłych wzgórz posiada Wilno najpiękniejsze położenie z wszystkich wielkich miast polskich, a zarazem tak wiele zabytków architektury, że czynią one z Wilna prawdziwe muzeum. W harmonijnym skojarzeniu pierwiastków piękna przyrody i sztuki leży niezwykły urok miasta. Lesiste wzgórza, strzeliste wieże i majestatyczne kopuły kościołów ( w liczbie 43 ), parowy i wąwozy obok labiryntu zaułków i ulic starego miasta, pnących się po zboczach wzgórz, oraz koloryt czerwieni dachów, tonących w zieleni ogrodów – oto elementy składające się na swoisty charakter grodu Jagiellonów”

Podaje Encyklopedia Powszechna Gutenberga z 1932 roku. Ten urokliwy klimat, możemy dziś odnaleźć może tylko już w Sandomierzu i Kazimierzu Dolnym.

O tym że nas Wilno pamięta, krzyczą tu kamienie.

Każdy kamień, to pamięć; a oto chyba najważniejszy zbudowany z niego pomnik : kościół św. Anny wzniesiony na jednym z zakoli Wilenki w latach 1495 – 1500.

O kościółku św. Anny nie ma co mówić, każdy wie, że to cacko tak misterne, jakby było relikwiarzem robionym ze złota, a nie budynkiem z cegieł; każdy słyszał, że Napoleon żałował, że go na ręku nie mógł przewieźć do Paryża, każdy widział ( dziś zapytalibyśmy, czy aby naprawdę wie , czy naprawdę widział ? – ( R.Sz. ) na rysunkach i rycinach jego prześliczne okno i te gałązki i włókna ceglane, które je otaczają , rozchodzą się, łączą znowu; w kamieniu nie widzi się piękniejszych gotyckich koronek , w cegle chyba nic równego nie ma na całym świecie. Jest to bujność i elegancja i fantazja kwiecistego gotyku, ale też utrzymana w mierze, tak daleka od hiszpańskiego zbytku i przeładowania, albo od zbytecznej manierowanej cienkości i delikatności, że nic bardziej harmonijnego, nic doskonalszego być nie może. I czemu ta doskonałość nie stała się wzorem , typem, czemu podług niej nie wyrobił się osobny styl gotycki polski ? – pisze i pyta St. Tarnowski we wspomnieniach „Z wakacji” wydanych w Krakowie w 1888 roku.

Polskość była tu, i jest jeszcze, choć biedna i pogardzana przez Polskę po 1945 roku.

Ale ona trwa nadal mimo straszliwych represji sowietów i niechęci Litwinów. Żeby to rozumieć trzeba pamiętać, że przecież według spisu ludności , który władze polskie przeprowadziły w 1919 roku na 128476 mieszkańców Wilno zamieszkiwało: Polaków 56,09 %, Żydów 36,2 %, Rosjan 3,15%, Litwinów 2,26%, Białorusinów 1,38 %, innych 0,92%. Tak było też i wcześniej.

A potem Polaków wywieziono na nieludzką katorgę, a miasto programowo zapomniano.

Chociaż przecież :

Wilno słynęło posiadaniem w katedrze grobu św. Kazimierza, królewicza polskiego, wnuka Jagiełły, obrazem cudownym Matki Bożej Ostrobramskiej i akademią jezuicką, z której utworzono potem za Śniadeckich i kuratorii księcia Adama Czartoryskiego znakomity uniwersytet. W Wilnie zasiadał trybunał Wielkiego Księstwa Litewskiego.– co zauważa Zygmunt Gloger w „Geografii historycznej ziem dawnej Polski”.

 

Kościół św. Jana! Dawny uniwersytecki, ten sam co z małego Jagiełłowego przebudował i powiększył Batory; ten sam przy którym osadził Jezuitów; ten sam gdzie mieszkał rządził i kazał Skarga./…/ Te mury , które go otaczają to Uniwersytet Wileński,/…/ może najbardziej wzruszający z wileńskich pomników. Więc to tu ? Tu Czacki i książę Adam, tu Śniadeccy i Grodek i Borowski, tu Gołuchowski i ten uczeń tyle od mistrzów większy (!) tu na tym dziedzińcu może młodzież litewska przyglądała się ciekawie po raz pierwszy „ koronnemu Lelewelowi”, kiedy do niej zajechał. Tu po tych gankach i korytarzach wołali ludzie jedni na drugich niezapomnianymi imionami Zana, Czeczota, Domejki, Odyńca. Tu i Euzebiusz Słowacki i doktor B`ecu i ta ciemna szkolna sala, którą wspomina ich syn i pasierb. I tu nade wszystko Mickiewicz. Tu kolebka polskiej poezji, dla niej nie ma miejsca pamiętniejszego, świętszego niż to! - pisze znów Tarnowski .

Powinniśmy to pamiętać, prawda ?

W końcu , albo jesteśmy spadkobiercami Wielkiej Polski, albo prawie nas nie ma. Chodzi tu, podkreślmy z całą mocą, nie o restytucję granic, a o przywrócenie pamięci, o co jeśli nie zaniedbamy, to przyszłe pokolenia mogą nam tego zaniedbania nie darować.

Więc znów, choć tylko myślą, wędrujmy za Niemen…, niech się nas nie wstydzą nasi pradziadowie .

Niech naszą pamięć prowadzi obwieszczający zmartwychwstanie wysmukły anioł, z grobu Izy Salmonowiczówny, ten który dobrze wie, gdzie leży serce Marszałka Piłsudskiego i jego matki, i wskaże je nam, bo my przecież nie całkiem już to wiemy. Pomyślmy też, może przez moment, jak daleko nam do tych harcerzy, którzy do końca swego młodego życia trwali przy tym grobie , aż je zgasiły kule sowieckich żołdaków…

LWÓW

 

Zacznijmy może od miasta, które obchodziło nie tak dawno 750 lecie swego powstania.

To na jego tarczy herbowej zapisano znamienne zdanie : „Leo semper fidelis” ( Lwów zawsze wierny).

Plik:M. Łaskawa.JPG

To tutaj 1 kwietnia 1656 roku w katedrze przed Obrazem matki Bożej Łaskawej padły, jedne z najważniejszych w naszych dziejach ,słowa:

„Wielka Boga-Człowieka Matko, o Przeczysta Panno! Ja, Jan Kazimierz (…) u stóp Twoich najświętszych na kolana padając , obieram Ciebie dzisiaj za Patronkę moją i moich państw Królową, i polecam Twojej szczególnej opiece a obronie siebie samego i moje Królestwo Polskie(…) i wszystek mój lud..”

Jak burzliwe są dzieje tego miasta świadczą chociażby nazwy, którymi go oznaczano : Lwihorod, Lwów, Leopolis, Lemberg, ponownie Lwów a obecnie – Lwiw. Mówią one znacząco o jego przynależności do wielo-kulturowej społeczności, która zawsze go zamieszkiwała, chociaż prawem swej lokalizacji należał pierwotnie do jednego z „grodów czerwieńskich „ a wiec polskich, zagarniętych nam przez Ruś w 981 roku ,jak podaje latopis Nestora, a odzyskanych definitywnie dopiero przez Kazimierza Wielkiego.

Niezależnie jednak do kogo formalnie należał Lwów, ze względu na swoje szczególne położenie na skrzyżowaniu prastarych szlaków migracyjnych i kupieckich zasiedlany był przez różne narodowości. Dane na przykład z 1927 roku mówią, że liczył on wtedy prawie ćwierć miliona mieszkańców ( było to przed przyłączeniem gmin podmiejskich), z czego około 65 % liczyła ludność polska, trochę ponad 10 % ruska, jak nazywano wówczas Ukraińców, około 24 % żydowska, a niewiele ponad 1 % przypadało na inne narodowości, głownie Ormian, Karaimów, Greków i Niemców. Wszystkie te nacje odcisnęły ty swój ślad, ten ulotny , w niezwykłym klimacie miasta, znanym już tylko z opisów i materialny , widoczny najbardziej w kamiennych budowlach.

Nie darmo już w średniowieczu nazywano Lwów Rzymem i Wenecją Północy. Bogacące się szybko na handlu z Bliskim i Dalekim Wschodem miasto z wieku na wiek rozrastało się i piękniało swymi budowlami. Jak mówi jego wielki miłośnik Jerzy Janicki : Lwowianom „ po latach przestały już wystarczać umiejętności rodzimych muratorów, zwabiać więc poczęli architektów z Italii, rzeźbiarzy z Niemiec, malarzy z Francji. Żyć im się zamarzyło nie tylko bogato, ale i kulturalnie, wystawnie i wygodnie zarazem, dzięki czemu już w końcu XIV wieku posiadał Lwów rzadkie podówczas w Europie urządzenia , jak wodociągi, łaźnie, szpitale, kanały i bruki. Kto tam wtedy do Lwowa nie zjeżdżał(…) I Włoch Pietro di Barbona, który wkrótce zasłynął budową wieży przy cerkwi Wołoskiej, zwanej powszechnie wieżą Korniaktowską, bo ją Grek rodem z Krety, Korniakt, ufundował, a którą to wieżę bez cienia przesady równają znawcy z najpiękniejszymi campanillami Florencji.Inny jeszcze Pietro – Italus .Ten też projektem wieży się wsławił , tyle że przy katedrze Ormianskiej.

Nawet jeśli nie opuszczając rynku poprzestać tylko na Czarnej Kamienicy albo domu Bandinellich, gdzie w 1627 pierwszą założono pocztę, czy kamienicy konsula weneckiego, pojąć można poetę Sebastiana Klonowica, który oniemiały pysznością budowli, strojnością mieszczek , bogactwem kramów, zachwyt swój zawarł w patetycznym wersecie :”Chyba wszystkie skarby świata zwożą w ten gród graniczny sanie północy i łodzie oceanu”. Nie masz epoki ani stylu, który by swej pieczęci odciśniętej na bruku lwowskim nie ostawił. Barokiem pieczętują się Jezuici i Dominikanie, gotykiem – katedra Łacińska, flamandzkim renesansem –Arsenał Królewski, orientalnym stylem – katedra Ormiańska, empire –Ossolineum, klasycyzmem – Kolegium Pijarów. Istnym klejnotem rokoka jest cerkiew świętego Jura, dzieło Bernardo Merettiniego, zwanego Meretynem.”

Jak czarodziejski tort przygotowany na ucztę dla naszych oczu prezentuje się Kaplica Boimów zbudowana w 1615 roku dla uczczenia Męki Pańskiej . Jej zewnętrzne ściany pokrywa niezwykła tkanka płaskorzeźb, której analogii trudno by szukać we współczesnej nam Polsce. Jakiejś jej przytłumione podobieństwa można odnaleźć jedynie w zdobnictwie kamienic Przybyłów w Kazimierzu nad Wisłą, powstałych zresztą w tym samym okresie.

Plik:Lwów - główna brama Cmentarza Łyczakowskiego około 1900 r.jpgW naszej wędrówce po Lwowie, nie można także pominąć Miasta Umarłych- Łyczakowskiego Cmentarza ,porównywalnego swym pięknem do paryskiego Pere Lachaise . Spacerując alejkami tego niecodziennego parku odnajdujemy  wśród wspaniałych nagrobków nazwiska z wielkiego panteonu narodowego. Leżą tu przecież Konopnicka, Zapolska, Grottger, Łoziński, Goszczński ,Wolska i wielu, wielu innych , a także- Orlęta …wszyscy spragnieni naszej pamięci, która jest przecież także formą modlitwy…

Żegnając to nasze niecodzienne miasto zamyślmy się przez chwilę nad słowami Kornela Makuszyńskiego wypowiedzianymi w „Uśmiechu Lwowa”,w 1934 roku : „ Lwów miał zawsze duszę radosną i rozśpiewaną. Przewalały się nad nim burze (…) żelaznym zębem wojna gryzła jego mury ,gromy biły w jego wieże, a jego dusza jakąś żarliwą wiarą przepojona zawsze śpiewała. Ledwie przygasła łuna pożarów(…)z niego już biła łuna radosnej dumy, że oto raz jeszcze nie wiadomo który spełnił swój rycerski obowiązek; ze postawiony na straży u kresów Rzeczypospolitej nigdy nie zasnął(…) Nie ma w Rzeczypospolitej miasta bardziej promienistego, choć wiele jest w niej miast bohaterskich z Warszawą na czele(…)Nie ma miasta bardziej gotowego do śmiertelnej ofiary, do zaparcia się do ostatniego tchu.(…)Lwowscy ludzie ,zaprawieni w srogich przeciwnościach(…)poznają się wszędzie po powadze w spojrzeniu i uśmiechu na ustach.(…) I trzeba wiedzieć, że nie ma takiej na świecie biedy, której by we Lwowie nie umiano zmienić w piosenkę!”

I jakże można zapomnieć Lwów ?

http://zmojejwyspy.salon24.pl/308296,kresy-pamieci

Zobacz także:

KRESY PAMIĘCI – Wilno

OBRAZY MATKI BOŻEJ PRZYWIEZIONE PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ Z KRESÓW WSCHODNICH

Opublikowany w Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | 2 Comments »

Litwini za wspólnym gazociągiem

Posted by tadeo w dniu 22 Lipiec 2011

Rząd w Wilnie liczy na powstanie gazociągu polsko-litewskiego, ale nie wiadomo, kto miałby być partnerem naszego Gaz-Systemu.

źródło: Bloomberg
Litwa zależna od Rosji

źródło: Rzeczpospolita
Litwa zależna od Rosji

– Popieramy plan budowy gazociągu polsko-litewskiego – zapewnia „Rz” wiceminister spraw zagranicznych Litwy Egidijus Meilūnas. – To inwestycja, która ma poprawić bezpieczeństwo energetyczne w naszym regionie, i dlatego powinna uzyskać wsparcie finansowe ze strony Unii Europejskiej.

O dofinansowanie zabiegać będą szefowie Gaz-Systemu i Lietuvos Dujos, którzy wkrótce wybierają się do Brukseli, by w Komisji Europejskiej przedstawić projekt gazociągu i wstępne studium wykonalności. Formalne poparcie połączenie już otrzymało, bo obie firmy uzyskały dofinansowanie do prac projektowych. Bruksela zdaje sobie sprawę, że rurociąg powinien powstać, gdyż Litwa jest całkowicie uzależniona od dostaw surowca z Rosji i nie ma teraz żadnej innej drogi zaopatrzenia. Dzięki projektowi Litwini mogliby sprowadzać gaz via polski terminal w Świnoujściu.

Problem polega jednak na tym, że nie wiadomo, jaka firma będzie współinwestorem, gdy zapadnie decyzja o budowie połączenia. Lietuvos Dujos kontrolują niemiecki E.ON i rosyjski Gazprom. Rząd – zgodnie z prawem unijnym – chce wydzielić spółkę, która jak nasz Gaz-System będzie pełnić funkcję niezależnego operator gazociągów. Gazprom oprotestował tę decyzję, bo nie chce tracić kontroli nad gazociągami i tym samym tranzytem  rosyjskiego surowca przez Litwę do obwodu kaliningradzkiego. Wiceminister Egidijus Meilūnas zapewnia, że wydzielenie operatora jest przesądzone, a cały proces zostanie ostatecznie zakończony w 2013 roku. Możliwe zatem, że do tego czasu decyzja o budowie gazociągu nie zapadnie.

Litewski rząd w ramach poprawy bezpieczeństwa energetycznego chce też jednak, by do 2014 roku powstał pływający terminal LNG. I już podjął wstępną decyzję.

 

Rzeczpospolita

Opublikowany w Gospodarka i Ekonomia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

„Walc wileński” – Zespół „Dolnoślązacy” z Ciechowa

Posted by tadeo w dniu 21 Lipiec 2011

http://gloria.tv/?media=173835

Opublikowany w Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Muzyka | Leave a Comment »

Soleczniki (Salcininkai)

Posted by tadeo w dniu 21 Lipiec 2011

Opublikowany w Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Muzyka | Leave a Comment »

Smutne rezultaty operacji „Ostra Brama”

Posted by tadeo w dniu 20 Lipiec 2011

17 lipca 1944 r. sowieckie służby specjalne Smiersz rozpoczęły aresztowania i rozbrajanie oddziałów Armii Krajowej, które tylko 4 dni wcześniej zakończyły dokonywaną wspólnie z sowiecką Robotniczo-Chłopską Armią Czerwoną [= PKKA] siedmiodniową operację wyzwalania Wilna.

   W planach i zamierzeniach polskich operacja „Ostra Brama” miała doprowadzić do wyzwolenia i zajęcia miasta przed wojskami zdradzieckimi, aby zaprezentować się przed nimi jako gospodarze tych terenów. O sensie tej demonstracji później.

   Niespodziewanie silny opór wojsk hitlerowskich (m.in. w wyniku mianowania na komendanta obrony gen. Stahela – zapisał się jeszcze on od 1.VIII w historii Polski, niestety) uniemożliwił powodzenie polskiego powstania, które zostało źle przygotowane, wybuchło przedwcześnie i dlatego musiało poczekać na dotarcie czołgów 5. pancernej armii gwardii Rotmistrzowa (3. korpusu pancernego).

Dopiero wtedy, Akowcy ze wsparciem sowieckiej techniki (lub raczej na odwrót – sowiecka technika, nierzadko „made in USA” = 25% tanków, 60% samochodów, 75% benzyny lotniczej!, z pomocą AK), doprowadzili do wyparcia niemieckiego garnizonu i wyzwolenia miasta.

    Po początkowej sympatii ugruntowanym braterstwem walki stosunki polsko-sowieckie zaczęły się psuć, np. nie pozwolono Polakom na defiladę w centrum miasta (odbyła się w Wilnie tylko jedna, na Antokolu, z udziałem tylko jednej brygady AK spośród 12 biorących udział w operacji „Ostra Brama”), zmuszono ich do opuszczenia Wilna. Dowództwo zaproszono na rozmowy w sprawie przekształcenia zgrupowania wileńskiego AK w dywizję piechoty i brygadę kawalerii Wojska Polskiego mającego walczyć u boku Armii Czerwonej (po niesławnym* wyniku bitwy pod Lenino 12.10.1943 przez 9 miesięcy żadna jednostka tzw. berlingowców, tj. armii utworzonej przez Sowietów na polecenie Stalina nie została skierowana na front). Generał Iwan Czerniachowskij z 3.Frontu Bałtyckiego zgodził się na polskie żądania, unikając deklaracji politycznych, zapraszając sztab na rozmowy 16-ego lipca. Z tych rozmów nikt jednak nie powrócił, prawdopodobnie nie wziął w nich udziału gen. Czerniachowskij, a szef Smiersza – złowrogi Iwan Sierow.

      Postawił on warunek – podporządkowanie się przez generała (de facto – pułkownika) „Wilka” Krzyżanowskiego władzy PKWN-u Wandy Wasilewskiej i innych stalinowskich agentów. Po jego stanowczej odmowie aresztowano cały sztab AK, a także przedstawicieli polskiej administracji cywilnej w Wilnie, po czym przystępiono do rozbrajania oddziałów. Taki los spotkał również 6.brygadę wileńską płk. Konara Koprowskiego, która 7.7.44 pod Szwajcarami uwolniła z rąk niemieckich ponad tysiąc jeńców radzieckich. Zgromadzonym w obozie koncentracyjnym w Miednikach Akowcom sam gen. Sierow proponował wstąpienie do armii Berlinga. Polacy nieugięcie odpowiadali: „Chcemy Wilka!”. Wobec czego zostali wywiezieni w głąb ZSRR (ale nie na Syberię!) i traktowani jako robocze bataliony Armii Czerwonej, np. jako 361.zapasowy pułk piechoty (dostali nawet radzieckie uniformy, początkowe nowiutkie, po dalszych odmowach i dowodach antyradzieckiej postawy – złachmanione ;). Do Polski (lub Litewskiej Soc.Rep.Sowieckiej) wrócili w latach 1946-48.

   Epilogiem „Ostrej Bramy” była bitwa pod Surkontami. Już nie przeciw Niemcom, lecz z jednostkami Smiersza i NKWD. Poległ* w niej 21.VIII współautor planu „Ostra Brama” ppłk. Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”, w 1939 r. dowódca piechoty pierwszego partyzanckiego oddziału 2.wojny światowej majora Hubala-Dobrzańskiego.

Tak to historia zatoczyła pętlę – pierwszy partyzant 2ww przeciwko Niemcom, został zabity przez ich sojuszników z 1939-41 w 3 lata i 2 miesiące po „wygaśnięciu” tamtego inter-nacjonal-socjalistycznego przymierza.

    Wspominając tragiczne losy bohaterów wileńskiego powstania zadaję sobie pytanie:„Czy było one niezbędne, czy musiało się wydarzyć?” Było przecież li tylko manifestacją polityczną mającą potwierdzić polskie prawa do Wileńszczyzny, tj. de facto walką o granice.

W sytuacji, gdy nie granice, a niepodległość państwa polskiego ważyła się na szali losu i wyroków historii.

W sytuacji, gdy wschodnie granice przyszłej Polski (niepodległej, bądź zależnej od ZSRR) były już od blisko roku zatwierdzone przez 3 wielkich tej wojny i postwojennej Europy.

 Była to demonstracja słuszna z moralnego punktu widzenia, jednak całkowicie bezsensowna i nieusprawiedliwiona politycznie. Polski rząd w Londynie, będący zwierzchnikiem wileńskich Powstańców, nie był uznawany przez ZSRR, którego wojska podchodziły pod Miasto. Lojalistyczna i patriotyczna (czyli nacjonalistyczna) postawa Wilniuków bynajmniej nie mogła przypaść do gustu ideowym internacjonalistom, zwłaszcza stalinowskiego chowu. Konfrontacja była więc nie do uniknięcia. Ale jakiekolwiek represje Stalina wobec „polskiej mniejszości” na jego terenie, uznanym przez prezydenta USA i premiera UK, nawet o charakterze ludobójczym (do których nie doszło), nie mogły wzburzyć zachodniej opinii publicznej przeciw „największemu pogromcy Hitlera”, nie mówiąc już o wyrachowanych zachodnich przywódcach.

    Gorzej, zachodnia opinia publiczna dostawała bardzo nielogiczny, typowo „polish” przekaz informacyjny – Wilno jest uznawane przez Sowiety za ich strefę wpływów, USA i UK nie są temu przeciw. Polacy wobec zbliżania się Sowietów do Wilna rozpoczęli walkę o miasto, dopomagając znacząco jego wyzwoleniu. Wniosek logiczny – Polacy również popierają sowieckie pretensje do tych ziem. A marginalne informacje o konflikcie polsko-sowieckim po wyzwoleniu Wilna (jeśli przedarły się przez cenzurę wojenną, bardzo w Anglii srogą), to wynik tradycyjnej kłótliwości i pryncypialności Polaków, pewnie poszło im o jakieś imponderabilia – orzełek nad orłem lub nieodpowiedni przymiotnik.

    Wobec świadomego nieuznawania polskiego rządu emigracyjnego przez Stalina (co było mu idealnie na rękę), wszelakie działania zbrojne militarnie korzystne dla Sowietów, ale politycznie przeciwne ich celom podporządkowania Polski, w dodatku na terenach uznawanych przez nich za swoje, były szkodliwe dla polskich interesów, zarówno narodowych na tych terenach (dekonspiracja, straty w walkach i internowanie), jak i państwowych. Osłabiały one siłę i potencjalne wystąpienie AK na terenach etnicznie i bezspornie polskich. M.in. dla potrzeb wystąpień na Kresach wschodnich, 9 lipca 1944 na 22 dni przed wybuchem Powstania Warszawskiego wysłano z Warszawy (niemałym trudem i wielkim kosztem konspiracyjnej logistyki)900 pistoletów maszynowych znacznie osłabiając siłę AK w Warszawie. W wyniku tej decyzji 1 sierpnia Godzinę „W” rozpoczęto w stolicy z około 600 pistoletami maszynowymi (o 1700 za mało niż przewidywał plan minimum!).

Pisałem o tym dawno temu w „Samo-rozbrojenie AK przed Godziną W”

http://witas1972.salon24.pl/55197,samo-rozbrojenie-ak-przed-godzina-w

     Bohaterstwo, wierność i nieugiętość wspaniałych Wilniuków i Nowogródczan zostały, niestety, zmarnowane przez błędne decyzje ówczesnych polskich liderów politycznych, którym wydawało się, że politykę można uprawiać za pomocą metod zbliżonych do prostoty obsługi cepa (premierem RP był Mikołajczyk – chłop z Poznańskiego).

Gdy politykom nie starcza wyobraźni, młodsze pokolenia płacą krwią.

Vae victis!

* – zaznaczone zagadnienia wymagają rozszerzonego komentarza, jak ktoś był by zainteresowany, proszę pytać.
Ciekawe wspomnienia z Wilna lipca’44 i okresu przed i po:
Bardzo ciekawy tekst o współczesnym, ale nie tylko,  Wilnie-http://swiatowidz.pl/?p=2460

Przeczytaj także:

Opublikowany w Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | 1 Comment »

TY, CO W OSTREJ ŚWIECISZ BRAMIE… (1937)

Posted by tadeo w dniu 20 Lipiec 2011

TY, CO W OSTREJ ŚWIECISZ BRAMIE… * Film fabularny * Produkcja: Polska * Rok produkcji: 1937 * Premiera: 1937. 04. 30 * Dane techniczne: 2200 m. 77 min.

Całość:

http://gloria.tv/?media=178013

W 8 odcinkach:

Ryszard, młody urzędnik, został bez pracy, otuchy dodają mu matka i narzeczona . . . Szczęście się do niego uśmiecha, bo ministerstwo zainteresowało się jego wynalazkiem. Fatum jednak chce, że pociąg, którym jedzie do Warszawy, ulega katastrofie . . . Maria w modlitwie do Matki Boskiej Ostrobramskiej czerpie nadzieję, że Ryszard wróci . . . Tymczasem on porwany został do odludnej willi przez tajemnicze konsorcjum człowiek opiera się i bohatersko znosi najokropniejsze próby, jakim jest poddawany. Odtrąca też piękną Irmę, ta zaś wpada na szatański pomysł sprowadzenia do willi Marii. Zastaje ją pogrążoną w modłach. I wówczas w duszy grzesznej kobiety następuje przełom. Irma decyduje się ratować Ryszarda i zwrócić go matce i narzeczonej.
Ekipa * Reżyseria: Jan Nowina-Przybylski * Współpraca reżyserska: Jerzy Marr * Scenariusz: Tadeusz Kończyc * Zdjęcia: Albert Wywerka * Scenografia: Jacek Rotmil, Stefan Norris * Malarstwo artystyczne: Józef Galewski * Muzyka: Jan Maklakiewicz, Wiktor Krupiński * Wykonanie muzyki: Chór Opery Warszawskiej, Chór Gazowni Miejskiej, Ignacy Dygas (pieśni religijne) * Kierownictwo muzyczne: Jan Maklakiewicz * Dźwięk: Stanisław Urbaniak * Charakteryzacja: Konrad Narkiewicz * Kierownictwo produkcji: Stefan Nasfeter * Kierownictwo zdjęć: Mikołaj Iwanow, Wacław Sankowski * Produkcja: Biuro Filmowe Stefan Nasfeter * Atelier: Falanga * Laboratorium: Falanga * Obsada aktorska: Mieczysław Cybulski (Ryszard Malewicz, narzeczony Marii), Maria Bogda (Maria), Lena Żelichowska (Irma), Tekla Trapszo (matka Ryszarda), Kazimierz Junosza-Stępowski (baron), Artur Socha (inżynier), Stanisław Sielański (Kwiatek), Feliks Szczepański (Stefan, przyjaciel Ryszard), Nina Świerczewska (Julisia), Jan Kurnakowicz (Józiuk), Helena Buczyńska (Petronela), Wanda Jarszewska (pasażerka), Aldona Jasińska (przekupka), Wanda Bartówna (nie występuje w czołówce), Jadwiga Bukojemska (nie występuje w czołówce), Stanisław Grolicki (nie występuje w czołówce), Józef Maliszewski (ksiądz; nie występuje w czołówce), Irena Skwierczyńska (nie występuje w czołówce), Helena Zarembina (śpiewająca kobieta; nie występuje w czołówce)

Opublikowany w Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Filmy religijne, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | 2 Comments »

Z Janem o świętym Janie i przedwojennym patriotyzmie

Posted by tadeo w dniu 19 Lipiec 2011

Od kilku lat na Litwie istnieje nietypowe święto państwowe – świętego Jana – obchodzone jako dzień wolny od pracy i będące niejako prezentem dla Janów, Janin i wszystkich tych, którzy hucznie obchodzą Sobótki. Można więc bez przeszkód szukać kwiatu paproci, tańczyć wokół ogniska i nie martwić się konsekwencjami zarwanej nocy. Imię Jan, Jonas rzeczywiście jest bardzo popularne na Litwie, choć nie mniej popularne było i wtedy, kiedy prawdziwie ważnym świętem było Boże Ciało. W przeddzień świętego Jana odwiedziliśmy Jana Pileckiego, sędziwego mieszkańca podwileńskich Awiżeń, który uraczył nas wspaniałą opowieścią o tamtych odległych czasach.

Jak wielu przedwojennych wilniuków, Jan Pilecki ma w pamieci zarówno piękne wspomnienia dzieciństwa z międzywojnia, jak i wojenną pożogę. Wspomnienia ciemnych lat w sowieckich łagrach, kiedy to „chciało się tylko jedno, żeby nie zostawić tam kości, bo nikt ich nie wspomni. Zakopią gdzieś tam w jakieś błota i wszystko. To tak chciało się chociaż swoje kości wywieźć do domu. Udało się, chwała panu Bogu!”.

Los pozwolił Janowi Pileckiemu wrócić do rodzinnych Awiżeń, wyleczyć nabyte na zesłaniu choroby, pracować. Czas wolny od pracy Jan Pilecki poświęcał pielęgnowaniu fantastycznego ogrodu i… poezji. Jego wersy pełne są głębokiego patriotyzmu, który zaszczepiono mu jeszcze w polskiej przedwojennej szkole, i który przez dziesięciolecia dojrzewał niczym dobre wino:

A my Wilniuki tu zakorzenieni, choć wiatry wiały i wieją nam w twarz,
Nic nas nie zmieni i nikt nas nie złamie, bo znamy na pamięć Dąbrowskiego marsz.
Nas nie złamały burze dziejowe, okupacje, lagry i mrozy Syberii,
Nie złamią nas chyba i wiatry miejscowe, Bóg raczył stworzyć nas z twardej materii.
Taki to jest nasz wileński lud i dewiz życia nasz nie nowy:
Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, nie damy pogrześć mowy!

Zdjęcia i montaż: Paweł Dąbrowski

http://www.wilnoteka.lt/pl/video/z-janem-o-swietym-janie-i-przedwojennym-patriotyzmie

Opublikowany w Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, POLECAM, Wspomnienia | Leave a Comment »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 380 other followers